Tag: mięso

Dlaczego nie możesz schudnąć? Ukrywana tajemnica diet i zdrowego żywienia


skuteczne-odchudzanieTematyka diet, odchudzania, zdrowego odżywiania, unikania toksyn i „eko” stylu życia bije wszelkie możliwe rekordy popularności. Wszyscy wiemy że różnych modeli żywienia jest dużo i ciągle przybywają nowe. Jedni zalecają odstawienie glutenu i laktozy. Inni mówią, że to jednak mięso jest najszkodliwsze a nie zboża, i promują wegetarianizm. Jeszcze inni kładą nacisk na to, że wegetarianizm też jest błędny, bo mleko, jaja i sery też są szkodliwe. Więc weganizm, i to najlepiej jego radykalna forma – witarianizm (raw). Ale nagle, ni z gruchy ni z pietruchy wyskakują zwolennicy diet super-mięsnych, czyli paleo czy diety Kwaśniewskiego. I mówią że podstawą diety powinny być niemal wyłącznie białka i tłuszcze.

Nosz kurwa jego mać, zgłupieć można, prawda? Bo dochodzi do tego szereg innych diet i dietek. W tym na pewno znasz mnóstwo ludzi, którzy na typowej polskiej diecie (nomen omen, chyba najgorszej diecie cywilizowanego świata..) czują się milion razy lepiej niż mnóstwo osób chuchających i dmuchających na swoje zdrowie. Od wielu lat uderza mnie jeden, powtarzający się schemat. Jest sobie taki typowy samiec, cham, ekstrawertyk, wyszczekany na maxa. Żre dokładnie to, co szkodzi – mięcho, gluten, mleko, żywność wysoce przetworzoną, cukier. Ani żadne aspartamy ani glutaminiany sodu i z 10.000 innych trucizn spożywczych mu nie straszne.

Mało tego! Żołądek traktuje jak zlew wlewając w niego hektolitry alkoholi, nochalem kurzy góry koksu wielkości Mount Everest, o trawie, kawie, papierochach czy innych tego typu nawet nie wspominając. I nic a nic mu się nie dzieje. Ba! Ma milion razy więcej energii, śmiałości, ekstrawertyzmu i kreatywności, niż wielu zlęknionych ludzi, którzy robią dosłownie wszystko, co zalecają wszelcy guru fitness, eko, dietetyki, new age. Nosz kurde, to jest niesprawiedliwe! Ja się tak nie bawię! Chciałoby się rzecz. Jest to jednak dylemat znacznie szerszy, któremu poświęcę tutaj zaledwie dwa skromne akapity, choć opisywałem go już w wielu artykułach.

Wierzysz w prawo karmy albo w chrześcijańskiego boga ojca? Że dobro jest nagradzane, a zło karane? A co gdy powiem Ci, że to wcale tak nie działa? Otóż, dlaczego złoczyńcom, psychopatom, kapitalistom, bankierom, łajdakom i ogólnie tym „złym„, towarzyszy nieprzerwane pasmo sukcesów i najczęściej zupełna bezkarność? I wcale nie chodzi mi tutaj o bezkarność w sensie prawnym. Bo na ludzi dobrych i empatycznych praktycznie non stop spadają jakieś nieszczęścia, traumy, przykre zdarzenia, przypadki, wypadki, dziwne i złe „zbiegi okoliczności„, które wręcz trudno uznać tylko za zbiegi okoliczności? Zupełnie tak, jakby świat nagradzał tych złych, i uwziął się na tych dobrych.

Przeanalizuj swoje życie, i z ręką na sercu – bez oszukiwania samego siebie, przyznaj, że obserwowałeś ten schemat tysiące razy, jeśli nie więcej. Działa tu inna, enigmatyczna siła – prawa rządzące światem, naturą. Są one olewcze i beznamiętne. Nie rozróżniają one dobra i zła, są ślepe i głuche na nasze człowiecze dylematy i na delikatność naszych relacji. Siła rządząca światem, nazywana przez naukę „naturą„, przez religie „bogiem„, a przeze mnie słowem „Rdzeń„, realizuje swój program. Z naszego ludzkiego punktu widzenia można powiedzieć, że Rdzeń jest pozbawiony świadomości, że jest zły. Ale ten program ma pewien sens, jeśli założy się, że jest to program szkoleniowy dla krnąbrnych i słabo rozwiniętych dusz. O tym jak wykorzystać dla siebie prawa rządzące światem – programy Rdzenia, pisali tacy autorzy jak Vadim Zeland i Dymitr Wereszczagin. I wcale nie trzeba stawać się złym człowiekiem.

Uff! 😀 Ale do rzeczy, proszę państwa. Nie o tym jest ten felieton. W poprzednim felietonie o tym, dlaczego diety odchudzające nie działają, pisałem o roli i sile podświadomości. No nie bójmy się tego faktu powiedzieć wprost – diety, cholera, nie działają, nie odchudzają. Jakaś złośliwa siła sprawia, że efekty są marne. Że nawet gdy za dnia zjemy musli i wegańskie smoothie, to wieczorem w przypływie szału wpierdolimy to, co zostało w lodówce. Czyli pół kilo frytek, dwa filety rybne, osiem pączków, dwie kanapki z serem i szynką.. I do tego butelka szkockiej whiskey, by zdusić ból istnienia spowodowany złamaniem diety. Kolejny przykład – po miesiącach katorgi chudniemy te kilka kilo, i w ciągu kolejnych miesięcy wracamy do poprzedniej wagi, najczęściej z nawiązką.

Pytanie: dlaczego diety odchudzające nie działają, jest takim samym na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnym dylematem ludzkości, jak pytanie, czemu jest tyle zła na świecie. A tymczasem odpowiedź na oba te pytania jest, i jest prostsza niż myślisz. Poniżej moja próba odpowiedzi na każde z tych dwóch pytań:
Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?

Kluczem jest tutaj siła zwana podświadomością. Gdy przechodzisz na dietę z przymusu, gdy odmawiasz sobie ukochanych przyjemności, gdy zmuszasz się do jedzenia obrzydliwych „zdrowych” rzeczy, to uruchamiasz bardzo destrukcyjny program w podświadomości. Nosi on nazwę: „przetrwanie i oszczędzanie energii i kalorii za wszelką cenę„. Nie ma tych smacznych rzeczy, nie ma przyjemności z jedzenia, są za to jakieś wegańskie smoothies… Które, no nie oszukujmy się – smakują jak smakują. Podświadomość zaczyna myśleć, że właśnie zaczął się niedobór żywności, a więc głód – dlatego musisz jeść obrzydlistwa.

A ewolucyjnie głód i niedobór pożywienia jest największą możliwą traumą jaką zna ludzka podświadomość. Przez długie eony czasu non stop brakowało pożywienia, a głód zbierał miliony milionów ofiar. Podświadomość więc, po przejściu na niedobro-obrzydliwą dietę, myśli, że zaczął się głód. Bo przecież ukochanych, smacznych potraw już nie ma. Więc włącza program oszczędzania energii. Na takiej diecie nie tylko nie schudniesz, ale możesz wręcz przytyć. Jest to bowiem robienie czegoś… wbrew sobie. Tak naprawdę Ty NIE CHCESZ przechodzić na tę dietę, nie chcesz katować się ograniczeniami i potrawami, które wywołują odruch wymiotny. Robienie czegokolwiek wbrew sobie prowadzi zawsze do tego samego. Daje skutek odwrotny od zamierzonego i przynosi życiową katastrofę.

Jest to uniwersalne prawo – właśnie jedno z praw rządzących światem. Dotyczy ono absolutnie każdej człowieczej działalności. Jeśli cokolwiek robisz wybitnie wbrew sobie, to przyniesie Ci to tylko zgubę. Jeśli poruszasz się w środowisku snobów i zmuszasz się do słuchania z nimi muzyki metalowej, bo każda inna to przecież „gunwo” – to odchorujesz to, prędzej czy później. Jeśli partner zmusza Cię do posiadania dzieci – to zniszczysz co najmniej trzy życia: swoje, partnera i powołanych do życia dzieci. Studiowanie kierunku którego nie znosisz, a który „wypada” lub jest prestiżowy – może doprowadzić Cię do skrajnego wyczerpania i totalnej depresji.

Co można więc zrobić? Nie przechodź na żadną dietę, ale.. zmień styl życia, na trwałe. Nie miej za celu odchudzania, ale miej na celu.. zdrowie. W nowym stylu życia poszukaj takich posiłków, przekąsek, pokarmów itp, które są autentycznie smaczne. Choć nie muszą one być aż tak zdrowe i eko. I od czasu do czasu pozwól sobie na tę cholerną czekoladę, czy inną mało zdrową przyjemność. Korona Ci z głowy nie spadnie, jeśli dwa razy w tygodniu zjesz kilka kostek czekolady. Styl życia w 100% eko i w 100% zdrowy praktycznie nikomu jeszcze się nie udał. Żyjemy na Ziemi, tej Ziemi, a nie w jakiejś pierdolonej new age’owej utopii.

Zwrócę tutaj uwagę także na inny szczegół. Kiedyś wysnułem śmiałą, i nie do końca prawdziwą teorię o tym, jaka jest najzdrowsza i najskuteczniejsza dieta świata. Ta dieta to.. wysokie zarobki, lub chociaż normalne zarobki, które w Polsce ma może 20% społeczeństwa. Wtedy Cię po prostu stać na dietę. Wybierasz sobie dietę bezglutenową, bezmleczną, może paleo, może dietę Kwaśniewskiego, może też weganizm czy inny -sranizm.. I tak naprawdę to nie dieta Cię leczy, ale.. podświadomość, pozbawiona lęku przetrwania.

Lęk przetrwania jest związany z lękiem śmierci, i jest najpotężniejszym lękiem jaki zna Ziemia. Jest też najpotężniejszym ziemskim czynnikiem ograniczającym, niszczącym i.. kontrolującym społeczeństwa i narody. To z lęku przetrwania bierze się praktycznie całe zło zadawane jednej istocie przez druga. Bo skoro zasobów jest za mało i nie starczy dla wszystkich, to zaraz pojawia się pokusa, by wyrządzać zło innym istotom w celu gromadzenia tych zasobów.

Oczywiście, nie zwalnia to nas z dbania o zdrowie. Bo jest też druga strona medalu – miliarder Steve Jobs, pozbawiony lęku przetrwania, który zmarł na raka. Trzeba osiągnąć pewną równowagę. Zwracam uwagę, jak ważna jest rola nie tylko tego, co wrzucamy do żołądka, ale także tego, co wrzucamy do swojej psychiki. Jakie informacje, książki, filmy, muzykę przyswajamy. Z jakimi ludźmi przebywamy. Jakie myśli i energie wzmacniamy. Nie żresz glutenu, aspartamu, mięsa, alkoholu i innych świństw, i to jest dobre, pochwalam i popieram. Ale czy równie skrupulatnie zwracasz uwagę czym „karmisz” swoja psychikę i umysł?

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..


Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..

skuteczne odchudzanieZ dietami jest dokładnie tak, jak z ideologiami i religiami. Jest dziesiątki, lub nawet setki rozmaitych diet. Tak samo mnóstwo lub nawet więcej jest ideologii i religii. No i każda ideologia i religia uważa siebie samą za jedynie prawdziwą, a wszystkie pozostałe – za fałszywe.

Z dietami jest tak samo. Mają swoich bogów (twórców – np dietę Kwaśniewskiego wymyślił niejaki Kwaśniewski). Mają swoich pomniejszych apostołów i ideologów. Np trenerów fitness, blogerów, czy dyskutantów gorąco namawiających do ich stosowania. No i mają miliony wyznawców, czyli stosujących diety ludzi.

Jednym dana dieta bardzo pomaga, innym trochę mniej. Innym nie pomaga w ogóle. Innym zaś nie pomaga i na niej tyją (i jest ich większość niezależnie od diety, SIC!). Jeszcze inni nie tylko tyją na diecie, ale doprowadzają swoje zdrowie do ruiny i lądują w szpitalach. A to przecież jedna i ta sama dieta. I nie jest ważne czy to dieta Kwaśniewskiego (mięsna), czy to wegetarianizm, weganizm, paleo, bezgluten, niskowęglowodanowa..

Zawsze jest ten sam schemat. Ta sama dieta, i skrajnie różne reakcje. Najczęściej diety jednak nie działają. Na świecie są miliony milionów ludzi, którzy próbowali już dosłownie wszystkich diet. Od tych super mięsnych, po jakieś bezglutenowe, paleo, aż po te skrajnie roślinne. I nic, zupełnie nic to nie dało. Wniosek jest jeden: działa tu jeszcze jeden czynnik. Czynnik pomijany w niemal wszystkich dyskusjach na tematy dietetyczne.

I jest to zrozumiałe – bo podejście które zaraz zaprezentuję, wywraca do góry nogami i totalnie rozpierdala te odwieczne żywieniowe boje, toczone dziennie miliony razy. Czy to w realu, czy w przepastnych czeluściach internetu. Gdzie wszelkich diet-coachów, trenerów, apostołów różnych diet jest całe zatrzęsienie. Otóż czynnik pomijany w dyskusjach, to podświadomość i jej siła.

Pierwszy błąd popełniany przez odchudzających się jest taki, że przechodzą na dietę na siłę. Oni tak naprawdę nie chcą tej diety, nienawidzą jej. Na głębszym poziomie są zasmuceni i zrezygnowani, że muszą odmawiać sobie przyjemności jedzenia. Że te całe zdrowe żarcie takie niesmaczne, obrzydliwe, bezpłciowe, mdłe. Marzą o soczystym steku, pachnącej pizzy czy wiadrze pysznych lodów. Dla podświadomości oznacza to prawdziwą katastrofę.

Podświadomość nie rozumie niuansów, zawiłości i paranoi umysłu logicznego. Dla niej prawdziwą traumą i katastrofą jest to, że nie dość, że nie ma tego dobrego żarcia, co wcześniej, to nowe jedzenie jest po prostu niedobre. Podświadomość, przez wielu utożsamiana z duszą, jak małe, obrażone dziecko, marnieje i zamyka się w sobie. I co najważniejsze – zaczyna wtedy działać na niekorzyść, sabotować dietę ze wszystkich sił. Ona myśli, że ratuje organizm przed czymś bardzo złym, przed zagrożeniem, bo nie rozumie argumentów umysłu logicznego, że trzeba się odchudzać.

Skoro nie ma już tych pysznych i smakowitych potraw, to podświadomość zaczyna to kojarzyć z czymś, co przez eony historii było największym możliwym zagrożeniem – z głodem, niedoborem pożywienia. Przez całą trudną, barbarzyńską historię niedobory pokarmu czy wręcz głód były największym zagrożeniem. Spadek poziomu glukozy we krwi jest jednym z największych znanych człowiekowi stresorów. Gdy nie jesz już długi czas i poziom glukozy spada poniżej krytycznego poziomu, to organizm mobilizuje ostatnie dostępne siły.

Do krwi zostają wpompowane ogromne ilości hormonów stresu – adrenaliny i kortyzolu. Ma to uzasadnienie ewolucyjne – organizm mobilizuje te siły, by zmusić człowieka do poszukiwania jedzenia za wszelką cenę. I teraz: gdy podświadomość zaczyn kojarzyć przykrą i traumatyczną dietę odchudzającą z pamięcią ewolucyjną głodu, wtedy niemal pewny jest sabotaż tej diety.

Podświadomość przełącza organizm w oszczędzanie zasobów za wszelką cenę. Metabolizm spada na łeb na szyję. Jesz coraz mniej, ale nie tylko nie chudniesz, ale wręcz tyjesz. Niezliczone miliony ludzi od wielu dekad zna ten schemat. I przy tym czujesz się coraz gorzej, bo jednak pewnych składników zaczyna brakować.

Jakie jest więc wyjście? Wymienię je w punktach:

-nie przechodź na dietę na jakiś czas, by potem znowu wrócić do niezdrowego wpierdalania wszystkiego co popadnie. Zmień kompleksowo styl życia, i nie chodzi tu tylko o dietę. Zmień ten styl życia już na trwałe. Będzie to wymagało samozaparcia, ale w końcu nowe wartości wtopią się w rdzeń podświadomości i staną się częścią Ciebie;

-przejdź na dietę nie z konieczności, bo z konieczności to nawet sranie ledwie wychodzi. Każda konieczność i każdy przymus rodzi bunt podświadomości i jest dla niej katorgą. Przejdź na dietę z radością. I najważniejsze: zamiast grać w „konieczność” w „wyrzeczenia„, nastrój się na wyzwanie, na zdrowy styl życia, na obserwowanie jak każdego tygodnia będzie lepiej i lepiej. Dobra dieta nie tylko odchudza, ale i poprawia zdrowie, witalność, dodaje energii i mocy;

-wprowadź konia trojańskiego do systemu. Nie pozbawiaj się smakołyków. Jeśli przechodzisz na jakąś dietę, to bardzo dobrze się z nią zaznajom. Poznaj co może Ci szczególnie smakować, i to jedz. Nawet jeśli miałbyś od czasu do czasu złamać reżim diety.. To zrób to. Tylko zjedz mało tego czegoś „zakazanego„. Ogólne zalecenia są te same od zawsze: zupełne zero słodyczy, zredukować węglowodany, bo to od nich się tyje, nie od tłuszczy. Więcej jeść białka wysokiej jakości – np fasola, jaja, białko konopne. Jeśli lubisz owoce – wybieraj te z niewielką ilością fruktozy. Warto byłoby też odstawić zboża. Zawierają nie tylko masę węglowodanów, ale i toksyczny gluten.

-nie nienawidź swojej wagi i figury. Jest to kolejny kardynalny błąd. Jeśli nienawidzisz siebie, to generujesz złą energię. A wiadome jest to, że to, co wysyłasz w świat, wraca do Ciebie z nawiązką. Jeśli narzekasz, szarpiesz się, szamoczesz, walczysz – to okazji do narzekań i walki będzie coraz więcej i więcej. Dotyczy to nie tylko odchudzania, ale całego życiowego doświadczenia. Pomimo wszystko staraj się polubić swoją figurę i siebie. Pamiętaj że każda zła cecha może zostać przetransformowana w pozytyw.

Te same zalecenia dotyczą także ogólnej kondycji zdrowotnej. Otóż nie graj w grę pod nazwą „choroba„. Graj w grę o nazwie „leczenie„, „zdobywanie wiedzy„, „wyzwanie„, „zdrowy styl życia„. Odnoś się do choroby z dużym dystansem, humorem, może nawet szyderą. Nie stękaj i nie kwękaj, nie szukaj towarzystwa do narzekania na objawy i choroby.

Nie, nie chcę odbierać Wam nadziei i mówić że w zasadzie większość „zdrowych” diet Ci pomoże, jeśli tylko odpalisz potęgę tkwiącą w podświadomości – czyli siłę zamiaru, opisywaną przez Vadima Zelanda w książkach Transerfing Rzeczywistości. Po prostu nie chcę ryzykować tak daleko idącego stwierdzenia.. Ale przyznam uczciwie, że pewne ziarno prawdy w nim jest. Owszem, zdobądź ogromną ilość wiedzy, pójdź do kumatego dietetyka, ale o podświadomość też zadbaj – bo to ona odpowiada za uruchomienie potencjału odchudzania. NIE DIETA sama w sobie.

Nie chcę też ryzykować stwierdzenia, że wielcy dietetycy pomijają najważniejszy składnik. Sama dieta jest paliwem, budulcem, spoiwem Twojego lepszego i zdrowszego życia. Ale owo paliwo potrzebuje zapłonu, potrzebuje iskry w postaci uruchomienia potencjału podświadomości. Ilu znasz ludzi, którzy mogą wpierdalać dosłownie wszystko, a nie tyją w ogóle? Ich niesie przez życie wiatr potężnej siły zamiaru. Ilu znasz ludzi, którzy chleją, jarają zioło, biorą tony koksu, piją cole z aspartamem i z tysiąc innych trucizn, a są pełni energii, witalności i pomysłów?

Tacy ludzie intuicyjnie, nieświadomie wykorzystują prawa wszechświata. Opisuję je na swojej stronie od kilku dobrych miesięcy. I tacy ludzie odnoszą sukces w wielu dziedzinach życia, nie tylko jeśli chodzi o sylwetkę, witalność, energię czy zdrowie.

odchudzanieskuteczne odchudzanie

Autor: Jarek Kefir Continue reading „Dlaczego diety odchudzające nie działają?! Sekret o którym się nie mówi..”

Era „śmieciowego świata” mija


Era „śmieciowego świata” mija

ambitna muzykaWychowani na śmieciowej muzyce (czyli subkulturowej – pop, dance, rap, hip hop, metal, reggae) nie doceniamy prawdziwej muzyki. Wiele czasu spędziłem na słuchaniu muzyki, która nie współgra ze mną. Chciałem ją jakoś zrozumieć, przyjrzeć się jej, może nawet zmienić swoje nastawienie. No niestety. Nie będę robił tego, co nie jest dla mnie. to samo dotyczy także jedzenia / nie jedzenia mięsa.

Wiadome jest to, że wiek nastoletni, wiek buntu, seksu ale i agresji, domaga się mocnej, ekspresyjnej muzyki. Tatuaże, motocykle, hektolitry alkoholu, tony kokainy, a raczej taniej amfetaminy – czyli odpowiednika.. No i oczywiście subkultury które opanowały swoimi potężnymi kleszczami muzykę, tak jak rzekomi illuminaci mieli opanować Ziemię. Tym nasiąkamy, to chłoniemy, a dlaczego? Z prostej przyczyny – nikt nie pokazał nam alternatywy.

Pisałem o tym co nieco w artykułach poniżej:
Uważaj czego słuchasz. Toksyczna muzyka jest bronią biologiczną elit, niszczącą podświadomość i mózg
Muzyka która leczy a muzyka która niszczy

Wychowani na śmieciowym żarciu (fast foody i cukier, ale też swojskie polskie obiadki) nie doceniamy zdrowego jedzenia, bo po co? Przecież wegetarianizm czy dieta bezglutenowa to oszołomstwo. No jak można nie lubić pizzy? No jak można nie lubić golonki i schabowego? No jak można nie lubić tej góry cukru zwanej czekoladą? Zasada jest jedna i niezmienna od pokoleń. Jeśli wychowasz dziecko na zdrowej żywności – warzywa i inne – będzie ono je jadło. Ale wystarczy że choć kilka razy dopuścisz dziecko do fast-foodów, słodyczy, mięsa – będzie je jadło cały czas.

I będzie się ich krzykiem, płaczem, szantażem dopominało. Taka to już jest ta planeta Ziemia, że pierwszeństwo ma na niej zło. Jest ono premiowane i nagradzane. Aby wypracować jakąś wyższą wartość (choćby zdrową dietę i zdrowe nawyki, ale nie tylko) trzeba miesięcy, a nieraz lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń. A w drugą stronę? Wystarczy zaledwie kilka miesięcy a czasem zaledwie kilka tygodni, by na śmieciowej diecie roztyć się, rozchorować, doprowadzić do niedoborów. Ta zasada nie dotyczy tylko diety, ale całej gamy wartości wyższych i pracy nad sobą.

Ta zasada jest zasadą uniwersalną. Dlaczego to robimy? Z prostej przyczyny – nikt nie pokazał nam alternatywy. A gdy mamy te 25, 30 lat, gdy czasu rodzicielskiego terroru zwanego wychowaniem mamy za sobą, jest już często za późno. Śmiejemy się wtedy z wegetarian, wegan (też się śmiałem do stycznia tego roku), z bezglutenowców.. Bo są inni i odważyli się zakwestionować system.

Wychowani na śmieciowych rozrywkach (alkoholizm i narkomania na skalę planetarną i inne destrukcyjne) nie doceniamy prawdziwego życia. Wbrew pozorom, alkohol, narkotyki, hazard, kompulsywny seks, adrenalina – są rozrywkami BEZPIECZNYMI i akceptowalnymi. Są sposobami na spędzenie wolnego czasu, wręcz filozofiami życia, które nie wymagają jednego – nie wymagają negacji systemu. Gdy pijesz, palisz, ćpasz, bzykasz co popadnie, jeździsz jak szalony – jesteś wręcz „swoim chłopem„. Kolejnym „swojskim chłopakiem„, zaludniającym bary i inne tego typu wbrew pozorom bardzo smutne miejsca.

Medytacja i duchowość, kultura i sztuka wysokich lotów, twórczość, pasja prawdy i wiedzy – SĄ JUŻ NIEBEZPIECZNE. Wymagają zanegowania systemu i odwagi. Inna jest reakcja, gdy kobieta przynosi do pracy do czytania w przerwie tomik wierszy czy książkę klasyka literackiego. Inna jest reakcja, gdy jej koleżanka przynosi „50 twarzy Greya„. Te pierwsza kobieta bywa wręcz wyśmiewana. Ta druga jest traktowana jako normalna, jako swoja. Bo czytając 50 twarzy Greya nie zagrozisz systemowi.

A większość szarych Kowalskich ma w podświadomości silną strukturą którą ja nazywam „strukturą obrony systemu„. Zostało to świetnie pokazane w filmie Matrix, w metaforycznej formie. Biuściasta blondynka zalotnie się uśmiechająca, w mgnieniu oka może się zmienić w bezwzględnego „kontrolera matrixa„, Smitcha, który celuje z uzbrojonej spluwy prosto w Twoją głowę. Ale jak mawiał Osho, prawdziwe życie przydarza się tylko tym, którzy niebezpieczeństwa się nie boją.

Ważne jest to, że świat choć powoli i z wielkim bólem, zmienia się. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i robić swoje. I należy pamiętać, że natura naszej planety odlicza czas w tysiącleciach. My, żyjący tu maleńką chwilę, odliczamy czas w sekundach lub wręcz ułamkach sekund.

Autor: Jarek Kefir Continue reading „Era „śmieciowego świata” mija”

CZY WEGETARIANIZM UCZYNI CIĘ BARDZIEJ UDUCHOWIONYM? NIEKONIECZNIE..


Diety wegetariańskie i wegańskie robią obecnie furorę. Ludzie słusznie zauważają ogromne cierpienie zwierząt w rzeźniach i miejscach hodowli. I chcą jemu przeciwdziałać. Do świadomości społecznej dochodzi także kwestia szkodliwości mięsa, które było traktowane najróżniejszymi „polepszaczami” w zakładzie produkcyjnym. Co zrozumiałe, ze strony mięsożerców idzie kontratak i merytoryczny, i agresywny. Nikt nie lubi przecież, jak coś mu się narzuca. Wojna wegetarian i wegan z mięsojadami trwa więc w najlepsze.

Zapraszam do obejrzenia nagrania video autorstwa Bashara, które prostuje pewne mity, jakie funkcjonują wokół diety wegetariańskiej i wegańskiej. Powszechnie sądzi się, że wegetarianizm i weganizm to jedyna droga, by zaznać uduchowienia. Czy tak jest naprawdę?

Kiedyś dyskutowałem na facebooku z radykalnymi weganami. Są to osoby, którym na pewno daleko od uduchowienia. Oni atakowali nawet wegetarian, i wyzywali ich od morderców zwierząt, bo jedzą nabiał czy jaja. Poziom negatywnych emocji, jakie oni mają, jest ponadprzeciętny. Nietrudno się domyśleć dlaczego. Mózg nie odżywiony tłuszczami i aminokwasami, generuje histerię i wrogość.

Te słowa które tu napiszę, wstrząsną wieloma osobami. Ale muszę to zrobić. Otóż popatrzcie na Hindusów – są oni wegetarianami i krowy są tam bożkami. Jednak do dziś jest to społeczeństwo skrajnie konserwatywne o mentalności niewolniczej (kastowej). Bardzo często dochodzi tam do gwałtów i pobić kobiet, i nie tylko. Jest to tam traktowane jako „sprawa honoru„, podobnie jak u rzekomo miłującej pokój religii islamu.

wegetarianizm

Ogromne połacie Indii (prowincja, przedmieścia) wciąż tkwią w niewolniczym systemie kastowym i w skrajnym konserwatyzmie, porównywalnym chyba tylko z europejskim średniowieczem. Nie ma tam też mowy o rozwoju duchowym, bowiem jest tam taka sama ciemnota religijna jak kiedyś u nas. A wiedzę o czakrach, hinduskich bóstwach i energiach, mają tylko kapłani i elita.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Jest to ścisły temat tabu związany ze środowiskiem wegetarian i „zwierzolubów„, ale muszę go złamać. Od razu zaznaczam, że dotyczy to tylko pewnej części wegetarian i osób wykazujących empatię do zwierząt, jak to określają.

Otóż wielu wegetarian i tych skupionych na ratowaniu zwierząt np ze schronisk, to skryci mizantropi. Kochają oni zwierzęta, ale jednocześnie nienawidzą ludzi. Wypowiadają się o ludziach z nienawiścią, zajadliwością, niesłychaną pogardą. Bywa że popierają eugenikę i tym podobne pomysły. Sam znam na żywo taką osobę, która choć ma serce zimne jak lód – wiecznie wkleja na swojego facebooka apele o ratowanie zwierząt.

wegetarianizm rozwój duchowy

Ma to głębsze uzasadnienie. Zwierzaka (psa, kota) jest łatwo kochać, bo gdy on się do nas przywiąże, to kocha bezwarunkowo. Trudniej kochać, lubić czy choćby akceptować drugiego człowieka. Człowieka, który tak samo jak my, bywa sterowany przez ego, przez swój niepokorny umysł, człowieka który ma wady, swoje przyzwyczajenia, ograniczenia, lęki, traumy. Dużo łatwiej przejść na wegetarianizm i powklejać na profil apele o adopcje zwierząt ze schroniska, i jednocześnie nienawidzić całej ludzkości. To bardzo uspokaja ego i pierze sumienie.

Choć to co napisałem wydaje się szokujące – ale niestety, to naprawdę ma miejsce. Iluż znam takich, dla których wklejenie obrazka ze schroniska jest szczytem obywatelskiego aktywizmu? A tak naprawdę takie osoby mają serce zimne jak lód, poczucie wyższości, brak zdrowej pokory i żądzę mordu w oczach?

wegetarianizm i duchowość

Często jest też tak, że fanatycznie angażujemy się w jakąś teoretycznie pozytywną działalność, i zapominamy o tym, co najważniejsze. Mamy wtedy klapki na oczach. Każdego wroga lub podejrzanego o wrogość wobec „słusznej sprawy” traktujemy jak najgorsze zło. Nie widzimy w tym drugi człowieku.. człowieka. Czasami gotowi byśmy byli nawet zabić.. Bo przecież najważniejsza jest „słuszna sprawa”, nie?

I gdzie w tym wszystkim miejsce na drugiego człowieka? Często go w ogóle tam nie ma, bo wszystko zajęła walka o sprawę najsłuszniejszą. I właśnie tak tracimy to, co najcenniejsze – zwykłą ludzką życzliwość. Inna kwestia to dylemat, dlaczego jakiś tam „stwórca” stworzył planetę, na której jedna istota musi zjadać drugą, by przeżyć. Przecież wegetarianizm niektórym pomaga, a innym wręcz szkodzi. To dylematy dużo głębsze, niż ideologiczne rozważania. To dylemat „moralności i etyki Boga”, lub ich ewentualnego braku.

Czy dieta wegańska/wegetariańska czyni nas bardziej „uduchowionymi”? Bashar:

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 199 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CHOLESTEROL NIE JEST SZKODLIWY! NAUKA I FARMACJA OKŁAMYWAŁY NAS PRZEZ LATA!


„Szkodliwy cholesterol” i wegetarianizm: dwa kłamstwa nauki i farmacji, które mają mnóstwo ofiar na sumieniu

wysoki cholesterolWszystko zaczęło się od tego, że ktoś wpadł na pomysł, by obniżyć ludziom cholesterol. Już od lat 90-tych XX wieku WHO i FAO zaczęło promować destrukcyjną dietę opartą na węglowodanach, np zbożach. Organizm człowieka funkcjonuje dobrze przy następujących relacjach: 50% tłuszczy, 40% białek, 10% węglowodanów.

WHO i FAO postawiło tę dietę do góry nogami, każąc nam spożywać ponad 40% energii z węglowodanów. Na efekty nie trzeba było długo czekać – nastąpiła eksplozja otyłości i chorób cywilizacyjnych: raka, autoimmunologicznych, psychicznych, kardiologicznych, geriatrycznych i wielu innych.

Statyny, czyli zabójcze dla organizmu leki obniżające cholesterol, okazały się wtedy strzałem w dziesiątkę. WHO aż kilka razy obniżała maksymalne normy cholesterolu tak, by ze zdrowych ludzi czynić chorych. To samo zresztą zrobiono z maksymalnymi normami cukru we krwi, ciśnienia tętniczego, itp. Wszędzie tam, gdzie są na rynku leki obniżające jakiś parametr – tam zaniża się górne normy.

Najnowsze odkrycia naukowe miażdżą dotychczasową propagandę WHO i medycyny, która jak wiadomo, jest kupiona przez farmację. To nie cholesterol odpowiada za problemy kardiologiczne. Odpowiada za nie nadmiar wapnia nieorganicznego przy jednoczesnych niedoborach magnezu i witaminy D3. Dużo złego w tej materii robi też homocysteina.

Zrób może taki eksperyment – zapytaj swojego lekarza o homocysteinę i czy cokolwiek o niej wie. Możesz zapytać go także o nadmiar wapnia i blaszki wapniowe – główną przyczynę miażdżycy w żyłach. Cholesterol jest natomiast naturalnym „balsamem„, który otacza uszkodzoną przez blaszki wapniowe tkankę żylną.

Podwyższenie poziomu cholesterolu nie jest więc patologią, ale mechanizmem obronnym, który ma za zadanie nas chronić. Sztuczne zbijanie poziomu cholesterolu to destrukcja tego mechanizmu obronnego. Ale nie tylko. Bowiem i cholesterol i kwas moczowy są substancjami, które odpowiadają za inteligencję, dobry nastrój, aktywność, kreatywność, myślenie. Statyny i obniżanie cholesterolu, czynią z ludzi je biorących osoby cierpiące na depresję, z problemami ze snem, pamięcią, psychiką, nastrojem.

WHO, czyli kartel lobbingowy korporacji farmaceutycznych, i ogólnie, „racjonaliści naukowi” cz też „sceptycy” zaczynają oficjalnie promować wegetarianizm i weganizm. Najpierw obrzydzili ludziom cholesterol i obniżyli go destrukcyjną dietą (węglowodany, zboża) i toksycznymi statynami. A teraz chcą obniżyć ludziom poziom kwasu moczowego powstającego z puryn (mięso), by byli totalnie ogłupiali. Wegetarianie – nie szach, ale szach mat. Nie będzie od teraz pobłażania dla tego nowego dogmatu korporacyjnej nauki na moich profilach.

Zauważyłem, że ten trend nasila się coraz bardziej. Cała armia osób określających się jako racjonaliści, sceptycy, przeciwnicy teorii spiskowych, zwolennicy oficjalnej nauki – nagle jak jeden mąż zaczyna promować wegetarianizm. Dlaczego tak się dzieje? Czy nie jest to kolejny wielki przekręt? Wszak oni znani są z tego, że od lat manipulują nauką, medycyną, farmacją. Dziś to pieniądz dyktuje „prawdę” w oficjalnej, korporacyjnej nauce.

Mięso zawiera wysokojakościowe puryny. Z puryn powstaje substancja zwana kwasem moczowym. Wg mnie jest to nazwa myląca i niesłuszna. Jaką rolę pełni kwas moczowy i dlaczego jest tak ważny dla ludzkiego organizmu?

Człowiek jako jedyny ssak na Ziemi ma dwie cechy: ponad 10 razy większą ilość kwasu moczowego we krwi, i brak biosyntezy witaminy C. Przed tysiącami lat kwas moczowy zajął rolę mniej wydajnej witaminy C. Co ciekawe, im inteligentniejszy jest człowiek, tym wyższe stężenie kwasu moczowego i cholesterolu posiada.

Przed tysiącleciami nasze organizmy zaprzestały wytwarzania witaminy C, bo od tej pory rolę głównego antyoksydanta zajął właśnie kwas moczowy. Jest to substancja która była odpowiedzialna za znaczący wzrost inteligencji u Homo Sapiens. Być może to jest odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę spowodowało ten wielki ewolucyjny przeskok.

Wg mnie prawda jest nieco bardziej złożona. Nie tylko o kwas moczowy może chodzić, ale również o spożywanie psychodelicznych grzybów przez hominidy. Psychodeliki odkrywają przed umysłami to, co na pierwszy rzut oka jest niewidoczne, bo likwidują na jakiś czas pewną ochronną barierę. Niebagatelną rolę pełni również to „coś„, co ewolucję nadzoruje i inspiruje. Jest to bez wątpienia czynnik metafizyczny. Gdyby nie On, to nie byłoby możliwe powstawanie nawet prostych aminokwasów przed miliardami lat.

Ale do rzeczy. Czy to dlatego najpierw obrzydza nam się cholesterol i obniża statynami, a teraz próbuje odciąć nas od mięsa, które jest źródłem wysokojakościowych puryn? Robi to ta sama organizacja, czyli WHO:

Cytat: „Oficjalny raport WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) informuje, że spożywanie przetworzonego czerwonego mięsa (w ilości 50 gramów lub więcej dziennie czyli np. 2 plastry wędliny) zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworu jelita grubego aż o 18%. Naukowcy WHO wykazali również, mniejszą, ale wciąż korelację pomiędzy spożywaniem czerwonego nieprzetworzonego mięsa a występowaniem niektórych nowotworów złośliwych: jelita grubego, trzustki oraz prostaty.”

Od razu ta informacja ukazała się na tysiącach profili dietetyków popierających wegetarianizm i określających siebie jako „zwolennik oficjalnej nauki„, czy „przeciwnik teorii spiskowych„. Wegetarianie triumfalnie obwieścili to niedawno światu. Napisała o tym gazeta wyborcza i inne media. Jednak czy jest się czym cieszyć? Wątpię.

Argumenty wegetarian, szczególnie tych uduchowionych, a więc wielu Czytelników mojej strony, wydają się być w miarę oczywiste. Należą do nich takie argumenty jak barbarzyńskie zabijanie zwierząt, hormony strachu i stresu w mięsie, informacja komórkowa, toksyny.

Oczywiście, ubój jest barbarzyński i nie powinien być przeprowadzany w takiej formie. Ale o to miejcie pretensje do ustroju, który tak wielu z Was gorąco popiera, czyli kapitalizmu. Kapitalizm jest barbarzyńskim tworem psychopatów i szaleńców. Jest to system skonfigurowany na najniższym poziomie świadomości. To kapitalizm umożliwia m.in.: fałszowanie badań naukowych, wprowadzanie na rynek toksycznych statyn na cholesterol, eksploatację ludzi i planety, czy choćby przemysłową hodowlę i barbarzyński ubój zwierząt.

Mottem kapitalizmu jest: „zysk ponad wszystko„. Zysk ponad ludzkie życie, zysk ponad prawdę w nauce, zysk ponad dobro ekosystemów, i w końcu, zysk ponad humanitarne traktowanie zwierząt. I tu miejcie pretensje do siebie i do tych, którzy określają się modnym dziś hasłem „wolnorynkowa lewica„.

Dalej: humanitaryzm, wrażliwość u wegetarian? Te słowa które tu napiszę, wstrząsną wieloma osobami. Ale muszę to zrobić. Otóż popatrzcie na Hindusów – są oni wegetarianami i krowy są tam bożkami. Jednak do dziś jest to społeczeństwo skrajnie konserwatywne o mentalności niewolniczej (kastowej). Bardzo często dochodzi tam do gwałtów i pobić kobiet, i nie tylko. Jest to tam traktowane jako „sprawa honoru„.

Ogromne połacie Indii (prowincja, przedmieścia) wciąż tkwią w niewolniczym systemie kastowym i w skrajnym konserwatyzmie, porównywalnym chyba tylko z europejskim średniowieczem. Nie ma tam też mowy o rozwoju duchowym, bowiem jest tam taka sama ciemnota religijna jak kiedyś u nas. A wiedzę o czakrach, hinduskich bóstwach i energiach, mają tylko kapłani i elita.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Jest to ścisły temat tabu związany ze środowiskiem wegetarian i „zwierzolubów„, ale muszę go złamać. Niejeden będzie chciał we mnie cisnąć pomidorem. Od razu zaznaczam, że dotyczy to tylko pewnej części wegetarian i osób wykazujących empatię do zwierząt, jak to określają.

Otóż wielu wegetarian i tych skupionych na ratowaniu zwierząt np za schronisk, to skryci mizantropi. Kochają oni zwierzęta, ale jednocześnie nienawidzą ludzi. Wypowiadają się o ludziach z nienawiścią, zajadliwością, niesłychaną pogardą. Bywa że popierają eugenikę i tym podobne pomysły. Sam znam na żywo taką osobę, która choć ma serce zimne jak lód – wiecznie wkleja na swojego facebooka apele o ratowanie zwierząt.

Ma to głębsze uzasadnienie. Zwierzaka (psa, kota) jest łatwo kochać, bo gdy on się do nas przywiąże, to kocha bezwarunkowo. Trudniej kochać, lubić czy choćby akceptować drugiego człowieka. Człowieka, który tak samo jak my, bywa sterowany przez ego, przez swój niepokorny umysł, człowieka który ma wady, swoje przyzwyczajenia, ograniczenia, lęki, traumy. Dużo łatwiej przejść na wegetarianizm i powklejać na profil apele o adopcje zwierząt ze schroniska, i jednocześnie nienawidzić całej ludzkości. To bardzo uspokaja ego i pierze sumienie.

wysoki cholesterolChoć to co napisałem wydaje się szokujące – ale niestety, to naprawdę ma miejsce. Iluż znam takich, dla których wklejenie obrazka ze schroniska jest szczytem obywatelskiego aktywizmu? A tak naprawdę takie osoby mają serce zimne jak lód, poczucie wyższości, brak zdrowej pokory i żądzę mordu w oczach?

Wróćmy do meritum.

Na zakończenie felietonu mam wiadomość zgoła odmienną. Otóż oficjalnie wykazano, że cholesterol nie jest szkodliwy dla zdrowia. Prasa australijska (The Australian, 21 i 22 luty, 2015), napisała:

Cytuję: „Draft dietary guidelines issued by the US Office of Disease Prevention and Health Promotion have removed a warning that people should limit the amount of cholesterol they eat.”
(…)
Cholesterol. Previously, the Dietary Guidelines for Americans recommended that cholesterol intake be limited to no more than 300 mg/day. The 2015 DGAC will not bring forward this recommendation because available evidence shows no appreciable relationship between consumption of dietary cholesterol and serum cholesterol, (….) Cholesterol is not a nutrient of concern for overconsumption.”

W tłumaczeniu na język polski:

Cytuję: „Wstępne zalecenia wydane przez Amerykańskie Biuro d.s Zapobiegania Chorobom i Promocji Zdrowia usunęło ostrzeżenie, że ludzie powinni ograniczyć ilość cholesterolu jaki spożywają.”
(…)
Cholesterol. Poprzednio, “Wytyczne Dietetyczne dla Amerykanów”, zalecały, żeby spożycie cholesterolu nie było wyższe niż 300mg/dzień. Wytyczne w roku 2015 tego zalecenia już nie wprowadzają, ponieważ istniejące dowody naukowe NIE wskazują na istotny związek pomiędzy spożyciem cholesterolu w diecie i poziomem cholesterolu we krwi. Cholesterol nie jest substancją odżywczą, która stanowiłaby zagrożenie z powodu jej nadmiernego spożycia.”

O tym można przeczytać także w linku poniżej:
http://health.gov/dietaryguidelines/2015-scientific-report/PDFs/Scientific-Report-of-the-2015-Dietary-Guidelines-Advisory-Committee.pdf

Na zakończenie wszystkim wegetarianom polecam poszukać w Google:
rola kwasu moczowego w organizmie
kwas moczowy, witamina C i ewolucja
mięso, puryny i kwas moczowy

P.S. ja też byłem kiedyś wegetarianinem.

Źródło części informacji: Gaja
Podsumował: Jarek Kefir Continue reading „CHOLESTEROL NIE JEST SZKODLIWY! NAUKA I FARMACJA OKŁAMYWAŁY NAS PRZEZ LATA!”

Fluor jest bardzo toksyczny, czemu nas tym trują?


Fluor jest bardzo toksyczny, czemu nas tym trują?

fluor szkodziFluor jest jedną z tych trucizn, które negatywnie wpływają na nasze zdrowie. Zauważcie że to, co jest szeroko promowane, najczęściej okazuje się być szkodliwe. Przykładów tego, co oficjalnie przedstawia się nam jako zdrowe, a co tak naprawdę okazuje się być zabójcze – jest mnóstwo.

Fluor, alkohol, kofeina, cukier, mleko, dieta oparta o węglowodany, produkty z glutenem, szczepionki, redukcja tłuszczy, obniżanie poziomu cholesterolu. Ta lista zdaje się nie mieć końca. Według mnie, należy kalkulować ryzyko i wykluczyć tyle trucizn, ile tylko się da. Ostatnio bardzo popularny i często lansowany przez studentów medycyny czy lekarzy, jest wegetarianizm.

Jak grzyby po deszczu powstają inicjatywy, grupy i panele dyskusyjne, gdzie promuje się wegetarianizm, ale w regulaminie dyskusji wprost zakazuje się medycyny alternatywnej czy tzw. „teorii spiskowych„. Wegetarianizm okazał się być takim samym globalnym oszustwem, jak wiele innych tego typu. Jest to dieta, która zabija człowieka bardzo powoli, ale sukcesywnie. Wyczerpywanie się zapasów witaminy B12 trwa długie lata.

Gdy nie spożywa się mięsa, przestaje się wydzielać enzym trawienny – pepsyna. Jej stężenie spada. Wiem, też chciałbym być wegetarianinem ze względu na cierpienie poddawanych ubojowi zwierząt. Ale niestety, żyjemy na okrutnej planecie. Gdyby nie wojsko, policja, więzienia, poprawczaki, sądy, i inne straszne rzeczy związane z przemocą – to nie moglibyśmy się zajmować poszerzaniem wiedzy.

Tylko zajmowalibyśmy się zwierzęcą walką o przetrwanie, jak to bywało w „starych dobrych czasach„, tak ubóstwianych przez konserwatystów. To samo można odnieść do wegetarianizmu i konieczności spożywania mięsa. Zadajmy sobie pytanie, czemu studenci medycyny i młodzi lekarze, o racjonalistycznych, antyspiskowych i „genderowych” poglądach, tak wytrwale zachwalają wegetarianizm?

Wiem, że to nie jest wpis o wegetarianizmie. Ale podobnie sprawa ma się z fluorem. Jest on dodawany do past do zębów. Zawiera go herbata. W USA, Australii i Wielkiej Brytanii, dodaje się go masowo do wody pitnej. W Polsce proceder ten dzieje się na dużo mniejszą skalę i nie wszędzie. Fluor jest neurotoksyną. Szkodzi nie tylko na mózg, ale na każdy organ ciała. Nawet twierdzenie, że fluor dobrze wpływa na zęby, wynika ze sfałszowanych badań naukowych. I jest z gruntu fałszywe.

Fluoru także bronią wszelkiego rodzaju lobbyści. Najczęściej są to pożyteczni idioci, czasami są to osoby (autorzy, blogerzy, właściciele stron www, lekarze, eksperci, dziennikarze itp itd) przekupieni przez farmację. Zwą się oni na różne sposoby, bo kłamstwo ma wiele imion, masek i twarzy. Nazywają siebie więc:
-„przeciwnikami teorii spiskowych
-„racjonalistami” i „sceptykami
-„racjonalnie myślącymi ludźmi” i „przeciwnikami oszołomów
-„wierzącymi w naukę” (tę korporacyjną)
-„fascynatami / hobbystami nauki
-„przeciwnikami pseudonauki i bzdur
-„korzystającymi z rzetelnych źródeł” itp itd.

Owi racjonaliści i sceptycy specjalizują się w tym, że bronią wszelkich korporacyjnych i rządowych „wersji oficjalnych„. Logika ich działań jest prosta. Bronią oni wszystkiego, co przynosi zysk korporacjom, rządom, elitom, grupom lobbingowym. A krytykują wszystko to, co zagraża zysku w/w bytów. Tak więc bronią wszelkich możliwych trucizn, w tym szczepionek, GMO, aspartamu, cukru, chemii w jedzeniu, i oczywiście fluoru.

Wstęp: Jarek Kefir Continue reading „Fluor jest bardzo toksyczny, czemu nas tym trują?”

%d blogerów lubi to: