Moda na brodaczy i drwali to zakamuflowana inwazja islamu?!

lumberseksualizm-drwaleWszędzie szerzy się dziwna moda na długie brody u mężczyzn. Nazwy tego zjawiska są różne – lumberseksualizm, drwaloseksualizm, moda na drwali, hipsterzy. Powszechnie uważa się, że brody dodają męskiego seksapilu i powabu. Cóż, jak to mawiała moja bratnia dusza – „Na brodach coraz więcej, w majtkach coraz mniej„. Modele pozują na tych słynnych zdjęciach z nowiutkimi siekierami, nigdy nie używanymi do ścinania drzewa. Sprawiają wrażenie, jakby za chwile mogli sobie tą siekierą zrobić krzywdę.

Ja od zawsze żartuję, że to nie jest żadna moda na drwali, ale jest to zakamuflowana opcja islamska. Takie zawoalowane działanie na podświadomość poprzez modę. Zobaczcie co napisała moja koleżanka poniżej. To nie chodzi tylko o brody! Z jakiegoś powodu światowi inżynierowie ludzkich emocji chcą „islamizować” nas także poprzez modę. Niby jak to ma działać na ludzką psychikę? Nie wiem, ale skoro oni to robią, to znaczy, że jest to skuteczne. Oni wydają setki miliardów dolarów na wszelaką propagandę, przy czym nie wydadzą ani złamanego centa na rzeczy, które nie przynoszą rezultatów.

Tez tak od razu pomyslalam. Warto jest tez zwrocic uwage, jaka moda dla kobiet jest lansowana. Jest taka fajna sieciówka Unisono, gdzie maja po prostu obłędne wzory bluzek. Jednak ostatnio pojawilo sie tam naprawde duzo modeli tunik, mozna zdecydowanie powiedziec, że na styl arabski. Są niektore śliczne, ale w sklepie powiedzialam co myslalam, że nie kupię ich tylko dlatego, bo widzę, że odgórnie jest nam wciskany pewien model wyglądu, bysmy go przyjmowali bez zastrzezen, bo bedziemy juz opatrzeni. Pracownica stanela jak wryta, ale przytaknela, że rzeczywiscie tak moze byc.”

moda-na-drwali

lumberseksualizm-drwaleNa poniższym nagraniu video, jasnowidz Krzysztof Jackowski porusza także temat tej dziwnej mody na drwala. Sami zobaczcie, że jest coś na rzeczy. To potwierdzone info.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Męskość jest totalnie przereklamowana! To złoty cielec społeczeństwa którego „nie wolno” krytykować

Męskość jest totalnie przereklamowana! To złoty cielec społeczeństwa którego „nie wolno” krytykować

meskosc i kobiecoscW jednym z poprzednich felietonów (link tutaj) dałem zapowiedź tego, że naruszę kolejne szokujące, i chronione w skrajny sposób, tabu społeczne. Chodzi mianowicie o męskość, bycie „prawdziwym i najprawdziwszym mężczyzną”, o bycie męskim, itp. Otóż jesteśmy ciągle bombardowani rozmaitymi treściami na temat męskości. O tym, jak być tym prawdziwym mężczyzną, najprawdziwszym z najprawdziwszych, najprawilniejszym z prawilnych, trąbią rozmaite gazety, „gazetoidy”, portale informacyjne, psychologiczne, tematyczne. Zaś portale z obrazkami i grafikami wręcz uginają się od grafik, jaki to prawdziwy mężczyzna musi być. Jednocześnie, panuje tam przyzwolenie na pogardę i wyśmiewanie tych, którzy wcale być tymi „prawdziwymi mężczyznami” nie chcą.

I o to się rozchodzi w tym moim felietonie. W cywilizacji białego człowieka, która według mnie staje się piekłem dla mężczyzn a rajem dla kobiet, przyjęło się, że tylko Ci „prawdziwi mężczyźni” zasługują na: szczęście, związek, miłość, seks, spełnienie, relacje towarzyskie. Osoby płci męskiej, które nie pasują do coraz bardziej rygorystycznego i coraz bardziej wyśrubowanego kanonu „męskości najprawdziwszej”, spotykają się z ostracyzmem, wyśmiewaniem, często także z przemocą. Odmawia się im prawa do związku, relacji towarzyskich, realizacji marzeń, spełnienia.

W przypadku kobiet jest inaczej. Tam panuje coraz większe zaniżanie poprzeczki. Teraz nawet przesadnie grubej kobiecie mówi się, że: „Ty też jesteś kobietą, bądź dumna z tego, Ty też masz prawo do kobiecości, do szczęścia, do marzeń!”. Inaczej: by być uznanym za „prawdziwą kobietę” nie trzeba się specjalnie starać, nie trzeba spełniać ekstremalnie wygórowanych społecznych norm i żądań. U mężczyzn trend jest zupełnie przeciwny. Gloryfikuje się coraz mniejszy i mniejszy procent „prawdziwych mężczyzn”, przy czym ten procent wciąż się zmniejsza, bo wymagania i żądania wobec płci męskiej z każdą dekadą rosną. Za to tym, którzy do tej rygorystycznie wyśrubowanej normy nie przystają, mówi się, że mają się uczyć bycia mężczyzną, mają się uczyć np uwodzenia, itp itd.

A może wielu z nas wcale nie chce być tymi „prawdziwymi mężczyznami”, bo uważa tę całą męskość za miałką i przereklamowaną? Ostatecznie, cała ta nauka uwodzenia i stawania się śmiałym, aroganckim zimnym draniem, sprowadza się do jednego. Do tego, jak oszukać modliszkę która ma wgraną przez romansidła i seriale koncepcję związku, męskości, rodziny, i zaciągnąć ją do łóżka, nie musząc się godzić na jej warunki (czyli: ślub, dzieci, rodzina). A może jest część z nas która tak postępować nie chce, ale jednocześnie nie zgodzi się ani na los „przyjaciela” (stereotyp friendzone) ani na los poczciwego mężusia, czyli „dostarczyciela zasobów”.

Męskość jest obecnie takim gloryfikowanym wszędzie „złotym cielcem” społeczeństwa, którego broń panie Boże nie wolno krytykować i poddawać w wątpliwość. Każdy facet musi ze skulonym ogonem akceptować ten stereotyp, ten zbiór norm, bo inaczej ryzykuje nazwanie: „ciotą”, „zniewieściałym” itp. Czy ktoś widział takie postępowanie wobec kobiet? Spróbuj tylko powiedzieć publicznie: „phi, jesteś gruba, to nie jesteś prawdziwą kobietą, ucz się od modelek Victoria Secret!” to zobaczysz, jakie gromy spadną na Ciebie.

Jaka będzie przyszłość pod tym względem? Norma męskości jedynie słusznej będzie się coraz bardziej radykalizować, tak, że coraz mniej i mniej mężczyzn będzie mogło zostać nazwanych tymi „prawdziwymi”. Będzie coraz więcej wykluczenia i frustracji po męskiej stronie, i coraz więcej agresji i rozgoryczenia po stronie damskiej. Bowiem coraz mniejsza ilość społecznie nobilitowanych „prawdziwych mężczyzn” będzie coraz bardziej rozchwytywana przez panie, zapatrzone w ideał męskości jak w obrazek. Dla większości pań bycie z takim ideałem nie będzie możliwe, będą więc musiały wybierać spośród tych „mniej męskich”, a więc dających mniejszy społeczny prestiż mężczyzn.

Ja nie zamierzam służyć temu psychologiczno-socjologicznemu Frankensteinowi, jakim jest „męskość najprawdziwsza”. Powiedziałem tutaj słynne słowa Lucyfera: „Nie będę służył!”. Wiem, że mam w sobie, w swoim umyśle, silną stronę kobiecą. Owszem, daje to pewne wykluczenie poza nawias niektórych zajęć społecznych. Ale dzięki temu, że łączę siły potencjału męskiego i żeńskiego, że łączę siły półkuli męskiej (lewej) i żeńskiej (prawej), mogą widzieć więcej. Więcej, niż typowy „prawdziwy mężczyzna”, debatujący o samochodach, których nie kupi, i marzący o kobietach, których nie będzie miał – jak pisał autor strony „Pokolenie Ikea”.

Ostatecznie w tym całym rozwoju chodzi o to, by dojść do swojego płciowego przeciwieństwa w umyśle. Mężczyzna powinien porzucić społeczne stereotypy i gadanie sfrustrowanych dziadów czy bełkot mentalnych księżniczek, i odnaleźć w sobie wewnętrzną kobietę. Kobieta, odwrotnie, powinna odnaleźć swoją wewnętrzną stronę. Pamiętajmy, że każdy człowiek na Ziemi – choćby był nie wiadomo jak męski czy nie wiadomo jak kobiecy – ma w sobie elementu obu płci. Ta epoka to okres, gdy coraz bardziej się ceni te osoby, które potrafią przezwyciężyć stereotypowe cechy swojej własnej płci, i harmonijnie połączyć pozytywy obu pierwiastków.

Poczytaj też na ten temat na mojej stronie:
Łamię przerażające tabu. Wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci
O dziecięcej radości i bezwarunkowym szczęściu, które zostało nam odebrane. Jak zrobiono z nas nieszczęśliwych niewolników? Kluczem nie polityka i spiski, a psychologia
Alkohol i inne narkotyki to poziom rynsztoka. Popieram całkowitą abstynencję i prohibicję!
Masz siłę i moc by zmienić (swój) świat!
Nie wierzysz Kefirowi, spiskowemu oszołomowi, to może uwierzysz innemu, popularniejszemu autorowi? Mówimy głośno o tym, co ludzie chcieliby ukryć!

Polecam też inne moje autorskie artykuły:
Szokująca wiedza tajemna: rzeczywistość jest numeryczną symulacją (hologramem) a my – jej więźniami
Rzeczywistość jest iluzją (hologramem) a my żyjemy w matrixie!
I upadłem, niczym Lucyfer..
Odważ się sięgnąć tych zadziwiających gwiazd!
Zbuntuj się przeciwko swoim katom! Ideologie i religie to więzienia umysłu, emocji i duszy
Szkodliwe wirusy wszczepiane małym dzieciom! [+18] „Pozostają tam całe życie, tak trudno je zwalczyć..”
Ziemia to planeta więzienna. Bezsensowny paradoks sensu życia

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

Łamię przerażające tabu. Wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci

Pora złamać przerażające tabu. Wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci

dzieci szczescia nie dajaJak już pisałem na jednej z chrześcijańskich, świętojebliwych stron (o tym będzie następny felieton..), jestem takim wyrzutem sumienia społeczeństwa, takim wrogiem publicznym, wrzodem na dupsku, który robi wszystko, by ujawniać i demaskować to, co społeczeństwo za wszelką cenę chce głęboko ukryć. Najlepiej na zawsze. W zeszłym, 2014 roku, wyszła na jaw szokująca afera rodem z Irlandii. Otóż w jednym ze stawów bądź w innym miejscu koło katolickiego sierocińca (nie pamiętam już) znaleziono dziesiątki dziecięcych szkieletów. Były to dzieci nieślubne, często nastoletnich matek, mordowane przez zakonnice w latach ’50 i ’60 XX wieku. O sprawie tej informowały czołowe polskie i światowe media.

Jedna z moich prowokacji, zrobiona na chrześcijańskiej stronie. Potraktowali to serio...

Jedna z moich prowokacji, zrobiona na chrześcijańskiej stronie. Potraktowali to na serio…

Do czego zmierzam. Często w moich publikacjach odwołuje się do obrony tych najsłabszych – tych, którzy w całym społeczeństwie są solidarnie prześladowani i skazywani na banicję. Tych, którzy nie mogą i / lub nie potrafią się sami bronić. Robię to nawet wtedy, gdy potem muszę się liczyć z wylewaniem w moją stronę steku pomyj i obrzydliwości słownych. Na przykład od oburzonych moimi demaskacjami pań, którym nie podoba się to, że tajemnice trzymane przez tysiące lat w sekrecie i konspiracji – ich kobiece bronie, sekretne wunderwaffe, stają się teraz powszechnie znane i demaskowane.

To dotyczy zresztą wielu grup, które mają jakiś interes w tym, by coś ukryć, by jakiegoś przysłowiowego „trupa w szafie” schować w tejże szafie, a na zewnątrz grać rolę tych „świętojebliwych”. Ja te wszystkie tajemnice ujawniam, sekrety demaskuję, a „trupy” chowane do „szaf” – wyciągam i pokazuję tysiącom ludzi, na widok publiczny. Popatrzcie na ten przykład Irlandii. Tam „trupy w szafie”, a raczej w stawie, były dosłowne. Dzięki dociekliwości kogoś bardzo odważnego, kto nie cackał się z kościelną, sąsiedzką i społeczną omertą, dowiedział się o nich cały świat. Prawdziwe oblicze zostało ujawnione. „Król jest nagi!” – aż chce się zakrzyczeć na głos.

Mówi się, że każda rodzina ma tego typu trupy w szafie. Sam hołduję opinii, że prawie każda rodzina, przynajmniej w Polsce, jest mniejszą lub większą patologią. 10 do 12 milionów Polaków jest nałogowymi alkoholikami, najczęściej tzw. „weekendowymi” – czyli kompletnie nie zdającymi sobie sprawy z problemu. Ci ludzie przenoszą potem destrukcyjne wzorce i „kody” na następne pokolenia. Nie powinien dziwić wysyp heroinistów, kokainistów, uzależnionych od amfetaminy, alkoholu czy innego narkotyku. Dziecko już od najmłodszych lat dostaje pewien wzorzec psychologiczny – że: „trzeźwość szczęścia nie daje, szczęście daje zmiana świadomości poprzez zażycie narkotyku, na przykład alkoholu„.

rodzice i dzieciDalej: nie tylko chodzi o alkohol etylowy, jeden z najsilniejszych narkotyków na Ziemi, ale także o inne patologie. W tym te, które w życiu społecznym są skrzętnie ukrywane. Tak, to o Wasze trupy, które chowacie do szafy, chodzi. O patologię emocjonalną czy psychologiczną. Jak już pisałem wiele razy, w szkołach uczy się tak nieprzydanych życiowo rzeczy jak setki wzorów matematycznych czy fizycznych (tak się wpływa na podświadomość dzieci, tworząc z nich automaty), czy religii. Za to nikt nie uczy w szkole o relacjach, emocjach, psychologii. Nikt nie uczy o najważniejszych życiowych rolach – partnerstwie i rodzicielstwie.

A większość wiedzy, jaką mają na ten temat młodzi ludzie, to nieprawdziwe życiowo komunały, często o konserwatywnym zabarwieniu, wzięte jeszcze z poprzednich, ciemnych epok. Szkoła ma nas przygotować do bycia pomiatanym przez kapitalistę niewolnikiem (ups, teraz używa się terminu: „zasób ludzki”), a nie do bycia szczęśliwym człowiekiem. Bo na człowieku autentycznie szczęśliwym żadna korporacja, żaden produkujący szmelc kapitalista, żaden rząd nie zarobi.

Ale do rzeczy, proszę Państwa. Otóż zauważyłem, że w społeczeństwie dwa mity na temat życia zazębiły się ze sobą i pokutują w głowach wkraczających w dorosłość ludzi. Mit pierwszy to mit wtłaczany przez inżynierów emocji do podświadomości już maleńkim dzieciom. Znacie taką kwestię: „a po ślubie żyli długo i szczęśliwie„? A któż jej nie zna! Właśnie na tej kwestii wziętej z rozmaitych bajek i baśni, funkcjonuje ten mit. Polega on na założeniu, że jak spełnimy wszystkie oczekiwania związane ze sferą związkowo-społeczno-biologiczną, to nastąpi czas wiecznego szczęścia. Te oczekiwania są znowu zawarte w kulturowym memie: „prawdziwy mężczyzna musi posadzić drzewu, zbudować dom, spłodzić syna (dzieci)„.

Na marginesie: a co jeśli ktoś urodził się jako człowiek płci męskiej, ale wcale nie zamierza być „prawdziwym mężczyzną” – takim typowym „lumberseksem” gadającym wiecznie o sporcie, autach i ganiającym za społeczną modą? Co, jeśli taki osobnik płci męskiej uważa całą tą męskość za miałką i przereklamowaną, i jednocześnie jest dumny z damskiej połowy swojej tożsamości, osobowości? Bo każdy mężczyzna na Ziemi, tej Ziemi, nawet te brodate, wytatuowane „lumberseksy” taką damską połowę w umyśle ma. Czy taki człowiek nie ma prawa do szacunku, tylko ma się godzić na wyśmiewanie, wyszydzanie, nazywanie „zniewieściałym”, odmawianie prawa do życia intymnego i towarzyskiego?

Oj, czuję że naruszyłem tutaj jeszcze bardziej szokujące i generujące sążnisty ból dupy tabu! O tym będzie cała seria felietonów, bo tutaj skala hipokryzji jest tak wielka, że nawet ja mam problem z połapaniem się. Wszystko sprowadza się do tego, że tylko „prawdziwy prawdziwy prawdziwy najprawdziwszy z najprawdziwszych” mężczyzna, ma prawo do szczęścia, do miłości, do społecznej realizacji. Jeśli ktoś z tego wykluczającego miliony mężczyzn stereotypu się wyłamuje, to najlepiej niech sobie palnie w łeb. Bo dziewczyny sobie nie znajdzie (wiadomo, samce alfa, kobiety chcące „prawdziwych mężczyzn” i te sprawy. W gronie znajomych musi siedzieć cicho na ten temat, to samo w pracy, szkole, itp.

czy dzieci daja szczescieDobrze, jaki jest więc drugi społeczny mit pokutujący wśród młodych ludzi, wkraczających w życie? Ten drugi mit to przeświadczenie wzięte jeszcze z wieku szczeniackiego, że życie to jedna wielka impreza, impra, dżampreza, z morzem alkoholu, górami kokainy wielkimi jak Mount Everest, z głośną muzyką i tabunami biuściastych, gotowych na wszystko cycatek. Wiem.. Nieco przesadziłem z tym opisem, ale to celowy zabieg stylistyczny z mojej strony. Otóż wszystko sprowadza się do tego, co kiedyś pisałem. Że zdecydowana większość ludzi jest na mentalnym i emocjonalnym poziomie.. kilkunastoletniego dzieciaczka, dla którego cały świat to jedna wielka dyskoteka.

Nie tylko chodzi tutaj o upartywaniu swojego szczęścia wyłącznie w pobudzaniu ośrodków przyjemności w mózgu (seks, zakochanie, alkohol, narkotyk, film, serial, sport itp), choć to też ważny temat. Chodzi tutaj o przeświadczenie młodych ludzi – że owszem, rodzina swoją drogą, dzieci swoją drogą. Ale że ogólnie, zawsze będzie lekko, fajnie i przyjemnie, zawsze będą imprezki, ciekawi ludzie, szalone wypady do Paryża, Zakopanego, do Świnoujścia itp. Nie, niestety, nie będzie tak. Mamy w obecnym systemie dwie alternatywy do wyboru: albo samorealizacja, albo poświęcenie swojego życia w całości dla potomstwa. Nie wartościuję ani jednego, ani drugiego modelu życia, tylko chciałbym byś był świadomy konsekwencji. A o nich prawie w ogóle się nie mówi, podkreśla się tylko superlatywy.

Najlepiej oddaje to historyjka, którą opisywałem na swojej stronie już kilka razy. Otóż widywałem kiedyś sąsiada, jak wracał wykończony pracą na dwa etaty przed godziną 1 w nocy. Żona nie pracuje, zostaje z dzieckiem, a na chleb dla rodziny, kredyt hipoteczny, samochodowy i za ostatnią wycieczkę do Tunezji, trzeba zarobić. Więc taki mężczyzna wypruwa z siebie flaki od tej 9 do 1 w nocy, nie ma czasu na nic, nawet na chwilę zabawy z dzieckiem. Nie mówiąc już o tak ważnej sferze, jak życie seksualne z żoną. Wypije hektolitry kawy i często innych stymulantów (amfetamina, kokaina itp), jara papieroch za papierochem, wieczny stres, gówno zje, a w weekendy zachlewa się w trupa alkoholem (jedyna przyjemność jaka została z życia milionom mężczyzn, niestety).

Z takiego człowieka będzie fizyczny wrak człowieka już w wieku 40 lat. A psychiczny, biorący tony uspokajaczy i antydepresantów – znacznie wcześniej. Bo lata abstynencji seksualnej i braku realizacji na innych płaszczyznach robią swoje. Tak, to potwornie niszczy psychikę, choć nie mówi się o tym głośno. A przecież nikt takiemu facetowi nie tłumaczył, jakie są prawdziwe przyczyny tego, że żonę od lat głowa boli i co trzeba robić by temu przeciwdziałać. Bo uczono go liczyć te „komy i procenty”, uczono go być maszyną pracującą ku chwale i potędze systemu. Nie uczono go o psychologii, psychice, szczęściu.

mlodosc kariera rodzinaDobrze, i jaki z tego morał wynika? Otóż napisałem w tytule felietonu, że wiele rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci. Jest to teza nie tylko szokująca, ale i przerażająca, stawiająca całe życie społeczne na głowie. Taki młody człowiek, świeżo upieczony rodzic, konfrontuje te dwa wyżej wymienione przeze mnie mity, z bolesną prawdą na temat życia. Szalonych imprezek już nie ma. Na wycieczkę czy choćby wypad weekendowy w góry / nad morze / jezioro, nie ma ani czasu, ani pieniędzy, ani sił, ani sposobności. Krąg znajomych kurczy się do gadających o kupkach i soczkach rodziców, często sąsiadów. Po szaleństwach młodości, nie ma już śladu. Są tylko obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki.

Kartka papieru przestaje się kojarzyć z beztroską dziecięcego rysunku czy z szalonym menu ulubionej pizzerii czy pubu. Zaczyna się kojarzyć z przychodzącymi co miesiąc, biało-czarno-czerwonymi kwitami rachunków. Ta przysłowiowa kartka papieru, jak i wiele innych elementów dotychczasowej rzeczywistości, przestaje być elementem beztroskiej młodości, a staje się elementem brutalnej rzeczywistości od której nie ma już ucieczki. Świadomość tego często jest prawdziwym szokiem dla młodych rodziców. Choć nie przyznają się do tego publicznie ani nawet przed samym sobą za żadne skarby, to tacy ludzie często podświadomie zaczynają nienawidzić swoich dzieci.

Oczywiście, nie mogą powiedzieć wprost, że nienawidzą swoich dzieci i że podświadomie wiążą je z końcem emocjonalnego el-dorado z czasów młodości. Nie mogą też otwarcie nienawidzić swojego dziecka. Więc robią to jakby „naokoło”. U dwóch płci ta podświadoma, skrzętnie zakamuflowana nienawiść, przybiera odmienne formy. I tak matki, zaiast mówić dziecku że jest dobre, silne, że da radę, że wierzy się w nie, robią coś zupełnie odwrotnego. Taka podświadomie nienawidząca własne dziecko matka wmawia dziecku, że jest nieporadne, że nie da sobie rady, że jest ślamazarne, głupie, że lepiej by trzymało się bezpiecznych rozwiązań, by nie wychylało się przed szereg itp. To w potworny sposób pustoszy psychikę dziecka, czyniąc go często na lata nieszczęśliwym i emocjonalnie pokiereszowanym. U ojców przejawia się to inaczej. W przesadnej kontroli, nie okazywaniu bliskości, w przykładaniu się do twardego wychowania, a także, paradoksalnie – w częstym uciekaniu z domu w: pracoholizm, alkoholizm itp.

rodzina i dzieci

Ostatecznie, żyjemy w jakiejś popieprzonej, numerycznej symulacji, którą jest ta planeta. Może odbywa się tutaj jakiś chory, kosmiczny eksperyment. Przeczytasz o tym w artykułach zalinkowanych poniżej. Więc naprawdę nic się nie stanie, jeśli nie spełnisz tych wszystkich społecznych, związkowych i biologicznych żądań i oczekiwań. Dotyczy to obu płci. Tylko wyobraź to sobie – cały ten świat, misterium kłamstwa, oszustwa, konspiracji, gdzie nawet materia fizyczna jest numeryczną iluzją opartą o jakieś matematyczne algorytmy. Oddychaj, powoli.. I przeczytaj chociaż kilka poniższych artykułów.

Poczytaj też na ten temat na mojej stronie:
O dziecięcej radości i bezwarunkowym szczęściu, które zostało nam odebrane. Jak zrobiono z nas nieszczęśliwych niewolników? Kluczem nie polityka i spiski, a psychologia
Alkohol i inne narkotyki to poziom rynsztoka. Popieram całkowitą abstynencję i prohibicję!
Masz siłę i moc by zmienić (swój) świat!
Nie wierzysz Kefirowi, spiskowemu oszołomowi, to może uwierzysz innemu, popularniejszemu autorowi? Mówimy głośno o tym, co ludzie chcieliby ukryć!

Polecam też inne moje autorskie artykuły:
Szokująca wiedza tajemna: rzeczywistość jest numeryczną symulacją (hologramem) a my – jej więźniami
Rzeczywistość jest iluzją (hologramem) a my żyjemy w matrixie!
I upadłem, niczym Lucyfer..
Odważ się sięgnąć tych zadziwiających gwiazd!
Zbuntuj się przeciwko swoim katom! Ideologie i religie to więzienia umysłu, emocji i duszy
Szkodliwe wirusy wszczepiane małym dzieciom! [+18] „Pozostają tam całe życie, tak trudno je zwalczyć..”
Ziemia to planeta więzienna. Bezsensowny paradoks sensu życia

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.