Reklamy

Tag: zarobki Polaków

LIBERAŁ DO POLAKÓW: „Zamknijcie mordy, roszczeniowa hołoto!”

Liberalni wyborcy koalicji europejskiej mają nas za hołotę!

Zobacz co o nas, Polakach, sądzą przedstawiciele liberalnej elity. Buta, bezczelność i mówienie ludziom tyrającym za grosze ponad siły, że są roszczeniowi. Liberałowie mają nas w najwyższej pogardzie. To są ludzie z innego świata, i oni nas nie rozumieją.

Wkleję wypowiedź z mojego Fan Page na Facebooku. Pan ten jest zwolennikiem PO i Nowoczesnej, chce lewicowo-liberalnej i agresywnie kapitalistycznej wizji świata. Jest przeciwnikiem rozdawnictwa, no chyba, że chodzi o zasiłki w wysokości łącznej 12000 zł dla 100.000 i więcej muzułmańskich imigrantów. To ich niewiarygodna hipokryzja – na 500+ dla polskich dzieci nie ma. I w ogóle to rozdawnictwo i postawa roszczeniowa Polaczków, którym robić się nie chce i którym w dupach się poprzewracało.

Ale jeszcze większe kwoty na imigrantów już są. Jest to obrzydliwe moralnie i świadczy o najwyższej formie zbydlęcenia. Skąd takie liczby? Bo łączna suma miesięcznego utrzymania jednego imigranta w Niemczech (zasiłki, bony żywnościowe, dodatki do mieszkania, edukacja, kursy zawodowe, darmowe ubezpieczenie zdrowotne i koszty leczenia, obsługa przez urzędników itd), po przeliczeniu na złotówki wynosi około 10 do 12 tysięcy złotych. Miesięcznie.

Polsce zostałyby narzucone podobnie wysokie kwoty obsługi jednego imigranta, zgodnie z prawem UE, które traktuje muzułmanów jak nadludzi, których chroni i którym wolno wszystko (wypuszczanie bez wyroków, nie ściganie sprawców). Owszem, możliwe że byłyby one aż tak duże, ale myślę, że zamknęłyby się w kwocie 5.000 do 8.000 zł miesięcznie. A czemu 100.000 imigrantów a potem więcej? Zadeklarowana przez rząd PO w 2015 roku liczba to ponad 7.000 osób. Ale zgodnie z prawem Unii Europejskiej, mogliby oni sprowadzić swoje bardzo liczne rodziny. Czytaj dalej „LIBERAŁ DO POLAKÓW: „Zamknijcie mordy, roszczeniowa hołoto!””

Reklamy

Prawdziwe oblicze kapitalizmu. Niewolnicze stawki i nagminne łamanie prawa

Prawdziwe oblicze kapitalizmu. Niewolnicze stawki i nagminne łamanie prawa

umowy cywilno prawneJedna grupa społeczna jest najbardziej roszczeniowa i jednocześnie najbardziej uprzywilejowana w Polsce. Tę grupę stanowi oczywiście świat korporacji i biznesu. Nie tylko na potęgę łamią oni i tak katastrofalne prawo pracy.

Ale to prawo jest tak skonstruowane, by pracodawca mógł wypłacać głodowe stawki, jeszcze niższe niż płaca minimalna. Nie ma co ukrywać, że polski rynek pracy jest rynkiem fatalnym. Jest to rynek, na którym warunki dyktują pracodawcy. A więc: umowy śmieciowe lub praca na czarno, pensja nie starcząca nawet na podstawowe potrzeby, mobbing, bezpłatne nadgodziny, itp itd.

Kłopot jest oczywiście w regulacjach prawnych, które wybitnie sprzyjają tej kapitalistycznej grabieży. Dlaczego pracodawca płaci na umowie śmieciowej 8 złotych za godzinę? Odpowiedź jest prosta: BO MOŻE. Gdyby wprowadzono to, co postulują tacy ludzie jak Petru czy Korwin, to wtedy szybko pojawiłyby się pensje w wielkości… 400 złotych za 14 godzinny dzień pracy.

Ba, polscy przedsiębiorcy i zagraniczne korporacje gdyby tylko mieli taką możliwość, to zatrudnialiby pracowników nie płacąc im żadnej pensji, choćby tych symbolicznych 400 złotych! Ale zaraz zaraz, przecież takie praktyki już są! Ile firm zamieszcza ogłoszenia, że zatrudnią wolontariuszy – czyli de facto darmowych niewolników?

Pora zrozumieć, że choć ręka wolnego rynku jest niewidzialna (tzw. „niewidzialna ręka wolnego rynku„), to tą ręką ktoś ściśle steruje – korporacje i biznes. Kapitalizm jest okrutnym, psychopatycznym systemem, gdzie korporacja zarabia miliardy dolarów rocznie, a pracownik, nawet ten zarabiający 10.000 dolarów miesięcznie – dostaje ochłapy. Bo rzeczywisty zysk, jaki wygenerowało dla korporacji jego stanowisko, może być nawet kilkaset razy większy, niż te 10.000 dolców. A co dopiero mówić o polskich realiach i pensjach w wysokości 1200 brutto..

W końcu to kapitalizm i jego szaleńcza filozofia kupowania co dwa lata nowego telefonu, co 5 lat nowego samochodu, co 5 lat nowej pralki – doprowadziła do ogromnego, globalnego kryzysu. Ekonomia jest na skraju zapaści, surowce są na wyczerpaniu, zaś straty w ekosystemach są już nieodwracalne. Trwa kolejne wielkie wymieranie gatunków roślin i zwierząt, tym razem spowodowane przez człowieka. Do tego prowadzi niepohamowana, psychopatyczna żądza zysku za wszelką cenę, którą wciska nam się pod modnym słowem: kapitalizm.

Polecam też inne artykuły z mojej strony o problemie pieniądza, gospodarki, kapitalizmu, zadłużenia, neoliberalizmu:
PO chroni banki, korporacje i kartele, za to opodatkowuje biednych obywateli!
Kapitalizm i polityka: systemy stworzone przez psychopatów
Logika kapitalizmu: „Ratowanie życia, przywrócenie planetarnej równowagi, sprawiedliwość i pokój nie są dochodowe”
Kapitalizm i wolny rynek stały się toksyczną religią
Mitologia kapitalizmu, oszustwo ideologii „wolnego rynku”

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Cytuję: „Uchwalenie godzinowej stawki minimalnej dla umów zleceń zbliża się coraz większymi krokami i wiele wskazuje na to, że jeszcze w drugiej połowie bieżącego roku to rozwiązanie, które w polskich warunkach powinno być po prostu oczywistą koniecznością, w końcu się urzeczywistni. Wiele mówi o prawdziwym stanie polskiego rynku pracy fakt, że przepis, który ma jedynie zapewnić przestrzeganie prawa w zakresie minimalnego wynagrodzenia, może rzekomo doprowadzić do likwidacji miejsc pracy na wielką skalę. We wszystkich innych dziedzinach życia kogoś, kto użala się nad faktem, że nie będzie mógł już swobodnie łamać prawa, nazwalibyśmy co najmniej hipokrytą, jednak zasada ta dziwnym trafem nie obejmuje ekonomii. W debacie o gospodarce argumenty wysuwane przez podmioty regularnie łamiące przepisy zawsze były traktowane jako warte rozważenia, nawet jeśli w innych okolicznościach podobne tezy uznalibyśmy za ordynarny szantaż. Jako że kijem biegu Wisły nie odwrócę, zagram przez moment na tych wątpliwych warunkach.

Trzeba na początek ustalić jedno – wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej dla umów cywilnoprawnych nie jest jakąś łaską dla pracowników, lecz rozwiązaniem, które ma umożliwić realne funkcjonowanie przepisów od dawna już formalnie istniejących. Płaca minimalna w Polsce oficjalnie jest w miarę przyzwoita (jak na polskie bieda-warunki oczywiście). W roku 2015 wynosiła 1750 zł brutto, a przeciętne wynagrodzenie według GUS wyniosło 4121 zł, tak więc stanowiła ona ok. 42 procent średniej krajowej. W większości krajów europejskich, które wprowadziły ogólnokrajową płace minimalną (a tych jest 22), wskaźnik ten mieści się w przedziale 40-45 proc., więc nie odbiegamy tu od normy. Problem w tym, że w Polsce takie rozwiązanie to w dużej mierze fikcja. Pracodawcy, dzięki szerokim możliwościom nadużywania umów cywilnoprawnych, bez zażenowania oferują umowy zlecenie z taką godzinową stawką za pracę, która w żaden sposób nie koresponduje z oficjalną płacą minimalną. Godzinowa stawka minimalna wynikająca z przepisów o minimalnym wynagrodzeniu, która obowiązuje umowy kodeksowe, w przeliczeniu w 2015 r. wynosiła ok. 10 zł brutto, tymczasem w niektórych branżach (ochroniarstwo, firmy sprzątające) takie wynagrodzenie jawi się niczym niedościgłe marzenie – królują tam stawki kilkuzłotowe.

I właśnie m.in. dlatego jesteśmy w ścisłej unijnej czołówce, jeśli chodzi o odsetek pracowników zarabiających nie więcej niż wynosi pensja minimalna. Stanowią oni w Polsce aż około 10 proc. zatrudnionych, co jest piątym wynikiem w UE. Bez porównania mniej jest ich chociażby na Słowacji czy Węgrzech (po 4 proc.) czy nawet w Bułgarii (3 proc.). W Polsce ten wskaźnik jest tak „napompowany”, ponieważ poza osobami zarabiającymi pensję minimalną istnieje jeszcze spory segment rynku pracy wynagradzany poniżej jej poziomu.

Oczywiście istnienie takiego „triku” umożliwiającego swobodne płacenie głodowych stawek na umowach zlecenie, bez oglądania się na jakieś fanaberie w rodzaju przepisów o wynagrodzeniu minimalnym, musiało skończyć się eksplozją uśmieciowionego zatrudnienia. I właśnie dlatego jesteśmy już niemal światowym hegemonem w kategorii umów czasowych, na których, według najnowszego raportu OECD „Employment Outlook 2015”, pracuje 28,4 proc. polskich zatrudnionych. Co więcej, szybko gonimy Chile, które co prawda wciąż jest pierwsze (29,2 proc.), ale w kraju, gdzie reżimu elastyczności uczył sam generał Pinochet, ten wskaźnik regularnie co rok spada, natomiast nad Wisłą rośnie. O ile te akurat dane są dość dobrze znane i często w Polsce omawiane, to z niezrozumiałych powodów rzadko się u nas mówi o danych dotyczących pracujących zagrożonych ubóstwem, których jest tu zdecydowanie najwięcej w regionie. Jest to oczywiście bezpośrednim wynikiem umożliwienia płacenia im głodowych stawek. Pracownicy, którzy są zagrożeni ubóstwem, stanowią w Polsce aż 10,6 proc. ogółu zatrudnionych, tymczasem w Czechach jest ich zaledwie 3,6 proc., na Słowacji 5,7 proc., na Węgrzech 6,4 proc., a w Bułgarii 9,2 proc. W Europie wyprzedzają nas pod tym względem w zasadzie jedynie ciężko przechodzące kryzys kraje południa Europy (Portugalia 10,7 proc., Hiszpania 12,5, Grecja 13,4, ale już nie Chorwacja – 5,7 proc.) oraz Rumunia (19,6 proc.). W zdecydowanej większości krajów UE ten wskaźnik jest jednocyfrowy, jednak my do tej większości nie należymy. Niestety w wyniku masowego omijania przepisów o płacy minimalnej Polska stała się krajem, w którym praca nie chroni przed ubóstwem.

Ile mają wspólnego z prawdą ostrzeżenia, że wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej spowoduje eksplozję bezrobocia dobrze pokazuje przykład Niemiec, które w 2015 r. wprowadziły ją w całej federacji w kwocie 8,5 euro za godzinę. Była to nad Renem bez mała rewolucja, gdyż do tej pory nie funkcjonowała tam ogólnokrajowa płaca minimalna, tymczasem wprowadzono ją od razu na wysokim poziomie. W przeliczeniu na miesięczne zarobki płaca ta wynosiła w Niemczech 1473 euro, co przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej oznaczało, że jest ona w Niemczech drugą najwyższą w UE, po Luksemburgu (bez uwzględnienia siły nabywczej piątą najwyższą). Mimo to nie nastąpił wróżony przez ekspertów wzrost bezrobocia – wręcz przeciwnie, spadło ono o pół punktu procentowego. Pod koniec 2014 r. wynosiło 5 proc., a pod koniec 2015 r., czyli po roku obowiązywania nowych przepisów, wyniosło 4,5 proc., co oznacza, że obecnie niemieckie bezrobocie jest… najniższe w UE.

Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę, że jakaś część najniżej wynagradzanych miejsc pracy może zniknąć w wyniku wprowadzenia godzinowej płacy minimalnej dla umów zleceń. Jednak te „bieda-prace” i tak są w istocie jedynie formą ukrytego bezrobocia, gdyż ubodzy pracujący, których jak widać jest w Polsce zdecydowanie najwięcej w regionie, muszą dodatkowo korzystać ze wsparcia chociażby pomocy społecznej. Zatem do tych najniżej wynagradzanych miejsc pracy, z których korzyści czerpią niektórzy pracodawcy, musimy dopłacać my wszyscy. Wszyscy zrzucamy się na pomoc socjalną dla ubogich pracujących, zapewniamy im opiekę zdrowotną, na którą sami nie mogą się składać lub składają się na nią jedynie w minimalnym wymiarze, a gdy przejdą na emeryturę znów będziemy ich wspierać transferami, gdyż pracując za głodowe stawki nie będą w stanie odłożyć składek wystarczających na godziwą emeryturę. Tymczasem zyski z tego, że można w Polsce całkowicie legalnie zatrudniać ludzi za kilka złotych na godzinę, powędrują do kieszeni poszczególnych cwaniaczków, którzy jeszcze w towarzystwie czy debacie publicznej uchodzić będą za wielkich przedsiębiorców, niemal w pojedynkę tworzących nasz mityczny PKB.

Trzeba w końcu jasno i wyraźnie powiedzieć, że „biznesmeni” oferujący „miejsca pracy” za 6 zł na godzinę bezczelnie żerują na całym społeczeństwie, a więc nie są żadnymi bohaterami kapitalizmu. Firmy, które mogłaby zarżnąć godzinowa stawka minimalna wysokości proponowanych przez rząd 12 złotych, nigdy nie powinny powstać, gdyż nie stanowią żadnej wartości dodanej dla polskiej gospodarki. Miejsca pracy, które oferują, to żadne miejsca pracy, bo wszyscy do nich dopłacamy. Zdrowszą już sytuacją będzie, gdy ci „przedsiębiorcy” przestaną udawać, że zatrudniają i płacą, państwo przestanie udawać, że bezrobocie jest niskie, a ci wszyscy biedni ludzie, którzy tracą nawet i po kilkanaście godzin dziennie ofiarowując swoją energię za bezcen, oficjalnie przejdą na jakiś czas na garnuszek państwa i skupią się na podwyższaniu swoich kwalifikacji oraz szukaniu lepszej pracy. Bo po 12 godzinach pracy w ochronie człowiek raczej nie ma już sił próbować popchnąć swoją karierę zawodową do przodu i może z tego powodu utknąć w takiej „bieda-pracy” na lata.

Dobrze o tym wiedzą ci, którzy korzystają z tej niemal darmowej pracy. Wartość dodaną dla Polski stanowią bez wątpienia firmy, które potrafią uzyskiwać niezłą rentowność dzięki oferowaniu unikalnych produktów, posiadaniu dobrego pomysłu na biznes czy konkurowaniu efektywną organizacją pracy. Firmy, które rentowność uzyskują dzięki temu, że mają do dyspozycji prawie darmową siłę roboczą, nie stanowią żadnej wartości i powinny upaść jak najszybciej, gdyż jedynie zaśmiecają rynek – stanowią nieuczciwą konkurencję wobec tych, którzy niekoniecznie chcą robić biznes na wyzysku, a także powodują obniżenie rynkowych stawek oraz zniekształcanie oficjalnych statystyk rynku pracy.

Jednak oczywiste jest, że zdecydowana większość miejsc pracy wycenianych poniżej pensji minimalnej przetrwa. Przecież niemożliwe jest, by różne podmioty nagle zrezygnowały z usług firm ochroniarskich czy sprzątających, a niektóre hipermarkety z kasjerek. Po prostu nie będą miały innego wyjścia, niż w końcu zapłacić swoim ludziom przyzwoicie. Trzeba będzie się pogodzić z faktem, że za niektóre produkty i usługi będziemy musieli zapłacić więcej, ale zrekompensuje nam to fakt, że zwiększymy dynamikę gospodarczą dzięki włączeniu w życie gospodarcze wielu osób, do tej pory z niego wykluczonych. Część ludzi na pewien czas straci pracę, która i tak nie była specjalnie wartościowa, za to dużo więcej osób dostanie wyższe pensje, dzięki czemu sytuacja na rynku pracy się polepszy, na czym ostatecznie skorzystają także ci pierwsi. No bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie, że ci wątpliwej jakości pracodawcy pozwalniają wszystkie sprzątaczki i wszystkich ochroniarzy i sami chwycą za mopy albo staną w stróżówkach.

Autorstwo: Piotr Wójcik
Źródło: NowyObywatel.pl

GUS: blisko 3 miliony osób w Polsce żyje poniżej minimum egzystencji

GUS: blisko 3 miliony osób w Polsce żyje poniżej minimum egzystencji

bezrobocie i bieda GUSOsiem lat rządów Platformy Obywatelskiej i ogólnie, 26 lat rządów zakulisowych „wajchowych” i reform typu balcerowiczowskiego, ma swoje straszliwe i wymierne koszta. PO może sobie mówić, że w Polsce widać wzrost, i niestety, jest to po części prawda. Dlaczego mówiąc o wzroście w Polsce, użyłem słowa „niestety„? Bo ów wzrost dotyczy tylko beneficjentów systemu (lemingów) i ich pensji. Które puchną ponad miarę, kosztem większości społeczeństwa odwalającego czarną robotę na śmieciówkach.

Przyjrzyjmy się teraz dwóm podstawowym słowom kapitalizmu:
-zysk
wyzysk

W współczesnym kapitalizmie zysk zawsze oparty jest na wyzysku. Nie ważne ile zarabiasz, ale większość owoców Twojej pracy zawsze idzie „do góry” czyli pracodawcy i instytucji państwowych. Zasoby naszej planety są określone, więc logiczne jest że jeśli jakaś korporacja zarabia miliardy dolarów rocznie i te pieniądze bezsensownie gromadzi, to innym tych finansowych zasobów będzie brakować. To jest ten wytrych kapitalizmu, o którym się nie mówi w debacie publicznej.

Dodatkowo dzisiejsza forma kapitalizmu (neoliberalizm) to zabawna hybryda. Z jednej strony – gigantyczne przywileje dla biznesu i korporacji. Jest to najbardziej roszczeniowa, rozbestwiona i najbardziej obdarowywana przywilejami grupa w społeczeństwie. Z drugiej strony, neoliberalizm oprócz przywilejów dla „wybranych„, to także wysokie podatki i ucisk fiskalny dla tych, którzy do tych „wybranych” nie należą. A więc dla biedniejszej części społeczeństwa. Mamy wysoki, coraz bardziej rosnący podatek VAT, który dotyka głównie najbiedniejszych. Ryszard Petru, szef szalupy ratunkowej dla tonącej Platformy (Nowoczesna PL), powiedział, że jednoprocentowa podwyżka VATu to za mało.

I że trzeba ten podatek podwyższyć jeszcze bardziej. Mamy też umowy śmieciowe i niskie pensje dla zwykłych ludzi, którzy wykonują „czarną robotę„. Stan z niskimi wynagrodzeniami jest utrzymywany sztucznie i celowo, bo Europa Środkowa ma przejąć rolę Chin w niskich kosztach pracy. To dzięki wykonywaniu tej czarnej roboty i niewolniczym pensjom, wąska grupa beneficjentów systemu zwana lemingami (urzędnicy, pracownicy korporacji) bogaci się ponad miarę. Dochodzą też jeszcze liczne przywileje i ulgi podatkowe dla korporacji, w których pracują lemingi. Więc problemem nie jest „lewacka postawa roszczeniowa i cebulactwo” zwykłych Kowalskich, bo to nie oni są roszczeniowi. A właśnie lemingi i ich pracodawcy.

Neoliberalizm wspomniany przeze mnie powyżej, oprócz elementów dzikiego, drapieżnego kapitalizmu, zawiera też inne elementy ideologii lewackiej. A mianowicie „lewacką obyczajówkę” w miejscach, gdzie jest to wygodne dla systemu, czyli dla rządzących i dla korporacji. Obyczajówka ta to te wszystkie feministki, in vitro, geje, aborcje, multi-kulti (czyli półdarmowi niewolnicy-imigranci dla kapitalistów) itp. Jest to sfera niewarta naszej uwagi w świecie, który jest już na skraju zapaści. Dzięki działaniom kapitalistów grozi nam ekologiczna, biologiczna zagłada, a oni tu debatują o homo-małżeństwach i pijackich wybrykach FEMENu. I jeszcze mają czelność tę neoliberalną utopię nazywać „lewicą„. Co za tupet.

GUS bieda w PolsceWszystkim polecam przeczytanie poniższego artykułu o biedzie w Polsce – dane z GUS.

Wstęp: Jarek Kefir Czytaj dalej „GUS: blisko 3 miliony osób w Polsce żyje poniżej minimum egzystencji”

Polacy zarabiają grosze! Jesteśmy pariasami Europy. Podziękujmy liberałom!

Polacy zarabiają grosze! Jesteśmy pariasami Europy. Podziękujmy liberałom!

janusz korwin mikke wyboryTrzeba w końcu przyznać – co stoi za tym, iż zachodnie korporacje tak chętnie otwierają u nas swoje oddziały, przenosząc produkcję do naszego kraju.

Niestety, nie jest to efekt tego, iż panują u nas dobre warunki do zakładania biznesu. Ani tego, że obecny rząd tak dobrze zarządza krajem.

Przyczyna tego wielkiego boomu jest bardzo prozaiczna – są nią głodowe zarobki, niewolnicze warunki pracy i zwolnienia podatkowe w zamian za łapówki dla polityków.

Polska dziś, z ekstremalnie liberalną filozofią ekonomiczną realizowaną przez wszystkie ekipy po 1989, przypomina niewolniczą manufakturę, jak kiedyś kraje Afrykańskie.

Sprzyja temu kurs wymiany euro na złotówki – 1 euro za 4 złotówki. Kurs ten jest utrzymywany sztucznie przez prywatną korporację o nazwie Narodowy Bank Polski (NBP). Ten kurs jest ustawiony po to, by Polska była krajem dobrym dla eksporterów – by tanio produkować i drogo sprzedawać, poza granicami naszego kraju. Tak naprawdę kurs złotego co do euro powinien być w wysokości 1:1 i to się da załatwić. To kwestia wyłącznie administracyjnej decyzji. O tym pisałem poniżej:

Dlaczego Polska jest pariasem Europy? Skala niewolnictwa w Polsce

niskie zarobki Polakow

Na zakończenie chciałbym dodać, komu powinniśmy podziękować za obecny stan rzeczy. Przede wszystkim dwóm politykom którzy ustanowili mentalne podwaliny pod obecny niewolniczy system – Leszkowi Balcerowiczowi i osobie o neonazistowskich poglądach – Januszowi Korwinowi Mikke.

Choć te osoby nie rządzą, wmówiły one całym generacjom Polaków, iż pensja minimalna nie ma uzasadnienia, że musimy pracować za tego typu głodowe stawki i koniec.

Podziękujmy osobom o otwarcie neonazistowskich poglądach (m.in. stosunek do osób niepełnosprawnych – link) z Kongresu Nowej Prawicy. Przerażające jest to, jak szybko w młodym pokoleniu następuje ekspansja tego typu neoliberalnego faszyzmu. Myśl prospołeczna jest w głębokiej defensywie i jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie jakimiś metodami „naturalizować” młodych zwolenników Kongresu Nowej Prawicy na lewaków, bo zabraknie „Wroga Publicznego” do straszenia nim społeczeństwa.

Choć Janusz Korwin Mikke nie rządzi, to 90% jego liberalnej myśli politycznej jest od dawna stosowane. W tym tkwi sukces tego faszysty – rządzić, ale umysłami. Rządzić, ale zza kulis.

Do protestujących „umysłów ścisłych” które mając jakiś etat w korporacji, i zarabiając trochę więcej niż reszta niewolników – mam przesłanie. Nie dochodźcie tak prędko do wniosku, że jesteście królami życia i wygraliście los na loterii. Bowiem aby gospodarka się kręciła, potrzebne są te stanowiska pracy fizycznej – produkcja, nauczyciele, kierowcy, sprzątający, pielęgniarki, robotnicy. Bez tych stanowisk gospodarka nie istnieje, bo niby czym wtedy będziecie obracać? Zapełnicie gospodarkę wirtualnym ciągiem jedynek i zer z korporacyjnych komputerów?

Ludzi nie obchodzą już przyczyny ich niskich zarobków, i czy lepiej będzie, jak wprowadzi się założenia liberalizmu w 99%, zamiast w 90%, jak dziś. Ludzie stąd uciekną, już to robią. Uciekną tam, gdzie może jest mniej jedynie słusznych ideologii, ale godniejsze zarobki. I nie powstrzyma tego ani ksiądz, ani bogoojczyźnany dureń z gębą pełną frazesów, ani polityk. Ani perspektywa tego, że nie będzie komu pracować na emerytury. Po prostu pracowników produkcyjnych, robotników itp, będzie coraz mniej i mniej. Firmy będą musiały ograniczać produkcje, będą ponosiły straty. I co wtedy?

Ostatni gasi światło.

Cytuję: „Menedżerowie zarabiają u nas ponad 4 razy mniej niż w Niemczech, inżynierowie 6 razy mniej, robotnicy ponad 4 razy mniej, a przeciętna płaca w produkcji jest ponad 4-krotnie niższa. A do tego pracujemy najdłużej bo ponad 1900 godzin w roku! Dla porównania Duńczycy pracują o ponad 500 godzin mniej, a Niemcy 400 godzin!

Średnia płaca menadżerów 5 lat doświadczenia:
Dania 7546 euro
Niemcy 8504 euro
Estonia 2088 euro
Czechy 2284 euro
Polska 1920 euro

Średnia płaca inżynierowie 5 lat doświadczenia:
Dania 5102 euro
Niemcy 6321 euro
Estonia 1377 euro
Czechy 1391 euro
Polska 1159 euro

Średnia płaca pracowników biurowych 5 lat doświadczenia:
Dania 2867 euro
Niemcy 3154 euro
Estonia 821 euro
Czechy 810 euro
Polska 700 euro

Średnia płaca pracowników produkcyjnych:
Dania 3582 euro
Niemcy 3612 euro
Estonia 894 euro
Czechy 933 euro
Polska 831 euro

Czas pracy:
Dania 1413 godzin
Niemcy 1522 godzin
Estonia 1924 godzin
Czechy 1774 godzin
Polska 1973 godzin

Źródła: OECD, se.pl

Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

 

Możesz wesprzeć autora tej strony. Warto wspierać niezależne media! (kliknij tutaj po informację)
Dzięki wsparciu czytelników moja strona “Kefir 2010″ nie potrzebuje “sponsorów” i może zachować niezależność.

Zapraszam do dyskusji, jednocześnie zaznaczając, że:
nowa prawica korwin mikke wybory

Liberałowie: „rodzice niepełnosprawnych dzieci protestujący w sejmie mają postawę roszczeniową”

Liberałowie: „rodzice niepełnosprawnych dzieci protestujący w sejmie mają postawę roszczeniową”

liberalizm janusz korwin mikkeZamieszczam artykuł o proteście rodziców niepełnosprawnych dzieci w sejmie, z krótkim autorskim wstępem. Na co należy zwrócić uwagę w kontekście protestu rodziców niepełnosprawnych dzieci?

Przede wszystkim na obecnie panujący trend neoliberalny, promowany czynami w różnych mutacjach praktycznie przez wszystkie znaczące partie polityczne, szczególnie przez Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwina Mikke.

Neoliberałowie w internetowych dyskusjach prześcigają się w argumentowaniu, że rodzice niepełnosprawnych dzieci mają postawę roszczeniową i poglądy socjalistyczne. Jakim trzeba być draniem, by wypowiadać takie argumenty?

Tego typu „racje” wypowiadają najczęściej dwie grupy – zwolennicy Janusza Korwina Mikke i wyborcy PO. Co do wyborców PO – ich motywy są jasne: zapisać się do partii i zdobyć konkretny geld na przekrętach.

Co do nastoletnich zwolenników Janusza Korwina Mikke i Nowej Prawicy, z gimnazjów i liceów – są to ludzie nie wiedzący praktycznie nic o życiu, wzorujący się na tym, co powie ich religijny guru – Janusz Korwin Mikke.

Nie muszą oni pracować, bo są na utrzymaniu rodziców. W większości przypadków skuteczną tabletką na korwinizm jest praca za 3,5 złotego / godzinę świeżo upieczonego absolwenta uczelni technicznej. Gdzie taki korwinista marzący o byciu „krulem życia”, jest zmuszony pracować ramię w ramię z absolwentami uczelni humanistycznych i medycznych.

Jednak nie zawsze taka tabletka działa od razu. Częstym zjawiskiem są hipsterscy „dorośli”, których mottem życiowym jest: „meble ikea, tym chata bogata co da mama i tata, kokaina do nosa i jazda”. Tacy ludzie, owszem, pracują za te 1600 brutto, ale drugie tyle dostają od rodziców. I sobie tak żyją – po opłaceniu mieszkania na wynajmie, starczy na alkohol, jakąś tanią amfetaminę, i życie od weekendu do weekendu, od imprezy do imprezy. Sam znam takie osoby w swoim otoczeniu.

Tacy ludzie mogą tak żyć i pracować latami, wiedząc, że przed bestialstwem pracodawcy chroni ich pensja styranych życiem rodziców. I na tym między innymi bazują dzisiejsi pracodawcy dający młodym ludziom głodowe wynagrodzenia. Osobom starszym, pracującym już długo, nigdy by takich pensji nie dali. Co innego młodym. I wcale nie chodzi tu o brak doświadczenia młodych ludzi – gdyż Ci dobrze wiedzą, że lecą lata, przybywa wpisów w CV, kompetencji zawodowych, kursów, szkoleń, dyplomów – a pracodawcy mówią niezmiennie: „możemy zaproponować panu 1600 złotych brutto”.

janusz korwin mikke nowa prawicaPolecam też zapoznać się z tym, co mówił Janusz Korwin Mikke o niepełnosprawnych dzieciach. Ten człowiek powinien być aresztowany i skazany za głoszenie faszystowskich poglądów. Jednak Polska jest takim „państwem prawa”, że człowiek o poglądach otwarcie faszystowskich, opresyjnych, nie tylko chodzi bezkarnie na wolności, ale także pierze mózgi młodym ludziom w programach typu: „Młodzież kontra”. Co pokazuje, iż idee głoszone przez tego człowieka (neoliberalizm) mają poparcie ludzi mediów i władz. Cóż, Polak ma pracować za 3,5 złotego za godzinę, licząc na złote góry w przyszłości, więc taką też ideologię się wciska młodym, nieświadomym.

Cytuję: „Palikot chciał lansować się na niepełnosprawnych, a jego imiennik Korwin-Mikke poszedł krok dalej i zaczął się z nich wyśmiewać. Już nie raz Korwin-Mikke opowiadał o tym, że niepełnosprawni to ludzie drugiej kategorii, których powinno się izolować od społeczeństwa. Co więcej, jego zdaniem tacy ludzie nie powinni pokazywać np. swoich protez nóg czy rak, bo to wstyd! „Każdy normalny człowiek, jeśli ma jakieś kalectwo, to stara się je jakoś ukryć. To jest oczywiste i nie ma tu o czym dyskutować” przekonywał w rozmowie z dziennikarzem „Rzeczpospolitej” założyciel Kongresu Nowej Prawicy.

Co gorsza zaczął drwić z dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Korwin-Mikke najchętniej pozamykałby je w odosobnieniach i zakazał prowadzenia klas czy szkół integracyjnych, bo według niego to szkodzi zdrowym dzieciom: „Jak z takiego dziecka, któremu każe się traktować poważnie debili, może wyrosnąć normalny człowiek? Normalny chłopiec, jak widzi kretyna, to się śmieje i kpi

Dużo więcej faszystowskich poglądów Korwina Mikke: http://www.se.pl/wydarzenia/politycy/korwin-mikke-gorszy-od-palikota-wysmiewa-niepelnosprawnych-debile-drwi_387917.html

Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału! 🙂

Kłamstwa, obietnice i pogarda, czyli prawdziwy program PO

Cytuję: „Protest rodziców niepełnosprawnych dzieci w Sejmie to poważny problem dla Donalda Tuska. Premier wracając w piątek z Brukseli musiał zmierzyć się z brutalną prawdą o Polsce, a PR-owa bańka pękła w zderzeniu z kłopotami zwykłych obywateli.

Na protest w Sejmie trzeba spojrzeć szerzej, gdyż nie chodzi tu tylko o jedną grupę ludzi w Polsce, która potrzebuje natychmiastowego wsparcia. Są ich setki i liczą one miliony ludzi, a problem zasadza się na tym, że rządy Donalda Tuska są właściwie całkowicie oparte na składaniu obietnic bez pokrycia w najważniejszych dla kraju sprawach. W najnowszym spocie wyborczym Platforma przekonuje, że Polsce potrzebna jest partia, która zapewni stabilną pozycję w Europie, która zapewni silną gospodarkę oraz bezpieczeństwo energetyczne i militarne. Dziesiątki innych obietnic, składanych od 8 lat, nie tylko w czasie kampanii wyborczych można by wymieniać naprawdę długo.

Tymczasem w naszym kraju jest dokładnie odwrotnie niż w zapowiedziach. Wbrew temu co twierdzi premier nie wypracowaliśmy silnej pozycji w Europie, o czym świadczy chociażby upadek polskich stoczni. Nie jesteśmy bezpieczni ani pod względem energetycznym (przypomnieć trzeba tu choćby przeciągającą się budowę gazoportu) ani pod względem militarnym, bo nieudolne reformy doprowadziły polską armię do rozkładu i nie zmienią tego nawet codzienne konferencje prasowe na tle polskich F-16.

Do tego dochodzi jeszcze niebywała arogancja ośrodka władzy, który pozwala sobie na najbardziej chamskie komentarze jakie można wymyślić poczynając od Stefana Niesiołowskiego, który protestujących najchętniej wyrzuciłby z Sejmu na zbity pysk, przez Jana Filipa Libickiego, który radził im by startowali do Sejmu w celu pozyskania większych funduszy po Adama Szejnfelda, który w słownej potyczce z rodzicami żalił się, że od 18 lat nie dostał podwyżki, co było najzwyczajniejszym w świecie kłamstwem. Także premier, który (ze względów PR-owych) swego czasu pocieszał płaczącą powodziankę, podczas drugiego spotkania, gdy padły zarzuty o nieudolność próbował przypisać protestującym polityczne pobudki.

Niesiołowski pogoniony w sejmie przez protestujących:

Palikot instruuje posłów jak zbić kapitał polityczny na niepełnosprawnych:

Politycy koalicji PO-PSL żyją w oderwaniu od rzeczywistości. Z kłamania i wieloletniego zwodzenia Polaków w wielu kluczowych sprawach uczynili sposób na łatwe i przyjemne życie. Po drugiej stronie stoją dwa miliony Polaków, którzy według danych GUS żyją poniżej granicy ubóstwa. Kolejne 25%, czyli ok. 10 mln Polaków jest tym ubóstwem zagrożonych.

Żal rodziców, którzy wytykali premierowi i ministrowi Kosiniakowi, że wydają 50 mln zł na system Empatia oraz miliony na premie dla urzędników, a nie potrafią od 2009 roku znaleźć dla nich funduszy jest jak najbardziej uzasadniony. Protestujący dobrze przygotowali się do starcia z premierem, podpowiadając mu nawet gdzie może poszukać pieniędzy oraz wskazując na patologie i nieszczelność systemu. Cóż jednak z tego, skoro w swoich działaniach premier i rząd obywateli traktują jak ciało obce.

W komentarzach dotyczących protestu pojawiły się też i takie zarzuty, że to żerowanie na państwie i rozdawnictwo pieniędzy. Wśród nich są zapewne zwykli internetowi trolle, ci którzy nie muszą martwić się o pieniądze i ci, którzy nie muszą zmagać się problemem niepełnosprawności na co dzień. Zapewne nie wiedzą tego, że każdy dodatkowy grosz trzeba było wręcz wyszarpywać rządowi za pomocą wieloletnich protestów (także zimą), bo wszelkie inne środki po prostu nie przynosiły efektu. Czy na tym ma polegać rządzenie i służba narodowi? ”

Autor: Marcin Strzymiński

Źródło: http://strzymin.wordpress.com/2014/03/23/klamstwa-obietnice-i-pogarda-czyli-prawdziwy-program-po/

Pustka w naszych portfelach: prawdziwe przyczyny

Jak już pisałem wcześniej:
-jesteśmy cywilizacją sztucznie wywoływanych niedoborów;
-ludzie w większości są materialistami;

Wiadome jest, że tzw „potrzeby materialne” są najniżej w hierarchii potrzeb. Jednak aby żyć w materialnym świecie, należy je zaspokoić w pierwszej kolejności. Ich niezaspokojenie jest najbardziej dotkliwe. Bez duchowości, kultury, życia w prawdzie człowiek może się obejść, i zresztą zdecydowanej większości ludzkości te wartości nie są potrzebne. I właśnie to bezlitośnie wykorzystuje obecny system.

Dziś nie tylko kryzysy gospodarcze są wynikiem celowo zaplanowanej strategii. Tak naprawdę „konspiracja” idzie znacznie dalej. Wiemy już, że zmieniając polityków przy korycie, tak naprawdę nie zmienimy nic, dalej będzie tak samo. Zmienią się szyldy polityczne, będzie więcej patriotyzmu lub mniej patriotyzmu, będzie więcej religii lub mniej religii, będą związki partnerskie bądź nie będą, będą wisiały krzyże w szkołach i urzędach lub nie będą.. Ale co z tego? Skoro dalej będzie tak samo, a to, co wymieniłem to niewiele znacząca kosmetyka, tematy zastępcze. Zmienić należy system, to już wiemy. Zmienić system, ale jak?

Aby dać odpowiedź na to pytanie, podam kilka właściwości systemu, jaki obowiązuje obecnie:

Niedobory materialne są kreowane sztucznie. Ma to sens dla rządzących. Społeczeństwo żyjące w niepewności, nędzy, dąży niemal wyłącznie do zaspokojenia potrzeb materialnych. Zaś ci, którym się lepiej powiodło, i mają zaspokojone potrzeby materialne – żyją w dumie, że są „lepsi” niż cała reszta niewolników. Więcej grosza, które skapnęło im z pańskiego stołu, dowartościowuje ich ego. W takiej sytuacji praktycznie nikt nie zajmuje się dążeniem do prawdy ani rozwojem duchowym, intelektualnym. Masy ludzi tkwią ciągle na poziomie minimum, czyli na poziomie zaspokajania wyłącznie potrzeb materialnych. Biedacy, wiadomo – robią wszystko byle tylko na chleb wystarczało, bo co mają zrobić? Zaś bogatsi po zaspokojeniu podstawowych potrzeb materialnych, brną dalej w zaspokajanie kolejnych i kolejnych materialnych zachcianek, po to, aby dowartościować się i odróżnić na tle reszty upodlonych niewolników.

Przyczyna tego jest prosta. Nawykliśmy do tego, że musimy zarabiać mało i koniec, bo tak głoszą „prawa ekonomii”. Raczej: prawa pseudo-ekonomii, które ja nazywam „ekonomiactwem”. Robotnik jest źle wynagradzany, za swoja pracę. Ba. Bardzo często jest wynagradzany w sposób urągający wszelkim standardom, jego pensja nie starcza na zaspokojenie nawet tych najbardziej podstawowych potrzeb materialnych.. Tak samo jest w przypadku tysięcy innych zawodów: nauczycieli, zawodów fizycznych, często ludzie po studiach inżynierskich słyszą, że maksymalna pensja, jaką mogą dostać, to 1500 brutto, z możliwością zmiany do 4 – 5000 brutto za kilka lat, w miarę awansów zawodowych..
Warto zadać sobie pytanie: czy jest jakiekolwiek ekonomiczne uzasadnienie dla tak niskich wynagrodzeń? To pytanie jest dziś tak niepoprawne politycznie, że nie przejdzie przez usta żadnemu politykowi. Każdy wspaniałomyślnie przyjął, że przy cenach dóbr i usług na poziomie zachodnim, uzasadnione są zarobki na poziomie azjatyckim. Ja się pytam: dlaczego?

Przyjrzyjmy się teraz tym, którzy za swoją pracę są dobrze wynagradzani. Kim są ci ludzie? W większości przypadków są to ludzie, którzy tak naprawdę.. nic nie robią, nie pracują, niczego nie produkują – ani dóbr ani usług. Szokujące? Z pewnością. PKB kraju należy PRODUKOWAĆ. Nie wszyscy obywatele mogą zrobić kursy biznesu czy life-coachingu, i powiedzieć nazajutrz: „chcę założyć własną firmę, być dla siebie szefem i dobrze zarabiać”. Nie, to niemożliwe..
-ktoś musi napierdalać młotem w maszynę przy temperaturze 60 stopni, w oparach olejów silnikowych – inaczej nie mielibyśmy: samochodów, samolotów, statków, i wielu innych potrzebnych urządzeń / maszyn. Jak jest w obecnym systemie? Dziś największą kasę zgarniają pośrednicy, czyli np: korporacje sprzedające samochody, biura reklamy tych produktów i media reklamujące je, firmy ubezpieczeniowe, banki udzielające kredytów samochodowych – czyli podmioty, które nic nie produkują.
-ktoś musi zamiatać ulice i wywozić śmieci, inaczej w mig zaroślibyśmy brudem, a potem zdziesiątkowałyby nas epidemie dawno już wygasłe, np cholery. Jaka jest obecna rzeczywistość? Wynagrodzenia w tym sektorze są głodowe, zaś konkretne pieniądze robią znowu ci, którzy nic nie produkują, czyli: gminy pobierające podatki za śmieci, itp
-ktoś musi pracować w kopalni, elektrowni, w transporcie – inaczej umarlibyśmy z zimna w zimie; a jak jest teraz? Pensje w tym sektorze bardzo małe, zaś konkretne pieniądze robią ci, którzy nic nie produkują – np państwo pobierające podatki od energii, koncesji, zagraniczne kartele energetyczne (np ENEA).
-ktoś musi produkować płody rolne, inaczej umarlibyśmy z głodu; tymczasem na żywności kasę robią pośrednicy, np zagraniczne supermarkety które do tego nie płacą w Polsce podatków. A sami producenci często muszą sprzedawać swoje produkty na bardzo niekorzystnych warunkach, czasami wręcz poniżej kosztów produkcji.

A więc jak zawsze, potrzeba gruntownych zmian systemowych. Gdyby nie było owych „pośredników” i innych bumelantów niczego nie produkujących (dobra lub usługi), gdyby ludzie byli godnie wynagradzani za swoja pracę – rzeczywistość byłaby inna..
Wtedy więcej ludzi kierowało by się w kierunku polityki, spraw społecznych, ku kulturze (a nie tylko pop-kulturze), ku rozwoju duchowemu i poszukiwania prawdy. Ale co by było gdyby, nie?
Dziś całe społeczeństwa i narody są zajęte zwierzęcą walką o przetrwanie. Ba. Większość ludzi uczyniła z tej zwierzęcej walki o przetrwanie credo życia. Dziś człowiek jest wartościowany właśnie poprzez to, czy umie na siebie zarobić, czy nie. Prawie nikogo nie obchodzi choćby to, co ten człowiek ma w głowie, czy jest zaangażowany w jakieś ważne przedsięwzięcia, albo czy np tworzy, komponuje, gra, śpiewa.. Większość patrzy na Ciebie poprzez to, jaka masz pracę, ile zarabiasz, w jakich klubach / pubach bywasz, jakie alkohole pijasz w weekendy, gdzie spędzasz urlop, czy masz mieszkanie własnościowe czy nie, jakie gadżety masz w kieszeni tudzież torebce. I tak można wyliczać..
Oczywiście, zaraz podniosą się głosy sprzeciwu. To tak samo jak z tym, że kobiety nie „lecą” na umięśnionych gangsterów. W takim razie: po co taki nacisk na bogacenie się, i po co tak wielki rynek suplementów na siłownię, pobudzających wzrost mięśni. Pamiętaj też, że protestuje jednostka – np Ty napiszesz komentarz pod tym tekstem, że nie jesteś materialistą.. Jednak o kształcie systemu decyduje nie buntownicza jednostka, ale ogół – ogół społeczeństwa, które nie protestuje, nie buntuje się, nie komentuje, tylko żyje miotana wiatrem życia, jak chorągiewka na wietrze.

Warto tutaj zauważyć coś jeszcze. Jaka jest strategia postępowania większości ludzi, gdy zaspokoją już potrzeby materialne? Czy kierują się na przykład ku twórczości, ku rozwojowi duchowemu? Otóż nie.
Większość ludzi brnie dalej w te podstawowe potrzeby, czyli materialne. Świat, czyli głównie rodzina, szkoła, znajomi, politycy – wmówili, narzucili nam konkretny schemat postępowania. I według niego ludzie postępują. „Masz zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna” – głosi ludowe przysłowie. A kogo stać na dom, jak nawet zdobycie własnościowego mieszkania graniczy z cudem? Kogo stać na kupno działki własnościowej, gdzie można posadzić drzewo? No i: kogo stać na utrzymanie rodziny? Warto przypomnieć, że w Polsce jest najmniejszy przyrost naturalny. Podobny jak na obszarach postradzieckich. Już na wstępie skazani jesteśmy na porażkę, no, może 80% społeczeństwa. A co dalej, gdy uda Ci się wzbogacić? Samochód, potem samochód dla żony, jakaś wycieczka, drogie gadżety.. W międzyczasie bywanie w towarzystwie, kluby, puby, imprezy.. No i koncerty – bo trzeba dbać o ofertę „kulturalną”. A potem starzejesz się i umierasz.. I jaki sens ma takie życie?
Tkwienie w zaspokajaniu zachcianek materialnych, obojętnie jakiego szczebla i wartości – jest dalej tkwieniem na poziomie minimum. Potrzeby materialne, obojętnie jak rozbuchane, stoją najniżej w hierarchii. Warto by było, by po ich zaspokojeniu, powiedzieć sobie w pewnym momencie: stop, i skierować się wyżej, w kierunku innych, bardziej wzniosłych potrzeb i dążeń.

Taki pomysł na życie, jak już wspomniałem, dyktuje nam od pokoleń społeczeństwo, w tym nasza rodzina, nasi znajomi. Tak nauczyli ich ich rodzice i ich znajomi, i taki model życia chcą narzucić nam. Czy warto podążać tą ścieżką?
Zadaniem Twoich rodziców jest:
-zapewnienie Ci chleba, odzienia, dachu nad głową;
-przygotowanie Ciebie do życia w społeczeństwie, czyli nauczenie konformizmu i uległości;
-przygotowanie Ciebie do pracy, czyli zaspokajania potrzeb materialnych.
Nikt nie powiedział, że rodzina, bliższa czy dalsza, ma dać Ci: wsparcie emocjonalne – to czasami jest, ale nie jest opcjonalne.  Nikt nie powiedział, że mają oni akceptować Ciebie, takiego jakim jesteś, i Twoją indywidualność – tutaj jest raczej dokładnie na odwrót.
To wszystko masz zapewnić sobie sam. To, co dała Ci rodzina, to podstawa, to baza. Dobrze by było, gdybyś nie ograniczał się ślepo do tej podstawy, ale wypracował także coś swojego, indywidualnego.

W Portugalii, Grecji, i innych krajach – ludzie zarabiają po 2000 – 3000 euro, i gdy tylko władza chciała im zabrać te 20 czy 50 euro z pensji – wybuchła rewolucja! W Grecji od dawna trwa nieoficjalna wojna domowa, odnotowano liczne zamachy terrorystyczne na siedziby władz czy posterunki policji. W Bułgarii proponowane podwyżki były tak wielkim szokiem dla społeczeństwa, że kilka osób dokonało publicznie samospalenia, a rząd pod wpływem protestów złożył dymisję.

A w Polsce? U nas ludzie zarabiają 200 – 400 euro i jak władza zabiera nam 50 – 100 euro (wzrost opłat za śmieci, czynsze, energię, innych podatków) to nic się nie dzieje! Zaledwie 11.000 osób skrzyknęło się na facebooku, że będą robić “rewolucję” w dniu 23 marca.. Nosz kurwa, ŻAŁOSNE! Ta rewolucja powinna być natychmiast, spontanicznie, tuż po ogłoszeniu podwyżek! A nie 23 marca, czyli prawie po 1/3 roku 2013.
Polacy nie protestują, choć niszczy się podstawy ich egzystencji i podstawy ich życia. Bo w materializmie, czyli martwej materii, zwykli pokładać: marzenia, bezpieczeństwo, nadzieje, poprzez materię oceniają, wartościują innych i samych siebie. Ale nie protestują, jak im się zabiera resztki tej materii!

Czy to system jest tak morderczo perfekcyjny, czy ludzie tak ogarnięci marazmem? Czy telenowela i micha taniego ryżu wystarczy?
Śmiem twierdzić, że Polacy to zombie. Jesteśmy na ostatnim miejscu na Ziemi pod względem świadomości. To dlatego akcja finałowa rozegra się w naszym kraju – znowu. Przy wznoszeniu się na wyższe poziomy świadomości, tam, gdzie ludzie tkwią w patologicznych układach – politycznych lub religijnych – zawsze jest ciężej niż w innych obszarach.

Rozróżnijcie pomiędzy jednostką a społeczeństwem. Nie sądźcie po tym, że na forach, blogach, portalach – jest dużo ludzi świadomych, gotowych iść na takie demonstracje, czy nawet zamieszki.
Internet ma w Polsce mniej niż 50% społeczeństwa. Jaki procent internautów jest świadoma? 50% społeczeństwa posiadającego internet, ma konkurencję w postaci 50% tych, którzy internetu nie mają, a wolą obejrzeć mecz, telenowelę czy innego mózgojeba.

Na sytuację polityczną, gospodarczą, mentalną – narzekają JEDNOSTKI.
Zaś społeczeństwo i tak wybierze partie polityczne z telewizora, i tak przyklaśnie Balcerowiczowi czy Rostowskiemu, i tak wybierze telewizyjną papkę zamiast ciekawszej oferty kulturowej.
To samo można obserwować także w innych dziedzinach życia. Np: widziałem mnóstwo ludzi na you tube czy na demotywatorach, narzekających na denną reklamę iPhone: “wszyscy chodźcie”. Jak się wchodzi na taki portal, to rzeczywiście, można odnieść mylne wrażenie, że ludzie jednak myślą, bo narzekają, bo krytykują. Ale trzeba pamiętać, że te góra kilkaset krytycznych komentarzy jest przeciwstawionej kilku milionom przeciętnych Kowalskich, którzy nie komentują na portalach, nie udzielają się w dyskusjach, a zdanie wyrabiają sobie najczęściej po przeczytaniu nagłówka (!), czasami dwóch pierwszych akapitów tekstu. I do takich ludzi – a jest ich miliony – ta reklama dotarła. Przykładowo: kilkaset tysięcy hipsterów po obejrzeniu tej reklamy (“wszyscy chodźcie”) napomknęło rodzicom, że chcą koniecznie nowego iPhone. Efekt jest? Jest. Pomijam już fakt, że tego typu reklama jest celowo robiona tak, by wkurzała – najczęściej poprzez podkręcanie ścieżki dźwiękowej przez syntezatory. Taka reklama Cię wkurwi na maxa, po czym po dwóch, góra pięciu minutach zapomnisz o niej.. Ale za parę dni przypomni Ci się, że Twój telefon komórkowy to już wysłużony szmelc, i że warto było by kupić nowy. Nie?

Pamiętajcie: narzeka jednostka, w wyborach głosuje społeczeństwo.
Poznaje wady i zalety jednostka, kupuje społeczeństwo.
Komentuje i dyskutuje jednostka, czyta – społeczeństwo.Pozostaje pytanie: co robić? Jestem zdania, że niedawno osiągnęliśmy szczyt świadomości w skali planety, który był możliwy do uzyskania dzięki nowoczesnym technologiom przesyłu informacji. Więcej nie osiągniemy posługując się tylko techniką. Ale jest pewien wytrych w tym systemie. Teraz należy zwrócić się bardziej “ku sobie” – w kierunku rozwoju duchowego. Zmieniając siebie, zmienimy świat. Zmieniając siebie, spowodujemy dalsze poszerzanie świadomości.. Ludzie widząc pozytywną zmianę w nas samych, chętniej będą wstępować na tę samą ścieżkę co my – czyli ścieżkę rozwoju. Nic więcej nie uzyskamy posługując się jedynie techniką. Powiem więcej: teraz możemy jedynie zniechęcić nieświadome osoby, jeśli będziemy dyskutować nieumiejętnie, czyli bez rozwoju własnego, głównie duchowego.

Spójrzmy prawdzie w oczy.

Nie sztuką zmienić partię polityczną u władzy, czy obalić rząd. Sztuką jest stworzyć rząd który będzie miał konstruktywne pomysły na rządzenie.
Nie jest sztuką obalić istniejący system, sztuka to zbudowanie nowego systemu, takiego, który zaakceptuje naród, takiego systemu, który nie zmieni się w totalitaryzm.Jak sami się domyślacie, bez gruntownej rewolucji w świadomości i duchowości, powyższe postulaty – postulaty zmiany rządu, zmiany systemu – są niemożliwe do wykonania.
Bez rewolucji w świadomości i duchowości, każda rewolucja polityczna skończy się tym samym: tyranią i ludobójstwem. Lub w najlepszym wypadku – tym co mamy teraz, czyli rządami Tusków, Kaczyńskich, Palikotów, Kwaśniewskich itp itd.
Bez rewolucji w duchowości i świadomości, każdy Twój związek będzie się kończył na tym samym: na rozstaniu, kłótniach, pretensjach.

Psychologia i ogólnie nauka, w oderwaniu od duchowości zawsze będzie tym samym. Będzie nieszczęściem dla osoby która poznała tajniki ludzkiej psychiki, ale nie wie co z tą wiedzą robić dalej. Nauka w oderwaniu od duchowości będzie wykorzystywana przez tyranów i technokratów w celu jeszcze większej manipulacji i kontroli społeczeństwa. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że najbardziej ogranicza nas nasze “zwierzęce ja”, a na nie składają się: podświadomość, ID, ego. To nie rządy czy politycy nas ograniczają, ale właśnie nasze “zwierzęce ja” – uległe, tchórzliwe, materialistyczne, płytkie, żałosne. Ja już w dzieciństwie doszedłem do wniosku, że gdybyśmy w jednej chwili, jako naród, jako jedna ludzka wspólnota – powiedzieli: “nie” – to wszystkie ograniczające nas systemy obróciłyby się w ruinę! Jako dzieciak mówiłem wtedy: “gdybyśmy wszyscy porzucili narzucone nam obowiązki, porzucili miejsca pracy – i wyszli na ulicę, to na drugi dzień bylibyśmy wolni!”. Oczywiście to tylko uproszczenie. Ale obrazuje, jak działa system..
Jeszcze bardziej obrazowo działa tzw “paradoks esesmana”. Otóż podczas Wojny, w obozach koncentracyjnych, kilkunastu ludzi uzbrojonych zaledwie w pistolety bądź karabiny Mauser, trzymało za mordę nawet kilkadziesiąt tysięcy więźniów. Co by było, gdyby te kilkadziesiąt tysięcy ludzi zdecydowało się przeciwstawić i po prostu uciec? Czemu tego nie robili w obliczu nieludzkich eksperymentów medycznych dokonywanych przez załogę obozu i nieuchronnej śmierci?

„Bycie „normalnym” może doprowadzić nas do szaleństwa. Bycie normalnym, to jak zauważyła jedna z amerykańskich felietonistek, ubranie się w rzeczy, które kupujesz do pracy, przejechanie się przez zatłoczone ulice autem, które jeszcze spłacasz, żeby dostać się do pracy, która jest ci niezbędna, żeby zapłacić za ubrania, samochód i dom, który musisz zostawić na cały dzień pusty, żeby cię było na niego stać”
-Renata Arendt-Dziurdzikowska

Idą zmiany w Kodeksie Pracy. Każda umowa o pracę stanie się de facto umową śmieciową

Idą zmiany w Kodeksie Pracy. Każda umowa o pracę stanie się de facto umową śmieciową

Cytuję: „Platforma Obywatelska stworzyła projekt zmian w Kodeksie Pracy. Zmiany są ogromne. Posłowie Platformy twierdzą, że zmniejszą bezrobocie i pomogą tworzyć miejsca pracy. Sposobem na to ma być dalsze uelastycznianie prawa pracy. Walka z pożarem za pomocą dolewania benzyny. Posłowie twierdzą, że przepisy prawa pracy nie nadążają za duchem czasu i dlatego należy je zmienić. A co to za zmiany?

Pierwsza i najważniejsza zmiana dotyczy wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy. Dodatkowo umożliwiono pracodawcy udzielanie dnia wolnego od pracy w zamian za dzień wolny, w którym pracownik pracował, w następnym okresie rozliczeniowym. Co to oznacza? Choćby to, że pracownicy, a w szczególności ekspedientki pracujące w handlu, będą pracować na okrągło w okresie przedświątecznym, a w styczniu pójdą na bezpłatny urlop. To oznacza także, że nikt nie będzie miał płacone za nadgodziny. Ekspedientka, czy inny pracownik będzie zmuszany do pracy wtedy, kiedy będzie potrzebny nawet po 16 godzin dziennie. Za te nadgodziny będzie miał zapłacone jak za zwykłe godziny pracy. Potem, gdy spadnie zapotrzebowanie, będzie można pracownika wysłać na bezpłatny urlop.

Kolejna zmiana dotyczy właśnie wynagrodzenia za nadgodziny. Dostaniemy 30% dodatkowego wynagrodzenia za każdy dzień powszedni i 80% za pracę w niedzielę i święta (o ile w ogóle dostaniemy te dodatki z powodu wspomnianego wydłużenia okresu rozliczeniowego). Wcześniej było to 50% i 100%. Inna bardzo poważna zmiana dotyczy okresu odpoczynku.

„Uelastycznienie” Kodeksu Pracy

Do celów rozliczenia czasu pracy włącznie z czasem odpoczynku będą liczone 24 godziny od momentu rozpoczęcia pracy. Wcześniej było to 11 godzin od momentu zakończenia pracy. Twórcy tej reformy likwidują przepis, który stałby w konflikcie z interesem pracodawcy, a pozwoli wykorzystywać pracownika i dysponować jego czasem do woli. Gdy na budowie pracownik pracuje od wczesnego rana do późnego wieczora, nieraz zdarza się, że do rozpoczęcia kolejnej pracy ma mniej niż 11 godzin. Wcześniej pozwalało to pracownikowi przyjść później do pracy bez konsekwencji. Teraz pracodawca będzie mógł nas wykorzystywać do woli, ponieważ okresem rozliczenia odpoczynku będą 24 godziny od momentu rozpoczęcia pracy. Ty, pracowniku, po pracy odpoczywać nie musisz… Masz być na każde zawołanie bez względu na to, czy jesteś wykończony harówką poprzedniego dnia. Pracować, pracować, pracować – jak niewolnik. I to bez dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny, bo okres rozliczeniowy będzie liczyć 12 miesięcy. Jesteś potrzebny? Pracujesz. Nie jesteś? Won!

Zmiany tłumaczy się koniecznością zmniejszenia kosztów pracy poprzez uelastycznianie Kodeksu Pracy – likwidowanie resztek praw pracowniczych. Posłowie PO twierdzą, że zmniejszenie kosztów pracy i uelastycznienie KP stworzy nowe miejsca pracy. W jaki sposób? Jak można zmniejszyć bezrobocie wydłużając pracownikom czas pracy? Jak można gasić pożar dolewając benzyny? Gdy wcześniej pracownik wyrabiał nadgodziny, to pracodawca musiał liczyć się z tym, że ma zapłacić więcej. By te koszty zmniejszyć, jedyną możliwością było zwiększenie zatrudnienia. Znacznie rozsądniejsze z punktu widzenia pracodawcy było zatrudnienie nowego pracownika, któremu płaciłoby się tak samo jak innym, niż wydłużanie pracy obecnym pracownikom, którym za każdą nadgodzinę trzeba płacić dodatkowo. Dlatego właśnie tłumaczenie posłów Platformy, że zapewni to wzrost zatrudnienia nie trzyma się kupy. Przy jakiejkolwiek krytyce argumentacja tych omnibusów sypie się jak domek z kart. A rzeczywistość tych zmian jest zupełnie inna..

Powszechne umowy śmieciowe

Rzeczywistą konsekwencją tych zmian będzie jeszcze większe bezrobocie oraz jeszcze większe zyski. I tak już ogromne. Dochody gospodarstw domowych stanowią zaledwie 26,5% PKB i stale spadają od 2001 roku, w którym wynosiły prawie 31%. Natomiast przedsiębiorstwa zgarniają prawie 44%. Od roku 2002 jest to wzrost dochodów przedsiębiorstw o ponad 5%. To oznacza, że w Polsce pracownicy biednieją z roku na rok, a bogaci stale się bogacą, zgarniając coraz więcej owoców naszej pracy. Do tego przyczyniła się polityka tego państwa. Prowadzona od przeszło 20 lat. Premiuje się i nagradza coraz bogatszych bogaczy. Teraz jeszcze dodatkowo zmniejszają nasze wynagrodzenia. Zabierają nam dodatkowe pieniądze za nadgodziny. A zyski pasibrzuchów rosną wciąż bez ograniczeń. Dodatkowo odbierają nasze prawa pracownicze robiąc z pracowników hamburgery. Zamawiają hamburgera i go mają. Jak staje się niepotrzebny, to go wyrzucają. Albo wysyłają na bezpłatny urlop. Macdonaldyzacja rynku pracy. Nie nagradza się pracowników za ciężką pracę, ale coraz bardziej wyzyskuje. Hamburger jest tani. Dodatkowo szybko nasyca właściciela. Bo jest na każde zawołanie. Gdy pracodawca zgłodnieje to zamawia i wyciska pracownika jak cytrynę. Do ostatniej kropli. Bardziej zaczyna przypominać wypożyczany samochód, niż człowieka. Wypożycza, kiedy chce i na ile chce.

Niedługo Kodeks Pracy stanie się Kodeksem Śmieciowym, bo praca na etat będzie przypominać pracę na umowie śmieciowej. Wtedy prawa pracownicze przestaną istnieć, a Polska będzie krajem legalnego niewolnictwa.

Autor: Łukasz Ługowski
Nadesłano do „Wolnych Mediów