Reklamy

Tag: szkodliwe suplementy

Firmy farmaceutyczne chcą zysku za wszelką cenę. Nagonka na suplementy i zioła

Firmy farmaceutyczne chcą zysku za wszelką cenę. Nagonka na suplementy i zioła

Trwa od długiego czasu nagonka na suplementy diety, witaminy i zioła. Portale internetowe, gazety, telewizje, a także „zatroskani o dobro nauki” racjonaliści naukowi, biją na alarm. Tytuły prasowe i artykuły na portalach prześcigają się w dramatyzmie. „Uwaga na szkodliwe suplementy”, „Suplementy diety i witaminy które nie działają”, itp. Przykład takiego artykułu – link tutaj. Czym jest to podyktowane?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta i wcale nie trzeba znać niuansów medycyny by ją znać. Wystarczy ekonomia, i to wyłącznie podstawy. Tak, zgadliście! Chodzi o czysty zysk, miliardy dolarów zysków korporacji farmaceutycznych!

Media oddają tutaj dobrą przysługę korporacjom farmaceutycznym, i trudno im się dziwić. Globalna ośmiornica władzy jest od lat nierozerwalna i składają się nań: korporacje, nauka w służbie tych korporacji, polityka, władza, religia, media. 90% mediów w Polsce należy do wielkich, globalnych korporacji medialnych. Idąc dalej, po nitce do kłębka, korporacje medialne i korporacje farmaceutyczne należą do tych samych grup ludzi.

Metody działań korporacji farmaceutycznych i logika, jaką się posługują, została wyjaśniona w poniższych artykułach:
Były pracownik korporacji farmaceutycznej: szczepionka na HPV będzie największym skandalem medycyny!
Medycyna akademicka, fabryka śmierci. Kto chce delegalizacji homeopatii?
Niski poziom witaminy D może prowadzić do raka
Tysiące agentów korporacji farmaceutycznych w Polsce korumpuje lekarzy
Medycyna akademicka to największe kłamstwo świata. Nie leczy, a zabija
Dlaczego wyznawcy dogmatów religijnych, ideowych i naukowych mnie nienawidzą?

Atakuje się suplementy, bo po co Kowalski ma wyszukiwać organicznej witaminy C, jak może iść do apteki i kupić witaminę C syntetyczną, izomer R. Który nie tylko źle się wchłania (dane są rozbieżne, 2% – 30%), ale po drodze rozpieprza Ci nerki, bo niewchłoniętą ilość nerki muszą wydalić. W dodatku, taki apteczny produkt udający witaminę C, będący witaminą C jedynie z nazwy, ma szereg substancji dodatkowych. Np słodzik aspartam i acelsufam – oba niezwykle toksyczne.

W głównym nurcie debaty publicznej próbuje się narzucić pewną retorykę, pewne status quo. Otóż przedstawia się zioła i suplementy jako te, które wchodzą w interakcje z lekarstwami, zaburzając ich działanie. Czy ja dobrze czytam?! Tak! Taka retoryka to patrzenie na branie syntetycznych leków jako coś, co jest normalne i oczywiste. Według tej retoryki, Kowalski bierze sobie syntetyczne lekarstwa, i to jest normalne, to jest codziennie, to jest wręcz cool, aż tutaj wkraczają na scenę jakieś zioła i suplementy, które tę „normalność” zaburzają! Nosz wstrętne oszołomskie mikstury czarownic mają czelność zaburzać pracę przenajświętszej nauki w postaci syntetycznych lekarstw! Na stos! Na stos z heretykami!

Czy już łapiecie przewrotność tej logiki, która obecnie dominuje w debacie publicznej, w artykułach typu: „uwaga na szkodliwe suplementy i zioła”? Według tej logiki, każdy chyba powinien non stop zażywać po 40 tabletek syntetyków na dobę, byle tylko nie mieszać do tego suplementów i ziół, bo a nóż zaszkodzą. A może prawda jest zupełnie inna? Może to syntetyczne lekarstwa są barbarzyńską ingerencją w naturalne procesy organizmu, że trzeba ograniczać stosowanie pokarmów (np serów przy inhibitorach MAO), mikroelementów, ziół?

Życie już dawno mnie nauczyło, że tam, gdzie trwa jakaś usilna kampania „prozdrowotna” czy też „profilaktyczna”, forsowana przez czynniki oficjalne – to trzeba robić dokładnie na odwrót.
Tak jest na przykład z następującymi zagadnieniami medycyny:
zbożami, które okazały się trucizną przed którą organizm nie potrafi się bronić, więc „zjada” samego siebie (link)
cholesterolem, który zamiast być przyczyną zawałów i udarów, jest składnikiem niezbędnym do życia i „paliwem” dla mózgu (link)
szczepieniami, które nie tylko nie zapobiegają chorobom, ale wręcz na nie narażają i przy okazji zawierają całą gamę szkodliwych dodatków, takich jak rtęć, glin, formaldehyd itp. (link)
pigułkami antykoncepcyjnymi, które rujnują zdrowie i w ogóle nie powinny być brane przez kobiety palące i powyżej 35 roku życia, a nikt na to nie zwraca uwagi (link)
chemioterapią, która ma skuteczność mniejszą niż placebo, powoduje straszne skutki uboczne i nie gwarantuje przeżycia dłuższego niż ok. 5 lat (link)

Dlaczego tyle miejsca poświęca się rzekomej szkodliwości i nieskuteczności minerałów, ziół, aminokwasów, suplementów, a tak mało – szkodliwości choćby aspiryny czy paracetamolu? Czy wiesz u ilu ludzi rocznie powstaje choroba wrzodowa po stosowaniu aspiryny? Czy wiesz, ilu ludziom osłabiło bądź uszkodziło wątrobę branie niewinnego paracetamolu na kaca, gdy stężenie alkoholu nadal się utrzymuje we krwi? Czy wiesz, ilu ludzi rocznie zabija akademicka medycyna, która przestała ratować ludzi? Która pod rządami chciwych na miliardowe zyski korporacji farmaceutycznych, stała się swoją koszmarną karykaturą? Czy wiesz, że przemysł farmaceutyczny prowadzący na ogromną skalę barbarzyńskie badania podczas II wojny światowej, został praktycznie pominięty podczas Procesu Norymberskiego?

Nie byłym sobą, gdybym nie dodał innego argumentu jeśli chodzi o suplementy i zioła. Otóż: suplement suplementowi nierówny, zioło ziołu nierówne. Nieskuteczność suplementów bierze się głównie z tego, że ludzie nie wiedzą jaki produkt kupić. Np aminokwas tryptofan, aby działał, musi być brany w dawce 500, 1000, czasami i do 3000 mg na dobę. A w aptece? Kupisz tam produkt koncernu farmaceutycznego, który ma najwyżej 50 mg – 100 mg tego składnika. Tyle, co kot napłakał.

Podobnie jest z ekstraktami ziołowymi. Ludzie idą pędem kupować do apteki jakieś zbiorcze suplementy, gdzie jest kilka ekstraktów ziołowych. Kłopot z tym, że te ekstrakty zawierają najczęściej śladowe ilości substancji czynnej. Zawsze „żywe”, sypkie, ususzone zioło, korzeń, nasiona, itp, mają pierwszeństwo przed ekstraktem. Nawet najlepszy ekstrakt nie odda w pełni mocy sypkiego ziela czy pokruszonego bądź sproszkowanego korzenia. A co dopiero kiepskiej jakości suplementy produkowane przez korporacje.

Zioła – tutaj ważne są:
-surowiec (nie kupujemy w torebkach, bo tam surowca jest mniej i jest on fatalnej jakości), kupujemy sypane, w dużych opakowaniach;
-to, z czym się miesza owo zioło – zioła często stosuje się w mieszankach i trzeba wiedzieć w jakich;
-ilość surowca – Polacy mają właśnie strach przed sypaniem odpowiedniej, działającej ilości ziela. Wolą oni sypnąć za mało, a wtedy może nie działać;
-jak je przyrządzić – czy zalać wodą o temperaturze 70, 80 czy 100 stopni? A może wsypać do garnka i gotować 10, a czasami nawet 15 i więcej minut? Są zioła, w przypadku których samo zalanie gorącą wodą nie pozwoli na uzyskanie naparu o odpowiedniej mocy;
-jaki ekstrahent? Nawet 15-minutowe gotowanie w garnku nie wystarczy w przypadku niektórych ziół, i z pomocą przychodzi wtedy alkohol etylowy. Który znacznie lepiej wydobywa substancje czynne niż woda, stąd popularność nalewek ziołowych.
-kwestie poboczne, np fakt, że niektóre zioła trzeba wypić do 30 minut po przyrządzeniu, inaczej substancje czynne się rozpadają. Fakt, o jakiej porze dnia pić, z jakimi pokarmami łączyć a z jakimi nie. Jakie minerały i witaminy pomogą wzmocnić efekt leczniczy danego zioła, itp itd.

Era babcinych „ziółek na trawienie”, które raz pomagały, raz nie (najczęściej nie..) staje się powoli zamierzchłą przeszłością. Wraca wiedza, która była ignorowana lub ukrywana przez dziesiątki lat. Paradoksalnie dzieje się to właśnie dzięki nowoczesnym technologiom, dostępowi do informacji i wiedzy. Tutaj akurat działa wzorowo prawo „wolnego rynku”, którego tak często krytykuję. Otóż ludzie mając dostęp do informacji, i (jeszcze) nie mając nad sobą gościa z karabinem, który by nad nimi stał i kazał wpieprzać syntetyczne lekarstwa, szukają terapii które naprawdę działają.

Obecnie dobrej jakości surowiec – zioła, korzenie, nasiona, jagody, grzyby, herbaty, aminokwasy, suplementy – można kupić w wielu miejscach. Epoka dzisiejsza to epoka ludzi, którzy coraz częściej świetnie sobie radzą bez oficjalnej medycyny. Owszem, gdy trzeba wyleczyć ząb, nie stosuje się ziół, tylko idzie do dentysty. Gdy jest zagrożenie życia (np wstrząs anafilaktyczny), to wzywa się pogotowie, a nie próbuje ratować delikwenta suplementem. Gdy człowiek ma jeszcze nieustabilizowaną cukrzycę i nagle dostaje ekstremalnie wysokiego poziomu cukru, to daje sobie szybko odpowiednią dawkę insuliny.

Ale potem ową cukrzycę można najpierw ustabilizować, a następnie całkowicie wyleczyć zmianą diety, nawyków, stosowaniem medycyny naturalnej. Podobnie jak z wydawałoby się innymi nieuleczalnymi chorobami, wobec których medycyna jest bezsilna, ale nie przeszkadza to jej zarabiać na nich ogromnych pieniędzy. Np reumatoidalne zapalenie stawów, choroba Hashimoto, które mijają po odstawieniu zbóż. Alergia czy astma również medycynie naturalnej nie straszne. A Ci, którzy chcą w naturalny sposób „podkręcić” funkcje swojego mózgu / umysłu, znajdą szeroką ofertę aminokwasów, ziół, suplementów, itp.

Autor: Jarek Kefir
Video: Kampania natura bez granic
Proszę o udostępnienie, podanie dalej! Dzięki!

Chcesz wspomóc to co robię i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj.

 

Reklamy