Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Posty oznaczone 'postęp'

Archiwa tagu: postęp

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,341,561 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

HEJ! JEŚLI ZALEŻY CI NA PRZEKAZYWANIU DALEJ NIEZALEŻNYCH INFORMACJI, MOŻESZ DOŁOŻYĆ SWOJĄ CEGIEŁKĘ. DZIĘKI DAROWIZNOM JESTEM NIEZALEŻNY OD PARTII, IDEOLOGII, RELIGII, KONCERNÓW. MOJA DZIAŁALNOŚĆ ZALEŻY M.IN. OD WASZEGO WSPARCIA. KLIKNIJ JEDEN Z PONIŻSZYCH OBRAZKÓW:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 115 obserwujących.

Szokujące TABU duchowości. Czy Twoje cierpienie podoba się Bogu? Czy ma ono sens?

Twoje cierpienie nie podoba się Bogu. Nie po to Cię powołał do życia!

Zastanawiałeś się na sensem tego wszystkiego? Zauważyłeś może, że na świecie pełno jest zła, niesprawiedliwości, wyzysku, cierpienia? Szukałeś odpowiedzi, choć świat Ci tej odpowiedzi nie dał? Nie martw się, nie jesteś sam! Temat był wiele razy przeze mnie poruszany, i jeśli czytasz moje felietony regularnie, to możesz powiedzieć: Kefir, kurwa, ile można? 😉

Jednak jest to najważniejszy temat jaki obecnie przepracowuje ludzkość. Ten temat to odrzucenie mentalności ofiary. Czyli także odrzucenie purytanizmu, odrzucenie gloryfikowania biedy, celibatu (w tym tego małżeńskiego, hehe) i cierpienia. Ludzkość budzi się obecnie z programu ofiary i tak niewielu ludzi zajmujących się duchowością to dostrzega.

Ciągle przewijają się teorie mające usprawiedliwiać i gloryfikować cierpienie. Ziemia jest planetą o matrycy zwierzęcej, a więc ma naturę agresji, nieświadomości, przemocy, ignorancji. Więc trzeba tym nieszczęśnikom jakoś wytłumaczyć, że ich kaźń i jedno cierpienie za drugim podoba się jakiemuś bóstwu, lub jakiemuś mechanizmowi (karma). Trzeba im powiedzieć, że bieda, brak rozrywek, szczęścia, czasu wolnego, dadzą nagrodę w raju. I w końcu, trzeba im ograniczyć wolność, możliwość samorealizacji i ekspresji (np w seksie, związkach i wielu innych sferach) i narzucić im konserwatyzm / purytanizm. Jest to potrzebne by system trwał. A przecież bogacić i być szczęśliwym może tylko elita. Która żadnych skrupułów nie ma.

W naturze człowieczej mamy jakby dwa „rdzenie„, pomiędzy którymi jest permanentny konflikt. Dusza wcielając się w ciało, oczekuje wolności, swobody, radości, przyjemności, a nawet.. pokus i grzeszków. Dusza człowieka ma naturę liberalną, uwielbia wolną amerykankę, taką bohemę. Najlepiej oddawały to społeczności Hippisów. Przede wszystkim dusza chce swobodnie się realizować, mieć hobby, pasje. Są jednak dwa kłopoty. Otóż Ziemia ze swoją zwierzęcą matrycą, do której nasze dusze NIE PASUJĄ (to bardzo szeroki i szokujący temat), zwyczajnie tego nie zapewnia. Drugi kłopot – aby ludzkość jako tako funkcjonowała w takich warunkach, społeczeństwo musi narzucać rygorystyczne, ograniczające i często okrutne zasady.

Społeczeństwo i jego konserwatyzm niszczą duszę

Masz być przecież konsumentem, podatnikiem, obywatelem, wyznawcą, rodzicem, żołnierzem. Masz poświęcić cały swój czas, pieniądze i energię by dostarczyć elicie nowych obywateli (dzieci). A w razie gdyby elita miała chrapkę na zasoby innego kraju – masz wstąpić do wojska i zginąć za interesy elity. Stąd właśnie bierze się drugi „rdzeń” natury człowieczej, czyli konserwatyzm. A wraz z nim – patriarchat, monogamia, rywalizacja, przemoc, wtrącanie się, kontrolowanie innych, hierarchia. I właśnie stąd bierze się stan schizofrenii, w której tkwi społeczeństwo. Schizofrenia z języka greckiego oznacza w tłumaczeniu dosłownym: „rozszczepienie osobowości„.

Jesteśmy rozszczepieni pomiędzy radosną i zabawową naturą naszej duszy, a twardymi i nie znoszącymi sprzeciwu programami społeczeństwa (konserwatyzm). TO powoduje ogromne, cywilizacyjne problemy. Jesteśmy zmuszani do negowania i wypierania naszej duchowej, radosnej natury. Te elementy schodzą do głębin podświadomości, ale wciąż domagają się uwagi i przepracowania.W ten sposób powstaje tzw „cień„. Który na planie fizycznym manifestuje się jako choroby, depresje, nerwice, a także: agresja, przemoc, tendencje autodestrukcyjne, np nałogi. To wszystko skutkuje ogromnym cierpieniem.

Z danych medycznych wynika, że ponad 1/4 Polaków leczy się na różnego rodzaju zaburzenia depresyjne czy nerwicowe. Drugie tyle cierpi na tego typu przypadłości ale nie leczy się. Kolejna ważna grupa to energiczni, ekstrawertyczni i często podziwiani ludzie, ale stosujący przemoc, idący po trupach do celu. Czyż oni też nie są chorzy psychicznie? Ogromna większość ludzi jest poraniona psychicznie, emocjonalnie czy duchowo. Tworzymy psychicznie chore społeczeństwo pół-zwierząt.

Sojusz tronu z ołtarzem, sojusz ezoteryków z.. korporacjami

No i w związku z tym, religie, w tym te nowe (new age, ezoteryka) mają swoją rolę w cementowaniu tego systemu. jest to stary jak świat sojusz tronu z ołtarzem. Kiedyś – sojusz szamana z wodzem plemienia. Potem – sojusz kościołów z królem czy politykiem. Dziś często jest to sojusz ezoteryków z.. korporacjami. Bo dziś rządzą korporacje, a duchowe treści coraz częściej dostarcza ezoteryka czy new age. Lęk przed śmiercią jest najsilniejszym ludzkim lękiem. Więc religia obiecuje człowiekowi zniwelowanie tego lęku istnieniem Boga. W zamian za to mówi, że masz być biedny, że nie możesz kochać się przed ślubem, że masz służyć społeczeństwu. No i masz cierpieć, bo bóstwo (a raczej elita..) tego chce.

Rozmaite religie różnie usprawiedliwiały cierpienia i rozgrzeszały oprawców. Katolicyzm – test wiary, Bóg Cię sprawdza, Bóg ma dla Ciebie plan, lub inaczej – to kara Boża. Religie wschodu – to karma z poprzednich żyć, więc cierp, by elity się bogaciły. Nawiasem mówiąc – nie istnieje gorsza i bardziej destrukcyjna teoria pseudo-duchowa, jak karma. Chyba tylko islam ustępuje tej doktrynie. Z kolei new age i ezoteryka mają kilka wyjaśnień. Wiadomo, karma. Do tego dochodzą jeszcze takie teorie jak: zasada lustra, odrabianie życiowych lekcji i zbieranie punktów na następne wcielenia, plan duszy czy też wyższej jaźni.

Czytałem niedawno artykuł ocierający się o teorie tantryczne. Autor pisał w nich o akceptacji całego ziemskiego cierpienia jako planu duszy. Dusza przed wcieleniem się miała się na to wszystko zgodzić. Wszystko, absolutnie wszystko zaplanowała jakaś dusza, jakaś karma, a Ty szaraczku nie masz ani jednego procenta wolnej woli. Więc nic nie rób i akceptuj swój znój i kierat. Niech wampirki i zwykłe skurwysynki używają na Tobie – przecież dusza tego chce, nie? A Ty nie masz nic do gadania, bo to plan wyższej jaźni, prawda? I niech elity bogacą się i są szczęśliwe. A Ty nie.

Po przeczytaniu tego artykułu szczęka opadła mi do kolan. Były tam kwestie takie jak: „oprawco – jeśli chcesz mnie skrzywdzić a moja dusza tego potrzebuje do rozwoju, to zrób to„. Te teorie luźno powiązane z tantrą, zawiera m.in. całkowitą akceptację świata, jego brutalności i samczości. Jest to wg mnie krańcowe oddanie się i służba naturze jak i światu, co daje moc. Ja proponuję zgoła coś innego w myśl hasła „bądź zimny lub gorący, bo jak będziesz letni to Cię wypluję„. Proponuję krańcowy bunt przeciwko społeczeństwu, światu i naturze, których jesteśmy więźniami. Są to dwie drogi.

Zabij człowieka, który chce Cię zniszczyć. I nie miej wyrzutów sumienia

Ja proponuję inne rozwiązanie, to, które napisałem w zdaniu powyżej. Bez oglądania się na jakieś testy wiary, na plany duszy, na karmę i inne tego typu teorie. Czy jesteś zszokowany tym, co napisałem? To wyobraź sobie następującą sytuację. Atakuje Cię człowiek z nożem. O Twojej obronie i życiu decydują ułamki sekund. Ty bierzesz nóż który leżał obok. Przebijasz nim jego brzuch a potem podrzynasz mu gardło. Taka perforacja jelit jest skrajnie bolesna, więc Twój niedoszły oprawca wije się z bólu i wrzeszczy tak głośno, że musisz zasłaniać uszy rękoma. Potem przyjeżdża policja, sąd przyznaje Ci prawo do obrony. Widzisz i słyszysz rozpacz żony nożownika.

Przecież to był dobry ziomuś, tylko wyszedł dopiero co z kryminału i lubił wypić! Mogłeś mu oddać tego smartfona i portfel! Co ja teraz z dziećmi zrobię!” Potem ta kobieta popełnia samobójstwo. Dzieci trafiają do domu dziecka. Starszy syn stacza się i trafia do kryminału na 25 lat, zaś młodszy syn wpada w narkotyki. Umiera w wieku 30 lat, organizm nie wytrzymał. To wszystko spowodowałeś właśnie Ty – bo gdyby nie to, to druga linia czasowa zakłada, że to Ty giniesz od ciosu nożem. Poczuj ich ból, poczuj ich rozpacz, cierpienie, łzy, przedwczesną śmierć. Wyobraź je sobie. Tak, to Twoja sprawka, ale nie wina – bo nie jesteś winny. I nie czujesz się winny, nie masz wyrzutów sumienia. Masz prawo do życia, do samoobrony.

Ba! Masz prawo do walki o swoje, do bycia szczęśliwym, do bycia bogatym – nawet BARDZO bogatym. Do bycia spełnionym w miłości i seksie. Tego typu teorie new age i ezoteryczne to nadstawianie drugiego policzka – nic innego. Każą nam nie tylko wybaczać, ale też akceptować to wszystko. A co gdybym powiedział Ci, że wybaczanie jest dla słabych, a zemsta jest rozkoszą królów i bogów? Wiesz, patrzyłem długie lata na cierpienie swoje i wielu innych istot. Doszedłem do wniosku, że cierpienie niczego nie uczy, nie jest potrzebne, nic z niego nie wynika.

Nie usprawiedliwiaj ignorancji i zła teoriami duchowymi

Maleńkie dziecko a potem nastolatek nie mający znikąd wsparcia i nic nie wiedzący o życiu, doznaje ogromnej traumy. Częsty schemat. Jaką niby karmą to wytłumaczysz? Jakim planem duszy? Jakimi życiowymi lekcjami? Każesz temu człowiekowi po prostu wybaczyć, zaakceptować, i czekać na kolejne i kolejne kopniaki od życia? Bo tego chce jego dusza? Jak złym człowiekiem musisz być, skoro mówisz takie rzeczy na serio?

Owszem, nie przeczę że te teorie duchowe są w jakimś tam stopniu prawdziwe. Ale żadna z nich pełni prawdy nie oddaje. Nie ma czegoś takiego jak karma, ale to już wiemy. Karma to odpowiednik katolickiego programowania biedy, wymyślona przez wschodnie elity w tym samym celu, co katolicyzm. Pewna doza cierpienia powoduje, że uczymy się empatii, zrozumienia słabszych, nabywamy swoją wewnętrzną siłę. Cierpienie i życiowe błędy pokazują nam, co jest nieprzepracowane i nieuświadomione. Tak, to jedna strona medalu – a ten medal ma znacznie więcej stron, niż dwie.

Prawdą jest też to, że oprócz życia w szczęściu, spełnieniu i bogactwie, zostaliśmy też powołani do innego celu. Zostaliśmy powołani by zmniejszać cierpienie swoje i innych, a nie je gloryfikować. Nie mamy się godzić na cierpienie i zło, jak każą czy to katolicyzm czy te ezoteryczne teorie. Ale mamy, poprzez przepracowywanie swoich traum, poprzez szerzenie wiedzy i pomaganie innym, przyczyniać się do zmniejszenia cierpienia i zła. Do wzrostu i rozwoju ludzkości.

Celem ludzkości jest rozwój i zmniejszanie cierpienia

Posłużę się tutaj paroma przykładami. Przez tysiąclecia jedynym środkiem transportu był koń i powóz. Był to transport bardzo czasochłonny, niepewny i uciążliwy. I dla woźnicy, i dla podróżujących. W pewnym momencie jeden człowiek się przebudził i dał ludzkości kolej żelazną. Wiek później przebudził się ktoś inny, zmodyfikował istniejące projekty silników i tak powstał samochód. Tak samo było z warunkami pracy. Wcześniej ludzie, nawet dzieci, pracowali w fabrykach po 16 godzin. Aż grupa ofiar zaczęła się przebudzać. Były strajki, bunty, pogromy, rzezie szlachciców i kapitalistów. Aż w końcu liderzy państw doszli do konsensusu w sprawie 8-godzinnego dnia pracy.

Tak samo było z każdą inną niesprawiedliwością, prześladowaniem, złem. Czy te grupy ofiar i prześladowanych myślały o jakiejś karmie, o jakiejś nauce poprzez cierpienie, o jakimś planie duszy? Albo o innych tego typu bredniach? Nie, brały sprawy w swoje ręce. Często brały też miecz, który potem zatapiały w ciałach swoich opływających w dostatki oprawców. I dzięki temu mamy ten postęp – choćby minimalny, choćby tak kruchy i niedoskonały – ale mamy.

Inny przykład: zrozpaczona kobieta przyciąga dupków, którzy ją rozkochują, a potem rzucają. A jak wchodzi z takim facetem w związek, to jest przez niego maltretowana. Na ulicy jest zaczepiana i wyzywana, w pracy mówią jej różne złośliwości. Nawet w autobusie zawsze musi trafić na żula, który jej ględzi 10 minut i sępi piątaka na jabola. Nosz to przecież plan duszy, przecież dusza chce doświadczyć tych wszystkich okropności, bo tak sobie ubzdurała przed wcieleniem, bo dzięki temu się uczy! Przecież nic nie dzieje się przypadkowo, nawet ten męczący żul w autobusie, tak chciała wyższa jaźń! Powie jej ezoteryk. A gówno prawda.

Kobieta ta idzie do psychologa, który jest zatwardziałym ateistą. Ma hipsterską brodę, vapuje elektroniczne papierosy, chodzi do Starbucks na sojowe latte, i co roku kupuje sobie nowy model iPhone. No ateusz i leming jakich mało! Ale zna się na swoim fachu jak mało kto. W żadne duchowe, a raczej pseudo-duchowe brednie nie wierzy. Ale przeprogramowuje tej kobiecie u progu samobójstwa podświadomość. Rok terapii i człowiek jak nowy, jak feniks z popiołów. Wreszcie trafia ona na uczuciowego i interesującego mężczyznę, z którym jest do końca swoich dni. W pracy stare wampirki jakby przestały ją zauważać, i to zupełnie. Nawet na ulicy i w autobusach nie ma tych „przypadkowych„, złych „zbiegów okoliczności„. I powiedz mi, wyznawco takich teorii.. Gdzie jest Twoja karma? Gdzie jest Twoja teoria o planie duszy? O lustrach? O odrabianiu życiowych lekcji przez cierpienie?

Im większa duchowość tym mniej cierpienia

Ogólnie, celem ludzkości jest ewolucja (choć jest bardzo burzliwa i powolna), rozwój, postęp. A im większy postęp, tym mniej cierpienia. Obecnie nie doświadczamy tych cierpień, których doświadczali pańszczyźniani niewolnicy lub pracownicy XIX-wiecznych fabryk. Właśnie dlatego że grupy ofiar, doprowadzone do ostateczności, przestały się przejmować gloryfikacją cierpienia i wzięły sprawy w swoje ręce.

Usprawiedliwianie cierpienia, przemocy, wyzysku, zła, jest najbardziej destrukcyjnym programem podświadomości. Wynika on z tego, że przez całe tysiąclecia byliśmy na kolanach i cierpieliśmy przez tych, którzy opływali w luksusy. Dzisiejszy przykład tego programu, to kobieta rozgrzeszająca złego chłopca i myśląca, że uzdrowi go swoją miłością. I tutaj sprawa wygląda ciekawie. Karyna z bloku broni złego chłopca z kryminału, z koszulką żołnierzy wyklętych. Zaś wykształcona Marta broni złego chłopca z meczetu, mówiąc że jego postawa wynika z odrzucenia i z nietolerancji innych. Ale to ten sam, nieprzepracowany wzorzec. Jeszcze inny przykład: facet patrzący z pobłażliwością na dziecinne fochy i inne złe zachowania kobiety, tudzież rozgrzeszający psychopatycznych polityków.

Czy to, co głosisz, nie jest aby kolejną emanacją starej, niewolniczej mentalności, opakowanej w nowy papierek? Nie ważne czy wierzysz w siwego dziadka jahve w chmurkach, czy w czakry, tantrę itp. Rozgrzeszanie oprawców i usprawiedliwianie zła to największy błąd każdej formy duchowości. Nawet wtedy, gdy Twoje usta pełne są haseł o globalnej świadomości i bezwarunkowej miłości. Zastanów się, czy nie bliżej Tobie do siepaczy z państwa islamskiego, niż do prawdziwej, realnej duchowości? Oni też usprawiedliwiają zło i rozgrzeszają oprawców. Oni też usprawiedliwiają złe czyny wolą i prawem boga, duchowością.

Bądź empatą, bądź tolerancyjny, pomagaj, kochaj bezwarunkowo, płacz na filmach i.. zabij swojego kata

Duchowość usprawiedliwiająca istnienie zła jest kalectwem i wypaczeniem. Nie krytykuję niczyjej drogi, ale to mogę powiedzieć z cała odpowiedzialnością i pewnością. Pewnie teraz widzisz mnie z maską kozła na głowie i z pentagramem zawieszonym na szyi.. Ale odpowiedz sobie na pewne pytanie. Co jest większym satanizmem? Służba naturze, która silnych i złych chroni, a wrażliwych i słabszych traktuje po macoszemu, jak i usprawiedliwianie istnienia zła? Czy to, co ja mówię – że ludzie mają prawo do szczęścia, bogactwa, radości, że nie muszą godzić się na złe traktowanie i cierpienie?

O błędach i wypaczeniach duchowości pisałem w poniższych, ciekawych artykułach:
Czy wiesz czym jest prawdziwa duchowość? To może Cię rozczarować, ale..
Strefa TABU [+18] Społeczeństwo i rodzice Ci tego nie powiedzieli.. Dobrze gdybyś to wiedział o duchowości i cierpieniu
Najpotężniejszy sekret i zarazem oszustwo duchowości. Czy bogactwo i radość są grzeszne?

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdemu komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii, podziękowania za wiedzę. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

 

Jak naprawdę uwolnić się z matrixa? Czyli nasze przebudzenie z programu ofiary

Tajna, złowroga organizacja czy raczej.. program w Twojej podświadomości?

Światem rządzą psychopaci – taki wniosek popiera wielu ludzi interesujących się ukrywaną naturą rzeczywistości. Jest to wniosek poprawny. I wcale nie chodzi o jakieś tajemnicze spiski i ponadnarodowe gremia.

Polityk który z pełną premedytacją wprowadza toksyczne prawo (np słynne polskie urzędowo-biurokratyczne „przeszkadzacze„) ma konkretne imię i nazwisko. Ekspert „od wszystkiego i niczego” w TV jak i dziennikarz z nim rozmawiający, też mają imiona i nazwiska. Tak samo naukowiec który podczas badań nad lekiem ukrywa skutki uboczne, a potem cierpią i umierają ludzie.

I teraz: wiadomo, że ofiara podświadomie przyciąga kata. Nie chodzi tylko o system relacji międzyludzkich. Ofiara, inaczej owca, wybiera kata, inaczej wilka, na stanowisko rządowe, chce oglądać go w TV, chce słuchać go na wiecu politycznym czy w świątyni. To jest pewien wzorzec, który funkcjonuje w podświadomości ludzi, jak i w (nie)świadomości globalnej. Wymiana jednego wilka na drugiego wilka, głoszącego przeciwne poglądy, nic nie zmieni. Bo musi się zmienić wzorzec. Dopiero potem pójdą zmiany w rzeczywistości – np rzeczywistości politycznej.

Uwolnienie z wzorca ofiary to uwolnienie z matrixa. Innego w zasadzie nie ma

Ofiara, którymi jesteśmy w zasadzie wszyscy, szuka kata, wybiera kata, ogląda kata, słucha się kata. Jednak nie po to, by być wobec tej sytuacji bierną. Nie po to, by tłumaczyć tę sytuację grzechem pierworodnym, brakiem pokory, prawem karmy czy inną tego typu bzdurą. Ofiara powinna dzięki tej sytuacji przerobić ten wzorzec, czyli wzorzec zależności od kata. W zasadzie na tym polega to, co wielu nazywa „przebudzeniem„, często nie rozumiejąc znaczenia tego słowa.

Nie chodzi tutaj tylko o metafizykę i psychologię. Ale też o to, że polepszenie sytuacji politycznej i ekonomicznej także jest rezultatem przepracowania przez naród / ludzkość tego programu. Obecnie ludzkość jako zbiorowość budzi się z programu zależności od kata. Ten program, czyli rządy silniejszego, trwał od zarania dziejów. Na tym polegała konstrukcja systemu, matrixa, czy też matki natury – bo to jedno i to samo, tylko inaczej nazywane.

Przejawiało się to m.in. w systemie patriarchalnym, w zależności od króla czy polityka. Czy w zależności od ideologii, religii i jej lidera. Tych zależności jest bardzo dużo, bo dochodzą jeszcze zależności między partnerami, i między rodzicami a dziećmi. I teraz: każdy postęp społeczny, każde polepszenie sytuacji politycznej, ekonomicznej, polegało na tym, że część ofiar (jakichkolwiek i kogokolwiek) przebudzała się ze snu. Dochodziły one do wniosku, że to niesprawiedliwe, że tak nie może być.

Gdy ofiary wstają z kolan, zmienia się świat

I co najważniejsze – liderzy grup ofiar, którzy powstali z kolan, od razu proponowali alternatywę. Powszechne myślenie społeczne, czyli de facto myślenie ofiary, zakłada, że system czy jego podsystemy składowe nie mają alternatyw. To jest podstawa społecznego programowania – że systemu nie wolno zmieniać, że nie da się go zmienić. Tymczasem jest to nieprawda, bo postęp społeczny zachodzi. Różne grupy ludzi dochodzą jednak do wniosku, że można żyć inaczej. Że nie muszą godzić się na podłe traktowanie.

W wymiarze zbiorowości mamy więc przebudzanie się kobiet, ateistów i agnostyków, homoseksualistów, okultystów, wyzyskiwanych pracowników, i innych grup które były / są gnębione. W wymiarze jednostki przebudzenie to nie tylko elementy uważności, obudzenia się ze snu na jawie, higieny emocji. Ale przede wszystkim chodzi o wyzwolenie się z programu zależności od kata.

Często ofiara która przełamała w całości lub pewnej części ten program, odnajduje swoje powołanie w pomaganiu innym. I o to też w tym chodzi – by służyć swoim świadectwem i wiedzą, by następni ludzie nie cierpieli tak bardzo. To jest wkład indywidualny w budowę nowego świata. Ofiar nie można zostawiać samych sobie, na pastwę losu, tłumacząc, że one kata podświadomie przyciągnęły. Takie wytłumaczenie jest bzdurne. Z tym wszystkim można i trzeba walczyć.

Jednak nie zmieniaj świata na siłę bo to nic nie da

Tylko trzeba znać pewne zasady. Zasada najważniejsza to nie robienie niczego na siłę. Jeśli ofiara ma zbyt silne blokady w psychice, to trzeba pozwolić jej cierpieć i ten wzorzec przepracować. Ogólnie, chęć zmiany człowieka, narodu czy też świata na siłę, bez szacunku wobec indywidualnego tempa rozwoju, kończy się źle dla zmieniającego. Uruchamiają się wtedy owe tajemnicze mechanizmy korygujące, opisane przez Vadima Zelanda w serii książek „Transerfing rzeczywistości„.

Wcale nie oznacza to jednak, że powinniśmy być bierni. Jeśli widzisz zło – reaguj. Jeśli trzeba – zdecydowanie a nawet brutalnie. Jednak jeśli ofiara ma silne blokady przed zmianą, jeśli broni kata, bluźni Tobie, lub wręcz napuszcza swojego kata na Ciebie – odpuść. Jest takie porzekadło, że rozmowę powinno dostosować się do poziomu rozmówcy. W myśl tej zasady, zmienianie i „ratowanie” kogoś, powinno się dostosować do stanu jego świadomości, tempa jego rozwoju.

Postęp społeczny i każdy inny, niesie liczne błędy i wypaczenia. Ale to przecież nie powód by go hamować i wracać do starych dobrych czasów, prawda? Które to czasy wcale nie były takie dobre. A na dobrą sprawę, jak zaczniemy tak wyliczać, to w myśl idei „starych dobrych czasów„, które przecież były takie „naj„, powinniśmy się cofnąć do czasów jaskiniowych. Ale nawet wtedy osoba z konserwatywną konstrukcją umysłu nie byłaby zadowolona.

Gdy wilki przywdziewają owcze oblicza i sprowadzają innych wilków z Bliskiego Wschodu..

Często kaci wykorzystują ów postęp społeczny, i podają się za obrońców owiec. To wtedy wilki przywdziewają owcze oblicza. Przykład to europejska i amerykańska lewica neoliberalna. Gnojenie za poglądy (poprawność polityczna), rozbrajanie policji umożliwiające sielankowe życie gangom, jak i sprowadzanie tu agresywnych islamistów, to dalsza globalna projekcja zależności ofiary od kata.

Przy czym nie ma znaczenia, czy dresiara z bloku broni ostrych chłopaków ze stadionu, czy feministka broni ostrych chłopaków z meczetu. „Skrajne przeciwieństwa są tak naprawdę tym samym„. To jeden i ten sam, nieprzepracowany wzorzec w psychice. Islam jest obecnie zagrożeniem, które może zaprzepaścić postęp społeczny i zniszczyć to, co nasza cywilizacja, najwyższa z ziemskich, osiągnęła. Może to z powrotem cofnąć nas do średniowiecza.

I może taki właśnie jest plan katów rządzących Unią Europejską? Może o to właśnie chodzi, że tym na górze nie podoba się taka wolność, rozwój i emancypacja różnych grup ich ofiar? Więc trzeba tu sprowadzić tych, którzy cofną ten proces rozwoju?

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

„Syndrom życia w Polsce”. Bez silnych antydepresantów się nie obędzie?!

polska-biedaJakiś czas temu napisałem anegdotę o tym, że u nas, w Polsce, ani coaching, ani teorie new age nie działają. Pisałem, że potrzebujemy raczej porad w stylu:

-jak nie popełnić samobójstwa pracując u polskiego prywaciarza. Który kupuje dzieła sztuki za miliony, ale robolowi nie da nawet złotówki więcej niż minimalna krajowa;
-jakie antydepresanty dobrać? Czy nowe i tym samym droższe antydepresanty są warte swojej ceny?
-jak pogodzić się z tym, że nie spełnisz nawet najbardziej podstawowych potrzeb i pragnień?

Znam taką rodzinę – ma ją para w moim wieku – tak, właśnie w tym specyficznym wieku, w którym świat jest najbardziej bezwzględny i wymagający. Czyli ludzie koło 30-stki. Zarabiają razem 5000 zł. Kredyt hipoteczny to aż 1500 zł. Jeżdżą 12-letnim Passatem. Mają dwoje dzieci. Próbują żyć po prostu normalnie. No ale nie da się, bo nie mogą pójść nawet do kina raz w miesiącu. Z pustego to nawet mag Salomon nie naleje.

Poniższe nagranie które wklejam, pochodzi z kanału You Tube Sukces.pl. Autor próbuje łączyć niektóre dziedziny wiedzy, tłumacząc dlaczego tak się dzieje. Podaje przyczynę, którą znamy – wychowanie. Rozmawiam z różnymi ludźmi i stwierdzam, że mało który naród jest poddawany takiemu praniu mózgów i tak bezlitosnemu gnębieniu w dzieciństwie, jak Polacy.

Link do nagrania poniżej – kliknij w niego, aby je zobaczyć:
Magia„, która ma wpływ na Twoje życie

Są dwie możliwe interpretacje. Pierwsza z nich głosi, że jaka mentalność narodu, taka elita nim zarządzająca i taka jego zamożność. Widać to szczególnie w bogatych krajach Zachodu, gdzie jest większa życzliwość, mniej zawiści, nienawiści i przemocy. Druga interpretacja to coś zgoła odwrotnego. Otóż to bieda ma degenerować człowieka. To bieda ma powodować typowo polskie wady – zawiść, nienawiść, smutek, agresję. A może między tymi dwiema możliwościami, zachodzi jakieś sprzężenie zwrotne? Polski naród raz wpadł w tzw „pętlę przechwytu” biedy i marazmu, i każde pokolenie to nasila coraz bardziej? Nasila i biedę, i negatywną mentalność?

Moja znajoma pisała, że nie tęskni za Polską, że Polska jest nie tyle matką, co macochą. Która dba tylko o najsilniejsze dzieci. Posypała się potem w dyskusji lawina komentarzy. Zwolennicy patriotyzmu darli szaty, jak tak można. A luzacy drwili z patriotyzmu, drwili z dumy bycia Polakiem, jak i drwili z tej całej słowiańskości i idei wielkiej Lechii. Ja ich nie potępiam, staram się zrozumieć taką postawę. Ogrom ludzi w Polsce przeżywa piekło na Ziemi, i wcale nie chodzi tylko o głodowe pensje i niemożność spełnienia nawet najbardziej podstawowych potrzeb.

Problemy w Polsce są trzy:

-konfiguracja systemu ekonomicznego – pensje jak na wschodzie, a ceny często wyższe niż na Zachodzie (tak, tak, pojedź z kalkulatorem do Aldi w Niemczech, przeliczaj ceny z euro na złotówki i porównuj). Nie stoi za tym żaden wolny rynek, żadna jego niewidzialna ręka. Jest to cyniczna manipulacja mechanizmami ekonomii;

-nienawiść, złość, zawiść, donosicielstwo, agresja i przemoc, i inne wady. No i zasada wyznawana przez polskich patriotów spod znaku dresu i bejzbola – „oczy widzą, uszy słyszą, usta milczą„. To główna zasada polskiej patologii, której efektem są wydarzenia takie jak w Łodzi. Matka doprowadziła do tego, że jej dziecko chodziło tygodniami ze złamaniami i innymi poważnymi urazami po pobiciu przez konkubenta, dresa-patriotę. 6 grudnia dziecko to zmarło w męczarniach, sprawa zbulwersowała całą Polskę. Prawdopodobnie napiszę o tym artykuł;

-koncertowe wpieprzanie się jednych w życie drugich. Nie chodzi tylko o toporny konserwatyzm i zaglądanie ludziom do łóżek, co Polacy robią bardzo chętnie i często. Chodzi także o bardzo silnie zakorzenione przekonanie, że skoro ktoś ma z Tobą więzy krwi (rodzina), to ma automatycznie prawo do sterowania Twoim życiem. Pół biedy, gdyby warunki ekonomiczne były normalne. Wtedy np dziecko wynajmuje mieszkanie albo je kupuje po kilku latach oszczędzania, i wyprowadza się od rodzica-tyrana. Ale jesteśmy w Polsce, i domowi psychopaci tę sytuację skwapliwie wykorzystują;

Dlatego propozycje obrony kraju, jakiejś walki zbrojnej, czynu zbrojnego itp itd, budzą we mnie dwojakie uczucia. Z jednej strony, bezdenny śmiech. Z drugiej strony – ogromną agresję. Mam wtedy ochotę takiemu patriocie powiedzieć to i owo. Nie trzeba nam kolejnych powstań listopadowych, styczniowych czy warszawskich, które jedyne co przyniosły, to spalona ziemia i miliony zabitych. Nosz kurwa, no, bez przesady..

Taki patriota wypije piwo z biedronki, zagryzie śledziem, i chce na hurra iść z szabelką na czołgi, a raczej na roboty z bronią laserową wroga. No dobra, nawet gdybym poszedł w ten romantyczny bój już ostatni, walczyć z Niemcem, Ruskiem, Amerykańcem, Żydem, Illuminatą, Masonem czy innym cyklistą.. To co potem, po wojnie? Znowu do pracy za 1850 zł brutto, tylko z amputowanymi kończynami i psychozą pourazową? By budować wolny rynek, kapitalizm, by (elitom) żyło się lepiej?

Sorry, już nie z nami te numery. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które głośno zadaje chyba najbardziej zakazane i znienawidzone pytanie świata. Brzmi ono:
Dobrze, każesz mi robić to, co od zawsze zaleca społeczeństwo, tradycja, system.. ALE CO JA DOSTANĘ W ZAMIAN DLA SIEBIE?!

To pytanie, które powyżej napisałem – jest naprawdę bardzo ważne. I naprawdę jest ono zakazane. Przez wieki tego pytania nie mogłeś zadać, a za jego zadanie mogłeś odpowiedzieć głową. Ty się nie liczyłeś, Ciebie nie było. Była religia, tradycja, naród, ojczyzna, rodzina, szlachta, król, książę, fuhrer, fabryka, korporacja – wszyscy, tylko nie Ty. Jedyna rola, jaką dla Ciebie wtedy przewidziano – to rola niewolnika, posłusznie wykonującego polecenia i zadania systemu.

Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to jest hedonizm, to jest troska o własną przyjemność, jak i minimalizowanie cierpienia. Bo recepty na życie proponowane przez system mają to do siebie, że ograniczają Ci radość życia, dając za to dużo wyrzeczeń i cierpień. Wychodzi z tego taki mały Amber Gold. Ale czy taka postawa jest zła? I tak, i nie. Jest zła dla elity i dla bezlitosnej społecznej maszyny. Społeczeństwo to karna i zdyscyplinowana armia, maszyna, gdzie jednostka jest co najwyżej pikselem czy też trybikiem. Taka postawa jest też dobra – bo gdy dbasz o własne dobro i przyjemność, to automatycznie dasz to dobro innym. Będziesz nim promieniował wszędzie gdzie się pojawisz.

Osobiście, choć kładę duży nacisk na rozwój duchowy, zanegowałem chyba wszystkie popularne „prawdy” z nurtu new age. Zamiast bezmyślnego poświęcania się i oddawania swojego życia innym – promuję świadomy hedonizm, czyli taki który nie krzywdzi innych. Zamiast ascezy, niechęci do bogactwa i odmawiania sobie ziemskich przyjemności – promuję kult przyjemności, seksualności. Uważam też że bogactwo i dobrobyt to coś wspaniałego, a z życia trzeba korzystać na maxa, na pełnej petardzie.

Zamiast kultu natury, wielokrotnie opisywałem jej mechanizmy. Uważam, że gdybyśmy się słuchali natury, to nie tylko nie siedzielibyśmy w jaskiniach, ale wręcz na drzewach. Twierdzę, że to umysły i serca ludzi świadomych mają marzenie życia w pokoju, harmonii i dobrobycie. A boską emanacją w ciele człowieczym nie jest uprawianie pola w stylu eko, jak to drzewiej bywało. Ale urbanizacja, nauka, technologia, robotyka i medycyna – dzięki którym możemy sięgać gwiazd. No i nie musimy umierać na ten cholerny wyrostek czy banalną infekcję. Bo przyjdzie pan doktor na SOR, z tym bezbożnym i nieekologicznym antybiotykiem, i uchroni Cię od umierania w potwornych męczarniach przez kilka tygodni. Och! Jakże to niewłaściwe, zakazać, wracajmy na drzewa, do natury!

Widząc roboty, maszyny, komputery, miasta, autostrady, reaktory i rakiety kosmiczne – widzę dzieło prawdziwego, żywego Boga. Czytając informację o tym, że udał się doświadczalny rozruch stellaratora Wendelstein, wiem, że Bóg istnieje. Jeszcze kilka lat, i dzięki stellaratorom będziemy mieli bardzo tanie i nieograniczone źródło energii na tysiąclecia. To wszystko zamyka się w odwiecznym człowieczym marzeniu, by żyć lepiej. Z drzew już zeszliśmy, z jaskiń także wyszliśmy, ujarzmiliśmy energię atomu. Dzięki technologii i nauce, nie zamarzamy w zimie, a osoba chora na wyrostek czy depresję nie musi umierać. Bo jest odpowiednio – prąd który ogrzeje, czy skalpel chirurga bądź tabletka antydepresyjna, które ratują życie.

To wspaniałe, że rodzaj ludzki się tak rozwija, że jesteśmy czymś więcej niż zwierzęta, czymś więcej niż natura. Teraz wypadałoby także zejść z drzew czy wyjść z jaskiń także jeśli chodzi o mentalność, emocjonalność i duchowość, bo pod tymi względami, nadal siedzimy na drzewach, razem z tymi zwierzakami. Ale potem patrzę na jakiś film przyrodniczy np na Discovery. Gdzie dwie lwice zagryzają przez 20 minut antylopę, lub stado wilków męczy słabego osobnika. No jakoś nie mogę tam dostrzec boskiej ręki. Nie jestem w stanie, i koniec.

Jak już pisałem, zwierzęta są bardzo blisko natury. Wypełniają jej programy, bo praktycznie nie posiadają samoświadomości. Są tak jak natura – bo natura też nie posiada ani rozumu, ani świadomości – ma tylko ślepe, beznamiętne programy. Człowiek zaś wymyśla, rozmyśla, filozofuje. Człowiek chce żyć lepiej, chce być szczęśliwy. To człowiek pragnie spokoju, radości, dobrobytu. Podczas gdy natura to nie spokój, ale rozpierdol i chaos. To nie radość, ale zło i cierpienie, których jest nadmiar na Ziemi. I w końcu – natura to nie dobrobyt, ale odwieczna, okrutna walka o przetrwanie, mentalność niedoboru i związany z nią lęk przetrwania.

Natura jest egoistyczna, i chce mieć zwierzęta i tym samym człowieka, przy sobie. Ona jest jak prezes korporacji, który banknotem 1000-dolarowym odpala kubańskie cygaro. Takiego prezesa obchodzi tylko to, by cyferki się zgadzały, by rosły. A więc – ekspansja. W naturze są trzy cele związane z ekspansją: jak najszersze rozmnażanie, zdobywanie jak największych terytoriów, a także konkurencja i zdobywanie zasobów. Natura chce mieć po prostu swoich roboli, tak samo jak demoniczny prezes korporacji chce mieć pracowników za 1850 zł brutto.

Prezesa nie obchodzi, że taka pensja nie starczy nawet na podstawowe potrzeby. Ważne, by jego cele (ekspansja -> hajs) się zgadzały. A jak pracownik się „zużyje„, to się go wyrzuci z korporacji, on straci mieszkanie, stanie się bezdomnym, umrze. W naturze jest to samo – ochrona w postaci hormonów (płciowych, czy melatoniny której stężenie spada na starość) jest tylko wtedy, gdy organizm rozmnaża się płciowo. I tym samym, realizuje cele natury. A więc gdzieś do wieku 50 lat.

Natura jest więc przeciwna temu, by ludzie się uduchawiali i przebudzali. Ale to nie wszystko, bo natura sprzeciwia się także temu, by ludzie byli szczęśliwi, by żyli w dobrobycie, by rozwijali naukę i wiedzę. Natura chce człowieka mieć przy sobie, choćby mieszkał on w jaskiniach, żył max 30 lat i był totalnie zezwierzęcony. To człowiek sprzeciwia się temu, chce i rozwijać się, i wrócić do swojego duchowego domu. I przez to cierpi – bo natura i jej mechanizmy w niego uderzają. Vadim Zeland, jeden z najpotężniejszych wtajemniczonych, nazwał te siły „wahadłami” jak i „siłami korygującymi„.

W swojej serii książek opisał, jak „symulować” różne mechanizmy, zachowania i odczucia, charakterystyczne dla ludzi sukcesu. Pozwala to ominąć mechanizmy natury tak, by jej siły korygujące nie karały człowieka. Zwrócę jeszcze uwagę na to, co pisałem już wiele, wiele razy. Otóż natura nie rozpoznaje i nie jest kompatybilna z naszymi duszami / umysłami. Ona nie rozpoznaje i nie rozumie takich pojęć jak: empatia, wrażliwość, miłosierdzie. Ba, ona nawet nie rozumie czym jest dobro i zło, i na czym polega krucha i delikatna równowaga między nimi.

Mechanizmy natury niejako „odruchowo” traktują te powyższe, pozytywne cechy, jako zagrożenie dla realizacji jej programów, jako słabość. I to jest wyjaśnienie tajemnicy, dlaczego ludzie dobrzy i empatyczni mają co rusz różne dziwne złe wypadki, przypadki, zbiegi okoliczności, traumy, choroby, a złoczyńcy tryskają energią, zdrowiem i odnoszą sukcesy. Zło jest premiowane i nagradzane przez naturę, bo wydajniej realizuje jej programy, niż dobro. Wśród biznesmenów, maklerów giełdowych, menedżerów, polityków – a więc elity, ludzi sukcesu – jest ogromna nadwyżka psychopatów.

Zostało to udowodnione kilkoma badaniami naukowymi. Najgłośniejsze z nich dotyczyło maklerów giełdowych z Wall Street. Psychopaci są tacy sami, jak natura, są z nią tożsami. Nie odczuwają empatii ani współczucia. Nie rozumieją oni pojęć dobra i zła. Są więc przez naturę nagradzani. Nie naruszają oni tzw „nadmiernych potencjałów„, opisywanych w książkach Vadima Zelanda, więc nie są karani przez siły natury. Mają wszechstronne możliwości rozwoju.

Częstym schematem jest tak, że jak próbujesz się odciąć od natury, wznieść wyżej – to ona „odcina” Ci swoje zasilanie. Mówisz, że Twoja dusza jest ponad, że jesteś czymś więcej? W porządku, więc receptory mózgowe / neurony słabną, powodując depresję. Także tarczyca – generator tej „profanicznej” siły witalnej – słabnie, zostaje wręcz zaatakowana przez organizm. Pojawia się choroba autoimmunologiczna taka jak Hashimoto. Obie choroby mają dziś rozmiar pandemii, i są wręcz częstsze niż pospolita grypa.

Trzeba zaakceptować swoją zwierzęcą część siebie, na przykład swoją seksualność. W tym tę seksualność, którą wypieramy do głębin psychiki, której się wstydzimy. Bo nie jest ona zgodna z konserwatywną i monogamiczną wizją świata. Jeśli walczysz z czymś, np z naturą – to wzmacniasz to coś. Nie można walczyć otwarcie, ale trzeba niejako zawiązać z nią pokój, wręcz… pakt. Trzeba obejść jej mechanizmy, choćby w taki sposób, w jaki przedstawił to Vadim Zeland.

Dopóki jesteśmy ludźmi w ciałach ziemskich, jesteśmy wplątani w to całe, zło, lęk przetrwania, zwierzęcą walkę o byt. Jesteśmy tutaj na tym samym poziomie, co zwierzęta. One robią sobie różne złe rzeczy (np męczą słabszych), by walczyć o pożywienie, partnerów, terytorium, których to zawsze jest niedobór. Ludzie robią sobie rzeczy jeszcze gorsze, by walczyć o surowce, pieniądze, zasoby, władzę.

Musisz wiedzieć, że jak wychodzisz spod macoszej „opieki” natury i jej programów, to powoli wchodzisz w inny świat. Możliwe że ten duchowy. Oprócz natury, jest druga, potężniejsza, ale o ironio, subtelniejsza siła. Nie widać jej na pierwszy rzut oka. Ta druga, boska siła, ma na celu ewolucję i udoskonalanie różnych form – zwierząt, ludzi, ludźmi, jest po naszej stronie. To tej sile zależy na tym, byśmy się rozwijali, byli szczęśliwi i zeszli w końcu z tych drzew, także mentalnie.

Z drugiej strony, potrzebujemy także tej natury. Jesteśmy dziećmi tego świata, pomimo tego że przypomina on rosyjski dom dziecka. Trzeba przecież unikać tych substancji i procedur medycznych, o których wiadomo że są szkodliwe i nieskuteczne – takich jak szczepienia czy leki obniżające cholesterol. Ważne jest też przecież dobre żarcie, inaczej się pochorujemy. No i dramatyczne jest zanieczyszczenie środowiska, które grozi zagładą życia na Ziemi. Ale tu trzeba dodać, to wszystko – drapieżny kapitalizm, rabunkowa eksploatacja zasobów i inne mechanizmy – są odwzorowaniem właśnie tych zwierzęcych programów natury.

Muszę też dodać coś innego. Wróćmy do sytuacji w Polsce. Kilka dni temu byłem wkurzony przez to, jaka sytuacja ekonomiczna panuje w naszym kraju. Wyklinałem na Polskę. Ale dosłownie chwilę później gdy przeglądałem facebooka, włączył mi się film video. Nie zdążyłem go w porę zamknąć, część obejrzałem. Było to nagranie z bogatego kraju zachodu, gdzie dwóch islamistów napadło na parę – chłopaka i dziewczynę. Wtedy natychmiast mi to przeszło, i dziękowałem stwórcy, że urodziłem się w Polsce. Przypadek, że to video włączyło mi się właśnie wtedy? Czy raczej synchroniczność jungowska?

To, na co tak bardzo narzekamy – jednocześnie nas… chroni. Narzekamy na biedę i prawicowe rządy, ale to w przyszłości ochroni nas przed ogromną wojną domową, którą być może wybuchnie na Zachodzie. Już teraz dzięki temu mamy setki tysięcy przestępstw rocznie mniej. Mamy po prostu swoich „islamistów„, choć 10 razy mniej agresywnych – kiboli, dresiarzy itp. I to nas niejako chroni. Matka natura wysyła islamistów tam, gdzie siła męska słabnie – do krajów Zachodu. I znowu, natura nie rozumie że ludzkość przechodzi ewolucję, tylko dba, by zawsze, w każdym kraju była odpowiednia dawka konserwatyzmu, cebulactwa, cierpienia, zła.

Wiele razy wspominałem, że to, na co narzekamy – a więc religie, ideologie, więziennictwo, policja, armia, i w końcu system – tak naprawdę trzyma tę planetę małp w ryzach i nas… chroni. Ogranicza, to fakt, ale też chroni. Tak samo, w pewnej części, jest z naturą. Wszystko jest bowiem dualne, podwójne. A życie pełne jest paradoksów i ironii.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?

patriarchatPisałem wiele razy o tym, by starać się docierać do sedna problemów światowych, by nigdy, ale to nigdy nie zadowalać się tematami zastępczymi. By zawsze dążyć do poznania, gdzie tkwi sam rdzeń problemu, a jest on zawsze ukryty pod wieloma warstwami, w budowie przypominając cebulę.

Oczywiście wierzchnia warstwa to wszystko to, co mamy w oficjalnym dyskursie i co słyszysz na co dzień. Z jednej strony konflikt lewica kontra prawica, ateusze kontra katole. Z drugiej strony narzekanie: „Panie a w tym rządzie to same złodzieje„, „Chłopie jakie te kobiety zakłamane„, „Ale Ci faceci to dranie„, które nic nie zmienia. Nawet jeśli ludzie potykają się podczas takich dyskusji o jakąś głębszą prawdę.. To wstają i idą dalej robić to, co system i społeczeństwo nakazuje, jak gdyby nigdy nic.

Nam już to nie wystarczy bo wiemy że konflikt lewica kontra prawica zdezaktualizował się i przedawnił wiele dekad temu. Miał rację bytu może w XIX i na początku trudnego XX wieku, teraz już nie. Dziś służy praktycznie wyłącznie zaciemnianiu debaty publicznej o stanie kraju i świata, podług zasady Divide et Impera – dziel i rządź. Tak samo wiemy że ani monoteistyczne religie ani materializm / racjonalizm / ateizm nie dostarczają odpowiedzi na pytania XXI wieku. Koncepcje te wymyślono tysiące lub setki lat temu i odpowiadały one mentalności ówczesnych ludzi. I tam jest ich miejsce – w przeszłości.

Warto dążyć do tego co jest w samym środku, i co odpowiada za wszystkie istniejące (pod)systemy na planecie i za całą globalną sytuację. Wszystko to na co narzekamy – ekonomia, polityka, kapitalizm i wyzysk, patriarchat, konserwatyzm, hierarchizm, idea rywalizacji – jest emanacją, częścią czegoś większego. Nigdy nie rozpatrujmy tych powyższych i wszelkich innych (pod)systemów osobno. Patrzmy na nie całościowo, a odkryjemy jak zadziwiająco są do siebie podobne. Choć dotyczą przecież skrajnie różnych i z pozoru nie związanych ze sobą dziedzin życia.

Zacznijmy od przypomnienia trzech ważnych felietonów w których poruszałem to, co na ogół jest pomijane w debacie publicznej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu

W powyższych felietonach pisałem że to, co określamy słowem „system” i na co tak narzekamy, jest po prostu naturą i zbiorem jej praw i zasad. Ludzie i każda żywa istota na Ziemi jota w jotę podlegają prawu naturalnemu i podług niego działają. Zrozum jak działa natura a zrozumiesz czym jest system. Spójrz głębiej w naturę, a pojmiesz dosłownie wszystko. Prawda na ten temat jest rozbita na mniejsze dziedziny wiedzy. Biologię i jej teorie ewolucjonizmu i doboru naturalnego, psychologię i doktryny ezoteryczne / gnostyckie. Dopiero ich spójna synteza da logiczną odpowiedź, dlaczego na świecie dzieje się tak a nie inaczej.

Jako nową ciekawostkę dodam fakt, że wszystkie ziemskie systemy dotyczące nas, ludzi, zostały stworzone wg zasad podług których działa wataha wilków. U wilków jest tak, że watahą przewodzi jeden lub dwóch osobników alfa. Oni mają partnerki i rozmnażają się, reszta stada zaś nie. Oni jedzą jako pierwsi, i mają większość zasobów i specjalne przywileje. Uderzająco podobne, choć oczywiście nieco inne zasady rządzą rodzajem ludzkim.

Te zasady można odnaleźć praktycznie we wszystkich systemach, dlatego są one tak bardzo podobne do siebie, choć dotyczą zupełnie innych dziedzin życia. Np kapitalizm jest tak skonstruowany, że 1% ludzi posiada 99% lub więcej zasobów. Dzieli on ludzkość na 1% elity, maksimum 10% pupilków elity dostających ochłapy z pańskiego stołu (w Polsce urzędnicy, korpo-lemingi) i 90% wyzyskiwanych niewolników.

Ogólnie, zapamiętaj tę proporcję – 1%, 10%, 90% bo znajduje ona odwzorowanie także w innych obszarach życia. Tak samo sport i cała ogólna idea konkurencji i rywalizacji, czegokolwiek ona dotyczy. Wygrany, zwycięzca jest zawsze jeden, plus dwóch następnych dostających nagrodę pocieszenia (srebrny i brązowy medal). Cała reszta to przegrani podzielający tę samą traumę.

System dotyczący relacji między płciami, który nazwałem MPP (od słów: monogamia, purytanizm, patriarchat) jest chyba najsilniej naznaczony tym piętnem. Piętnem praw i zasad watahy wilków. Zobaczcie na poniższy cytat:

Cytuję: „Patriarchat oznacza dosłownie „rządy ojców”, ale w patriarchacie bardzo niewielu mężczyznom wolno odgrywać rolę „ojca” poza ograniczoną sferą rodziny. Struktura hierarchicznych instytucji to piramida: jeden mężczyzna na górze kontroluje wielu pod sobą. Mężczyźni rywalizują o pieniądze i o władzę nad innymi; większość, która nie osiąga szczytu hierarchii, zmuszona jest pozostać w stanie niedojrzałości, odgrywając rolę posłusznych bądź zbuntowanych synów. (…) W centrum naszej psychologii leży wojna między synami i ojcami, wiecznie rywalizującymi o wyłącznie posiadanie matki, która, jak wszystkie kobiety w patriarchacie jest ostateczną nagrodą za zwycięstwo.”
~Starhawk, Taniec Spirali, strona 111

Mamy tu kapitalne odwzorowanie zasady 1%, 10%, 90%. Ja to wyjaśnię jeszcze bardziej dobitnie i brutalnie, bo wielu czytelników płci męskiej byłaby gotowa ciskać we mnie pomidorami za artykuły krytykujące ten system. Zakładają oni, zupełnie błędnie, że mężczyźni są beneficjentami patriarchatu. Nie jest to prawdą. Po pierwsze, beneficjentami tego systemu są owe 1% i w dużo, dużo mniejszym stopniu – 10% mężczyzn. Cała reszta to takie same ofiary i marionetki tego systemu, jak kobiety. Po drugie, patriarchat oznacza trochę więcej przywilejów, których mężczyźni notorycznie nadużywają, i znacznie więcej obowiązków.

Przypuśćmy że jest magazyn, w którym pracuje 200 chłopa. Każdy z nich umięśniony, wytatuowany, z kwadratową szczęką, słuchający Gangu Albanii, jeden bardziej męski od drugiego. Ich szefem jest bezwzględny i okrutny kapitalista. Zarabia on kilka baniek na czysto rocznie, jeździ sześć razy w roku na wakacje (jak to przedsiębiorca). Ma konszachty z lokalną mafią, samorządem i kościołem. Niedawno posłał swojego wroga dwa metry pod ziemię. Jego kumpel z mafii zrobił swoje, a kumpel z lokalnej Platformy Obywatelskiej puścił oczko do prokuratora i szefa policji, by zdusili śledztwo ws zabójstwa w zarodku. Zaś biskup dzięki dotacji 200.000 na remont kościoła, wyspowiadał i udzielił rozgrzeszenia.

I to jest właśnie prawdziwy patriarchat, to jest konserwatyzm, to jest tradycja i tradycyjne wartości. System MPP to stary porządek świata (old world order), czyli porządek mafijnego Ojca Chrzestnego. No i teraz najważniejsze.. Tylko i wyłącznie ten kapitalista jednym kaprysem posyłający wrogów do piachu, ma moralne prawo nazywać się zwolennikiem patriarchatu i obrońcą tradycyjnych, konserwatywnych wartości.

Jego 200 pracowników absolutnie tego prawa nie ma. Po pierwsze, są oni legalnymi, kapitalistycznymi (neoliberalnymi) niewolnikami. Pracującymi za przysłowiową miskę ryżu, bo za te 2300 zł brutto – które nie starcza dosłownie na nic. Po drugie, nie mają wpływów, władzy, oszczędności, pieniędzy. O własnym mieszkaniu, samochodzie, wyjeździe na wakacje mogą tylko pomarzyć. Nie są beneficjentami patriarchatu, ale jego bezsilnymi ofiarami – bateriami zasilającymi system. Takimi samymi ofiarami jak kobiety, którymi gardzą. Mięśnie, tatuaże itp nie są już wyznacznikami niczego. Prostactwo bije się na ulicach, zaś ludzie potężni są tych ulic właścicielami.

Jeśli Ty uważasz się za prawdziwego mężczyznę, obrońcę tradycyjnych wartości i patriarchatu.. To ja zadam Ci kilka pytań. Ile milionów masz na koncie, jak na prawdziwego patriarchalnego mężczyznę przystało? Jak daleko sięga Twoja władza i wpływy, jaki masz posłuch w samorządzie, biznesie, strukturach kościelnych, na mieście? Niech zgadnę – nawet żona byle fochem może wyprowadzić Cię z równowagi? Ilu wrogów posłałeś po piachu, gdzie trzymasz gnata? Ach, nie masz gnata, bo po pierwsze system nie pozwala mieć broni, a po drugie nie masz na nią pieniędzy bo wszystko idzie na rachunki i żarcie.

Jeśli to co wymieniłem powyżej masz – w porządku, zaliczasz się do 1% mężczyzn którzy są rzeczywistymi beneficjentami patriarchatu. Mam jeszcze jedną małą uwagę.. Nie doczepiajmy do systemu MPP takich ogólnoludzkich wartości jak ojcostwo i odpowiedzialność za potomstwo, jak honor czy wewnętrzna moc. Dotyczą one (lub nie) wszystkich ludzi bez wyjątku, każdy te wartości może sobie wypracować.

Oczywiście to, co wspomniałem o MPP jest słuszne, ale istnieje też druga strona medalu. Otóż światem nie rządzi miłość, jak głosi doktryna new age. Światem rządzi Nietschańskie prawo Woli i Mocy. Miłość jest wartością z rodzaju tych „trudnych” które siłą mocy i woli możesz wypracować, osiągnąć. Wiele kobiet nie ma dość rozwiniętej samoświadomości i decyzyjności. Oddają więc swój los w ręce twardych i często brutalnych mężczyzn.

Stąd wzięło się porzekadło, że kobiety lubią drani. Taka jest ich wola i zapotrzebowanie – chcą twardej, patriarchalnej pseud-siły, ponieważ same są pozbawione swojej wewnętrznej mocy. Skoro same jej nie mają, to szukają iluzji, protezy tej siły na zewnątrz – w mężczyźnie. Jaki jest tego efekt – wiemy. Takie kobiety mają przewagę archetypu pierwotnej Ewy w psychice. Archetyp odmienny, a więc świadomy i pełen mocy, to Lilith.

Na zakończenie dodam tyle, że nie ma co się załamywać że kobiety czy mężczyźni są tacy i owacy. Są oni bardzo różni, i są lustrem nas samych. Wiadomo że roztrzepana i rozkapryszona „Ewka” pozbawiona wewnętrznej siły, przyciągnie do siebie tylko pierwotnego, nieokrzesanego Adama. Tak samo mężczyzna zlękniony i pozbawiony mocy i siły, przyciągnie kobietę, która go wykorzysta. Albo rozkocha w sobie i zaproponuje przyjaźń (friendzone).

Warto by świadomi i zyskujący wewnętrzną moc ludzie płci obojga zrozumieli, że i Ewki i pierwotne Adamy mają swoje przeżycia, swój świat i swoje lekcje życiowe. Jeśli chcesz, mężczyzno, dalej tkwić w tym świecie – proszę bardzo. Ale będziesz razem z Ewkami doświadczał ich trudnych lekcji i przeżyć – wykorzystywania, friendozne, odrzucenia, fochów kilka razy na dobę. To samo w drugą, kobiecą stronę.

Kluczem jest wyjście poza system i wzięcie pełnej odpowiedzialności za swój własny mini-system. Nie musisz ani popierać, ani walczyć z ludźmi, społeczeństwem, systemem. Czy z czym tam Twe pełne pychy ego chciałoby walczyć.

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Studium globalnego upadku systemowego: jak system nas zniewala?

Studium globalnego upadku systemowego: jak system nas zniewala?

upadek systemuWklejam Wam dziś artykuł Dave’a Pollarda w tłumaczeniu blogera Exignorant’a. Jest to część druga tego artykułu. Link do części pierwszej jest poniżej, po moim autorskim wstępie.

Artykuł to dobre studium tego, w jaki sposób współczesna cywilizacja dokonuje zniszczeń w naszej ludzkiej świadomości. Z drugiej strony – chyba nikt, poza fanami stylu „100% eko” nie chce przenieść się do epoki jaskiniowej czy mroków średniowiecza. Wtedy technologii nie było.

Kluczem jest odnalezienie równowagi pomiędzy technologią rozwijającą naszą świadomość i służącą rozwojowi, a życiem zgodnie z naturą. Technologia ma dwa oblicza – dobre i złe. Internet daje nam niesamowity dostęp do wiedzy, ale z drugiej strony, jego większa część to rozrywka niskich lotów. Dodać należy też, że blokowane są patenty na „czyste” i nieszkodliwe dla przyrody i człowieka technologie.

Zaryzykuję tutaj stwierdzenie, że współczesna technologia, choć wciąż niedoskonała – działa jak psychodeliczne narkotyki. Czyli wyostrza i pozwala uwypuklić to, co już naturalnie posiadamy. Tak więc mniejsza część społeczeństwa mająca potencjał – może zdobyć w sieci niesamowitą wiedzę i potężne narzędzia do działania. Za to większość ludzkości, która tego potencjału nie ma – zzombieje jeszcze bardziej, niż oglądając tylko telewizję.

Ideałem nie jest mentalność człowieka epoki jaskiniowej, który pomimo tego, że był w 100% „eko” – nie dożywał nawet 40 roku życia. Rozwój ludzkości odbywa się ewolucyjnie. Teraz jest on nieco przyspieszony, bo trwa globalna zapaść starych systemów, funkcjonujących już od wieków. Jednak odkąd człowiek „wynalazł” ogień – jego droga ewolucyjna ku istocie kosmicznej została praktycznie przesądzona. Pomimo tego, wciąż bliżej nam do okrutnego świata zwierzęcego, niż do prawdziwego ideału, do którego dążyć powinniśmy. Czyli do mającej wysoką technologię i wysoką świadomość istoty kosmicznej.

Wstęp: Jarek Kefir (więcej…)

Komary GMO zostaną wypuszczone pomimo braku ich bezpieczeństwa

Komary GMO zostaną wypuszczone pomimo braku ich bezpieczeństwa

organizmy GMOZamieszczam dziś ciekawy artykuł o masowych wypuszczeniach komarów GMO w obu Amerykach. Warto zwrócić uwagę na pewien ciekawy aspekt obu spraw – organizmów modyfikowanych genetycznie, jak i masowych szczepień.

Otóż zauważmy, że nie tylko nie spełniają one swojej roli, ale wręcz działają odwrotnie niż się na początku zakłada. Szczepienia na polio w Indiach i Pakistanie wywołały kilkadziesiąt tysięcy przypadków ciężkiego paraliżu u dzieci. Przed masowymi szczepieniami organizowanymi przez kartel Billa Gatesa i masońską organizację Rotarian, było tam zaledwie 200 przypadków rocznie na ponad miliard ludzi.

Podobnie inne szczepionki. Szczepionka na HPV, zamiast zapobiegać nowotworowi, okazuje się wręcz wywoływać ten nowotwór, i to u młodych dziewczynek, a także powoduje bezpłodność i inne uszkodzenia. Tak samo szczepionka na grypę. W internecie roi się od komentarzy zwykłych ludzi, którzy po zaszczepieniu na grypę chorowali bardzo ciężko, np na nawracające zapalenia oskrzeli i płuc, po kilka miesięcy. Ja w rodzinie też miałem taki przypadek.

Podobnie sprawa wygląda z organizmami modyfikowanymi genetycznie (GMO). Wiele razy donoszono o przypadkach, iż uprawy nie przetrwały warunków suchych, choć do takich właśnie zostały zaprojektowane. Wielu farmerów z RPA czy Indii zbankrutowało, gdy ich pola nie wydały żadnych plonów. Zaś przykład z wklejonego poniżej artykułu – komary GMO, zamiast dać szansę na powstrzymanie epidemii dengi, robią coś zupełnie odwrotnego. Okazują się one uodparniać zwykłe komary poprzez przekazywanie im zmutowanych genów, i tym samym powodować większą ilość przypadków dengi.

Autor wstępu: Jarek Kefir

Proszę o podanie dalej tego info!

____________________________________________________________

Cytuję: „Komary GMO mają być wypuszczone w Keys, na początku stycznia lub w lutym przyszłego roku. Choć proces zatwierdzania jest nadal w toku, Oxitec jest na tyle pewny, że już dostarczył komary.

Jak dotąd, w tym roku nie zgłoszono przypadków dengi na Florydzie, więc dlaczego wypuszcza się do środowiska komary GMO, które podobno mają na celu zapobieganie rozprzestrzenianiu się takich chorób? Gdy były używane w Brazylii, przypadki dengi wzrosły i jednocześnie naruszono równowagę ekologiczną okolicy. Komary nie „utorowały drogi do ochrony przed dengą”, o czym zapewniał Oxitec. W rzeczywistości w rejonach uwolnienia komarów ogłoszono stan wyjątkowy.

Co może pójść nie tak z komarami GMO?

– Mogą powodować spustoszenie w ludzkim genomie, tworząc „wprowadzane mutacje” i inne nieprzewidywalne rodzaje uszkodzeń DNA przez dostanie się do ludzkiej krwi – podobnie jak wykazano to na roślinach GMO odpornych na glifosat. Według Instytutu Odpowiedzialnej Technologii „”wprowadzane mutacje” mogą spiąć, usunąć lub przenieść kod genetyczny.” Na dużą skalę mutacje występują często przy modyfikacji genetycznej, i nie ma znaczenia czy była to roślina czy owad, który został biotechnologicznie zmieniony.

– Genetyk z Hawajskiego Uniwersytetu UH, Alfred Handler, stwierdza, że komary GMO mogą rozwinąć odporność na gen śmierci, a następnie rozprowadzać go przypadkowo (brzmi znajomo?). Entomolog Todd Shelly, inny ekspert z UH, powiedział, że 3,5 procent komarów GMO przeżyło do etapu dorosłości pomimo przenoszenia genu „śmierci”, który miał je zdezaktywować.

– Komary samce GMO tworzone w laboratorium są często mniej aktywne niż komary nie poddane genetycznej modyfikacji, które urodziły się na wolności, więc jest mniej prawdopodobne, aby były w stanie konkurować z odmianami niezmodyfikowanymi genetycznie. Oznacza to, że każde „sterylne” potomstwo może umrzeć, a niemodyfikowane komary zazwyczaj odpowiedzialne za przekazywanie dengi lub malarii będą dalej żyć, być może ze zmutowanym genem (otrzymanym od rodziców GMO), co uczyni je jeszcze bardziej odpornymi.

– Ponieważ komary GMO były tworzone z myślą by umierały w obecności antybiotyków, takich jak tetracyklina, a nasze zasoby wodne są obecnie skażone antybiotykami, to komary GMO prawdopodobnie będą rozwijały się zyskując odporność na antybiotyki, podobnie jak „odporne na glifosat” uprawy GMO- które już doprowadziły do powstania super chwastów.

W każdym razie, Floryda powinna odroczyć uwolnienie tych komarów (nawet jeśli Oxitec ma utracić swoje komary), aby dokładniej ocenić ich bezpieczeństwo.”

Autorstwo: Christina Sarich
Źródło oryginalne: PrisonPlanet.com
Źródło polskie: PrisonPlanet.pl

Upadek globalnych systemów i nieuchronny kolaps cywilizacji

Upadek globalnych systemów i nieuchronny kolaps cywilizacji

upadek cywilizacjiWklejam ciekawy artykuł będący tłumaczeniem tekstu Johna Michaela Greer’a wykonanym przez tłumacza wartościowych tekstów, Ex ignoranta. Mówi on, że ludzki postęp i wzrost technologiczny jest totalną fikcją. Fikcją, za którą już teraz płacimy straszliwą cenę. Cena ta to obecnie trwające, bodaj szóste wielkie wymieranie gatunków. Zaczęło się od pomoru pszczół na ogromną skalę (tzw. „apokalipsa pszczół”). Kolaps globalnych ekosystemów idzie jednak dalej. Wielokrotnie na plażach czy w innych środowiskach, znajdywano dziesiątki tysięcy, a nieraz miliony padłych zwierząt. Np krabów, ryb, waleni, fok, ptaków.

Dlaczego tak się dzieje? Musimy sobie uświadomić, że całą Ziemią rządzą kliniczni psychopaci – i to ich najgorszy typ, knujący spiski i zbrodnie przeciwko narodom / ludzkości. Broni ich zarówno prawica (chadecja za granicą, czy faszysta Korwin Mikke w Polsce) jak i lewica (zafascynowane kartelami farmaceutycznymi i wszelkimi innymi racjonalistyczne lewactwo tytułujące się mianem „zwolenników nauki” – w Polsce skupiają ich kanały #ttdkn i #neuropa).

Antropocen czyli epoka globalnej dominacji człowieka może być ostatnią epoką życia na Ziemi. Nie ma już dokąd uciekać, tak, jak to było w przypadku kolapsu poprzednich imperiów, np rzymskiego. Nie mamy „planety B”, którą można by kolonizować i podbijać. Nie mamy „planety B” na której można by generować nieskończony wzrost gospodarczy (odrażający fetysz współczesnych „ekonomiaków”) i na której można by dawać upust żarłocznemu ego tych psychopatów. Wszystko wskazuje na to, że prowadzą oni planetę ku ekonomicznej, a potem biologicznej zagładzie. Orkiestra będzie grała aż do końca, jak na Titanicu. Korki szampanów będą strzelać, a wesołe spazmy z najdroższą odmianą kokainy będą trwały aż do 4 rano. Obudzimy się o tej 7 rano, i dotrze do nas, że nasze państwa zbankrutowały, a ekosystemy są już nieodwracalnie zniszczone.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Technologiczne przesądy: kłamstwa o ludzkim postępie

Cytuję: „Z przyjemnością informuję, że koteria naukowców i pisarzy science-fiction wykombinowała, co jest nie tak z dzisiejszym światem: media popularne prześladuje nadmiar negatywnych wizerunków przyszłości. Ażeby przeciwdziałać temu potopowi nieuzasadnionego pesymizmu, zorganizowali oni grupę o nazwie Projekt Hieroglif i opublikowali antologię nowych, radosnych, pozytywnych opowieści spod znaku naukowej fikcji o cudownych, świeżych technologiach, które mogą stać się rzeczywistością w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat. To powinno niezawodnie uzdrowić naszą sytuację!

Współczesny kryzys społeczeństwa przemysłowego nie jest spowodowany brakiem optymizmu; jego korzenie wbijają się głęboko w twarde podłoże geologicznych i termodynamicznych realiów, sięgają do śmiertelnego niedopasowania fantazji niekończącego się wzrostu gospodarczego i nienaruszalnych granic planety o skończonej biosferze, penetrują mniej śmiertelne w sensie konsekwencji natychmiastowych, ale jeszcze bardziej wszechobecne niedopasowanie fantazji wiecznego postępu technologicznego, a także tę znaną nemezis wszelkiego liniowego myśleniaprawo malejących korzyści [przychodów]. Porażka optymizmu, którą opłakują pisarze jest symptomem, a nie przyczyną i upieranie się, że receptą na nasze problemy jest nakarmienie ludzi optymistycznymi wyobrażeniami przyszłości bardzo przypomina decyzję, iż najlepszym sposobem na to, aby poradzić sobie z migającymi, czerwonymi światełkami ostrzegawczymi na panelu sterowania samolotu jest oklejenie ich małymi kawałkami nieprzezroczystej, zielonej taśmy – i wszystko będzie w porządku.

To nie jest tak, że w ostatnich latach cierpieliśmy na brak beztrosko optymistycznych wizji gadżetocentrycznej przyszłości. Przyznaję, że najbarwniejsze dzieła wizjonerskiej fikcji, z jakimi zetknęliśmy się w ostatnim czasie zrodziły się w umysłach tych ekonomistów i polityków, którzy niestrudzenie utrzymują, iż jedynym wyjściem z naszej obecnej gospodarczej i społecznej niedyspozycji jest powielenie – w większej ilości – tych samych zabiegów, które ją wywołały. Poza tym każdy z czytelników, który wstąpi do księgarni w poszukiwaniu pozycji o podróżach międzygwiezdnych lub którymkolwiek z pozostałych rytuałów współczesnego kultu postępu nie będzie musiał specjalnie się natrudzić, aby je znaleźć. Doszło raczej do tego, że podobne lektury nie są już tak popularne, jak niegdyś, ponieważ ludziom bardziej przypadły do gustu opowieści o przyszłości ponurej, zamkniętej w parametrach definitywnych ograniczeń.

Należy zapytać, dlaczego tak jest. Z mojego punktu widzenia istnieją co najmniej trzy bardzo dobre powody.

Po pierwsze, ta bardziej ponura przyszłość i jej bezwzględne granice odzwierciedlają realia życia we współczesnej Ameryce. Odstawmy na bok górne dwadzieścia procent populacji pod względem dochodów i okaże się, że Amerykanie od ponad czterech dekad są świadkami miarowego staczania się standardu życia. W 1970 roku – odnotuję tylko jedną miarę tego, jak daleko sprawy zaszły – amerykańska rodzina dysponująca pojedynczą pensją klasy robotniczej mogła sobie pozwolić na zakup domu, terminowe opłacenie wszystkich rachunków, zapewnienie trzech sutych posiłków dziennie i nadal pozostawało jej dość środków na okazjonalne wakacje lub nabycie luksusowego artykułu. A teraz? Pojedyncza pensja rodziny z klasy robotniczej nie wystarcza, aby uniknąć życia na ulicy.

Ta historia nieubłaganego schyłku gospodarczego ma ogromny wpływ na stosunek wobec przyszłości, nauki i postępu technologicznego. W 1969 roku jedynie w gettach, gdzie Ameryka zamknęła swoją miejską biedotę, znacząca liczba ludzi zareagowała na księżycowe lądowanie załogi pojazdu Apollo obrzydzeniem i alienacją, którą w pamiętnej, wściekłej balladzie Białas na Księżycu wyraził Gil Scott-Heron. W dobie obecnej zdecydowanie liczniejsza rzesza Amerykanów – prawdopodobnie większość – postrzega najnowsze, okrzyczane osiągnięcia nauki i techniki jako jeszcze jeden pokaz bezsensownych akrobacji, które nie przyniosą im żadnego pożytku.

Łatwym do sformułowania, acz chybionym byłoby przekonanie, że ocena ta jest mylna. Poza zawężającym się kręgiem dobrze sytuowanych Amerykanów większość populacji poświęca coraz więcej czasu na rozwiązywanie problemów spowodowanych przez technologie, niż na rozkoszowanie się płynącymi z nich korzyściami. Przeważająca część zlikwidowanych przez automatyzację miejsc pracy zapewniała ubogim godziwy zarobek; większość terenów, które służą za wysypisko toksycznych odpadów podobnie zamieszkują osoby z dołu społeczno-gospodarczej piramidy – to początek listy niezamierzonych konsekwencji i technologicznych niewypałów. Korzyści z nowej technologii płyną przede wszystkim w górę drabiny społecznej, natomiast koszty i następstwa w dół; ma to wiele wspólnego z faktem, że wnuki osób, które z pąsowymi rumieńcami śledziły perypetie Jetsonów teraz wolą Igrzyska śmierci.

To pierwszy powód. Drugim jest to, że od dziesiątków lat zdecydowana większość twierdzeń o cudownych nowych technologiach, które miały nieuchronnie stać się częścią naszego życia okazała się być błędna. Od plecaków odrzutowych i latających samochodów, przykrytych kopułą miast i wakacji na Księżycu, przez elektrownie jądrowe, które generują energię elektryczną tak tanią, że nie ma nawet sensu jej mierzyć, aż do podboju ubóstwa, chorób, a nawet śmierci – gros zapowiedzi formułowanych przez propagandystów i publicystów postępu technologicznego nie zmaterializowało się. To zrozumiałe, że kolejne przydziały obietnic robią na ludziach wyraźnie mniejsze wrażenie.

Kiedy byłem dzieckiem – proszę mi pozwolić na osobistą refleksję – jedna z moich ulubionych książek nosiła tytuł Polecisz na Księżyc. Podejrzewam, że spore grono Amerykanów mojego pokolenia pamięta tę pozycję, jakkolwiek słabo, z jej efektownie połyskującą ilustracją podróży kosmicznej w bliskiej przyszłości: wielka stożkowata rakieta z uskrzydlonym górnym modułem, biała stacja w kształcie obwarzanka wirująca na orbicie, plus cała reszta. Naprawdę spodziewałem się, że odbędę kiedyś tę podróż, a w przekonaniu tym utwierdzał mnie chór autorytatywnych głosów, dla których permanentne stacje kosmiczne, bazy na Księżycu i załogowe lądowanie na Marsie były gwarantowane przed rokiem 2000.

Oczywiście w owych czasach Stany Zjednoczone nadal posiadały załogowy program kosmiczny zdolny do odbicia śladów obuwia na powierzchni Księżyca. Pozostał już tylko wspomnieniem. Warto porozmawiać o tym, dlaczego tak się stało, ponieważ ta sama logika dotyczy większości wielkich projektów technologicznych, które nie tak dawno anonsowano jako nieuniknioną drogę ku lśniącej, nowej przyszłości.

Nie mamy już załogowego programu kosmicznego, ponieważ Stany Zjednoczone są bankrutem, oddawszy się w najpospolitszy sposób tej odmianie imperialnego przeszarżowania, którą opisał kronikarz Paul Kennedy w Powstaniu i upadku wielkich mocarstw, i spieniężywszy przyszłość w imię tymczasowego zwierzchnictwa nad większością planety. To przemilczany podtekst stojący za rozpadem infrastruktury Ameryki i środowiska zbudowanego, wypatroszeniem jej niegdyś potężnego przemysłu, a także wspomnianym wcześniej nieprzerwanym spadkiem życiowej stopy. Brytania snuła marzenia o kosmicznej ekspansji, kiedy nadal dzierżyła imperium – Brytyjskie Towarzystwo Międzyplanetarne było jednym z filarów orędownictwa na rzecz podróży kosmicznych w pierwszej połowie XX wieku – realizacji tych marzeń zaniechała bezpowrotnie, kiedy utraciła swoje imperium; Stany Zjednoczone są w trakcie tego samego odwrotu. Mimo to kryje się za tym coś więcej.

Kolejnym powodem braku załogowego programu kosmicznego jest to, że podczas dekad zdominowanych przez podekscytowaną retorykę o Nowym Świecie dla Człowieka nigdy nie zabrano się za przedyskutowanie różnicy między techniczną wykonalnością i ekonomiczną opłacalnością. Promotorzy podróży kosmicznych wpadli w powszechną pułapkę wiary we własną reklamę i przekonali samych siebie, iż orbitalne fabryki, kopalnie na Księżycu i inne podobne przedsięwzięcia z pewnością będą propozycją intratną. Oczywiście zapomnieli o tym, co nazywam dywidendami biosfery: szerokim wachlarzu towarów i usług świadczonych za darmo przez naturalne cykle Ziemi, za które w każdym innym miejscu ludzie musieliby zapłacić. Najbardziej aktualny szacunek tej dywidendy, pochodzący z analizy opublikowanej w 1997 roku na łamach Science – opracowanej przez zespół pod kierownictwem Richarda Constanza – wskazuje wartość trzykrotnie wyższą od łącznej sumy wszystkich dóbr i usług wytworzonych przez ogół ludzkiej populacji.

Innymi słowy, działalność gospodarcza w dowolnym miejscu Układu Słonecznego zgodnie z przybliżoną wyceną będzie blisko cztery razy droższa niż na Ziemi, nawet z pominięciem kosztów transportu, ponieważ darmowe usługi świadczone lokalnie przez biosferę muszą zostać opłacone gdzieś w kosmosie lub na innych światach Układu Słonecznego. To dlatego wszystkie gawędy o przestrzeni kosmicznej jako nowej granicy gospodarczej zaprowadziły donikąd; spróbowano orbitalnej produkcji – program Skylab z lat 1970-tych, program promów kosmicznych i Międzynarodowa Stacja Kosmiczna przeprowadziły pod tym kątem serię eksperymentów – ale skromne korzyści ze swobodnego spadku i łatwy dostęp do próżni nie uczyniły dostatecznej różnicy, aby zrównoważyć koszty. Zatem załogowe podróże kosmiczne wzorem komercyjnych samolotów naddźwiękowych, elektrowni jądrowych i mnóstwa innych niedoszłych rozwiązań przyszłościowych zmieniły się w gigantyczny bibelot, który można utrzymać jedynie dzięki nieprzerwanemu napływowi szczodrych subsydiów rządowych.

Trzeci powód jest mniej namacalny, ale podejrzewam, że daleko bardziej istotny. Można go wytropić biorąc do rąk którąkolwiek ilustrowaną książkę na temat Układu Słonecznego, napisaną zanim tam dotarliśmy, i porównując spodziewany wizerunek kosmosu oraz innych światów z tym, co rzeczywiście czekało na nasze lądowniki i sondy.

Mam właśnie przed sobą reprodukcję obrazu księżycowej scenerii z albumu opublikowanego w roku moich urodzin. To wspaniały, romantyczny widok. Na pierwszym planie błękit ziemskiego światła zalewa krater; w oddali ostre szczyty gór chwytają słoneczne promienie; niebo wypełniają olśniewające gwiazdy. Szkoda, że nie to ukazało się oczom astronautów misji Apollo po przybyciu na miejsce. Nikt nie rozkazał Księżycowi, aby uczynił zadość ludzkim wyobrażeniom o malowniczym majestacie, a zatem przedstawił gościom widoki monotonnych, szarych pagórków i pustych równin rozciągających się pod płaskim, czarnym firmamentem. Dla każdego z wyjątkiem selenologa jedyną godną uwagi rzeczą w tym posępnym miejscu była świecąca w tle niebieska sfera Ziemi, oddalona o 384 tysiące kilometrów.

Dla jeszcze większego kontrastu wystarczy obejrzeć fotografie przesłane przez pierwszą sondę Viking z powierzchni Marsa w 1976 roku i porównać je z wielobarwnymi pejzażami czwartej planety Słońca, które zaistniały wcześniej w obiegu kultury popularnej. Pamiętam to zdarzenie względnie dobrze, a jednym z najbardziej wyraźnych wspomnień jest dojmujące poczucie rozczarowania – „To wszystko?” – podzielane przez każdego z domowników. Kadry z lądownika nie przypominały Barsoom [Edgara Rice’a Borroughsa], czy jałowej, lecz pięknej scenerii Kronik marsjańskich Raya Bradbury’ego – lub którejkolwiek z pozostałych wizji Marsa, jakie każdy Amerykanin żyjący w lat 70-tych skrywał w swoim umyśle; przypominały nader nieciekawy zakątek stanu Nevada, który jakimś sposobem pozbawiony został powietrza, wody i życia.

Zwolennicy podróży kosmicznych ponownie wpadli tu w pułapkę – dali się uwieść własnej propagandzie i zapomnieli, że fikcja naukowa ma tyle wspólnego z prawdziwą przyszłością, co powieści romantyczne z prawdziwymi związkami uczuciowymi. Tak na marginesie nie jest to krytyka wymierzona w science-fiction, choć podejrzewam, że członkowie Projektu Hieroglif za taką uznają moje słowa. Science-fiction jest literaturą idei, a nie trywialnej rzeczywistości, i wywołuje poczucie zachwytu, swój charakterystyczny efekt literacki, poprzez usunięcie bariery, która oddziela realizm od fantazji. Zbyt często zapomina się jednak, że efekty literackie nie są gwarantem zasadności proroctw – jest o wiele bardziej prawdopodobne, że za mgłą emocji ukrywają uchybienia nierealnych twierdzeń.

Autorzy romansów zdają się nie mieć problemów z przyznaniem, że ich powieści nie odwzorowują realnego świata. Natomiast fikcja naukowa od wielu już lat cierpi na przypadłość nadmiernie rozwiniętego poczucia własnej ważności. Przychodzi mi na myśl typowy esej Isaaca Asimova zawierający opis autorów s-f jako zwiadowców na szpicy ludzkości, która maszeruje w przyszłość. (Proszę zwrócić uwagę na założenia, iż ludzkość dokądś maszeruje, że wszyscy jej reprezentanci spieszą w tym samym kierunku i że miejsce docelowe zdefiniowane zostało akurat przez gusta ekscentrycznej podkategorii literatury popularnej XX wieku.) Tego rodzaju myślenie w trakcie powojennego boomu pozwoliło zbyt wielu osobom zapomnieć, że Wszechświat nie ma obowiązku dopasować się do naszych całkowicie antropocentrycznych pojęć ludzkiego przeznaczenia i zaopatrzyć nas w Nowe Światy dla Człowieka tylko dlatego, że ich pożądamy.

Mutatis mutandis – właśnie to spotkało pozostałe wielkie wizje postępu technologicznego, które z takim entuzjazmem proklamowano w minionym stuleciu. Większość z nich nigdy się nie urzeczywistniła, tymczasem garstka ziszczonych zaprezentowała się jako dużo mniej ekscytująca i bardziej problematyczna niż zakładały to nieustępliwie wstępne szacunki. W obliczu tego powtarzającego się uświadomienia bardzo wielu Amerykanów postanowiło – i nie bez powodu – że kolejne identyczne zapędy nie będą już przedmiotem ich zainteresowania. W ten sposób opinia publiczna odstąpiła od przytulnego optymizmu i zwróciła się ku surowszemu spojrzeniu na naszą przyszłość.

Trzeci czynnik odpowiadający za zmianę preferencji jest być może najważniejszy i uchodzi za jeden z najwszechstronniej unikanych tematów tabu współczesnego życia. Niemal każde zjawisko związane z człowiekiem podlega prawu malejących korzyści; wniosek, którego współczesne społeczeństwa przemysłowe usilnie starają się nie przyswoić mówi, iż postęp technologiczny jest jednym ze zjawisk podlegających temu prawu. Zatem możliwe jest zaistnienie nadmiaru technologii i bardzo silne argumenty przemawiają za tym, że uprzemysłowione kraje świata dawno przekroczyły ten punkt.

W swoim zwyczajowo przekonywującym artykule ekonomista Herman Daly dzieli nasze prawo malejących korzyści na trzy wzajemnie oddziałujące procesy. Pierwszy to malejąca użyteczność krańcowa – im więcej czegoś posiadasz, każdy dodatkowy przyrost tej rzeczy w coraz mniejszym stopniu wpływa na twój dobrobyt. Jeśli jesteś głodny, jedna kanapka to świetna rzecz; dwie są przyjemnością; trzy to luksus; lecz gdzieś poza tą granicą – kiedy rozdasz już kanapki wszystkim swoim współpracownikom, lokalnym mieszkańcom i każdej spotkanej przez siebie osobie – dodatkowe kanapki przestaną być użyteczne. Gdy większa ilość czegokolwiek nie przynosi już żadnych dodatkowych korzyści, osiągasz punkt daremności, w którym dalsze przyrosty są stratą czasu i zasobów.

Na długo zanim to nastąpi swoją rolę zaczynają odgrywać dwa inne czynniki. Po pierwsze, koszt uporania się z jedną kanapką jest znikomy i wzrasta nieznacznie przy dwóch lub trzech sztukach. Następnie pojawia się konieczność inwestowania czasu i prawdopodobnie surowców niezbędnych do poradzenia sobie ze wszystkimi kanapkami, a każda dodatkowa porcja dokłada się do obciążenia całkowitego. Ekonomiści nazywają to rosnącą nieużytecznością krańcową – im więcej czegoś masz, tym więcej kosztować będzie, w taki czy inny sposób, każdy dodatkowy przyrost tej rzeczy. Gdzieś po drodze pojawia się również wpływ, jaki uporanie się z kanapkami wywiera na twoją zdolność radzenia sobie z innych rzeczami, które musisz zrobić; to natomiast zwiększa ryzyko zakłócenia całego systemu – im więcej czegoś masz, tym większe jest prawdopodobieństwo, iż dodatkowy przyrost tej rzeczy zakłóci szerszy system, w ramach którego egzystujesz.

Praktycznie nikt nie chce rozmawiać o tym, jak postęp technologiczny przekroczył punkt malejących korzyści: użyteczność krańcowa każdej nowej porcji technologii spada gwałtownie, marginalna nieużyteczność rośnie przynajmniej równie szybko, a zakłócenia całego systemu zasilane przez technologię są już obecne w codziennym życiu. Mimo to doszedłem do wniosku, że niewygodna świadomość tego faktu staje się coraz bardziej powszechna, jakkolwiek podprogowy może być jej charakter, i zaczyna przenikać między innymi kulturę popularną. Jeśli znajdujesz się w głębokim dole – jak mówi przysłowie – musisz w pierwszej kolejności zaprzestać dalszego kopania; jeżeli duża i stale powiększająca się część problemów twojego społeczeństwa spowodowana jest przez nadmiar technologii stosowanej z niedostateczną ostrożnością, wówczas niezbyt pomocne jest upieranie się, iż więcej technologii wdrażanej z jeszcze mniejszym sceptycyzmem wobec potencjalnych konsekwencji to jedyna możliwa odpowiedź na te problemy.

Istnieje użyteczne słowo określające coś, co pozostaje niezmiennie przytwierdzone do kultury po odejściu warunków, które kiedyś uczyniły to istotnym; tym słowem jest „przesąd”. Chciałbym zasugerować, że oparte na wierze twierdzenia – więcej technologii jest zawsze lepsze niż mniej technologii, każdy problem musi mieć antidotum technologiczne, technologia zawsze rozwiązuje więcej problemów, niż tworzy – należą do najbardziej powszechnych przesądów naszych czasów. Chciałbym również podpowiedzieć, że chociaż pocieszające i uspokajające miewają właściwości, najwyższa już pora, by z tych przesądów wyrosnąć i stawić czoła światu, jakim faktycznie jest – światu, w którym kolejna dawka optymizmu opartego na wierze jest daleka od pożytecznej.

Tłumaczenie: exignorant (link)

Autor: John Michael Greer (wersja oryginalna)

Data publikacji: 10 września 2014

Technologia jest błogosławieństwem. Nie demonizujmy jej!

Technologia jest błogosławieństwem. Nie demonizujmy jej!

technologiaZacznę od krótkiego wstępu. Otóż osoby takie jak ja – czyli osoby, które dopuściły nieodzowny i niezbędny element mroku do swojego życia, do swojej duszy, mają pewien konflikt z natchnionymi ezoterykami. Dobrze, ale skąd się bierze konflikt na tym poziomie, skoro treści zamieszczane na mojej stronie pokrywają się z wiedzą ezoteryczną?

Mój konflikt z materialistycznym ateizmem (nazywanym także: „racjonalizmem”) i katolicyzmem jest logiczny i zrozumiały, gdyż oba te modele światopoglądowe to dwa końce tego samego kija. Kija, którym pogania i bije się owce. „Skrajne przeciwieństwa zawsze są tym samym” – kto nie rozumie tej głębokiej myśli, nie powinien czytać dalej.

Skąd więc mój paradoksalny konflikt z natchnionymi ezoterykami? Przecież ja też uprawiam te same praktyki i rozpowszechniam tę samą, bądź podobną wiedzę. Sens tego wszystkiego zrozumie osoba, która zajrzała do drugiej strony matrixa, zwanej „ciemną stroną mocy”. Zrozumie to osoba, która dopuściła do głosu i uwagi w/w element mroku.

Chodzi tutaj oczywiście o podejmowany przeze mnie wiele razy temat uświadomienia, integracji, i w konsekwencji, przerobienia swoich cieni. Osoba która ten mechanizm rozumie, będzie widziała jak na dłoni błędy, jakie popełniają dogmatyczni ateiści i dogmatyczni katolicy. Szczególną uwagę poświęcamy natchnionym ezoterykom, głoszącym ideę „czystej bezwarunkowej miłości” jak i „globalnej świadomości”.

Wytykamy im błędy, jakie oni popełniają, m.in. ten, że nie są pełnią. Życie składa się z dwóch biegunów, plusa i minusa, także jeśli chodzi o światłość i ciemność. Gdy będziemy lekceważyć ciemność, to wtedy ona zejdzie do głębi – do podświadomości, a nawet głębiej – w sferę ducha, i stamtąd będzie nas „atakować”. Domagając się niejako uwagi. Bez uświadomienia sobie ciemnej strony naszego „ja”, będziemy niepełni.

Natchnieni ezoterycy powielają więc ten sam błąd, co katolicy, co 99,9% ludzi. Za wszelką cenę chcą się pokazać, nawet przed samym sobą, jako „Ci dobrzy”. Efekt jest jaki jest. Wszyscy mówią o dobru, o dobrych uczynkach, o podobaniu się Bogu, a ezoterycy – o światłości i miłości. A Ziemia od lat spływa krwią i łzami w każdej sekundzie jej istnienia, jest planetą bólu, cierpienia, rozpaczy, nienawiści i podziałów.

A teraz po tym przydługim wstępie, pora na właściwą część artykułu. Otóż zastanawiającą hipotezą u ezoteryków jest powrót do natury. Ezoterycy jak to oni, nie postulują jednak uwolnienia nowoczesnych technologii by zastąpić w ten sposób przestarzałe technologie szkodzące przyrodzie. Oni postulują niemal całkowity powrót do pierwotności. Wyrażają oni nadzieję, że słońce wygeneruje silny rozbłysk CME który zniszczy urządzenia elektryczne na całej Ziemi i cywilizacja wróci do wczesnego XIX wieku, i zacznie się wspaniale, pierwotnie rozwijać.

Niestety, nic takiego nie będzie!

Nie będzie rozbłyski CME który spali elektronikę (skąd to wiem – mniejsza), ani nie będzie nic podobnego. A nawet jak by było? Czytałem pewną symulację. Trzy dni to psychologiczna bariera, gdy ludzie się zorientują, że cywilizacja przestała istnieć. Niewyobrażalny chaos, zamieszki, masowe morderstwa, pogromy, strzelaniny. Po około tygodniu do dwóch tygodni władzę w miastach przejmują uzbrojone gangi. Szczególnie w Polsce, gdzie tylko gangi mają broń.

Idąc dalej: częste u ezoteryków jest demonizowanie postępu technologicznego i cywilizacyjnego. To już według mnie jest totalną bzdurą, gdyż wszelcy uduchowieni powinni dziękować, że choć na króciutką chwilkę (od 1945 roku i potem od 1989 roku) nasza cywilizacja odeszła od okrutnych, barbarzyńskich wzorców. Wzorców tak bardzo „eko” – bo popatrzmy logicznie, ludzie z epoki jaskiniowej, choć nie dożywali nawet 30 roku życia, byli w 100% eko.

Większy postęp technologiczny idzie zawsze z większą świadomością ludzi, i to jest fakt zaobserwowany historycznie. Islam, Afryka, Azja, to tereny, gdzie bardzo brakuje technologii, stąd ciągle są kultywowane stare, barbarzyńskie tradycje i praktyki. To nie chrześcijaństwo ani nie amerykańskie krzewienie demokracji pokona barbarzyński islam. Islam zostanie pokonany przez tysiące bezzałogowych balonów firmy Google, które zapewnią wkrótce darmowy internet dla każdego mieszkańca globu ziemskiego. Stąd gorąco popieram tę akcję. Podobną akcję zamierza przeprowadzić Facebook, również z bezzałogowymi balonami.

Gdyby nie technologia i rozwój cywilizacyjny, to:

-zamiast medytować, musiałbyś orać rękoma i konnym pługiem pole a potem widłami przerzucać gnój;

-zamiast gotować wegetariańskie posiłki, cieszyłbyś się, że udało Ci się zjeść kromę chleba ze smalcem i cebulą, a potem popić szklaną bimbru;

-zamiast pracować na siebie, korzystać zarówno z usług sklepów ezoterycznych jak i z antykoncepcji, musiałabyś wyjść za mąż za tego, kogo wskazaliby Ci rodzice i rodzić po 15 dzieci;

-duchowość kojarzyłaby Ci się wyłącznie z kościołem katolickim albo inną równie śmieszną religią;

-większość Twoich dzieci umierałaby przed ukończeniem 12 roku życia. Dopiero większe standardy higieny i profilaktyki, jak i warunków życia, umożliwiły eradykowanie chorób zakaźnych.

-każdy, nawet najmniejszy Twój sprzeciw wobec sąsiedzkiej omerty, byłby surowo i okrutnie karany. Teraz, teoretycznie, masz możliwość podjęcia pracy, wynajęcia mieszkania i fizycznej ucieczki przed swoimi katami. Dotyczy to szczególnie kobiet i ludzi wchodzących w dorosłość;

-nie mogłabyś pracować, tylko byłabyś zdana na łaskę i niełaskę męża, co proponuje przywrócić neonazista Janusz Korwin Mikke;

-zamiast czytać ezoteryczne portale na których są odniesienia do osiągnięć feminizmu i pochwała ludzkiej seksualności, czytałabyś co wieczór biblię. Ręcznie pisaną, innej książki nie byłoby w Twoim domu.

-większość stosunków seksualnych kończyłaby się ciążą (bo wiadomo, kobiety są najbardziej aktywne, szczególnie jeśli chodzi o seks bez zobowiązań, w dni płodne), z tej przyczyny, że środków antykoncepcyjnych by nie było.

-każda byle ranka, byle zatrucie jakimś leśnym ziołem, źle przyrządzonymi grzybami, źle przyrządzonym mięsem, każde przeziębienie, byłoby potencjalnym śmiertelnym zagrożeniem dla Twojego zdrowia.

Nie chodzi mi wcale o ślepe pochwalanie techniki, która niszczy Ziemię. Kluczem jest zachowanie zdrowego balansu, między taką ilością ludzi na Ziemi i taką technologią, która nie prowadziłaby do powolnej zagłady. Tego w kapitalizmie jednak nie ma.

Osobna kwestia to fakt, że nowe, przyjazne dla środowiska technologie są ukrywane, gdyż zawyżając ceny paliw kopalnych i sztucznie generując ich niedobory, trzyma się państwa, narody i ludzi w ryzach. Na tym polega właśnie kapitalizm! Tak działa wolny rynek!

Od około 2000 roku istnieje technologia baterii do telefonów komórkowych, która trzymałaby telefon w gotowości znacznie dłużej i jej okres przydatności wynosiłby wiele lat. Niestety, nie wprowadzono do dziś tej technologii do użycia, bo tak chcą producenci dotychczasowych, litowych baterii i producenci telefonów / smartfonów. Którym zależy na tym, by ich produkty działały krótki czas. Gdyż jest to zgodne z filozofią kapitalizmu i fetyszem generowania ciągłego wzrostu gospodarczego.

Jednak fakty są faktami: bez technologii nie ma świadomości. Dawniej? Wiedzę tajemną studiowano na uniwersytetach, na szabasach czarownic, czy w zamkniętych wschodnich klasztorach. Obecnie robią to miliony ludzi na całym świecie.

Autor: Jarek Kefir
Proszę o udostępnienie, podanie dalej! Dzięki!

Chcesz wspomóc to co robię i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj.

 

%d bloggers like this: