Reklamy

Tag: witaminy

ZANIM KUPISZ SUPLEMENT LUB WITAMINĘ..

Wielu pisze o zdrowiu, suplementach i ziołach, ale czy dostrzegają te problemy?

Na pewno marzysz o dobrej formie, witalności, kondycji, czy choćby podreperowaniu zdrowia. Może chorujesz na jakąś trudną do wyleczenia chorobę? Lekarz zrobił co mógł, zapisał syntetyczne lekarstwa, ale nadal czujesz się źle? Suplementy, witaminy, zioła czy diety są dobrą drogą by to osiągnąć. Idziesz do apteki czy sklepu zielarskiego, wyjmujesz swoje pieniądze, często wcale niemałe, i masz nadzieję dostać produkt najwyższej jakości. I leczyć się, tak jak czytałeś na wielu jakże mądrych blogach, lub jak słyszałeś od kumatego lekarza. O ile miałeś szczęście na takiego trafić. I tutaj zaczynają się schody.. Wyobraź sobie, że nie wszyscy mówią o tym, co przeczytasz w tym artykule.

Jak wielu z Was zauważyło, koncerny produkujące klasyczne leki, mają w swojej ofercie coraz więcej suplementów. Wszystkie walczą o Twoją uwagę jak i o Twój portfel. A przecież niewielu z nas „narzeka” na jego zbyt grube rozmiary 😉 Co innego zdrowie – masz je tylko jedno. W swoich publikacjach staram się przedstawiać problemy i zagadnienia pomijane przez innych.

Jest kilka kontrowersji odnośnie suplementów diety i ich wpływu na zdrowie. Wymienię je:

1. Słabo przyswajalne formy substancji w suplementach:

Kupujesz preparat magnezowy, w którym jest np 100 mg węglanu magnezu. Kłopot w tym, że węglan magnezu to forma mineralna, która praktycznie w ogóle się nie przyswaja (max 10%, 20%). Cała reszta musi być odpowiednio przerobiona i wydalona. A ten proces marnuje energię organizmu. Podobną mało przyswajalną formą magnezu jest np jego tlenek. To samo dotyczy np wapnia. W wielu preparatach jest węglan wapnia. Nie przyswaja się za dobrze. A dodatkowo nieorganiczne formy wapnia odkładają się w tętnicach w formie blaszki wapniowej. Przyczynia się ona potem do zawałów i udarów. O tym, czy cholesterol, czy może właśnie blaszka wapniowa powoduje te incydenty, pisałem w tym poniższym artykule:
Nadmiar wapnia, np z suplementów, jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

2. Komponowanie składu suplementów z substancji, które do siebie nie pasują:

I znowu ten magnez i wapń i jego suplementy. Są one antagonistami – czyli substancjami o przeciwnym działaniu w organizmie. Wapń powinno się brać rano, a magnez przed snem. Są one czasami pakowane do jednego suplementu typu cal-mag. W takiej formie w większości nie wchłoną się one, nawet jeśli są to wysoko przyswajalne formy tych pierwiastków. Np chelaty, mleczany, cytryniany. Stworzą w układzie trawiennym nieprzyswajalne związki kompleksowe i zostaną po prostu wydalone. Oczywiście ze stratą energii dla organizmu. Tak, jedna tabletka z wieloma składnikami to wygoda.. Ale czy chcesz tracić pieniądze i energię swojego organizmu? Ta sama zasada dotyczy np witamin. Witamina B1 jest antagonistą B2 i odwrotnie. Witamina B5 jest antagonistą B6 i odwrotnie. Tak samo kwas foliowy i witamina B12. Tymczasem w ciąży poleca się spożywanie wyłącznie kwasu foliowego, który w nadmiarze wypłukuje zasoby witaminy B12. To oczywiste więc, że wszelkie multiwitaminy są złym pomysłem.

3. Za niskie dawki substancji czynnych w suplementach:

Szczególnie dotyczy to suplementów z witaminami. W witaminie B complex mamy około 1,5 mg witaminy B6. To jest tyle co nic, bo organizm potrzebuje więcej. Jeśli chcesz się wspomagać witaminą B6 wraz z magnezem, to kup witaminę B6 osobno, w dawce 50 mg. Tak samo witamina B1 – na receptę (nie w każdej aptece na szczęście 😉 )są dawki 25 mg. Tymczasem w b-complex masz o wiele mniej. Witamina B12 brana w formie tabletek jest bardzo słabo wchłanialna. Jej wchłanialność wynosi max 1% dla formy cyjano- i max 5% dla formy metylo-. Więc trzeba albo poprosić rodzinnego o zastrzyki z niej, albo kupić preparat w tabletach w wysokiej dawce. Tymczasem producenci pakują tam bardzo małe dawki, np 10 mcg (=mikrogramów). Dobry preparat powinien mieć 1000 mcg i bierze się go 1 do 3 razy dziennie.

4.  Niechlubną „legendą” stała się witamina C:

Ona również ma dość niską wchłanialność rzędu 20% do 30%. Masa nachalnie reklamowanych suplementów zawiera bardzo małą jej ilość. Np 60 mg czy 80 mg. Tymczasem dawki lecznice to 1000 mg do 4000 mg. Ustanowiono dzienne zapotrzebowanie na witaminę C na skrajnie niskim poziomie – 60 mg. Bądźmy szczerzy: taką ilość w ciągu doby produkuje organizm myszki polnej ważącej kilka gramów. Człowiek nie tylko nie produkuje swojej witaminy C, ale potrzebuje jej dostarczać dużo więcej niż te 60 mg. Jednak bez przesady i ostrożnie w przypadku jakichkolwiek chorób nerek. Z witaminą C związany jest też dość ciekawy biznes. Niektórzy ludzie rozpętali histerię z tzw „lewoskrętną witaminą C„. Tymczasem praktycznie każdy lek czy suplement zawiera lewoskrętną formę tej witaminy. Ale produkty opatrzone terminem „lewoskrętna” czy też „naturalna” sprzedają się kilka a nawet kilkanaście razy drożej. I hajs producentowi wtedy się zgadza. A wystarczy po prostu kupić półkilogramowy worek zwykłego kwasu L-askorbinowego. Za około 20, 30 złotych.

W sprzedaży pojawiły się suplementy z zasadową witaminą C, w formie askorbinianu sodu. Jest to tak zły pomysł, że aż odechciewa mi się tego komentować. Ale dobrze, dla Ciebie to zrobię 😉 Otóż trawienie w żołądku wymaga wysokiej kwasowości. Żołądek musi mieć wystarczającą ilość kwasów trawiennych i koniec. W przeciwnym wypadku zaczyna się cała kaskada problemów. Zaburzone zostaje trawienie pokarmów. Ich niestrawione, duże cząstki przedostają się do jelit, dziurawiąc je. Stamtąd przedostają się do krwi i tkanek, powodując reakcje zapalne i autoimmunologiczne. Związki silnie zasadowe, takie jak ów askorbinian sodu, czy np soda oczyszczona (kolejny bullshit medycyny naturalnej) zaburzają kwasowość żołądka, powodując problemy, które opisałem powyżej.

Dodatkowo, ciągłe obniżanie kwasowości w żołądku powoduje.. wrzody żołądka! Tylko 10% przypadków wrzodów wynika z rzeczywistej nadkwasoty. Pozostałe 90% wynika ze zbyt niskiej kwasowości żołądka i te przypadki są źle leczone. To kolejna tajemnica medycyny. Podobne działanie jak związki zasadowe, mają leki na żołądek IPP – inhibitory pompy protonowej.

5. Ta kontrowersyjna witamina D3:

Osobny podpunkt chciałbym poświęcić witaminie D3. Budzi ona wiele kontrowersji, co jest zrozumiałe. Oficjalne dzienne zapotrzebowanie również jest śmiesznie niskie, i wynosi 10 mcg (czyli 400 I.U. – to inna jednostka miary tej witaminy). Taka dawka nie tylko Cię nie wyleczy, ale nie zaspokoi dobowego zapotrzebowania. Chyba, że u niemowlęcia. Obecnie normy UE wyznaczają górną granicę dawki witaminy D3 na 100 mcg, czyli 4000 I.U. Prawda jest taka, że w zimie i w przypadku chorób takich jak osteoporoza, można brać większe dawki suplementów zawierających witaminę D3. Górna dawka to 250 mcg czyli 10.000 I.U.

Zrób sobie eksperyment – szczerze zachęcam Cię do niego, bo jego wynik może Cię naprawdę zaskoczyć. Jest kwiecień, dopiero co minęła zima. Pogoda jest jaka jest – ja to nazywam „chujozą„. Ach te zmiany klimatu 😉 Idź do laboratorium i zbadaj zawartość witaminy D3 we krwi. Szczególnie wtedy, jeśli w zimę nie brałeś suplementów z tą witaminą, lub brałeś dawki poniżej 75 mcg, czyli 3000 I.U. Minimum minimum by organizm pracował dobrze to 40 jednostek, ale norma medyczna jest oczywiście niższa, więc nie za bardzo prawdziwa. Optymalna ilość to 50 – 70 jednostek. W przypadku chorób psychicznych, Hashimoto, osteoporozy i innych – nawet 80 do 90 jednostek. Według badań które przeprowadzono w Polsce kilka lat temu, ponad 90% Polaków w zimie ma mniej, niż wynosi nawet ta zaniżona, a więc medyczna norma. Niedobór krytyczny będący bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia, to poniżej 5 – 10 jednostek, i jest to stan permanentny wcale nie tak małej liczby ludzi.

Tajemnicą poliszynela jest to, że nawet w lecie prawie połowa Polaków ma niedobory tej witaminy. Bo nasz klimat zwyczajnie nie zapewnia odpowiedniej podaży witaminy D3. Nie da się wygenerować jej tyle ile potrzeba. Chyba że codziennie od czerwca do połowy września smażysz się na słońcu. I to oczywiście bez filtra, w godzinach największego prażenia (11.00 – 14.00). Jaki powinien być dobry suplement zawierający witaminę D3? Musi być to kapsułka z olejem roślinnym, a więc kapsułka żelatynowa, miękka. W przeciwnym wypadku witamina D3 będzie się kiepsko wchłaniać. Olej jest jej bezcennym nośnikiem, dlatego absurdem są praktyki wielu producentów. Którzy pakują witaminę D3 do twardych tabletek, pozbawionych oleju.
Te kwestie poruszałem w poniższych artykułach. Zachęcam do zapoznania się. Jest tam wszystko o tym dlaczego warto brać suplementy z witaminą D3 i jak groźny jest jej niedobór:
Niedobór tej witaminy niszczy zdrowie Polaków. Dotyczy to nawet 90% z nas!
Potężna rola witaminy K2 w zdrowieniu. Bez niej witamina D3 staje się toksyczna!

6. Ekstrakty ziołowe i zioła powodujące problemy:

Wiele koncernów farmaceutycznych ma w swojej ofercie suplementy diety zawierające zioła. Lub ekstrakty z nich. I tutaj powstają pewne zasadnicze problemy. Jest to związane z tym, co pisałem w punkcie trzecim – ze zbyt niskimi dawkami. Otóż jeśli robisz napar z jakiegoś zioła z surowca sypkiego, wg przepisu, to masz gwarancję że jest tam tyle substancji czynnych ile trzeba. A czy taka sama gwarancja jest w przypadku tabletek? Najczęściej niestety nie. Często jest ich po prostu za mało. Np 50 mg ekstraktu z Brahmi w tabletce to tyle co nic. Często nie ma informacji, jaki jest to ekstrakt i na jaką substancję czynną jest standaryzowany. W tym ekstrakcie z Brahmi może być np 5 mg substancji czynnej, lub.. 0,005 mg. Czyli ilości śladowe. Zresztą, nawet te 5 mg Ci nie pomoże.

Poza tym zioła zawierają bardzo dużo substancji czynnych i jeszcze więcej substancji pomocniczych, które wspomagają działanie tych pierwszych. Trudno więc o dobrej jakości tabletki lub kapsułki z ekstraktem ziołowym. Często jest też tak, że taki farmaceutyczny suplement nie zawiera ekstraktu, ale sproszkowane ziele. Wtedy frakcji czynnych może być jeszcze mniej niż w ekstrakcie, lub może ich tam nie być w ogóle. Dlatego zioła najlepiej kupować w dużych saszetkach, np 100 gramów, sypkie. To wysokiej klasy surowiec. Nawet te apteczne zioła w małych saszetkach są gorszej jakości, niż te w dużych, kupowane w sklepach zielarskich.

7. Czy wiesz co naprawdę zawierają suplementy które kupujesz?

A co, jeśli te suplementy nie zawierają podanej na opakowaniu ilości substancji czynnej, tylko najczęściej dużo mniej? Lub jeśli nie zawierają jednej z kilku podanych w składzie substancji? Kolejnym ciekawym przykładem jest fakt, że zawierają inną formę niż podaną w składzie. Np zamiast 100 mg wysoko przyswajalnego chelatu magnezu, zawierają 100 mg taniego w produkcji i praktycznie nieprzyswajalnego tlenku magnezu. Ba! Czasami bywa jeszcze śmieszniej. Kupujesz w aptece tani jak barszcz suplement z witaminą D3, produkowany przez słabo znaną firmę.. I okazuje się, że nie ma tam 50 mcg tej witaminy, jak podano na opakowaniu. Bo nie ma tam jej w ogóle! Zawartość witaminy D3 wynosi tam 0 mcg (słownie: ZERO mikrogramów). To jednak nie koniec grzechów firm farmaceutycznych produkujących suplementy diety. Bo mogą znaleźć się tam substancje dodatkowe, ale niepożądane.

I nie chodzi tylko o nie usunięte odpady poprodukcyjne. W jednym ze znanych i nachalnie reklamowanych suplementów na potencję, były pewne ilości.. Via.gry, czyli sidenafilu. Były to oczywiście niewielkie ilości w stosunku do oryginalnej Via.gry na receptę, ale nie wiadomo czy niektórym osobom to nie zaszkodziło. Dlaczego możliwe są takie jawne wałki farmaceutyczne na suplementach? Poprzez taką a nie inną konstrukcję prawa farmaceutycznego i fakt, że tego nikt nie bada. A jeśli bada, to od wielkiego dzwonu. Wystarczy, że zarejestrujesz w urzędzie produkcję witaminy D3 w dawce np 50 mcg. A do kapsułek dajesz tylko i wyłącznie żelatynową powłoczkę i olej słonecznikowy – rzeczy tanie jak barszcz, by jakoś to wyglądało. A sprzedajesz w cenie witaminy. Dlatego najlepiej kupować magnez w formie leku, a nie suplementu. Co do samych suplementów – wybierać znane firmy mające renomę. Ja korzystam z Now Foods, Swanson, Olimp, Puritans Pride itp.

8. Kreowanie sztucznych potrzeb:

Czyli leki i suplementy dla dzieci, dla zwierząt i część supli dla osób starszych. Wiadomo, jest kapitalizm w wersji neoliberalnej, czyli najgorszej z możliwych. Produkt musi się sprzedać. A najlepiej zrobić tak, jak korporacja Sony, tworząca w latach 90 Walkmana. Lub jak to zrobił Steve Jobs z Apple. Czyli wygenerować nową, nieistniejącą jeszcze potrzebę. Kto w latach 80-tych myślał, by podczas chodzenia czy jazdy na rowerze mieć pudełko z kasetą i słuchać muzyki? Nikt, a technologia już istniała. Dopiero Sony wpadło na to, by taką potrzebę stworzyć. Pojawił się więc Walkman i jego ogromny sukces. Tak postępują firmy produkujące leki i jest to działanie, nie bójmy się tego słowa – celowe.

Obrazu dopełniają szczepionki z toksycznymi konserwantami, które także przysparzają klientom farmacji. Nie, to nie jest teoria spiskowa.. To jest kapitalizm, to jest zachłanność, to jest dążenie po trupach do celu, to jest lobbing i wpływy. To jest po prostu ludzka natura – czyli natura pełna agresji, ignorancji, natura zła. Tak samo robi się teraz z suplementami diety. Pojawiły się ostatnio suplementy dla dzieci z magnezem. Po co, skoro dzieci na ogół mają bardzo dobre wchłanianie substancji odżywczych? Albo suplementy na apetyt. Na portalach medycznych wyśmiewają się z suplementów „na bele co„, np na kaszel palacza lub inną wymyśloną w reklamie przypadłość. Która przypadłością wcale nie jest. Podobnie suplementy dla zwierząt. Nie tylko nie wiadomo co tam jest, bo normy są bardzo liberalne, ale także nie wiadomo czy to działa.

Podsumowując: Bądźmy bardzo ostrożni. Zachęcam Ciebie do poszerzania wiedzy z dziedziny zdrowia. Nie wystarczy przeczytanie jednego czy nawet 100 artykułów. Nie wystarczy kupienie w  pobliskiej aptece jakiegoś supla z witaminą D3. Gdyż w tym przypadku, warto kupić coś dobrego, jak i trzeba zadbać by brać także witaminę K2-MK7.

Autor: JarQ

Witaj! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nie ocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia.

Na konto bankowe – kliknij na obrazek poniżej:

paypal_donate

Na Pay Pal – kliknij na obrazek poniżej:

paypal

Reklamy
Reklamy

Nadmiar wapnia jest niebezpieczny!

Nadmiar wapnia jest niebezpieczny!

Skutki tego są przerażające – miliony chorych i przedwcześnie zmarłych. Można by nawet powiedzieć, że medycyna znów się pomyliła.. Można, gdyby nie fakt, że jest to po prostu kolejny szwindel, na którym oni zarabiają miliardy dolarów.

Przede wszystkim, wapń powinien być przyjmowany do wieku nastoletniego. Potem, gdy organizm jest już dorosły fizycznie, to zapotrzebowanie na wapń drastycznie się zmniejsza, a na scenę wkracza magnez, którego trzeba brać więcej. Wapń i magnez są naturalnymi antagonistami, w organizmie pełnią odwrotne role, działają przeciwstawnie.

Jednak nasza cywilizacja cierpi na chroniczny nadmiar wapnia. Spożywamy mleko, którego dorośli w ogóle nie powinni pić. W dodatku, bierzemy suplementy wapnia (najczęściej nieorganiczne). Wapń z takich suplementów, i nie tylko (o tym za chwilę) nie wchłania się do kości. Lecz zalega w tkankach miękkich, powodując ich zwapnienie. Powoduje także powstawanie blaszek wapniowych w naczyniach krwionośnych. I to one są odpowiedzialne za zawały, zatory, udary, miażdżycę.. a nie cholesterol!

Cholesterol nie jest przyczyną żadnych chorób! To kłamstwo!

Gdy powstają owe blaszki wapniowe w naczyniach krwionośnych, wtedy do akcji wkracza dobroczynny cholesterol. „Zalepia” on uszkodzone blaszką wapniową naczynie. Jednak nie jest to właściwe wyjście, a rozwiązanie tymczasowe. Leki które obniżają poziom cholesterolu, wręcz przyspieszają rozwój chorób serca i układu krążenia.

W dodatku, jeśli nie suplementujemy witaminy D3 (50 mcg do 200 mcg), łącznie z witaminą K2 w formie MK-7 (100 mcg do 500 mcg), to wapń zamiast pełnić użyteczną rolę w organizmie, odkłada się w tkankach miękkich i uszkadza je. Zasada jest taka, że na każde 50 mcg witaminy D3, bierze się 100 mcg witaminy K2 MK-7. Uwaga! Zażywanie witaminy D3 bez odpowiedniej ilości witaminy K2 MK-7, potęguje negatywne odkładanie się wapnia w organizmie.

Tymczasem – prawda o wapniu i jego zapotrzebowaniu:

-zaleca się nam picie dużych ilości mleka i jego przetworów choć żaden gatunek w naturze w wieku dorosłym ani nastoletnim tego nie robi;
-zaleca się nam też branie suplementów wapnia, najczęściej tych nieorganicznych;
-zaleca się nam spożywanie pożywienia bogatego w wapń;
-dodatkowo, ludziom starszym, zaleca się zwiększone spożywanie wapnia, co jest wręcz zabójcze dla ich organizmów.

Bagatelizuje się rolę magnezu, choć owszem, jego suplementy są szeroko reklamowane (najczęściej nieprzyswajalne lub szkodliwe dla żołądka takie jak cytryniany i mleczany). Najczęściej jest więc tak, że mamy niedobór magnezu i nadmiar wapnia.

Proponuję kilka kroków zaradczych dla ratowania swojego zdrowia i życia, związanych z wapniem, magnezem, witaminą D3 i K2 MK-7:

-odstawienie mleka i zredukowanie ilości jego przetworów;
-unikamy zupełnie suplementów wapnia;
-odstawiamy „lekarstwa” na cholesterol i nie przejmujemy się oszukańczymi, zaniżonymi normami cholesterolu;
-włączamy magnez (w formie chlorku magnezu sześciowodnego) w dawce 200 mg do 400 mg (dawki, w zależności od wieku, chorób, płci, wagi i innych czynników, mogą być bardzo różne, nawet mniejsze niż 200 mg);
-wprowadzamy suplementację witaminy D3 (50 mcg do 200 mcg) i witaminy K2 w formie MK-7 (od 100 mcg do 500 mcg). Przy chorobach przewlekłych, w tym nerek itp, konieczna konsultacja kumatego lekarza;

Autor: Jarek Kefir

Jak zauważyliście, drodzy Czytelnicy, pojawia się u mnie mnóstwo artykułów autorskich. Staram się tak redagować bloga, by zawierał jak najwięcej takich artykułów, gdyż wyszukiwarki je promują. Zasada jest jedna: im więcej artykułów autorskich na stronie, tym wyższa pozycja strony w wyszukiwarkach. I, co za tym idzie – więcej czytelników i więcej uświadomionych ludzi.

Jeśli chcesz, możesz wspomóc finansowo to, co robię, przyczyniając się do zwiększenia efektywności mojego, ale też Twojego bloga, Kefir 2010 – bo Ty przecież jesteś moim Czytelnikiem 🙂
Tutaj opisałem, jak to zrobić – link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Top 8 najbardziej zawodnych organów i funkcji człowieka

Co blokuje nasze życie i rozwój? 😉 Top 8 najbardziej zawodnych organów i funkcji człowieka

Ciało, organizm człowieka to chyba najbardziej zawodna konstrukcja na planecie Ziemia. Długo czekałem na przypływ weny do napisania tego tekstu, długo się zabierałem, by go napisać, i oto – jest! Wena przyszła niczym tęczowa kula energii, otaczająca mnie swoimi życiodajnymi wibracjami. Inaczej: wena, która nagle do mnie przychodzi, to kula o wszystkich kolorach tęczy, barwach bardzo wydajnych i żywiołowych, otaczająca mnie zewsząd i tańcząca w ekstatycznym tańcu, niczym diabeł tasmański ze znanej w latach 90-tych kreskówki 😉

Do pewnych faktów o organizmie człowieka, powinniśmy dojść już na samym wstępie:

Nie wiadomo jaka powinna być właściwa dieta człowieka. Wiadomo jedynie, że model oficjalny, lansowany od lat 90-tych przez WHO i FAO – „piramida żywieniowa” czy też „dieta zbilansowana” opierająca się przede wszystkim na „produktach pełnoziarnistych” – przyniosła miliony zachorowań na choroby cywilizacyjne, miliony przedwczesnych zgonów i ogrom ludzkiego cierpienia. Cała reszta teorii na temat żywienia człowieka, to jedno, wielkie, niezbadane pole. Możemy ustalić na tym polu kilka stałych: należy bezwzględnie unikać glutenu, mięsa, chemicznych dodatków „E”.

Nie wiemy, jak właściwie zachować proporcje pierwiastków, witamin, i innych ważnych składników w organizmie. Nie wiemy nawet jak kontrolować i uzupełniać stosunki ilościowe wapnia do magnezu w organizmie. Przez co miliony ludzi na Ziemi zaczynają chorować na nerki, muszą być dializowani i przedwcześnie umierają. Większości funkcji substancji i pierwiastków w organizmie po prostu nie znamy.

Równowaga zdrowotna naszego organizmu jest niezwykle delikatna i krucha. Owszem, możesz przez te 5 lat codziennie zapodawać amfetaminę i skończyć „jedynie” z lekką niewydolnością serca, na którą pomogą nalewki i napary z głogu. Ale wystarczy mikrogram jakiejś substancji / pierwiastka w tę czy drugą stronę, wystarczy jedna egzotyczna bakteria czająca się na strychu – i kończysz pod respiratorem. W najlepszym wypadku pozostanie Ci życiowa trauma i świadomość, jak kruche i delikatne jest ludzkie życie.

A teraz przejdźmy do rzeczy 😉 – co blokuje nasze życie i rozwój?

1. konieczność ciągłego uzupełniania pierwiastków ze środowiska.

Inaczej: musimy ciągle spożywać pokarmy, ciągle dostarczać organizmowi płynów. Do tego należy doliczyć także: dostarczanie tlenu z atmosfery, witamin D (przebywanie na słońcu), odpowiedniej ilości światła w dzień i ciemności w nocy (patrz punkt 8).

Do tego dochodzi potrzeba ciągłego dostarczania.. ciepła, bliskości, czułości, pochodzących od drugiego człowieka. Nasza psychika jest tak skonstruowana, że jak ich długo nie dostarczamy – zaczyna zwyczajnie zawodzić. Pojawiają się chwiejne nastroje, depresje, bezsenność, lęki, fobie. Taki człowiek jest bardziej narażony na ryzykowne zachowania i próby samobójcze. To tak, jakby natura w sprytny sposób chciała pozbyć się swoich pomyłek, organizmów „wybrakowanych”. Gdyż w środowisku „idealnie naturalnym” – te 100 czy 200 tysięcy lat temu – osobniki „wybrakowane” nie miały wyżej wymienionych – tj. czułości, bliskości, itp.

Poprzez to, że musimy ciągle dostarczać składników odżywczych organizmowi, jesteśmy ciągle narażeni na wahania środowiska. A te bywają na naszej planecie potężne – nieurodzaj, szarańcza, powodzie, huragany, tornada, pożary, susze, i wiele, wiele innych plag.

2. kontroluje nas podświadomość.

Podświadomość to sprytny komputer, zainstalowany we wnętrzu naszego „Ja” prawdziwego. Został on tam zainstalowany wiele wiele lat temu, po to, by ludzkość ciągle się rozwijała, przetrwała. Niestety, ale ludzkość zamiast korzystać z jej zasobów świadomie i w dobrej intencji, nauczyła się tę podświadomość sprytnie programować.

Robią to na przykład wszystkie religie, które małym dzieciom zaszczepiają nie tylko totalne bzdury, ale przede wszystkim trzy bardzo destrukcyjne rzeczy – strach, nienawiść i poczucie bycia wiecznie nieszczęśliwym, niespełnionym. Choć wiele wojen i walk jest toczonych z dala od religii, za wszystkie odpowiedzialne jest jednak programowanie wtłaczane ludziom przez religie.

Podświadomość działa o tyle sprytnie, że gdy jest nieukształtowana, a więc w dzieciństwie, można ją zaprogramować na każdą bzdurę. Spróbuj sobie wyobrazić taką sytuację – kupujesz nowy komputer w sklepie. Po tygodniu dostajesz pocztą nowiutki i pachnący jeszcze fabryką komputer, bez wgranego systemu operacyjnego, z pustym dyskiem twardym.

Co robisz na początku, gdy dysk twardy nowego komputera jest zupełnie pusty? Ano instalujesz system operacyjny – zbiór zasad i dyrektyw podług których będziesz pracował z komputerem. Możesz zainstalować, jak wszyscy, Windowsa – zawiera on mnóstwo dziur, komponentów szpiegowskich, jest wadliwy i po jakimś czasie, ulega awarii. Możesz zainstalować OS, który jest mniej zawodny. Możesz też Linux – ale jaki? Która wersja? Ta sama zasada ma zastosowanie wobec ludzkiej podświadomości.

3. konieczność ciągłego ruchu i uprawiania sportu.

Mówi się, że ruch to zdrowie, a ten, kto nie uprawia sportu, ten będzie chorował. Tak, to prawda. Ale czy zastanawiałeś się, dlaczego tak jest?

Jest tak dlatego, bo takie były dzieje człowieka. Taka była konieczność, by przez setki tysięcy (miliony?) lat, być ciągle w ruchu. Polowanie na zwierzęta, zbieractwo, uprawa roli, wojny, rozbudowa osad, miast.. To wszystko była aktywność fizyczna.

Dziś mamy XXI wiek i tego zwyczajnie nie robimy. Zwierzęta się hoduje przemysłowo w warunkach gorszych niż obozy koncentracyjne, a potem je okrutnie zabija. Uprawa roli – tu wkroczyła mechanizacja. Zbieractwa nie ma, bo zioła i inne cenne surowce runa, można również uprawiać. Rozbudową osiedli, wojnami – zajmują się specjaliści. Jednak nasze organizmy nie zdążyły się jeszcze przyzwyczaić do realiów wieku XXI i konieczności pracy za biurkiem. Dlatego zdrowie dopomina się ruchu, wzrok pań – dopomina się u mężczyzny bicepsów co najmniej rozmiaru Schwarzenegera, wzrok panów – domaga się u kobiet idealnie płaskiego brzucha, itp. Ale jest jeden problem. Po 10 godzinach pracy w biurze czy call-centrze, zwyczajnie nie mamy czasu i sił na spędzeniu co najmniej kolejnych 10 godzin na siłowni, by ćwiczyć bicepsy i sprostać ideałowi 😉

4. szkielet węglowy a nie krzemowy.

Nasze organizmy są oparte o węgiel, co komplikuje dosłownie wszystko. Są więc zawodne, delikatne, kruche, chorowite, szybko ulegają awarii i zepsuciu. Nie można tego powiedzieć o organizmach opartych o krzem – niektóre komputery Amiga czy Atari z lat 80-tych, działają sprawnie po dziś dzień 😉

5. gdy popijasz posiłki wodą, żołądek ich nie trawi. Poza tym musisz jeść pokarmy rozdzielnie.

To jedna z ważnych zasad zdrowego odżywiania. Jeśli nie odczekasz godziny między posiłkiem a spożyciem jakichkolwiek napojów, płynów, to w żołądku powstanie breja, misz masz. I posiłek zostanie strawiony tylko częściowo. Więc witaminy, minerały, białka, aminokwasy, cukry – też zostaną wchłonięte przez nasz układ trawienny tylko częściowo.

Poza tym, nie należy łączyć pokarmów zawierających: rośliny, skrobię i mięso. Typowy schaboszczak + surówka + ziemniaki, to nie tylko wielogodzinna katorga dla całego układu trawiennego, ale powolne samobójstwo dla całego organizmu.

Dobra, teraz mamy XXI wiek, jesteśmy ludźmi oświeconymi, mamy internet, w którym coraz więcej lekarzy odważa się przełamywać zmowę milczenia na temat farmacji, medycyny, dietetyki. Ale skąd do diaska tę wiedzę miał czerpać jaskiniowiec żyjący te 100.000 lat temu, starożytny Rzymianin, czy np obywatel średniowiecznej I RP? Czy choćby rodzic, który w czasach PRLu, w najlepsze dawał swoim dzieciom takie a nie inne jadło, wierząc, że jest ono nie tylko smaczne, ale i zdrowe? Zwłaszcza, że sprawą natury jest to, że człowiek po posiłku – natychmiast doświadcza pragnienia, które odruchowo, od setek tysięcy (milionów?) lat, gasi napojami.

6. konieczność tracenia energii na rozmnażanie.

Rozmnażanie czyli replikacja osobników gatunku ludzkiego jest wciąż kultywowane wśród ludzkich plemion jako ważne, rzekłbym nawet – święte. Jednak coś ważnego nam umknęło w tym pędzie ku ślubom, seksie, rozmnażaniu się.. Otóż: jest już nas 7 miliardów na Ziemi. Nie minie wcale wiele czasu, gdy będzie nas nawet nie 70 miliardów, ale 700 miliardów. Czym wyżywimy tych ludzi? Bóg dał dzieci, to Bóg też je wyżywi? Wolne żarty.

Obecnie sprawy seksu i rozmnażania są traktowane jak priorytet. Jednak system (ekonomia, polityka, prawo) jest tak ustawiony, że jak już wejdziesz w kleszcze tego systemu (ślub i jego prawne zobowiązania, rodzicielstwo, kredyt hipoteczny) – to żegnaj hobby, żegnaj rozwoju duchowy, żegnaj czasu wolny.. 😉

Poza tym: rozmnażanie obciąża nie tylko czas wolny i środki rodziców, ale obciąża także ich organizmy, mam tu na myśli organizm matki. Można się kłócić, można dawać tutaj argumenty o pięknie rodzicielstwa, macierzyństwa.. Co nie zmienia faktu, że pod względem fizyki, biologii i chemii, ciąża jest ogromną eksploatacją organizmu kobiety.

7. musimy się odżywiać tak, jak setki tysięcy lat temu, jak jaskiniowcy, ale tak naprawdę nie wiemy jak odżywiali się jaskiniowcy.

Właśnie, jak się odżywiali jaskiniowcy? Czy naprawdę to wiemy? A znacie tzw. „paradoks jaskiniowcy”? Opowiem go Wam 😉

-Jeden jaskiniowiec mówi do drugiego:
-Popatrz. Żadnych zanieczyszczeń, zero Czarnobyla, Fukushimy. Żadnych farmaceutyków, szczepionek. Żadnych dodatków typu „E” do żywności, tylko ekologiczne żarcie. A żaden z nas nie dożywa nawet 40 roku życia.

Jednak mamy realia XXI wieku, jest inna technologia, jest więcej ludzi na Ziemi. Czemu nasze organizmy się do tego nie przyzwyczaiły? Tylko domagają się warunków jak 200.000 lat temu, i przez to nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, bardzo cierpi?

8. odpowiednia ilość światła słonecznego.

Wiadomo, że musimy dostarczać naszym organizmom odpowiednią ilość światła. A co to oznacza? Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jak jest o 16:00 zachód słońca zimą, to o tej 17:00 mamy spać, bo w ciemności zaczyna się wydzielać melatonina. Takie warunki były od zarania dziejów i nasze mózgi takich warunków się domagają.

Sztuczne oświetlenie psuje dosłownie wszystko. Pojawiają się braki serotoniny, ponieważ w dzień melatonina jest przekształcana w serotoninę. Pojawiają się więc: depresje, lęki, choroby emocji i psychiki. Po nastaniu ery światła elektrycznego, kobiety zaczęły miesiączkować nieregularnie i chorować na choroby kobiece. W erze gdy na świece mogli sobie pozwolić tylko bogacze, wszystkie kobiety miesiączkowały w okolicach pełni księżyca.

Dobra, ale jak sobie wyobrazić życie, cywilizację – bez elektryczności? Mamy wracać do jaskiń i maksymalnej długości życia średnio po 30 lat, nie eksplorować kosmosu, nie sięgać gwiazd, nie próbować szukać i nawiązywać kontaktu z obcymi cywilizacjami?

9. Epilogus.

Coraz bardziej uświadamiam sobie, że życie na tej planecie niesie tyle sprzeczności nie do pogodzenia, że jesteśmy tutaj albo za karę, albo aby wykonywać jakieś ważne z boskiego punktu widzenia, zadania..

Autor: Jarek Kefir

.

jarek kefir

Czy wiesz, że tylko jedna na 4000 osób odwiedzających moją stronę wspiera jej istnienie finansowo, poprzez darowiznę? Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

Na konto bankowe:
Dla: Jarosław Adam
Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
Tytułem: Darowizna

Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
IBAN: PL16102047950000910201396282

Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek: