Urodziłeś się by być wolnym i szczęśliwym, nie normalnym

duchowosc-2Zapraszam do przeczytania trzech cytatów na temat Boga i religii, jak i obejrzenia prelekcji video o tym, jak religia i psychologia zabijają miłość. Przed laty czytałem namiętnie forum psychologiczne typu PHP BB by Przemo. Prym wiedli tam śmiali i wyszczekani ekstrawertycy, takie stare wygi życiowe. Pomimo tego, że prezentowali się jako ostatnia ostoja normalności i uspołecznienia, nie było tak do końca.

Pisałem ostatnio, że jest wiele nienormalności w normalności, przynajmniej tej pojmowanej społecznie. Normalność, ta społeczna, to ciemność. To normalni ludzie wybrali Hitlera, Tuska, Macierewicza do władzy. Ale do rzeczy. Otóż przez tych ludzi obrzydła mi zupełnie.. miłość, i to na wiele lat. Zacząłem ją postrzegać jako transakcję handlową, potrzebną do płodzenia dzieci, zaspokajania swoich zachcianek, służby systemowi. Dla nich sprawa była prosta: do utrzymania rodziny potrzebne były pieniądze, i to takie, których 75% Polaków nie zarabia.

Co rodzi oczywisty wniosek, że większość społeczeństwa jest z ars amandi wykluczona. Penis, pochwa, stosunek, prostytucja małżeńska, spłodzenie dziecka, zarabianie na rodzinę, praca, odpowiedzialność, obowiązki, teściowie. Ideał sięgnął bruku. Ale czego się spodziewać po ludziach umoczonych w systemie? Siłą rzeczy, Ci ludzie nie wiedzieli, że można inaczej. Tak zostali zaprogramowani, uwarunkowani. Ja natomiast nie czuję wielu społecznych spraw.

Dla mnie wychowywanie dzieci, ten tupot małych stópek jest czymś niewyobrażalnym, martwym. Widzę tam same obowiązki, wyrzeczenia, ograniczenia, i zero radości dla mnie. Czy jestem złym człowiekiem, bo nie chcę tych wyrzeczeń? Bo chcę żyć po swojemu? Nie. Widziałem też dzisiaj reklamę samochodu, w której głos spikera mówił: „kiedy ostatnio czułeś zachwyt? Nie radość, ale prawdziwy zachwyt?” Dla mnie samochód to martwa metalowa puszka do przewozu osób i towarów z miejsca na miejsce. Dla wielu ludzi motoryzacja to wręcz legenda i cała lawina emocji. Ja tego zwyczajnie nie czuję, choć to akceptuję i rozumiem.

To samo dotyczy całej psychologii, tej rozumianej jako nauka. Jej celem jest uczynienie z Ciebie na powrót biomaszyny – człowieka produktywnego, służącego systemowi, normalnego. Może nie szczęśliwego, ale normalnego. To jest mój główny, największy zarzut wobec psychologii. Ma ona za zadanie nie tyle sprawić, byś był szczęśliwym człowiekiem, ale człowiekiem uspołecznionym. Nie buntującym się, nie negującym systemu, ale akceptującym w milczeniu status quo.

Prawdziwym wyzwaniem współczesnej psychologii jest odpowiedzenie na egzystencjalna pustkę. Coraz więcej pacjentów uskarża się bowiem na poczucie bezsensu i życiowej próżni.”
~Viktor E. Frankl

Zmienić świat na lepszy? Ale zadaj sobie pytanie: dla kogo?! Ty masz pragnienie i wizję lepszego świata, ale 3/4 społeczeństwa nie ma tej wizji, nie rozumie jej, i jest wręcz jej wroga. W świecie, który jest agresywny i brutalny, czują się jak ryby w wodzie. Ty oglądasz filmy o tym, jak zmienić świat, jak zaprowadzić erę pokoju i dobrobytu, a oni oglądają filmiki z brutalnych egzekucji. Zaczynam rozumieć ideę nadczłowieka autorstwa Nietschego, i jego sprzeciw wobec społeczeństwa. Jest tyle nienormalności w normalności..

Moja koleżanka powiedziała kiedyś słowa: „Dziś pierwszy raz przeczytałam forum kobiece. Doznałam prawdziwego szoku egzystencjalnego. Zastanawiam się, czy nie mam jakiejś trzeciej płci. Nie wierzę, by kobiety myślały w ten sposób.” A jednak.

Od psychologii możesz oczekiwać tylko jednego: tego minimum minimum. Przy czym chodzi mi o psychologię typowo akademicką, naukową. Bo są także rozmaite inne interpretacje psychologii. Koncepcja cienia wg Junga, ezoteryka, archetypy i symbole, które są ważne, a których akademicka psychologia w ogóle nie uwzględnia. Np archetyp Ewy – kobiety uległej, niezrównoważonej, trochę głupiej, i archetyp Lilith – kobiety silnej, niezależnej, mądrej i świadomej.

Ideologie, religie, prawo, edukacja, część nauki (ta, która dotyczy dogmatów, np racjonalizm, wielki wybuch) są stabilizatorami systemowymi. Są one konieczne by utrzymać świat w ryzach, nie powinniśmy ich potępiać ani z nimi walczyć. Prawo, choć bywa niesprawiedliwe – chroni nas przed powszechną uliczną rzezią. Technologia, choć szkodzi przyrodzie – umożliwia nam lepsze życie, komfort i rozwój. Często zależymy od tego, co nas ogranicza i co krytykujemy, nawet o tym nie wiedząc.

Przede wszystkim uszanuj ludzką głupotę. Daj jej prawo do bytu. Systemu nie zmienisz nienawiścią, a wręcz odwrotnie. Nienawiść i inne złe uczucia wzmacniają system. On jest na nich oparty, „odżywia” się nimi. System (matka natura, matrix, demiurg, jahve i inne nazwy tego samego) jest od początku do końca tak skonfigurowany, by maksymalizować cierpienie istot, w tym ludzi.

Cytat: „Na przestrzeni dziejów, jako gatunek zmierzaliśmy się z przerażającym faktem, że nie wiemy kim jesteśmy ani dokąd zmierzamy w tym oceanie chaosu.. i to właśnie autorytety – polityczne, religijne i edukacyjne – próbowały nas uspokoić oferując nam strukturę, zasady, informacje i kształtując w naszym umyśle ich własną wizję rzeczywistości. Aby zacząć myśleć samodzielnie musisz podważyć autorytety i nauczyć się wchodzić we WRAŻLIWY STAN OTWARTOŚCI UMYSŁU, stan chaosu, dezorientacji i wrażliwości.”
~dr Timothy Leary

Cytat: „Ludzie zawsze będą wierzyli w diabły, w piekło i w Boga, który ich na nie skazuje, tak długo, jak będą przypisywać Bogu cechy ludzkie – bezwzględność, mściwość, samolubność i brak litości. W dawnych czasach ludzie nie potrafili sobie wyobrazić Boga, który wzniósłby się ponad to wszystko. Dlatego zaakceptowali nauki licznych kościołów nakazujące bojaźń Bożą. Wyglądało to tak, jakby ludzie nie dowierzali, że sami z siebie mogą być dobrzy i postępować słusznie. Dlatego musieli stworzyć religię głoszącą gniewnego, karzącego Boga, aby trzymać siebie w ryzach.”
~Neal Donald Walsch

Cytat: „Religia egzoteryczna albo „zewnętrzna” jest mityczna, konkretna i dosłowna. To wiara w to, że np. Mojżesz na prawdę rozdzielił wody Morza Czerwonego, Chrystus narodził się z dziewicy, świat został stworzony w 6 dni, a manna kiedyś spadła z nieba – i tak dalej. Egzoteryczne religie całego świata składają się z takich wierzeń.

Hindusi wierzą, że ziemia wspiera się na słoniu, którego dźwiga żółw leżący na wężu. Na pytanie: „Na czym w takim razie leży wąż?” odpowiadają: „Zmieńmy temat”. Lao Tsy miał 900 lat, kiedy się urodził, Kriszna kochał się z 4000 dziewic, Brahma narodził się z kosmicznego jaja i tak dalej. Religia egzoteryczna to zbiór wierzeń, które tłumaczą tajemnice świata za pomocą mitu, a nie w bezpośrednim doświadczeniu czy na podstawie dowodów.

Religia ezoteryczna jest wewnętrzna albo ukryta. Religia ezoteryczna albo mistyczna jest ukryta nie dlatego, że jest jakimś sekretem, ale dlatego, że wynika z bezpośredniego doświadczenia i osobistej świadomości. Nie wymaga od ciebie, byś brał/a wszystko na wiarę, czy posłusznie przyjmował/a dogmaty.

Religia ezoteryczna jest zbiorem osobistych doświadczeń, które przeprowadzasz w sposób naukowy w laboratorium twojej świadomości. Jak każda nauka, oparta jest na bezpośrednim doświadczeniu, a nie na zwykłej wierze czy pragnieniu: może być zweryfikowana przez grupę osób, które przeprowadziły taki sam eksperyment. Tym eksperymentem jest medytacja.”
Ken Wilber

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Szokujący sekret relacji międzyludzkich. Co ukrywa psychologia?!

psychologiaChciałbym napisać trochę na temat psychologii, w szczególności jej błędów. Pisałem kiedyś, że wiele porad na świecie jest tak konstruowana, by mogły z nich skorzystać osoby, które mają jakieś tam małe problemy, ale ogólnie, jest z nimi wszystko ok. New age i jej idea przebudzenia i oświecenia, to jakiś ponury żart w polskiej rzeczywistości pokolenia 1850 zł brutto. Lęk związany z życiem w tym kraju jest tak silny (choćby ten podświadomy) i dotyczy niemal 100% społeczeństwa, że wiele z tych postulatów jest niemożliwych do wprowadzenia.

Znam mnóstwo ludzi z rozmaitych środowisk. New age’owców, ezoteryków, okultystów, satanistów. Ilu z nich jest przebudzonych? Może dwóch, trzech, żyjących sobie spokojnie, gdzieś na wioskach, po ludzku życzliwych, miłujących, pogodzonych ze światem. Ilu ludziom ta cała idea przebudzenia i oświecenia zaszkodziła? Jest ich tak wielu że nie mam pojęcia ilu. A opisywanie tego, co te osoby wyprawiają, przekracza nawet moje możliwości literackie. Podobnie jak new age – coaching. Są to raczej zabawy dla sytych i znudzonych społeczeństw Zachodu, którym w przysłowiowych dupach się poprzewracało. My potrzebujemy czegoś zupełnie innego.

A jakie błędy popełnia sama psychologia? Ta akademicka, uważająca siebie za naukę? Jest kilka takich błędów, które do złudzenia przypominają błąd new age i coachingu. Jest to oferta zoptymalizowana tak, by pomagać ludziom stać się super-uspołecznionymi ekstrawertykami. A przynajmniej taki jest jej model optymalny. Bo wiadomo, ze skutecznością psychologii jest bardzo, bardzo różnie. Terapia ma ponoć trwać przynajmniej 10 lat, a słyszałem, że i do końca życia.

Jest takie mądre, życiowe powiedzonko, stworzone przez jakąś mądrą osobę, na długo zanim ktokolwiek słyszał o Freudzie: „Skuteczność jest miarą prawdy„. Czyli skuteczne jest to, co jest prawdziwe, to, co pomaga, to, co rozwija. Natomiast jeśli jakaś metoda jest określona jako „naukowa„, „sprawdzona„, „potwierdzona badaniami„, ale nie jest skuteczna – to znaczy to, że nie ma w niej prawdy.

Najpierw wkleję ważny, i metaforyczny cytat dotyczący m.in. omawianego tematu, ale także wielu innych sfer życia:

Cytuję: „Wyobraź sobie, że znajdujesz się na wyspie, na której spotykasz dzikie plemię. Teraz Twoje życie zależy od tego, jak się zachowasz.
1. Pierwszy wariant: jesteś ofiarą. Przepraszasz, przynosisz dary, usprawiedliwiasz się, przypochlebiasz. W tym wypadku twoim przeznaczeniem jest bycie zjedzonym.
2. Drugi wariant: jesteś zdobywcą. Przejawiasz agresję, atakujesz, próbujesz ich sobie podporządkowywać. Twój los – to zwyciężyć albo zginąć. [Najczęściej jednak zginąć]
3. Trzeci wariant: podajesz się za pana i władcę. Wystarczy, że skiniesz palcem jako moc mający i podporządkowują Ci się. Jeśli sam nie masz wątpliwości co do własnej potęgi, inni także będą myśleć, że nie ma innego wyjścia. Emisja Twoich myśli nastrojona jest na linie życia, na których jesteś władcą.”
~Vadim Zeland, Transfering Rzeczywistości, tom 2

Wędrowiec, który trafił na wyspę – to my, widzący i wiedzący więcej. Wyspa – to metafora Ziemi. Dzikie plemię – to słabo rozwinięte, ziemskie dusze. A więc kapitaliści, psychopaci, dresiarze, hipokryci, cyniczne korporacyjne lemingi, islamiści, konserwatywni bigoci, i cały przekrój społeczeństwa. Dobrze, ale co to ma do samej psychologii?

Psychologia ogromny nacisk kładzie na ASERTYWNOŚĆ czyli punkt drugi powyższej opowiastki. Obecnie asertywność jest powszechnie chwalona, polecana. Każdy chce się tej asertywności uczyć, i prawie każdy ma z nią problem. Wiecie, dlaczego tak jest? Asertywność to wariant agresywny, ofensywny, to wariant ekstrawertyka, który świat ma u stóp. Asertywny ekstrawertyk „musi pokazać gdzie raki zimują” pracownikowi w swoim korpo, potem mężowi czy żonie, potem gderającej matce.. Adrenalina i kortyzol dosłownie wylewają mu się uszami i wszystkimi innymi otworami, całymi wiadrami. Ale ekstrawertyk to lubi, to go napędza, czuje się jak ryba w wodzie.

Asertywność to biegun „minus” medalu o nazwie „wolność i samostanowienie„. To wyważanie czołgiem otwartych drzwi, razem z futryną i połową ściany. I dlatego tak wielu ludzi ma z tym problem – bo na siłę chcą się tego nauczyć. Czyli chcą być kimś, kim nie są i się nie staną, czyli ekstrawertykami. To tak, jakby chcieć nauczyć rybę wspinać się na drzewa. Dobrze, ale jak wiemy, każdy medal ma dwie strony. Jaki jest biegun „plus” tego medalu? Czyli biegun nieagresywny i nieofensywny? Taki, którego może nauczyć się także introwertyk?

To, co ja proponuję, to wyluzowanie, pogodzenie się z ludźmi i światem, nauczenie się praw nim rządzących. Wymienię poniżej w punktach te zasady, które są często pomijane przez psychologię:

Pozwól sobie być sobą, i pozwól by inni też mogli być sobą. Pozwól więc im także na: głupotę, tkwienie w błędzie, tkwienie w toksycznych związkach itp itd. Jeśli chcesz jednak pomóc – pomagaj, tłumacz, argumentuj, ale bez nalegania, bez nakazywania, bez narzucania. Jeśli ktoś jest gotowy na zmianę – posłucha Cię i zmieni się, choćby te zmiany były dla niego bardzo bolesne. Jeśli nie jest – idź w swoją stronę i pozwól mu być np w toksycznym związku. Być może on właśnie takich tragicznych doświadczeń potrzebuje do rozwoju.

Nie chciej na siłę zmieniać człowieka, grupy ludzi, świata, systemu. Siłowy nacisk na świat to najgorsze co można zrobić, bo budzi gniew „sił natury„. Ludzie podświadomie wyczują taką postawę i zareagują wobec Ciebie tym samym – agresją, bardzo różnie pojmowaną. I znowu: możesz próbować zmienić, wpłynąć na kogoś, zasugerować mu coś, spróbować wytłumaczyć. Ale znaj poziom mentalności danej osoby i nie próbuj tłumaczyć mu rzeczy, których nie jest w stanie zrozumieć. Gdy widzisz opór, mechanizmy zabezpieczające w psychice – ewakuuj się. No i miej raczej postawę życzliwości, pomocy i zrozumienia, niż chęć zmienienia kogoś na siłę, za wszelką cenę.

Raz na zawsze zrezygnuj z posiadania racji. Chęć posiadania racji, chęć wygrania dyskusji, sporu – jest chyba najgorszym możliwym programem, wirusem ludzkiego umysłu. Naprawdę trudno mi znaleźć drugą ludzką cechę, która byłaby tak samo destrukcyjna. Chyba że chodzi o lęk przetrwania, związany z mentalnością niedoboru – „nie starczy dla wszystkich, więc mogę iść po trupach do celu, jak 90% ludzi„. Przecież nawet nauka zna mniej niż 1% (wszech)świata. Duchowość tak samo – jest tak wieloznaczna, niejasna i niezbadana, tak dużo jest w niej przekłamań, tak samo jak i w nauce. Ideologie, religie, doktryny, poglądy? To już w ogóle jest absurd, bo każda z nich to trochę prawdy, plus masa kłamstw i gównoprawd. No i każda z nich przedstawia bardzo zawężone, jednostronne widzenie świata, a przecież wiele zjawisk ma drugie, trzecie, a czasami nawet dziesiąte dno. Świat jest niezmiernie skomplikowany, to wielomiliardowa obfitość, jest w nim absolutnie wszystko. Ideologie i religie mają dawać jakąś tam bezpieczną, i przede wszystkim bardzo zawężoną iluzję postrzegania. Bo pełnią one role tabletek uspokajających w świecie, który jest nieznany, trudny, często wręcz wrogi.

Dalej: zrezygnuj z nadawania nadmiernej ważności (nadmiernego priorytetu) osobom, relacjom, przedmiotom. Przyznam że to prawo świata, choć jest nieśmiało i z rezerwą obserwowane przez psychologię – wykracza daleko poza nią. Prawo to polega na tym, że jak czegoś gorączkowo i panicznie pragniesz, to tym bardziej tego nie dostaniesz. Natomiast jak wyluzujesz i całkowicie zrezygnujesz z gorączkowej chęci zdobycia, to Twoje szanse na zdobycie tego wręcz rosną. Prawo Murphy’ego? Miej wyjebane a będzie Ci dane? Szczególnie widać to w relacjach damsko-męskich, ale nie tylko.

Obniż ilość emocji związaną z konfliktami, sprzeczkami, ideologiami, religiami, i wszelkimi innymi wiernościami (np konflikt techno-metal, drużyny sportowe). Poprzez negatywne emocje z nimi związane, nakręcasz się. Czujesz się gorzej, wkurzasz lub stajesz zgorzkniały. Ezoterycy i okultyści mówią, że tracisz w ten sposób energię życiową, która jest przechwytywana przez… świadomość zbiorową, której tak bardzo nienawidzisz. Nienawidząc kościelnych oszołomów z PiSu, czy złodziei i zdrajców z PO, „dokarmiasz” swoją energią ich świadomości zbiorowe (nazywane też egregorami). Siłą rzeczy, nie starczy Ci energii na inne życiowe aktywności. Bo musisz np walczyć z tymi cholernymi PiSuarami czy POwcami.

Nie próbuj ukrywać swoich wad. Każda negatywna cecha ma swój pozytywne biegun. Zawsze chodzi o to, że trzeba „ciemność” zaakceptować i przetransformować w jasność. Mówił o tym już Carl Gustav Jung, ale psychologia najwyraźniej o tym zapomniała, i poszła śladem ateisty Freuda. Ekstrawertycy mówią najczęściej o sobie. „Ja, ja, ja i jeszcze raz ja„. Introwertycy mogą tę skądinąd niezbyt ładną cechę wykorzystać, ponieważ mają oni odwrotną umiejętność. Czyli umiejętność słuchania.

I jeszcze jedno. Nie oceniaj. Nie potępiaj, Nie odsądzaj od czci i wiary. Czy jak ktoś popełnił błąd, to koniecznie musi zostać ocenę od tego prawego i sprawiedliwego, czyli od Ciebie? A ile Ty popełniłeś błędów? Każdy je popełnia. Jeśli oceniasz, osądzasz, potępiasz, obrażasz, plotkujesz – nigdy nie zobaczysz więcej niż to, co ludzie kłamią oficjalnie. Czy to w pracy, czy na facebooku, czy na rodzinnych spotkaniach. Ludzie będą to podświadomie wyczuwali i będą się zwyczajnie bać mówić Ci prawdę. Prawda o tym że miało się traumę, że zbłądziło się, że chorowało się, że przyszło niespełnienie i rozgoryczenie – nie jest pożądana i jest przez ludzi skrzętnie ukrywana. Jeśli masz kobietę i jeśli jeszcze nie pozbyłeś się tych brzydkich cech, to ona się będzie Ciebie zwyczajnie bała. Naprawdę, nie przyszedłeś na ten świat po to, by być srogim sędzią.

Ja te punkty w pewnej części zrealizowałem od marca, kwietnia tego (2016) roku. Rezultat wręcz mnie zszokował. Dawne wampirki np z rodziny czy miejsca pracy, nie tylko przestały mi okazjonalnie dokuczać. Ale wręcz stałem się dla nich zupełnie przezroczysty, niewidzialny. Poniżej wkleję jeszcze ciekawy fragment z poradami Vadima Zelanda, idealnych dla introwertyków. Nie musisz jak ekstrawertyk Rambo wsiadać do czołgu, by wyważyć otwarte drzwi, z futryną i połową ściany. Wprowadź backdoora (konia trojańskiego) do systemu, wyjdź z tego czołgu, który bezskutecznie próbujesz uruchomić, i… Wejdź spokojnie i życzliwie przez drzwi. Bo one są otwarte – cały czas, tak samo jak okna.

Cytuję: „Wyobraź sobie, że żyjesz nie osądzając innych. Możesz z łatwością im wybaczyć i rozstać się z wszelkimi posiadanymi sądami. Nie masz potrzeby posiadania racji i nie potrzebujesz nikomu udowadniać błędu. Szanujesz siebie i wszystkich innych, a oni szanują Ciebie. Wyobraź sobie, że żyjesz bez strachu kochania i bycia kochanym. Już nie boisz się odrzucenia i nie masz potrzeby bycia zaakceptowanym. Możesz powiedzieć: „kocham Cię” bez wstydu czy uzasadniania. Możesz kroczyć przez świat z szeroko otwartym sercem i nie obawiać się zranienia.”
~Don Miguel Ruiz

Cytuję: „Znaczna część problemów w stosunkach międzyludzkich jest konsekwencją walki umysłu z nurtem wariantów. Krytyka to jeden z przejawów tej walki. Krytyka jest bezpośrednim tworem wewnętrznego zamiaru. Zachęta i stawianie na pozytywne cechy człowieka należą do zewnętrznego zamiaru.Krytykować człowieka – to to samo, co walczyć z otaczającym światem.Żadnych korzyści to nie przyniesie, jeżeli za korzyść nie uznamy usiłowania wylania swojej żółci i sprawienie przykrości przeciwnikowi. Zachęta zaś, przeciwnie, stanowi dla ludzi siłę napędową.Oskarżając i krytykując człowieka, próbujesz oddziaływać na niego swoim wewnętrznym zamiarem.Podkreślając jego zalety (mimo wszystko), niczego nie tracisz, lecz pozwalasz rozwinąć się sytuacji na własną korzyść.

Nie oskarżaj o nic innych. Wielu ludzi ma skłonność do czynienia sobie wyrzutów i noszenia w sobie poczucia winy. Lecz nikt nie jest skłonny tolerować wymówek pod swoim adresem ze strony innych.Człowiek, potępiając siebie, może dojść nawet do masochizmu. Jednak oskarżenia ze strony innych zawsze są bolesne. Człowiek będzie odczuwać urazę zawsze, nawet jeżeli postępuje niesłusznie i oskarżenie jest zasadne. No i jaki pożytek Ci to przyniesie? Wylejesz swoją żółć? Ale przecież tym samym stwarzasz nadmierny potencjał i sam na tym ucierpisz. Jeżeli celem nadrzędnym jest przekonanie człowieka, że się myli, to i tak Ci się to nie uda.Mało prawdopodobne jest, by wysłuchując Twojego oskarżenia, całkowicie uznał swój błąd, nawet jeżeli powie, że się z Tobą zgadza. Próbując oskarżeniem pod – budować swoje ego czyimś kosztem lub utwierdzić swą władzę,możesz osiągnąć cel. Lecz staniesz się wtedy manipulantem.

Jeżeli nie stawiasz przed sobą żadnego z tych celów, zrezygnuj z krytyki i oskarżeń. Potępiając i krytykując ludzi, młócisz rękoma po wodzie i usiłujesz płynąć pod prąd. Machnij ręką na cudze wady i myśl tylko o zaletach. Jest to poruszanie się z nurtem, które przyniesie nieocenioną korzyść. Jeżeli Twój Nadzorca nie śpi, zawsze pomoże znaleźć usprawiedliwienie dla postępków człowieka, którego chcesz osądzić. Nadzorca, będąc Twym wewnętrznym obserwatorem, nie pozwoli Ci pogrążyć się w grę i wszcząć spór lub kłótnię. Popatrz na grę z boku, jak widz, przypomnij sobie, że krytyka nie przyniesie niczego prócz szkody i poruszaj się z nurtem. Oskarżenia i krytyka nie mogą odgrywać pozytywnej roli, ponieważ wybijają człowieka z kolein, z nurtu, z którym się poruszał. Nurt prowadził go do określonego celu. Przecież wszyscy ludzie kierują się swoimi pobudkami i dążeniami. Popierając człowieka (mimo wszystko), kierujecie go w korzystne dla siebie łożysko, nie wybijając z nurtu i nie przeciwstawiając się jego dążeniom.W ten sposób Twoje i jego pragnienia stają się równoległe. Niczyje prawa nie zostają ograniczane, niczyja ambicja nie cierpi, a interesy stają się wspólnymi.

A czy Tobie podoba się krytyka pod Twoim adresem? Nie jesteś w stanie jej znieść albo próbujesz przekonać siebie, że jest uzasadniona. W każdym razie nie przyjmujesz krytyki, jeżeli oczywiście nie rozwinąłeś w sobie kompleksu poczucia winy. Krytyka może ponaglić, zmusić do działania „jak należy”. Ale zmusić można tylko umysł. Duszy nie da się zmusić. Ona zawsze robi to, co chce, albo przeszkadza umysłowi robić to, co należy. Krytyka czyni duszę wrogiem umysłu, a zachęta – sojusznikiem. W ten sposób zachęta stanowi siłę budującą, a krytyka burzącą, destrukcyjną. Właśnie dlatego kadra kierownicza w przedsiębiorstwach jest tak dobierana, by przyszli kierownicy nie nastawiali się na krytykę złej pracy, co umie zrobić każdy fajtłapa, a umieli stworzyć atmosferę entuzjazmu, przy której ludzie sami chcą pracować dobrze. A kiedy tak się dzieje? Kiedy ludzie, wykonując wspólną pracę, czują swoją osobistą ważność. Jeżeli chcesz narobić sobie wrogów, spieraj się i udowadniaj swoją rację za wszelką cenę. W rozdziale „Nurt wariantów” (pierwszy tom) już omawialiśmy, jak bezsensowne i szkodliwe jest dążenie do udowodnienia swojej racji za wszelką cenę. Jeżeli spór ma dla Ciebie zasadnicze znaczenie, kiedy twoje interesy rzeczywiście nie pozwalają ustąpić – spieraj się. W pozostałych wypadkach zostaw prawo do młócenia rękoma po wodzie innym.

Wygrana w polemice nie przyniesie Ci żadnych korzyści. A przy okazji możesz zyskać sobie wroga. Jeżeli człowiek z przekonaniem opowiada brednie i dajesz mu to do zrozumienia, nigdy się z Tobą nie zgodzi. Albo raczej zgodzi się wtedy, gdy rozwinął w sobie wybujałe poczucie winy i skłonność do samobiczowania. Tylko czy potrzebne jest Ci zwycięstwo nad takim człowiekiem? Jeżeli Twoje interesy w żaden sposób nie ucierpią, pozwól innym twierdzić to, z czym się nie zgadzasz. W ten sposób nie stwarzasz nadmiernych potencjałów i nie walczysz z nurtem. Spierający się ludzie zazwyczaj bez reszty pochłonięci są przez grę. Śpią kamiennym snem. By nie dać się wciągnąć w grę, trzeba obudzić się i uaktywnić wewnętrznego Nadzorcę, jeżeli w polemice bierze udział kilka osób, zejdź ze sceny na widownię i poobserwuj grę stamtąd. Weź na siebie rolę rozsądnego widza, a uzyskasz ogromną przewagę. Podczas gdy każdy uczestnik próbuje urzeczywistnić swój wewnętrzny zamiar, dowodząc słuszności swojego punktu widzenia, Ty odlatujesz od okna i rozglądasz się. Przyjdzie Ci do głowy rozwiązanie, którego nie widzi nikt z interlokutorów. Tylko nie należy tego rozwiązania wszystkim narzucać. Najważniejsze to zaproponować, a kopie niech kruszą inni.

Jeżeli zwyciężyłeś w sporze, możesz uznać, że poniosłeś porażkę. Nawet jeżeli oponenci formalnie uznali Twą rację, bądź pewien, że w myślach znajdą masę nieformalnych argumentów na swoją korzyść. Przegrany w sporze zawsze otrzymuje cios w swoją ważność. A kto uderza? Ten, kto potrafił postawić na swoim. Przecież nie chciałbyś uderzyć tego człowieka w twarz, prawda? Dokładnie tak samo nie powinieneś chcieć zadawać ciosu w czyjeś poczucie własnej ważności. Ludzie bardzo często obrażają się nawzajem w ten sposób. Obraza taka nosi zawsze skryty charakter, ponieważ znoszona jest w milczeniu. Ludzie nie lubią otwarcie demonstrować swojego dążenia do umocnienia swojej ważności. Dają do zrozumienia, że i tak są ważni, i dlatego nikt nie pragnie pokazywać, że walczy o swoją ważność, chociaż wszyscy robią to na każdym kroku.

Jeżeli człowiek otrzymał cios w swoją ważność i przemilczał to, nie myśl, że nie poczuł się tym dotknięty lub pogodził się z ciosem. Uraza będzie żyć – jeśli nie w sposób świadomy to w podświadomości. Zwyciężyłeś w sporze i wydaje Ci się, że tym samym zwiększyłeś swoją ważność. Lecz zrobiłeś to kosztem zniżenia ważności oponenta. Sam rozumiesz, że skryta uraza, która zawsze przy tym powstaje, nie przyniesie nic dobrego. Ponadto pokonany oponent za nic nie uzna tej Twojej ważności. Jest jeden świetny sposób, by nastawić człowieka przeciw sobie – dać mu do zrozumienia, że jesteś lepszy od niego. Nie stwarzaj sobie bożków i nie stwarzaj sobie wrogów – oto najważniejsze hasło kontaktów zgodnych z biegiem nurtu. Unikaj jak dżumy prób dotknięcia poczucia ważności ludzi. Niech stanie się to szczególnym tabu. Unikniesz w ten sposób masy problemów i przykrości, których przyczyny byłyby niejasne ze względu na utajoną naturę ciosu w cudzą ważność. Co robi spierający się z Tobą człowiek? Broni własnej ważności w tej lub innej formie. Wyjdź mu naprzeciw. Zgódź się z tym, co mówi. A zgadzając się, dasz mu to, o co mu chodziło. Teraz będziesz mógł spokojnie porozmawiać o Twoim punkcie widzenia. Nie narzucać, nie udowadniać, tylko porozmawiać. W tym wypadku nie tylko poruszasz się z nurtem, lecz również wykorzystujesz zewnętrzny zamiar. W sumie uzyskasz niedościgniony efekt. Takiego efektu nie uzyskasz żadnymi innymi intelektualnymi sposobami. Na samym początku rozmowy z człowiekiem trzeba nastawić się tak, by patrzeć w tę samą stronę, co on. Jeżeli pierwszym, co odpowie człowiek na Twoje zdanie będzie słowo „nie”, uznaj, że nie ma sensu namawiać go dalej. Zwrócił się w drugą stronę i nie będzie się poruszać z nurtem wraz z partnerem. Ważne, by na początku sprawić, że rozmówca powie „tak”. Nigdy nie zaczynaj rozmowy od spraw spornych. Zacznij od czego chcesz, byle tylko rozmówca zgodził się z Tobą. Potem można płynnie przejść do kwestii spornych. Teraz pojawiło się znacznie więcej szans, ponieważ siłą rozpędu poruszacie się z nurtem w tym samym kierunku i emisja Twoich myśli nie wpada w dysonans z emisją myśli partnera.

Jeżeli dopuściłeś się uchybienia i oczekujesz zasadnego oskarżenia, nie przygotowuj się do obrony. Po prostu uznaj swój błąd zawczasu. Ten, kto zamierza wywrzeć na Tobie sprawiedliwy gniew, najprawdopodobniej od razu przybierze wspaniałomyślną i wyrozumiałą postawę. W takim wypadku nie można powiedzieć, że najlepszą obroną jest atak. Okazuje się, że zawczasu zgodziłeś się z linią oponenta i tym samym zapaliłeś zielone światło dla jego wewnętrznego zamiaru. Swoim uprzedzającym posłuszeństwem urzeczywistniasz jego wewnętrzny zamiar zrobienia z Tobą porządku i przy okazji zwiększenia swojej ważności. Lecz ponieważ robisz to bez przymusu, z własnej woli, Twoja ważność przez to nic nie traci. W ten sposób pieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu: zwiększasz ważność oponenta, za co będzie Ci wdzięczny, i nie zniżasz swojej. Broniąc swoich błędów, wiosłujesz pod prąd i oddajesz energię wahadłom. Chęć usprawiedliwienia się za wszelką cenę wywołana jest przez zawyżony poziom wewnętrznej ważności. Zrzuć z siebie ten ciężar ponad siły, podaruj sobie prawo do błędów i pozwól sobie je popełniać. Nie broń swoich błędów, a świadomie je uznawaj.Od razu zacznie Ci się lżej żyć. W rozdziale „Nurt wariantów” już mówiłem, że uwagi ludzi, którzy Cię drażnią, mogą być bardzo pożyteczne. Propozycje, które na pierwszy rzut oka Cię denerwują, w sumie okazują się nie być pozbawionymi sensu. Dotykają Cię uwagi i propozycje otoczenia, jeżeli sam w czymś zawyżyłeś poziom wewnętrznej ważności. Odrzuć ważność, przestań przeciwstawiać się nurtowi i uznaj cudzą rację lub przynajmniej przyjmij ją do wiadomości.

Powiedz temu człowiekowi, że rzeczywiście miał rację, coś twierdząc. Zobaczysz rezultat. Można byłoby mu nic nie mówić, jednak zrób to. Przecież niczego nie tracisz. Każdy się myli – i głupiec, i mędrzec. Lecz w odróżnieniu od pierwszego, mądry uznaje swoje błędy. Głośno oznajmiwszy, że człowiek miał rację, od razu uzyskujesz jego przychylność. Ludzie żyją w agresywnym świecie wahadeł, w którym trzeba co chwila walczyć o swoją pozycję i bronić się. A tutaj sam proponujesz człowiekowi, że zrobisz to za niego. W ten sposób unikasz pojawienia się z jego strony postawy obronnej. Od razu odczuwa on ulgę. Jest Ci wdzięczny za to, że pomogłeś mu w starciu. Nie jesteś już jego potencjalnym przeciwnikiem, lecz sojusznikiem. Cała ta sytuacja zostaje błyskawicznie odtworzona w głowie Twojego partnera na poziomie podświadomości. Dokładnie tak samo myślisz, śpiąc na jawie. Lecz jeżeli stosujesz w praktyce świadomość, podjęcie się roli świadka cudzej racji nie przysporzy Ci trudu, a nawet będzie czymś interesującym. Kiedy ktoś ma rację i inni to przemilczą,Ty głośno uznaj rację owego człowieka. Jeżeli dla niego dana kwestia ma zasadnicze znaczenie, będzie Twoim dłużnikiem. W każdym razie będzie wdzięczny, przy czym raczej nieświadomie.

Wyobraź sobie, jakiej dżungli żyją ludzie. Wciąż muszą być w pogotowiu, w każdym widzieć potencjalnego przeciwnika, nawet jeżeli na pozór kontakty są przyjacielskie. Każdy troszczy się o siebie i jest stale gotów do obrony. To wcale nie przesada, po prostu dawno już przyzwyczailiśmy się do takiego stanu rzeczy. W takim środowisku będziesz wprost skarbem, prawdziwym odkryciem dla ludzi zmęczonych walką. Wyobraź sobie, ilu sojuszników można by pozyskać?! A potrzeba w tym celu tylko zmniejszyć swoją ważność i nie omieszkać uznać cudzej racji. Działasz świadomie i na tym polega Twoja przewaga.Tymczasem ludzie śpią i nie powiedzą Ci „Dziękuję”. Lecz gdyby mogli się obudzić i świadomie wyrazić swój stosunek do Ciebie, to usłyszałbyś: „Ten człowiek jest niegłupi. Lubię go. Jestem mu życzliwy. To fajny gość”. Nikt Ci tego głośno nie powie, po cichu również. Ale gdyby wyrazić podświadome odczucia, to brzmiałyby właśnie tak. Wyobrażasz sobie, jaki skarb poniewiera się pod nogami? Ludzie zajęci i obciążeni swoją ważnością zazwyczaj brną naprzód i nie zauważają, że pod ich nogami leżą prawdziwe klejnoty. Masz ogromną przewagę: świadomość, brak ważności i zainteresowanie ludźmi. Wykorzystaj tę przewagę, a zobaczysz klejnoty tam, gdzie inni dostrzegają same kamienie.”
~Vadim Zeland

Książki tych powyższych, jak i wielu innych autorów możesz kupić w poniższej księgarni internetowej:
TaniaKsiążka.pl

Omówię kolejny błąd psychologii. Czyli uspołecznianie swoich pacjentów na siłę. Dla psychologa wiele postaw, które dla nas są oczywiste i dają szczęście, będą oznaką jakichś zaburzeń. Lub chociaż społecznego niedostosowania. Psychologia często zamiast dążyć by pacjent był szczęśliwy, dąży do tego, by był uspołeczniony, „normalny„, produktywny. Masz być normalny, płodzić dzieci, budować PKB kraju, brać kredyty, i żyć tak by system stawał się większy i potężniejszy, a ludziom, ups, przepraszam – elitom – żyło się lepiej. Owo uspołecznienie i normalność dla wielu psychologów to oczko w głowie, mają na ich punkcie swoistego pierdolca.

Przy czym psychologia tak często nie bierze pod uwagę, że niezwykle często bycie normalnym, poważanym członkiem społeczeństwa, wręcz unieszczęśliwia, zabija pasje, radości, duszę. Nie każdy przecież chce, by jego życie wyglądało jak żywot bohaterów telenoweli Klan – „Rysiu, ale umyłeś rączki? Sałatka czeka„. Społeczeństwo to przede wszystkim bezlitosna maszyna, karna i zdyscyplinowana armia, która nakazuje, zakazuje i nie znosi słowa sprzeciwu. I jakże często jest tak, że to nie w miarę spokojna telenowela „Klan” staje się udziałem życia takiego „wzorowego obywatela„. Ale raczej „Trudne Sprawy„, i wcale nie tak rzadko „Zdrady„, bądź „Kryminalni„.

Swego czasu, jeszcze w epoce dinozaurów, zanim upadła Atlantyda… Czytałem namiętnie fora typu PHP BB by przemo. Jedno z nich było forum psychologicznym. Oprócz ludzi z problemami, była tam grupa tych „ekstrawertycznym i zajebistych„, którzy studiowali psychologię, wymieniali się opiniami, brylowali w towarzychu forumowym. Chcieli być jeszcze bardziej ekstrawertyczni i zajebiści. O czym oni mówili? Właśnie o byciu normalnym, o normach społecznych, o dostosowywaniu się lub niedostosowaniu. Ile ja się tego naczytałem. Jak rozmawiali np o związkach, to ich wnioski absolutnie nie wykraczały poza sztywne ramy społecznego rozumowania.

Miłość była dla nich mieszanką egoistycznego posiadania danej osoby na własność (zazdrość, zaborczość i te sprawy) z transakcją handlową. Po lekturze ich wpisów można było dostać jakiejś niewyobrażalnej traumy. I pomyśleć, że aby dostać miłość od kobiety, to trzeba mieć górę forsy jak Rockefeller, no i śmiałość i bezczelność Hannibala Lectera. O czymś takim jak miłość bezwarunkowa, lub chociaż „niskowarunkowa„, nawet nie słyszeli. Z miłości zrobili jej… odwrotność, czyli służbę systemowi.

Ogólnie, byli to ludzie tak zajebiści, och, ach, tak znający życie, tacy uspołecznieni i normalni. Ta dulska normalność aż wylewała im się uszami i innymi otworami ciała. O związkach i kobietach wiedzieli wszystko – jak mówili. Wiem tyle, że obecnie, pomimo tej wiedzy, dali się zapędzić od pantofel. Statusieli i skapcieli. Nie wiem czy są szczęśliwi czy nie, kolejny życiowy przełom – wiek 35 lat – pokaże.

Psychologia raczej nie zostawia miejsca na niestandardowość, twórcze szaleństwo, taki trochę „hardcore„. Masz włożyć kapcie, umyć rączki i być grzecznym Ryśkiem. Polecano mi, bym tej swojej niestandardowości się wyzbył, bo nie pasuje do społeczeństwa. A wystarczyło to… zaakceptować, i przetransformować ciemną stronę twórczego szaleństwa w jasną. Tu mi się chyba udało.

Głównie chodzi o to, że powszechne w społeczeństwie poglądy, doktryny, sposoby na życie, nie tylko nie przynoszą szczęścia. Ale wręcz przeciwnie – przynoszą cierpienie i poczucie straconej szansy życiowej. Nigdy i nigdzie wartości wyznawane przez tzw „tłum” nie były dobre. O tym mówi niezliczona ilość legend, baśni, podań, nawet świętych ksiąg (biblia – tak, tak, tylko trzeba umieć interpretować…), jak i książek, seriali, filmów. Wartości wyznawane przez społeczeństwo już ostatecznie zbankrutowały, umarły. Otwórz pierwszy lepszy portal z obrazkami – np demotywatory.pl, chamsko.pl, jeb z dzidy i inne. Jest tam ogromna ilość żartów z tego, co ceni społeczeństwo. No ale to tylko żarty, to tylko memy internetowe, Kefir no, czego chcesz, Ty niedostosowany społecznie oszołomie?

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..

globalna-swiadomosc-7Vadim Zeland rozprawia się z wieloma mitami doktryny new age. Podpiera się on obserwacjami i realiami życia codziennego – tym co możesz sam zweryfikować, zauważyć, wcielić w życie. Część powszechnie obowiązujących w new age mitów okazuje się być zupełnie fałszywa. Rzeczywistość działa wręcz o 180 stopni odwrotnie, a Zeland podaje przykłady najprostsze z możliwych.

Po tym właśnie odróżnisz autora który jest praktykiem jak Vadim Zeland, od teoretyków piszących co najwyżej piękne słowa. No i ważne w naukach duchowych jest to, co działa, i to co znajduje odzwierciedlenie w realnej rzeczywistości. Cała reszta to tylko teorie – a więc ogromny ocean spekulacji i domysłów, jakże często podszytych modną dziś, spiskową interpretacją rzeczywistości. Wklejam fragment jego książki „Transerfing Rzeczywistości tom 4 – Zarządzanie Rzeczywistością„.

We fragmencie tym podejmowany jest temat podstawowej traumy jakiej doświadcza dziecko podczas interakcji z tym światem. Życie płodowe, moment porodu i proces wychowawczy – to jedne wielkie traumy. Podstawowym hmm, błędem (?) jest to, że ziemscy rodzice, nic nie wiedzący o życiu, programują umysł dziecka, który jest czystą kartą. Dziecko dostaje więc pakiet cywilizacyjnych (globalnych) śmieci. Z jednej strony – ideologie, religie, schematy myślenia takie jak MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat) które są zdezaktualizowane, niekompatybilne z ludzką naturą i powodują potem ogromne cierpienie.

Z drugiej strony, dostajesz komplet globalnych jak i jednostkowych, typowych dla danych rodziców, traum, lęków, kompleksów. Jednak to nie wszystko! Bo jest jeszcze trzecie oddziaływanie o którym praktycznie w ogóle się nie mówi, poza wąskim gronem ezoteryków i okultystów. A szkoda. Oto bowiem proces wychowawczy wciska nas w wąskie ramy postrzegania kartezjańsko-newtonowskiego, zwanego także racjonalizmem, materializmem itp. Rodzimy się pamiętając nasze poprzednie życia. Widzimy i odczuwamy przepływające energie, umiemy jasnowidzieć i czytać w myślach.

Potem te umiejętności zapominamy, nieraz na zawsze. Zamyka się nasze postrzeganie świata duchowego. Jesteśmy albo wyznawcami jakiejś religii która redukuje duchowość o 99%, albo zwolennikami ateizmu / racjonalizmu, który idzie tylko maleńki kroczek dalej i redukuje duchowość o 100%. Jednak ten proces jest znacznie głębszy niż by się wydawało. Światopogląd racjonalny, „dorosły”, to zamknięcie się w klatce nieświadomości. na czym ona polega? Wcale nie chodzi tu o jakieś ezoteryczne brednie ale o rzeczy jak najbardziej proste i życiowe.

Wymienię czym jest nieświadomość dorosłego umysłu w punktach:

-myśli przepływają bez kontroli. Gdy się na chwilę im przyjrzysz, to zauważysz że masz w mózgownicy jakąś cholerną, wiecznie gadającą i blablającą strukturę, której nie da się zatrzymać i okiełzać. Możesz wręcz dojść do wniosku, że jest to struktura… obca, wirusowa. Nie możesz więc zatrzymać, uchwycić tych myśli. Jeśli pojawia się zła myśl, a 90% lub więcej jest złe – trudno je przerwać, zastopować;

-myśl zła – depresyjna, agresywna, nienawistna, przykra, powodująca cierpienie – szybko rozrasta się do niewyobrażalnych rozmiarów. Niczym nowotwór zajmuje cała dostępną przestrzeń. To Ty od tej pory jesteś tą myślą – a powinno być przecież inaczej. Myśli te powinny być narzędziem, uruchamianym gdy będzie potrzeba. A nie panem, a raczej.. katem. Skrajna postać śpiącego umysłu dorosłego to atak lęku, histerii (depresja, CHAD), chandry, natręctw. Wiem co mówię ponieważ doświadczam obu stanów. I odczuwam ogromne pogorszenie jakości percepcji i samopoczucia, gdy na jakiś czas, na szczęście mały, włącza się ten autopilot – stary program.

-poziom świadomości, a więc odbioru bodźców, jest u śpiącego dorosłego umysłu bardzo niski. Dotyczy to nie tylko zmysłów, np wzroku. Idąc codziennie do pracy masz do czynienia nawet z miliardem różnych bodźców wzrokowych. Niby zwykła droga do pracy, 10 kilometrów.. Ale jednak. Ile samochodów, ludzi, drzew, autobusów, chmur na niebie, zdarzeń pamiętasz po przybyciu do miejsca pracy? Odpowiedź: bardzo, bardzo niewiele, bo olbrzymią większość szczegółów pomijasz. Bo jesteś w stanie snu na jawie – w stanie nieświadomości. To samo dotyczy nie tylko wszystkich innych zmysłów „fizycznych„, ale także percepcji świata duchowego. Bo to taki sam (no, podobny) „zmysł” jak wzrok i taka sama umiejętność jak np jazda na rowerze. Nie ma w tym większej filozofii choć owiane jest to aurą mistycyzmu, niedostępności i tajemnicy. W takim stanie jesteś prowadzony niczym przez jakiś automat.

Czy zauważyliście, że cały proces przebudzenia i oświecenia to po prostu uporanie się z traumami i zaprogramowaniem z dzieciństwa? Przychodzisz na ten świat z bezcennymi darami, jako czysta biała karta. Ale te dary są Ci odbierane, a czysta biała karta zapełniana jest smołą, śmieciami, brudem. W wieku tych 30 lat mogłeś przenosić góry, komunikować się telepatycznie z Rdzeniem planety („Bogiem„), przewidywać przyszłość, lewitować. No wybaczcie za tę odrobinę być może nierzeczywistej fantazji, haha. Ale nie, w wieku tych 30 lat, pełen traum i przerażenia, pracujesz u polskiego kapitalisty za miskę ryżu.

Oto ten cytat z książki Vadima Zelanda:

Cytuję: „Kiedy potencjalna możliwość staje się rzeczywistością, powstaje symetryczny w stosunku do powierzchni dualnego zwierciadła obraz. Po jednej stronie zwierciadła znajduje się sektor metafizycznej przestrzeni wariantów, a po drugiej – jego materialne urzeczywistnienie.Wszystkie żywe istoty balansują przy tym na krawędzi zwierciadła, ponieważ ich ciało i umysł należą do świata materialnego, a dusza pozostaje jednocześnie w nierozerwalnym związku z przestrzenią wariantów. Wszyscy przyszliśmy do tego życia stamtąd i w to samo miejsce wrócimy, jak za kulisy, by przebrawszy się, ponownie znaleźć się na powierzchni zwierciadła w nowej postaci.W tym teatrze masek aktorzy kręcą się w nigdy niekończącym się kołowrocie ról. Odegrawszy jedną rolę, aktor na minutę ucieka za kulisy,wkłada inną maskę i znów dołącza do gry, całkiem zapominając o wszystkim, co działo się przed jego ostatnim wejściem na scenę. Aktora do tego stopnia pochłania obraz odgrywanej postaci, że traci pojęcie o tym, kim jest naprawdę.

Lecz czasem zasłona opada i człowiek nagle ze zdumieniem uświadamia sobie, że to jego życie wcale nie jest pierwsze. Amerykański profesor psychiatrii Jan Stevenson zebrał ponad dwa i pół tysiąca oficjalnie zarejestrowanych przypadków wspomnień dawnych żyć, ankietując przeważnie dzieci. Maluchy bez jakiejkolwiek hipnozy opisywały swoje życie z dalekiej przeszłości, w innych krajach. W książkach Jana Stevensona przywołuje się bardziej niż ciekawe fakty.Charakterystyczna jest historia dwóch braci bliźniaków, którzy rozmawiali między sobą w jakimś niezrozumiałym języku. Początkowo wszyscy uważali, że jest to po prostu gaworzenie dziecka. Trwało to, dopóki dzieci nie osiągnęły trzeciego roku życia, a do rodziców nareszcie dotarło, że coś tu jest nie tak. Braci pokazano lingwistom i ci ze zdziwieniem odkryli, że bliźnięta rozmawiają w starożytnym języku aramejskim. Język ten był szeroko rozpowszechniony w czasach Chrystusa, lecz obecnie nie jest już używany. Jugosłowiańska dziewczynka pewnego razu zachorowała i spędziła jakiś czas w śpiączce. Ocknąwszy się, przestała poznawać otaczających ją ludzi i przemówiła w obcym języku. Specjaliści ustalili, że to jedno z bengalskich narzeczy. Jugosłowiańskie dziecko zaczęło prosić, by zabrano je do domu w Indiach. Kiedy dziewczynkę przywieziono do wymienionego przez nią miasta, poznała swój dom, lecz okazało się, że jej rodzice, jak i „ona sama”, dawno zmarli.

Takich historii z dziećmi jest mnóstwo. Lecz podobne rzeczy zdarzają się też z dorosłymi. Dwudziesto siedmio – letnia kobieta, podróżując z mężem po Niemczech, ze zdziwieniem odkryła, że poznaje te miejsca jak swoje rodzinne, chociaż nigdy tu nie bywała. Nawet zobaczyła swój dom i przypomniała sobie imiona rodziców i braci. W miejscowej tawernie kobieta rozpoznała starca, który był znajomym jej rodziny i opowiedział o tragicznym wypadku, kiedy to koń wierzgnął kopytem i zabił ich małą córkę. Kobieta z miejsca uzupełniła jego opowiadanie o przeróżne szczegóły. Andrzej Donimirski w swojej książce Czy żyjemy tylko raz? opisał eksperymenty angielskiego psychiatry Arnolda Blacksmana, który za pomocą hipnozy zmuszał pacjentów do powrotu do poprzednich żyć. Jedna z pacjentek szczegółowo opowiedziała o sześciu swoich poprzednich wcieleniach. W pierwszym była żoną wychowawcy rzymskiego namiestnika w Anglii, potem żoną żydowskiego lichwiarza, następnie służącą w kupieckim domu w Paryżu, była także nadworną damą hiszpańskiej infantki w Kastylii, krawcową w Londynie,mniszką w jednym ze stanów Ameryki. I wszystko to w ciągu dwóch tysiącleci. Historycy dokładnie sprawdzili daty i zdarzenia – wszystko się potwierdziło.

Jeżeli zebrać razem wszystkie te fakty, to już niemal nie pozostaje wątpliwości,że reinkarnacja rzeczywiście ma miejsce. Zbija z tropu tylko jedna okoliczność: dlaczego wspomnienia o poprzednich życiach przejawiają się tylko w rzadkich wypadkach i u stosunkowo małej liczby ludzi? W zasadzie to zdarza się we wczesnym dziecięcym wieku, a z czasem całkiem zaciera się w pamięci. Tak naprawdę to nie wspomnienia się zacierają, a blokuje się świadomość człowieka. Każdy może przypomnieć sobie swoje poprzednie wcielenia, jeżeli obudzi się w tym życiu, które podobne jest do snu na jawie.Wiadomo, że do czwartego roku życia dziecko nie jest w stanie odróżnić snu od rzeczywistości. Być może, pamięta ono poprzednie życia, lecz nie pozwala mu się tego uświadomić, ponieważ na siłę narzuca się mu „rozumne” pojmowanie świata. Poza tym, człowiek nie może przypomnieć sobie siebie w wieku poniżej czterech lat. Jak myślisz, dlaczego? Może dlatego, że dziecko jest „nierozumne” i jeszcze nie uświadamia sobie własnego istnienia? Pogląd taki to wielki, powszechnie spotykany błąd. W rzeczywistości świadomość dzieci jest znacznie wyższa niż u dorosłych.To dorośli pogrążają się w nieświadomym śnie na jawie i dlatego nie pamiętają ani poprzednich żyć, ani siebie we wczesnym dzieciństwie. Zastanówmy się, dlaczego tak się dzieje.

Odrodziwszy się w nowym ciele, dusza odsuwa się na dalszy plan, podczas gdy umysł zajmuje wiodącą pozycję. A czym jest umysł? Od chwili narodzin – jest to czysta karta, na której można zapisać wszystko, co tylko się zechce. Od samego początku życia na tę kartę nanosi się szablon, zgodnie z którym człowiek postrzega siebie i otaczającą go rzeczywistość. Im wyraźniejszy jest ten szablon, tym szersza przepaść pomiędzy duszą i umysłem.Człowiek uświadamia sobie rzeczywistość tak, jak nauczono go to robić. Świadomość można podzielić na dwa poziomy: pierwszy uwaga, drugi – postrzeganie. Natychmiast po urodzeniu postrzeganie nie jest niczym maskowane.Dziecko ma szeroko otwarte zdolności do zdobywania wiedzy intuicyjnej i jasnowidzenia. Innymi słowy – ma bezpośredni dostęp do informacji z przestrzeni wariantów i postrzega świat takim, jakim on jest. Ale „śpiący” dorośli z miejsca biorą niemowlę w obroty i wciskają je w wąskie ramy snu, który oni postrzegają jako świadome istnienie. Robi się to drogą ograniczenia swobody i za pomocą skupiania uwagi. Dziecko zmusza się do skupienia uwagi na atrybutach materialnej rzeczywistości: „Patrz tutaj! Słuchaj mnie! Tak nie rób! Rób tak!”. Kiedy’ uwaga jest przechwycona, horyzont postrzegania raptownie się zawęża, świadomość zanika i człowiek pogrąża się w stan niewiele różniący się od nieświadomego snu.

Naprawdę, jeżeli uwaga skupiona jest na wąskim kręgu rzeczy, człowiek idzie, dosłownie utkwiwszy wzrok pod nogi i naturalnie nie ma możliwości rozejrzenia się dokoła. Z kolei szablon światopoglądu umieszcza człowieka w okowach stereotypów, określających „jakim wszystko powinno być”. W nieświadomym śnie takie skupienie uwagi i postrzegania osiąga maksymalny poziom. Człowiek przyjmuje sytuację taką, jaka jest, usiłując z całą swoją nieporadnością wpłynąć na bieg zdarzeń. W rezultacie śniący znajduje się całkowicie w mocy okoliczności, sen mu się „przydarza” i niczego nie może na to poradzić. Scenariusz rozwija się spontanicznie, zgodnie z obawami i oczekiwaniami.Oczekiwania i myśli płyną, nie poddając się sterowaniu. W świadomym śnie poziom samoświadomości jest już wyższy, śniący może wysiłkiem woli wpływać na bieg zdarzeń. Wystarczy zrozumieć, że to zaledwie sen, jak u człowieka ujawniają się zadziwiające zdolności.W świadomym śnie nie ma niczego niewykonalnego – można kierować zdarzeniami i robić niepojęte rzeczy, na przykład latać. A wszystko dlatego, że uwaga i postrzeganie uwolniły się od skupienia – człowiek jakby podniósł głowę, rozejrzał się i uświadomił sobie swoje położenie.

Na jawie, choć bardzo to dziwne, poziom świadomości znowu się obniża. Myśli człowieka w większości wypadków biegną spontanicznie. Z jednego tematu przeskakują na inny. To, co niepokoi, wywołuje strach lub drażni, zazwyczaj całkowicie bierze w posiadanie świadomość i gnębi wciąż w jakimś stopniu.Bieg takich myśli trudno jest kontrolować. Najgorsze obawy i negatywne reakcje niezależnie od woli człowieka kształtują jego rzeczywistość. Postrzeganie i uwaga skupiają się na problemach, przygnębiających myślach, okolicznościach. W rezultacie człowiek pogrąża się w swoich troskach jak we śnie na jawie. W ten sposób stajemy się „dorosłymi”. Człowiek dojrzały uważa dziecko za nierozumne, ponieważ nie wpisuje się ono w jego sen. Oczywiście, dziecko trzeba nauczyć, jak egzystować w nowych dla niego warunkach.Lecz przy tym nieuchronnie powstaje paradoks: im lepiej przyswajają się zasady zachowania w wąskich granicach świata materialnego, tym niżej spada poziom świadomości, co pociąga za sobą zanik zdolności wpływania na bieg zdarzeń i postrzegania metafizycznej strony rzeczywistości. Dorośli stali się niewolnikami swoich gier, a więc i okoliczności,w chwili, kiedy zaczęli brać je na serio i pogrążać się bez reszty w troskach. Dziecko zaś jest wszechwładnym panem swojej gry. Jego świadomość jest wyższa, ponieważ ono wciąż pamięta, że to tylko gra. Jego ważność znajduje się na niskim poziomie, ponieważ rozumie, że to tylko gra.Działa z dystansem, jednocześnie obserwując jak widz, ponieważ uświadamia sobie, że to tylko gra.”

Autor – Vadim Zeland. Jego książki i miliony innych książek, w tym te polecane u mnie, są do kupienia w poniższej księgarni internetowej – link:
TaniaKsiążka.pl

Czy to jest w porządku? Czy tak powinno być?

Postaraj się na chwilę zawiesić dotychczasowy osąd sytuacji. To co napiszę poniżej nie jest ani wykładnią ostatecznej prawdy, ani nawet tym, w co ja sam do końca wierzę. Jest to po prostu materiał do rozważenia. I tu się kłania doktryna new age. Głosi ona, że właśnie tak powinno być, że każde cierpienie ma sens, że rodziców wybraliśmy sobie przed wcieleniem się. Więc wybraliśmy i zaakceptowaliśmy też te wszystkie traumy, zło, cierpienie. Dobrze, a co by było, gdybym powiedział Ci, że tak nie jest? Że cierpienie, zło i traumy nie tylko nie mają sensu, ale także prawie nic nie uczą, a wręcz potwornie degenerują duszę? Że ludzkość być może nieodwracalnie zniszczyła tę planetę nie tylko ekologicznie i cywilizacyjnie, ale także pod względem duchowym?

Mieliśmy stworzyć nie tylko być może nieodwracalne skażenie środowiska, ale także miliardy nowotworowych struktur duchowych – świadomości zbiorowych typu zombie, żyjących własnym życiem? A co jeśli dusza ludzka wcale NIE CHCE doświadczać tych traum, cierpień, zła? Co jeśli dusza ludzka chce najlepszych bodźców i przeżyć dla ciała i dla umysłu, którym dysponuje? Wg tej koncepcji, dusza pragnie nie żadnych gównianych lekcji poprzez cierpienie i traumy. Ale radości, zabawy, ekstazy, seksu, miłości, wolnej amerykanki, totalnej swobody, pomyślności, obfitości, bogactwa, życia totalnie na maxa?

Ludzkość od zawsze stara się nadać ziemskiej kaźni jakiś wyższy sens i cel. Ludzie wszystkich epok chcą wierzyć, że to całe cierpienie, te miliony milionów przykrych wydarzeń w życiu każdego z nas, mają sens. Spójrzcie na te wszystkie systemy religijne, na czele z tym popularnym dziś new age. Co one robią? Właściwie nie robią nic innego, jak tylko tłumaczą umęczonej ludzkości, że ta kaźń czemuś służy. Że jakiemuś bydlakowi zwanemu bogiem, jahwe, allahem itp, ma być to niby potrzebne. Poznałeś więc chyba najbardziej ukrywaną tajemnicę istnienia religii. Są one stabilizatorami systemowymi, utrzymującymi homeostazę tego systemu cierpienia.

Od lat zastanawiam się co do cholery sprawia, że ludzie milionami, miliardami nie popełniają masowych samobójstw. Mam tylko przybliżoną odpowiedź. Po pierwsze, nieświadomość. Jakoś to będzie – myśli głupiutki, 20 letni chłopczyk. I planuje życie pełne wielkich osiągnięć. Ma być „3S” jak pisał Pokolenie Ikea – Sukces, Szmal, Seks. A jak jest – wiemy. Życie potem funduje mu niezliczoną ilość cierpień. Praca na dwa etaty u kapitalisty by utrzymać rodzinę. Żona która nie chce seksu i nie ma czasu. Dzieci które zaczynają Cię nienawidzić. Brak hobby, pasji, zainteresowań – bo nie ma i czasu i sił i pieniędzy. I nie ma.. zdrowia, bo taki styl życia, a raczej styl umierania, degeneruje. Zawał przed czterdziestką. A potem? A kornik napisze Twój uładzony życiorys.

Powiem Wam dlaczego ja nie popełniłem samobójstwa. Gdyby nie otwarcie mojego serca które nastąpiło dzięki cudownemu „zbiegowi okoliczności” w 2006, i gdyby nie wiedza którą poznałem po 2012 roku – nie żyłbym. Ta wiedza to znowu prostota i sprawy życiowe. To świadomość jak bardzo rozpaczliwe są rzeczy, za które ludzie daliby się pokroić. To świadomość tego, że sielankowy obraz życia nie tylko najczęściej jest fałszywy. Ale może runąć w jednej sekundzie. To świadomość tego, że nie muszę sadzić drzewa, budować domu, płodzić syna i robić miliona tego typu rzeczy. Bo wiem, że jest to u większości ludzi niemożliwe.

Bo system i pensje 1850 brutto to uniemożliwiają. Widzę codziennie rozpacz tych ludzi i boli mnie ona, mimo wszystko. To że nie mogą sobie kupić samochodu, mieszkania, założyć rodziny, wyjechać na wakacje. Odkąd poznałem tę wiedzę – gdzieś 75% tego bólu odeszło. Została jakaś małą część. Przecież żyjemy w jakiejś cholernej symulacji komputerowej, prawda? Po co się szarpać, pienić, czy starać o rzeczy których system nie da. Jest to pewne wycofanie się z tych sfer życia, gdzie nie jestem mocny.

Uważam, że twierdzenie że zło i cierpienie ma sens i czegoś uczy, jest prawdziwe tylko w 50%. Gdyby nie te wszystkie życiowe lekcje, w tym złe – nie bylibyśmy w tym miejscu co teraz. Tak się kształtuje charakter, empatia itp. Z drugiej strony, cierpienie, traumy i bieda – degenerują nie tylko ciało i umysł, ale też duszę. Która jest potem skulona, w narożniku. Kluczowe jest to co określa się jako przebudzenie, czyli uporanie się z traumami i programami z dzieciństwa. Wtedy z ofiary stajesz się kreatorem swojego życia, choćby w niewielkim jego zakresie. Polecam poniższy felieton w którym także rozpatrywałem te zagadnienia:
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Cytuję: „Człowiekiem ten się staje, kto pokonuje swoje ziemskie wychowanie, a nie ten kto mu ulega. Łatwo jest bowiem systemowi uchować bydlę, ale człowiek może narodzić się tylko z buntu.”
~Sebastian Dama

Przeczytaj też inne felietony na ten temat i na tematy pokrewne:
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Wczesna, podświadoma trauma dziecka. Dotyczy to całej ludzkości
Moment gdy stajesz się niewolnikiem systemu.. Pamiętasz go?
Podświadoma trauma którą masz także Ty [2] Nawet się nie spodziewasz..
Ludzie którzy pomogli Ci wstać gdy byłeś na dnie, zasługują na to, co najlepsze
Czy rodzina jest najwyższą wartością? Nie jest

Lęk przetrwania związany z niedoborem pieniędzy i innych dóbr, jest najsilniejszym lękiem jaki zna człowiek. To on wydaje się być tym mitologicznym „grzechem pierworodnym” rodzaju ludzkiego. Nasz świat jest światem niedostatków i niedoborów. Brak wystarczającej ilości zasobów, nie tylko pieniędzy, to jedno z najważniejszych jego praw. Istoty w pocie czoła muszą walczyć ze sobą o ograniczone zasoby środowiska. W poniższych felietonach opisałem, że lęk przetrwania jest przyczyną praktycznie 99% lub nawet 100% zła, jakie jedna istota wyrządza drugiej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia jest upadłym światem pełnym cierpienia. Dlaczego? Czy jest nadzieja na zmianę?

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”

systemNasz świat jest światem niedostatków i niedoborów. Brak wystarczającej ilości zasobów, nie tylko pieniędzy, to jedno z najważniejszych jego praw. Istoty w pocie czoła muszą walczyć ze sobą o ograniczone zasoby środowiska. Powoduje to dwa niezwykle ważne zjawiska. Pierwszym z nich jest lęk przetrwania. Obok lęku śmierci, jest to najsilniejszy lęk na Ziemi. W poniższym felietonie opisałem, że lęk przetrwania jest przyczyną praktycznie 99% lub nawet 100% zła, jakie jedna istota wyrządza drugiej.

Oto link do tego felietonu i przy okazji trzech innych – są to chyba najważniejsze wpisy jaki opublikowałem na blogu:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia jest upadłym światem pełnym cierpienia. Dlaczego? Czy jest nadzieja na zmianę?

Lęk przetrwania jest więc tym pradawnym grzechem pierworodnym, które popełniła i ludzkość i cała biosfera. Bowiem każda nieszczęsna istotka powołana do życia na tym łez padole, od wirusa, po bakterie, rośliny, zwierzęta i ludzi – musi w znoju i trudzie walczyć z innymi o zasoby środowiska. Czyli żywność, wodę, miejsce do życia (drzewo, jaskinię, legowisko, dach nad głową) i partnerów. Według teorii ezoteryków i gnostyków, Ziemia jako wspólna świadomość przed tysiącami lat zapadła na coś w rodzaju choroby psychicznej – autyzmu, neurozy, psychozy.

Wraz z Ziemią choruje cała biosfera, w tym rodzaj ludzki. Ludzie muszą więc kilkanaście lat przebywać w miejscu, gdzie nabywają minimum minimum umiejętności bycia trybikiem systemu, zaś inne umiejętności takie jak kreatywność, wolna wola – tracą. To miejsce to oczywiście szkoła. Potem czekają nas kolejne miejsca w których nie chcemy być. Idziemy tam wcześnie rano, mając już pierwszą traumę – nieznośny zgrzyt budzika. Potem wykonujemy jakieś gówno-zadania których nie znosimy robić, z ludźmi których nienawidzimy.

Potem wracamy zmęczeni do domu, często nie mając sił i czasu na nic. To miejsce eufemistycznie nazywane jest pracą. W Polsce jest to praca o typowego kapitalisty, który zarabia miliony rocznie, jeździ sześć razy w roku na wczasy, weekendy w spa, ale swoim pracownikom płaci 1000 zł netto na śmieciówce. Dlaczego? Bo może, bo rządy na to pozwalają, bo tak została zmanipulowana ekonomia. Przedsiębiorca choćby kupował jachty, cygara i dzieła sztuki za miliony, to nie zapłaci pracownikowi nawet złotówki więcej niż nakazuje to rząd. Tych praw ludzkiej psychologii nie rozumieją zwolennicy polityków-kapitalistów, takich jak Korwin, Petru, Schetyna.

Następnie 75% lub nawet 90% pensji zaraz potem oddajemy na rachunki, podatki i najtańszą żywność. Zdecydowana większość Polaków nie ma nawet pieniędzy na to, by pójść z rodziną do kina. Może kupić chrzczoną wódę stargardzką za 17 złotych, jako jedyną dostępną przyjemność, lub piwo super mocne marki gunwo, za 1,99 zł. Macie więc wyjaśnienie, dlaczego w Polsce alkohol jest najtańszy na całej kuli ziemskiej – nie ma takiego drugiego kraju na świecie. Po to, by ludzie do reszty nie zwariowali z tego niewolnictwa, by mieli jakiś bufor ratunkowy przed okrutną rzeczywistością.

Nie możesz zerwać owoców z drzewa czy z krzaka. Bo po pierwsze nie masz swojej działki, lasu. Po drugie, każdy las, krzak, drzewo, sad – jest czyjąś własnością. Musisz iść do sklepu i kupić owoc czy warzywo po… horrendalnie zawyżonej cenie. Cena na skupie u rolnika to 70 groszy za kilogram. Ty płacisz w sklepie 9,99 zł za siateczkę o wadze 0,4 kilograma. Całość idzie.. Właśnie, gdzie? Marżę narzucają tylko w niewielkiej ilości sklepy i transport. Całą marżę pożerają hurtownicy, punkty skupu. spróbujcie dotrzeć do kogo one należą – to się bardzo zdziwicie. Tylko nie piszcie o tym w internecie… Dla własnego bezpieczeństwa.

To samo jest z mieszkaniem. Dawniej brałeś skrzynę bimbru, kilku chłopa (rodzina, sąsiedzi, kumple), kawałek ziemi na obrzeżach wioski, i w ciągu kilkunastu dni stawialiście dom z drewna i ówczesnych cegieł. Dziś tak nie możesz zrobić – złamiesz kilkadziesiąt przepisów i trafisz do więzienia. Dziś musisz wziąć 500.000 zł kredytu hipotecznego na całe życie, i kupić maleńką klitkę u dewelopera-mafioza. Bo tajne porozumienie neoliberalnych polityków, banków i mafii deweloperów (gangsterzy, byli SBcy i rezydenci KGB) wykluczyło budownictwo socjalne na prawie 3 dekady. Rzekomo wolnej Polski.

O tym opowiada w skrócie film: „Kłamstwo w którym żyjemy”:

No i powiedzcie mi, czy to jest wolność? To jest ta zachwalana przez zadzierających głowy dorosłych odpowiedzialność? Praca na dwa etaty za marne grosze by utrzymać rodzinę. Jedyna przyjemność na którą masz siły i pieniądze to to super-mocne piwo za 1,99 zł. Za godzinę spać bo jutro znowu do pracy. Zero hobby, pasji, o seksie w takim stresie zapomnij. Po 30 organizm popadający w ruinę. Potworna nadumieralność mężczyzn już począwszy od 40 roku życia. Pracuj swoje krótkie i nieszczęsne życie ku chwale systemu. A potem kornik napisze Twój uładzony życiorys.

Zadam jeszcze raz pytanie: czy uważacie że takie życie to wolność, dorosłość, odpowiedzialność? Według mnie – NIE. Jest to bycie umarłym za życia, w systemie który został tak skonfigurowany, że nie zapewnia nawet minimum minimum. Rozwój duchowy, emocjonalny, kulturalny, artystyczny, naukowy? A zapomnij! Idź, zapierdalaj po to tanie piwo do dyskontu, bo na nic innego nie ma czasu, sił i pieniędzy.

Niektórym, np mi, udało się uniknąć typowych, systemowych pułapek. Pracuję za najniższą krajową, owszem. Trochę złotówek wpadnie z innych źródeł – np z darowizn czytelników, reklam, zleceń. Nie mam kredytu hipotecznego, nie mam dzieci które wołają jeść. Na razie odpowiadam tylko za siebie, choć i tak stać mnie tylko na program minimum minimum. Niby nie narzekam, ale mi także udziela się lęk przetrwania. Nie wyobrażam sobie bym przy takich zarobkach miał utrzymać rodzinę.

Co ja bym jadł? Chleb z masłem i wodę? Czym bym leczył swoją chorobę (Hashimoto i ciężka depresja)? O suplementach mógłbym zapomnieć, musiałbym kupować syntetyczne hormony za 3,20 zł które w ciągu 10, 15 lat doprowadziłyby mój organizm do zupełnej ruiny. Ja dziękuję światu codziennie, że przeszedłem „wiek rębny” czyli rozrodczy, bez wpakowania się w ten koszmar. Świat (Bóg? Kto wie..) przed tym mnie uratował.

Chciałbym tutaj poruszyć dwa zagadnienia po tym wstępie. Czy w takich warunkach jest możliwe to, co ezoterycy nazywają przebudzeniem, oświeceniem? Temat ten był wielokrotnie wałkowany na mojej stronie. Jako ciekawostkę dodam to, że Osho – jeden z najbardziej oświeconych ludzi na Ziemi, miał miliardy dolarów na koncie i około stu luksusowych samochodów Rolls Royce. A gdyby Osho narodził się w Polsce jako Janusz Cebulak, nie miał tych luksusów, ale musiał przez 12 godzin na dobę napierdalać młotem w maszynę za najniższą krajową.. I jeszcze miał do utrzymania żonę i dwoje dzieci – więc żadnych Rolls Royce’ów, tylko chleb z masłem, woda i piwko super mocne.. Czy przebudziłby się i oświecił? W poniższym felietonie rozważałem te kwestie:
I Ty możesz być drugim Osho! Powiem Ci jak, bo wiem…

Nas, zwykłych szarych Kowalskich, nie obowiązują te zasady przebudzenia i oświecenia. Owszem, powinniśmy je znać i przynajmniej w części wcielić w życie. Ale musimy wiecznie balansować na tej linie. Na jednej stronie balansu szczytne ideały, filozofie, idea przebudzenia. Na drugiej stronie praca za miskę ryżu albo z cynicznymi korpo-lemingami, albo z wytatuowanymi chłopakami w dresach słuchających Gangu Albanii. Można mówić co tylko się chce, przytaczać jedną piękną teorię za drugą. Ale pewnych rzeczy nie przeskoczysz, absolutnie. Pierdol te przebudzenia i oświecenia. Czytaj te teorie, owszem, i ratuj siebie i to, czego system jeszcze nie zniszczył.

Nawet na mojej stronie są ludzie, którzy dziwią się i wkurzają się, gdy krytykuję zakładanie rodziny i inną, tym podobną służbę systemowi. Działa to na tej zasadzie, że syty głodnego nie zrozumie. Mówią oni używając metafory, że nie chcę być mrówką, podczas gdy nawet nie byłem w mrowisku. A co jeśli ja jestem „alergikiem” i po wejściu w mrowisko i pokąsaniu przez mrówki bym umarł i to w męczarniach? Podobnie myślą ludzie którzy są wyżej w hierarchii społecznej. Piszą oni potem w internecie, że to jest niemożliwe żeby ludzie pracowali za 1350 zł netto. I wkurzają się gdy krytykuje się obecny system – tak bardzo są oderwani od realiów.

Druga kwestia którą chciałem tu poruszyć, to teoretyczna budowa innego systemu. Wyobraź sobie jak wyglądałoby życie, gdyby wszyscy ludzie na Ziemi żyli w dostatku. Ludzie nie musieliby siedzieć tych 8, 12 godzin w robocie, bo zdecydowaną większość zadań wykonywałyby wszechobecne roboty jak i komputery. Każdy miałby odpowiednią sumę na koncie, by żyć godnie. Mielibyśmy czas na życie towarzyskie, kulturę, sztukę, duchowość, na działalność naukową i artystyczną. Związki i małżeństwa w końcu byłyby prawdziwymi miłościami, a nie histerycznymi transakcjami handlowo-seksualnymi. Ludzie by się kochali, zamiast w panice i przerażeniu myśleć czy starczy na chleb ze smalcem do pierwszego. Byłoby dużo mniej przestępstw, dużo mniej zła.

Tutaj jednak pojawiają się pewne schody, czyli tzw problemy ludzkiej natury. Ludzka natura jest zła – i zauważył to nawet popularny bloger Pokolenie Ikea. Jeśli ludzie nie mieliby przykrych bodźców, to zaczęliby ich sobie choćby podświadomie szukać. Tak działa ludzka psychika. Z drugiej strony, wydaje się, że ludzkość wręcz.. potrzebuje tego całego znoju, kieratu, zapierdolu, choć jest to skrajnie wręcz paradoksalne. Wydaje się to tezą obrazoburczą i rewolucyjną? Poczytaj o tzw eksperymencie Calhouna. Przeprowadzono go na myszach które miały zapewnione wszystkie możliwe warunki do życia. W ciągu kilku pokoleń doprowadziło to do wymarcia populacji. Niby to tylko myszy.. Ale ich zachowania były szokująco podobne do tych, które wykazują społeczeństwa krajów zachodnich dziś.

O szokującym eksperymencie Calhouna możecie przeczytać w linku poniżej:
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

Ziemia jest miejscem, gdzie wszystkie wartości zostały odwrócone o 180 stopni. Wszystko wydaje się być nie tak, jak trzeba. Tak jest skonfigurowany Rdzeń (Bóg? Matka natura?), a więc ta efemeryczna siła, ustalająca prawa i porządki we wszystkich ziemskich podsystemach. Każde rozwiązanie rodzi nowe, nierozwiązywalne problemy. Każdy system i podsystem tworzony przez człowieka (ekonomiczny, polityczny, ideologiczny, religijny, moralny) staje się zawsze dystopią – a więc piekłem na Ziemi.

Pytanie, kto tak stworzył ludzi i po co. Kto stworzył nas schizofrenikami z permanentnym rozdźwiękiem pomiędzy duszą, podświadomością a umysłem logicznym. Uważam, że nie wolno zwalać całej winy na ludzkość – że to ludzkość zbłądziła, więc ma za swoje. Otóż ludzkość MUSIAŁA zbłądzić, musiała popełnić ten symboliczny grzech pierworodny ponieważ tak ktoś zaprojektował organizm i psychikę ludzką. Kto i w jakim celu – odpowiedzi na to pytanie nie ma i nie będzie.

Wszystko wygląda na to, że zostaliśmy już na starcie zdeterminowani (uszkodzeni?) by błądzić, grzeszyć, mało wiedzieć i mało dostrzegać. By upadać, doznawać traum, niszczyć, nienawidzić. Taki był czyjś zamysł. Być może struktura którą ludzie nazywają bogiem, wcale nie jest ani miłosierna i dobra, ani wszechmogąca i idealna. Więcej wskazuje na to, że Bóg – architekt ziemskiego systemu jest tak samo nienawidzący, zły, nieświadomy, niewiedzący, ślepy i głuchy, jak i uszkodzony i chory jak my. Ma mieć on dokładnie te same wady, tylko inaczej się objawiające. Stąd mówi się, że Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo.

Wszystko bierze się to stąd, że zdecydowana większość dusz zamieszkujących Ziemię to dusze słabo lub bardzo słabo rozwinięte. Dusze noworodków, niemowlęce i dziecięce. Są to dusze z natury mało kumate, które muszą doznawać najmocniejszych i najbrutalniejszych lekcji, by wyrobić sobie „bazę danych” na przyszłą ewolucję. Mają na nią setki tysięcy lat. Według nauk kabały jest siedem poziomów świadomości duszy. Większość dusz ziemskich to poziom 1 (pół-zwierzęcy – np islamiści, dresiarze), także poziom 2 (ekstremalne ubezwłasnowolnienie społeczne). Światem rządzą dziś dusze z poziomu 3 – jest to dominacja najgorszej formy egoizmu.

Poniżej wymieniam te poziomy świadomości duszy:

1. Malchut – stan zepsucia, stan świadomości bliski zwierzęcemu – potrzeba bezpieczeństwa i przeżycia za wszelką cenę, silne impulsy i instynkty, często nie do opanowania;
2. Hod – stan ubezwłasnowolnienia społecznego – potrzeba silnych doznań, emocji, ekscytacji, konieczność ulegania społeczeństwu, jego rygorom pełnym fałszu i hipokryzji;
3. Netzach – dominacja egoizmu – potrzeba bogactwa, dominacji i władzy (czyli to co mamy teraz: bezwzględny, drapieżny kapitalizm, wyzysk, przemoc, rywalizacja, hierarchizm. Dominacja banków, korporacji, biznesu);
4. Tiferet – olśnienie świadomości – uczucie, serce. Jest to poziom gdy wreszcie do nas dochodzi świadomość, że nie można całe życie żyć pusto i próżno, jak na poziomach poprzednich. Jest to poziom polityki, idei, aktywizmu, szerokiej działalności obywatelskiej, charytatywnej itp.;
5. Gewura, Chesed, Bina – mądrość – obfitość, poziom „maga” czyli osoby biegłej w wiedzy, ale znowu nie tak do końca, nie w pełni..
6. Chochma – zrozumienie – uświadomienie. Poziom zerwania z negatywizmami i poziomu poprzedniego, trochę w nim nawet smutku i żałoby. Większy wgląd w boskość, większa pokora (ta prawdziwa, a nie udawana), ale wciąż brak pełni boskości;
7. Keter – korona stworzenia – sfera doznawania indywidualnego, stan boskości na Ziemi.

Możliwe, że jedyna droga rozwoju dla dusz takich jak my, jest uświadomienie sobie tego i owego, przepracowanie życiowych lekcji, i odejście do innego świata, gdzie rządzą inne, mniej agresywne zasady. Ludzkość wydaje się nie być dojrzała do doświadczania pełni bogactwa i obfitości. Stąd taka a nie inna konstrukcja tego systemu ekonomicznego. Ale to tylko teoria, jedna z wielu, jak wiemy.

Inna teoria mówi, że właśnie teraz żyjemy w czasach jakiegoś przełomu, że teraz to wszystko ma się zmienić. Czy ten przełom zakończy się reformą systemu? Czy raczej zakończy się tak jak w eksperymencie Calhouma? W którą teorię wierzyć? Ja nie wierzę w żadną z nich, ale też nie wykluczam zaistnienia żadnej z nich. Z tym, że staram się być raczej optymistą.

Na koniec polecam nieoceniony w wiedzy cytat mojego czytelnika, który często przytaczam przy antysystemowych wpisach:

Cytuję: „Teorie spiskowe fajnie się czyta i fajnie się nimi emocjonuje. Ale prawda jest taka, że człowiek to istota zaborcza i od zarania dziejów walczy o władzę, materialne dobra i zaspokajanie potrzeb. Czy sam nie jesteś taki? Czy jak masz szansę zapłacić 50 zł to wyjmujesz stówkę i dajesz? Dlaczego więc krytykujesz przedsiębiorców, że płacą najmniejsze stawki? Nikt nie zapłaci więcej niż musi. Tak mamy w genach, w mózgu i jajach.

Każdy kombinuje na poziomie na jakim jest. Pracownik targuje się o pensję, a na bazarze zbija dwa złote z ceny za którą baba sprzedaje mu ziemniaki. Biznesmen się nie targuje, on negocjuje, a ten co jest u władzy wydaje rozkazy. Dlaczego? Bo może. Nie ma innego powodu. Zastanów się: gdybyś nagle mógł mieć wpływ na amerykańską giełdę i ruszyć nią tak, żeby wygenerować kilka miliardów to nie zrobiłbyś tego? No powiedz, że nie, bo jesteś porządny, uczciwy, moralny, że wolisz uczciwie i moralnie targować się na bazarze o 2 złote.

A ci, co wysyłają bomby, rozprzestrzeniają trucizny na niebie i ziemi, modyfikują rośliny zwierzęta i ludzi, dlaczego to robią? Bo mogą. Pamiętaj: człowiek dopuści się rzeczy zarówno najlepszych jak i najgorszych dlatego tylko że może. A krytykowanie tego niczego nie zmieni. Co więc możesz z tym zrobić? Nic i za razem bardzo dużo. Możesz to zmienić. Jak? Zmontuj grupę, zwal stary rząd i stwórz nowy. Przecież każdy rząd to tylko kilku starych pryków pierdzących w stołki. Oczywiście mają na usługach policję i wojsko, ale ich też można przejąć, przekupić zmusić do przejścia na drugą stronę. Takich przykładów było wiele. Nie będę opisywał Ci technik, ale jak bardzo będziesz chciał to sam znajdziesz.

Ale czy to coś zmieni? Otóż powiem Ci, że nic. Bo niedługo sam zaczniesz robić to samo co teraz robią ci, których krytykujesz. A jeśli nawet nie Ty (bo jesteś święty) to ci, co będą po tobie.”
~Will

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Wczesna, podświadoma trauma dziecka. Dotyczy to całej ludzkości

dziecinstwoW swoich wpisach poświęcam dość często uwagę tematyce wczesnych traum i konfliktów, jakie zawiązują się w psychice dziecka.

Zwracam szczególną uwagę na kilka spraw, mianowicie:

-świat jest tak zaprojektowany, że 100% ludzi bez wyjątku doświadcza różnych traum. Jest ich bardzo, bardzo dużo w pierwszych latach życia. Sam proces wychowawczy można przyrównać do mentalnej lobotomii. Jedną z najważniejszych traum zapisujących się w podświadomości jest poród;

-ale zapis traum rozpoczyna się już przed narodzinami. Wg niektórych interpretacji już od momentu zapłodnienia. Szczególną uwagę temu zjawisku poświęca nauka zwana Totalną Biologią, jednak wiele z jej założeń jest pewnie przesadzonych;

-decyzja o powołaniu na ten pełen cierpienia i łez świat nowego życia, jest więc decyzją ogromnej wagi. Nie jest to tylko kwestia tak prymitywnej argumentacji jak: „bo wszyscy tak robią„, „bo mam instynkt rodzicielski i koniec„, „bo takie jest koło życia i wędrówka dusz„, „bo jakoś to będzie„. To Ty ponosisz odpowiedzialność, także odpowiedzialność karmiczną w takim sensie – że dokładasz swoją cegiełkę do cyklu koła samsary – koła iluzji matrixa.

Dziś zapraszam Was do przeczytania opisu książki Franza Rupperta na ten temat.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Wczesna trauma. Rozpoznawanie i uwalnianie

Cytuję: „To, że w momencie, gdy „przychodzimy na świat” mamy już dziewięć miesięcy, to wiadomo. Nie jest natomiast ogólnie znany fakt, że również nasze życie psychiczne rozpoczyna się jeszcze przed naszymi narodzinami. Gdyby wiedza na ten temat była rozpowszechniona, zachowywalibyśmy się inaczej w stosunku do tego właśnie tworzącego się życia – w związku partnerskim, w rodzinie, w ramach prowadzenia ciąży, podczas porodu, czy też przy tak zwanym wspomaganym rozrodzie. Nienarodzone jeszcze dzieci są istotami, które już postrzegają, rozpoznają i czują. To, przez co przechodzą w trakcie ciąży czy narodzin, ma bardzo kształtujący wpływ na ich dalszy rozwój psychiczny i fizyczny.

Ludzie mogą doświadczać traumy już przed narodzinami, w ich trakcie lub krótko po. Wczesne doświadczenia traumatyczne przechowywane są zazwyczaj w tzw. pamięci ukrytej – w której, w przeciwieństwie do pamięci jawnej nie ma wspomnień konkretnych wydarzeń, tylko zapis reakcji – strachu czy bólu odciśnięty w naszym układzie nerwowym.
Oznacza to, że traumę, której często zupełnie nie pamiętamy, nosimy w swoim ciele, komórkach i warunkuje ona nasz sposób myslenia i zachowania!

„Ten, kto zajmuje się w terapii wszelkimi możliwymi problemami
swojego dzieciństwa, młodości, partnerstwa czy pracy,
ale nie zajął się jeszcze czasem sprzed swoich narodzin
oraz doświadczeniami swojego porodu,
ma kluczowe kwestie przed sobą.”

Czy wiesz, że:

– traumatyzacja przenosi się z pokolenia na pokolenie i może sprawić, że relacje w rodzinie i poza nią w znacznym stopniu zazynają się charakteryzować dynamiką ofiara-sprawca,
– w wielu przypadkach prawdziwe przyczyny zachowania tak zwanych trudnych dzieci leżą najczęściej w historii poprzednich pokoleń, które doświadczyły trauatycznych przeżyć,
– anoreksja i bulimia mogą być spowodowane przez przeżycie traumatycznych doświadczeń we wczesnym wieku.

„Wszystko, czego dziecko dośwadcza do momentu narodzin, magazynuje się w jego ciele, w jego komórkach i układzie nerwowym i współtworzy w psychice przyszłe wzorce reakcji emocjonalnych i schematy zachowania.”

Jesli chcesz dowiedzieć się jak je odnaleźć i uwolnić się od skutków traumy – przeczytaj tę książkę!

To, że w momencie, gdy „przychodzimy na świat” mamy już tak naprawdę dziewięć miesięcy, to wiadomo. Nie jest natomiast ogólnie znany fakt, że również nasze życie psychiczne rozpoczyna się jeszcze przed naszymi narodzinami. Gdyby wiedza na ten temat była rozpowszechniona, zachowywalibyśmy się inaczej w stosunku do tego właśnie tworzącego się życia – w związku partnerskim, w rodzinie, w ramach prowadzenia ciąży, podczas porodu, czy też przy tak zwanym wspomaganym rozrodzie.

Nienarodzone jeszcze dzieci są istotami, które już postrzegają, rozpoznają i czują. To, przez co przechodzą w trakcie ciąży czy narodzin, ma bardzo kształtujący wpływ na ich dalszy rozwój psychiczny i fizyczny. Mogą to być dobre i pełne miłości doświadczenia, które będą stanowić solidny fundament dla stabilnej i spokojnej osobowości w zgodzie z samą sobą. Ale mogą być one również negatywne, począwszy od stresu a skończywszy na przeżyciach traumatycznych, które prawdopodobnie odcisną negatywne piętno na całym dalszym życiu dziecka.

W ramach pracy psychoterapeutycznej należy brać pod uwagę różne sposoby przeżywania „wczesnych traum”. Gdy człowiek cierpi z powodu objawów określanych jako: stany lękowe, depresje, zaburzenia osobowości czy nawet psychozy, prawdopodobnie przyczyna tych stanów jest możliwa do odnalezienia jeszcze przed narodzinami pacjenta.

Jestem coraz bardziej przekonany, że czysto naukowe i rzekomo „obiektywne” pojęcie konstruktu teoretycznego, jakim jest „choroba” nie oddaje w pełni subiektywności naszego ludzkiego bytu. Często bowiem dzieje się tak, że to co manifestuje się w naszym ciele jako domniemana „choroba”, jest rezultatem doświadczeń relacji międzyludzkich, które nam nie sprzyjają i w których czujemy się bezradni, bezsilni i utknięci. Z mojego doświadczenia wynika, że większość symptomów, z powodu których klienci szukają mojej pomocy to zaburzenia wynikające ze stresu posttraumatycznego, nawet jeśli niektóre objawy wydają się z początku być zupełnie niegroźnymi. Rodzi się w związku z tym pytanie, jaka trauma znajduje swoje odzwierciedlenie w fizycznych czy psychicznych objawach? Odkrycie tego, zdaje mi się być największym wyzwaniem dla efektywnej psychoterapii. Jak odnaleźć punkt pierwotnej traumy, która powoduje obecne symptomy i nadal oddziałuje? Kiedy zrozumiemy, że ludzie mogą zostać straumatyzowani nie tylko jednym wydarzeniem w życiu, powstaje kolejne pytanie: jak można sensownie rozdzielić poszczególne czynniki traumatyzujące, które u wielu szukających pomocy z jednej strony nakładają się na siebie a z drugiej strony pochodzą z różnych etapów życia? A następnie jak do nich podejść z terapeutycznego punktu widzenia?

Kryterium specyficznym dla „traumy” jest w moim mniemaniu fakt, że ludzka psychika nie jest w stanie przepracować doświadczeń określanych jako „traumatyczne” oraz zintegrować ich w życiorysie. W takim przypadku musi się rozszczepić po to, aby pamięć o traumatyzującym doświadczeniu trzymać z dala od świadomości. Straumatyzowana psychika nie może od tego momentu naturalnie podążać za prądem wydarzeń rzeczywistych. Znajduje się bowiem w pozycji obronnej, co przejawia się w wypieraniu, odpychaniu i niechęci wiedzenia czegokolwiek o traumatyzujących doświadczeniach. Od traumatyzujących wydarzeń nie można też tak po prostu odpocząć, tak jak to się dzieje podczas stresujących doświadczeń. Doświadczenia traumatyzujące pozostają tak długo psychicznie aktywne, aż zostaną przepracowane.”

Źródło: http://virgobooks.pl/alfabetyczny-katalog-ksiazek/189-wczesna-trauma.html

Moment gdy stajesz się niewolnikiem systemu.. Pamiętasz go?

303838_129038520539845_303641313_nW jednym z poprzednich felietonów opisałem proces dojrzewania jako ostateczne podporządkowanie mentalności człowieka systemowi i jego dyrektywom. Dlaczego tak uważam?

Poobserwujcie ufne i radosne zachowanie szczeniaka i małego psa, ze stadnym i agresywnym zachowaniem psa dorosłego. Czyż z tym samym nie mamy do czynienia u ludzi? Świadomość dziecka diametralnie różni się od świadomości dorosłego. Wszyscy tęsknimy za latami dzieciństwa, ale mało kto z nas zdaje sobie sprawę, dlaczego tak się dzieje.

W tym felietonie ujawnię Wam na czym polega trauma okresu dojrzewania jak i obniżenie jakości myślenia przy wchodzeniu w dorosłość.

Dziecko ma specyficzny stan świadomości. Polega on na ufności, ciekawości dosłownie każdym detalem i elementem życia. Dziecko jest radosne i cieszy się dosłownie z niczego. Dziecko nie potrzebuje miliarda dolarów i Ferrari o mocy 400 koni mechanicznych by poczuć ledwie namiastkę szczęścia. Dla dziecka byle patyk wkładany podczas deszczowego dnia do kałuży z kolegami i koleżankami, daje taką radość i ekstazę, o jakiej dorosły posiadający te miliard dolarów i Ferrari nawet nie może pomarzyć. Bo dziecko umie cieszyć się byle drobiazgiem – ono niczym mistrz duchowy docenia i uwielbia to, co ma.

A co dopiero mówić o dorosłym który tego miliarda dolarów nie ma, który zarabia te 1350 zł netto u prywaciarza i którego niszczy dojmujący, zwierzęcy lęk przetrwania. Dziecko ma stan świadomości bardzo zbliżony do stanu opisywanego przez ezoteryków i okultystów. Dziecko żyje dosłownie w stanie „tu i teraz„, niczym w książkach znanych mistrzów duchowych. Do tego należy doliczyć to, że myślenie dziecka jest typowo „magiczne„. Dla niego każdy element świata ma w sobie coś nieuchwytnego, zachwycającego, pięknego. Życie pomimo wielu trudności jest dla niego wielkim zachwytem.

Cytuję: „W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że najpierw widać kokon, który pęka, a potem pojawia się motyl. W wypadku ludzkiego umysłu od zawsze kolejność wydaje się odwrotna – człowiek rodzi się jako motyl, a potem otacza się kokonem.

Każdy człowiek jest bardziej podobny do buddy jako dziecko, później to podobieństwo maleje. Spójrz na dziecko, spójrz na jego oczy, są bardziej podobne do oczu buddy niż oczy jakiegokolwiek dorosłego. Sposób w jaki siedzi, w jaki się porusza – wdzięk, piękno, życie chwilą – są piękne.

Nawet jego złość jest piękna. Jest w tej złości całym sobą, a gdy coś jest całkowite, to jest piękne. Przyjrzyj się dziecku, które w złości skacze i krzyczy. Patrz tylko! Nie zajmuj się sobą ani tym, że dziecko ci przeszkadza. Przyglądaj się zjawisku. Złość jest piękna – bo dziecko jest w niej całkowicie zanurzone. J e s t złością, i to tak autentycznie, że nic nie pozostaje niedokończone. Nie powstrzymuje się, wchodzi w złość całym sobą i staje się złością.

Przyjrzyj się dziecku, które cię kocha. Kiedy cię wita, kiedy podchodzi do ciebie, jest jak budda. Ale już wkrótce pomożesz mu i społeczeństwo też mu pomoże wejść w kokon, w którym już umrze. Zaraz po wyjściu z kołyski wchodzimy do grobu. Nikomu nie wolno być naturalnym, narzucana jest nam patologia. Jesteś zamykany w klatce, więziony w martwym schemacie. Twoja spontaniczna natura cierpi, a ty nie możesz się z tego schematu wydostać. Właśnie dlatego jest tyle patologii. Stworzył ją człowiek.”
~Osho

Pamiętam do dziś jak towarzyszył mi ten stan gdzieś do 6 czy 7 klasy podstawówki. Pamiętam jak bardzo cieszyłem się z wydawałoby się głupich fajerwerków na sylwestra, czy z świąt bożego narodzenia. Gdzieś koło 5 czy 6 klasy podstawówki nagle święta straciły swój dawny blask. Już nie było tej magii. Nie było tego zachwytu życia. Moje myślenie stało się jakieś inne. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli. Były one jakieś suche, toporne, pozbawione barw. Z tygodnia na tydzień odczułem ogromną zmianę jakościową na gorsze. Poczułem się wewnętrznie martwy, jakby ważna część mnie została na zawsze zamordowana.

Są dwa przełomy związane z przystosowaniem do życia w systemie w życiu człowieka. Pierwszy z nich to wiek 4, 5 lat, gdy ukształtowanych zostaje wiele programów podświadomości. Wdrukowywane zostają wtedy zarówno cywilizacyjne (globalne) traumy, jak i traumy, lęki i kompleksy typowe dla danych rodziców. Drugi przełom to właśnie dojrzewanie płciowe. Natura odbiera Ci dziecięcą radość bezwarunkową, szczęście z byle powodu. Dostajesz popęd seksualny, i nieznośną potrzebę jego zaspokajania, egzekwowaną przez macochę naturę z morderczą konsekwencją.

Od tej pory Twoje szczęście nie jest już bezwarunkowe – zostaje Ci zabrane. Od tej pory Twoje szczęście jest uzależnione od realizowania programów natury. Te programy są trzy i dotyczą każdej istoty żywej na Ziemi – od wirusów aż po ludzi. Są to: 1. rozmnażanie, przetrwanie gatunku i seks; 2. ekspansja terytorialna, zdobywanie nowych miejsc do życia; 3. gromadzenie zasobów – u zwierząt pokarm i partnerzy, u ludzi dochodzą jeszcze kawałki plastiku, betonu, drewna i żelastwa produkowane przez korporacje. Jednak to nie jest najgorsze.

Najgorsze w tym jest to, że to nowe szczęście związane z realizacją programów natury, to ledwie nędzna namiastka dawnego dziecięcego, magicznego szczęścia. To nie jest tak naprawdę szczęście, ale wieczne gonienie za króliczkiem, aż do usranej śmierci. Przecież nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go. Prawda? Bo gdy złapiesz już tego króliczka.. To poczujesz dosłownie chwilkę tej nędznej namiastki szczęścia – chwilę emocjonalnej, płytkiej ekscytacji. A potem Twoje ego i umysł formułują kolejny cel, kolejne dążenie, kolejne pragnienie. Za którym gonisz, gonisz i jeszcze raz gonisz.

Czy to jest szczęście? Jeden z laureatów nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii powiedział, że ostatecznym dążeniem każdego człowieka jest władza nad całym światem niewolników. Bycie imperatorem planety z całą ludzkością jako podległymi niewolnikami to ostateczny cel ego każdego człowieka – tak jest ono zbudowane. Ale zastanów się chwilę. Zostajesz tym imperatorem. I co dalej? Otóż dostajesz niemożliwej do wytłumaczenia i zniesienia depresji. Bo już nie ma króliczka za jakim można by gonić. Wszystko zdobyłeś i nie ma nic do zdobycia więcej – pojawia się niemożliwy do zniesienia stan. Ego chciałoby dalej zdobywać, dążyć, podbijać, pragnąć – ale nie ma już czego.

To jednak nie koniec złośliwego chichotu macochy natury. Wiemy już że dała ona nam popęd seksualny i silną chęć jego zaspokajania. No i nie jest to aż takie złe. Ale natura powiązała największą ludzką przyjemność i źródło energii – seks – ze źródłem największego obowiązku i wyrzeczenia, czyli z rozmnażaniem. No i to też wbrew pozorom nie jest aż takie złe. Gdyby nie ten sprytny wybieg natury, to nikt nie chciałby się rozmnażać i ludzkość wyginęłaby. Ale wiecie co jest w tym najgorsze?

Masz tę nieznośną potrzebę zaspokajania popędu. Powołujesz do życia nowe, niewinne i bezbronne istotki. I tu system zaprojektowany przez naturę zastawia na nie i na Ciebie dwie pułapki – pułapki wg mnie niewybaczalne. Pierwsza pułapka to to, co opisałem powyżej. Każde dziecko bez wyjątku przechodzi przez traumy które odciskają piętno na całym jego życiu. Choćbyś się zesrał, choćbyś był najlepszym rodzicem jaki zna Ziemia – nie unikniesz tego. Druga pułapka polega na tym, że system nie zapewnia nawet minimum minimum egzystencji i Tobie, i powołanym do życia istotkom.

Zapierdol u kapitalisty za nędzne ochłapy – 1350 zł netto, które nie starczy na nic i powoduje potworny i niszczący lęk u rodziców, przekazywany dziecku. Ten lęk to lęk przetrwania. Jest to najsilniejszy lęk na Ziemi. To z lęku przetrwania powstaje praktycznie 99% lub nawet 100% zła jakie człowiek zadaje drugiemu człowiekowi. Lęk przetrwania jest grzechem pierworodnym rodzaju ludzkiego i genezą, praprzyczyną wszystkiego zła. Zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego jest tyle zła na świecie„, jak każdy człowiek? To pomyśl o lęku przetrwania jako o jego genezie. I dalej: kredyty hipoteczne, konieczność pracy na dwa etaty. Brak hobby, pasji i seksu bo czasu i pieniędzy nie ma. Odmawianie sobie wszystkiego.

I w wieku 40 lat stajesz się osiwiałym, wykończonym wrakiem człowieka. Pierwszy zawał, drugi, cukrzyca, nowotwory, hashimoto, już nie mówiąc o nałogach, depresjach, nerwicach itp. I kornik napisze Twój uładzony życiorys.. Myślicie że skąd ta hekatomba chorób cywilizacyjnych? Które zbierają żniwo śmierci już począwszy od 30 roku życia? Tylko z powodu złego żarcia i zanieczyszczenia środowiska? Na pewno nie.

Na pewno oglądaliście film Matrix i zastanawialiście się, do czego realnego porównać filmowe kokony w których zniewoleni żyli ludzie. Teraz macie po części odpowiedź. Ta planeta jest więzieniem. Można przytaczać choćby z milion teorii o tym, że świat jest taki, jaki uważasz że jest. I one są po części prawdziwe. Bo dla własnego dobra trzeba trochę udawać że świat jest w porządku i trzeba mieć dystans do wiedzy. Przede wszystkim do wiedzy o tym jaki jest ten świat – znaj tę wiedzę, ale nie zasilaj jej bezsensownymi żalami i przemyśleniami. No i warto nauczyć się widzieć cuda w codziennych zdarzeniach – bo tak widzi świat dziecko. Ale to nie zmieni faktu, że ten świat jest jaki jest.

Wróćmy jeszcze do naszych głównych rozważań. Warto wrócić do tego dziecięcego zachwytu nad rzeczami prostymi i codziennymi. Cuda wydarzają się codziennie obok nas. Tylko my, zaszczuci „dorosłym” postrzeganiem świata, ignorujemy je. Wschód słońca jest takim małym cudem. Piosenka podczas której masz dejavu i wracają wspomnienia – też nim jest. Uśmiech dziecka które chciało Ci wręczyć zebrany przez siebie listek jako prezent – też nim jest.

Próbowałem analizować każdy podsystem z osobna, jak i łączyć je w jedną spójną całość. Poznałem parametry ich działania, ale nie dotarłem jeszcze do odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest. Pisałem o tym w poniższych felietonach:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia nie jest rajem, ale czyśćcem. Więc się nie przywiązuj i nie emocjonuj
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!

To nie spiski, nie konspiracje, nie wojny i nie polityka są fundamentem (rdzeniem) systemu który tak nas zniewala i ogranicza. One są jedynie wtórnym objawem choroby, na jaką zapadł cały rodzaj ludzki i prawdopodobnie cały świat jako żywa świadomość, dawno, dawno temu. Ten fundament systemu tkwi zupełnie gdzie indziej.

Powiem więcej – ten fundament systemu jest także.. w Twojej głowie. W mojej i w innych – też. To nie politycy, media, spiskowcy, żydzi, masoni są systemem. Ale my sami – my wszyscy. Ponieważ nosimy w sobie jego skazę. Odróżnijcie objaw choroby od przyczyny choroby. Objawy są widoczne na pierwszy rzut oka – trwają wojny, ludzie cierpią niedostatek, głód, prześladowania, a biosfera planety umiera.

Przyczyna jest głęboko zakamuflowana, niewidoczna na pierwszy rzut oka. I bardzo często nie chcemy wierzyć że akurat to jest przyczyną. Że to my sami, my wszyscy nią jesteśmy. że to w co wierzymy, w czym pokładamy pragnienia, nadzieje, radości – tak często staje się tego zaprzeczeniem.

Podsumował: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Podświadoma trauma którą masz także Ty [2] Nawet się nie spodziewasz..

dziecinstwo-i-traumyZapraszam do przeczytania fragmentu Jeana Liedloffa „W głębi kontinuum”. Mowa jest tam o traumach, jakie doznaje dziecko jak i ich wpływie na dalsze, dorosłe życie.

Świat jest tak zaprojektowany, że traumy nabywane są przez dziecko już od bardzo wczesnych okresów życia płodowego. Jedna z interpretacji wpływu podświadomości na choroby nazywana Totalną Biologią głosi, że płód rejestruje to, co dzieje się na zewnątrz brzucha mamy.

Potem jedną z najważniejszych traum jest poród. Odciska on piętno praktycznie na każdym człowieku który przychodzi na nasz świat. Później dziecko uczy się poprzez upadki, wypadki i ból. I na marginesie – tak samo narody świata się uczą, bo to co w skali mikro, jest też w skali makro. A ludzkość jako zbiorowość jest obecnie na poziomie głupiutkiego, ale już wierzgającego i buntującego się dwulatka.

W konsekwencji prowadzi to do zamknięcia i zaszczucia duszy młodego człowieka przez system. Różne interpretacje duchowe, ezoteryczne, porównują proces socjalizacji i wychowania jako schodzenie do mentalnego grobu, jako umieranie.

Podobnie jest z procesem dojrzewania. Wtedy magiczne, dziecięce myślenie i ta dziecięca radość bezwarunkowa, to cieszenie się byle drobiazgiem, magia życia – zostają ostatecznie zamordowane. Wtedy już ostatecznie stajesz się dorosłym, trybikiem systemu. Masz popęd seksualny i nieznośny przymus jego zaspokajania, masz żądzę rywalizacji, konkurencji, i szereg innych, typowo „dorosłych„, destrukcyjnych mechanizmów. Dziecięcej radości już nie ma. Jest smutna dorosłość i egzekwowane z żelazną dyscypliną realizowanie bezlitosnych programów natury. Czyli rozmnażania, gromadzenia zasobów, ekspansji.

Zostało to w symboliczny sposób opisane w wielu bajkach i baśniach. Pojawia się w nich motyw albo zaśnięcia w wieku 16 lat, albo wypłynięcia na powierzchnię oceanu w wieku lat 15. Ja pamiętam ten życiowy przełom jako traumę choć wiem że praktycznie nikt znany mi tak nie odczuwał. Nagle w wieku tych 13 lat poczułem się wewnętrznie martwy. Dawne magiczne myślenie, cieszenie się i zachwyt nad każdą drobnostką, zniknęły. Został pusty szkielet myślowy, z niewielką liczbą myśli – myśli suchych, topornych, dorosłych. No i popęd seksualny.

O tym napiszę osobny felieton. Nie znam nikogo kto by to tak odczuwał. U ludzi to wewnętrzne umieranie odbywa się płynnie. Czy ktokolwiek z Was miał tak samo?

Poniżej cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości tom 3” o tym, że już sam poród jest podświadomą traumą. A do tego dochodzą jeszcze traumy tworzone niemal od momentu zapłodnienia – bo już od tego momentu zapisują się one w matrycy nowego człowieka. Rolą rodzica powinno być w teorii takie postępowanie, by dziecko uczyło się radzić z życiem i z traumami. Tak się jednak nie dzieje w ponad 99% przypadków.

Wszyscy jesteśmy ofiarami tego systemu, a gdy decydujemy się na posiadanie dzieci – jakże często zmieniamy się w oprawców i katów. Czy usprawiedliwieniem jest to, że od zawsze nikt nie przekazuje „instrukcji obsługi” człowieka i świata? Zobaczmy, przecież my, cholera, nawet nie wiemy co powinniśmy żreć. Setki diet, każda wykluczająca się i każda uważająca, że jest poprawna i zdrowa. A dalej, w innych sferach jest jeszcze gorzej.

Cytuję: „Negatywne nastawienie jest tak trwałe, ponieważ człowiek od narodzin wciąż się przekonuje, że świat jest do niego wrogo nastawiony. Na małego człowieczka natychmiast po narodzeniu z ogromną siłą spada agresywne oddziaływanie. Leżał sobie w łonie, było mu tam przytulnie, ciepło i spokojnie. Lecz oto biednego człowieczka brutalnie wyciągają z tego komfortu. Słyszy krzyki matki i możliwe, że uświadamia sobie, iż stanowi przyczynę jej cierpień. No i mamy położony fundament pod kompleks winy.

Jaskrawe światło bije po oczach.Chciałoby się zmrużyć oczy i nic nie widzieć. Wilgotne ciepło zostaje zastąpione przez twarde, suche zimno. Chciałoby się skulić w kłębek i odgrodzić od całej tej zgrozy. Lecz oto przecinają pępowinę, brutalnie zrywając jedyną łączność ze źródłem życia. Człowieczek jest już w śmiertelnym szoku. Dusi się, lecz jeszcze nie wie, że trzeba oddychać. Dają mu klapsa w plecki, powodując w ten sposób dożywotni uraz. W jego płuca z ostrością brzytwy wżyna się powietrze. Oddychanie boli, lecz nie ma innego wyjścia. Zostały postawione twarde warunki: walcz o życie, albo umrzyj. Niewinny i czysty umysł pobiera pierwszą lekcję: walka o istnienie jest nieodłączną częścią tego świata.

Człowieczka wszystko boli, a dookoła jest tak strasznie, a jakby tego było mało, odrywają go od matki i zamykają w twardym futerale.Opadając z sił, stara się ukryć przed tym światem w marzeniu sennym. Tak wygląda pierwsze spotkanie z tym światem. Strach, samotność, beznadzieja, uraza,wściekłość i całkowita bezradność. To pierwsze lekcje, które okrutnie i nieubłaganie odciskają się na białej karcie umysłu. Wstępna obróbka niezbędna wahadłom została wykonana.Nie bez powodu ta szokowa praktyka porodowa po dziś dzień jest szeroko rozpowszechniona i uważana jest za całkowicie cywilizowaną.

Mało komu przychodzi do głowy, że podobne narodziny stanowią absolutnie koszmarny szok, który zostawia głęboką, dożywotnią ranę w podświadomości człowieka. Żadna istota ze świata zwierząt nie przechodzi przez nic podobnego przy narodzinach. Jedynie w nielicznych i bardzo drogich klinikach można przyjść na świat „po ludzku”. Pierwsze brutalne lekcje świata wahadeł bardzo dobrze się przyswajają i w czasie trwania życia coraz bardziej krzepną. Pewnego dnia maluch puszcza rękę matki i z radosną, ufną odwagą biegnie na spotkanie życia. Lecz świat wahadeł pokazuje, że wcale nie jest taki bezpieczny, i nagle bęc! -maluch upada. A mama już się martwi: „żeby tylko nie wpadł pod samochód”.
~Vadim Zeland

A poniżej fragment autorstwa Jeana Liedloffa:

Cytuję: „U niemowlęcia mającego ciągły kontakt z ciałem opiekunki jego pole energetyczne stanowi jedność z jej polem, zaś nadmiar energii obojga może rozładowywać się poprzez jej wyłączną aktywność. Niemowlę może być dzięki temu rozluźnione, wolne od kumulującego się napięcia, bo nadmiar jego energii przepływa na opiekunkę. Istnieje zauważalny kontrast między zachowaniem niemowląt Yequana w objęciach opiekunki, a naszymi niemowlętami, które większość czasu spędzają w fizycznej izolacji od matki.

Dzieci Yequana są łagodne i niewymagające, nie stawiają oporu, jeśli trzymać je lub nieść w wygodnej pozycji. Nasze niemowlęta wierzgają nogami, gwałtownie machają rękami, wyginają sztywny kręgosłup w napięty łuk. Wiercą się i prężą w łóżeczkach, i wózkach, i trudno je utrzymać, kiedy zachowują się podobnie w naszych objęciach. Starają się uwolnić rosnące napięcie spowodowane tym, że nabrały więcej energii, niż potrafią w sposób nieskrępowany zatrzymać lub rozładować. Podniecone zainteresowaniem wobec jakiejś osoby wydają przeraźliwe wrzaski i skręcają się. Choć wyrażają w ten sposób zadowolenie, bodziec wyzwala gwałtowną reakcję mięśni, zużywając ukrytą energię.

Niemowlę biernie schowane w zaciszu swego kontinuum, kiedy zaspokojone zostają jego oczekiwania stałego kontaktu fizycznego, nie dąży do rozładowania energii, pozostawiając to aktywnemu dorosłemu lub dziecku, które je trzyma. Sytuacja ulega radykalnej zmianie w momencie, gdy niemowlę kończy fazę życia w objęciach opiekunki i zaczyna pełzać. Samo wtedy musi zużyć energię, przynajmniej w ciągu dnia, gdy jest z dala od matki. Następuje ogromny wzrost jego aktywności. W krótkim czasie pełzanie staje się efektywne, dziecko wędruje z imponującą prędkością, która ulega przyśpieszeniu, gdy zaczyna raczkować. Jeśli nic go nie ogranicza, pełza energicznie i uparcie po całym terenie, zużywając nadmiar energii w poznawaniu świata, w jakim przyszło mu żyć.

Gdy dziecko zaczyna chodzić, biegać i bawić się, czyni to w takim tempie, jakie dorosłemu wydawać się musi szalone. Usiłujący nadążyć za nim, szybko by się zmęczył. Rówieśnicy i starsze dzieci są dla niego bardziej stosownym towarzystwem. Pragnie je naśladować i czyni to najlepiej, jak potrafi, zgodnie że stale rosnącymi zdolnościami. Nikt poza nim samym nie ogranicza tej niesamowitej aktywności. Gdy się zmęczy, wraca odpocząć do matki, a gdy jest starsze – na swoje posłanie. Jednakże dziecko nie jest w stanie rozładować energii i trwać w dobrym samopoczuciu, jeśli z jakiegoś powodu – co tak często zdarza się w cywilizowanym sowiecie – jego działania są ograniczane, czy to przez niewystarczająco dużo czasu poświęcanego na zabawę na podwórku, czy ograniczoną przestrzeń domową, lub gdy jest uwięzione w kojcu, uprzęży, dziecinnym łóżeczku czy w specjalnym krzesełku. Jak brak bliskości w dzieciństwie wpływa na naszą seksualność?

W wieku dorosłym nadmiar nieuwolnionej energii jest podobnie koncentrowany przez wstępną grę seksualną, a uwalniany w orgazmie. Tym samym stosunek seksualny służy dwóm różnym celom – reprodukcji oraz zachowaniu przyjemnego poziomu energii. Wśród ludzi, których deprywacja bliskości skazała na życie w stanie napięcia pomiędzy różnymi aspektami ich osobowości, orgazm uwalnia jedynie powierzchowną część energii więzionej w ich permanentnie napiętych mięśniach.

Owo niepełne uwolnienie jej nadmiaru stwarza chroniczny stan niezadowolenia, przejawiający się złym humorem, nadmiernym zainteresowaniem seksualnym, niezdolnością do koncentracji, nerwowością lub rozpustą. Sprawę pogarsza jeszcze i to, że u dorosłych pozbawionych doświadczeń niemowlęctwa potrzeba fizycznej ekspresji seksu jest zmieszana z potrzebą nieseksualnego kontaktu, jaka pozostała im po tym okresie. Zazwyczaj ta druga nie jest w naszym społeczeństwie uznawana, a każde pragnienie kontaktu interpretowane jest jako seksualne. Zatem seksualne tabu obejmuje wszelkie dodające otuchy nieseksualne formy fizycznego zbliżenia. Nawet dzieci i dorośli plemienia Yequana, którym dana była w niemowlęctwie cała niezbędna gama zbliżeń, nadal je lubią, siadają blisko siebie, leżą w tym samym hamaku, a nawet wyręczają partnerów w niektórych czynnościach związanych z toaletą. My o wiele bardziej niż oni posiadamy potrzebę przełamania obecnego tabu i uznania ludzkiej potrzeby wsparcia i kontaktu. Niezaspokojona i infantylna niezmiernie zwiększa wymagania, jakie mamy wobec siebie, nie żyjąc zgodnie z naturą dzieciństwa i wieku dojrzałego. Trwa tak długo, dopóki istnieje szansa jej zaspokojenia, o ile chcemy ją zaspokoić.
~Jean Liedloff „W głębi kontinuum

Podsumował: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/