Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Bareizmy » Jaki jest sens życia? Nie ma go w ślepej służbie społeczeństwu i systemowi

Jaki jest sens życia? Nie ma go w ślepej służbie społeczeństwu i systemowi

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,970,262 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

Hej! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych informacji i na tym by było ich więcej, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, koncernów. Mogę dzięki temu dostarczać Ci kontrowersyjnych, zakazanych i niewygodnych dla systemu treści. Aparat władzy i opresji niechętnie patrzy na takie publikacje. Więc moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, kliknij na poniższe obrazki:

Książki ezoteryczne, filozoficzne, o medycynie naturalnej i wiele innych:

Medycyna naturalna: Ogromny wybór ziół, suplementów, kosmetyków i innych preparatów:

Najlepsze soki, oleje i inne produkty medycyny naturalnej:

sens-zycia

Jaki jest sens życia? To pytanie zadaje sobie chyba każdy człowiek na Ziemi. Masz 15, 20, 25, 30, 35 i więcej lat.. Przeżywasz jakiś przełom – jakikolwiek, i zadajesz sobie te i inne pytania. Co chcę w życiu robić? Co mnie uszczęśliwi? Jak to pogodzić z realiami Polski jako neoliberalnego, kapitalistycznego obozu koncentracyjnego? Gdzie młody człowiek musi pracować za miskę ryżu, i jeszcze tacy jak Petru i Korwin mówią mu, że tak ma być?

Odpowiedzi są i różne, i tak naprawdę jednakowe. Sens życia ma Ci dać związek z kobietą / mężczyzną, oczywiście sakramentalny i zalegalizowany. Sens życia to bogactwo, drogi samochód, podróże, to przysłowiowe „wdychanie wysokojakościowej kokainy z dupy luksusowej prostytutki„. Lub inaczej – sens życia da rzetelna praca w wyuczonym zawodzie, potem własne mieszkanko, potem oczywiście rodzina – ślub, dzieci. Wszystko to co napisałem powyżej, jest mniej lub bardziej służbą własnemu ego i służbą systemowi.

A co, gdybym powiedział, że sens życia to coś innego? I może, ale wcale nie musi wiązać się z podróżami, bogactwem, partnerstwem, rodzicielstwem? Choć często, o ile człowiek naprawdę i szczerze chce – wiąże się z nimi? To, co jest najprostsze, jest jednocześnie najtrudniejsze do zrozumienia jak i do wprowadzenia w życie. Zapraszam najpierw do przeczytania poniższych cytatów:

Cytuję: „Rozejrzyjcie się wokół – popatrzcie, jakież pospolite i nudne życie wiedzie większość ludzi. Świat zapełniają nudni i zasuszeni „młodzi” staruszkowie (tylko ich wygląd świadczy o młodości). Tak, starość duchowa dopada ludzi szybciej niż starość fizyczna. Człowiek jeszcze żyje, ale program jego życia już się wyczerpał – a to oznacza wewnętrzną martwotę. Dlatego ludzie żyją tak krótko. Po duchowej starości bardzo szybko przychodzą starość i śmierć fizyczna. Do przedłużenia życia i młodości potrzebny jest sens.”
~Dymitr Wereszczagin

Cytuję: „Pewna nasza znana malarka, bardzo ceniona na Zachodzie, od dzieciństwa marzyła, by zostać aktorką. Ta profesja pociągała ją prawdopodobnie nie dlatego, że nie mogła żyć bez sceny. Jak to często bywa w czasach młodości, pociągało ją coś innego – zewnętrzny blask, sława, życie „na świeczniku”. Broniąc swoich bajkowych marzeń przez cztery lata zdawała do Szkoły Teatralnej. Otoczenie szczególnie mocno oddziałuje właśnie na młode, niedojrzałe i delikatne osoby.

Zamiast naszej bohaterki do Szkoły zawsze przyjmowali inną, jak jej się wydawało, mniej zdolną kandydatkę. Dziewczyna z pewnością była utalentowana, można wręcz powiedzieć. że utalentowana wszechstronnie. Dużo malowała, ale malarstwu nie poświęcała zbyt dużej uwagi – robiła to tylko dla przyjemności i nigdy nie przyszło jej do głowy, by związać z tym hobby swoją przyszłość. Przez cały ten czas otrzymywała wiele propozycji pracy, w której mogłaby wykorzystać swoje artystyczne zdolności. Ona jednak nie brała ich pod uwagę, pracowała jako dozorczyni, a każdą wolną chwilę poświęcała na lekcje ruchu scenicznego itp. Dziewczyna była uparta. Nie chciała słuchać swego prawdziwego „ja”. Zachowywała się jak zombie, z umysłem podporządkowanym energetyce społeczeństwa. Ustawiła przed sobą cel, słuchając tylko swojego rozumu, i postanowiła, że dopnie swego, bez względu na cenę, jaką przyjdzie jej zapłacić.

Przy czwartym podejściu dostała się na studia. Gdyby wówczas była w stanie zrozumieć siebie, swoją świadomość, usłyszałaby mniej więcej tak brzmiącą informację: ..Tak bardzo chcesz osiągnąć swój cel, że nie zważasz na ostrzeżenia, które nieraz otrzymywałaś? Mówiły ci przecież, że to nie dla ciebie. No cóż, chcesz – dostajesz. Zapamiętaj jednak, że będziesz musiała ponosić odpowiedzialność za swój wybór”. Dziewczyna skończyła szkołę, dostała pracę w teatrze. Lecz co się dzieje – gdzie jest sukces, kwiaty, wielbiciele, tournee? Jeśli dostawała rolę. to drugoplanową, najczęściej jednak siedziała bez pracy. Do filmu też jej nie zapraszali. Życie nie układało się. Okazało się. że nie ma żadnych szans na karierę w teatrze lub kinie. Zamiast żyć błyskotliwym, barwnym życiem bohemy, klepała biedę. Zaczęła się depresja. która próbowała leczyć alkoholem. To wszystko trwało dość długo. I wtedy na szczęście przypomniała sobie o swoim zapomnianym hobby – malarstwie. Na początku płótno i farby pomogły jej zwalczyć depresję. Potem okazało się, że to przynosi pieniądze – znajomi i przyjaciele zaczęli sprzedawać jej obrazy. Teraz jest znaną malarką, która osiągnęła sukces pod każdym względem. Okazało się, ze właśnie ta droga – droga malarza – jest najbardziej optymalna dla jej samorozwoju. Pozwoliła jej na rozwój najlepszych cech duchowych, osiągnąć dobrobyt i harmonię w życiu. A przecież właśnie na tę drogę naprowadzało ją życie od samego początku. Gdyby rozumiała to wcześniej, jej los nie byłby tak ciężki, a w duszy nie nagromadziłoby się tyle bólu i cierpienia.

Narzucone z zewnątrz, niezgodne z naszą prawdziwą istotą, błędne cele i pragnienia prowadzą donikąd – tylko ku chorobom i śmierci.

Jeszcze jedna dość typowa historia. Kawaler ma romans z mężatką. To, co ich wiązało, było prawdziwą miłością, ale ona nie mogła odejść od męża, ponieważ miała małe dzieci, które potrzebowały ojca. Takie „nieoficjalne” związki również mają swój urok. Istnieje tu bliskość serc, pokrewieństwo dusz, wzajemne zrozumienie i to sacrum, które często zanika w małżeństwie. Niemniej mężczyzna postanawia, że trzeba żyć jak wszyscy, czyli ożenić się i mieć dzieci. Zostawia swoją ukochaną, Poznaje młodą i ładną kobietę. Żeni się, pojawia się dziecko. Rodzinę trzeba utrzymywać, żona żąda pieniędzy, on rozkręca biznes, na którym w ogóle się nie zna. Z żoną nie układa się, słyszy od niej tylko pretensje. W nielubianej pracy spotkają go same niepowodzenia.

Z życia zniknęła radość, zniknął sens. Natomiast z punktu widzenia znajomych i krewnych w jego życiu było wszystko w porządku – wreszcie się ustatkował. Społeczeństwo się cieszy: udało się złapać człowieka w swoje sieci energetyczne, udało się go sobie podporządkować. Po jakimś czasie u naszego bohatera wykryto nowotwór żołądka. Umarł w wieku 35 lat. Lekarze powiedzą: notoryczny stres doprowadził do choroby. Ale można to wyjaśnić w inny sposób: zdradził siebie, swoją duszę, zamieniając ją na przyjęte w społeczeństwie schematy. Wyrzekł się swojej duszy, energoinformacyjnej istoty, która jest nosicielem duszy i świadomości. Bez niej ciało również umiera. Cała jego energia poszła na dążenie do fałszywego celu.

Oto kolejny przykład. Starsza kobieta postanowiła zgromadzić 10 milionów. Odmawiała sobie wszystkiego, chodziła głodna, nie miała telewizora i lodówki, siedziała po ciemku, oszczędzając na energii. Gdy na jej koncie pojawiło się równo 10 milionów, zachorowała i umarła. Wymarzony cel został zdobyty – życie straciło dla niej sens. To kolejny przykład fałszywego celu narzuconego przez społeczeństwo, które utrzymuje, że wielkie pieniądze dają wielkie szczęście. Ten sam potencjał skierowany na siebie pozwoliłby żyć tej kobiecie o wiele dłużej.”
~Dymitr Wereszczagin

Sens życia to nie jest jakaś tajemna wiedza, to nie jest kabała nie do odgadnięcia. Tajemnica sensu życia, którego poszukują chyba wszyscy ludzie, jest dużo prostsza niż mogą sobie wyobrazić. Sens życia to inaczej robienie tego, co sprawia Ci radość. To hobby, pasja, zainteresowania. To coś, co sprawia, że na powrót, choć na chwilę stajesz się radosnym, badającym świat dzieckiem. To coś, co Cię uskrzydla i nadaje Twemu życiu wyjątkowych barw. Niektórzy nazywają to przeznaczeniem.

Jak rozpoznać swoje przeznaczenie? Rób to, co daje Ci autentyczną radość, choćby to było głupie, choćby żona burczała, choćby inni się śmiali. Przypomnij sobie, co chciałeś robić w dzieciństwie – ale tym dość wczesnym. Gdy nie było jeszcze presji koleżków z ich nieśmiertelnym „chcę zostać strażakiem / policjantem / batmanem„. Ja chciałem zostać leśnikiem, jednak to zostało skutecznie zagłuszone. Mam tylko nadzieję, że kiedyś, gdzieś tam, będę miał swój ogród.

Innym przykładem, antytezą tego trendu, jest człowiek który nie realizuje swoich pasji, zainteresowań i celów. Ale realizuje czyjeś. Realizuje tylko to, co wymaga od niego społeczeństwo, system. Przykład – 30 letni chłop, parę lat po studiach. Ileś tam zarabia, trochę więcej niż reszta niewolników kapitalizmu, co pozwala mu głosować na Nowoczesną lub Korwina (to jedno i to samo…) i mieć poczucie wyższości. Ma żonę, są małżeństwem. Żeby spełnić swoje (?) marzenia o dzieciach, ślubie, czterech kółkach, mieszkaniu – musiał wziąć kilka kredytów. Siłą rzeczy, pracuje na to po 12 godzin na dobę.

Sił, czasu i energii nie pozostaje mu na nic. Seks? Jaki seks, gdy ledwo się przyszło z pracy, a tu trzeba usypiać dzieci i wykończonym samemu iść spać. Pozostaje tęsknota za szaleństwami kawalerskiego życia (wiedzą to dobrze kobiety które miały żonatych, zwierzających się im kochanków). Pozostaje zerkanie w weekend np na stare modele w piwnicy, na rdzewiejącą motorynkę, na zakurzoną gitarę.. Czy cokolwiek innego, co dawniej dawało radość i energię. A teraz zostało odłożone na boczny tor. Bo przykre obowiązki dorosłych zabierają całe siły, czas, pieniądze i energię.

Gdy realizujemy nie nasze cele i nie nasze wartości, to dusza staje się coraz bardziej wykończona. Nie ma ona zasilania. Szybko pojawiają się rozczarowania, niespełnienie, frustracja, wypalenie zawodowe. Potem równie szybko następują różne nieszczęścia. Zdrady, rozwody, bankructwa, ale przede wszystkim choroby. Ludzie umierający na nagłe choroby w młodym wieku (25, 30, 35 lat) to ludzie których dusza, krańcowo wykończona codziennym kieratem, podjęła decyzję o zakończeniu życia by wcielić się potem w kolejne ciało i zyskać nową szansę.

Choroby autoimmunologiczne (Hashimoto, Gravesa-Basedowa, toczeń, Crochna i inne) mają rozmiar pandemiczny wśród ludzi w wieku 20 – 40 lat. Podobnie zawały serca – typowa choroba pracoholików, prezesów, dyrektorów. No i nowotwory których jest kilkanaście razy więcej niż 20 lat temu. Rozumiecie to? Choroby immunosystemu i nowotwory to obecnie pandemia większa niż AIDS, malaria i grypa razem wzięte. Nic nie tłumaczy takiego wzrostu. Owszem, więcej jest wszelkich trucizn ale to też nie jest wytłumaczenie. Bo jeśli to trucizny – to powinniśmy chorować wszyscy bez wyjątku i to w tym samym czasie, bez względu na nasz wiek.

Zdradzę Wam kolejną ciekawą tajemnicę życia, która jest niezwykle prosta, i jednocześnie jest ukrywana przed ludźmi ze wszelkich sił. Nie potrzeba do tego doktoratu z psychologii, nie potrzeba puszenia się, że „psychologia to nauka, a nie czary-mary„. I nie potrzeba też żadnej skomplikowanej, tajemnej wiedzy, za którą guru lub np coach liczy sobie kilkaset złotych od prelekcji.

Zdecydowaną większość problemów przysparzamy sobie w życiu sami. Sami je tworzymy. Wcale nie tajemnym sekretem szczęśliwego życia jest to, by nie tworzyć samemu problemów.  Zobaczcie jakie to proste, że aż wydaje się niemożliwe. Mamy w sobie strukturę nazywaną ego. Ono nastawione jest na rozwój w trudnym i okrutnym świecie, na ten program minimum minimum. Dawniej wynajdywanie różnych problemów, przeszkód i zagrożeń było konieczne by przeżyć. Nie było cywilizacji, techniki, medycyny, policji i pogotowia, czasy były bardzo trudne, a śmierć zdarzała się bardzo często.

Obecnie liczba tych negatywnych i zagrażających bodźców znacząco spadła. Konstrukcja ego jednak pozostała taka, jak setki tysięcy lat temu, gdy ludzie bardziej przypominali małpy, przynajmniej pod kątem zachowań. Więc ego sztucznie wynajduje sobie problemy, czyli paliwo, które je zasila. Emocja, jakakolwiek emocja – byleby była, byleby coś się działo, byleby nie zostać sam na sam ze swoim wnętrzem. I co oczywiste, ze strasznym stanem tegoż wnętrza.

Nie goni Cię dziki zwierz, w kiblu nie ma jadowitego pająka. Masz infekcję, skaleczenie, wyrostek, zepsuty ząb – to ta bezbożna i jakże nie-eko i nie-organic medycyna ratuje Cię przed wielodniowym konaniem w męczarniach. Nie ma dawnych stresujących bodźców, więc ego samo sobie je wymyśla. Choćby były sztuczne, bzdurne. On zaprosił jakąś koleżankę na facebooku? Dla ego żony jest to powód do wielodniowych pretensji i fochów. Ona kupiła zbyt seksowne buty na obcasie? Dla niego jest to powód do kłótni, wyzywania i obrażania.

Emocja jest? Jest. Zajęcie jest? Jest, byleby nie było nudno, byleby nie było cicho… Takich możliwych wariantów tych sztucznych, z dupy wziętych problemów, jest już nie miliony, ale miliardy miliardów. Możesz ich wygenerować nieskończenie wielką ilość, o ile chcesz. A zawsze znajdzie się powód. Wszystko może nim być, nawet… największe możliwe szczęście. Znałem nawet kobietę, która narzekała, że ma zbyt duże piersi. Wcale za duże nie były, i ona wiedziała, że ogromna większość kobiet narzeka na zbyt małe piersi. Ale chciała mieć problem, więc go sobie wymyśliła.

W relacjach i związkach ogromna większość problemów to tego typu sztucznie wymyślone problemy, z niczego. Człowiek ma jakiś obraz idealnej relacji – narzucony mu przez społeczeństwo, rodzinę, psychologię (tak, psychologię z dumą uważającą się za naukę), tradycję, religię itp. Człowiek taki patrzy na każdy szczegół, bo przecież wszystko ma być idealne, wszystko ma być dopięte dosłownie na ostatni guzik, niczym na instagramowym blogu. Gdzie nawet kibel gdzie się sra jest chyba z jakichś diamentów. Wiecie ile wtedy znajdzie się problemów?

Bo życie nie przypomina instagramowego bloga ani wypucowanego mieszkania z telenoweli, gdzie wszystko błyszczy i jest dopięte na ostatni guzik. Z większym stanem świadomości przychodzi olśnienie, że życie wcale nie musi być idealne. Że nad wieloma problemami mamy realną władzę. Jaką? Po prostu nie trzeba ich tworzyć. Wiele problemów, cierpień, ale też zobowiązań, bierzemy na siebie sami. Polecam taką postawę. Nie tylko znikną problemy, o których myślisz że rzeczywiście, racjonalnie, nie musisz tworzyć. Ale zobaczysz jak wiele problemów starych, wydawałoby się absolutnie nierozwiązywalnych, nie do uniknięcia – rozwiąże się samo, albo będzie stopniowo łagodnieć.

Do dziś pamiętam przykład mojej dawnej koleżanki – matka rodziny, uważająca siebie za uspołecznioną, ekstrawertyczną siłaczkę. Oczywiście interesowała się psychologią. Gdy się spotykaliśmy w gronie znajomych, mawiała, że skarpetki zostawione na podłodze są największymi mordercami małżeńskiej relacji. Oczywiście, nie opuszczona przez mężczyzną deska klozetowa też była dla niej wielkim problemem. To był jej świadomy, a raczej, nieświadomy wybór, wynikający z nieświadomości, kompleksów i lęków. Z czegoś co problemem nie jest, zrobiła problem.

Ciekawa historia została nagłośniona przez portal dla rodziców. Kilku trolli internetowych założyło grupę na facebooku, której oficjalnym celem jest pomoc rodzicom. Cel nieoficjalny – to trollowanie i naśmiewanie się z nich. Często w bardzo niewybredny sposób. Ale powiedzcie – czy ktokolwiek te matki czy ojców trzyma na siłę w grupie, która już po pierwszym spojrzeniu przypomina chlew? Kto im każe napinać się, walczyć, oburzać, mieć „ból dupy„? I tym samym narażać się na wyśmiewanie, ataki, czy odwet trolli? Oni sami to robią. Kat szuka ofiary, to prawda, ale z drugiej strony, to ofiara szuka kata. Tam, gdzie są głupie, strachliwe, podporządkowane stadu owce, tam są i wilki.

Poniżej żart podesłany przez czytelnika, trochę w temacie: 😉

Bóg chciał się dowiedzieć, co tam słychać na ziemi.
Aniołowie przynieśli mu wielką plazmę, Bóg wziął pilota do ręki, włączył 1-szy kanał.
A tam kobieta rodzi, wrzaski, krew, zamieszanie
– Co to takiego Piotrze, czemu ta kobieta tak cierpi – pyta Bóg
– Ależ Panie Boże, przecież sam powiedziałeś – w bólu i cierpieniu na świat przychodzić będziecie
– Hmmm, ale ja żartowałem, odpowiada Bóg
Przełącza na 2-gi kanał, a tam górnik na dole w kopalni, spocony, tylko mu oczy błyszczą, ledwie zipie
– A to co takiego Piotrze, czemu ten człowiek tak się męczy?
Panie Boże, wszak sam mówiłeś – w pocie i znoju chleb zdobywać będziecie.
– Ale ja przecież żartowałem, na to Bóg.
Włącza 3-ci kanał, a tam wielka sala, potężny, suto zastawiony stół, wykwintne potrawy, drogie wina i koniaki, a wokół siedzą same grubasy w czarnych sukniach, przepasani fioletowymi szarfami, z piuskami na głowach, radośnie biesiadują, słychać rubaszne żarty, śmiech rozbrzmiewa dookoła.
– A to kto taki, pyta Bóg?
– A to są Panie Boże ci, którzy wiedzieli, że żartowałeś

Cytuję: „Chcecie przetestować to na sobie? Dam Wam parę minut, możecie zrobić to od razu. W porządku, przebiega to mniej więcej tak. Załóżmy, że moglibyście być upojnie szczęśliwi, ale nie zdobędziecie licencjatu. Czy jesteście gotowi wymienić licencjat na szczęście? Nie dostaniecie tej dziewczyny czy tego chłopaka. Czy jesteście gotowi wymienić ich na szczęście? Co? Co o tym myślicie? Nie odniesiecie sukcesu, poniesiecie porażkę i wszyscy będą Was nazywać nieudacznikami. Ale będziecie szczęśliwi, bezmiernie szczęśliwi. Czy jesteście gotowi wymienić zdanie innych na szczęście? Dam Wam trochę czasu do namysłu.”
~Anthony de Mello

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 


15 komentarzy

  1. erikanecker pisze:

    Nie wiem, co będzie dalej? Jaka będzie przyszłość moja, mojej rodziny i tego nieszczęsnego kraju?
    Zdziwicie się zapewne, ale mam wykasowane wszystkie moje wcielenia z przyszłości. To właśnie ja jako jeden z pierwszych, tu w tym kawałku czasoprzestrzeni Polski końca XX i pierwszych kilkunastu lat XXI wieku, to właśnie ja powiedziałem, że każdy z nas wciela się nie tylko w przeszłości, ale i w przyszłości. Jak często? Statystycznie częstotliwość tych wcieleń jest praktycznie taka sama.

    I co? Ano dzieje się to, że gdy sam skreślam cyferki nigdy nie mam nawet trójki w grach liczbowych. Trójki miewam tylko wtedy, gdy to maszyna zakreśla mi liczby w systemie chybił trafił. W tej sytuacji bardzo rzadko gram w gry liczbowe. I nigdy nie kupuję losów na żadnej loterii. Jest coś co, przed wcieleniem w przeszłość, kasuje nam zapisy z naszych przyszłych wcieleń. Stąd częste zjawisko typu deja-vu, czyli już widziane.

    Stąd nawet uznani jasnowidze często mylą się przy przepowiadaniu przyszłości. Przyszłość przeżywana po raz wtóry nie zawsze musi być identyczna z już przeżytą. Żyłem w świecie, w którym Niemcy i Polanie wygrali WW II. I ten kraj jako sojusznik Niemiec stał się krajem ludzi bogatych. Ale o tym nie warto pisać. Była to jedna z możliwych wersji realności. Jedna z najlepszych, jaka mogła spotkać ten kraj i ten lud.

    W wersji obecnej też wygraliśmy. Kraj spustoszony. Obrabowany. Brak inteligencji. Nasze zwycięstwo polegało na zmianie jednego okupanta na drugiego. I na prawie 50 latach następnej okupacji. A teraz? Odbudowany jako tako kraj jest dalej systematycznie niszczony.
    Spróbuj założyć firmę bez jakichkolwiek znajomości i układów. Rychło wykończą Ci ją tak, jak zrobili z firmą Kluski, firmą szlachetnego piekarza, czy z powstającą dopiero moją firmą.

    Sens mojego życia, to ciągła i wieczna zabawa. Teraz również zrobiłem rzecz bezsensowną, bez znajomości robiąc, a właściwie chcąc zrobić w tym kraju coś dla jego mieszkańców. Straciłem na tej zabawie wszystkie moje oszczędności. Gdybym, dużo wcześniej, nie rozpisał moich nieruchomości biorąc wzór z gangsterów, to dzisiaj mieszkałbym w jakiejś altance, jako osoba całkowicie bezdomna.

    W tej sytuacji proponowanie Polakom osiadłym na Zachodzie, aby wracali do Polski jest / brak mi słów / czymś strasznym. Strasznym kłamstwem. Mówionym Polonusom świadomie, czy też nieświadomie przez gościa, który od razu powinien wylecieć na pysk bez odprawy i prawa do emerytury.

    Jak pisze Goethe człowiek może być całkowicie szczęśliwy, gdy czyni coś dla dobra innych ludzi. Dopiero wówczas może powiedzieć ,,trwaj chwilo, jesteś piękna”.

    Czy to ma znaczyć, że moje życie straciło jakikolwiek sens? Ależ nie. Nie trzeba być wcale jasnowidzem, aby przewidzieć reakcję tego kraju na Polaka, pragnącego tu w Polsce, zrobić coś dla tej Polski. Gdybym zrzekł się obywatelstwa polskiego i przyjechał tu jako cudzoziemiec, zatrudnił Polaków za najmniejszą akceptowaną przez nich stawkę, to odniósłbym zapewne sukces. Zwłaszcza, gdybym zażądał dużych ulg podatkowych i do tego pomocy finansowej od tego kraju.

    Ja o nic nie prosiłem. Nie chciałem żadnej pomocy od tego nieszczęsnego kraju. Żadnych ulg. Żadnych zwolnień. Po prostu musiałem pokazać moim prezesom, że bez wpływów i znajomości nic w tym kraju założyć się nie da. A jak już założysz, to zażądają od Ciebie 30 000 000 PLN kaucji, jak od Romka. Za to oszust, który obrobił starsze osoby na miliony, wyszedł z aresztu po zapłaceniu 300 000 PLN kaucji. Może sobie zwiać do kraju, który nie odeśle go do Polski.

    Mnie spotkało zatrzymanie paszportu i nakaz codziennego meldowania się na posterunku Policji Państwowej. Gdy chciałem jechać gdziekolwiek musiałem uzyskać zgodę władz, jak w Stanie Wyjątkowym. Gdy szedłem do sklepu to słałem SMS z danymi o sklepie /adres i telefon właściciela sklepu / a potem już w domu powiadamiałem, że jestem w domu.

    Czy nie mogli mi po prostu założyć zwyczajnej obroży? Dozór elektroniczny nie byłby dla mnie tak dokuczliwy. I tak cud, że nie zastosowano wobec mnie aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Myślę, że zawdzięczam to moim dwom paniom. Nagłośniły one moją sprawę cichcem, ale skutecznie do Polonii na całym świecie. Co ciekawe w mojej obronie głos zabrali cichcem Żydzi. Tak. Żydzi bronili Niemca Polaka. W końcu, mimo zatrudnienia znacznej liczby ludzi rozmaitych organów tego kraju, zwrócono mi papiery, odblokowano puste już konto i wszystko umorzono z powodu niskiej szkodliwości moich planów ekonomicznych.

    A jednak się kręci. Chociaż chwilowo jestem osobą bezrobotną, to nadal śmieję się ze wszystkiego. Cała praca tych polityków i politykierów jest dla Polaków zbędną, nonsensowną robotą.

    Jedynym politykiem, z którym bym współpracował, gdyby doszedł do władzy jest przez wielu Polaków lekceważony i nielubiany poseł do PE pan Janusz. Chociaż do mojej wiedzy ekonomicznej jeszcze Mu daleko, to jako człowiek żyjący tu, w tym kraju, mając zdroworozsądkowe podejście do gospodarki lwią część ekonomiki rozumie właściwie. Jeszcze raz zaznaczam, że obecnie dla Polaka zrobienie wielkiego biznesu w tym kraju graniczy z cudem. A najlepiej mając dziś kapitał w tym kraju ulokować go w jakimś banku.

    Piszesz Jarek, że służba temu społeczeństwu i systemowi nie ma sensu. I życie tylko po to, by im właśnie służyć nie ma żadnego sensu. Masz niestety rację. Niestety. Prawdę mówiąc to służba żadnemu narodowi, żadnemu społeczeństwu, żadnemu systemowi politycznemu, czy też religijnemu nie ma absolutnie żadnego sensu. Dbać należy przede wszystkim o siebie, o najbliższe nam osoby, o członków rodziny, o przyjaciół, kolegów i znajomych.

    Należy sobie utworzyć coś w rodzaju rodzinnej kliki, koterii znajomych i przyjaciół. Należy trzymać się razem olewając rządy, kler i wszystkich polityków i politykierów. Bo oni postępują w ten właśnie sposób. Nie warto popierać żadnej partii politycznej, a gdy dostaniemy propozycję, zapytajmy: co za ile? Dopiero wówczas nasze własne życie nabierze dla nas sensu.

    A zatem zaśpiewajmy sobie początek piosenki rozreklamowanej przez o. Tadeusza Rydzyka ,, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddam, pod but, pod but, niczyj się nie oddam, ja nie, ja nie, ja nie świnia z chlewa, wolny duchem i wszystko olewam.” Pierwsza linijka o. Rydzyka, a dalej już mój własny tekst. Każdy z Was może dopisać resztę sam. Ja nie poddaję się. Ja mam ten cały kraj po prostu poza nawiasem mojej uwagi. Ja mam polityków w nosie. Muszę kupować krople do nosa i co jakiś czas go oczyszczać. Niestety nie mogę oczyścić z zawodowych polityków tego nieszczęsnego kraju. Oczyścić, tzn. pozbawić ich stołków i skazać na wieczne zapomnienie medialne.

    Dlatego zamiast telewizorni lepiej czytajcie blog Jarka. A może podobnie jak w You Tube i sam Jarek zacznie robić nam swoje wykłady. Zawsze Jarek chętnie Ci doradzę. Wygłaszałem wszak co tydzień felietony i to aż przez prawie 10 lat. Przestałem, bo wypaliłem się po prostu. Zbierz Jarek kolegów i przyjaciół i zróbcie sobie w tej dziedzinie ,,burzę mózgów”.

    I to by było na tyle. Pozdro. Erika.

    Lubię to

    • Jola pisze:

      „Ano dzieje się to, że gdy sam skreślam cyferki nigdy nie mam nawet trójki w grach liczbowych”. Erica,nie grywam w lotto i jestem zawsze wygrana:mam 3 złote w kieszeni 😉 😉 Poza tym jak dawno temu zdarzyło mi się kilka razy zagrać nie miałam nigdy nawet jednego trafionego numerka ! 🙂

      Lubię to

  2. Bogdan56 pisze:

    Sobie spokojnie przeczytałem artykuł.
    Życie jest tylko po to aby żyć – to chyba można zrozumieć? Jednak musimy życ swoim życiem a nie życiem innych lub na pokaz.Jeśli bedziemy robili to co oczekuja od nas inni – stracimy sens życia. Własnego życia. Musimy nauczyć się być gruboskórni i olewać opinie innych. Jeśli cokolwiek im się nie podoba – to im się nie podoba – co mnie do tego. Widocznie maja jakiś problem i nie potrafią zaakceptować innego człowieka. Jaki to ma na nas wpływ? – żaden. Jednak jesli poddamy się opinii innych – stracimy siebie!
    Nie jesteśmy tu po to by komukolwiek sie podchlebiać – jedynie sobie. Nie mozemy odpowiadać za czyny innego człowieka – tylko swoje. Jeśli ktoś zrobi cokolwiek niezgodnie z naszymi oczekiwaniami – to zrobił – nam nic do tego. On odpowiada za ten czyn – nie ja. W takim razie – mnie nic do tego
    Jeśli nauczymy sie tego schematu i zaczniemy według niego zyć – nagle świat stanie się lepszy radośniejszy bardziej przyjazny. Wtedy zyskamy radość życia, a ludzie zaczną patrzeć na nas zyczliwiej. Staniemy się częścią wiekszej jedności dającej radość i miłość

    Eryku – masz nieprzerobiony jakiś problem i on cię męczy. Odpuść i zapomnij co się zdarzyło – bedzie Ci łatwiej żyć

    Pozdrawiam

    Lubię to

    • erikanecker pisze:

      Bogdan56!

      Wielkie dzięki za poradę. Mnie nic do innych. Jeśli coś tu piszę, to jest to moje własne zdanie, są to moje własne poglądy na teksty zamieszczane tu przez Jarka i na poglądy komentatorów. Ja już dawno odpuściłem sobie pewne sprawy.

      Co mnie obchodzą poglądy wysokiego urzędnika tego kraju? Niewiele mnie również obchodzi fakt masowego powrotu Polonii do ojczyzny. Wbrew temu co głoszą polskojęzyczne przekaziory po Brexicie na Wyspach będzie brakować ludzi do pracy. Wielu cudzoziemców wyjechało, lub wkrótce wyjedzie z Anglii. Pracy dla wszystkich Polaków tam wystarczy. Nawet gdyby wszyscy polscy pracownicy masowo opuścili ten kraj i przenieśli się do Anglii.

      Ja nikogo nie oceniam, ja nikogo nie osądzam, ja nikogo nie oskarżam. Fakty z mojego obecnego życia podaję Wam tylko po to, abyście mieli z wiarygodnego źródła wieści o tym, co realnie dzieje się w tym kraju. Ktoś to robić musi. Ja mam już tej pisaniny dosyć. Zapraszam inne osoby. Może wspólnie stworzymy coś nowego? Może. Pozdrawiam Bogdan56 i wszystkich zaglądających na tą stronę. Pozdro. Erika.

      Lubię to

  3. Paweł pisze:

    Nie chciało mi się czytać wszystkiego, ale moja odpowiedź na postawione w tytule pytanie: sens jest taki, abyśmy odkryli prawdę o tym jak ten świat działa, odprogramowali umysły z kłamstw i propagandy jaką nam wtłoczono do głów w kościele, szkole telewizorze, gazecie i przestali zasilać system. A gdy już tego dokonamy to dalszy sens polega na uświadamianiu innych i rozwalaniu cegiełka po cegiełce tego systemu. Kropla drąży skałę i kiedyś ta skała się rozlatuje w wyniku erozji. Trzeba mieć jakiś wyższy cel w życiu. Jeśli bowiem ma się tylko cel taki, aby wstać rano, umyć się, ubrać, zjeść i iść do pracy, tam odrobić to co ci każą przez 8 czy więcej godzin, potem wrócić do domu i znowu wykonać typowe czynności życiowe to faktycznie wyjałowienie duchowe następuje szybko. Gdy ma się zaś wyższy cel jest inaczej. Ja za cel postawiłem sobie ciągłą pracę nad świadomością, odkrywanie prawdy i przekazywanie jej dalej tym do których jest szansa dotrzeć. Krótko mówiąc walka z systemem na miarę swoich możliwości po to, aby świat uczynić lepszym. Paradoksalne to może jest, ale dzięki temu że jest z czym walczyć to życie ma sens. Gdybyśmy bowiem wszyscy byli wspaniali, idealni, serdeczni i nie istniałoby zło na Ziemi to życie także pewnie dla wielu szybko straciłoby sens. Co ci bowiem po tym, że będziesz bogatszy i nie będziesz musiał tyrać, a będziesz żył wygodniej i państwo cię nie będzie okradać. Do dobrego się szybko człowiek przyzwyczaja. No chyba, że ludzkość dokonałaby takiego skoku, że zaczęlibyśmy wtedy szybko eksplorować nowe planety i nawiązywać kontakty z innymi cywilizacjami z innych planet wtedy życie znowu miałoby sens. To jednak pewnie melodia dalekiej przyszłości.

    Lubię to

    • erikanecker pisze:

      Paweł!

      Pięknie piszesz i właściwie wyciągasz wnioski. Twoje pomysły rozwalania skał są wręcz rewelacyjne. Poszedłeś dalej niż ja sam. Pełen szacunek. Rozpisz to dokładniej. Polecam Ci książkę free tekst ,, Ku wyzwoleniu z ducha ” z wykładami człowieka, który dosięgnął aż poziomu czystej świadomości i czystego istnienia. Pozdro. Erika.

      Lubię to

  4. Sanctus Diavol pisze:

    Lubię to

  5. Ludzie dali się złapać w sidła kapitalizmu… To dlatego tylu z nas tęskni za PRL-em; systemem gdzie odwalałeś byle jak i byle gdzie swoje 8 godzin, a później, ani na ulicach, ani w TV, ani w gazetach nie kusiły Cię reklamy, które nakazują nam dzisiaj jak żyć i jak „być szczęśliwym”. Coś zjadłeś, z kimś się spotkałeś, ludzie niczego sobie nie zazdrościli bo nikt niczego nie miał. Ale w tym samym czasie i w tym samym systemie byli też nieszczęśliwi! Bo różnimy się. Byli tacy, którzy chcieli więcej. Nowe auto. Nowy telewizor. Marzyli by wyjechać na Zachód. Zarobić i żyć „jak na filmach”.

    Nie ma sytuacji w jakiej WSZYSCY mogliby być zadowoleni. Jest w nas instynkt CIĄGŁEJ RYWALIZACJI; to coś powoduje, że ludzkość się rozwija, ale efektem ubocznym jest to, że w jakimś momencie w życiu stajemy się nieszczęśliwi.

    Być może gdyby szkoła od małego pomagała nam w zrozumieniu tych mechanizmów, ludzie wybieraliby jedną z dróg, ale nikt nas tego nie uczy, a na doświadczenie życiowe należy zaczekać. Często tracimy pół życia na to by zrozumieć proste sprawy. Bo to wszystko jest BARDZO proste i BARDZO skomplikowane… 🙂

    Pół biedy gdy masz rodziców, którzy pomogą ci to zrozumieć. Najczęściej jednak zrozumienie przychodzi dopiero wtedy kiedy zaczyna brakować już sił. Wiesz już jak żyć, ale nie masz już zdrowia by zrealizować swoje zamiary. Czy możemy kogoś winić za taki stan? Wszyscy popełniamy ten sam błąd więc jak tutaj szukać winnych? Czy na miejscu polityków stworzylibyśmy lepszy świat? Śmiem wątpić.

    Im mniej myślisz tym większa szansa, że będziesz bardziej szczęśliwy. Jednym w życiu się udaje – innym nie. Jedni mają wszystko – inni nie mają nic. Los decyduje o tym po której stronie tego dualizmu wylądujesz. A może nie los? Może to nasze poprzednie wcielenie? 🙂 …znowu zaczynasz myśleć i znowu życie się komplikuje. Analizujesz artykuł Jarka i dochodzisz do wniosku, że „masz to gdzieś”. Świat toczy się dalej. I (!) będzie toczyć – bo jakie ma wyjście?

    Lubię to

  6. Piotr Kierus pisze:

    Bo to są programy wgrane w dzieciństwie i w szkole.

    Lubię to

    • Jola pisze:

      Zauważyłam,że większość ludzi uważa swój model życia za najlepszy choćby był do bani.To pół biedy,najgorsze jest to,że ten swój styl chcą narzucić innym.Na przykład b.wiele moich porozwodzonych koleżanek usilnie namawia te jeszcze zamężne do rozwodu.Obrzydzają im tych mężów itd.Ale patrząc na nie też nie widzę w nich szczęścia,to jest wieczna pogoń za mężczyzną,odmładzanie na siłę itd.W małżeństwie było im źle a bez małżeństwa wcale nie lepiej.To był tylko taki przykład ale dotyczy każdej dziedziny życia,związków,pracy itd.Dlatego zgadzam się w 100%,że „Sens życia to inaczej robienie tego, co sprawia Ci radość. To hobby, pasja, zainteresowania. To coś, co sprawia, że na powrót, choć na chwilę stajesz się radosnym, badającym świat dzieckiem. To coś, co Cię uskrzydla i nadaje Twemu życiu wyjątkowych barw. Niektórzy nazywają to przeznaczeniem.”.

      Lubię to

  7. bogdananiola@wp.pl pisze:

    Cos teraz mi kombinuje tak jak robiło Ani i nie wiedzieć dlaczego żada podpisu adresem maila albo nie puszcza komentarza Pomóż Jarek

    Lubię to

  8. Slowianin pisze:

    Zauwazylem, ze czesto pojawia sie tutaj nazwisko Korwin w negatywnym swietle I chcialbym tylko dodac, ze jakby Korwin przejal wladze dekady temu to wlasnie nie pracowalibysmy za miske ryzu tylko za 5 misek wypelnionych po brzegi tym co chcemy bo Korwin od zawsze chce obnizyc podatki I ruszyc nasza gospodarke, pozwolic ludziom godniej zyc w krajach zachodnich I zebysmy nie musieli opuszczac naszej ojczyzny co jest przeciwienstwem tego co robi zydokomuna.

    Lubię to

  9. slowianin pisze:

    jego filozofia jest oparta na przykladach z historii i na nauce i oczywiscie barany, ktorych swiatopoglad tworzy telewizja i gazeta wyborcza nigdy nie zaglosuja niego a zwlaszcza urzednicza mafia, ktorej bysmy sie w koncu pozbyli raz na zawsze, pol miliona darmozjadow na zbity pysk i do niemiec na truskawki a nie siedzi piec bab w zusie, wchodzi moja dziewczyna aby zalatwic sprawe i zadna nawet nie chce pomoc ani chociaz powiedziec glupie ” dzien dobry, w czym moge pomoc? ” Lepiej jest glosowac na zydokomune, pewnie ze tak brawo, jedzmy wlasna kupe dalej i nie przeciwstawiajmy sie systemowi bo kupa jest dobra

    Lubię to

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Zapraszam na moje strony na FaceBooku:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 134 obserwujących.

Najnowsze artykuły – zapraszam:

Partnerzy strony:

%d blogerów lubi to: