Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Posty oznaczone 'szczęście'

Archiwa tagu: szczęście

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,649,887 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

Hej! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych informacji i na tym by było ich więcej, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, koncernów. Mogę dzięki temu dostarczać Ci kontrowersyjnych, zakazanych i niewygodnych dla systemu treści. Aparat władzy i opresji niechętnie patrzy na takie publikacje. Więc moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, kliknij na poniższe obrazki:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 127 obserwujących.

Tajemnice duchowości: moment gdy stałeś się niewolnikiem systemu. Pamiętasz go?

Gdy system Cię unieszczęśliwia.. Żegnaj dzieciństwo, witaj trudna dorosłości

Ten niezwykle ciekawy temat był poruszany przeze mnie dwa razy. Jednak uważam, że powinienem poruszyć go kolejny raz. To dotyczy nas wszystkich, także Ciebie. Wynika to z praw rządzących światem, których być może nie znasz. Naprawdę niewiele ludzi pamięta co się działo na tym etapie ich życia. Ta zmiana, którą opisuję w tym artykule, najczęściej pozostaje nieświadoma, i zostaje zapomniana. Kto wie, może właśnie Ty należysz do tej nielicznej grupy ludzi, którzy te wydarzenia z dzieciństwa i okresu dojrzewania pamiętają?

Poobserwuj ufne i radosne zachowanie szczeniaka i małego psa, ze stadnym i agresywnym zachowaniem psa dorosłego. Czyż z tym samym nie mamy do czynienia u ludzi? Świadomość dziecka diametralnie różni się od świadomości dorosłego. Na pewno tęsknisz za latami dzieciństwa, ale pewnie nie zdajesz sobie sprawy, dlaczego tak jest. W tym felietonie ujawnię Ci, na czym polega trauma okresu dojrzewania jak i obniżenie jakości myślenia przy wchodzeniu w dorosłość.

Dziecko ma specyficzny stan świadomości. Polega on na ufności, ciekawości dosłownie każdym detalem i elementem życia. Dziecko jest radosne i cieszy się dosłownie z niczego. A więc cieszy się ze wszystkiego – z tego, że żyje. Dziecko nie potrzebuje miliarda dolarów i Ferrari o mocy 400 koni mechanicznych by poczuć ledwie namiastkę szczęścia. Dla dziecka byle patyk wkładany podczas deszczowego dnia do kałuży z kolegami i koleżankami, daje taką radość i ekstazę, o jakiej dorosły posiadający te miliard dolarów i Ferrari nawet nie może pomarzyć. Bo dziecko umie cieszyć się byle drobiazgiem – ono niczym mistrz duchowy docenia i uwielbia to, co ma.

A co dopiero ma powiedzieć zlękniona osoba dorosła, która nie ma tego miliarda dolarów i Ferrari? Ba, nie tylko ich nie ma, ale musi tyrać przez miesiąc u polskiego kapitalisty za 1500 złotych? Które to zarobki nie wystarczają na nic? Dziecko ma stan świadomości bardzo zbliżony do stanu opisywanego przez ezoteryków i gnostyków. Jest to świadomość Buddy. Dziecko żyje dosłownie w stanie „tu i teraz„, niczym w książkach znanych mistrzów duchowych. Do tego należy doliczyć to, że myślenie dziecka jest typowo „magiczne„. Dla niego każdy element świata ma w sobie coś nieuchwytnego, zachwycającego, pięknego. Życie pomimo wielu trudności jest dla niego wielkim zachwytem.

Dojrzewanie i pożegnanie z dzieciństwem to zejście do mentalnego „grobu”

Cytuję: „W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że najpierw widać kokon, który pęka, a potem pojawia się motyl. W wypadku ludzkiego umysłu od zawsze kolejność wydaje się odwrotna – człowiek rodzi się jako motyl, a potem otacza się kokonem.

Każdy człowiek jest bardziej podobny do buddy jako dziecko, później to podobieństwo maleje. Spójrz na dziecko, spójrz na jego oczy, są bardziej podobne do oczu buddy niż oczy jakiegokolwiek dorosłego. Sposób w jaki siedzi, w jaki się porusza – wdzięk, piękno, życie chwilą – są piękne.

Nawet jego złość jest piękna. Jest w tej złości całym sobą, a gdy coś jest całkowite, to jest piękne. Przyjrzyj się dziecku, które w złości skacze i krzyczy. Patrz tylko! Nie zajmuj się sobą ani tym, że dziecko ci przeszkadza. Przyglądaj się zjawisku. Złość jest piękna – bo dziecko jest w niej całkowicie zanurzone. J e s t złością, i to tak autentycznie, że nic nie pozostaje niedokończone. Nie powstrzymuje się, wchodzi w złość całym sobą i staje się złością.

Przyjrzyj się dziecku, które cię kocha. Kiedy cię wita, kiedy podchodzi do ciebie, jest jak budda. Ale już wkrótce pomożesz mu i społeczeństwo też mu pomoże wejść w kokon, w którym już umrze. Zaraz po wyjściu z kołyski wchodzimy do grobu. Nikomu nie wolno być naturalnym, narzucana jest nam patologia. Jesteś zamykany w klatce, więziony w martwym schemacie. Twoja spontaniczna natura cierpi, a ty nie możesz się z tego schematu wydostać. Właśnie dlatego jest tyle patologii. Stworzył ją człowiek.”
~Osho

Tęsknisz za beztroskim dzieciństwem lub kolorową młodością?

Niemal każdy człowiek tęskni czy to za dzieciństwem, czy to za czasami młodości. Za dzieciństwem, bo było beztroskie, kolorowe, pełne wrażeń, bo nawet zupa pomidorowa gotowana przez babcię smakowała tak intensywnie. A teraz nie cieszy Cię nawet obiad w wykwintnej restauracji. Nie mówiąc o całej reszcie. Tęsknisz za młodością, bo pełna była wyzwań, marzeń, radości. Bo nawet ta Coca-Cola smakowała intensywniej, piwo czy jabol za 3,50 zł oznaczał wielkie szczęście, a zachód słońca czy seks do białego rana wspominasz z nostalgią aż po dziś dzień.

Tęsknota za dzieciństwem to tęsknota za prawdziwą, niemal duchową dojrzałością, która została Ci odebrana. To tęsknota za pełnym potencjałem, za chęcią poznawania i zdobywania świata, które zostały Ci zabrane. To tęsknota za hobby i pasjami, które wtedy tak intensywnie się objawiały, i często były realizowane, np na kółkach zainteresowań. Czy w pełnych intensywności marzeniach. A które zostały Ci zabrane, bo przecież musiałeś stać się poważanym i szanowanym obywatelem. Statecznym ojcem rodziny, czy też matką Polką.

Musiałeś przecież skończyć studia, których najczęściej nie wybrałeś sam, i które nie były zgodne z Twoimi zainteresowaniami. Obiecano Ci po studiach złote góry i świetlaną przyszłość. A tu okazuje się, że Janusz kapitalista płaci Ci 1500 złotych. Robisz kursy, zdobywasz kwalifikacje jak pojebany. Podporządkowujesz temu całe życie. Rezygnujesz z hobby, pasji, z marzeń. Z szczypty szaleństwa, tak bardzo cechującego młodość. Masz te 30 lat i najczęściej dalej zarabiasz grosze. Jeśli masz szczęście – kredyt na mieszkanie, na samochód, i na wakacje, które w ogóle Cię nie cieszą i podczas których w ogóle nie wypoczywasz.

Miało być drugs, sex, rock ‚n’ roll i sielskie życie. Jest praca za 1500 zł netto

Masz żonę, która jest tak samo sfrustrowana i niechętna na seks jak Ty. Masz dzieci, które powoli zaczynają nienawidzić starego zgreda, którym się stajesz z każdym rokiem. Powoli zaczyna docierać do Ciebie, że tak naprawdę przegrałeś swoje życie. Nawet popełniasz dokładnie te same błędy, co Twoi rodzice. A tak bardzo chciałeś ich uniknąć. Przecież miało być inaczej.. I tęsknisz za tymi latami ’80 czy ’90 – latami dzieciństwa czy młodości. One wcale nie były dobre. Te lata były niewyobrażalną traumą dla ówczesnych dorosłych, były czasem upadku gospodarczego państwa, czasem bankructw i dziesiątek tysięcy samobójstw. Ale Ty wspominasz je miło. Bo byłeś wtedy dzieckiem czy nastolatkiem. Bo odczuwałeś inaczej, intensywniej, bardziej kolorowo.

Miało być drugs, sex, rock ‚n’ roll. Miało być radosne i szczęśliwe życie. Miałeś być świadomy, miałeś uniknąć błędów wychowawczych, które popełnili Twoi rodzice. No i kapitalizm tyle Ci obiecywał. Co masz obecnie? Z dziecięcych pasji dawno zrezygnowałeś. Bo przecież masz być inżynierem, ojcem, człowiekiem wykształconym, a nie bujającym w obłokach. Z młodzieńczych marzeń także, bo przecież dorosłemu nie wypada. Jeśli miałeś jakieś hobby, choćby to było łowienie ryb czy jeżdżenie po Polsce i fotografowanie pociągów – też z nich zrezygnowałeś.

Masz kredyty, dzieci, dom, pracę. Obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Przyjemności i radości zero, coraz mniej i mniej. Zrealizowałeś pierwszy, archetypowy cel ludzkiego życia – ślub. Drugim celem jest założenie rodziny. Wiesz jaki jest ostatni, symboliczny czy też archetypowy cel człowieczego bytu? Śmierć. W gnostycyzmie ślub i śmierć są synonimami, są symbolami tożsamymi, podobnymi, zamiennymi. Ślub i założenie rodziny, jak i śmierć są dwoma głównymi celami ludzkiego życia. Także w interpretacji snów oba te symbole interpretuje się zamiennie. Więc możesz teraz czekać na śmierć. Biernie.

„Te wspaniałe lata 90-te.. Kiedyś to były czasy..” Tak naprawdę chodzi o coś innego

Cytat: „Ludzie zawsze mawiali: „Kiedyś, to były czasy!” Z wiekiem życie wydaje się człowiekowi coraz gorsze. Wspomina młode lata, kiedy wszystkie barwy były soczyste, wrażenia ostre, marzenia ziszczalne, muzyka lepsza, klimat korzystniejszy, ludzie życzliwsi, nawet kiełbasa była smaczniejsza, nie mówiąc o zdrowiu. Życie było przepełnione nadzieją, dostarczało radości i zadowolenia. Teraz, po upływie tylu lat, człowiek nie doznaje już takich radosnych przeżyć w związku z tymi samymi zdarzeniami. Na przykład piknik, impreza, koncert, film, święto, randka, wczasy nad morzem – wszystko to, obiektywnie rzecz biorąc, jest tej samej jakości.

A jednak – to już nie to. Kolory wyblakły, wrażenia straciły ostrość, zainteresowanie wygasło. Dlaczego w młodości wszystko było takie wspaniałe? Czyżby percepcja człowieka z wiekiem traciła ostrość? Ale przecież z wiekiem człowiek nie traci zdolności do płaczu, śmiechu, zauważania barw i odczuwania smaków, odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła. Może więc świat stacza się w przepaść? W rzeczywistości świat sam w sobie nie ulega degradacji i nie staje się gorszy. Staje się gorszy dla każdego z osobna. Równolegle z negatywną linią życia istnieją linie, które ów człowiek w swoim czasie zostawił i na których wciąż jest wszystko w porządku. Wyrażając niezadowolenie, człowiek w istocie przestawia się na gorszą linię życia. A właściwie – jest na nią wciągany.

(…)

Człowiek rodząc się, początkowo przyjmuje świat takim, jakim on jest. Po prostu dziecku nie jest jeszcze wiadome, że może być lepiej lub gorzej. Młodzi nie są jeszcze kapryśni i wybredni. Zwyczajnie odkrywają świat i cieszą się życiem, bo mają więcej nadziei niż pretensji. Wierzą, że i tak jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej. Ale potem nadchodzą niepowodzenia i człowiek zaczyna rozumieć, że nie wszystkie marzenia się spełniają, inni żyją lepiej, a o miejsce pod słońcem trzeba walczyć. Z czasem pretensji staje się więcej niż nadziei. Niezadowolenie i narzekanie stanowią siłę sprawczą popychającą człowieka ku niefortunnym liniom życia.

Ujmując to zgodnie z terminologią Transerfingu, człowiek emituje negatywną energię, która przenosi go na linie życia odpowiadające negatywnym parametrom. Świat staje się tym gorszy, im gorzej Ty o nim myślisz. W dzieciństwie nikt nie rozmyślał nad tym, czy jest on dobry, czy nie, lecz przyjmował wszystko za dobrą monetę. Dopiero zaczynałeś odkrywać świat i nie nadużywałeś krytyki. Największe urazy skierowane były przeciwko Twym bliskim, którzy na przykład nie kupili Ci zabawki. Ale potem zacząłeś poważnie obrażać się na otaczający Cię świat. Zaczął coraz mniej Cię satysfakcjonować. A im więcej zgłaszałeś pretensji, tym gorszy był efekt. Każdy, kto przeżył młodość i dożył do wieku dojrzałego wie, że kiedyś wszystko było lepsze.

(…)

Uważasz, że życie stało się gorsze. Jednak tym, którzy są w tej chwili młodzi, życie wydaje się piękne. Dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że oni nie wiedzą, jak dobrze było wtedy, gdy Ty byłeś w ich wieku? Ale wówczas żyli przecież ludzie starsi od Ciebie, którzy dokładnie tak samo narzekali na życie i wspominali, jak dobrze kiedyś było. Przyczyna leży nie tylko w skłonności psychiki ludzkiej do usuwania ze wspomnień złych elementów i uwypuklania w przeszłości tego, co dobre. Przecież niezadowolenie ukierunkowane jest na to, co dzieje się obecnie, ponieważ jest rzekomo gorsze od tego, co było kiedyś.

Jeśli przyjąć za fakt tezę, że życie staje się z każdym rokiem coraz gorsze, to świat już dawno powinien był się po prostu rozpaść na kawałki. Ile pokoleń minęło od początków historii ludzkości? I każde uważa, że świat stał się gorszy! Na przykład starszy człowiek powie z przekonaniem, że wcześniej coca-cola była lepsza. Jednak coca-colę wymyślono w 1886 roku. Wyobraź sobie, jaka obrzydliwa jest ona w tej chwili! Może z wiekiem przytępia się zmysł smaku? Wątpliwe. Przecież dla staruszka pogorszyła się też każda inna jakość-na przykład mebli czy odzieży. Jeśli świat byłby ten sam dla wszystkich, to po przejściu tylu dziesiątków pokoleń zmieniłby się w piekło.”
Autor: Vadim Zeland

Radość dzieciństwa i marzenia młodości odebrane przez dorosłość

Ja ten moment przeskoku pamiętam bardzo dobrze. Pamiętam jak bardzo cieszyłem się z wydawałoby się głupich fajerwerków na sylwestra, czy z świąt bożego narodzenia. Gdzieś koło 5 czy 6 klasy podstawówki nagle święta straciły swój dawny blask. Już nie było tej magii. Nie było tego zachwytu życia. Moje myślenie stało się jakieś inne. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli. Były one jakieś suche, toporne, pozbawione barw. Z tygodnia na tydzień odczułem ogromną zmianę jakościową na gorsze. Poczułem się wewnętrznie martwy, jakby ważna część mnie została na zawsze zamordowana. Resztki tego magicznego dziecięcego zachwytu zostały gdzieś do drugiej klasy liceum, do 2002 roku. Potem znikło i to. Ciekawy jest fakt, że naprawdę niewielu ludzi to pamięta.

Są dwa przełomy związane z przystosowaniem do życia w systemie w życiu człowieka. Pierwszy z nich to wiek 4, 5 lat, gdy ukształtowanych zostaje wiele programów podświadomości. Wdrukowywane zostają wtedy zarówno cywilizacyjne (globalne) traumy, jak i traumy, lęki i kompleksy typowe dla danych rodziców. Drugi przełom to właśnie dojrzewanie płciowe. Natura odbiera Ci dziecięcą radość bezwarunkową, szczęście z byle powodu. Dostajesz popęd seksualny, i potrzebę jego ciągłego zaspokajania. Witaj dorosłości – i witajcie nowe role życiowe: podatnik, rodzic, wyznawca, obywatel, konsument, żołnierz.

Od tej pory Twoje szczęście nie jest już bezwarunkowe – zostaje Ci zabrane. Od tej pory Twoje szczęście jest uzależnione od realizowania programów natury. Te programy są trzy i dotyczą każdej istoty żywej na Ziemi – od wirusów aż po ludzi. Są to: 1. rozmnażanie, przetrwanie gatunku i seks; 2. ekspansja terytorialna, zdobywanie nowych miejsc do życia; 3. gromadzenie zasobów – u zwierząt pokarm i partnerzy, u ludzi dochodzą jeszcze inne rzeczy.

Szczęście w dorosłości, czyli nieustanna pogoń za króliczkiem

Najgorsze w tym jest to, że to nowe szczęście związane z realizacją programów natury, to ledwie nędzna namiastka dawnego dziecięcego, magicznego szczęścia. To nie jest tak naprawdę szczęście, ale wieczne gonienie za króliczkiem, aż do śmierci. Przecież nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go. Prawda? Bo gdy złapiesz już tego króliczka.. To poczujesz dosłownie chwilkę tej nędznej namiastki szczęścia – chwilę emocjonalnej ekscytacji. A potem Twoje ego i umysł formułują kolejny cel, kolejne dążenie, kolejne pragnienie. I często społeczeństwo stawia wtedy kolejne żądania: wziąłeś ślub? To teraz dzieci. Kupiłeś samochód? To teraz zamiast ośmiu godzin pracuj czternaście i kup dom. Gonisz, gonisz i jeszcze raz gonisz.

Czy to jest szczęście? Jeden z laureatów nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii powiedział, że ostatecznym dążeniem każdego człowieka jest władza nad całym światem niewolników. Bycie imperatorem planety z całą ludzkością jako podległymi niewolnikami to ostateczny cel ego każdego człowieka – tak jest ono zbudowane. Ale zastanów się chwilę. Zostajesz tym imperatorem. I co dalej? Otóż dostajesz niemożliwej do wytłumaczenia i zniesienia depresji. Bo już nie ma króliczka za jakim można by gonić. Wszystko zdobyłeś i nie ma nic do zdobycia więcej – pojawia się niemożliwy do zniesienia stan. Ego chciałoby dalej zdobywać, dążyć, podbijać, pragnąć – ale nie ma już czego.

Neurobiologiczna teoria dorastania, czyli melatonina i serotonina

Melatonina jest chemiczną pochodną serotoniny. To z serotoniny powstaje melatonina. I melatonina i serotonina określane są jako „hormony szczęścia. Serotonina ma działanie przeciwne do dopaminy, hormonu aktywności, drapieżności, rywalizacji i seksualności. Melatonina ma działanie anty-gonadowe, czyli przeciwne do spraw związanych z rozmnażaniem. Stężenie serotoniny i melatoniny jest największe podczas błogiego i szczęśliwego dzieciństwa. Dziecko ma taki naturalny, błogi stan szczęścia – stan buddy.

Natura więc odbiera Ci to błogie szczęście z dzieciństwa. Stężenie melatoniny i serotoniny spada. Na scenę wkraczają „wrogowie” tych hormonów szczęścia, czyli dopamina i hormony płciowe. Od tej pory ledwie namiastkę dziecięcego szczęścia zyskujesz podczas aktywności związanej z dopaminą. Czyli seks, agresja, walka, konsumpcja, ekspansja. Ciekawe jest jeszcze to, że kobiety mają większe stężenie melatoniny i serotoniny w organizmach. Są one istotami łagodniejszymi, bardziej pokojowymi i bardziej uduchowionymi.

Mężczyźni przez niedobory serotoniny częściej ryzykują, częściej rywalizują i walczą. Mają większy popęd seksualny i zdobywają. Ma to uzasadnienie w realizacji celów natury. Z tym, że ma to drugą stronę. Mężczyźni są bardziej agresywni i.. nieszczęśliwi. Częściej popełniają samobójstwa, częściej chorują psychicznie – choć dużo rzadziej zgłaszają się po pomoc. Częściej padają ofiarami przestępstw, i częściej wykazują zachowania autodestrukcyjne. Typu: nałogi czy mordobicia.

Ciekawe jest to, że w stanie zakochania stężenie serotoniny i melatoniny drastycznie spada. Wzrasta wtedy stężenie hormonów takich jak: dopamina, fenetyloamina, hormony płciowe. Z kolei mechanizm działania leków przeciwdepresyjnych polega głównie na podwyższaniu poziomu serotoniny. Mechanizm ten powoduje.. osłabienie libido i osłabienie przeżywanego uczucia zakochania, lub jego całkowite ustąpienie. I jeszcze jedno.. Bardzo ciekawe jest też to, że u znerwicowanych i pełnych lęków mężczyzn, występuje bardzo silny popęd seksualny. Widzicie jak to wszystko jest perfekcyjnie dopracowane? Jak to wszystko wiąże się i łączy – i na planie duchowym, i na planie psychicznym, jak i fizycznym (neuroprzekaźniki).

Kiedy zrezygnowałeś z pasji dzieciństwa i marzeń młodości?

Co możesz więc zrobić by temu przeciwdziałać? Zachęcam Cię do zweryfikowania swoich priorytetów i celów życiowych. Czy na pewno chcesz iść na te studia i być inżynierem pracującym od świtu do późnej nocy? Czy raczej ktoś Ci to narzucił? Czy na pewno chcesz sadzić to drzewo, budować ten dom (raczej: klitka w bloku, na kredyt 30 lat), i płodzić tego syna? By potem całe dnie pracować, biorąc nadgodziny lub drugi etat, zarzynać się, tracić zdrowie, i tej rodziny nie widzieć? Taką przyszłość sobie wymarzyłeś, czy raczej taki model życia został Ci narzucony?

Zachęcam Cię także do odkurzenia swoich starych hobby i pasji. W garażu stoi jakaś motorynka, gitara, zestaw wędek? Tudzież masz cała piwnicę zajebaną książkami filozoficznymi, duchowymi czy jakimikolwiek innymi? Lub znaczkami pocztowymi? A może kiedyś znałeś każdy rodzaj lokomotywy jaka istnieje na świecie z parametrami technicznymi, ale nie jesteś już na bieżąco? A tyle nowych bestii powstało, np w bydgoskich zakładach kolejowych PESA?

Przypomnij sobie moment i powód, dla których zrezygnowałeś z tego, co autentycznie lubisz. Musiałeś „spoważnieć i założyć spodnie”? To nie przystoi matce Polce? Musiałeś „ogarnąć się i wreszcie zająć się dorosłym życiem”? Wróć więc do tego. To zasila Twoje istnienie, a nie praca od świtu do nocy, nie spełnianie zachcianek i żądań innych.

Autor: Jarek Kefir

Witaj! 🙂 Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nieocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii, podziękowania za wiedzę. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Niesamowity film o sytuacji na Ziemi i wielkiej przemianie [+18]

duchowoscZapraszam Was do obejrzenia krótkometrażowego filmu Lany del Rey „Tropico„. Oglądajcie go i interpretujcie poprzez język archetypów i symboli.

Zawarte są tam motywy stworzenia świata, raju utraconego jak i upadku człowieka i planety na samo dno. Po wygnaniu z raju, Lana i jej partner budzą się w świecie pieniądza, niedostatków, braków, i przede wszystkim – ciężkiej i męczącej pracy.

Podnoszone są motywy braku szacunku dla drugiego człowieka, szczególnie wobec kobiet. Po ugryzieniu jabłka, Lana budzi się jako striptizerka „zbrukana” będącymi na jej ciele pieniędzmi. Trafiają do świata, który jest piekłem – czyli na Ziemię w jej obecnym, choć odchodzącym już kształcie.

Lęk pierworodny jest związany z mentalnością niedostatku, poczuciem, że zasobów nie starczy dla wszystkich. Jest to jedno z podstawowych praw natury, które generuje ciąg ogromnych, globalnych problemów. Lęk przetrwania przez wielu gnostyków jest utożsamiany z grzechem pierworodnym ludzkości. Powoduje on chyba większość zła, jakie jedna istota zadaje drugiej istocie. Bo skoro zasobów jest za mało i trzeba o nie zabiegać, wręcz walczyć – to pojawia się pokusa, by czynić innym zło, by robić to w sposób nieczysty.

Agresja, rywalizacja, przemoc, kapitalizm, wyzysk, bieda, wojny. A potem: patriarchat, hierarchia, hipokryzja. Każdy system władzy i opresji bierze się z grzechu pierworodnego ludzkości – z lęku przetrwania. Poruszałem to w dawnych felietonach:
Jaka jest praprzyczyna zła na Ziemi? Czy lepszy świat jest możliwy?
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: prawdziwa natura człowieka i wszechświata
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Jaki jest ostateczny sekret życia? Będziesz w szoku!

Jest tam pokazana dominacja mężczyzny nad kobietą, która miała przynieść spełnienie. A przyniosła światu cierpienie i rządy twardej ręki 0,1% mężczyzn nad 99,95% reszty ludzkości. Faceci w garniturach (kapitaliści, finansiści, politycy) i faceci z tatuażami (gangsterzy, samce alfa itp) są pokazani jako beneficjenci ale też w pewnym sensie, ofiary systemu. Mężczyźni w tym systemie mieli presję, by „skamienieć„, by być wewnętrznie martwymi, by nie być słabymi. Mieliśmy być w 90% martwymi bateriami zasilającymi system.

Przesłanie filmu to pokazanie cyklu trwającego tysiące lat, czyli: Raj (i błoga, radosna nieświadomość) -> utrata raju i uzyskanie pewnej dozy świadomości (umysł logiczny z jego lękami i ograniczeniami – lęk przetrwania, grzech pierworodny) -> upadek ludzkości i planety -> odrzucenie skostniałych schematów (Lana wyrzuca różaniec katolicki na ulicę) -> uzyskanie świadomości, przemiana i powrót do domu.

Dalej pisał nie będę, nie chcę spoilować tego filmu 😉 Nigdy nie wątpcie w to, że dzieło przemiany się dokonuje. Jest to proces zaplanowany i realizowany krok po kroku. Ludzkość musiała w taki sposób „upaść„, by zdobyć nowe doświadczenia i umiejętności. Bez utracenia Edenu dalej żylibyśmy w błogiej i radosnej nieświadomości i głupocie. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i użalać się.

Zmiany które teraz trwają są i będą ogromne. Widać to na wszystkich płaszczyznach życia. Także w polityce. Pogonienie ludzi, którzy 8 lat bezlitośnie łupili nasz kraj i próby reformy struktur państwa przez nowy rząd. W USA – Donald Trump, który chyba jako pierwszy Prezydent od czasów Kennedy’ego zajął się… spełnianiem obietnic danych ludziom. I to od pierwszych dni urzędowania. Bo dotychczas politycy spełniali jedynie obietnice dawane bogatym.

Upadają wszystkie stare, niewydolne systemy władzy i opresji. Coraz więcej ludzi wie, że media, politycy i ekonomiści kłamią. Podejmowane są próby budowania nowych struktur podług nowych wartości. To, co widzimy na planie fizycznym, to nawet nie jest 1% tego, co się obecnie zmienia. Przeprogramowywana jest matryca naszej planety, co też było wcześniej zaplanowane. Nasz udział w tym wszystkim powinien polegać na tym, że zaprzestajemy zasilać upadający system strachem i nienawiścią. Skoro system ulega implozji i rozpada się – odłącz się od niego. Po co go zasilać?

Poniżej film Lany del Rey – Tropico:

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Alan Watts: największa tajemnica społeczeństwa [VIDEO] Wyluzuj i ciesz się życiem

sens-zycia-2Zapraszam na obejrzenie ciekawego, ale krótkiego wystąpienia Alana Wattsa o tym, jakie jest największa tajemnica społeczeństwa.

Problem tkwi w tym, że jesteśmy programowani na: lęk zamiast pewności, napięcie zamiast wyluzowania, rywalizację zamiast współpracy, uległość zamiast wiedzy. Ten model sprawdzał się przez całe eony trudnych czasów. I po części sprawdza się nadal. Czytelniczka mojej strony napisała, że te porady są dla tych, którzy mają fundament w postaci empatii i sumienia, zaś pozostali, którzy go nie mają – muszą być kontrolowani poprzez strach.

Bo inaczej się nie da. Jak wielka anarchia by była, gdyby nie te systemowe mechanizmy zabezpieczające? To, na co narzekamy i co jest dla nas ograniczające – tak często jest jednocześnie tym, dzięki czemu żyjemy, doświadczamy. Dzięki czemu cywilizacja jako tako trwa, i jest jako taki spokój. Już pisałem że to, co dla nas jest korzystne (liberalizm obyczajowy, duchowość ezoteryczna, wiedza), powoduje degenerację zbiorowości, społeczeństwa.

Nienawiść wobec społeczeństwa, systemu, świata, warto porzucić. Są to myśli które nie tylko nic nie dają, ale wręcz szkodzą, bo czujemy się po nich źle. Ale do rzeczy. Otóż istnienie wszystkiego, w tym nas, jest po prostu formą symulacji, gry, zabawy. Życia i istnienia nie trzeba brać tak śmiertelnie poważnie i na serio. Gdyż wtedy nasila się napięcie i stres. Im większą kontrolę chcemy mieć nad życiem, nad światem, tym gorszej jakości jest to życie.

Podstawowa rzecz to wyluzowanie i zwolnienie ucisku kontroli. O tym mówi większość mistrzów duchowych, m.in. Vadim Zeland w serii książek „Transerfing Rzeczywistości„. Im bardziej się szarpiemy z życiem, tym bardziej skomplikowane ono się staje. Im więcej zgłaszamy pretensji i narzekań wobec świata, tym więcej mamy do nich okazji. Im bardziej kontrolujemy swoje życie, tym bardziej wymyka się ono nam z rąk.

Jeśli pragniemy czegoś w sposób paniczny, nacechowany lękiem, że tego nie dostaniemy – to oddalamy się od tego celu. Jeśli z kolei chcemy czegoś uniknąć, boimy się tego czegoś, nienawidzimy – to pojawia się to w naszym życiu. W takiej lub innej formie – ale pojawia się. To, czego nie chcemy, warto po prostu ignorować. A nie godzinami rozmyślać że to coś jest takie i owakie, a my tego czegoś tak bardzo nie lubimy.

Życie po prostu trwa, przydarza się. Mamy doświadczać, rozwijać się, cieszyć się z piękna kreacji i mnogości dostępnych opcji. Pewnego dnia obudzisz się mając 40, 50 lub 60 lat. Zdasz sobie sprawę, że powoli, ale nieubłaganie Twoja ziemska wędrówka w tym ciele dobiega końca. Zastanów się przez chwilę. Masz 60 lat. Ile autentyczności i szczerości było w Twoim życiu? Ile szans wykorzystałeś, a ile nie? Czy realizowałeś swoje hobby, pasje, przeznaczenie, czy może żyłeś życiem innych? Ile było w nim miłości i autentyczności, a ile udawania i dbania o status społeczny?

Czego żałujesz, z czego jesteś dumny, co byś zmienił, a co nie? I jak wyglądają proporcje? Czy jesteś spełniony, czy raczej poobijany życiowo i zgorzkniały? Czy wykorzystałeś swoją szansę życiową? U współczesnego człowieka pierwsze poważne podsumowanie następuje po 27 roku życia, gdy zbliża się 30-stka i gdy ją przekraczamy. Zaczynają się pojawiać wątpliwości: co dalej z moim życiem? Czy powinienem robić to, do czego zachęca mnie społeczeństwo, rodzina, tradycja, czy iść swoim szlakiem?

Czy powinienem być taki jak inni, czy raczej pozostać sobą, wolnym ptakiem? A jeśli chce być wolnym ptakiem, orłem latającym ponad trudem i rozpaczą świata – to jakie będą tego późniejsze konsekwencje? A jeśli zdecyduje się pójść ścieżką społeczeństwa – to czy starczy mi sił, energii, umiejętności, pieniędzy, wiedzy? Te dylematy są obecne w moim życiu. Trudno mi iść drogą proponowaną przez społeczeństwo – bo do niej trzeba wysokich zarobków, stalowej psychiki, umiejętności, siły.. A także trzeba zgiąć tego karku przed społeczeństwem, gdyż siłą rzeczy jesteś z nim bardziej zależny i związany.

Wg mnie naszym celem nie jest zdobywanie coraz to nowych „met” życiowych. Zbyt często żyjemy dla tego momentu który nastąpi „kiedyś„. Gdy skończymy studia. Gdy kupimy samochód. Gdy pojedziemy na wakacje. Gdy kupimy dom. Gdy weźmiemy ślub. Gdy spłodzimy dzieci. Gdy awansujemy. Gdy przeprowadzimy się do większego domu i kupimy lepszy samochód. Gdy doczekamy się wnuków. Gdy… a potem już nie ma za bardzo kolejnego „Gdy„. Masz 60, 70 lat, słabe zdrowie. Tak niewiele spraw daje już radość. Życie trzeba przede wszystkim doświadczać, przeżywać, zatrzymać się. Jest tyle małych radości, które umykają nam każdego dnia, bo stale na coś czekamy.

Cytat: „Nie było takiej rzeczy, z której nie potrafiłaby się śmiać, nie było dla niej nic świętego. I to właśnie przejęliśmy od zwariowanej Chris Habib: Śmiejcie się, dzieciaki. W końcu wszystko jest jednym wielkim żartem.”
~Ken Wibler

Z rozmów ze starszymi ludźmi..
Czyta się dużo, co ludzie radzą młodym, gdy są na skraju życia.
Ja chyba najbardziej poruszającą opcje, jaką usłyszałam, to była ta.

Babeczka pochwaliła mi się pomalowanymi paznokciami. Ja pokazałam jej swoje. Babeczka powiedziała mi, że teraz dopiero na stare lata zaczęła sobie dogadzać.
Drogi manicure. Coś dla siebie.
Nie chodzi o kasę. Chodzi o zrobienie czegoś dla siebie.
I mówi tak, że nigdy nie umiała zrobić czegoś dla siebie. Że zawsze byli inni ważniejsi. Mąż. Dzieci. Rodzina. Zawsze ktoś.
Sama na ostatnim końcu.
Mówi do mnie, żebym zawsze pamiętała o sobie.
Żeby siebie nie zapominać.
Dogadzać sobie. Sprawiać sobie przyjemność.
Nie chodzi o wyłączne skupienie na sobie.
Chodzi raczej o równowagę.
Dbasz o innych, ale też dbaj o siebie.”
Autor: Kasia

Przeczytaj także artykuły w temacie:
Niezwykłe przesłanie dla młodych od osoby starszej
Czego ludzie żałują na łożu śmierci? Przesłanie do młodych zaganianych..

Polecam też inne moje ciekawe wpisy:
Wiedza ukrywana: ideologie i religie przeciwko ludzkości. Uwolnij się, bądź szczęśliwy i potężny!
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: Globalne przebudzenie postępuje a ludzkość się rozwija
Uwolnij się od systemu, podążaj własną ścieżką i nie zwracaj uwagi na większość
Potrzebujemy rozwiązań i alternatyw, a nie mówienia jak to na świecie jest źle

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Jaki jest ostateczny sekret życia? Będziesz w szoku!

duchowosc-9Cały sekret życia jest bardzo prosty. Właściwie to nie ma żadnego sekretu. A jak wiemy, to co najprostsze jest jednocześnie… najtrudniejsze. Ten sekret polega na tym by starać się robić to co lubimy. Najczęściej hobby, rzadziej praca. No i należy za wszelka cenę unikać tego czego nie chcemy i nie lubimy robić. Większość ludzi robi odwrotnie i wpada w „pętlę przechwytu” po 25, czasami 30 roku życia. A na końcu tej pętli są choroby i przedwczesna śmierć człowieka bez hobby, bez pasji, bez tego twórczego szaleństwa.

W kilku poprzednich wpisach scharakteryzowałem programy natury jak i to, w jaki sposób ona funkcjonuje. Natura chce mieć nas dla siebie, w dość egoistyczny sposób – bo nie zależy jej na naszym rozwoju, pomyślności, a nawet szczęściu. Matka natura to pozbawiony świadomości i rozumu system sterujący planetą, nastawiony głównie na przetrwanie, replikację (rozmnażanie), ekspansję, walkę i konkurencję. Kłopot jest taki, że my, ludzie, rozbici pomiędzy naturę, a naszą duchową istotę, potrzebujemy ich obu.

Oto wpisy, w których podejmowałem tematykę natury i jej programów. Natura to inaczej materia, ciemność, minus. Jej przeciwnym biegunem (plusem, światłością) jest nauka i duchowość:
„Syndrom życia w Polsce”. Bez silnych antydepresantów się nie obędzie?!
Czy człowiek i ludzkość to nieudany (?) eksperyment natury?
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: prawdziwa natura człowieka i wszechświata
Życie jest za krótkie by martwić się o głupie rzeczy. Idź w pokoju, nie krzywdź innych i czyń swoją wolę

Wg Junga ciemność to nasza matka, stworzycielka. Inaczej: ciemność to natura, a więc świat materii. On radził zaakceptować ten fakt, że pochodzimy z ciemności (czyli z natury, profanum) a następnie potencjał ciemności przetransformować w światłość. Tak też musimy robić – nauczyć się obchodzić mechanizmy natury, wykorzystując je do własnych celów. I nauka, i metafizyka (duchowość) są takim obejściem natury, wzniesieniem się ponad nią. Np osoba chora na ciężką depresję weźmie tabletkę, wyprodukowaną dzięki tej bezbożnej nauce. I nie umrze po długotrwałych mękach. A potem pójdzie sobie medytować, co da jej dodatkowe plusy. A sama medytacja to także obejście mechanizmów natury – czyli wyciszenie wiecznie gadającego umysłu.

Ale wracając do meritum. Dusza przyszła na świat, myśląc, że zazna tu raju. A przynajmniej – że będzie mogła się rozwijać, doświadczyćziemskich rozkoszy i pokus. A tymczasem przyszła ona na świat, który stał się czymś w rodzaju więzienia. Wiele tekstów źródłowych jak i publikacji współczesnych wtajemniczonych mówi, że coś na Ziemi zadziało się nie tak jak trzeba. Być może „eksperyment Ziemia” wymknął się już spod kontroli, co generuje coraz więcej cierpienia i zła. Które widzimy m.in. pod postacią wielkiego, globalnego kryzysu – nie tylko ekonomicznego. Vadim Zeland, autor książek „Transerfing Rzeczywistości„, pisał wprost, że mechanizmy egregorów (wahadła) rozrosły się w niespotykany w historii, nowotworowy sposób. Zaciskają one na ludzkości swoje kleszcze coraz bardziej.

Cytuję: „Kiedyś zostaliśmy zawiedzeni, zostawieni, zranieni… Oczekiwaliśmy Nieba, a dostaliśmy życie na niebezpiecznej ziemi, gdzie nic nie jest doskonałe. Postanowiliśmy ubrać kamizelki kuloodporne, wybudować wielkie i grube mury, aby zaznać choć odrobinę bezpieczeństwa i już nigdy więcej nie być zawiedzionym, zostawionym, zranionym… Im bardziej się broniliśmy, tym mniej w nas było siły i schronienia. Staliśmy się twardzi, obojętni, gniewni… więc postanowiliśmy wyjść i polał się potok łez, fale niewypowiedzianych słów, a potem tylko ulga. Okazało się, że ukojenia nie znajdzie się w zimnych grubych murach, ale w ciepłym sercu człowieka, który nie chce się chować!”
Autor: Światło na Drodze

No i dusza przychodzi na świat, na którym nie dostaje tego, czego oczekiwała po rzeczywistości materialnej, fizycznej. Co więc się dzieje? Tworzy się sprzężenie zwrotne dodatnie znane z biologii, u ludzi nazywane pętlą przechwytu. Negatywne doświadczenia, nasilają negatywne myśli. Zaś negatywne myśli wprawiają w ruch mechanizmy natury, zwane wahadłami, siłami korygującymi – i powoduje to jeszcze więcej negatywnych doświadczeń. Więc to wszystko się nasila coraz bardziej.

Typowy obraz faceta około 35 roku życia, to zero hobby, pasji, zero rozrywki (nie licząc piwa i TV), brak dokształcania się. Piwny bebech, waga koło 120 kg. Typowy obraz kobiety w wieku 35 lat – seriale, plotki, zero hobby i pasji, oziębłość seksualna, nie dbanie o siebie. Do tego dochodzą także obowiązki, szarość dnia i traumy typowe dla wieku dorosłego. Powoduje to, że tacy ludzie, choć przecież w sile wieku – to zasuszeni staruszkowie.

Nietrudno zgadnąć, że to prosta droga do chorób, a potem przedwczesnej śmierci. Dusza, przerażona tym, co zastała, jak i tym, że nie może się rozwijać i zaznawać ziemskich pokus i przyjemności, odejmuje decyzję o „ewakuacji„. I potem słyszymy taką historię – zapracowany ojciec rodziny w sile wieku, umiera na rozległy zawał serca. Albo diagnoza – rak z przerzutami, za późno na jakiekolwiek leczenie, i po 3 miesiącach człowieka już nie ma wśród żywych.

Co ja więc proponuje? Wolnością jest to, że możesz robić to, co chcesz. Oczywiście, są ograniczenia – np finanse i emocje. No ale chociaż staraj się to co lubisz, robić. Może jakieś dawne hobby sprzed lat? Może jakaś gitara, motorynka, gra karciana czy inna rzecz, zakurzona stoi w Twojej piwnicy, czekając na swoje lepsze lata? A może chciałbyś zrobić coś, czego wcześniej nie robiłeś?

Dalej: wolnością jest także nie robienie tego, czego nie chcesz, a co wymagają, wręcz żądają od Ciebie inni. Czyli rodzice, znajomi, krewni, religia, tradycja, ojczyzna. Wolność to także świadomość, że problemy które dla milionów ludzi są ważne, dramatyczne i traumatyczne – Ciebie w ogóle nie dotyczą. Bo nie są w warstwie Twojego świata. Inaczej: bo nie tworzysz sobie tych problemów na własne życzenie. Tak, to jest aż tak proste, że aż niemożliwe do pojęcia. Gros problemów i trudności ludzie mają na własne życzenie. Owszem, wiem, że np niskie zarobki to problem Polaków. I szereg innych. Ale wystarczy po prostu nie dokładać sobie nowych problemów i trosk. Tylko tyle i aż tyle.

Przykład? W jednym z niedawnych artykułów opisywałem moje odczucia, po przeczytaniu wpisu z katolickiego portalu. Były tam rozważane dylematy, czy młoda, a więc spragniona czułości i bliskości para, może zamieszkać przed ślubem. Oczywiście, nie może. Kochać się tym bardziej nie może. Ba! Nawet głębiej całować także nie. To jest typowy problem wygenerowany sztucznie, na własne życzenie. Podczas gdy dla mnie wydaje się to czymś śmiesznym i abstrakcyjnym – dla tych ludzi jest to autentycznie straszne. Oni naprawdę cierpią, rozdarci pomiędzy pragnienie miłości, a żądania okrutnej i nieustępliwej z natury religii.

Opisywałem to szerzej w artykule poniżej – polecam:
Życie jest za krótkie by martwić się o głupie rzeczy. Idź w pokoju, nie krzywdź innych i czyń swoją wolę

I teraz: owszem, u polskiego prywaciarza nie zarobisz zbyt wiele. I to jest realny problem. Ale pomyśl uczciwie: jak wiele ludzkich, dramatycznych problemów, to „problemy” takie jak ten powyżej, a więc sztuczne, na własne życzenie? Przemyśl i przeanalizuj to na spokojnie, krok po kroku, a odpowiedź może Cię naprawdę zaskoczyć. O tych wszystkich mechanizmach pisał Vadim Zeland w swoich książkach „Transerfing Rzeczywistości” – polecam.

A poniżej wklejam trzy cytaty najpotężniejszych z potężnych o starości, zgorzknieniu, sensie życia, przemijaniu, hobby i pasjach. Mowa w nich o pewnym zadziwiającym prawie. Otóż każde pokolenie na Ziemi uważa, że na starość świat staje się gorszy. Że młodzież już nie ta. Że o tempora, o mores. Że nawet ta głupia coca-cola kiedyś smakowała lepiej, inaczej. Na młodzież i na „nowe, złe czasy” narzekali kapłani starożytnego Egiptu 3500 lat przed naszą erą. Wiele uwagi poświęciłem już temu, że idea „starych, dobrych czasów” podszyta konserwatyzmem – jest jednym wielkim mitem.

Przykładowo: dzisiejsi 30-latkowie z rozrzewieniem wspominają lata 90-te XX wieku. A tymczasem, były to czasy skrajnie trudne. Jeszcze trudniejsze niż te które mamy teraz. Ludzie dziesiątkami tysięcy popełniali samobójstwa z powodu „schładzania gospodarki” przez Balcerowicza. Każda praca, nawet za psie grosze, była trudno dostępna. I do tego dochodzi mentalna spuścizna po PRL – a więc kościół, siermiężny, toporny konserwatyzm, wchodzenie z butami w życie i wybory młodych. O „starych dobrych czasach” w postaci wieku XIX, gdzie większość ludzi umierała przed ukończeniem 18 roku życia na banalne choroby – nawet boję się wspominać.

Cytuję: „Rozejrzyjcie się wokół – popatrzcie, jakież pospolite i nudne życie wiedzie większość ludzi. Świat zapełniają nudni i zasuszeni „młodzi” staruszkowie (tylko ich wygląd świadczy o młodości). Tak, starość duchowa dopada ludzi szybciej niż starość fizyczna. Człowiek jeszcze żyje, ale program jego życia już się wyczerpał – a to oznacza wewnętrzną martwotę. Dlatego ludzie żyją tak krótko. Po duchowej starości bardzo szybko przychodzą starość i śmierć fizyczna. Do przedłużenia życia i młodości potrzebny jest sens.”
~Dymitr Wereszczagin

Cytuję: „Ludzie zawsze mawiali: „Kiedyś, to były czasy!” Z wiekiem życie wydaje się człowiekowi coraz gorsze. Wspomina młode lata, kiedy wszystkie barwy były soczyste, wrażenia ostre, marzenia ziszczalne, muzyka lepsza, klimat korzystniejszy, ludzie życzliwsi, nawet kiełbasa była smaczniejsza, nie mówiąc o zdrowiu. Życie było przepełnione nadzieją, dostarczało radości i zadowolenia. Teraz, po upływie tylu lat, człowiek nie doznaje już takich radosnych przeżyć w związku z tymi samymi zdarzeniami. Na przykład piknik, impreza, koncert, film, święto, randka, wczasy nad morzem – wszystko to, obiektywnie rzecz biorąc, jest tej samej jakości. A jednak – to już nie to. Kolory wyblakły, wrażenia straciły ostrość, zainteresowanie wygasło. Dlaczego w młodości wszystko było takie wspaniałe? Czyżby percepcja człowieka z wiekiem traciła ostrość? Ale przecież z wiekiem człowiek nie traci zdolności do płaczu, śmiechu, zauważania barw i odczuwania smaków, odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła. Może więc świat stacza się w przepaść? W rzeczywistości świat sam w sobie nie ulega degradacji i nie staje się gorszy. Staje się gorszy dla każdego z osobna.

Równolegle z negatywną linią życia istnieją linie, które ów człowiek w swoim czasie zostawił i na których wciąż jest wszystko w porządku. Wyrażając niezadowolenie, człowiek w istocie przestawia się na gorszą linię życia. A właściwie – jest na nią wciągany. Zgodnie z zasadą Transerfingu, w przestrzeni wariantów znajduje się wszystko dla każdego. Na przykład jest sektor, w którym życie dla danego człowieka straciło barwę, dla innych pozostając nie zmienionym. Człowiek, emitując negatywną energię myśli, dostaje się do takiego sektora, w którym dekoracje jego przestrzeni zmieniły się. Jednocześnie dla pozostałych ludzi świat pozostaje niezmieniony. I nawet nie trzeba rozpatrywać takich ekstremalnych przypadków, kiedy człowiek staje się inwalidą, stracił dom, bliskich albo się stoczył. Najczęściej w trakcie życia stopniowo, lecz pewnie ślizga się po linii, na której wszystkie barwy powoli blakną. I wówczas przypomina sobie, jakie wszystko było żywe i świeże wiele lat temu.

Człowiek rodząc się, początkowo przyjmuje świat takim, jakim on jest. Po prostu dziecku nie jest jeszcze wiadome, że może być lepiej lub gorzej. Młodzi nie są jeszcze kapryśni i wybredni. Zwyczajnie odkrywają świat i cieszą się życiem, bo mają więcej nadziei niż pretensji. Wierzą, że i tak jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej. Ale potem nadchodzą niepowodzenia i człowiek zaczyna rozumieć, że nie wszystkie marzenia się spełniają, inni żyją lepiej, a o miejsce pod słońcem trzeba walczyć. Z czasem pretensji staje się więcej niż nadziei. Niezadowolenie i narzekanie stanowią siłę sprawczą popychającą człowieka ku niefortunnym liniom życia. Ujmując to zgodnie z terminologią Transerfingu, człowiek emituje negatywną energię, która przenosi go na linie życia odpowiadające negatywnym parametrom.

Świat staje się tym gorszy, im gorzej Ty o nim myślisz. W dzieciństwie nikt nie rozmyślał nad tym, czy jest on dobry, czy nie, lecz przyjmował wszystko za dobrą monetę. Dopiero zaczynałeś odkrywać świat i nie nadużywałeś krytyki. Największe urazy skierowane były przeciwko Twym bliskim, którzy na przykład nie kupili Ci zabawki. Ale potem zacząłeś poważnie obrażać się na otaczający Cię świat. Zaczął coraz mniej Cię satysfakcjonować. A im więcej zgłaszałeś pretensji, tym gorszy był efekt. Każdy, kto przeżył młodość i dożył do wieku dojrzałego wie, że kiedyś wszystko było lepsze. Taki oto szkodliwy paradoks: spotyka Cię przykra okoliczność, wyrażasz swoje niezadowolenie, a w rezultacie sytuacja się pogarsza. Twoje niezadowolenie powraca jak bumerang z potrójnie wzmocnioną siłą. Po pierwsze, nadmierny potencjał niezadowolenia zwraca przeciw Tobie siły równoważące.

Po drugie, niezadowolenie służy jako kanał, przez który wahadło wypompowuje z Ciebie energię. Po trzecie, emitując negatywną energię, przechodzisz na odpowiadające jej linie życia. Zwyczaj negatywnego reagowania do tego stopnia się zakorzenił, że ludzie utracili to, co dawało im przewagę nad niższymi istotami żywymi – świadomość. Ostryga również reaguje negatywnie na bodziec zewnętrzny. Lecz człowiek, w odróżnieniu od ostrygi, może celowo i świadomie kształtować swój stosunek do świata zewnętrznego. Nie wykorzystuje tej przewagi i odpowiada agresją na najmniejszą niedogodność. Omyłkowo interpretuje agresję jako dowód siły, a w rzeczywistości bezradnie rzuca się w pajęczynie wahadeł.

Uważasz, że życie stało się gorsze. Jednak tym, którzy są w tej chwili młodzi, życie wydaje się piękne. Dlaczego tak się dzieje? Może dlatego, że oni nie wiedzą, jak dobrze było wtedy, gdy Ty byłeś w ich wieku? Ale wówczas żyli przecież ludzie starsi od Ciebie, którzy dokładnie tak samo narzekali na życie i wspominali, jak dobrze kiedyś było. Przyczyna leży nie tylko w skłonności psychiki ludzkiej do usuwania ze wspomnień złych elementów i uwypuklania w przeszłości tego, co dobre. Przecież niezadowolenie ukierunkowane jest na to, co dzieje się obecnie, ponieważ jest rzekomo gorsze od tego, co było kiedyś. Jeśli przyjąć za fakt tezę, że życie staje się z każdym rokiem coraz gorsze, to świat już dawno powinien był się po prostu rozpaść na kawałki. Ile pokoleń minęło od początków historii ludzkości? I każde uważa, że świat stał się gorszy! Na przykład starszy człowiek powie z przekonaniem, że wcześniej coca-cola była lepsza. Jednak coca-colę wymyślono w 1886 roku. Wyobraź sobie, jaka obrzydliwa jest ona w tej chwili! Może z wiekiem przytępia się zmysł smaku? Wątpliwe. Przecież dla staruszka pogorszyła się też każda inna jakość-na przykład mebli czy odzieży.”
~Vadim Zeland

Cytuję: „Jesteśmy zgorzkniali, ponieważ nie jesteśmy tym, kim powinniśmy być. Wszyscy są zgorzkniali, ponieważ czują, że życie powinno wyglądać zupełnie inaczej; jeśli to już wszystko, to nie było warto… Musi w tym tkwić coś więcej i dopóki tego nie odkryjesz, nie będziesz w stanie odrzucić zgorzknienia. To z niego rodzi się gniew, zazdrość, przemoc, nienawiść – wszystko co negatywne. Człowiek nieustannie narzeka, ale prawdziwe źródło znajduje się gdzieś w nim. Uskarża się na egzystencję: „Co ja tu robię? Po co tu jestem? Nic się nie dzieje. Dlaczego zmuszany jestem aby żyć skoro nic się nie dzieje?” Czas mija a życie nie wypełnia się błogosławieństwem. Tak właśnie rodzi się gorycz. To nie przypadek, że starzy ludzie stają się zgorzkniali. Bardzo trudno jest z nimi żyć, nawet jeśli są to twoi rodzice. Jest to trudne, ponieważ ich życie przeminęło i z tego powodu odczuwają oni gorycz. Zawsze znajdą wymówkę, która usprawiedliwi ich negatywne zachowanie; narzekają i wszystko ich przeraża.

Nie potrafią zaakceptować tego, że dzieci są szczęśliwe, że tańczą, śpiewają, krzyczą z radości – nie potrafią tego znieść. Sprawia im to przykrość, ponieważ sami już wiedzą, że zmarnowali swoje życie. Tak naprawdę wołają: „Przestań sprawiać mi kłopoty”, mówią: „Jak śmiesz być szczęśliwy!” Są przeciwnikami młodych i cokolwiek młodzi zrobią, zawsze będzie to złe. Są zgorzkniali z powodu całego swojego życia i wciąż szukają nowych wymówek. Bardzo trudno jest znaleźć starą osobę, która nie jest zgorzkniała – spotkanie kogoś takiego oznacza, że żył on w piękny sposób, że naprawdę dojrzał. Od takiej osoby bije niezwykłe piękno, którego nie zdobędzie żaden młody człowiek. Ci ludzie są niezwykle dojrzali, dorośli. Tak wiele widzieli i tak wiele przeżyli, że są za to wdzięczni Bogu. Ale bardzo trudno kogoś takiego znaleźć, oznaczałoby to, że ten człowiek to kolejny Budda lub Chrystus. Jedynie osoba przebudzona, na starość może nie być zgorzkniała. Zwykle jednak myśli się, że zbliża się śmierć, życie dobiega końca, z czego tu się cieszyć? Człowieka wypełnia złość.

Słyszałeś zapewne o gniewnych młodych ludziach, ale żaden z nich nie dorówna gniewem osobie starej. Nikt nie mówi o zagniewanych starych ludziach, jednak z mojego doświadczenia wynika – obserwowałem zarówno młodych jak i starych ludzi – że nikt nie jest tak bardzo przepełniony gniewem jak stary człowiek. Gorycz to stan ignorancji. Musisz się z niego wydostać, musisz nauczyć się świadomości, jest ona pomostem, dzięki któremu przejdziesz dalej. Będzie to rewolucja. Z chwilą, gdy wykroczysz poza wszelkie skargi, poza ciągłe „nie”, pojawi się w tobie wspaniałe „tak” – tylko tak, tak, tak – ma ono cudowny zapach. Ta sama energia, która była goryczą stanie się aromatem.”
~Osho, Dojrzałość, Odpowiedzialność bycia sobą

Książki tych powyższych, jak i wielu innych autorów możesz kupić w poniższej księgarni internetowej:
TaniaKsiążka.pl

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!

sens-zyciaW tym felietonie będę kontynuował wątki zaczęte w poprzednich moich artykułach. Czy cierpienie i zło mają sens? A może nie mają żadnego? Czy bogactwo, komfort, egoizm, radość, zabawa są niewłaściwe, więc powinniśmy wypruwać z siebie flaki i poświęcać dla innych, np rodziny, dzieci, ojczyzny, religii? By potem umierać przedwcześnie, wykończeni kieratem i szarością dnia, w poczuciu straconej szansy życiowej? A może przeciwnie – może są one jak najbardziej właściwe i to dla nich żyjemy?

W szeroko rozumianej duchowości (zarówno tradycyjne religie, jak i new age, buddyzm, ezoteryka) funkcjonują dwa skrajne, typowo nowotworowe przekonania. Prowadzą one duszę człowieka prosto ku zatraceniu. Wymienię je:

1. „Cierpienie, zło i kaźń jakich doświadczamy na Ziemi, ma wyższy sens i cel. Więc bierz to cierpienie z pokorą, znoś swój znój i zamknij dziób.” Zgoda, jest to prawdziwe w 50%, bo dzięki temu uczymy się radości z małych, codziennych rzeczy, kształtuje to naszą empatię i charakter. Ale w 50% jest to twierdzenie fałszywe, które na dodatek wpędza nas w potworną pułapkę;

2. „Bogactwo, radość, zabawa, seks, ekstaza, szczypta egoizmu – są złe. Trzeba więc prowadzić ascetyczny, purytański tryb życia. No i trzeba się poświęcać, poświęcać i jeszcze raz poświęcać. Rodzinie i dzieciom, partii i ideologii, ojczyźnie czy religii. Zamiast smakować życia, masz poświęcić swój najcenniejszy dar – siebie, swoją energię, najlepsze lata młodości, zdrowie – w służbie systemowi. Który w wieku 40 lat Cię wypluje – zestresowanego, wykończonego, wyniszczonego i schorowanego, z żoną i dziećmi które Cię nienawidzą.” Naprawdę mało rzeczy budzi mój szczery gniew i szczerą, srogą nienawiść. Ale gniewam się i nienawidzę każdego, kto taką wizję życia stara się wmówić swoim ofiarom. Bo taki model niszczy życie w najpotworniejszy sposób.

Zupełnie inną wizję przedstawiają potężni oświeceni, tacy jak Vadim Zeland czy Dymitr Wereszczagin. Przy czym oni w swoich pracach posługują się przykładami życiowymi, najprostszymi z możliwych. Wg nich, dusza nie przyszła tu na Ziemię by dążyć ku niebu, ku jakiemuś wzniesieniu, oświeceniu. Bo dusza z zasady to ma, i to w 100%. Ona sobie „lata” po całym ziemskim wymiarze 5D, być może nawet po całym wszechświecie. Ona w tym „niebie” już jest. No i nie przyszedłeś na Ziemię by być ascetą, by cierpieć, doświadczać zła.

Pewna doza złych doświadczeń jest potrzebna by szlifować chart ducha, empatię, zdrowe podejście do świata. Jednak kurwa, bez przesady.. Tak samo nie jesteś tu po to, by być ascetą, by mówić że bogactwo i ogólnie dobra materialne są złe. Nie dajcie się nabierać na tego typu duchowość oderwaną od korzeni, od świata materii. Tego typu duchowość jest charakterystyczna dla eonu męskiego (inaczej: eonu jahwe), zapoczątkowanego gdzieś przed tysiącami lat. Jest to duchowość potępiająca świat materii i jego radości, oderwana od życia.

Jest to duchowość oderwanego od życia jogina latającego z przysłowiową dupą w chmurkach. Który gdyby wrócił do twardych realiów miasta i pracy za 1850 brutto – to szybko dostałby depresji i zapomniałby o swoim „oświeceniu„. Na marginesie nazwałem to „paradoksem Osho„. Zadałem wprost pytanie: gdyby Osho nie miał miliardów na koncie tylko pracował 12 godzin na dobę za 1850 zł brutto, i gdyby nie mieszkał w zajebistej okolicy tylko na blokowisku z sąsiadami-wampirami – to czy byłby taki oświecony? O tym pisał Vadim Zeland – że łatwo być wszechwiedzącym guru gdy ma się miliony na koncie i mieszka w sielskiej wiosce.

Pisałem wiele razy, że to męski eon (eon jahwe), który oddzielił świat materii od świata ducha, który rozdzielił pierwiastki żeński i męski, doprowadził do obecnej opłakanej sytuacji na Ziemi. Do tego, że planeta i wszystkie żyjące istoty zapadły na coś w rodzaju zbiorowej neurozy czy psychozy. I przede wszystkim: zbiorowego uśpienia, letargu, który charakteryzuje się minimalnym poziomem świadomości.

Czego więc chce ludzka dusza? Wymienię w podpunktach:
-doświadczania bogactwa, obfitości i innych uciech świata materialnego. Asceza i purytanizm ją wręcz niszczy i degeneruje to, co osiągnęła w poprzednich życiach;
-dusza chce jak najlepiej dla ciała i umysłu, którym włada. Chce by umysł się radował, zaś ciało doświadczało pełni szczęścia i uciech. Cierpienie i złe wydarzenia ją niszczą i degenerują;
-dusza chce doświadczać wszelkiej możliwej radości i szczęścia – a więc chce także otwartości, tolerancji, wolnej amerykanki, swobody, może nawet tego, co niewolnicze religie (w tym new age) nazywają „zepsuciem„.

Jednak jak wiemy, system planety jest tak skonfigurowany, że w wielu tych dążeniach duszy po prostu przeszkadza. Przeszkadzają w tym struktury zwane wahadłami. Wahadło to struktury plus/minus egregorów, zasilające je w energię. Wahadłom zależy na tym, by ludzie wierzyli w doktryny, pod które są podpięte te wahadła (ideologie, religie, partie, drużyny sportowe i wiele, wiele innych). Zależy im też na tym, by zwolennicy tych doktryn-wahadeł walczyli między sobą.

Co powoduje taka walka i wierność doktrynom? Po pierwsze, czyni z człowieka zombie – obniża jego świadomość, decyzyjność, zdolność myślenia, energię witalną. Po drugie, wahadła sprowadzają takiego nieszczęśnika na niekorzystne linie życia. Jeśli ów nieszczęśnik wierzy w teorie katolickie, new age’owe czy ezoteryczne, że cierpienie jest potrzebne i w porządku – to jest sprowadzany na te linie życia, w których cierpienia jest coraz więcej i więcej.

Vadim Zeland pisał też, że w ostatnich dekadach wahadła zaciskają na nieszczęsnej ludzkości swoje kleszcze coraz bardziej. Wszystko to dzięki mediom (najbardziej destrukcyjne wahadła), walce doktryn, których jest teraz od groma itp. Będzie to być może prowadziło do powstania świata, w którym Orwellowski but będzie deptał ludzką twarz po wsze czasy. Macie więc wyjaśnioną zagadkę tego, co teoretycy spisków nazywają NWO. Ten proces trwa od starożytności (od upadku Atlantydy, na której każdy mieszkaniec znał wiedzę tajemną) aż do dziś. I przyspiesza. Być może jest to prawda, że Rdzeń (struktura zarządzająca planetą i jej podsystemami) jest nieodwracalnie uszkodzona. A planeta powoli, przez tysiąclecia, degeneruje się i umiera. To oczywiście tylko teorie.

Jego odwrotnością jest pojawienie się zupełnie nowego człowieka, przez niektórych nazywanego Indygo. Jest to nonkonformista, który zauważa często od dzieciństwa, że ten świat jest chory, że wszystko tu stoi na głowie. Nie musi to być wcale człowiek zafascynowany naszymi teoriami i najczęściej nie jest. Chodzi o sam model jego myślenia i postrzegania. Taki człowiek na przestrzeni lat zdobywa coraz większy poziom świadomości (w sensie: czujności, uważności). Czyli przeciwnie niż prowadzone przez wahadła zombie, które śpią snem na jawie. Ten typ ludzi ma szansę wyrwać się z tego systemu, zdobyć wiedzę.

Część będzie żyła sobie spokojnie nie poza systemem, ale jednocześnie obok niego lub razem z nim, w harmonii. No i nie ukrywam tego, że część z nich będzie tym systemem… zarządzać. Tak, to co napisałem może wywoływać u Was szok.. Od Ciebie zależy, którą z tych dróg wybierzesz. Każda z nich jest wbrew pozorom dobra, także zarządzanie tym wydawałoby się nieludzkim systemem. Bo Ci których nazywamy lemingami, owcami, czyli niewolnicy wahadeł – też otrzymali wybór. Po raz pierwszy w historii Ziemi cała wiedza świata jest dostępna. Wystarczy że sięgniesz po to prostokątne urządzenie które masz stale w kieszeni, i naciśniesz kilka guziczków. No ale oni nie chcieli tej wiedzy poznać i to też trzeba szanować. Nie wolno nikomu nic narzucać na siłę, nawet wiedzy, prawdy czy szczęścia.

Na zakończenie chciałem dodać to, że nie chodzi o promocję egoizmu, który niszczy innych. Egoizm sam w sobie jest bardzo dobry i pożądany, pod pewnymi warunkami. Te warunki to wg mnie:
-nie krzywdzisz tych, którzy są w porządku wobec Ciebie lub są neutralni wobec Ciebie. Wrogów (tych zadeklarowanych) ta zasada ani żadna ochrona nie dotyczy;
-oprócz interesu własnego dostrzegasz i szanujesz to, że przyszliśmy na ten świat także po to, by służyć innym. Ale znowu: służysz i jesteś dobry tylko wobec tych, którzy są dobrzy / neutralni wobec Ciebie;
-równoważysz egoizm z szeroko rozumianą empatią.

Świat już taki jest, że chce, byś mu podlegał. Światu nie są potrzebni ludzie wolni, szczęśliwi, świadomi, mający czas dla siebie. Więc ogranicza się nam czas na wszelkie sposoby. Każe się nam pracować po 12 godzin, choć przy obecnym poziomie automatyzacji i robotyzacji można by pracować max 5 godzin dziennie. Nam się wmawia że nawet jeśli mamy spokojną i mniej płatną pracę – to mamy z niej zrezygnować i pracować ciężej, dłużej za odrobinę lepsze pieniądze. Wtedy nie mamy czasu dla siebie – na rozwój, na poszerzanie świadomości.

Innym powszechnie stosowanym wybiegiem jest skłanianie ludzi do rozmnażania – posiadania dzieci. Można polemizować czy jest sens sprowadzać nowe, niewinne życia na ten łez padół. Na którym doświadczą milionów złych wydarzeń. Ale faktem jest to, że system jest tak skonfigurowany, że nie da się pogodzić posiadania potomstwa z: wolnością, świadomością, zdobywaniem wiedzy, rozwijaniem się. Natura obmyśliła to w niezwykle sprytny i przy okazji okrutny sposób. Poświęcasz najlepsze lata młodości, zarzynasz się pracując na dwa etaty, liczysz te nędzne grosze od 1 do 1, boisz się. Zwierzęco się boisz, czy dasz radę. Stres jest potworny, niewyobrażalny, nawet w pełnej sennych koszmarów nocy.

I przede wszystkim – nie masz i pieniędzy, i czasu, i energii – trzech ważnych ziemskich rzeczy – dla samego siebie. Nie masz ich więc na: seks, hobby, pasje, zdobywanie wiedzy, rozwój świadomości. Musisz pracować dla struktury / systemu, i szykować mu kolejne ofiary które ta struktura pożre i wypluje. Twoje własne, niewinne jeszcze dzieci. Tak, to co pisze może odbierać nadzieję.. Ale nic na to nie poradzę.

To nie ja tworzyłem ten system, ja tylko opisuję jak on działa. Może kiedyś tam, w lepszym świecie, o ile taki nastanie – rozmnażanie i rodzina będą ważnymi wartościami. Teraz, wg mnie, są najgorszą rzeczą jaka mogła się człowiekowi przydarzyć. Uważam, że wszyscy powinniśmy odejść z tego świata bezpotomnie. Pokazać mu środkowy palec, pomimo wszystko. Ten świat nie zasługuje na to, by oddawać mu najcenniejszy skarb jaki posiadamy.

Gdy masz okazję by uniknąć cierpienia – uniknij go i nie zważaj na żadne ideologie czy doktryny. Szczególnie te duchowe. Miej na uwadze dobro swoje, a w dalszej kolejności – ludzi, którzy są wobec Ciebie w porządku. W dalszej kolejności – bądź solidarny z ludźmi dobrej woli. Cała reszta się nie liczy. Nie próbuj przebudzić ani uszczęśliwić wszystkich, ani skłonić ich do myślenia. Bo jest już na to za późno, zdecydowanie za późno. Zajmij się wpierw sobą a w dalszej kolejności tymi innymi. Wyluzuj i ciesz się być może ostatnimi dziesięcioleciami światowego spokoju. Gdy ktoś Wam każe poświęcać całe Wasze bezcenne i wspaniałe życie ojczyźnie, rodzinie, dzieciom, religiom i tym podobnym – odeślijcie go do samego diabła. W końcu jest jego sługą.

Zapraszam na cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości” traktujący o tych kwestiach:

Cytuję: „Chęć zbliżenia się do Boga w celu wybawienia od swojego ego – to droga wewnętrznej ważności. Wewnętrzna ważność przejawia się tylko w wypadku, jeżeli oddajesz siebie pod cudzy osąd. Powrót do siebie bez oglądania się na innych jest prawdziwą drogą do Boga. Jeżeli uwalniam siebie od konieczności oglądania się na pogląd innych, wówczas jestem samowystarczalny i moje ego kończy swój byt, a pozostaje po prostu spójna osobowość. Nie słuchaj tych, którzy nawołują Cię do tego, byś się zmienił i lepił z siebie coś, co odpowiada jakimś standardom. Oni zmuszają Cię do zdradzenia siebie – odwrócenia się od swojej duszy i przestrzegania zasady wahadła: „Rób jak ja!”. Zwróć się ku sobie, przyjmij siebie, jakim jesteś, pozwól sobie być sobą, sięgnij po swoje prawo posiadania racji. Poświęcenie całego siebie na służenie jakiemuś abstrakcyjnemu Bogu, oznacza odwrócenie się od swojej duszy.To jest nic innego, jak poplecznictwo wobec wahadła religii.

Taka jest teozofia transerfingu, której zresztą nikomu nie narzucam. Nie proklamuję prawdy absolutnej, a zaledwie próbuję ukazać pewne prawidłowości. Każdy ma prawo do swoich wniosków. Oczywiście działaczom religijnym nie spodobają się podobne rozważania. Choć wśród nich też spotyka się różnych ludzi z różnymi przekonaniami. Gorliwych popleczników wahadła religii od autentycznych sług bożych odróżnia maniera złośliwego przeciwstawiania swoich dogmatów wszystkim pozostałym. Taki agresywny nacisk demaskuje poplecznika wahadła. Na szczęście minęły czasy, kiedy poplecznicy ci mogli palić na stosach innowierców. Lecz nieporozumienia na tle religijnym jeszcze pozostały i nie skończą się, ponieważ pierwsza zasada wahadła zawsze będzie obowiązywała. W istocie, religia – to obcowanie z Bogiem przez pośredników. W obrzędach chrztu, ślubu i pochówku nie można obejść się bez kapłanów. Lecz również to nie jest konieczne. Czy Bóg nie przyjmie swego dziecka, jeżeli na czas nie raczono go ochrzcić?

Jeżeli w każdym z nas jest cząstka Stwórcy, to czyż nie jesteśmy Jego dziećmi? Czy potrzebni Ci są pośrednicy w relacjach z ojcem i matką? Każdy sam o tym decyduje. Religia w odniesieniu do swoich zwolenników jest szczególnie twardym wahadłem i nawołuje do wyrzekania się zewnętrznych świeckich dóbr. Każdą duchową drogę przyjęto wiązać z ascetycznym trybem życia. O oświeconych panuje pogląd, że jeżeli człowiek osiąga wyżyny na drodze do duchowej doskonałości, to wszystko, co ziemskie, przestaje go interesować. Nie daj się złapać na ten haczyk. Każdy może i powinien interesować się swoją pomyślnością materialną, komfortem, dobrobytem. Jeżeli dzieje się inaczej, to znaczy, że człowiek znajduje się całkowicie w mocy jakiejś idei. Ta idea najprawdopodobniej należy do jednego z wahadeł: religijnego, filozoficznego lub jakiegoś innego „duchowego”. Wahadła zgodnie ze swoją drugą zasadą starają się zmusić poplecznika do poświęcenia całego siebie interesom struktury. Jeżeli mocno połknął ten haczyk, to rzeczywiście przestaje interesować go cokolwiek innego. Może nawet znajdować się w mocy iluzji, że zajmuje się wyłącznie swoją duszą lub „rozmawia z Bogiem”. W rzeczywistości dusza takiego „oświeconego” zamknięta jest w głuchym futerale i nie może donieść o swoich potrzebach.

Po co dusza przyszła na ten materialny świat? Żeby przygotowywać się do nieziemskiego życia w niebiosach? To pełna bzdura! Jeżeli dusza i tak przyszła na ten świat z niebios, to po co ma znów przygotowywać się do niebiańskiego życia? No i czy to możliwe do zrobienia tu, na Ziemi? To świeckie życie jest dla duszy unikatową szansą. Po to przyszła tutaj z duchowego świata, by poznać wszystkie wdzięki świata materialnego. Do duchowego świata dusza zawsze zdąży. Jaki sens pozbawiać jej wszystkiego, co daje ten przepiękny, cudowny, wspaniały świat, w którym jest tyle nadzwyczajnych pokus?

Oddając całego siebie służeniu Bogu, oddalasz się od Niego. Stwórca tworzy mnóstwo rzeczywistości za pośrednictwem żywych istot jako swoich żywych ucieleśnień.Bóg ma zamiar poczuć każdą płaszczyznę rzeczywistości, którą stwarza. Właśnie po to posyła On swe dzieci do świata materialnego. Bóg dał Ci swobodę działania, więc rozkoszuj się swoją swobodą! Nie należy zamykać się w celi i spędzać długich godzin na modlitwach. To nie służenie Bogu, a pozbawianie Go radości, której można doznać dzięki pełnowartościowemu życiu.To tak, jakby nie wypuszczać dziecka na spacer, zmuszając je do poświęcania całego czasu na wkuwanie lekcji. Zwolennicy wahadeł religii będą Ci wmawiać, że nie jesteś do niczego zdolny, a Bóg jest wszechmocny. Dla struktury Twoja wolność i siła nie jest niczym dobrym – ona potrzebuje sprawnych trybików.Wahadła osiągnęły już niemały sukces w procesie opanowywania woli człowieka.Pozostaje dziwić się, jak wielki musi być wpływ wahadeł, że dzieci Boga straciły wszelkie pojęcie o swojej potędze.”

Autor – Vadim Zeland. Jego książki i miliony innych książek, w tym te polecane u mnie, są do kupienia w poniższej księgarni internetowej – link:
TaniaKsiążka.pl

W felietonach poniżej poruszałem te kwestie:
Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

5 typów toksycznych ludzi na których szkoda czasu i łez

toksyczni-ludzieWklejam wpis autorstwa portugalskiego Coacha José Micard Teixeira, które w internecie, niesłusznie, przypisano Meryl Streep.

Opisuje on pięć typów toksycznych ludzi, których lepiej unikać. Oczywiście jest to ledwie wierzchołek góry lodowej, bowiem tych typów jest znacznie więcej.

Wszyscy ludzie gdy mają gorszy dzień przejawiają przynajmniej część z tych poniższych cech. Ważne by unikać ludzi którzy tak zachowują się na co dzień.

Wiadomo że wampiry energetyczne są wśród nas. Każdy doświadczył ich negatywnej działalności, choć akademicka, opierająca się na dogmacie racjonalizmu nauka, nie jest w stanie wyjaśnić tego zjawiska, i nawet tego nie próbuje.

Mało kto wie, że wampirami jest tak wielu ludzi. Osoby ekstrawertyczne dzielą się na dwie grupy – wampiry, które kradną energię introwertykom, i odwrotnie – generatory energii, przy których każdy czuje się lepiej. Oczywiście, wampirów wśród ekstrawertyków jest więcej.

Oni intuicyjnie, jakimś szóstym zmysłem wyczuwają, kiedy mamy gorszą formę i kiedy łatwiej jest nas zwampirować. I uderzają właśnie wtedy. Masz zły dzień, gorszą formę, wszystko Cię wkurza? chcesz po prostu obejrzeć film, posłuchać muzyki, przeczytać wiersz, książkę? Właśnie wtedy do Twojego pokoju wpadnie taki wampirek i będzie miał nie cierpiącą zwłoki sprawę. Ale mało tego. Przedstawi ją tak nachalnie i natrętnie, by do reszty wybić Cię z rytmu i postawić dosłownie na równe nogi.

Inny przykład: jesteś spóźniony, spieszysz się, i rano wkurzyło Cię kilka spraw? Chcesz szybko przejść te 500 metrów po chodniku na przystanek? Właśnie w tym momencie na przejściu pojawi się zawalidroga – najpierw staruszka, a potem żul idący z naprzeciwka. 100 metrów dalej drogę zagrodzi Ci matka z dziećmi które akurat w tej chwili musiały rozkraczyć się na cały chodnik. Jeszcze dalej pojawi się roztrzepana i wolno idąca blondynka, której wyprzedzenie będzie Cię kosztowało kilkanaście dodatkowych ruchów

I nerwów. Mało tego! Właśnie w tym momencie autobus którym codziennie jeździsz, przyjedzie na przystanek dwie minuty za wcześnie i Ci ucieknie. Oszalały z wściekłości będziesz z pół godziny się zastanawiać jak to się stało. Jeździsz tą linią od roku, w porannym szczycie spóźnia się minimum dwie czy pięć minut, czasami i dziesięć.. Ale teraz, właśnie teraz bus przyjechał dwie minuty za wcześnie, pierwszy raz od roku. Nosz cholera, cały świat przeciwko Tobie!

W takim momencie bywa, że zaczynasz się nad tym zastanawiać. Możesz zauważyć, że jeśli już coś Cię wkurza, to zaraz pojawiają się kolejne takie rzeczy, kolejne powody do wkurzenia. Gdy już jesteś wkurzony na jakąś drobnostkę i powoli Ci przechodzi, to zawsze pojawia się jakiś pajac, który zaczyna złośliwie skakać, klaskać i bekać, by wkurzać Cię coraz bardziej. Ten pajac – czymkolwiek czy kimkolwiek on jest, będzie skakał tak długo, aż.. nie wyluzujesz.

Opisywali to mistrzowie tacy jak Vadim Zeland czy Dymitr Wereszczagin. Bóg jest trollem, a świat lubi z nas żartować. Dlaczego? Bo tak. Śmiejmy się razem z nimi – i tak nie wyjdziemy z tej historii żywi.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Cytuję: „Nieważne ile masz lat, ile przeżyłeś i w którym momencie życia jesteś. Oto 5 typów toksycznych ludzi, którzy nie są warci całej twojej uwagi, czasu, a już tym bardziej twoich łez.

1. Manipulanci

Eksperci w robieniu Ci źle. Z zegarmistrzowską precyzją znajdą twój czuły punkt, żeby go potem wykorzystać. Manipulacja to taka forma wywierania wpływu na osobę lub grupę, aby nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora. Klasycznym przykładem manipulacji jest szantaż emocjonalny. „To ja Tobie…a Ty jesteś taki…”. Tyle mi zawdzięczasz, a jesteś taki niewdzięczny. Może docenisz mnie po śmierci, gdy mnie zabraknie, za 20 lat gdy zmądrzejesz itp.”.

Na manipulację jesteśmy narażeni w życiu społecznym, w pracy, w rodzinie. Jeśli po fakcie, zdarzeniu, czujesz się jak kupka nieszczęścia i nawet nie wiesz do końca co się stało i dlaczego postąpiłeś w określony sposób, bardzo prawdopodobne, że trafiłeś na manipulatora. Co robić przy kolejnej okazji? Nie dać się. A najlepiej uciekać.

2. Wiecznie niezadowoleni

Jeśli świeci słońce, powiedzą że jutro spadnie deszcz, a nawet jeśli dziś jest pokój to jutro będzie wojna na świecie i nie ma się z czego cieszyć. Wiele z tych osób charakteryzuje się osobowością depresyjną. Nie robią nic, aby zmienić swoje położenie. Latami tkwią w znanym nieszczęściu i skarżą się, że los ich skrzywdził. Ciągną Cię do piekła, bo nie chcą być tam sami. Jeśli nie przejrzą na oczy, przeżyją smutne życie, w którym radości będzie jak na lekarstwo.

Bardzo im współczuję, ale nie chcę ich dźwigać na swoich plecach. Jeśli chcesz zachować swoją pogodę ducha i dobry humor, lepiej też tego nie rób.

Negatywni ludzie? To oznacza więcej problemów…

3. Fanatycy

Nieważne w jakiej sprawie. Czy chodzi o religię, ekologię, zdrowe jedzenie, czy służbowe zadania. Fanatycy patrzą tylko w jednym kierunku. Oni nie kochają ludzi, kochają idee. Dla niej podepczą Ciebie i twoja godność choćbyś był aniołem. Tylko spróbuj się nie zgadzać. Tylko odważ się powiedzieć, że przesadzają. Nie rozmawiam z fanatykami, nie udowadniam im własnych racji. Tam gdzie jest fanatyzm, nie ma miejsca na rozmowę. ŻADNĄ. Dziękuję, beze mnie.

4. Kontestatorzy wszystkiego

Ich misją jest się nie zgadzać. Wietrzyć podstęp. Walczyć o rację. Za każdym razem kiedy wpadasz na świetny pomysł, znajdą jakieś „ale”. Choćbyś mówił, że białe jest białe, to powiedzą, że białe może być bielsze. I że widać w nim szarość. Na wszystko mają odpowiedź. Nie szukają rozwiązań, szukają przeszkód. Wietrzą podstęp, spisek i nieszczęście. Aż sapią z podniecenia, gdy się sprawdzi. Świat to dla nich pole miniowe.

Oni walczą o gorsze jutro. Oto, żeby TYLKO mieć rację. Ta racja ich określa, daje im poczucie, że panują nad własnym życiem, że są ponad innymi. Chcesz walczyć razem z nimi?

5. Żyjący przeszłością

Najczęściej tą, w której ktoś ich skrzywdził, albo coś im nie wyszło. Nie uwiedzie ich nawet najpiękniejsze dzisiaj. Dla nich liczy się to, co miało miejsce 30 lat temu, gdy ktoś powiedział, zrobił, lub nie zrobił tego, na co czekali. Pielęgnują urazy jak cenny skarb. Nie dadzą sobie odebrać ani okruszyny. Skrzywdzenie określa ich byt, bycie ofiarą to ich misja i przekleństwo jednocześnie. Nie zostawią tego, ile byś ich nie przekonywał. Prędzej zmarnują całe życie.

Pamiętaj, masz prawo do własnego życia!

Masz prawo być traktowany z szacunkiem. Przez wszystkich tych, których spotykasz.
Masz prawo i obowiązek wobec siebie aby wyrażać swoje uczucia, opinie i potrzeby.
Masz prawo ustalać własne priorytety i wybierać po swojemu.
Masz prawo do mówienia „nie” bez poczucia winy i wstydu. Nawet jeśli komuś się to nie podoba.
Masz prawo mieć odmienne zdanie.
Masz prawo i obowiązek dbać o siebie i chronić się przed fizycznym, psychicznym i emocjonalnym zagrożeniem, wykorzystaniem, nadużyciem.
Masz prawo tworzyć własne, szczęśliwe i zdrowe życie, nawet jeśli wygląda zupełnie inaczej niż życie innych ludzi.

NIKT nie ma prawa Cię obrażać, lżyć, czy krzywdzić, tylko dlatego, że się z Tobą nie zgadza.
NIKT nie ma prawa narzucać Ci własnego punktu widzenia.
NIKT nie może żądać, abyś mu poświęcił całe swoje życie.
NIKT nie ma prawa manipulować twoimi emocjami i wykorzystywać Cię do własnych celów.
NIKT nie ma prawa niszczyć twojego poczucia własnej wartości, ani ciągnąć Cię w dół, tylko dlatego, że nie ma tam innego towarzystwa.

Co z tym zrobisz?

Ze strony: http://manufaktura-radosci.blogspot.co.uk/2015/03/5-typow-toksycznych-ludzi-na-ktorych.html?m=1

Trzy niezwykłe przypowieści które pomogą Ci zrozumieć życie

globalna świadomość 13Zapraszam do przeczytania trzech niezwykłych, ale ciekawych historii o tym, czym jest życie i lekcje, jakie są jego udziałem. Wiem że tego typu historie zmieniają niewiele..

Ta wiedza musi się wtopić w rdzeń podświadomości, wtedy staje się ona tym, co ezoterycy określają „świadomością„. Wiem, że musi minąć pewien czas aby to się stało. Można znać pewne rzeczy w teorii, ale póki nie staną się one „żywym Tobą„, to nic w Twoim życiu się nie zmieni.

Kluczem jest pogodzenie się z tym, jaki jest świat i jacy są ludzie. Daj światu prawo do bycia niedoskonałym i być może niedopracowanym. Daj ludziom prawo do tego, by popełniali błędy, głupstwa, by upadali a potem podnosili się, i tak w kółko.. Jednym słowem daj im prawo do bycia sobą i nie próbuj zmieniać ich na siłę.

Zrezygnuj z chęci zmieniania ludzi, z chęci oświecenia ich i uczenia NA SIŁĘ. Zrezygnuj także z oceniania, pogardy, poczucia wyższości, nienawiści. Bądź sobą a inni niech też będą sobą.

Nie ma nic złego w tym że oświecani i wtajemniczani w wiedzą są nieliczni. Nie ma nic złego w tym, że większość mniej lub bardziej śpi. Oni nie dorośli do wiedzy. Wiedza albo by im zaszkodziła, albo by jej nie przyjęli ze względu na mechanizmy zabezpieczające w ich psychikach.

Pamiętam siebie z lat 2009 – 2013. Chciałem wtedy by wszyscy, dosłownie wszyscy poznali zakazaną, alternatywną wiedzę o polityce, świecie, duchowości. Pomijam już, że często była to wiedza albo niepełna, albo z gruntu fałszywa.. Ale chciałem by wtajemniczeni byli WSZYSCY bez wyjątku.

Dziś wiem że to tak nie działa, że tak się nie da. Ziemskie dzieci bez względu na to jaki jest wiek ich ciał, muszą spać. Nie mam żadnej presji by przekazywać wiedzę ziemskim dzieciom. Oni mają swoją wiedzę, swoje pragnienia, wzruszenia, lęki, lekcje życiowe. Na tej samej zasadzie nie będę się wkurzał na dwulatka bawiącego się zabawkami na to, że nie potrafi zrozumieć matematyki wyższej z piątego roku studiów.

Miałem jednocześnie świadomość, że ta wiedza na pewno nie trafi do wszystkich. Że trafi do maleńkiego grona ludzi. Znałem już wtedy twarde realia życia. Pięknoduchy i idealiści wyznający doktrynę new age nie mają świadomości twardych realiów życia. Ja miałem. Znałem potęgę takich mediów jak TVN, Wyborcza, Onet. I wiedziałem że ruch alternatywny takich mediów nie ma i mieć nie będzie. I to wywoływało u mnie ogromny lęk i frustrację.

A wystarczy zrezygnować z takiego myślenia, że wiedzę powinni posiadać wszyscy. No sorry, ale wiedza i świadomość – tylko dla wybranych, i to jest w 100% ok.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Cytuję: „Uczeń zapytał mistrza:

– Mistrzu, czy świat jest wrogi dla ludzi? Czy niesie zło czy dobro?

– Opowiem Ci historię o tym, jak świat odnosi się do człowieka – powiedział mistrz. Był sobie kiedyś wielki król, który kazał zbudować piękny pałac. Było tam wiele wspaniałości. Wśród różnych cudów i ciekawostek w pałacu było komnata, w której wszystkie ściany, podłoga, drzwi, a nawet sufit były zrobione z luster. Osoby wchodzące do komnaty w pierwszej chwili nie zdawały sobie sprawy, że stoją przed lustrami – tak bardzo zacierała się granica między światem rzeczywistym a odzwierciedlonym. Ponadto ściany komnaty zostały tak zbudowane, że na każdy dźwięk odpowiadało echo. Gdy ktoś pytał: “Kim jesteś?”- słyszał w odpowiedzi z różnych stron: “Kim jesteś… kim jesteś?”.

Pewnego razu do komnaty dostał się pies i zamarł w zdumieniu pośrodku, otoczony sforą psów ze wszystkich stron, a także z dołu i z góry. Pies na wszelki wypadek ostrzegawczo pokazał kły i wszystkie odbicia odpowiedziały mu tym samym. Pies zawarczał. Echo odwzajemniło głośne warczenie. Pies szczekał coraz głośniej. Echo też. Pies biegał tam i z powrotem, próbując ugryźć odzwierciedlające się w lustrach psy, jego odbicia też biegały i gryzły. Rano królewska służba znalazła wycieńczonego, nieprzytomnego psa, otoczonego przez setki nieprzytomnych psów. W komnacie nie było niczego, co mogłoby zagrozić psu, prócz jego własnego odbicia.

Widzisz – powiedział na koniec mistrz – świat nie jest ani dobry, ani zły sam w sobie. Wobec człowieka świat jest obojętny. Wszystko, co dzieje się wokół nas jest tylko odzwierciedleniem naszych myśli, uczuć, pragnień i działań. Świat to jedno wielkie lustro.”

__________________________________________________________

Cytuję: „Dawno, dawno temu, na jednym z oceanów istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz różne ludzkie cechy, między innymi: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkie je razem łączyła miłość.

Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali więc swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę.

Tylko Miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu Miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło Bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:
– Bogactwo, czy możesz mnie uratować ?
– Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności.
Nie ma tam już miejsca dla ciebie – odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
– Dumo, zabierz mnie ze sobą! – poprosiła Miłość.
– Niestety nie mogę cię zabrać! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć… – odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.

Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.
– Smutku, zabierz mnie ze sobą! – zawołała Miłość.
– Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam – odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.

Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej nawet, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał w ogóle wołania o pomoc.

Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu…
Nagle Miłość usłyszała: – Chodź! Zabiorę cię ze sobą! – powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia,
że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.
Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec.
Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
– Powiedz mi proszę, kto mnie uratował?
– To był Czas. – Odpowiedziała Wiedza.
– Czas? – zdziwiła się Miłość. – Z jakiego powodu pomógł mi Czas?
– Widzisz, tylko Czas prawdziwie rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość. – Odrzekła spokojnie Wiedza.”
~Autor nieznany

__________________________________________________________

Cytuję: „Żył sobie kiedyś młody chłopiec, który miał niestety pewien bardzo poważny problem, był mocno niedowartościowany. Nie mógł uwierzyć w to, że jest kimś niezwykłym.

Któregoś dnia usłyszał o pewnym mędrcu, który znał podobno wszystkie odpowiedzi świata, i który potrafił znaleźć rozwiązanie każdego problemu. Udał się do tego mędrca ze swoją sprawą.

– Mistrzu, nie mogę odnaleźć swojej wartości, pomóż mi. Czy mógłbyś dać mi jakąś radę?

Mistrz spojrzał na niego i odrzekł: – Wiesz, właściwie to chętnie bym ci pomógł, tylko teraz nie mam czasu. Mam bardzo ważną sprawę i dopiero gdy ją rozwiążę, będę mógł ci pomóc. W sumie… – Dodał po przerwie – to gdybyś mi pomógł ją rozwikłać, może było by szybciej.

Chłopiec trochę się zmartwił, że znowu jego sprawę odsunięto na dalszy plan i nie był tak ważny, aby się nim zainteresować, ale powiedział: – Dobrze, pomogę ci mistrzu, wtedy może zajmiesz się moją sprawą. Co mam zrobić?

Mistrz dał mu swój pierścionek, który nosił na małym palcu, mówiąc: – Jedź na targ i sprzedaj ten pierścionek, ale jest jeden warunek, nie możesz uzyskać mniejszej ceny niż jednego złotego dukata. Potrzebuję tych pieniędzy, aby spłacić szybko pewien dług. Nie mniej niż 1 złoty dukat – powtórzył.

Chłopiec zabrał pierścionek i pojechał na targ. Pytał tam niezliczonej ilości kupców, czy nie kupiliby od niego tego pierścionka. Było wielu zainteresowanych, ale kiedy słyszeli cenę jednego z dukata, wszyscy albo kręcili z politowaniem głową albo wybuchali śmiechem, wykrzykując: – Ten pierścień nigdy nie będzie tyle wart.

Chłopiec pytał naprawdę setki handlarzy i nic nie uzyskał, nikt nie był zainteresowany na tyle, aby dać mu takie pieniądze. Zasmucony i rozczarowany wrócił w końcu do mistrza, nie wiedząc jak się to skończy. Przecież nie zrobił tego, o co poprosił go mistrz.

Oddał pierścionek mistrzowi, mówiąc: – Przykro mi, nie znalazłem nikogo, kto chciałby mi dać za niego jednego złotego dukata.

Mędrzec spojrzał na niego i odparł: – Może zrobilibyśmy coś jeszcze innego. Pojedź do słynnego jubilera, wielkiego znawcy biżuterii i klejnotów, aby dowiedzieć się ile w ogóle wart jest ten pierścień. Ale pamiętaj, nie sprzedawaj go! Zapytaj tylko ile jest warty.

Chłopiec zabrał ponownie pierścionek i pojechał do jubilera, słynącego ze swej wiedzy.

Ten długo oglądał i badał klejnot, przyglądał się mu z każdej strony, ważył, mierzył, i na koniec powiedział: – Jeżeli twój mistrz naprawdę szybko potrzebuje go sprzedać, to mogę zaoferować ci 58 złotych dukatów. Wiem, że pierścień jest wart dużo więcej, prawdopodobnie koło 100 dukatów, ale jeśli to pilne, w tej chwili daję 58….

Chłopiec bardzo się zdziwił, i ogromnie ucieszony, wrócił szybko do mistrza, aby podzielić się z nim dobrą nowiną.

– Widzisz – powiedział mędrzec, wysłuchawszy go uważnie. – Dlaczego chodzisz po świecie i pytasz ludzi, którzy na niczym się nie znają, ile jesteś wart? Może warto poszukać jednego specjalisty, który naprawdę rozpozna twoją wartość i powie ci ile faktycznie jesteś wart. Nie szukaj po jakichś dziwnych targach, u targowych ekspertów, nie znających się na niczym ludzi, którzy nie dostrzegają prawdziwej wartości tego pierścienia, którym jesteś!”
~Jorge BucayPozwól, że ci opowiem… Bajki, które nauczyły mnie jak żyć

Jak wyłączyć niechciane i bolesne myśli? Podaję prosty sposób!

Jak wyłączyć niechciane i bolesne myśli? Podaję prosty sposób!

szczęścieNiechciane myśli o destruktywnej treści są przekleństwem wielu ludzi. Szczerze mówiąc – są one utrapieniem zdecydowanej większości ludzi. Tak już ktoś nas zaprogramował. Nie będziemy w tym wpisie rozwodzić się nad tym, czy taki jest nasz biologiczny program, czy raczej tę krzywdę zrobiło nam społeczeństwo (rodzice, nauczyciele, kapłani, znajomi, politycy itp itd).

Nie będziemy także omawiać struktury, z której pochodzą te myśli. Struktura ta umownie nazywana jest umysłem, niektórzy mówią o ego. Nie będziemy tu omawiać jak widmową i iluzoryczną strukturą jest ego, i jak pozytywny jest smak przebudzenia z tej iluzji. To opisali już inni, i tu skupimy się na tym, czego Ci inni nie powiedzieli.

Jako minimum formalności podam, że gdy zaczniesz obserwować swoje myśli, to ze zdziwieniem możesz stwierdzić, że wiele, o ile nie większość tych myśli, nie są.. Twoje. Są one generowane taśmowo, maszynowo, przez autonomiczny mechanizm pozostający poza naszą świadomą kontrolą. Są one generowane często wbrew naszej woli i wbrew naszemu pozwoleniu. Myśli te nas po prostu niszczą. Każdy z nas ma w swoim jestestwie taką strukturę, która nieustannie bredzi, „blabla„, generuje myślotok. Niczym jakiś chlor, żul, patolog, po wypiciu fioletowego napoju procentowego o nuklearnej sile rażenia.

globalna świadomość (2)Po pierwsze, zacznij obserwować swoje myśli. Wyrób sobie ten nawyk. Nie poddawaj się do końca tym myślom, tylko obserwuj jak przepływają. Miej świadomość, że są one iluzją. W tym zgadza się większość, o ile nie wszyscy czołowi ideologowie nurtu new age. Ja Wam powiem, co trzeba robić dalej.

Po drugie, gdy zaobserwujesz jakąś myśl, wyodrębnisz ją z ogólnego myślotoku – nazwij ją i nadaj jej krótką charakterystykę. Dla przykładu:
-„Ta myśl jest pozytywna i sprawia mi radość
-„Ta myśl jest destrukcyjna i sprawia mi przykrość
-„Ta myśl jest zwyczajnie głupia, jest neutralna ale lekko mnie irytuje

Po trzecie i najważniejsze. Gdy pojawi się negatywna myśl, zaobserwujesz ją, zidentyfikujesz i nazwiesz – włącz mechanizm wewnętrznego nadzorcy. Metod jest kilka. Najpotężniejszą metodą w walce z ponurakami, poważniakami, purytanami, nakazującymi, zakazującymi, osądzającymi, piętnującymi – jest HUMOR. Dotyczy to nie tylko ludzi, ale też myśli. Jeśli zaśmiejesz się i wykpisz coś, co ma ambicję być śmiertelnie, grobowo poważne – to automatycznie to coś pomniejszysz, zneutralizujesz.

Poważniacy, ponuracy, purytanie, nakazujący i zakazujący, osądzający, piętnujący – chcą być śmiertelnie serio, śmiertelnie poważni (dotyczy to także myśli). Chcą byś Ty też był poważny, byś traktował ten przekaz serio. Stosując humor, ironię, sarkazm, kpinę, szyderę – przerywasz tę negatywną, coraz bardziej nakręcającą się pętlę. Poważny? Poważny to ja będę dopiero na swoim pogrzebie! Niech humor, beka, sarkazm i radość trwają pókim żyw i pókim czynię swoją wolę! 🙂

To samo zalecam Wam. Humor i obrócenie tych negatywizmów w żart jest sekretną bronią o sile rażenia bomby atomowej. Gdy pojawi się myśl taka, jak opisałem powyżej – zaśmiej się z niej, wykpij ją. Możesz to zrobić nawet w sposób, który na co dzień nazwałbyś chamskim, niewybrednym, pojebanym. Humor jest bezpośrednią pochodną dystansu i luzu – czyli wielkiego ziemskiego Sacrum.

Ludzie wyluzowani i zdystansowani osiągają sukces na każdej płaszczyźnie życia – w relacjach z płcią przeciwną, twórczości, sporcie, pracy, a także w duchowości. I odwrotnie – gdy spinasz się, szarpiesz z życiem, walczysz z całym światem – wszystko zaczyna nie wychodzić i coraz bardziej się walić. To cała filozofia i tajemnica naszego świata. Jak widzisz, ani zbytniej filozofii, ani tym bardziej tajemnicy w tym nie ma.

Cytat: „Prostota może być trudniejsza od komplikacji: trzeba się ciężko napracować nad wydobyciem czystej myśli, która pozwala na prostotę. Ale warto – bo kiedy już się to ma, można przenosić góry.”
~Steve Jobs

Po czwarte: w umyśle powstanie wtedy pewna próżnia. A jak wiadomo, natura wszechświata nie lubi próżni nigdy i nigdzie. Trzeba coś konstruktywnego z tą próżnią zrobić. Ja staram się nią zagospodarować myślami neutralnymi. Może to być np jakaś zabawna sytuacja z przeszłości, jakiś dowcip który mi się kiedyś spodobał. To jednak nie wystarczy.

Po piąte i jeszcze ważniejsze, powinieneś się nauczyć samodzielnie włączać myśli konstruktywne i pozytywne. Chyba każdy wie, jak wielką moc mają negatywne myśli. Wciągają i wciągają człowieka coraz bardziej. Rozkręcają się niczym spirala, z coraz większą i większą siłą. By pod koniec dnia zostawić człowieka zupełnie wyczerpanego, bez energii i siły do czegokolwiek. Znam ten mechanizm bardzo dobrze, bo przez lata (ba, przez 30 długich i czasami smutnych lat) dawał mi się on we znaki.

Często jest tak, że te negatywne myśli mamy w głowie długimi godzinami. Ale każdy medal ma dwie strony. Czy doceniasz drobne, codzienne radości? Wschód słońca w drodze do pracy? To, że zdążyłeś na autobus choć byłeś minutę spóźniony? Uśmiech osoby z którą pracujesz? Takich okazji jest wiele w ciągu naszych dni. Ale nie dostrzegamy ich, nie doceniamy. Powiem tutaj pewną sentencję życiową, powielaną ochoczo przez nurt new age:

Spróbuj choć raz wyolbrzymić szczęście, a nie cierpienie

Doceniajmy te codzienne chwile radości, nauczmy się je zauważać i nimi cieszyć. Jeśli masz okazję do małej radości, do przeżywania dobrej myśli – ciesz się nią, wzmacniaj ją i wzmagaj ile tylko możesz. Przecież dokładnie to samo robiłeś dotąd z niemal każdą myślą negatywną. Dlaczego więc by tego mechanizmu nie odwrócić, na korzyść swoją i innych?

No i tak jak przed chwilą napisałem: naucz się świadomie kreować (generować) myśli pozytywne i konstruktywne, takie co przynoszą radość. Nie będę tutaj generalizował, bo każdy z nas jest inny i każdemu radość daje co innego. Choć są oczywiście pewne podobieństwa.

Nie, nie sprawi to, że staniesz się od razu mistrzem wcielonym, lewitującym z dupą w chmurkach z aniołkami. Na to masz czas, to ma ponoć przyjść samo, wtedy kiedy będziesz gotowy. Za dekadę, za dwie, za 40 lat.. Lub w przyszłym życiu, lub też w jeszcze następnym życiu. Jednak już teraz możesz zastosować bardzo proste prawa wszechświata. Już teraz możesz się odciąć od destruktywnych, nowotworowych programów.

Nie odetnie Cię to od całego bólu jestestwa i istnienia. Chwile zwątpienia i załamania będą się pojawiać cały czas. Ale będzie ich coraz mniej w miarę trenowania tego, co opisałem. Bo to trzeba wyćwiczyć niczym mięśnie na siłowni. Z czasem będzie ich coraz mniej, będą jakieś inne, słabsze, bardziej z dystansu.

Tego wszystkim Wam życzę.

Przeczytaj moje inne artykuły o duchowości:
Doktryny których lepiej się wystrzegać. Są gwarantem zbłądzenia
Uniwersalne prawa wszechświata: „Miej wyjebane a będzie Ci dane”
Bóg nas opuścił? A może umarł przed milionami lat?!
Co by było, gdyby ludzie nadal żyli 1000 lat tak jak przed wiekami?
Poczucie winy jest najpotężniejszym mechanizmem manipulacji na Ziemi
Przypadek jest imieniem Boga
Granice wyborów i paradoksalność zniewolenia
Czy społecznie akceptowane recepty na życie prowadzą do wolności i szczęścia? Wręcz przeciwnie!
Przestańmy obawiać się globalnej tyranii, nie tędy droga..
Ziemia jest piekłem ale jest szansa na zmianę. To zależy też od Ciebie!
Dlaczego marzenia się nie spełniają? „Walka ze światem nic nie daje”

szczęścieAutor: Jarek Kefir (więcej…)

%d bloggers like this: