Tag: samiec alfa

TABU ZWIĄZKÓW: SZUKAŁA IDEALNEGO FACETA I DOZNAŁA SZOKU!

Czy idealny mężczyzna i idealna kobieta istnieją? 😉

Pewnego razu do biura matrymonialnego zgłosiła się młoda, 22 letnia kobieta. Pracownik zapytał jej, jakie kryteria musi spełnić kandydat na jej partnera. Wymieniła je:

-Chciałabym aby był bardzo męski, przystojny, umięśniony, dobrze zbudowany, ale by był wrażliwy, miał artystyczną duszę i by dało się z nim pogadać na ciekawe i nieszablonowe tematy;
-Aby był śmiały i bardzo pewny siebie, by przewodził i umiał postawić na swoim. Ale by jednocześnie był dla mnie partnerem a nie tyranem, by tolerował moją indywidualność i nie bał się kobiecej siły;
-Aby dobrze zarabiał i miał żyłkę do interesów, ale by miał dużo czasu dla mnie i był przystojny;

Pani wymagania są bardzo duże, więc musimy mieć kilka tygodni na odpowiedź – powiedział pracownik biura. Czytaj dalej „TABU ZWIĄZKÓW: SZUKAŁA IDEALNEGO FACETA I DOZNAŁA SZOKU!”

SZOKUJĄCY APEL FEMINISTKI: „TYLKO PRZYSTOJNIACY MOGĄ MIEĆ MIŁOŚĆ I SEKS!”

Wojna płci i szokujący apel kobiety do brzydkich mężczyzn!

Wojna płci trwa w najlepsze. Feminizm ujawnia swoje coraz bardziej totalitarne oblicze. Z kolei mężczyźni zaczynają powoli się wkurzać, emancypować i grupować. Mówiąc symbolicznie, po „wkurwie Lilith” idzie srogi „wkurw Adama”. Męskie grupy wsparcia to ruch MGTOW (mężczyźni idący swoją drogą), Red Pill (ujawnianie rzekomej „prawdy przenajświętszej” o relacjach) i różni guru podrywu. Krańcową formą „buntu mężczyzn” jest terrorystyczny ruch inceli i różni „samczy guru”. Incele mają na sumieniu śmierć 47 udokumentowanych ofiar. Wliczyć w to należy zamachy terrorystyczne zorganizowane przez Aleka Minassiana, Christophera Harper-Mercera i Eliasa Rodgera, kórego incele nazywają „świętym”. Jest to bardzo poważne zagrożenie, którego kilka lat temu nie bylibyśmy w stanie sobie nawet wyobrazić.

Z czym to jest związane? Jak wiadomo, w epoce Hollywood, instagramu, Photoshopa, hedonizmu, materializmu i kultu ciała, mamy terror młodości i urody. A poziom akceptowalnej urody coraz bardziej i coraz drastyczniej się zawęża. Teraz zwykły, szary Kowalski nie ma szans, bo liczy się półsyntetyczny produkt po katorżniczym treningu na siłowni, na sterydach, z twarzą latynoskiego macho. I potem to wszystko zmodyfikowane przez odpowiednie oświetlenie, wyszkolonego fotografa i Adobe Photoshop. Tak wygląda kilka procent mężczyzn w Polsce. Szara Kowalska też ma mniejsze szanse. Tony tapety, liczne preparaty do makijażu, a to wszystko oczywiście poprzez profesjonalne studio fotograficzne i niezawodny Adobe Photoshop. Powoli to wszystko zmierza w stronę cyborgizacji ludzkiego ciała. Ludzkie pojmowanie urody doszło już do granic absurdu, i tylko wygenerowany komputerowo produkt może je zaspokoić.

Pamiętam zdjęcia z lat ’80 czy ’90, gdy na plaży wąsaty pan bez żadnych bicepsów trzymał za rękę zwykłą panią, u której jedyna modyfikacja to szminka. Obaj z piwkiem w ręku, odpoczywali, opalali się, przytulali się, obaj szczęśliwi. Teraz to nie przejdzie. Mężczyźni bez klaty Schwarzeneggera i bez twarzy Louisa Fonci (ten od piosenki Despacito) nie mają praktycznie żadnych szans na portalach randkowych typu Tinder. U kobiet wygląda to nieco inaczej, bo większości mężczyzn podoba się większość kobiet. Zaś większości kobiet podoba się mniejszość mężczyzn. Czytaj dalej „SZOKUJĄCY APEL FEMINISTKI: „TYLKO PRZYSTOJNIACY MOGĄ MIEĆ MIŁOŚĆ I SEKS!””

JAKI POWINIEN BYĆ PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA? ZASKOCZĘ CIĘ, ALE.. SAMA ZOBACZ!

Jaki powinien być prawdziwy mężczyzna? Czy prawdziwi mężczyźni istnieją?

Prawdziwy mężczyzna jest…” lub: „Bo prawdziwy facet powinien”. Od tych dwóch zwrotów zaczyna się miliony kawałów, dowcipów, anegdot, memów, pogadanek, „uczonych” artykułów psychologicznych a nawet koszmarnych snów. Cały świat debatuje nad tym, jaki powinien być prawdziwy mężczyzna, i co ten prawdziwy mężczyzna powinien robić, a co nie. Wszyscy od tego mężczyzny czegoś chcą. Zewsząd jest on zasypywany oczekiwaniami i żądaniami. Do tych starych dochodzą coraz to nowe. Mało tego! Z jednej strony wymaga się, by prawdziwy mężczyzna był testosteronowym aż do granic wytrzymałości macho, wręcz brutalem, a z drugiej wmawia się mu o wrażliwości, empatii i szacunku do kobiet. No i ten chłopina zaczyna już głupieć. Bo nie dość, że wymaga się od niego coraz więcej i więcej, to te wymagania robią się coraz bardziej sprzeczne i coraz bardziej niemożliwe do pogodzenia. Natomiast inni mężczyźni zaczynają się przeciwko temu wkurzać i buntować. Mówią otwarcie i wprost, że są przeciwko feminizmowi, przeciwko SJW (tzw. socjal justice warriors) i politycznej poprawności.

Chciałbym także zaprosić Cię do poznania grup i organizacji mężczyzn, którzy uważają, że są obecnie uciskani przez feminizm, szczególnie jego trzecią falę. Są to ruchy i grupy świadomych mężczyzn zgrupowane wokół MGTOW (Men Going Their Own Way – czyli Mężczyźni idący własną drogą). Popularny jest także ruch The Red Pill (TRP), czyli demaskowanie prawdy o feminizmie i kobiecych strategiach walki z mężczyznami. Autorzy tych stron mówią o nadchodzącym „przebudzeniu mężczyzn”, o tym, że zrzucą oni kajdany. O tym, że będą się sprzeciwiać ciągle rosnącym wymaganiom. Także będą przeciwko temu, że od kobiet nie oczekuje się już tego, co związane było z patriarchatem, ale od mężczyzn oczekuje się tego z całą surowością. Bo facet to ma być facet, a nie jakiś cipeusz!

Czy feminizm się skończył? Mit „prawdziwego mężczyzny” zjada swój własny ogon

MGTOW i TRP to męskie doktryny bardzo potrzebne, bo na Zachodzie feministki w oficjalnej debacie publicznej już podnoszą głos o konieczności eksterminacji (ludobójstwa, genocydu) mężczyzn.

Cytat: „Jako że życie w obecnym społeczeństwie jest w najlepszym wypadku straszliwym nudziarstwem i w najmniejszym stopniu nie służy kobietom, wszystkim uświadomionym, odpowiedzialnym i wynudzonym osobom płci żeńskiej pozostaje dziś tylko jedno: obalić rząd, wyeliminować obieg pieniądza, wprowadzić powszechną automatyzację produkcji i fizycznie zlikwidować wszystkich mężczyzn.”
Autor: Valerie Solanas, przedstawicielka trzeciej fali feminizmu, założycielka „Society for Cutting Up Men” (pol. „Stowarzyszenie dla ludobójstwa mężczyzn”)

O ile trzecia fala feminizmu zamierza całkowicie „mentalnie wykastrować” mężczyzn, o tyle przyszła czwarta fala feminizmu może nas wprost zapędzić do obozów koncentracyjnych. Lub do odizolowanych od wszelkiej cywilizacji olbrzymich mega-miast, niczym czarnobylska „Zona”, bez elektryczności, wody, żywności, opieki medycznej, paliwa, internetu itp itd. Jednak MGTOW i TRP jest jak narkotyk. Wyczerpuje i wyniszcza emocjonalnie, doprowadzając na skraj nerwicy a potem psychozy, jeśli w odpowiednim momencie się tego nie przerwie.

MGTOW a psychologia mężczyzn

Mężczyźnie przerażonemu tymi teoriami niezwykle trudno znaleźć satysfakcjonującą relację. Tutaj psychologiczno-ezoteryczne „prawo przyciągania” będzie wręcz działało na jego niekorzyść. Sam znam faceta, który miał dużą szansę na całkiem udaną relację. Ale był tak wystraszony tymi teoriami, że ta znajomość zjebała psychiki im obu, co skończyło się rozstaniem z hukiem. Tak samo jest z poszukiwaniem sensu życia, poszukiwaniem prawdy, poszukiwaniem odpowiedzi na egzystencjalne pytanie, z poszukiwaniem, która doktryna najbardziej jest bliska rzeczywistości.. Od tego można po prostu zwariować i w pewnym momencie trzeba powiedzieć: „dość”. Połowa lub więcej mężczyzn interesujących się MGTOW i TRP powinna w try miga iść na dobrą psychoterapię, a wielu z nich wręcz po środki na depresję do psychiatry. Nie, absolutnie nie jest to obrażanie, ale stwierdzam tu fakt, że my, mężczyźni, jesteśmy bardziej podatni na te choroby.

O tym „uderzeniu o filozoficzną ścianę” pisałem w poniższych artykułach. Dotyczy to także MGTOW i TRP. Kiedyś tam, gdy dojdziesz już do siebie, gdy wybaczysz i zaleczysz rany, przyciągniesz do siebie kobietę, która będzie chciała Cię takiego, jakim jesteś, i która będzie byś po prostu dzielił z nią cud codziennego życia. A poniżej zapowiadane wcześniej artykuły:
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi!
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych

Z patriarchatem źle, ale bez patriarchatu jeszcze gorzej, czyli jak to z naszymi feministkami jest 😉

Patriarchat, patriarchat.. Wiele mówi się teraz o krzywdach zadawanych kobietom przez patriarchat. Kobiety teraz mówią: „odbijemy sobie z nawiązką! Za nasze matki, babki, prababki! Samiec Twój wróg!”. W kręgach związanych z ezoteryzmem mówi się o „gniewie Lilith”, zaś terapeuci pracujący metodą Hellingera mówią o „gniewie na to, co męskie” jak i o „mentalnym kastrowaniu męskości”. Uch, robi się groźnie, strasznie. Powstrzymanie feminizmu i ogólnie lewicowego liberalizmu wydaje się teraz dziejową koniecznością. Bo jak nie, to za 10, 20 czy 40 lat, rzeczywiście wyfruniemy do góry, kominami obozowych krematoriów.

Zauważam, że teraz role się odwróciły i mężczyźni poznali cały ból patriarchatu wobec kobiet. Jest jedno ALE. Otóż cierpią nie ci, co powinni, czyli zimne dranie, psychopaci, bad boy’e. Tylko Ci, co nie powinni – czyli mężczyźni cywilizowani, wrażliwi, szanujący kobiety, a nie dostający w zamian za to nic, bo kobiety dalej kochają bad bay’ów. Mężczyźni odczuli więc ból patriarchatu na sobie. Kłopot w tym że nie Ci, co powinni. Tzw. „gniew lilith” dotknął niewinnych, za to zbyt słabych, by przed rozszalałą z nienawiści, i przy okazji dziecinną kobietą się obronić. Obawiam się, że teraz nastąpi wychylenie wahadła historii zbyt mocno w prawą, męską stronę.

Na profilu „Seksualność Kobiet” (link tu) pojawił się taki oto wpis, wraz z obrazkiem zniewolonych łańcuchami mężczyzn. Bardzo symboliczny ten obrazek, prawda? Wyzwolone kobiety właśnie to nam szykują? Na obrazku sami przystojniacy skuci w łańcuchy. A cała reszta przeciętnych mężczyzn już w obozach, czy jeszcze nie? 😉

Większość mężczyzn jest beznadziejna, czy większość kobiet ma drastycznie zawyżone oczekiwania?

Tam w komentarzach jedna z pań zwróciła uwagę na to, że 80% mężczyzn na portalach randkowych nie nadaje się do niczego. Jest to zgodne z teoriami MGTOW / TRP, w myśl których kobiety prawdziwie pożądają tylko 20% najsilniejszych mężczyzn, tzw „samców alfa” (czyli bad boy’ów, zimnych drani, mięśniaków, modeli, artystów itp), a odrzuca pozostałe 80%. Owszem, kobieta może związać się z którymś z tych 80%, ale nie będzie takiego mężczyzny prawdziwie, aż do szaleństwa pożądać. Seks nie będzie ekstazą rozkoszy, której kobieta pragnie 20 razy dziennie, tylko ledwie zauważalną dla niej rutyną, odprawianą raz na tydzień lub rzadziej. Te 80% mężczyzn, zwanych także „samcami beta” ma służyć kobietom w wieku powyżej 27, 30, 35 lat, do zarabiania na nie i na ich dzieci. Przed 30 rokiem życia, gdy kobieta ma najlepsze lata i jest najbardziej atrakcyjna, to wybiera głównie „samców alfa” do „korzystania z życia”. A potem dochodzi do niej, że jej uroda słabnie z każdym rokiem, więc szuka jelenia wśród „samców beta”, którym da seks w pozycji na kłodę raz w tygodniu, by się „ustatkować”.

Jeszcze odnośnie tekstu z Seksualność Kobiet. Rozbuchana kobieca seksualność już jest. Kobiety mają to prawo, tylko jak z niego korzystają? Tak do 27, do 30 roku życia wybierają głównie panów w typie „samca alfa” którzy ryją im psychikę. Zwykły, wrażliwy mężczyzna, których oficjalnie chciałyby, jest jednak dla nich niewidzialny, jeśli nie ma urody i muskulatury Luisa Fonci z Despacito. A potem przychodzi wiek tych 27 czy 30 lat, rodzina i społeczeństwo wymaga „ustatkowania się”. A mięśniacy i zimne dranie których te kobiety dotychczas ubóstwiały, gardząc przy okazji większością mężczyzn, nie za bardzo nadają się do tej roli. One to wiedzą, i wybierają sobie jakąś poczciwinę. Ale mężczyźni mądrzeją. Idzie nasze przebudzenie. Zwrot ku męskości widać w każdej sferze życia. Kobietom będzie coraz trudniej znaleźć naiwnego do friendzone czy do związku (a de facto do kredytu hipotecznego) po ukończeniu tych magicznych 30 lat. Nas przy Was nie będzie. Zadowoli nas seks raz na kilka tygodni, miesięcy, np z przyjaciółką lub zupełnie bez zobowiązań. Dobra książka, ciekawy film, kolejne studia, jakaś wizyta koleżanki czy przyjaciółki, niekoniecznie od razu z seksem. Bez fochów, oczekiwań z księżyca i czepiania się o wszystko. A Wy będziecie mieli swoje 20% samców alfa.

Feministki kochają „prawdziwych mężczyzn”, czyli tak naprawdę.. patriarchalnych macho? 😉

Jest coś niewiarygodnie okrutnego, wręcz bestialskiego w kobietach, wobec mężczyzn o przeciętnej urodzie, którzy nie mają kwadratowej szczęki latynoskiego macho i nie mają muskulatury. Mężczyźni tacy tak jakby nie mieli prawa do seksualności, do potrzeb seksualnych i manifestowania ich. Od razu są wyzywani od „płytkich”, „myślących tylko o jednym”, „zwierząt” i tak dalej. Ale mało tego. Co sądzisz o takich słowach: „Ona znajdzie sobie lepszego, nie myśl że ona z takim kimś jak Ty będzie, a Ty żałuj że mnie okłamałeś i szybko pocieszyłeś się następną dupą po mnie„. Te słowa autentycznie usłyszałem od radykalnej feministki-lewaczki, nienawidzącej mężczyzn. Ale takie słowa słyszą tylko Ci słabsi mężczyźni beta.

Lewicowe feministki, pomimo że mówią dokładnie na odwrót, to tak naprawdę uwielbiają postawę brutalnego macho. Nie chodzi tylko o „naszych” rodzimych bad boy’ów z dyskotek, obleganych przez studentki, które w przerwach między wykładami nawet nie spojrzą na większość przeciętnych kolegów z roku. Ale także o wręcz psychiatrycznym, a na pewno „freudowskim” romansie feminizmu z islamem. Wg MGTOW i TRP tzw „samcy beta” mają nie być postrzegani przez większość kobiet jako ludzie. Samcy beta nie mają praw do marzeń, samorealizacji, filozofii, przemyśleń, uczuć. A już na pewno nie mają prawa do seksu! Ich jedynym przeznaczeniem jest tzw „tampon emocjonalny” w relacji typu friendzone, gdzie samiec beta musi wysłuchiwać ale nie ma seksu, a samiec alfa krzywdzi, gardzi, ale ma seks. Drugie przeznaczenie bety to oczywiście bycie zapchajdziurą gdy dziecko u boku, a alfa-żywiciel rodziny uciekł dalej skakać z kwiatka na kwiatek.

O podświadomym masochizmie i fredyzmach w uwielbieniu feministek wobec patriarchalnego islamu pisałem w poniższych artykułach:
Feministka wyszła nago na ulicę by udowodnić seksizm białych rodaków, a dopadli ją imigranci!
Czemu feministki kochają islam a nienawidzą białych mężczyzn?!

Jaki powinien być „prawdziwy mężczyzna”?

Ruch MGTOW popiera postulat, że mężczyzna nie urodził się po to, by zaspokajać życzenia i żądania społeczeństwa i kobiet, tylko swoje własne. Żądania społeczne i kobiece wobec mężczyzn są zawsze wygórowane i zawsze przynoszą mężczyźnie straty, przy wymiernie niewielkich zyskach lub ich braku. Aby to wyegzekwować, stworzono stereotyp „prawdziwego mężczyzny”. Jednak z nim są same problemy, problemy i jeszcze raz problemy. Po pierwsze, aby być „prawdziwą kobietą”, nie trzeba nic robić. Wystarczy się urodzić. Zaś aby być „prawdziwym mężczyzną”, trzeba wykonać tytaniczną pracę ponad ludzkie siły, a jak się okazuje, to i tak za mało. Stanowczo za mało, bo prawdziwy mężczyzna ma mieć:

1. Cechy agresywno-patriarchalne, związane ze światem zwierzęcym z którego się wywodzimy: dominacja, siła (psychiczna i fizyczna), pewność siebie, rozrywkowość, ekstrawertyzm, wygadanie, branie inicjatywy, męskie rysy twarzy, kwadratową szczękę, muskulaturę (mięśnie), zaradność, wysokie zarobki, lider, obycie w towarzystwie;
2. Cechy opiekuńczo-empatyczne, związane ze światem ludzkim, do którego ledwie co zaczęliśmy się zbliżać: tolerancja, wrażliwość, empatia, opiekuńczość, dyskrecja, bycie dobrym powiernikiem i rozmówcą, nie ocenianie i nie osądzanie, łagodność i tak dalej.

Jak to się ma procentowo do realiów świata? Nie jestem GUSem, który nomen omen też ma swoje sztuczki i kruczki, np by ukryć prawdziwy, a katastrofalny wymiar inflacji, bezrobocia czy niskich pensji. Ale o ile zdecydowana większość kobiet jest kobieca (ładna, bardzo ładna lub zjawiskowo ładna), o tyle większość mężczyzn NIE jest męska, ale w najlepszym wypadku jest przeciętna. Mężczyzn z charakterystyczną, „latynoską” urodą i muskulaturą, jest kilka procent wśród męskiej populacji. Biznesów czy dobrze płatnych stanowisk w korporacjach, urzędach lub „platformiano-nowoczesnych” partiach też często nawet oni nie mają. Więc mężczyzn mających męski wygląd i męskie, wysokie zarobki, jest naprawdę znikomy procent. I to budzi ogromną frustrację kobiet. O to cały ten feministyczny „ból dupy”. O to cały „gniew Lilith” i dlatego jest „kastrowanie tego co męskie” (wg Hellingera).

Czy prawdziwy mężczyzna istnieje? Nie, nie istnieje!

Jeszcze śmieszniej robi się, gdy porówna się to, ilu jest mężczyzn mających cały komplet cech numer 1 (patriarchalnych – męski wygląd, męskie zarobki, męska śmiałość) jak i cały komplet cech numer 2 (empatycznych). Jak myślicie, ilu takich jest? Praktycznie nie występują oni w naturze w ogóle. Dlaczego? Bo te cechy są wzajemnie sprzeczne, wykluczają się. Męski wygląd i męska siła to często także agresja, porywczość, impulsywność. Inaczej taki stereotypowy „buzujący testosteron”. Ta testosteronowa siła jest uwielbiana i podnieca panie aż do granic, ale na dłuższą metę (do związku, wychowywania dzieci) jest nie do zniesienia. Z kolei biznesmeni, prezesi, CEO, wysocy szczeblem urzędnicy itp, bardzo często są psychopatami bądź socjopatami, co ułatwia im sukces.

Prawdziwy mężczyzna” nie istnieje w świecie realnym, bo zawiera tyle sprzecznych i niemożliwych do pogodzenia cech, że jego istnienie wyklucza sama biologia. Najczęściej wygląda to tak, że ten, kto ma taką pierwotną, męską, patriarchalną siłę, ten budzi pożądanie i dostaje seks. Ale taki mężczyzna nie wykształca w sobie cech tolerancyjnych, opiekuńczych i empatycznych, bo nie musi. Bo ma seks prawie że za darmo, więc po co ma dodatkowo się trudzić, i po siłowni wykształcać cechy opiekuńcze? „Prawdziwy mężczyzna” istnieje za to jako „pałka słowna” na niepokornych, i jako straszak innego rodzaju. Np takiego rodzaju, by mężczyzna bez szemrania spełniał żądania i społeczeństwa, i kobiet. Ten prawdziwy mężczyzna ma być w obecnych czasach użytecznym społecznie zombie, żywym trupem bez swojego życia. Samce beta zarabiają, nierzadko na dwa ciężkie etaty, wychowują dzieci, opiekują się nimi. Inne samce beta służą za tampony emocjonalne „friendzone”. Z kolei samce alfa, choć na pierwszy rzut oka są aspołecznymi draniami, to także są pożyteczni społecznie. A mianowicie, dostarczają dobre jakościowo geny, które wychowują potem samce beta.

Cel i strategie ruchu MGTOW w obliczu „tyranii prawdziwego mężczyzny”

Więc tutaj wchodzi na scenę ruch MGTOW – mężczyzn idących własną drogą. Co oni proponują? Jawną wojnę z feminizmem? Nie bardzo, bo wiedzą, że tutaj szanse są nikłe, trzeba więc zadziałać podstępem. Czyli wprowadzić do systemu konia trojańskiego, który ominie jego potężne mechanizmy zabezpieczające i zainfekuje bezpośrednio jego rdzeń, doprowadzając go do upadku. Feminizm musi odejść, i to czym prędzej, nie oszukujmy się. MGTOW wie, szczególnie na terroryzowanym przez poprawność polityczną Zachodzie, że korporacje i miliarderzy sponsorują lewicowo-liberalne partie polityczne, które w ich imieniu czuwają, by ludzie godzili się na ekonomiczne niewolnictwo (neoliberalizm) i by byli pozbawionymi tożsamości i jaj niewolnikami. Ale nie tylko – korporacje i miliarderzy sponsorują organizacje takie jak antifa, sponsorują też cały feminizm jak i nielegalną, islamsko-afrykańską imigrację.

Więc działania MGTOW nie skupiają się na otwartym wyważaniu potężnych feministycznych drzwi, pilnowanych przez najsilniejszych samców alfa – czyli przez państwo z ich monopolem na przemoc i przez korporacje. MGTOW idzie, o ironio, dokładnie tym samym torem co feminizm. Skoro kobiety mogły wyzwolić się od oczekiwań i żądań ze strony społeczeństwa i kultury, to mężczyźni też to zaczynają robić. Mężczyzna więc nie będzie się żenił i zakładał rodziny, bo to same obowiązki, duże ryzyko (rozwód, utrata majątku, alimenty) i żadnych zysków (tycie i odmawianie seksu po ślubie). O ile dla feministek dobrze jest promować niezależne, 25-letnie singielki zaliczające w klubach samców alfa, o tyle źle się zaczyna dziać w przypadku kobiet 30-letnich, często będących samotnymi matkami po porzuceniu przez takiego alfę.

Nie ma już takiej ilości naiwnych, by je i ich dzieci utrzymywać, bo mężczyźni sobie zmądrzeli, zajęli się sobą i mają wywalone. Co za wstrętne, szowinistyczne świnie, prawda? 😉 Część mężczyzn z nurtu MGTOW odrzuca także nieformalne związki, zadowalając się incydentalnym seksem, lub relacjami typu „przyjaźń plus seks”. Wobec MGTOW feminizm jest zupełnie bezradny. Oczywiście na razie. Bo są podejmowane próby wymyślenia „pałki słownej” na MGTOW, np takiej, że seksistowskie, lub że MGTOW jest przeciwko równym szansom wobec kobiet. Cóż, 80% mężczyzn w wieku 16 – 30 lat też chciałoby mieć równe szanse na tym matrymonialnym polu. A takich szans nie ma, bo ich rówieśnice wtedy „szaleją” i „korzystają z życia”, wybierając macho, którzy ranią ich i ryją im psychikę na resztę życia. Jeśli feminizm będzie próbował coś działać przeciwko MGTOW, to w zasadzie nie ma rozwiązania, które nie byłoby jawnie totalitarne, i które nie przekroczyłoby nawet tysiąckrotnie koszmaru Orwella. Jeśli feminizm i lewica podejmą sankcje prawne wobec MGTOW, to z marszu budzimy się w państwie totalitarnym, a kwestia obozów i komór gazowych dla mężczyzn jest tylko kwestią czasu.

Prawdziwy mężczyzna i friendzone

Mężczyzna nie mający klaty i wyglądu latynoskiego macho też jest człowiekiem, ma uczucia, aspiracje, marzenia. I ma prawo nie zgadzać się na „przyjaźnie” w stylu: „jeden słucha, drugi rucha.” Ja to widzę tak.. 😉 Skoro wg feministek mężczyzna nie ma prawa nic oczekiwać od kobiety, a ona może sypiać z kim chce (z tym się zgadzam, to prawo każdego człowieka do seksu z kim chce), to kobieta nie ma prawa oczekiwać ode mnie tajników wiedzy i wtajemniczenia, nie ma prawa oczekiwać ode mnie darmowych usług informatycznych, copywritingu itp. I przede wszystkim, moja głowa to nie jest kibel do którego można wysrywać swoje problemy, nie dając nic w zamian, a wręcz oddając swoje ciało, czyli rozkosz, jakimś umięśnionym macho. Mój umysł i moja wiedza to bezcenny skarb, i nie będę go oddawał kobiecie za darmo. Każda relacja międzyludzka opiera się na wzajemnej wymianie. Każda.

Wysokie wibracje i czysta, bezwarunkowa miłość? Wyrzuć ten new-age’owy szajs do kosza, póki jeszcze nie uczynił Cię do reszty oderwanym od świata realnego nieszczęśnikiem. Tak jak pisałem wcześniej, teraz role się odwróciły i to kobiety wymagają i oczekują, aż pod niebo. A tak się nie da. Korzystasz z moich dóbr, to dajesz coś od siebie. To uniwersalne prawo świata. Wiele kobiet ma teraz problem z tym, że potrafią tylko brać. Nie chodzi o to, że nie przyjaźnię się z kobietami bez podtekstów seksualnych, bo mam takie „siostrzane” przyjaźnie i niezwykle je cenię. „Siostrzane” przyjaźnie z wyjątkowymi kobietami mogą być cenniejsze, niż nawet najlepszy seks. A przynajmniej ja tak uważam.

Jednak przepędziłem ze swojego życia już cztery „księżniczki”, które od macho brały seks, a ode mnie chciały brać wiedzę, otwartość, wysłuchanie, dyskrecję, dobre serduszko itp itd. Po prostu nie dopuszczam do siebie wampirów. Niech taka kobieta rozmawia sobie o kosmosach i innych cudach niewidach z tym, któremu daje rozkosz cielesną. Acha, nie da się, bo choć taki przystojny kochanek podnieca i ma mięśnie, to jest prostakiem z jednocyfrowym IQ? A to już nie mój problem, droga pani, ale Twój.

Z kolei o zjawisku friendzone pisałem poniżej:
-„Jak wyjść z friendzone?! Ten sekret relacji damsko-męskich nie jest powszechnie znany!”

Kobiety niedojrzałe i niedojrzali „prawdziwi mężczyźni, czyli cywilizacjo ludzka, pora w końcu wyjść z jaskiń i zejść z drzew 😉

Nasza emocjonalność jest nadal w epoce neolitu. Mentalnie wciąż siedzimy na tych drzewach i rzucamy kamieniami w sąsiednią małpiatkę, która zajęła naszą gałąź. Kłopot jest w tym, że nie rzucamy już kamieniami, ale mamy broń nuklearną i inne narzędzia mogące doprowadzić do zagłady życie na Ziemi. No i nie siedzimy już na drzewach. Nawet tych drzewek, gołąbków, ptaszków, kotków nie lubimy, za to zasraliśmy całą planetę czy to blaszanymi pudełkami zwanymi „męskimi samochodami„, jak i również plastikowymi opakowaniami. Co też może spowodować zagładę biosfery. Na odwrócenie niektórych zmian (np klimatycznych, skażeń środowiska) jest już za późno i będą z nami przez dziesiątki tysięcy lat, a niektóre nawet przez miliony lat. ja podzielam stanowisko hybrydowe w kwestii wojny płci. To wojna w której każda strona przegrywa. Zarówno nienawidzące mężczyzn feministki, jak i nienawidzący kobiet „samczy guru” są siebie warci. Demaskują się, blokują, zwalczają, a tak naprawdę operują na jednym i tym samym.

Niedojrzałość i bycie mentalnym dzieckiem w dorosłym ciele przejawia się podobnie u dwóch płci, z tym że z różnym natężeniem u kobiet, z różnym u mężczyzn. Ja staram się pokazywać Wam światełko w tunelu. Piszę od zawsze, że feminizm, choć był potrzebny, to wypełnił już swoje ewolucyjne zadanie i powinien zaniknąć, póki jeszcze nie doszło do ludobójstwa mężczyzn. Jednak kładę nacisk też na to, by nie popadać w biegun nienawiści. Jest psychologicznie i naukowo udowodnione, że z poczucia niespełnienia, pokrzywdzenia i rozpaczy biorą się najpierw depresje i nerwice, potem choroby autoimmunologiczne, a nawet nowotwory.

Kobiecie niedojrzałej, która jest dzieckiem zamkniętym w dorosłym ciele, zawsze będzie coś nie tak. A to woda za zimna, a to za ciepła. A to pociąg nie taki, bo zamiast jazdy 10 godzin i 10 minut, jedzie przez 10 godzin i 20 minut. A to papier toaletowy jest w słoniki, a nie w kwiatki, misiu, no misiu no, ty draniu jeden! I wtedy taki przeciętny facet rzeczywiście może mieć tego wszystkiego dość. I może rzeczywiście sobie myśleć, że „po co mi to wszystko”. Skoro to samo może mieć z dobrą i rozumiejącą przyjaciółką („seks przyjaciele” i tym podobne relacje), w klubie, z tindera lub z prostytutka. I to bez tych całych fochów, szamotaniny, pretensji, robienia afer o byle gówno. No, drodzy panowie i drogie panie, wchodzimy na wyższy level. Jednak wypadałoby zejść z drzew. 😉

No więc czy ten „prawdziwy mężczyzna” istnieje?

A co do prawdziwego mężczyzny: istnieje czy nie? Tu Cię bardzo, ale to bardzo zaskoczę. Prawdziwy mężczyzna istnieje, i tym prawdziwym mężczyzną jestem.. ja sam. 😀 Co może powiedzieć Wam ten prawdziwy mężczyzna, czyli ja? Odpierdolcie się ode mnie. To ja decyduję, co oznacza być prawdziwym mężczyzną a co nie, oczywiście DLA MNIE, w moim jednostkowym zakresie. Ani społeczeństwo, ani kobiety, ani nawet inni mężczyźni nie mają najmniejszego prawa mówić mi, jakim to „prawdziwym mężczyzną” powinienem być lub nie być. I jeszcze jedno: jeśli czytasz ten artykuł i jesteś mężczyzną, to Ty także jesteś prawdziwym mężczyzną. Tak samo prawdziwym jak ja, i tak samo prawdziwym, jak 100% mężczyzn na Ziemi. Nikt nie ma prawa ani mi, ani Tobie dyktować definicji „męskości jedynie słusznej”.

Nie mam muskulatury, mięśni, bo w dzisiejszych warunkach nie jest ona potrzebna. Poza tym mam wąziutką klatkę piersiową. Nie każdy może być Schwarzeneggerem. Nie jestem szpetny, daleko mi do wizerunku „typowego informatyka z memów”, ale mam bardzo delikatne, niemal chłopięce rysy twarzy. W maju 2018, mając te 32 lata, wyglądam na 18 lat. Ale jestem człowiekiem, jestem mężczyzną, ba! Jestem prawdziwym, najprawdziwszym mężczyzną. Mam marzenia, pragnienia, aspiracje, zachwyty, uczucia. Mam też wady, lęki, traumy. Mam też popęd seksualny, mam prawo do bliskości, czułości, miłości, seksu czułego, ale też czasami do ostrego rżnięcia.

Może nasze pokolenie mężczyzn (27 – 40 lat) jest już zbyt poranione przez wymagające gwiazdki z nieba niedojrzałe księżniczki, by dużo zmienić na świecie. Ale Wy, młodsi, nie macie w podświadomości programów przekazywanych przez rodziców, które od biedy pasują do lat ’60-tych XX wieku. Macie nowsze. Możecie zmienić świat. Szanować siebie i zawiązywać relacje z tymi kobietami, które będą szanować i siebie, i Was. Pamiętajcie, że tylko my, mężczyźni, mamy prawo ustalać, co dla każdego z nas osobna jest terminem „prawdziwy mężczyzna”. Jeśli robi to kto inny, czyli społeczeństwo, kobiety, inni mężczyźni – to robią to, by wywołać w Tobie poczucie winy i mieć władzę nad Wami. A kto ma nad Wami władzę, bo czujecie się winni wszystkiemu, od grzechów ojców, po kolonializm, patriarchat, krucjaty, chrystianizację – ten łatwo może dyktować Wam, byście służyli kobietom, społeczeństwu, rządom. Byle tylko nie sobie.

Autor: Jarek Kefir ©

WAŻNA INFORMACJA: Moja strona ma charakter „reliktowy” ze względu na drastyczne spadki zasięgów i czytelnictwa z facebooka i z google. Nie wiem ile taki stan jeszcze potrwa. Chcę zachować luźny charakter mojej strony, w formie knajpki dyskusyjnej (forum dyskusyjnego) dla stałych Czytelników i Komentatorów. Lubie Was i lubię z Wami dyskutować. 🙂 ❤

Moim celem jest podnoszenie świadomości, także Twojej. Lubię inspirować Czytelników do samodzielnego i twórczego myślenia jak i do wyluzowania. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja wychodzi od zwykłych ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane przez elity.

Dalsza działalność mojej strony i to, ile będzie na niej publikacji, zależy od dobrej woli i wsparcia finansowego Czytelników. Dziękuję za wsparcie, jakie otrzymałem. Dzięki niemu ten artykuł mógł się ukazać. Alternatywne media zostały odcięte od większości Czytelników. Zaś „media głównego ścieku” rozsiewające propagandę i kłamstwa elit, wciąż mają odbiorców i źródła finansowania. Los niezależnych mediów zależy więc także od Ciebie.

JEŚLI ZALEŻY CI NA DALSZYM ISTNIENIU MOJEJ STRONY, WESPRZYJ JĄ:
–>
 „Wsparcie moich publikacji i demaskacji [KLIKNIJ TUTAJ]”

O POWODACH TEJ DECYZJI PISAŁEM W TYM ARTYKULE:
–>
 „Byt niezależnych mediów w internecie dobiega końca [KLIKNIJ TUTAJ]”

CZEMU FEMINISTKI KOCHAJĄ ISLAMSKICH MACHO I NIENAWIDZĄ BIAŁYCH MĘŻCZYZN?!

Ruchy feministyczne przyczyniły się do większego poszanowania kobiet i włączenia ich do życia publicznego. Nadały im wiele praw, których wcześniej nie miały. Kobiety nie muszą już na siłę wychodzić za mąż i rodzić dzieci wbrew swej woli. Pewne przemiany obyczajowe były potrzebne, bo bądźmy szczerzy, ale dawne, purytańskie społeczeństwa nie były zbyt „fajne”. Dawniej naprawdę nie było „jakoś lepiej i fajniej”.

Obecnie jednak feminizm, jak i szerzej – cały lewicowy liberalizm, stał się karykaturą, wręcz zaprzeczeniem samego siebie. W tym artykule chciałbym omówić to, dlaczego feministki z jednej strony najchętniej wykastrowałyby europejskich mężczyzn i pozbawiłyby ich wszystkich możliwych praw. To się już dzieje – Ziemia staje się trudnym miejscem dla białych, heteroseksualnych mężczyzn. Jeszcze kilka dekad i możemy skończyć dość źle. A z drugiej strony, omówię, dlaczego feministki lubią islamistów i bardzo chętnie ich bronią, nazywając białych mężczyzn „Rasistami” i „Białymi Suprematystami”.

Romans feminizmu z islamem wydaje się być tak niedorzeczny, że zahacza to nie tylko o freudyzmy i podświadomy masohizm, ale wręcz o psychiatrię kliniczną. Przecież islam to patriarchat do kwadratu. W islamie kobieta ma taką samą pozycję, jak zwierzęta gospodarskie. Dlaczego feministki nienawidzą białych mężczyzn, którzy są już bardziej cywilizowani i wrażliwi, a uwielbiają tych, którzy ścinają głowy i są patriarchalni aż do granic możliwości?

Feministki wylały dziecko z kąpielą i doprowadziły wiele sfer życia do absurdu. Fanatyczki wyznające ekstremistyczne, lewicowe poglądy, szkodzą normalnym kobietom. To dlatego w Europie i w USA obserwujemy zmierzch „zgniłego liberalizmu” czyli odwrót od liberalnej demokracji. Ludzie mają jednak jakąś swoją mądrość, i w podświadomym odruchu obronnym zaczynają odrzucać ideologiczny ekstremizm i głosować na prawicę. Obecnie ma miejsce miażdżąca krytyka (neo)liberalnych elit. Sami mężczyźni zaczynają się budzić, emancypować. Jesteśmy pod tym względem opóźnieni o przynajmniej 70 lat. Nasza emancypacja dopiero się zaczyna.

Zacznijmy od tego, że w Europie i w Ameryce siła „pierwiastka męskiego” bardzo osłabła. Był dwa czynniki. Pierwszy z nich to fakt, że przez całe millenia syn obserwował ojca jak pracował w domu, w polu, w lesie. Zmieniło się to dopiero w XIX wieku, gdy ojcowie poszli do wielogodzinnej pracy w fabrykach. Ojców zabrakło przy synach, którzy zaczęli być wychowywani przez matki. Zabrakło wzorca męskiego, który jest także potrzebny. Zmiany te przypieczętowały dwie wojny światowe, w których zginęło miliony europejskich mężczyzn, głównie tych „jurnych” i silnych.

Po II Wojnie Światowej męskość zeszła do zupełnej defensywy. Kobiety zaczęły być zagniewane nie tylko na brak podstawowych praw i podłe traktowanie. Ale także na to, że mężczyźni przestali być mężczyznami, stracili swoją męską siłę. Męskość została więc spychana coraz bardziej na margines. Jest to podświadoma tendencja kobieca, która polega na „testowaniu” siły i męskości mężczyzny poprzez fochy, kaprysy, czepianie się i tym podobne. Obserwujemy to np w związkach. Wiele kobiet boi się podskoczyć facetowi, który je źle traktuje, ale jest męski i silny. Za to przy mężczyźnie słabym pojawia się często czepianie się o bzdury, fochy, obrażalstwo, i tym podobne.

Jest to mechanizm ewolucyjny, którym niedojrzała emocjonalnie kobieta sprawdza męskość i siłę swojego partnera. Jest to relikt złych, starych czasów, gdy aby przetrwać kolejny dzień, liczyła się brutalna siła. Kobiety ze słabymi partnerami ginęły razem z potomstwem. Ten mechanizm obserwujemy także w większej, bo zbiorowej skali. Cały ten feminizm i to deptanie mężczyzn, jest takim „testem” na męskość. My, biali mężczyźni, oblewamy ten test notorycznie, więc feministyczna śruba jest dalej przykręcana. Jednak ostatnio widać pewne przebłyski zbliżającej się wiosny.

Musimy powiedzieć „dość”. Mężczyźni zaczynają się przebudzać i emancypować. Nie chcą tkwić we friendzone, czyli w relacji, w której kobieta bierze ile tylko się da, nie dając od siebie nic. Za to daje nie „przyjacielowi” wrażliwcowi, często będącemu męskim feministą, ale jakiemuś wytatuowanemu typowi spod ciemnej gwiazdy, który ma ją i inne kobiety za nic. Zauważcie, że ta sama zasada ma odwzorowanie w romansie feminizmu i islamu. Biali mężczyźni są „cywilizacyjnie friendzonowani”, zaś islamiści pełnią rolę samców alfa, złych ale uwielbianych chłopców.

Poniżej ciekawa teoria w temacie dlaczego feministki nieustannie bronią najbardziej patriarchalnej ideologii współczesnego świata, jaką jest islam. Kill The Messenger komentuje fragment wykładu Jordana B Petersona:

Poniżej: Cassie Jaye, reżyserka i dumna feministka postanowiła poznać swoich wrogów – ruch na rzecz praw mężczyzn. Jak ją to zmieniło? Jak jej środowisko zareagowało na chęć dialogu z „wrogiem”:

Poniżej: Dlaczego nie jestem feministką? Cytat: „Obecnie feministki szukają sposobów na zdominowanie męskiej części populacji, i na odebranie im praw.”

Dlaczego tak się dzieje? Czy to prawda, że to kobiety są takie złe, a mężczyźni to biedne, pokrzywdzone misie? Nie. Prawo przyzwolenia i prawo wolnej woli zawsze jest szanowane przez świat i przez jego mechanizmy zarządzające, choć może się wydawać, że jest zupełnie inaczej. Tylko że te prawa funkcjonują na poziomie podświadomości. Człowiek z podświadomym wzorcem ofiary podświadomie przyciąga kata. My, mężczyźni, mamy wgrany wzorzec, że aby mieć kobietę, to trzeba mieć urodę i muskulaturę latynoskiego macho. To my podświadomie szanujemy i poważamy tylko te jaskiniowo-bicepsowe wartości męskie.

Ale męskość to nie tylko to. Całą resztę męskości, która bywa ogromnymi zaletami wielu z nas, nie tylko dajemy za darmo w ramach friendzone. Ale na pewnym głębokim podświadomym poziomie sami tymi zaletami gardzimy i ich nie doceniamy. Bo nauczono nas, że męskie zalety to tylko kwadratowa szczęka i mięśnie Szwarzeneggera. Tylko pomyśl, skoro oddajesz skarb za darmo, to dlaczego oczekujesz, że ktoś, kto ten skarb bierze, będzie Cię szanował i da Ci swój skarb w zamian? Wyobraź sobie taką sytuację. Stajesz z walizką pieniędzy na ulicy i rozdajesz je przechodniom. ryzykujesz wtedy wyśmianie od wariatów, szyderstwa, pobicie lub kosę pod żebro. Ostatecznie ktoś zafrapowany i wystraszony, że na ulicy stoi pierdolnięty czubek rozdający swoją forsę, zadzwoni na policję i czeka Cię kaftan i wycieczka do wariatkowa na obserwację.

Nikt normalny nie rozdawałby pieniędzy na ulicy, prawda? Takie sceny znamy co najwyżej z filmów, gdzie robili to grani przez aktorów wariaci. A tymczasem coś podobnego wielu z nas robi, np w ramach friendzone. Nie szanujemy swoich zalet, więc nie są one szanowane przez innych. Nie szanujemy tego, co dajemy, więc nie dostajemy od innych nic w zamian. Nie szanujemy siebie, więc inni nie szanują nas. To bardzo prosta zależność. Przebudźmy się i odetnijmy dopływ naszych zasobów. Wtedy będzie ich dostępnych mniej, więc ich wartość wzrośnie. Róbmy to, co robią ci „źli chłopcy„. Oni bardzo szanują swoją sylwetkę, wygląd i buzujący testosteron, i ani myślą tkwić w friendzone. Więc i my szanujmy swoje zalety.

O tym zjawisku pisałem w poniższym artykule:
Jak wyjść z friendzone?! Ten sekret relacji damsko-męskich nie jest powszechnie znany!

Podsumowując: trwa wielka globalna wojna płci. To wojna, w której przegrywa każdy, z wyjątkiem lewicowo-liberalnych elit, które zyskują miliardy dolarów i społeczeństwa biernych, skłóconych niewolników. Jest zmiana systemów, i każdy chce ugrać coś dla siebie. Stary system który chwieje się w posadach nie był przyjazny dla nikogo, ani dla kobiet, ani dla mężczyzn. Wciąż jesteśmy opóźnieni w naszej emancypacji, w walce o nasze prawa. Mamy dwa razy więcej obowiązków, bo do obowiązków patriarchalnych („równouprawnienie równouprawnieniem, ale facet to ma być facet i już”) doszły jeszcze obowiązki nowe, kojarzone z równouprawnieniem.

Tak jak dobrzy mężczyźni obrywają za wybryki „złych chłopców”, tak samo dobre kobiety muszą się tłumaczyć z tego, co robią feministki i inne niedojrzałe przedstawicielki ich płci. Ostatecznie jesteśmy jednym gatunkiem ludzkim i nie damy sobie rady osobno. A niestety, już zaczyna się tworzyć coś na wzór „gett”. Zwykli mężczyźni mówią, że mają wyjebane i nie będą się szarpać, a jak jakiś seks się zdarzy raz na kilka tygodni czy miesięcy to ok. Kobiety z kolei już widzą, że faceci którzy są testosteronowi i podniecający, nie nadają się do związku. Ale Ci, którzy się nadają, często boją się zagadać.

Przykład komentarzy młodych mężczyzn, jakich jeszcze kilka lat temu praktycznie w ogóle nie było, a teraz jest zatrzęsienie:
Cytat: „Gdzie te chłopy? Wybrali wolność, realizowanie swoich pasji i zainteresowań, seks bez zobowiązań za drinka w knajpie albo z roksy. Cieszą się życiem bez waszego pierdolenia za uchem i fochem o byle gówno.”

No nie tędy droga, panowie. Nici porozumienia między płciami zostały zerwane, jak mawiają hellingerowcy. Potrzebujemy silnych i radzących sobie w życiu kobiet. Feminizm i ogólnie lewicowo-liberalne elity nie postawiły na uczenie kobiet samodzielności i zaradności. Bo przecież realizowali oni program ekonomicznego niewolnictwa. Elitom nie są potrzebni mądrzy i silni ludzie, ale wystraszeni, podzieleni i skłóceni niewolnicy. Lewicowy feminizm uderzył w sam rdzeń człowieczej egzystencji, skłócając całe społeczeństwa na najbardziej dramatycznym poziomie. Uderzono nas w najbardziej czuły punkt, w miłość, sprowadzając ją do walki płci i do wciąż rosnących wymagań i oczekiwań. Całą energię wpakowano w walkę z mężczyznami. Dalej: potrzebujemy też tego, co męskie, choć istnieje tendencja, by tego co męskie nie było. Dobrze zostało to przedstawione w filmie „Seksmisja”. Jest to opowieść z ukrytym przesłaniem. To chyba jedyny polski film, który posiada gnostyckie metafory.

Obecnie eksperyment seksmisja się kończy. Obawiam się czasami, że wahadło zbyt mocno wygnie się w drugą stronę, czyli w stronę męskości i prawicy. Ucywilizowanie świata naszych relacji potrwa jeszcze kilak pokoleń. Jesteśmy tak naprawdę jaskiniowcami, którzy przez chwilkę zachłysnęli się cywilizacją, Disneylandem i większą swobodą. To, że mamy coca-colę i bombę atomową nie czyni z nas rozwiniętej cywilizacji rozumnej. Wszystkie te mechanizmy wynikają z ludzkiej niedojrzałości i z tego, że nasza emocjonalność wciąż jest te 200.000 lat opóźniona w stosunku do postępu cywilizacji. Dalsze przemiany będą trwały, i jeszcze niejednym nas zaskoczą. Chciałbym by były one pozytywne, by te wszystkie konflikty powoli wygasały. Uważaj też, byś z ofiary, z wrażliwego misia, za którego pewnie się uważasz, nie stał się katem.

Granica jest tu bardzo cienka, w gnostycyzmie i w niektórych odłamach psychologii mówi się wręcz o zjawisku „ofiary, która staje się katem”. Nas, mężczyzn to spotkało w wyniku feminizmu. Długo kumulowane w pokoleniach kobiet żal, rozpacz, poczucie beznadziei i niesprawiedliwości, eksplodowały i zamieniły się w drapieżny feminizm. Podobnie dzieje się wtedy, gdy dana elita za bardzo uciska politycznie i wyzyskuje ekonomicznie lud. Lud, czyli ofiara, staje się katem, wybucha krwawa rewolucja. Te rewolucje (francuska, robotnicze i chłopskie w XIX wieku, bolszewicka, nazistowska) był dyktowane biedą i beznadzieją. Przyniosły one światu spaloną ziemię, niezmierzone morze cierpień i śmierć milionów ludzi. Niektóre rejony świata, takie jak Polska, kraje byłej Jugosławii i byłego ZSRR, będą zmierzać się z tym jeszcze przez długie dziesięciolecia.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

DLACZEGO WCIĄŻ TRAFIASZ NA DUPKÓW I DRANI? GDZIE SĄ CI NORMALNI FACECI?!

Dlaczego ciągle trafiasz na dupków? Czy na pewno wszyscy faceci to dranie?

Pytanie tytułowe: „Dlaczego wciąż trafiam na dupków i drani? Gdzie są normalni faceci?!” zadaje sobie dziś wiele kobiet. Co facet, to okazuje się chamem, draniem prostakiem. Po chwilach uniesień i miłych słówkach, które potem okazały się wyćwiczoną grą, okazuje się, że łobuz nie tylko kocha mocniej. Ale także klnie, chleje i bije mocniej. Po drugiej stronie barykady są wrażliwi i empatyczni mężczyźni, którzy narzekają na to, że co najwyżej zostają „przyjaciółmi” kobiet. Bo choć one gadają z nimi o kosmosach i innych takich, zwierzają się, to skarb bliskości cielesnej wolą dać temu, kto kocha i bije mocniej.

Rozmawiałem z wieloma kobietami. Wiadomo, nie osądzam, nie potępiam, umiem słuchać, i dzięki temu poznałem wiele ukrywanych sekretów społeczeństwa i sekretów kobiet. To jedna z najcenniejszych mądrości, jaką człowiek może dostać. No i tak mnie zastanawia: gdzie Wy cholera znajdujecie facetów, na których tak narzekacie? Teleportujecie się w czasie do epoki kamienia łupanego, wybieracie najagresywniej wymachujących maczugą i ich tu sprowadzacie, by być z nimi w związku? Ach, wiem, oni są przecież wszędzie, bo WSZYSCY faceci to świnie i dranie. A może inaczej? Może innych facetów zwyczajnie nie przepuszczacie przez filtr podświadomości? Może inni nie są nawet dla Was widoczni?

Wszystko jest programem podświadomości i stanem umysłu

Jeden z illuminatów, Robert Anton Wilson mawiał, że wszystko jest kwestią wewnętrznego meta-programisty. Piszę te słowa jako empatyczny facet (och, aż łzy wzruszenia zalewają mi oczy 😉 ). Otóż my żyjemy obok was, w tym samym kraju, w miastach, miasteczkach i wioskach, na tych samych ulicach. Nas jest naprawdę dużo, całe miliony. Razem, ale jednak osobno, jakby w rzeczywistości równoległej. A wystarczy tylko otworzyć oczy i skierować je tam, gdzie trzeba.

To tak jak chcesz kupić auto. Wybierasz sobie model i ulubiony kolor. Nastrajasz się na to emocjonalnie. I nagle dostrzegasz, że te samochody są często spotykane na ulicach, choć wcześniej nie zwracałeś na nie uwagi. Nasz metaprogramista widzi jedynie wycinek rzeczywistości, bo widzenie całości jest bardzo trudne. O ile nie niemożliwe. To właśnie na tej właściwości wewnętrznego metaprogramisty bazują ideologie, religie, doktryny. Prezentują one część rzeczywistości. I człowiek nastraja się na ten konkretny wycinek, i zdobywa coraz więcej dowodów na to, że dana idea jest jedyną słuszną. Nie zauważa on, że widzi tylko wąski wycinek.

O tym jak działa nasz wewnętrzny metaprogramista i jakie szokujące sztuczki może nam sprawiać, pisałem w poniższym artykule:
Największa tajemnica duchowości? Nie wszystko co „duchowe” jest prawdziwe!

Przyczyna to podświadomy wzorzec z dzieciństwa

Geneza tego stanu rzeczy tkwi jak zwykle w okresie dzieciństwa. Jakie wzorce przekazują dziewczynce a potem młodej kobiecie „typowi” ziemscy rodzice? Ojciec – często alkoholik, awanturnik, mentalnie nieobecny i zimny. Programuje w ten sposób w psychice wzorzec, że tylko „zły” mężczyzna może dać miłość. To dlatego w tym „złym” dorosła kobieta z tym wzorcem się zakochuje. A tego „dobrego”? Albo zupełnie nie zauważy („wszechświaty równoległe”, heh) albo odrzuci, albo nie będzie czuła tego czegoś. To podświadomy wzorzec przyciąga „złego”, a odrzuca „dobrego”. Zaś wzorzec kobiecości dany przez matkę? Często jest to równie toksyczny program bierności, uległości wobec alkoholika i domowego tyrana, i niezaradności życiowej.

Jak to przejawia się w dorosłym życiu? Właśnie w problemach z odejściem od chama i drania. Właśnie w braniu tych „złych chłopców” w obronę. „A, bo przecież to kibol, a oni muszą się wyszaleć„. Lub inaczej: „A, bo przecież Abdullah przeżył ogromny stres w Afganistanie, więc to go popchnęło do tych złych czynów„. Z kolei niezaradność życiowa przekazana przez matkę Polkę przechodzi na córkę. Która wymaga potem od mężczyzny, by płacił za nią rachunki i ją utrzymywał. Mamy więc wiele toksycznych wzorców, które się nawarstwiają i tworzą potem obraz „typowej kobiety”, na który narzeka tak wielu mężczyzn.

Wiele kwestii damsko-męskich poruszałem w tym felietonie:
Ja też & Me too. Byłem ofiarą przemocy! Mężczyźni cierpią i umierają w ciszy

Rozpad dotychczasowych systemów wartości

Trwa przemodelowanie naszych systemów relacji. Systemy które był spoiwem dla społeczeństw przez poprzednie, ciemne i trudne tysiąclecia, są już zdezaktualizowane i upadają. Co by nie mówić, to nikt nie lubi jak się go bije, gnoi, nikt nie chce być obywatelem drugiej kategorii, którego miejsce jest tylko w kuchni. I bardzo dobrze, że na przestrzeni kilkudziesięciu lat ta reforma się dokonała. Pojawiły się jednak dwa problemy. Pierwszy to globalny, zbiorowy gniew kobiet na mężczyzn, za bycie przez tysiąclecia obywatelami drugiej kategorii. Jest on głęboko podświadomy, i zahacza też o sferę jungowskiej (nie)świadomości zbiorowej, czyli wspólnego, kolektywnego umysłu całej planety.

Kobieta, pogniewana i oszalała z bólu, podświadomie chce się zemścić na mężczyźnie, „wykastrować” go, pozbawić męskości. Przybiera to bardzo różne formy. Na przykład matka, babka, przedszkolanka czy nauczycielka, która „mentalnie kastruje” małego chłopca. Zaszczepia mu wzorzec bezradności i ciamajdowatości. Inna forma to fochy, żądania by partner się domyślał, awantury o bzdury i inne skrajnie aspołeczne zachowania w związku. Mężczyzna, wykastrowany mentalnie, nie wie nawet, że to jest przemoc i deptanie jego godności, i nie reaguje, tłumacząc to „kobiecą naturą”. No i wpędzanie partnera pod pantofel też jest tego przejawem.

Cechy nie do pogodzenia

Mamy więc tabuny mentalnie wykastrowanych mężczyzn z jednej strony. Często cechują się oni empatią, umieją wysłuchać, no ale.. Właśnie. Facet „bezjajeczny”, czyli pozbawiony męskiej mocy, nie pociąga kobiety. Więc z drugiej strony mamy nieliczną grupę agresywnych, testosteronowych macho. Mają oni dobrze wyrażoną męską moc, ale w jej negatywnym wariancie. A moc jest tym, co przyciąga. I to zgadza się z podświadomym wzorcem z dzieciństwa który otrzymało wiele kobiet. Więc zagadka rozwiązana.

Ten wzorzec macho związany jest także z pierwotną naturą człowieka. Przez eony czasu, przez tysiąclecia ciemne i mroczne, silny i agresywny mężczyzna zapewniał przeżycie. Więc „biologia” takiego silnego samca pragnie. Jednak teraz czasy i modele relacji się zmieniły. Pojawiły się nowe wzorce. Empatia, wrażliwość, humanitaryzm, partnerstwo, równouprawnienie.. A samce z zasady takich wartości nie wykazują, i partnersko kobiety nie chcą traktować. No i tu powstaje zgrzyt. Chcielibyśmy partnerów z pozytywnymi cechami obu systemów. Tego starego, „biologicznego”, jak i tego nowego, „partnerskiego”.

A takich ludzi nie ma, bo to są zbiory cech nie do pogodzenia. Pamiętajmy, że świat to wielomiliardowa, ogromna obfitość. Kobiety są bardzo różne, tak jak i mężczyźni. Są i takie które przepracowały swoje ciemne strony, lub zwyczajnie miały normalnych rodziców. Ale takich rodzin jest mniej niż 10%, ogromna większość wychowuje poranione i zrozpaczone istoty. Ani feministki, ani męscy szowiniści fascynujący się szkołami podrywu nie mają pełni racji.

XXI wiek – czas męskiej emancypacji

Teraz jest czas na renesans męskiej mocy. Na odrodzenie i emancypację mężczyzn. I to już się dzieje. Wiedza o psychologii relacji staje się coraz bardziej popularna. Ci empatyczni, ale „bezjajeczni” szukają przyczyn, starają się wykrzesać z siebie siłę, którą przed laty zgasiła matka, babka czy katechetka. Do mężczyzn nagle dotarło, że skoro jest równouprawnienie, to każdy musi rachunki płacić sam za siebie i samemu kupować sobie chlebek. Dotarło do nich także, że foch czy ciche dni to nie jest niewinna zagrywka, ale przemoc i objaw niedojrzałości emocjonalnej.

Jak grzyby po deszczu powstają szkoły uwodzenia i podrywu. Mężczyźni już nie chcą wiecznie zginać karku przed feministkami. Zaczyna do nich docierać, że choć system zrobił z kobiety kucharki i sprzątaczki, to z mężczyzn zrobił woły robocze i bankomaty. A i kobiety i mężczyźni chcą być po prostu ludźmi. No brawo, panowie. Kilkadziesiąt lat później, niż panie, ale wreszcie zaczynamy się przebudzać. 🙂 Bardzo ważne jest to, by nie powielać starych błędów, by nie tracić w tym procesie empatii i wrażliwości. żadna skrajność nie jest dobra.

Mężczyźni chcący odzyskać odebraną męskość powinni wiedzieć, że ogrom kobiet pragnie właśnie ich, czyli mężczyznę, który jest po prostu normalny. Który nie dostaje pierdolca po dragach, nie znika na 3 dni szlajając się po klubach, nie bije. Od Ciebie i od Twojej pracy nad sobą zależy, czy przyciągniesz taką kobietę, czy niedojrzałą dziewczynkę tudzież zimną sukę.

Autor: Jarek Kefir ©

jarek kefir

1. By zwiększyć zasięg moich wpisówmożesz udostępniać je na własnych profilach i w grupach na Facebooku, jak i na forach dyskusyjnych. Możesz też pisać u mnie komentarze. To zajmuje mało czasu i nic nie kosztuje!

2. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

  • Na konto bankowe:

    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna

    Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282

  • Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

NIEZWYKŁA METAFORA ŻYCIA I NASZYCH RELACJI W KSIĄŻCE „BASTION” KINGA!

Niezwykła metafora życia i relacji damsko-męskich w książce „Bastion” Kinga

szczescie w zyciu

Polecam Ci książkę „Bastion” Stephena Kinga. Nie wiem na ile on był osobą kumatą, a na ile nie. Ale to właśnie w tej książce można znaleźć najwięcej odwołań do psychologii jak i zakamuflowanych, tajemnych metafor. Wiele dzieł literackich, filmów, teledysków, od początku istnienia świata, aż do dziś, zawiera tajemny kod metafor i symboli. Szerzej opisał go Carl Gustav Jung, „zapomniany” ojciec psychologii. Tak jest także w przypadku tej książki.

W wielkim skrócie: książka opowiada ze szczegółami o upadku cywilizacji spowodowanym śmiercionośnym wirusem grypy. Zmarło ponad 99% ludzi, a nieliczni ocaleli z pomoru zaczynają miewać osobliwe, zbiorowe sny.

Są oni podzieleni na dwie grupy. Pozytywnych, służących dobru wspólnemu „przyzywa” wiekowa kobieta, Abagail Freemantle. Zaś tych egoistycznych, szukających kariery i ziemskich przyjemnostek, ściąga do siebie mroczny mężczyzna, Randall Flagg, zwany także adwersarzem.

Nawet w tej książce mroczny mężczyzna ściąga do siebie ludzi z dużym pierwiastkiem racjonalnym – inżynierów, ateistów, konstruktorów. Wynika to z prastarej wiedzy o tym, że konstrukcja ludzkiego umysłu jest często zła. Umysł bez serca nie zna litości. Z kolei serce bez rozumu jest naiwne i głupie.

relacje

Dalej: w książce występuje kilka postaci, będących opisami archetypów, które nosi w swojej psychice wielu z nas. Występują tam też bohaterowie tacy jak Nadine Cross i Larry Underwood.

Nadine – symbol niepohamowanych żądz i instynktów. Wykorzystuje ona „dobrych” facetów instrumentalnie, by doprowadzili ją do jej ideału –  demonicznego okultysty, Randalla Flagga. Nadine była czułą i wrażliwą kobietą, wyznawała zasadę, że nie wolno krzywdzić i zabijać osób ocalałych po epidemii.

Jednak  pragnęła sługi samego diabła, który jedną decyzją skazywał na śmierć setki ludzi. Widziała ona w snach, jak skazuje on niepokornych i nieposłusznych na śmierć przez ukrzyżowanie. Wiedziała też, że on chce podbić Ziemię. A mimo to pragnęła go całą sobą, pragnęła go żądzą tak silną jak wybuch bomby atomowej. To literacka metafora podwójności emocji. Z jednej strony, śmierć każdego człowieka ocalałego po strasznej epidemii, rozdzierała jej serce. Z drugiej strony, jej emocjonalna i seksualna część, pałały niesamowitą wręcz żądzą do mrocznego mężczyzny.

Koniec końców, ideał okazał się dla niej koszmarem. Ideał z snów Nadine Cross, Randall Flagg, to literacka metafora mężczyzny określanego jako „zimny drań” czy też „samiec alfa„. Jest to mężczyzna który doprowadza do szaleństwa seksualną żądzą, ale jest on nieczuły, niezaangażowany, zimny, nieludzki. Przez całe swoje życie Nadine Cross odpychała od siebie facetów, którzy nie byli jej upragnionym, mrocznym ideałem ze snów. Nie dopuszczała ich do siebie.

emocje

Jest to dość powszechne w życiu realnym, gdy kobiety tych miłych i ułożonych mężczyzn spławiają, w najlepszym wypadku pozwalając im być „przyjaciółmi” (tzw. zjawisko friendzone). Dopuszczają one do siebie tych mrocznych. Nie są to oczywiście faceci chcący od razu zawładnąć światem. Najczęściej są to po prostu faceci z tak zwaną „przerwą w życiorysie” która ponoć dodaje męskości, którzy życie spędzają na oglądaniu meczy, piciu piwka i jebaniu policji. Słownym oczywiście.

Nadine spotyka tuż po wygaśnięciu epidemii mężczyznę, który musiał szybko wydorośleć, choć jeszcze niedawno wcale dorosłym nie był. To Larry. Od razu rozpoznali się, jakby znali się z poprzedniego życia, jakby znali się tysiące lat. Larry chciał ją pocałować, jednak i on został odepchnięty, nie został dopuszczony. Gdyż pierwotna żądza Nadine wciąż pragnęła demonicznego mrocznego mężczyzny. I to pierwotna żądza wzięła górę nad boskim zamysłem (o tym za chwilę).

Koniec końców, Larry przeżył zawód, co przyspieszyło jego rozwój, jego wydoroślenie. Mroczny mężczyzna pojawił się w jego życiu, stanął na jego drodze, drwiąc i odchodząc z Nadine. Ileż razy tak się dzieje, że na drodze młodego romantyka staje mroczny człowiek z mięśniami, tatuażami i gitarą, śmierdzący petami i whisky? Po czym odchodzi w siną dal z dziewczyną, o której ów romantyk marzył? Myślę, że każdy facet musi przez takie wydarzenie przejść, by wydorośleć. Sztuką jest przejść przez takie piekło tak, by nie stać się diabłem. Książka Kinga „Bastion” zawiera klucz, trzeba tylko umieć czytać znaki.

kobiety

Matka Abagail to z kolei symbol wyższej jaźni, wyższej mądrości, która próbowała ocalić Nadine, ale została przez nią zakrzyczana. W życiu tak jest, że ta pierwotna część nas samych krzyczy, wrzeszczy, dąsa się, „wie swoje” – a nasza część duchowa przemawia po cichu, niemal niezauważona. Dobry temat do analizy. Abagail Freemantle chciała, by Larry i Nadine byli razem, bo taki był boski zamysł. Ale człowiek został obdarzony wolną wolą. Może zdecydować czy być dobry, czy zły. Może zdecydować na ile chce być dobry lub na ile chce być zły. Może modyfikować w ten sposób ów zamysł Stwórcy.

Nadine Cross wybrała drogę służenia swoim żądzom, instynktom, kosztem innych ludzi. Możemy umownie nazwać taką postawę złem. Larry wybrał drogę dojrzałości i poświęcenia się dla dobra wspólnego. Możemy umownie taką postawę nazwać dobrem. Na tej planecie muszą istnieć obie takie postawy. Nie istnieje jeszcze system, w którym brakuje dualizmów. Nawet z duchowego punktu widzenia dualizmy i walka dobra ze złem, istnieją.

Każdy zaawansowany okultysta śmieje się w kułak gdy tylko słyszy te przesłodzone sentencje o tym, że dobro i zło nie istnieją, że dualizmy nie istnieją. Owszem, one istnieją, ale na zupełnie innych poziomach, niż dyktują to nasze przewrotne umysły bądź systemy ideologiczne i religijne. Istnieje dobro bezinteresowne, pierwotne. Ale istnieje też bezinteresowne i pierwotne zło. Zło dla samego zła. Według mnie ten kto mówi inaczej, jest być może bardzo naiwny i nie zna życia, posiłkując się łzawymi sentencjami. Albo zwyczajnie nie ma elementarnej wiedzy o tym, o co tak naprawdę toczy się rozgrywka na Ziemi.

005fafebed7c2a7e3d0b860afde809be

Co jeszcze można powiedzieć o Nadine Cross i tym, co symbolizuje ta literacka postać w życiu realnym? Abagail Freemantle nazywała ją „córką Ewy„. W psychice kobiet są dwa archetypy. Archetyp Ewy – jest on pierwotny, nieświadomy i domyślny. Drugi archetyp to Lilith – stosunkowo nowy, świadomy. Nie jest on „włączony” domyślnie, trzeba go przebudzić. Oczywiście kluczem jest równowaga ich obu. Kobieta z przewagą archetypu Ewy jest niezdecydowana, nieświadoma, ma wszystkie te kobiece wady na które narzekają mężczyźni.

Co ważne – nie jest ona w stanie kochać.. mężczyzn. Taka była też Nadine z powieści „Bastion„. Kochała ona bezwarunkowo dzieci, w tym niepełnosprawnego Joe, który po wygaśnięciu epidemii został zupełnie sam. Wobec dzieci okazywała serce, przywiązanie, odpowiedzialność. Natomiast wszystkich mężczyzn nie będących mrocznym ideałem z jej snów, traktowała nie tylko oschle, ale wręcz przedmiotowo.

Proponuję jeszcze cytat:

Człowiek stanowi biologiczny paradoks. Świadomość wyewoluowała u ludzi przesadnie i przez to nie jesteśmy w stanie funkcjonować normalnie tak jak inne zwierzęta: otrzymaliśmy więcej niż jesteśmy w stanie unieść.

Pragniemy żyć, a przez to jak ewoluowaliśmy, jako jedyny gatunek wiemy, że naszym przeznaczeniem jest umrzeć; jesteśmy w stanie analizować przeszłość i przyszłość, sytuację naszą i innych; oczekujemy sprawiedliwości i sensu w świecie, w którym sprawiedliwości i sensu nie ma.

Czyni to życia przytomnie myślących ludzi tragediami. Mamy pragnienia oraz potrzeby duchowe, których rzeczywistość nie jest w stanie zaspokoić i nasz gatunek istnieje jeszcze tylko dlatego, że aby uciekać od wiedzy o tym jaka ta rzeczywistość jest, większość ludzi uczy się wbrew własnej naturze ograniczać w sztuczny sposób zawartość swoich świadomości.

Cała ludzka egzystencja jest obecnie oplątana siecią mechanizmów obronnych temu służących, społecznych i indywidualnych, które zaobserwować możemy w naszych codziennych oklepanych schematach zachowań
[Peter Wessel Zapff]

Wstęp: Jarek Kefir

__________________________________________________________

28167337_116804409147722_3479507053258423996_n

Cytuję: „Ech, te czasy. Pamiętała ten dzień, kiedy skończyła szesnaście lat, kiedy przy blasku księżyca biegła po mokrej od rosy trawie, owej nocy, nocy wina, kiedy marzenia zdawały się spełniać, a każda chwila miała w sobie jakiś magiczny potencjał. Noc miłości. Gdyby chłopak ją dogonił, otrzymałby nagrodę, której pragnął. Cóż w tym takiego strasznego. Zresztą czy to istotne, czy ją dogonił? Czy najważniejsze nie było to, że oboje biegli pośród nocy?

Nie dopadł jej jednak. Chmura przesłoniła księżyc. Rosa stała się chłodna, nieprzyjemna, przerażająca. Smak wina w jej ustach zatracił swą słodycz. Nastąpiła jakaś osobliwa przemiana, ogarnęło ją przekonanie, że powinna.. że musi z tym zaczekać.

Gdzie był tamtej nocy ów pisany jej wymarzony, mroczny oblubieniec? Po jakich szosach, po których ulicach błądził w środku nocy, powodując kolejną, niemal niedostrzegalną rysę w strukturze świata? Które z chłodnych wiatrów zapowiadały jego nadejście? Ile lasek dynamitu nosił w swym postrzępionym plecaku? Ile miał lat? Gdzie był jego dom? Jaka matka tuliła go do swojej piersi? Była przekonana, że tak jak ona był sierotą i że jego czas wkrótce nadejdzie. Stąpał głównie po drogach, które jeszcze nie powstały, podczas gdy ona dopiero stawiała na nich pierwsze kroki. Do skrzyżowania, na którym się spotkają, było jeszcze daleko. Co jeszcze wiedziała?

Że był Amerykaninem, lubił mleko, szarlotkę i potrafił docenić walory ręcznie robionego swetra. Jego domem była Ameryka, poruszał się po sekretnych drogach, tajemnych autostradach, podziemnych magistralach, gdzie kierunki wyznaczały runiczne znaki. Był tym drugim, adwersarzem, zbuntowanym, mrocznym mężczyzną, szefem, twardzielem i wędrowcem, a stukot zdartych obcasów jego kowbojek rozlegał się pośród letnich nocy przesyconych zapachem bzu i jaśminu.

„Któż wie, kiedy przybędzie oblubieniec?”

Czekała na niego, nienaruszona. Nietknięta. W wieku szesnastu lat omal nie zbłądziła i ponownie, później, w college’u. Obaj chłopcy odeszli zagniewani i niepocieszeni, tak jak teraz Larry. Byli przy tym zakłopotani, wyczuwali tkwiące w niej rozstaje, wrażenie czegoś, co ma dopiero nastąpić, mistyczne skrzyżowanie dróg.
Boulder było miejscem, gdzie owe drogi miały się rozejść.

Chwila była bliska. On ją przyzywał, ściągał do siebie.

Po ukończeniu college’u rzuciła się w wir pracy; wynajmowała dom wspólnie z dwiema innym dziewczynami. Jakimi? Cóż, dziewczęta przychodziły i odchodziły. Zostawała tylko Nadine. Była miła dla młodych mężczyzn sprowadzanych do domu przez jej współlokatorki, ale sama trwała w celibacie. Podejrzewała, że plotkowały na jej temat, nazywając ją materiałem na starą pannę, a kto wie, może nawet uważały ją za kryptolesbijkę.
Oczywiście to nieprawda. Ona po prostu.

Pozostawała nietknięta.
Czekała.

Czasami miała wrażenie, że zbliża się zmiana. Że chowając zabawki w cichej, pustej klasie pod koniec dnia, nagle znieruchomieje z dziwnym błyskiem w oku i zapomnianym misiem trzymanym za jedną łapkę. A potem pomyśli: „Nadchodzi zmiana… zbliża się wielka wichura”. Czasami, gdy nachodziły ją takie myśli, oglądała się przez ramię, jakby coś ją ścigało. A potem ni stąd ni zowąd rozluźniała się i wybuchała śmiechem.
Zaczęła siwieć, kiedy skończyła szesnaście lat. Kiedy ją ścigano, lecz nie dogoniono… początkowo tylko kilka pasemek odcinających się wyraźnie pośród kruczej czerni. Nie były szare ani siwe, o nie, były białe jak śnieg.
Parę lat później brała udział w studenckiej imprezie, w siedzibie uczelnianego bractwa. Światła były przyciemnione i niebawem towarzystwo zaczęło łączyć się w pary, oddalając się w co zaciszniejsze miejsca. Wiele dziewcząt – wśród nich Nadine – nie wróciło na noc do swego akademika. Naprawdę chciała to wtedy zrobić, pójść na całość… ale coś, co tkwiło gdzieś głęboko w jej wnętrzu, skutecznie ją powstrzymało. A następnego ranka, o siódmej, przeglądając się w lustrze, stwierdziła, że przybyło jej siwych włosów. Zupełnie jakby pojawiły się w ciągu tej jednej nocy, choć to rzecz jasna niemożliwe.

I tak mijały lata, przesypując się niczym piasek w klepsydrze. Od czasu do czasu miewała dziwne przeczucia, tak, tak, przeczucia… i zdarzało się, że budziła się w środku nocy zarazem zimna jak lód i rozpalona, zlana potem, rozkosznie żywa i świadoma w intymnym zaciszu swojego łóżka, w niemal wulgarnej ekstazie rozmyślając o mrocznym, tajemniczym seksie. Tarzaniu się w gorącym płynie. Szczytowaniu i bolesnym kąsaniu jednocześnie. A rankiem, przeglądając się w lustrze, stwierdzała, że znów przybyło jej siwych włosów.
Przez cały ten czas pozornie była zwykłą dziewczyną nazwiskiem Nadine Cross: miłą, uczynną, kochającą dzieci, oddaną swojej pracy i samotną. Niegdyś taka kobieta mogłaby być w społeczeństwie obiektem plotek i najrozmaitszych domniemywań, ale czasy się zmieniły. Poza tym wyróżniała się tak oryginalną urodą, że nic nie wskazywało by mogła być kimś innym, niż się wydawała.

A teraz czasy znowu się zmieniły.

Zbliżała się zmiana i we snach zaczynała właśnie poznawać swego oblubieńca, zaczynała go rozumieć, choć nigdy jeszcze nie ujrzała jego twarzy. Był tym, na którego czekała. Chciała pójść do niego… i jednocześnie nie chciała. Była mu przeznaczona, ale on ją przerażał. I wtedy pojawił się Joe, a zaraz potem Larry. Jednocześnie sprawy się skomplikowały. Zaczęła się czuć jak węzeł zasupłany na środku przeciąganej liny. Jak nagroda w bliżej nieokreślonej rywalizacji. Wiedziała, że jej czystość, jej dziewictwo, było w jakiś sposób ważne dla mrocznego mężczyzny. I wiedziała, że gdyby Larry ją posiadł (zresztą nie chodziło tu o niego, to mógł być jakikolwiek mężczyzna), złowieszczy czar prysnąłby w jednej chwili. Utraciłby swoją moc. A Larry ją pociągał. Prowokowała go z premedytacją, dawała mu do zrozumienia, że nie jest jej obojętny, że chciała TO z nim zrobić. Niech ją w końcu posiądzie i niech się to wreszcie skończy, niech to wszystko się skończy. Była zmęczona, a Larry atrakcyjny. Zbyt długo czekała na tamtego, upłynęło zbyt wiele czasu, zbyt wiele piasku przesypało się w klepsydrze.

Tylko że Larry nie był TYM MĘŻCZYZNĄ… a przynajmniej tak się jej z początku wydawało. Niemal pogardliwie odrzuciła jego awanse, spławiła go, odegnała od siebie jak klacz odgania ogonem natrętnego gza. Czyż jednak mogła mieć do siebie pretensje, że odrzuciła jego zaloty?

Tak czy inaczej przyłączyła się do niego. To niezbity fakt. Ciągnęło ją do innych, pozostałych przy życiu ludzi, nie tylko z powodu Joe, lecz dlatego, że o mały włos nie porzuciła chłopca i nie wyruszyła na zachód, aby odnaleźć swego oblubieńca. Jedynie wrodzona odpowiedzialność, towarzysząca jej od lat, odpowiedzialność za dzieci oddane jej pod opiekę, powstrzymała ją przed popełnieniem tego kroku… to, oraz świadomość, że pozostawiony samemu sobie Joe niechybnie umrze.

W świecie, gdzie umarło tylu ludzi największym grzechem jest dopuszczenie do śmierci kolejnego człowieka.
I dlatego pojechała z Larrym, który był lepszy niż nic i nikt.

Okazało się jednak, że Larry Underwood kryje w sobie znacznie więcej, niż można by sądzić przy pierwszym spotkaniu; był jak optyczne złudzenie (może nawet sam tak myślał o sobie), gdy woda, z pozoru głęboka na cal lub dwa, okazuje się bezdenną otchłanią. Choćby to, w jaki sposób zbliżył się do Joe. I to, w jaki sposób Joe polubił jego. To po pierwsze i po drugie. A po trzecie jej zazdrość, reakcja na pogłębiającą się więź między atrakcyjnym mężczyzną i chłopcem. W salonie motocyklowym w Wells Larry postawił na dzieciaka palce obu rąk, i wygrał.

Gdyby nie skupili całej uwagi na płycie zbiornika z paliwem, ujrzeliby jak otworzyła usta ze zdumienia. Stała, obserwując ich, nie mogąc poruszyć choćby palcem, ze wzrokiem utkwionym w jasną, metalową kreskę łomu, czekając aż ten najpierw zadrży, a potem wysunie się z otworu. Dopiero gdy było po wszystkim, zdała sobie sprawę, że czekała, kiedy rozlegnie się jego pierwszy krzyk.

Ale tymczasem wieko uniosło się i zostało wypchnięte z otworu, a ona zdała sobie sprawę, że się pomyliła, dokonała mylnego osądu; popełniła omyłkę tak poważną, że wręcz niemożliwą do wybaczenia. W tym przypadku okazało się, że znał Joe lepiej od niej, bez specjalnego przeszkolenia i dokonał tego w znacznie krótszym czasie. Jedynie spóźniony refleks pozwolił jej pojąć jak istotny był epizod z gitarą, jak szybko i jak definitywnie scementował on więź między Larry i Joe. A co było sercem tej więzi?

Jak to co, zależność. To oczywiste. Cóż innego mogłoby przepełnić ją tak silną i palącą zazdrością? Zależność Joe od Larry’ego to była jedna sprawa, skądinąd normalna i całkiem do przyjęcia. Do szału doprowadził ją fakt, że również Larry zależał od Joe, potrzebował go w taki sposób, w jaki ona nie potrzebowała jego, i Joe o tym wiedział.

Czyżby omyliła się w swojej ocenie Larry’ego? Teraz musiała przyznać, że chyba tak. Ta egoistyczna, znerwicowana opoka była tylko przykrywką, zewnętrzną warstwą, która ścierała się wskutek częstego używania. Już sam fakt, że zespolił ich wszystkich razem podczas tej długiej podróży, świadczył o jego determinacji.

Wniosek wydawał się oczywisty. Pomimo swego pragnienia oddania się Larry’emu jakaś jej część wciąż pozostawała lojalna wobec tamtego… a kochając się z Larrym, w pewnym sensie zabiłaby tę cząstkę siebie. Utraciłaby ją bezpowrotnie. Nie była pewna, czy ją na to stać. I nie była jedyną, która śniła obecnie o mrocznym mężczyźnie.

Początkowo to ją niepokoiło, potem zaczęło przerażać. Kiedy byli tylko Joe i Larry, wspólnym elementem ich snu był strach. Kiedy spotkali Lucy Swann i okazało się, że ona również śni podobne sny, lęk przerodził się w szaleńczą, dojmującą zgrozę. Nie mogła już wmawiać sobie, że ich sny tylko przypominają jej prywatne koszmary. A jeśli mieli je wszyscy, którzy ocaleli? A jeśli nadszedł w końcu czas mrocznego mężczyzny – nie tylko dla niej, lecz dla wszystkich, którzy pozostali na całej planecie?

Ta myśl bardziej niż cokolwiek innego wzbudziła w niej sprzeczne emocje – skrajny lęk i perwersyjne pożądanie. Niemal panicznie, jak tonący chwyta się brzytwy, domagała się wyprawy do Stovington. Ze swej natury i przeznaczenia było ono symbolem zdrowego rozsądku i racjonalności, opoką rozumu stawiającą czoła silnemu przypływowi czarnej magii, której fale czuła wciąż wokół siebie. Ale Stovington zamiast bezpieczną przystanią okazało się miastem duchów.

Symbol zdrowego rozsądku i racjonalności stał się trupiarnią i wylęgarnią najgorszych z możliwych koszmarów. Kiedy wyruszyli na zachód, przygarniając kolejnych ocalałych, powoli zaczęła wątpić, że uda się jej uniknąć konfrontacji, zanim to wszystko się skończy. Stało się tak, kiedy Larry począł zyskiwać w jej oczach. Teraz sypiał z Lucy Swann, ale czy to miało jakieś znaczenie? Sprawa była oczywista. Tamci mieli sny dwojakiego rodzaju – o mrocznym mężczyźnie i starej kobiecie. Starucha zdawała się uosabiać jakiś rodzaj elementarnej mocy, podobnie jak mroczny mężczyzna. Stara kobieta była rdzeniem, wokół którego stopniowo, warstwami, gromadzili się pozostali.

Nadine nigdy o niej nie śniła.
Tylko o Nim. O mrocznym mężczyźnie. A kiedy sny pozostałych poczęły słabnąć, równie niespodziewanie jak się pojawiły, jej własne zaczęły zyskiwać na sile i wyrazistości.

Wiedziała o wielu rzeczach, o których inni nie mieli bladego pojęcia. Mroczny mężczyzna nazywał się Randall Flagg. Na zachodzie ci, którzy występowali przeciw niemu albo przeciw temu co robił, kończyli ukrzyżowani albo tracili zmysły i obłąkanych wywożono do Doliny Śmierci, by tam skonali z upału i pragnienia. W San Francisco i Los Angeles ocalały małe grupki techników, ale przebywały tam jedynie tymczasowo; wkrótce zaczną migrować do Las Vegas, gdzie gromadziły się jego główne siły. On się nie spieszył. Nie było takiej potrzeby. Lato dobiegało końca i wkrótce przełęcze w Górach Skalistych zasypie śnieg, czyniąc je nieprzejezdnymi, i choć pługów do ich oczyszczenia nie brakowało, ludzi było zbyt mało i byli zbyt cenni, by wykonywać tak trywialne czynności. Nadejdzie długa zima, a Flagg miesiące te poświęci na skonsolidowanie swojej armii. A w przyszłym roku, w kwietniu… albo w maju…

Nadine leżała w ciemnościach, spoglądając w niebo.

Boulder było jej ostatnią nadzieją. Podobnie jak stara kobieta. Bastion zdrowego rozsądku i racjonalizmu, który miała nadzieję odnaleźć w Stovington, formował się w Boulder. To byli dobrzy ludzie, skonstatowała, normalni i porządni, gdyby to wszystko mogło być tak proste również dla niej, uwięzionej w szalonym labiryncie sprzecznych żądz i pragnień.

Raz po raz, jak zdarta płyta, uporczywy głos w jej umyśle powtarzał, że w tym zdziesiątkowanym przez pomór świecie morderstwo było najstraszliwszym z możliwych grzechów, a serce z równym przekonaniem i pewnością podpowiadało, że domeną Randalla Flagga jest nic innego, jak właśnie śmierć.

Tylko że ona tak bardzo pragnęła jego zimnego pocałunku… och, jak bardzo tego pragnęła… bardziej niż pocałunków chłopaka z liceum czy studenta college’u… i, czego się poniekąd obawiała, bardziej nawet niż pocałunku i bliskości Larry’ego Underwooda.

„Jutro będziemy już w Boulder – pomyślała. – Może wtedy będę wiedziała, czy moja podróż dobiegła końca, czy…”
Nocne niebo przecięła srebrzysta smuga spadającej gwiazdy, a Nadine, jak mała dziewczynka, wypowiedziała w myślach życzenie.”
~Stephen King, Bastion