Reklamy

Tag: skażenie

Trwa szóste wielkie wymieranie gatunków na Ziemi

Trwa szóste wielkie wymieranie gatunków na Ziemi

ekologiaZapraszam dziś do przeczytania krótkiego podsumowania artykułu z magazynu Science o trwającym właśnie szóstym wielkim wymieraniu gatunków na Ziemi.

Czy antropocen – epoka człowieka „cywilizowanego” będzie ostatnią epoką życia na Ziemi? Wiele może wskazywać na to, że tak. Moje zdziwienie budzą próby denuncjacji wszelkich chęci chronienia przyrody i działań proekologicznych jako „lewackich”.

Choć z drugiej strony, to nie powinno dziwić. Wiadomo, komu zależy na rabunkowej eksploatacji planety – kapitalistom, korporacjom, rządom, lansującym ideologię naoliberalizmu i tzw. wolnego rynku. Więc nic dziwnego, że elektorat którym te byty piorą mózgi – korwiniści, prawicowcy – są tak niechętni ekologii.

Poprzez celowo generowane absurdalne pomysły walki z globalnym ociepleniem, którego właśnie jesteśmy świadkami, czy zrobienia z tej walki kolejnej zarobkowej czynności (żarówki „energooszczędne”), wzbudza się w ludziach w/w odruchy. Czyli m.in. niechęć do ekologii – w końcu mogłaby ona zaszkodzić rządom i korporacjom, i tym samym, psychopatom ich kontrolującym.

To, że w zarządach korporacji / CEO, polityce, rządach, na giełdach są psychopaci, nauka udowodniła dawno temu. Ci psychopaci, choć posługujący się dobrze rozwiniętą logiką, choć mający doktoraty / profesury, w pewnych dziedzinach są idiotami. Np jeśli chodzi o emocje i sferę duchową. Są zaślepieni rządzą pieniądza do tego stopnia, że festiwal zaprzeczania, kłamstw i braku reakcji na globalne wymieranie gatunków, będzie trwał do samego końca. Tak jak na Titanicu, na którym orkiestra grała aż po kres. Pewnego dnia po nocy pełnej fajerwerków, śmieciowej muzyki, alkoholu i szaleństw, obudzimy się w państwie które upadło, w świecie gdzie waluty utraciły wartość, a skażona ziemia nie będzie dawać plonów.

wymieranie gatunkowochrona przyrodyWstęp: Jarek Kefir

Jeśli spodobał Ci się ten materiał – pomóż w jego rozpowszechnieniu!

__________________________________________________________

Badania: Trwa szóste planetarne wymieranie wywołane przez człowieka cywilizowanego

Cytuję: „Utrata i redukcja liczby zwierząt na całym świecie – spowodowane przez zanikanie siedlisk i globalne zaburzenie klimatu – oznaczają, że znajdujemy się w środku szóstego „masowego wymierania” życia na Ziemi, ustaliła seria badań opublikowanych 25 lipca 2014 w piśmie Science.

Jedna z analiz wykazała, że mimo podwojenia liczebności ludzkiej populacji w ciągu ostatnich 35 lat, liczba zwierząt bezkręgowych – takich jak chrząszcze, motyle, pająki i robaki – zmniejszyła się w tym samym czasie o 45%.

„Byliśmy zaszokowani odkryciem u bezkręgowców podobnych strat jak u zwierząt większych, ponieważ wcześniej sądziliśmy, że są one bardziej odporne,” powiedział Ben Collen, współautor badania z University College w Londynie.

Chociaż duże, fotogeniczne gatunki – takie jak tygrysy, nosorożce i pandy – skupiają większość uwagi, naukowcy mówią, że w oczywisty sposób nawet zniknięcie najmniejszego chrząszcza może fundamentalnie zmienić różne ekosystemy, od których uzależnieni są ludzie. […]

[Owady zapylają przykładowo blisko 75% roślin spożywczych świata. Insekty odgrywają też kluczową rolę w obiegu składników odżywczych i rozkładzie substancji organicznych, co zapewnia wydajność ekosystemu.]

Badania donoszą, że w ostatnich stuleciach wymarło około 322 gatunków kręgowców. Populacje pozostałych gatunków tej grupy wykazują 25% średni spadek liczebności. Wymarciem w skali globalnej zagrożonych jest od 16% do 33% kręgowców. Duże zwierzęta – opisane jako megafauna – stoją w obliczu najwyższego wskaźnika spadku; trend, który odpowiada wcześniejszym wymieraniom planetarnym.

Większe zwierzęta zazwyczaj mają niższą stopę wzrostu swojej liczebności i wydają mniej potomstwa. Potrzebują większych obszarów siedliskowych, aby utrzymać zdolne do przetrwania populacje. Rozmiary i masa czynią je łatwiejszym i bardziej atrakcyjnym celem ludzkich polowań.

Mimo że gatunki te stanowią stosunkowo mniejszy odsetek zwierząt zagrożonych, ich utrata wywołuje stopniowe skutki, które mogą wstrząsnąć stabilnością innych gatunków i wywrzeć wpływ nawet na zdrowie ludzi.

Na przykład w ramach wcześniejszych eksperymentów przeprowadzonych w Kenii, od megafauny – takiej jak zebry, żyrafy i słonie – odseparowano połacie ziemi i obserwowano reakcje ekosystemu na usunięcie największych gatunków. Dość szybko obszary te opanowują gryzonie. Trawa i krzewy odnotowują intensywny wzrost, a tempo zagęszczania gleby ulega zmniejszeniu. Nasiona i schronienie stają się łatwo dostępne, a zagrożenie atakiem drapieżników spada.

W konsekwencji liczba gryzoni podwaja się – podobnie jak obfitość przenoszących choroby ektopasożytów, które na nich żyją.

„Tam, gdzie gęstość naszego zaludnienia jest wysoka, następuje gwałtowny wzrost wskaźnika defaunacji, częstości występowania gryzoni, a tym samym poziomu patogenów, co zwiększa ryzyko rozprzestrzenienia chorób,” powiedział główny autor badania Rodolfo Dirzo, starszy doradca Instytutu Środowiskowego Woodsa przy Uniwersytecie Stanforda. „Kto by pomyślał, że sama defaunacja przyniesie ze sobą wszystkie te dramatyczne konsekwencje? A jednak może stać się błędnym kołem.”

„Niszczenie siedlisk ułatwi polowania i kłusownictwo, a gatunki będą miały trudności w znalezieniu schronienia wskutek zmiany użytkowania gruntów i zaburzeń klimatycznych,” dodał Dirzo. […]

„Mamy skłonność postrzegać wyginięcie jako znikanie gatunków z powierzchni Ziemi, i jest to bardzo ważne, ale musimy zwrócić baczniejszą uwagę na krytyczną utratę zdolności funkcjonowania ekosystemów, w której centralną rolę odgrywają zwierzęta,” powiedział Dirzo. „Jak na ironię od dawna uważa się, że defaunacja to zjawisko ukryte, ale sądzę, że ostatecznie znajdziemy się w sytuacji jawnej ze względu na coraz bardziej widoczne jej skutki dla planety i ludzkiego dobrobytu.”

Pięć razy w historii Ziemi ogromny procent planetarnego życia uległ wyniszczeniu w tzw. masowych wymieraniach.

Około 66 milionów lat temu dobrze nam znane wymieranie unicestwiło dinozaury oraz trzy czwarte gatunków istniejących wówczas na Ziemi. Blisko 252 miliony lat temu Wielkie wymieranie permskie zgładziło ponad 90% gatunków świata.

Ogólnie naukowcy szacują, że w wyniku wszystkich minionych wymierań wyginęło 90% form życia, które kiedykolwiek istniały na naszej planecie.

Nowością aktualnego wymierania jest to, że „jego siłą napędową nie jest meteoryt czy potężne erupcje wulkaniczne, ale jeden gatunek – homo sapiens”, powiedział Dirzo.

Aby opisać szóste wymieranie, naukowcy ukuli termin defaunacja antropocenu – co oznacza zanikanie społeczności zwierząt spowodowane przez człowieka.”

Data oryginalnej publikacji: 25 lipca 2014

Opracowanie: exignorant

Przeczytaj też ze strony Ex ignorant:
Złudzenie dobrego antropocenu
Mit ludzkiego postępu
Stadium globalnego upadku systemowego

Reklamy
Reklamy

Wiek głupoty: czy spełni się katastroficzna wizja przyszłości?

Wiek głupoty: czy spełni się katastroficzna wizja przyszłości?

ekologia i ochrona przyrodyPrzewidywanie przyszłości Ziemi zawsze jest wróżeniem z fusów. Choćby z tego powodu, że nie potrafimy sobie wyobrazić wszystkich zmiennych jakie mogą nastąpić, ani nie potrafimy wziąć pod uwagę wszystkich ich możliwych kombinacji.

Jednak można spróbować przekazać ludziom co się stanie, gdy się nie opamiętają. Takie coś stara się przedstawić film „Wiek głupoty” dostępny z polskim lektorem.

W prognozowaniu przyszłości Ziemi trend optymistyczny, znany z lat 50-tych i 60-tych XX wieku, ustąpił miejsca trendowi katastroficznemu czy wręcz apokaliptycznemu. Przyczyny dla których z grozą spoglądamy w przyszłość, są złożone.

Składają się na nie wielkie kartele i monopole korporacji, kapitalistyczny wyzysk mas pracujących z jednej strony i tak zwany „spisek żarówkowy” (poszukaj w google) z drugiej strony, który jest przyczyną niewyobrażalnej eksploatacji zasobów naszej planety.

Można się śmiać z tego, że facebookowe lajki nie zamienią się cudownie w wodę czy zdrową żywność, z tego, że przeliczamy każde urządzenie elektroniczne na zasoby zużyte do jego produkcji i skażenie, jakie wywołała jego produkcja.. Ale ekolodzy w jednym mają bezsprzeczną rację: nie mamy planety B.

O ile na religii globalnego ocieplenia można zarobić miliardy dolarów, o tyle żaden polityk, żadne państwo, żadna partia polityczna nie weźmie się za w/w „spisek żarówkowy”, czyli celowe produkowanie bubli tak, by po dwóch, trzech, pięciu latach trzeba było kupić nowy egzemplarz.

Drapieżna konsumpcja, na którą składa się wręcz stereotypowa, coroczna wymiana iPhone’a czy tabletu na nowy (na kredyt dla nie poznanki nazywany abonamentem..) doprowadzi do zagłady życia na Ziemi, o ile się nie opamiętamy. Taka polityka może na krótki czas reanimować tego ekonomicznego, gospodarczego i etycznego trupa, jakim jest bez wątpienia dzisiejsza „cywilizacja”. Jednak konsekwencje takich „zastrzyków z adrenaliny” planeta będzie odczuwać jeszcze długie wieki / tysiąclecia..

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

______________________________________________________________

Cytuję „Jak będzie wyglądać Ziemia za 50 lat? W jakim miejscu znajdzie się człowiek? Czy spełni się katastroficzna wizja przyszłości: wody z roztopionych lodowców zaleją świat, oszalałe słońce wypali żyzne grunty, zapanuje wielki głód, a gatunki zaczną po kolei wymierać?

Wiek głupoty to ambitnie zrealizowana próba przepowiedzenia naszej nieodległej przyszłości. Po kataklizmie ostatni z ludzi budują schron, w którym jak w biblijnej Arce przechowywane są ostatnie okazy zwierząt, owadów i roślinności. Postać kustosza tego przedziwnego miejsca tworzy brytyjski aktor Pete Postlethwaite (znany polskiej widowni z Orkiestry i W imię ojca).

Jest rok 2055, mężczyzna przegląda archiwalne materiały z przeszłości i stawia pytanie, dlaczego nie powstrzymaliśmy zmian klimatycznych na Ziemi, kiedy jeszcze było to możliwe. Odpowiedzi szuka w całym stylu życia współczesnego człowieka, szczególnie zaś – nastawionego na konsumpcję człowieka Zachodu.

W filmie znajdziemy wiele pomysłowo i niekiedy dowcipnie zrealizowanych animacji, które pokazują ewolucję gatunku ludzkiego, historię wojen o surowce, proporcje zużycia energii przez mieszkańców USA, Europy i krajów Trzeciego Świata.

Przygnębiającą wymowę swego filmu autorzy przełamują kilkoma portretami współczesnych Don Kichotów: Guya Piersa walczącego o budowę wiatraków (sic!) na terenie jednego ze szkockich hrabstw czy Fernanda Pareau, wieloletniego przewodnika górskiego z Chamonix, który sprzeciwia się rozbudowie tuneli pod Alpami.

Film Franny Armstrong to kino powstałe ze szlachetnych pobudek, zaangażowane w dzieło odbudowy naszej zbiorowej świadomości. Nie unika demagogii, ale wydaje się ona w pełni usprawiedliwiona aktualnością stawianego problemu.”

Przyroda przegrywa z polityką, sytuacja jest dramatyczna. „Najpierw znikną ptaki, a potem nastąpi koniec..”

ptaki

Cyt. ”
Co roku w krajach południowej Europy ginie pół miliarda ptaków przekraczających Morze Śródziemne. 10-15 proc. wszystkich skrzydlatych wędrowców. Znaczna część z nich leci – i nie dolatuje – do Polski.
W tej liczbie corocznie jest zabijanych ok. 100 tys. wędrownych ptaków drapieżnych. Wśród nich licznie gatunki ważne dla Polski – trzmielojad i błotniak stawowy.

Milczenie ptaków
We Włoszech, w Grecji i na Cyprze ich zabijanie stało się narodowym “sportem”. Podobnie jak w Hiszpanii, we Francji i na Malcie. Aby pokonać Morze Śródziemne, polskie ptaki mają do wyboru trzy szlaki: przez Cieśninę Bosfor; Sycylię i Półwysep Apeniński; Gibraltar i Hiszpanię. Niezależnie którędy polecą, są masowo zestrzeliwane, odławiane i maltretowane.
Najwięcej ptaków zabijanych jest w południowej Francji, północnych Włoszech, na Płw. Iberyjskim, Malcie i na Cyprze. Ale ochroniarze ptaków dopiero zaczynają odkrywać rozmiary śmiertelności także w Libanie, Syrii i Egipcie.

ptaki wedrowne

Niedokończona symfonia
Barbarzyństwo Włochów urządzających zorganizowane rzezie ptaków potępiły międzynarodowe stowarzyszenia ekologiczne. Zwyczaj zabijania wszystkiego, co leci, zachował się od wieków na terenach zacofanego włoskiego południa. Bywa, że w ciągu doby zabijanych jest we Włoszech ponad 700 tysięcy ptaków. Każdej minuty – 500. W polowaniach dozwolone są wszelkie, nawet najbardziej odrażające metody.i
Ptaki zabijane są przez bezpośredni odstrzał (duże gatunki) oraz po ich schwytaniu w najróżniejsze pułapki (mniejsze ptaki). Są to z reguły patyki oblepione wyjątkowo lepkim klejem, wystawiane w małych zagajnikach, gdzie przelatujące ptaki są zwabiane nagraniami innych ptaków, odtwarzanymi z magnetofonu. Chętnie wykorzystywane są też duże sieci czy skupiska pętli. Oprócz nagrań magnetofonowych, ptaki są zwabiane w rejon odłowu za pomocą wabików, czyli ptaków trzymanych w klatkach.
Powszechnie stosowana jest metoda tzw. szałasu. Szałas-pułapka przypomina wielką altanę bez dachu, pokrytą cienką siecią. Jej ściany tworzą niskie krzewy, przez które ptaki mogą dostać się do środka. Wewnątrz czeka na nie ptak-wabik, najczęściej drozd albo szpak. Kłusownicy łamią mu nóżki i zmaltretowanego wieszają na sznurku. Oszalały z bólu trzepocze skrzydłami i krzyczy. Na ten zew zlatują się z okolicy setki jego braci. Między gałęziami krzewów przenikają do wnętrza “altany”. Kiedy próbują uciec górą, wpadają w zastawioną sieć. Takim sposobem można złapać jednorazowo parę tysięcy ptaków.
Odstrzał większych ptaków, np. ptaków drapieżnych na Malcie czy w południowych Włoszech, jest obecnie prowadzony z użyciem broni szybkostrzelnej, umożliwiającej oddanie większej ilości strzałów w krótkim okresie, gdy zmęczony przelotem nad Morzem Śródziemnym ptak dolatuje do wybrzeża i mija miejsca zasiadki myśliwych. Samochody terenowe z napędem na 4 koła ułatwiają myśliwym dotarcie w miejsca poprzednio trudno dostępne. Na Malcie myśliwi strzelają również do ptaków z łodzi motorowych, na morzu, zanim te zdołają dolecieć do lądu.
Popularne jest nagłe oślepianie reflektorami lecących kluczy i wybijanie ich co do sztuki. Strzela się z działek szybkostrzelnych, wykorzystuje się helikoptery.
Nasze ptaki leśne – od pokrzewki, trzciniaków, trzciniczek po drozdy i słowiki – giną podczas dalekich wędrówek pod niebem Italii i Grecji – mówi dr Przemysław Chylarewski z Muzeum Instytutu Zoologii Polskiej Akademii Nauk.
Jest taki gatunek ortolan, bardzo ładny trznadel, rzadki i ginący gatunek w Europie, którego śpiew zaczyna się jak piąta symfonia Beethowena. Mamy trzecią część jego europejskiej populacji. Nie tylko co czwarty bocian jest Polakiem, jak zwykło się mówić. Co trzeci ortolan również jest Polakiem. Każdy, kto był na polu w maju, czerwcu, lipcu, wie, jak pięknie śpiewa. W lipcu, kiedy już większość ptaków milczy, ortolany nie, bo mają jeszcze drugi lęg.
W jednym tylko regionie południowo-zachodniej Francji (Les Landes) zabija się corocznie ok. 50 tys. ortolanów.

ptaki wedrowne Polska

Półmisek skowronków
Na Cyprze zabijanych jest corocznie 8-12 mln ptaków (inne oceny mówią nawet o ok. 20 mln rocznie). W dużej części to pokrzewki i inne drobne ptaki wróblowate.
Na Malcie zabijane są corocznie 2-3 miliony ptaków. Wskutek odstrzału, liczba gatunków ptaków gniazdujących na wyspie spadła z 32 w 1916 r. do ok. 16 obecnie (Maltańczycy w XX wieku wybili połowę własnych gatunków lęgowych!).
Cypr i Malta to rejony, w których od wieków polowano na ptaki. I nic się nie zmieniło. Ongiś potrawa ze śpiewających ptaszków była odświętnym dodatkiem na stół. Teraz na Cyprze każdy może zamówić ją w restauracji. Na przykład półmisek pełen skowronków. Na Cyprze ten lokalny specjał kulinarny, nosi nazwę ambelopoulia.

Maltańczycy lubią strzelać. Celują do dużych ptaków, przede wszystkim, podobnie jak we Włoszech, do ptaków drapieżnych. I choć tak naprawdę strzela się do wszystkiego co leci, to ulubionym obiektem polowań jest nasz rodzimy trzmielojad – ptak o różnych odmianach barwnych, rzadki, drapieżny.
Maltańczycy kolekcjonują jego okazy. Zwykli licytować się: “Mam już jasnego trzemielojada, potrzebuję jeszcze dorosłego, ciemnej odmiany”. Po czym wypychają go i stawiają na telewizorze
W ramach amnestii ogłoszonej przez rząd Malty w 2003 na posiadanie wypchanych ptaków, myśliwi mogli legalizować wypchane (nielegalnie zastrzelone) ptaki. Tylko 20 proc. zarejestrowanych myśliwych zgłosiło swe kolekcje, ale ci, którzy je zgłosili, mieli w swych domach średnio po 100 okazów (270 tys. okazów wypchanych ptaków zgłoszonych przez 2.5 tys. myśliwych)
W Kalabrii wierzy się, że mężczyzna, który nie ustrzeli danej wiosny trzmielojada, nie zdobędzie przez resztę roku żadnej kobiety. Ten przesąd – proszę zwrócić uwagę – wymaga corocznego odstrzału ptaka
Prawdopodobnie jest to jedno z głównych zagrożeń tego gatunku
Kilka tysięcy par trzmielojadów jeszcze gnieździ się w Polsce.

ptaki wedrowne 1

Szpak palony w majestacie prawa
We Francji i w Hiszpanii walczy się ze szpakami. Są wprawdzie plagą okolicznych plantacji winogron, ale walczy się z nimi nadzwyczaj brutalnie. Szpak jest gatunkiem stadnym, przebywa w dużych skupiskach, nocuje gromadnie. Takie skupisko traktuje się miotaczami ognia lub wysokotoksycznymi truciznami w sprayu. Metody te są dozwolone prawem.

Dzięki silnemu lobby myśliwych, we Francji w majestacie prawa strzela się do wszystkiego, co żyje, głównie do ptaków wodnych – kaczek i wszystkich siewkowatych. Siewkowate podejmują wędrówki, w czasie których pokonują wiele tysięcy kilometrów, z tundry syberyjskiej aż do południowej Afryki.
Polowania na ptaki to sposób spędzania wolnego czasu we Francji
Dr Przemysław Chylarewski obrączkuje ptaki od wielu lat i większość informacji o “swoich” ptakach, które zaobrączkował w Polsce, to były ptaki zastrzelone we Francji i w Hiszpanii. – Stamtąd otrzymywałem informacje w takiej postaci “zastrzelony” albo “pozornie znaleziony martwy” co oznacza to samo. Myśliwy wstydzi się przyznać, że zastrzelił trzmielojada, ale ma na tyle poczucia obywatelskiego obowiązku, że odsyła obrączkę do centrali.

Przegrana przyrody z polityką
Dyrektywa unijna o ochronie dzikich ptaków, która służy do tworzenia europejskiej sieci ekologicznej Natura 2000, wymienia zakazane metody zabijania ptaków. Dla Malty Komisja Europejska odstąpiła od tych reguł na okres przejściowy. Dlaczego? – Bo myśliwych na Malcie jest wielu i stanowią taka siłę polityczną, że nikt nie chciał ryzykować rozwiązania tego problemu z obawy o niepowodzenie referendum – tłumaczy dr Przemysław Chylarewski.

We Włoszech rząd formalnie zobligowany do wprowadzenia zakazu polowania na ptaki obszedł ten przepis, delegując uprawnienia na władze regionalne. Rząd jest więc czysty.

Obecnie wszędzie, wyjąwszy może kraje głodującej Afryki (tu strzela się i do bocianów), myślistwo i chwytanie ptaków nie jest uzasadnione rzeczywistymi potrzebami. Jest to sport, rozrywka, którą uprawiają bogaci na ogół ludzie.
To nie są ich ptaki, ale północnoeuropejskie – polskie, szwedzkie, niemieckie… Rzezi nie możemy więc przyglądać się obojętnie. To jest nasz problem.
– Piszemy listy i petycje dziesiątki lat, ale nasze możliwości są ograniczone. Problem jest wszystkim znany, politykom również – mówi dr Wiesław Nowicki z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN.

Jest jakaś nadzieja. Włosi wydają duże pieniądze na edukację. Jeśli dzieciom będzie się pokazywać, że szybujący na niebie trzmielojad jest wspanialszy od wypchanego na telewizorze, to w przyszłości nie wypali do niego z dubeltówki. Na owoce takiej edukacji trzeba poczekać. Czy ptaki tego doczekają? Dla niektórych gatunków może być za późno.

Po 5 latach zbierania danych o liczebności pospolitych ptaków w Polsce (program Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych) wiemy, że liczebność gniazdujących w Polsce szeregu wędrownych ptaków: pokrzewek cierniówek, kukułek, świstunek leśnych, pliszek żółtych, czy drozdów śpiewaków – spada w tempie przekraczającym 30 proc. na 10 lat. Możemy się tylko domyślać, w jakiej mierze jest to wynikiem niekorzystnych zmian w krajobrazie naszego kraju, a w jakim wynika z polowania na te ptaki w czasie ich wędrówek.

ptaki wedrowne 2

Barbarzyńskie przyzwolenie Unii Europejskiej
Pod takim tytułem zamieściliśmy w majowym numerze Przyrody Polskiej z ubiegłego roku notatkę o zalegalizowaniu przez Unię Europejską “polowań” na przelotne ptaki na Malcie.
“Od setek lat Malta jest etapowym punktem odpoczynku milionów ptaków lecących na zimę z Europy do Afryki, a następnie powracających na wiosnę do swoich lęgowisk w Europie. Wiele gatunków ptaków odpoczywających na Malcie teoretycznie podlega ochronie prawnej. Lista tych gatunków jest bardzo długa i powstała we współpracy wielu krajów, także członków Unii Europejskiej.
Malta w trakcie negocjacji swojego wejścia do UE uzyskała oficjalne zezwolenie, sprzeczne z innymi postanowieniami prawa unijnego, na wiosenny odstrzał ptaków odpoczywających w swojej drodze do Europy. Jak się szacuje, co roku około 2 – 3 miliony słowików, skowronków i innego ptasiego drobiazgu pada łupem, pożal się Boże, maltańskich myśliwych, których jest na wyspie 12 000 i do tego 3 000 “traperów” polujących na ptaszki stanowiące “specjalność maltańskiej kuchni”. Zważywszy że Malta liczy 375 000 mieszkańców, to co 25 mieszkaniec tej wyspy poluje na wędrowne ptaki. Jeżeli wyłączymy z tej statystyki kobiety, dzieci i osoby starsze, to okaże się że co 5 – 6 Maltańczyk uprawia ten proceder.”.

ptaki wedrowne 3Autor: Krystyna Forowicz

Źródło: Rzeczpospolita

Za: http://fotoptaki.art.pl/viewtopic.php?t=1765c

Niebezpieczeństwo na Bałtyku. „Rozmiar zjawiska jest bezprecedensowy, skażenie już zachodzi..”

Cyt. ”
Choć od momentu zakończenia Drugiej Wojny Światowej minęło już 70 lat, nadal odczuwamy jej niszczące skutki. Obecnie na bezprecedensową skalę zagrożone jest Morze Bałtyckie i zamieszkujące je żywe stworzenia, a przyczyną są zatopione pojemniki z trującymi gazami bojowymi.

Skalę zagrożenia ujawniło badanie zlecone przez szwedzką administrację morską. Z raportu wynikało, że na Bałtyku spoczywa około 40 tysięcy różnych obiektów militarnych w tym 10 tysięcy sztuk broni chemicznej z okresu II wojny światowej. Obecnie pojemniki, w których składowano te substancje skorodowały a substancje zaczynają przenikać do środowiska morskiego.

Większość tej broni chemicznej została zrzucona do Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej. Odpowiedzialni za to są Brytyjczycy i Rosjanie, którzy wymyślili taki właśnie sposób jak zatopienie zapasów niemieckiej broni. Okazuje się, że było to tylko odłożenie problemu w czasie i być może doprowadzi to do bezprecedensowego skażenia Bałtyku.

Aby jakoś temu przeciwdziałać zorganizowano specjalny projekt naukowy o nazwie CHEMSEA, w którym uczestniczy Polska, Niemcy, Finlandia, Szwecja, Litwa oraz Łotwa. Dzięki wspólnym pracom ustalono, że w samej tylko Głębi Gotlandzkiej znajduje się 8 tysięcy bomb, które są rozrzucone na obszarze 1500 metrów kwadratowych. Potwierdzono tez to, co do tej pory było spekulacją, dno morskie w pobliżu tych skorodowanych bomb chemicznych jest już skażone.

Głównym czynnikiem skażenia jest iperyt, czyli gaz musztardowy. Na szczęście Bałtyk jest zimnym morzem i gaz ten szybko zamarza więc ogranicza to skażenie do okolic kilku metrów od składowiska. W ramach projektu badano też zdrowie ryb i okazało się, że chemikalia powodują u nich wady genetyczne oraz wpływają na ilość trapiących je chorób. Dla człowieka największe zagrożenie sprawia właśnie spożycie tych ryb”

Apokalipsa światowa – SOS Ziemia

Apokalipsa światowa – SOS Ziemia

Nie, nie jest to tekst z serii: „koniec świata 21 grudnia 2012”. Ale ów koniec świata nastąpi na pewno, jeśli ludzkość się nie opamięta i ten 1% najbogatszych nadal będzie bez ograniczeń eksploatował zasoby Ziemi.

Zobaczcie, co człowiek zrobił z naszą planetą w ciągu ostatnich 200 lat.

Poniższy film jest w pełnej wersji z lektorem, trwa 114 minut.

Niecierpliwi mogą zacząć oglądanie od 50-tej minuty, chociaż polecam od początku.

Pamiętam pewną rozmowę przeprowadzoną z „nieświadomą” osobą rok temu. Jej konkluzja brzmiała tak: „Jarek, ja wiem, że ludzkość dąży do samozagłady, ale co mnie to, mam ważniejsze sprawy na głowie„.
-czyli, większość o tym doskonale wie, tylko jak im powiesz: „naukowcy są pewni, że za jakiś czas życie na Ziemi wyginie” – to pomyślą sobie: „uff, dobrze, że mnie wtedy już nie będzie na Ziemi„. A tymczasem guzik prawda – to może stać się za dekadę, dwie, jeszcze za naszego życia:

Niebezpieczeństwa energetyki atomowej (od strony gospodarczej)

Niebezpieczeństwa energetyki atomowej: gospodarka

Cytuję: „W kwietniu 1986 r. nastąpił wybuch czwartego reaktora w rosyjskiej elektrowni atomowej w Czarnobylu. Reaktor nie posiadał zewnętrznej obudowy bezpieczeństwa i wielka ilość radioaktywnych materiałów została wyrzucona do atmosfery i rozproszona na rozległe tereny Ukrainy, Rosji, Białorusi, a częściowo Polski i innych krajów. Pełna ocena straszliwych skutków katastrofy jest przedmiotem sporów zwolenników i przeciwników energetyki jądrowej [27, 28].

Kofi Annan, były sekretarz generalny ONZ, w 2001 r. stwierdził w sprawie Czarnobyla [29]: „Z dwu powodów nie wolno nam przestać mieć na uwadze tej tragedii. Po pierwsze, zapomnienie o Czarnobylu to ryzyko pojawienia się podobnych katastrof przemysłowych i ekologicznych. Niestety jesteśmy bezbronni, gdy takie zdarzenia mają miejsce. Ale możemy przynajmniej im zapobiegać. Drugi powód jest taki: więcej niż 7 mln ludzi nie może zapomnieć. Oni nadal, każdego dnia, ponoszą konsekwencje tego, co zdarzyło się 15 lat temu. Tak naprawdę dziedzictwo Czarnobyla nie przestało nas prześladować, nas i naszych potomków jeszcze prze wiele następnych pokoleń”.

W elektrowniach atomowych stosuje się i buduje nadal reaktory uranowe chłodzone w pierwotnym obiegu zamkniętym wodą pod dużym ciśnieniem. Posiadają one skuteczną regulację i zabezpieczenia przed wybuchem jądrowym reaktora. Do takiego wybuchu jeszcze nigdy nie doszło. W Czarnobylu wybuchła w reaktorze para wodna i wodór, co doprowadziło do jego rozsadzenia i uwolnienia silnie radioaktywnych izotopów. Zwolennicy energetyki atomowej wykluczają jednak taką możliwość w przyszłości i przyjmują, że nowy reaktor jest urządzeniem całkowicie pewnym wewnętrznie. Ponadto przed awaryjnym uwolnieniem radioaktywnych izotopów do otoczenia chroni reaktor zachodni pojedyncza, a w nowszych reaktorach podwójna obudowa bezpieczeństwa ze sprężonego betonu. Stanowi też ona stosunkowo skuteczne zabezpieczenie reaktora przed uderzeniami i próbami uszkodzenia z zewnątrz. Wytrzymuje m.in. uderzenie lekkiego samolotu.

Nie sprawdzono jednak eksperymentalnie, czy taka obudowa rzeczywiście wytrzyma wybuch w reaktorze. Nie ma też pewności, że w każdych warunkach tak wielka i ciężka obudowa z czasem nie popęka pod wpływem własnego ciężaru i podłoża, jak np. pękł parometrowej grubości fundament rozpoczętej przed laty budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu, za Gdynią [28]. (Szczęśliwie, zrezygnowano z kontynuowania tej budowy.)
Żadna obudowa nie ochroni reaktora przed możliwością zbombardowania i to się już zdarzyło; przed laty Izrael skutecznie zbombardował reaktor atomowy w Iraku, jeszcze przed podjęciem jego pracy. Ostatnio Stany Zjednoczone zagroziły Iranowi atakiem na jego urządzenia jądrowe i to z pomocą strategicznej broni atomowej. Nie są to czcze groźby. Elektrownia atomowa stanowi realny, szczególnie atrakcyjny obiekt wrogiego ataku, sabotażu i szantażu. Powoduje więc zagrożenie bezpieczeństwa kraju.

Ponadto pozostaną w kraju groźne odpady radioaktywne oraz kłopoty i koszty ich składowania na praktycznie nieskończenie długi okres czasu. Dziś doraźnie zabezpieczone i ukryte mogą po latach powodować wielkie problemy. Składowiska broni chemicznej i innych toksycznych materiałów, zatopione na dnie Bałtyku po pierwszej i drugiej Wojnie Światowej, już dzisiaj są dużym i groźnym problemem.

Incydenty nuklearne o małej skali są bardzo częste

Obok wielkich, mało prawdopodobnych katastrof, praca elektrowni atomowych łączy się z powstawaniem znacznie częstszych, mniejszych zakłóceń i awarii, skutkujących radioaktywnymi wyciekami i uwolnieniem ograniczonej ilości izotopów. Na tą ewentualność musi być przygotowana ludność zamieszkująca w okolicy elektrowni, co wymaga odpowiedniego jej poinformowania i przeszkolenia w próbnych alarmach. Nie jest to przyjemne, a indywidualnie może być i niebezpiecznie, np. dla chorych na serce.

Z żadnym z wymienionych powyżej zagrożeń nie mieliśmy dotychczas do czynienia w Polsce, budując i eksploatując od lat elektrownie węglowe. Zaopatrywane są one z wielu krajowych, niezależnie pracujących kopalni i zasobnych pokładów, a paliwo jest łatwo składowane przy elektrowniach na sezon zimowy, czas strajków i okres, gdy mogą powstać zakłócenia w jego transporcie. Podawane stwierdzenia, że budowa elektrowni atomowej, zamiast węglowej, prowadzi do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju [2, 30] pozbawione są racjonalnej argumentacji. Stanowią przykład niekompetentnego i niebezpiecznego zastępowania ogólnymi hasłami poważnej analizy strategicznej. Bezpieczeństwo energetyczne jest ważnym, ale i trudnym problemem [31], wymagającym kompetencji i rozwagi.

Można wierzyć w niezawodność współczesnej techniki, szczególnie zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej. Cóż jednak powiedzieć, gdy supernowoczesne samoloty F-16, kosztujące więcej złota niż same ważą, przeznaczone do zadań globalnych, mają trudność z przelotem z USA do Polski. Człowiek tworzy i wykorzystuje nowoczesną technikę, a człowiek jest zawodny nawet wtedy, gdy jest w pełni kompetentny i pozytywnie zaangażowany. Gorzej, jeśli nie jest dostatecznie kompetentny, świadomy i do końca uczciwy, a tak się też zdarza. Choćby katastrofa hali wystawowej w Katowicach pokazała z jaką karygodną beztroską odnoszą się zagraniczni menadżerowie i ich polscy współpracownicy do bezpieczeństwa publicznego. Niestety, nie jest to przykład odosobniony.

Skąd weźmiemy paliwo? Import uranu

Inną ważną sprawą jest uzależnienie polityczne i bezpieczeństwo energetyczne elektrowni atomowej. Elektrownia potrzebuje do pracy importowanego paliwa uranowego i ewentualnie gwarancji jego odbioru, a jest to produkt strategiczny, uwarunkowany politycznie, istotnie uzależniający nas od dostawcy. Przy najlepszych stosunkach, takie uzależnienie nie jest bezpieczne. Ponadto praca elektrowni atomowej i obrót paliwem poddany jest specjalnej kontroli międzynarodowej, co nie zawsze jest przyjemne i bezkonfliktowe.
Druga sprawa związana jest z właścicielskim dysponowaniem ruchem elektrowni i sprzedażą wytwarzanej energii. Jeśli Skarb Państwa nie będzie dysponował większościowym udziałem kapitałowym w tak kosztownym obiekcie, a na to na razie Skarbu nie stać, to w praktyce będzie to zagraniczna elektrownia w Polsce, ze wszystkimi negatywnymi tego skutkami dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego. Wystarczy przypomnieć wieloletnie konflikty miasta Warszawy z francuską elektrownią na Powiślu, która przez prawie 40 lat od początku XX wieku utrudniała elektryfikację miasta i okolicy [32].

Autor: Wspieramy Polską Gospodarkę na FB