Reklamy

Tag: uczucia

JAKI POWINIEN BYĆ PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA? ZASKOCZĘ CIĘ, ALE.. SAMA ZOBACZ!

Jaki powinien być prawdziwy mężczyzna? Czy prawdziwi mężczyźni istnieją?

Prawdziwy mężczyzna jest…” lub: „Bo prawdziwy facet powinien”. Od tych dwóch zwrotów zaczyna się miliony kawałów, dowcipów, anegdot, memów, pogadanek, „uczonych” artykułów psychologicznych a nawet koszmarnych snów. Cały świat debatuje nad tym, jaki powinien być prawdziwy mężczyzna, i co ten prawdziwy mężczyzna powinien robić, a co nie. Wszyscy od tego mężczyzny czegoś chcą. Zewsząd jest on zasypywany oczekiwaniami i żądaniami. Do tych starych dochodzą coraz to nowe. Mało tego! Z jednej strony wymaga się, by prawdziwy mężczyzna był testosteronowym aż do granic wytrzymałości macho, wręcz brutalem, a z drugiej wmawia się mu o wrażliwości, empatii i szacunku do kobiet. No i ten chłopina zaczyna już głupieć. Bo nie dość, że wymaga się od niego coraz więcej i więcej, to te wymagania robią się coraz bardziej sprzeczne i coraz bardziej niemożliwe do pogodzenia. Natomiast inni mężczyźni zaczynają się przeciwko temu wkurzać i buntować. Mówią otwarcie i wprost, że są przeciwko feminizmowi, przeciwko SJW (tzw. socjal justice warriors) i politycznej poprawności.

Chciałbym także zaprosić Cię do poznania grup i organizacji mężczyzn, którzy uważają, że są obecnie uciskani przez feminizm, szczególnie jego trzecią falę. Są to ruchy i grupy świadomych mężczyzn zgrupowane wokół MGTOW (Men Going Their Own Way – czyli Mężczyźni idący własną drogą). Popularny jest także ruch The Red Pill (TRP), czyli demaskowanie prawdy o feminizmie i kobiecych strategiach walki z mężczyznami. Autorzy tych stron mówią o nadchodzącym „przebudzeniu mężczyzn”, o tym, że zrzucą oni kajdany. O tym, że będą się sprzeciwiać ciągle rosnącym wymaganiom. Także będą przeciwko temu, że od kobiet nie oczekuje się już tego, co związane było z patriarchatem, ale od mężczyzn oczekuje się tego z całą surowością. Bo facet to ma być facet, a nie jakiś cipeusz!

Czy feminizm się skończył? Mit „prawdziwego mężczyzny” zjada swój własny ogon

MGTOW i TRP to męskie doktryny bardzo potrzebne, bo na Zachodzie feministki w oficjalnej debacie publicznej już podnoszą głos o konieczności eksterminacji (ludobójstwa, genocydu) mężczyzn.

Cytat: „Jako że życie w obecnym społeczeństwie jest w najlepszym wypadku straszliwym nudziarstwem i w najmniejszym stopniu nie służy kobietom, wszystkim uświadomionym, odpowiedzialnym i wynudzonym osobom płci żeńskiej pozostaje dziś tylko jedno: obalić rząd, wyeliminować obieg pieniądza, wprowadzić powszechną automatyzację produkcji i fizycznie zlikwidować wszystkich mężczyzn.”
Autor: Valerie Solanas, przedstawicielka trzeciej fali feminizmu, założycielka „Society for Cutting Up Men” (pol. „Stowarzyszenie dla ludobójstwa mężczyzn”)

O ile trzecia fala feminizmu zamierza całkowicie „mentalnie wykastrować” mężczyzn, o tyle przyszła czwarta fala feminizmu może nas wprost zapędzić do obozów koncentracyjnych. Lub do odizolowanych od wszelkiej cywilizacji olbrzymich mega-miast, niczym czarnobylska „Zona”, bez elektryczności, wody, żywności, opieki medycznej, paliwa, internetu itp itd. Jednak MGTOW i TRP jest jak narkotyk. Wyczerpuje i wyniszcza emocjonalnie, doprowadzając na skraj nerwicy a potem psychozy, jeśli w odpowiednim momencie się tego nie przerwie.

MGTOW a psychologia mężczyzn

Mężczyźnie przerażonemu tymi teoriami niezwykle trudno znaleźć satysfakcjonującą relację. Tutaj psychologiczno-ezoteryczne „prawo przyciągania” będzie wręcz działało na jego niekorzyść. Sam znam faceta, który miał dużą szansę na całkiem udaną relację. Ale był tak wystraszony tymi teoriami, że ta znajomość zjebała psychiki im obu, co skończyło się rozstaniem z hukiem. Tak samo jest z poszukiwaniem sensu życia, poszukiwaniem prawdy, poszukiwaniem odpowiedzi na egzystencjalne pytanie, z poszukiwaniem, która doktryna najbardziej jest bliska rzeczywistości.. Od tego można po prostu zwariować i w pewnym momencie trzeba powiedzieć: „dość”. Połowa lub więcej mężczyzn interesujących się MGTOW i TRP powinna w try miga iść na dobrą psychoterapię, a wielu z nich wręcz po środki na depresję do psychiatry. Nie, absolutnie nie jest to obrażanie, ale stwierdzam tu fakt, że my, mężczyźni, jesteśmy bardziej podatni na te choroby.

O tym „uderzeniu o filozoficzną ścianę” pisałem w poniższych artykułach. Dotyczy to także MGTOW i TRP. Kiedyś tam, gdy dojdziesz już do siebie, gdy wybaczysz i zaleczysz rany, przyciągniesz do siebie kobietę, która będzie chciała Cię takiego, jakim jesteś, i która będzie byś po prostu dzielił z nią cud codziennego życia. A poniżej zapowiadane wcześniej artykuły:
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi!
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych

Z patriarchatem źle, ale bez patriarchatu jeszcze gorzej, czyli jak to z naszymi feministkami jest 😉

Patriarchat, patriarchat.. Wiele mówi się teraz o krzywdach zadawanych kobietom przez patriarchat. Kobiety teraz mówią: „odbijemy sobie z nawiązką! Za nasze matki, babki, prababki! Samiec Twój wróg!”. W kręgach związanych z ezoteryzmem mówi się o „gniewie Lilith”, zaś terapeuci pracujący metodą Hellingera mówią o „gniewie na to, co męskie” jak i o „mentalnym kastrowaniu męskości”. Uch, robi się groźnie, strasznie. Powstrzymanie feminizmu i ogólnie lewicowego liberalizmu wydaje się teraz dziejową koniecznością. Bo jak nie, to za 10, 20 czy 40 lat, rzeczywiście wyfruniemy do góry, kominami obozowych krematoriów.

Zauważam, że teraz role się odwróciły i mężczyźni poznali cały ból patriarchatu wobec kobiet. Jest jedno ALE. Otóż cierpią nie ci, co powinni, czyli zimne dranie, psychopaci, bad boy’e. Tylko Ci, co nie powinni – czyli mężczyźni cywilizowani, wrażliwi, szanujący kobiety, a nie dostający w zamian za to nic, bo kobiety dalej kochają bad bay’ów. Mężczyźni odczuli więc ból patriarchatu na sobie. Kłopot w tym że nie Ci, co powinni. Tzw. „gniew lilith” dotknął niewinnych, za to zbyt słabych, by przed rozszalałą z nienawiści, i przy okazji dziecinną kobietą się obronić. Obawiam się, że teraz nastąpi wychylenie wahadła historii zbyt mocno w prawą, męską stronę.

Na profilu „Seksualność Kobiet” (link tu) pojawił się taki oto wpis, wraz z obrazkiem zniewolonych łańcuchami mężczyzn. Bardzo symboliczny ten obrazek, prawda? Wyzwolone kobiety właśnie to nam szykują? Na obrazku sami przystojniacy skuci w łańcuchy. A cała reszta przeciętnych mężczyzn już w obozach, czy jeszcze nie? 😉

Większość mężczyzn jest beznadziejna, czy większość kobiet ma drastycznie zawyżone oczekiwania?

Tam w komentarzach jedna z pań zwróciła uwagę na to, że 80% mężczyzn na portalach randkowych nie nadaje się do niczego. Jest to zgodne z teoriami MGTOW / TRP, w myśl których kobiety prawdziwie pożądają tylko 20% najsilniejszych mężczyzn, tzw „samców alfa” (czyli bad boy’ów, zimnych drani, mięśniaków, modeli, artystów itp), a odrzuca pozostałe 80%. Owszem, kobieta może związać się z którymś z tych 80%, ale nie będzie takiego mężczyzny prawdziwie, aż do szaleństwa pożądać. Seks nie będzie ekstazą rozkoszy, której kobieta pragnie 20 razy dziennie, tylko ledwie zauważalną dla niej rutyną, odprawianą raz na tydzień lub rzadziej. Te 80% mężczyzn, zwanych także „samcami beta” ma służyć kobietom w wieku powyżej 27, 30, 35 lat, do zarabiania na nie i na ich dzieci. Przed 30 rokiem życia, gdy kobieta ma najlepsze lata i jest najbardziej atrakcyjna, to wybiera głównie „samców alfa” do „korzystania z życia”. A potem dochodzi do niej, że jej uroda słabnie z każdym rokiem, więc szuka jelenia wśród „samców beta”, którym da seks w pozycji na kłodę raz w tygodniu, by się „ustatkować”.

Jeszcze odnośnie tekstu z Seksualność Kobiet. Rozbuchana kobieca seksualność już jest. Kobiety mają to prawo, tylko jak z niego korzystają? Tak do 27, do 30 roku życia wybierają głównie panów w typie „samca alfa” którzy ryją im psychikę. Zwykły, wrażliwy mężczyzna, których oficjalnie chciałyby, jest jednak dla nich niewidzialny, jeśli nie ma urody i muskulatury Luisa Fonci z Despacito. A potem przychodzi wiek tych 27 czy 30 lat, rodzina i społeczeństwo wymaga „ustatkowania się”. A mięśniacy i zimne dranie których te kobiety dotychczas ubóstwiały, gardząc przy okazji większością mężczyzn, nie za bardzo nadają się do tej roli. One to wiedzą, i wybierają sobie jakąś poczciwinę. Ale mężczyźni mądrzeją. Idzie nasze przebudzenie. Zwrot ku męskości widać w każdej sferze życia. Kobietom będzie coraz trudniej znaleźć naiwnego do friendzone czy do związku (a de facto do kredytu hipotecznego) po ukończeniu tych magicznych 30 lat. Nas przy Was nie będzie. Zadowoli nas seks raz na kilka tygodni, miesięcy, np z przyjaciółką lub zupełnie bez zobowiązań. Dobra książka, ciekawy film, kolejne studia, jakaś wizyta koleżanki czy przyjaciółki, niekoniecznie od razu z seksem. Bez fochów, oczekiwań z księżyca i czepiania się o wszystko. A Wy będziecie mieli swoje 20% samców alfa.

Feministki kochają „prawdziwych mężczyzn”, czyli tak naprawdę.. patriarchalnych macho? 😉

Jest coś niewiarygodnie okrutnego, wręcz bestialskiego w kobietach, wobec mężczyzn o przeciętnej urodzie, którzy nie mają kwadratowej szczęki latynoskiego macho i nie mają muskulatury. Mężczyźni tacy tak jakby nie mieli prawa do seksualności, do potrzeb seksualnych i manifestowania ich. Od razu są wyzywani od „płytkich”, „myślących tylko o jednym”, „zwierząt” i tak dalej. Ale mało tego. Co sądzisz o takich słowach: „Ona znajdzie sobie lepszego, nie myśl że ona z takim kimś jak Ty będzie, a Ty żałuj że mnie okłamałeś i szybko pocieszyłeś się następną dupą po mnie„. Te słowa autentycznie usłyszałem od radykalnej feministki-lewaczki, nienawidzącej mężczyzn. Ale takie słowa słyszą tylko Ci słabsi mężczyźni beta.

Lewicowe feministki, pomimo że mówią dokładnie na odwrót, to tak naprawdę uwielbiają postawę brutalnego macho. Nie chodzi tylko o „naszych” rodzimych bad boy’ów z dyskotek, obleganych przez studentki, które w przerwach między wykładami nawet nie spojrzą na większość przeciętnych kolegów z roku. Ale także o wręcz psychiatrycznym, a na pewno „freudowskim” romansie feminizmu z islamem. Wg MGTOW i TRP tzw „samcy beta” mają nie być postrzegani przez większość kobiet jako ludzie. Samcy beta nie mają praw do marzeń, samorealizacji, filozofii, przemyśleń, uczuć. A już na pewno nie mają prawa do seksu! Ich jedynym przeznaczeniem jest tzw „tampon emocjonalny” w relacji typu friendzone, gdzie samiec beta musi wysłuchiwać ale nie ma seksu, a samiec alfa krzywdzi, gardzi, ale ma seks. Drugie przeznaczenie bety to oczywiście bycie zapchajdziurą gdy dziecko u boku, a alfa-żywiciel rodziny uciekł dalej skakać z kwiatka na kwiatek.

O podświadomym masochizmie i fredyzmach w uwielbieniu feministek wobec patriarchalnego islamu pisałem w poniższych artykułach:
Feministka wyszła nago na ulicę by udowodnić seksizm białych rodaków, a dopadli ją imigranci!
Czemu feministki kochają islam a nienawidzą białych mężczyzn?!

Jaki powinien być „prawdziwy mężczyzna”?

Ruch MGTOW popiera postulat, że mężczyzna nie urodził się po to, by zaspokajać życzenia i żądania społeczeństwa i kobiet, tylko swoje własne. Żądania społeczne i kobiece wobec mężczyzn są zawsze wygórowane i zawsze przynoszą mężczyźnie straty, przy wymiernie niewielkich zyskach lub ich braku. Aby to wyegzekwować, stworzono stereotyp „prawdziwego mężczyzny”. Jednak z nim są same problemy, problemy i jeszcze raz problemy. Po pierwsze, aby być „prawdziwą kobietą”, nie trzeba nic robić. Wystarczy się urodzić. Zaś aby być „prawdziwym mężczyzną”, trzeba wykonać tytaniczną pracę ponad ludzkie siły, a jak się okazuje, to i tak za mało. Stanowczo za mało, bo prawdziwy mężczyzna ma mieć:

1. Cechy agresywno-patriarchalne, związane ze światem zwierzęcym z którego się wywodzimy: dominacja, siła (psychiczna i fizyczna), pewność siebie, rozrywkowość, ekstrawertyzm, wygadanie, branie inicjatywy, męskie rysy twarzy, kwadratową szczękę, muskulaturę (mięśnie), zaradność, wysokie zarobki, lider, obycie w towarzystwie;
2. Cechy opiekuńczo-empatyczne, związane ze światem ludzkim, do którego ledwie co zaczęliśmy się zbliżać: tolerancja, wrażliwość, empatia, opiekuńczość, dyskrecja, bycie dobrym powiernikiem i rozmówcą, nie ocenianie i nie osądzanie, łagodność i tak dalej.

Jak to się ma procentowo do realiów świata? Nie jestem GUSem, który nomen omen też ma swoje sztuczki i kruczki, np by ukryć prawdziwy, a katastrofalny wymiar inflacji, bezrobocia czy niskich pensji. Ale o ile zdecydowana większość kobiet jest kobieca (ładna, bardzo ładna lub zjawiskowo ładna), o tyle większość mężczyzn NIE jest męska, ale w najlepszym wypadku jest przeciętna. Mężczyzn z charakterystyczną, „latynoską” urodą i muskulaturą, jest kilka procent wśród męskiej populacji. Biznesów czy dobrze płatnych stanowisk w korporacjach, urzędach lub „platformiano-nowoczesnych” partiach też często nawet oni nie mają. Więc mężczyzn mających męski wygląd i męskie, wysokie zarobki, jest naprawdę znikomy procent. I to budzi ogromną frustrację kobiet. O to cały ten feministyczny „ból dupy”. O to cały „gniew Lilith” i dlatego jest „kastrowanie tego co męskie” (wg Hellingera).

Czy prawdziwy mężczyzna istnieje? Nie, nie istnieje!

Jeszcze śmieszniej robi się, gdy porówna się to, ilu jest mężczyzn mających cały komplet cech numer 1 (patriarchalnych – męski wygląd, męskie zarobki, męska śmiałość) jak i cały komplet cech numer 2 (empatycznych). Jak myślicie, ilu takich jest? Praktycznie nie występują oni w naturze w ogóle. Dlaczego? Bo te cechy są wzajemnie sprzeczne, wykluczają się. Męski wygląd i męska siła to często także agresja, porywczość, impulsywność. Inaczej taki stereotypowy „buzujący testosteron”. Ta testosteronowa siła jest uwielbiana i podnieca panie aż do granic, ale na dłuższą metę (do związku, wychowywania dzieci) jest nie do zniesienia. Z kolei biznesmeni, prezesi, CEO, wysocy szczeblem urzędnicy itp, bardzo często są psychopatami bądź socjopatami, co ułatwia im sukces.

Prawdziwy mężczyzna” nie istnieje w świecie realnym, bo zawiera tyle sprzecznych i niemożliwych do pogodzenia cech, że jego istnienie wyklucza sama biologia. Najczęściej wygląda to tak, że ten, kto ma taką pierwotną, męską, patriarchalną siłę, ten budzi pożądanie i dostaje seks. Ale taki mężczyzna nie wykształca w sobie cech tolerancyjnych, opiekuńczych i empatycznych, bo nie musi. Bo ma seks prawie że za darmo, więc po co ma dodatkowo się trudzić, i po siłowni wykształcać cechy opiekuńcze? „Prawdziwy mężczyzna” istnieje za to jako „pałka słowna” na niepokornych, i jako straszak innego rodzaju. Np takiego rodzaju, by mężczyzna bez szemrania spełniał żądania i społeczeństwa, i kobiet. Ten prawdziwy mężczyzna ma być w obecnych czasach użytecznym społecznie zombie, żywym trupem bez swojego życia. Samce beta zarabiają, nierzadko na dwa ciężkie etaty, wychowują dzieci, opiekują się nimi. Inne samce beta służą za tampony emocjonalne „friendzone”. Z kolei samce alfa, choć na pierwszy rzut oka są aspołecznymi draniami, to także są pożyteczni społecznie. A mianowicie, dostarczają dobre jakościowo geny, które wychowują potem samce beta.

Cel i strategie ruchu MGTOW w obliczu „tyranii prawdziwego mężczyzny”

Więc tutaj wchodzi na scenę ruch MGTOW – mężczyzn idących własną drogą. Co oni proponują? Jawną wojnę z feminizmem? Nie bardzo, bo wiedzą, że tutaj szanse są nikłe, trzeba więc zadziałać podstępem. Czyli wprowadzić do systemu konia trojańskiego, który ominie jego potężne mechanizmy zabezpieczające i zainfekuje bezpośrednio jego rdzeń, doprowadzając go do upadku. Feminizm musi odejść, i to czym prędzej, nie oszukujmy się. MGTOW wie, szczególnie na terroryzowanym przez poprawność polityczną Zachodzie, że korporacje i miliarderzy sponsorują lewicowo-liberalne partie polityczne, które w ich imieniu czuwają, by ludzie godzili się na ekonomiczne niewolnictwo (neoliberalizm) i by byli pozbawionymi tożsamości i jaj niewolnikami. Ale nie tylko – korporacje i miliarderzy sponsorują organizacje takie jak antifa, sponsorują też cały feminizm jak i nielegalną, islamsko-afrykańską imigrację.

Więc działania MGTOW nie skupiają się na otwartym wyważaniu potężnych feministycznych drzwi, pilnowanych przez najsilniejszych samców alfa – czyli przez państwo z ich monopolem na przemoc i przez korporacje. MGTOW idzie, o ironio, dokładnie tym samym torem co feminizm. Skoro kobiety mogły wyzwolić się od oczekiwań i żądań ze strony społeczeństwa i kultury, to mężczyźni też to zaczynają robić. Mężczyzna więc nie będzie się żenił i zakładał rodziny, bo to same obowiązki, duże ryzyko (rozwód, utrata majątku, alimenty) i żadnych zysków (tycie i odmawianie seksu po ślubie). O ile dla feministek dobrze jest promować niezależne, 25-letnie singielki zaliczające w klubach samców alfa, o tyle źle się zaczyna dziać w przypadku kobiet 30-letnich, często będących samotnymi matkami po porzuceniu przez takiego alfę.

Nie ma już takiej ilości naiwnych, by je i ich dzieci utrzymywać, bo mężczyźni sobie zmądrzeli, zajęli się sobą i mają wywalone. Co za wstrętne, szowinistyczne świnie, prawda? 😉 Część mężczyzn z nurtu MGTOW odrzuca także nieformalne związki, zadowalając się incydentalnym seksem, lub relacjami typu „przyjaźń plus seks”. Wobec MGTOW feminizm jest zupełnie bezradny. Oczywiście na razie. Bo są podejmowane próby wymyślenia „pałki słownej” na MGTOW, np takiej, że seksistowskie, lub że MGTOW jest przeciwko równym szansom wobec kobiet. Cóż, 80% mężczyzn w wieku 16 – 30 lat też chciałoby mieć równe szanse na tym matrymonialnym polu. A takich szans nie ma, bo ich rówieśnice wtedy „szaleją” i „korzystają z życia”, wybierając macho, którzy ranią ich i ryją im psychikę na resztę życia. Jeśli feminizm będzie próbował coś działać przeciwko MGTOW, to w zasadzie nie ma rozwiązania, które nie byłoby jawnie totalitarne, i które nie przekroczyłoby nawet tysiąckrotnie koszmaru Orwella. Jeśli feminizm i lewica podejmą sankcje prawne wobec MGTOW, to z marszu budzimy się w państwie totalitarnym, a kwestia obozów i komór gazowych dla mężczyzn jest tylko kwestią czasu.

Prawdziwy mężczyzna i friendzone

Mężczyzna nie mający klaty i wyglądu latynoskiego macho też jest człowiekiem, ma uczucia, aspiracje, marzenia. I ma prawo nie zgadzać się na „przyjaźnie” w stylu: „jeden słucha, drugi rucha.” Ja to widzę tak.. 😉 Skoro wg feministek mężczyzna nie ma prawa nic oczekiwać od kobiety, a ona może sypiać z kim chce (z tym się zgadzam, to prawo każdego człowieka do seksu z kim chce), to kobieta nie ma prawa oczekiwać ode mnie tajników wiedzy i wtajemniczenia, nie ma prawa oczekiwać ode mnie darmowych usług informatycznych, copywritingu itp. I przede wszystkim, moja głowa to nie jest kibel do którego można wysrywać swoje problemy, nie dając nic w zamian, a wręcz oddając swoje ciało, czyli rozkosz, jakimś umięśnionym macho. Mój umysł i moja wiedza to bezcenny skarb, i nie będę go oddawał kobiecie za darmo. Każda relacja międzyludzka opiera się na wzajemnej wymianie. Każda.

Wysokie wibracje i czysta, bezwarunkowa miłość? Wyrzuć ten new-age’owy szajs do kosza, póki jeszcze nie uczynił Cię do reszty oderwanym od świata realnego nieszczęśnikiem. Tak jak pisałem wcześniej, teraz role się odwróciły i to kobiety wymagają i oczekują, aż pod niebo. A tak się nie da. Korzystasz z moich dóbr, to dajesz coś od siebie. To uniwersalne prawo świata. Wiele kobiet ma teraz problem z tym, że potrafią tylko brać. Nie chodzi o to, że nie przyjaźnię się z kobietami bez podtekstów seksualnych, bo mam takie „siostrzane” przyjaźnie i niezwykle je cenię. „Siostrzane” przyjaźnie z wyjątkowymi kobietami mogą być cenniejsze, niż nawet najlepszy seks. A przynajmniej ja tak uważam.

Jednak przepędziłem ze swojego życia już cztery „księżniczki”, które od macho brały seks, a ode mnie chciały brać wiedzę, otwartość, wysłuchanie, dyskrecję, dobre serduszko itp itd. Po prostu nie dopuszczam do siebie wampirów. Niech taka kobieta rozmawia sobie o kosmosach i innych cudach niewidach z tym, któremu daje rozkosz cielesną. Acha, nie da się, bo choć taki przystojny kochanek podnieca i ma mięśnie, to jest prostakiem z jednocyfrowym IQ? A to już nie mój problem, droga pani, ale Twój.

Z kolei o zjawisku friendzone pisałem poniżej:
-„Jak wyjść z friendzone?! Ten sekret relacji damsko-męskich nie jest powszechnie znany!”

Kobiety niedojrzałe i niedojrzali „prawdziwi mężczyźni, czyli cywilizacjo ludzka, pora w końcu wyjść z jaskiń i zejść z drzew 😉

Nasza emocjonalność jest nadal w epoce neolitu. Mentalnie wciąż siedzimy na tych drzewach i rzucamy kamieniami w sąsiednią małpiatkę, która zajęła naszą gałąź. Kłopot jest w tym, że nie rzucamy już kamieniami, ale mamy broń nuklearną i inne narzędzia mogące doprowadzić do zagłady życie na Ziemi. No i nie siedzimy już na drzewach. Nawet tych drzewek, gołąbków, ptaszków, kotków nie lubimy, za to zasraliśmy całą planetę czy to blaszanymi pudełkami zwanymi „męskimi samochodami„, jak i również plastikowymi opakowaniami. Co też może spowodować zagładę biosfery. Na odwrócenie niektórych zmian (np klimatycznych, skażeń środowiska) jest już za późno i będą z nami przez dziesiątki tysięcy lat, a niektóre nawet przez miliony lat. ja podzielam stanowisko hybrydowe w kwestii wojny płci. To wojna w której każda strona przegrywa. Zarówno nienawidzące mężczyzn feministki, jak i nienawidzący kobiet „samczy guru” są siebie warci. Demaskują się, blokują, zwalczają, a tak naprawdę operują na jednym i tym samym.

Niedojrzałość i bycie mentalnym dzieckiem w dorosłym ciele przejawia się podobnie u dwóch płci, z tym że z różnym natężeniem u kobiet, z różnym u mężczyzn. Ja staram się pokazywać Wam światełko w tunelu. Piszę od zawsze, że feminizm, choć był potrzebny, to wypełnił już swoje ewolucyjne zadanie i powinien zaniknąć, póki jeszcze nie doszło do ludobójstwa mężczyzn. Jednak kładę nacisk też na to, by nie popadać w biegun nienawiści. Jest psychologicznie i naukowo udowodnione, że z poczucia niespełnienia, pokrzywdzenia i rozpaczy biorą się najpierw depresje i nerwice, potem choroby autoimmunologiczne, a nawet nowotwory.

Kobiecie niedojrzałej, która jest dzieckiem zamkniętym w dorosłym ciele, zawsze będzie coś nie tak. A to woda za zimna, a to za ciepła. A to pociąg nie taki, bo zamiast jazdy 10 godzin i 10 minut, jedzie przez 10 godzin i 20 minut. A to papier toaletowy jest w słoniki, a nie w kwiatki, misiu, no misiu no, ty draniu jeden! I wtedy taki przeciętny facet rzeczywiście może mieć tego wszystkiego dość. I może rzeczywiście sobie myśleć, że „po co mi to wszystko”. Skoro to samo może mieć z dobrą i rozumiejącą przyjaciółką („seks przyjaciele” i tym podobne relacje), w klubie, z tindera lub z prostytutka. I to bez tych całych fochów, szamotaniny, pretensji, robienia afer o byle gówno. No, drodzy panowie i drogie panie, wchodzimy na wyższy level. Jednak wypadałoby zejść z drzew. 😉

No więc czy ten „prawdziwy mężczyzna” istnieje?

A co do prawdziwego mężczyzny: istnieje czy nie? Tu Cię bardzo, ale to bardzo zaskoczę. Prawdziwy mężczyzna istnieje, i tym prawdziwym mężczyzną jestem.. ja sam. 😀 Co może powiedzieć Wam ten prawdziwy mężczyzna, czyli ja? Odpierdolcie się ode mnie. To ja decyduję, co oznacza być prawdziwym mężczyzną a co nie, oczywiście DLA MNIE, w moim jednostkowym zakresie. Ani społeczeństwo, ani kobiety, ani nawet inni mężczyźni nie mają najmniejszego prawa mówić mi, jakim to „prawdziwym mężczyzną” powinienem być lub nie być. I jeszcze jedno: jeśli czytasz ten artykuł i jesteś mężczyzną, to Ty także jesteś prawdziwym mężczyzną. Tak samo prawdziwym jak ja, i tak samo prawdziwym, jak 100% mężczyzn na Ziemi. Nikt nie ma prawa ani mi, ani Tobie dyktować definicji „męskości jedynie słusznej”.

Nie mam muskulatury, mięśni, bo w dzisiejszych warunkach nie jest ona potrzebna. Poza tym mam wąziutką klatkę piersiową. Nie każdy może być Schwarzeneggerem. Nie jestem szpetny, daleko mi do wizerunku „typowego informatyka z memów”, ale mam bardzo delikatne, niemal chłopięce rysy twarzy. W maju 2018, mając te 32 lata, wyglądam na 18 lat. Ale jestem człowiekiem, jestem mężczyzną, ba! Jestem prawdziwym, najprawdziwszym mężczyzną. Mam marzenia, pragnienia, aspiracje, zachwyty, uczucia. Mam też wady, lęki, traumy. Mam też popęd seksualny, mam prawo do bliskości, czułości, miłości, seksu czułego, ale też czasami do ostrego rżnięcia.

Może nasze pokolenie mężczyzn (27 – 40 lat) jest już zbyt poranione przez wymagające gwiazdki z nieba niedojrzałe księżniczki, by dużo zmienić na świecie. Ale Wy, młodsi, nie macie w podświadomości programów przekazywanych przez rodziców, które od biedy pasują do lat ’60-tych XX wieku. Macie nowsze. Możecie zmienić świat. Szanować siebie i zawiązywać relacje z tymi kobietami, które będą szanować i siebie, i Was. Pamiętajcie, że tylko my, mężczyźni, mamy prawo ustalać, co dla każdego z nas osobna jest terminem „prawdziwy mężczyzna”. Jeśli robi to kto inny, czyli społeczeństwo, kobiety, inni mężczyźni – to robią to, by wywołać w Tobie poczucie winy i mieć władzę nad Wami. A kto ma nad Wami władzę, bo czujecie się winni wszystkiemu, od grzechów ojców, po kolonializm, patriarchat, krucjaty, chrystianizację – ten łatwo może dyktować Wam, byście służyli kobietom, społeczeństwu, rządom. Byle tylko nie sobie.

Autor: Jarek Kefir ©

WAŻNA INFORMACJA: Moja strona ma charakter „reliktowy” ze względu na drastyczne spadki zasięgów i czytelnictwa z facebooka i z google. Nie wiem ile taki stan jeszcze potrwa. Chcę zachować luźny charakter mojej strony, w formie knajpki dyskusyjnej (forum dyskusyjnego) dla stałych Czytelników i Komentatorów. Lubie Was i lubię z Wami dyskutować. 🙂 ❤

Moim celem jest podnoszenie świadomości, także Twojej. Lubię inspirować Czytelników do samodzielnego i twórczego myślenia jak i do wyluzowania. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja wychodzi od zwykłych ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane przez elity.

Dalsza działalność mojej strony i to, ile będzie na niej publikacji, zależy od dobrej woli i wsparcia finansowego Czytelników. Dziękuję za wsparcie, jakie otrzymałem. Dzięki niemu ten artykuł mógł się ukazać. Alternatywne media zostały odcięte od większości Czytelników. Zaś „media głównego ścieku” rozsiewające propagandę i kłamstwa elit, wciąż mają odbiorców i źródła finansowania. Los niezależnych mediów zależy więc także od Ciebie.

JEŚLI ZALEŻY CI NA DALSZYM ISTNIENIU MOJEJ STRONY, WESPRZYJ JĄ:
–>
 „Wsparcie moich publikacji i demaskacji [KLIKNIJ TUTAJ]”

O POWODACH TEJ DECYZJI PISAŁEM W TYM ARTYKULE:
–>
 „Byt niezależnych mediów w internecie dobiega końca [KLIKNIJ TUTAJ]”

Reklamy

Nigdy wcześniej związki nie były tak problematyczne i konfliktowe jak dziś

Nigdy wcześniej związki nie były tak problematyczne i konfliktowe jak dziś

relacje damsko meskieUpadają wszystkie globalne systemy, które nie przystają do nowo nadchodzących realiów i wartości. Im dłużej ludzkość będzie upierała się przy przestarzałych i niewydolnych systemach, tym więcej będzie bólu, cierpienia, niezrozumienia.

Także w relacjach damsko-męskich stare, patriarchalne systemy upadają z wielkim hukiem. O ile feminizm wniósł, pomimo wszystko, kilka pozytywnych wartości – o tyle ten system patriarchalny wciąż trwa. Tylko w zmienionej, hybrydowej formie.

Mamy więc zderzenie dwóch światów, dwóch modeli wartości. Wielu ludzi wciąż upiera się przy tym, co stare. Wciąż panuje kult siły, wręcz przemocy i agresji. Wciąż mówi się, jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. A mężczyzn którzy odbiegają od schizofrenicznego ideału, marginalizuje się i ośmiesza.

Efektem zderzenia światów jest właśnie ta cała lista cech wzajemnie sprzecznych ze sobą. Z jednej strony, wciąż istnieje stary, wzięty z mroków zwierzęcych, ewolucyjnych pradziejów wzorzec. Od mężczyzn wymaga się więc: siły, twardości, wręcz brutalności, draństwa. Taki mężczyzna podnieca seksualnie.

Z drugiej strony, mamy napływ zupełnie innych, nowych i bardziej humanitarnych wartości. Choć ten napływ wciąż nie jest pełen. Mężczyzna ma więc być także: czuły, wrażliwy, wyrozumiały, dżentelmeński, szarmancki. Taki facet jednak nie podnieca seksualnie, ale zaspokaja te wyższe wartości, te wyższe dążenia i marzenia człowieka.

To jest to tragiczne rozdarcie, w którym tkwi obecnie ludzkość. Wzorce stare, zwierzęce, pierwotne – wciąż są silne, wciąż mają silną moc oddziaływania poprzez emocje, popędy, instynkty, żądze. Wartości bardziej cywilizowane są obecnie powszechnie deklarowane, nawet przez tak konserwatywne i barbarzyńskie instytucje jak kościół katolicki. A przecież jeszcze 100, ba, jeszcze 20 lat temu kościół w ogóle nie zajmował się takimi sentymentalizmami i „wrażliwostkami„.

Choć z praktyką i rzeczywistym wcielaniem tych wzorców w życie, jest duży problem. Wielu ludzi wciąż ciągnie do tego ekscytującego, acz płytkiego i pełnego cierpienia, świata pierwotnego. Ludzkość jest na takim etapie, że powinna w końcu zrozumieć, że to, co było praktykowane do tej pory – wyczerpało się, nie działa, i powoduje tylko cierpienie.

W przeciwnym wypadku lekcje życiowe jakie zawsze funduje nam Rdzeń (czyli świadomość naszej planety), będą coraz surowsze. Stąd będzie się nasilał chaos, niepewność, tendencje upadkowe. Ale tak jest zawsze przy ewolucyjnych zmianach. To, co stare i niewydolne, będzie się broniło na wszelkie sposoby. Bo ma wpływy, władzę, pieniądze.

I ta walka ortodoksów o wartości które dawno umarły, może doprowadzić świat na skraj zapaści. Zresztą już doprowadziła. Oni, np kapitaliści, mogą pociągnąć za sobą całą planetę na dno. Jednym z moich największych lęków jest powtórzenie starego i sprawdzonego scenariusza znanego z Atlantydy. Czyli planetarny krach, i sprowadzenie ludzkości z powrotem do barbarzyństwa i zwierzęcej walki o byt. Gdzie niknie metafizyka i wszelkie wyższe wartości.

W kwestii związków: wszystko cały czas zmienia się, ewoluuje. Wszystko powinno się udoskonalać i wprowadzać coraz to nowe, wyższe wartości. To samo dotyczy także relacji damsko-męskich. Ten świat relacji został opisany wzdłuż i wszerz, ale opis będzie i tak musiał być uaktualniany. Bo realia zmieniają się tak szybko, jak nigdy dotąd.

Wstęp: Jarek Kefir Czytaj dalej „Nigdy wcześniej związki nie były tak problematyczne i konfliktowe jak dziś”

Programy matrixa: jest coś znacznie gorszego niż lęk

Programy matrixa: jest coś znacznie gorszego niż lęk

wiara nadzieja miloscWszyscy w społecznościach ezoterycznych, rozwoju osobistego i każdego innego, skupiają swoją słuszną uwagę na odczuciach lęku i strachu. I słusznie, gdyż te odczucia, choć czasami potrzebne, są blisko konstrukcyjnego rdzenia matrixa – systemu, podług którego jesteśmy zniewoleni.

Niewielu ludzi jednak zauważa, że tak jak wszystko jest dualne (podwójne), tak jak wszystko ma dwa oblicza, tak również strach i lęk są dualne. A dokładniej, chodzi o to, że lękowi zawsze towarzyszy inne uczucie, które ma go równoważyć. Usiądź na chwilę i zastanów się. Czy istnieje jakieś odczucie / uczucie towarzyszące lękowi? A jeśli tak, to czym ono jest?

Tym uczuciem, które zawsze towarzyszy lękowi, jest nic innego, jak.. nadzieja. Tak, ona zawsze towarzyszy lękowi. Często jest równie złudna jak lęk. Najpierw pojawia się pierwsza iluzja- lęk, nieraz paraliżujący, i wtedy umysł natychmiast generuje kolejną iluzję – czyli właśnie nadzieję.

Robi to w celu równoważenia negatywnych następstw lęku, by chronić psychikę, choć nie tylko. Ten wzajemnie równoważący się mechanizm lęku i nadchodzącej potem nadziei, że lęk i powód tegoż lęku minie, powodują zawieszenie człowieka w specyficznej próżni. Dlaczego mówią, że: „nadzieja jest matką głupich”, a ja mówię, że jest ona jednym z programów kontrolnych systemu?

Człowiek w matni tego wzajemnie równoważącego się mechanizmu zadowala się samym faktem posiadania nadziei. Nie idzie dalej, nie podejmuje nowych kroków. Ma on przecież nadzieję. Nadzieję, że osiągnie coś nowego, jak będzie po raz tysięczny robił to samo, jak będzie jeszcze bardziej zagłębiał się w znane i „bezpieczne” schematy.

Niestety, jest to iluzja, totalna iluzja. Dni, tygodnie, lata mijają. Życie jak było dla większości ludzi niezrozumiałą gehenną, tak jest nią dalej. Nie przyniósł szczęścia nowy dom, samochód, praca, partner. Nawet dzieci i wnuki. Ale jest nadzieja. Nadzieja, że gdzieś, kiedyś tam, ten koszmar życiowy się skończy. Często jest to wyrażane nad wyraz dosłownie w postaci stwierdzenia wielu religii, że końcem koszmaru będzie nagroda w raju. Czy to w postaci „nieba z aniołkami” czy w postaci raju pełnego dziewic po wysadzeniu bombą autobusu pełnego niewiernych.

Czy to stwierdzenie jest prawdą? Z jednej strony tak, z drugiej strony nie. Nie jest prawdą, bo wielokrotnie pisałem o tym, że w imię nieba obiecanego w przyszłości przez ideologię czy religię, rezygnujemy z nieba Tu i Teraz i robimy sobie piekło. Z drugiej strony, istotnie, ten świat jest piekłem i ma takim być – ma być twardą kuźnią dusz, gdzie wykluwają się najtwardsze duchowo charaktery, a istoty zdobywają doświadczenia, których nie zdobyłyby na innych planetach. I tu jest właśnie zaklęty metaforyczny sens biblijnego przesłania, by nie wiązać się ze sprawami ziemskimi. Odrobić swoją „karę”, czy też lekcję, zrobić to, co należy, i iść dalej, często wracając do właściwego domu.

Wracając do meritum. Ma tutaj zastosowanie słynna ezoteryczna zasada: „Zło czasami rodzi dobro a dobro czasami rodzi zło”. Nadzieja, przez wielu uważana za cudowne uczucie, okazuje się być w istocie krępującymi kajdanami. Stale się nam wmawia: „musisz mieć nadzieję”. Tak samo jak wmawia się nam równie bzdurne hasło: „nigdy się nie poddawaj”. Potwierdza się również reguła, że to, co jest proponowane oficjalnie po prostu się nie sprawdza. Tam, gdzie ogół ludzi upatruje dobra, tam okazują się być zastawione najbardziej niszczące pułapki.

Choć z drugiej strony – to podtrzymuje konstrukcję tego systemu. Lubię mawiać nieco cynicznie, że ezoteryka ezoteryką, ale produkcja musi się odbywać, dzieci muszą się rodzić, granice państwowe muszą być pilnowane, a gospodarka musi rosnąć. Gdyby nie pewne sprytnie instalowane programy, w tym właśnie mechanizm nadziei, to 3/4 ludzi z marszu popełniłoby samobójstwo na pierwszym lepszym drzewie.

Gdy choć raz zajrzy się za te matrixowe cyferki, za drugą stronę lustra w tej krainie mrocznych czarów.. To świadomość człowieka zmienia się na zawsze. Zaczyna on np dostrzegać, jak cienka granica dzieli choćby normalność od szaleństwa. Jak naprawdę niewiele potrzeba, by ten system się totalnie zawalił, by została z niego przysłowiowa „kamieni kupa”. Aż dziw, że to się wszystko trzyma, że ktoś to kontroluje, że ta cała schizofreniczna aż do cna cywilizacja jedzie na tym jednym wózeczku do przodu.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc to co robię i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym poznać tę prawdę.

 

Możemy uzdrowić swoje życie: uwalniamy się od strachu, nienawiści i gniewu!

Możemy uzdrowić swoje życie: uwalniamy się od strachu, nienawiści i gniewu!

zmien swoje zycieZapraszam do przeczytania dwóch artykułów o niewoli gniewu, nienawiści i strachu, i wyciągnięcia wniosków.

Są to uczucia, które nas paraliżują. Jak zauważył autor jednego z tekstów, każdy człowiek pragnie dobrobytu, pewności, szczęścia. Jednak świat jest pełen coraz większej liczby przeciwieństwa tego – biedy, strachu, cierpienia.

Dlaczego tak się dzieje?

W latach 40-tych XX wieku jeden czołowych ekonomistów, bodaj Keynes (proszę mnie poprawić w razie czego), stworzył „przepowiednię”, iż już w 2000 roku, dzięki automatyzacji, będziemy pracować najwyżej 4 godziny na dobę.

Jednak dziś, pomimo coraz większych postępów automatyzacji i komputeryzacji, pracujemy coraz więcej i coraz ciężej, za coraz niższe wynagrodzenia. Jednak Keynes, o ironio, wcale się nie mylił!

Istotą (neo)liberalizmu jest fraktalne powiększanie / generowanie i tak już ogromnego poziomu absurdu i paranoi w gospodarce. Fraktalne – czyli z każdym „zatoczeniem” koła przez funkcję matematyczną fraktala, ilość danych wzrasta. A więc, wzrasta także ilość danych nieprawidłowych, bezsensownych, urojonych.

Co to oznacza w prostym, ludzkim języku?

Dziś rzeczywiście, wydajnie pracujemy najwyżej te 3, 4 godziny na dobę. Reszta? Reszta czasu to: ploteczki, intrygi i napuszczanie jednych na drugich – myślisz, że ta specyficzna atmosfera w korporacjach to dzieło przypadku? Nie, tam gdzie w grę wchodzi zarabianie milionów dolarów na godzinę, nie ma mowy o przypadku. Poza tym: reszta czasu „pracy” to: przeglądanie fejsa, granie w gry, robienie sobie głupich żarcików.. Lista tych zachowań jest wręcz nieskończona.

W rezultacie – urzędnik, pracownik korporacji, biura, itp – pracuje wydajnie godzinę do max 4 godzin dziennie za jako taką pensję. Zaś zawody które muszą być, bo z nich nie da się zrezygnować nawet przy obecnym stanie automatyzacji – są opłacane nędznymi groszami.

Czyli: nauczyciele, pielęgniarki, kierowcy, robotnicy, pracownicy produkcyjni, kasjerzy, sprzątacze.. Wyobrażasz sobie miasto w którym 99,9% mieszkańców to: biznesmeni, pracownicy korporacji, prawnicy, telemarketerzy, akwizytorzy..

Zaś nie ma ani jednego: śmieciarza, sprzątacza, pracownika, produkcji, kasjera, pielęgniarki, kierowcy autobusu? Ja nie. Wystarczą dwa tygodnie nie wywożenia śmieci, i złotouści pracownicy korporacji będą masowo umierać na tak wydawałoby się egzotyczne choroby jak: cholera, denga, tularemia, itp.

Powyższe rozumowanie wydaje Ci się logiczne? Zapytaj o to liberała. Pomyśl, zanim skrytykujesz czyjąś pracę, jako według Ciebie „mało znaczącą” stąd mało płatną.

Autor powyższego wstępniaka: Jarek Kefir
Portal Jarka Kefira na facebooku:

______________________________________________________

A teraz zapraszam na teksty właściwe:

Louise L. Hay: W niewoli gniewu..

Widzę moje wzorce myślowe i decyduję się dokonać w nich zmian”.

Cytuję: „W tym momencie wiele osób z przerażeniem załamuje ręce, wi­dząc, jaki bałagan panuje w ich życiu, i poddaje się. Inni złoszczą się na siebie czy na życie i też rezygnują.

Mówiąc o rezygnacji mam na myśli konkluzję: „To beznadziejne i niemożliwe, aby dokonać jakichkolwiek zmian, więc po co próbo­wać”. A następnie mówisz sobie: „A więc niech będzie tak, jak jest.Przynajmniej wiem, jak dawać sobie radę z tym bólem. Nie lubię go, ale go znam i mam nadzieję, że nie będzie już gorzej”.

Według mnie zwyczaj wpadania w złość przypomina upór ucznia, który siedzi w oślej ławce. Nie wydaje się wam to znajome? Coś się wydarzyło i jesteście wściekli. Znowu coś was spotyka i ponownie jesteście źli. Jeszcze coś się wam przytrafia i znowu wpadacie w złość. Ale wasze reakcje nigdy nie wykraczają poza uczucie wściekłości.

Co dobrego z tego wynika? Ciągłe wpadanie w złość jest głupią reakcją i stratą czasu. To także odmowa widzenia świata w nowy i inny sposób.

Większą korzyść przyniesie ci postawienie sobie pytania, w jaki sposób tworzysz tak wiele sytuacji, w których wpadasz w złość? Jakie twoje przekonania powodują wszystkie te frustracje? Co takiego jest w twoim sposobie bycia, co takiego wysyłasz, co wzbu­dza u innych potrzebę irytowania cię? Dlaczego uważasz, że życie musi polegać na wpadaniu w złość?

Cokolwiek z siebie dajemy, wraca do nas. Im więcej wysyłasz gniewu, tym więcej tworzysz sytuacji, w których jesteś zły, zupełnie tak jak ten uparty uczeń z oślej ławki, który niczego nie chce się nauczyć.

Czy ten akapit wzbudza w was uczucie złości? To dobrze! A więc to był celny strzał! Może właśnie to chcielibyście w sobie zmienić.

Podejmijmy decyzję, że „chcemy się zmienić”

Jeśli rzeczywiście chcecie wiedzieć, jak bardzo jesteście uparci,zastanówcie się, czy chcecie się zmienić. Wszyscy chcemy, aby nasze życie się zmieniło, aby stało się lepsze i łatwiejsze, ale tak, żebyśmy pozostali tacy sami, nie musieli się zmienić. Wolelibyśmy raczej, aby świat wokół nas się zmienił. Ale aby to nastąpiło, musimy sami zmienić się wewnętrznie. Musimy zmienić nasz sposób myślenia,mówienia, wyrażania samych siebie. Tylko wtedy dokonają się zmia­ny na zewnątrz nas.

To jest następny etap. Mamy już jasność, jakie są nasze problemy i jakie jest ich pochodzenie. Teraz nadszedł czas, abyśmy chcieli się zmienić.

Ja sama zawsze miałam tendencję do uporu. Nawet teraz czasami,gdy decyduję się coś zmienić w swoim życiu, ten upór wychodzi zemnie. Bardzo silnie opieram się zmianie swoich myśli. Przez pewien czas usiłuję usprawiedliwiać się, złościć lub wycofać.

Tak, to w dalszym ciągu tkwi we mnie, po tylu latach pracy nad sobą. To jedna z moich życiowych lekcji. Jednakże, ilekroć się to teraz wydarza, zdaję sobie sprawę, że dotykam najważniejszego punktu w procesie zmiany. Za każdym razem, gdy decyduję się zmienić coś w swoim życiu, aby uwolnić się od czegoś jeszcze, schodzę coraz głębiej w siebie, żeby tego dokonać.
Każda stara warstwa musi zostać usunięta, by można ją było zastąpić nowym myśleniem. Czasem jest to łatwe, czasem zaś wyma­ga ogromnego wysiłku.

Im bardziej nieustępliwie trzymam się jakiegoś starego przekona­nia, gdy mówię, że chcę się zmienić, tym lepiej wiem, jak bardzo zależy mi na uwolnieniu się od niego. Tylko ucząc się sama, mogę pouczać innych.

Jestem przekonana, że wielu dobrych nauczycieli nie pochodzi ze szczęśliwych domów, gdzie wszystko jest łatwe. Wywodzą się z domów wypełnionych bólem i cierpieniem i ciężko pracowali nad „warstwami” swej podświadomości, by osiągnąć taki stan, który pozwala im teraz pomagać innym w uwolnieniu się od problemów.

Większość dobrych nauczycieli nadal pracuje nad sobą, nad usu­waniem swoich coraz głębszych ograniczeń. To staje się ich zadaniem na całe życie.

Mój sposób pracy nad uwalnianiem się od starych przekonań, który praktykuję do dziś, różni się od dawnego głównie tym, że teraz nie muszę się złościć na samą siebie, gdy mam to zrobić. Od dawna nie myślę o sobie, że jestem złym człowiekiem, ponieważ znalazłam jeszcze coś, co muszę w sobie zmienić.

Duchowe sprzątanie domu

Praca nad moim umysłem, jaką teraz wykonuję, przypomina sprzą­tanie domu. Przechadzam się po pokojach mojego umysłu i poddaję ocenie swoje myśli i przekonania. Niektóre podobają mi się, więc pucuję je i czyszczę, czyniąc je bardziej użytecznymi. Inne wymagają wymiany lub naprawy, doglądam ich więc, jak umiem. Jeszcze inne przypominają wczorajsze gazety i stare tygodniki lub ubrania od dawna nie nadające się do noszenia. Oddaję je lub wyrzucam do śmieci i zapominam o nich na zawsze.

Nie trzeba złościć się na siebie lub uważać się za złą osobę tylko dlatego, że dom wymaga sprzątania.

Ćwiczenie: Pragnę się zmienić

Posłużmy się afirmacją: „Pragnę się zmienić”. Powtarzaj ją często. „Pragnę się zmienić. Pragnę się zmienić”. Wypowiada­jąc to zdanie możesz dotykać gardła. Gardło jest ośrodkiem energii w ciele, ośrodkiem, w którym dokonują się zmiany. Przez dotykanie swojego gardła potwierdzasz fakt dokonywa­nia się zmian.

Bądźcie przychylni zmianom, gdy pojawi się ich konieczność w waszym życiu. Bądźcie świadomi, iż w tej sferze życia, gdzie powstaje sygnał: nie chcę zmiany, ujawnia się właśnie ten obszar, w którym zmiana jest najbardziej POTRZEBNA. „Prag­nę się zmienić”.

Kosmiczna Inteligencja zawsze reaguje na nasze myśli i sło­wa. Gdy zaczniemy wypowiadać te afirmacje, bieg spraw zde­cydowanie zacznie się zmieniać.

Autor: Louise L. Hay – Możesz uzdrowić swoje życie

Pobrano z: zenforest.wordpress.com

Przygotowała: nika_blue

______________________________________________________

Buddyjskie podejście do tematu gniewu

Cytuję: „Nikt na świecie nie pragnie ani strachu, ani cierpienia i ubóstwa, ale wszystkie te problemy wciąż istnieją niezależnie od tego, jak silne są ludzkie starania aby je przezwyciężyć.

Wydaje się, że problemy jakie mamy w dzisiejszym świecie są nawet większe niż te z jakimi borykali się ludzie dawniej. Teraz istnieje o wiele większa presja, większe jest prawdopodobieństwo zaistnienia różnych psychicznych uzależnień i tak dalej.

Ludzie mają więcej problemów w umysłach.

[…] Cierpienie jest w twoim umyśle. Na przykład, niektórzy posiadają dużo pieniędzy, lecz wciąż są nieszczęśliwi i niezaspokojeni, myślą tylko o tym, że wciąż potrzebują więcej i więcej. Bogata osoba może nie odczuwać cierpienia związanego z ubóstwem, jednak wciąż może cierpieć wewnętrznie.

Ćwiczenie umysłu i trzy trucizny

Uświadomienie sobie, że ubóstwo pojawia się wewnątrz, daje nam możliwość posługiwania się wieloma metodami pracy z umysłem. Dzięki nim można uwolnić się od problemów i żyć lepiej zarówno na płaszczyźnie zawodowej jak i prywatnej. Żeby to osiągnąć musisz pracować z umysłem.

Aby zrozumieć czym jest prawdziwy problem i nauczyć się sposobu wyzwolenia się od niego, należy po pierwsze znać tło tego problemu i jego rzeczywistą przyczynę.

Kiedy już znana jest przyczyna, wówczas można poznać lekarstwo na dany problem, tak jak lekarz, który musi najpierw rozpoznać na jaką chorobę cierpi pacjent, zanim zdecyduje się jakiego lekarstwa użyć. W dzisiejszym świecie istnieje wiele problemów, które są wynikiem “trzech trucizn”.
Trucizny niewiedzy i niezrozumienia, gniewu oraz pragnienia.

Nazywa się je “truciznami”, ponieważ wszystkie problemy biorą z nich swój początek.
Gniew jest przyczyną wielu problemów w codziennym życiu stwarza on poczucie dyskomfortu, sprawia, że stajemy się mało wydajni w pracy i jest przyczyną braku wytrwałości w praktykowaniu Dharmy. Trening umysłu może pomóc w radzeniu sobie z gniewem i uwolnić od problemów, których przyczyną jest gniew.

Gniew powstaje ze zbytniego dążenia do własnych korzyści i przywiązania do siebie.

Kiedy jesteś zbyt mocno przywiązany do siebie samego, wówczas ignorujesz i nie szanujesz uczuć innych. Gdy zbyt usilnie dążysz do osiągnięcia korzyści dla siebie, inne osoby często reagują negatywnie, co powoduje cierpienie, dyskomfort i gniew. Zbyt dużo przywiązania do samego siebie i braku szacunku względem uczuć innych ludzi jest przyczyną niezadowolenia, a kiedy ktoś jest niezadowolony z tego co ma, wówczas staje się nieszczęśliwy. Z powodu zbyt silnego przywiązania i samozadowolenia, kiedy pragniesz czegoś, w nieunikniony sposób ranisz innych ludzi żeby osiągnąć cel.

Zwłaszcza jeśli pragniesz tego tak mocno, że nie przejmujesz się, gdy inni cierpią z twojego powodu. Także wtedy, gdy jesteś niecierpliwy, kiedy czegoś pragniesz i próbując to osiągnąć, stwarzasz cierpienie i frustrację. W wielu wypadkach, osiągnięcie rezultatów wymaga pewnego czasu. Jeżeli jesteś niecierpliwy i nie potrafisz czekać, wówczas nie osiągasz tego do czego dążysz i to także jest przyczyną cierpienia i frustracji. Są to przykłady na to, jak rozwija się gniew.

Opanowywanie przyczyn gniewu

Możemy wyróżnić dwie główne przyczyny cierpienia przywiązanie do samego siebie i frustracje pochodzące z pożądania. Także gniew ma dwie podstawowe przyczyny. Pierwszą przyczyną gniewu jest ego, czyli silne przywiązanie do siebie.

Tam gdzie jest “ja”, jest także “moje”, “moje rzeczy”, “moja rodzina”, cały świat jest ze mną związany. Nawet wróg jest “moim” wrogiem. Za sprawą takiego myślenia cały świat zaczyna się ode “mnie”, od “ja”. Gdy nie odczuwasz silnego przywiązania do siebie jako “ja”, wtedy nie masz zbyt wielu problemów z innymi ludźmi. Jeżeli nie posiadasz tej silnej tendencji, wówczas wszystkie twoje problemy i całe cierpienie staje się podobne do iluzji, a wiedząc, że własne problemy i cierpienie są po prostu iluzją, nie cierpisz tak bardzo.

Drugą przyczyną gniewu jest frustracja, wszelkiego rodzaju frustracje wynikające z pożądania. Kiedy jesteś zniesławiany, czujesz, że jest ci przykro, odczuwasz frustrację. Kiedy twoja praca jest mało efektywna, także wtedy stajesz się sfrustrowany.

Są to wczesne stadia gniewu i jest to najlepszy czas aby pracować nad własnym umysłem. Jeśli gniew już się zamanifestował, wówczas zastosowanie ćwiczeń z umysłem staje się trudne. Głównym problemem jest to, że nie potrafisz opanować gniewu, a wówczas nie masz chęci na trening umysłu, lecz tylko na pokazywanie złości. Gdybyś wtedy zechciał posłużyć się treningiem umysłu, z pewnością byłbyś w stanie ujarzmić gniew, ponieważ tak naprawdę gniew nie istnieje.

Problem leży w tym, że chcesz pozwolić by gniew się przejawił.
Dlatego najlepszym czasem na pracę z umysłem jest chwila, kiedy frustracja dopiero się zaczęła, a gniew nie pojawił się jeszcze na zewnątrz.

Jeśli pierwsze przyczyny są unieszkodliwione, bądź jeśli zniszczyłeś pierwszą przyczynę, wtedy nie rozwiną się żadne inne problemy. Taki rezultat osiąga się pracując przez długi czas, jednak od zaraz możesz zacząć uczyć się, jak pracować z drugą przyczyną gniewu frustracjami.

Jak opanować pierwszą przyczynę gniewu, którą jest nadmierne przywiązanie do siebie, oraz drugą przyczynę tego rodzaju cierpienia, bycie sfrustrowanym?

Po pierwsze, ważne i skuteczne jest myślenie o tym, co gniew ze sobą przynosi. Gniew powoduje dwa różne rodzaje rezultatów widoczne i niewidoczne. Widoczne rezultaty to te, które możemy zobaczyć, w naszym obecnym życiu, podczas gdy niewidocznych nie możemy w nim dostrzec.

Biorąc pod uwagę widzialne rezultaty gniewu, kiedy oddychasz normalnie, okazujesz właściwe poczucie braku przywiązania, lecz jeśli gniew jest obecny, czujesz się niespokojny i odczuwasz niewygodę w ciele.

Nie potrafisz siedzieć spokojnie, wyraz twojej twarzy nadaje ci nieprzyjemny wygląd, jesteś przykry dla otoczenia.

Gniew osłabia apetyt i jedzenie nie smakuje dobrze. Zacięty gniew nie pozwala ci zasnąć, zwłaszcza jeśli odczuwasz nienawiść.

Ludzie odczuwający nienawiść właściwie karzą sami siebie.

Na przykład, jeśli dwoje ludzi bije się i następnie się rozstaje, szybciej zapomni o zatargu ta z nich, która nie myśli o tym.

Druga osoba cierpi tak długo, jak długo utrzymuje w sobie żywy obraz sprzeczki.

Najgorszą rzeczą w gniewie jest to, że zniekształca on umysł. Decyzje podejmowane w gniewie są zwykle błędne, ponieważ opierają się na uczuciu, a nie na wiedzy.

Takie decyzje mają za przewodnika nieprzyjemne odczucia, jest więc ważne, żeby powstrzymywać się przed podejmowaniem ich w tym stanie. Gniew niszczy również przyjaźnie. Kiedy jest się pełnym gniewu, można zranić i urazić najbliższych.

Gdy mija, wyrzucamy to sobie, dlatego odczuwając gniew czujemy się nieszczęśliwi. Jeżeli jesteś gniewny w pracy, nawet jeśli starasz się to ukryć, klient wyczuje to, a ty stracisz pracę. Nie można ukryć gniewu inni ludzie zawsze go poczują i będą cię unikać.

Kiedy utracisz poczucie szczęścia, utracisz powodzenie, co z kolei stanie się przyczyną następnych kłopotów i problemów, podsycających uczucie gniewu coraz bardziej.

Zatrzymanie gniewu oznacza zatrzymanie doświadczania przeszkadzających emocji przez powiedzenie sobie „przerwij to doświadczenie”.

Więcej w Biblioteka Buddyjska – Gyatrul Rinpocze – jak pracować z gniewem

Pobrano z: zenforest.wordpress.com

Przygotowała: nika_blue

Kosmologia miłości: to konstruktywna ale i destrukcyjna siła

Kosmologia miłości: to konstruktywna ale i destrukcyjna siła

W skrócie można to wytłumaczyć tak: mamy w sobie 50% zwierzęcia i 50% istoty boskiej.

Nasza istota boska dąży ku perfekcji, zrozumieniu, kreacji, przyszłości.
Nasza istota zwierzęca dąży ku przetrwaniu, podziałach, destrukcji, przeszłości.

Te wszystkie dylematy etyczne i duchowe, które opisuję na swojej stronie, dotyczą także takiego pojęcia jak miłość.

Czym jest miłość?

Tyle ile ludzi, tyle definicji. Z tym, że większość z nas to boskie uczucie myli z typowo biologicznymi aspektami: zakochaniem (hormony), rodzicielstwem (biologia), lepszą pozycją społeczną (zaspokojenie ego, konformizm).

Ja natomiast proponuję inne rozumienie tego pojęcia, niż typowe motylki w brzuchu, ślub na 300 wujów i cioć, wzięcie kredytu i wychowywanie dzieci. Nie jest to jak na razie popularna opinia na temat zjawiska seksualności i miłości.

Obecnie wciąż tkwimy w starych schematach, każących nam nie kochać, ale de facto odgrywać role zaprogramowane dawno temu, przez ewolucję

Miłość, czyli inaczej świadomość, to kreacja, to boskość, to dawanie samego siebie.
Biologia, czyli inaczej zakochanie i rodzicielstwo, pozbawione duchowej głębi – są powtarzaniem schematów, zwierzęcością, czerpaniem od innych.
Łączmy oba powyższe, nie poprzestawajmy na jednym!

Piszę może chaotycznie, rozumiecie, co chcę Wam przekazać? Zapraszam do przeczytania poniższego artykułu i dyskusji.

Autor wstępu: Jarek Kefir

___________________________________________________

A teraz zapraszam do przeczytania artykułu właściwego:

Głód miłości u ludzi

Miłość u zwierząt i ludzi ziemskich(1)

Cytuję: „Powszechnie uważa się miłość za zjawisko właściwe dla wyżej rozwiniętych istot w królestwie zwierząt(2). Sprzyja ono popędowi płciowemu i zapewnia gatunkom przetrwanie. Występuje u wszystkich istot jako ogniwo łączące płeć męską i żeńską. Leży u podstawy popędu rodzicielskiego, czyli potrzeby prokreacji i ochrony potomstwa oraz opieki nad nim do czasu, aż stanie się dojrzałe i samodzielne. Naturalnie miłość u człowieka ziemskiego jest znacznie bogatsza i ma o wiele więcej odcieni niż „miłość” między istotami z królestwa zwierząt.

Człowiek ziemski znajduje się w stadium przejściowym pomiędzy królestwem zwierząt a sferą wyższego rozwoju. Potrafi zatem wnieść nieco blasku świata duchowego w obszar energii miłości zmysłowej i energii płodności. Miłość między mężczyzną a kobietą, gloryfikowana w poezji i powieściach romantycznych oraz w malarstwie i muzyce, jest mieszaniną energii charakterystycznych dla zwierząt i ludzi. Tymczasem zarówno dramaty miłosne opisane w literaturze, jak i te z życia wzięte świadczą o tym, że związki międzypłciowe wśród ludzi ziemskich przynoszą ze sobą nie tylko szczęście i radość, lecz także zazdrość, nienawiść i zaborczość, przez co potrafią zmienić życie w piekło.

Miłość bliźniego jest altruizmem i ofiarowaniem się dla dobra ogółu

Dzięki kosmicznie wtajemniczonym(3), najwyżej rozwiniętym istotom, jakie żyły na naszej planecie, ludzkość poznała inne znaczenie pojęcia „miłość” niż to, które kojarzy się z uczuciem pomiędzy kobietą a mężczyzną. Mędrcy i oswobodziciele świata(4) mówili o miłości jako szczycie altruizmu, miłości do bliźniego, do wszystkiego co żyje. Ta, w przeciwieństwie do miłości zmysłowej, nie jest zależna od wzajemności.

Miłość bliźniego można określić jako stan duchowy i moralny, do którego poprzez rozwój musi dążyć każda istota, aby stać się człowiekiem doskonałym, stworzonym na podobieństwo Boże. Dopiero na tym poziomie osiągnie panowanie nad swoim losem i bytem. Odczuje też potrzebę altruistycznego ofiarowania się dla dobra ogółu. Właśnie taki jest nadrzędny cel naszej ewolucji. Im wyższe stadium rozwoju człowieka, tym większa jego miłość i sympatia do bliźniego. Często słyszymy o osobach poświęcających całe życie niesieniu pomocy chorym lub poszkodowanym. Ich praca ma ogromne znaczenie dla ewolucji ludzkości, zwłaszcza gdy jest wykonywana bezinteresownie – bez oczekiwania na rewanż czy choćby wdzięczność.

Prawdziwa miłość bliźniego, czyli miłość uniwersalna, jest sama w sobie nagrodą i nie żąda niczego w zamian. Motywem altruistycznych czynów nie jest wyrachowanie czy zimna kalkulacja. Tym niemniej wiadomo, że dobry uczynek, jak każdy inny, podlega prawu karmy(5), więc przyniesie człowiekowi lepszy i szczęśliwszy los. Człowiek kierujący się miłością bliźniego nie oczekuje jednak, że dobre uczynki mu się opłacą. Spełnia je, ponieważ nie potrafi się powstrzymać, jest mu to nieodzowne do życia i nie umie postępować inaczej.

W przeciwieństwie do niego człowiek grubo ciosany, prymitywny, może bez skrupułów nienawidzić i prześladować drugiego oraz pałać żądzą zemsty, czasami tak silną, że musi dać jej upust, dopuszczając się przemocy, w tym nawet morderstwa. Impulsem dla potrzeby odwetu często jest miłość zmysłowa, erotyczna, tak więc to nie ona przyczynia się do rozwoju człowieka. Tylko i wyłącznie wzrost bezinteresownej miłości bliźniego pozwoli ludziom uwolnić się od wojen niosących terror, masowe morderstwa, ciemiężenie pokonanych i nadużywanie władzy.

Fizyczne życie nie może istnieć bez stwarzającej je energii miłości

Chociaż religie światowe od dawien dawna głoszą niezbędność miłości bliźniego, to na przestrzeni tysięcy lat niewiele się zmieniło. Wygląda na to, że obecnie na świecie popełnianych jest więcej morderstw oraz częściej mamy do czynienia z terrorem i dyktaturami niż kiedykolwiek przedtem. Czy wobec tego cała ta mowa o miłości bliźniego nie jest tylko sentymentalną mrzonką niemającą nic wspólnego z rzeczywistością?

Wiele stanów postrzeganych jako miłość bliźniego faktycznie nią nie są, gdyż dominuje w nich przesadna emocjonalność, przez co stają się bliższe ślepej i naiwnej dobroci oraz afektacji graniczącej z fanatyzmem. Niemniej jednak prawdziwa miłość istnieje i wielu ludzi pragnie jej tak samo, jak pragną pokoju. Gdyby nie była rzeczywistą i uniwersalną kosmiczną energią, największym źródłem światła i ciepła dla życia, to wszelkie fizyczne ciepło i światło byłyby dla żywych istot śmiercionośne, uniemożliwiałyby zaistnienie życia. Bez miłości, tej życiodajnej energii, żadne oko, żaden oddech, żadne krążenie krwi, czyli żadne fizyczne życie, nie byłyby możliwe.

Nie można posiadać drugiego człowieka

Fizyczna, zmysłowa miłość powstała pod wpływem energii kosmicznej, czyli boskiej energii miłości. Jest ona naturalna, a na pewnych etapach ewolucji również i boska. Chodzi o stadia, gdzie egoizm stanowi niezbędny czynnik w walce o byt, której ogniwem jest walka o „posiadanie” towarzysza życia. Prawo własności do jednej lub kilku istot płci żeńskiej jest naturalnym przywilejem osobnika płci męskiej w królestwie zwierząt.

Występuje ono również w obecnych stadiach rozwoju człowieka ziemskiego i to nie tylko w haremach Wschodu, ale też w naszej zachodniej cywilizacji. Niejeden mężczyzna uważa, że przypada mu swoiste prawo własności do kobiety, z którą zawarł związek małżeński. Z drugiej strony wiele kobiet sądzi, że związek z mężczyzną zapewnia im prawo własności do niego jako człowieka, gdyż – jak zdarza się usłyszeć – „on jest mój”. Jednak życie stopniowo nauczy zarówno mężczyzn, jak i kobiety, że nie można posiadać drugiej osoby.

Miłość rodzicielska także może przybierać formę nacechowaną przekonaniem rodziców, że dzieci są ich własnością, ponieważ jest to ich własna krew z krwi i kość z kości. Zarówno różne konflikty małżeńskie, które są tak powszechne w naszych czasach, jak i wiele problemów między rodzicami a dziećmi stopniowo, poprzez nabyte doświadczenia, przyczynią się do poznania natury prawdziwej miłości – uniwersalnej miłości, która nie pragnie zagarnąć niczego dla siebie.

Prawdziwa miłość daje człowiekowi możliwość kontaktu z energią intuicji(6), która przenika na wskroś cały Wszechświat

Każdy wielki mędrzec, który żył na Ziemi, na swój sposób próbował nauczać ludzi o uniwersalniej miłości będącej doskonałym wypełnieniem Prawa. Miłość ta jest według Chrystusa jedynym niezbędnym warunkiem do szczęścia. To właśnie ona utrzymuje w ruchu na swoich orbitach elektrony w mikrokosmosie oraz planety w makrokosmosie.

To ta miłość stworzy pokój na Ziemi, gdy tylko ludzie całkowicie ją do siebie przyjmą. Już od pewnego czasu człowiek potrafi przeżywać tę miłość oraz się nią zachwycać. Jednak same emocje, bez intelektu, który je reguluje, łatwo mogą zwieść go na bezdroża. To właśnie dlatego przesłanie o miłości bliźniego głoszone przez duchowieństwo bywało wykorzystywane w służbie wojen. Pomimo owego przesłania religie prowadziły do fanatycznych prześladowań, terroru i nadużywania władzy.

Prawdziwa miłość to nie samo uczucie, lecz uczucie wzbogacone o intelekt. Prawdziwa miłość nie sprowadzi nas na manowce, gdzie narażeni będziemy na wybuchy emocji. Wprost przeciwnie: prawdziwa miłość wprowadza człowieka w stan harmonii i tym samym stwarza możliwość kontaktu z energią intuicji – wszystko przenikającą energią Wszechświata. Dzięki tej energii można doświadczyć jedności z Bogiem oraz z wiecznością.

Nic też dziwnego, że najwyżej rozwinięci mędrcy, którzy żyli na Ziemi, uczynili głoszenie prawdy o miłości uniwersalnej, o miłości bliźniego, jedynym celem swojej misji. Z pewnością zdawali sobie sprawę, że ludzkość będzie mogła zrozumieć tylko niewielką część tego, co mówią. Jednakże rzeczywista miłość stopniowo, wieloma drogami, wkroczyła w sferę ludzkich myśli. Działalność Czerwonego Krzyża w czasach wojny i pokoju, troska o emerytów i rencistów oraz wiele innych form bezinteresownej, humanitarnej pomocy dla ludzi w potrzebie to zaledwie początek podstaw prawdziwie ludzkiego społeczeństwa, społeczeństwa człowieka prawdziwego(7).

W tym społeczeństwie przyszłości będzie się usuwać przyczyny ubóstwa i nędzy, zamiast zwalczać ich skutki. Zanim to jednak nastąpi, musi upłynąć odpowiedni czas. Nawiasem mówiąc, skąd bierze się wszelka ludzka nędza czy – jeśli sprecyzować pytanie – jaka jest jej przyczyna? Otóż jest to nic innego jak brak międzyludzkiej, uniwersalnej miłości.

Miłość uniwersalną stwarza doświadczanie wielkich cierpień

Miłość nie jest dominującym czynnikiem w świadomości człowieka ziemskiego. Nikogo nie można jednak za to obwiniać. Miłość musi powoli rosnąć w umyśle każdego z nas z osobna, a dzieje się to poprzez poznawanie stanów będących jej przeciwieństwem, tak częstych w dzisiejszym świecie. Aby miłość zaczęła wzrastać, człowiek musi bowiem jej zapragnąć, poczuć jej potrzebę. Obecnie miliony ludzi mają już to pragnienie.

Można nawet powiedzieć, że odczuwają swoisty głód. On również, jak każda naturalna potrzeba, która powstaje w świadomości żywej istoty, z czasem zostanie zaspokojony. A mimo to tysiące ludzi umiera właśnie z głodu! Jego prawdziwą przyczynę stanowi jednak brak miłości. To dlatego zginęli wszyscy ludzie w komorach gazowych i obozach koncentracyjnych. Wszystkie ofiary wojenne są ofiarami braku miłości. Z punktu widzenia nauki duchowej(8) nasz świat pustoszy „klęska głodu miłości”.

Skoro możliwe jest zaspokojenie każdej naturalnej potrzeby, to dlaczego do niego nie dochodzi? Tak nam się tylko wydaje. Prawda jest bowiem taka, że zaspokojenie nie może nastąpić nagle, a jedynie poprzez stopniowy rozwój. Tylko i wyłącznie sukcesywna zmiana potrzeb i pragnień samych ludzi może zapobiec klęsce głodu miłości. Dzieje się tak gdyż zmarli w rzeczywistości nie umierają. Zgodnie z zasadą reinkarnacji(9) wracają na Ziemię, wyposażeni w utrwalone w swojej świadomości doświadczenia, które nabyli w poprzednich wcieleniach.

Ludzie odczuwający największą potrzebę niesienia pomocy, stwarzania pokoju i okazywania miłości bliźniego, to właśnie ci, którzy uprzednio doświadczyli wielkich cierpień. Dlaczego musieli ich doświadczyć? Ponieważ zgodnie z prawem karmy co człowiek sieje, to i żąć będzie. Ich cierpienie stanowi jedynie plon z tego, co sami niegdyś posiali. Tymczasem siejąc, nie kierowali się miłością, a jej brakiem – ulegali żądzy zemsty, nienawiści, zazdrości i pożądaniu władzy.

Dzisiaj sytuacja na świecie pozornie wygląda gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. Wynika to z faktu, że dotychczas religie potrafiły na ludzi oddziaływać, być dla nich wytyczną. Dzięki temu utrzymywały w ryzach część energii pozbawionych miłości. Ale teraz religie tracą wpływ na człowieka i tym samym tracą nad nim władzę. Ludzie nie są już podatni na przekaz apelujący do uczuć. Coraz częściej wolą kierować się intelektem.

Dzięki ewolucji zaczęli myśleć bardziej samodzielnie, także o religiach, które wydają im się nielogiczne, ponieważ prowadzą do działań sprzecznych z głoszonym przez nie same przesłaniem uniwersalnej miłości. Nauka – autorytet naszych czasów – nie interesuje się miłością uniwersalną, chociaż sama może być jej wyrazem dzięki pożytkowi, który ze sobą niesie. Może też służyć przeciwieństwu miłości, gdyż sama w sobie jest neutralna, skoncentrowana tylko na studiowaniu materii. Stan, w jakim dzisiaj znajduje się ludzkość, cechuje zaburzenie równowagi, gdyż człowiek nie ma trwałego punktu oparcia w szybko zmieniającym się świecie. Brakuje mu przez to wiary, nadziei i miłości.

Znajomość prawa życia(10) i natury miłości pozwala człowiekowi zrozumieć obecne stosunki na świecie

Skoro głód miłości jest tak powszechny, a jej brak okazuje się najbardziej śmiercionośnym złem na świecie, to dlaczego nie robi się wszystkiego, aby się tego zła pozbyć? Wkłada się przecież ogromne ilości energii w walkę z innym złem, na przykład budując szpitale i sanatoria, w których próbuje się pokonywać najgorsze, dziesiątkujące ludzkość choroby. Pojawia się pytanie: jak zaspokoić głód miłości? Gdy jakiś kraj dotknie klęska głodu, robi się wszystko, aby inne państwa udzieliły pomocy żywnościowej jego mieszkańcom. Ale co zrobić, by zwalczyć „suchoty miłości”, tę najgorszą klęskę grożącą ludzkości, powodującą o wiele więcej ofiar śmiertelnych niż jakakolwiek inna choroba? Skąd importować „żywność”, która zapobiegnie klęsce głodu miłości?

Jedyne, co może pomóc, to informacja o prawie życia, którą już dziś warto udostępniać szukającym jej ludziom. Będzie ją zawierać nowa dziedzina nauki, czyli nauka o miłości, zwana także nauką duchową. Dzięki niej ludzie zrozumieją, dlaczego obecne stosunki na Ziemi są właśnie takie, jakie są, oraz w jaki sposób można je zmienić poprzez pracę nad samym sobą. Gdy jeden człowiek spełni warunki konieczne do stworzenia doskonałego życia, takie życie powstanie dla niego, całkiem niezależnie od losu, który czeka inne istoty.

Wiemy przecież, że reakcja określonych substancji chemicznych daje określony produkt bez względu na to, czy przeprowadzi ją jedna, czy wiele osób. Podobnie jest w przypadku reakcji „substancji duchowych”. Wystarczy, aby człowiek poznał prawdziwą naturę miłości, a będzie mógł wkroczyć do świata, gdzie ona panuje, niezależnie od tego, jak żyją i co robią inni ludzie.

Życie człowieka może być doskonałe, gdy wypełni on prawo życia

Aby jeden człowiek dostąpił życia doskonałego, pełnego harmonii i pokoju, nie jest konieczne, by wszyscy inni również wypełnili prawo życia, wyrażone słowami miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Wystarczy, że wypełni je on sam. Niemożliwe jest także wypełnienie go za kogoś przez jakąkolwiek inną istotę. Każdy musi samodzielnie podjąć się tego zadania, ponieważ prawo życia stanowi kosmiczno-chemiczny proces reakcji składników, takich jak emocje i myśli danej osoby. Przestrzeganie go polega na ograniczeniu swojej porywczości oraz eliminacji egoizmu z palety „odczynników chemicznych”, którą się posługujemy.

Do wykorzystywanej mieszanki energii, składającej się między innymi z uczuć i rozwagi, należy z kolei dodać dużo altruizmu. Dopiero wtedy uda się naprawdę wykluczyć ze swojego życia wszelkie konflikty, wszelkie przyczyny wojen. Niedorzeczne jest przekonanie, że wszyscy inni ludzie też muszą wypełnić prawo życia, abyśmy sami mogli być szczęśliwi. Nie wszyscy przecież znajdują się na tym samym szczeblu rozwoju, dlatego Ziemię przez pewien czas będą zamieszkiwać tacy, którzy jeszcze tego prawa nie rozumieją. Będą oni żyć w sferze wojen i stwarzać sobie nawzajem swoje własne piekło.

Światło jest na świecie, wystarczy się na nie otworzyć

Obecnie miliony ludzi osiągnęły tak wysoki stopień rozwoju, że zaczynają rozumieć mądrość kierującą życiem i naturą. Stają się świadomi praw, które – jeśli ich przestrzegać – czynią życie doskonałym. Do tych ludzi skierowane jest dzisiaj przesłanie:

Spójrz, światło jest na świecie, wystarczy tylko je studiować, badać i otworzyć się na nie. Wtedy zobaczysz, że wszystko, co otacza sferę, w której żyją ludzie, jest kosmiczną miłością. Pojmiesz, że uniwersalna miłość jest osnową Wszechświata. Stopniowo zobaczysz, że wszędzie, gdzie przestrzegane są boskie prawa, błyszczą i promieniują radość, błogość i szczęście. Dostrzeżesz ową miłość w zorzy porannej i wieczornej, odczujesz ją w cieple i świetle słonecznych promieni. Zobaczysz ją wiosną w dywanie kwiatów i w nowo rozwiniętych listkach.

Poczujesz ją w pachnącym, orzeźwiającym letnim deszczu. A w baśniowej grze pomiędzy światłem dnia a mrokiem letniej nocy doznasz bliskości Boga. Nawet w środku mrocznej i mroźnej zimy będziesz mógł zobaczyć miłość w grze światła mieniącego się w kryształkach płatków śniegu i w kwiatkach mrozu na okiennej szybie. A gdy dzięki nim otworzysz swój umysł, spostrzeżesz kosmiczną miłość w fundamentalnym cyklu życia, który czyni wieczność czymś przemijającym, a to, co przemija, wiecznością. Twój umysł stanie się jednym z tą miłością, a ty, poprzez swoje emocje, myśli i uczynki, przekażesz ją innym.

Człowiek będzie w kontakcie z uniwersalną miłością – osnową Wszechświata

Nauka duchowa, czyli nauka o miłości uniwersalnej, jest źródłem wiedzy o prawie życia. Z czasem stanie się dla milionów ludzi pomocna w uzyskaniu panowania nad umysłem i podniesienia jego energii do poziomu energii „osnowy Wszechświata”. Dzięki temu przyniesie nam wszystkim pożytek i radość. Potrzeba jeszcze sporo czasu, by to nastąpiło. Ważne jest jednak, że są wśród nas ludzie, którzy już dzisiaj wkroczyli na drogę ku światłu.

Tytuł oryginału: „Menneskehedens kaerlighedshunger”. Na podstawie wykładu wygłoszonego w 1949 roku.
Publikacja w biuletynie „Kosmos” nr 3/1986. Przekład: Tadeusz Hynek. © Martinus Institut 1981.
http://kosmologia.info/glod-milosci-u-ludzi/

Przypisy tłumacza

(1) Człowieka zamieszkującego planetę Ziemię Martinus nazywa „człowiekiem ziemskim”. Według Martinusa człowiek ten nie jest jeszcze w pełni człowiekiem – nie jest człowiekiem doskonałym. Ten ostatni zawsze kieruje się dobrem i uniwersalną miłością, zwaną także miłością bliźniego. Człowiek ziemski jest istotą posiadającą wiele cech czysto ludzkich – dzięki którym nie jest już zwierzęciem – ale też zachowującą cechy charakterystyczne dla zwierząt. Pod ich wpływem może ona, tak jak zwierzęta, postępować zgodnie z prawem dżungli, czyli prawem silniejszego.

(2) Według Martinusa we Wszechświecie można wyróżnić szereg królestw. Królestwo zwierząt to sfera rozwoju, w której żyją zwierzęta. Człowiek ziemski znajduje się na pograniczu królestwa zwierząt i królestwa prawdziwego człowieka, człowieka doskonałego. Królestwo zwierząt nie jest jedynym, w którym istnieje życie postrzegalne dla fizycznych zmysłów. Pozostałe to królestwo minerałów, roślin, zwierząt, a także częściowo królestwo prawdziwego człowieka. Istoty żywe istnieją wiecznie i w trakcie swojego rozwoju przechodzą przez różne królestwa. Poszczególne etapy tworzą razem cykl rozwoju. Więcej na ten temat można przeczytać w artykułach „Wyzwolenie ludzkości”, „Percepcja drogą rozwoju”, „Misja małżeństwa” oraz „Kosmologia – informacja”.

(3) Istoty kosmicznie świadome mają wgląd nie tylko w świat materialny, lecz także w wiedzę ponadzmysłową, pochodzącą ze świata ponadmaterialnego, czyli świata duchowego. Dzięki tej wiedzy mogą poznać prawa natury i zasady leżące u podstaw bytu i funkcjonowania oraz genezy Wszechświata.

(4) Oswobodziciele świata to istoty, które swoim przesłaniem duchowym oswobadzały ludzkość z wojen i tym podobnych cierpień. Jako przykład można wymienić między innymi Konfucjusza, Buddę, Jezusa Chrystusa. Z najważniejszych przesłań, których celem było oswobodzenie człowieka z walki o byt, można wymienić: „Czego sam nie pragniesz, nie czyń drugiemu”, znane także jako przysłowie: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” (Konfucjusz); „Unikajcie negatywnych działań, bo przynoszą one negatywne skutki; róbcie to, co właściwe i pozytywne, a uzyskacie pozytywne rezultaty”, znane także jako prawo karmy (Budda); Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną oraz Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają (Jezus Chrystus).

(5) Prawo karmy to prawo przyczynowo-skutkowe, dzięki któremu powracają do nas wszystkie uczynki, jakie popełniamy. Karma oznacza w sanskrycie wszelkie ludzkie działanie. Dobre myśli i uczynki wracają do nas jako dobro, podczas gdy złe myśli i uczynki wracają jako zło. Powrót uczynków następuje albo w tym samym wcieleniu, albo we wcieleniach następnych, zależnie od poziomu rozwoju danej istoty i od samych uczynków. W ten sposób w naszym wiecznym bycie nie może zaistnieć żadna niesprawiedliwość, gdyż sami jesteśmy odpowiedzialni za los, jaki nas spotyka. Błędnie uważa się, że prawo karmy jest pojęciem zapożyczonym z religii Wschodu. Tymczasem pojawiało się ono w różnych cywilizacjach i epokach. W zachodnim świecie znalazło wyraz w następujących sentencjach: A co człowiek sieje, to i żąć będzie oraz Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną.

(6) Poprzez otwarcie się na energię intuicji uzyskujemy dostęp do wewnętrznego poznania tajemnic świata. Intuicja jest cechą, którą może rozwinąć człowiek kierujący się wyłącznie altruizmem, uniwersalną miłością. Natomiast zwierzę podlega instynktowi, pozwalającemu nieświadomie dokonywać trafnych wyborów, od których zależy jego życie. Ponieważ brakuje mu zdolności do miłowania bliźniego, zawsze będzie miało na uwadze tylko dobro swoje i swojego potomstwa.

(7) Społeczeństwo człowieka prawdziwego zaludnione jest ludźmi, którzy nie kierują się w myślach, emocjach i uczynkach prawem silniejszego, jakie rządzi postępowaniem osobników z królestwa zwierząt. Człowiek doskonały wyzbył się zwierzęcych skłonności do życia kosztem innych. Gdziekolwiek się znajdzie, prowadzi go uniwersalna miłość, zwana także miłością bliźniego, oraz potrzeba czynienia dobra. Zamieszkuje on w „królestwie człowieka prawdziwego”.

(8) Nauka duchowa Martinusa, zwana też kosmologią, wyjaśnia, jak prawa świata duchowego wpływają na egzystencję i rozwój każdej żywej istoty. Odpowiada ponadto na pytanie o sens i cel życia, a także analizuje relacje pomiędzy dobrem a złem, życiem duchowym a materialnym, wiecznością a teraźniejszością, chrześcijaństwem a pogaństwem, człowiekiem a Bogiem i tym podobne. Podstawowe pojęcia w nauce duchowej to: życie wieczyste – bez początku i końca, reinkarnacja czy prawo przyczynowo-skutkowe, inaczej prawo karmy. Operując nimi, Martinus bada problemy egzystencjalne i przedstawia dowody supremacji ducha nad materią. Duch, czyli Jaźń, jest pierwotną przyczyną istnienia Wszechświata. Wszechświat ma wymiar duchowy, ponadmaterialny, oraz wymiar fizyczny, zwany światem materialnym. Ten ostatni jest strefą nauczania dla człowieka, którego egzystencja podlega prawu karmy i zasadzie reinkarnacji.

(9) Reinkarnacja jest zasadą, według której żywa istota po śmierci organizmu może wcielić się w nowy byt fizyczny. Egzystencja żywych istot trwa wiecznie. Po zakończeniu żywota w świecie materialnym następuje okres pobytu w światach duchowych, aby można było ponownie wejść w świat materialny, w którym następuje rozwój świadomości. Samo słowo reinkarnacja składa się z następujących członów: przedrostka „re-”, oznaczającego powtórzenie czegoś, oraz trzonu „inkarnacja”, co oznacza wcielenie. Dosłownie więc reinkarnacja oznacza powtórne wcielenie, czyli powrót istoty duchowej do życia w świecie materialnym.

(10) Prawo, pod wpływem którego następuje rozkwit życia. Kierując się tym prawem, żywa istota nie buduje swojej egzystencji i szczęścia, zabijając czy wykorzystując inne istoty, ale stara się im pomagać i służyć. Wykształcenie tego systemu wartości następuje wskutek transformacji egoizmu w altruizm. Jeśli większość populacji będzie kierować się prawem życia, czyli prawem wspierającym rozwój życia, znikną agresja, strach, ubóstwo i cierpienia. To, jak zmienia się nasz świat pod wpływem prawa życia, wyraził Tadeusz Śliwiak w tekście piosenki pt. „Niebieski młyn” śpiewanej przez Marka Grechutę:

Kiedyś gałąź ugięta oznaczała broń
Dziś pod wiatrem się chyli tylko albo ptakiem
Pięść ściśnięta powoli odkształca się w dłoń
Nóż staje się narzędziem a chorągiew znakiem