Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Ciekawe » Ego odpowiada za naszą zależność od systemu. Jak się uwolnić?

Ego odpowiada za naszą zależność od systemu. Jak się uwolnić?

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,324,399 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

HEJ! JEŚLI ZALEŻY CI NA PRZEKAZYWANIU DALEJ NIEZALEŻNYCH INFORMACJI, MOŻESZ DOŁOŻYĆ SWOJĄ CEGIEŁKĘ. DZIĘKI DAROWIZNOM JESTEM NIEZALEŻNY OD PARTII, IDEOLOGII, RELIGII, KONCERNÓW. MOJA DZIAŁALNOŚĆ ZALEŻY M.IN. OD WASZEGO WSPARCIA. KLIKNIJ JEDEN Z PONIŻSZYCH OBRAZKÓW:

Książki ezoteryczne, filozoficzne, o medycynie naturalnej i wiele innych:

Medycyna naturalna: Ogromny wybór ziół, suplementów, kosmetyków i innych preparatów:

Najlepsze soki, oleje i inne produkty medycyny naturalnej:

ego

Zapraszam do przeczytania artykułu z magazynu Resurgence, z roku 1987. Został on przeprowadzony z Davidem Bohmem, fizykiem, filozofem i gnostykiem. Opowiada on o ego i o tym, jaką pułapką ono jest.

Ego i umysł są w prostej linii reprezentantem interesów społeczeństwa, systemu, matrixa. A więc interesów… matki natury, bo natura to system, natura to matrix. Zdaje się ono być więzieniem, jednak konstrukcja umysł-ego została wprowadzona w pewnym momencie jako „nakładka systemowa„. Po sielance Edenu, gdzie żyliśmy szczęśliwie, ale mieliśmy jeszcze niższą świadomość niż teraz – praktycznie zwierzęcą – był minimalny skok świadomości. W postaci powstania ludzkiego ego i umysłu.

Poznaliśmy wtedy czym jest dobro i zło, bo wcześniej niczym zwierzęta nie znaliśmy tych pojęć. Grzechem pierworodnym z tym związanym, było powstanie lęku przetrwania – najgorszego ludzkiego lęku. To on jest praprzyczyną wszelkiego zła. Bo skoro w świecie trudno przetrwać, to trzeba robić wszystko, by przeżyć. Choćby po trupach, choćby ceną tego było zło zadawane drugiej istocie.

Zostaliśmy wygnani z raju. Od teraz skazani jesteśmy na piekło ciągle narastających pragnień, konfrontowane z surowością świata jak i z tym, że nie starcza dla wszystkich. Pracujemy w znoju i trudzie, od tysiącleci za przysłowiową miskę ryżu. Dziś za najniższą krajową. Dzieci rodzą się w bólu a potem doświadczają bólu w życiu, wchodząc w dorosłość zranieni.

Ego i umysł nastawione są na dwa programy bazowe:

Pierwszy z nich, to ciągłe i ciągłe pragnienia. Gdy zaspokoisz jedno z tych pragnień, pojawia się kilka chwil ekscytacji, a potem.. wręcz coś w stylu rozczarowania. I ego wtedy podsuwa kolejne i kolejne pragnienia. Przypomnij sobie jak kupowałeś samochód. Auto – blaszana, spalinowa puszka na kołach do przemieszczania się z miejsca w miejsce, jest owiana u nas aurą niesamowitej magii, wręcz legendy. Nie trudno zgadnąć dlaczego – w kulturze patriarchalnej przedłuża chłopcom penisy. Czekałeś na kupno samochodu długo, z wypiekami na twarzy. Miałeś być wtedy szczęśliwy. Sąsiedzi mieli zazdrościć. Tymczasem kilka tygodni powoziłeś się z dumą w nowej furze, a potem.. zupełnie Ci spowszedniała. Ale właśnie wtedy zacząłeś pragnąć o czymś innym, kolejnym.

Jaki jest tego cel? Jeden z wybitnych ekonomistów mawiał, że ostatecznym celem ludzkiego ego jest władza nad cała Ziemią, nad światem podległych mu niewolników. Ale nawet wtedy ego nie zostanie zaspokojone. U szczytu kariery, możliwości, różnie pojmowanych, pojawia się.. ogromne, życiowe rozczarowanie, często z czymś takim jak zawał czy udar w pakiecie. Z jednej strony, jest to niezbędne, by cywilizacja trwała i rozwijała się. Bez tego nie byłby możliwy nawet ten minimalny rozwój. Z drugiej strony, czyni nas to wiecznie niespełnionymi, spragnionymi i nieszczęśliwymi. Bo tyle jest opcji i możliwości, a polski biznesmen płaci tak mało, bo przecież musi z czegoś kupić ten trzeci z kolei jacht.

Drugi program ego i umysłu to ciągłe wyszukiwanie zagrożeń. Było to potrzebne i wciąż jest potrzebne. Umysł wyszukuje zagrożeń i dostrzega w wielu aspektach rzeczywistości zło, po to, by nas chronić przed złem świata. Tak samo umysł ma za zadanie komplikować, czynić proste rzeczy trudnymi, by wymuszać rozwój. Związane jest to z wieloma kłopotami. Czyni nas nieszczęśliwymi. No i kiedyś było tyle zagrożeń, niebezpieczeństw. Adrenalina dosłownie wylewała się kilogramami uszami i wszystkimi innymi otworami. A teraz? Tych negatywnych bodźców jest dużo mniej.

Bo mamy medycynę która ochroni przed śmiercią w męczarniach. Mamy policję, która ochroni kraj przed jebiącymi policje chłopcami, i tym samym, stanięcia się drugą Somalią. Mamy też armię która ochroni kraj przed inwazją islamu. No nie ma czym się denerwować, emocjonować, nie ma tych emocji, adrenaliny. A konstrukcja umysł-ego pozostała taka sama. Erich Fromm mawiał, że technicznie jesteśmy w erze atomowej, a emocjonalnie – w erze kamienia łupanego. Konstrukcja ta domaga się wciąż emocji i adrenaliny. Człowiek chce też za wszelką cenę uciec od przeraźliwej pustki swego jestestwa. Stąd ego-umysł wyszukuje sobie problemy, zagrożenia, choćby były one irracjonalne.

Czyli tworzy je sobie z powietrza, z niczego. Wie to np mężczyzna, który jest z kobietą strzelającą przysłowiowe fochy. Nie chodzi wcale o merytoryczną wartość focha, bo jej najczęściej nie ma zupełnie. Chodzi o pokarm dla przerażonego umysłu i ego. Znałem ludzi, którzy jadąc na wieś, nad jeziorko, musieli mieć cały czas puszczony z radia heavy metal – muzykę brutalną, pełną przemocy. Rozumiecie to? Oni nie wytrzymywali tej ciszy, bezczynności. Tak samo zrobili kiedyś eksperyment, w którym po godzinie bezczynności, bez żadnych bodźców, niektórzy uczestnicy woleli się razić paralizatorem.

Ale jest wyjście. Kluczowa jest obserwacja tego i stopniowe oddzielanie się od władzy ego i umysłu. Jednak tylko niewielka liczba ludzi jest zdolna do tego wielkiego dzieła przemiany. Cała reszta duszyczek słabo rozwiniętych (tzw „owiec„), śpi na jawie tak głęboko, że musi być przez coś kontrolowana. Przez siłę, która czuwa nad tym, by przerabiali oni często trudne i bolesne życiowe lekcje. To jest ta tajemnica, dlaczego Ty, będąc przyjacielem kobiety, która jest niszczona przez swojego chłopaka-drania, nie jesteś w stanie jej pomóc.

Ona i tak do niego wróci, nie posłucha Twoich argumentów. A gdy poraniona się z takim rozstanie, za jakiś czas znów weźmie sobie drania na partnera. Dlaczego? Ponieważ jej dusza takich doświadczeń potrzebuje, takie doświadczenia wybrała przed narodzinami. I ta konstrukcja czuwa nad ich przebiegiem i chroni ją przed Twoimi logicznymi argumentami. Stąd bierze się inna potrzeba – selekcjonowania ludzi. Twórzmy nasz własny mini-system z ludźmi o podobnej do nas mentalności i świadomości.

Z osobą, która jest zazdrosna że dodałeś kogoś na facebooku, która strzela fochy, która chce Cię kontrolować, nie ufa, która śpi snem kamiennym i jest niewolnikiem emocji, nie rozumie ich – nie będzie żadnej relacji, nie będzie związku. Będzie co najwyżej to, co jest u miliardów ludzi – transakcja handlowa wymienna. Możliwe że zakończona ślubem, a po latach coraz większym nienawidzeniem się nawzajem i wychowaniem poranionych, skrzywdzonych dzieci.

A poniżej wklejam wywiad z Davidem Bohmem:

Cytat: „Rozwiązanie jest bardzo proste, kiedy widzimy, że ta idea jest fałszywa to ona odchodzi, kiedy widzimy, że coś jest niekorzystne, nie robimy tego. Mówimy: „Nie muszę tego robić”. Ale kłopot z ego jest taki, że obejmuje ono defensywną reakcję przeciwko zobaczeniu tego. Umysł ochrania sam siebie. Ego zakłada, że to jest fundamentalnie ważne a zatem automatycznie broni się przed wszystkim co mogłoby zakwestionować ego. To jak wirus AIDS gdy atakuje system obronny. Ego jest wirusem, który zaatakował naturalny system obronny. Od razu gdy koncept jest zakładany jako mający absolutną konieczność, cały system, ciało, umysł przyjmuje postawę nieustępliwości. Jest solidny i sztywny. Jest podwójnie nieustępliwy. Po pierwsze mamy koncept i po drugie jest tu założenie, „nie mogę zmienić konceptu”. Jest w tym nie tylko konieczność ale też konieczność konieczności. Ale jest coś głębszego w ludzkiej istocie, ponad zwykłym świadomym umysłem, co może się przebudzić i zobaczyć fałsz ego – a zatem jest to tym co musi się przebudzić.

Sathish Kumar: Mówisz o wizji ego które jest ograniczone do funkcjonowania. Jak to zainicjować?

David Bohm: Nie możesz sobie nic narzucić ponieważ to tylko stworzy konflikt – ponieważ to nieświadome roszczenie ego by operować. Jeżeli postawisz u góry tego żądanie, że nie powinno operować skutkiem będzie konflikt i pomieszanie. Nie ma celu próbować się kontrolować ponieważ impuls kontrolowania pochodzi od samej myśli, jako rzecz która musi być kontrolowana.

To co potrzebne to percepcja przebudzenia głębszych poziomów w umyśle, które mogą postrzec jak operuje umysł. Potrzebujemy rodzaju samo-percepcji, przez którą koncept czy myśl byłaby świadoma swej własnej aktywności. Głębszy umysł po zobaczeniu, że to tylko myśl, mógłby wtedy rozpoznać ją jako będącą bez znaczenia i to miało by efekt.

Teraz pytanie jak to jest możliwe? Myślę, że jedynym sposobem jest obserwowane tego co się w tobie dzieje. To oznacza nie represjonowanie i nie uleganie. Jeżeli podążasz za impulsem, możesz zaakceptować założenia za nim się kryjące. Jeżeli go represjonujesz, nic nie zobaczysz. Jest stan pomiędzy, gdzie jest to zawieszone. Przypuśćmy, że jesteś zagniewany. Nikogo nie uderzyłeś, werbalnie czy fizycznie ale widzisz co gniew ci robi. Jeżeli zostaniesz z gniewem, obserwując go, wtedy zaczniesz uzyskiwać wgląd w to jak on pracuje. To początek tego jak można zainicjować zmianę.

Sathish Kumar: Mówimy o samej filozofii. Czy widzisz naukę i filozofię jako wzajemnie splecione?

David Bohm: W Anglii i Szkocji Nauka zwykła być nazywaną Filozofią Naturalną. Ale to się stopniowo zmieniło. Teraz mamy twardogłowych naukowców, którzy mogą myśleć tylko o faktach i logice. Naukowe ego ma wizerunek siebie samego jako bardzo twardego, trzymającego się faktów i niesentymentalnych działań, ono się samoidealizacje. Formułuje ono również wizerunek przeciwnej strony, „miękkiej” części ludzi, którzy są filozoficzni i o pomieszanych umysłach. Ludzie lubią tworzyć własne wizerunki (jak grupy popowe czy inne) i czerpią z tych wizerunków przyjemność.

Nie ma naturalnego podziału pomiędzy Nauką a Filozofią. To wszystko jest częścią jednej ludzkiej aktywności. Ta specjalizacja jest po prostu wynikiem zestawu założeń, które stworzyły nasze upadające społeczeństwo. Ogólny obłęd społeczności pomógł doprowadzić do tego podziału, tej fragmentaryzacji: Wszystko musi być odseparowane od wszystkiego i wszystko musi być twarde i ostre i dawać wrażenie siły. To się zmieni gdy zmienią się ludzie. Ludzie muszą się zmienić. Czy może to pójdzie razem, ale nie możesz zmienić Nauki bez zmieniania ludzi.

Satish Kumar: Czy to fenomen Zachodniej cywilizacji bazującej na pragnieniu pożądania coraz więcej i więcej materialnych rzeczy?

David Bohm: Wschód podąża za przykładem Zachodu. Chcą tego samego. Rozmawiałem z kimś kto odwiedził pewne bardziej prymitywne plemiona w Afryce i Ameryce Południowej. Ludzie tam wydają się być szczęśliwsi niż my. Wiele się śmieją i uśmiechają, podczas gdy na Zachodzie rzadko widzimy uśmiechniętych ludzi. Ale życie w Afryce jest bardzo trudne i ludzie nie chcą żyć w ten sposób, są zafascynowani technologią. Wydają sobie nie zdawać sprawy w jaką pułapkę się pakują. Gdy widzisz owoce technologi, wygląda to strasznie atrakcyjnie, ludzie nie mogą się oprzeć. To budzi pragnienie. Technologia daje nadzieję bogactwa i również te wszystkie błyskotki, tak ładnie wyglądające gadżety. Tak uwodzące i zwodzące, że ludzie zaczynają ich pragnąć.

Wcześniej także zwykłam dzielić tę nadzieję, że technologia przyniesie postęp i uczyni rzeczy lepszymi. Ta nadzieja rzeczywiście była u mnie aż do czasu Drugiej Wojny Światowej. Po wojnie zaczęła ona stopniowo zanikać. W latach sześćdziesiątych mieliśmy okres dobrobytu, ale ludzie znaleźli to bardzo pustym. Przez wyścig zbrojeń kontynuowaliśmy dryfowanie ku wojnie. Zdałem sobie sprawę, że im większą moc posiadają ludzie, tym bardziej to niebezpieczne. I stało się jasne, że technologia niszczy ekologiczną równowagę planety i że nie może rozwiązać problemów ekonomicznych i nie może pomóc nam sprawić by warto było żyć. Było w tym rosnące niezadowolenie. Ludzie brali narkotyki i stawali się sfrustrowani. Pojawiło się poczucie skazania i lęk, że nasza cywilizacja może nie przetrwać.

I tak zacząłem się zastanawiać czy to rzeczywiście właściwa droga? Wydawało mi się, że mechanistyczna filozofia jest bardzo destrukcyjna. Gdyby podążyć za jej logiczną konkluzją spowodowałoby to podważenie sensu życia i uczyniłoby naszą ludzką egzystencję całkowicie bezcelową. Mechanistyczna filozofia oznacza, że świat jest tylko mnóstwem rzeczy przemieszczających się wokół zadowalających równań.

Satish Kumar: Czy był jakiś szczególny punkt zwrotny w twoim wypadku?

David Bohm: To było raczej stopniowe. Mogłem zobaczyć, że mapa polityczna była całkiem beznadziejna i mogłem również zobaczyć, że naukowcy byli dokładnie tacy sami, jak inni ludzie, pochwyceni przez zazdrość i uprzedzeni na korzyść swych idei. Chcieli zysku ze swych pozycji, zdobycia dobrej pracy czy stania się sławnymi i wpływowymi. Chcieli zaspokojenia ego. Naukowcy byli jak biznesmeni traktujący naukę za swój interes. W tym punkcie spotkałem Krishnamurtiego i rozmawiając z nim zdałem sobie jasno sprawę, że było coś ponad nauką co trzeba wziąć pod uwagę.

Satish Kumar: Co w twoim spotkaniu z Krishnamurtim było głównym ważnym dla ciebie tematem?

David Bohm: Cóż, były to dwie rzeczy. Pierwsza, pokazał mi, że coś poszło źle z ludzką myślą jako całością i że pomieszanie myśli stoi za całym tym problemem. Myśl którą uważaliśmy za najwyższe osiągnięcie, w rzeczywistości nas niszczyła. To nie tak, że myśl sama w sobie jest zła, ale, że coś poszło z nią źle. Drugim punktem było, czy jest jakaś rzeczywistość ponad myślą od strony której musimy ruszyć – nawet nasze myśli muszą ruszyć stamtąd.

Satish Kumar: Jak doszło do tego, że napisałeś książkę „Ukryty Porządek”? Co sprawiło, że zobaczyłeś cały system wszechświata jako ukryty porządek?

David Bohm: Moja książka była próbą zrozumienia teorii kwantowej. By ją zrozumieć nie można pozostać w obrębie starego kartezjańskiego mechanicznego poglądu, że rzeczy są odseparowane od siebie i bez wzajemnej relacji. W fizyce kwantowej jest tam proces rozwijania. Ten proces występuje nie tylko w fizyce ale również w życiu, w umyśle i w świadomości. W tym porządku wszystko jest w wewnętrznej relacji. Separacja jest relatywna i nie absolutna.

Sathish Kumar: Jako naukowiec czy zobaczyłeś to matematycznie?

David Bohm: Wpierw zobaczyłem to intuicyjnie, ale była w tym również matematyka. Matematyka ma rodzaj intuicyjnego znaczenia jak rozwinięcie. Ukryty porządek sugeruje że umysł obejmuje cały wszechświat i wszechświat obejmuje umysł. Zgodnie z tym co znaczą dla ciebie rzeczy tak to oddziałuje na całe ciało. Jeżeli zobaczysz cień ciemną nocą, jeżeli to oznacza napad, całe ciało się aktywizuje, chemia, adrenalina, mięśnie, serce. Jeżeli to tylko cień, jest inaczej. Zgodnie z tym co rzeczy dla nas znaczą, tworzymy budynki i fabryki i drogi i związki z ludźmi. Wszystko co widzimy to rezultat myśli. Zatem widzę myśl rozwijającą się w fizyczny świat i vice versa. Nie ma różnicy pomiędzy umysłem i materią. Jedno przechodzi w drugie. Nie ma ruchu myśli bez czegoś co wydarzyło się w materii mózgu i vice versa. Ale materialista mówi, że umysł jest tylko formą materii i ruch molekuł jest rzeczywistością. Cóż, nie uważam, że to rzeczywiście oddaje sprawiedliwość temu co się wydarza. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, że to co robi nie ma znaczenia i jest przypadkowym ruchem molekuł. Na przykład nawet materialista lubi powiedzieć, że to co widzi to prawda. Czy powiedziałby: „moje molekuły spowodowały, że faworyzuję pogląd materialistyczny i poza tym nie ma to znaczenia?” Nie, powie on: „To ma znaczenie. Mój punkt widzenia jest słuszny i inni się mylą”. Nikt nie wydaje się żyć zgodnie z mechanistycznym punktem widzenia. Opozycyjny pogląd jest idealistyczny mówiący, że materia jest formą umysłu. To jest to co proponował Hegel. Materia jest myślą uniwersalnego umysłu. Nie można powiedzieć, że to po prostu ludzki umysł. Na pewnym etapie dokonujesz skoku ku uniwersalnemu umysłowi. Ale ja proponuję punkt widzenia, że umysł i materia są dwoma aspektami jednego procesu. W każdym punkcie jest kierunek północny i południowy. Ale nie są one nigdy odseparowane. Nigdy nie możesz powiedzieć, że północ istnieje w jednym miejscu a południe w innym. Dlatego materia i znaczenie są dwoma aspektami, czy dwoma sposobami jednego ruchu. Pogląd który sugeruję nie jest redukcjonistyczny i nie jest mechanistyczny, ponieważ materia jest zdolna do nieograniczonej subtelności i umysł zawsze ma jakiś materialistyczny aspekt. To jak forma i zawartość. Każda forma jest zawartością i każda zawartość jest formą.

Sathish Kumar: Czy widzisz jakąś nadzieję dla zachodniego mechanistycznego społeczeństwa?

David Bohm: Po drugiej wojnie światowej była spora nadzieja, że Zachód może rozwiązać swe podstawowe problemy i stworzyć rozumne społeczeństwo. Większość ludzi powiedziała: mieliśmy trudny czas w naszym życiu ale jesteśmy przekonani, że nasze dzieci będą się miały lepsze życie. Kiedy dorastałem, wszyscy tak mówili. Teraz prawie wszyscy mówią, że nasze dzieci będą się miały gorzej. To znak, że Zachodnie społeczeństwo upada, nie tylko duchowo ale również materialnie. Podwyższenie standardu technologicznego nie jest połączone z równą dystrybucją materialnego dobrobytu. Faktycznie materialny dobrobyt nie jest taki jaki był dwadzieścia lat temu. Większość miast się dezintegruje. Są brzydkie i się rozpadają. Na przykład transport publiczny pomału zanika. Zamiast tego masz te wielkie masy samochodów tkwiących na drogach i ludzi spędzających godziny by dotrzeć i wrócić z pracy. Myślę, że mamy trudniejszy czas niż przedtem.
Gdy byłem dzieckiem, mogłeś zostawić swoje drzwi otwarte w nocy i czułeś się wolny by iść dokądkolwiek. Nikt nie atakował dzieci. Teraz ludzie boją się chodzić ulicami. Miejskie gangi biją starszych ludzi. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie słyszało się by kryminaliści bili starszych ludzi tylko dla samej zabawy. Widzę oznaki demoralizacji. Duchowe cechy społeczeństwa pomału słabną. Ludzie coraz bardziej są skoncentrowani na materialnych korzyściach i presja utrzymania pracy jest coraz większa. Ludzie już dłużej nie czują się bezpieczni lecąc samolotem z uwagi na terroryzm. Ci szaleni ludzie przyjdą i zabiją 10, 20, 50 wybranych na chybił trafił osób. To szaleńcy, czyż nie? Coś musiało spowodować ich szaleństwo. To musi być nasze społeczeństwo.

Satish Kumar: Zatem, tak jak to opisujesz, do czego to prowadzi?

David Bohm: Cóż, widzę że prowadzi to do upadku naszej cywilizacji, ale to niebezpieczeństwo nie musi być powolnym upadkiem. Jest zagrożenie nuklearne. Jeżeli pomyślisz o następnych 50, 100, 200 latach trudno zobaczyć dobrą przyszłość. Politycy są przeciętni i nie wiedzą co robią. Trudno sobie wyobrazić żeby to się kontynuowało przez 200 lat bez jakiejś wielkiej eksplozji. Jest też upadek ekologiczny, jak i ekonomiczny. Trzeci świat nie jest w stanie spłacać swoich długów i jest w znacznie gorszej sytuacji niż dwadzieścia lat temu. Także widzę kryzys jeden za drugim. W tej sytuacji jest pocieszające, że ludzie zaczynają rozumieć iż kłopot jest znacznie głębszy niż po prostu standard życia. Ludzkie istoty nie rozumieją co się dzieje gdy myślą. Ludziom wydaje się, że myśl jest neutralna i po prostu się kontynuuje, bez dalszych konsekwencji; gdy skończona, jest skończona. Ale nie. Pozostawia ona ślad w ludziach. Myślenie może stworzyć olbrzymie zakłócenia w ciele. Myśl przechodzi pomiędzy ludźmi. Na przykład, jeżeli jesteś zagniewany, mówisz: „on mnie źle potraktował, potrącił mnie, to co mi zrobił jest zniewagą”. Wszystko to, cała ta zachodząca nienawiść i gniew będzie się powiększać. Powiększać między jednostkami czy grupami czy pomiędzy narodami. Ale co jest za tym to założenie, że ego lub to z czym się ego identyfikuje, jak kraj czy religia jest najlepszą rzeczą. Niemcy zwykli śpiewać „Deutschland, Deutschland Uber alles” (Niemcy ponad wszystko). To bardzo prosty koncept, ale oznacza on, że możesz zniszczyć wszystko gdy Niemcy czy Francja czy Ameryka mają pierwszeństwo. Kraj jest konceptem ego. Gdyby nie koncept „Niemcy” nie było by Niemiec ponieważ to on utrzymuje całą rzecz razem. Byłby tylko ląd i skały i drzewa i budynki. To jak General Motors. Bez konceptu „General Motors” nie ma General Motors.

Kiedy jesteśmy niewolnikami konceptu wtedy ten koncept ma na nas olbrzymi wpływ. Coś w nas pobudza. Ale założenie jest, że ta rzecz nie ma nic wspólnego z konceptem, to „ja” jest zaangażowane nie koncept. Dalej staje się konieczne stworzenie iluzji, że koncept to ja a zatem nadanie mu olbrzymiego znaczenia. Wszystko to tworzy myśli. Osoba myśli coś, dalej skłania się do działania bez myślenia. Jeżeli myślisz, że piętro jest parterem, twoje ciało skłania się by w to wierzyć, aż znajdziesz przeciwko temu dowód. Jeżeli myślisz „on jest moim wrogiem” jesteś skłonny spotkać go jako wroga. Ta myślowa konfuzja czyni problemy nierozwiązywalnymi, ponieważ powstaje proces bronienia iluzji, czy to będziesz ty sam, czy twój kraj, czy twoja religia, czy cokolwiek. By bronić iluzji musisz niszczyć rzeczywistość. Broniąc iluzji ludzie niszczą rzeczywisty świat z nami samymi. Czym więcej proponują rozwiązań tym gorsza staje się choroba – ponieważ większość z tego to ten sam proces. Ludzie jakby rozwinęli zdolność myślenia bez wiedzy co te myślenie jest w stanie sprawić. Pomału wpadają w tą pułapkę. Teraz stało się to bardzo niebezpieczne. W Erze Kamiennej nie było to tak niebezpieczne ponieważ broń nie była bardzo niebezpieczna. Ale pytanie jest czy możemy zrealizować nasz potencjał do wzniesienia się na wyższy poziom. Czy możemy zrealizować ten potencjał zanim ten proces nas zniszczy?

Sathish Kumar: Zatem musimy się nauczyć bycia wolnymi od konceptu?

David Bohm: Ale to nie takie łatwe, ponieważ koncepcje jawią się być nie-koncepcjami. Dziecko które podlegało konceptowi narodowości czy religii, nie doświadcza tego jako koncept ale jako przemożną rzeczywistość. Nie możemy pozbyć się konceptów ale musimy uwolnić się od iluzji, że „koncepty są rzeczywistymi rzeczami”. Musimy być wolni od błędnego myślenia przez które przypisujemy konceptowi znaczenie rzeczywistości. Na przykład weźmy pieniądze. Ludzie doświadczają pieniędzy jako czegoś rzeczywistego. Ale czym są pieniądze? To koncept; ma on pewne znaczenie. Przede wszystkim pieniądze to było złoto. Dalej papier. Teraz to nawet nie papier a komputerowa wirtualność. I tak coś niesubstancjalnego ma znaczenie przypisywane pieniądzu. Ale ludzie traktują pieniądze jak obiektywną rzeczywistość, mówiąc o wartości pieniądza, koszcie efektywności etc. Pieniądze stały się dominantem, idą pierwsze; ludzie mówią że pieniądze są esencjonalną wartością. Wszystko jest oceniane w pieniądzach. Ale pieniądze są niczym. To tylko koncept. Może gdy ludzie się zatrzymają i pomyślą, wtedy będą mogli poznać, że pieniądze to tylko sprawa konwenansu. Lecz gdy przychodzi czas lokowania pieniędzy nie myślą oni o nich jako o konwenansie. Myślą o nich jako o bogactwie, rzeczywistości. Jeżeli potrafilibyśmy pieniądze traktować jako konwenans, wiele kłopotów na świecie byłoby łatwiejszych.

Sathish Kumar: Podobnie powinniśmy używać koncept kraju czy religii czy rodziny jako wygodne koncepcje. Musimy tworzyć pewne wygodne ustalenia. Ale jeżeli powiesz „to jest ponad wszystko” wtedy żyjemy w iluzji. urodziłem się z mojej matki, bardzo kocham moją matkę. Ale to nie znaczy, że moja matka jest w jakiś sposób lepsza od twojej.

David Bohm: Słusznie. Jesteśmy wzajemnie powiązani i jeżeli twój kraj pójdzie na dno, mój ostatecznie skończy tak samo. Gdyby nie to pomieszanie u ludzkich istot nie byłoby problemu. To jak choroba. Ja nazywam to chorobą świadomości. Mógłbym porównać to do zaraźliwego raka. Każdy może rozwinąć tą chorobę i roznosi się ona bardzo szybko. Jeżeli złapałeś to od kogoś, przejąłeś parę cząstek ale ty sam już je rozmnażasz. Także nie ma sensu mówienie „złapałem to od ciebie” jak mówią o azjatyckiej grypie.
David Bohm „Wirus Ego”
Źródło: Artykuł z Magazynu Resurgence 1987

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 


11 komentarzy

  1. Dodam tylko od siebie, że sam jestem zwolennikiem nieco innej teorii w/g której EGO zrodziło się na skutek TRAUMY kosmicznej jaką zafundowali nam jakieś 15 000 lat temu przybysze z niebios; dla jednych BÓG dla innych Szatan, a dla mnie cywilizacja jakich w kosmosie wiele, która akurat trafiła do nas. Zanim ta kosmiczna cywilizacja zmodyfikowała nasze DNA nie byliśmy jak zwierzęta, a byliśmy rodzajem niewinnych istot, które nie znały zła i żyły sobie tak jak ich Wszechświat stworzył.

    Dobrze, że istnieje wiele pomysłów na ten temat bo tylko tak możemy starać się odkrywać prawdę o naszej przeszłości.

    NATOMIAST (!) jeśli okaże się, że Ziemia jednak jest płaska 🙂 to wtedy odwołuję wszystko co napisałem. 🙂

    Lubię

  2. gmozabija pisze:

    wg mnie auto nie przedluza penisa tylko po prostu nie kapie nam na leb w terenie, bezczynność jest bezproduktywna dlatego nikt nie lubi chyba ze przed ostateczna wycieczka wtedy jest troche czasu na zadume, lezenie bykiem na plazy jak dla mnie meczarnia no chyba ze laseczki na około się będą przeciagac, ego musi być bo jak inaczej komus przyjebac co nie trzyma fasonu

    Lubię

  3. Sanctus Diavol pisze:

    https://ciemnanoc.pl/2013/09/09/wyzsze-ja-a-ego/

    „Nie wyrzekaj się ego!

    Umysł może produkować zarówno iluzję jak i dochodzić do prawdy – to wola EGO, jak tym pokieruje. Gdyby nie ego, integracja jaźni, scalenie Ducha i Ciała -nie byłaby możliwa. Ego jest ograniczoną świadomością, pochodną wyższej świadomości (Ducha) ale zablokowaną przez swoją nieświadomość. Innymi słowy „uwięziona” w ciele, dlatego patrzy na świat przez pryzmat cierpienia. Natomiast dusza jest uwolnioną, pełną i jednocześnie nieskończoną świadomością. Rolą ego jest wchodzenie w strefy nieuświadomione Jaźni i uwalnianie z nich „Ducha” dzięki czemu poszerza swoją świadomość. Tym sposobem wchodzi w stan świadomości Duszy, a poprzez uwolnionego Ducha, który wypełnia całe Ciało (całą nieświadomość) ma pełny kontakt z Absolutem.

    Także ego nie jest niepotrzebną iluzją, tylko ważną, spajającą częścią naszej Jaźni, której nie da się usunąć, zniszczyć ani na siłę zmienić. Jest narzędziem, dzięki któremu Jaźń może się zamanifestować w świecie fizycznym i w relacjach z innymi ludźmi. Gdyby nie ego, bylibyśmy jak zombie, niezdolni do podjęcia wyboru, który nas określa a przez to determinuje relację osobistą z Bogiem. W procesie rozwoju duchowego nie wyrzekniemy się żadnego aspektu nas samych, bo każdy z nich jest częścią CAŁOŚCI. Możemy wyciszyć, przetransformować, zharmonizować, połączyć w jedność. Dla mnie jedność i pełnia wszystkich składowych jaźni/umysłu jest przebudzeniem, a nie wyrzekaniem się jakiegokolwiek aspektu mnie samej do czego namawia wiele ścieżek duchowych (wyrzeknij się zła, wyrzeknij się ego).

    Wyrzekanie się jakiegokolwiek aspektu umysłu, zawsze prowadzi do powstania cienia, czyli nieuświadomionej części nas samych, gdzie spychamy wszystko co nam nie pasuje, czego nie akceptujemy, co nas boli, a co prędzej czy później wybuchnie ze zdwojoną siłą. Dlatego też uważam, ze ego po przebudzeniu nie jest niszczone do końca (jak uważają niektórzy mistrzowie duchowi) tylko się transformuje i poszerza do poziomu świadomości Duszy. Na tym polega jego „rozpad” a nie na tym, że możemy się go wyrzec.

    Nic nie znika w jaźni i umyśle. Tak samo rozum – wbrew temu co głoszą mistrzowie miłości – nie stoi w opozycji do serca, tylko go dopełnia, więc przy aktywacji czakramu serca, także nigdzie nie znika. Budda po przebudzeniu zaczął nauczać. Stosował chłodną logikę umysłu i rozumu, taki jest buddyzm. U niego rozum, umysł nigdzie nie wyparował, po prostu zaczał go umiejętnie stosowac. Rola rozumu w duchowości jest ogromna – mianowicie chroni umysł przed popadaniem w skrajne duchowe emocje, uzależnienia i zniewolenia. Poprzez zdolność do analizy jesteśmy w stanie przekraczać każdą perspektywę – a wiec dążyć do wolności umysłu i wzrostu świadomości. Dodatkowo, rozum (Logos – Duch) chroni przed bezkrytycznym podejściem do czyichś prawd duchowych, które mogą być zniekształcone przez iluzje nieświadomości. Rozum jest tą częścią umysłu, która pomaga zachować dystans i praktykę uważności. Rolą serca jest intuicyjne szukanie prawd, rolą rozumu – ich weryfikacja.”

    Liked by 1 osoba

  4. Sanctus Diavol pisze:

    https://ciemnanoc.pl/2013/09/09/myslenie-ego/

    „Myśli ego zawierają prawdę ale na bardzo ograniczonym poziomie, cząstkowym, bo nie uwzględnia paradoksu całości. Ego obraca się przecież w świecie dualizmu, który wynika z syndromu odrzucenia.

    Użyję metafory:

    Ego niezgrabnie uderza w klawisze pianina, każdy dźwięk jest prawdziwy, ale dźwięki ze sobą nie współgrają. Natomiast Wyższe Ja / dusza itp potrafi na tym pianinie zagrać piękną melodię, gdzie wszystkie te „prawdy” czyli dźwięki stanowią harmonię i są częścią większej prawdy.

    Ego myśli w sposób uproszczony i liniowy , operuje językiem danej kultury. Perspektywa ego jest więc naturalnie ograniczona.

    Myśl w świecie duchowym jest o wiele bardziej „rozwinięta” ponieważ operuje paradoksami, abstrakcjami a przede wszystkim myśl, jaką posługuje się Duch (nadświadomość) jest wielowymiarowa. Jedno zdanie może zawierać w sobie odpowiedzi na 10 dylematów ego. Myślenie duchowe może być symboliczne. Jedno słowo , jeden obraz zawierać może w sobie wiele interpretacji i paradoks będzie polegał na tym, ze każda z nich będzie prawdziwa. Takich sztuczek ego nie potrafi bo myślenie ego jest wykluczające się. Ale im bardziej ego się wycisza – otwiera się na szersze pole, tym bardziej w umyśle zakotwicza się myślenie duchowe, abstrakcyjne. Dlatego czasem mamy wrażenie, że nauki mistrzów duchowych zawierają w sobie samo zaprzeczenia. To jest wynik tego paradoksu – że prawda inaczej troszkę wygląda w zależności od „punktu siedzenia”. Ale cały czas jest to ta sama prawda, czego ego nie rozumie.

    Zależność między myślą i prawdą przypomina problem z czasem. Ego odbiera czas jako liniowy czyli jak linię prostą, Duch widzi czas jako koło. I tu i tu czas jest, tylko inaczej odbierany, do czego innego używany. Podobnie z prawdą i myślą. Zależność polega na tym, że myśl jest narzędziem do odbioru prawdy. Ego i Duch odbierają prawdę inaczej. Ego prymitywnie i cząstkowo, Duch abstrakcyjnie i całościowo. Dla Wyższego Ja stan absolutu – czyli osiągnięcie najszerszej możliwej dla świadomości perspektywy jest stanem naturalnym.

    Ego, poprzez integrację Cienia (czyli wszystkiego czego nie akceptuje, nienawidzi, nie rozumie i nie wie) uczy się wychodzić z dualizmów a więc swoich własnych iluzji, projekcji i podziałów, powodujących cierpienie i niewolę umysłową. Zaczyna rozumieć, że perspektywy nie wykluczają się (dramat i cierpienie dualizmu) tylko uzupełniają (wyjście z dualizmu do stanu pełni duchowej). Na tym polega nieskończony rozwój Świadomości.”

    Lubię

  5. szamanwww pisze:

    „Człowiek musi stać się samotnym, aby mógł dostrzec, że tak naprawdę nigdy nie był sam.”
    „Człowiekowi można odebrać wszystko prócz jednego: ostatniej ludzkiej wolności – wyboru postawy w określonych okolicznościach, wyboru własnej drogi.”
    „Od Auschwitz wiemy do czego jest zdolny człowiek. A od Hiroszimy wiemy co wchodzi w grę.”
    „My, którzy żyliśmy w obozach koncentracyjnych, pamiętamy ludzi, którzy chodzili po barakach pocieszając innych, rozdając ostatni kawałek chleba. Być może było ich niewielu, ale są oni wystarczającym dowodem na to, że człowiekowi można zabrać wszystko za wyjątkiem jednej rzeczy: ostatniej z ludzkich wolności – wyboru swojej postawy w każdych okolicznościach, wyboru swojej drogi.”
    „Właściwie nie chodzi o to, czego oczekujemy od życia, lecz wyłącznie o to, czego życie oczekuje od nas.”
    „Zamiast pytać czemu jestem nieszczęśliwy, zapytaj czego życie oczekuje od ciebie i weź się do roboty”.
    „Raczej odkrywamy, niż wymyślamy nasze życiowe posłannictwo.”
    „Każdy ma życiu swoje powołanie, właściwą miję. (…) Dlatego nikogo nie można zastąpić ani też powtórzyć niczyjego życia. Zarówno zatem zadanie dla każdego z nas, jak i szansa jego wypełnienia są niepowtarzalne.”
    „W końcu człowiek nie powinien pytać o sens swojego życia, lecz raczej przyjąć do wiadomości, że to on jest o to pytany. Każdy człowiek na świecie przypytywany jest przez życie; każdy może mu odpowiedzieć tylko, odpowiadając za własne życie; odpowiadać życiu można jedynie przez bycie opowiedzialnym.”
    Żaden człowiek nie powinien osądzać innych, jeśli sam całkowicie szczerze nie odpowie w głębi serca na pytanie, czy w podobnych okolicznościach nie postąpiłby tak samo.

    To, że jako istoty ludzkie jesteśmy wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju, wyróżnia nas spośród innych, nadając sens naszej egzystencji i wpływając w jednakowy sposób na naszą pracę twórczą, jak i na naszą zdolność do miłości. Kiedy uświadomimy sobie, że nie da się zastąpić jednego człowieka drugim, rola odpowiedzialności, jaką ponosimy za własne życie i jego podtrzymywanie, ukaże nam się w całej swej wielkości. Człowiek, który zda sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką ma wobec innej ludzkiej istoty, która go kocha i z niecierpliwością wyczekuje jego powrotu, albo wobec jakiejś nieukończonej pracy, nigdy nie będzie zdolny odebrać sobie życia. Wie już, dlaczego żyje, a to pozwoli mu znieść to, jak żyje.

    istotą bycia człowiekiem jest być stale skierowanym i zorientowanym na coś lub kogoś innego niż my sami

    Religia nie stanowi gwarancji spokojnego życia, maksymalnego braku konfliktów czy innych celów należących do sfery higieny psychicznej. Religia daje człowiekowi więcej, niż może mu dać jakakolwiek psychoterapia – ale i więcej od niego wymaga.

    Odpowiedzi na pytanie o sens życia człowieka możemy udzielić wyłącznie całym swoim bytem – samo życie stanowi odpowiedź na pytanie o jego sens.

    Ze wstępu”
    Czytelnik wiele się dowiaduje z owego autobiograficznego fragmentu książki. Odkrywa, do czego zdolny jest człowiek, który nagle uświadamia sobie, że „nie ma nic do stracenia, nic poza własnym życiem, tak absurdalnie odartym z wszelkiej godności”. Trudno pozostać obojętnym na sugestywny opis obecnych w opowieści Frankla skrajnych emocji przeplatających się ze stanami apatii. Ratunkiem okazuje się chłodna, obojętna ciekawość własnego losu. Wkrótce potem pojawiają się strategie służące podtrzymaniu nędznych resztek własnego życia, choć szanse na przeżycie są przecież bliskie zeru. Głód, upokorzenie, strach oraz wszechogarniający gniew na dotykającą człowieka niesprawiedliwość można znieść wyłącznie, zachowując żywe wspomnienie najbliższych, uciekając się do religii, czarnego humoru czy czerpiąc uzdrawiającą siłę choćby z przebłysków piękna przyrody, widoku drzewa lub zachodu słońca.
    Lecz żadne z powyższych samo w sobie nie stanowi jeszcze o woli przetrwania, jeśli nie pomaga więźniowi w dostrzeżeniu sensu w jego pozornie bezsensownym cierpieniu. Jeżeli życie jako takie w ogóle ma sens, musi on być obecny również w cierpieniu i umieraniu. Nikt jednak nie jest w stanie powiedzieć drugiemu człowiekowi, na czym ów sens polega. Każdy musi dojść do tego samodzielnie, a następnie wziąć na siebie odpowiedzialność wynikającą z odpowiedzi na pytanie: „Co ma dla mnie sens?”. Jeżeli mu się to uda, będzie trwał i rozwijał się wbrew wszelkim upokorzeniom. Franki z upodobaniem cytuje w tym miejscu słowa Nietzschego: „Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje”.
    Dostojewski powiedział kiedyś: „Tylko jednego się obawiam: że nie okażę się godny swojego cierpienia”. Słowa te często przychodziły mi na myśl, gdy zapoznawałem się z losami obozowych męczenników, których postępowanie, cierpienie i śmierć stanowiły żywy dowód tego, że człowiek nie może utracić ostatniej ze swych wewnętrznych swobód. Można powiedzieć, że ludzie ci okazali się godnymi swego cierpienia; to, jak je znosili, było prawdziwym duchowym osiągnięciem. Bo przecież to właśnie nasza wewnętrzna wolność, której nikt nam nie jest w stanie odebrać, nadaje życiu sens i znaczenie.
    Aktywne życie daje człowiekowi możliwość realizowania swoich wartości poprzez kreatywną pracę, a bierna umiejętność odczuwania przyjemnych doznań pozwala mu odnaleźć spełnienie poprzez doświadczanie piękna, sztuki lub natury. Gdyby jednak odrzeć ludzkie życie z wszelkiej kreatywności i przyjemności, pozostanie w nim jeszcze jedna wartość, dopuszczająca jedynie zachowania najwyższej moralnej próby; wartością tą jest mianowicie nastawienie człowieka do własnej egzystencji – egzystencji podlegającej zewnętrznym ograniczeniom. Przebywającemu w obozie człowiekowi odbiera się możliwość prowadzenia twórczego, aktywnego życia, jak również pozbawia się go szans czerpania z życia przyjemności. Ale nie tylko życie kreatywne i polegające na bogactwie doznań ma sens; skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie. Ludzka egzystencja nie jest bowiem kompletna bez cierpienia i śmierci.
    To, w jaki sposób człowiek akceptuje swoje przeznaczenie i cierpienie, jakie ono z sobą niesie, to, w jaki sposób bierze na barki swój krzyż, może być dla niego
    – nawet w najtrudniejszych chwilach – wyjątkową okazją do pogłębienia sensu własnego życia. Może bowiem wbrew wszystkiemu zachować odwagę i bezinteresowność albo walcząc zaciekle o przetrwanie, zapomnieć o swojej ludzkiej godności i zniżyć się do poziomu zwierzęcia. Człowiek może zatem wykorzystać szansę, jaką daje mu życie i wzrastać moralnie na przekór temu, co się z nim dzieje, ale może też ją odrzucić. Jego decyzja świadczy zaś o tym, czy jest godzien swojego cierpienia, czy nie.

    Internauta pisze
    Prawdziwa wolność jest wtedy, kiedy nic nie chcesz, niczego nie oczekujesz. Wtedy nie wiesz, co to strach, nie padasz ofiarą populistów, demagogów i ideologii. Nie gonisz za tym, co niby obiecuje życie, a w rzeczywistości prowadzi do śmierci, która coraz częściej uderza znienacka. Prawdziwa wolność to szaleństwo, dostępne tylko dla szaleńców, którzy nie mają strachu, bo nie szukają bezpieczeństwa w marnościach zwanych potocznie mamoną. Prawdziwa wolność to nie jest wolność ciała, która z człowieka robi zwierzę. Prawdziwa wolność nie jest dostępna dla ludzi mniemających, że wolność zapewni im jakakolwiek kwota i jakikolwiek kraj. Tacy, co tak myślą, są godni politowania, żałośni i biedni, a ich „bogactwo” kruche i marne. Takim pierze się mózg w takim, albo w innym systemie. Tacy wiecznie czują się oszukani i okradani. Takich się zastrasza z taką łatwością, z takich biorą się bestie krwiożercze, które rozrywają innych na strzępy w rewolucjach i ucisku. Niewolnicy swego brzucha – miejcie wiarę w Boga, a nie w pieniądze i szukanie wygód. Nie przez szukanie lepszego życia i mamony zrzuca się kajdany niewolnictwa. Tak się właśnie niewolnikiem zostaje. Te kajdany zrzuca się wraz ze swoją biologiczną naturą, która sprawia, że ludzkość żyje jak dziki zwierz, zapatrzony w niekończące się zadośćuczynienie swoim chuciom. Wolność to ani pieniądz, ani majątki, ani żaden człowiek, czy kraj, który udziela schronienia. Wolność to świadomość istnienia takiego szaleństwa, ona sama jest szaleństwem. Ale nie dla Was, ludzie, którzy nie macie wiary w Boga. Zapełnieni myślami o tym, co kruche, przemijalne i marne, nie macie już dla Niego miejsca. Miejcie wiarę, mówię Wam, a będziecie żyć.

    Lubię

  6. Sanctus Diavol pisze:

    „Jestem lanserem, szpanerem
    Kokieteryjnie zagaduję świat
    Pytam o to ile jestem wart,
    A ile wart jest ten świat
    Jestem pozerem
    Wypowiadam to całkiem szczerze
    Modne ciuszki, piękne precjoza
    Te drogie kluby, ah życie!

    Wiem, ja wiem, ten obraz oszukuje mnie
    Ego ego ego, moje ego ego ego
    Muszę nakarmić je!
    Przecież wiem, wiem, taki stajl wykończy mnie
    Ego ego ego, moje ego ego ego
    Ono ciągle woła jeść

    I to zajebiste miasto nocą
    Te neony tak migocą
    Z dobrym drinkiem w szklance
    Z joint’em na kanapce
    Tak oglądam ten świat umiłowany
    A jakże przerysowany
    I nie umiem przestać patrzeć
    I nie mogę przestać łaknąć
    A życie ucieka mi przez palce

    Wiem, ja wiem, ten obraz oszukuje mnie
    Ego ego ego, moje ego ego ego
    Muszę nakarmić je!
    Przecież wiem, wiem, taki stajl wykończy mnie
    Ego ego ego, moje ego ego ego
    Ono ciągle woła jeść

    Tylko kilka chwil
    Tylko przez moment

    Moment! „

    Lubię

  7. wwww pisze:

    Po kolejnej próbie wtulam głowę w poduszkę
    Dzięki za wszystko, nie proszę o wiele, proszę o uśmiech potem o sukces
    Żeby starcie z codziennością nie przebiegało w drodze po wódkę
    Dzięki za drobne gesty pomagające po porażce podnieść się dumnie
    Pokręcone ścieżki mam dziwnie potem Ci zuchu opowiem
    Ślizgiem przez nie frunąłem, konkretnie jak po łuku Karowej
    Przepraszam za błędy i podłość i niezrozumienie Twojej walki
    Życzę Ci żebyś wyszedł z zakrętu zwycięski i mógł sobie tańczyć
    Uśmiechnięty z duchem spokojnym wrócił do formy, zero ironii
    Bo Mandala się kręci i ciężar spada z barków, takie zasady wojny
    Dzięki za przysługi, kiedy byłem w dołku, nawet najmniejsze
    Nie widzę waszych wad każdy je ma ja widzę wielkie serce

    To taka moja mała modlitwa ode mnie dla Ciebie i Ciebie
    Codziennie powtarzam ją przed snem nawet jak sam nie mam siły
    Bo wiara buduje człowieka, a ja jako człowiek wierzę
    To mój pomysł na jutro, wyobrażam sobie Was szczęśliwych
    Każda zła myśl niech się rozpryśnie w pył i zniknie
    Śpij, śnij ślicznie, każdy z nas ma taką misję
    Starania dadzą efekt, oczyść się, zysk przyjdzie
    Po nocy jest dzień, czyi to biznes, podejmij decyzję
    Tak to idzie, czarne myśli odrzuć ziomku i powiedz to siostrze
    Będzie dobrze dzieciak dostrzeż szansę to arcyważne; comeback
    Ktoś Cię poprze dzieciak, tylko dobre wibracje ślę
    Także śpij spokojnie, zasługujemy by być sobą i żyć godnie

    Lubię

  8. wwww pisze:

    Sporo wiem o sobie, co ty wiesz o sobie?
    Pomyśl, z jakiej litery masz napisać „człowiek”
    Co o bliźnim myślisz, kto cię tego nauczył
    Bez pychy i buty, hip hop to bity i buchy
    Pogarda omamia głupich, o jak ja byłem tępy
    Odprawiam gusła, zabraniam wam być jak ja
    Znam pułapkę, choć bardziej znam nudę
    Niż zapierdol to ‚hande hoch’ mi powtarza Huxley
    Dwadzieścia sześć wiosen a ja ciągle w podróży
    Wieczny wagarowicz mordo, czemu to służy?
    Wciąż coś uczy mnie, biorę duży wdech
    Choć wolałbym se na ławeczce coś przykurzyć
    I widzisz zawsze mi zależało
    A ten skrywany żal ci śmierdzi chałą, wyjątkowy stan
    Ale jak widziałeś to co ja daj szacun różnym światom
    I twardo walcz z małą armią o swój prywatny czas

    I czuj! Czujesz? Poczuj coś
    Taką mam misję w życiu ciągle iść po nowe
    A ten tłum będzie tłumem, olej go
    Ale nigdy mi nie mów, że to tylko człowiek

    Jedyne co mądrze potrafię robić w tym życiu to mówić
    Co z tego skoro to pokolenie nie potrafi uważnie słuchać
    Wystarczy, że wyjdę na scenę, ty będziesz klaskał jak Rubik
    Potem gadał jak Fred do Kuby, ja odpowiadał jak do Freda Grucha
    Im mnie nie chodzi o frytkę, pielgrzyma przyjmę jak gościa
    Sens jest w prostych radościach, chociaż Polska na szyi zaciska trytkę
    I choć kobiety mogły dobić mnie, szukam czułości noc i dzień
    Opuść powieki na oczy swe, opuszkiem palca dotknij mnie
    Stań bosą stopą na trawie, co w tobie zmarzło ja to naprawię
    Znam to jak zapach wiatru na pamięć choć dłonie petami mi śmierdzą
    Tyle do lotów tu orbit jest, spojrzysz mi w oczy to dojrzysz je
    Każde zmęczenie ukoi sen a reszta jest tylko resztą
    Nie bój się czuć, ból czyni nas ludźmi
    Im tego mniej jest w nas tym jesteśmy głupsi, łatwiej jest być idiotą
    Pośród głow jestem zawsze sam prawie jak każdy urwis
    Porzuć ten lęk, przecież jesteśmy właśnie po to

    I czuj! Czujesz? Poczuj coś
    Taką mam misję w życiu ciągle iść po nowe
    A ten tłum będzie tłumem, olej go
    Ale nigdy mi nie mów, że to tylko człowiek

    Świat się wali kurwa to, że czujesz to grzech
    No śmiech na sali, kontempluję swój sen
    Potem czaruję na pętli, kładąc na to ósemkę
    Jak z Łysicy do Salem na społeczeństwie wesz
    I jest pięknie jak wiesz, że im nic do tego
    Bo nikt nigdy nie uniknął nieuniknionego
    Kwit to warunek, klin to ratunek
    Przed tym co czuję chowam duszę pod powieką
    Franciszek mnie prowadzi, pierdolę ich zasady
    Bo ciało jest by go używać, dusza by nie dać rady
    Chodzę po linie pijany, szukając równowagi
    Ciężko się uchylać przed strzałami gówno-prawdy
    Szczęścia szukaj w uśmiechu dziecka
    W rozbitych pięściach i butelkach jest ucieczka nieskuteczna
    A im częściej wlepiasz ślepia w ekran
    Słowo ‚ślepia’ staje się kluczowe, człowieku przestań

    I czuj! Czujesz? Poczuj coś
    Taką mam misję w życiu ciągle iść po nowe
    A ten tłum będzie tłumem, olej go
    Ale nigdy mi nie mów, że to tylko człowiek

    Lubię

  9. Sanctus Diavol pisze:

    „Wdruki i tunele rzeczywistości
    … V. Obwód neurosomatyczny, czyli „mózg cielesny”. Gdy następuje jego aktywizacja, zanika płaska, euklidesowa rzeczywistość i wkraczamy w świat wielowymiarowy. Jak powiada Marshall McLuhan, przemieszczamy się z przestrzeni wizualnej do wszechogarniającej przestrzeni sensorycznej. Odrywamy się od zniewalającej mechaniki pierwszych czterech obwodów, która nakazywała nam powtarzanie utrwalonych wzorców i zaczynamy wieść żywot pełen zdziwień i porywów rozkoszy. Z tej również przyczyny obwód ten można włączyć przy pomocy trawki lub praktyk tantrycznych.
    Ten piąty mózg zaczął się mniej więcej 4 tysiące lat temu w pierwszych cywilizacjach czasu wolnego i był już całkiem rozpowszechniony w ostatnich stuleciach ( na długo przed „rewolucją narkotykową” ), co widać wyraźnie na przykładzie hedonistycznej sztuki Indii, Chin, Rzymu i innych pokrewnych społeczeństw. Całkiem niedawno zespół badawczy Ornsteina wykazał przy pomocy elektroencefalogramów, że aktywacja tego obwodu wiąże się z pierwszym przeskokiem z linearnej lewej półkuli mózgowej do analogowej prawej półkuli.
    Otwieranie tego obwodu od dawna stanowi ulubione zajęcie „techników od okultyzmu”, czyli tantrycznych szamanów i hatha-joginów. I podczas gdy samo wkraczanie do tego tunelu rzeczywistości odbywa się przy pomocy takich technik jak deprywacja sensoryczna, izolacja społeczna, fizjologiczny stres, czy duży szok ( jak w przypadku praktyk ceremonialnego terroru, stosowanych przez Don Juana Matusa czy Aleistera Crowleya), tradycyjnej było ono zarezerwowane dla wykształconej arystokracji społeczeństw czasu wolnego, która rozwiązała wszelkie bolączki związane z czterema obwodami.
    Około 20 tysięcy lat temu szamani z rejonu Morza Kaspijskiego odkryli pewien szczególny neurotransmiter uruchomiający działanie tego mózgu, który za pośrednictwem magów i czarowników rozprzestrzenił się w Eurazji i Afryce. Mowa tu oczywiście o cannabis, zielu, Maryśce.
    To nie przypadek, że ludzie palący trawę zazwyczaj mówią o odlocie lub „byciu na haju”, albowiem z perspektywy ewolucyjnej przekroczenie ograniczeń związanych z grawitacją, digitalnością, linearnością, logiką binarną, Arystotelesem, Newtonem i Euklidesem, czyli tym wszystkim, co tworzy podbudowę czterech pierwszych obwodów, stanowi część naszych neurologicznych przygotowań do nieuchronnej migracji z tej planety. Również dlatego tak wielu palaczy marihuany zachwyca się serialem „Star Trek” i fantastyką naukową. Pozaziemskie konotacja sformułowania „bycie na haju” są dobrze znane samym astronautom, albowiem 85% tych śmiałków, którzy przekroczyli pole ziemskiej grawitacji opisuje „przeżycia mistyczne” bliskie stanom nagłej rozkoszy, doznawanej podczas aktywizacji układu neurosomatycznego. „Żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać piękna Ziemi” – zachwyca się kapitan Ed Mitchell swymi doznaniami w stanie nieważkości, a w jego słowach pobrzmiewa nuta znana dobrym joginom i przypalaczom. Żadne zdjęcie nie jest w stanie tego oddać, ponieważ wszystko to znajduje się w środku układu nerwowego. Według Leary’ego, „kiedy w odpowiednim czasie wchodzimy w stan nieważkości, naciskamy spust, który uruchamia przemianę neurosomatyczną”. W dawnych czasach do przemiany tej dochodziło przy pomocy ćwiczeń jogicznych i praktyk szamańskich, oraz za pośrednictwem cannabis, substancji stymulującej piąty obwód. Obecnie dysponujemy znacznie szerszym zasobem środków, które służą do hedonistycznego podboju grawitacji. Wystarczy wspomnieć o sufringu, jeździe na nartach, skokach narciarskich, i nowej kulturze sexualnej ( masażach zmysłowych, wibratorach, importowanej sztuce tantrycznej itp.). Ów odlot czasami określa się mianem „odpłynięcia”. Równie dobrze może go charakteryzować metafora zen: „jedna stopa nad ziemią”.

    „Kosmiczny spust, czyli tajemnica iluminatów” – Robert Anton Wilson

    Lubię

  10. fakafones pisze:

    Piszecie to w taki sposób jakbyście jakim cudem pojęli całą prawdę na temat naszego ja, a każdy, średnio rozgranięty człowiek wie, że DALEKO nam do zgłębienia tych wszystkich tajemnic. Teorie na ten temat są stare jak świat i pojawiły się w każdej rozwiniętej cywilizacji – jest taka mała sznsa, że być może, któraś z nich jest poprawna, ale wiemy przecież, że im więcej wiemy tym więcej nowych pytań się rodzi…

    Nasza wiedza wciąż jest na bardzo niskim poziomie; nie radzimy sobie z grawitacją, nie znamy kosmosu tak naprawdę, nie wiemy czy DNA nie ma przypadkiem swojego własnego DNA, nie potrafimy rozwiązać „najprostszych” problemów – wciąż są wojny, rasizm, choroby i wszechobecna głupota. Warto interesować się światem, ale warto też pamiętać, że „wiemy, że nic nie wiemy”…

    Lubię

  11. Jola pisze:

    „Nasza wiedza wciąż jest na bardzo niskim poziomie; nie radzimy sobie z grawitacją, nie znamy kosmosu tak naprawdę, nie wiemy czy DNA nie ma przypadkiem swojego własnego DNA, nie potrafimy rozwiązać „najprostszych” problemów – wciąż są wojny, rasizm, choroby i wszechobecna głupota. Warto interesować się światem, ale warto też pamiętać, że „wiemy, że nic nie wiemy”…”Tak,to prawda.Ale nie będę ustawała w poszukiwaniu prawdy,której jak mniemam nawet po śmierci nie poznam w całości.
    Tak na marginesie:wiele rzeczy wiemy tak „w środku”,powiedziałabym,że się niektóre rzeczy bardziej czuje niż wie 🙂

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Zapraszam na moje strony na FaceBooku:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 115 obserwujących.

Najnowsze artykuły – zapraszam:

Partnerzy strony:

%d bloggers like this: