Reklamy

Tag: wegetarianizm

CZY TWOJA WIEDZA CZYNI CIĘ MĄDRYM ALE POZBAWIA CZEGOŚ BARDZO CENNEGO?

Wiedza, także ta duchowa, daje wolność i unieszczęśliwia?

Chęć poznania prawdy i poszukiwanie odpowiedzi na odwieczne pytania, jest jak zdzieranie warstw cebuli. Myślałeś, że jedną warstwę już całkowicie zdarłeś i jesteś już blisko wnętrza, a tam jest następna. To odziera ze złudzeń, także tych pięknych i koniecznych. Koniecznych, bo z nich składa się nasza ludzka esencja.. Czasami myślę: „nie wiem czy było warto” lub myślę: „wolałbym cofnąć czas i pewnych rzeczy nie wiedzieć.” Teraz już nie muszę szukać odpowiedzi i prawy, bo żadna ziemska doktryna (polityczna, religijna czy duchowa) nie da pełnej odpowiedzi.

Marzymy o kosmosach, innych, ponoć lepszych planetach. Marzymy o jakimś przebudzeniu czy oświeceniu, które tak naprawdę nie istnieją, a są kolejną pułapką ego. Marzymy o jakichś super mocach, uwolnieniu od wszelkich problemów, bo chcemy by było nam dobrze jak pączki w maśle. By było fajnie, lekko i przyjemnie dla ego. Ja sam wiele razy wpadałem w ten błąd, teraz czasami też mi się to zdarza.. A więc „odlatujemy w kosmos”, ale czy umiemy żyć tu na Ziemi? Czy szanujemy nasze środowisko naturalne, czy działamy na rzecz pozytywnych zmian społecznych, politycznych i gospodarczych?

Wejście w duchowość to inaczej wejście do wilsonowskiej „Niebezpiecznej Kapliczki”. Szybciej można zwariować, niż uduchowić się. Nawet nie chodzi mi o polskich „internetowych guru duchowych”, którzy na filmikach, publicznie, zakładają folię aluminiową lub inne gówno na głowę, by chronić się przed rzekomymi „atakami reptilian”. Chodzi o to, że to taki „duchowy test inteligencji”, a ta wiedza i kolejne ciemne zakamarki i ślepe uliczki mogą doprowadzić człowieka choćby do depresji. W tym artykule chciałbym przedstawić Ci kilka wniosków i koncepcji, które są bardzo niepopularne w środowiskach rozwoju osobistego czy duchowego. Być może dlatego, że.. Albo lepiej nie. Czy odważysz się z nimi zapoznać? Artykuł który czytasz jest luźną kontynuacją wniosków z poniższych, ciekawych artykułów – zapraszam:

Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Czy życie po śmierci istnieje? A jeśli tak, to jakie?

Każda religia wyobraża sobie jakoś życie pozagrobowe, czyli stara się odpowiedzieć na odwieczne pytanie bez odpowiedzi, które brzmi: czy życie po śmierci istnieje. Monoteizmy mówią o karze za grzechy (piekło) lub nagrodzie za dobre uczynki (raj). Hinduizm, buddyzm i new age mówią o reinkarnacji i karmie. Masoni z organizacji Różokrzyżowców mówią o złowrogich archontach i opuszczeniu ziemskiego matrixa. Każda religia coś tam proponuje, coś chce wyjaśniać. Wiara w „świętą materię” (racjonalizm, ateizm, materializm) też opiera się o wiarę i o brak dowodu (bo z tej drugiej strony nikt nie wrócił). Różni ludzie o różnych doświadczeniach życiowych, różnych zdolnościach i różnym IQ wybierają sobie „wersję prawdy” która im odpowiada. Lub częściej – taką, którą im narzucono (rodzina, szkoła) lub taką która jest powszechna w danym społeczeństwie.

Ale wyobraź sobie taką sytuację.. Umierasz w którymś momencie swojego życia. W następnym życiu rodzisz się w dokładnie tym samym roku, w dokładnie tym samym ciele, w tej samej rodzinie, w tych samych okolicznościach, co w poprzednim życiu. Powtarzasz życie na nowo. No, prawie na nowo. Bo po śmierci Twoje dotychczasowe osiągnięcia i błędy są oceniane. I w następnym życiu trochę się zmienia. Może 1%, może 10% szczegółów jest inne, zależy. Jeśli urodziłeś się dla przykładu w 1985 roku jak ja, to w przyszłym życiu może nie być Twojej ciotki, a w miejscu szkoły, w której w poprzednim życiu czułeś się bardzo źle, może być np kino. Może się zmienić jeszcze więcej, i okazać, że w Polsce w 1981 roku nie było stanu wojennego.

Nie było tego koszmaru, tej zbiorowej traumy. Nie było morderstw politycznych, aresztowań, exodusu miliona ludzi i zapaści gospodarczej kraju. A wręcz przeciwnie – Blok Wschodni, zamiast upadać z hukiem, zaczął stopniowo „ewoluować”, usprawniać swoje gospodarki i respektować prawa człowieka. Swoimi wyborami które dokonasz przez całe nowe-stare życie, możesz je ulepszyć. Choć jest to życie w bardzo podobnej scenerii, gdzie zmienia się niewiele (1% – 10%) to wciąż masz teoretycznie nieskończoną ilość możliwości. Możesz być ignorantem, karierowiczem, lemingiem, przestępcą, skorumpowanym politykiem, zwykłym szarakiem, ale możesz także osiągnąć jeszcze więcej niż w starym życiu. Możesz wejść na drogę duchowego rozwoju, przejść zwycięsko liczne pułapki na tej drodze i możesz w końcu znaleźć to mityczne wyjście z Samsary, niczym w filmie SF „Cube”.

Ale chwila.. A może wcale nie trzeba tego wyjścia szukać? Możesz zmienić to nowe-stare życie o 1% lub mniej, a może być też zmienione i o 50% i więcej. Jeśli wybierzesz drogę wyjątkowo złą, to wtedy też zmieniasz życie, ale np o minus 40%. Od tego, na ile na lepsze zmienisz swoje życie zależy, co będzie dalej. Czy się uwolnisz, lub czy znowu, kolejny już raz, powtórzysz to samo życie, w tej samej epoce i tej samej rodzinie, tylko w jeszcze innym, jeszcze bardziej zmodyfikowanym wariancie. Wtedy ziemski matrix nie jest już teseraktem (hipersześcianem), znanym z filmu The Cube, ale czymś miliardy razy bardziej skomplikowanym. Czymś wprost nie do wyobrażenia. Prawda, że szokująca ta teoria?

Czy UFO (życie pozaziemskie na innych planetach) istnieje?

W XX wieku naukowcy, a wraz z nimi reszta ludzkości, zaczęła sobie zadawać pytanie, czy jesteśmy sami we wszechświecie. Czy istnieje gdzieś indziej inteligentne życie? Czy Ziemia to jedyna rozumna cywilizacja? A jeśli istnieją, to jak się z nimi skontaktować? I najważniejsze: jakie mają wobec nas zamiary?! Masowa histeria na temat UFO zaczęła się krótko po II Wojnie Światowej. Bardzo ciekawym zjawiskiem, z pogranicza jungowskiej psychologii głębi jest to, że histeria nt. UFO rozpoczęła się dokładnie w momencie, gdy wielkie objawienia maryjne się zakończyły. Jeszcze ciekawsze jest to, że obserwacje UFO i objawienia maryjne mają bardzo wiele wizualnych i „sensorycznych” cech wspólnych.

Temat UFO przeniknął do świata nauki. Oficjalnie nauka ośmiesza new age’ową fascynację UFO (reptilianie, galaktyczna federacja światła i inne bzdury), ale naukowcy są wbrew pozorom bardzo otwarci na ewentualność istnienia pozaziemskich cywilizacji. Z kolei zachodni ezoteryczny fast-food, zwany new age, ma wręcz psychotyczną fiksację na punkcie UFO. Jedne rasy z kosmosu (reptilianie, szaraki) mają nas zniewalać, niszczyć, eksperymentować na nas. Inne rasy (Kasjopejanie, Plejadianie) mają nam pomagać. Postało mnóstwo filmów SF czy paradokumentów o UFO, paleoastronautyce (rzekomych starożytnych astronautach) i tym podobnych.

Ale wyobraź sobie coś takiego.. Niezmierzona głębia kosmosu. 92 biliony lat świetlnych kosmosu, które znaliśmy już w 2012 roku. Czy są tam inne, żyjące istoty oprócz tych na Ziemi? Nie, ani jednej. Zimna, niezamieszkała, martwa, olbrzymia otchłań wszechświata. Planety nawet tysiąc razy większe od Ziemi. Pokryte miliardami kilometrów kwadratowych zaśnieżonych skał. Bez nawet jednej roślinki. Lub planety z falami morskimi wielkości pięciu kilometrów. Tudzież planety na której istnieje kilkadziesiąt tysięcy aktywnych wulkanów. Na istnienie obcych cywilizacji do dziś nie ma realnych i niepodważalnych dowodów. Nie wylądowali przed gmachem ONZ i nie przedstawili się całej ludzkości. Wielka, ogromna pustka. jesteśmy tylko my, nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo w jakim celu.

O fenomenie cywilizacji pozaziemskich (UFO) i braku dowodów na ich istnienie, pisałem w poniższych artykułach – zapraszam!
Czy UFO istnieje? A może padliśmy ofiarą zbiorowej psychozy?! (27.12.2018)
Czy UFO to złudzenie umysłu czy coś bardziej szokującego?! (16.12.2017)

Czy karma wraca? Jak wypalić negatywną karmę?

Karma to inaczej bilans dobra i zła, jakie popełniliśmy w życiu. Dobro ma być nagradzane, a zło karane. Interpretacja doktryny karmy, która jest mi bliska, jest inna niż te podawane w hinduizmie, buddyzmie i new age. Karma wg nowszego i przede wszystkim bardziej racjonalnego podejścia, to stan naszych emocji i psychiki. A te często są determinowane przez to, co dostaliśmy w spadku rodzinnym (tzw. „karma rodowa” lub też „klątwa rodowa”).

Wypalenie negatywnej karmy nie polega na wiecznym pokutowaniu i wiecznym cierpieniu za grzechy z poprzednich żyć. Co do których to żyć nie ma nawet pewności, czy były. Bo nikt nie ma takiej pewności, nawet jeśli ogłosi się „guru duchowym” i owinie cały swój durny łeb folią aluminiową. Wypalenie negatywnej karmy nie polega również na czekaniu, bierności czy na tkwieniu w toksycznej relacji. Bo przecież niby „karma się musi wypalić”. Nie, to daje skutek odwrotny do zamierzonego – jeszcze bardziej grzęźniemy w negatywnej karmie.

Negatywna karma domaga się uświadomienia sobie podświadomego wzorca za nią stojącego i jego przepracowania (np na psychoterapii). Wypalanie negatywnej karmy to czyny, a nie czekanie, aż wypali się sama. Aby tej negatywnej karmy było mniej, warto uświadomić sobie swoje silne i słabe strony. Warto pokonać mentalność biedoty („prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty dostanie się do nieba). Warto pokonać mentalność niewolnika („pokorne cielę dwie matki ssie”, „bądź posłuszny, myśl jak wszyscy, nie kwestionuj i nie wychylaj się”). Wypalenie negatywnej karmy to też wybaczenie tym, którzy nas skrzywdzili, lub prośba o wybaczenie i zadośćuczynienie tym, których skrzywdziliśmy. Poczucie winy podświadomie przyciąga karę.

Opisywałem to w poniższym felietonie:
Duchowość i prawo karmy: kiedy ono naprawdę działa i jak się uwolnić?

Czy wegetarianizm jest bardziej duchowy?

Coraz większą popularnością cieszą się diety takie jak wegetarianizm i weganizm. O ile w latach 90-tych nieliczni wegetarianie i „ekstremalnie nieliczni” weganie argumentowali głównie „zdrowotnie”, o tyle dziś dominują inne argumenty. Głównym argumentem wegan jest fatalne traktowanie zwierząt w miejscach hodowli i w rzeźniach. Te miejsca są to istne „obozy koncentracyjne”, w których istoty słabsze od nas bardzo cierpią. Nie twierdzę, że tak nie jest. Tematyka ta mi jest znana, bo lata temu wojowałem z fanatycznymi weganami w internecie, irytując ich i rozpalając do czerwoności.

Ale gdy człowiek przestaje jeść mięso, to wtedy zaczyna się cała kaskada problemów. Nie chodzi wcale o legendarne żelazo i legendarną witaminę B12, bo je można bardzo łatwo uzupełnić. Trzeba znać tylko najlepiej przyswajalne ich formy. Żelazo – ferrytyna, Witamina B12 – hydroxy-kobalamina w dawce 1000 mcg dziennie. Ulega zaburzeniu cykl ornitynowy. Czyli spada poziom moczniku, amoniaku i kwasu moczowego, bo one powstają głównie z mięsa. Są one antyoksydantami, i u ludzi w wyniku tego, że podczas epoki lodowcowej zainteresowali się mięsem, przejęły rolę witaminy C, której nasze organizmy już nie produkują. Bez mięsa jest zaburzone środowisko w śluzówce żołądka, które powinno być bardzo kwaśne, a robi się zasadowe. W wyniku tego zaburzeniu ulega najważniejszy proces – trawienie.

No i sam mistrz przecież o tym pisał:

Cytat: „Kiedy zjadam hamburgera lub inny kawałek nieżywego zwierzęcia, to czuję się jakoś tak mistycznie i podniośle. Prawie że medytacyjnie. Oto bowiem odwieczne koło życia, cud Samsary, ujawniło mi się w pełni swej istoty. Zjadasz lub jesteś zjadany. Przyroda w swej niewysłowionej mądrości raczej nie pozostawia Ci zbytniego wyboru. Pojedynek matki natury stary jak świat, z którego ja wyszedłem zwycięsko, bo zjadając. Ostatecznie wszyscy jesteśmy połączeni, w wielkim kręgu życia.”
~
Paul Mc Osho, „Myśli Niepublikowane”

Ten powyższy cytat to oczywiście żart. Jednak patrząc od strony gnostycznej, od strony praw rządzących światem, to weganizm i wegetarianizm to „diety ofiar”. W przyrodzie jest symboliczny, wręcz archetypowy podział na dwa „obozy”: drapieżniki (mięsożercy) i ofiary (wegetarianie). Drapieżnicy jedzą mięso, są zwinne, piękne, inteligentniejsze od roślinożerców. Żyją same lub w małych watahach (indywidualiści). Ofiary jedzą rośliny, są mało zwinne, grube, brzydkie, mają mniejszą inteligencję niż drapieżnicy. Żyją w wielkich społeczeństwach, ups, przepraszam, w wielkich stadach. W symbolice mięsożerstwo kojarzone jest także z: męskością (feminizm chce, by jej nie było w ogóle), z prawicą (jest zakazana przez lewicową, orwellowską policję myśli), z siłą i z agresją. Czyli z cechami, które pozwalają człowiekowi symbolicznie „przeżyć w dżungli”, jaką jest ten świat.

Wegetarianizm i weganizm i jego (nie)duchowe oblicze opisywałem tutaj:
Czy wegetarianizm jest bardziej duchowy? To nie jest takie proste..

Natura dba o całość życia na Ziemi, zaś o pojedyncze jednostki już mniej

System zarządzający naszą Ziemią. Nazywany jest bardzo różnymi nazwami. Matka Natura, Matrix, System, Bóg, Jahve, Demiurg, Nieświadomość Zbiorowa, Globalna Świadomość i tak dalej. Często jest określany jako niesprawiedliwy a wręcz okrutny. Ma on promować tych „złych”, którzy mają siłę przetrwania i prą do celu po trupach, i marginalizować tych dobrych. Nigdy nie poznamy odpowiedzi na jedną z odwiecznych zagadek ludzkości. Ta zagadka brzmi: dlaczego „pierwiastek zła” przyciąga władzę, pieniądze, kobiety, witalność, zdrowie, dobry wygląd, siłę, ekstrawertyzm i tak dalej. A „pierwiastek dobra” często odwrotnie, będąc pozbawionym siły. Dlaczego „pierwiastek zła” jest silniejszy niż „pierwiastek dobra”? Wg tych, którzy udoskonalili teorię Junga, zło bierze się z „nieświadomości zbiorowej”, zaś dobro to inaczej „świadomość zbiorowa”. Sfery nieświadome wciąż są na świecie większe, niż te świadome, stąd jest więcej zła i ma ono większą siłę. Jednak cały nasz rozwój naukowy, duchowy, społeczny, cywilizacyjny, jednym słowem: cała ewolucja rodzaju ludzkiego, to ciągłe poszerzanie sfery świadomości.

Warto też wyrobić sobie tzw. „perspektywę globalną” na to, co nazywamy systemem, przeciwko któremu się buntujemy, choć tak naprawdę to dzięki niemu żyjemy. Natura dba o całość systemu jak i homeostazy (równowagi) jego poszczególnych składowych. U zwierząt liczy się ewolucja genetyczna. A więc słabe geny (osobniki omega) są gnębione w stadzie, nie są dopuszczane do rozrodu, szybciej umierają. Przekazywane są silne geny (osobniki alfa). Z kolei geny pośrednie (osobniki beta) również nie są dopuszczane do rozrodu. Muszą dbać o dzieci osobników alfa. Ale „bety” nie są tak gnębione, jak „omegi”. Mają też większy szacunek stada i więcej pożywienia.

Ta strategia funkcjonuje zarówno w stadach wilków, a po po erze emancypacji u kobiet (bo u mężczyzn emancypacja się dopiero zaczyna) funkcjonuje także w społecznościach Europy i Ameryki. Samce alfa mają seks i uwielbienie kobiet, zaś gdy kobieta zaczyna się starzeć (wiek 25, 27, 30, czasami 35 lat) to szuka samca beta do stabilnego i nudnego jak flaki z olejem związku. I często do wychowywania dzieci, które wcześniej spłodziła z samcem alfa. Pójdźmy dalej w naszych rozważaniach: u ludzi mechanizm standardowej ewolucji genetycznej się załamał. Po pierwsze mamy być czymś więcej niż zwierzęta, a po drugie u nas mechanizm „alfa-beta-omega” jest często destrukcyjny dla społeczności, rodzin, grup, firm, państw i tak dalej.

W końcu my dysponujemy bronią atomową zdolną zgładzić życie na Ziemi, a jedyna broń jaką posiada samiec alfa w stadzie małp to kamień. Jednak te mechanizmy genetyczne nadal mają zastosowanie u ludzi. Trwa coś w rodzaju „sita genetycznego”. Skażenie przyrody, toksyczne środowisko miejskie, szkodliwe żarcie i farmaceutyki i różne inne czynniki sprawiają że ma miejsce hekatomba chorób cywilizacyjnych. Przetrwają silne geny, wykształci się nowa, postindustrialna grupa krwi – grupa C. Nowe pokolenia będą mogły jeść kilogram aspartamu i dwa kilogramy glutaminianu sodu dziennie i nic im się nie stanie.

Temat „sita genetycznego” poruszałem w poniższym artykule:
Życie w mieście szkodzi! Niszczy ono Twoje zdrowie i psychikę!

Co ciekawe, a co też związane z teorią „sita genetycznego”, to wydaje się, że Natura chce odbudować geny samców alfa. Zostały one utracone w Europie, Ameryce i w Australii w wyniku dwóch wojen światowych i w wyniku fali „kastrującego mentalnie” feminizmu. To stąd kobiety w wieku 16 – 30 lat nagminnie ignorują „samców beta” (czyli większość mężczyzn), wybierając do seksu i związków samców alfa. A „samce beta” zaczynają się wkurzać, organizować w grupach typu MGTOW i The Red Pill, wycofywać z „rynku matrymonialnego”, zajmować sobą i zadowalać incydentalnym seksem. A natura przyklaskuje i mówi: „w to mi graj!” bo samce alfa ruchają i przekazują swoje silne geny dalej.

To stąd tyle samotnych matek z dziećmi spłodzonymi przez silnych genetycznie, ale często psychopatycznych mężczyzn. Te samotne matki szukają potem wrażliwego samca beta, by pracował i wychowywał silne geny. Dla natury to potrójna korzyść. Bo blokuje to rozmnażanie u samca beta, a więc przekazywanie słabszych genów. Umożliwia to przekazanie genów przez silnego faceta (drania, bad boy’a, macho itp) od którego potem taka samotna matka ucieka. No zajmowanie się silnymi genami przez samca beta umożliwia tym silnym genom przeżycie.

To, co opisałem często jest sprzeczne z interesem, z dobrem a nawet z przeżyciem pojedynczych jednostek. Ale są to jednocześnie mechanizmy regulacyjne, konieczne by zachować nie tylko równowagę systemu, ale by zachować w ogóle jakąkolwiek ewolucję, choćby tę bardzo powolną. Ma to odbicie także w odwiecznym konflikcie społeczeństwo kontra jednostka. Jednostka chce dla siebie wolności, radości, rozwijania się. Jednostka chce wziąć śpiwór, namiot, hamak i gitarę, i jechać w Bieszczady na ognisko. Ale tu wchodzi do głosu społeczeństwo i jego system operacyjny. System nie może sobie pozwolić, by istniało zbyt wiele żyjących swobodnie jednostek. System potrzebuje choćby nowych obywateli (dzieci) a ich posiadanie, przynajmniej przez jakiś czas, wyklucza się z bieszczadzkimi wojażami. Interesy jednostki często są sprzeczne z interesami systemu.

Jednostka chce wolnej amerykanki i swobody. Niektóre jednostki czasami chcą poznać ukrywaną wiedzę. System zaś chce karnej i zdyscyplinowanej „armii”, ogłupionej i podatnej na propagandę. Jednak ten system jest potrzebny także nam, wyzwolonym. Może to wydać się okrutne i egoistyczne wobec tych złapanych w jego sidła.. Ale my też potrzebujemy produktów i usług systemu, by rozwijać się, by żyć, i by być.. wolnymi. To taki „paradoks wewnątrz paradoksu.” Trudno bowiem być wyzwolonym i radosnym, będąc w pełni odciętym od systemu i żyjąc w buszu lub innym totalnym odludziu. Wiem, że teraz „eko” jak i „bio” jest na topie.. Ale jednak laptopa to byś chciał mieć, co? No i jak trafiłby Ci się wyrostek, to jednak wolałbyś, by Cię znieczulono i by usunął go chirurg, niż zgodnie z naturą umierać w męczarniach przez kilka dni?

Czy system jest potrzebny, a może jednak nie? Rozważałem tę kwestię w poniższym artykule:
System niszczy Twoją indywidualność i ogłupia społeczeństwo!

Tyran Stalin mawiał, że „śmierć jednostki to tragedia, a śmierć milionów to już tylko statystyka.” Jakże pasuje, prawda? Choć nie do końca. Wniosek ostateczny może być bliski przekonaniu, że Natura, czyli system operacyjny Ziemi, musi się troszczyć w pierwszej kolejności o całość systemu. O nasze przetrwanie, szczęście i radość musimy troszczyć się sami. Dlaczego? Wydaje się być poprawnym wniosek, że Natura nie ma wystarczającej „mocy” czy też „siły obliczeniowej” by troszczyć się o każdego z osobna. Musi narzucić jakiś ogólny „schemat” (prawa natury u zwierząt i ludzi, i system społeczny u ludzi) i strzec jego przestrzegania.

Autor: Jarek Kefir ©

WAŻNA INFORMACJA: Facebook znacznie ogranicza docieranie do Czytelników. Niedługo będą istniały tylko te media, do których płyną pieniądze. Media mainstreamowe mają abonamenty i prenumeraty. Media niezależne takie jak moja strona mogą liczyć tylko na dobrą wolę Czytelników.

Moim celem jest podnoszenie świadomości, także Twojej. Lubię inspirować Czytelników do samodzielnego i twórczego myślenia jak i do wyluzowania. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja wychodzi od zwykłych ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane przez elity.

Dalsza działalność mojej strony i to, ile będzie na niej publikacji, zależy od dobrej woli i wsparcia finansowego Czytelników. Dziękuję za wsparcie, jakie otrzymałem. Dzięki niemu ten artykuł mógł się ukazać. Alternatywne media zostały odcięte od większości Czytelników. Zaś „media głównego ścieku” rozsiewające propagandę i kłamstwa elit, wciąż mają odbiorców i źródła finansowania. Los niezależnych mediów jest niepewny jak nigdy wcześniej i zależy także od Ciebie.

JEŚLI ZALEŻY CI NA DALSZYM ISTNIENIU MOJEJ STRONY, WESPRZYJ JĄ:
–>
 
Wsparcie moich publikacji i demaskacji [KLIKNIJ TUTAJ]”

O POWODACH TEJ DECYZJI PISAŁEM W TYM ARTYKULE:
–>
 „Byt niezależnych mediów w internecie dobiega końca [KLIKNIJ TUTAJ]”

    

Reklamy

CZY WEGETARIANIZM JEST ZDROWY I „DUCHOWY”? NIE JEST TO TAKIE PROSTE..

Czy wegetarianizm jest zdrowy i duchowy? Jak powinien odżywiać się człowiek?

Zmiany na świecie są faktem. Ludzie powoli i z ogromnym trudem stają się mądrzejsi, wrażliwsi na krzywdę innych. Furorę robią obecnie diety wegetariańskie czy wegańskie. Do ludzi dochodzą szokujące fakty o traktowaniu zwierząt w rzeźniach jak i wcześniej podczas przemysłowych hodowli. Do tego dochodzą także kwestie różnych „polepszaczy” masowo dodawanych do mięsa. Są to fakty bezsporne i bezdyskusyjne. Jednak ma tu miejsce kilka przekłamań.

Brutalne traktowanie zwierząt w hodowlach i rzeźniach to efekt logiki kapitalizmu neoliberalnego, czyli systemu ekonomicznego opartego o darwinizm społeczny. Został on wprowadzony przez lewicowo-liberalne elity wywodzące się z pokolenia ’68. W tym systemie człowiek jest tylko pikselem, a zainteresowanie wokół niego ogranicza się do jego rąk (robol na etacie) i do jego ust, przewodu pokarmowego i odbytu (konsumpcja, kupowanie różnych rzeczy i napędzanie PKB). W tym świecie społeczeństwa biednieją coraz bardziej, więc powoli wszelkie przejawy lewactwa stają się dla ludzi coraz bardziej obrzydliwe. Bo jednak mądrzejemy.

Czy wegetarianizm jest duchowy? W new age istnieje trend, podług którego aby być duchowym, oświeconym i wysoko-wibracyjnym, to trzeba by chyba przestać żyć. Codziennie układ odpornościowy człowieka zabija miliony bakterii, wirusów czy zalążków pasożytów. Jest to agresja i przemoc, dzięki którym żyjemy. W życiu realnym też czasami musimy się bronić i schować swoje „uduchowienie” do kieszeni. Na diecie roślinnej nie da się uzupełnić podstawowych składników. Nie chodzi tylko o witaminę B12, bo ona jest związana z trzema innymi substancjami. Z żelazem, którego też brakuje w diecie roślinnej, ale też z kwasem foliowym i witaminą C. Na diecie roślinnej podaż kwasu foliowego jest duża. Witamina B12 i kwas foliowy, pomimo tego, że w organizmie współpracują, to są antagonistami. Jak kwasu foliowego jest dużo, jeśli jest jego duża podaż, to przyspiesza to spadek poziomu witaminy B12, której w diecie wegetariańskiej brak.

Brutalność mięsożercy czyli brutalność natury

Ale sprawa nie ogranicza się tylko do B12, żelaza czy białka z roślin, które jest słabo wchłanialne. Białkową ciekawostką jest fakt, że jeśli jesteś wege, to powinieneś spożywać białko konopne. Dlaczego? Bo, mówiąc w uproszczeniu, jest bardzo „podobne” do białka zwierzęcego i przez to jest wartościowe. Dalej: w wegetarianizmie ulega zaburzeniu cykl ornitynowy. Spada poziom moczniku, amoniaku i kwasu moczowego, bo one powstają głównie z mięsa. Są one antyoksydantami, i u ludzi w wyniku tego, że podczas epoki lodowcowej zainteresowali się mięsem, przejęły rolę witaminy C, której nasze organizmy już nie produkują. Wydaje mi się, że owo mięsne zainteresowanie, gdy podczas zlodowacenia nie było wystarczającej ilości pokarmu, było ewolucyjnym błędem.

Mięso z jednej strony nam trochę szkodzi, nasze zęby nie są typowymi zębami drapieżnika. Nie mamy kłów, pazurów, a surowe mięso nas odruchowo obrzydza. Z drugiej strony, bez mięsa też nie bardzo sobie radzimy. I tak źle, i tak niedobrze. Wracając do naszych argumentów duchowych: otóż świat już jest tak stworzony, że żyjemy często dlatego, że zjadamy bądź zabijamy innych. W życiu płodowym silniejszy płód często wchłania w siebie słabszego bliźniaka. Po narodzinach jest loteria genetyczna – osobniki słabsze często chorują i częściej umierają przed czasem, nie przekazując słabszych genów dalej. Teraz dzięki postępowi medycyny więcej chorych dzieci przeżywa i w życiu dorosłym się rozmnaża, więc genetycznie jesteśmy coraz słabsi i coraz bardziej chorowici. Natura tak to obmyśliła, by rodzina miała po 10 dzieci, i by wieku tych 18 lat dożyło tylko kilku najsilniejszych.

Tak było przez prawie cały eon antropocenu, od 200.000 roku p.n.e, aż do początku XX wieku. Teraz mamy wielkie globalne „sito genetyczne”. Choroby genetyczne i metaboliczne są częste. Częsta jest bezpłodność i poronienia. Mnóstwo ludzi choruje na choroby autoimmunologiczne, na nowotwory. Przeżyją tylko Ci najsilniejsi, którzy uodpornią się na skażone środowisko, na zmienioną chemicznie i technologicznie żywność. Naukowcy mówią, że wkrótce wytworzy się kolejna grupa krwi – grupa „C”. Będzie to grupa krwi człowieka, który przetrwał szok epoki przemysłowej. Tak więc sama natura zawiera w sobie brutalność. Ta brutalność jest w każdym człowieku. Przecież rośliny też chcą żyć, a ich zjadanie także jest pewną formą agresji. Cóż, ja tego świata nie tworzyłem. Nie chcę by zwierzęta cierpiały, nie chciałbym by były dla mnie zabijane. Nie chciałbym też wojen, wydawania miliardów dolarów na armię. Nie chciałbym głupiego systemu prawnego. A jednak nie mamy wyboru, bo świat nie jest idealną utopią wziętą ze snu naiwnego marzyciela, ale jest jaki jest.

Mięso, męskość i wyparta agresja

Patrząc trochę symbolicznie, to niechęć do mięsa jest szerszą niechęcią do pierwiastka agresji, jak i do męskości. Przecież mięso trzeba upolować, i tym tradycyjnie zajmowali się mężczyźni. Z kolei zbieractwem roślin zajmowały się kobiety. Jest to oczywiście tylko symboliczne spojrzenie, związane z polaryzacją archetypów płci. Ale częstym zjawiskiem jest fakt, że wegetarianie mają mniej w sobie tego „pierwiastka siły”, czy też „pierwiastka męskiego”. Lub inaczej.. Częstym przypadkiem jest też zjawisko, że negują i wypierają oni ten „myśliwski” pierwiastek. Bo wrażliwemu, wysoko-wibracyjnemu roślinożercy nie przystoi. Ale ten pierwiastek w nich jednak jest. Więc aby znalazł on bezpieczne ujście, dokonują oni podświadomej projekcji tego agresywnego pierwiastka na innych ludzi. Na wrogów. Wróg to wróg, a przecież wegetarianie walczą w słusznej sprawie. Więc nad takim wrogiem żywieniowym czy dowolnym innym można pastwić się do woli, nic nie ujmując przy tym ze swojego obrazu uduchowionej i wrażliwej istoty.

To tłumaczy znany w całym internecie fenomen agresywnych i fanatycznych wegan. Nie chodzi tutaj tylko o brak kilku składników odżywczych, ale o mechanizm projekcji. Mechanizm wypierania agresji i jej projekcji na „wroga” jest bardzo ciekawym mechanizmem obronnym psychiki, chroniącym ją przed dalszą dezintegracją i rozpadem. Bo agresja, pomimo tego, że zanegowana, wyparta i taka „niska”, musi znaleźć ujście, tak jak lawa z wulkanu. Jak wulkan jest wygasły i przykryty grubą warstwą lądu, a pod nim zbiera się coraz więcej magmy, to i tak jebnie i tak. Opisałem go w poniższym artykule:
Czy opętanie istnieje?! Religia i doktryny duchowe Cię okłamują!

Popatrzcie na Hindusów – są oni wegetarianami i krowy są tam bożkami. Jednak do dziś jest to społeczeństwo skrajnie konserwatywne o mentalności niewolniczej (kastowej). Bardzo często dochodzi tam do gwałtów i pobić kobiet, i nie tylko. Jest to tam traktowane jako „sprawa honoru„, podobnie jak u rzekomo miłującej pokój religii islamu. Ogromne połacie Indii (prowincja, przedmieścia) wciąż tkwią w niewolniczym systemie kastowym i w skrajnej ciemnocie, porównywalnej chyba tylko z europejskim średniowieczem. Nie ma tam też mowy o rozwoju duchowym, bowiem jest tam taka sama ciemnota religijna jak kiedyś u nas. A wiedzę mają tylko kapłani i elita.

Jaka powinna być dieta? Czy tylko wegetarianizm lub weganizm?

Dieta powinna być indywidualna. Często dobre rezultaty daje dieta paleo, czyli mięso plus duża ilość świeżych roślin, z wykluczeniem glutenu, nabiału, cukru itp. Trochę racji jest w jedzeniu zgodnie z grupą krwi. Osoby z grupą krwi zero jednak tego mięsa potrzebują. Częste są obecnie zaburzenia metaboliczne, wykrywane na drodze coraz popularniejszych badań genetycznych. To nowa dziedzina nauki o nazwie epigenetyka. Gdy ma się wyniki tych badań, to wiadomo, jak uśpić źle funkcjonujące geny, lub jak aktywować te, które działają zbyt słabo. Robi się to poprzez dobór farmaceutyków, suplementów, witamin, ziół i odpowiedniej diety. Do tego dochodzą coraz liczniejsze alergie pokarmowe, i je też można przebadać w specjalistycznych ośrodkach.

Częstym błędem dietetyków czy lekarzy jest polecanie jednej jedynej diety każdemu człowiekowi. Każdy jednak jest inny, każdy ma inne uczulenia pokarmowe, o których najczęściej nie wie. Każdy człowiek ma nieco inny tryb życia, inny poziom stresu. Do tego dochodzą wspominane wyżej błędy genetyczne, płeć, wiek, zażywane leki, aktywność fizyczna, choroby. Niektórzy ludzie na wegetarianizmie, weganizmie lub witarianizmie czują się wyśmienicie. Inni zaczynają po wielu latach chorować. Jeszcze inni tuż po przejściu na taką dietę czują się bardzo źle. I to jest normalne. Człowiek nie jest maszyną i nie ma jednoznacznego szablonu. Traumą dla nauki, polityków, ideologów, kapłanów i w końcu dla dietetyków jest to, że nigdy nie da się stworzyć jednego, spójnego szablonu, który obejmowałby całość ludzkości.

Dlaczego WHO zaczyna popierać wegetarianizm?

WHO przez lata promowała dietę opartą na zbożach zawierających gluten, wyrobach mlecznych, roślinach i mięsie. Czyli zalecała jeść wszystko, ze szczególną uwagą na toksyczny gluten. Obecnie WHO promuje dietę wegetariańską, choć wcześniej zdecydowanie ją odradzała. Przez dziesięciolecia lekarze, eksperci i sama WHO bardzo agresywnie atakowali diety wegetariańskie. Od kilku lat następuje tu zmiana, i pojawia się coraz większa ilość rzekomych „badań naukowych” udowadniających, że dieta azjatyckich kast niższych („niedotykalni”, którym w rzekomo duchowych Indiach odmawia się nawet pochówku), jest dobra dla zdrowia. Pojawiają się co rusz nowe artykuły w Gazecie Wyborczej czy innych tego typu mediach o zdrowotnych właściwościach rezygnacji z mięsa.

Lekarze, eksperci i dietetycy pędzący ku wegetarianizmowi są coraz częściej spotykani. Wegetarianizm staje się „naukowy”, „zgodny z kanonami racjonalizmu i sceptycyzmu”. Jeszcze dekada takiej propagandy, i jedzenie mięsa zostanie uznane za pseudonaukę i hołdowanie spiskowej teorii dziejów. Człowiek chcący zjeść soczystego steka, będzie porównywany do fanów teorii płaskiej Ziemi, chodzących w aluminiowej folii na głowie. Ja widzę tutaj pęd ku oszczędności. Hodowla zwierząt jest droga, ilość ludzi rośnie, a zasobów naturalnych nie przybywa. Nie oznacza to jednak, że elity chcą szanować i chronić przyrodą. Chcą po prostu jeszcze bardziej ograniczać koszta hodowli swoich niewolników, czyli nas.

Polecam Ci też nagranie Bashara – „Czy dieta wegańska/wegetariańska czyni nas bardziej „uduchowionymi”? Nie ze wszystkim się zgadzam, wklejam je tylko jako ciekawostkę:

 

Autor: Jarek Kefir

jarek kefir

1. By zwiększyć zasięg moich wpisówmożesz udostępniać je na własnych profilach i w grupach na Facebooku, jak i na forach dyskusyjnych. Możesz też pisać u mnie komentarze. To zajmuje mało czasu i nic nie kosztuje!

2. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

  • Na konto bankowe:

    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna

    Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282

  • Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

UWAGA! FAŁSZYWE ORGANIZACJE PROZWIERZĘCE PORYWAJĄ PSY BY ZARABIAĆ NA NICH!

Dużo mówi się ostatnio o ochronie zwierząt. Wieloletni lobbing organizacji pro-zwierzęcych zrobił swoje, i stajemy się coraz bardziej wyczuleni na krzywdę braci mniejszych. Ochrona słabszych istot, i ludzi i zwierząt, jest naszym obowiązkiem. Jednak jak zwykle w takich przypadkach mają miejsce ogromne wypaczenia i nieprawidłowości. Długo zastanawiałem się czy publikować ten artykuł. Przyzwyczajony jestem do pisania o prawdzie, która bywa rozczarowująca, która może boleć. Jednak chęć podzielenia się tym z Tobą przeważyła.

Powstało wiele organizacji pomagających zwierzętom, organizujących adopcje czy domy tymczasowe. Często są one prowadzone przez pasjonatów, którzy zajmują się tym od lat. Takie organizacje można a nawet trzeba wspierać. I nie mam tu na myśli tylko udostępniania ich apeli, ale także wsparcie finansowe. Jednak odkąd fundacje pro-zwierzęce dostają wsparcie od instytucji państwa od każdego przechowywanego psa, mają miejsce przerażające i bardzo smutne patologie.

Powstało bowiem mnóstwo pseudo-fundacji, które wręcz krwiożerczo żerują na ludzkim współczuciu i przy okazji na zrozpaczonych właścicielach zwierząt, które na przykład się zgubiły lub uciekły spłoszone petardami. Fundacje te są nastawione na czysty zysk, a właściciel zgubionego i odnalezionego przez taką fundację psa przechodzi istny horror. Te fundacje prowadzone są często przez żądnych zysku biznesmenów, a nierzadko przez mafiozów. Poniżej wymienię kilka sztuczek i tricków prawnych jakie stosują te pseudo-fundacje. Czytaj dalej „UWAGA! FAŁSZYWE ORGANIZACJE PROZWIERZĘCE PORYWAJĄ PSY BY ZARABIAĆ NA NICH!”

SPIRULINA TO PRZEREKLAMOWANE ŚWIŃSTWO! TRACISZ ZDROWIE I PIENIĄDZE NA WŁASNE ŻYCZENIE!

Spirulina to morska alga, które jest reklamowana jako „zielone mięso” czy też „superfood”. Spirulina ceniona jest za dużą wartość białka i innych substancji odżywczych. Szczególnie chętnie stosowana jest przez wegetarian i wegan, często bywa dodawana do „smoothies”, czyli tzw zielonych drinków.

Wokół spiruliny narosło wiele mitów i przekłamań. W tym artykule chciałbym przedstawić Ci kilka z nich. Przejdźmy od razu do rzeczy. Bardzo mądre jest powiedzenie ludowej, że „nie wszystko złoto co się świeci”. Na swojej stronie pisałem wiele także o tym, że nie wszystko co „duchowe” jest dobre. Że wiele doktryn wpędza ludzi w stare jak świat wzorce. Takie jak poczucie winy i mentalność niewolnika. No i nie wszystko, co nazywane jest „zdrowym”, rzeczywiście jest zdrowe. A nawet jeśli dana rzecz jednemu pomaga, to drugiemu może zaszkodzić, a trzeciego wręcz zabić.

Czystość i szkodliwość spiruliny

Spirulina jest bardzo często produkowana w krajach Azji, tj. w Chinach, Indiach, Indonezji czy Wietnamie. A przecież są to kraje o największym na Ziemi skażeniu biosfery. Normy odnośnie zanieczyszczeń praktycznie tam nie istnieją. Nie ma kontroli i zapobiegania zanieczyszczeniom wód, gruntów i atmosfery. Legendarny i bardzo medialny stał się smog zasnuwający azjatyckie miasta, z którego powodu umiera setki tysięcy ludzi rocznie, a miliony ciężko choruje. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Z drugiej strony, praktycznie nie istnieją tam instytucje kontrolujące zanieczyszczenie żywności. Jest to szczególnie dramatyczne dla mieszkańców tych krajów, którzy są zmuszeni do jedzenia toksycznej żywności. Nasze europejskie dylematy o tym, że w żarciu jest jakiś glutaminian sodu czy nie, bledną przy tym, co wyprawia się w krajach azjatyckich. Z tego właśnie powodu chińskie czy indyjskie elity sprowadzają żywność dla siebie z zagranicy.

Tymczasem, co jest dość ponurą ironią, z tych krajów sprowadza się do nas dużo żywności, w tym tej „zielonej żywności„. Np spirulinę czy jagody goi. Morza, rzeki i jeziora w Azji są skrajnie zanieczysczone nie tylko metalami ciężkimi, które często znajdują się w spirulinie. Ale także wszelkimi odpadami poprzemysłowymi, i wieloma zanieczyszczeniami organicznymi. Przecież to w Azji południowo-wschodniej jest najwięcej ognisk ptasiej grypy czy innych apokaliptycznych chorób. Z kolei na Pacyfiku, na wschód od Chin, pływa olbrzymia „góra śmieci” zajmująca obszar wielkości Australii. To wszystko jest w spirulinie i w innej żywności stamtąd sprowadzanej.

Spirulina a skażenie radioaktywne po Fukushimie

Po 2011 roku mamy do czynienia z jeszcze jednym niekorzystnym czynnikiem występującym na tamtych obszarach. Katastrofa nuklearna w Fukushimie była najpotężniejszą tego typu awarią w dziejach. Emisje radioaktywne wielokrotnie przekraczały Czarnobyl, i ilościowo, i jakościowo. Ilościowo – bo emisja była i nadal jest nieporównanie większa. Jakościowo – bo w Fukushimie radioaktywna zupa to kilkaset radionuklidów, zaś w Czarnobylu znacznie mniej. Ponadto w Fukushimie występuje zanieczyszczenie ciężkimi izotopami plutonu, które jest tu największym problemem.

Pomimo medialnej ciszy, nie przerwano emisji zanieczyszczeń. Rdzenie reaktorów w Fukushimie są stopione. Płynna, gorąca radioaktywna masa przetopiła betonowe podłoże reaktorów i reaguje z podłożem i wodami gruntowymi. Radiacja koło elektrowni jest tak duża, że ludzie mogą tam przebywać tylko w kombinezonach i tylko czasowo. Natomiast we wnętrzu reaktorów potężne skażenie zabiłoby człowieka po kilku minutach, nawet jeśli wszedłby w skafandrze. Promieniowanie to „uśmierca” także wysyłane tam roboty. Nie mamy technologii zdolnej naprawić reaktory i zatamować dalsze wycieki.

Reaktory ze stopionymi rdzeniami trzeba cały czas chłodzić. Wokół elektrowni w Fukushimie znajduje się ogromna ilość zbiorników ze skrajnie radioaktywną wodą. Jest ich tak dużo, że TEPCO, operator elektrowni, rozważa zrzucenie do morza milionów litrów tej wody, by zrobić miejsce. Warto mieć to na uwadze, rozważając zakup spiruliny. Wodorosty morskie mają dużą skłonność do akumulowania nie tylko metali ciężkich i innych zanieczyszczeń morskich, ale także skażenia radioaktywnego. I nie ma znaczenia, czy spirulina jest azjatycka, czy hawajska. Bowiem prądy oceaniczne zanoszą skażenie radioaktywne aż do Hawajów i dalej do wybrzeża Ameryki Północnej. A spirulina hawajska różni się od chińskiej po prostu tym, że jest kilka razy droższa.

Spirulina i witamina B12. Gigantyczne kłamstwo

W sprzedaży są cztery formy witaminy B12. Forma apteczna, czyli cyjano-kobalamina, jest stosunkowo słabo przyswajana przez organizm. Spożyta w formie tabletek przyswaja się w mniej niż jednym procencie. Wielu ludzi jej nie toleruje ani nie przyswaja w ogóle. Korzystniejsze formy witaminy B12 to adenozyno-kobalamina i metylo-kobalamina. Metylo-kobalamina przyswaja się z przewodu pokarmowego w około 5%. Najkorzystniejsza forma witaminy B12 to hydroksy-kobalamina, która jest tolerowana nawet przez osoby z licznymi defektami metabolicznymi.

Spirulina zrobiła furorę jako żywność roślinna, która zawiera dużą ilość witaminy B12. Z tego też powodu rzucili się na nią wegetarianie i weganie, gdyż oni są szczególnie narażeni na niedobory witaminy B12. Jednak przekonanie, że spirulina dostarczy naszemu organizmowi dużych ilości tej witaminy, jest całkowicie błędne. Prawdopodobnie jest odpowiedzialny za to „mitologiczny” marketing, jaki ma od samego początku ta roślina.

Otóż spirulina zawiera kompletnie nieprzyswajalne dla organizmu analogi witaminy B12. Są one gorszej jakości niż ta poczciwa, apteczna cyjano-kobalamina. To jednak nie jest cała prawda. Pół biedy, jeśli te nieprzyswajalne analogi byłyby po prostu wydalane z organizmu. Jednak po pierwsze blokują ona wchłanianie innych, pozytywnych form witaminy B12 z układu pokarmowego, a po drugie, obniżają ilość dostępnej frakcji witaminy B12 we krwi. Spirulina jest szczególnie niekorzystna dla osób z defektami metabolicznymi dotyczącymi przemian witaminy B12. A takich ludzi wcale nie jest mało.

Spirulina i jej szkodliwość – podsumowanie

Jak już pisałem, nie wszystko złoto, co się świeci, i nie wszystko co zdrowe, rzeczywiście nam posłuży. Spirulina stała się hitem głównie dzięki spektakularnej kampanii marketingowej. Rosnąca populacja wegetarian i wegan potrzebowała produktu, który zapewniłby odpowiednia podaż białka i witaminy B12, i taki produkt otrzymała, choć jak się okazuje, nie do końca. Warto samodzielnie analizować różne za i przeciw. Warto po prostu wiedzieć, że każdy sprzedawca (np lekarz czy producent spiruliny) zachwala swój produkt i ukrywa jego wady.

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir ©

jarek kefir

1. By zwiększyć zasięg moich wpisówmożesz udostępniać je na własnych profilach i w grupach na Facebooku, jak i na forach dyskusyjnych. Możesz też pisać u mnie komentarze. To zajmuje mało czasu i nic nie kosztuje!

2. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

  • Na konto bankowe:

    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna

    Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282

  • Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

 

Dlaczego nie możesz schudnąć? Ukrywana tajemnica diet i zdrowego żywienia

skuteczne-odchudzanieTematyka diet, odchudzania, zdrowego odżywiania, unikania toksyn i „eko” stylu życia bije wszelkie możliwe rekordy popularności. Wszyscy wiemy że różnych modeli żywienia jest dużo i ciągle przybywają nowe. Jedni zalecają odstawienie glutenu i laktozy. Inni mówią, że to jednak mięso jest najszkodliwsze a nie zboża, i promują wegetarianizm. Jeszcze inni kładą nacisk na to, że wegetarianizm też jest błędny, bo mleko, jaja i sery też są szkodliwe. Więc weganizm, i to najlepiej jego radykalna forma – witarianizm (raw). Ale nagle, ni z gruchy ni z pietruchy wyskakują zwolennicy diet super-mięsnych, czyli paleo czy diety Kwaśniewskiego. I mówią że podstawą diety powinny być niemal wyłącznie białka i tłuszcze.

Nosz kurwa jego mać, zgłupieć można, prawda? Bo dochodzi do tego szereg innych diet i dietek. W tym na pewno znasz mnóstwo ludzi, którzy na typowej polskiej diecie (nomen omen, chyba najgorszej diecie cywilizowanego świata..) czują się milion razy lepiej niż mnóstwo osób chuchających i dmuchających na swoje zdrowie. Od wielu lat uderza mnie jeden, powtarzający się schemat. Jest sobie taki typowy samiec, cham, ekstrawertyk, wyszczekany na maxa. Żre dokładnie to, co szkodzi – mięcho, gluten, mleko, żywność wysoce przetworzoną, cukier. Ani żadne aspartamy ani glutaminiany sodu i z 10.000 innych trucizn spożywczych mu nie straszne.

Mało tego! Żołądek traktuje jak zlew wlewając w niego hektolitry alkoholi, nochalem kurzy góry koksu wielkości Mount Everest, o trawie, kawie, papierochach czy innych tego typu nawet nie wspominając. I nic a nic mu się nie dzieje. Ba! Ma milion razy więcej energii, śmiałości, ekstrawertyzmu i kreatywności, niż wielu zlęknionych ludzi, którzy robią dosłownie wszystko, co zalecają wszelcy guru fitness, eko, dietetyki, new age. Nosz kurde, to jest niesprawiedliwe! Ja się tak nie bawię! Chciałoby się rzecz. Jest to jednak dylemat znacznie szerszy, któremu poświęcę tutaj zaledwie dwa skromne akapity, choć opisywałem go już w wielu artykułach.

Wierzysz w prawo karmy albo w chrześcijańskiego boga ojca? Że dobro jest nagradzane, a zło karane? A co gdy powiem Ci, że to wcale tak nie działa? Otóż, dlaczego złoczyńcom, psychopatom, kapitalistom, bankierom, łajdakom i ogólnie tym „złym„, towarzyszy nieprzerwane pasmo sukcesów i najczęściej zupełna bezkarność? I wcale nie chodzi mi tutaj o bezkarność w sensie prawnym. Bo na ludzi dobrych i empatycznych praktycznie non stop spadają jakieś nieszczęścia, traumy, przykre zdarzenia, przypadki, wypadki, dziwne i złe „zbiegi okoliczności„, które wręcz trudno uznać tylko za zbiegi okoliczności? Zupełnie tak, jakby świat nagradzał tych złych, i uwziął się na tych dobrych.

Przeanalizuj swoje życie, i z ręką na sercu – bez oszukiwania samego siebie, przyznaj, że obserwowałeś ten schemat tysiące razy, jeśli nie więcej. Działa tu inna, enigmatyczna siła – prawa rządzące światem, naturą. Są one olewcze i beznamiętne. Nie rozróżniają one dobra i zła, są ślepe i głuche na nasze człowiecze dylematy i na delikatność naszych relacji. Siła rządząca światem, nazywana przez naukę „naturą„, przez religie „bogiem„, a przeze mnie słowem „Rdzeń„, realizuje swój program. Z naszego ludzkiego punktu widzenia można powiedzieć, że Rdzeń jest pozbawiony świadomości, że jest zły. Ale ten program ma pewien sens, jeśli założy się, że jest to program szkoleniowy dla krnąbrnych i słabo rozwiniętych dusz. O tym jak wykorzystać dla siebie prawa rządzące światem – programy Rdzenia, pisali tacy autorzy jak Vadim Zeland i Dymitr Wereszczagin. I wcale nie trzeba stawać się złym człowiekiem.

Uff! 😀 Ale do rzeczy, proszę państwa. Nie o tym jest ten felieton. W poprzednim felietonie o tym, dlaczego diety odchudzające nie działają, pisałem o roli i sile podświadomości. No nie bójmy się tego faktu powiedzieć wprost – diety, cholera, nie działają, nie odchudzają. Jakaś złośliwa siła sprawia, że efekty są marne. Że nawet gdy za dnia zjemy musli i wegańskie smoothie, to wieczorem w przypływie szału wpierdolimy to, co zostało w lodówce. Czyli pół kilo frytek, dwa filety rybne, osiem pączków, dwie kanapki z serem i szynką.. I do tego butelka szkockiej whiskey, by zdusić ból istnienia spowodowany złamaniem diety. Kolejny przykład – po miesiącach katorgi chudniemy te kilka kilo, i w ciągu kolejnych miesięcy wracamy do poprzedniej wagi, najczęściej z nawiązką.

Pytanie: dlaczego diety odchudzające nie działają, jest takim samym na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnym dylematem ludzkości, jak pytanie, czemu jest tyle zła na świecie. A tymczasem odpowiedź na oba te pytania jest, i jest prostsza niż myślisz. Poniżej moja próba odpowiedzi na każde z tych dwóch pytań:
Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?

Kluczem jest tutaj siła zwana podświadomością. Gdy przechodzisz na dietę z przymusu, gdy odmawiasz sobie ukochanych przyjemności, gdy zmuszasz się do jedzenia obrzydliwych „zdrowych” rzeczy, to uruchamiasz bardzo destrukcyjny program w podświadomości. Nosi on nazwę: „przetrwanie i oszczędzanie energii i kalorii za wszelką cenę„. Nie ma tych smacznych rzeczy, nie ma przyjemności z jedzenia, są za to jakieś wegańskie smoothies… Które, no nie oszukujmy się – smakują jak smakują. Podświadomość zaczyna myśleć, że właśnie zaczął się niedobór żywności, a więc głód – dlatego musisz jeść obrzydlistwa.

A ewolucyjnie głód i niedobór pożywienia jest największą możliwą traumą jaką zna ludzka podświadomość. Przez długie eony czasu non stop brakowało pożywienia, a głód zbierał miliony milionów ofiar. Podświadomość więc, po przejściu na niedobro-obrzydliwą dietę, myśli, że zaczął się głód. Bo przecież ukochanych, smacznych potraw już nie ma. Więc włącza program oszczędzania energii. Na takiej diecie nie tylko nie schudniesz, ale możesz wręcz przytyć. Jest to bowiem robienie czegoś… wbrew sobie. Tak naprawdę Ty NIE CHCESZ przechodzić na tę dietę, nie chcesz katować się ograniczeniami i potrawami, które wywołują odruch wymiotny. Robienie czegokolwiek wbrew sobie prowadzi zawsze do tego samego. Daje skutek odwrotny od zamierzonego i przynosi życiową katastrofę.

Jest to uniwersalne prawo – właśnie jedno z praw rządzących światem. Dotyczy ono absolutnie każdej człowieczej działalności. Jeśli cokolwiek robisz wybitnie wbrew sobie, to przyniesie Ci to tylko zgubę. Jeśli poruszasz się w środowisku snobów i zmuszasz się do słuchania z nimi muzyki metalowej, bo każda inna to przecież „gunwo” – to odchorujesz to, prędzej czy później. Jeśli partner zmusza Cię do posiadania dzieci – to zniszczysz co najmniej trzy życia: swoje, partnera i powołanych do życia dzieci. Studiowanie kierunku którego nie znosisz, a który „wypada” lub jest prestiżowy – może doprowadzić Cię do skrajnego wyczerpania i totalnej depresji.

Co można więc zrobić? Nie przechodź na żadną dietę, ale.. zmień styl życia, na trwałe. Nie miej za celu odchudzania, ale miej na celu.. zdrowie. W nowym stylu życia poszukaj takich posiłków, przekąsek, pokarmów itp, które są autentycznie smaczne. Choć nie muszą one być aż tak zdrowe i eko. I od czasu do czasu pozwól sobie na tę cholerną czekoladę, czy inną mało zdrową przyjemność. Korona Ci z głowy nie spadnie, jeśli dwa razy w tygodniu zjesz kilka kostek czekolady. Styl życia w 100% eko i w 100% zdrowy praktycznie nikomu jeszcze się nie udał. Żyjemy na Ziemi, tej Ziemi, a nie w jakiejś pierdolonej new age’owej utopii.

Zwrócę tutaj uwagę także na inny szczegół. Kiedyś wysnułem śmiałą, i nie do końca prawdziwą teorię o tym, jaka jest najzdrowsza i najskuteczniejsza dieta świata. Ta dieta to.. wysokie zarobki, lub chociaż normalne zarobki, które w Polsce ma może 20% społeczeństwa. Wtedy Cię po prostu stać na dietę. Wybierasz sobie dietę bezglutenową, bezmleczną, może paleo, może dietę Kwaśniewskiego, może też weganizm czy inny -sranizm.. I tak naprawdę to nie dieta Cię leczy, ale.. podświadomość, pozbawiona lęku przetrwania.

Lęk przetrwania jest związany z lękiem śmierci, i jest najpotężniejszym lękiem jaki zna Ziemia. Jest też najpotężniejszym ziemskim czynnikiem ograniczającym, niszczącym i.. kontrolującym społeczeństwa i narody. To z lęku przetrwania bierze się praktycznie całe zło zadawane jednej istocie przez druga. Bo skoro zasobów jest za mało i nie starczy dla wszystkich, to zaraz pojawia się pokusa, by wyrządzać zło innym istotom w celu gromadzenia tych zasobów.

Oczywiście, nie zwalnia to nas z dbania o zdrowie. Bo jest też druga strona medalu – miliarder Steve Jobs, pozbawiony lęku przetrwania, który zmarł na raka. Trzeba osiągnąć pewną równowagę. Zwracam uwagę, jak ważna jest rola nie tylko tego, co wrzucamy do żołądka, ale także tego, co wrzucamy do swojej psychiki. Jakie informacje, książki, filmy, muzykę przyswajamy. Z jakimi ludźmi przebywamy. Jakie myśli i energie wzmacniamy. Nie żresz glutenu, aspartamu, mięsa, alkoholu i innych świństw, i to jest dobre, pochwalam i popieram. Ale czy równie skrupulatnie zwracasz uwagę czym „karmisz” swoja psychikę i umysł?

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..

Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..

skuteczne odchudzanieZ dietami jest dokładnie tak, jak z ideologiami i religiami. Jest dziesiątki, lub nawet setki rozmaitych diet. Tak samo mnóstwo lub nawet więcej jest ideologii i religii. No i każda ideologia i religia uważa siebie samą za jedynie prawdziwą, a wszystkie pozostałe – za fałszywe.

Z dietami jest tak samo. Mają swoich bogów (twórców – np dietę Kwaśniewskiego wymyślił niejaki Kwaśniewski). Mają swoich pomniejszych apostołów i ideologów. Np trenerów fitness, blogerów, czy dyskutantów gorąco namawiających do ich stosowania. No i mają miliony wyznawców, czyli stosujących diety ludzi.

Jednym dana dieta bardzo pomaga, innym trochę mniej. Innym nie pomaga w ogóle. Innym zaś nie pomaga i na niej tyją (i jest ich większość niezależnie od diety, SIC!). Jeszcze inni nie tylko tyją na diecie, ale doprowadzają swoje zdrowie do ruiny i lądują w szpitalach. A to przecież jedna i ta sama dieta. I nie jest ważne czy to dieta Kwaśniewskiego (mięsna), czy to wegetarianizm, weganizm, paleo, bezgluten, niskowęglowodanowa..

Zawsze jest ten sam schemat. Ta sama dieta, i skrajnie różne reakcje. Najczęściej diety jednak nie działają. Na świecie są miliony milionów ludzi, którzy próbowali już dosłownie wszystkich diet. Od tych super mięsnych, po jakieś bezglutenowe, paleo, aż po te skrajnie roślinne. I nic, zupełnie nic to nie dało. Wniosek jest jeden: działa tu jeszcze jeden czynnik. Czynnik pomijany w niemal wszystkich dyskusjach na tematy dietetyczne.

I jest to zrozumiałe – bo podejście które zaraz zaprezentuję, wywraca do góry nogami i totalnie rozpierdala te odwieczne żywieniowe boje, toczone dziennie miliony razy. Czy to w realu, czy w przepastnych czeluściach internetu. Gdzie wszelkich diet-coachów, trenerów, apostołów różnych diet jest całe zatrzęsienie. Otóż czynnik pomijany w dyskusjach, to podświadomość i jej siła.

Pierwszy błąd popełniany przez odchudzających się jest taki, że przechodzą na dietę na siłę. Oni tak naprawdę nie chcą tej diety, nienawidzą jej. Na głębszym poziomie są zasmuceni i zrezygnowani, że muszą odmawiać sobie przyjemności jedzenia. Że te całe zdrowe żarcie takie niesmaczne, obrzydliwe, bezpłciowe, mdłe. Marzą o soczystym steku, pachnącej pizzy czy wiadrze pysznych lodów. Dla podświadomości oznacza to prawdziwą katastrofę.

Podświadomość nie rozumie niuansów, zawiłości i paranoi umysłu logicznego. Dla niej prawdziwą traumą i katastrofą jest to, że nie dość, że nie ma tego dobrego żarcia, co wcześniej, to nowe jedzenie jest po prostu niedobre. Podświadomość, przez wielu utożsamiana z duszą, jak małe, obrażone dziecko, marnieje i zamyka się w sobie. I co najważniejsze – zaczyna wtedy działać na niekorzyść, sabotować dietę ze wszystkich sił. Ona myśli, że ratuje organizm przed czymś bardzo złym, przed zagrożeniem, bo nie rozumie argumentów umysłu logicznego, że trzeba się odchudzać.

Skoro nie ma już tych pysznych i smakowitych potraw, to podświadomość zaczyna to kojarzyć z czymś, co przez eony historii było największym możliwym zagrożeniem – z głodem, niedoborem pożywienia. Przez całą trudną, barbarzyńską historię niedobory pokarmu czy wręcz głód były największym zagrożeniem. Spadek poziomu glukozy we krwi jest jednym z największych znanych człowiekowi stresorów. Gdy nie jesz już długi czas i poziom glukozy spada poniżej krytycznego poziomu, to organizm mobilizuje ostatnie dostępne siły.

Do krwi zostają wpompowane ogromne ilości hormonów stresu – adrenaliny i kortyzolu. Ma to uzasadnienie ewolucyjne – organizm mobilizuje te siły, by zmusić człowieka do poszukiwania jedzenia za wszelką cenę. I teraz: gdy podświadomość zaczyn kojarzyć przykrą i traumatyczną dietę odchudzającą z pamięcią ewolucyjną głodu, wtedy niemal pewny jest sabotaż tej diety.

Podświadomość przełącza organizm w oszczędzanie zasobów za wszelką cenę. Metabolizm spada na łeb na szyję. Jesz coraz mniej, ale nie tylko nie chudniesz, ale wręcz tyjesz. Niezliczone miliony ludzi od wielu dekad zna ten schemat. I przy tym czujesz się coraz gorzej, bo jednak pewnych składników zaczyna brakować.

Jakie jest więc wyjście? Wymienię je w punktach:

-nie przechodź na dietę na jakiś czas, by potem znowu wrócić do niezdrowego wpierdalania wszystkiego co popadnie. Zmień kompleksowo styl życia, i nie chodzi tu tylko o dietę. Zmień ten styl życia już na trwałe. Będzie to wymagało samozaparcia, ale w końcu nowe wartości wtopią się w rdzeń podświadomości i staną się częścią Ciebie;

-przejdź na dietę nie z konieczności, bo z konieczności to nawet sranie ledwie wychodzi. Każda konieczność i każdy przymus rodzi bunt podświadomości i jest dla niej katorgą. Przejdź na dietę z radością. I najważniejsze: zamiast grać w „konieczność” w „wyrzeczenia„, nastrój się na wyzwanie, na zdrowy styl życia, na obserwowanie jak każdego tygodnia będzie lepiej i lepiej. Dobra dieta nie tylko odchudza, ale i poprawia zdrowie, witalność, dodaje energii i mocy;

-wprowadź konia trojańskiego do systemu. Nie pozbawiaj się smakołyków. Jeśli przechodzisz na jakąś dietę, to bardzo dobrze się z nią zaznajom. Poznaj co może Ci szczególnie smakować, i to jedz. Nawet jeśli miałbyś od czasu do czasu złamać reżim diety.. To zrób to. Tylko zjedz mało tego czegoś „zakazanego„. Ogólne zalecenia są te same od zawsze: zupełne zero słodyczy, zredukować węglowodany, bo to od nich się tyje, nie od tłuszczy. Więcej jeść białka wysokiej jakości – np fasola, jaja, białko konopne. Jeśli lubisz owoce – wybieraj te z niewielką ilością fruktozy. Warto byłoby też odstawić zboża. Zawierają nie tylko masę węglowodanów, ale i toksyczny gluten.

-nie nienawidź swojej wagi i figury. Jest to kolejny kardynalny błąd. Jeśli nienawidzisz siebie, to generujesz złą energię. A wiadome jest to, że to, co wysyłasz w świat, wraca do Ciebie z nawiązką. Jeśli narzekasz, szarpiesz się, szamoczesz, walczysz – to okazji do narzekań i walki będzie coraz więcej i więcej. Dotyczy to nie tylko odchudzania, ale całego życiowego doświadczenia. Pomimo wszystko staraj się polubić swoją figurę i siebie. Pamiętaj że każda zła cecha może zostać przetransformowana w pozytyw.

Te same zalecenia dotyczą także ogólnej kondycji zdrowotnej. Otóż nie graj w grę pod nazwą „choroba„. Graj w grę o nazwie „leczenie„, „zdobywanie wiedzy„, „wyzwanie„, „zdrowy styl życia„. Odnoś się do choroby z dużym dystansem, humorem, może nawet szyderą. Nie stękaj i nie kwękaj, nie szukaj towarzystwa do narzekania na objawy i choroby.

Nie, nie chcę odbierać Wam nadziei i mówić że w zasadzie większość „zdrowych” diet Ci pomoże, jeśli tylko odpalisz potęgę tkwiącą w podświadomości – czyli siłę zamiaru, opisywaną przez Vadima Zelanda w książkach Transerfing Rzeczywistości. Po prostu nie chcę ryzykować tak daleko idącego stwierdzenia.. Ale przyznam uczciwie, że pewne ziarno prawdy w nim jest. Owszem, zdobądź ogromną ilość wiedzy, pójdź do kumatego dietetyka, ale o podświadomość też zadbaj – bo to ona odpowiada za uruchomienie potencjału odchudzania. NIE DIETA sama w sobie.

Nie chcę też ryzykować stwierdzenia, że wielcy dietetycy pomijają najważniejszy składnik. Sama dieta jest paliwem, budulcem, spoiwem Twojego lepszego i zdrowszego życia. Ale owo paliwo potrzebuje zapłonu, potrzebuje iskry w postaci uruchomienia potencjału podświadomości. Ilu znasz ludzi, którzy mogą wpierdalać dosłownie wszystko, a nie tyją w ogóle? Ich niesie przez życie wiatr potężnej siły zamiaru. Ilu znasz ludzi, którzy chleją, jarają zioło, biorą tony koksu, piją cole z aspartamem i z tysiąc innych trucizn, a są pełni energii, witalności i pomysłów?

Tacy ludzie intuicyjnie, nieświadomie wykorzystują prawa wszechświata. Opisuję je na swojej stronie od kilku dobrych miesięcy. I tacy ludzie odnoszą sukces w wielu dziedzinach życia, nie tylko jeśli chodzi o sylwetkę, witalność, energię czy zdrowie.

odchudzanieskuteczne odchudzanie

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej „Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..”

Era „śmieciowego świata” mija

Era „śmieciowego świata” mija

ambitna muzykaWychowani na śmieciowej muzyce (czyli subkulturowej – pop, dance, rap, hip hop, metal, reggae) nie doceniamy prawdziwej muzyki. Wiele czasu spędziłem na słuchaniu muzyki, która nie współgra ze mną. Chciałem ją jakoś zrozumieć, przyjrzeć się jej, może nawet zmienić swoje nastawienie. No niestety. Nie będę robił tego, co nie jest dla mnie. to samo dotyczy także jedzenia / nie jedzenia mięsa.

Wiadome jest to, że wiek nastoletni, wiek buntu, seksu ale i agresji, domaga się mocnej, ekspresyjnej muzyki. Tatuaże, motocykle, hektolitry alkoholu, tony kokainy, a raczej taniej amfetaminy – czyli odpowiednika.. No i oczywiście subkultury które opanowały swoimi potężnymi kleszczami muzykę, tak jak rzekomi illuminaci mieli opanować Ziemię. Tym nasiąkamy, to chłoniemy, a dlaczego? Z prostej przyczyny – nikt nie pokazał nam alternatywy.

Pisałem o tym co nieco w artykułach poniżej:
Uważaj czego słuchasz. Toksyczna muzyka jest bronią biologiczną elit, niszczącą podświadomość i mózg
Muzyka która leczy a muzyka która niszczy

Wychowani na śmieciowym żarciu (fast foody i cukier, ale też swojskie polskie obiadki) nie doceniamy zdrowego jedzenia, bo po co? Przecież wegetarianizm czy dieta bezglutenowa to oszołomstwo. No jak można nie lubić pizzy? No jak można nie lubić golonki i schabowego? No jak można nie lubić tej góry cukru zwanej czekoladą? Zasada jest jedna i niezmienna od pokoleń. Jeśli wychowasz dziecko na zdrowej żywności – warzywa i inne – będzie ono je jadło. Ale wystarczy że choć kilka razy dopuścisz dziecko do fast-foodów, słodyczy, mięsa – będzie je jadło cały czas.

I będzie się ich krzykiem, płaczem, szantażem dopominało. Taka to już jest ta planeta Ziemia, że pierwszeństwo ma na niej zło. Jest ono premiowane i nagradzane. Aby wypracować jakąś wyższą wartość (choćby zdrową dietę i zdrowe nawyki, ale nie tylko) trzeba miesięcy, a nieraz lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń. A w drugą stronę? Wystarczy zaledwie kilka miesięcy a czasem zaledwie kilka tygodni, by na śmieciowej diecie roztyć się, rozchorować, doprowadzić do niedoborów. Ta zasada nie dotyczy tylko diety, ale całej gamy wartości wyższych i pracy nad sobą.

Ta zasada jest zasadą uniwersalną. Dlaczego to robimy? Z prostej przyczyny – nikt nie pokazał nam alternatywy. A gdy mamy te 25, 30 lat, gdy czasu rodzicielskiego terroru zwanego wychowaniem mamy za sobą, jest już często za późno. Śmiejemy się wtedy z wegetarian, wegan (też się śmiałem do stycznia tego roku), z bezglutenowców.. Bo są inni i odważyli się zakwestionować system.

Wychowani na śmieciowych rozrywkach (alkoholizm i narkomania na skalę planetarną i inne destrukcyjne) nie doceniamy prawdziwego życia. Wbrew pozorom, alkohol, narkotyki, hazard, kompulsywny seks, adrenalina – są rozrywkami BEZPIECZNYMI i akceptowalnymi. Są sposobami na spędzenie wolnego czasu, wręcz filozofiami życia, które nie wymagają jednego – nie wymagają negacji systemu. Gdy pijesz, palisz, ćpasz, bzykasz co popadnie, jeździsz jak szalony – jesteś wręcz „swoim chłopem„. Kolejnym „swojskim chłopakiem„, zaludniającym bary i inne tego typu wbrew pozorom bardzo smutne miejsca.

Medytacja i duchowość, kultura i sztuka wysokich lotów, twórczość, pasja prawdy i wiedzy – SĄ JUŻ NIEBEZPIECZNE. Wymagają zanegowania systemu i odwagi. Inna jest reakcja, gdy kobieta przynosi do pracy do czytania w przerwie tomik wierszy czy książkę klasyka literackiego. Inna jest reakcja, gdy jej koleżanka przynosi „50 twarzy Greya„. Te pierwsza kobieta bywa wręcz wyśmiewana. Ta druga jest traktowana jako normalna, jako swoja. Bo czytając 50 twarzy Greya nie zagrozisz systemowi.

A większość szarych Kowalskich ma w podświadomości silną strukturą którą ja nazywam „strukturą obrony systemu„. Zostało to świetnie pokazane w filmie Matrix, w metaforycznej formie. Biuściasta blondynka zalotnie się uśmiechająca, w mgnieniu oka może się zmienić w bezwzględnego „kontrolera matrixa„, Smitcha, który celuje z uzbrojonej spluwy prosto w Twoją głowę. Ale jak mawiał Osho, prawdziwe życie przydarza się tylko tym, którzy niebezpieczeństwa się nie boją.

Ważne jest to, że świat choć powoli i z wielkim bólem, zmienia się. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i robić swoje. I należy pamiętać, że natura naszej planety odlicza czas w tysiącleciach. My, żyjący tu maleńką chwilę, odliczamy czas w sekundach lub wręcz ułamkach sekund.

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej „Era „śmieciowego świata” mija”