Tag: transplantacje

Zmarł David Rockefeller czyli ten który utopił świat w biedzie i krwi


Dziś, pierwszego dnia Wiosny, 20 marca 2017 roku, w wieku 101 zmarł David Rockefeller, globalista, najbardziej wpływowy człowiek na Ziemi, twórca finansowego imperium. O zmarłych niby nie powinno się mówić źle, ale dobrze. Więc: nie żyje, i dobrze!

Zmarł z powodu niewydolności serca. Jeden z komentatorów zadał retoryczne pytanie: „LOL, to on miał serce?„. W ciągu swojego życia przeszedł aż siedem transplantacji serca jak i dwa przeszczepy nerek. Ciekawe, dlaczego musiał mieć tyle przeszczepów serca. Mówił on tak:

Cytat: „Za każdym razem, gdy dostaję nowe serce, jest to jak oddech życia, który przechodzi przez moje ciało. Czuję się żywy i ponownie zasilony energią.
(David Rockefeller)

Jego serce umarło i w wymiarze fizycznym, przed pierwszym przeszczepem, i w wymiarze duchowym? Serce to centrum miłości, boskości. Czy musiał on być zasilany w ten makabryczny sposób czyjąś miłością, by wieść swój żywot? Ciekawą kwestią jest to, skąd on te narządy brał. Zwłaszcza biorąc pod uwagę amerykańskie procedury medyczne i prawne w tej kwestii. W USA 22 osoby dziennie umierają z powodu braku dawców organów.

Wydawał on miliardy dolarów na ratowanie swojego kulejącego zdrowia. Myślał, że poprzez transplantacje, podawanie świeżej krwi i pewnie wiele innych, trzymanych w tajemnicy zabiegów, przechytrzy śmierć. Niestety dla niego, elity nie mają aż tak zaawansowanej technologii jak się wydaje. Nikt nie potrafi póki co zatrzymać starzenia się choćby mózgu, jak i odrzuceń kolejnych przeszczepów.

Nawet najlepsze technologie nie zapobiegną nieuniknionemu

Nawet najlepsze technologie nie przedłużą młodości. Aby przedłużyć młodość – nie tylko mentalną, ale nawet fizyczną, trzeba kilku czynników. Czyli braku traumatycznych obowiązków ponad siły i lęku przetrwania, wrażliwości, empatii, czystego serca, jak i realizowania swojego przeznaczenia. Przeznaczenie to hobby, pasja, spełnianie marzeń, zachcianek. Tacy ludzie często jeszcze w wieku 30 lat wyglądają na dekadę młodziej. Z kolei osoba styrana kieratem dnia codziennego, już po przekroczeniu 30-stki się po prostu starzeje. Szczególnie widać to po rysach twarzy.

To jest ta „zagadka nieśmiertelności„, a raczej zagadka sensu życia, który przedłuża młodość, a starość czyni radosną, pozbawioną konserwatyzmu i zgorzknienia. Popatrzcie na Danutę Szaflarską. Żyła sobie spokojnie. Nie musiała martwić się czy starczy do pierwszego, nie miała tyle stresów. Zmarła w spokoju ducha, doznając oświecenia, pisała bardzo życiowe rzeczy. Aby przedłużyć młodość jak i całe życie, trzeba pogodzić się ze światem i ludźmi, wybaczyć, i nadać temu życiu sens. Kolejne transplantacje i kariera po trupach tego nie zapewnią.

Nic nie zatrzyma pozytywnych przemian na Ziemi 🙂

Wielu ludzi cieszy się z tego wydarzenia. Ta radość jest dla mnie zrozumiała. Bo odszedł człowiek, który wraz z innymi starymi miliarderami utopił świat w biedzie i krwi. Na świecie trwają wielkie przemiany i nic dziwnego, że tak się dzieje. Ci ludzie muszą odejść bo ciągną ten świat w dół, ku przepaści. Frakcja Rockefellera jest odpowiedzialna także za hamowanie tych pozytywnych przemian na świecie. Przecież po to ściąga się do Europy islamistów, by na powrót cofnąć nas do realiów konserwatywnego średniowiecza. Jak i do pańszczyźniano-niewolniczych zależności.

Nie powinno być tak, że miliarder jest bezkarny. Że 0,01% ludzi zagarnia ogromną większość bogactw i zasobów. Które nie pracują w realnej gospodarce, ale „gniją” odłogiem na ich kontach. Pieniądz to energia – powinien krążyć, pracować, zasilać system. Jednak na Ziemi przepływ wielu energii, w tym pieniądza, jest bardzo przyblokowany. To ma się wkrótce zmienić. Świat cierpienia i łez który znamy chyli się może nie ku upadkowi, bo nie wierzę w tysięczny koniec świata od 2000 roku. Ale ku reformie.

Umierający kapitalizm jest symbolem zmieniającego się świata

Jednym z (pod)systemów władzy, które są skorumpowane moralnie i upadają, jest dzisiejszy neoliberalny kapitalizm. Jest on systemem o typowo nowotworowej strukturze. Z prostej przyczyny – nie da się w nieskończoność zadłużać, w nieskończoność generować konsumpcji, produkcji, wzrostu PKB i inflacji. Od 2008 roku mamy do czynienia z implozją, z gniciem od środka tego systemu. Dzięki transferowaniu i wygenerowaniu bilionów pustych dolarów, euro i innych walut, nie doszło do nagłej zapaści systemu.

Ale kryzys zamrożono, w konsekwencji czego ten system gnije od środka. W sumie nie wiadomo, co jest gorsze. Może gdyby w 2008 roku zezwolono na krach i restart systemu, dziś mielibyśmy już początki lepszej gospodarki? A może było na to za wcześnie? Chciałbym powiedzieć Wam coś ważnego. Nigdy nie dajcie sobie wmówić, że trzeba pracować za miskę ryżu, bo tak działa ekonomia i wolny rynek. Politycy z lewa i prawa starają się wmówić Wam tę filozofię owcy, czyli ofiary. Nie dajmy się temu praniu mózgu, podnieśmy się z kolan!

Zapraszam do przeczytania innych moich ciekawych artykułów w temacie:
Czy wiesz o upadającej ekonomii? Rozwiązanie jest tam gdzie nikt go się nie spodziewa
Chcesz uwolnić się z matrixa? Cała wiedza tajemna elit o polityce, ideach, religiach
Robotyzacja wymusi ogromne przemiany.. Jak się włączyć i wygrać? To wielka szansa dla nas!

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Ilu ludzi w Polsce uśmiercono na stołach operacyjnych? Czy Polska na masową skalę handluje organami pobieranymi od żywych ludzi?!


Czy organy do przeszczepów pobierane są od żywych dawców?

Cyt. „Czy praca serca może nagle ustać, a potem pojawić się jak gdyby nigdy nic? Najprościej byłoby uznać, że to lekarz zaniedbał swoich obowiązków. Jednak podobne przypadki zdarzają się na całym świecie i to od dawien dawna. Swego czasu w Europie i Ameryce obawy o pochowanie żywcem były w społeczeństwie tak silne, że wynaleziono szereg technik, by upewnić się, że zmarły rzeczywiście odszedł na zawsze..

ŻYWCEM DO GROBU..

„Być pogrzebanym za życia jest najostateczniejszą okropnością, jaka może przydarzyć się człowiekowi – pisał 150 lat temu autor znakomitych opowieści grozy, Edgar Allan Poe. – Wiemy, iż istnieją choroby, w których pojawia się zupełny zastój wszelkich czynności życiowych… Po pewnym czasie jednak jakiś tajemniczy czynnik znów wprawia w ruch magiczne sprężyny i zaklęte koła organizmu. Nie roztrzaskała się bezpowrotnie złota czara. Lecz co podówczas działo się z duszą?”.

No właśnie, czy dusza odchodzi tylko na chwilę, by zaraz powrócić? A jeśli tak, co czuje człowiek, który po powrocie do przytomności stwierdza, że znajduje się w dębowej skrzyni z kilkumetrową warstwą ziemi nad sobą? Pytanie z gatunku jak najściślej retorycznych.

Obawa przed pochowaniem żywcem nabrała charakteru obsesji na przełomie XVII i XVIII wieku. Żądano wówczas, aby ciało chowano nie wcześniej niż 48 godzin od stwierdzenia zgonu! Tego rodzaju wskazania były efektem psychozy – nagminnie opowiadano sobie mrożące krew w żyłach historie o ludziach, którzy budzili się w skrzyni zakopanej w ziemi i umierali z braku powietrza, o ile wcześniej nie zabił ich potworny stres.

Jak podaje Philippe Aries, francuski historyk idei, jedna z pierwszych takich opowieści pojawiła się w XVII wieku. Dotyczyła studenta pochowanego na cmentarzu Saint–Sulpice. Figura jego umieszczona na płycie grobowej była bez ramienia; nikt nie pamiętał, czy ktoś je ukradł, czy też może rzeźbę naruszył nieubłagany czas. Dość, że zaczęto sobie opowiadać, że młody człowiek odzyskał świadomość już w grobie. I co potem? Zamknięty w koszmarnym więzieniu, kawałek po kawałeczku pożarł własne ramię! Taki widok ukazał się oczom ludzi, którzy na prośbę guwernera młodzieńca dokonali ekshumacji zwłok. Kiedy ciało powtórnie spoczęło w grobie, w niejasnych okolicznościach zniknęło ramię nagrobnej rzeźby. Było to symboliczne odzwierciedlenie dramatu, jaki rozegrał się wcześniej pod ziemią.

W 1742 roku, profesor paryskiego College Saint – Come J. B. Winlow napisał dzieło o znaczącym tytule Traktat o niepewności oznak śmierci. Praca ta nie zawierała jedynie rozważań teoretycznych – Winslow utrzymywał, że jego samego bez potrzeby pochowano dwukrotnie. Twierdził prowokacyjnie, że „jakkolwiek nowoczesne, chirurgiczne metody stwierdzania zgonu są lepsze niż tradycyjne metody używane przez lud, daleko im jednak do niezawodności. Smrodek rozkładu to jedyna pewna oznaka śmierci.” W efekcie – konkludował – wszystkim ludziom zagraża niebezpieczeństwo przedwczesnego pogrzebania. Aby uniknąć tego scenariusza, zalecał serię prób mających wykazać niezawodnie, że trup jest naprawdę trupem. „Nozdrza zmarłego winny być drażnione nieprzyjemnymi zapachami, na przykład cebuli, czosnku lub chrzanu… Dziąsła należało natrzeć czosnkiem, a skórę stymulować biczem i igłami”. Jelita pobudzano najostrzejszą lewatywą, kończyny ciągnięto z całą gwałtownością, uszy torturowano „ohydnymi wrzaskami i wielkim hałasem”.

Jeśli wszystkie te poczynania nie doprowadziły do „zmartwychwstania”, następowała faza druga. Gorliwi lekarze najpierw nacinali podeszwy nieszczęśnika i wbijali mu igły za paznokcie u nóg. Istniały też inne opcje: przypiekanie stóp, wylewanie na czoło gorącego wosku. I tak dalej.

Praca Winslowa zaginęłaby pewnie w mrokach zapomnienia, gdyby w XIX w. nie odgrzebał jej francuski lekarz Bruhier. Nie tylko dzieło to ponownie wydał, ale dodał jeszcze obszerny rozdział własnego autorstwa, zawierający liczne przypadki „dowodzące”, że przedwczesny pogrzeb to poważny problem społeczny. Przykłady zacytowane przez Bruhiera należy uznać za pouczające. Bez wątpienia miały one charakter archetypów. Wiele ekshumowanych ciał pozbawionych było palców – reformatorzy obyczajów pogrzebowych zakładali, że sami pogrzebani zjedli je w oczekiwaniu na ratunek. Takie okaleczenia, które stanowią stały element opowieści o przedwczesnych pogrzebach, mogły być jednak spowodowane naturalnymi procesami gnilnymi.

Inna popularna historia opowiada o młodym mnichu, który zatrzymał się w gospodzie i został poproszony przez gospodarzy o czuwanie przy ciele ich pięknej córki. Pozostawiony sam na sam ze zwłokami, mnich dał upust żądzom. Tym sposobem nie tylko ożywił dziewczynę, ale jeszcze uczynił ją brzemienną! Kiedy wrócił do gospody dziewięć miesięcy później, niańczyła ona nowo narodzone dziecko… Natychmiast wyznał rodzicom, że to on jest ojcem maleństwa i ofiarował się poślubić dziewczynę. Propozycja młodego mężczyzny została skwapliwie przyjęta.

Tak naprawdę jednak utwory w rodzaju Lubieżnego mnicha to opowieści ludowe, legendy funkcjonujące w wielu kulturach.

Książka Bruhiera została przetłumaczona na kilka języków – w tym, przede wszystkim, na niemiecki. Wieść o niebezpieczeństwie przedwczesnego pogrzebania zabrzmiała dla teutońskiego ucha niczym dzwon wzywający na metafizyczną ucztę. Przez następne półwiecze wspaniała „kraina poetów i filozofów” stała się rajem kostnic – poczekalni. Ułożone w długie rzędy ciała leżały w towarzystwie gotowych rzucić się im na pomoc urzędników; czuwali oni dopóty smrodek rozkładu zniweczył wszelką nadzieję.

Dlaczego świat uległ nagle obsesji na punkcie pogrzebania żywcem? Można zaproponować takie oto wyjaśnienie tego fenomenu: strach przed śmiercią w trumnie był następstwem postępującej dechrystianizacji. Ludzie zaczęli kwestionować chrześcijańskie dogmaty, a świecki racjonalizm stworzył emocjonalną próżnię. Prowadziło to do zwiększonego lęku przed śmiercią. Fizyczne tortury, które cierpiał pogrzebany żywcem, a o których wyobrażenie dają obgryzione ręce, posiniaczone głowy, pokryte strupami ciała – mogą być interpretowane jako „świeckie piekło”.

W rezultacie w większości krajów Europy przyjęto 12 do 24-godzinny okres oczekiwania przed pogrzebaniem każdego zmarłego. Lęki te sprawiły, że ze szczególną ostrożnością zaczęto traktować osoby zmarłe na apopleksję, topielców, a także histeryków.

W roku 1791 w Weimarze powstał pierwszy pokój dla trupów z ośmioma „stanowiskami”, nadzorowany przez miejskiego urzędnika. Budowniczy tych kostnic, czcigodny Christoph Wilhelm Hufeland, podkreślał, że funkcję tę powinni pełnić silni młodzi ludzie, a nie wychudzeni staruszkowie, którzy zwykle pracowali w kostnicach.

Druga taka kostnica powstała w Berlinie. Posiadała istotne udogodnienie: podczas gdy w Weimarze zmarli mogli liczyć jedynie na czujność opiekuna, w Berlinie zamontowano system sznurków, które przymocowywano do palców u rąk i nóg zmarłego; sznurki te biegły do dużego dzwonu.

Najbardziej atrakcyjne było jednak prosektorium wybudowane w Monachium. Posiadało ono potężną fisharmonię, podczepioną sznurkami do trupich palców. Każdego dnia pracownik kostnicy grał na tej fisharmonii, by zademonstrować jej sprawność. W nocy puchnięcie rozkładających się ciał powodowało fałszywe alarmy, a biednego dyżurnego zrywała na nogi iście upiorna symfonia z pokoju trupów.

Kariera niemieckich kostnic – poczekalni, czyli Leichenhauser, była zaskakująco długa – w latach 90. XIX wieku większość z nich posiadała systemy alarmowe, a w latach 40. XX wieku dwie kostnice w Alzacji chlubiły się nawet systemami elektrycznymi (przełączniki przezornie umieszczano w dłoniach przywożonych zmarłych).

W końcu jednak te dziwaczne instytucje podzieliły los ptaka dodo – ich zniknięcie przyspieszyły ogromne koszty utrzymania, strach przed „śmiercionośnymi wyziewami”, a także zniechęcający fakt, iż nie odnotowano nigdy przypadku „zmartwychwstania”. Tańszym rozwiązaniem wydawały się „trumny bezpieczeństwa”, w których zmarły mógł, obudziwszy się ze śmiertelnej drzemki, pozostać żywym przez czas potrzebny do wezwania pomocy.

Pierwsza taka trumna została skonstruowana dla księcia Ferdynanda z Brunszwiku w roku 1792. Zawierała okno oraz otwór umożliwiający dopływ powietrza; nie była zamykana. Na taką trumnę nie każdy mógł sobie pozwolić, wkrótce powstały jednak tańsze jej wersje.

Pewien niemiecki proboszcz uważał, że wszystkie trumny powinny mieć rurki i sznurek połączony z kościelnym dzwonem. Zmarły musiałby tylko pociągnąć za linkę. Inny duchowny radził, aby trumny wyposażać w rurkę sięgającą na powierzchnię. „Miejscowy proboszcz powinien obchodzić każdego ranka kościelny cmentarz i zatrzymywać się przy świeżych grobach, by przy pomocy zmysłu węchu sprawdzić, czy rurka może już być bezpiecznie usunięta”. W niektórych „trumnach bezpieczeństwa” istniała dodatkowo możliwość podania „zmartwychwstałemu” przez rurkę do wzywania pomocy jedzenia i picia, żeby mógł posilać się już w czasie ekshumacji. Wynalazca tej trumny dwukrotnie wypróbował jej funkcjonalność na samym sobie. Za drugim razem spożył pod ziemią klasyczną niemiecką zupę, kiełbaski i piwo, potem zaś wygłosił mowę do obserwatorów zgromadzonych nad jego grobem.

W dziedzinie projektowania „bezpiecznych trumien” prym wiedli jednak pełni pomysłów Amerykanie. Niektóre jankeskie modele wyposażone zostały nawet w telefony i grzejniki, nie wspominając już o zapasach jedzenia i wina.

Te wspaniałe urządzenia miały wszakoż kilka felerów. Pierwszy problem stanowiły elementy sygnalizacyjne. Rozkładające się ciało puchło, a to powodowało fałszywe alarmy. Poruszenia kończyn wywołane procesami gnilnymi mogły stanowić wyjaśnienie opowieści o ciałach, które po ekshumacji znajdowano w pozycji ilustrującej rzekomą walkę o życie.

Jeszcze większym kłopotem była zależność skuteczności systemu od czujności żywych. Aby zdecydować się na nabycie „trumny bezpieczeństwa”, klient musiał uwierzyć, iż znajdzie się ktoś chętny do sprawowania nadzoru. Jedna niedozwolona przerwa na kiełbaski i piwo mogła spowodować powtórną śmierć pogrzebanego żywcem.

Nic dziwnego, że „bezpieczna trumna” nigdy nie stała się handlowym przebojem. Wielu członków uboższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza w Anglii, zadowalało się pozostawieniem pisemnego żądania, aby ich ciało, zanim zostanie pogrzebane, poddać najpierw solidnemu biciu, kłuciu oraz przypiekaniu. Owe prostackie techniki weryfikowania zgonu obejmowały również wyjęcie serca z klatki piersiowej, przecięcie gardła, przebicie serca długim szpikulcem, amputację wszystkich palców, a także przecięcie tętnic. Aby zredukować ryzyko do zera, pisarka Harriet Martineau pozostawiła swojemu lekarzowi 10 gwinei, by przed pogrzebem odciął jej głowę. Ciekawe, czy wypełnił tę obietnicę…?

Obawa przed tragiczną pomyłką skłoniła medyków do szukania mniej zawodnych metod stwierdzania zgonu. Oprócz wspomnianej wyżej lewatywy sugerowano umieszczenie kilku dorodnych insektów w uchu zmarłego, lub pijawek w pobliżu jego odbytu.

W XIX – wiecznej Ameryce strach przed pogrzebaniem żywcem obudzili cieszący się znaczną popularnością pisarze, a przede wszystkim Edgar Allan Poe. Wracał on do tego tematu z zastanawiającą regularnością. Motyw ów pojawia się w Przedwczesnym pogrzebaniu, który jest jednym ze słabszych utworów mistrza, ale także w takim arcydziele, jak Beczka amontillado, gdzie Montresor zamurowuje w podziemnej krypcie swojego wroga Fortunato.

Czarny kot opowiada z kolei o kotce, która została pogrzebana żywcem wraz z trupem. W Zagładzie domu Uscherów siostra Redericka Uchera wydostaje się z krypty, by szukać zemsty na swoim bracie. Owa dręcząca pisarza obsesja najdziwniejszą postać przybiera w historii zatytułowanej Berenika. Narratora ogarnia obsesja na punkcie zębów jego słabowitej kuzynki. Siedzi akurat w bibliotece, gdy służąca przybiega z wiadomością, iż grób Bereniki został zbezczeszczony, a jej zniekształcone ciało okazało się pełne życia. Służąca nagle wskazuje na Egeusa, którego ubranie poplamione jest krwią; ten przerażony chwyta małe pudełko, które spada na ziemię, ukazując, w jednym z najstraszliwszych zdań w całej literaturze, „kilka instrumentów dentystycznych oraz trzydzieści dwa białe, jakby z kości słoniowej wykonane kostki, które rozsypały się dookoła”.

Opowiadania Poe i innych autorów, publikowane w magazynach takich jak Blackwood, rozprzestrzeniły ponurą plotkę po całych Stanach. Liderzy amerykańskiej reformy pogrzebowej często byli spirytystami, których obawy potęgowała jeszcze wiara, że dusza może opuszczać ciało i wędrować samotnie po świecie.

Czy ludzie rzeczywiście byli grzebani żywcem? Kilka takich incydentów godnych jest rozważenia. Np. podczas epidemii cholery ryzyko tego typu znacznie wzrastało: współcześnie w krajach Trzeciego Świata przedwczesne pogrzeby zdarzają się częściej, ale mylne diagnozy nie są wykluczone także w krajach wysoko rozwiniętych.

Jednym z najsłynniejszych przypadków udokumentowanego pogrzebania żywcem jest sprawa matki generała Roberta E. Lee. Otóż zacną tę kobietę po śmierci złożono w rodzinnej krypcie i gorąco opłakiwano. Wówczas zjawił się pewien krewniak, który nie mógł być obecny na pogrzebie. Chcąc pożegnać się z nieboszczką, uchylił wieko trumny. I wtedy zauważył, że obfita pierś denatki porusza się w regularnych odstępach czasu. Kiedy nieboszczka odzyskała przytomność, złajała rodzinę za „zbyt pośpieszne wyciąganie niewczesnych wniosków”.

O niemałym szczęściu może też mówić radziecki fizyk Lew Landau, noblista z 1962 roku, który trzykrotnie zapadał w śpiączkę i trzykrotnie z nie wychodził. Bogu dzięki letarg wielkiego uczonego nie został uznany za jego zgon. W przeciwnym wypadku – ku swemu przerażeniu – mógłby „wracać do życia” w rodzinnym grobowcu.

W 1992 roku gazety na całym świecie opisały przypadek pewnego 75–letniego Rumuna, który zadławił się kością kurczaka, po czym upadł bez przytomności. Zawezwany lekarz postawił diagnozę: atak serca, i wypisał akt zgonu. Trzy dni po pogrzebie, pracujący na cmentarzu grabarze usłyszeli dziwne odgłosy dochodzące z jednej z trumien. Szybko odkopali dębową skrzynię i uchylili wieka. Jakie było ich zdziwienie, gdy zobaczyli „żywego nieboszczyka”, który w elegancki sposób podziękował wybawcom. Niestety, dalszy ciąg tej historii nie budzi już optymizmu; denat bowiem swym zmartwychwstaniem nikogo nie uszczęśliwił. Żona wyrzuciła go z domu, bank nie chciał respektować jego prawa do własnych oszczędności, lekarz zaś i miejscy urzędnicy ociągali się z unieważnieniem aktu zgonu, który uniemożliwiał Rumunowi normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.

Jeszcze tragiczniejsza historia przydarzyła się Grigorijowi Rodonai, który – zamrożony z chłodni po swej śmierci – nieoczekiwanie ocknął się na stole w prosektorium.

Rodonai ze zdziwieniem patrzył na swój rozcięty fachowo brzuch i otaczających go patologów, którzy zachowywali się, jakby ujrzeli ducha. Po tym zajściu szef zespołu sekcyjnego był zmuszony wziąć urlop dla podreperowania nerwów.

Znawcy zagadnienia uważają, że pandemiczny strach przed pogrzebaniem żywcem wyparował gdzieś u schyłku XIX stulecia. Odeszła epoka romantycznej fantastyki, lubującej się w makabrycznej grozie. Nowoczesna medycyna, praktycznie jest w stanie wykluczyć omyłkę, jeśli chodzi o stwierdzenie zgonu.

Nie jest tak jednak do końca. Poza tym, obsesja o jakiej mowa, trwa nadal. Tak się bowiem składa, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się – produkowane obecnie głównie w USA – nowe „trumny bezpieczeństwa”, zaopatrzone w urządzenia elektroniczne oraz łączność radiową.

Źródło: http://fakty.interia.pl/

Cezary Krysztopa: odpieprzcie się od moich organów!


Profesor Jan Talar: śmierć mózgowa jest fikcją, narządy do przeszczepów pobierane są od żywych ludzi!

Link do Centralnego Rejestru Sprzeciwów:
http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html
Większość Polaków jak i czytających ten tekst i tak nie zgłosi się do CSR, bo mają gdzieś przyszłość i to, co dzieje się dalej niż kilometr od ich domu.
Ale Ty nie musisz tak postępować! Wydrukuj dokument, wypełnij go i wyślij pocztą do CSR już dziś!

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cezary Krysztowa o „aferze” transplantacyjnej i postawie prof. Jana Talara

Cyt. ”
Czym jest śmierć? Nie wierzcie nikomu kto mówi, że jest tego pewien. Śmierć jest tajemnicą. Z tą tajemnicą naukowcy, którzy mają problem ze znoszeniem tajemnic, próbują sobie radzić tworząc arbitralne definicje, a to śmierci klinicznej a to śmierci pnia mózgu. Z każdego z tych rodzajów śmierci zdarza się ludziom wychodzić. Zdaje się, że do 1968 roku przyjmowano, że śmierć następuje w wyniku ustania oddychania i bicia serca. Tymczasem znane są przypadki kiedy takie „zwłoki” zaczynały znowu oddychać. W 1968 roku przyjęto definicję śmierci pnia mózgu, przyjęto ją na potrzeby transplantologii właśnie. Tak! To nie transplantologia bazuje na zastanej definicji tylko definicja została zmieniona na potrzeby transplantologii. Jestem laikiem i nie będę się mądrzył w kwestiach medycznych, ale sama ta podejrzana kolejność sprawia, ze jeżą mi się włosy na głowie. W pracach nad nową definicją korzystano z tzw. Raportu Harwardzkiego, którego jedna z konkluzji brzmi: „…naszym zadaniem jest zdefiniowanie nieodwracalnej śpiączki jako śmierci  człowieka…”, dzięki czemu wiemy co było priorytetem twórców nowej definicji.

O tym, że cała transplantologia opiera się na tym grzechu pierworodnym wiadomo od dawna, jednak nie tylko panuje wokół tej sprawy lekarska zmowa milczenia, każdego kto ośmieli się mieć w tej kwestii wątpliwości stygmatyzuje się jako wstecznika i szkodnika, który odmawia prawa do życia tym, którzy narządów potrzebują. Nie mogę mówić za innych, ale ostatnią rzeczą jaką bym postulował to odbieranie komuś prawa do życia. Nie można jednak pozbawiać życia kogoś po to, żeby dać je komu innemu. Nie wydaje mi się również,  żeby wszyscy transplantolodzy byli wysłannikami szatana. Sądzę raczej, że są, podobnie jak ich pacjenci, ofiarami kolejnego eksperymentu na zbiorowym sumieniu ludzkości.

Tym bardziej więc chwała profesorowi Janowi Talarowi, który na sympozjum naukowym w Poznaniu wygarnął prawdę w całej jej potworności: „…Śmierć pnia mózgu nie istnieje (…) Nie udało się w XXI wieku pobrać narządów od osoby zmarłej, a więc co robimy? Pobieramy narządy od osoby żyjącej!…” mówił profesor znany ze swoich sukcesów w wybudzaniu pacjentów nawet ze stanów bardzo głębokiej śpiączki. Jego teza pośród przytomnych i zadowolonych z siebie lekarzy oczywiście wywołała wstrząs. I dobrze. Lobotomię też kiedyś uważano za doskonałą metodę a dziś jest jasne, że to czyste barbarzyństwo. Czas na „śmierć pnia mózgu”

A póki co darujcie sobie namawianie mnie na „podarowanie narządów” innym i trzymajcie swoje uzbrojone w skalpele łapy z daleka!

Autor: Cezary Krysztopa – Rysownik, architekt, z jakichś powodów zwykle generuje wokół siebie zamieszanie 🙂

Źródło: http://blogpublika.com/

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Transplantolodzy pobierają narządy od żywych osób! Afera z prof. Janem Talarem – poznaj więcej faktów:

Przy rozcinaniu ciała „zmarłego” i w czasie pobierania narządów odnotowuje się skok ciśnienia, przyspieszony puls oraz reakcje bólowe. Z tego powodu 1/3 brytyjskich lekarzy podaje „zwłokom” środki przeciwbólowe.
W latach 90 prof. Keith Andrews udowodnił, że „wegetatywni” pacjenci są świadomi, wiedzą jak się nazywają, ile mają dzieci, jaką muzykę lubią, a jakiej nie, a mimo to są lekarze, którzy twierdzą, że ci ludzie nie żyją lub że są „warzywami”. Takich ludzi są tysiące, tysiące narządów się „marnują”, więc rodzi się pokusa, żeby uznać „trwałą utratę ŚWIADOMOŚCI” jako nowe kryterium orzeczenia śmierci”

Ujawniam prawdę o transplantacjach: materiał mrożący krew w żyłach! [+18] Zgłoś się do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, inaczej pobiorą Twoje narządy na żywca:

https://kefir2010.wordpress.com/2013/10/09/ujawniam-prawde-o-transplantacjach-material-mrozacy-krew-w-zylach-18-zglos-sie-do-centralnego-rejestru-sprzeciwow-inaczej-pobiora-twoje-narzady-na-zywca/

“Lekarz, zamiast czytać foldery reklamowe firm farmaceutycznych i słuchać sprawozdań szpitalnych ekonomistów, powinien dokształcać się na własną rękę, dzięki czemu dowiedziałby się, że np. hipotermia pozwala uratować 60% pacjentów z orzeczeniem śmierci pnia mózgu, a tromboliza zapobiega obrzękowi mózgu spowodowanemu zatorami w tętniczkach. Zamiast tego, bez wiedzy i zgody rodziny, na 2 do 10 minut wyłącza się respirator, żeby sprawdzić, czy pacjent podejmie samodzielne oddychanie. Jeśli nie podejmie, następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu”

Transplantacyjny horror: to może spotkać Ciebie! Prof. Talar: śmierć mózgowa to fikcja, lekarze pobierają narządy od żywych ludzi [+18] Przeczytaj, o ile dasz radę:

https://kefir2010.wordpress.com/2013/10/09/transplantacyjny-horror-to-moze-spotkac-ciebie-prof-talar-smierc-mozgowa-to-fikcja-lekarze-pobieraja-narzady-od-zywych-ludzi-18-przeczytaj-o-ile-dasz-rade/

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Skandalizujące nagranie “O dawcach organów” – to może spotkać Ciebie!

Transplantacyjny horror: to może spotkać Ciebie! Prof. Talar: śmierć mózgowa to fikcja, lekarze pobierają narządy od żywych ludzi [+18] Przeczytaj, o ile dasz radę


Transplantolodzy pobierają narządy od żywych osób! Afera z prof. Janem Talarem

Przy rozcinaniu ciała „zmarłego” i w czasie pobierania narządów odnotowuje się skok ciśnienia, przyspieszony puls oraz reakcje bólowe. Z tego powodu 1/3 brytyjskich lekarzy podaje „zwłokom” środki przeciwbólowe.
W latach 90 prof. Keith Andrews udowodnił, że „wegetatywni” pacjenci są świadomi, wiedzą jak się nazywają, ile mają dzieci, jaką muzykę lubią, a jakiej nie, a mimo to są lekarze, którzy twierdzą, że ci ludzie nie żyją lub że są „warzywami”. Takich ludzi są tysiące, tysiące narządów się „marnują”, więc rodzi się pokusa, żeby uznać „trwałą utratę ŚWIADOMOŚCI” jako nowe kryterium orzeczenia śmierci”

Link do Centralnego Rejestru Sprzeciwów:
http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html
Większość Polaków jak i czytających ten tekst i tak nie zgłosi się do CSR, bo mają gdzieś przyszłość i to, co dzieje się dalej niż kilometr od ich domu.
Ale Ty nie musisz tak postępować! Wydrukuj dokument, wypełnij go i wyślij pocztą do CSR już dziś!

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Profesor Jan Talar: śmierć mózgowa nie istnieje, lekarze pobierają organy od żywych pacjentów

Cyt. ”
Wielkie oburzenie – to główna reakcja po wystąpieniu znanego z wybudzania chorych ze śpiączki profesora Jana Talara. Talar rzucił oskarżenia pod adresem kolegów po fachu. Powiedział, że nie istnieje coś takiego jak śmierć pnia mózgu i lekarze pobierają organy od żywych pacjentów.

To na pewno nie była kolejna nudna konferencja anestezjologów. Według niektórych lekarzy, profesor Jan Talar, lekarz wybudzający chorych ze śpiączki, oskarżył kolegów po fachu o zabijanie.

Jak podaje „TVN24”, lekarz stwierdził, że nie istnieje coś takiego jak śmierć pnia mózgu, a to jej stwierdzenie staje się podstawą do pobrania narządów od chorego.

– Nie udało się w XXI wieku pobrać narządów od osoby zmarłej, a więc co robimy? Pobieramy narządy od osoby żyjącej – mówił prof. Jan Talar.

Oburzenie wśród lekarzy

Wykład profesora Talara wywołał oburzenie wśród obecnych na sympozjum.

– Pacjent, który ma podejrzenie śmierci pnia mózgu, jest leczony z zastosowaniem wszystkich dostępnych udokumentowanych medycznie metod – tłumaczył prof. Tomasz Trojanowski z Katedry i Kliniki Neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie w rozmowie dla „TVN24”.

Zgromadzeni na sympozjum specjaliści nie byli zachwyceni tezami profesora Talara. Część poczuła się dotknięta, a część przyznała, że jego stwierdzenia wyrządzają więcej szkody niż pożytku.

– Jego wypowiedzi, półprawdy na temat naszej pracy, robią dużo krzywdy naszej specjalizacji – ocenił dr Piotr Kowalski, konsultant ds. anestezjologii i intensywnej terapii w województwie kujawsko-pomorskim dla „TVN24”.

Profesor Jan Talar rzeczywiście chciał oskarżyć swoich kolegów lekarzy?

Źródło: http://www.se.pl/

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Afera z organami i implantami z ludzkiej tkanki

Cyt. ”
Dostawcy czołowego producenta implantów z ludzkiej tkanki w pogoni za zyskiem stosują nieetyczne metody – ujawniło dziennikarskie śledztwo prowadzone w 11 krajach.

Recykling zwłok ratuje żywych: ścięgna pozwalają chodzić sportowcom po kontuzji, rogówka przywraca wzrok, skóra leczy rany, z kości wyrabia się implanty oraz klej chirurgiczny. Tylko w USA co roku sprzedaje się ok. 2 mln takich produktów. Przy okazji dochodzi do nadużyć.

Firmy komercyjne powołują spółki non-profit zajmujące się pozyskiwaniem tkanki, która po obróbce staje się rynkowym wyrobem medycznym. Ponieważ ludzkie ciało jest cenne, i może przynieść od 80 tys. do 200 tys. dol. zysku, firmy te posuwają się do nielegalnych “zakupów”. W 2005 r. np. firma Biomedical Tissue Services kupiła od nowojorskich grabarzy tysiąc ciał, z których po cichu wymontowywała cenne fragmenty.

Podobne wydarzenia miały miejsce na Ukrainie, w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Estonii, na Łotwie. Ludzkie “produkty” trafiały do RTI Biologics, czołowego amerykańskiego producenta implantów przygotowywanych z ludzkiej tkanki.

Do nadużyć dopuszczają się głównie firmy amerykańskie: kontrola jest słaba, a oprócz możliwości nadużyć, istnieje ryzyko przeniesienia z dawcy na biorcę infekcji bakteryjnych, żółtaczki, wścieklizny czy HIV. Od 2002 r. FDA udokumentowała 1,3 tys. infekcji i 40 zgonów po wszczepieniu produktów z ludzkiej tkanki.

Jak zapewnia wicedyrektorka Krajowego Centrum Bankowania Tkanek i Komórek, Izabela Tyszkiewicz w Polsce do takich nadużyć nie doszło, a podejrzane w śledztwie firmy nie współpracują z żadnym z banków tkanek i komórek w Polsce”

Źródło nieznane

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Szokująca transplantologia: większość pacjentów jeszcze żyje, gdy pobiera się od nich organy:

Cyt. „Znany lekarz z Melbourne napisał ostatnio, że wbrew powszechnemu przekonaniu, większość operacji pobrania organów dokonuje się jeszcze przed śmiercią dawcy. Argumentuje on, że niejasne kryterium „śmierci mózgu” wprowadza w błąd potencjalnych dawców, którzy nie zdają sobie sprawy, że ich organy zostaną pobrane, kiedy jeszcze będą żyli – donosi portal LifeSiteNews.com.

Dr James Tibballs, specjalista w zakresie intensywnej opieki pediatrycznej opublikował w tym miesiącu artykuł w piśmie branżowym „The Journal of Law and Medicine”, wzywając instytucje medyczne do rewizji wytycznych dotyczących pobierania organów, w taki sposób, by zapewnić potencjalnych dawców, że będzie się walczyć w pierwszej kolejności o ich życie.

Tibballs zauważa, że obecnie przeprowadza się praktyki, które są niezgodne z prawem. Stanowi ono, iż zanim dojdzie do pobrania organów, u dawcy musi nastąpić nieodwracalne ustanie funkcji życiowych mózgu lub ustanie krążenia krwi. Tymczasem – jego zdaniem – australijscy lekarze czekają przed pobraniem organów zwykle tylko dwie minuty od zatrzymania akcji serca.

Tibballs zaznacza, że dwie minuty to za mało, by ustalić, czy ustanie krążenia jest nieodwracalne. Te dwie minuty były określone ze względów utylitarnych, gdyż dłuższe czekanie może doprowadzić do uszkodzenia tkanek – twierdzi lekarz.

„Społeczeństwo może być zaniepokojone, gdy zda sobie sprawę z tego, że lekarze poszukując dawców są często tymi, którzy jednocześnie określają wytyczne na podstawie których orzeka się o śmierci w celu transplantacji organów” – zauważa Tibballs. „Z tego powodu – pisze dalej – w komisjach powinni zasiadać ludzie z wykształceniem prawniczym, by tworzyć wytyczne kliniczne wykorzystywane do orzekania, że ktoś jest martwy”.

Grupa lekarzy zajmujących się transplantologią skrytykowała artykuł Tibballsa, obawiając, się, ze potencjalni dawcy nie będą godzić się na ewentualne pobranie narządów. Dr Bill Silvester uważa, że z powodu zamieszania wokół definicji śmierci mózgu potencjalni dawcy mogą odmówić zgody na pobranie organów po ich śmierci.

Z kolei dr Gerry O’Callaghan zapewnia, że potencjalni dawcy powinni zdać sobie sprawę, że śmierć mózgu, to jest prawdziwa śmierć. – Nie ma takiej możliwości, aby byli oni świadomi, aby mieli zdolność do odczuwania bólu, aby byli zdolni do samodzielnego życia – twierdzi lekarz.

Dr Tibballs stwierdził, że wie, iż należy do mniejszości, jednak nic nie zmieni faktu, że wciąż rośnie grupa medyków, którzy wyrażają swoje zaniepokojenie z powodu agresywnej polityki pobierania organów na podstawie wytycznych, które nie dają pewności, że pacjent jest martwy.

Kryterium tzw. śmierci mózgu, na podstawie którego orzeka się o definitywnej śmierci pacjenta, budzi coraz powszechniejsze zaniepokojenie. W Watykanie ma się zebrać w listopadzie specjalna komisja, która będzie tę kwestię badać.

Samo kryterium śmierci mózgu zostało wprowadzone 40 lat temu przez naukowców z uniwersytetu Harvarda, którzy obawiali się, że zbyt długie czekanie może doprowadzić do uszkodzenia tzw. tkanek miękkich, jak serce, płuca, nerki itp., które później nie będą się nadawały do przeszczepu.

Portal LifeSiteNews.com informował wielokrotnie o przypadkach, kiedy stwierdzono u pacjenta śmierć mózgu, poczym budził się on po jakimś czasie ze śpiączki. Znana jest m.in. sprawa Francuza, u którego w czerwcu tego roku doszło do ataku serca i przerwania akcji serca na przynajmniej 90 minut. Pacjent był już przygotowany do zabiegu pobrania organów, jednak na stole operacyjnym lekarze zauważyli, że puls jest wyczuwalny, a mężczyzna oddycha i reaguje na ból. W ciągu kilku tygodni chory, u którego stwierdzono śmierć mózgu, wrócił do zdrowia. Chodził i rozmawiał.

W innym przypadku – 21-letniego Zacka Dunlapa, przygotowanego do operacji pobrania narządów – krewni zauważyli, że mężczyzna reaguje na dotyk. Lekarze zakwalifikowali go do zabiegu, gdyż stwierdzili, że ustało krążenie i krew nie dochodzi do mózgu. Zack, kiedy obudził się powiedział, że słyszał lekarzy, gdy orzekali o jego śmierci, kiedy leżał pozornie nieprzytomny.

Specjalista dr John Shea w artykule zatytułowanym „Dawstwo organów: niewygodna prawda” napisał, że często podaje się dawcy znieczulenie, by nie ruszał się na stole operacyjnym w czasie pobierania organów. Zauważono bowiem, że wielu dawców ruszało się w czasie pobierania organów i w dodatku wzrastało u nich ciśnienie krwi, co było reakcją na nacięcie skóry. Zawsze tak się dzieje u żywych pacjentów, którym poda się niewystarczającą dawkę znieczulenia anastezjologicznego. Jest to reakcja na ból wywołana nacięciem skóry. Dlatego dr Shea uważa, że jest to powód wystarczający, by uznać, że pacjent jeszcze żyje, bo odczuwa ból. Obecnie jego zdaniem bardzo często podaje się jakąś formę znieczulenia, by unieruchomić mięśnie, gdyż jest to stresujące dla lekarzy i pielęgniarek przeprowadzających zabieg pobrania organów od potencjalnego dawcy, który się rusza”

Źródło: LifeSiteNews.com, AS

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Transplantacja narządów: Chcesz wiedzieć więcej?

Przeczytaj także tekst:

Ujawniam prawdę o transplantacjach: materiał mrożący krew w żyłach! [+18] Zgłoś się do Centralnego Rejestru Sprzeciwów, inaczej pobiorą Twoje narządy na żywca! (kliknij tutaj)

Cytat z tego tekstu:

„Lekarz, zamiast czytać foldery reklamowe firm farmaceutycznych i słuchać sprawozdań szpitalnych ekonomistów, powinien dokształcać się na własną rękę, dzięki czemu dowiedziałby się, że np. hipotermia pozwala uratować 60% pacjentów z orzeczeniem śmierci pnia mózgu, a tromboliza zapobiega obrzękowi mózgu spowodowanemu zatorami w tętniczkach. Zamiast tego, bez wiedzy i zgody rodziny, na 2 do 10 minut wyłącza się respirator, żeby sprawdzić, czy pacjent podejmie samodzielne oddychanie. Jeśli nie podejmie, następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu”

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Skandalizujące nagranie „O dawcach organów” – to może spotkać Ciebie!

UJAWNIAM PRAWDĘ O TRANSPLANTACJACH: MATERIAŁ MROŻĄCY KREW W ŻYŁACH! [+18]


korupcja-i-afery-w-medycynie

[Aktualizacja z dnia 6 października 2017] Szokujące materiały o przemyśle transplantacyjnym z 2013 roku możecie przeczytać poniżej. Faktem jest, że tak mało o tym wszystkim wiemy. Że wielu ludzi w śpiączce z powodzeniem wraca do życia. Po miesiącu, roku, 10 latach.. I nikt, absolutnie nikt, nie ma pojęcia dlaczego. Dlaczego jeden wraca do świata żywych po miesiącu śpiączki, drugi po 20 latach, a trzeci nigdy?

Jednak medycyna uważa się za wszechwiedzącą. I to nawet pomimo tego, że mamy obecnie pandemię chorób, z którymi medycyna kompletnie sobie nie radzi. Takich jak Hashimoto, Gravesa-Basedowa, toczeń, Leśniowskiego-Crochna, stwardnienie rozsiane, borelioza i wiele, wiele innych. O raku który jest praktycznie wyrokiem i który zabija 90% leczonych chemioterapią, z litości nie wspominam.

Warto też zadać sobie pytanie.. Jeśli nie transplantacje narządów pobierane od de facto żywych ludzi (lub przynajmniej reagujących na ból), to co je zastąpi? Co uratuje tyle żyć? Albo jeszcze inaczej. Jeśli nie leki antydepresyjne, uspokajające czy neuroleptyczne, to co zapobiegnie milionom samobójstw, przestępstw i tym podobnych rzeczy?

Są to dylematy bardzo trudne, o ile nie niemożliwe do rozwiązania. Medycyna konwencjonalna ma wiele wad i trupów w szafie, a raczej na cmentarzach. Są to realne trupy. Wymaga ona dalszych badań, dalszych udoskonaleń metod leczenia, jednak często jest to hamowane przez estabiliszment medyczny i koncerny farmaceutyczne.

Jarek Kefir

Przed lekturą na temat transplantacji, zapraszam na inne artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Profesor Jan Talar: śmierć mózgowa nie istnieje, a narządy do transplantacji są pobierane od żywych dawców

Cytuję: „Wszystkim transplantologom składam serdeczne życzenia z okazji obchodzonego 26 stycznia Dnia Transplantacji i przepraszam, że narażam na szwank waszą karierę, reputację i sytuację finansową.

A wszystkim idealistycznie zaprogramowanym przez media potencjalnym „dawcom” narządów („Nie zabieraj swoich narządów do nieba, tam wiedzą, że potrzebne są one tylko na ziemi”) radzę zapoznać się z tym mrożącym krew w żyłach tematem, zanim znajdziecie się na stole sekcyjnym, pozbawieni możliwości nie tylko ucieczki, ale nawet wydania szeptu protestu. Twoje narządy nie są potrzebne w niebie, tam ich po śmierci nie zabierzesz, bo tam nie zabierzesz nic, one są potrzebne TOBIE, tu i teraz. A obowiązkiem lekarzy jest ratować TWOJE zagrożone życie, a nie kombinować, ile szpital zarobi przerabiając cię na podroby do przeszczepów. Twoje życie jest równie ważne, jak życie biorców, czekających na przeszczep. Najpierw zadbaj o siebie, a dopiero potem myśl o bliźnim. Nawet w Biblii jest napisane „kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO”. Dlaczego więc miałbyś nie kochać siebie i swojego ciała? To nie jest zabronione!

Jak zwykle przypomnę moje credo: piszę to jako osoba całkowicie neutralna światopoglądowo, nienależąca do żadnego jednomyślnego stada (ani religijnego, ani ateistycznego). Wychowano mnie raczej liberalnie (w dosłownym, a nie obecnym, politycznie poprawnym znaczeniu tego słowa), czyli pozwolono mi dochodzić do rozumu własnymi drogami. Dzięki temu mogłam zapoznać się z poglądami wszystkich frakcji i odłamów, zarówno z prawa, jak i z lewa, a następnie przepuścić to wszystko przez swój własny rozum. A to, co z tego wyszło przedstawię w niniejszym wpisie.

Zacznę jak Alfred Hitchcock od trzęsienia ziemi, a potem postaram się, żeby napięcie wzrosło jeszcze bardziej.

A więc trzymajcie się krzesła…

Wiadomość pierwsza: wszystkie narządy, jakie można pobrać od jednego dawcy mają wartość 2 mln $!

Druga wiadomość jest taka, że nie wszystkie pobrane narządy przeznaczone są do ratowania życia.

Często wykorzystywane są one w operacjach plastycznych, a to naprawdę wielki i przynoszący krociowe zyski biznes. Z tego powodu kwitnie (i coraz bardziej rośnie w siłę) potężne podziemie transplantacyjne, które pod względem dochodów już niedługo może dorównać mafii narkotykowej. W każdym razie FBI ma coraz więcej zgłoszeń afer z tym związanych. Nigdy o tym nie słyszeliście? Ale pewnie wiecie ile ważą Grycanki i co powiedział Jacykow?

Trzecia wiadomość: narządy pobrane ze zwłok (mówiąc kolokwialnie: od trupa) nie nadają się do przeszczepu. Narządy muszą być pobrane od żywego człowieka.

Z tego powodu pojawiło się takie budzące makabryczne skojarzenia pojęcie jak „zwłoki z bijącym sercem”. Kiedy rodzina widzi swojego krewnego, który jest ciepły, oddycha (najczęściej z pomocą respiratora) i wygląda jakby mocno spał nie jest w stanie uwierzyć, że to są „zwłoki”.

Jeszcze zupełnie niedawno za kryterium śmierci uznawano ustanie krążenia i oddychania. Człowiek wydawał tzw. „ostatnie tchnienie” i wtedy był uznawany za zmarłego. Ale wraz ze śmiercią ciała umierają również narządy, a do tego nie można przecież dopuścić, bo światem rządzi bóg Mamon, a gdzie mówią pieniądze, tam prawda i moralność milczą.

W 1968 roku na Uniwersytecie Harwardzkim w USA zwołano komisję, która tak oto powiedziała o tym czego od niej oczekiwano:

„Naszym zadaniem jest uznanie nieodwracalnej śpiączki za śmierć człowieka.”

Dlaczego komisja otrzymała takie zadanie? Chodziło o uchronienie dr Christiaana Barnarda z RPA przed zarzutem zamordowania pacjenta, od którego pobrał serce do przeszczepu. Nota bene pacjent z przeszczepionym sercem długo się nim nie nacieszył, bo żył zaledwie 18 dni. Pokazany we wczorajszych Faktach lekarz czekający na serce otrzymał je, ale po miesiącu również zmarł. Na raka. Nie bądźmy jednak tak pesymistyczni, niektórym udaje się pożyć dłużej.

I tu przechodzimy do kontrowersyjnego tematu:

Czy lekarz ma prawo zrezygnować z ratowania życia pacjenta, żeby pobrać od niego narządy?

Czy „dawca” nie ma prawa żyć, a „biorca” takie prawo ma? Kto o tym decyduje?Czyżby względy finansowe?!

Jeszcze do niedawna byłam „racjonalistką” i wierzyłam w lekarzy i naukę. Niestety, przeżyłam ostry kryzys wiary, a zamiast tego zaczęłam myśleć. Samodzielnie! To nie boli, naprawdę.

Zamiast ślepo ufać autorytetom lepiej kierować się własnym rozumem, zwłaszcza w cywilizacji, w której rządzi pieniądz i karierowiczostwo.

Dziś za kasę kupuje się wszystko, z wyjątkiem inżynierów. Bo gdyby inżynierowie byli przekupni zaczęłyby się walić te wszystkie wspaniałe wieżowce, będące pomnikami bogactwa i potęgi elit świata, a do tego dopuścić nie można. Ludzie mogą umierać, ale wieżowce walić się nie mogą. Na chorobach i śmierci można przecież dobrze (a nawet bardzo dobrze) zarobić, choćby handlując pigułkami i narządami. I karierę można wielką zrobić: PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił nerkę, PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił serce, PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił mózg… ups, przepraszam, mózgów jeszcze nie przeszczepiają, ale to tylko kwestia czasu. I jeszcze: NAJLEPSZY CHIRURG w mieście, NAJLEPSZY CHIRURG w kraju, NAJLEPSZY CHIRURG w świecie…

A teraz, drogi czytelniku, uważaj:

Zgodnie z prawem polskim, obowiązuje domniemana zgoda na bycie dawcą, co oznacza, iż w przypadku braku sprzeciwu, uznaje się daną osobę potencjalnym dawcą narządu. Jednak w Polsce jak i na Świecie promuje się noszenie oświadczenia woli, które jest wyrażeniem woli osoby, który taki dokument posiada.

Dawcą pośmiertnym może zostać osoba, która za życia nie wyraziła sprzeciwu w formie wpisu w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów.

https://www.dawca.pl/jak-zostac-dawca/dawstwo-narzadow

Czyli, jeśli trafisz do szpitala w stanie ciężkim, z uszkodzonym mózgiem, nieprzytomny, nie mogący mówić, a tym samym wyrazić sprzeciwu, staniesz się potencjalnym dostarczycielem części zamiennych dla innych. Czy ty nie masz prawa do swoich narządów, skoro tak o nie dbałeś, że aż stały się cennym obiektem pożądania dla innych?

A teraz przyjrzyjmy się „kryteriom orzekania śmierci”.

Aby stwierdzić zgon potrzebni są 3 lekarze, w tym anestezjologi i neurolog. Do momentu złożenia przez nich podpisu na karcie zgonu pacjent uważany jest za żywego. A po złożeniu tegoż podpisu staje się martwy. Jakim cudem? Na zasadzie konsensusu. Lekarze jednogłośnie orzekają „śmierć mózgową”. Problem jednak w tym, że nikt nie wie, co to takiego ta „śmierć mózgowa”. Nawet najnowocześniejsze urządzenia badawcze nie są w stanie stwierdzić zgonu. Jest to rzecz subiektywna, i właśnie dlatego komisja harwardzka otrzymała (na zlecenie transplantologów!) zadanie stworzenia definicji, która będzie obowiązywała wszystkich lekarzy. Wszyscy słyszeliśmy o przypadkach ludzi uznanych za zmarłych, odstawionych do kostnicy, a po kilku godzinach lub nawet dniach wracających do świata żywych, co stanowi najlepszy dowód na to, że śmierć jest rzeczą względną i trudno diagnozowalną.

Na świecie żyje i cieszy się pełnym zdrowiem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym mnóstwo ludzi, u których orzeczono śmierć pnia mózgu. W Polsce najbardziej znany jest przypadek Agnieszki Terleckiej i Zachariasza Dunlopa z USA. Oba przypadki opisuje Elżbieta Isakiewicz w Tygodniku Powszechnym (gorąco polecam ten znakomity artykuł!).

A co się dzieje, jeśli w końcu uda się pobrać i przeszczepić narząd?

Czy przeszczep radykalnie i pozytywnie zmienia sytuację chorego?

Niestety nie. Ryzyko zgonu po przeszczepie, nawet nerki, nie mówiąc o sercu, jest znaczne. Przeszczep nerki kosztuje ok. 70 tysięcy złotych i wprawdzie zwalnia z dializ, co przynosi jakieś oszczędności (w królestwie boga Mamona wszystko przeliczamy na pieniądze), ale w tym czasie biorca stale walczy ze swoim organizmem, który dąży do odrzucenia obcego organu, a to wymaga stałego przyjmowania leków immunosupresyjnych, które mają bardzo poważne skutki uboczne (podwyższone ryzyko infekcji, większe ryzyko zachorowania na nowotwory i nadciśnienie) i oczywiście również dużo kosztują. Najgorsza wiadomość jest taka, że przeszczepiona nerka przetrwa maksymalnie 15 lat. Następna nerka przetrwa już tylko kilka lat, a kolejna jeszcze krócej. To rodzi stałe zapotrzebowanie na nerki, a więc potrzebni są kolejni dawcy, żywi lub martwi, a w końcu pacjent (jeśli przeżyje) i tak wraca do punktu wyjścia, czyli na dializy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do sytuacji dawcy.

Lekarze, którzy ślubowali pomagać w cierpieniu i ratować życie nie powinni zachowywać się jak hieny cmentarne, wyrywające narządy z ciał pacjentów, którzy nie są w stanie się bronić.

Kto ma prawo skazywać na śmierć jedną osobę, żeby ratować życie innej, a choćby nawet i kilku osób? Wydaje się to wyjątkowo niemoralne i niszczy zaufanie pacjentów i ich rodzin do lekarzy i szpitali. Lekarze narzekają, że pacjenci ich nie słuchają, że im nie wierzą i że coraz częściej nie godzą się na leczenie i zabiegi i że z tego powodu odechciewa się pracować w tym zawodzie – jest to tendencja światowa. Uruchomiono nawet linię telefoniczną dla lekarzy zmagających się z „trudnymi” pacjentami, a popularne seriale telewizyjne (dr House, Ostry dyżur) zostały zaprzęgnięte w akcję ośmieszania zbuntowanych pacjentów. Czyż to wszystko nie świadczy o zaniku prestiżu tego zawodu? Czas najwyższy zrobić z tym porządki, ale nie metodą siłową, bo to przyniesie jeszcze gorsze efekty.

Zabicie człowieka przez lekarza, nawet w celu (rzekomego) ratowania zdrowia i życia innych, powinno być uznane za wyjątkowo odrażające przestępstwo i surowo karane, ponieważ jest to zabójstwo z zimną krwią i dla zysku, co więcej, dokonane przez osobę, której obowiązkiem jest ratowanie życia. Lekarz ma obowiązek leczyć i ratować każdego pacjenta, a nie tylko tego, na którym szpital może więcej zarobić!!! Lekarz, zamiast czytać foldery reklamowe firm farmaceutycznych i słuchać sprawozdań szpitalnych ekonomistów, powinien dokształcać się na własną rękę, dzięki czemu dowiedziałby się, że np. hipotermia pozwala uratować 60% pacjentów z orzeczeniem śmierci pnia mózgu, a tromboliza zapobiega obrzękowi mózgu spowodowanemu zatorami w tętniczkach. Zamiast tego, bez wiedzy i zgody rodziny, na 2 do 10 minut wyłącza się respirator, żeby sprawdzić, czy pacjent podejmie samodzielne oddychanie. Jeśli nie podejmie, następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu.

Uszkadza się mózg po to, żeby orzec, że mózg jest uszkodzony!

Ale gdyby pozwolić pacjentowi na spokojne dojście do siebie pod respiratorem przez kilka dni mogłoby się okazać, że oddech samoistnie powrócił, a stan pacjenta się poprawia. Kolejny poważny problem, o którym pacjenci, a więc potencjalni dawcy narządów nie mają pojęcia, to sam proces pobierania narządów.

Przy rozcinaniu ciała „zmarłego” i w czasie pobierania narządów odnotowuje się skok ciśnienia, przyspieszony puls oraz reakcje bólowe. Z tego powodu 1/3 brytyjskich lekarzy podaje „zwłokom” środki przeciwbólowe.

W latach 90 prof. Keith Andrews udowodnił, że „wegetatywni” pacjenci są świadomi, wiedzą jak się nazywają, ile mają dzieci, jaką muzykę lubią, a jakiej nie, a mimo to są lekarze, którzy twierdzą, że ci ludzie nie żyją lub że są „warzywami”. Takich ludzi są tysiące, tysiące narządów się „marnują”, więc rodzi się pokusa, żeby uznać „trwałą utratę ŚWIADOMOŚCI” jako nowe kryterium orzeczenia śmierci.

Transplantologia rodzi też inne problemy, np. terror transplantacyjny, polegający na żądaniu tkanek i narządów od krewnych i przyjaciół, a nawet poczynanie dzieci po to, żeby dzięki ich szpikowi lub komórkom macierzystym ratować życie starszego rodzeństwa.

Rejestr sprzeciwów dla tych, którzy nie zgadzają się na oddanie narządów do transplantacji http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html

Większość Polaków jak i czytających ten tekst i tak nie zgłosi się do CSR, bo mają gdzieś przyszłość i to, co dzieje się dalej niż kilometr od ich domu. Ale Ty nie musisz tak postępować! Wydrukuj dokument, wypełnij go i wyślij pocztą do CSR już dziś!

Źródło: https://astromaria.wordpress.com

Posłuchajcie długiej, ale bardzo ciekawej audycji, w której rozmawiają ojciec Jacek Maria Norkowski (lekarz i Dominikanin), minister Bolesław Piecha (lekarz) i prawnik, senator Zbigniew Cichoń (adwokat):

Polecam też inne szokujące artykuły o medycynie na mojej stronie:

Medycyna akademicka to największe kłamstwo świata. Nie leczy, a zabija
Szczepienia: kompendium wiedzy (obszerna baza linków)
Cholesterol: największe kłamstwo XXI wieku. Medycyna zamiast leczyć, zabija!
Medycyna akademicka, fabryka śmierci. Kto chce delegalizacji homeopatii?
Niski poziom witaminy D może prowadzić do raka
Masz wysoki cholesterol? To dobrze, będziesz długo żył!

%d blogerów lubi to: