Tag: new age

OSZUSTWO WYSOKICH WIBRACJI, ILUZJA OTWIERANIA SERCA: PARANOJE DUCHOWOŚCI NEW AGE

Wysokie wibracje i inne głupoty duchowości new age

Nurt new age jest obecnie coraz bardziej popularny. Wyrósł on na fali rozczarowania dotychczasowymi systemami wartości, lansowanymi przez społeczeństwo i ogólnie przez system. New age to synkretyczna doktryna duchowa i filozoficzna, która oprócz oparcia w chrześcijańskim gnostycyzmie, zaadaptowała szereg innych elementów, m.in. z kultur wschodu. Trzonem doktryny new age jest nadchodząca globalna przemiana systemowa. Ludzkość ma w końcu „wyewoluować” z mentalności na wpół zwierzęcej, ku świadomości globalnej. Nasze relacje, emocjonalność i normy społeczne mają się ucywilizować.

Owszem, wiele oznak tego możemy obserwować w świecie realnym. I nie trzeba uciekać wcale w jakieś duchowe mrzonki ani w ciągle ogłaszane i ciągle nie sprawdzające się przepowiednie. Te zmiany już widać. Rozwijamy się jako ludzkość, mądrzejemy, stajemy się bardziej cywilizowani. Pomimo ogromnej biedy, wyzysku czy skażenia środowiska, żyje nam się obiektywnie lepiej, niż np w 19 wieku. Jednak new age ma pewne przekłamania, często spore i bardzo problematyczne. O jednym z takich przekłamań będzie ten artykuł.

Nie taki uduchowiony dobry, na jakiego się wydaje..

„Świetlista paranoja”, „oświecenie od dupy strony” czy też „ezoteryka psychiatryczna”, to lansowane przeze mnie określenia, opisujące różne wariacje i aberracje związane z duchowością nurtu new age. Świetlista paranoja oznacza zafiksowanie człowieka tylko i wyłącznie na jasnym biegunie jestestwa. Człowiek ze „świetlistą paranoją” musi stale być czujny. Nie może pozwolić sobie na negatywną myśl, musi pilnować, by jego emocje były zawsze czyste i dobre. Przecież powinniśmy utrzymywać swoje wibracje zawsze na wysokim poziomie prawda? Ale ta ciemna strona, najczęściej nie uświadomiona, zanegowana i nieprzepracowana, ciągle jest. Następuje tutaj kreacja mechanizmu cienia. Skoro nie akceptuje się własnej „nisko-wibracyjnej” strony, to ona schodzi do „strefy cienia”, i nie tylko zaczyna objawiać się bardzo negatywnie. Ale także coraz gwałtowniej domaga się ujścia.

Jest ona wtedy niczym potężna komora magmy, nieuchronnie gromadząca się pod wygasłym i szczelnie zaczopowanym wulkanem. Taka erupcja zawsze jest tysiące razy bardziej gwałtowna, niż spokojny wypływ magmy z na co dzień czynnego wulkanu. Na tym właśnie polega mechanizm „jungowskiego cienia”. Im bardziej świetlisto-paranoiczny człowiek będzie się uduchawiał i podwyższał wibracje, tym silniej będzie go dopadać cień, w tym przypadku nisko-wibracyjna przyziemność. Włączając w to agresję i przemoc. Stąd opisywany już przeze mnie mechanizm, w którym wysoko-wibracyjna uduchowiona istotka, szuka sobie wroga. Najczęściej wśród tego, który inaczej postrzega świat, politykę czy duchowość. I wtedy taki „oświecony od dupy strony” może bezpiecznie upuścić swoją agresję i jad, nie tracąc przy tym postrzegania siebie jako istoty ze wszech miar świetlistej. Bo przecież ona tylko walczy z wrogiem, z tym strasznym, złym!

Życie to nie tylko wysokie wibracje i uduchowienie, ale cała paleta barw!

Życie to nie tylko dobre wibracje i dobro, ale cała paleta barw. Czasami trzeba użyć „potencjału zła”, choćby w obronie siebie i innych. Bóg wcale nie kocha ludzi dobrych w typie świetlistej paranoi. Bóg kocha ludzi autentycznych – i dobrych i złych. Bo tacy generują największy „ruch” w systemie. Dobrotliwe poczciwiny są tylko poczciwinami, pracownikami, obywatelami, i większego pożytku z nich nie ma, poza tym że podtrzymują filary systemu. Z kolei tych wysoko-wibracyjnych życie często stawia przed dramatycznymi sytuacjami, aby wymusić na nich sięgnięcie do „potencjału zła”, np w samoobronie. Życie, natura czy też Bóg (nazwa obojętna) chce, by taki „świetlisty” przepracował w ten sposób swój cień, by przestał mu zaprzeczać, by uświadomił sobie, że czasami także musi korzystać z jego potencjału. To od każdego człowieka z osobna zależy, jak wykorzysta potencjał cienia. Ten potencjał ma przecież dwa bieguny. Przykład? Agresja w biegunie negatywnym to nietolerancja, przemoc i okrucieństwo. Z kolei agresja w biegunie pozytywnym to asertywność, ochrona swoich granic, opieka nad słabszymi, odwaga, sprzeciw wobec zła, wyrażanie siebie, posiadanie swojego zdania, samodzielne i odważne myślenie, i tak dalej.

Ta agresja i nietolerancja w tych „świetlisto-paranoicznych” ciągle jest obecna. Wystarczy przejrzeć wiele ezoterycznych i new age’owych „gówno-grupek” dyskusyjnych na facebooku. Jest tam czasami więcej jadu i nienawiści, niż podczas kłótni prawicowych korwinistów z lewakami. Wzajemne przekrzykiwanie się, czyja medytacja jest lepsza, lub czyja interpretacja systemu energetycznego jest właściwa, a czyja demoniczna, to standard. Więcej zła, pogardy, posądzania o bycie kimś bardzo złym, wszelkich hejtów i wyrzucania mnie z życia, zaznałem od tych „wysoko-wibracyjnych”, niż od tych, którzy nie mają „świetlistej paranoi”. Czasami zwykły katol lub ateusz udzieli Ci większego wsparcia niż taki „oświecony od dupy strony”. Katolik czy tam ateista pójdzie z Tobą na piwo, na kręgle itp, na przykład wtedy, gdy będziesz potrzebował przyjacielskiego wsparcia czy nawet „zalania robaka”. A pan jaśnie oświecony może uznać, że alkohol to niska wibracja, że nie pójdzie na bilard bo tam jest wpływ egregorów, że pizzy typu „Poczwórne mięcho” też nie zamówi z Tobą, bo to ciała martwych zwierząt. A Ty z depresją po stracie pracy czy partnera życiowego siedź sobie sam, i medytuj, bo to przecież Twoja wina, że masz niskie wibracje. Ja, wielce oświecony, na żaden bilard nie pójdę i żadnego piwa z Tobą nie wypiję. Co nie?

Wysokie wibracje, czyli doktryna „młodych, pięknych i bogatych”

Powstaje tutaj kolejny ważny dylemat związany z doktryną wysokich wibracji. Ta doktryna dobra jest wtedy, gdy człowiekowi nic w życiu nie dolega. Dobra jest dla ekstrawertyków, często młodych kobiet lub 30-letnich mężczyzn, ludzi którzy jeszcze nie zaznali od życia zbyt wiele zła. Tak, wtedy dobre wibracje przychodzą same z siebie i nie trzeba ku temu duchowej otoczki. Choć częstym zjawiskiem jest, że jak taka duchowa otoczka się pojawia, to Ci „wysoko-wibracyjni” puszą się i naburmuszają, uważając za tych lepszych. Bo przecież osoba z depresją sama jest sobie winna, że ma złe wibracje, i jeszcze mówią takiej osobie, że poprzez złe myśli przyciąga do siebie kolejne nieszczęścia.

Ten człowiek z jakąś poważną chorobą płuc, którego widziałem kilka tygodni temu na oddziale ratunkowym chyba też był winny. Powinien ściągnąć specjalną maskę z tlenem podawanym pod ciśnieniem, odmówić transfuzji krwi i iść się uduchawiać. 3/4 Polaków zarabiających grosze też jest winna, że ma złe wibracje i permanentną depresję. Jak mówić o wibracjach matce która nie ma pieniędzy na jedzenie dla dzieci? Jak mówić o nich ciężko chorej osobie, która cały czas lub przez większość czasu czuje się źle? Powiedzieć jej, żeby poszła pospacerować, to jej przejdzie? A jak nie przejdzie, to powiedzieć jej, że zgodnie z new age’owym prawem przyciągania, przyciąga do siebie kolejne straszne rzeczy?

Gdy śmierć zajrzy Ci w oczy

O ironio, trudno o bardziej niehumanitarną doktrynę, niż wysokie wibracje. Powiem Ci jak to jest naprawdę, ale ostrzegam, prawda może boleć. Bardzo boleć. Człowiek z wysokimi wibracjami rodzi się lub nie. Geny. Potem albo dotrwa do dorosłości bez traum, i wtedy ma wysokie wibracje, albo rodzice lub tragiczne wydarzenia spaczą mu psychikę. Jedna sekunda – wypadek, bycie ofiarą przestępstwa, ciężka choroba – i po wysokich wibracjach nici. I musisz sobie radzić sam, ratując się dietami, suplementami, lekami przeciwdepresyjnymi lub poprzez psychologię.

Śmierć może zajrzeć człowiekowi w oczy w każdej chwili. Najczęściej wtedy, gdy się tego zupełnie nie spodziewa. Często wtedy, gdy pędzi w szaleńczym tempie, by metaforycznie jebnąć go cegłą w głowę, by się zatrzymał i oprzytomniał. Prawdziwa duchowość to wschód słońca i szklanka kawy. Jeśli nie cieszy Cię ta szklanka kawy, jeśli nie doceniasz wschodu słońca, jeśli szukasz wszędzie wrogów, to na co Ci, o człowiecze, te wysokie wibracje? Przebudzenie i oświecenie, a wraz z nimi duchowe moce, którym mają oczywiście sprzyjać te całe wysokie wibracje, to po pierwsze pragnienie dziecięcego umysłu, a po drugie – zachłanność ego które chce być potężne i by było mu dobrze.

Zapraszam Cię na inne ciekawe wpisy o duchowości i odwiecznych człowieczych dylematach. Wpis, który właśnie przeczytałeś, jest ich kontynuacją:
Czy opętanie istnieje?! Religie i doktryny duchowe Cię okłamują! (12.04.2018)
Sekrety duchowości: czy religie i nauka ukrywają to, co jest po śmierci? (11.04.2018)
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 299 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZY OPĘTANIE ISTNIEJE?! RELIGIE I DOKTRYNY DUCHOWE CIĘ OKŁAMUJĄ!

Czy opętanie istnieje? A jeśli tak, to czym owo demoniczne opętanie jest?!

Opętania od wieków budzą postrach i przerażenie wśród ludzi wszystkich wyznań i kultur. Człowiek nagle przestaje myśleć racjonalnie, mówi różnymi obcymi językami, miewa koszmary, dzieją się z nim dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. Jaka jest ostateczna tajemnica opętań? Kto ma rację? Ateistyczna z natury psychologia? A może któraś z monoteistycznych religii? Ale która? Jest ich 3000 na świecie i każda uważa się za jedynie słuszną. A może rację ma nurt new age? A jeśli tak, to kto konkretnie? Różnych guru, doktryn i metod wewnątrz obszernego nurtu new age jest zatrzęsienie, i ciągle powstają nowe.

Każda religia ma instytucje egzorcysty. Ci egzorcyści jakieś tam wyniki mają, i to niezależnie od religii. Więc „uniwersalnej bozi” nie ma, wydaje się raczej, że działa to na zasadzie efektu placebo. Jednak instytucja egzorcyzmów jest zwyczajnie nieskuteczna. Księża często mówią, że opętany musi chodzić do egzorcysty całe życie, musi przestrzegać wielu religijnych rygorów, pościć o chlebie i wodzie, często bywać w kościele, wieść zbliżony do ascetycznego żywot. A mimo to i tak ten demon szaleje i czasami daje o sobie znać. Tradycyjna psychoterapia też bywa zawodna jeśli chodzi o leczenie opętań. Jaka jest więc prawda?

Opętanie zaczyna się wtedy, gdy jakaś część psychiki, jakaś część naszego jestestwa, jest nieakceptowana. Gdy nieakceptowanie bądź co bądź jakiejś integralnej części nas samych dochodzi do punktu krytycznego, granicznego, to psychika włączą mechanizm obronny, by chronić się przed całkowitą już dezintegracją i rozpadem. Ta skrajnie nieakceptowana część człowieka zaczyna być postrzegana jako „coś zewnętrznego”, a nie jako „coś własnego”. Drugim czynnikiem jest to, że taka nieakceptowana część jest postrzegana skrajnie negatywnie, więc psychika zaczyna „widzieć” ją jako demona. Przecież to demon mnie opętał, to nieprawda że ta wstrętna cecha jest we mnie!

To społeczeństwo „produkuje” opętanych!

Jest to przykre i przerażające, ale tak naprawdę jest to mechanizm obronny psychiki przed dalszą dezintegracją i rozpadem struktury osobowości, np w postaci schizofrenii. Bezpieczniej jest dla psychiki stworzyć iluzję, że ta nieakceptowana część to jakiś „zły demon„, niż że jest to coś własnego. Wbrew pozorom, ten mechanizm jest bardzo powszechny. W wersji „lajtowej” jest to mechanizm cienia. Jeśli nie akceptujemy jakiejś swojej cechy, to wtedy ta cecha zaczyna schodzić do „strefy cienia”, i zaczyna się objawiać bardzo negatywnie. Im bardziej tej cechy nie akceptujemy, im bardziej staramy się „wybielić”, „oczyścić”, „podwyższyć wibracje”, z tym większą siłą ta cecha się objawia.

Nie jest więc zaskoczeniem gdy powiem, że zdecydowana większość opętanych to przesadnie, zabobonnie wierzący chrześcijanie. Kolejna duża grupa opętanych to „oświeceni od dupy strony”, czyli zwolennicy doktryny new age, którzy za wszelką cenę chcą mieć wysokie wibracje, nie dopuszczając do siebie myśli, że tę ciemną stronę również posiadają. Zadeklarowani sataniści czy okultyści to mniejszość wśród opętanych. Paradoksem jest to, że to kościół i społeczna dulszczyzna napędza opętania. Bo tworzy konflikty związane z prawdziwą naturą człowieka, którą musi on zepchnąć w cień i zanegować, by nie złamać surowych norm społecznych i spełnić społeczne oczekiwania. Poprzeczka moralności jest ustawiona tak absurdalnie wysoko, że niemożliwe jest jej osiągnięcie. Nie jest też możliwe pogodzenie tylu sprzecznych oczekiwań.

Na przykład od kobiety oczekuje się, by była dziewicą, ale doskonałą w łóżku. Od mężczyzny oczekuje się by był jebaką i ruchał pół miasta, a z drugiej strony, wciąż żywy jest model chrześcijańskiego rycerza-ascety, który współżyje tylko po ślubie i tylko przy zgaszonym świetle. Każda rodzina, każde społeczeństwo ma swoje trupy w szafie. Podobnie jak człowiek spycha pewne swoje elementy w „strefę cienia”, tak samo społeczeństwo ma swój „cień zbiorowy”. Do którego nie chce się przyznać, który demonizuje. To właśnie temu służyły i nadal służą „palenie czarownic”, polowania na lewaków czy ściganie skrajnych prawicowców czy neonazistów. To społeczeństwo produkuje znerwicowanych, chorych psychicznie czy opętanych. Nie robi tego żaden mityczny Darth Vader, żaden Joker ani inny zły charakter. Ale robią to szanowani i poważani obywatele demokratycznego państwa prawa. Nie polecam jednak iść w drugą skrajność, czyli w całkowite jebanie systemu i negację wszelkich norm społecznych czy prawnych. Te normy są jakie są, powoli cywilizują się, ale jak inaczej rządzić bandą agresywnych idiotów? Jak zapewnić bezpieczeństwo i tę minimalną możliwość rozwoju, którą jednak mamy? Historia i teraźniejszość zna wiele przykładów krajów, gdzie ład społeczny się załamał – Somalia, Libia i tym podobne.

Autor: Marco Melgrati

Autor: Marco Melgrati

Mechanizm projekcji. Społeczeństwo potrzebujące szatana i „uduchowiony ezoteryk” potrzebujący wroga

Czy opętania to tylko cecha monoteistycznych i purytańskich szaleństw? Epoka ateistyczna to także epoka opętań i polaryzacji strefy cienia. Materializm spycha w strefę cienia już nie tylko poszczególne elementy człowieka, jak robią to religie, ale spycha w cień już całą sferę nieświadomości. Nieświadomość to także to, co duchowe, metafizyczne, i jeszcze szerzej, to także to, co niewytłumaczalne metodami naukowymi czy obliczeniami. Współczesny materializm neguje tę strefę istnienia. To, czego nie można pomierzyć, zważyć, zbadać, zobaczyć czy w inny sposób zaobserwować, budzi zrozumiały lęk. Więc pojawiła się pokusa, by uznać istnienie tylko i wyłącznie tego, co materialne, a więc tego, co świadome. Kłopot w tym, że nie spowodowało to zniknięcia tego, co nieświadome i niematerialny. To, co nieświadome nie może być ani zrozumiane przez logikę czy naukę, ani nie może zostać przez nie pokonane. Jednak to, co nieświadome, a więc czasami złe, ciemne, mroczne, domaga się ujścia na światło dzienne, domaga się rozjaśnienia. Nieświadomość chce poznać świadomość, a ciemność chce poznać światłość. Mamy czynić nieświadome świadomym, takie jest powołanie człowieka jak i całej ludzkości. Zepchnięcie tego, co nieświadome w cień, zanegowanie tego przez religię lub przez materialistyczny ateizm, powoduje szereg problemów. Jednym z nich jest właśnie opętanie.

Społeczeństwo z racji swej natury, jak i z racji tego, że neguje nieświadomość i wypiera wiele swoich elementów do cienia, potrzebuje „tych złych”. Społeczeństwo potrzebuje więc heretyków, wyrzutków, czarownic, komuchów czy faszystów niemal jak tlenu. Społeczeństwo potrzebuje też szatana, demonów, jak i surowego, karzącego Boga, będącego również jedną z podświadomych czy nieświadomych projekcji. Wynika to z człowieczej niedojrzałości i naiwności. Łatwiej jest obwinić szatana o „kuszenie do złego”, niż przyznać, że samemu się odpowiada za zło. Przecież teraz pójdziesz się wyspowiadać, wypierzesz swoje sumionko, i dalej będziesz szanowanym i poważanym obywatelem demokratycznego państwa prawa, prawda? Przecież to ten zły szatan Cię skusił, prawda, obywatelu? Tak samo wygodnie jest obwinić demona, wampira, klątwę, złą energię, zły byt, astral, czy wymyślić inną tego typu bajkę, niż wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i swoje samopoczucie.

Zapraszam Cię na inne ciekawe wpisy o duchowości i odwiecznych człowieczych dylematach:
Sekrety duchowości: czy religie i nauka ukrywają to, co jest po śmierci? (11.04.2018)
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Dobre wibracje i hejtowanie „tego złego”

Łatwiej jest obwinić „tego złego” i przy okazji się dowartościować swoją „świetlistością”, i „wysokimi wibracjami”, niż przyznać, że jednak te ciemne czy nieświadome elementy samemu się posiada. Widać to zarówno u religijnych purytan straszących piekłem i siarką, jak i u natchnionych ezoteryków. Często new age’owiec mówiący o sercu czy dobrych wibracjach ma w sobie więcej nienawiści, niż zwykły i prosty człowiek. New age’owiec zafiksowany na punkcie „świetlistości” także posiada swoją ciemną stronę, dlatego musi znaleźć sobie wroga, by jego agresja znalazła bezpieczne ujście. Osoba taka staje się „duchowym hejterem”, czyli po znalezieniu odpowiedniego „wroga”, „złego”, „heretyka”, może pastwić się nad nim do woli, jednocześnie zachowując swoją „słodko-pierdzącą” iluzję wysokich wibracji. Przecież ona walczy z „tym strasznym złem”, ona ma prawo, i nie ujmuje jej to świetlistych, dobrych wibracji. W jej pokrętnym rozumowaniu oczywiście. Doświadczenie mnie nauczyło, że często więcej pogardy, cynizmu i nienawiści możesz zaznać od takiego „świetlistego”, niż od poczciwego katolika bądź ateisty.

Oni swoją agresję, i szerzej, swoją ciemną stronę muszą oficjalnie ukryć, bo takie „niskie uczucia” nie pasują do oświeconego wojownika światła i prawdy. Ale to, co zanegowane czy wyparte, i tak domaga się ujścia. Więc taki człowiek dokonuje podświadomej projekcji swojej agresywnej, ciemnej strony, na innego człowieka, który duchowość postrzega inaczej. A jak postrzega inaczej niż „pan świetlisty”, to znaczy, że jest zły, więc można znęcać się nad nim do woli, ile dusza zapragnie. Przecież to ja mam dobre wibracje i otwarte serduszko, och, a nie ten zły! Duchowe hejterstwo jest teraz bardzo rozpowszechnione, bo różnych metod, doktryn i guru jest od zatrzęsienia. Na facebookowych „gówno-grupkach” chrześcijańskich czy ezoterycznych jest jedno wielkie przekrzykiwanie się. Przekrzykiwanie czyja racja jest jedynie słuszna, kto jest heretykiem czy diabłem wcielonym, kto się myli – to chleb codzienny. Pod wieloma względami grupki ezoteryczne są podobne do grupek typu: „Poznajemy się w Trójmieście” czy: „Seksowne dupencje w Krakowie”. Te same pato-mechanizmy, tylko inna tematyka przewodnia takich grupek.

New age i „oświecenie od dupy strony”

Cytat: „Na podstawie własnych doświadczeń z ludźmi z kręgu new age mogę przypuszczać, że kierując się ich wskazówkami łatwiej zwariować, niż osiągnąć pożyteczny wgląd w naturę swojego umysłu. Nie brakuje wśród nich schizofreników i paranoików, lecz przypuszczalnie najgorsi są ci domorośli guru i ich bezkrytyczni uczniowie. Którzy podobnie jak ja osiągnęli wielość tuneli rzeczywistości, ale postanowili wybrać sobie jeden z nich, związany z jakąś modą, i ogłosić go jedynym prawdziwym i obowiązującym.”
~Roobert Anton Wilson, cytat z 1986 roku. Czy coś się zmieniło do tej pory w nurcie new age?

Duchowe hejterstwo to inaczej takie „oświecenie od dupy strony”. Ostatecznie, im silniej neguje się swoją własną ciemną czy nieświadomą stronę, tym silniej ona „wybucha”. Nie da się tego utrzymać na dłuższą metę, więc psychika aby bronić się przed kolapsem i rozpadem, musi znaleźć sobie „wroga”, którego można bezkarnie hejtować, nic nie tracąc ze swojej wysokowibracyjnej świetlistości, ze swojego dupno-analnego „łoświecenia”. Ludzie tacy mogą pisać poematy o miłości, godzinami medytować czy uprawiać jogę, klepać mantry, nie jeść mięsa i w inny sposób podwyższać swoje rzekomo wysokie wibracje. Kłopoty zaczynają się gdy to wszystko zbiega się ze światem realnym.Dla przykładu.. Tu kolega ma depresję i prosi o pójście na piwo. „Och! Ty alkoholiku jeden, alkohol to niska, demoniczna wibracja! Nie dziwie się że masz depresję, jeszcze trochę i zostaniesz żulem, lepiej medytuj zamiast prosić mnie o pójście na piwo!” Gorzej jest, gdy ktoś przyzna, że lubi mięso i opierdoliłby soczystego steka.

No jak to! Ty potworze, Twoje ciało jest grobem dla zwierząt, nie masz serca, nie to co ja! Życzę Ci żebyś zdechł!” Ta agresja i „drapieżność” jest w każdym człowieku. Jej negowanie i nie dawanie sobie do niej prawa jest tak samo groźne, jak jej gloryfikacja, dokonywana np przez dresiarza. Po pierwsze, jak już wspomniałem wyżej, ona i tak ujdzie, i to często z siłą porównywalną do tej „dresiarskiej, tylko będzie ona inaczej opakowana. Po drugie, zanegowane elementy naszego jestestwa, np ta agresja, są naszym potencjałem. Jeśli my tych naszych potencjałów, a więc części nas samych, nie akceptujemy, to wtedy one schodzą do „strefy cienia” i zaczynają pojawiać się w negatywie. Negowana agresja, na którą człowiek nie daje sobie przyzwolenia, to potencjał, który po wyjściu ze „strefy cienia” może stać się potencjałem budującym, a nie niszczącym. Przecież druga, a więc polaryzacja agresji to asertywność i swobodne wyrażanie siebie. Człowiek z zablokowanym potencjałem agresji, którą potem projektuje na kogoś innego, czyli na „wroga”, to tak naprawdę człowiek mający problemy z asertywnością i / lub z wyrażaniem siebie.

Perspektywa wewnętrzna w duchowości

Słowem podsumowania: lubimy obwiniać „coś zewnętrznego”, np rzekomo złych ludzi czy złe duchowe byty. Szukamy winnych tego, co często tkwi w nas samych, a do czego nie potrafimy się przyznać. Wymyślamy więc opętania, wampiryzm energetyczny, klątwy, złe energie, złe byty, astral, demiurga, jahve, szatana, demony, duchy, i wiele innych. To ci mityczni „oni” mają być winni np temu, że czujemy się fatalnie. A nie nasze ewidentne zaniedbania, np brak zainteresowania się pracą tarczycy, jakąś zdrowszą dietą czy pójściem na psychoterapię.

Demony, złe byty, energie i klątwy nie działają jako coś „zewnętrznego”. One „wnikają” w nas tylko wtedy, jeśli mamy w swojej psychice punkty zaczepienia. Trochę podobnie działają wirusy i bakterie. Codziennie obcujemy z niezliczonymi miliardami tych maleńkich organizmów. Są one wszędzie w olbrzymiej ilości. Ale infekują nas tylko wtedy, jeśli mamy słaby organizm i odporność. W przypadku duchowości jest to jeszcze bardziej „wewnętrzne”, a więc „nasze”. Choć archetypy, demony, typy klątw i typy opętań są uniwersalne dla całej ludzkości, to pojawiają się tylko wtedy, gdy u pojedynczego człowieka są ku temu warunki. Mówiąc metaforycznie, jeśli pomieszczenie ma pancerny, elektroniczny zamek, to nawet tysiąc tradycyjnych kluczy nie pomoże złodziejowi wtargnąć do niego.

O demonach, astralu, karmie i iluzjach duchowości ezoterycznej napisałem wiele artykułów. Popularyzuję wiedzę, której znajomość jest niemal zerowa, nawet wśród „uduchowionych”. Okazuje się, że klucz jest w zwykłej prostocie, w codziennych radościach, w byciu człowiekiem, a nie bydlakiem. A nie w skomplikowanych systemach i prawidłach. Możesz o tym wszystkim poczytać w poniższych artykułach:
Największa tajemnica duchowości? Nie wszystko co „duchowe” jest prawdziwe!
Uważasz, że jesteś wolny? A masz odwagę zadać sobie kilka prostych pytań?
Czy cierpienie i zło mają sens? Czyli tajemnice i przekłamania w duchowości
Czy karma na pewno wraca? Zaskoczę Cię, ale..
Te pseudo duchowe teorie mogą doprowadzić do życiowej tragedii. Nie zatrać tego co najważniejsze!
Czy Twoje życie na pewno należy do Ciebie? Zniewolenie jest największe w historii Ziemi!
Przebudzenie ludzkości: to początek trudnej drogi, od której zależy nasze przetrwanie!
Strefa tabu: który sposób myślenia wybierasz? Poddańczy czy samodzielny?

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

SEKRETY DUCHOWOŚCI: CZY RELIGIE I NAUKA UKRYWAJĄ PRAWDĘ O TYM CO JEST PO ŚMIERCI?!

Śmierć.. Ostateczna granica, i jak się okazuje, ostateczne ziemskie tabu. Co sądzisz o niej?! Jako jedyny gatunek na Ziemi mamy poczucie czasu, a wraz z nim, mamy także świadomość nieuchronnie zbliżającego się końca. Jako jedyny gatunek wiemy, że kiedyś ciało, do którego jesteśmy przywiązani umrze. Jednak nie wiemy co jest potem. 3000 religii z których każda uważa się za jedyną i prawdziwą. Tysiące bóstw i bogów. Setki systemów filozoficznych, miliony książek, artykułów, piosenek, wierszy.. Biliony a nawet więcej modłów słanych do rzekomych niebios od zarania dziejów. Tyleż samo próśb słanych do różnych bóstw, od mitycznego Edenu aż po dzień dzisiejszy. Tak bardzo chciałoby się, by Bóg przemówił, by pokazał, że coś metafizycznego istnieje. By dał znak, odpowiedź. A on milczy. Po prostu dyplomatycznie milczy, od początku świata aż do teraz. I ani myśli odpowiedzieć na modły i prośby. Ani myśli rozwiać odwiecznego lęku przed nieuchronnym i tak nieznanym.

Strach przed śmiercią jest najważniejszym lękiem ludzkiej egzystencji. Zaś instynkt przetrwania jest najsilniejszym ludzkim instynktem. To on z jednej strony uruchamia niewyobrażalne pokłady nadziei, gdy jest źle, i z drugiej strony, mobilizuje ogromne siły organizmu w przypadku zagrożenia. Ludzie są zdolni do nieludzkich wysiłków, by ratować siebie lub swoich bliskich. Był kiedyś przypadek, gdy kobieta sama podniosła samochód, który przygniótł jej dziecko. Na marginesie – „nadzieja jest kochanką strachu”. Pojawia się tam, gdzie jest lęk, gdy dzieje się źle. Jest okrutna w swej istocie, bo jest mechanizmem zabezpieczającym, trzymającym nas w ryzach. Jednak jest ona potrzebna.

Nadzieja to iluzja, która pomaga nam przetrwać nawał ogromnych trudności, ale często bywa toksyczna. Jest źle, np w pracy lub w związku, ale jest nadzieja, nęcąca że będzie lepiej. Że jakoś się ułoży. Przecież „zawsze jakoś jest”, jak mówi głupio-mądre ludowe przysłowie, nie? A bez zdecydowanego działania często nic się nie poprawia. Jest tylko nadzieja że jakoś tam będzie, a człowiek zaczyna się do swojego życiowego gówna przyzwyczajać. Bo człowiek ma już taką naturę, że przyzwyczai się do wszystkiego. Taka nadzieja często odwleka to zdecydowane działanie. W takich przypadkach nadzieja jest okrutna. Dlatego niektórzy mówią, że choć jest to paradoksem, to nie ma okrutniejszej rzeczy niż nadzieja.

Tematykę ilozuryczności różnych doktryn tłumaczących sens życia i to, co jest po śmierci, opisywałem w poniższych artykułach. Są one jednymi z najważniejszych opublikowanych przeze mnie. Ten wpis jest ich swobodną kontynuacją:
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi!
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Na drugim miejscu ludzkich lęków jest lęk przetrwania, czyli czy wystarczy do pierwszego. Nietrudno się domyśleć, że lęk przetrwania jest zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio związany z lękiem przed śmiercią. Zasobów na świecie jest mało, od zawsze odczuwamy różnego rodzaju braki. Z jednej strony zmusza to nas do kreatywności i wynalazczości. A z drugiej strony, powoduje ogromny lęk i przyczynia się do zła. Bo skoro może zabraknąć i człowiek może nie przetrwać, to zaraz pojawia się pokusa, by grać nieczysto i siłą odbierać zasoby. U ludzi służy ku temu hierarchia, na szczycie której są bankierzy, korporacje i finansiści. Hierarchia zarówno u ludzi jak i u zwierząt jest mechanizmem, który umożliwia jednostkom najsilniejszym i najbardziej bezwzględnym na zagarnięcie większości zasobów. U zwierząt jest to bezpośrednie, bo osobnik alfa podgryza i zaszczuwa resztę stada. U ludzi jest inaczej. My nasze barbarzyństwo przebraliśmy w strój ideologii, religii, norm społecznych, i zabijania milionów ludzi w imię demokracji i praw człowieka.

Mam dla Ciebie kilka cytatów o śmierci. Czy zgadzasz się z nimi? Lęk przed śmiercią i ogromnym bólem towarzyszył mi około tygodnia czasu w związku z pewną realną sytuacją. I tak to jest, że dziś człowiek sobie żyje, a jutro zgarniają go z ogromny bólem, i potem albo przeżyje (99%) albo nie (1%). Jeden procent, potem dwa metry pod ziemią, a kornik napisze Twój uładzony życiorys.. Jeden procent to dużo, czy mało? Jak dużo, czy jak mało? I jak to w ogóle ocenić? Czasami te procenty są różne w zależności od sytuacji.. Stracić możesz wszystko w każdej chwili. Ja wiem, że odpowiedzi na egzystencjalne, odwieczne pytania nie ma, póki żyjemy.

A te pytania powodują ogrom lęków i cywilizacyjnych neuroz. Odpowiedź jest, ale jest ona nieosiągalna. Śmierć jest ostateczną odpowiedzią, bo wtedy na serio poznasz, co jest po drugiej stronie. Ale stamtąd nie ma już powrotu, i nie podzielisz się zdobytą wiedzą z żyjącymi ludźmi. Nikt nie wrócił i nikt się nie podzielił, a tylko taki dowód można uznać za merytoryczny i pewny. Dlatego śmierć, źródło najpotężniejszych podświadomych i cywilizacyjnych lęków, jest jednocześnie największym tabu na Ziemi. Wszystko, co o niej wiemy, i szerzej – wszystko co wiemy o metafizyce, to wyłącznie domysły, hipotezy, spekulacje. Wygodnie jest wierzyć w piekło, niebo, czy to, że tylko materia istnieje, a po śmierci nic nie ma. Ale to są kolejne hipotezy i spekulacje.

Cytat: „To strach przed śmiercią stworzył nieśmiertelnych bogów; śmierć jest łonem, z którego rodzą się religie, ich fundamentem są katakumby, groby, a pradawne obrzędy obracają się wokół nieżywych. Jeśli nie poznamy tajemnicy śmierci, nie będziemy nawet wiedzieć, dlaczego żyjemy i jaki kierunek nadać naszemu życiu. Kto nie wie dlaczego umiera, nie wie dlaczego żyje. Kto nie wie czym jest śmierć, nie wie czym jest życie. Kto boi się śmierci, boi się odkryć lęk przed życiem. Życie nabiera sensu dopiero wówczas, gdy zostanie nadany sens śmierci. To śmierć trzyma przy życiu każde nasze zwątpienie, nadzieję, oczekiwanie, marzenia o wieczności. Świat jest tylko ludzkim cmentarzem, gdzie zawsze będzie panować śmierć.”

Cytat: „Nie mam oblicza cierpienia, ja, Śmierć. Ja tylko uwalniam ludzi od ich ziemskiego bólu.. Tymczasem moja siostra, Życie, to ona jest Wam ciężarem, mamiąc Was, zatrzymując w miejscach cierpienia, karmiąc głodem życia za wszelką cenę, zmuszając do ukrywania lęków i nawoływań przemijającego nieubłaganie czasu. To ona, Życie, nie zna Litości, nie daje chwili wytchnienia, dopóki żyjecie. Ja ofiaruję Wam w jednej tylko chwili spokój na wieki.”

Cytat: „Życie i śmierć to też rytm, podobnie jak wdech i wydech, czuwanie i spanie – jedynie rozmiar rytmu utrudnia człowiekowi jego dostrzeżenie. Doświadczenie potwierdza, że także i tutaj obowiązuje prawidło rządzące dwoma biegunami: życie wymusza śmierć. Jedyną pewną rzeczą w momencie narodzin istoty żywej jest fakt, że kiedyś będzie musiała umrzeć. Śmierć następuje po życiu z taką samą pewnością, z jaką po wydechu następuje wdech.

Zgodnie z tą samą zasadą śmierć wymusza z pewnością życie. Widzimy więc, że zmiany życie-smierć-życie oddają ten sam rytm, co zmiany czuwanie-sen-czuwanie i tak dalej. Życie i śmierć to biegunowość, które na skutek nieprzerwanych zmian rytmicznie wplatają się w egzystencję wszelkich form bytu. Wszystkie formy istnienia posłuszne są prawu oscylacji: pływy morza, pory roku, elektryczność, okresy wojen i pokoju, pory dnia – wszędzie obserwacje dostarczają nam dowodów na istnienie rytmicznej gry polegającej na biegunowych zmianach. Dlaczego więc właśnie biegunowość życie-śmierć miałaby stanowić wyjątek, dlaczego prawidłowość dowiedziona we wszystkim miałaby sie zatrzymać przed fenomenem życia?

Tę rytmiczną wędrówkę duszy przez życie i śmierć nazywamy od zawsze wędrówką dusz lub reinkarnacją ( ponownym wcieleniem). Wiedział o niej zarówno Platon, jak i Goethe. Specjalnie użyłem tu słowa „wiedział”, a nie „wierzył”, ponieważ reinkarnacja nie jest sprawą wiary, ale stanowi problem filozoficznej zdolności poznania. Każdy może wierzyć we wszystko poza reinkarnacją, powinien jednak zdawać sobie sprawę z tego, że wszystkie hipotezy pozbawione aspektu reinkarnacji noszą znamiona absurdu, gdyż tylko reinkarnacja współbrzmi ze wszystkimi prawidłami tego uniwersum. W tej sytuacji dziwi więc fakt, że ciągle słyszy się głosy domagające się dowodów na istnienie reinkarnacji. Rzeczywistość sama udowadnia swoje istnienie, nie potrzebuje na to żadnych zewnętrznych dowodów.

Tylko kto poprzez miłość
dotarł do wiedzy, zostanie uwolniony
od krzyża przyczyny i skutku,
do którego przybiła go niewiedza.
Tylko miłość kończy korowód reinkarnacji.”
~Hans Stender, „Śpiew wieczności.”

Ludzie mówią, że to śmierć jest straszna, tymczasem dużo straszniejsze jest życie w nędzy, w chorobie, pozbawione wiedzy, sensu, celu. Paradoksem jest też, to, że najbardziej śmierci boją się Ci, którzy za życia tak naprawdę nie żyli. Wydaje mi się, że to nie boją się oni śmierci, tylko boją się życia, w którym nie ma dostatecznie dużej ilości „bodźców”, „treści” czy też „sensu” – cokolwiek te pojęcia oznaczają. Śmierć jest czasami wyzwoleniem od takiego życia. Część ezoteryków mówi, że dusza ma podejmować decyzję o przedwczesnym odejściu z tego świata, gdy jest zmęczona codziennym kieratem i nie widzi możliwości dalszego rozwoju.

Stały Czytelnik mojej strony napisał, że i nauka i religie ukrywają realne, merytoryczne dowody na istnienie duszy, a więc na to, że coś tam po śmierci istnieje. Miały być przeprowadzone rzetelne eksperymenty w tym zakresie, ale nauce i religiom ma zależeć na tym, by ludzie nie mieli tej pewności. Uważam, że gdybyśmy mieli tę pewność, że nie umieramy po śmierci ciała, to nasze życie i nasz świat diametralnie by się odmieniły. Dlatego elitom może zależeć na tym, by taką wiedzę ukryć. O ile w ogóle taka wiedza istnieje, bo tego też nie wiadomo. Zastanówmy się, co by było, gdybyśmy wiedzieli, że „nie wszystek umrzemy”? Co by było, gdybyśmy mieli pewność, że dusza nie umiera, ale wciela się w kolejne ciało?

Po pierwsze, natychmiast upadłyby wszystkie religie. Są one systemami władzy, bardzo użytecznymi, bo wg słów samego Napoleona, powstrzymują biedotę przed mordowaniem bogatych. Drugim namacalnym rezultatem byłaby spektakularna fala samobójstw przetaczająca się przez cały glob ziemski. Człowiek nie ma pewności, co jest potem. Większość ludzi przy życiu nie trzyma miłość do swojego żywota, ale lęk przed śmiercią, nadzieja i instynkt przetrwania. Bo nie ukrywajmy, ten żywot jest marny, pełen traum, biedy, niesprawiedliwości. Perspektyw na poprawę bytu brak. Umowa zlecenie u polskiego prywaciarza, partner równie sfrustrowany, który jest ledwie cieniem człowieka którego kiedyś kochaliśmy, i dzieci które zaczynają nas nienawidzić. Żywot marny, ale taki człowiek podświadomie wie, że ma tylko to.

A teraz człowiek zyskałby pewność, że po śmierci wędrówka duszy odbywa się dalej, do innego ciała. Więc po co kontynuować taki żywot? A nuż w przyszłym wcieleniu będzie lepiej? Trzecim rezultatem zdobycia przez ludzkość pewności byłoby radykalne ograniczenie wyścigu szczurów i większe wyluzowanie. Bo skoro życie po śmierci i wędrówka dusz jest, to po co się szarpać i napalać na spełnianie żądań i oczekiwań społecznych? Teraz czasy są jakie są, człowiek sobie wyjedzie w Bieszczady, albo wyluzuje w inny sposób. Człowiek zwolni się z tej korporacji, przestanie ścigać i napędzać gospodarkę, zadowoli się minimum, i tak sobie doczeka śmierci, i kto wie, może w następnym życiu będzie lepiej. Może w następnym życiu kupi sobie mieszkanie, samochód, założy rodzinę. W tym życiu za minimalną krajową nie będzie tego robić, bo i po co?

Pewność tego, co jest po śmierci, wywróciłaby porządek świata do góry nogami i prawdopodobnie doprowadziłaby do zapaści systemu, choćby systemu ekonomicznego. Elita nie może sobie na to pozwolić. Musi utrzymać ludzi w przeświadczeniu, że oprócz tego życia nic potem nie ma. Więc taki człowiek zrobi wszystko, byle tylko w tym życiu mieć jak najwięcej. I będzie się zgadzał na wszystko. Przecież buntować się i podskakiwać nie warto. Poza tym skoro człowieczyna ma tylko to życie, to lepiej robić coś konkretnego, np pracować po 12 godzin na dobę. Bo inaczej nic się nie osiągnie. Bo tylko grając tak, jak nakazał system, można coś osiągnąć. A jeśli nie, to zmarnuje się tę jedyną szansę. Więc człowiek godzi się na to parszywe życie, na ten wyścig szczurów, pętlę kredytów, spełnianie społecznych żądań. Bo przecież drugiego życia już nie ma, więc niech będzie choć to jedno, parszywe, w którym posadzi się to drzewo, zbuduje ten dom (na kredyt) i spłodzi syna. Przynajmniej tyle z tego życia będzie miał.

To tylko teoria, hipoteza, na którą nie ma ostatecznych dowodów i która też nie da Ci stuprocentowej pewności. Nie bój się śmierci, bój się życia pozbawionego życia, czyli bój się śmierci za życia.. Och, jak łatwo to powiedzieć, prawda? A Ty co sądzisz na ten temat? Zapraszam do dyskusji.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZY DA SIĘ PRZEBUDZIĆ INNYCH ZE SNU W KTÓRYM TKWIĄ?!

Czy da się obudzić innych ze snu, w którym tkwią? Czy da się ludziom przekazać cenną wiedzę? Czy da się uzmysłowić im, że są manipulowani, oszukiwani, że wiele problemów mają na własne życzenie? Mnóstwo z nas sobie zadaje te pytania. Czy jedna osoba może przebudzić drugą, bez jej wkładu własnego? Bez szoku, jaki każdy przebudzający się dostaje? Chcielibyśmy, by nasi bliscy wiedzieli to, co my, by byli świadomi istnienia tej całej kurtyny iluzji.. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o rzekome przebudzenie czy oświecenie znane z new age, które jest niczym smoki. Bo wszyscy o nim słyszeli, ale nikt go nigdy nie widział. Chodzi o sprawy proste i bardzo życiowe, takie jak:

-Nie musisz uczestniczyć w wyścigu szczurów i ciągle kupować nowych i nowych rzeczy i przez to się zadłużać. ALE! Zasługujesz od świata na wszystko, co najlepsze, w tym bogactwo. To bieda, stworzona przez elity, i kult biedy w ideologiach i religiach, jest patologią. Pogodzenie tych dwóch tendencji sprawia ludziom ogromne trudności. Z jednej strony ślepy konsumpcjonizm podsuwa coraz to nowe produkty, często niepotrzebne. Z drugiej strony, nurt new age często namawia nas do umiłowania biedy i ascezy. Żadna z tych skrajności nie jest dobra;

Społeczeństwo się myli. Społeczne odpowiedzi na człowiecze pytania i dylematy są niewłaściwe. Gdyby społeczeństwo miało rację, to mielibyśmy raj na Ziemi. Ale go nie mamy. Demokracja stała się tyranią, wolny rynek zrobił z nas niewolników, pompując majątki bogaczy, liberalizm stał się zaprzeczeniem samego siebie, a konserwatywni bigoci mają niejednego trupa w szafie. Normy społeczne są wypadkową naszych ograniczeń, lęków i ignorancji. Są pełne hipokryzji, jedna zaprzecza drugiej. Poprzeczka moralna i poprzeczka wymagań społecznych wobec jednostki są ustawione tak absurdalnie wysoko, że niemożliwe jest ich osiągnięcie;

System edukacji, polityka, religie, ideologie, są systemami władzy i kontroli. Nie zostały stworzone by uczyć, by rozwiązywać problemy, by odpowiadać na ważne pytania. Są stworzone po to, by jak najsilniej spacyfikować opór społeczeństwa. Stworzono je po to, by oszukać ludzi i wytłumaczyć im, że mają się godzić na surowe warunki życia, podczas gdy elity opływają w luksusy;

-Duchowość czy też metafizyka istnieje. Religia zredukowała duchowość o 99%, sprowadzając ją do mechanicznych rytuałów i przede wszystkim do kontroli mas (sławny sojusz wójta, pana i plebana). Wszystko inne co nie mieści się w tym 1%, jest heretyckie, szatańskie, lucyferiańskie, demoniczne, zabronione przez boga, i tak dalej.  Dogmatycy materialistyczni (racjonalizm, ateizm) poszli o krok dalej, redukując duchowość o 100% i zaprzeczając jej istnieniu. Tymczasem świat składa się z dwóch biegunów – racjonalnego i nieracjonalnego (czyli duchowego). Inną kwestią jest to, że ta metafizyka wcale nie jest taka, jak przedstawia to new age;

-Wszystko ma swoje drugie dno. We wszystkim jest ukryty sens. Nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Tam, gdzie jedni widzą humanitaryzm i „na hurra” ślą gotówkę i poparcie, tam drudzy, mądrzejsi, mogą dostrzec wielomiliardowy przekręt rządów, korporacji czy wpływowych grup. Władze często manipulują „telewizyjnym humanitaryzmem”, by w ten sposób zmanipulować opinię publiczną;

Nauka, w tym medycyna, nie mają ostatecznej odpowiedzi na pytania o naturę rzeczywistości. Nie mają one także monopolu na prawdę. Medycyna lekarska z zasady odrzuca medycynę naturalną i leczenie dietami z prostej przyczyny – bo jest „kupiona” przez farmację. A medycyna naturalna i dietoterapia odbierają klientów farmacji. Z drugiej strony, często nie ma żadnej alternatywy wobec farmacji, i często farmacja ratuje ludziom życie. Ten, kto choć raz trafił z ogromnymi bólami na SOR to wie i łapie zdrowy dystans. Kwestia niezdrowych skrajności tutaj również ma zastosowanie;

-Jedzenie ma znaczenie. Obecnie zmieniły się normy przyrządzania posiłków i produkcji żywności. Mleko nie jest już mlekiem, ale pasteryzowanym lub homogenizowanym syntetykiem. Dawne odmiany pszenicy zostały zmodyfikowane na drodze krzyżówek naturalnych, dzięki czemu ich białka (gliadyny) są bardzo szkodliwe. Spożywamy dużo cukru. Do wszystkiego dodaje się konserwantów, barwników, polepszaczy, wzmacniaczy smaku. Żywność jest mocno przetworzona. Unijne i amerykańskie normy są bardzo liberalne we wprowadzaniu do niej różnych trucizn. To właśnie dlatego chorujemy i przedwcześnie umieramy;

Myślisz samodzielnie. Ideologie, religie, doktryny, stanowiska ekspertów (nie wszystkie..) są dla tych, którzy myśleć nie potrafią. Ale potrzebują mapy rzeczywistości, która jakoś im odpowie na dręczące pytania, i uspokoi ich;

-Kwestia ideałów. Idealny partner, idealny mężczyzna, idealna kobieta, idealna matka, idealny ojciec.. Zawierają one tyle sprzecznych i wykluczających się cech, że ich osiągnięcie nie jest możliwe. Ideały są jednak usilnie promowane przez media, co powoduje ogromną frustrację u ludzi;

-Jesteśmy szykowani do roli robotów pracujących na etacie za grosze, na miliardy elit. Mamy wierzyć, że jest kryzys, że to są prawa ekonomii, że tak działa wolny rynek. Że nic nie można z tym zrobić, że jakakolwiek reforma tego nie jest możliwa. To się jednak zmienia. Ludzie mądrzeją, i ich nacisk sprawia, że liberalne elity odchodzą w niebyt, a nowe, prawicowe rządy będą luzować neoliberalny knebel;

-Większość ludzi nie myśli lub nie chce myśleć. Wystarczą im grosze na przeżycie, kilka piw wieczorem i durny serial lub mecz w TV. Wełna nie wełna, byle kicha pełna. Lub inaczej: micha ryżu i serial. Lub jeszcze inaczej: choć na świecie wszędzie wojna, byle tylko polska wieś spokojna. Jednym z pierwszych odkryć jest to, że ludzie w większości przypadków nie patrzą dalej, niż czubek własnego nosa. Cechą społeczeństwa jest ignorancja i „tumiwisizm”;

-Nacjonalizmy doprowadziły do ogromnych zniszczeń i śmierci milionów. Ale z drugiej strony, bez pierwiastka nacjonalizmu i patriotyzmu, czeka nas przemielenie przez młyny historii. Nie ma miejsca dla wykastrowanych eunuchów, którzy opluli własną świadomość narodową, rasową i cywilizacyjną. Takie są prawa geopolityki sakralnej. Antykultura bez tożsamości i bez jaj, jest wchłaniana przez antykulturę z tożsamością barbarzyńską i z pancernymi jajami. U schyłku Cesarstwa Rzymskiego hedonistyczni poganie składający swoje dzieci w ofierze, byli umyślnie zastępowani przez elity Cesarstwa chrześcijanami. Którzy po prostu płodzili dzieci – jedno za drugim. Bardzo trudno jest nam równoważyć zdrowy nacjonalizm i tożsamość z elementami liberalnymi, a to jest przecież jedyna rozsądna droga. Ziemskie ideologie wymagają nas albo jednego, albo drugiego. Albo ogolone łyse głowy i nazizm, albo genderowe szaleństwo i zaszczuci, wykastrowani przez feministki mężczyźni;

Zapraszam Cię na poniższy filmik, w którym jeden z filozofów porusza tę tematykę. Otóż możesz zainspirować innych do zmiany. Możesz wybrać infekowanie systemu nowymi ideami, omijając jego mechanizmy zabezpieczające. Ludzie tacy jak ja robią to z różnym skutkiem. Idea jest jak ziarno. Kiełkuje w pojedynczym umyśle, jest podlewana w piwnicach podczas spotkań konspiratorów, a następnie wydaje plon w społeczeństwie. Od ludzi i ich gotowości zależy, jak dana idea zostanie przyjęta i w jaki sposób „stary porządek świata” zostanie obalony. Myślę że zmądrzeliśmy już trochę. Dzięki czemu teraz mamy pokojowy upadek zgniłego liberalizmu, a nie spaloną ziemię i stosy trupów.

Możesz zainspirować, podsunąć jakąś myśl, zasiać wątpliwość. Wszystko to musisz robić na zasadzie „konia trojańskiego”. Naciskanie i mówienie człowiekowi, że nie myśli samodzielnie, że jest ogłupiony przez polityków i media, da skutek odwrotny do zamierzonego. Kłamstwo (ideologiczne, religijne, polityczne, naukowe i inne) jest lekkostrawne i przyjemne. Powstało po to, by zakryć jakąś mało przyjemną prawdę, np prawdę o czyichś miliardowych interesach.

Zbudzenie się z takiej pajęczyny kłamstw jest dość bolesne, bo trzeba wtedy przyznać się przed sobą, że żyło się w błędzie i dało się okłamywać. Poza tym większość ludzi nie ma odpowiedniej „bazy” do przebudzenia. Ta baza to podstawy podstaw, takie jak data bitwy pod Grunwaldem, znajomość zasad dynamiki Newtona czy inna tego typu wiedza. Jest ona przekazywana już w szkole, i bez tego bodźca rzeźbiącego umysł w dorosłym życiu nie jest możliwe przebudzenie.

Jednak u kresu tej drogi możesz doznać pewnego rozczarowania.. -A więc to wszystko?! Odpowiesz. Opisywałem to w poniższych felietonach:
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci pewności! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZY ŻYCIE PO ŚMIERCI ISTNIEJE?! ŻADNA DOKTRYNA DUCHOWA NIE DA CI ODPOWIEDZI!

Czy istnieje życie po śmierci? Jakie są odpowiedzi na odwieczne, egzystencjalne pytania ludzkości?

Czy męczą Cię pytania egzystencjalne? Martwi Cię to, co jest po śmierci, a czego tam może nie być? Chcesz wiedzieć, która doktryna lepiej odpowiada prawdzie? Lewica czy prawica? A jeśli tak, to która ich forma? Który odłam? Cechą umysłu jest chęć poznania świata. Kłopot polega na tym, że ludzki umysł ma zbyt małą „moc obliczeniową”, by ten świat ogarnąć. Dlatego powstają ideologie, religie i inne doktryny, które mają dostarczać zlęknionemu umysłowi jakiegoś „gotowca”. Świat jest wielowymiarowy i niezmiernie skomplikowany. Myśliciele, filozofowie, mistycy, liderzy i naukowcy próbują opisać świat od zarania dziejów, i jak dotąd żadnemu się to nie udało.

Cechą każdej doktryny jest upraszczanie. Gdy wybierasz sobie „pasterza” prawicowego, lewicowego czy innego, to zyskujesz bezpieczną wizję świata, nie musisz już gubić się w tym gąszczu i myśleć samodzielnie. Od tej pory świat jest dla Ciebie albo prawicowy, albo lewicowy. Skupiasz się na tym, co prawicowe lub lewicowe, a całą olbrzymią resztę odrzucasz, zręcznie to sobie tłumacząc. Kłopot polega na tym, że świat jest, jak już wspomniałem, niezmiernie skomplikowany. Wierząc w jakąś doktrynę musisz odrzucić lub zanegować to, co się z tą doktryną nie zgadza.

Nauka nie zrozumiała metafizyki więc uznała, że ona nie istnieje

Czyli musisz odrzucić lub zanegować większość świata, bo tak naprawdę olbrzymia większość życia realnego to wyjątki od reguł (doktryn), wyjątki od tych wyjątków i tak dalej. Przykładowo: akademicka nauka oparta na doktrynie materializmu nie umiała sobie poradzić z metafizyczną stroną życia, więc profilaktycznie ją zanegowała. Nie mogąc wyjaśnić chaotycznej i wielowymiarowej metafizyki, wprowadziła materializm i ateizm, i ogłosiła, że istnieje tylko to, co materialne. Jest to bardzo wygodne dla umysłu. Skoro czegoś nie umiemy zbadać, zaklasyfikować i kontrolować, to lepiej uznać, że tego nie ma. Na podobnej zasadzie lewicowiec neguje te elementy życia, które są „prawicowe”, zaś prawicowiec neguje te elementy życia, które są „lewicowe”.

Umysł szuka więc metod, doktryn i rozwiązań, także tych duchowych. Jest mnóstwo metod medytacji, kłopoty zaczynają się wtedy, gdy ktoś uważa, że jego tylko jego metoda jest dobra. Jest dużo szkół i doktryn duchowych, od tych klasycznych, a więc monoteistycznych, aż po te ezoteryczne i gnostyckie. Czasami umysł uważa się przy tym za wszechwiedzącego. No i oczywiście za oświeconego. Spotkałem wielu takich „oświeconych od dupy strony”, którzy na każdy głos przeciwny reagowali agresją. Każda opinia będąca choć trochę odmienna od ich jedynie słusznej wizji świata, była zła, szatańska, niskowibrycayjna itp. Choć medytowali, wznosili swoje wibracje, nie jedli mięsa, to wewnątrz byli kipiącymi z nienawiści „hitlerowcami”. I właśnie tacy są najgorsi.

Umysł chce poznać świat za wszelką cenę, ale jest skazany jedynie na poszlaki i domysły

Czasami umysł miota się szaleńczo od doktryny do doktryny, pragnąc pewności, a nie kolejnych i kolejnych mrzonek. A to nie o to chodzi. Jest to uzależnienie od szukania odpowiedzi, której na Ziemi, póki żyjemy, nie znajdziemy. Umysł ludzki z racji swojego funkcjonowania nie jest w stanie ogarnąć całości świata, choć bardzo tego pragnie. Doktryny polityczne, religijne, ezoteryczne i inne, jako twory umysłów, tym bardziej nie są w stanie odpowiedzieć na te pytania. Pół biedy, jeśli człowiek jest lemingiem i z automatu akceptuje to, co oferuje mainstream. Lewica lub prawica, katolicyzm lub ateizm, feminizm lub szowinizm. Wybierasz sobie lidera i doktrynę, by być im posłusznym i nie myśleć. Potem wiadomo, życie codzienne, bez refleksji, bez samoświadomości, bez tych całych dociekań i monologów.

W dawnej pracy znałem taką rodzinę. On na magazynie zarabia 2500 zł netto, ona podobnie. Ślub i dzieci, bo każdy tak robi i nie można się wychylać. Kredyt hipoteczny – bo każdy tak robi i nie można się wychylać. Stać ich na najtańsze jedzenie z dyskontów, jedyna rozrywka dla chłopa to kilka piw wieczorem. Mają stary samochód i raz w tygodniu, w niedzielę, jadą do galerii handlowej. Owszem, czasami ponarzekają że politycy to złodzieje, ale pokornie znoszą swój los. Zarabiają mało bo tak musi być i koniec. Nie wiedzą, że ta cała ekonomia to oszustwo i że można by było inaczej. Normalny człowiek ma być pokorny i ma pracować, a nie rozmyślać o głupotach.

Takie życie jest życiem nieświadomym, bezrefleksyjnym. Bezpieczeństwo zapewnia wtedy umysłowi to, co powszechnie akceptowalne w społeczeństwie. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy człowiek przejrzy złudną grę społeczeństwa i odkryje jego drugie dno, a potem trzecie czy dziesiąte dno. Zaczyna się miotanie od doktryny do doktryny. Umysł gorączkowo szuka odpowiedzi, bo odpowiedzi proponowane przez społeczeństwo, czyli przez mainstream, okazały się być nie tylko zawodne, ale oszukańcze. Przecież celem każdej doktryny jest władza nad niewolnikami, których dziś nazywa się „konsumentami”. Doktryny, wg Napoleona Bonaparte, mają powstrzymywać biedotę przed mordowaniem bogatych.

Ani oficjalne ani alternatywne doktryny nie dadzą Ci odpowiedzi

Umysł traci więc grunt pod nogami i wpada w panikę. Oczywiste jest to, że umysł ciągnie teraz ku alternatywnym odpowiedziom, bo te mainstreamowe zawiodły. Coraz bardziej radykalne chrześcijaństwo, lub inaczej, coraz bardziej radykalne nurty lewicowe. Coraz straszniejsze i przy okazji coraz śmieszniejsze teorie spiskowe. Często także istnieją ciągoty w kierunku doktryn ezoterycznych, gnostyckich, alchemicznych. A tu każdy guru, każdy autor, mistrz itp, mówi trochę co innego. Często jedna doktryna duchowa zaprzecza drugiej, a jeden guru wyzywa drugiego od manipulatorów czy diabłów wcielonych. Widać to na każdej grupie ezoterycznej na facebooku. Każdy uważa, że wie najlepiej, każdy ma w umyśle jakiś obraz „zła wcielonego” i z nim intensywnie walczy. Oczywiście, wszechwiedzący ezoteryk nie widzi tego zła wcielonego u siebie, ale bardzo chętnie widzi je u innych. Grupy i fora ezoteryczne pod wieloma względami są podobnymi „śmietnikami”, co każdy inny panel dyskusyjny.

To zrozumiałe, że budzi to jeszcze większe zagubienie, zniechęcenie i lęk. Umysł szaleje, miota się pomiędzy doktrynami. Już wie, że żadna z nich nie da mu odpowiedzi, przeczuwa, że być może tych odpowiedzi tak naprawdę nigdy nie poznać. Ale wciąż chce próbować. Uzależnienie od poszukiwania odpowiedzi jest zgubnym nałogiem, gdyż ta „gadanina” umysłu działa destrukcyjnie na całe nasze życie. Nie tylko powoduje lęk, ale wybija nas z tego mitycznego „tu i teraz” i odcina od radości codziennego życia. No ba! Co się będziesz gapił na wschód słońca, przecież chcesz rzeczy wielkich, chcesz poznać jak działa świat! A odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Czyż przed tym nie ostrzegała ezoteryka? U wielu ludzi ezoteryzm staje się karykaturą samego siebie, bo prowadzi do skutków odwrotnych niż zamierzone. Zamiast wyciszać umysł i kierować go w stronę tu i teraz, wielokrotnie nasila jego gadaninę. Zamiast miłości i wysokich wibracji, jest nienawiść i agresja, bo ktoś zjadł kawałek mięsa.

„Nie wszystek umrę”, czyli tabu śmierci

W firmie Interstellar pada kwestia: „Gdybyśmy przekroczyli horyzont zdarzeń, to wyjaśnilibyśmy tajemnicę grawitacji. Ale nie możemy. Odpowiedź jest, ale nieosiągalna„. Podobnie jest w życiu. Najważniejsze życiowe tajemnice zakrywa piołun milczenia, zakrywa ostateczna granica w postaci śmierci. Czarna dziura i jej horyzont zdarzeń może być symbolem śmierci. Gdy tę barierę przekroczysz, to odpowiedź poznasz. Kłopot polega na tym, że stamtąd nie ma już powrotu. Nikt nie wrócił z martwych, nie zostało to potwierdzone przez lekarzy, nie było wywiadów ze zmartwychwstałym przed telewizjami całego świata..

Lęk przed śmiercią jest najpotężniejszym ludzkim lękiem. Lęk przetrwania, czyli lęk czy wystarczy do pierwszego, jest dopiero na drugim miejscu. I co ciekawe, śmierć jest jednocześnie najpotężniejszym ziemskim tabu. Z lęku przed śmiercią wywodzi się szereg innych lęków, to z niego wyrosły dylematy etyczne, filozofie, niektóre doktryny. Człowiek od zarania dziejów ma nadzieję, że „nie wszystek umrę”, ale póki żyje jest zdany co najwyżej na poszlaki i mętne hipotezy. Problemem jest oczywiście weryfikowalność tych filozofii i hipotez. Wielu ogłaszało się „nieomylnymi” i „wiedzącymi” co jest po śmierci. Tylko skąd oni to wiedzą, skoro nie umarli a potem nie wrócili? Ze snów, channelingów, wizji, astralu? Tutaj dyplomatycznie ugryzę się w język, by nie powiedzieć czegoś wyjątkowo cynicznego. Pogląd o 72 dziewicach w raju czy o piekle może wydawać się głupi, zaś gnostycyzm może wydawać się mądrzejszy. Ale za życia nie jest możliwa obiektywna weryfikacja żadnego z tych poglądów.

Prawda jest taka, że narodziny, życie, śmierć, Bóg, świat, wszechświat – były tajemnicą, są tajemnicą i na zawsze pozostaną niezgłębioną tajemnicą. Dopiero śmierć daje odpowiedź i pewność, a póki żyjemy, jesteśmy zdani na teorie, hipotezy i spekulacje. Jednak pęd do wiedzy, do poznawania kolejnych doktryn i metod powoli wyhamowuje ustępując miejsca cieszeniu się każdą chwilą, każdym drobiazgiem i akceptacją tajemnicy. Często następuje to na skutek dramatycznych wydarzeń. Gdy wiesz, że możesz stracić wszystko w jednej chwili, ten codzienny kubek kawy smakuje jakoś inaczej, lepiej..

Słowem zakończenia.. Odpowiadając na pytanie pokrewne pytaniu z tytułu felietonu: „Czy wierzysz w życie po śmierci?” Ja odpowiadam: Wierzę w życie PRZED śmiercią, a co po śmierci, to nie wiem. Doktryny wymyślane przez ludzki umysł na temat tego, co jest po śmierci, są złudne i muszą być złudne. Z tej przyczyny, że żaden umysł nie przeżył śmierci. W momencie śmierci umysł i ego, z racji swej „fizycznej” natury się rozpadają. Dlatego śmierć jest największą traumą i największym lękiem dla ego, i dlatego umysł gorączkowo chce poznać odpowiedź, która nie istnieje. Z kolei treści nieuzdrowione z podświadomości, mają podobno „wracać” do nieświadomości zbiorowej. Przeżywa tylko ludzka dusza. Podobno.

Poznałem dużo potencjalnych odpowiedzi na pytania egzystencjalne i dużo doktryn. Ale czy mi to coś dało? Nie wiem. Wiem już czego unikać, gdzie zachować ostrożność, ale zawsze przychodzi ten moment „uderzenia w ścianę” i stopniowego wyciszania poszukiwania odpowiedzi. Jeśli jesteś dopiero na początku tej drogi i bardzo pragniesz poznać te potencjalne odpowiedzi, a wraz z nimi, szereg doktryn – to stanie się wedle Twej woli. Spotkasz takich ludzi i doświadczysz takich wydarzeń, które Ci to umożliwią. Pytanie jest takie, co z tym zrobisz dalej. Gdyż odpowiedzi, a raczej potencjalne odpowiedzi, do których kiedyś dotrzesz, mogą Cię rozczarować.

Wpis ten jest kontynuacją moich przemyśleń z kilku poprzednich artykułów:
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

NAUKA I DUCHOWOŚĆ OPARTE SĄ O TEORIE I HIPOTEZY, MAŁO W NICH RZECZY PEWNYCH!

Czy masz pewność wobec wiedzy, którą zgromadziłeś w przeciągu swojego życia? Czy masz pewność co do tego, że Twoje przekonania polityczne, duchowe i każde inna, są czymś prawdziwym i obiektywnym? Czy uważasz więc, że wszyscy, którzy mają przekonania inne niż Ty się mylą? A więc zdecydowana większość ludzkości? Ale przecież oni też tak uważają. Jak mawiał dawny mędrzec: „Wiem, że nic nie wiem”, i w tym powiedzonku jest dużo prawdy.

A może zajrzałeś już głęboko wgłąb gnostyckiej „króliczej nory”, i poznałeś zasady i mechanizmy rządzące społeczeństwem, polityką, doktrynami, ludzką psychiką, światem? Ale to wciąż nie wystarcza? Dlaczego? Moja podpowiedź: ponieważ poznałeś kolejne teorie i hipotezy. Mogą one być bliższe prawdzie i mieć lepsze odwzorowanie w rzeczywistości, niż doktryny proponowane szerszym masom. Jest jednak pewna przesłanka, która pomoże Ci się zorientować w tym labiryncie domysłów.

Ten artykuł jest luźną kontynuacją myśli, które zawarłem w poprzednich felietonach:
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Jak powstał (wszech)świat i życie na Ziemi?
-Powstały z zupełnego przypadku i bez powodu w Wielkim Wybuchu. Życie powstało w wyniku ewolucji i doboru naturalnego, które nie mają sensu i wyższego celu (hipoteza lewicowo-ateistyczna, obowiązująca dziś oficjalnie)
-Powstały przez Wielki Wybuch, ewolucję i dobór naturalny, mają swój cel i wyższy sens, nauka nie wyklucza duchowości (teoria inteligentnego projektu)
-Powstały w wyniku kreacji Boga osobowego tak jak opisuje to święta księga (religie monoteistyczne)
-Życie na Ziemi zostało stworzone przez obce cywilizacje (paleoastronautyka, new age)
-Żyjemy wewnątrz hologramu, numerycznej symulacji (niektórzy fizycy kwantowi)
-Życie „zasiało się samo”, jego celem jest doświadczać siebie i udoskonalać się, m.in. dzięki impulsom z Syriusza (teozofia Illuminatów)

Każdą powyższą hipotezę możesz udowodnić, jeśli mocno skupisz się na pewnych poszlakach. Ale to ma jedną wadę – inne poszlaki i dowody musisz odrzucić. W nauce też tak jest, bo zręcznie dobierając metodologię i przy okazji spory „grant” od sponsora badań, można udowodnić wszystko. Np że dana substancja nie jest aż tak szkodliwa i jest zasadność masowego i obligatoryjnego jej używania na przypadłość, którą dotąd uznawano za błahą. Nauka „nie radząc” sobie z chaotycznością i niepewnością metafizyki, prewencyjnie zanegowała tę sferę życia.

Ludzie mają brzydką tendencję, że jeśli coś burzy ich spokojne postrzeganie świata, to uznają, że to coś nie istnieje, jest fałszywe, faszystowskie, komunistyczne itp. Są pewne pytania, które trapią ludzkość od zarania dziejów. Jak powstał świat, jaki jest sens życia, czy Bóg istnieje, co się dzieje po śmierci. Te pytania powodują ogromny „ból istnienia”, bo musimy żyć na trudnym świecie gdzie jest dużo zła, gdzie wciąż wszystkiego brakuje. Różni szamani, kapłani, ideolodzy, politycy, eksperci od zawsze starali się tworzyć „memy pojęciowe” (ideologie, religie, dziedziny nauki) tłumaczące zlęknionym ludziom te kwestie, by ich uspokoić.

Jak zweryfikować teorie, hipotezy i proponowane rozwiązania?

Podstawowa weryfikacja następuje w materii, w tym świecie do bólu realnym, fizycznym. Przecież: „Skuteczność jest miarą prawdy”. Wiele teorii uważa, że tłumaczy daje ostateczną odpowiedź. Wiele doktryn, szczególnie politycznych czy religijnych, obiecuje ludziom raj na Ziemi. Ale pod warunkami, które nigdy nie zostaną spełnione, czyli wtedy, gdy 100% ludzkości ochoczo będzie je wyznawać. Chrześcijańska ewangelizacja, islamski „ansar al islam”. Lewacka fantazja o wykorzenieniu narodowości, płciowości i tożsamości. Prawicowa fantazja o eliminacji lewicy. Konserwatywna doktryna o zepsuciu obyczajów, któremu przeciwdziałać ma renesans dawno przestarzałych wartości i przyjęcie ich przez całą ludzkość. I tak dalej. Weryfikacja polega na odrzuceniu tych gruszek na wierzbie i innych obietnic, i na obserwacji tego, jak funkcjonuje dana doktryna czy rozwiązanie tam, gdzie zostało przyjęte.

Czy dana teoria czy hipoteza jest skuteczna? Czy dana technologia umożliwia sprawny przewóz ludzi i towarów? Ratowanie ludzkiego życia i zdrowia? Ochronę przyrody? Czy idea tłumaczy naturę rzeczywistości? Czy doktryna polityczna umożliwia rozwiązywanie problemów, czy raczej przynosi niezmierzone morze cierpień, dzieląc społeczeństwo? Czy dane rozwiązanie działa w praktyce, czy było oparte na utopii, czyli myśleniu życzeniowym? Najczęściej te rozwiązania, hipotezy i pomysły dają jedynie częściową odpowiedź, nie rozwiązują wszystkich problemów, ale za to generują nowe problemy. To tak jak z lekarstwem od korporacji: leczy daną grupę objawów, ale nie leczy przyczyny, czyli nie działa całkowicie. No i generuje nowe problemy – skutki uboczne. To dobry symbol tego, co dotąd tutaj napisałem.

Ezoteryka i sens życia

Jeśli chodzi o sam sens życia, to coraz więcej ludzi zaczyna go szukać w teoriach i doktrynach ezoterycznych. W poprzednich artykułach z tej serii, które zalinkowałem powyżej, pisałem o nurcie „ezoteryki psychiatrycznej”. Każdy guru z tego nurtu uważa, że jego wersja „prawdy” jest najlepsza, że rację ma tylko on. Oczywiście, każdy „guru” uważa inaczej. Siedem czakr? A może dziewięć? Albo trzynaście? A może zupełnie inaczej – żadnych czakr, tylko jeden duży torus? Wzmacniać czakry, czy raczej je usuwać, gdyż mają być „blokadami”? A jeśli wzmacniać, to które? I jaką metodą? Bo tych metod jest też zatrzęsienie. Ta cała „ezoteryczna psychoza” podszyta jest nie tylko pożądliwościami ego i naiwnością „dziecięcego umysłu”. Ale przede wszystkim, ezoteryka i duchowość są najbardziej podatne na niepewności i domniemania.

Cytat: „Jestem autorem książki o potędze intencji „Moc Przyciągania” i wystąpiłem w filmie „The Secret” poświęconym temu zagadnieniu, a tymczasem dowiaduję się, że realizacja zamiarów nie jest kwestią mojego świadomego wyboru. Moja deklaracja zamiaru była zwykłą werbalizacją impulsu, który już wcześniej powstał w moim mózgu.”
~Joe Vitale

Gdzie jest więc obiektywna, rzetelna wiedza? Czemu, komu można wierzyć? Gdzie pokładać nadzieję, gdy wszystkie bariery iluzji opadły? I jak tu wrócić do społeczeństwa, do życia, wiedząc TO WSZYTKO i obserwując szarpanie się z życiem i kardynalne błędy tych, którzy tego nie wiedzą? Niektórzy pożądają pewności jaką daje wiedza, bo nudzi i męczy ich już ciągłe nurzanie się w hipotezach, teoriach i domysłach. Uważają, że gdzieś tam jest jakaś „ukryta, tajemna doktryna”, która wyjaśni wszystkie ich bolączki i da im ostateczną odpowiedź. Powiem tu bardzo przewrotnie, że taka doktryna istnieje i jest dużo prostsza niż myślisz. I nie jest to wcale „doktryna tajemna„. Ba! Poznasz ją pod koniec czytania tego artykułu.

Świat to labirynt teorii i domysłów, ale pewność nie da Ci tego, czego od niej oczekujesz

Muszę Ci jednak powiedzieć, że pewność nigdy nie da Ci tego, co od niej oczekujesz. Ani tym bardziej nie rozwiąże Twoich problemów. A może je wręcz nasilić. „Nie chcę być mądrym, od tego dostaje się depresji” – tak mawiał Andy Warhol. Ja czasami wolałbym pewnych rzeczy nie wiedzieć lub nawet użyć komendy „delete”. 😉 Problemów nie rozwiążą teorie duchowe, ani coaching, który jest chyba największym „niewypałem dekady”. Tu bardziej pomoże zadbanie o swoje zdrowia (dieta, odstawienie używek, wykonanie badań – w pierwszej kolejności tarczycy). Kolejne drogi ku rozwiązywaniu problemów psychologicznych czy zdrowotnych to psychoterapia, proces integracji cienia, a także, jeśli nie ma wyjścia – środki antydepresyjne. Trochę przykro te słowa pisać, bo mogą odbierać nadzieję, ale jak byś nie spojrzał, to dupa zawsze z tyłu.

Pewność i wiedza, których pożądają masy, będąca przeciwieństwem mórz hipotez, domysłów i teorii, nie rozwiąże więc Twoich problemów, bo nie mają takiej mocy. Ty masz taką moc, działając w świecie realnym. Nie będzie „boskiej interwencji”, niezwykłego oświecenia, manny z nieba czy innych gruszek na wierzbie. Bo nie o to w tym chodzi. Obserwowałem kiedyś taką rodzinę z mojej dawnej pracy. On zarabia te 2500, ona też. Mają kredyt hipoteczny, bo każdy go bierze, mają dzieci i ślub, bo tak wypada. Po pracy cztery piwka w domu, mają Passata więc w niedziele sobie pojadą do galerii handlowej. Owszem, ponarzekają że złodziejstwo, że zarobki nie takie, i to wszystko. Żyją sobie z dnia na dzień, nic nie kumając i niczego specjalnego od życia nie oczekując. Na emeryturze będą mogli powiedzieć, że dobrze przeżyli swoje życie. I oni są paradoksalnie szczęśliwsi, niż wielu „poszukujących sensu”.

Co jest więc ostateczną odpowiedzią?

Życie jest krótkie. Masz 30 lat, zdobyłeś trochę wiedzy, ale to nie wszystko.. Dalej nie wiesz. W wieku tych 70 lat jesteś już wyluzowany i nieco mądrzejszy. Acha, więc to wszystko? Ale masz już te 70 lat, ciało chorowite i bardzo słabe. Czas będzie odejść, robiąc miejsca kolejnym młodym, narwanym, nic nie wiedzącym.. Ale życie jest też bardzo kruche. Bardzo niewielu ludzi, nawet tych uduchowionych, ma tego świadomość. Wiedzieć o tym, a mieć realną świadomość tego, to dwie różne sprawy.

Trzeba na ogół ogromnego wstrząsu, by wybić człowieka z tej codziennej szamotaniny, skłonić do refleksji i zastanowienia się nad sobą. Taki wstrząs to np śmierć bliskiej osoby, bycie świadkiem wypadku, katastrofy lub kataklizmu, lub jakiś problem zdrowotny. Dziś żyjesz jak we śnie i oburzasz się o głupoty, a jutro zabierają Cię nieprzytomnego, wsadzają rurę w buzię i kroją na stole operacyjnym. I potem nie ma żadnych medytacji czy uduchawiania się, bo to, czy nie stracisz przytomności z bólu, lub czy nie oszalejesz z niego, zależy od tempa, w jakim zadziała kroplówka z morfiną. I czy w ogóle zostanie Ci podana, gdy ta poprzednia okazała się być za słaba.

Więc jakie jest podsumowanie tego artykułu, i jaka jest ta „tajemna, ukrywana doktryna”? 😉 Czy cieszy Cię zwykły, poranny kubek herbaty czy kawy? Czy cieszą Cię codzienne, zwykłe radości? Przecież to tak naprawdę z nich składa się życie. Czy raczej wyżej nad nimi stawiasz coś innego, często będącego iluzją? Np pęd do szukania odpowiedzi na pytania egzystencjalne, czy pęd do poznawania wiedzy? Nie twierdzę, że to się w ogóle nie przydaje, i nie twierdzę że trzeba być bezmózgim lemingiem.

Ale w pewnym momencie ten pęd się zatrzymuje, trafiając na ostateczną i nigdy nie zgłębioną niewiadomą – TAJEMNICĘ ŻYCIA, ŚWIATA, ŚMIERCI, BOGA. Które były tajemnicą, są tajemnicą i mają pozostać tajemnicą, dopóki żyjemy. Jest jedna metoda, by poznać 100% prawdziwe odpowiedzi, ale jej nie polecam przyspieszać. Jest nią śmierć, która jest odpowiedzią na wszystkie zagadki świata. Po niej, jako dusza, czy jako „energia inspirująca” wg innych, będziesz mieć pewność.

-Nie jesteś zbyt potężna… Nie masz nawet łapek… nawet nie możesz podróżować…
-Mogę cię unieść dalej niż okręt – rzekła żmija i owinęła się wokół kostki Małego Księcia na podobieństwo złotej bransolety. – Tego, kogo dotknę, odsyłam tam, skąd przybył – dodała. Lecz ty jesteś niewinny i przybywasz z gwiazdy…
Mały Książę nie odpowiedział.
-Wzbudzasz we mnie litość, taki słaby na granitowej Ziemi… Mogę ci w przyszłości pomóc, gdy bardzo zatęsknisz za twą planetą. Mogę…
-Och, bardzo dobrze zrozumiałem – odpowiedział Mały Książę – ale dlaczego mówisz ciągle zagadkami?
-Rozwiązuję zagadki – rzekła żmija.

Zapraszam Cię także do przeczytania innych moich wpisów o duchowości:

Nadzieja na lepszy świat: empatia czy kult siły? Którą drogą pójdzie ludzkość?
Czy głupcy są szczęśliwsi? „Wiedza daje wolność ale unieszczęśliwia”
Dlaczego w Polsce jest wieczna bieda i wieczne „nie da się”? Spojrzenie mistyczne na ten problem
Te pseudo duchowe teorie mogą doprowadzić do życiowej tragedii. Nie przegap tego, co ważne!
Przebudzenie ludzkości weszło w krytyczną fazę
Który sposób myślenia wybierasz? Poddańczy czy samodzielny?
Największa tajemnica duchowości? Nie wszystko co „duchowe” jest prawdziwe!
Uważasz, że jesteś wolny? A masz odwagę zadać sobie kilka prostych pytań?
Czy cierpienie i zło mają sens? Czyli tajemnice i przekłamania w duchowości
Czy karma na pewno wraca? Zaskoczę Cię, ale..

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

OŚWIECENIE KTÓREGO PRAGNIESZ MOŻE CIĘ BARDZO ROZCZAROWAĆ!

Ezoteryka i tematy poboczne stały się ostatnio bardzo modne. Można śmiało powiedzieć, że doktryny new age weszły pod przysłowiowe strzechy. Doktryny te, oprócz słusznych postaw i dopełniania dzieła reformy świata, promują także szereg wynaturzeń i wypaczeń, które mogą przyprawić o zawrót głowy.

Interesujesz się tymi zagadnieniami? Bliskie są Tobie takie tematy, jak globalna świadomość, przebudzenie, oświecenie, duchowość ezoteryczna? Pragniesz rozwiązać swoje problemy, lub dodać sobie super mocy? Jestem przyzwyczajony do przekazywania prawdy, która może boleć. To, co opiszę w tym artykule może Cię rozczarować. Czy na pewno jesteś na to gotowy?

Ten artykuł jest luźną kontynuacją myśli, które zawarłem w poprzednim felietonie o tematyce oświecenia:
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym!

Przeglądam czasami publikacje takiego felietonisty, który zwariował (schizofrenia, typowe objawy) i swoje urojenia opisuje tak, jak by to był świat realny. Internety mają z niego bekę. Ale jakiś czas temu naszła mnie smutna refleksja.. Który świat jest tak naprawdę NORMALNY? Lub inaczej: który świat jest chociaż trochę mniej popier*dolony? 😉 Jego „idealny” świat, wygenerowany przez psychozę? Czy raczej nasz świat z wojnami o ropę, ups, przepraszam, o demokrację? Nasz świat z pracą za 1500 złotych, z przemocą, gwałtami, zbrodniami?

W Polsce bardzo popularny jest nurt ezoteryki, który ja nazwałem „ezoteryką psychiatryczną”. Często rozróżnienie, gdzie kończy się fantazja „guru”, a gdzie zaczyna realna schizofrenia paranoidalna, jest czasami bardzo trudne. Dawniej wiedzę gnostycką przekazywały sobie tajne organizacje, pielęgnując ją i dbając o jej jakość. W latach ’50 XX wieku zdecydowano, by ujawnić tę wiedzę całej ludzkości, każdemu kto tylko zechce, by przyspieszyć globalne przebudzenie. Powstało więc new age, a wraz z nim ów „nurt ezoteryki psychiatrycznej”.

Ezoteryka a choroba psychiczna: granica bywa zatarta..

Wahadełka, amulety, talizmany, afirmacje, zaklęcia. Zafiksowanie na punkcie energii, ataków energetycznych, wampiryzmu energetycznego czy klątw, które może graniczyć wręcz z psychozą. Opowieści dziwnej treści o UFO, reptilianach, archontach. Channelingi i coraz to nowe i nowe daty globalnej przemiany czy końca świata. Nakładanie folii aluminiowej na głowę. Wiara w to, że świat jest piekłem zarządzanym przez „złego Demiurga”, który drenuje cała planetę z energii. Wielu z nas ma to już za sobą. Wielu ludzi w tym wciąż tkwi i bezskutecznie mieli to samo. Nie warto iść tą drogą.

Jest również mnóstwo doktryn i technik ezoterycznych. O ile medytacja, joga czy tantra są obiektywnie dobre i od tysiącleci uznane, o tyle większość innych opiera się po prostu na efekcie placebo. Efekt placebo u niektórych działa, u innych nie. Jest on wciąż niezbadany i opiera się o jungowską nieświadomość zbiorową, której nie można jednoznacznie pojąć rozumem. Są na świecie sfery logiczne, które „ogarnia” umysł, a więc także aparatura badawcza i nauka. Ale jest tez sfera „nielogiczna”, z którą umysł i nauka ma odwieczny problem. Więc nauka akademicka asekuracyjnie uznała, że to coś nie istnieje. To, co nielogiczne, nazywane jest duchowością, ezoteryką, magią, lub jungowską „nieświadomością zbiorową”.

Jednak to, co nielogiczne nie tylko nie może zostać wytłumaczone i ogarnięte przez umysł, ale także nie może być przez umysł zanegowane. Ta sfera będzie, ale np u zadeklarowanego, radykalnego ateisty będzie „działać w ukryciu”. Nieświadomość zbiorowa jest jednym wielkim chaosem. Wiadomo, że coś tam po tej drugiej stronie lustra jest. Coś działa, ale nie zawsze, nie u wszystkich tak samo, a na domiar złego, jak chce się to zbadać rozumem (np metodologią naukową) to jak na złość to coś się nie dzieje. Efekt placebo u jednych działa, u innych nie. Działa w zasadzie u wszystkich. Ale z różnych natężeniem, w różnych sytuacjach, często diametralnie innych, na różne choroby czy bolączki. No i choć jeden raz czy kilka razy zadziałało, to następnym razem może w ogóle nie zadziałać.

Gdy choroba jest realna, to ezoteryczne czary mary nie pomogą

Najczęściej działa on wtedy, gdy choroba, przypadłość lub bolączka ma podłoże psychosomatyczne. Gdy choroba ma podłoże realne (rak, genetyka, autoimmunologia i tym podobne) to żadne czary mary i inne cuda nie widy nie zadziałają. A mogą jedynie pogłębić frustrację i oddalić nadzieję na realne wyzdrowienie. To nasz ogólnoludzki, globalny cień związany z naturą materii, która jest niedoskonała i wymaga opieki ze strony człowieka, a więc także naprawy. Przyszłością leczenia jest inżynieria genetyczna, robotyka, transhumanizm i nanotechnologia, nie negujące medycyny naturalnej i dietetyki, jak ma to w zwyczaju dzisiejsza, „korporacyjna” medycyna.

Póki co jesteśmy zdani na gówniane tabletki farmaceutyczne, które choć czasami konieczne, to mają swoje skutki uboczne i nie leczą przyczyny. Lub jesteśmy zdani na metody naturalne, które są „chaotyczne” i wciąż słabo poznane, jednak często dają dobre wyniki. Ale też wszystkiego nie wyleczą, a ludzie bywają na nich zdrowo zafiksowani. Rozwiązanie tego globalnego cienia to także dalszy postęp medycyny, i oczyszczenie jej z korupcji i fałszu wprowadzonych przez koncerny farmaceutyczne.

Pierwszą jaskółką która przybliża nas do wiosny jest nowa dziedzina nauki – epigenetyka. Epigenetyka umożliwia zbadanie nieprawidłowości w genomie i ich naprawienie lub wyciszenie przez zmianę diety, suplementację lub stosowanie lekarstw. Nie jest to jeszcze leczenie na poziomie genów, ale jest to milowy krok w tym kierunku. Epigenetyką jak i medycyną naturalną zajmuje się Sylwia ze Szczecina, której gabinet szczerze polecam. Jej strona jest TUTAJ [ LINK ], zaś jej wiedzę i pomoc doceniają także osoby spoza Zachodniopomorskiego.

Idąc dalej: Nie oznacza to wszystko, że zjawiska takie jak stres, traumy, rozgoryczenie, niezrealizowane pragnienia, zawiedzione nadzieje, nie przyczyniają się do chorób. W Polsce, w tej naszej „umieralni” za „tysionc pińcet miesięcznie”, istną plagą są zawały, choroby autoimmunologiczne, zaś o tym, że teraz co drugi musi brać antydepresanty czy uspokajacze by przeżyć to nawet nie wspomnę. Tylko w drugą stronę, w stronę wyleczenia, jest już trudniej. I tu muszą działać metody „fizyczne”, nie oparte na efekcie placebo, czyli medycyna naturalna i akademicka.

Tylko głupcy szukają prawd bez żadnych wyjątków, przez co mają nieustanne kłopoty z własnym szczęściem, z żonami, a nawet z uruchomieniem samochodów. Mądrzy natomiast zdają sobie sprawę, że życie składa się niemal z samych odstępstw od rozmaitych reguł. W bezkresnej pustyni można spotkać rzekę czy oazę z życiodajną wodą, a bywali i tacy, co zmarli z pragnienia tam, gdzie wody było pod dostatkiem.” (Zbigniew Nienacki)

Bóg i boskie moce są pragnieniem ego i dziecięcego umysłu

W ezoteryce wiele uwagi poświęca się rzekomemu oświeceniu – stanowi wiecznej błogości i szczęśliwości. Stan ten ma być osiągnięty po przepracowaniu wszystkich życiowych lekcji i wyciągnięciu z nich wniosków. Jednak to także opiera się na efekcie placebo. Chcesz tego? Intensywnie działasz w tym kierunku? W takim razie tego doświadczysz. Potrwa to dzień, dwa tygodnie, miesiąc, po czym zaniknie. Pragnienie oświecenia i różnych „boskich mocy” jest kolejną pułapką zawiłego ludzkiego ego, które nie chce uporać się z ziemskimi trudnościami. Tylko czeka na jakiś „boski ratunek”, no i chce, by było mu lekko, łatwo i przyjemnie.

Tak samo jeśli chcesz zobaczyć astral i silnie działasz w tym kierunku, to Twój umysł wygeneruje iluzję i ten astral Tobie zwirtualizuje. Taka opcja w umyśle też jest, bo stanowi on zagadkę nawet dla psychologii. Jednak będzie to lustrzane odbicie treści Twojego umysłu, który Ty weźmiesz za prawdziwy, zupełnie nieznany świat. Walcząc z demonami, bytami, klątwami, wampirami, atakami energetycznymi, tak naprawdę gubisz się we własnym umyśle i jego labiryntach, uważając zwirtualizowaną przez niego iluzję za coś „zewnętrznego”. Czyli będącego poza tym umysłem.

Bóg jest tylko pragnieniem dziecięcego umysłu. Gdy człowiek dojrzeje, to Bóg i coraz to nowe hipotezy na jego temat tracą siłę, rozmywają się. I w końcu pęd do wiedzy gnostyckiej, ezoterycznej, illuminackiej i innej zatrzymuje się, bo pojawia się ściana, którą jest ostateczna, niezgłębiona dla śmiertelników tajemnica życia. Jedno z największych odkryć życia to fakt, że narodziny, życie, śmierć, (wszechświat)świat i sam Bóg mają być ODWIECZNĄ NIEZGŁĘBIONĄ TAJEMNICĄ. Paniczny pęd do poznania wiedzy w pewnym momencie zaczyna tracić na sile i zanika, bo on sam nie może być zaspokojony przez żadną ziemską doktrynę. Każda z nich jest w pewnym sensie wadliwa, a wiele z nich powiela odwieczne, rażące błędy, które jednak umożliwiają elicie władze. Bo doktryny są systemami władzy.

Możemy poszerzać obszary nauki czy wiedzy, ale nigdy nie pojmiemy tej niezgłębionej całości. M.in. dlatego, że w połowie oparta jest ona o element chaosu, a więc o sfery nieświadomości zbiorowej. A później? Potem jest po prostu zwykłość i normalność, ale już inaczej. Najgorzej jest na przełomie, gdy człowiek już „nie wierzy w nic”, ale dalej chce wiedzieć, szukać. Straszny stan. Tak, to Ty jesteś bogiem, a nie jakieś ezoteryczne prawidła czy boskie moce. Tak, wszystko zależy od Ciebie. Gdy jesz to całą uwagę poświęcasz temu, gdy idziesz na randkę to uwagę poświęcasz randce, gdy pracujesz – to pracy. Jesteś uważny. No ale nie ma w tym tych wszystkich ezoterycznych „fajerwerków i niezwykłości”. Prawda, że rozczarowujące? A może jednak nie? 😉

O UFO, demonach, astralu, karmie i iluzjach duchowości ezoterycznej napisałem wiele artykułów. Popularyzuję wiedzę, której znajomość jest niemal zerowa, nawet wśród „uduchowionych”. Okazuje się, że klucz jest w zwykłej prostocie, w codziennych radościach, w byciu człowiekiem, a nie bydlakiem. A nie w skomplikowanych systemach i prawidłach. Pora przestać wierzyć w różne dogmaty ezoteryczne, pora zacząć je analizować bardziej racjonalnie. Zawsze gdy masz do czynienia z jakąś nową ezoteryczną teorią, lub nową, kolejną już wersją tej teorii, zadaj sobie pytanie:

„Czy na pewno Bóg tak rzekł?”

Po czym sprawdź, czy są realne, namacalne dowody na tę teorię. Czy sprawdza się ona w życiu realnym. Materia, świat realny, zawsze weryfikuje duchowe teorie, czasami w bolesny sposób. I tak samo sfera ducha weryfikuje rozwiązania ze świata materii. Sprawdź, czy ma odniesienia do psychologii, polityki i innych przejawów codziennego, realnego życia. Jakie daje owoce. Często albo stajemy się zatwardziałymi, jajogłowymi racjonalistami, albo przesadnie rezygnujemy z pierwiastka rozumu, wierząc w coraz bardziej odjechane teorie.

Rozum bez serca (racjonalizm) nie zna cudu metafizyki ani litości. Serce bez rozumu („cukierkowe” new age) jest ślepe, głupie, prowadzi na manowce i ma skłonności do psychoz, co widać po wielu ezoterycznych guru. Klucz jest jak zawsze w alchemicznym połączeniu przeciwieństw. To mityczny św Graal, poszukiwany przez wielu. Możesz o tym wszystkim poczytać w poniższych artykułach:

Nadzieja na lepszy świat: empatia czy kult siły? Którą drogą pójdzie ludzkość?
Czy głupcy są szczęśliwsi? „Wiedza daje wolność ale unieszczęśliwia”
Dlaczego w Polsce jest wieczna bieda i wieczne „nie da się”? Spojrzenie mistyczne na ten problem
Te pseudo duchowe teorie mogą doprowadzić do życiowej tragedii. Nie przegap tego, co ważne!
Przebudzenie ludzkości weszło w krytyczną fazę
Który sposób myślenia wybierasz? Poddańczy czy samodzielny?
Największa tajemnica duchowości? Nie wszystko co „duchowe” jest prawdziwe!
Uważasz, że jesteś wolny? A masz odwagę zadać sobie kilka prostych pytań?
Czy cierpienie i zło mają sens? Czyli tajemnice i przekłamania w duchowości
Czy karma na pewno wraca? Zaskoczę Cię, ale..

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

PISZĄ: „NIE OBCHODZĘ ŚWIĄT I NIE WYSYŁAJ ŻYCZEŃ!” CZY O TAKIE RZECZY W ŻYCIU CHODZI?

Nie lubisz lub też nie znosisz świąt z jakiegoś powodu? Na przykład drażni Cię dulszczyzna i obłuda? Mam trochę znajomych na FB, ludzie znani z reala też co nieco o tym wspominają. „Nie wysyłaj życzeń! Ja nie obchodzę świąt„. Uzasadnienie tego typu postawy może być różne. Od poważnych, np jakichś rodzinnych konfliktów i traum, aż po bardzo błahe. Tymi drugimi chciałbym się zająć w tym wpisie.

Ludzie piszą, że nie obchodzą świąt i nie chcą życzeń, bo:
-są ateistami i nie chcą wspierać konserwatywnej, opresyjnej instytucji ukrywającej pedofilię w swoich szeregach (częściowo się zgadzam. Ale jaką alternatywę dają ateiści o lewicowym zabarwieniu? Odpowiedź jest przykra: uwielbiany przez lewicowców islam);
-są rodzimowiercami, czyli poganami, i są zdenerwowani że kościół przejął ich symbolikę i tradycje, nadając im swoją „otoczkę” (częściowo się zgadzam)
-wyznają doktryny gnostyckie czy ezoteryczne, więc katolickie święta nie są dla nich (nie zgadzam się, takie osoby powinny rozumieć i dążyć do zgody i pojednania)
-wyznają doktryny typu new age, szczególnie popularny w Polsce nurt „ezoteryki psychiatrycznej”, i uważają, że święta to złe energie zasilające egregory (yyy.. siostro, jest na sali lekarz psychiatra?!)

Uff.. Ale się porobiło. 😉 Teraz składając życzenia trzeba nieco uważniej dobierać słowa, choć wśród moich bliskich znajomych tak „ból-dupnych”osób nie ma. Wg mnie nie ma znaczenia obrządek, chrześcijaństwo, pogaństwo, ateizm, gnostycyzm czy ezoteryzm. Istnieje wspólny rdzeń obchodzonych właśnie świąt. Święta Wielkanocne są symbolem zwycięstwa życia nad śmiercią, czyli szerzej ujmując, zwycięstwa świadomości zbiorowej nad nieświadomością zbiorową. Obecnie na świecie wciąż dominują sfery nieświadomości – czyli zło, przemoc, wyzysk, ignorancja, głupota, dulszczyzna, niewiedza. Także w medycynie, nauce więcej nie wiemy niż wiemy. Tam też jest więc dominacja nieświadomości.

Chrystus który powstał z martwych jest symbolem wyrwania się z błędnego koła „śmierci za życia”, z błędnego półsnu nieświadomości. W gnostycyzmie jest to symbol bardzo ważny, kojarzony z illuminacją (rzekomym oświeceniem). Która oznacza pokonanie typowych dla ziemskich śmiertelników ułomności ciała i ducha. W procesie pracy nad podświadomymi cieniami śmierć Chrystusa to wewnętrzna, życiowa „śmierć”, np tragiczne wydarzenie. Takie wydarzenie wyrzuca nas z obłędnej rutyny dnia codziennego, zmusza do zastanowienia się nad sobą i nad życiem. Po „trzech dniach ciemności” czy też „trzech dniach pobytu w grobie”, następuje „zmartwychwstanie”, a więc przepracowanie i rozjaśnienie tego, co było w „strefie cienia”.

Święta Wielkanocne mają swoje korzenie pogańskie. Było to święto Isztar, bogini seksu i płodności. Wymowa słowa Isztar jest zbliżona do angielskiego słowa Easter, oznaczającego Wielkanoc. Jajka, pisanki i zające były symbolami tradycyjnie dedykowanymi bogini Isztar. Jajko, czyli symbol narodzin, nowego życia, płodności. Króliki są symbolem seksu i płodności od zawsze. Mówi się przecież „rozmnażać się jak króliki”, królik był symbolem Playboya z jego „króliczkami”. Gnostycy mówią o „króliczej norze która nie wiadomo gdzie się kończy” czyli o odkrywaniu coraz to nowych tajemnic świata. Przez wieki były one strzeżone i ukrywane, ale teraz są dostępne dla każdego. Mówi się też o „białym króliku” pojawiającym się w gnostyckich dziełach (Alicja w Krainie Czarów, Matrix) który jest symbolem życiodajnej siły przebudzającej (miłość i seks, a więc także kundalini).

O korzeniach i symbolice świąt Bożego Narodzenia pisałem w poniższym artykule:
Prawdziwe i ukrywane znaczenie naszych wspólnych świąt Bożego Narodzenia

Poza tym święta te są nie tylko dziedzictwem religijnym czy historycznym, które również jest w pewnym sensie potrzebne. Ale mają one przede wszystkim charakter świecki, są okazją do celebrowania i świętowania w gronie rodzinnym. Jakie mamy alternatywy w toczonej właśnie wojnie cywilizacji? Parady równości czy parady Schumanna? Liberalizm i jego totalitarna otoczka są coraz bardziej znienawidzone, doktryna ta gnije od środka i odchodzi do lamusa. Siłą żywotną przejmującą Europę jest islam, i on proponuje swoje własne „tradycje” w miejsce europejskiej, wibratorowo-nihilistycznej pustki. Np ścinanie głów niewiernym. Święta Wielkanocy oznaczają także „zmartwychwstanie” przyrody do życia, po zimowych „trzech miesiącach ciemności”.

(Przetłumaczenie powyższego cytatu na polski: „Pomyśl o przekazach pozostawionych przez pradawnych. Oni pokazali to, co ma nadejść”)

Cytat: „Jezus zobaczył malców pijących mleko. Rzekł do swych uczniów: „Te maleństwa pijące mleko podobne są do tych, którzy weszli do królestwa”. Spytali Go:
„Jeśli staniemy się małymi, wejdziemy do królestwa?”
Odrzekł im Jezus: „Wejdziecie, jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to,co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu – wtedy wejdziecie do królestwa”.
(Ewangelia św. Tomasza)

Na koniec: jeśli narzekasz na wredne pytania ciotek klotek, to zamiast obrażać się na święta i kląć na czym świat stoi, naucz się asetywności i kilku cynicznych odzywek. Szanuj siebie. Życie jest krótkie i kruche. W każdej chwili możesz wszystko stracić. Jednego dnia człowiek szarpie się z codziennością i oburza o głupoty, a drugiego dnia może go już nie być. Każdego dnia możesz po raz ostatni widzieć bliską Ci osobę.

Czy naprawdę o to chodzi w życiu, by mieć gorzkie żale i inne „bóle dupy” o święta? By denerwować się na święconki, kościół, czy wiekową babcię która lubi się chwilę pomodlić przed posiłkiem, w nieco wkurzający sposób? To przecież mogą być ostatnie Wasze święta. Nikt nie zna daty „końca świata”, jakim dla każdego człowieka jest ostateczna niewiadoma, a więc śmierć. Krótkie są nasze dni.

Życzę Ci wesołych świąt zmartwychwstania pańskiego / wesołych świąt wiosny / wesołych wakacji wiosennych / szczęśliwych jarych godów / wesołych świąt Isztar / owocnych świąt odrodzenia i przemiany. Bez względu na to, jaki obrządek wyznajesz lub nie wyznajesz, życzę Ci, by ten czas był spokojny i szczęśliwy.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

FILM „SZCZURZY KRÓL” UJAWNIA CO NAPRAWDĘ SIĘ STANIE GDY UPADNIE CYWILIZACJA!

Upadek cywilizacji i upadek systemu. Moralność i jej dylematy

Zapraszam Cię na szokujący film z żółtymi napisami „Szczurzy król”, który opowiada o etapach upadku moralności. W rozumieniu autorów filmu, moralność jest zbiorem zasad, jest „spoiwem” społeczeństwa. Moralność związana jest z poczuciem wspólnoty (rodzina, region, naród, cywilizacja, świat – nigdy odwrotnie!). Są to zasady które umożliwiają systemowi i społeczeństwu trwanie.

Z tymi zasadami jest wiele kłopotów. Po pierwsze, wiele z nich jest mocno zdezaktualizowanych. Przykład? Dawne społeczności musiały wymyślać ultra-konserwatywne normy społeczne, choćby dlatego, że nie znano środków antykoncepcyjnych. I praktycznie każdy związek trwający dłużej niż miesiąc, dwa, oznaczał ciążę.

Technologia rozwiązała wiele cywilizacyjnych bolączek. Wychodzimy powoli z wzorców barbarzyńskich ku świadomej cywilizacji. Jednak z tym też związane są pewne zagrożenia. Otóż chcielibyśmy już żyć w nowym świecie, ale wciąż funkcjonują „stare” zasady. A dawnego spoiwa w postaci moralności powoli brakuje. Więc wg tego, co przedstawia ten film, zaczynają dominować jednostki najbardziej zdemoralizowane. Upadła stara moralność, która była jaka była, więc zaczyna funkcjonować prawo silniejszego. Ono zawsze funkcjonowało, ale teraz ma ekstremalną formę, choćby w realiach kapitalizmu.

Upadek spoiwa społecznego w postaci moralności spowodował powstanie „społeczeństwa indywidualistów”, w którym nie ma takiego pojęcia jak „swój” czy „rodak”. Pomimo tego, że indywidualizm jest ważny, i chyba każdy docenia to, że nie musimy żyć w realiach np średniowiecznej ciemnoty, to zaszło to o wiele za daleko. Dlatego teraz na świecie jest silny zwrot na prawo – ku społeczności, ku jedności, ku narodowi, ku swoim, ku moralności.

Znowu mamy tu do czynienia z podwójną polaryzacją. Z jednej strony całkowite, bezrozumne podporządkowanie społeczności (kolektywizm, nacjonalizm), a z drugiej strony, całkowity indywidualizm (kojarzony z lewicą, liberalizmem i kapitalizmem), który też nie jest dobry. Bo pozbawia jednostkę oparcia w społeczności, a samą społeczność pozbawia moralności.

Każde zjawisko na świecie ma podwójną naturę. Często to, na co narzekamy, co sprawia że czujemy się ograniczani, tak naprawdę zapewnia nam przeżycie. Nie ma jeszcze globalnej świadomości. Nie ma jednej ludzkiej rodziny. System i społeczeństwo działają tu i teraz. Gdyby nie armia i policja, to anarchia spowodowałaby że bałbyś się chodzić po ulicy. Gdyby nie „te głupie” religie i doktryny, to być może świadomość ludzi byłaby jeszcze bardziej agresywna i drapieżna.

A tak one chociaż w części uspokajają i narzucają ludziom choćby tę szczątkową moralność, opartą o dulszczyznę i tandetny purytanizm. Narzekamy na to, że moralność oparta jest o podwójność norm społecznych, o hipokryzję, ale co by było, gdyby nie ona? Chciałbyś żyć w takim świecie? Taki świat anarchii, pozbawiony wartości, choćby te wartości były niedoskonałe i „dulskie”, został bardzo dobrze przedstawiony w starych filmach z serii Robocop.

Ideologie i religie mają za zadanie uspokoić człowieka, spowolnić tok jego myślenia, eliminując te myśli, które są lękowe, podejrzliwe lub nieakceptowalne społecznie. Co ciekawe, podobny efekt można osiągnąć za pomocą środków psychotropowych. Nawet najbardziej niekumaty człowiek ma głęboko podświadomą potrzebę odpowiedzi na dylematy typu „sens życia„. Powoduje to tzw „bul dupy”, czy też ból istnienia. Każde społeczeństwo ma swoje systemy wierzeń, które mają te egzystencjalne lęki uspokajać.

Czasy „telewizyjnej demokracji” która na szczęście przemija, przypominały spożywczak z PRLu:
-Co jest?
-Panie, jest to co widać, nie pasuje to wypier*dalaj!

Czasy obecne przypominają ogromny hipermarket, w którym jest dosłownie wszystko. Z jednej strony to dobrze. Z drugiej strony, czasami nie wiadomo co wybrać, a w zaułkach można się pogubić..  Taka idea, taka doktryna, a może jeszcze inna.. Skoro wszystko jest relatywne i umowne (bo jest), skoro nie ma ostatecznych konsensusów i wszystko można zmienić, to dlaczego uważasz, że akurat Twoja ideologia czy religia odpowiadają prawdzie? 😉 Co zrozumiałe, budzi to liczne lęki, bo człowiek jednak łaknie przewidywalności i poczucia, że jakaś tam doktryna odpowiada na odwieczne ludzkie pytania.. A tu się okazuje, że na nie odpowiedzi tak naprawdę nie ma.

Film „szczurzy król” opowiada także o tej przewrotnej, pozbawionej moralności logice, jaką kieruje się kapitalizm. Współczesny kapitalizm neoliberalny jest szczytowym „osiągnięciem” cywilizacyjnego kanibalizmu. Jest to system, w którym psychopatyczna elita (0,1%) zagarnia dla siebie 90% zasobów planety. System ten opiera się na pozbawionych moralności i poczucia wspólnoty zombie (konsumentach) i na żerującej na nich elicie „psychopatów-kanibali”. Na szczęście to się zmienia. Znamienne jest to, że to prawica, stawiająca na wspólnotowość, zaczyna reformować ten kapitalistyczny system by był bardziej ludzki.

Jeśli nie moralność, nie wspólnota, nie narodowość.. To co w zamian? Anarchia? Już ją mamy.

Cytuję: „Nie lubimy myśleć o sobie jako potencjalnie irracjonalnych zwierzętach stadnych. Poszukujemy narracyjnych ram, które tłumaczą sprzyjający nam los, najlepiej w schlebiający sobie sposób. Reinhardt i Rogoff nazwali to syndromem: „Tym razem jest inaczej”, ponieważ każda epoka starała się negować ostrzeżenia, argumentując, że teraz jesteśmy mądrzejsi, lepiej zorganizowani lub żyjemy w innym świecie.”
~David Korowicz, Studium globalnego upadku systemowego

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

TA TAJEMNICZA „PRZEPOWIEDNIA” SPRZED LAT DO DZIŚ JEST ZAGADKĄ. NIESTETY ALE ZACZYNA SIĘ SPRAWDZAĆ!

Tajemnicza przepowiednia sprzed lat spełnia się na naszych oczach!

Trwają wielkie zmiany na Ziemi. Zmienia się geopolityka mocarstw jak i polityka na szczeblach krajowych. Zaczynamy wszyscy to zauważać. Chciałbym Ci przypomnieć tajemniczą przepowiednię sprzed lat w formie teledysku, który wciąż szokuje i budzi wciąż niegasnące kontrowersje. Wielu ludzi interpretuje go jako zapowiedź nadchodzących, przełomowych wydarzeń. Teledysk opublikowano 31 grudnia 2013 roku i wtedy nikt nie spodziewał się geopolitycznego trzęsienia ziemi, jakiego dziś doświadczamy.

Inni z kolei uważają, że film ten to stworzona przez Illuminatów gnostycka przenośnia, która oprócz standardowej przepowiedni, zawiera wiele metafor i przenośni odnoszących się do psychologii, globalnego systemu iluzji i świata duchowego. Bez wątpienia teledysk ten jest stworzony w taki sposób, że każdy zobaczy w nim to, co chce zobaczyć. Lub też zobaczy to, co jest gotowy zobaczyć. Obejrzyj to tajemnicze nagranie i sam zgadnij, co ono ma nam przekazać..

Na początku zamieszczam ten teledysk o tytule I, Pet Goat II. Poniżej, pod filmem, jest moja interpretacja (uwaga, spojlery!):

A teraz moja interpretacja niektórych metafor i symboli w filmie I Pet Goat II:

Na początku w sali szkolnej George W. Bush, prezydent, obraca głowę dwa razy o 360 stopni i staje się Obamą. Symbol wielu, wielu ruchów, i braku realnych zmian. Bo przecież głowa i tak wróciła do swojego miejsca. Elity lubią takie zmiany, w których tak naprawdę nie zmienia się nic, a bieda i zniewolenie ludzi trwa w najlepsze. Warto zwrócić też uwagę na jeden szczegół będący nad tablicą szkolną, który wklejam poniżej. Chodzi o godzinę na zegarze i ostatni etap ewolucji.

Na tablicy szkolnej widać słowo: „evolution” (ewolucja – cel ludzkości i natury). Widać tam również mózg przepołowiony na dwie półkule przez piorun. Półkula lewa (męska) to logika, nauka, racjonalizm. Półkula prawa (żeńska) to emocje, czucie, duchowość. Chodzi w tym wszystkim o to, by połączyć siły obu tych potencjałów. Obok mózgu jest przekrój serca. Rozum bez serca nie zna etyki i litości. Z kolei serce bez rozumu jest głupie, naiwne i bardzo podatne na manipulacje, szczególnie gdy w grę wchodzi jakaś „pomoc” czy „charytatywność”, za którą często ukrywają się interesy elit.

Uczniów jest 13, ale tylko jeden z nich ma ludzką twarz (dziewczynka z jabłkiem), cała reszta to niebieskie manekiny. Jezus i 12 apostołów? Potem następuje przyciemnienie, za głową dziewczynki zostają podświetlone dwa szczegóły. Czyli biały królik (odniesienie do króliczej nory, czyli systemu iluzji, i zagadki, jaka jest jej rzeczywista głębokość). Drugi podświetlony szczegół to wyjście i napis „exit”.

Jabłko które trzyma dziewczynka wypada jej z rąk. Toczy się ono do trójkąta z kołem, które znajdują się koło buta Obamy depczącego monetę. Trójkąt z okręgiem, a w środku oko, jest symbolem oświecenia, i ma być używany przez tajemniczą organizację Illuminatów (oświeconych), którzy są posądzani o zakulisowe rządzenie światem. Jabłko rozpada się na dwie części, a z jego nasion wyrasta kwiat lotosu, który również jest symbolem duchowym. Pozycja „kwiatu lotosu” jest najczęściej przybierana przez medytujących ludzi. Gdy kwiat wyrasta, z czoła Obamy spływa stróżka potu, który może symbolizować strach elit związany z przebudzeniem ludzkości i upadkiem dotychczasowych struktur systemowych, dzięki którym przysłowiowo obrośli w tłuszcz

Potem flaga USA pęka na pół (koniec pax americana?) i następuje zawalenie dwóch lodowych wież (WTC 11 września). Bardzo ciekawe jest też przedstawienie Osamy bin Ladena z odznaką CIA, jako dowódcy małej łodzi, na której płyną terroryści. Teledysk I Pet Goat II kręcono w 2013 roku, a więc przed „kryzysem uchodźców” z 2015 roku, w którym kilkadziesiąt tysięcy islamskich żołnierzy przeprawiło się na łodziach i pontonach do Europy. Obecnie ludzie Ci są w uśpieniu, przestali nawet organizować zamachy terrorystyczne, bo zajęli się organizacją profesjonalnej islamskiej armii w Europie Zachodniej. Polska Straż Graniczna podała, że lawinowo rośnie liczba Ukraińców przemycających broń. W 2017 roku odebrano Ukraińcom kilkaset sztuk broni i około 50.000 sztuk amunicji. Jest to oczywiście mniej niż 1% rzeczywistej kontrabandy. Pytanie, gdzie płynie ta masa uzbrojenia? Ukraińcy uzbrajają w ten sposób powstającą po cichu armię kalifatu na Zachodzie.

Postać ludzika z otwartą czaszką, leżącego na ziemi. Z otwartą czaszką, czyli czyżby bez mózgu? Z pęknięcia w czaszce wyrasta wąż zakończony nie wężową głową, ale telewizorem. Obok ludzika jest kilka tabletek i dwie strzykawki. Narkotyki? Leki uspokajające i antydepresyjne? Z tego „wężowego telewizora” płyną przerażające wiadomości. Wyświetlają się tam napisy: „war” (wojna) i „markets plunge” (upadek ekonomii). Czyżby był to symbol nieumiarkowania w przyswajaniu coraz bardziej przerażających (i przy okazji coraz bardziej śmieszniejszych..) teorii spiskowych? Wszak ten leżący na ziemi ludzik nie wygląda na zadowolonego, a na przerażonego. Ludzik ten jednak odrzuca gadającego węża, który idzie sobie w siną dal, odzyskuje górną część czaszki (mózg? Świadomość?) po czym tańczy na zbombardowanym wcześniej meczecie, podczas pełni księżyca;

Ciekawym motywem jest też przedstawienie bio-robotów z korporacji w postaci potężnej, sięgającej aż do horyzotnu armii, niszczonej przez wybuch atomowy i zstępującego na Ziemię Chrystusa pośród rozchodzącej się fali uderzeniowej. inny motyw związany z pracą to człowiek z sierpem i młotem z tatuażem z napisem „Juarez” (miasto w Meksyku ale nie tylko) zalewany przez szlam. Czyżby symbol biedniejącej i upadającej klasy robotniczej, a teraz także średniej? Którą zalewa szlam, czyli coraz dłuższa, coraz cięższa i coraz mniej płatna praca? Może to być też symbol upadku cywilizacyjnego Rosji który rzeczywiście ma miejsce. Ale wtedy, w 2013 roku nie brano pod uwagę „zwrotu na prawo”, czyli odbywającego się obecnie „marszu prawicy” przez świat. Trump, Kaczyński, dobry wynik AFD w Niemczech, czy nowy, prawicowy rząd Austrii – wtedy nikt nawet o tym nie śmiał myśleć. A więc upadek lewicowo-liberalnej myśli politycznej, która zatriumfowała po II wojnie światowej, szczególnie po rewolucji roku 1968?

Trzy symbole upadku chrześcijaństwa, które można interpretować jako upadek starego systemu. Matka boska z obandażowanym, umarłym Jezuskiem z eksplozją nuklearną w tle. Potem babcia zamknięta w wieży, niczym księżniczka z dziecięcych baśni. Na wieży tej jest krzyż i serce. Babcia podchodzi do okna gdy nagle oślepia ją światło (to, co nowe?) i ona przed tym światłem ucieka. Czyżby to był upadek starych systemów relacji, w tym tych relacji damsko-męskich? Trzeci symbol to Jezus Chrystus na łodzi wypływający z jaskini (jaskinia Platona – jaskinia iluzji?), któremu nagle otwierają się oczy, na tle walącej się budowli z krzyżem przypominającej katedrę. Pod koniec filmu coś przypominającego kometę, a co wyszło ze Słońca, bombarduje i niszczy trzy piramidy, do złudzenia przypominające te egipskie.

Film I Pet Goat do dziś elektryzuje publiczność, pomimo tego, że krąży po internecie prawie cztery lata. Ja jednak uważam, że świat i ludzkość jest na dobrej drodze. Pomimo ogromnych trudności, wyzysku, biedy, przekrętów, afer, stajemy się coraz bardziej świadomą światową społecznością. Ewolucja i ciągłe udoskonalanie wszystkiego co istnieje to ostateczny i najwyższy cel natury i wszystkiego, co stworzyła. A więc także ludzi i ich tworów (polityki, ekonomii, relacji, idei). To wszystko ewoluuje i cywilizuje się. Zadajmy sobie pytanie, dlaczego tak bardzo lubimy się bać? Dlaczego tak „szalejemy” na punkcie przepowiedni o końcu świata? Jakie mechanizmy psychologiczne za tym stoją? Poniżej linki do artykułów, w których poruszałem te zagadnienia:
Przepowiednia na 2018 rok która na pewno się sprawdzi! Trzymajmy się razem w obliczu tego co nieuchronne!
Koniec świata we wrześniu! Naukowcy i prorocy potwierdzają apokaliptyczny scenariusz na 2017 i 2018 rok!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/