Felietony i artykuły autorskie

Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?

sens-zyciaOdnośnie tego powyższego obrazka.. Moje „kiedyś” dopiero skromnie się zaczęło. W moim wieku (31 lat) owo „kiedyś” w zdecydowanej większości przypadków staje się „wczoraj„. Znam te złamane życiorysy, ludzi o złamanych sercach. Gdy mi się zwierzają, mówią w zasadzie jedno i to samo, choć historii słyszałem multum i każdy z nich uważa że jego historia jest inna. A umiem słuchać i jestem dyskretny. Owo „kiedyś” zostaje zamordowane przez kredyty, kariery i nadgodziny, obowiązki, codzienny kierat, partnera i dzieci którzy są coraz bardziej obcy, szarość i burość dnia.

Nie ma już tego jeszcze studenckiego święta życia. I nie, nie ma to nic wspólnego z dorosłością i odpowiedzialnością – one nie muszą tak wyglądać. Sami zakładamy sobie kajdany i pęta, na własne życzenie. Bo chcemy tak jak inni, bo też chcemy realizować się w systemie. Bo mamy pragnienia i oczekiwania, których głęboko chore społeczeństwo i skorumpowany moralnie system nie są w stanie spełnić. Moje przesłanie jest takie, że przynajmniej z części tego co proponuje społeczeństwo, warto zrezygnować.

Razu pewnego wydarzyła się dyskusja z jednym ze znanych mi ludzi. Ten człowiek stwierdził, że jestem już diametralnie inny niż kiedyś. Że mógłbym pomyśleć o ustatkowaniu się i te sprawy.. USTATKOWANIU SIĘ. No ludzie no.. Ledwo zacząłem żyć, a oni już mi każą się babrać w tym bagnie ślubów, kredytów, nadgodzin, rozmnażania. Oni mieli czas wyszaleć się za wszystkie czasy w wieku 15 do 25, a czasem i do 30 lat. Niektórym to na kilkanaście wcieleń starczy, haha. Dopiero po tym okresie zdecydowali się na służbę systemowi. I większość, zdecydowana większość tego żałuje i zapłaciła za to ogromną cenę.

Dwaj najpotężniejsi okultyści na Ziemi, Vadim Zeland i Dymitr Wereszczagin wysnuli pewną rewolucyjną tezę. Że człowiek wcale nie musi starzeć się tak ekstremalnie szybko. Obecnie już 30 latek w wielu sferach niedomaga, a wiek 40 lat to już początek wielu chorób. Wg mitologii hebrajskiej (biblia) i wielu innych przekazów najróżniejszych ludów, kiedyś żyliśmy 1000 lat. Potem stało się owo „coś” i ludzkość zapadła na coś na kształt zbiorowej neurozy, psychozy. Nie wiem i prawdopodobnie nie dowiem się co to było. Według niektórych grzechem pierworodnym jest lęk przetrwania w świecie, w którym zasobów nie starcza dla wszystkich. To z lęku przetrwania bierze się praktycznie 100% (lub chociaż 99%) zła na Ziemi. Popatrz głębiej i otwartymi oczyma, to zawsze w tle znajdziesz ów lęk przetrwania jako praprzyczynę, genezę zła.

I teraz: całe ludzkie życie jest podsiane lękiem. Lęk , w tym lęk przetrwania, jest jak wolno działający, ale jednak zabijający wirus. Jest niczym AIDS – można żyć z nim całe dekady, ale kiedyś tam zabije. Im człowiek starszy i starszy, tym lęk przetrwania i inne lęki są większe. Bo stawka coraz większa. wiadomo że gdy człowiek wchodzi w wiek rozrodczy, gdy bierze śluby, płodzi dzieci, zaciąga jeden, drugi, trzeci kredyt – to lęk przetrwania zwiększa się wiele, wiele razy. Jeśli nie świadomie, to chociaż podświadomie. Ale on tam gdzieś jest. I niszczy człowieka od środka. Nawet akademicka medycyna dekady temu przyznała, że stres i złe emocje napędzają setki typowo fizycznych chorób.

Zawsze zastanawiał mnie też fenomen ludzi którzy nawet po 10 i więcej latach kochają siebie tak samo intensywnie, jak na początku. Są to nieliczne jednostki pośród miliardów żywych trupów. Jednostki pośród większości, która po latach nienawidzi siebie nawzajem, i swoją nienawiść do partnera za przegrane życie, podświadomie przenosi na dzieci. Teraz przybliżyłem się do odpowiedzi na to nurtujące mnie pytanie. Miłość wg akademickiej nauki trwa maksimum 5 lat. A tymczasem chyba prawdą jest to, że to te całe kredyty, obowiązki, kariera, kierat i szarość dnia codziennego – zabijają miłość.

Lubię czytać analizy i wpisy Łukasza M. Łukaszewicza na temat roli kobiet i mężczyzn i relacji między nimi. Jest on jednym z niewielu ludzi którzy zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest nowe spojrzenie na te tematy, jak i przedefiniowanie tych pojęć. Wcześniej zostały one wypaczone przez porządek patriarchalny, który jest inaczej porządkiem ojca chrzestnego. Jest to system w którym 100% kobiet i 99% mężczyzn jest więźniami czy też niewolnikami. Opisywałem to szczegółowo w felietonie poniżej:
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?

Ubolewam trochę że tak niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że genezą obecnej sytuacji na świecie jest nie wyrównanie pierwiastków żeńskich i męskich, i niezgodność między nimi. Z jednej strony, kobiety często są pozbawione swojej wewnętrznej siły i mocy, i podświadomie szukają jej u mężczyzn, wybierając na partnerów agresywnych, typowych samców, a innymi mężczyznami nie interesując się. Z drugiej strony, mężczyźni często są pozbawieni swojej kobiecej wrażliwej strony, i w tym starym porządku świata pełnią rolę katów, diabłów.

Nawet ludzie zainteresowani tematami alternatywnymi nie widzą rdzenia tego globalnego oprogramowania. Nawet nie chodzi mi o jakichś słowian-rodzimowierców którzy jednego bożka zamienili na innego – równie konserwatywnego. Ani nie chodzi mi o zwolenników spiskowej teorii dziejów, którzy są tak zesrani ze strachu, że bardziej się chyba nie da. Chodzi mi o naszych ludzi, wyznających doktryny takie jak telegonia – które są jeszcze gorsze niż reformujący się ciągle katolicyzm.

Cytuję: „Patriarchat oznacza dosłownie „rządy ojców”, ale w patriarchacie bardzo niewielu mężczyznom wolno odgrywać rolę „ojca” poza ograniczoną sferą rodziny. Struktura hierarchicznych instytucji to piramida: jeden mężczyzna na górze kontroluje wielu pod sobą. Mężczyźni rywalizują o pieniądze i o władzę nad innymi; większość, która nie osiąga szczytu hierarchii, zmuszona jest pozostać w stanie niedojrzałości, odgrywając rolę posłusznych bądź zbuntowanych synów. (…) W centrum naszej psychologii leży wojna między synami i ojcami, wiecznie rywalizującymi o wyłącznie posiadanie matki, która, jak wszystkie kobiety w patriarchacie jest ostateczną nagrodą za zwycięstwo.”
~Starhawk, Taniec Spirali, strona 111

Nie traktujcie tego, co napiszę poniżej do końca na serio. Bo ja wiem, że to nie tak 😉 Dziś natrafiłem na wpis Łukasza Łukaszewicza odnośnie relacji, jakie występują w rodzinach. Jest to kolejny genialny wpis o tym, jak traumatyczne i stresogenne są relacje na Ziemi. W poprzednim nieco prześmiewczym felietonie porównałem macice bogobojnych, nieświadomych kobiet do komór gazowych i krematoriów, purytańskie domostwa do obozów koncentracyjnych, rodziców nie znających realnej wiedzy o świecie – do SSmanów, zaś proces wychowawczy w którym zaszczepiane są lęki, kompleksy i traumy – do wyrywania Polakom i Żydom złotych zębów przez niemieckich nazistów.

Za mocne porównanie? Być może. Co dali nam ziemscy rodzice? W zasadzie nic lub bardzo niewiele. Czytanie, pisanie, obsługa sztućców i szereg innych umiejętności. Ale to minimum minimum no i jest to de facto przygotowanie do roli ofiary i jednocześnie drapieżnika. No i przekazali nam swoje jak i globalne lęki, kompleksy i traumy. Ilu ludzi wychodzi poranionych i pokiereszowanych z takiego rodzinnego obozu koncentracyjnego?

Odpowiedź jest jedna i brzmi: 100%. Dlatego czasami myślę że istnienie takiego świata nie ma żadnego sensu. I myślę wtedy ze rozmnażanie jest największą możliwą zbrodnią jaka zna Ziemia – zbrodnią ludobójstwa. Bo to rozmnażanie a więc rodziny powołały do życia takie istoty jak Hitler itp itd. To szarzy, przeciętni Kowalscy powołali do życie nie tylko zbrodniarzy wojennych, ale dziesiątki milionów mniej pospolitych przestępców.

Myślę wtedy że przyszłych pokoleń nie powinno być. Że wszyscy powinniśmy odejść bezpotomnie by nie zasilać systemu i nie skazywać niewinnych istot (dzieci) na życie w świecie który nie zapewnia nawet minimum minimum. W świecie, który za 20 lat może być tak zdewastowany, że luksusem będzie łyk wody i kęs nieskażonej żywności. Dziś o byle miskę ryżu trzeba walczyć nogami i rękami u typowego kapitalisty, takiego Janusza Cebulaka, który choć zarabia miliony, płaci robolom 1500 zł na rękę.

Ale potem mi przechodzi. Przecież dobrze znam zasady i cel takiej a nie innej sytuacji na świecie. Tak, przecież Ziemia to planeta próby, to szkoła życia dla niżej rozwiniętych dusz. No dobrze, to wszyscy czytający wiedzą. Ale załóżmy na chwilę że to nie jest prawdą. Że całe to cierpienie nie ma żadnego, absolutnie żadnego sensu. Ba! Że to całe cierpienie absolutnie niczego nie uczy i nie ma nic na celu. Cierpimy bo tak są ustawione parametry Rdzenia systemu – by ludzie i wszystkie inne istoty cierpiały jak najwięcej. Że komuś na górze na tym zależy. I co wtedy? Tak tylko rozważam różne hipotezy.

A na poważnie, na serio: Wszyscy ludzie których spotykamy w naszym życiu, pojawiają się z jakiegoś konkretnego powodu. Jedni mają sprawić, że my się zmieniamy. Innym z kolei my mamy pomóc zmienić ich życie. Rozróżnij kto po co do Ciebie przyszedł, i nie pomyl się w ocenie. No i ktokolwiek ma być częścią Twego życia, będzie wracał do Ciebie stale bez względu na to jak daleko zawędrował. Ponoć przed wcieleniem się wybraliśmy sobie różne szczegóły i elementy naszej ziemskiej drogi, w tym tych wyrodnych, zlęknionych i styranych życiem rodziców. Ponoć.

Choć ogrom czynników i przesłanek wskazuje że tak właśnie jest, to ja tego do końca nie wiem. Nie byłem tam po drugiej stronie i nie widziałem na własne oczy. Chciałbym uwierzyć w to i owo.. Ale nie mogę uwierzyć bez jasnych i namacalnych dowodów. Cenne jest z doktryn ezoterycznych to, co możesz realnie wcielić w życie, by pomóc sobie i swoim bliskim. Cenne jest też to, co ma oczywiste potwierdzenie w twardych realiach życia. Reszta to czasami bujanie w obłokach. Postawa niewiernego Tomasza czy też racjonalisty-sceptyka bardzo się przydaje w badaniu tego wciąż bardzo słabo poznanego, alternatywnego świata. Wątp we wszystko, nie wierz niczemu ani nikomu, ale nie odrzucaj na ślepo, bo to z kolei drugi, przeciwny biegun fanatyzmu. Postaraj się sprawdzić i weryfikować.

W poniższych felietonach próbowałem dokonać syntezy obecnej sytuacji na Ziemi i dociec jej praprzyczyny, genezy. Zdaję sobie sprawę że to tylko wierzchołek góry lodowej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Reklamy

51 odpowiedzi »

  1. Poczytajcie sobie o projekcie ONZ „New Urban Agenda”. Zostanie to wprowadzone w październiku bieżącego roku. Jarek to jest dobry temat na artykuł.

    Polubienie

  2. …ale dlaczego tak buntujesz się przeciw temu systemowi…
    może tylko tak możemy się rozwijać? może w zasadzie w każdy inny sposób, (w pozytywnych relacjach), ale tak wielu z nas -LUDZI
    do tego jeszcze nie dojrzało? (wiek duszy).

    wyobraź sobie siebie jako „małe dziecko” patrzące na świat – w górę,
    potem jako siebie teraz „dorosłego” – patrzysz na dziecko,
    wyobraź sobie siebie jako gołębia patrzącego na was dwóch
    z błękitnego nieba, widzi wiele, wiele więcej.
    Zależność, bunt, wolność.

    Polubienie

  3. Nasi rodzice, nasi nauczyciele, nasi pracodawcy, nasze całe otoczenie — wszystko to stara się nas pozbawić naszych darów pierwotnych, z którymi przyszliśmy na ten świat.

    Można je porównać do złotych zębów. Bo dzięki nim moglibyśmy rozgryzać wszystkie twarde problemy życiowe. I spożywać nasz chleb powszedni. Naszą codzienną karmę.

    Ten świat jest niejako podobny do dużego obozu koncentracyjnego. Podzieliliśmy go na zony, a każdej zony pilnują uzbrojeni strażnicy. Jeśli chcemy zmienić owe zony bez ich zezwolenia, to oni mają prawo i obowiązek nam to samowolne przekroczenie zony utrudnić, a nawet wręcz nam to uniemożliwić. I to przy zastosowaniu najskuteczniejszych środków. Czym zatem obywatel danego kraju różni się od więźnia w obozie koncentracyjnym.?

    Powiecie mi, że powstała Unia, gdzie nie ma żadnych kontroli na granicach. Nic nowego pod słońcem. Po prostu powstała wielka zona. Niby chodzisz swobodny, ale ciągle jesteś kontrolowany.

    Ale nie to jest najgorsze. Rzecz w tym, że tak ciebie programują od noworodka, że szybko tracisz owe złote zęby z którymi przychodzisz na ten świat.

    Przybywasz tu na ten padół łez i rozpaczy aby czegoś tu dokonać. Ale natychmiast tracisz takie umiejętności jak: telepatia, jasnowidzenie, umiejętność leczenia i wskrzeszania ludzi. Nie potrafisz chodzić po wodzie. Ani latać jak ptak w powietrzu. Nie masz już tych umiejętności, z którymi przyszedłeś na ten świat, bo zatraciłeś je tuż po urodzeniu mając co najwyżej kilka lat.

    Tracisz kontakt z Twoją własną Duszą. Tracisz świadomy kontakt z Twoją Nadświadomością. Tracisz świadomość Twoje Mocy, czyli Twojego Wyższego Ja. Do tego Twój ciągły brak wiary w siebie jest tym, co Ciebie zniewala. Tym strażnikiem tego obozu koncentracyjnego jest w dodatku Twój Umysł.

    Podobnie jak w takim obozie żyjesz ciągle w lęku. Żyjesz ciągle w stresie. Żyjesz ciągle w niepewności dnia obecnego. O niepewności jutra nawet nie wspominam. Ten ciągły lęk rodzi strach i agresję. Zaczynasz zachowywać się jak dzikie zwierzę. Atakujesz innych, a najczęściej siebie. Lęk ten wzmaga Twój popęd seksualny. Mam pamięć kilku poprzednich żywotów. Miałem wątpliwą przyjemność być w sowieckim łagrze i w niemieckim obozie koncentracyjnym.

    Czytałem owe obozowe wspomnienia. Ci autorzy piszą o tych miejscach trochę prawdy. Nikt nie napisze całej prawdy. Prawdy o tym, że ci maksymalnie zastraszeni ludzie pomimo głodu i katorżniczej pracy odczuwali niespotykaną na wolności potrzebę seksu. Niczym się tu nie różnili od dzikich zwierząt, które w okresie głodu zimowego mają ruję. Chyba tylko tym, że zwierzę ma samice o które może zawalczyć.
    Obozowi więźniowie nawet takiej możliwości nie mieli.

    Wracając do lęku przetrwania człowiek opętany tym lękiem wciąż żyje w ciągłym notorycznym stresie. Powoduje to negatywne myśli. Takie myśli wytwarzają negatywne okoliczności jego życia. Zaczyna myśleć o chorobach. Potem zaś choruje.

    Pierwsze są oczywiście choroby społeczne. Są nimi między innymi: alkoholizm, narkomania, lekomania, seksoholizm i inne tego typu dolegliwości. Z czasem owe dolegliwości zamieniają się w uzależnienia, a potem w trudne do wyleczenia nałogi.

    A to wszystko jest czynnikiem skracającym życie przeciętnego człowieka już nie do biblijnych 120 lat po potopie, ale co najwyżej do 60 lat. Niech uczeni piszą co chcą. Ja czytam tylko klepsydry. I mało kto z dzisiejszych młodych ludzi, czy małych dzieci dożyje owej sześćdziesiątki.

    Dawniej ludzie żyli w niewielkich grupach. Wiedli spokojny żywot. Konfliktów było mało. Toteż i stres był niewielki. Dziś żyjemy w istnej dżungli. W niej uwidoczniają się wszystkie cechy zezwierzęcenia człowieka. Walka o byt dochodzi tu do całkowitej skrajności. Walczymy już nie o mieszkanie, o pożywienie, o kobiety. Walczymy o władzę. Każdy chce być na świeczniku. Każdy chce mieć te swoje pięć minut.

    Władza jak każda władza uzależnia niczym najlepszy narkotyk. I taki człowiek zaczyna walczyć o ową władzę nad innymi ludźmi. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że wkrótce spotka kogoś, kto mu tę władzę odbierze. W ostateczności uczyni to choroba albo śmierć.

    Zamiast tedy dążyć do pełni władzy nad sobą człowiek walczy wciąż o władzę nad innymi. Tylko opanowując siebie możesz coś tu na tym świecie osiągnąć.

    I na sam koniec dlaczego tak się dzieje? Ano własnie dlatego, że ten świat, ten kraj jest tak właśnie zarządzany. Każdy chce władzy, ale nikt z rządzących nie ma daru ,,widzenia”. Stąd robią to co robią. Są praktycznie rzecz biorąc nieświadomi tego, że tak naprawdę rządzą iluzją. Wszystko co ich otacza jest jedynie projekcją ich myśli. Chcą władzy i tę władzę mają. A jeśli źle ją wykorzystają będą potem musieli to odpracować w następnych życiach. Tam to oni będą odczuwali skutki takich rządów jako ofiary takiego właśnie rządzenia.

    To własnie będzie ich pośmiertny czyściec.

    Polubienie

    • ,, Miłość wg akademickiej nauki trwa maksimum 5 lat. A tymczasem chyba prawdą jest to, że to te całe kredyty, obowiązki, kariera, kierat i szarość dnia codziennego – zabijają miłość.”

      Absolutnie się z tobą, Jarku, nie zgodzę. To człowiek poprzez swoją ignorancję usypia, odsuwa, zabija miłość.
      Jeżeli kochasz, zaczynasz stawać się miłością, emanujesz nią, JESTEŚ NIĄ!
      I myślisz, że jak już raz miłość zakotwiczyła się w tobie a ty w niej, to już tak będzie do końca świata. Że nie musisz jej karmić i dbać o nią, a ona ,,nie opuści cię aż do śmierci”.
      Taki jesteś tego pewien, że spokojnie możesz stać się czymś innym, a miłość jak najwierniejszy pies świata będzie za friko przy tobie warowaŁ i kiedy tylko zechcesz, możesz powiedzieć ,,aport!”

      I stajesz się kredytem, obowiązkiem, karierą, kieratem i szarością – to im poświęcasz swoje myśli, uczucia, zatracasz się w nich, bo przecież tak chcesz, bo to one, twoim zdaniem, teraz ciebie uszczęśliwią. A miłość? Nie masz teraz na nią czasu, ,,kiedyś” się nią zajmiesz.
      Mija kilka, a może kilkanaście lat spędzonych NA BARDZO WAŻNYCH SPRAWACH.
      Ze zdziwieniem dostrzegasz, że pies zdechł!

      O! jaka szkoda!, bo myślałeś, że skoro miłość przyszła znikąd, to może żyć niczym i w dodatku trwać wiecznie.

      Można ( wiem to) przeżyć w miłości z drugą osobą kilkadziesiąt lat, tylko trzeba dbać o tę miłość. Stawanie się czymkolwiek innym nie może być nigdy większe od BYCIA MIŁOŚCIĄ.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Polubienie

      • Krysiu jak zwykle masz 100% racji, wg mnie miłość jest jak zakupiony ulubiony kwitnący kwiat, który nie podlewany więdnie, tak jak nasza miłość która po rozbłysku w naszych sercach, po jakimś czasie zostaje odstawiona do kąta i o której sobie przypominamy po jakimś czasie, kiedy znaleźliśmy się, smutni ,sami i zabłąkani w prozie życia, jak właśnie owe kredyty i inne bzdety bez których możemy się obejść, jeśli tylko tak zdecydujemy i zechcemy. Wybór jak zawsze należy do nas samych, wszystko zależy od tego , czy chcemy mieć, czy być i co określamy jako szczęście.

        Jeżeli chcemy mieć wszystko od zaraz, już no to bierzemy kredyty, jeżeli decydujemy się budować nasze życie „dobytkowe” stopniowo w miarę posiadanych środków to takie wybieramy, ciesząc się każdą osiągniętą zdobyczą. Otrzymane wszystkie dobra materialne, czy to na kredyt, czy darowane i tak nie gwarantują, że na zawsze będziemy szczęśliwi, tak już zostaliśmy skonstruowani, że po osiągnięciu jednej zdobyczy zaraz marzy nam się następna, czego ja nie potępiam, ale we wszystkim musi być umiar. W przeciwnym razie dochodzi do zapętlenia się w materialnym marazmie i codziennym niezadowoleniu z niczego, po prostu człowiek staje się zgniłym człowiekiem marudą i smutasem, a gdzie w tym wszystkim tak ważny dla każdego sens życia, czyli rozwój duchowy. To nie warunki ekonomiczne decydują o tym czy jest się zadowolonym człowiekiem, to nasza świadomość życia „Tu i Teraz”.

        Pozdrawiam serdecznie MBD ♥

        Polubienie

      • Ok, ale ignorujecie takie zjawisko jak Bliźniacze Płomienie. Wtedy nie ma miejsca na jakieś zapomnienie, stłumienie i stawanie się czymś innym. Mylicie chyba też zakochanie z Miłością. Zakochać się może każdy, bo to hormony szaleją i ludzie dążą do rozmnożenia się. Potem hormony odchodzą i najczęściej jest koniec bajki. Jeśli człowiek nie jest zdolny do Miłości, to wtedy koniec, po ptakach. Będzie coraz gorzej i gorzej. Jeśli już czuje się Tę miłość, ma się tę zdolność, to jest to siła, która napędza do działania i „samo się robi”, bo jest napędzane tą życiodajną energią.
        Wiadomo, że czasem ego w chwilach ciężkich może przytłumić bezwarunkowe uczucie, ale jeśli człowiek jest na pewnym poziomie, to szybko się ocknie z chwilowego zamroczenia, więc nawet nie musi dojść do kryzysu.

        Polubienie

        • Tak,ignoruję zjawisko bliźniaczych płomieni bo uważam,że coś takiego w ogóle nie istnieje.Można się z kimś świetnie porozumiewać ,lubić itd.ale wg.mnie nie ma na świecie drugiej osoby z którą można byłoby się porozumieć na absolutnie każdej płaszczyźnie.To dotyczy również przyjaźni.Dla mnie przyjaźń jest wtedy,gdy poznam inną osobę bardzo dobrze ,ze wszystkimi jej wadami i zaletami i zaakeptuję w całości.
          Wiele osób (zazwyczaj kobiety)uważa,że miłość jest wtedy,gdy odnajdujemy swoją drugą połówkę.Ludzie się mylą myśląc,że ta druga osoba odczuwa dokładnie to samo.Ideałów proszę państwa nie ma.Są kompromisy i próby zrozumienia drugiej osoby,jest poczucie obowiązku,poczucie odpowiedzialności,jest świadomy wybór.Romantyczne farmazony rozbudzają wygórowane oczekiwania wobec partnerów i są przyczyną nieporozumień,bólu i rozstań.
          Tani sentymentalizm jest mylony z wrażliwością ,och,jak się można rozczarować.
          Małżeństwa od zawsze były formą układu.Teraz też tak jest tylko są większe możliwości aby się rozstać i nie tkwić w związku na siłę.
          Odpowiedzialni ludzie dobrze się zastanowią,czy chcą mieć dzieci bo dla potomstwa rozstania rodziców są najbardziej bolesne.
          Reasumując życie jest trudne a mnie rozbolała głowa ;DD

          Polubienie

        • Droga Jolu – jesteś w błędzie.
          Mam przyjaciółkę, nauczycielkę, mistrzynię. Ona z kolei ma faceta którego kocha z wzajemnością. Gdy są razem wokół nich jest Aura koloru złotego , srednicy 2,5 – 3 metry. Nie wiem skad, ale gdy ich widzę wiem ze widzę Jedność, to oznacza ta Aura wokół nich. Gdy odsuwają się od siebie ona najnormalniej znika
          Kiedy z Irką o tym rozmawiałem odpowiedziała tak. Kiedy po raz pierwszy spojrzałam w oczy Julka wiedziałam że to ten jedyny. Tam było wszystko czego oczekiwałam. Nie było nic innego niz prawda i szczerość.
          Mówi się ze miłość to chemia i kończy się po trzech latach. Oni maja synka lat 8 i ciagle siebie pragną. Zapewne jest to rzadkie, ale widziałem to co widziałem i wiem że zdarza się – jestem tego pewien.

          Polubienie

        • Hej Bogdan,być może się mylę.To,co napisałam wynika z tego,że sama nigdy nie doświadczyłam uczucia bycia jakimś bliźniaczym płomieniem i wokół ,wśród moich licznych znajomych też tego nie spotkałam dlatego trudno jest mi w to uwierzyć.Ale skoro są ludzie,którzy tego rzeczywiście doświadczają to gratulacje 🙂 Oby nic nie zakłóciło harmonii Twoim znajomym Bogdanie,bo 8 lat to nie jest zbyt długo 😉 Mam nadzieję,że nic nie zgasi płomyka miłości w oczach Irki 🙂

          Polubienie

        • Przyznaję ze gdy zobaczylem Aurę byłem zaskoczony. To niesamowity widok. Znam trochę ludzi, ale tylko przy tej parze to dostrzegłem. To na pewno nie była aura pojedyńczej osoby dlatego od razu przeprowadziłem ta rozmowę z Irką. Dla niej to naturalne ze są z Julkiem jednością – wie o tym i nie widzi w tym nic innego. Była troche zaskoczona ze dostrzegam ich wspólna Aurę, ale niezbyt mocno.
          Wiem ze to wyjatek i dlatego cieszę się ze widziałem coś tak niesamowitego – to tak jak Jednorożec!

          Polubienie

        • Do Joli:To, że czegoś nie doświadczyłaś, nie widziałaś, to nie znaczy, że tego nie ma. ;]
          Naukowcy nawet udowodnili to zjawisko. Były pary, które po 30 latach nadal bardzo szczęśliwe i zakochane w sobie. Robili badanie na ich mózgach. Wszystko jest, wystarczy trochę poszukać. Prawdziwa miłość jest czymś oczywistym i są na nią dowody, dlatego dziwne, że ludzie piszą, że w to nie wierzą. To nie jest kwestia wiary, skoro są namacalne i nawet naukowe dowody.
          Ja jestem ponad 9 lat w związku (jestem nadal sporo przed 30stką) z moim Ukochanym i kocham, pragnę Go coraz mocniej. Jest wspaniały i od początku kocham Go bezwarunkowo. Nie widziałam go jeszcze, a już pokochałam od 1 kontaktu. Nikt inny mi Go nie mógłby zastąpić, bo dla mnie jest najpiękniejszy na świecie. I On odwzajemnia się tym samym.
          Takie pary umierają często jeden po drugim. Tutaj też Japończycy nazwali to syndromem złamanego serca po stracie drugiej osoby, bo nie chcieli bez niej żyć, a byli całkiem zdrowi i mogli dalej funkcjonować, jednak serce im pęka i stąd ten zgon.

          Polubienie

        • Hej Lady 🙂 Oczywiście zgadzam się z Tobą,że skoro czegoś nie doświadczyłam to nie znaczy,że tego nie ma 🙂 Uwierz mi,że gdy byłam 9 lat w związku to również czułam się wyjątkowo szczęśliwa.Poznałam mojego męża mając 18 lat,był to mój pierwszy chłopak i pierwszy mężczyzna .Kochałam całą sobą(he,he,brzmi romantyczne ale tak właśnie było 😉 ) W tamtym czasie rzeczywiście nie byłabym w stanie funkconować bez mojego ukochanego.Gdy był w wojsku pisaliśmy do siebie listy,leżą one jeszcze w pudełku na strychu 😉

          Polubienie

        • Byłaś w nim zakochana i on w Tobie też, więc faktycznie czuliście szczęście. Ja to rozumiem. Tylko coś musiało się dalej dziać niedobrego. On musiał „wygasać” już wcześniej (to trwa, bo to proces i nie można z „dnia na dzień”… wątpliwości są już wcześniej i bilans zysków oraz strat – tylko bezwarunkowe uczucie nie robi żadnych bilansów i to jest ta ogromna różnica), bo nie był zdolny do uczuć wyższych (to jest Sztuka i naprawdę niewiele osób to potrafi, gdyż trzeba być co najmniej na wyższym etapie samorozwoju). BP mają to do siebie, że oni są poniekąd przeznaczeni dla siebie, więc razem przechodzą przez te trudne etapy, które pogłębiają świadomość. To się robi u nich „samoistnie”, bo ból wypala dogłębnie różne ich wady, lęki, rany i temperuje ego. Dla Niego/Niej zmieniamy się na lepsze, bo kochamy tak mocno, że nie mamy wyjścia. Nie jest tak, że tylko dla siebie jesteśmy lepsi, bo to byłyby totalny pic na wodę i fotomontaż. Wtedy człowiek staje się empatyczny itd. wobec wszystkich żywych istot. Nawet muchy nie masz ochoty zabić.
          Myślę, że BP są niezbędne dla świata, dlatego Góra tak to wymyśliła, bo inaczej świat mógłby nie usłyszeć o prawdziwej miłości po grób (już przecież mamy z tym problem), bo co z tego, że jakaś matka Teresa jedna tam się znalazła lub inny oświecony w klasztorze itd. Skoro to jednostki, często nawet żyją jako single, bo nie czują nawet potrzeby być z kimś lub mają inne zadania do wykonania.

          Chciałabym poznać Twoją historię, bo to przykre, że teraz jesteście już po rozwodzie… czy w trakcie?
          Ja uważam, że jeszcze masz szansę na coś wspanialszego, tylko nie przestawaj wierzyć w Miłość (wiem, że łatwo mi się pisze, ale wiara jest tutaj też bardzo ważna, bo jak nie wierzymy, to są dużo mniejsze szanse, że to przetrwa, skoro nawet nie wierzymy, że tak będzie). Wierz w nią i w to, że jesteś jej godna. A tamten facet może spadać.

          Polubienie

        • „Ludzie się mylą myśląc,że ta druga osoba odczuwa dokładnie to samo.Ideałów proszę państwa nie ma”.

          Zapoznaj się z tym, jak wygląda teoria BP. Nie znaczy to, że są identyczne i wszystko identycznie odczuwają (i nigdy nie mają odmiennego zdania, że nie mają nawet sprzeczek) bo właśnie czasem są przeciwieństwami, ale właśnie przez to uzupełniają się idealnie. Mają też wiele wspólnego i wiele ich łączy, postrzegają pewne rzeczy tak samo i mają bardzo podobne wartości, często „czytają sobie w myślach” i szybko wyczuwają, co temu drugiemu dolega i jak się czuje… sporo tego jest. Tutaj trzeba się wczytać, jednak są też różnice w opisach (doświadczeniach, bo to sprawa indywidualna) i wyolbrzymienia, są jakieś bzdury na ten temat (zanieczyszczenia), a w dodatku niektórym też się wydaje po roku lub dwóch, że na pewno odnaleźli swojego bliźniaka.
          Tu łączy ich ta Miłość, która trwa mimo wszystko, a nie to, że identyczni pod każdym względem.

          Polubienie

        • Kochana Lady to oczywiste,,ze aby powstał związek ludzie muszą mieć coś wspólnego ze sobą ,na pewno „czują siebie” ,na pewno się pragną itd.Ale maja też skłonność do idealizowania partnerów i stąd te pomysły o bliźniakach a potem spada niespodziewany łomot bo „bliźniak”(najczęściej mężczyzna)zaczyna męczyć się związkiem.

          Polubienie

        • Bliźniak się nie męczy, jeśli jest prawdziwym bliźniakiem. Bliźniak po prostu ucieka na początku (ale zawsze wraca – niektórzy nie potrafią zostać bez kontaktu dłużej niż przez kilka dni, a inni potrafią nawet zniknąć na rok, dwa… jest to kwestia indywidualna), bo boi się tego uczucia i ma swoje rany. Musi się z tym zmierzyć sam i dojść z tym do ładu.
          No i ucieka, a goniący go goni (częściej właśnie kobieta jest tą goniącą, racja, ale nie jest to reguła… później czasem następuje zamiana ról i to goniąca zaczyna chwilowo uciekać).
          W końcu oboje (goniący i uciekający) muszą się na tyle „oczyścić”, posprzątać podświadomość, rozwinąć się, by móc się połączyć bez tego lęku.
          Musiałabyś o tym więcej poczytać, gdyż trochę tego jest.
          Ale może Ciebie po prostu to nie interesuje. Ja przez całe 8 lat relacji żyłam bez wiedzy o jakichś BP. Słyszałam tylko o „połówkach jabłka”, przeznaczeniu, ale nigdy w to nie wnikałam i nie było mi to nawet do niczego potrzebne. Niby nie było, bo jednak jakimś zrządzeniem losu doszłam do tej wiedzy (widocznie tak musiało być) i dzięki temu wiele mi się rozjaśniło.
          To nie jest sielanka na początku takiej relacji, tylko droga przez piekło. 😉 Są też wspaniałe chwile, euforia i coś nie do opisania, ale później zaczynają się schody. Ciemna noc duszy i taki tam horror.
          Ja miałam i tak dobrze, bo od początku los nas rozdzielił, ale byliśmy praktycznie ciągle w kontakcie. I on nie był księdzem, ja nie byłam np. zakonnicą etc. Poznaliśmy się już w młodym wieku (16 lat) i byliśmy dla siebie tymi pierwszymi, a są podobno też historie, gdzie np. ona miała męża lub on żonę i dzieci/oboje w małżeństwach/związkach.
          Największe tragiczne scenariusze pisze i pisało samo życie. Niestety…

          Polubienie

        • „Są kompromisy i próby zrozumienia drugiej osoby,jest poczucie obowiązku,poczucie odpowiedzialności,jest świadomy wybór”.

          Ja nie muszę iść na kompromis, bo on zaakceptuje moje decyzje i ja jego też. (Nawet, gdyby On chciał mnie zostawić – co jest niemożliwe przy BP, bo ta druga strona też zawsze wraca, gdyż jest złączona tak samo i też tęskni, pragnie i kocha – to ja nadal będę szanować jego wybór i kochać na zawsze.) Miłości to nie zniszczy. Nawet duża odległość, problemy zesłane przez los, przeciwności i burze.
          Nawet wtedy, kiedy jest daleko, nie jesteśmy blisko fizycznie, to wciąż czuję Go przy sercu, nie opuszcza mojej głowy, bardzo często o Nim myślę.
          To nie jest kwestia wyboru, bo ja go nie mam. Nie mogę odejść i np. poszukać kogoś innego, bo bym nie potrafiła. Odpowiedzialność, poczucie obowiązku? To Ty jesteś z kimś, bo masz poczucie obowiązku? Małżeństwa to układ? Może kiedyś tak, ale teraz ludzie oczekują właśnie tych szczerych uczuć, bo jeśli tego nie ma, to po co tkwić w czymś, co nie daje satysfakcji? Co jest nieszczere? Dla mnie to byłby koszmar i lepiej być wtedy samemu.

          Polubienie

        • „Ja nie muszę iść na kompromis, bo on zaakceptuje moje decyzje i ja jego też. (Nawet, gdyby On chciał mnie zostawić – co jest niemożliwe przy BP, bo ta druga strona też zawsze wraca, gdyż jest złączona tak samo i też tęskni, pragnie i kocha..”
          Lady w życiu możliwe jest absolutnie wszystko.(nawet,że Cię zostawi .Albo Ty jego).
          „to Ty jesteś z kimś, bo masz poczucie obowiązku? Małżeństwa to układ?”Miła Lady pozwól,że nie będę zaśmiecała Jarkowej strony opisami burzliwej historii mojego małżeństwa,a byłoby co pisać 😉
          Tymczasem pozdrawiam Ciebie serdecznie i życzę Ci ,aby Twoja miłość kwitła całe Twoje życie jeśli takie jest Twoje życzenie 🙂

          Polubienie

        • Można się rozejść (np. gdyby On chciał, bo np. chciałby przemyśleć i wyjechać gdzieś, by pobyć w samotności itd., natomiast siebie znam i wiem, że musiałabym mieć jakiś kolosalny powód, a i tak bym nie zerwała kontaktu całkiem – o ile on by chciał utrzymywać – gdyż to wręcz nierealne… naprawdę na tyle już znam siebie) , ale nie znaczy, że się przestanie kochać, gdyż to niemożliwe, kiedy jest się BP. Wierzę w to, wiem to w środku. Tego nie da się opisać, bo to można tylko czuć, więc daruję sobie.
          Rozumiem, że Twoje małżeństwo było burzliwe i stąd Twoje sceptyczne i negatywne podejście do większości relacji. Tak, wygodne układy są ludziom na rękę. Wiele osób boi się być samemu, więc nawet zadowolą się pierwszym lepszym, byle był. My na razie nie mamy dziecka, ślubu, zwierzaków (dylematy, z kim ma zostać ukochany pupil – zdarza się), żadnych kredytów też nie. Układy nie są dla nas.
          Ja nie mam życzeń tego rodzaju i niczego nie oczekuję. Po prostu kocham na amen i wiem, że jestem szczęściarą, gdyż było mi dane tego doświadczyć. Takiego rodzaju uczucia, gdzie dosięga się absolutu.
          „Gdybym mówił wszystkimi językami świata, a miłości bym nie miał…”
          Pozdrawiam i mam nadzieję, że jeszcze spotkasz kogoś wyjątkowego na swojej drodze.
          Samemu też da się raczej osiągnąć taki stan, by później móc potrafić tak pokochać. Niekoniecznie trzeba do tego BP (tak mi się wydaje).

          Polubienie

        • Kochana Lady ja nadal jestem żoną 🙂 Przyznam Ci po cichutku,że czasem mnie to męczy.Tak pisałam trochę ze swojego doświadczenia i korzystałam z doświadczeń znajomych.
          Lady każdy ma swoją drogę,swoje wybory,taka karma 😉
          Powiem Ci,że moja miłość była głęboka jak i Twoja.I żyję już dość długo,bardzo długo jestem w związku i podobali mi się różni mężczyźni ale nigdy nie spotkałam żadnego,którego widziałabym w roli męża a znam naprawdę wielu ludzi.
          Tak zostało i nawet,gdybym się zdecydowała odejść to na pewno nie po to,by się znowu z kimś wiązać 😉
          Wiem tylko,że samo życie weryfikuje nasze uczucia i poglądy,zmieniamy się pod wpływem okoliczności.
          Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia 🙂

          Polubienie

        • W zakochaniu tak Ci się wydawało, że tak samo głęboka, ja rozumiem, ale gdyby to było prawdziwe, to by nie przeminęło. Czyli nadal jesteś żoną, ale coś musiało się stać, że już nie kochasz męża (jesteś zmęczona często i sama to napisałaś) a przynajmniej nie czujesz tego, co kiedyś. To samo odeszło od Ciebie? Wątpię. Myślę, że mieliście zbyt wiele złych emocji i zdarzeń, braku szacunku, przykrości, kryzysów itd.
          9 lat było dobrze, a później to zniknęło? Tak to się nie odbywa. No i zaczęli Ci się podobać inni faceci, a to też jest oznaką braku uczuć.
          Jesteś w słabej sytuacji, Jolu, skoro nie rozwiedziesz się, a jednak nie jesteś z mężem w takich zażyłych relacjach. Masz zawsze wybór, pamiętaj o nim. Zawsze można próbować coś zmienić, ale można też nie zmieniać nic. Tak to już jest.
          Miło się z Tobą pisało. 🙂 Pozdrawiam.

          Polubienie

  4. Bardzo dobry tekst, ja tez tak czuje. Sama „wychowuje” synka w totalnej milosci, naturalnosci i wolnosci, w atmosferze nie majacej nic wspolnego z istniejacym systemem i jego programowaniem dzieci. Urodzilam go sama w domu, nigdy nie widzial go lekarz, ani polozna, nie jest i nie bedzie zarejestrowane w zadnej przychodni, karmie go piersia juz prawie 5 lat, nie szczepie, nie posylam do przedszkola, ani do szkoly w przyszlosci, spimy razem, nosilam go w chuscie, idziemy droga weganska, niczego synkowi nie narzucam, nie zmuszam, nie manipuluje, nie strasze go niczym, daje mu praktycznie pelna wolnosc i szanuje jego wybory, nie stosuje zadnych kar i nagrod, nie wprowadzam programow wstydu i strachu przed wlasnym cialem i swiatem, nie mamy tv ani radia, wszystko dzien i noc robimy razem, etc., jedyne co robie/kim jestem, to stanowie dla niego pole bezgranicznej, bezwarunkowej, niewzruszalnej milosci, zaufania, zachwytu, wspolczucia, empatii, zrozumienia i glebokiej bliskosci. Zauwazylam, ze praktycznie zadna matka tak nie robi, a ja nie wyobrazam sobie jak mozna tak nie robic, nie robiac tak zaprzecza sie naturze i suwerennosci dziecka, wyrzeka sie milosci do niego i generuje choroby i neurozy… Moje dziecko nigdy nie bylo chore, ani przez sekunde, a ma prawie 5 lat, sila, sprawnosc i piekno jego ciala jest niespotykana, kreatywnosc i inteligencja mentalna i emocjonalna jest zachwycajaca, a ekstaza zycia /milosc do siebie, swiata i ludzi/ zapiera dech w piersiach. Dziele sie ta ekstatyczna naturalna sciezka milosci na fb i moj profil, ktory przyciagnal juz kilka tysiecy obserwujacych z calego swiata, jest nieustannie inwigilowany i notorycznie blokowany, w sumie niespelna rok na ponad 3 lata obecnosci na fb, ktos podal mnie na policje i wytoczono mi sprawe w sadzie, ktora ciagnie sie od roku, pod haslem potencjalnego zagrazania synkowi niedostosowaniem spolecznym/systemowym i generowaniem jego potencjalnego cierpienia w przyszlosci. W tym roku wyjezdzamy z Polski na stałe aby moc ze spokojem kontynuowac nasza sciezke wolnosci, milosci, piekna, ekstazy i swiadomoci. System i zachipnotyzowane sluzace mu masy, bardzo sie nas boi i prawdopodobnie slusznie, bowiem przebudzona jednostka jest silniejsza, niz spiace miliony i stanowi podwaliny jego rozkladu. Pozdrawiamy Cie serdecznie i dziekujemy, ze tworzysz ta swiadoma przestrzen do wybudzania ludzi z hipnozy. Satya i Samuel.

    Polubienie

  5. https://miziaforum.wordpress.com/2016/09/27/wygrana-pis-to-mial-byc-czas-patriotow-a-jest-czas-debili-i-idiotow/

    „Myślę że dla przyzwoitego człowieka realnie podchodzącego do rzeczywistości jaką stworzył PiS PO TYLU MIESIĄCACH RZĄDZENIA WIĘKSZOŚCIOWEGO , OCZYWISTYM STAŁO SIĘ TO ŻE MAMY TU DO CZYNIENIA NIE Z IDIOTAMI I NIEUDACZNIKAMI A RACZEJ Z WYRACHOWANYMI ZDRAJCAMI KONTYNUATORAMI I UTRWALACZAMI STANU Z PRZED WYBORÓW , STANU KTÓRY JEDYNIE KOSMETYCZNIE I W MAŁO ZNACZĄCYCH SZCZEGÓŁACH ZOSTAŁ ZMIENIONY … CZYLI Z TAK ZWANĄ POLITYKĄ FASADOWĄ

    A MÓWIĄC W PROST MAMY NADAL DO CZYNIENIA Z ZDRAJCAMI I SPRZEDAWCZYKAMI SPRAWY NARODOWEJ …”

    Polubienie

    • Sanctus choćby po PISie przyszedł nowy rząd nazwę go DUPIS to niczego nie zmieni, to my jednostki musimy zmienić swoje myślenie, nastawienie na pozytywne tory, niech sobie te duporządy się zmieniają, na mnie nie mają bezpośredniego wpływu, ja sama sobie tworzę świat w którym chcę żyć i w takim właśnie obecnie żyję, a żyję we wspaniałym świecie otoczona wspaniałymi Istotami i szczerze Ci powiem , że sram wirtualnie na rządy, które mi nie odpowiadają. Po prostu nie rozkminiam tematu, jak mówi Krysia. Mam swój włąsny piękny świat i w nim pięknie żyję, jeżeli na coś nie mam bezpośredniego wpływu, a mój pośredni wpływ jak choćby wybory, nic nie daje to to po prostu olewam. Zapytana , zawsze wyrażam swoje zdanie bez kłaniania się komukolwiek, ja jestem wolną Boską Istotą i to jest cała moja prawda.
      Nikt i nic nie ma na mnie wpływu, to jest tylko moje życie i mój świat. Wszystko co nas jednostki spotyka, dane nam jest po coś, a po co to każdy z nas musi odkryć sam i wybrać to co jest dla niego najlepsze. Takie jest moje wewnętrzne przekonanie na którym zawsze polegam i jeszcze mnie nigdy nie zawiodło.
      Tylko pozytywne nastawienie do świata czyni nas właściwymi Istotami godnymi żyć na tej Planecie. ♥

      Polubienie

  6. Hmm według mnie to nie jest tak że Słowianie zastąpili sobie jednego bożka innym, ponieważ Słowiaństwo ma bardzo obszerną mitologię, gdzie poszczególni Bogowie a jest ich ogromna ilość, odnoszą się do prawdziwych Świadomości, które są związane z ogólnie pojętą przyrodą i mają na nią również wpływ. W słowiańskiej mitologii Bogowie mają dwie formy: żeńską i męską, które to energie jak wiemy tworzą samoświadomość. Przykładowo jest Swaróg i Swara, Dażbóg i Daboga, Mor i Marzanna itd.
    Pozdrawiam

    Polubienie

    • To co piszesz to najczystrza prawda
      Chrześciaństwo wślizgnęło się cichcem i podstępem.
      Próbowali kilkukrotnie. Moze nie wiecie, ale w czasach przedchrześciańskich był zwyczaj wybierania władcy na corocznych wiecach. Byli oni wybierani spośród władców dzielnicowych. Ten zwyczaj doprowadził do tego że w czasie podziału dzielnicowego nic istotnego się nie wydarzyło bo czasami w naszej historii tak bywało.
      W czasie takiego prawomocnego spotkania w roku 840, żona Popiela II chrześciańska księżniczka Ryksa otruła 20 władców dzielnicowych.
      Oczywiście zaraz dokonano sprawiedliwego osądu i zabito Popiela i Ryksę. Spowodowało to zamieszanie i dopiero w roku 842 wybrano na władcę Koszyszkę [mylnie zwanego Piastem]
      Jest jeszcze coś na co nie zwracamy uwagi, a jest ciekawe.
      Słowianie odliczanie czasu mieli skorylowane z przyrodą. Zmiana dnia zaczynała się wieczorem [noc rozpoczynała nowy dzień]. Rok zaczynał się Jarymi Godami 15 Marca – tak jak przyroda zaczynała się budzić do życia.
      Chrześcianski kalendarz jest – ni przypioł ni wypioł. No gdyby jeszcze zaczynał się 21Grudnia – być może był by jakiś sens, ale 1 stycznia nic nie wskazuje. Po prostu nie ma racjonalnej przyczyny – tak samo jak zmiana dnia w nocy. Wtedy przecież śpimy i nie ma jakiegoś ważnego wydarzenia dla przyrody w której żyjemy

      To takie moje uwagi o niepasującym kalendarzu i upływie czasu

      Polubienie

    • Państwa zachodu patrzą na kwestię religii przez pryzmat swoich doświadczeń i poziomu wiedzy. Niejedni uznają religię jako instytucję, choć wielu uważa ją za sposób na życie, np. chrześcijaństwo w Polsce.
      I nie mam tu na myśli kwestii Boga, ale religii jako organizacji zrzeszającej wyznawców.

      ,,Wyzwolony” Europejczyk doszedł do przekonania, że można sobie chodzić do kościółka, lub nie – życie biegnie swoimi torami. Zapomina, że islam jest dokładnie taką samą religią, jaką było chrześcijaństwo sprzed pięciu, sześciu wieków – gdzie krucjaty, inkwizycje i nawracania w imię religijnego Boga wyżynały wszystko co się tej religii sprzeciwiało.

      Karty historii odkrywają chrześcijaństwo jako jedną z najbardziej morderczych wiar i bynajmniej nie jest to tajemnicą.

      Świat zachodu ma to już za sobą i zapomina, że inna religia może jeszcze przechodzić przez taki poziom rozwoju, taką mentalność, która absolutnie nie dopuszcza istnienia innych wyznań, w której wiara jest sprawą życia lub śmierci.
      Zniewieściała Europa naiwnie wierzy w asymilację, integrację i życie obok siebie kultur, które różnią wieki.

      I jeśli nawet inwazja islamska na Europę została zaplanowana, to dziwi mnie fakt, że przeciętny Europejczyk nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, jakie stwarza, wpuszczając pod swój dach ludzi odmiennych kulturowo, z tak jeszcze radykalną mentalnością.

      Owszem, uchodźcom wojennym należy udzielić schronienia, ale na zasadach kraju, do którego ci uchodźcy przybywają – nigdy inaczej.
      W przeciwnym razie kraj z dotychczas wypracowanymi wartościami przestanie istnieć – i to chyba nikogo nie dziwi.

      Polubienie

  7. Wiem Sanctus że wiele kopiujesz, ale ten tekst wyglada na Twój
    Podpisuję się pod nim i popieram
    Pytam tylko o te 72 lata – o co tu chodzi? O datę powstania banku rezerw federalnych?

    Polubienie

    • Jarku proszę aby znak [Odpowiedz] był na końcu

      Magu – to prawda i trzeba walczyć z systemem. Trzeba ludziom uswiadamiać że są władcami tego kraju – bo zapomnieli o tym.
      Strach odgrywa tu kluczowa rolę. Wszyscy straszą – księża, politycy, dziennikarze i wszelka inna swołocz.
      Zobacz jak pokornieja gdy człowiek im pokarze ze nie ma strachu w sobie.
      Popieram i mam nadzieję że się powiedzie

      Polubienie

  8. Życie bez religii, polityki, pieniędzy i instrumentu państwa i władzy, służy eliminacji elit, i tego do kur.y nędzy musicie się trzymać, aby wygrać tą nierówną wojnę z iluzorycznym światem utopi …

    Samostanowienie, równość i wolność duchowa oraz osobowa, pozwala osiedlić się Tobie tam, gdzie jest Tobie wygodnie, pod warunkiem przestrzegania prawa naturalnego i prawa matki natury, która karmi, chroni i naucza, jak współegzystować. ”
    Tak dlugo jak bedziemy wdrozeni w podzialy na narody ,bedziemy przeciwstawiani ,podujdzani i doprowadzani do nienawisci i wojen.Bedziemy dzieleni nie tylko religia ale i bezprawnymi granicami ,ktore nas ograniczaja i szufladkuja.Jak wygladalo cesarstwo slowian zanim jakas grupa pederastow homosiowatych nie wdrozylo watykanizmu… za pomoca mamomy,podstepu i obietnic? Bylismy wolni od Atlantyku po Kamczatke. Nie bylismy jako slowianie podzieleni na jakies tam narody przez masonska lige narodow. OBCHODZIMY 11 LISTOPADA ale czy ktos mowi o tym ze gdyby nie owa liga narodow to Polski nie bylo by dalej.To oni okreslili na mapie kontury panstwa ,dali przyzwolenie na uzycie broni wobec Rosjan i nakazali zdobywac sobie Polske. I nie zebym byl antynarodowcem ale wlasnie patriotyzm szowinistyczny moze nas tylko zaprowadzic w ciemna dupe.Zreszta w ciaglosci watykanskiego panstwa na terenie slowian pod flaga Polska to po chrzcie bylo tylko jedno wielkie rzniecie slowian przez slowian pod czujnym okiem homosiow z watykanu. Bedziemy znow jak na smyczy obchodzic swieta narodowe ,karmiac energetycznie partie polityczne ,dajac sie przeciwstawiac i indoktrynowac jazgotem medialnym tych zboczencow.To co mamy na tapecie owe programy aborcyjne opracowywane przez zboczony keler i ich przydupasow politykow to nic innego jak tematy zastepcze do sklocania i przeciwstawiania a tymczasem za plecami dokonuja aborcji nie jednego plodu czy panstwa a milionow slowian Polakow.

    Polubienie

    • Czy zgadzam się z aforyzmem ?To oczywiste.Tłumy mają moc rozwalania wszystkiego na swojej drodze.Przykład:zburzenie Bastylii przez lud Paryża,atak na Pałac Zimowy,wszelkie rewolucje,strajki czy nawet dzisiejszy „czarny protest”.itd.Złość tłumu jest słuszna ,pomaga niszczyć stare struktury .Ale tłum tylko niszczy dając miejsce pod nowe.Lecz aby powstało to nowe potrzebne są jednostki wybitne,co nie znaczy,że zawsze są one pozytywne czyli np.Napoleon czy Stalin.
      Jarku napisałeś w artykule” Co dali nam ziemscy rodzice? W zasadzie nic lub bardzo niewiele. Czytanie, pisanie, obsługa sztućców i szereg innych umiejętności. „Normalni,zwyczajni rodzice dają swoim dzieciom to,co uważają za najlepsze.Wszyscy popelniamy błędy.Ja powiedziałam sobie:trudno.Nigdy nie narzekałam na swoje wychowanie.Po prostu było jak było (a było nieźle,nie będę się czepiać),nie rozkminiam tego lecz skupiam się na tym,co jest teraz,na zdobywaniu wiedzy i wcielaniu jej w życie a przeszłością w ogóle się nie zajmuję ,nie obwiniam rodziców za jakieś swoje jedno czy drugie Waterloo.To moje życie i ja za nie odpowiadam 🙂 (przynajmniej na tyle,na ile się da bo czasem nie da rady walczyć z siłą wyższą 😉 )

      Polubienie

  9. Ponoć jesteśmy tutaj, aby się rozwijać. Rozwój to doświadczanie i wyciąganie wniosków. Jako młodzieniec, wierzyłem w uczciwość, sprawiedliwość, że „dobro i tak zwycięży”. Gówno, jest dokładnie odwrotnie. Uczciwi dostają po dupie, kanalie są na wierzchu. Nie ma żadnej uniwersalnej sprawiedliwości a miłość nie zwycięża bynajmniej, no chyba że na hollywoodzkich filmach. Tego się miałem nauczyć? To mają być te „diamenty” doświadczeń? Bo jeśli miałbym streścić krótko, czego się nauczyłem, opisałbym to tak:

    Większość ludzi to skurwysyny. Nie dość, że nie szanują siebie nawzajem, oszukują się, okłamują i okradają, to najgorsze, że nie szanują samej Ziemi i zamieszkujących ją zwierząt. Sam od dekad już wegetarianin, straciłem eony czasu na dyskusje i uświadamianie ludziom, jak wygląda współczesna „hodowla”, będąca niczym więcej, jak systemową torturą żywych stworzeń. Okropne owszem, przyznaje zazwyczaj taki mój rozmówca,o ile chce rozmawiać i nie wysyła mnie na drzewo, ale przecież „JA LUBIĘ MIĘSO”. I tutaj wymiękam, kto nie rozumie, o czym mówię, niech nie czyta dalej i nie wysila się absolutnie na polemikę.Jak słyszę, że „potrzebna jest tolerancja w tym względzie”, również mam ochotę strzelić w pysk, zamknąć takiego w klatce na kilka miesięcy w gnoju bez możliwości ruchu i potem ponownie ewentualnie porozmawiać o tolerancji. Podobają się wam moje „diamenty”? Do dupy z takim „doświadczaniem”. Nie kupuję tego. Co jeszcze twierdzi „ezoteryka”?
    Że niby, jak część boskiej, nieskończonej Świadomości, wcieliłem się tutaj, aby w bólu „przypominać” sobie , kim jestem? Kolejny absurd.
    Po cholerę było zapominać? Czy do nauki wymagane jest cierpienie? Nie sądzę. Ok, więc czym jest Ziemia? W moim odczuciu, gigantyczną farmą, gdzie generowana jest energia, którą KTOŚ się obżera. I dopiero od tej konkluzji można wysnuwać dalsze wnioskowania, dlaczego jest tak przejebane, jak jest. Pytanie, czy tylko Ziemia, czy cały Wszechświat. Z jakiegoś powodu istnieje dobro i zło. Abyśmy się uczyli? A może po to, aby iskrzyło, bo wtedy jest energia? Kto to zaprogramował? Kto jest ostatecznym konsumentem? To zasadnicze pytanie, bo pośredników to mam zdefiniowanych.Pytań wiele, ale już mi się nie chce pisać.

    Polubienie

    • Czy ktoś Ci Sławku obiecywał że będzie pięknie ładnie i miło?
      Może wcale nie ma dobra i zła – bo to tylko sposoby opisania sytuacji w jakiej się znajdujesz
      Zamiast biadolić – pomyśl

      Polubienie

  10. Boguś a Tobie ktoś coś obiecywał? W ogóle ktoś z Tobą gadał? Jesli tak, to kto? Opowiedz o tym koniecznie. Tylko nie cytuj mi „Wędrówki dusz” Newtona lub innych tego typu dzieł, własne doświadczenia proszę. Poza tym, co nazywasz biadoleniem? Mój opis rzeczywistości, wnioski? Rzekłeś – „pomyśl”. Dzięki, łaskawco. Właśnie ze względu na takich jak Ty, oświeconych guru po jednorocznej prenumeracie magazynu „Wróżka” , nie piszę już praktycznie w necie, szkoda prądu w sumie. „Nie ma dobra i zła”. Jasne, jest TYLKO MIŁOŚĆ. Wiem, tylko pewnie do tego jeszcze nie dorosłem. A jak ci ktoś zarąbie całą kasę,spali dom, zgwałci żonę, zabije dzieci i i na koniec obetnie fiuta, to nie zło, tylko zwykłe doświadczenie i opis sytuacji w której się znajdujesz. Wszystko jest konieczne na drodze Twojego rozwoju, prawda? Taka lekcja. Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

  11. Nie mam doła, za mną piękne wakacje, jestem pełen dobrych wrażeń. Moje życie jest ok, zło obecnie nie za bardzo mnie dotyka, odseparowałem się od wielu jego aspektów, wbrew pozorom patrzę na życie z optymizmem, choćby dlatego, że sądzę, że już niedługo ten burdel zacznie się totalnie sypać, co napawa mnie radością. Takiego języka używam, bo piszę dosadnie, nie lubię miałkości. To, co napisałem, to mój komentarz do tytułu artykułu. W tej chwili kilkanaście miliardów zwierząt cierpi w klatkach, dzieje się tak od dziesięcioleci, niewielu to obchodzi. W mieście, gdzie byłem całkiem niedawno ( Aleppo) sympatyczni i mili ludzie, których tam poznałem, giną pod bombami. Doświadczają, rozwijają się w ten sposób? Nie sądzę. Wiesz, ja po prostu mam już trochę powyżej uszu new agowego pierdolenia i nie mam zamiaru się przejmować, czy to się komuś podoba, czy nie 🙂 Dobra, znikam stąd 🙂

    Polubienie

  12. Po co ten ból dupy jakie new ageowe biadolenie? Dziwi mnie to że większość osób stwarza sobie niepotrzebne/niepotrzebnie problemy w głowie. Piszesz o farmach i o swoim wegetarianizmie niestety kolego nie masz na to wpływu (żadnego) nie zmienisz tego (za daleko już to zaszło) po co więc robisz z igły widły?

    Polubienie

  13. To nie żadne igły, tylko żywe i cierpiące stworzenia w klatkach. Owszem, wpływ na tą sytuację mamy, gdybyś przestał kupować trupy na tackach, produkcja by padła, proste. W niektórych krajach wegetarianie to już znaczna część populacji, co oznacza mniej zwierząt w klatkach, tylko o to chodzi. Wiesz, mam w dupie ludzi ( zwłaszcza takich jak Ty) i ich losy, albowiem człowiek ma wolną wolę, przynajmniej do jakiegoś stopnia ( w razie czego może się przecież powiesić, jak mu już całkiem zbrzydnie) , zwierzęta niestety takiej możliwości nie mają. Tłumaczenie takich oczywistości jest samo w sobie żenujące. Popularna na tym blogu filozofia Zeylanda „miej wyjebane” nie powinna mieć przełożenia na brak empatii, a zdrowy egoizm to nie to samo co zwykłe skurwysyństwo. Ta puentą postanawiam już definitywnie zakończyć swoje występy w tym temacie, dziękuję za uwagę.

    Polubienie

    • Zeland jest akurat witarianinem 🙂 I w tomie VI Transerfingu pisze o okrucieństwach przemysłu mięsnego i gorąco zachęca, żeby przejść przynajmniej na wegetarianizm. W tym pięknym zakątku internetu roślinożerność jest nieoficjalnie na cenzurowanym, tutaj na blogu raczej w dobrym tonie jest jeść golonkę posmarowaną smalcem, niż wegańskie posiłki, więc nie dziw się, że znajdą się osoby którym nie spodoba się to co piszesz. To się nazywa dysonans poznawczy.

      Polubienie

    • „Choć ogrom czynników i przesłanek wskazuje że tak właśnie jest, to ja tego do końca nie wiem. Nie byłem tam po drugiej stronie i nie widziałem na własne oczy. Chciałbym uwierzyć w to i owo.. Ale nie mogę uwierzyć bez jasnych i namacalnych dowodów”.

      Nie mamy pewności, dlatego to są i pozostaną kwestie wiary.
      Ja nie wierzę w reinkarnację, w spłacanie długów poprzednich wcieleń, nieustanny krąg cierpienia na ziemi (bo rodzisz się i niczego nie pamiętasz, tylko z czasem zdobywasz umiejętności… niektórzy mają talent do czegoś i muszą go odkryć, czasem nie odkrywają, ale do tego nie musi być reinkarnacji, bo po prostu Dusza zostaje stworzona i zesłana na Ziemię), ale nie mogę jej całkiem wykluczyć.
      Najlepiej jest samemu doświadczać, ale nawet nasz umysł może nam płatać figle i tego też musimy mieć świadomość. Jedyna szansa na przekonanie się, jak jest naprawdę, to przejść na „drugą stronę”. No i to też nie jest wcale pewne, że umrzesz i od razu czegoś się dowiesz.

      Co do Miłości… prawdziwa miłość nie umrze, nie zginie. Jak pokochasz bezwarunkowo (niektórzy snują teorie o bliźniaczym płomieniu i to też jest ciekawe zjawisko, jest tam sporo prawdy), bo jesteś zdolny do takiego pokochania, to nic Twojej Miłości nie zniszczy, nie osłabi etc. Ta druga osoba może Cię ignorować, olewać, ranić, a Ty nadal będziesz kochał, choć możesz stwierdzić, że nie ma sensu być w relacji z kimś, kto Cię rani i nie odwzajemnia do końca tych uczuć, w takiej mierze i w takim stopniu jak ty.
      Więc kochać będziesz zawsze, jednak nie wyklucza to rozstania (na jakiś czas, póki ta druga osoba nie będzie gotowa na „związek” lub do końca życia).

      Polubienie

  14. Chcą układać Ci życie; pasjans
    Biorąc je na skróty; hasztag
    Mówią Ci co masz robić i obiecują złote góry
    To tylko puste hasła
    Po której stronie leży racja
    Polegać na sercu czy faktach
    Każde pytanie to pułapka, prawda leży pośrodku; Nebraska
    Ogranicza nas tylko wyobraźnia
    To sieć w którą każdy z nas wpadł
    Podaje na tacy świat pełen kłamstwa
    Ciemność zamiast światła
    Sondaże, wyniki, zapisy na taśmach
    To mentalna klatka
    Decyzje, czyny, skutki, przyczyny
    Twoja kwestia to interpretacja
    Nie trzyma nas grawitacja
    Moi ludzie w strefie Roche’a
    Satelity na stabilnych orbitach
    Moja ekipa działa bez [grosza?]
    To widać, słychać i czuć
    Moje ziomy mają patent na luz
    Wiele głów, jeden klucz; Passepartout

    Nie ma lekarstwa na świat, który nas zastał
    U podnóża świadomości, odliczam godziny; Mel Gibson Pasja
    Nie pytam dlaczego podają placebo nam w tak dużych dawkach
    Nie pytam dlaczego podają placebo nam w tak dużych dawkach

    Wykreowali świat pełen pokus
    W którym własne zdanie to bogus
    Chcą byś świadomość wysłał do grobu
    A w zamian oferują Ci nowy rozum
    Zawijają wolność słowa w kaftan
    By bezkarnie osadzić ją w arkan
    Gdzie w pigułkach serwowana chandra
    Na pewno nie dopuści by zburzyć standard
    Myśli płyną w meandrach
    Szukając ujścia w słowach
    Nic nie jest czarno-białe jak banda
    Choć rzeczywistość bywa nie kolorowa
    Bez obaw, możesz zacząć od nowa
    Sprzedając duszę jak towar
    Nic ująć, nic dodać, to system w którym każdy z nas się wychował

    Nie ma lekarstwa na świat, który nas zastał
    U podnóża świadomości, odliczam godziny; Mel Gibson Pasja
    Nie pytam dlaczego podają placebo nam w tak dużych dawkach
    Nie pytam dlaczego podają placebo nam w tak dużych dawkach

    Polubienie

  15. Czwarta rano w GDA, znowu nie mogę spać
    Z myślami wieczne MMA, dokąd zmierza świat?
    Jednego z przyjaciół opuścił brat
    I każdy z nas odczuwa jego brak
    Sam wiele razy myślałem, że to koniec
    I przez to nienawidzę miłości, która nieraz bywa jak kat
    Szare niebo płacze, te same ulice wyglądają dziś inaczej
    Nie zmienią nic łzy wylane za stratę
    Nie przywrócą żyć, które pokryte piachem są

    Wychodzę na dach, by popatrzeć
    Na moje miasto skąpane w kłamstwie
    Czuję, że chce we mnie zatrzeć
    Ostatki uczuć i pozbawić duszy na zawsze

    Apatia chce mi inny tryb nadać
    Deszcz? Który to już dzień pada?
    Stres? Nie pozwól, by ten Cię zjadał
    Co dzień to sobie powtarzam
    Mniej przyjaciół, więcej wrogów
    Jak nie wiadomo, o co chodzi, zawsze jest jeden powód
    Jak nie wiesz komu ufać, to nie ufaj nikomu poza sobą
    Bo sam ze sobą od kołyski do grobu
    Jesteś, żyjesz, serce bije, oddychasz
    I nieistotne, który raz się potykasz
    Bylebyś tonąc się brzytwy nie chwytał
    Bo niejeden poda ci ją, by z Twojego koryta jeść

    Wychodzę na dach, by popatrzeć
    Na moje miasto skąpane w kłamstwie
    Czuję, że chce we mnie zatrzeć
    Ostatki uczuć i pozbawić duszy na zawsze

    Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s