Czego można nauczyć się dzięki zdradzie? [+18] Zupełnie nowe spojrzenie na sprawę

milosc-i-seks

Chciałbym zaprosić Was do obejrzenia krótkiego nagrania Eckharta Tolle o związkach, miłości, zdradzie itp. Moje spojrzenie na tę tematykę jest inne niż to społeczne.

Przede wszystkim zadajmy sobie pytanie, czy powszechnie obowiązujące przekonania o relacjach, miłości, związkach, rodzicielstwie, są dobre? Czy przyniosły światu szczęście i rozwój? A może przeciwnie – łzy i cierpienie?

Popatrz na ten świat. Na fochające się, kłócące i mające do siebie wieczne pretensje pary. Na oziębłe seksualnie i nienawidzące się małżeństwa. Na rozpacz dzieci żyjących z niekumatymi i szarpiącymi się z życiem rodzicami. Co oni otrzymają od tych rodziców? Jakie umiejętności? Jaką siłę? Jaką wiedzę? Otrzymają to, co otrzymują dzieci od zarania dziejów.

Czyli lęki, kompleksy, traumy, obawy, nieśmiałość, brak asertywności, wypaczone spojrzenie na świat. Będą się z tym zmagać do końca swych dni. Dlatego zarzuty jakie formułuję wobec ziemskich rodziców i zwolenników posiadania potomstwa, są zarzutami surowymi.

Zadajmy sobie trzy pytania pomocnicze:
-co jest złego w seksie „bez zobowiązań” – czyli np na jedną noc, albo między przyjacielem i przyjaciółką?
-co jest złego w tym, że para daje sobie zezwolenie na skok w bok?
-co jest złego w seksie dla samej przyjemności, bez planowania potomstwa, przyszłości, ślubu, kredytów hipotecznych itp?

Potępienie tej sfery życia pochodzi od społeczeństwa, które jest chore. Wielcy myśliciele, guru duchowi, filozofowie, od zawsze zwracali uwagę na to, że społeczeństwo żyje w stanie neurozy, dychotomii. Demonizowanie seksu i samo pojęcie „zdrady” bierze się z dawnych czasów. Nie znano wtedy skutecznych metod antykoncepcji. Seks prędzej czy później kończył się ciążą.

By system jako tako trwał w tak trudnych warunkach, musiano ograniczyć seksualność i kobiet, i mężczyzn. Musiano wprowadzić pojęcie takie jak zdrada, małżeństwo, posiadanie drugiej osoby na własność. Wprowadzono poczucie winy, wstydu i lęku związane z seksualnością. Aby trzymać ludzi i system w ryzach, ograniczono i obrzydzono seksualność. Jest to podstawa oprogramowania ery patriarchalnej, czyli eonu ciemności, ery ryb / ery lisa, ery upadku ludzkości i całej planety.

Obecnie jak nigdy widać, że te wzorce są zdezaktualizowane i niewydolne. Że przynoszą światu zło. W bólach upadają, rodzi się nowy świat. To, co nazywane jest tradycyjnymi wartościami, prawilnością itp – nie jest żadnym boskim prawem, nie jest czymś wzniosłym i dobrym. Jest to system kontroli, konieczny w dawnych czasach, by system trwał, by ludzkość przetrwała i rozwijała się. Ten system kontroli wynika bezpośrednio z małej wiedzy i świadomości, i braku technologii i nauki. Jest to system odpowiedni dla mentalności dawnych ludzi.

Nie daj się zapędzić w pułapkę nienawiści do płci przeciwnej. Jeśli jesteś mężczyzną – nie daj sobie wmówić toksycznych doktryn guru uwodzenia, podrywu, NLP. Znają co najwyżej 20% prawdy, i to prawdy „płaskiej„, a przecież jest ona wielowymiarowa. Jeśli jesteś kobietą – nie daj sobie wmówić niektórych tez toksycznej odmiany feminizmu.

Sam feminizm był konieczny, wprowadzono go po to by przyspieszyć przebudzenie kobiet, a globalnie – przebudzenie Bogini. Jednak jego odmiana genderowo-neoliberalna, ta znana z Unii Europejskiej, staje się powoli wypaczeniem, nowotworem. Mamy więc dwa przeciwieństwa: samczość skupiona wokół poradników uwodzenia i podrywu, i toksyczna, lewacka odmiana feminizmu. Każda z tych stron uważa, że winna jest ta druga płeć.

Tak, ja też ten błąd popełniałem. Rozsiewałem kiedyś tę truciznę. Obecnie stare i toksyczne artykuły sukcesywnie usuwam z mojej strony. A prawda jest nieco inna. Wszystkiemu winne są: nieświadomość, brak realnej wiedzy, i posiadanie wiedzy fałszywej – narzuconej przez chore społeczeństwo. Miłość, związki, seks – to nie tylko transakcja handlowo-wampiryczna sfochanej i humorzastej „Ewki” z prymitywnym i niekumatym „Adasiem„. Miłość posiada ukrytą opcję (Occult), z tym, że to zadziała, jeśli tworzymy relację z osobą o mentalności podobnej do naszej, a nie niższej.

Odrzuć wszystko to, co mówiły Wam o miłości i związkach rodzice, babcie, ciotki, społeczeństwo. Odrzuć to, co przeczytałeś na forach psychologicznych. Na których każdy jeden uważał się za wielkiego asertywnego i ekstrawertycznego mądralę, a tak naprawdę nic nie wiedział o życiu. Chyba o odrzuceniu tego, co mówi kościół, konserwatyzm, prawilność – nie muszę mówić, bo to oczywiste? Idź w świat odważnie, zdobywając nową, wartościową wiedzę – o Lilith, o Bogini, o świadomości, o pracy nad sobą.

Zapraszam na inne ciekawe artykuły dotyczące relacji, miłości, seksu, związków, kobiecości i męskości:
–System Cię zniewala ale nie musi tak być! Zasługujesz na szczęście i to co najlepsze!
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Szokujące skutki odejścia ludzkości od duchowości

duchowosc-5Zapraszam na nagranie video prezentujące jeden z aspektów upadku ludzkości, o którym to aspekcie prawie w ogóle się nie mówi. Ten aspekt to ograniczenie siły pierwiastka żeńskiego i pozbawienie go większości mocy. Podobne sprawa miała się z pierwiastkiem męskim, który został pozbawiony wrażliwości. Mamy więc permanentne rozszczepienie, polaryzację archetypów (pierwiastków) płci i szereg znanych nam, cywilizacyjnych problemów.

Na Ziemi nie dzieje się za dobrze. Kryzys jaki przechodzimy, dotyczy każdej możliwej dziedziny życia. To, co przedstawiam w swoich artykułach na temat ery męskiej (patriarchalnej), jest jedną z praprzyczyn obecnej sytuacji na świecie. Kto lub co tak zadecydowało te tysiące lat temu – nie wiadomo.

Symbolicznym, duchowym „opiekunem” męskiej ery jest bóstwo nazywane demiurgiem. Nosi ono różne nazwy w zależności od religii, i ma ustawiać parametry ziemskich podsystemów, i niejako „uczyć poprzez cierpienie” słabo rozwinięte, ziemskie dusze. Jego imiona to:
-jahve (judaizm)
-pan bóg, bóg ojciec (chrześcijaństwo)
-allah (islam)
-szatan (wczesne, gnostyckie odłamy chrześcijaństwa)
-do tego dochodzą inne imiona z pozostałych, często starszych niż judaizm religii – takich jak babiloński marduk.

Obecnie to wszystko ma się zmieniać – jak mówi jedna z teorii. Mamy żyć w dobie przełomu, gdzie stare wartości upadają, a archetypy płci się wyrównują. Mamy większy dostęp do wiedzy, techniki, nauki, duchowości (tak, tak – bo jedno łączy się z drugim). Możemy w końcu zająć się czymś innym niż pracą w polu czy w fabryce po 18 godzin na dobę i niańczeniem 15 dzieci.

Zaczynamy zdawać sobie sprawę z wielu niedostrzegalnych wcześniej płaszczyzn rzeczywistości. Zadajemy głośno te pytania, na które wcześniej ludzie by nawet nie wpadli. Często w wieku tych 25, 30 lat mamy wiedzę, którą dawniej mieli bardzo starzy ludzie, i którą siłą rzeczy na zawsze zabierali do grobu. Mamy w końcu inny system relacji międzyludzkich.

Skutkiem ubocznym tych przemian jest z jednej strony feminizm i jego wypaczenia (chęć zduszenia męskiej siły, gniew) a z drugiej strony – są to mężczyźni którzy słabiej radzą sobie w życiu. Poniższy film video to podstawy jeśli chodzi o naszą wiedzę, ale warto go obejrzeć. Podejmowany jest tam także inny przejaw patriarchalnej ery. Czyli myślenie lewopółkulowe, racjonalne, wykluczające duchowość i ograniczające emocjonalność. I istotnie, ludzie wykazujący skrajne myślenie lewopółkulowe, często będący psychopatami – robią obecnie kariery, biznesy, rządzą.

Polecam też poniższe artykuły na ten temat:
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Autor tekstu: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Czy religie są potrzebne?! Szokujące fakty i punkty wspólne ich wszystkich

duchowosc-7Chciałbym jeszcze raz wymienić wszystkie punkty wspólne religii. Dotyczy to zarówno religii monoteistycznych, jak i nowo proponowanej globalnej religii – new age. Ale także pewnych elementów doktryny materialistycznej. Ten artykuł jest jakby podsumowaniem, syntezą wielu poglądów które Wam przedstawiałem.

Religie obok ideologii są z jednej strony wirusami mentalnymi. Z drugiej strony, są stabilizatorami systemowymi – utrzymują jako taką homeostazę systemu. Odpowiadają na odwieczne człowiecze pytania, w świecie, w którym odpowiedzi na nie ma. Nadają jakiś tam sens w świecie, w którym sensu, na pierwszy i nawet na drugi rzut oka, nie ma. No i najważniejsze – są tak skonfigurowane, że umożliwiają elitom wygodniejsze i wydajniejsze sprawowanie władzy.

Wymienię kilka podstawowych funkcji religii, o których rzadko kiedy się mówi:

1. dobro i zło

Każda religia ma za zadanie przekonać owieczki boziowe, że jakaś siła (monoteistyczny Bóg czy new age’owe prawo karmy) czuwa nad nami. No i za dobre uczynki nagradza, zaś za złe uczynki karze. No ale tu kłopot jest jeden i jest on fundamentalny. Jest to jedna z najpotężniejszych konspiracji świata. Otóż życie realne pokazuje, że nie tylko nie ma żadnego Boga ani prawa karmy, które nad nami czuwa. Ale że jest wręcz na odwrót.

Ludzie dobrzy, empatyczni – mają różnego rodzaju złe przypadki, upadki, wypadki, traumy, choroby, dziwne i złe zbiegi okoliczności. Ile razy mówiłeś sobie, że to aż niemożliwe, że taki dobry i empatyczny człowiek stale dostaje kopniaki od życia. Przypomnij sobie takie sytuacje, na pewno je obserwowałeś. No i były one opisywane w niezliczonej ilości mitów, legend, podań, bajek, baśni, książek, wierszy, filmów. O tym opowiada kultura i pop kultura całej planety od zarania dziejów, z biblią na czele.

Za to ludzie źli – kapitaliści, bankierzy, politycy, psychopaci, przedsiębiorcy-wyzyskiwacze, korpo-szczury, skorumpowani lekarze – nie tylko są bezkarni i towarzyszy im sukces. Ale nie mają tych różnych przypadków, upadków, wypadków, zbiegów okoliczności. Jednak dobrą wiadomością jest to, że postępowania ze światem można się nauczyć. Świat jest lustrem i oddaje Ci to, co o nim sądzisz. Ci „źli” instynktownie o tym wiedzą i dlatego są przez świat chronieni. My musimy się tego uczyć. Pisałem o tym co nieco w wielu artykułach. Link do nich znajduje się poniżej:
https://jarek-kefir.org/strony-linki/swiadomosc-nowe/

2. cierpienie ma sens

Kolejna podstawowa cecha każdej religii. Dobra na świecie mamy tak mało. Z jednej strony ludzie sami stwarzają sobie problemy a potem tracą czas i siły na ich pokonywanie. Szarpią się ze światem. Z drugiej strony, to samo robią wielkie zbiorowości, takie jak państwo i jego maszyneria. Bohatersko generuje problemy, np miliony zawiłych przepisów podatkowych. A potem równie bohatersko walczy z problemami, które samo stworzyło. Powołując różnego rodzaju instytucje, i generując kolejne i kolejne miliony przepisów. To, co na dole, w skali mikro (u jednostki) jest też na górze, w skali makro (państwo, cywilizacja).

Dużo jest więc na Ziemi cierpienia, którego ludzie nie rozumieją i są wobec niego bezradni. W związku z tym od dawna mam pewien dylemat. Jak to się, cholera, dzieje, że ludzie milionami, miliardami nie popełniają samobójstw? Jak to jest, że nie tylko godzą się na to niewyobrażalne ziemskie cierpienie.. Ale jeszcze chcą całym sobą pracować dla systemu (dzieci, kariera, religie itp) praktycznie nic za to nie dostając? Czy to tylko lęk przed śmiercią, jeden z najsilniejszych ludzkich lęków? Czy to tylko głupota i przeświadczenie, że: „jakoś to będzie„, że los się w końcu odmieni? W końcu nadzieja jest kochanką strachu. Tam gdzie pojawia się strach, zaraz pojawia się także nadzieja, która mówi: „nie martw się, będzie dobrze„.

I tutaj właśnie w sukurs systemowi i władzy przychodzą religie i ideologie. Mówią one umęczonej i styranej życiem jednostce, że jej cierpienie i kaźń ma sens. Że gdzieś po śmierci wynagrodzi ich za to Bóg (wersja monoteistyczna). Lub że taka jest karma, i że każde cierpienie jest lekcją, która ma nas czegoś uczyć (wersja new age). No dobrze, a co jeśli to cierpienie sensu nie ma? Jeśli jest to tylko wygodna wymówka, by masy cierpiały i zapieprzały na elitę za miskę ryżu?

Pewna doza cierpienia i złych wydarzeń jest potrzebna by wykształcić charakter, ukształtować empatię, ustawić priorytety i odpowiednie spojrzenie na podłość i marność tego świata. Zgoda, to druga strona medalu. No ale naprawdę, nie przesadzajmy z tym cierpieniem.. Vadim Zeland, jeden z najpotężniejszych oświeconych na Ziemi, przekazał swoją wiedzę w najprostszy i najbardziej życiowy sposób. Nie wypowiadał się głębokimi, pięknie brzmiącymi, ale fałszywymi sentencjami, jak to robi większość znanych guru duchowych. Wszak nie ma nic gorszego od pięknych słów, które kłamią. On przedstawił swoją wiedzę prostym językiem, i dał nawet zestaw wskazówek i ćwiczeń – tego żaden guru duchowy także nie zrobił.

Mówił on, że dusza przyszła na świat nie po to, by cierpieć, nie po to, by nadmiernie się poświęcać, i nie po to, by osiągać jakieś wyżyny oświecenia, i nic ponad nie. Przyszedłeś na świat bo Twoja dusza chciała doświadczać radości, zabawy, miłości, seksu, tańca, przyjemności, obfitości, bogactwa, i wszelkich innych materialnych uciech. Widzicie, jak bardzo rewolucyjne są te tezy? Nawet rzekomo oświeceni wyznawcy new age czy ezoteryki zakrzykną teraz ze świętego oburzenia. Zaś całe to zło, cierpienie, wypadki, złe zbiegi okoliczności, konserwatyzm, bieda – mają być wręcz anomalią, abberacją systemową.

W felietonach poniżej poruszałem te kwestie:
Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!
Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Poniżej wklejam cytat wyjaśniający różnice pomiędzy hedonizmem a egoizmem.

Cytuję: „Między hedonizmem a egoizmem istnieje spora różnica. Szkoda, że nie każdy ją zauważa. Hedonizm i egoizm mają jedną wspólną cechę: obydwie postawy dążą do zapewnienia jednostce jak najwięcej przyjemności. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Wystarczy przeczytać jakąkolwiek definicję, żeby wyłapać tę subtelną różnicę, która je dzieli. Główna zasadą hedonizmu jest czerpanie jak najwięcej przyjemności z życia. Egoizm natomiast to postawa bliska narcyzmowi, według której należy troszczyć się wyłącznie o siebie, nie zauważając potrzeb innych. Egoiści charakteryzują się zwykle paskudnym usposobieniem i kompletnym brakiem względu na resztę świata. Widać różnicę?

Mimo to nie jest łatwo przyznać się do tego, że jest się hedonistą. Wielu ludzi przyjmuje takie słowa z oburzeniem, traktując wyznawców hedonizmu jako ludzi złych, płytkich egoistów myślących tylko o tym, co materialne. A to właśnie takie myślenie świadczy o płytkości i braku zrozumienia. Hedonizm jest jak najbardziej zdrową i naturalną postawą. Sprawia on, że osoba o takim światopoglądzie dba o siebie i chce brać z życia to, co najlepsze. Gdyby każdy był taki, wszyscy byliby zadowoleni. Podstawowa różnica pomiędzy hedonizmem, a egoizmem polega na tym, że egoista dba jedynie o siebie, hedonista zaś potrafi zatroszczyć się o innych ludzi – najpierw jednak chce zadbać o siebie, żeby móc w pełni czerpać radość z pomagania innym. I jest to najzupełniej normalne. Tylko osoba szczęśliwa i spełniona może odczuwać radość z poświęcania się dla innych. Jeśli z powodu swoich obowiązków zaniedbuje siebie, prędzej czy później popadnie w frustrację i niechęć do osoby, dla której się poświęca.

Co jest więc takiego w hedonizmie, że wzbudza taką niechęć u różnych ludzi? Dlaczego tak często rzucane są gromy na tych, którzy otwarcie przyznają, że w życiu liczy się dla nich przede wszystkim przyjemność, a nie idee, altruizm i, powiedzmy, takie rzeczy jak „szukanie duchowego oświecenia”? Na pewno dużo bierze się z tego, że niektórzy mylnie definiują hedonizm. Dla wielu oznacza to tyle, co „żyć szybko, umierać młodo”, czyli przygodny seks, częste zmiany partnerów, zero zobowiązań, próbowanie w życiu wszystkiego i całkowity brak samokontroli. Być może część hedonistów tak postępuje, nie przeczę. Ale definicji przyjemności jest mnóstwo. Dla jednych jest to imprezowanie, dla innych seks, a dla jeszcze innych może to być np. podróżowanie po świecie. Wszystko może stać się przyjemnością, celem, do którego chce się dążyć.

Niestety, presja społeczna, wychowanie i takie autorytety jak Kościół wmawiają ludziom, że najwięcej można w życiu osiągnąć jedynie ciężką pracą i poświęceniem. Przyjemność i radość życia zbyt często sprowadzana jest na dalszy plan, jako coś, co nie powinno być sensem życia. Samo słowo ‚hedonizm’ dla wielu ma pejoratywny wydźwięk, podobnie jak ‚wygodnictwo’ i ‚leniuchowanie’. A przecież to, że człowiek lubi wygodne życie, oznacza tylko tyle, że potrafi on sobie zapewnić komfort i dba o siebie. Lenistwo w odpowiednich ilościach jest cudownym lekarstwem na stres i działa niczym kojący plasterek na nasze codziennie zmartwienia.

Tylko, że nie każdy chce to zrozumieć. Dla wielu hedonizm zawsze będzie czymś złym, co należy potępiać i gromić. Bardzo łatwo oceniać innych po pozorach. Bardzo łatwo powiedzieć „hedonizm do niczego dobrego nie prowadzi”, „materialiści to źli ludzie”, „naprawdę współczuję tym biednym ludziom, oni nie wiedzą, co naprawdę jest w życiu ważne”, „nieszczęśliwi, zagubieni konsumpcjoniści, oni nie potrafią prawdziwie kochać”. I tak dalej, ple, ple, ple. Kompletny stek bzdur.

Hedoniści po prostu potrafią określić, czego im w życiu trzeba i wielu im przez to zazdrości. Jeśli sam jesteś hedonistą, to wiesz, co mam na myśli. Na przyjęciu weźmiesz ostatni kawałek ciasta, nie krygując się i nie czekając, aż zrobi to ktoś inny. Jeśli ktoś da Ci do wyboru fotel i taboret, usiądziesz na fotelu. W weekendy potrafisz beztrosko rozwalić się na łóżku, nie myśląc o tym, że inni w tym czasie pracują w ogródku. Twoje życie jest właśnie przez to takie pełne i piękne.

Nasz naród trzeba nauczyć tego, że przyjemność i komfort w życiu są ważne. Śniadania do łóżka, leżenie przez całą niedzielę i kąpiel zamiast prysznica to naprawdę nic złego. Każdy zasługuje na rozpieszczanie, musi tylko przyznać, że naprawdę tego potrzebuje i nie mieć z tego powodu poczucia winy. Nie warto się przejmować krytyką. Zawsze znajdą się ludzie, którym coś będzie przeszkadzało. Sami będąc zgorzkniali, potrafią tylko oceniać innych i przyczepiać im różne łatki. Jeśli jednak wiemy, że swoim zachowaniem nie robimy nikomu krzywdy, należy takich ludzi po prostu ignorować. Hedoniści to zazwyczaj bardzo sympatyczni ludzie, otwarci, szczerzy i zadowoleni z życia. Ich związki są trwałe i zgodne, właśnie z tego powodu, że potrafią walczyć o swoje i otwarcie mówić, czego potrzebują. Jeśli masz to szczęście, że taki jesteś – nie zmieniaj się.”
Autor: EMoonia

W poniższych felietonach opisałem, że lęk przetrwania jest przyczyną praktycznie 99% lub nawet 100% zła, jakie jedna istota wyrządza drugiej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Ziemia jest upadłym światem pełnym cierpienia. Dlaczego? Czy jest nadzieja na zmianę?

3. życie pozagrobowe

Każda religia stara się odpowiedzieć na kolejny, odwieczny człowieczy dylemat. Co się stanie po śmierci? Czy dobry katolicki Bóg zabierze do nieba typowego Janusza? Który całe życie pił, bił, kłamał, zdradzał, podkładał świnie, a na łożu śmierci wyspowiadał się i przyodział szkaplerz, by zaklepać sobie miejsce w raju? A może jest jeszcze inaczej?

Wizji i wersji nieba jest tyle, co religii. I każda z tych wizji ma pewien mianownik wspólny. Do owego nieba mają wejść Ci, którzy cierpią, którzy są biedni, pokorni. Jednym słowem – do nieba wejdą typowe owieczki, potulne i nie wychylające się, nie przeszkadzające elicie, nie przywiązane do ziemskich dóbr. Czy coś Wam tu aby nie śmierdzi? To wygodne dla każdej elity – tłumaczy się umęczonym życiem i tyraniem na elity masom, że ich trud nie pójdzie na marne, że dostaną za to nagrodę po śmierci. A to obecne, ziemskie życie? A kto by się nim przejmował, skoro tam po drugiej stronie czeka albo św Piotr, albo allah z haremem chętnych dziewic.

No i wiedza o tym, jak działa świat, jest dla wiernych zakazana, bo jest rzekomo niemiła bogu. Pomijam już fakt, że każda elita, włączając w to elity i organizacje watykańskie (opus dei, jezuici) korzysta z tej tajemnej wiedzy. No ale to przecież okultyzm, diabeł, piekło i siarka. Tutaj poczyniono jednak pewien krok do przodu. Trzeba to koniecznie zaznaczyć. Dawniej 99% ludzi było analfabetami. Dziś czytać i pisać umie każdy. Mało tego! Wiedza całej planety, wszystkich organizacji, stowarzyszeń, epok i kultur – została odtajniona, po raz pierwszy od upadku Atlantydy. Od obcowania z nią dzieli Cię kilka kliknięć na tym prostokątnym urządzeniu, które nosisz cały czas w kieszeni.

Dostałeś umiejętności, których Twoi pradziadkowie jeszcze nie mieli – umiejętność czytania i pisania. Dostałeś narzędzia – media i internet, technologię i naukę. No i dostałeś wolną wolę. Na urządzeniu które ma każdy z nas, możesz oglądać albo odmóżdżające programy, albo zdobywać za jego pomocą wiedzę, która jest praktycznie nieznana szerszym masom. Lub robić jedno i drugie, tak jak ja.

Cytat: „To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać.

Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bydło, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy.”
~Jan van Helsing

Jeszcze odnośnie życia pozagrobowego, koncepcji nieba czy karmy i reinkarnacji.. Wiecie jaka jest podstawowa wada każdej z tych teorii? Nikt, absolutnie nikt nie wie, jak jest po tej drugiej stronie. Ci bardziej domyślni już kumają, że poleganie na starożytnych pismach jest co najmniej bez sensu. Jednak nawet świadectwa śmierci klinicznej, świadectwa obcowania okultystów z istotami duchowymi, czy świadectwa mediów rozmawiających z duchami, nie dają ostatecznej odpowiedzi. Jest to chyba najsilniej strzeżone tabu na Ziemi. W wyniku oświecenia można pozbyć się zupełnie strachu przed śmiercią.. Ale odpowiedzi dalej nie będzie. Jak myślicie, jaki jest tego cel?

4. patriarchat i ograniczanie siły i woli kobiet

W serii artykułów pisałem, że tysiące (?) lat temu „coś” bardzo ograniczyło siłę pierwiastka żeńskiego na Ziemi. Z jednej strony, kobiety zostały pozbawione swojej wewnętrznej mocy. I po dziś dzień szukają namiastki tej siły w twardych, konserwatywnych mężczyznach. Stąd mówi się, że niektóre kobiety lubią drani. Dotyczy to oczywiście tych słabszych, „typowych” kobiet, bo te silne i mające moc są w stanie docenić i pokochać mężczyznę, który nie jest troglodytą.

Na marginesie, tym powyższym zdaniem wyjaśniłem szereg dzisiejszych dylematów, na czele z friendzone i narzekaniem na to, że niektóre kobiety lecą na dupków. Z drugiej strony zaś, pierwiastek męski został pozbawiony swojej wrażliwości, i upadł na dno. Dano mężczyznom trochę przywilejów, których nagminnie nadużywają. Ale narzucono na nich konieczność katorżniczej pracy w systemie na utrzymanie rodziny. W przyrodzie nie ma nic za darmo.

Powstało więc rozszczepienie pierwiastków płci, a wraz z nim – nastanie męskiej, patriarchalnej ery. I oczywiście to, co mamy teraz – niemal całkowity upadek ludzkości, we wszystkich możliwych dziedzinach życia. Wielu wtajemniczonych mówi, że obecnie żyjemy w erze ryb lub też w kali juga – czyli w erze całkowitego zepsucia i zła. Wszystkie pojęcia i wartości są odwrócone o 180 stopni. To, co nazywane jest moralnością, tradycją, porządkiem – w rzeczywistości przyniosło ludzkości ból i cierpienie.

Struktura patriarchalna jest mocno zestrojona z tym, że Ziemia jest planetą braków, niedoborów. Istoty muszą walczyć o ograniczone zasoby środowiska (żywność, woda, schronienie, partnerzy). Więc wyrządzają sobie nawzajem zło. W takich warunkach liczy się twarda, męska siła. Należy też doliczyć inne czynniki. Przez ciemne tysiąclecia nie znano antykoncepcji. Wypracowano więc szereg mechanizmów, które jeszcze bardziej ograniczyły kobiety, szczególnie ich seksualność. Nie może być wolnej amerykanki i bezhołowia. Społeczeństwo, państwo, naród – to są bezlitosne maszyny funkcjonujące jak.. armia. Dzieci muszą się rodzić w rodzinach, musi istnieć ich wychowywanie do posłuszeństwa, system musi się stawać większy i potężniejszy. Ku chwale elity.

Każda religia monoteistyczna ma więc takie mechanizmy, których zadaniem jest trzymanie ludzkiej seksualności w ryzach. Szczególnie dotyczy to kobiet. Dodać należy także to, że człowiek spełniony seksualnie, mający dużo partnerów, jest szczęśliwy. Ma energię i chęć by się rozwijać. Nie chce realizować się w systemie, bo po co mu taka marność, skoro jest szczęśliwy. Nie pójdzie więc na wojnę o ropę, nie będzie nakręcał spirali konsumpcji i nie będzie chciał płodzić dzieci. A taki stan jest zawsze zagrożeniem dla każdej elity. Stąd tak silne parcie np katolików by zmuszać kobiety do rodzenia dzieci. Nie ma nic bardziej wyzwalającego i uszczęśliwiającego niż seks. I jednocześnie, co jest skrajnym paradoksem – nie ma nic bardziej zniewalającego i wiążącego z systemem, jak potomstwo.

To dlatego tak ważna jest praca na rzecz tego, by kobiety odzyskały swoją siłę i moc, i należne miejsce w społeczeństwie. Tak niewielu ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Nawet Ci interesujący się ezoteryką czy okultyzmem tak często hołdują wzorcom patriarchalnym. W dyskursie publicznym dominują dwie skrajności. Z jednej strony, pełen wypaczeń feminizm. A z drugiej strony, prawilne chłopaki w dresach – sfrustrowani odbywającymi się przemianami systemowymi. Pole normalności jak zwykle jest zawężone. Feminizm został wprowadzony po to, by przyspieszyć przebudzenie kobiet.

Tacy jak my powinni okazać wyrozumiałość i przetrwać te przejściowe trudności, jakie on stworzył. W tym kobiecy gniew na mężczyzn. To, jakie kobiety przyciągasz czy jakich mężczyzn przyciągasz – jest odwzorowaniem tego, co sam, sama masz w sobie. Przyciągasz zołzy albo typowe, rozhisteryzowane kobietki, strzelające fochy? Zajrzyj wgłąb siebie czy sam nie masz jakichś nieprzepracowanych wzorców. I analogicznie: przyciągasz facetów-dupków? Sprawdź czy sama nie masz czegoś, co sprawia że dupek Cię zachwyca i podnieca, a normalnego, wrażliwego mężczyznę nawet nie dostrzegasz.

Mężczyźni o łagodnym charakterze mają inną ścieżkę rozwoju – trudniejszą, ale dającą przepustkę do tego lepszego świata. Mają cztery etapy rozwoju, posegregowane przeze mnie w zależności od tego, co mówią o nich kobiety:
-„nie chcę kogoś takiego jak Ty, znajdź sobie inną kobietę
-„chciałabym mieć takiego przyjaciela jak Ty” (tu często następuje zamknięcie serca)
-„chciałabym mieć takiego kochanka jak Ty / chciałabym się z Tobą przespać” (serce często nadal zamknięte)
-„chciałabym mieć właśnie Ciebie jako przyjaciela, kochanka i partnera jednocześnie” (gdy serce się otwiera)

Cytuję: „Bóg Marduk (EGO, które oddziela się od uniwersalnego BYTU) zabija Królową Matkę Tiamat (morze instynktów, kobiecość, kontakt z naturą), dzieląc jej ciało na dwoje, od stóp do głowy (źròdło nowej formy duchowości – nie immanentnej, ale transcendentalnej: innymi słowy nie zakotwiczonej w ziemi, ale wymierzonej w niebo). Z obu części rozpłatanej na dwoje Tiamat powstają niebo i ziemia (źródło dualizmu i schizofrenii lub nienaturalnej dychotomii, w której przeżywamy istnienie).
Męska Era rozpoczyna ewolucję ludzkiej świadomości w kierunku tworzenia samoświadomego i samowystarczalnego Ego (nie potrzebuję Boga, czyli Matki Natury), które wypływa z fałszywej, instynktownej matrycy (nawet Adam i Ewa, zrywając owoc zakazany, obchodzą się bez Boga). Te historie ujawniają proces wdrożony cztery miliony lat temu: proces odejścia od naszych naturalnych matryc, polaryzację archetypów płci, irytującą dwoistość naszego sposobu myślenia, nadmierne wywyższanie męskości
.”

Szerzej opisałem to w innych swoich artykułach:
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

5. sens rodzenia dzieci i pracy dla systemu

Każda religia nakazuje mieć jak najwięcej dzieci. Zakazuje antykoncepcji, aborcji, seksu przedmałżeńskiego, seksu dla przyjemności. Mowa albo o jakiejś tradycji, albo o jakimś „kole życia” i „umowie dusz„, jak w new age. Ja poświęciłem ponad cztery lata na przeanalizowanie tego systemu. Zakochanie, seks, a potem ślub, chomąto kredytowe na 30 lat, dzieci. I koniec hobby, pasji, seksu, czasu wolnego dla siebie. Od tej chwili 90% lub więcej czasu, sił i środków poświęcasz dla systemu. Im więcej wiedzy zdobywałem, tym bardziej widziałem, jak bardzo jest to bezsensowne i wewnętrznie rozpaczliwe.

Podjąłem indywidualnie decyzję, że nie będę miał dzieci. Kierowałem się z jednej strony hedonizmem – bo to moja przyjemność się liczy. Z drugiej strony, kierowałem się też empatią. Bo nie chcę powoływać do życia nowej istotki, w świecie pełnym cierpienia. Który nie zapewnia nawet minimum minimum. Uznaję sens tego, że ten świat musi trwać, że może jakiś tam nieznany zamysł w tym galimatiasie porodów i zgonów jest. Jednak nie chcę oddawać systemowi swoich najlepszych lat. Niech robią to inni – i nic do tego nie mam. Ale jest we mnie wewnętrzny bunt przeciwko temu. Już będąc małym dzieckiem miałem silną, skonkretyzowaną wizję przyszłości, którą często w gniewie powtarzałem. Chciałem mieszkać na Islandii lub w innym kraju polarnym, mieć ogród który bym uprawiał, i nie mieć potomstwa.

Co ciekawe, moje zdanie podziela wielu Polaków, choć najczęściej nieświadomie. Poziom dzietności Polek w dobie 1850 zł brutto jest bardzo niski. Należy do najniższych w Europie i na świecie. Ale wróćmy do meritum. Przez cały czas ludzie którzy świadomie nie chcieli realizować się jako rodzice, byli napiętnowani. Obecnie nie można już palić takich ludzi na stosach czy wypędzać ze wsi, skazując na śmierć głodową. Przemoc wobec nich jest bardziej zawoalowana – zarzuca się im m.in. egoizm.

Mam i na to odpowiedź. Otóż zawsze polecałem Wam, byście czerpali naukę od każdego. Od mędrca, filozofa, głupca, katolika, ateisty, lewaka, prawaka – każdego. Ja tak robię. Znam wypowiedzi jednego z zapętlonych w tym systemie ludzi. Leming jakich mało, typowy prawicowy samczyk alfa, ale dał mi do myślenia jak mało kto. Oto te wypowiedzi:
Dzieci są potrzebne, bo ludzie mają jakąś wewnętrzną potrzebę czy instynkt, który zaspokoi tylko potomstwo
Mężczyźni i tak nie chcą się już żenić. Gdyby nie narzekania dziewczyn, rodziców i teściów, to prawie nikt ślubu by nie brał i dzieci by nie robił

No i znowu – nie możemy negować tych potrzeb i instynktów. Które wynikają właśnie z.. egoizmu. I szerzej – nie możemy negować potrzeby istnienia globalnego systemu. On jest potrzebny by jakoś tę planetę małp opanować. By nie było anarchii i rzezi na ulicach. To dzięki temu systemowi możemy zdobywać wiedze, rozwijać się, medytować, uduchawiać. Pisałem o tym wiele razy. Paradoksem jest to, że struktura która nas ogranicza i niejako niewoli, jednocześnie zapewnia nam byt i możliwość rozwoju. Bunt przeciwko systemowi? Jest groźny, nieskuteczny i nie ma sensu. System sam się zmieni, sam ulegnie reformie, tylko on ma swoje tempo, które trzeba szanować.

Niech temu systemowi służą inni. Niech inni go zasilają. Niech inni poświęcają mu najlepsze lata. Zawsze znajdą się miliony, ba – miliardy ludzi, chętnych na konsumpcje, pójście na wojnę, na życie religijne, czy na rozmnażanie by zapewnić byt narodu. I oni też są potrzebni i mają swoje miejsce na Ziemi. Ale najważniejsze jest to, że Ty nie musisz tego robić. Weź od systemu tylko to, czego naprawdę chcesz, i co jednocześnie uniesiesz (np finansowo, emocjonalnie).

Cytuję: „Buntownikiem jest nie ten, kto przeciwstawia się społeczeństwu, ale ten, kto rozumie całą jego grę i po prostu z niej rezygnuje. Staje mu się ono obojętne. Nie jest przeciw niemu. I to jest piękno buntu: wolność… Rewolucjonista nie jest wolny, bo ciągle z czymś walczy – jak może być wolny? Ciągle się czemuś przeciwstawia – jak, działając przeciw czemuś, może być wolny? Wolność oznacza zrozumienie. Trzeba zrozumieć grę i widząc, że z jej powodu dusza nie może się rozwijać, że z jej powodu nie możesz być sobą, po prostu zrezygnować z niej bez szramy na duszy. Przebaczasz, zapominasz i żyjesz, nie trzymając się społeczeństwa ani w imię miłości, ani w imię nienawiści. Dla buntownika społeczeństwo po prostu znikło. Może żyć w świecie albo odejść od świata, ale nie należy już do niego.”
~Osho

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?

sens-zyciaOdnośnie tego powyższego obrazka.. Moje „kiedyś” dopiero skromnie się zaczęło. W moim wieku (31 lat) owo „kiedyś” w zdecydowanej większości przypadków staje się „wczoraj„. Znam te złamane życiorysy, ludzi o złamanych sercach. Gdy mi się zwierzają, mówią w zasadzie jedno i to samo, choć historii słyszałem multum i każdy z nich uważa że jego historia jest inna. A umiem słuchać i jestem dyskretny. Owo „kiedyś” zostaje zamordowane przez kredyty, kariery i nadgodziny, obowiązki, codzienny kierat, partnera i dzieci którzy są coraz bardziej obcy, szarość i burość dnia.

Nie ma już tego jeszcze studenckiego święta życia. I nie, nie ma to nic wspólnego z dorosłością i odpowiedzialnością – one nie muszą tak wyglądać. Sami zakładamy sobie kajdany i pęta, na własne życzenie. Bo chcemy tak jak inni, bo też chcemy realizować się w systemie. Bo mamy pragnienia i oczekiwania, których głęboko chore społeczeństwo i skorumpowany moralnie system nie są w stanie spełnić. Moje przesłanie jest takie, że przynajmniej z części tego co proponuje społeczeństwo, warto zrezygnować.

Razu pewnego wydarzyła się dyskusja z jednym ze znanych mi ludzi. Ten człowiek stwierdził, że jestem już diametralnie inny niż kiedyś. Że mógłbym pomyśleć o ustatkowaniu się i te sprawy.. USTATKOWANIU SIĘ. No ludzie no.. Ledwo zacząłem żyć, a oni już mi każą się babrać w tym bagnie ślubów, kredytów, nadgodzin, rozmnażania. Oni mieli czas wyszaleć się za wszystkie czasy w wieku 15 do 25, a czasem i do 30 lat. Niektórym to na kilkanaście wcieleń starczy, haha. Dopiero po tym okresie zdecydowali się na służbę systemowi. I większość, zdecydowana większość tego żałuje i zapłaciła za to ogromną cenę.

Dwaj najpotężniejsi okultyści na Ziemi, Vadim Zeland i Dymitr Wereszczagin wysnuli pewną rewolucyjną tezę. Że człowiek wcale nie musi starzeć się tak ekstremalnie szybko. Obecnie już 30 latek w wielu sferach niedomaga, a wiek 40 lat to już początek wielu chorób. Wg mitologii hebrajskiej (biblia) i wielu innych przekazów najróżniejszych ludów, kiedyś żyliśmy 1000 lat. Potem stało się owo „coś” i ludzkość zapadła na coś na kształt zbiorowej neurozy, psychozy. Nie wiem i prawdopodobnie nie dowiem się co to było. Według niektórych grzechem pierworodnym jest lęk przetrwania w świecie, w którym zasobów nie starcza dla wszystkich. To z lęku przetrwania bierze się praktycznie 100% (lub chociaż 99%) zła na Ziemi. Popatrz głębiej i otwartymi oczyma, to zawsze w tle znajdziesz ów lęk przetrwania jako praprzyczynę, genezę zła.

I teraz: całe ludzkie życie jest podsiane lękiem. Lęk , w tym lęk przetrwania, jest jak wolno działający, ale jednak zabijający wirus. Jest niczym AIDS – można żyć z nim całe dekady, ale kiedyś tam zabije. Im człowiek starszy i starszy, tym lęk przetrwania i inne lęki są większe. Bo stawka coraz większa. wiadomo że gdy człowiek wchodzi w wiek rozrodczy, gdy bierze śluby, płodzi dzieci, zaciąga jeden, drugi, trzeci kredyt – to lęk przetrwania zwiększa się wiele, wiele razy. Jeśli nie świadomie, to chociaż podświadomie. Ale on tam gdzieś jest. I niszczy człowieka od środka. Nawet akademicka medycyna dekady temu przyznała, że stres i złe emocje napędzają setki typowo fizycznych chorób.

Zawsze zastanawiał mnie też fenomen ludzi którzy nawet po 10 i więcej latach kochają siebie tak samo intensywnie, jak na początku. Są to nieliczne jednostki pośród miliardów żywych trupów. Jednostki pośród większości, która po latach nienawidzi siebie nawzajem, i swoją nienawiść do partnera za przegrane życie, podświadomie przenosi na dzieci. Teraz przybliżyłem się do odpowiedzi na to nurtujące mnie pytanie. Miłość wg akademickiej nauki trwa maksimum 5 lat. A tymczasem chyba prawdą jest to, że to te całe kredyty, obowiązki, kariera, kierat i szarość dnia codziennego – zabijają miłość.

Lubię czytać analizy i wpisy Łukasza M. Łukaszewicza na temat roli kobiet i mężczyzn i relacji między nimi. Jest on jednym z niewielu ludzi którzy zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest nowe spojrzenie na te tematy, jak i przedefiniowanie tych pojęć. Wcześniej zostały one wypaczone przez porządek patriarchalny, który jest inaczej porządkiem ojca chrzestnego. Jest to system w którym 100% kobiet i 99% mężczyzn jest więźniami czy też niewolnikami. Opisywałem to szczegółowo w felietonie poniżej:
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?

Ubolewam trochę że tak niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że genezą obecnej sytuacji na świecie jest nie wyrównanie pierwiastków żeńskich i męskich, i niezgodność między nimi. Z jednej strony, kobiety często są pozbawione swojej wewnętrznej siły i mocy, i podświadomie szukają jej u mężczyzn, wybierając na partnerów agresywnych, typowych samców, a innymi mężczyznami nie interesując się. Z drugiej strony, mężczyźni często są pozbawieni swojej kobiecej wrażliwej strony, i w tym starym porządku świata pełnią rolę katów, diabłów.

Nawet ludzie zainteresowani tematami alternatywnymi nie widzą rdzenia tego globalnego oprogramowania. Nawet nie chodzi mi o jakichś słowian-rodzimowierców którzy jednego bożka zamienili na innego – równie konserwatywnego. Ani nie chodzi mi o zwolenników spiskowej teorii dziejów, którzy są tak zesrani ze strachu, że bardziej się chyba nie da. Chodzi mi o naszych ludzi, wyznających doktryny takie jak telegonia – które są jeszcze gorsze niż reformujący się ciągle katolicyzm.

Cytuję: „Patriarchat oznacza dosłownie „rządy ojców”, ale w patriarchacie bardzo niewielu mężczyznom wolno odgrywać rolę „ojca” poza ograniczoną sferą rodziny. Struktura hierarchicznych instytucji to piramida: jeden mężczyzna na górze kontroluje wielu pod sobą. Mężczyźni rywalizują o pieniądze i o władzę nad innymi; większość, która nie osiąga szczytu hierarchii, zmuszona jest pozostać w stanie niedojrzałości, odgrywając rolę posłusznych bądź zbuntowanych synów. (…) W centrum naszej psychologii leży wojna między synami i ojcami, wiecznie rywalizującymi o wyłącznie posiadanie matki, która, jak wszystkie kobiety w patriarchacie jest ostateczną nagrodą za zwycięstwo.”
~Starhawk, Taniec Spirali, strona 111

Nie traktujcie tego, co napiszę poniżej do końca na serio. Bo ja wiem, że to nie tak 😉 Dziś natrafiłem na wpis Łukasza Łukaszewicza odnośnie relacji, jakie występują w rodzinach. Jest to kolejny genialny wpis o tym, jak traumatyczne i stresogenne są relacje na Ziemi. W poprzednim nieco prześmiewczym felietonie porównałem macice bogobojnych, nieświadomych kobiet do komór gazowych i krematoriów, purytańskie domostwa do obozów koncentracyjnych, rodziców nie znających realnej wiedzy o świecie – do SSmanów, zaś proces wychowawczy w którym zaszczepiane są lęki, kompleksy i traumy – do wyrywania Polakom i Żydom złotych zębów przez niemieckich nazistów.

Za mocne porównanie? Być może. Co dali nam ziemscy rodzice? W zasadzie nic lub bardzo niewiele. Czytanie, pisanie, obsługa sztućców i szereg innych umiejętności. Ale to minimum minimum no i jest to de facto przygotowanie do roli ofiary i jednocześnie drapieżnika. No i przekazali nam swoje jak i globalne lęki, kompleksy i traumy. Ilu ludzi wychodzi poranionych i pokiereszowanych z takiego rodzinnego obozu koncentracyjnego?

Odpowiedź jest jedna i brzmi: 100%. Dlatego czasami myślę że istnienie takiego świata nie ma żadnego sensu. I myślę wtedy ze rozmnażanie jest największą możliwą zbrodnią jaka zna Ziemia – zbrodnią ludobójstwa. Bo to rozmnażanie a więc rodziny powołały do życia takie istoty jak Hitler itp itd. To szarzy, przeciętni Kowalscy powołali do życie nie tylko zbrodniarzy wojennych, ale dziesiątki milionów mniej pospolitych przestępców.

Myślę wtedy że przyszłych pokoleń nie powinno być. Że wszyscy powinniśmy odejść bezpotomnie by nie zasilać systemu i nie skazywać niewinnych istot (dzieci) na życie w świecie który nie zapewnia nawet minimum minimum. W świecie, który za 20 lat może być tak zdewastowany, że luksusem będzie łyk wody i kęs nieskażonej żywności. Dziś o byle miskę ryżu trzeba walczyć nogami i rękami u typowego kapitalisty, takiego Janusza Cebulaka, który choć zarabia miliony, płaci robolom 1500 zł na rękę.

Ale potem mi przechodzi. Przecież dobrze znam zasady i cel takiej a nie innej sytuacji na świecie. Tak, przecież Ziemia to planeta próby, to szkoła życia dla niżej rozwiniętych dusz. No dobrze, to wszyscy czytający wiedzą. Ale załóżmy na chwilę że to nie jest prawdą. Że całe to cierpienie nie ma żadnego, absolutnie żadnego sensu. Ba! Że to całe cierpienie absolutnie niczego nie uczy i nie ma nic na celu. Cierpimy bo tak są ustawione parametry Rdzenia systemu – by ludzie i wszystkie inne istoty cierpiały jak najwięcej. Że komuś na górze na tym zależy. I co wtedy? Tak tylko rozważam różne hipotezy.

A na poważnie, na serio: Wszyscy ludzie których spotykamy w naszym życiu, pojawiają się z jakiegoś konkretnego powodu. Jedni mają sprawić, że my się zmieniamy. Innym z kolei my mamy pomóc zmienić ich życie. Rozróżnij kto po co do Ciebie przyszedł, i nie pomyl się w ocenie. No i ktokolwiek ma być częścią Twego życia, będzie wracał do Ciebie stale bez względu na to jak daleko zawędrował. Ponoć przed wcieleniem się wybraliśmy sobie różne szczegóły i elementy naszej ziemskiej drogi, w tym tych wyrodnych, zlęknionych i styranych życiem rodziców. Ponoć.

Choć ogrom czynników i przesłanek wskazuje że tak właśnie jest, to ja tego do końca nie wiem. Nie byłem tam po drugiej stronie i nie widziałem na własne oczy. Chciałbym uwierzyć w to i owo.. Ale nie mogę uwierzyć bez jasnych i namacalnych dowodów. Cenne jest z doktryn ezoterycznych to, co możesz realnie wcielić w życie, by pomóc sobie i swoim bliskim. Cenne jest też to, co ma oczywiste potwierdzenie w twardych realiach życia. Reszta to czasami bujanie w obłokach. Postawa niewiernego Tomasza czy też racjonalisty-sceptyka bardzo się przydaje w badaniu tego wciąż bardzo słabo poznanego, alternatywnego świata. Wątp we wszystko, nie wierz niczemu ani nikomu, ale nie odrzucaj na ślepo, bo to z kolei drugi, przeciwny biegun fanatyzmu. Postaraj się sprawdzić i weryfikować.

W poniższych felietonach próbowałem dokonać syntezy obecnej sytuacji na Ziemi i dociec jej praprzyczyny, genezy. Zdaję sobie sprawę że to tylko wierzchołek góry lodowej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze

Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze

bratnie duszeDziś poruszę tematykę związków i bratnich dusz. Pisałem iż bratnie dusze czy też dusze które się bardzo lubią, podróżują przez kosmos w grupach. Mogą one mieć najróżniejszą liczebność. Postulowałem, aby odszukać swoje bratnie dusze, pomóc im w miarę możliwości, a resztę ludzkości zostawić w spokoju. Zmienianie świata czy człowieka na siłę nie ma żadnego sensu. Gdyż wtedy świat czy człowiek zaczyna się odruchowo bronić i uderza w Ciebie.

Szczególną rolę bratnie dusze odgrywają w miłości, w relacjach damsko-męskich. Związki w naszym systemie są bardzo trudne – nie ukrywajmy tego. Na zawsze zapamiętam zdanie wypowiedziane przed laty przez mojego kolegę. Mówił on: „wiesz, realia związków na tym świecie są tak popieprzone, że chyba niemożliwe jest odnalezienie tu stabilności i szczęścia„. Dziś ten człowiek ma żonę, dzieci, kredyty, miliony obowiązków itp. Dobrze rozumował i rokował, ale co z tego, skoro teraz jest baterią systemu – jak większość.

Dziś wiem że nie chodzi tylko o związki – bo niewydolny jest cały ziemski system, każda jego część. Planeta jako świadomość zbiorowa a wraz z nią całe żywe stworzenie, przed eonami czasu zapadła na coś w rodzaju zbiorowego autyzmu czy zbiorowej schizofrenii. Ale do rzeczy. Otóż związki są najbardziej obarczone tym całym syfem, jaki tkwi w świadomości zbiorowej ludzkości. Związki, miłość, seks, rozmnażanie – to są te sfery, w które najbardziej ingeruje system.

Czy tego chcemy czy nie, ale tak jest. Czytałem dziś mądry i wzniosły cytat, by nie maskować się, by nie odgrywać żadnych ról typu narzeczony, żona. By nie wiązać się, ale tworzyć po prostu dobrą relację. Wszystko to prawda, tylko jak oddzielić taką pozytywną relację od wszędobylskiego systemu? Od wiedzących wszystko i wtrącających się „życzliwych” – rodziców obu stron, ciotek-klotek, rodziny? Od ślubów, dzieci, kredytów hipotecznych i innych, od trudnych warunków ekonomicznych nie pozwalających wielu ludziom na samorealizację?

U kobiet występują trzy destrukcyjne programy:

-nierównowaga między energią żeńską a męską. Większość kobiet to archetypowe „Ewy„, czyli kobiety pozbawione wewnętrznej siły. Rozpaczliwie szukają one tej siły u mężczyzn, wybierając tych nieczułych, zimnych, brutalnych. Mylą one patriarchalną agresywną samczość z siłą. I bardzo często padają jej ofiarą;
-żal i nienawiść wobec mężczyzn za doznane krzywdy z patriarchalnej przeszłości. Teraz patriarchat powoli obumiera, pojawi się jakiś nowy system. Każdy chce teraz zachować przywileje dawne (patriarchalne) jednocześnie korzystając z przywilejów nowych. A tak się nie da;
-energie reprodukcyjne (instynkt macierzyński). U mężczyzn ten instynkt jest w formie szczątkowej. Mężczyzna chce związku i seksu, cele kobiety idą dalej – rozmnażanie, założenie rodziny, status społeczny. Ale to się zmienia. A tam gdzie w grę wchodzą śluby, dzieci, kredyty i obowiązki – tam powoli acz nieubłaganie zanika miłość. Nie jest to samo w sobie złem, zła jest społeczna otoczka jaka narosła wokół tej sfery życia;

U mężczyzn też są destrukcyjne programy:

-konserwatyzm i purytanizm – jest to jeden z podstawowych męskich „diabłów” tkwiących w czeluściach samczej psychiki. Bierze się on z chęci kontroli i okiełzania kobiecości, w tym własnego pierwiastka żeńskiego, do którego istnienia społeczeństwo nie daje mężczyznom prawa. Istotny jest tu także podświadomy lęk przed kobiecą seksualnością, który ma genezę w ewolucyjnych mrokach naszych pradziejów, gdy nie znano antykoncepcji. Stereotypowy przykład to narwany, oceniający i osądzający samczyk żądający 100% dziewicy ale dobrej w łóżku, podczas gdy on sam pieprzy wszystko co nie ucieka na drzewo. I nie widzi w tym sprzeczności;
-desperacja emocjonalna i seksualna. Wiedzą o tym kobiety – mężczyzna za wszelką cenę pragnie kontaktu z nimi. Robi się coraz bardziej zdesperowany. Popełnia te wszystkie żałosne błędy, na które kobiety narzekają. Tymczasem zamiast zdesperowanych i żenujących zachowań, do tematu trzeba podejść z dystansem i na luzie. Na głębszym poziomie nie pragnienie osiągnięcia celu wręcz przybliża do tego celu. A paniczne pragnienie – oddala.

Jest ich oczywiście więcej. Zazdrość, zaborczość, chęć posiadania drugiej osoby na własność i kontrolowania jej – są to kolejne destrukcyjne programy „przyklejone” przez system do sfery miłosnej. Podstawa to przepracowanie swoich wewnętrznych diabłów i nauka życia samemu. Bez tego, jak i bez zaakceptowania i pokochania siebie, nie dasz miłości drugiemu człowiekowi. Czyli nie dasz mu swojej energii, a będziesz jedynie brał. Tak robi zdecydowana większość – nie daje od siebie, ale łapczywie bierze. To jest ta większość, której związki trwają te dwa do pięciu lat.

Cały wszechświat dzieli się na dwa pierwiastki: męski (ducha) i żeński (materii). Pierwiastki te są obecne we wszystkim co istnieje, w materialnym i w pozamaterialnym. Który z nich jest silniejszy? Silniejszym i bliższym nam, ludziom żyjącym w ciałach materialnych, jest pierwiastek żeński. A teraz popatrzmy na to przez pryzmat porzekadła, że wszystkie wartości na świecie są odwrócone o 180 stopni. Który pierwiastek obecnie rządzi na Ziemi? Tak, zgadliście – rządzi pierwiastek męski, czyli słabszy! Tak nie powinno być, i generuje to ogromne problemy w skali globalnej. Pierwiastek męski nie powinien mieć prymatu bo wtedy wszystko stoi na głowie.

Porządek pierwiastka męskiego to system który nazwałem MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat) z szeregiem jego destrukcyjnych wypaczeń. Można do nich zaliczyć: rywalizację zamiast współpracy, hierarchizm zamiast poszanowania, walkę zamiast zgody, wiarę (ideologie i religie, w tym racjonalizm) zamiast wiedzy. Wypaczone są podstawowe pojęcia, takie jak miłość. Zamiast miłości prawdziwej, mamy kojarzone z MPP „prawo posiadania” drugiej osoby na własność. I tak można wymieniać jeszcze długo.

Nie wiem co się stało kiedyś, dawno temu, gdy pierwiastek żeński nie tylko został strącony z piedestału, ale zapędzony do narożnika. I nie wiem kto to i po co to zrobił. Te zagadnienia nikną w morzu domysłów i w mrokach naszych pradziejów.

Cytuję: „Bóg Marduk (EGO, które oddziela się od uniwersalnego BYTU) zabija Królową Matkę Tiamat (morze instynktów, kobiecość, kontakt z naturą), dzieląc jej ciało na dwoje, od stóp do głowy (źròdło nowej formy duchowości – nie immanentnej, ale transcendentalnej: innymi słowy nie zakotwiczonej w ziemi, ale wymierzonej w niebo). Z obu części rozpłatanej na dwoje Tiamat powstają niebo i ziemia (źródło dualizmu i schizofrenii lub nienaturalnej dychotomii, w której przeżywamy istnienie).

Męska Era rozpoczyna ewolucję ludzkiej świadomości w kierunku tworzenia samoświadomego i samowystarczalnego Ego (nie potrzebuję Boga, czyli Matki Natury), które wypływa z fałszywej, instynktownej matrycy (nawet Adam i Ewa, zrywając owoc zakazany, obchodzą się bez Boga). Te historie ujawniają proces wdrożony cztery miliony lat temu: proces odejścia od naszych naturalnych matryc, polaryzację archetypów płci, irytującą dwoistość naszego sposobu myślenia, nadmierne wywyższanie męskości.”

Cytuję: „Religia pozbawiła naturę kobiecości czyniąc świat nieczystym, niższym niż nadprzyrodzony świat gdzieś tam, w przestworzach. W konsekwencji ciało stało się grzeszne, a seks zepsuty … Z kolei nauka, choć starała się oddzielić od religii i się jej sprzeciwiać, nie była w stanie uwolnić się od sztywnych postaw wobec przyrody uważanej za niebezpieczną, bezsensowną i od nas oddzieloną, czyli skazaną na wykorzystanie. W konsekwencji ciało stało się obiektem eksperymentòw, a nauka postawiła się na miejscu Boga, szukają odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiązań – także w kwestii śmierci. Tak więc i religia, i nauka są uważane za wyższe od natury, co sprawia, że Stworzenie czuje się niższe wobec natury, podczas gdy to, co znajduje się pośrodku – prawda – zostało utracone.”

Szerzej opisałem to w innych swoich artykułach:
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Zapraszam teraz do przeczytania artykułu Katarzyny Kruk – Nowak o bratnich duszach i związkach. Wklejam go poniżej.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Bliźniacze dusze – co robić kiedy gonisz, a kiedy uciekasz

Cytuję: „Bliźniacze dusze, bliźniacze płomienie, płomyki lub po angielsku twin flames. Odwieczna miłość, której nic i nikt nie jest w stanie zniszczyć. Dwie połówki tego samego jabłka, niepojęta ludzka tęsknota za tym kimś jednym, jedynym, wyjątkowym. Porozumienie bez słów. Miłość, o której piszą poeci, kręcone są filmy, malowane są obrazy, do której wszyscy podświadomie tęsknimy – lecz jak to wygląda w rzeczywistości?

Wyrzuć do kosza wszystkie twoje wyobrażenia o romantycznej miłości, wieczorach przy gwiazdach i spijaniu sobie miłości z dzióbków. To zdecydowanie nie to i to tak nie wygląda, przynajmniej na początku. Potem jest trochę lepiej. Żeby doszło do tego, o czym marzysz, to musicie sobie na to zapracować. Co gorsza oboje. To nie jest żaden spacerek, tylko mozolna, ciężka harówka, często bez widoków na poprawę sytuacji. Najcięższa praca nad sobą, jaka kiedykolwiek cię czeka. Choć warta każdej sekundy cierpienia i walki. To, co się człowiek namęczy ze sobą i z drugą osobą, to jego. Oczywiście, jedna osoba ma trochę lżej, druga trochę ciężej, ale o tym za chwilę.

Na początek trochę teorii

Kiedy Dusza oddziela się ze Źródła, dzieli się na dwie części, umownie nazywane męską i żeńską, ponieważ w takiej konfiguracji schodzą razem na ziemię (być może mogą być tej samej płci, ale dotąd nie słyszano o takim przypadku). Są to więc te dwie przysłowiowe połówki tej samej duszy, które razem tworzą pełnię. Nie znaczy to bynajmniej, że bez tej drugiej osoby jesteś niepełnowartościowy. Wszyscy jesteśmy pełni sami ze sobą, ale z tą drugą osobą jest… jeszcze pełniej. Każdy z nas posiada bliźniaczą duszę, jednak nie każdy spotka ją w tym wcieleniu. Bliźniaki po raz pierwszy zawsze inkarnują razem i przeważnie tworzą wtedy jakąś formę związku miłosnego. Kolejne inkarnacje to już loteria. Mogą schodzić razem albo oddzielnie. Gdy inkarnuje się jedno z nich, druga osoba zawsze zostaje na górze i stamtąd wspiera swoją połówkę w jej zmaganiach i naukach na ziemi. W ten sposób ona też się uczy, ponieważ połączenie między nimi jest tak mocne, że odbierają swoje uczucia bez żadnego problemu. Z kolei, gdy już zdecydują się zejść razem na ziemię, nie ma takiej siły, która by powstrzymała zaplanowane spotkanie. Bliźniacze dusze są ze sobą połączone na stałe i prędzej czy później zawsze się odnajdą.

Obecnie coraz więcej dusz inkarnuje się razem na ziemi. Oznacza to, że mają do wykonania tutaj jakąś misję, poza ogólną czyli podnoszeniem wibracji planety. Ich celem jest zjednoczenie się, ale niekoniecznie pokrywa się to z ziemskim rozumieniem tego słowa. Nie muszą być ani w związku ani w małżeństwie, też nie każdy tandem zaplanował sobie taki scenariusz na to wcielenie. Warto pamiętać, że małżeństwo lub inne „ludzkie” przysięgi są dla duszy uwiązaniem. Ona wie, że jest wolna i nie może posiadać kogoś na własność. To tylko nasze ego potrzebuje zapewnień w postaci umów, przysiąg itp.

Co ciekawe, połączenie między bliźniakami jest tak silne, że gdy jedna osoba umiera i opuszcza ciało fizyczne, druga od razu lub w bardzo szybkim czasie robi to samo. Po prostu nie może żyć bez tej drugiej. Wracają cieszyć się brakiem cielesnych ograniczeń, a potem planować kolejne inkarnacje. W momencie, kiedy osiągną stan najwyższego oświecenia, wracają razem do Źródła.

Praktyka

Gdy dwie osoby spotkają się po raz pierwszy na planie ziemskim, można to porównać do uderzenia piorunem. Świat przestaje istnieć, człowiek traci kontakt z rzeczywistością, nagle czuć nieopisaną radość w ciele, dusza się wyrywa, serce zaczyna szybciej bić. Człowiek przestaje panować nad tym co mówi, robi i czuje. Najczęściej powtarzanym zdaniem przez ludzi jest „kompletnie nad sobą nie panuję, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, chyba wariuję”. Prawda zaś jest taka, że to ogólne poruszenie spowodowane spotkaniem się dwóch takich samych energii, porusza w człowieku odwieczną prawdę i miłość. Jest to na tyle silne doznanie, że czuje je za równo jedna, jak i druga strona, choć intensywność doznań może być zupełnie inna. Od tej chwili nic już nigdy nie będzie takie samo, a twój bliźniak na stałe będzie już gościł w twoim sercu i twojej głowie. Dodatkowo, w tym momencie, kiedy jeszcze nie wiesz, że masz przekichane, przez najbliższe kilkanaście albo kilkadziesiąt miesięcy, albo nawet całe życie – zaczyna się prawdziwa zabawa. Polega ona na tym, że w stosunkach między bliźniaczymi duszami, jedna osoba zawsze jest bardziej ciepła, empatyczna, kochająca, ale ma problem z puszczeniem – nazywamy ją goniącym lub z ang. Chaserem. Druga zaś jest stabilna, logiczna, może nawet wydawać się chłodna – ta z kolei jest uciekającym, czyli Runnerem. Ich celem jest zjednoczyć się z brakującym elementem i odnaleźć w sobie równowagę, zarówno w dawaniu, jak i okazywaniu miłości.

W wyniku tego mamy paradoks. Jedna osoba tak bardzo chce kochać, że druga przed nią ucieka. Uciekająca z kolei też pragnie kochać, ale jest tak przerażona ciepłem, które dostaje od chasera, że ucieka jak najdalej to możliwe, bo nie wierzy, że nie ma za tym żadnego „haka”. Pierwszą osobą, która dochodzi co jej „dolega” jest właśnie goniący. Biedni, skręcają się z bólu i tęsknoty, gotowi rzucić wszystko i wszystkich, byleby tylko być z Runnerem. Nie wiedzą kompletnie, że nie tędy droga. Im bardziej będą naciskać, tym uciekający będzie dalej. Ich zadaniem jest „puszczenie”, zajęcie się sobą , swoim życiem, całkowicie niezależnie od tej drugiej osoby. Pomyślisz sobie pewnie – co za problem?

Tutaj wpada się w kolejną pułapkę. W towarzystwie Runnera goniący czują się jakby byli porządnie naćpani, uzależnieni jak narkoman, który musi brać wciąż więcej i więcej żeby przeżyć. W dodatku włącza się kolejna rzecz. Bliźniak jest twoim lustrem! Najdoskonalszym, jakie możesz dostać. Pokaże ci wszystko, co cię boli, do ostatka, do ostatniej kropli krwi. Nagle zobaczysz wszystko tak dokładnie, poczujesz tak mocno, że będziesz wyć z bólu, który docelowo ma cię zaprowadzić do prawdziwego ciebie. Ale zanim to nastąpi, zostaniesz zmuszony do przepracowania wszystkich, absolutnie wszystkich swoich problemów, włącznie z tymi, których nawet nie jesteś świadom! Możesz zaprzeczać, uciekać, wypierać albo próbować się znieczulić. Z góry uprzedzam, że to nic nie da. Tylko oddali problem i ból będzie rósł w miarę upływu czasu. Nie dość, że człowiek czuje swój ból i widzi własne problemy, to jeszcze czuje drugą osobę, jej uczucia i rozterki – jakby dostawał na barki podwójne kombo, a jego zadaniem jest sobie z tym poradzić: przepracować własne i odciąć nieswoje. Gdy dojdziemy do tzw. „ściany” i kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej, nastaje tzw. czarna noc duszy.

Czarna noc duszy

Osobiście ani ja, ani żadna inna osoba mająca bliźniaka, nie życzyłabym tego nawet najgorszemu wrogowi. Ten czas nastaje, gdy uciekający – przerażony tym, co czuje i co robi goniący (a często podchodzi to wręcz pod nękanie drugiej osoby swoją obecnością) – ucieka jak najdalej się da i następuje rozłąka, która dla goniącego jest stanem prawdziwie agonalnym. Połączenie nie zostaje zerwane, ponieważ jest to niemożliwe, ale jest to dokładnie tak odbierane. W tym samym czasie budzi się także energia kundalini, powoli odblokowują się czakry. Rozłąka jest nieznośna, powoduje fizyczny ból, zaś cierpienie duszy jest nie do zniesienia. Gdy goniący zrozumie, że musi się zająć sobą i swoim życiem, objawy powoli ustępują. Przestaje gonić Runnera, co z kolei powoduje, że ten jest zdziwiony i nie do końca wie, co się dzieje. Nagle już nie czuje takiej adoracji, wsparcia, miłości i… zaczyna tęsknić oraz sam zabiegać o kontakt. Mimo że dalej się boi swoich uczuć i połączenia, tęsknota stopniowo wygrywa i uciekający zaczyna się powoli zbliżać, co z kolei dziwi goniącego. Jak to, ja odpuściłem, a on akurat teraz coś ode mnie chce? To jakiś żart? Paradoksalnie, Runnerzy to osoby przeważnie po wielkim zranieniu i z wielkim strachem przed uczuciem, a jednocześnie potrzebujące tego ciepła bardzo mocno. Cały proces bliźniaczych płomieni stawia ich przed uczuciem, którego nie ominą swoimi standardowymi sztuczkami. I, o ile goniący bardziej przeżywa przebudzenie duchowe, o tyle uciekający wchodzi na ścieżkę poznania siebie i powrotu do serca i swojej uczuciowości. Niestety dla Runnerów, przeżywają oni czarną noc duszy o wiele dłużej niż goniący, z tego względu, że nie mają tak bliskiego kontaktu ze swoimi uczuciami jak goniący, plus ich wewnętrzne blokady nie pozwalają im się otworzyć i zaakceptować uczucia, które się pojawiło. W ignorowaniu odzewu duszy i serca bywają mistrzami, ale dzięki temu są lepiej przystosowani do życia, nie są tak emocjonalni, jak Chaserzy. W momencie, gdy goniący uzdrowi swoje rany, sytuacja się odwraca i to on zaczyna uciekać przed dotychczasowym uciekającym. I tak w kółko, dopóki Runner nie uzdrowi swoich ran, na zmianę przyciągają się i odpychają.

Cały proces tzw. jednoczenia dwóch płomieni może trwać kilka miesięcy, a równie dobrze kilka lat, w zależności od tego czy i jak obydwoje będą nad sobą pracować. Zwróć uwagę, że jesteście zależni od drugiej osoby – czy wam się to podoba, czy nie. Poza rewolucją w sercu i duszy, trzeba przecież prowadzić zwykłe, ludzkie życie, chociażby pracować – zdecydowanie nie jest to łatwe zadanie, kiedy budzi się energia i zaczynają się pojawiać objawy w ciele. Możesz chodzić po lekarzach, a oni nic nie znajdą, ponieważ nie mają pojęcia, że przyczyną są zachodzące zmiany energetyczne. Spróbuj wytrzymać i nie panikować, a z czasem samo zacznie przechodzić.

Jeżeli podejrzewasz, że właśnie na twojej ścieżce życia pojawił się bliźniaczy płomień, poniżej lista „symptomów”, które mogą Ci pomóc w weryfikacji:

1.Wzajemne przyciąganie

Ewidentnie was do Siebie ciągnie. Często jest to bardzo nieświadome. Piszecie do siebie albo dzwonicie (dodajmy w tym samym momencie), bezwiednie siadacie zawsze obok siebie albo naprzeciwko, żeby mieć kontakt wzrokowy. Podświadomie szukacie pretekstu, żeby nawiązać kontakt albo się odezwać. I oczywiście nie możecie się pozbyć tej drugiej osoby z głowy.

2. Mowa ciała

To jest prawdziwy hit, ponieważ goniący widzi każdy najmniejszy gest uciekającego, który nie jest kompletnie świadom tego, co robi. Mało tego. Ludzie, którzy patrzą na was z boku, także widzą, że coś jest na rzeczy i że przyciągacie się jak magnesy, macie podobne ruchy albo mimikę twarzy, które świadczą o głębokim uczuciu, zaś wy kompletnie nie możecie nad tym zapanować. Wchodzą w to ruchy rąk, ciepły wzrok, pochylanie się w swoją stronę, bezwiednie zbliżanie się albo stawanie gdzieś w pobliżu na tzw. „wyciągnięcie ręki”. Gapienie się jak sroka w gnat albo słuchanie samego głosu – niekoniecznie istotne jest, co druga osoba mówi, ważne żeby mówiła. Postronne osoby bardzo często widzą i czują, jak energia między wami skacze, pulsuje, wzrasta. Zdarza się, że mają z tego niezły ubaw obserwując, jak usilnie próbujecie nad sobą zapanować, a zupełnie wam to nie wychodzi albo kompletnie nie jesteście świadomi, jakie sygnały wysyłacie (gorzej, jeżeli jesteście w związku z kimś innym – wtedy zazdrość rośnie do poziomu high). Bardzo często, szczególnie w fazie przebudzenia robi się tak gorąco, że nie można tego wytrzymać np. ja z moim bliźniakiem pewnego listopadowego wieczora siedzieliśmy w krótkich rękawkach, przy dwóch otwartych oknach, wiatraku i włączonym na 12 stopni klimatyzatorze. Z perspektywy czasu, dziwię się, że nic w pokoju nie zaczęło nam latać.

Z czasem gesty i mimika stają się bardziej świadome i łatwiej jest nad tym panować, ale oczy zawsze zostają – ciepłe, błyszczące jak słońce w środku lata – czy chcesz czy nie, tego nie zmienisz. Ciekawa jest też reakcja po dłuższej rozłące. Energia ponownie idzie w górę, zaś od ciała idzie miłość i blask nieopisanej radości, którego nie można niczym zatuszować. Tak, można się od tego uzależnić.

3. Aktywna telepatia i synchroniczność

Jest to coś cudownego i z początku nie do uwierzenia. Trochę przypomina czytanie w myślach, jednak tamto ma miejsce, gdy jesteście blisko siebie, telepatia zaś działa na odległość. I nie ma kompletnie żadnego znaczenia czy dzieli was 20 czy 20 tysięcy kilometrów. W dodatku jest aktywna, więc nie można za bardzo jej wyłączyć. Można to testować na różne sposoby np. wysyłając myśl pt. ”ubierz się dzisiaj w to i tamto” a potem obserwować ze zdumieniem, że druga osoba to odebrała. Mało tego – ubrała się dokładnie tak, jak mówiliście! Możecie również spotykać się w snach. To opcja dla zaawansowanych, którzy mają opanowane świadome śnienie.

Synchroniczność również jest na zaawansowanym poziomie. Piszecie do siebie w tym samym momencie, myślicie. Wyciągasz coś, czego akurat druga osoba potrzebuje, choć nie wiesz zupełnie skąd to masz np. w torbie. Plus znaki – piosenki, które mają ci przypominać (jakby w ogóle dało się zapomnieć…), słowa, reklamy, imiona. Cały świat do ciebie krzyczy, nie ma gdzie uciec i się schować. Z czasem zaczyna być to nawet zabawne, ale na początku jesteś święcie przekonany, że zwariowałeś. W dodatku ludzie nie są żadną pomocą – uważają dokładnie to samo. Ktoś, kto tego nie doświadczył na własnej skórze, nie jest w stanie tego zrozumieć, więc zupełnie nie przejmuj się opinią otoczenia.

4. Współodczuwanie

Osobiście obserwuję i badam to zjawisko dosyć dogłębnie. Bliźniacze dusze bezbłędnie wyczuwają swoje nastroje. Nawet na odległość. Ponadto, zwykle reagują. Mogą mieć ochotę napisać tej osobie, żeby np. mniej pracowała albo już przestała pić, bo zdecydowanie wystarczy, mimo że są daleko od siebie. Goniący odczuwa na początku o wiele mocniej, dlatego tak bardzo chce pomóc uciekającemu w ukojeniu jego bólu. Jakby tego było mało, odczuwają również swoje fizyczne dolegliwości. Nie wiem, ile razy miałam problem, żeby odróżnić co jest moje, a co jego. Ale zgadzało się wszystko, bóle w tym samym miejscu i czasie. Taki mały minus bycia połączonym, który motywuje i jedno, i drugie do dbania o siebie, bo w innym przypadku nie będzie zbyt wesoło. Dodajmy jeszcze do tego maksymalne poczucie bliskości czyjejś osoby. Może się zdarzyć, że będziesz namacalnie czuć jak cię przytula albo dotyka, jakby był tuż obok. Identyczny mechanizm działa, gdy jedna osoba łączy się seksualnie w energii. Druga też może nagle zacząć mieć podobne odczucia, a czasem nawet czuć wyraźny dotyk na ciele. Dotyk partnera twojego bliźniaka dodajmy, co już jest opcją najgorszą z możliwych. Wkraczać do czyjegoś łóżka i nie móc się odłączyć. Z drugiej strony, jako że połączenie między wami jest tak silne – możliwe jest seksualne łączenie się w energii na odległość. Nie musicie się łączyć ciałami, żeby odczuwać przyjemność, czy nawet wielokrotne orgazmy.

5. Czytanie w myślach

W skrócie, polega to na tym, że patrzysz na tę osobę i wiesz. Po prostu. Co myśli, co zaraz powie, jakiego słowa jej brakuje. Bardzo często mówicie to samo w tym samym momencie i nie są to tylko pojedyncze słowa ale całe zdania, a nawet wypowiedzi. Podajesz kubek zanim poprosi. Otwierasz drzwi kiedy akurat się do nich zbliża. Wchodzisz w słowo mówiąc dokładnie to samo itp itd.

6. Wizje

Będąc obok tej osoby albo patrząc jej w oczy, bezwiednie zaczynasz mieć wizje z przeszłych żyć – jak się spotkaliście po raz pierwszy, odłączyliście od źródła albo na co się umówiliście, schodząc tutaj obecnie. Odczuwalne jest to w ciele, jakbyś „wtapiał” się w człowieka, który jest obok i widział wszystko jego oczami lub oglądał film z waszej wspólnej przeszłości na przestrzeni całego istnienia. Bardzo mocne doznanie, szczególnie dla osób, które do tej pory nie miały w ogóle do czynienia z jakąkolwiek duchowością.

7. Uzupełnienie i dopasowanie

Jako, że reprezentujecie dwie przeciwstawne energie, które się uzupełniają, cechy które są u ciebie bardzo mocne, u drugiej osoby będą słabe i na odwrót. Jest tak po to, żebyście mogli się od siebie nawzajem uczyć, wspierać. Wspólna praca nad czymś, zawsze jest bardzo owocna i bywa, że ludzie zmieniają się w tempie ekspresowym. Zaś potem, patrząc z perspektywy czasu np. roku, ze zdziwieniem odkrywasz, że jesteś zupełnie innym człowiekiem, jakby ktoś cię podmienił.

8. Przyciąganie i odpychanie

Klasyczny schemat, który został opisany powyżej. Jedna osoba goni, druga ucieka i tak w kółko, dopóki oboje nie przepracują swoich traum. Ku własnemu zdziwieniu, w pewnym momencie goniący zaczyna uciekać przed Runnerem, ponieważ nie wytrzymuje albo zwyczajnie nie chce czuć jego emocji i problemów, tym bardziej kiedy ma już przepracowane swoje. Przyciąga was uczucie, a odpycha lęk i ból, który przeważnie nieświadomie zadajecie sobie nawzajem. A potem i tak wracacie i karuzela się kręci.

9. Wybaczanie, rany cięte i szarpane

Cokolwiek ta osoba by ci nie zrobiła, zawsze jej wybaczysz, prędzej czy później. Tyle razy, ile cię zrani, tyle samo zostanie jej wybaczone, bo inaczej się nie da, po prostu. Tak samo, tyle razy ile cię zepchnie w otchłań bólu i rozpaczy, tyle samo razy cię stamtąd wyciągnie. Żeby było śmieszniej, z perspektywy czasu jeszcze będziesz jej za to wdzięczny. Dlaczego? Każda rana zadana przez bliźniaka służy rozwojowi – twojemu albo jego albo obopólnemu. Nie wchodzi tu w grę ani przemoc, ani tym bardziej agresja. Bliźniak nigdy celowo i z premedytacją cię nie skrzywdzi ani fizycznie ani psychiczne. Przyczyną tego jest rozwinięte współodczuwanie. Krzywdząc ciebie, krzywdzi też siebie. Jeżeli rani cię świadomie, to wiedz, że ma za tym jakiś cel. Przeważnie twoje dobro i rozwój, choć z twojej perspektywy może to wyglądać zupełnie inaczej. Jest to koronkowa robota, bowiem trzeba umieć wyczuć granice wytrzymałości obydwu stron, w innym wypadku oboje będziecie się zwijać z ogromnego bólu.

10. Samotność

Bardzo często zdarza się, że przed spotkaniem oboje byliście samotni, oddzieleni od swoich dusz i swojego serca, zaś celem jest powrót do waszego prawdziwego ja.

11. Tęsknota i dom

Gdy się spotkacie, zaczynacie odczuwać tęsknotę wielorakiego rodzaju. Z jednej strony za tą osobą, ale już w pełni świadomie. Z drugiej za domem, z którego pochodzicie i gdzie razem przebywacie połączeni. Z trzeciej coś się zmienia – nie tęsknicie już za wyimaginowaną osobą, żyjącą tylko w waszej głowie. Gdy zaczynacie się do siebie zbliżać, tęsknota za nią mija, następuje wypełnienie tej pustki, o której wszyscy tak często i gęsto piszą, za tą drugą połówką jabłka.

12. Identyczność

Na najgłębszej warstwie jesteście tacy sami. Przeważnie macie taki sam albo podobny zawód, tak samo odbieracie świat, wyznajecie podobne wartości i ideały. Dotyczy to również pasji i hobby, a także wyboru partnerów życiowych, urządzenia mieszkania itp. Jeżeli jedna osoba jest uzdolniona w jakieś dziedzinie, to druga również, ponieważ jesteście tacy sami, więc niemożliwa jest sytuacja, że jedno jest gorsze od drugiego. To samo dotyczy sfery duchowej. Jeżeli ty jesteś jasnowidzący, to druga osoba również będzie posiadać taką cechę.

13. Wiedza o sobie nawzajem

Jest to coś, co ma swoje plusy i minusy. Plusem jest, że jest to jedyna osoba na świecie, która zna każdy twój kąt i zakamarek, dzięki czemu może ci pomóc coś uzdrowić, przerobić albo uświadomić. Powszechnym zjawiskiem jest, że słuchacie bardzo uważnie, co wasz bliźniak do was mówi i wiecie, kiedy uderza w sedno. Mimo, że może was to wkurzać albo boleć, jednak nie ma opcji, że się wyłączacie, jeżeli mówi coś ważnego. Może wam dać wskazówki, gdzie iść, co zrobić, na czym się skupić. Minusem jest – no właśnie, dokładnie to samo, czyli wiedza. Na początku ciężko jest się pogodzić z tym, że ktoś widzi i wie wszystko, że nie idzie niczego ukryć. Przyczyna jest prosta. Każdy ma swój cień – coś czego się wstydzi, co ukrywa przed innymi. Tutaj takiej opcji nie ma, więc daje to potężnego kopa do zmiany.

Więcej info znajdziesz tutaj:

http://twin-flames.crazylife.pl/2014/02/20/aspekty-duchowego-polaczenia-u-blizniaczych-plomieni/

Jeżeli na podstawie powyższej listy stwierdzasz, że tak, hurra, spotkałem moją bliźniaczą duszę, to poniżej rady, jak sobie poradzić, będąc w procesie zmian:

Rady dla goniącego:

Najprościej byłoby napisać: „człowieku, odpuść sobie i zajmij się swoim życiem”, ale zdecydowanie tak to nie działa, więc cierp na zdrowie. Paradoksalnie, choć ciężko w to uwierzyć, znajdujesz się w lepszym położeniu, ponieważ jako pierwszy zaczynasz się zmieniać i pracować nad sobą. Po drugie, również jako pierwszy dochodzisz, co i jak oraz co was łączy. Twoim największym problemem jest nieopanowana chęć, a wręcz przymus zagłaskania drugiej osoby na śmierć z miłości. Jak już wiesz, zupełnie nie tędy droga. Poza przepracowaniem własnych traum i programów, twoje zadanie w tej relacji jest bardziej rozbudowane niż Runnera. Przede wszystkim masz nauczyć się równowagi, zająć swoim życiem, niezależnie od tego, czy ta druga osoba w nim będzie, czy nie. Wiem, trudne zadanie, sama przez to przeszłam. Niestety, to nie wszystko. Kolejnym krokiem jest nauczenie się stawiania własnych granic. To trochę jak z dzieckiem. Odpychasz je, wiedząc, że to dobre zarówno dla niego, jak i dla ciebie, oraz że więcej się wtedy nauczy. Spróbuj też spojrzeć, jak to wygląda z jego perspektywy – on kompletnie nie wie, o co ci chodzi. Mało tego, czuje się przyparty do muru, a nawet dręczony psychicznie. Wyobraź sobie, że ktoś do ciebie non stop pisze albo dzwoni – nawet bardzo cierpliwemu człowiekowi prędzej czy później ta cierpliwość się skończy. Jeżeli normalny człowiek potrzebuje wolności i samotności, to uciekający potrzebuje jej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy więcej. Miej też w pamięci, że kontakt z tobą jest dla niego bardziej bolesny niż przyjemny, czyli kompletnie na odwrót niż dla ciebie. I choćby nie wiem, jak cię kusiło, to odłóż telefon, wyłącz facebooka, zajmij myśli czymś innym. Idź się przewietrzyć, dobrze ci to zrobi. Bliźniakowi zresztą też. Jeżeli już tak bardzo potrzebujesz coś zrobić, to po prostu ciepło o nim myśl i wysyłaj swoją energię, ale nic więcej. Weź również pod uwagę, że to co cię kręci w tym połączeniu i daje kopa do zmian i pracy nad sobą, w przypadku Runnera działa dokładnie na odwrót, za to dokładnie z taką samą intensywnością.

Nie bój się też tupnąć nogą albo pokazać, że tak, kochasz, ale też wymagasz pewnych rzeczy. Pewnie, że maślane oczy i energia, która idzie od drugiej osoby powala na kolana i się złamiesz, nie raz i nie dwa, i nawet nie trzy. Jednak celem jest osiągnięcie momentu, w którym nie będzie to robiło takiego wrażenia i wolisz kogoś skrzywdzić niż dać skrzywdzić siebie. Pozwól mu uciec jak najdalej da radę i obserwuj, co się będzie działo. A będzie, to masz jak w banku. Wtedy u drugiej osoby uruchamia się proces pracy nad sobą. Działa to trochę jak mały szantaż: „nie dam ci tego czego chcesz, bo nie chcę cię takiego nieprzepracowanego i nieświadomego”, więc druga osoba podświadomie zaczyna reagować na takie komunikaty. Dlaczego? Ponieważ jakby na to nie patrząc, też cię kocha najbardziej na świecie, więc tracąc nazwijmy to ”adorację” zaczyna się zastanawiać, co się stało, że jest inaczej. A nawet, jeśli nie myśli i nie analizuje, to czuje, że coś się zmieniło i zaczyna jej tego brakować. I tutaj zaczyna się twoja nowa rola. Możesz w jego procesie pomóc, przyspieszyć go (poprzez stawianie wymagań i granic oraz odsuwanie się) albo go zwolnić (polecieć w jego ramiona z radością i łudzić się, że mu to pomoże). Wybór należy do ciebie, spoczywa na tobie duża odpowiedzialność. Nie zapominaj, że przed zejściem tu na ziemię, wasze dusze się tak umówiły i że ta druga zaufała ci bezgranicznie, powierzając ci swoje losy całkowicie, ufając, że jej pomożesz w tym życiu. To jest przyczyna, dla której to ty jesteś goniącym. Masz w sobie tyle miłości, że wystarczy, żeby to wszystko pociągnąć, choć będzie boleć i nie raz zwątpisz w sens tego wszystkiego. Ale spokojnie, nagroda za tę ciężką pracę jest tego warta. Spróbuj także, o ile to możliwe – wyczuć moment, kiedy druga osoba będzie gotowa, żeby się dowiedzieć, co się z nią dzieje. Szansa, że nie będzie miała ochoty wsiąść w rakietę i nie wrócić, jest co prawda bardzo mała, ale przynajmniej dostanie coś innego – samoświadomość, co się z nią dzieje i jakie są tego przyczyny. I powtarzaj sobie wciąż: „cierpliwość, tylko cierpliwość może mnie uratować.”

Rady dla uciekającego:

Kochany Runnerze, jesteś trochę jak dziecko błądzące we mgle, które wie i czuje, że coś się dzieje, ale nie wie, po co i dlaczego. Nawet zbytnio się nad tym nie zastanawiasz, gdyż nie masz kontaktu z własnym sercem albo wypierasz to, co czujesz z obawy przed masą różnych rzeczy. Wiem, że jest ci trudno dotrzeć do własnych emocji, jeszcze gorzej przyznać się samemu przed sobą, a już przed kimś to w ogóle, że się panicznie boisz pokazać, jacy naprawdę jesteściw. Patrzysz na goniącego jak na wariata, którzy coś od ciebie chce, zupełnie nie wiadomo, dlaczego i tak w ogóle, to po co zawraca ci głowę. Plus mówisz, że nic nie czujesz, nie widzisz, zaprzeczasz, albo, co gorsza, wmawiasz, że goniący coś sobie ubzdurał. Zanim to zrobisz, spróbuj przeanalizować w sobie, co ta osoba do ciebie mówi, albo chociaż dopytaj, o co chodzi i jak ona to widzi. Gdy osoba, którą kochasz najbardziej na świecie uważa, że kłamiesz albo zwariowałeś – rani to bardzo mocno. Jest to dla Chasera oczywiste, że jest to dla ciebie niewyobrażalnie trudne, żeby się przełamać w czymkolwiek albo wyjść ze swojego igloo, które było budowane latami, jak nie wiekami. Nie mówiąc już o wyjściu z jakąkolwiek inicjatywą, wolisz już pracować 24/7 niż się odważyć, ba!, nawet pomyśleć o czymkolwiek, jakimkolwiek kroku w kierunku Chasera. Spróbuj jednak okazać choć trochę uczucia. Wysłać głupią wiadomość, np. „myślę o Tobie” albo przytulić, jak człowiek człowieka. Chaser czeka jak spragniony beduin na pustyni na jakikolwiek gest, nawet na coś tak głupiego, jak informacja, że czyjeś zachowanie cię zabolało albo się cieszysz bo to znaczy, że jednak coś czujesz, wbrew temu co pokazujesz na zewnątrz. Jeżeli zaś to też cię przerasta, ale jesteś świadomy, co się z tobą dzieje, to możesz spróbować zrobić to mentalnie. Myśląc o tej osobie, wysyłając jej myśli typu „przepraszam, ale nie jestem gotów”. Jest to metoda, która nie wymaga bezpośredniego kontaktu, na tyle bezpieczna, że nie obciąża cię psychicznie, a może przynieść obydwojgu ulgę. Spokojnie możecie się komunikować na poziomie energetycznym i mentalnym. Nie ma możliwości, żeby uciekający nie odebrał komunikatu. Za bardzo na niego czeka.

Najważniejszą jednak radą jest, abyś spróbował przeżywać swoją ucieczkę bardziej świadomie. Zastanowić się, czemu postępujesz tak, a nie inaczej, co tobą kieruje, przed czym tak naprawdę uciekasz. Biegnąc, a czasem nawet lecąc, spróbuj rozejrzeć się wokół, co mijasz i co się dzieje. W ten sposób możesz pogodzić ze sobą dwie rzeczy. Dalej uciekasz, więc się nie boisz, ale też zaczynasz powoli coś rozumieć. A wtedy być może odczujesz potrzebę zwolnienia albo nawet zatrzymania. Pamiętaj też, że goniący jest tak naprawdę tylko twoim lustrem, które pokazuje to, z czym masz problem. Na takiej samej zasadzie jak ty jemu. Jeżeli ogarnia cię czyste przerażenie na samą myśl, to przynajmniej spróbuj dojść, o co tak naprawdę chodzi i co to lustro ci pokazuje, co za lekcję do odrobienia. Postaraj się nie traktować tego personalnie, miej gdzieś w pamięci, że to, co widzisz w bliźniaku i co powoduje twój wewnętrzny ból i lęk, tak naprawdę jest w tobie i jest twoje. To nie bliźniak daje ci swoje problemy. Wyciąga ci na wierzch twoje własne, żebyś ujrzał, co masz do przepracowania. Pamiętaj też, że choć się boisz, to oto masz przed sobą osobę, która zawsze będzie przy tobie i stanie za tobą murem, cokolwiek by się nie działo, czegokolwiek byś nie zrobił – ona zawsze będzie. Bo kocha bezgranicznie, a jeśli rani, to tylko i wyłącznie dla twojego dobra i przeżywa dokładnie ten sam ból, co ty. Oczywiście ma momenty, kiedy najchętniej by cię walnęła porządną cegłą w łeb, żeby cokolwiek dotarło, ale nie robi tego tylko dlatego, że wie, że ją to zaboli równie mocno. Wiadomo, że nie wiesz, czemu ta osoba jest tak uparta i się zaparła akurat na ciebie, ale uwierz mi, że ona bardzo dobrze wie. Jeżeli tylko otworzysz się choć trochę na to połączenie, przeżyjesz coś, czego żadne słowa nie są w stanie opisać. A może nawet zapragniesz więcej?

I jednym i drugim życzę powodzenia, a już najbardziej wytrwałości i cierpliwości.

Dlaczego ludzie tak się zachwycają tym połączeniem? Sama nie wiem. A tak szczerze, to mimo wszystko, jest to fantastyczne doświadczenie. Mimo bólu, cierpienia, walki z samym sobą, przekraczania własnych granic. Proces poznawania siebie samego, odkrywania, że ktoś wreszcie ma tak samo jak ty, jakkolwiek dziwne i głupie by to nie było, jest bezcenne. Uczucie, kiedy bierzesz telefon do ręki i widzisz, że ta osoba właśnie do ciebie pisze. Albo zwijasz się z bólu, modląc się o cud i właśnie dostajesz idealną wiadomość, która sprawia, że od razu ci lżej. Takie samo pokręcone poczucie humoru. Po ciężkiej pracy zyskujesz osobę, która zna cię od zawsze, każdy twój kąt i zakamarek, a mimo to akceptuje cię takiego, jakim jesteś; na którą możesz liczyć niezależnie od tego, co by się nie działo. Której nie musisz tłumaczyć, bo wszystko jest jasne. Która cię kochała i kocha forever and ever, która nigdy nie zniknie, ponieważ jesteście na stale połączeni. Momentami żyjesz na takim haju, zarówno pozytywnym i negatywnym, że żadne używki ci czegoś takiego nie dostarczą w tak czystej postaci. Plus masa żartów i zabawy, wzajemnych psikusów i docinania, wypominania sobie rzeczy z poprzednich żyć i kupa śmiechu. Dokładnie tego, czego zawsze ci tak bardzo brakowało.”

Autor: Katarzyna Kruk – Nowak
W razie pytań piszcie na: wiedzmakruk@gmail.com
Źródła:
http://www.wrozenieonline.pl/rozwoj-duchowy/blizniacze-dusze-moc-wiecznej-milosci
vismaya-maitreya.pl/
http://twin-flames.crazylife.pl/
http://twinflame.blog.onet.pl/

Dla introwertyków i nieśmiałych: najpotężniejszy sekret relacji międzyludzkich

Dla introwertyków i nieśmiałych: najpotężniejszy sekret relacji międzyludzkich

introwertyzm i nieśmiałośćZacznę od razu, bez zbędnego pierdolenia. Proszę byście korzystając z tych porad, nieśli ludziom światłość i radość, zamiast ciemność i ból. Wielu z Was czytających te słowa nie zdaje sobie sprawy, w jak wielkim piekle żyją ludzie.

Pierwsza najważniejsza tajemnica relacji międzyludzkich to ekstrawertyzm, śmiałość i pewność siebie. Większość ziemskich drzwi otwierają te trzy cechy. W sieci aż roi się od poradników jak stać się takim pewnym siebie ekstrawertykiem. Wszystkie podręczniki podrywu i uwodzenia można podsumować zaledwie dwoma słowami: „bądź ekstrawertykiem„.

No nad tym nie ma dyskusji. Dzisiejszy świat kapitalistycznego niewolnictwa bardzo ceni sobie improwizację i ściemę nazywaną ekstrawertyzmem. Kiedyś jeszcze przed wojną nie używano słowa ekstrawertyzm. Cechę tę nazywano niepejoratywnym określeniem: „krasomówstwo„. Miało ono raczej negatywny wydźwięk. Kojarzono je z z różnym nieciekawym elementem społecznym: ze złodziejaszkami, oszustami matrymonialnymi, cyganami, cyrkowcami, ulicznymi grajkami itp. Dziś w dobie korporacji i small-talków krasomówstwo urosło do jedynej akceptowalnej normy społecznej. W końcu rdzeń gospodarki przestawiono na nieustanne i niekończące sprzedawanie ludziom różnych gówien, których nie potrzebują, i które psują się bardzo szybko. A to wymaga super-ekstrawertyzmu.

Ekstrawertyków jest w społeczeństwie mniejszość, a przypuśćmy że Ty jesteś introwertykiem lub wręcz neurotykiem. I w tym momencie wszelkie coachingi, podręczniki podrywu, rozwoje osobiste, tezy mistrzów new age są nieskuteczne. Dlaczego ryzykuję tak skrajną i odważną tezę? Już tłumaczę. Coachingi, rozwój osobisty, a także o dziwo książki mistrzów new age (Osho itp) pisane są dla tych, którzy jakiś sukces już osiągnęli. Ale albo chcą mieć jeszcze więcej, albo delikatnie powinęła im się noga. Wtedy rozwiązań jest od groma.

Ale gdy jesteś na samym życiowym dnie i potrzebujesz zmiany systemowej – wtedy praktycznie znikąd nie ma pomocy. Nie pomoże Ci ani Mateusz Grzesiak, ani guru podrywania, ani Osho ani Tolle. Ich rady zwyczajnie nie zadziałają. Jest naprawdę niewiele systemów przygotowanych na zaczynanie od samego zera, po przeżyciu wewnętrznego umierania. Autorzy takich systemów to: Vadim Zeland, Dymitr Wereszczagin, mogą pomóc także: Joe Vitale i Franz Bardon.

Zaś o klasycznej, akademickiej psychologii zapomnij zupełnie. Płacisz tam kilka lat za rezultat który nie nadchodzi lub jest niewielki. Wielu psychologów mówi wprost – terapia trwa do końca życia. Niczym leczenie przez koncerny farmaceutyczne. I farmaceutyka i akademicka psychologia jest kontrolowana przez tych samych ludzi. Przez zawładniętych doktryną materializmu „jajogłowych„.

Dobrze, przypuśćmy że jednak jesteś tym introwertykiem, tak jak wielu. I przypuśćmy, że jak większość masz jakieś traumy, lęki, zahamowania. I co robić? Jak żyć, premierze? Od razu napiszę, że walka ze sobą i zmienianie siebie w sensie stricte jest bez sensu. To gwałt zadany własnej osobie. Dusza tego nie rozumie, chowa się, zamyka w sobie, marnieje, bo jest tłamszona i zmuszona do bycia w niezgodzie ze sobą. Nawet ja pisząc czasami słowa: „możesz zmienić tylko siebie, a nie świat” nie mam na myśli siłowego zmieniania siebie.

Nie zmienisz swojej nieśmiałości ani swojego introwertyzmu, jeśli będziesz to robił na siłę. Co możesz zrobić? Trzeba działać niejako naokoło, wprowadzić konia trojańskiego do systemu. Postępowanie z podświadomością to jak przekonywanie pięciotonowego słonia z zawiązanymi oczami, by bezpiecznie opuścił skład porcelany. Otóż nie walcz ze swoimi cechami, przestań ich nienawidzić. Jeśli będziesz walczyć z nieśmiałością i za wszelką cenę próbować ją ukryć – to ona nasili się jeszcze bardziej i będzie jeszcze bardziej widoczna.

Każda cecha negatywna ma swój pozytywny odpowiednik, swoją pozytywną stronę. Ekstrawertycy i ludzie śmiali najczęściej są egoistami, mówią tylko o sobie i nie umieją słuchać. Introwertycy i nieśmiali odwrotnie – mają oni niesamowitą umiejętność słuchania. W dobie gdy każdy mówi o sobie i gdy każdy interesuje się sobą, dobry i uważny słuchacz jest na wagę złota. Ja umiem słuchać. Ta umiejętność pozwoliła mi poznać świat od tej drugiej, zakazanej i skrzętnie ukrywanej strony.

Dzięki niej poznałem życie społeczne od kulis. Poznałem je od tej ukrywanej i niezmiernie mrocznej strony. Dlatego teraz nie uwierzę w nic, zupełnie w nic. Ani w historie sukcesu i sielanki opowiadane na rodzinnych spotkaniach, ani ociekającą lukrem i spełnieniem aurę facebookowych profili. Wiem dobrze że za tą iluzją bardzo często kryje się trauma bądź życiowa tragedia. I wcale nie tak rzadko -zbrodnia. Te doświadczenia były jednym z kamieni milowych mojego rozwoju. Poznałem najbardziej ukrywany sekret purytańskiego społeczeństwa, sekret za który ludzie gotowi są tłuc po mordzie lub wręcz zabić. Sekret tego, że żadna powszechnie lansowana recepta na życie nie działa.

Osoba nieśmiała może więc umiejętność paplania o niczym zastąpić umiejętnością, której światu rozpaczliwie brakuje – umiejętnością słuchania. Jednak musi ona łączyć się z kilkoma cechami. Musisz być dyskretny. I najważniejsze – nie możesz oceniać, osądzać. Wykazuj empatię zamiast potępiać. Wszyscy jesteśmy jednakowo ofiarami tego beznamiętnego i olewczego ziemskiego systemu. A już hołdowanie purytanizmowi, konserwatyzmowi obyczajowemu, czy „prawilniactwu” (zasadom dresiarsko-kibolsko-gangsterskim) uważam za naprawdę kurewsko ciężkie przegięcie. No ja pierdolę.. Jakiś żyd 2000 lat temu czy arab 1600 lat temu ustanowił twarde konserwatywne zasady by trzymać za mordę ówczesny nieokrzesany motłoch.. A Ty w to wierzysz?! Naprawdę? To my jesteśmy Słowianami XXI wieku, czy semitami znad Jordanu sprzed tysięcy lat?

Odpuść sobie te tradycyjne zasady sprzed setek lat, bo dziś, w dobie systemowej zapaści nie mają one już żadnego zastosowania. Chyba każdy mniej lub bardziej świadomie wie, że to po prostu nie działa. Jednak dalej robimy dobrą minę do złej gry i w towarzystwie chętnie przyznajemy że te wartości cenimy. A gdy nikt nie patrzy, robimy zupełnie co innego. No i przy wyznawaniu takich wartości znęcasz się nad swoją duszą jak oszalałe bydlę. Dusza z natury jest radosna, dziecinna, liberalna, bez ograniczeń. Poza tym, konserwatyzm i purytanizm jest jednym z głównych „diabłów” czających się w czeluściach męskiej psychiki i blokujących rozwój.

Jeśli oceniasz, osądzasz, potępiasz, obrażasz – nigdy nie zobaczysz więcej niż to, co ludzie kłamią oficjalnie. Czy to w pracy, czy na facebooku, czy na rodzinnych spotkaniach. Ludzie będą to wyczuwali i będą się zwyczajnie bać mówić Ci prawdę. Prawda o tym że miało się traumę, że zbłądziło się, że chorowało się, że przyszło niespełnienie i rozgoryczenie – nie jest pożądana i jest przez ludzi skrzętnie ukrywana. Jeśli masz kobietę i jeśli jeszcze nie pozbyłeś się tych brzydkich, samczych cech, to ona się będzie Ciebie zwyczajnie bała.

Nie dowiesz się wielu rzeczy – np jakich urozmaiceń w seksie lubi, lub ilu partnerów miała. Będziesz miał to, co sam wyrzygujesz światu – konserwatywny seks w pozycji na kłodę, bo ona będzie bała posądzenia o niemoralność. Bo to, co dajesz światu, to otrzymujesz – w takiej lub innej formie. A urozmaicenia ona zachowa dla kochanka – otwartego, nie konserwatywnego i unikającego osądzania i potępiania. To kolejna życiowa prawda, ukrywana tak bardzo, że za jej wypowiedzenie można wręcz dostać w mordę od oburzonego „prawilniaka„.

Co mogą zrobić jeszcze ludzie nieśmiali? Wykorzystać następujące fakty:
-ludzie żyją w swoim własnym więzieniu umysłu. Twoje wady jak i Twoje zalety są dla nich na odległych miejscach, na miejscu pierwszym są dla nich oni. Wady wyśmiewają wtedy jeśli tworzysz wokół tych wad negatywną polaryzację. Czyli wtedy gdy ich nie lubisz lub próbujesz je za wszelką cenę ukryć;
-ludzie paplają o niczym, mówią głównie o sobie, interesują się sobą, nie umieją słuchać, potępiają i osądzają;

Jedną z najpotężniejszych technik wpływu na innych, którą mogą od razu zastosować nieśmiali i introwertycy, jest skierowanie uwagi z siebie na innych. Zamiast szarpać się z sobą i z całym światem, wprowadź konia trojańskiego do systemu. Pozwól drugiemu człowiekowi się wygadać. Zapytaj go o jego emocje, odczucia, przeżycia. Ale także o obawy, lęki, przemyślenia, wnioski. O to, co go ciekawi, wzrusza, oburza. Daj drugiemu człowiekowi swoją uwagę i zaspokój poczucie jego ważności. Czego bowiem ludzie oczekują od partnera – czy to w rozmowie, czy w dowolnej innej relacji?

Oczekują od niego dowartościowania, potwierdzenia swojej ważności. Potem wygadania się. Chcą potwierdzenia tych słów: podobam się, wywołuję zainteresowanie, coś znaczę, jestem szanowany, nie jestem gorszy niż inni, jestem doceniony. Wcale nie trzeba prawić wielu komplementów i innych kalumni, choć nie zaszkodzi od czasu do czasu, z umiarem. Jeśli będziesz próbował zainteresować innych swoją osobą – to niewiele z tego wyjdzie. Z tej prostej przyczyny, że drugi człowiek jest po prostu zainteresowany samym sobą. Bardzo hardcorowo wygląda to na przykład na randkach. Kobiety mogą opowiedzieć wiele historii, jak facet cała randkę opowiadał o sobie, o swoim nudnych dla niej hobby (wiadomo, samochody, sport itp). Czy próbował zaimponować jej swoim statusem – nie tylko finansowym.

Nie ma na takich randkach przepływu energii, tej magicznej polaryzacji, więc kobiety się nudzą i nie decydują na kolejne spotkanie. A wystarczy tylko zwrócić uwagę na emocje kobiety, dać się jej wygadać, i odpowiednio te emocje wzmagać. Jeśli zaspokoisz potrzebę ważności człowieka, to przymknie on oko na Twoje wady. Każdy chce tylko mówić o sobie, każdy chce zaistnieć. Inaczej: każdy chce brać, najczęściej nic od siebie nie dając. Więc jeśli Ty dasz takiemu człowiekowi trochę swojego zainteresowania, a więc swojej energii – otrzymasz jeszcze więcej. Jest to trochę paradoksalne, ale na głębszym, ezoterycznym poziomie – bardzo logiczne.

Jest to jedna z większych tajemnic i jednocześnie konspiracji psychologii. Ukrywany jest ten bardzo prosty fakt, że ludzi mało interesują Twoje zarówno wady, jak i zalety. Że mało ich interesuje jaki mądry jesteś i ile to nie przeżyłeś. Że bardziej interesuje ich własna osoba i potwierdzenie swojej wartości, ważności. I że gdy skupisz się na innych i dasz im to, czego oczekują od rozmówcy, to przymkną oni oko na Twoje wady, i nieraz i nie dwa zrobią to, czego oczekujesz Ty. Na zasadzie wzajemności – bo wtedy siły rządzące światem będą w potężny sposób działać na Twoją korzyść. Pomyślcie tylko.

Gdyby tę prawdę ujawniono, to cała idea siłowego, przemocowego zmieniania siebie (coaching, psychologia) poszłaby do wymiany. Nie gwałć siebie i swojej natury. Nie zmieniaj się na siłę i z przymusem. Ale pomagaj urzeczywistniać się potencjałowi, który już posiadasz. Gdy natura jedną cechę odbiera (np ekstrawertyzm) to zawsze daje człowiekowi cechę, dzięki której może on zyskać przewagę, jeśli pozwoli się jej urzeczywistnić. Jak widzisz, wcale nie trzeba ukrywać nieśmiałości i uczyć się pierdolić o niczym, jak to robią ekstrawertycy. Możesz próbować przebić głową mur, owszem. Może Ci się nawet uda.. Ale co będziesz robił w sąsiedniej celi? Po prostu wstań i wyjdź – drzwi są otwarte na oścież. Zawsze.

Powiem więcej.. Często jest tak, że człowiek-gwiazda, ekstrawertyk który błyszczy pod każdym względem, przyćmiewa i onieśmiela innych swoją zajebistością i swoimi zaletami. Inni ludzie w jego towarzystwie wręcz marnieją, są przytłoczeni i czują się niepełnowartościowo. Bo taka osoba mówi zazwyczaj o sobie – a więc zabiera energie, mało oddając. A inny człowiek ocenia co on sam znaczy obok takiej ekstrawertycznej gwiazdy. Często stwierdza, że przy jego blasku blednie, i nie może się do niego równać. To jest rozwiązanie odwiecznej zagadki – dlaczego piękne i jednocześnie mądre kobiety mają trudność w znalezieniu partnera.

Jeśli zrobisz to, co opisałem – ale szczerze, życzliwie, bez osądzania, potępiania, nienawidzenia – to pozyskasz drugiego człowieka. Zrezygnowałeś na wstępie z wyeksponowania swoich zalet. Zrezygnowałeś z pokazania swojej osobowości, i pozwoliłeś zaprezentować się osobowości Twojego rozmówcy. W rezultacie zaspokoiłeś jego ważność i poczucie wartości, i.. zyskałeś wiernego rozmówcę, czasami także przyjaciela czy nawet miłość. Zyskałeś więc to, z czego na wstępie zrezygnowałeś. Zawsze sprawdza się zasada, że jak panicznie i gorączkowo chcesz coś osiągnąć, to cały świat się temu sprzeciwia i tego nie osiągasz. Tutaj także się to sprawdza, jeśli gorączkowo pragniesz zwrócenia uwagi i uznania innych, np poprzez ukrywanie swojej nieśmiałości.

Jest to rada którą mogą realnie wcielić w czyn nieśmiali introwertycy. Większość porad, jak już wiesz, konstruowana jest dla tych, którzy mają co najwyżej niewielki problem. I w tym tkwi rozwiązanie kolejnej tajemnicy – dlaczego coaching nie działa, dlaczego terapia przynosi niewielkie rezultaty, i dlaczego rady mistrzów new age trafiają kulą w płot.

Poniżej wklejam cytat z ksiązki „Transerfing Rzeczywistości” Vadima Zelanda, tom 3. Polecam kupno tych książek i ich przeczytanie:

Cytuję: „Znaczna część problemów w stosunkach międzyludzkich jest konsekwencją walki umysłu z nurtem wariantów. Krytyka to jeden z przejawów tej walki. Krytyka jest bezpośrednim tworem wewnętrznego zamiaru. Zachęta i stawianie na pozytywne cechy człowieka należą do zewnętrznego zamiaru.Krytykować człowieka – to to samo, co walczyć z otaczającym światem.Żadnych korzyści to nie przyniesie, jeżeli za korzyść nie uznamy usiłowania wylania swojej żółci i sprawienie przykrości przeciwnikowi. Zachęta zaś, przeciwnie, stanowi dla ludzi siłę napędową.Oskarżając i krytykując człowieka, próbujesz oddziaływać na niego swoim wewnętrznym zamiarem.Podkreślając jego zalety (mimo wszystko), niczego nie tracisz, lecz pozwalasz rozwinąć się sytuacji na własną korzyść.

Nie oskarżaj o nic innych. Wielu ludzi ma skłonność do czynienia sobie wyrzutów i noszenia w sobie poczucia winy. Lecz nikt nie jest skłonny tolerować wymówek pod swoim adresem ze strony innych.Człowiek, potępiając siebie, może dojść nawet do masochizmu. Jednak oskarżenia ze strony innych zawsze są bolesne. Człowiek będzie odczuwać urazę zawsze, nawet jeżeli postępuje niesłusznie i oskarżenie jest zasadne. No i jaki pożytek Ci to przyniesie? Wylejesz swoją żółć? Ale przecież tym samym stwarzasz nadmierny potencjał i sam na tym ucierpisz. Jeżeli celem nadrzędnym jest przekonanie człowieka, że się myli, to i tak Ci się to nie uda.Mało prawdopodobne jest, by wysłuchując Twojego oskarżenia, całkowicie uznał swój błąd, nawet jeżeli powie, że się z Tobą zgadza. Próbując oskarżeniem pod – budować swoje ego czyimś kosztem lub utwierdzić swą władzę,możesz osiągnąć cel. Lecz staniesz się wtedy manipulantem.

Jeżeli nie stawiasz przed sobą żadnego z tych celów, zrezygnuj z krytyki i oskarżeń. Potępiając i krytykując ludzi, młócisz rękoma po wodzie i usiłujesz płynąć pod prąd. Machnij ręką na cudze wady i myśl tylko o zaletach. Jest to poruszanie się z nurtem, które przyniesie nieocenioną korzyść. Jeżeli Twój Nadzorca nie śpi, zawsze pomoże znaleźć usprawiedliwienie dla postępków człowieka, którego chcesz osądzić. Nadzorca, będąc Twym wewnętrznym obserwatorem, nie pozwoli Ci pogrążyć się w grę i wszcząć spór lub kłótnię. Popatrz na grę z boku, jak widz, przypomnij sobie, że krytyka nie przyniesie niczego prócz szkody i poruszaj się z nurtem. Oskarżenia i krytyka nie mogą odgrywać pozytywnej roli, ponieważ wybijają człowieka z kolein, z nurtu, z którym się poruszał. Nurt prowadził go do określonego celu. Przecież wszyscy ludzie kierują się swoimi pobudkami i dążeniami. Popierając człowieka (mimo wszystko), kierujecie go w korzystne dla siebie łożysko, nie wybijając z nurtu i nie przeciwstawiając się jego dążeniom.W ten sposób Twoje i jego pragnienia stają się równoległe. Niczyje prawa nie zostają ograniczane, niczyja ambicja nie cierpi, a interesy stają się wspólnymi.

A czy Tobie podoba się krytyka pod Twoim adresem? Nie jesteś w stanie jej znieść albo próbujesz przekonać siebie, że jest uzasadniona. W każdym razie nie przyjmujesz krytyki, jeżeli oczywiście nie rozwinąłeś w sobie kompleksu poczucia winy. Krytyka może ponaglić, zmusić do działania „jak należy”. Ale zmusić można tylko umysł. Duszy nie da się zmusić. Ona zawsze robi to, co chce, albo przeszkadza umysłowi robić to, co należy. Krytyka czyni duszę wrogiem umysłu, a zachęta – sojusznikiem. W ten sposób zachęta stanowi siłę budującą, a krytyka burzącą, destrukcyjną. Właśnie dlatego kadra kierownicza w przedsiębiorstwach jest tak dobierana, by przyszli kierownicy nie nastawiali się na krytykę złej pracy, co umie zrobić każdy fajtłapa, a umieli stworzyć atmosferę entuzjazmu, przy której ludzie sami chcą pracować dobrze. A kiedy tak się dzieje? Kiedy ludzie, wykonując wspólną pracę, czują swoją osobistą ważność. Jeżeli chcesz narobić sobie wrogów, spieraj się i udowadniaj swoją rację za wszelką cenę. W rozdziale „Nurt wariantów” (pierwszy tom) już omawialiśmy, jak bezsensowne i szkodliwe jest dążenie do udowodnienia swojej racji za wszelką cenę. Jeżeli spór ma dla Ciebie zasadnicze znaczenie, kiedy twoje interesy rzeczywiście nie pozwalają ustąpić – spieraj się. W pozostałych wypadkach zostaw prawo do młócenia rękoma po wodzie innym.

Wygrana w polemice nie przyniesie Ci żadnych korzyści. A przy okazji możesz zyskać sobie wroga. Jeżeli człowiek z przekonaniem opowiada brednie i dajesz mu to do zrozumienia, nigdy się z Tobą nie zgodzi. Albo raczej zgodzi się wtedy, gdy rozwinął w sobie wybujałe poczucie winy i skłonność do samobiczowania. Tylko czy potrzebne jest Ci zwycięstwo nad takim człowiekiem? Jeżeli Twoje interesy w żaden sposób nie ucierpią, pozwól innym twierdzić to, z czym się nie zgadzasz. W ten sposób nie stwarzasz nadmiernych potencjałów i nie walczysz z nurtem. Spierający się ludzie zazwyczaj bez reszty pochłonięci są przez grę. Śpią kamiennym snem. By nie dać się wciągnąć w grę, trzeba obudzić się i uaktywnić wewnętrznego Nadzorcę, jeżeli w polemice bierze udział kilka osób, zejdź ze sceny na widownię i poobserwuj grę stamtąd. Weź na siebie rolę rozsądnego widza, a uzyskasz ogromną przewagę. Podczas gdy każdy uczestnik próbuje urzeczywistnić swój wewnętrzny zamiar, dowodząc słuszności swojego punktu widzenia, Ty odlatujesz od okna i rozglądasz się. Przyjdzie Ci do głowy rozwiązanie, którego nie widzi nikt z interlokutorów. Tylko nie należy tego rozwiązania wszystkim narzucać. Najważniejsze to zaproponować, a kopie niech kruszą inni.

Jeżeli zwyciężyłeś w sporze, możesz uznać, że poniosłeś porażkę. Nawet jeżeli oponenci formalnie uznali Twą rację, bądź pewien, że w myślach znajdą masę nieformalnych argumentów na swoją korzyść. Przegrany w sporze zawsze otrzymuje cios w swoją ważność. A kto uderza? Ten, kto potrafił postawić na swoim. Przecież nie chciałbyś uderzyć tego człowieka w twarz, prawda? Dokładnie tak samo nie powinieneś chcieć zadawać ciosu w czyjeś poczucie własnej ważności. Ludzie bardzo często obrażają się nawzajem w ten sposób. Obraza taka nosi zawsze skryty charakter, ponieważ znoszona jest w milczeniu. Ludzie nie lubią otwarcie demonstrować swojego dążenia do umocnienia swojej ważności. Dają do zrozumienia, że i tak są ważni, i dlatego nikt nie pragnie pokazywać, że walczy o swoją ważność, chociaż wszyscy robią to na każdym kroku.

Jeżeli człowiek otrzymał cios w swoją ważność i przemilczał to, nie myśl, że nie poczuł się tym dotknięty lub pogodził się z ciosem. Uraza będzie żyć – jeśli nie w sposób świadomy to w podświadomości. Zwyciężyłeś w sporze i wydaje Ci się, że tym samym zwiększyłeś swoją ważność. Lecz zrobiłeś to kosztem zniżenia ważności oponenta. Sam rozumiesz, że skryta uraza, która zawsze przy tym powstaje, nie przyniesie nic dobrego. Ponadto pokonany oponent za nic nie uzna tej Twojej ważności. Jest jeden świetny sposób, by nastawić człowieka przeciw sobie – dać mu do zrozumienia, że jesteś lepszy od niego. Nie stwarzaj sobie bożków i nie stwarzaj sobie wrogów – oto najważniejsze hasło kontaktów zgodnych z biegiem nurtu. Unikaj jak dżumy prób dotknięcia poczucia ważności ludzi. Niech stanie się to szczególnym tabu. Unikniesz w ten sposób masy problemów i przykrości, których przyczyny byłyby niejasne ze względu na utajoną naturę ciosu w cudzą ważność. Co robi spierający się z Tobą człowiek? Broni własnej ważności w tej lub innej formie. Wyjdź mu naprzeciw. Zgódź się z tym, co mówi. A zgadzając się, dasz mu to, o co mu chodziło. Teraz będziesz mógł spokojnie porozmawiać o Twoim punkcie widzenia. Nie narzucać, nie udowadniać, tylko porozmawiać. W tym wypadku nie tylko poruszasz się z nurtem, lecz również wykorzystujesz zewnętrzny zamiar. W sumie uzyskasz niedościgniony efekt. Takiego efektu nie uzyskasz żadnymi innymi intelektualnymi sposobami. Na samym początku rozmowy z człowiekiem trzeba nastawić się tak, by patrzeć w tę samą stronę, co on. Jeżeli pierwszym, co odpowie człowiek na Twoje zdanie będzie słowo „nie”, uznaj, że nie ma sensu namawiać go dalej. Zwrócił się w drugą stronę i nie będzie się poruszać z nurtem wraz z partnerem. Ważne, by na początku sprawić, że rozmówca powie „tak”. Nigdy nie zaczynaj rozmowy od spraw spornych. Zacznij od czego chcesz, byle tylko rozmówca zgodził się z Tobą. Potem można płynnie przejść do kwestii spornych. Teraz pojawiło się znacznie więcej szans, ponieważ siłą rozpędu poruszacie się z nurtem w tym samym kierunku i emisja Twoich myśli nie wpada w dysonans z emisją myśli partnera.

Jeżeli dopuściłeś się uchybienia i oczekujesz zasadnego oskarżenia, nie przygotowuj się do obrony. Po prostu uznaj swój błąd zawczasu. Ten, kto zamierza wywrzeć na Tobie sprawiedliwy gniew, najprawdopodobniej od razu przybierze wspaniałomyślną i wyrozumiałą postawę. W takim wypadku nie można powiedzieć, że najlepszą obroną jest atak. Okazuje się, że zawczasu zgodziłeś się z linią oponenta i tym samym zapaliłeś zielone światło dla jego wewnętrznego zamiaru. Swoim uprzedzającym posłuszeństwem urzeczywistniasz jego wewnętrzny zamiar zrobienia z Tobą porządku i przy okazji zwiększenia swojej ważności. Lecz ponieważ robisz to bez przymusu, z własnej woli, Twoja ważność przez to nic nie traci. W ten sposób pieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu: zwiększasz ważność oponenta, za co będzie Ci wdzięczny, i nie zniżasz swojej. Broniąc swoich błędów, wiosłujesz pod prąd i oddajesz energię wahadłom. Chęć usprawiedliwienia się za wszelką cenę wywołana jest przez zawyżony poziom wewnętrznej ważności. Zrzuć z siebie ten ciężar ponad siły, podaruj sobie prawo do błędów i pozwól sobie je popełniać. Nie broń swoich błędów, a świadomie je uznawaj.Od razu zacznie Ci się lżej żyć. W rozdziale „Nurt wariantów” już mówiłem, że uwagi ludzi, którzy Cię drażnią, mogą być bardzo pożyteczne. Propozycje, które na pierwszy rzut oka Cię denerwują, w sumie okazują się nie być pozbawionymi sensu. Dotykają Cię uwagi i propozycje otoczenia, jeżeli sam w czymś zawyżyłeś poziom wewnętrznej ważności. Odrzuć ważność, przestań przeciwstawiać się nurtowi i uznaj cudzą rację lub przynajmniej przyjmij ją do wiadomości.

Powiedz temu człowiekowi, że rzeczywiście miał rację, coś twierdząc. Zobaczysz rezultat. Można byłoby mu nic nie mówić, jednak zrób to. Przecież niczego nie tracisz. Każdy się myli – i głupiec, i mędrzec. Lecz w odróżnieniu od pierwszego, mądry uznaje swoje błędy. Głośno oznajmiwszy, że człowiek miał rację, od razu uzyskujesz jego przychylność. Ludzie żyją w agresywnym świecie wahadeł, w którym trzeba co chwila walczyć o swoją pozycję i bronić się. A tutaj sam proponujesz człowiekowi, że zrobisz to za niego. W ten sposób unikasz pojawienia się z jego strony postawy obronnej. Od razu odczuwa on ulgę. Jest Ci wdzięczny za to, że pomogłeś mu w starciu. Nie jesteś już jego potencjalnym przeciwnikiem, lecz sojusznikiem. Cała ta sytuacja zostaje błyskawicznie odtworzona w głowie Twojego partnera na poziomie podświadomości. Dokładnie tak samo myślisz, śpiąc na jawie. Lecz jeżeli stosujesz w praktyce świadomość, podjęcie się roli świadka cudzej racji nie przysporzy Ci trudu, a nawet będzie czymś interesującym. Kiedy ktoś ma rację i inni to przemilczą,Ty głośno uznaj rację owego człowieka. Jeżeli dla niego dana kwestia ma zasadnicze znaczenie, będzie Twoim dłużnikiem. W każdym razie będzie wdzięczny, przy czym raczej nieświadomie.

Wyobraź sobie, jakiej dżungli żyją ludzie. Wciąż muszą być w pogotowiu, w każdym widzieć potencjalnego przeciwnika, nawet jeżeli na pozór kontakty są przyjacielskie. Każdy troszczy się o siebie i jest stale gotów do obrony. To wcale nie przesada, po prostu dawno już przyzwyczailiśmy się do takiego stanu rzeczy. W takim środowisku będziesz wprost skarbem, prawdziwym odkryciem dla ludzi zmęczonych walką. Wyobraź sobie, ilu sojuszników można by pozyskać?! A potrzeba w tym celu tylko zmniejszyć swoją ważność i nie omieszkać uznać cudzej racji. Działasz świadomie i na tym polega Twoja przewaga.Tymczasem ludzie śpią i nie powiedzą Ci „Dziękuję”. Lecz gdyby mogli się obudzić i świadomie wyrazić swój stosunek do Ciebie, to usłyszałbyś: „Ten człowiek jest niegłupi. Lubię go. Jestem mu życzliwy. To fajny gość”. Nikt Ci tego głośno nie powie, po cichu również. Ale gdyby wyrazić podświadome odczucia, to brzmiałyby właśnie tak. Wyobrażasz sobie, jaki skarb poniewiera się pod nogami? Ludzie zajęci i obciążeni swoją ważnością zazwyczaj brną naprzód i nie zauważają, że pod ich nogami leżą prawdziwe klejnoty. Masz ogromną przewagę: świadomość, brak ważności i zainteresowanie ludźmi. Wykorzystaj tę przewagę, a zobaczysz klejnoty tam, gdzie inni dostrzegają same kamienie.”
~Vadim Zeland

zmiana życiaAutor: Jarek Kefir Czytaj dalej

Zabij swoje męskie ego…

Zabij swoje męskie ego…

relacje damsko męskie (3)Na początek zaprezentuję taką luźną myśl, którą internauci nazwaliby „myślą z dupy„. A może i nie? Wszyscy znamy tematykę fochów, kłótni i cichych dni w relacjach damsko-męskich. Definicja focha zamyka się w stwierdzeniu, że jest to przesadna i zupełnie nieadekwatna reakcja na bodziec pozbawiony znaczenia. Lub jest to reakcja na zupełny brak bodźca, wzięta dosłownie z powietrza. Fochy strzelają kobiety i mężczyźni.

Świat zna miliony historii, gdzie karczemne awantury wybuchały o tak ważne sprawy wagi globalnej, jak sposób odstawiania mleka do lodówki. Wynika to z dojrzałości lub jej braku. Ludzie kończą osiemnastkę, ale większość z nich całe życie tkwi mentalnie w wieku lat kilkunastu. Czy to menedżer wysokiego szczebla, czy pracowity korpo-ludek – co im po umiejętnościach, skoro byle co ich wyprowadza z równowagi i każdy może wzburzyć ich emocje?

Podstawowy błąd mężczyzn jest taki że podczas focha swojej partnerki mają 3 zmienne reakcje:
-płaszczenie się i przepraszanie
-agresja i zaprzeczanie
-tłumaczenie i wspinanie się na wyżyny logiki

Jak myślisz, która z tych reakcji jest najlepsza? Żadna. Każda z tych trzech reakcji oznacza z automatu przegraną, dla obojga. Przy czym najbardziej spektakularna porażka jest przy reakcji numer jeden. Problemem nie jest to, że kobiety strzelają fochami. Problemem jest Twoja reakcja na nie. Podstawa to spokój i niereaktywność emocjonalna. Powinieneś pokazać, że foch Cię nie obchodzi, że jesteś ponad nim. Nie ma sensu gasić tego pożaru, on sam musi się wypalić. I szybciej się wypali, jeśli zrezygnujesz z jego gaszenia, co jest paradoksalne, ale na głębokim ezoterycznym poziomie – bardzo logiczne.

To tak jakby złościć się na niebo że jest burza i leje. Albo przepraszać niebo i płaszczyć się przed nim że leje. Albo próbować przekonać niebo na logikę by nie padało. A tu wystarczy tylko poczekać – i po 5 minutach lać przestanie i zobaczysz tęczę na niebie. Niebo Cię ochrania i żywi. Bez słońca i deszczu nie byłoby życia na Ziemi.

Te przesadne reakcje wynikają z czegoś, co w społecznym rozumieniu nazywa się „męskim ego„. Jest to konstrukt w psychice, który pilnuje i czuwa nad ziemskim programem MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat). By dany mężczyzna realizował jego założenia, był produktywny, był baterią systemu. Nie muszę chyba dodawać, że męskie ego jest czymś fatalnym.

Ja proponuję Wam pozbyć się męskiego ego. Ono na pewnym etapie jest potrzebne. Jest autonomicznym programem, który czuwa nad integralnością Twojej psychiki. Ale uważam, że z tego powinno się wyrosnąć, tak jak wyrasta się z za małych spodni. Czy tak jak wyrasta się z pieluch.

Nie musisz mieć prawa do posiadania racji. Po co Ci w ogóle posiadanie racji? Niech inni mają swoje racje, pod warunkiem że nie próbują ich narzucać Tobie. Ale póki co, tego problemu narzucania nie rozwiązała żadna ideologia, religia, żaden system prawny. Tu tkwi jedno wielkie narzucanie. Pozwól innym być innymi, a sam bądź sobą. Jak ktoś chce wierzyć w jahwe, Jezusa, Dawkinsa czy Batmana – niech sobie wierzy. Jak ktoś pomimo Twojej pomocy, nie reaguje – daj mu prawo do upadania, popełniania błędów i porażek, choćby to miało być tysięczny raz.

Nie musisz się porównywać z żadnym facetem, ani z tym co dokonał. Nie musisz niczego udowadniać, a jeśli druga strona krzykliwie się tego domaga – wycofujesz się. Nie musisz być najlepszy bo zawsze będzie ten stopień wyżej. Wiesz dobrze, że nie musisz nic – jeśli już, to możesz. Znasz przecież tę uniwersalną zasadę. Jeśli ktoś Ci mówi że jako mężczyzna musisz to, to i owo – uciekasz od takiej osoby jak najdalej, bo kłamie i na dodatek gra bardzo nieczysto. Nie musisz sadzić drzewa, nie musisz budować domu, nie musisz płodzić syna. Za 1850 zł brutto? Phi, niech robi to Balcerowicz, Petru, Tusk i inni którzy doprowadzili do zagłady gospodarki.

Wiesz też że nie musisz być poważanym i szanowanym członkiem społeczeństwa. Nie musisz dbać o status społeczny, nie musisz udawać, robić dobrej mony do złej gry. Gdy jesteś szczęśliwy to o tym mówisz, gdy masz depresję to też o tym mówisz. Nie musisz udowadniać jaki jesteś męski, twardy, spełniający wyśrubowane do granic paranoi społeczne standardy. Jeśli chodzi o standardy – nie kopiujesz tych które są lansowane powszechnie, chyba że naprawdę i szczerze tego chcesz.

Jeśli zaś chodzi o męskość – dajesz sobie prawo do czasowego czy też częściowego nie bycia męskim. Ukrywanie swojej wrażliwości i kobiecej strony prowadzi do destrukcji psychiki. To właśnie przez to, że ciągle jesteśmy oceniani pod tym kątem, mamy znacznie większy poziom stresu, częściej chorujemy, krócej żyjemy i częściej popełniamy samobójstwa. Udowadnianie sobie i innym swojej męskości i twardości jest jednym z najpotężniejszych męskich stresorów. Ty wiesz, że tu egzamin jest bezlitosny i trwa już nie 24, ale wręcz 25 godzin na dobę. Ale nikt Ci nie każe siedzieć w tej sali egzaminacyjnej – w każdej chwili możesz wyjść pokazując innym środkowy palec.

Ogólnie, nie musisz bardzo wielu rzeczy. I dobrze o tym wiesz. Problem polega na tym, by pozwolić sobie być sobą, a innym być innymi. Naciski i nękania ze strony świata biorą się z tego, że Ty na poziomie świadomym lub podświadomym pragniesz zmienić ludzi i zmienić świat. By był na tym poziomie co Ty, taki jak Ty. Jeśli z tego zrezygnujesz, to nie będzie Cię o co zaczepić, i naciski ze strony różnych męskich czy damskich ego, osłabną. Świat i ludzie są na swoim poziomie i mają swoje lekcje do przerobienia, w tym lekcje brutalne i złe. Będą miliony razy upadać i miliony razy się podnosić. Ty masz raczej inne lekcje i jesteś niejako poza światem.

Wiesz, że ludzie często są po prostu skurwiali i że nie kieruje nimi ani logika, ani tym bardziej empatia. A kieruje nimi autopilot, na przykład takie męskie ego. Skoro tak jest, to nie ma sensu tego rozkminiać i głębiej się nad tym zastanawiać. Nie zrozumiesz w stu procentach tej specyficznej logiki schizofrenii, w jakiej tkwi od zawsze społeczeństwo. Chyba że sam staniesz się takim schizofrenikiem – chcesz tego?

Wiesz też, że praktycznie wszystko co funkcjonuje w społecznym obiegu jako prawdy, jest mniej lub bardziej zafałszowane. Społeczne recepty na życie nie dają dobrych rezultatów. Często dają rezultat przeciwny do zamierzonego. Wiesz doskonale, że za uśmiechami na rodzinnym spotkaniu, czy za lukrowaną sielanką z facebooka, bardzo, bardzo często kryje jakaś ogromna tragedia. Która jest ukrywana na wszelkie możliwe sposoby. Każdy człowiek ma swoje trupy w szafie – prawdziwe, przerażające szkielety. Na pozór „porządni i szanowani obywatele” mają najwięcej szkieletów w szafie. I wcale nie tak rzadko są to prawdziwe, realne trupy.. Milgram i Zimbardo trochę o tym pisali. No i każda rodzina skrywa jakąś mroczną tajemnicę, gdzie najczęściej ofiarami są niewinne dzieci.

Nie obrazi Cię szczerość, wobec ludzkich błędów i przywar jesteś wyrozumiały. Szczególnie chodzi mi tutaj o przywary kobiet. Nie musisz być ich sędzią i sumieniem. Nie musisz ich potępiać w imię jakichś bzdurnych zasad, wziętych z dawnych czasów. One były przez wieki tłamszone, sądzone i ograniczane, i nadal są, bo taka jest natura tej planety. To, na co faceci z męskim ego narzekają u kobiet, zadziwiająco często robią oni sami, i to w jeszcze gorszym wariancie.

Czasami owo męskie ego będzie się dawało we znaki. Nie zawsze udaje się je zneutralizować w stu procentach. Ale jeśli nie będziesz się z nim utożsamiał, to powoli będziesz rozpoznawał jego gry i moment kiedy przejmuje kontrolę. Moment ten będziesz odbierał nie jako część samego siebie, ale jako zakłócenie, anomalię, cierpienie. Będziesz wiedział że jest to program o typowo nowotworowym charakterze, no ale on będzie jakiś tam czas działał. Nie ma jednoznacznych metod na pokonanie tego. Należy próbować przebudzić się ze stanu półsnu. Można w myślach wyśmiać ten program, powiedzieć mu: „ach, to znowu Ty„.

Wszystkim polecam popracowanie nad tym tematem.

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej