Reklamy

Tag: kredyty

TY TAKŻE możesz pomóc zakończyć dyktat banków!

Dyktat banków i korporacji: jak walczyć z systemem?

Zdanie z „Małego Księcia”, lektury dla dzieci, którą przynajmniej kilka razy powinien przeczytać każdy.. dorosły, brzmi:

Królowie nie rządzą. Królowie tylko władają. To bankier rządzi, bo ma pieniądze.”

Jak myślisz, gdzie zapadają najważniejsze decyzje doczące Polski? W Warszawie? No nie za bardzo. 😉 W Moskwie czy Berlinie? Też nie. Może więc w Waszyngtonie lub w Nowym Jorku (siedziba ONZ)? Też nie.

Najważniejsze decyzje zapadają w tzw. „Banku Rozrachunków Międzynarodowych” w Bazylei. Jest to praktycznie zupełnie nieznana instytucja. Narzuca ona swoją agendę ekonomiczną (czyli tworzy i modyfikuje zasady ekonomii, tworzy i wygasza tzw. „kryzysy gospodarcze), daje wytyczne bankom narodowym (np. polski NBP czy amerykański FED), kontrolując je.

Każda złotówka, funt, dolar, juan, rubel i tak dalej, które zostały wyemitowane gdzieś na Ziemi, mają „wbudowany” dług. Pieniądz jest z definicji „papierem dłużnym.” Zasady generowania „papierów dłużnych” na ekranach bankowych komputerów zapadają właśnie w tym banku w Bazylei. Nie jest prawdą to, że rządzi ten, kogo nie wolno krytykować. Ludzkie doktryny i normy społeczne zmieniają się przez millenia i będą się ciągle zmieniać, to jest mniej ważne. Ten, kto kontroluje finanse, ten naprawdę rządzi. Ten, kto kontroluje finanse planety (Bank Rozrachunków Międzynarodowych), ten jest prawdziwym i już istniejącym rządem światowym. Choć jeszcze nie jest to rząd, który „zaprezentował się” ludzkości publicznie, to istnieje i działa.

Wszyscy powtarzamy jak mantrę zdanie, że banki rządzą światem. Kto jednak wie, jak temu zaradzić? Główną chęcią bankierów jest likwidacja pieniądza gotówkowego, czyli gotówki. Robi się to powoli i stopniowo, coraz chętniej wprowadzając kolejne ograniczenia na gotówkę. W USA bycie zwolennikiem gotówki jest już oficjalnie „niepoprawne politycznie”. Media w Unii Europejskiej przy każdym zamachu terrorystycznym jak mantrę powtarzają, że zamachowiec używał tylko gotówki, i że gotówka umożliwiła mu zamach. Czytaj dalej „TY TAKŻE możesz pomóc zakończyć dyktat banków!”

Reklamy

Nigdy nie podążaj za tym co narzuca Ci społeczeństwo!

Nigdy nie podążaj za tym co narzuca Ci społeczeństwo!

globalna świadomośćWbrew pozorom wiele zrozumienia dało mi czytanie portali lifestyle’owych. Czytałem tam wiele o problemach mojego pokolenia, pokolenia w wieku 25 – 35 lat. Sam w tym roku kończę 31 lat, ale żyję tak jakbym do swojego pokolenia się zupełnie nie zaliczał. Żyję w społeczeństwie i ze społeczeństwem, ale obok niego – nie daję mu sobie za wiele narzucać.

Nie wiem co to jest sojowe latte, zresztą nigdy bym czegoś takiego nie tknął. Jeśli piję kawę, to sypaną, siekierę, bez mleka, bez cukru i innych świństw. Gorzką jak cholera. Każda inna kawa wydaje mi się pedalska. Nie słucham coraz bardziej i bardziej niszowych i wyszukanych kapel (a przecież rock i metal to najbardziej popularna muzyka mainstremowa – ot, sprzeczność). Słucham albo ciężkie, apokaliptyczne techno, albo muzykę spokojną, romantyczną i podniosłą typu new age, chillout, space-ambient itp.

Wokół mnie trwa festiwal wieczorów kawalerskich i panieńskich, ślubów, galimatias porodów, czy szaleństwo parapetówek na które nie zaproszono najważniejszego gościa – przedstawiciela banku.. Ach ten cynizm. Widzę jak moje pokolenie tatusieje, kapcieje, dziadzieje. Dawne szalone krejzolki czy dawni ekscentryczni kumple teraz nie mają czasu i siły dosłownie na nic, żaden żart ich nie śmieszy, a wszystko oburza i wywołuje ból dupy.

Zero humoru, dystansu, luzu, tej wspaniałej dziecięcej radości, tego szaleństwa i hardcoru. Kiedyś można było z nimi pogadać o kontrowersjach, poszaleć, opowiedzieć jakiś chamski kawał. Dziś nic ich nie śmieszy, nie raduje, tylko ten grymas bólu na twarzy, wieczne rozdrażnienie i święte oburzenie. Oni mówią że teraz żyją na serio, i w pewnym sensie mają rację. Ja mówię że oni umarli za życia, i w pewnym sensie też mam rację.

zmiana życiaCzytanie różnych artykułów o problemach, bolączkach i rozterkach mojego pokolenia naprawdę wiele mi dało. Dało mi to o wiele więcej niż często wydumane teorie ezoteryczne, które w wielu wypadkach są nie do udowodnienia i nie do wcielenia w życie. To jest najważniejszy kompas który zawsze doprowadzi Cię do celu, gdy zastanawiasz się nad jakąś teorią ezoteryczną i każdą inną – JAKI DAJE ONA EFEKT I CZY DA SIĘ JĄ WCIELIĆ W ŻYCIE? Nic Ci nie da wiedza ezoteryczna, jeśli nie podeprzesz ją wiedzą o życiu realnym. Trzeba połączyć te oba źródła wiedzy.

Bowiem co Ci da czytanie kolejnej i kolejnej wydumanej teorii, jak przyjdzie jakaś kobieta której jedyne hobby to seriale, zakupy i plotki, owinie Cię wokół paluszka? A po ślubie, kredytach i urodzeniu dzieci zagoni Cię do roboty na dwa etaty? Gdzie ani na medytację, ani na książkę ani na seks nie będziesz miał nawet chwili czasu? Potrzebna jest nam wiedza o życiu jak i świadomość, że oficjalnie proponowane rozwiązania społeczne, oficjalne recepty na życie, nie działają. Ale mogą wręcz przynieść ogrom cierpienia, zła i trwale zahamować dalszy rozwój.

życieMoja recepta polega na poznaniu jak działa system, a nie jest to wiedza przyjemna dla psychiki. Powinieneś też rozpoznać które wartości, cele i priorytety są autentycznie Twoje (Twojej duszy), a które są syntetycznym tworem narzuconym przez rodzinę czy społeczeństwo. Nigdy nie podążaj za tym, co zostało Ci narzucone. Gdyż prowadzi to do cierpienia, nieszczęścia, niespełnienia, ciężkich chorób i bardzo często przedwczesnej śmierci. Dusza wykończona codziennym kieratem i zupełnym brakiem samorealizacji szybciej będzie chciała podjąć decyzję o śmierci i kolejnej inkarnacji.

Najważniejsze jest jednak to, że w pewnym momencie powinieneś przełączyć swoją percepcję na „tryb wyjebane„. Powinieneś znać tę wiedzę ale tak, by nie zatruła Ci ona życia i nie zniszczyła Twoich relacji. Od pewnego czasu to powtarzam – trzeba żyć, kochać i doświadczać pomimo wiedzy jaki jest ten świat, pomimo wszystko. Nie ma innej drogi. Można a nawet trzeba zrezygnować z tych propozycji życiowych i doświadczeń, o których wiesz, że na pewno byś ich nie udźwignął. Jest to wyjście, które ja nazywam „Hikikomori w wersji lifestyle„, choć ta nazwa jest trochę błędna.

miłośćAle droga całkowitej rezygnacji jest tak samo niszcząca, jak droga całkowitego oddania swego losu w ręce katów – czyli rodziny, społeczeństwa, ideologii, religii. „Tryb wyjebane” dotyczy przede wszystkim ideologii, religii, newsów i informacji, wiadomości o katastrofach, chęci posiadania racji, osądzania i oceniania, pogardy, wywyższania się, niechęci i nienawiści. Ideologie i religie to homeostaty / wahadła, czyli żyjące swoim życiem świadomości zbiorowe.

Są one z natury wampirami, ale nie tylko. Bo jak raz cię „zahaczą„, to będą prowadzić od jednej nieprzyjemności życiowej do drugiej. Mają one potężną moc kreacji przyszłości. Newsy, informacje, wiadomości o katastrofach, teorie spiskowe – są ekstremalnie destrukcyjnymi wahadłami. Odciąć należy się od nich teraz, natychmiast. Nad tym nie ma absolutnie żadnej dyskusji. Czy naprawdę uważasz że masz prawo do posiadania racji, do oceniania i osądzania? Przecież nie znamy nawet 1% prawdy, tak nasze postrzeganie jest zniekształcone. Daj innym ludziom żyć tak jak chcą, choćby to był żywot według Ciebie destrukcyjny i mało treściwy.

No i chęć posiadania racji jest zła z zasady, to od niej bierze się fanatyzm, nietolerancja, „ewangelizowanie” na siłę, nieporozumienia. Ocenianie, osądzanie jak i pogarda czy wywyższanie się generuje zaburzenia równowagi przestrzeni, więc wywyższający się delikwent uważający się za Bóg wie co, zaraz dostaje życiowego prztyczka w nos, np od zapijaczonego żula. Niechęć i jej pochodna, nienawiść, są odczuciami chyba najbardziej zasilającymi system. Stąd elity tworzą podziały we wszelkich dziedzinach życia – ideologie, religie, wierności, drużyny sportowe itp itd.

Popatrzcie na poniższy obrazek. No niestety ale tak to wygląda. Jedyne co można zrobić to odciąć się, zupełnie, by przestać być baterią zasilającą system. Gdy nie dotyczy Cię to zbiorowe szaleństwo, to od razu pół tony ciężaru lżej na duszy:

duchowośćFaceci w wieku 18 – 35, czytajcie portale kobiece i… uważajcie. To kopalnia wiedzy o życiu, której rodzina i ciotki klotki namawiające Was do rodzicielstwa, nigdy Wam nie powiedzą.. Popatrzcie na cytat kobiety z poniższego felietonu – jej seksu nie brakuje, bo ona ma coś co dla niej jest najważniejsze – dziecko. Jest naprawdę wiele kobiet, którym wystarczy miesiąc seksu, potem zapłodnienie, szybki ślub. Facet zrobił swoje, zagoniony do roboty na dwa etaty, więc seks już się nie liczy, nie istnieje.

Facet usidlony i nie ma się co starać. Staranie się o faceta, o związek, o podgrzewanie temperatury w nim – to duży wydatek energii dla organizmu. A natura ma jedno najważniejsze zadanie: oszczędzać energię za wszelką cenę. Związane jest to z „mentalnością niedoboru” charakteryzującą naszą planetę. Skoro „nie starczy dla wszystkich„, to trzeba rywalizować, konkurować, grać nieczysto, niszczyć innych, iść po trupach do celu. Wszystkie ludzkie systemy (kapitalizm, hierarchizm, rywalizacja, konkurencja, polityka, monogamia, purytanizm, patriarchat), a więc doktryny rdzenia cywilizacji, są bezpośrednią pochodną mentalności niedoboru.

Wyjście jest jedno.. stać się generatorem energii zamiast tym oszczędzającym i podkradającym jak większość. Ale to istna kwadratura koła z tym jest. I nie jest to na zawołanie. Inne wyjście to przepracowanie swoich samczych lęków i kompleksów. Związane są one właśnie z powyższymi doktrynami rdzenia cywilizacji. Jeśli zazdrościsz, jesteś zaborczy, chcesz mieć drugą osobę na własność, zakazujesz, nakazujesz – to przyciągasz takie właśnie kobiety. Podobne przyciąga podobne. Gdy uda Ci się wejść wyżej – wtedy będziesz dla nich niewidzialny. Wtedy wielu ludzi z Twojego życia, obojga płci – po prostu odejdzie.

Mężczyzna bez seksu umiera i to dosłownie, nie w przenośni. Seks i dobre emocje ze związku są baterią zasilającą mężczyznę. Gdy tego brakuje, zaczyna się umieranie – depresje, nerwice, choroby autoimmunologiczne, nałogi, zawały, udary, cukrzyce itp itd. Kobieta ma inne, znacznie potężniejsze źródło zasilania, czyli instynkt macierzyński. Jest to energia o sile nuklearnej. Wiele kobiet w tym całym domowym kieracie dzieci, kredytów, rachunków, czuje się autentycznie dobrze. Mężczyźni są w zdecydowanej większości pozbawieni instynktu ojcowskiego, więc tego źródła zasilania nie ma. Mężczyznę zasilają seks, dobre emocje w związku, hobby, pasje, samorealizacja.

Cytuję: „Ochota na seks w każdym razie mija, jak ręką odjął. Ale nieważne. Jesteście razem, ciche porozumienie między wami. Kładziecie się zmęczeni obok siebie. Wtulasz się w jego szyję, on gładzi cię po włosach. „Rano pojadę do przychodni z małym. Wezmę zwolnienie, bo ty masz teraz trudniej w pracy” – mówi. „Zrobię zakupy” – odpowiadasz. „To kup coś na rosół, zrobię dzieciom” – mówi on, bo jak chore, to rosół najlepszy. „A wiesz, jak wyzdrowieją, to odstawimy ich do dziadków, pójdziemy może do kina?”. No pewnie, świetny pomysł – mówisz już prawie przez sen.

I wcale seksu nie brakuje!

Zaraz znajdzie się tłum krytyków, który stwierdzi: co to za życie! Beznadzieja, on cię zostawi! Jesteś kwoką, znajdzie sobie młodszą. Albo: zachowujecie się jak stare dziady, tylko praca i praca, zero spontanu. Dno. Pewnie dorobkiewicze, kredyty spłacają, tylko współczuć.

Tymczasem ty wiesz, że to nieważne. Bo wiesz, że masz na kogo liczyć, że seks to w tym wszystkim tylko jeden z elementów i już nie najważniejszy. Już zbudował, co miał zbudować, teraz liczy się coś więcej.”
DALEJ: http://foch.pl/foch/1,139430,18594231,seks-kobiety-40-letniej-gdy-masz-dzieci-i-psa.html

Gdyby większość społeczeństwa miała rację, to mielibyśmy raj na Ziemi. Mamy za to nieustające wojny, konflikty, rzezie, przestępstwa, zdrady, biedę, nienawiść, i kolejne i kolejne pokolenia, które odeszły w poczuciu straconej szansy życiowej. Wchodząc w dorosłe życie pamiętaj, że są więzy, których nie da się przeciąć do końca życia. Zawiązuj je, wchodź w system, płódź dzieci, bierz kredyty – ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy wiesz że te więzy nie staną się dla Ciebie kajdanami, więzieniem bez ścian. Poniższy obrazek pochodzi z popularnego blogu Pokolenie Ikea:

relacje damsko męskieAutor: Jarek Kefir Czytaj dalej „Nigdy nie podążaj za tym co narzuca Ci społeczeństwo!”

Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi

Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi

wolnośćPisałem już w kilku artykułach o tym, czym jest wg mnie wolność, świadomość że alternatywy i inne wyjścia istnieją, i czym jest wg mnie wybór. I dlaczego tak ważne one są. Cały świat i całe społeczeństwo są tak skonstruowane, by: odbierać Ci wolność, by sprawiać wrażenie że alternatyw i innych wyjść nie ma, że nie masz wyboru. że musisz grać w gry społeczeństwa i koniec.

Według teorii ezoterycznej, społeczeństwo to samoświadomy organizm stworzony z myśli milionów połączonych umysłów, żyjący własnym życiem. To logiczne że taki twór posiadający samoświadomość dba o swoje interesy i ich strzeże. Ale ważniejsze jest pytanie, czy to co chce społeczeństwo, jest zgodne z tym, co chcesz Ty? Jeśli naprawdę jest zgodne – to wchodź w ten system. Są ludzie którzy w tym systemie czują się jak ryby w wodzie. Biorą od życia dokładnie to czego chcą, wszystko co istnieje mają na pstryknięcie palcem, nie boją się niczego. Umownie nazywam ich ekstrawertykami, choć wiem że to nie jest ścisłe i w 100% odpowiadające prawdzie. Ale są też ludzie mniej lub bardziej poranieni, dla których niektóre recepty na życie proponowane przez społeczeństwo oznaczałyby piekło na Ziemi. To z ich perspektywy piszę.

Ludzi którzy w systemie czują się jak ryby w wodzie jest mniejszość. Cele większości ludzi kolidują z tym, co wytycza społeczeństwo. Powód jest jeden – wartości społeczeństwa nie są kompatybilne z rzeczywistością, z realiami XXI wieku. Żyjemy w czasie spektakularnej destabilizacji i rozpadu systemów które przez tysiąclecia zapewniały jako taką stabilność. Systemy religijne, ekonomiczne, polityczne, ideologiczne, społeczne (MPP – monogamia, purytanizm, patriarchat) upadają lub już upadły.

Dzięki dostępowi do wiedzy całej planety, jak nigdy widać ich nieaktualność. Dawniej jeszcze jako tako trzymało się to w ryzach, bo ofiary tych systemów którym życie się nie ułożyło, milczały. Dziś jest internet gdzie anonimowo można się wyżalić, że w życiu nie wyszło, bo realizowaliśmy cudze, nie nasze cele i wartości. Ale wróćmy na chwilę do tego, czym jest w mojej opinii wolność.

Wolność to możliwość wyboru. Wolność to świadomość tego że istnieją inne wyjścia i alternatywy. Wolność to świadomość że masz przynajmniej o jedno wyjście więcej niż myślisz. A najczęściej masz ich o wiele, wiele więcej, choć cały świat próbuje Cię przekonać, że tak nie jest. Wojciech Eichelberger, polski psycholog, wypowiedział zdanie które jest jednym z najbardziej mądrych przysłów jakie zna historia całej planety: „Cnota jest tam, gdzie jest wybór„.

Wszystko co piękne, wzniosłe, boskie, dobre, przyjemne – jest tam, gdzie jest wybór i wolność. Jest tam, gdzie człowiek nie jest ograniczany, gdy wie że ma inne wyjścia, gdy ma świadomość że nic nieodwracalnego go nie krępuje. Porównaj stan zakochanych którzy nie chcą zamykać partnera w złotej klatce z tymi, którzy to robią, którzy zazdroszczą, kontrolują, osądzają. Porównaj stan osób w wolnym związku ze stanem małżeństwa z 10-letnim stażem z kredytami, dziećmi, obowiązkami i milionami innych codziennych, szarych lub wręcz traumatycznych zajęć.

O ograniczeniach możliwości wyboru związanych ze społecznymi rolami, pisałem w linku poniżej:
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?

Życie jest sztuką wyboru. Nie demonizuję tych którzy chcą się sprawdzić w systemie, w społeczeństwie i rzucają się w jego pełny wir. Być może Tobie jest pisana właśnie taka, społeczna droga. Ale chciałbym byś wybierał mądrze i świadomie, nie ponaglany przez nikogo. Byś wiedział że są inne alternatywy i że wszystko ma swoje konsekwencje, także te negatywne. Nie ma nic gorszego niż wybranie nie swojej drogi życiowej, bo inni nas do tego zmuszali. Często po takim narzuconym wyborze pojawia się nerwica, depresja, choroba ciała (fizyczna), nałóg, czy wręcz przedwczesna śmierć.. Tak, to są te prawa wszechświata o których piszę. Dodam jeszcze jeden cytat:

Cytat: „Egoizm nie polega na tym, że żyje się tak, jak się chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy.”
~Oscar Wilde

A ja mam jeszcze jedno do dodania. Egoizm jest wtedy jeśli narzucasz komuś swoją wizję szczęścia. Czyli wtedy, gdy dana osoba nie chce robić tego co Ty, gdy nie chce układać swojego życia tak jak Ty chcesz czy tak jak społeczeństwo żąda. Więc nazywasz ją egoistą by wymusić w niej zmianę zachowań / poglądów. I to jest właśnie egoizm. To jest bardzo paradoksalne – egoiści zarzucają Ci egoizm, ponieważ nie chcesz robić to co oni sobie wymyślili.

A jaka jest najlepsza droga? Przede wszystkim zaakceptowanie świata i społeczeństwa takich jakie są – z ich zakłamaniem, purytańską dulszczyzną, tkwieniem w zbiorowej psychozie, stanem półsnu. I najważniejsze – nie próbować tego zmieniać. Pisać o tym można, ale bez negatywnych emocji i bez chęci by inni zmienili się. Bo to niemożliwe. Zamiast koncentrować się na tym co złe, zakłamane – docenić codzienne radości, także te małe, i pielęgnować je. I kilka innych rzeczy które opisywałem, a które może wcielić w życie dosłownie każdy.

Dalej: jak wybierać to, co jest nasze, przy czym nie chodzi tylko o rzeczy? Pierwsza i najważniejsze sprawa – przeczucie. Druga – gdy wybierasz coś „nie swojego” co nie jest Ci przeznaczone – odczuwasz swoisty dyskomfort i musisz się logicznie przekonywać. To bardzo niedobrze gdy musisz używać logicznych argumentów do wybrania czegokolwiek w życiu. Jeśli coś naprawdę jest Ci pisane, nie będziesz musiał tego robić – bo będziesz to czuł od początku, bez logiki.. Tego nie da się racjonalnie wytłumaczyć w żaden sposób, ale to się sprawdza.

I jeszcze jedno.. Wybór – zawsze masz wybór. Chyba że świadomie pozbawisz się wyboru wybierając nie to co Ci przeznaczone.. Jak nie za pierwszym, to za trzecim czy dziesiątym a nawet dwudziestym razem otrzymasz to czego pragniesz. Jeśli znasz prawa wszechświata i je stosujesz – to szybciej niż później. I raczej nie pozbawiaj się możliwości wyboru i manewru grając w społeczne gry. Lepiej z czegoś zrezygnować niż potem do końca swych dni żałować że źle się wybrało i że nie można odejść.. Nie popełniajmy błędów rodziców – nasze pokolenie ma wiedzę całej planety w zasięgu kilku kliknięć myszką.

Cytuję: „Najbardziej jaskrawym i prostym przykładem, a jednocześnie treningiem zdolności określania swoich celów, jest wyszukiwanie niezbędnej odzieży. Przypomnij sobie, czy bywały wypadki, kiedy w zasadzie kupowałeś odpowiednią rzecz, a potem okazywało się, że przestaje Ci się ona podobać, nie pasuje na Ciebie albo ma jakiś feler. A czy zdarzało się, że ujrzałeś rzecz, od razu bez wahania ją kupiłeś i jesteś z niej zadowolony do dziś? Różnica między tymi rzeczami polega na tym, że pierwsza z nich jest obca, a druga – Twoja.

Pierwsza rzecz, która wydawała Ci się atrakcyjna, była przeznaczona dla innego człowieka.Możliwe, że zobaczyłeś ją u znajomego lub na manekinie. Jeżeli rzecz dobrze wygląda na innych, to jeszcze nie znaczy, że będzie Ci w niej do twarzy. Przy czym nie świadczy to o niedoskonałościach Twojego ciała, tylko o jego zaletach.Źle byłoby być manekinem, na którym wszystko dobrze leży. Silne wrażenie wywołuje nie ogólnie przyjęte piękno, a umiejętnie podkreślona indywidualność.

Zdaję sobie sprawę, że wszystko to wiedziałeś i beze mnie. Lecz długo chodzisz po sklepach i męczysz się, nie wiedząc, co kupić. Nie pomaga nawet znajomość fasonów, wyczucie mody, nawet dobry gust. Po długich poszukiwaniach i tak nie jesteś w pełni zadowolony z rzeczy, którą nabyłeś. Aby zawsze znajdować właśnie to, czego potrzebujesz, musisz nauczyć się odróżniać swoje rzeczy od cudzych. Jak to się robi? Nie uwierzysz, jakie to łatwe!

Po pierwsze, niech Cię nie męczy kwestia wyboru. To ewidentnie zakłóca równowagę. Im bardziej się stresujesz z tego powodu, tym gorszy będzie efekt. Nie ma sensu długo oglądać rzeczy i analizować ich wad i zalet. Umysł nie powinien brać udziału w wyborze, bo on i jego myśli to nie Ty, tylko nalot wahadeł. Po prostu chodź i oglądaj, o niczym nie myśląc, jakbyś był na wystawie.

Najpierw wyrób sobie ogólne zdanie o tym, co chciałbyś nabyć. Wcale nie musisz określać szczegółów. Jedynym opisem powinien być rodzaj odzieży. Na przykład jeżeli potrzebujesz płaszcza, postaw sobie cel – wybrać płaszcz, bez innych zbędnych warunków.

Niech rzecz wybiera Twoja dusza – jest ona znacznie bliższa tego, kim jesteś w istocie. Nie pominie ona ani jednego szczegółu i na pewno w porę wskaże właściwą rzecz. Dowiesz się o tym, jak tylko wśród mnóstwa rzeczy ujrzysz, a raczej poczujesz tę, która wzbudza szczególną sympatię.

Jeszcze raz podkreślam: nie trzeba analizować powodów, dla których dana rzecz wyda Ci się sympatyczna. Po prostu Ci się podoba i tyle. Można o niej powiedzieć: „Tego było mi trzeba”. Kup ją bez zastanowienia.Nawet jeżeli już długo szukasz i nie możesz znaleźć, nie zniechęcaj się – Twoja rzecz na pewno jest w jakimś sklepie. Jak nie w trzecim, to w dziesiątym.”
~Vadim Zeland

Poniżej lista nowych wpisów z kategorii: „Świadomość, wiedza ukrywana, tajniki psychologii, relacje i emocje oraz rozwój osobisty i duchowy„. Są to najnowsze wpisy, opisuję w nich prawa wszechświata i moją przygodę z ich poznawaniem i stosowaniem::)
https://kefir2010.wordpress.com/strony-linki/swiadomosc-nowe/

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej „Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi”

JESTEŚMY KOLONIĄ BANKÓW I KORPORACJI KTÓRE ROBIĄ Z NAS EKONOMICZNYCH NIEWOLNIKÓW!

Polska jest rajem dla bankierów i korporacji. Jesteśmy zniewoleni ekonomicznie, ale rzadko się o tym mówi. Nie tylko jesteśmy zasobnikiem taniej, wręcz niewolniczej siły roboczej. Banki i korporacje eksploatują nas na potęgę. Wyprowadzają z Polski kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie. I dzieje się to zupełnie w świetle prawa, bo tym bogatym wolno więcej.

Ryszard Petru przed nastaniem kryzysu gospodarczego zachęcał Polaków do brania kredytów we franku szwajcarskim. Swój kredyt szybko przewalutował. Zaś miliony ludzi zostało z kredytami, których mogą nie spłacić przez całe życie.

Kredyty frankowe są jednym wielkim oszustwem, tak samo jak i cała światowa ekonomia. Zapraszam do obejrzenia ponad godzinnego filmu o problemie kredytów we frankach.

Naszym wrogiem są elity zabierające 99% i nie uczestniczące w kosztach funkcjonowania państwa. Jednym z elementów tzw. planu Balcerowicza było wprowadzenie stałego kursu dolara w stosunku do złotego, w relacji 1 dolar to 9500 starych złotych. Stały kurs utrzymywano przez prawie półtora roku również na mocy porozumienia z MFW.

Potem zmieniono to na sztywny kurs w wysokości 1 euro = około 4 złote, i trwa to do dziś. Jest to tak skrajne tabu, że nikt o tym nie mówi, łącznie z obecnym rządem, który jest jaki jest, ale po 27 latach wziął się za naprawianie kraju. To jest przyczyna tego, że ceny mamy takie jak na zachodzie, zaś ze względu na wartość złotówki płace mamy jak na wschodzie. Pisałem o tym szerzej w poniższym artykule:
Czemu zarabiamy 4x mniej niż Niemcy przy identycznych cenach?! Odpowiedź jest szokująca bo to manipulacja elit!

ekonomia i gospodarka

Zapraszam Cię do przeczytania innych moich artykułów w temacie zniewolenia przez system i elity:

Czy naprawdę jesteś wolny? Elity dały Ci jedynie iluzję wolności
Mamy w sobie potężną siłę której możemy użyć przeciwko systemowi i elitom!
Przebudzenie ludzkości: to początek trudnej drogi, od której zależy nasze przetrwanie!
Przebudzenie ludzkości weszło w krytyczną fazę
Gdzie podziała się Twoja wolność? Całą Ziemia jest w ich rękach
Dlaczego w Polsce jest wieczna bieda i wieczne „nie da się”? Spojrzenie mistyczne na ten problem

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

NAJWIĘKSZY PRZEKRĘT PRAWNY WSZECH CZASÓW! STALIŚMY SIĘ NIEWOLNIKAMI KORPORACJI O NAZWIE III RP [CZĘŚĆ 3]

main-qimg-b3c9690cf603ed40629ec64bd00df18f

Zapraszam do przeczytania kolejnej części „największego przekrętu prawnego wszech czasów”. W części pierwszej była mowa m.in. o tym, czym tak naprawdę są PESEL, NIP, dowód osobisty, osobowość prawna, pożyczka bankowa. I jakie role one pełnią.

Okazuje się, że jesteśmy niewolnikami korporacji o nazwie „III Rzeczpospolita„, a w dalszej konsekwencji korporacji-matki, rdzenia systemu politycznego i gospodarczego Ziemi o nazwie „Corporation of London„. Ta niewola nie jest tylko przysłowiowa, metaforyczna.

Niewola ta jest oficjalna, choć w debacie publicznej głównego nurtu nigdy się o tym nie mówi. Pojęcia które my znamy, okazują się mieć zupełnie inne znaczenie. Oto w świecie prawa, za parawanem prawniczych, medialnych i politycznych „papug”, czai się mroczny świat. W którym to świecie jesteśmy po prostu własnością danej korporacji.

psychomanipulacja

Ten system jest tak skonstruowany, by wyzysk którego padamy ofiarą, był w pełni dobrowolny. Tak, dobrze czytacie. Oni bazują po prostu na naszej nieznajomości prawa, specjalnie skonstruowanego „papugowego języka„. Jak i na tym, że bierzemy zastaną rzeczywistość taką, jaką nam przedstawiają tak zwane „papugi„. Czyli nie umiejący myśleć, ale znakomicie wykształceni sługusi systemu.

Cały system bankowy, finansowy, opiera się na dobrowolności. Nie znasz swojego statusu ani swoich praw, więc Cię ogrywają na każdym kroku. Z drugiej strony, system ten istnieje po to, by trzymać w ryzach drapieżnych i wciąż nienasyconych ludzi. Którym wciąż bliżej do przysłowiowej małpy z brzytwą, niż do pełnoprawnego obywatela Ziemi i wszechświata.

Jednak system ten generuje niewolę, którą dobrze znamy z naszego codziennego życia. Elity polityczne zakładają, że skoro większość ludzi to na wpół dzikie zwierzęta, których jedynym celem życiowym jest zalanie się w trupa przed TV, to oni tak dostosują system, by wygodnie na nich pasożytować. I to się dzieje. Jest możliwe wygenerowanie w systemie bankowym choćby miliarda dolarów, którego nie trzeba oddawać bankowi.

illuminaci

Jednak robią to wyłącznie ludzie wtajemniczeni w system i w pewnym sensie.. odpowiedzialni. Bo gdyby dać te narzędzia ludziom, to na drugi dzień każdy miałby puste tryliony na kontach a gospodarka by legła w gruzach. A wraz z nią – ta cywilizacja. Tak naprawdę kryzys gospodarczy z roku 2008, jest jedną wielką ściemą. Banki nie tylko nie upadają, ale rosną w siłę i potęgę.

Mają oni coraz więcej zasobów, firmy pożyczkowe, chwilówkowe itp powstają jak grzyby po deszczu. Trwa globalna prosperita dla systemu bankowego pod fałszywą zasłoną „kryzysu gospodarczego„. Banki się bogacą, bo gra tutaj chodzi nie o papierowy czy elektroniczny pieniądz, który jest pusty i bez pokrycia. Gra toczy się o zasoby, o dalszy kształt systemu (który powoli się rozpada, ale to inna para kaloszy..) i o władzę.

Tak naprawdę to, co wielu zwolenników „teorii spiskowych” nazywa NWO (new world order) istnieje już od dawna, a nawet od bardzo dawna. Oni nie muszą już niczego zmieniać poza doprecyzowaniem szczegółów. Kłopot w tym, że niestety dla nas, przesadzili z pazernością na zasoby i żądzą władzy, jak to psychopaci, bo oni w większości są psychopatami. Klimat i ziemskie ekosystemy są w rozsypce, zasoby surowców na wyczerpaniu, upadają także struktury społeczne, religijne, ekonomiczne, etyczne, znane od wieków.

illuminaci (4)

Aby zrozumieć treść tego artykułu, koniecznie przeczytaj dwie pierwsze części – link poniżej:
Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP [część 1]
Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP [część 2]

Autor wstępu: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

  

Cytuję: „Dzisiaj napiszę kilka słów o tym, czym są sądy, czyli cały ten burdel, który skazuje ludzi za „zbrodnie”, chociaż nikomu nie spadł włos z głowy, ani nikt nie ucierpiał finansowo. A jednak, tysiące ludzi idą do pudła, bądź tracą masę czasu pracując na kary, mandaty, grzywny, kolegia itp.

Zanim wyjaśnię czym jest sąd – a jest ich kilka rodzajów – w tym pierwszej instancji jesteśmy dosłownie dymani ustawowo, a gnida w kostiumie, siedząc na podwyższeniu (to też nie przypadek) według własnego widzimisię bawi się ludzkim życiem wedle swojego humoru – musimy wyjaśnić, dlaczego ci ludzie myślą, że mogą to robić, i to zgodnie z „prawem”.

Otóż, cały system prawny operuje pod tzw. PRESUMPTIONS OF LAW, to znaczy – zakładają, że mają rację, że to co robią robią w dobre wierze i jest między nimi a resztą ludzi jakiś magiczny układ, który daje im prawo do łamania prawa, dosłownie. Tu jest magiczne słowo, którego chętnie używają tabuny ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia co ono znaczy i z czym się wiąże – OBYWATEL.

Nie wszystko jest poukrywane, więc zajrzyjmy do Wikipedii, co na ten temat powie:

Obywatel – członek społeczeństwa danego państwa, mający określone uprawnienia i obowiązki zastrzeżone przez prawo i konstytucję.

Przyjrzyjmy się dokładnie, co mówi ta definicja, i mimo że jest ich więcej, nie trzeba specjalnie szukać żeby coś z tego wywnioskować.

  1. „członek społeczeństwa danego państwa” – po pierwsze – wszystkie międzynarodowe prawa mówią jasno – członkostwo wszelakiej maści jest DOBROWOLNE, tu niestety żadnego wyboru nikt wam nie daje. Idziecie ładnie wypełnić akt urodzenia i dostajecie „kartę członkostwa”, czy wam się podoba czy nie.
  2. „danego państwa” – już pisaliśmy wiele razy i będę powtarzał aż do znudzenia – dzisiaj państwo to nie kawałek ziemi naszych przodków – TO KORPORACJA, oficjalnie zarejestrowana, mająca swoich właścicieli, beneficiaries, ludzi, którzy czerpią z tego kasę, zupełnie tak, jak sklep pani Joli z ogórkami.
  3. „mający określone uprawnienia” – bardzo ważne zdanie – uprawnienia są określone, to nie są jednakowe prawa, jakie mamy wszyscy – to nic innego jak korporacyjne przywileje – proszę to zapamiętać, bo do tego będę nawiązywał później.
  4. „zastrzeżone przez prawo i konstytucję” – jakie prawo? Prawa ludzkie? Naturalne? Na pewno nie -prawo wewnątrzkorporacyjne – czyli tzw. ustawy. A konstytucja to papier, który odnosi się WYŁĄCZNIE do public servants, nie do ludzi o prywatnym statusie.

Więc proszę bardzo – każdy dumny obywatelu, który chętnie nosi ten tytuł:

Jesteś członkiem (przymusowym) prywatnej korporacji o nazwie RP, twoje członkostwo otrzymałeś poprzez szwindel i kłamstwa, twoje prawa naturalne oddałeś dobrowolnie, a w zamian zgodziłeś się być tzw. pomiotem – przepraszam – podmiotem korporacyjnych szmatławców, zwanych ustawami, jednej głupszej od drugiej. Masz wyłącznie przywileje, które zarząd RP może ci odebrać w każdej chwili, potrzebujesz pozwolenia już niemal na wszystko poza puszczaniem bąków, a jak podpadniesz – w jednym ze swoich wewnętrznych trybunałów – zrobią z ciebie szmatę do wycierania ich brudnych gir. To jest rozszyfrowana definicja obywatela, kogoś, kto dobrowolnie oddaje swoje życie korporacji, w zamian za nieistniejące benefity, tzw. unilateral contract, czyli umowa, gdzie tylko jeden jest beneficjentem – korporacja RP, a drugi jest dymany aż mu oczy wyłażą – Ty.

A dlaczego to jest ważne w temacie sądów – bo każdy, kto pojawia się w jednym z tych wewnętrznych, korporacyjnych trybunałów jest traktowany jako PRACOWNIK tejże korporacji. Nie człowiek, nie kobieta, nie mężczyzna, tylko pracownik korporacji RP, który cieszyć się może wyłącznie przywilejami swoich panów – kierownictwa RP. Jak już wiadomo, owa firma ma swoje wewnętrzne prawa (ustawy) i nie muszą one być nawet sprawiedliwe, logiczne czy po prostu normalne. Wszystko co się dzieje wewnątrz RP jest jej własnością… twój czas i życie również (tylko z założenia).

Więc twój czas gdzie tyrasz – jest firmowy – bulisz podatki wszelakiej maści, twój samochód, dom, wszystko zostało oddane nie tyle w posiadanie firmie, ale benefit z posiadania należy się firmie. Ciężko to pojąć na początku, wyobraźmy sobie, że mam samochód, i pozwalam Jasiowi używać go przez miesiąc, w zamian za 100 zł. Samochód jest dalej mój, tzw. EQUITY jest moje, jednak Jaś może przez cały miesiąc czerpać z tego auta korzyści, jakie mu się podoba (jeżeli wcześniej nie nałożyłem warunków użytkowania). Czy mogę zawołać żeby Jaś mi oddał auto po 2 tygodniach, bo ja jestem jego właścicielem? Nie, mamy umowę, i będzie trwała tak długo aż się rozwiąże, albo Jaś zrobi mi kuku na drodze sądowej.

My pojawiając się w sądzie, z mety, mamy status pracownika RP, nikt nas o nic nie pyta, wręcz zapytani o status – dumnie mówimy, że jesteśmy obywatelami RP! Co więcej, ile razy przytaczamy konstytucję na swoją obronę…

Presumption of law jest takie, że dobrowolnie zostaliśmy pracownikami RP, zgodziliśmy się przestrzegać wszystkich firmowych zasad (ustawy), że dobrowolnie pojawiamy się w trybunałach firmowych zwanych sądami, że dajemy dobrowolnie moc decydowania o naszym życiu komuś, kto pełni funkcję managementu firmowego.

Pojawiając się w sądzie nikt nie neguje tych założeń, dokłada do tego, że jest obywatelem i ma na swoją obronę konstytucję…

Wiadomo już, że sąd to jest wewnętrzny trybunał, gdzie my jesteśmy traktowani jako pracownik RP, a przedmiotem całej sprawy nie jest prawdziwa zbrodnia. Żeby nastąpiła zbrodnia, musi być osoba poszkodowana, musi być ktoś, komu stała się krzywda, cielesna, bądź materialna. W sądzie, gdzie mamy kary za ustawy – taka poszkodowana osoba nie istnieje.

I nie musi, tak naprawdę. Czy pracując dla Coca Coli trzeba mieć osobę poszkodowaną, żeby zostać ukaranym? Oczywiście, że nie. Spóźniony do pracy, nie taki uniform, za długo na przerwie, itp. itd. Nikomu nie stała się krzywda przy tego typu naruszeniach, ale mimo tego, szef ma pełne prawo nas ukarać, wzywa nas na dywanik (sąd) i po prostu zabiera się do rzeczy.

Tu, w Coca Coli, nikt zupełnie nie rozwija tematu czy jesteś pracownikiem czy też nie, to jest z góry założone, zupełnie jak w sądzie, gdzie z góry jest założone, że jesteśmy nie tylko pracownikami RP, ale i co bardzo ważne: ZAWSZE jesteśmy na służbie.

Mogę dostać reprymendę, karę, bądź nawet stracić robotę, mimo, że za moje spóźnienie z przerwy nikomu nie stała się krzywda; złamałem zasady firmy i tylko to ich interesuje.

Co by się stało, gdybym poszedł odwiedzić kolegę w pracy (zakładając, że to możliwe)? Szef widząc mnie bez uniformu w czapce z daszkiem zaczyna się drzeć na mnie i straszyć, że wylecę z roboty. Będzie się darł do momentu kiedy nie usłyszy ode mnie – JA TU NIE PRACUJĘ. Nagle cały jego argument znika, dosłownie, nie ma żadnej władzy nade mną, w dupie mam jego zasady, uniformy, godziny przerw i inne ustawy firmy Coca Cola, jedyne, o co może mnie poprosić, to żebym opuścił miejsce pracy, bo ja tu nie mam co szukać – tyle.

Tak samo jest w sądzie, gdzie jesteśmy wzywani, niczym parobek firmowy. Kawałek papieru twierdzi, że mamy zostawić nasze życie i lecieć na dywan do zarządu, bo ktoś powiedział, że tak ma być.

Tam dostajemy karę, za to, że będąc na służbie dla RP (założenie) nie wywiązaliśmy się ze swoich obowiązków (przestrzegania ustaw) i czeka nas kara.

A kto kiedykolwiek zapytał grzecznie tych przebierańców w togach – jaki my mamy wspólny biznes? Dlaczego wydaje się wam, że możecie mnie tu ściągnąć wbrew mojej woli i zmuszać mnie do przestrzegania korporacyjnych reguł, zwanych ustawami? ( I cała masa innych pytań, na które nie mają odpowiedzi. O tym, co mówić napiszemy później).

Cały sekret polega na tym, że ludzie nie mają pojęcia co się dzieje, kim są i dlaczego inny człowiek rości sobie prawo do tego, żeby zabrać komuś czas, pracę, a nawet wolność, mimo, że ten nie zrobił nikomu krzywdy, nie ma nikogo żywego, kto potwierdziłby, że złamaliśmy kontrakt, bądź zrobiliśmy komuś krzywdę.

Poprzez nasze akcje, formularze wypełniane na zawołanie, dokumenty które ktoś powiedział, że „musimy” mieć, kontrakty bezterminowe, gdzie tylko jedna strona otrzymuje benefit, oddaliśmy naszą wolność korporacji RP. W oczach systemu nie jesteśmy ludźmi, jesteśmy „podmiotami” – to jest bardzo ważne, żeby zrozumieć, jak zredukowany jest nasz status, z człowieka, do podmiotu.

To, co się dzieje w całym procesie może kiedyś opiszemy jak będą chętni poczytać, każda „zbrodnia” posiada swoją wartość monetarną i nie mam na myśli tylko tego, że to my „płacimy” jakąś karę, nasz trust account / akt urodzenia są dojone odpowiednio tyle, ile system sobie zażyczy. Nikogo nie dziwi fakt, że np. w Ameryce jest tyle więzień i tylu ludzi w nich siedzi, co najmniej połowa za łamanie ustaw? Ci ludzie nie pracują, nie dokładają się do produkcji niczego, są w pudle, jedzą, piją, śpią, i kosztuje to majątek – a żaden nie dostaje rachunku za ten hotel wychodząc??? Otóż, jego majątek, w postaci własności części zasobów ziemi USA jest dojony podczas jego pierdzenia w pudle.

Cala szopka z imieniem: osoba prawna to tylko część tego oszustwa, sedno sprawy polega na tym, że poprzez swoje akcje, dokumenty, poprzez swoją niewiedzę zostaliśmy pracownikami RP. To jest z góry założone, nikt o to nie pyta, po prostu wszystko rozgrywa się z pominięciem tego najważniejszego elementu.

Piotras


Sądy c.d.

Cytuję: „Jak już wyjaśniłem, sądy (poza wyjątkami – sądy tzw. equity, gdzie jest osoba poszkodowana), to nic innego jak wewnętrzne, korporacyjne trybunały, gdzie pajac w todze może dosłownie zrobić co mu się żywnie podoba z nami, i do tego – nie ponosi żadnej odpowiedzialności (tak mu się tylko wydaje).

„Sprawy” w takim sądzie, to farsa, debilizm do takiej potęgi, że czasem ciężko uwierzyć, jakim cudem ludzkość zapędziła się w takie szambo. Czy wiecie, że tylko w 2014 korporacja USA wprowadziła aż 3659 nowych ustaw? Tylko w jednym roku, to jest ponad 10 ustaw dziennie, zakładając, że te darmozjady pracują tylko kilka godzin dziennie (i tu jestem bardzo optymistyczny) – to mamy nową ustawę co kwadrans. Kiedyś czytałem, że za czasów Blaira – nowa ustawa była tworzona co pół godziny… rozumiecie teraz po co są sądy? 3659 ustaw w jednym roku… potrzeba wielu sądów, żeby „karać” pracowników, bo jak to mówi law society – ignorancja nie jest wymówką. Kto z was zna chociaż jedną ustawę? Połowa uchwalana jest w nocy, przed świętami, a te najbardziej ciekawe, mają pół tekstu wyjęte ze środka – a my potem idziemy jak barany do sądu i robimy to, co nam to całe kretyństwo nakazuje.

Jeśli są obce cywilizacje to patrzą na nas z prawdziwym politowaniem…

Nie zapominajmy jeszcze o naszych przyjaciołach w niebieskich mundurach – ci koledzy upewniają się, że system ma stały dopływ pieniędzy, żeby nie tylko prosperować, ale i rozrastać się w szalonym tempie. Koledzy rodacy w zielonych mundurach, ci są wykorzystywani do prac większego kalibru, np. do „demokratyzowania” opornych państw, jak Irak, Libia itp… wiecie, żeby w nich w końcu zapanował pokój i demokracja na nasz styl, czego mamy dowód dzisiaj w wydarzeniach na świecie.

Wracamy do sądów, sam fakt, że pojawiamy się tam na wezwanie (pamiętamy, że chodzi wyłącznie o wykroczenia ustawowe – jeżeli zrobiliśmy komuś krzywdę lepiej pojawić się na wezwanie), utwierdza system w przekonaniu, że jesteśmy ich podmiotem. Jak inaczej wytłumaczyć zjawisko, gdzie jeden człowiek, z krwi i kości, taki sam jak ja, wysyła mi kawałek papieru i rozkazuje mi się pojawić u niego na dywanie o określonej godzinie i dniu? Jeżeli ja wyślę tobie taki papier, że masz jutro o 9 być u mnie w piwnicy, to co zrobisz? Wyśmiejesz mnie i powiesz „nie jesteś moim szefem, idź do diabła” prawda? Wystarczy, że jest jakaś pieczątka, jakieś logo sądu, jakiś pajac ma przed nazwiskiem „sędzia” i nagle wszystko się zmienia. To jest fenomen tego systemu, papierowy tygrys i setki lat prania bani. Nie trzeba kajdanów, wystarczy kawałek papieru!

Więc przychodzimy na wezwanie, jako grzeczny pracownik RP, który śmiał być nieposłuszny i złamał jedną z milionów korporacyjnych zasad, dajemy grzecznie dowód osobisty – żeby jeszcze ich upewnić, że jesteśmy tam właśnie w tej funkcji i idziemy na strzyżenie, nic więcej, nie ma mowy o logice, nie ma mowy o tym, że nie wiedziałem, że ustawa jest głupia, że robi mi krzywdę. Dochodzi do takich paranoi, że rząd rości sobie prawo do słońca (Hiszpania) i musisz płacić podatek od baterii słonecznych, do wody deszczowej (USA, gdzie nie wolno gromadzić wody z deszczu) i tak dalej, do ziemi (USA), policja rozkazuje zniszczyć ogród przed „prywatną” posesją, bo nie wolno hodować marchewki, i tak dalej.

Jeżeli ludzie nie widzą, że to wszystko to gra, to brak im 5 klepki, a może nawet wszystkich na raz.

Pragnę zwrócić uwagę po raz kolejny na przyczynę tego zjawiska: jak to możliwe, że z jednej strony słyszymy, że wszyscy LUDZIE są sobie równi, a z drugiej strony żyjemy w takim więzieniu, że nam się w głowie nie mieści?

Oddaliśmy dobrowolnie naszą wolność, na zawołanie, bez przymusu, a nasze lenistwo i ignorancja to broń numer jeden tych, którym się wydaje, że mają wszystko już załatwione, że durna masa telewizyjnych zombie już nic nie zrobi.

Jeżeli będą chętni poczytać, omówimy trochę procedury sądowe, co się dokładnie dzieje w czasie „rozprawy”, kim są ludzie tam obecni, jaką rolę pełnią i drugą stronę medalu – metafizyczną stronę tego całego szamba, bo nie chodzi tylko o pieniądze. Pamiętajmy, że architekci tego systemu mogą produkować tyle pieniędzy, ile im się tylko zamarzy.

Wiem, że to tylko bardzo ogólny obraz całego zjawiska, i tylko mała jego część, bo nie opisuję tzw. equitable claim, czyli sądów gdzie jest prawdziwa zbrodnia – ktoś komuś zrobił krzywdę, nie zapłacił, złamał kontrakt itd. Myślę, że to nie jest aż takie trudne do pojęcia, że jeśli wyrządzisz drugiej osobie krzywdę, muszą być tego konsekwencje, dlatego chciałem skupić się na ustawach, na tej całej farsie i pseudo sprawiedliwości, gdzie beneficjentem jest tylko i wyłącznie system, korporacja RP, a całe stado (my) jest golone do gołej skóry, a na koniec jeszcze im ładnie dziękujemy.

Na koniec tego krótkiego artykułu, podam kilka ciekawostek, które mogą rzucić trochę światła na „sąd”. Język angielski jest bardzo magicznym językiem, dlatego między innymi został wybrany na język nowego świata.

  1. Ustawa, to tzw. ACT, (między innymi, jest wiele definicji), to act – znaczy dosłownie udawać, grać, wcielać się w rolę. Człowiek w todze gra swoją rolę, udaje kogoś, jego rola w tym teatrze to „sędzia”.
  2. Ustawa to również tzw. BILL, bill to nic innego jak RACHUNEK, tak, rachunek do zapłacenia. Jak myślicie, na jakiej podstawie rząd RP pożycza pieniądze od prywatnego banku centralnego, mimo, że mógłby drukować pieniądze sam i nie być obciążony odsetkami? Powstaje ustawa, tym razem o zwiększeniu podatku od nieruchomości, mądre głowy w firmie kalkulują, ile kasy wpłynie po upływie roku z tego tytułu, i mając te dane – pożyczają ową kwotę od prywatnego banku.
  3. Sąd to tzw. COURT, czyli miejsce, gdzie odbywa się gra, zupełnie jak w tenisa, piłka będzie odbijana z jednej strony na drugą, aż komuś się powinie noga i będzie bulić.
  4. Dlaczego ludzie w sądzie siedzą w tzw. boksach (box – pudełko)? Jest zasada tzw. four corners czyli 4 kątów / ścian. Wszystko co jest zamknięte w takim pudelku (3d albo na papierze) istnieje tylko wtedy, kiedy system wyrazi zgodę. Dlaczego podczas rozpraw niektóre rzeczy nie znajdują swojej drogi do tzw. PUBLIC RECORD? Czyli transkrypt może zawierać tylko to, czego zapragnie system, a co niewygodne zostanie pominięte. To się dzieje notorycznie.
  5. Kim jest adwokat – ATTORNEY? Czy ktoś poszukał kiedyś definicji tego słowa? To TURN, znaczy zmieniać kierunek, obracać, ATTORNEY AT LAW znaczy ktoś, kto będzie obracać, zmieniać kierunek prawa, tak żebyśmy na koniec dostali w tyłek tyle, ile sobie zażyczy jego kolega grający rolę sędziego.

Jest tego mnóstwo, niestety trzeba trochę pokopać, żeby to znaleźć, a na polskich stronach nie ma mowy, że coś podobnego będzie. Pracownicy RP są bardzo dobrze kontrolowani, mają tyrać, jeść byle co, oglądać tv i spać, a jutro – powtórka.

Piotras


Parę słów o lichwie

Cytuję: „To jest temat, którego wciąż się uczę, nie tak wytrwale jak kiedyś to robiłem, ale chętnie podzielę się tym co już wiem, choć zdaję sobie sprawę, że to tylko kropla w morzu. Ale warto to wiedzieć.

Nie będzie łatwo wytłumaczyć, jakim cudem ten cały syf zwany ekonomią w ogóle działa. Fenomen tego jest tak prosty, że 99% ludzi nie jest w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, więc odrzucają to niemal z mety. W zamian za to, słuchają mądrych ekonomistów, wykresów, stóp procentowych, itp. itd. Większość ludzi zatraciła możliwość zadawania logicznych pytań, takich, które mogą przynieść zrozumienie tematu.

Zanim podzielę się tym, czego już się zdążyłem dowiedzieć, chciałbym zadać kilka pytań, na logikę, bez potrzeby głębokiej analizy systemu finansowego, takie pytania, na które każdy mógłby odpowiedzieć, albo przynajmniej zastanowić się  na chłopski rozum.

To jest fakt, że system upewnił się, że nie wiem NIC o pieniądzach. Nie wiemy skąd się biorą, jaki jest mechanizm ich powstawania, funkcjonowania itd.

Na pytanie skąd się biorą pieniądze – zapewniam was, 99% ludzi zapytanych na ulicy nie będzie miała zielonego pojęcia i będzie tyle teorii, ile ludzi zapytanych. Co niektórzy będą mówić o banku centralnym, cyfrowej walucie itd., ale obawiam się, że konkretnej odpowiedzi nie otrzymacie.

Wszyscy słyszymy, że świat ma długi, nie tylko jeden kraj, nie jedna firma RP, dosłownie wszyscy mają ogromne długi, dług publiczny rośnie tak i tak, i wszyscy są w czarnej dupie. Pytanie:

  1. Jeżeli wszyscy mają długi – to komu są winni? Jeżeli niemal cała planeta jest w długach – to komu? Kto pożyczył ziemianom tyle kasy? Ludzie z Marsa? A jeżeli są sobie nawzajem dłużni, dlaczego nie zredukują sobie nawzajem długów? Komu jesteśmy winni tyle, że wszyscy siedzimy w czarnej dupie?
  2. Jeżeli jest na tej planecie ktoś, kto ma magiczny guzik do produkcji pieniędzy, to czy ta cała kasa naprawdę jest coś warta, tyle żebyśmy my musieli pracować od świtu do nocy, za coś komu zajęło to kilka sekund, kliknąć w klawiaturę albo guzik drukarki???
  3. Skoro wszyscy jesteśmy w długach, jakim cudem jest coraz więcej firm pożyczkowych, banków, lichwy wszelakiej maści? Skoro ludzie nie spłacają „długów”, tych pieniędzy powinno być coraz mniej do pożyczania, a nie więcej prawda? Skoro Jaś nie oddal mi 20 000, to ja mam w swojej kasie o 2 dychy mniej i nie mogę już tych pieniędzy nikomu pożyczyć prawda? Więc nie byłoby dziwne, gdybym nagle ogłosił że pożyczam nie tylko 20 000 ale 50 000???
  4. Skoro prawo bankowe zabrania pożyczania pieniędzy depozytorów, do tego bardzo duża cześć ludzi nie spłaca „pożyczek” jakim cudem powstaje coraz więcej lichwy? Nie, nie drukują sobie na kolanie kasy, o tym później.
  5. Kiedy bank „pożyczył” Jasiowi poł miliona $ na dom, Jaś nie spłacał, bank zabrał dom i sprzedał na aukcji za 300 000, to jest 200 000 $ w plecy? Proszę pomnożyć taki scenariusz razy kilka tysięcy miesięcznie w całych USA i policzyć, ile kasy „stracił” bank, więc jakim cudem rośnie w siłę do takiego stopnia że niedługo będą mieli złote kible? (Detroit – można kupić dom za kilka tys., dom za który bank kiedyś „zakredytował” komuś np. poł miliona $)

Takich pytań są setki, nikt nie zastanawia się dlaczego tak to wszystko wygląda, że może to, co słyszymy na lekcjach ekonomii to nie do końca jest prawda. Ludzie, tęgie głowy, którzy mają kilka liter przed nazwiskiem wiedzą całe gówno o tym, czego uczą. Zapewniam was, że pół godziny przelewania takich informacji do ich wyedukowanej, kwadratowej głowy spowoduje zawiechę systemu myślowego – wiem, bo sam byłem tego świadkiem. Więc nie ma się co dziwić że Jaś ma zero pojęcia, kto i jak go dyma, mnie tylko dziwi fakt, że ludzie nie chcą wiedzieć, to jest przerażające. Wolą pracować w pocie czoła na wyimaginowane pożyczki, które nie istnieją, nie istniały i istnieć nie będą.

Nie mamy prostych odpowiedzi na te pytania obawiam się, nasze zrozumienie mechanizmu pieniędzy jest niemal zerowe, zupełnie tak, jak w medycynie, polityce, szkolnictwie – wszędzie niemal oddajemy sprawę w ręce „profesjonalistów”, czy to w białym kitlu, mundurze czy drogim garniturze. Nie ma w nas już ani krzty ochoty, żeby się dowiedzieć samemu. System „edukacji” i telewizja zrobiły swoje.

Zanim wyjaśnię mechanizm powstawania tzw. „kredytów” napiszę kilka słów o historii biznesu, tzw. commerce i o powstaniu bardzo ważnego prawa finansowego jakim jest BILLS OF EXCHANGE ACT z roku 1882, który do dnia dzisiejszego stanowi filar powstawania kredytów.

To co powiedziałem wcześniej – banki nie mogą pożyczać pieniędzy depozytorów. To jest ustanowione prawnie, ale nawet na logikę: nie trzeba być geniuszem, żeby to zrozumieć. Ile kosztuje mieszkanie w Warszawie? 300 000zl? 500 000 zł? Weźmy pół miliona.

Ile ma statystyczny Jaś w banku? 5 tysięcy? 20 tysięcy? Teraz proszę pomyśleć, ile takich Jasiów musiałoby wpłacić swoje całe oszczędności na sfinansowanie jednego tylko mieszkania. Dla porównania, tu w UK bank LLoyds chyba chwali się w reklamie tv że udzielają kredytu mieszkaniowego w kraju – co 15 minut… rozumiecie? Jaś ma tylko parę tysięcy w banku, a co 15 minut bank przyznaje „kredyt” na mieszkanie warte setki tysięcy… Na wiele, wiele lat…

To po pierwsze, po drugie, jeżeli bank pożyczałby pieniądze depozytorów, co by się stało, gdyby wielu Jasiów zechciało wybrać swoje oszczędności? Nawet jak im będą kazać czekać dzień czy dwa, „kredyt” na mieszkanie potrzebuje wielu lat, żeby się „spłacić”. Nie ma w tym nic dziwnego?

Weźmy pod uwagę to, co mówiłem wcześniej – wielu ludzi podupada i przestaje spłacać „kredyty”. Skąd bank weźmie wtedy pieniądze, żeby pooddawać takim Jasiom, skoro wielu ludzi nie spłaciło „pożyczek”?

To nie są ciężkie pytania, nie potrzeba mieć magistra ekonomii, żeby takie rzeczy przemyśleć, a co więcej – im wyżej wykształcony ekonomista, tym trudniej mu poukładać sobie to w bani.

Skoro bank nie pożycza żadnych pieniędzy, to skąd się biorą fundusze na dom, mieszkanie, samochód? Przecież Jaś, korzystając z tychże mechanizmów może jutro kupić mercedesa. Ten samochód istnieje, fizycznie, ktoś dostał pieniądze na konto i dał Jasiowi kluczyki.

Zanim wyjaśnię, napiszę słówko o historii biznesu, kiedy jeszcze większość wartościowych rzeczy, jak złoto itp., była przewożona na statkach, które tonęły i były napadane przez piratów.

Ludzie biznesu ówczesnych czasów zaczęli się drapać w głowę. Coraz więcej tracili majątku na rzecz zatoniętych statków, napadów, piratów. Postanowili wprowadzić system, gdzie sam produkt, jak złoto, nie będzie musiał być transportowany. Nie musiało opuszczać sejfu właściciela, wystarczyło, że ten wysłał kuriera z dokumentem, na którym było napisane, że następuje transfer majątku. Taki dosłownie paragon, który drugi człowiek – ten który to otrzymał mógł spieniężyć bądź wymienić na inny towar. Tak narodził się BILLS OF EXCHANGE ACT, który działa do dnia dzisiejszego. To w telegraficznym skrócie, ale będzie potrzebne do zrozumienia pieniędzy.

Pamiętacie, jak pisałem o tym, że my – my wszyscy – jesteśmy wspólnie właścicielami ziemi Polskiej i wszystkiego co na niej i w niej się znajduje? To ma ogromną wartość monetarną, ogromną, i nie należy do rządu – należy do ludzi. My jedynie daliśmy swoją część w zarząd RP, po to, żeby zarządzali tym w mądry sposób i na naszą korzyść (wiem, że jest dokładnie odwrotnie).

Więc skoro bank nie ma prawa pożyczać pieniędzy depozytorów, nie drukuje sam, ile mu się podoba, to skąd są fundusze na dom dla Jasia? Bills of exchange act się kłania i majątek Jasia – część zasobów Polskiej ziemi.

Dzisiaj Jaś idzie do banku pogadać o „pożyczce” na swoje wymarzone M. Bankier zbiera dane Jasia, żeby upewnić się, że ten nie wisi już nikomu nic, że nikt nie przeszkodzi owemu bankowi kroić Jasia przez najbliższe 25 lat…

Jaś dowiaduje się, że jest OK, i zaczyna wypełniać papiery, podpisuje umowę o kredyt i wraca do domu. Będzie teraz czekać, aż bankier zadzwoni, że mogą sfinalizować umowę i Jaś dostanie siano na mieszkanie.

Po roku 2008 jeden z czołowych bankierów UK powiedział takie słowa: „Powodem tego kryzysu był nieodpowiedzialny dostęp do prywatnego kredytu”, ale ta bardzo ważna wypowiedź nie miała żadnego oddźwięku, bo ludzie nie zrozumieli co ten pan powiedział.

Dostęp do prywatnego kredytu? Jaś podpisał umowę o kredyt… bank nie pożycza pieniędzy depozytorów… Bills of exchange act… akt urodzenia… majątek ziemi Polskiej… zaczyna to wszystko mieć sens?

Nie znam do końca kulisów bankowych, nie interesuje mnie zresztą już na tym stopniu, co się dzieje z czekiem, gdzie leci, kto podbija itd. Interesuje mnie fakt, że są fundusze i to są moje fundusze – nikomu nie jestem winien ani grosza.

Jaś podpisuje umowę o „kredyt”. Bankier wypełnia swoją część (bardzo ważne, żeby było wszystko na tym, czego wymaga bills of exchange act), zanosi gdzie trzeba, umowa zostaje podbita – zupełnie jak czek (endorsement) i zostaje otwarte nowiutkie konto, specjalnie dla Jasia. Na to konto zostaje wpłacony ten nowy czek – nasza umowa o „kredyt”. Ciekawe prawda? Zanim Jaś nie podpisał umowy, fundusze nie istniały w ogóle, za podpisem Jasia na kawałku papieru – nagle pojawiły się pieniądze na ukochane M dla Jasia.

Proszę wytężyć głowę teraz:

Jeżeli Jaś był twórcą (to jego podpis dał życie funduszom) tejże kwoty, poprzez mechanizm bankowy – to do kogo należą te pieniądze? Czy należą one do banku (który de facto nie miał ich zanim Jaś nie podpisał umowy), czy należą do samego Jasia, który dosłownie dał im życie w momencie podpisania owego dokumentu?

To nie wszystko, pamiętacie jak pisałem, że równie ważne jest to, co jest powiedziane, jak i to KTO to powiedział? I że pełnimy wiele funkcji, ról w naszym życiu, nosimy wiele czapek na głowie i biznesie, który dzieje się niemal cały czas w naszym życiu?

Piotras


Lichwa c.d.

Cytuję: „O co chodzi z tymi rolami i „czapkami” jakie nosimy na co dzień, i co to ma wspólnego z pieniędzmi i bankami?

Otóż, kiedy pojawiamy się w banku – z jakiegokolwiek powodu i jesteśmy jedną ze stron transakcji finansowej, to właśnie ta rola, w jakiej występujemy niesie ze sobą określone uprawnienia i obowiązki – i to się tyczy obu stron.

Kiedy wpłacamy pieniądze na konto jesteśmy w roli depozytora, kogoś, kto przynosi swój majątek do tej instytucji i mamy prawo do naszej własności, jaką są właśnie te pieniądze. Mamy prawo je wybrać, zgodzić się na odsetki na koncie itd. Bank ma obowiązek ochrony tych funduszy i wypłaty na żądanie. Tak jest tylko w teorii, bo w praktyce bywa zupełnie inaczej. Bank może zamknąć swoje wrota i olać depozytorów (Grecja) albo nawet ukraść depozytorom pieniądze z konta (Cypr), więc w praktyce bywa inaczej.

Jaką czapkę nosimy, gdy przychodzimy po kredyt na mieszkanie? Jak już wspominałem wcześniej – zależy kiedy. W momencie kreowania pieniędzy poprzez monetaryzację (nie wiem czy to dobre tłumaczenie, może raczej spieniężenie, ale po Polsku to brzmi niedorzecznie – ang. monetising ) naszej umowy, czyli zamienienia umowy na czek, mamy czapkę kreatora pieniędzy – nasz prywatny kredyt jest źródłem tych pieniędzy.

Kiedy finalizujemy umowę, podpisujemy wszystkie papiery później, mamy na głowie czapkę kredytobiorcy, kogoś, kto dosłownie pożycza pieniądze na mieszkanie. Nie ma tu żadnego znaczenia fakt, że to jedna i ta sama osoba, o tym nikt wam nie powie. Nawet gdyby, to występując w innej roli mamy przecież inne prawa i obowiązki. I tu jest cały myk, coś czego nikt nas nie nauczył we wspaniałym systemie de-edukacji państwowej, i nie przez przypadek zresztą.

Więc jeżeli po tych wszystkich zabiegach Jaś ma mieszkanie, ma też kredyt, co się więc stało z tym Jasiem, który stworzył owe pieniądze, występując w roli kreatora, tego który własnym podpisem stworzył całe fundusze na swoje wymarzone M?

Odpowiedź jest bardzo krótka, i banalnie prosta – zniknął i nigdy się już nie pojawił. Zupełnie tak, jak CEO Coca Coli, nie przyjdzie do pracy, już nigdy, bo mu się odwidziało. Czy zniknął z planety? Nie. Czy żyje i ma się świetnie – pewnie tak, po prostu zrezygnował ze swojej roli, od dzisiaj nie obchodzi go co się dzieje w firmie, ta rola jest dla niego skończona.

To właśnie się stało z naszym Jasiem i jego rolą kredytotwórcy – stworzył fundusze, powierzył je bankowi i zniknął z wizji – już się więcej nie pojawił, ani razu. Te fundusze, podejrzewam, są traktowane jako darowizna, nic innego nie przychodzi mi do głowy, jak zaksięgować taki asset żeby nie należał do Jasia.

Po „kredyt” Jaś przychodzi w roli potrzebującego, mimo że to on sam jest kreatorem tychże funduszy – dzisiaj, przy podpisywaniu „pożyczki” ani on, ani pani z banku o tym nie mówią, oboje nie mają o tym pojęcia tak naprawdę. Jaś „pożycza” pół miliona i od jutra zakłada chomąto na swoją głowę i tak mu zostanie przez następne 25 lat…

Tu się kończy rola Jasia, został jednym z milionów ludzi, którzy sami sfinansowali swoje domy, a tyrają tylko po to, żeby system miał luksus, a bankierzy karmany wypchane pieniędzmi. Nikogo nie dziwi fakt, że jak walnęło w 2008 i multum banków ogłosiło padakę – to szefowie tych złodziejskich instytucji odchodząc pobrali multimilionowe odprawy? Skąd? Jeżeli bank jest na krawędzi niewypłacalności – skąd miliony dla bossów?

Ten cały krach bankowy to sfingowana reżyserka, nic więcej, bo skoro żaden bank nie stracił ani dolara „pożyczając” dosłownie nic – to jakie mogą mieć straty? Żadne – właśnie takie. A że wypchali system tzw. SPV i deratywami powstałymi na podstawie nie istniejących „pożyczek” to już ich problem, ale za to beknął szary Jaś i miliony innych.

Do rzeczy, po co nam to wszystko wiedzieć tak naprawdę? Ano po to, żeby móc odebrać swoje pieniądze. Nie będę udzielał dokładnych instrukcji jak to zrobić, jest już tyle materiału, że kto zechce, rozkmini to sam. I dodam, że te artykuły nie są poradami prawnymi jak się pozbyć pożyczek, mimo, że można z nich wyciągnąć poprawne wnioski jak się do tego zabrać.

Napiszę tylko kilka ciekawostek na ten temat, a każdy zrobi z tym co zechce.

Tak jak powiedziałem wcześniej – nie udzielam rad prawnych, więc wszystkie decyzje jakie ktokolwiek podejmie w tym temacie – robi na swoją odpowiedzialność.

Proszę tylko pamiętać o jednym – jeżeli komuś przyjdzie do głowy, żeby oddalić kredyt bez uprzedniego poważnego studiowania tematu – to już ostrzegam, że będzie to bolesna lekcja i najprawdopodobniej znajdzie się na ulicy.

Czy jest to w ogóle możliwe? Oczywiście, ja sam znam osobiście ludzi, którzy to zrobili, co prawda w UK, ale system bankowy w bloku IMF jest wszędzie niemal jednakowy.

Oto kilka ciekawostek na ten temat, które mogą się przydać w studiowaniu tematu.

  1. Jeżeli podstawą powstania „kredytu” jest podpis Jasia, i bank nie udziela żadnej pożyczki tylko monetaryzuje (tłum. – monetising) umowę Jasia zgodnie z bills of exchange act – to co to znaczy? Ano znaczy to, że jeżeli bank niczego nie pożyczył, nie ma prawa żądać niczego z powrotem – proste. Jeżeli ja, tylko udaję, że pożyczam ci 100, ale tak naprawdę ci tej stówy nie dałem, to czy mam prawo wołać, żebyś mi oddał tę stówę – plus odsetki? Chyba raczej nie, wydaje mi się.
  2. Skoro bank nie miał tych funduszy, to jak mógł je Jasiowi pożyczyć? Nie mógł.
  3. Jeżeli wg prawa można żądać odsetek tylko wtedy, kiedy występuje ryzyko strat, to jakim prawem bank, nie dość, że nic nie pożyczył Jasiowi, żąda nie tylko tej sumy z powrotem, ale jeszcze paręset procent extra????

Proste pytania wydawałoby się, ale proszę mi wierzyć – trzeba by było pójść bardzo wysoko na drabinie władzy bankowej, żeby otrzymać odpowiedzi. Ja znam kilka osób, które wykładają bankowość, i po 15 minutach rozmowy – stali się bladzi jak ściana, nie mają pojęcia o co chodzi, a często nawet zaprzeczają, nie mając żadnych dowodów na obalenie tych tez – tylko dlatego, że to burzy ich cały świat, fundament zrozumienia, i tak naprawdę zmusza do tego, żeby spojrzeć w lustro i zobaczyć osła w odbiciu.

Miałem również okazję poznać bardzo wpływowego bankiera z CITI, i po krótkiej rozmowie spławił mnie bardzo szybko, myślę, że dobrze wie o czym mówię, bo wytrzeszczył gały i omija mnie wielkim łukiem od naszej rozmowy.

Co dalej z tymi informacjami?

Pamiętacie artykuły na temat prawa kontraktowego? Te warunki kontraktu, bez których ŻADEN kontrakt nie może być ratyfikowany? OK, dla przypomnienia:

– full disclosure: czyli kawa na ławę, WSZYSTKIE informacje przed podpisaniem umowy. Nie muszę dodawać, że w umowie „kredytowej” wszystkie ważne rzeczy są ukryte, prawda?

– Equal consideration: czyli obie strony wnoszą do umowy coś wartościowego… my wnosimy nasz prywatny kredyt wart pół miliona, a bank? A bank wnosi obowiązek dla nas – pracy przez następne 25 lat, po to żeby spłacić nieistniejącą „pożyczkę”… nie ryzykując dosłownie nic, bo nic nam nie dali.

Jeszcze kilka ciekawych rzeczy odnośnie procesu udzielania „pożyczki” i punktów 1, 2, 3.

Ad. 1. Co się stało z umową Jasia, która dała życie funduszom? Warto by było o to zapytać bank. I nie przez telefon, pisemnie, do najwyższej osoby jaką tam znajdziecie. Umówić się na spotkanie, żeby zobaczyć swoją umowę, pierwszą, z własnoręcznym podpisem. Ja obstawiam, że spławią was z kwitkiem, na zachodzie dochodzi do tego, że banki mówią, że nie mają już tej umowy, potrafią powiedzieć nawet, że zgubili… tylko że ta umowa, to własność Jasia i bank nie ma prawa z nią nic zrobić bez zgody Jasia (co prawda, w umowie ukryte jest pełnomocnictwo prawne do tej umowy, o tym napiszę później).

Kiedy i jeżeli w ogóle tam się znajdziecie, popatrzcie na tę umowę, czy jest coś w niej innego, niż było w dzień podpisania. Jeżeli w ogóle ją zobaczycie, będzie podbita niczym czek (endorsement) właśnie po to, żeby posłużyć jako depozyt na nowiutkie konto.

Jeszcze mała ciekawostka – jeżeli nie ma umowy – nie ma „kredytu”… to chyba zrozumiałe? Jeżeli bank twierdzi, że Jaś wisi pół miliona, a nie ma na to dowodu, bo wszystko co posiada w swoich archiwach, to kopie, skany, wydruki, a nie PRAWDZIWA I ORYGINALNA umowa, którą podpisał Jaś własną ręką – nie ma żadnej pożyczki… Jaś nie wisi ani centa. Ciekawe prawda?

Jeżeli ta umowa jest, ale istnieje w innej postaci niż kiedy ją podpisał Jaś, czyli ma jakieś stemple, daty, extra podpisy i tak dalej – to już nie jest ta sama umowa. Ten dokument został zmieniony, i nie można go użyć jako dowodu istnienia „kredytu”, umowy nie ma…

Ad 2. Skoro bank nie miał tych pieniędzy zanim Jaś podpisał umowę, to chyba byłoby mądrze ich zapytać. Oczywiście pisemnie, do wysokiego bankowca w tej placówce, bo pani Jadzia w okienku nie będzie miała zielonego pojęcia o czym mówcie. Takie proste pytanie, zaadresowane imieniem i nazwiskiem: czy może pan/pani potwierdzić, że fundusze na moją „pożyczkę” znajdowały się w posiadaniu banku? Czy jest pani/pan gotowy potwierdzić to pisemnie pod przysięgą, jeżeli zajdzie taka konieczność?

Będą wracać bardzo dziwne odpowiedzi, albo żadne, warto spróbować, w cztery oczy zwłaszcza, zobaczyć jak się bankier zaczyna pocić (przed wyjściem – podpis i odpowiedź na papierze).

Ad. 3. Jeżeli odsetki mogą być zaaplikowane wyłącznie wtedy, kiedy pożyczający ryzykuje swój majątek – to kiedy bank cokolwiek zaryzykował, nie dając Jasiowi zupełnie nic? To jest ciekawy temat, i rozkładając całą akcję „kredytowania” na części pierwsze – można nawet tępemu bankowcowi pokazać, że jest jakiś problem w tym całym obrazku.

To jest tylko kilka rzeczy na temat „kredytu” na mieszkanie, prawda jest taka, że jest więcej sposobów niż jeden na wyzerowanie takiej pożyczki. Znam przypadki kiedy wyjątkowo dociekliwi „kredytobiorcy” dostawali różne oferty od swoich banków w zamian za zamkniecie mordy. Niektórzy ciągnęli aż do sądu, gdzie bank po prostu się nie pojawiał, niektórzy dostawali ofertę obcięcia „pożyczki” o 50%, czasem nawet 70% i oczywiście tzw. non disclosure agreement – czyli umowa o zamkniecie jadaczki pod groźbą więzienia za jej złamanie. Niektórzy nie musieli spłacać już ani grosza, niemniej jednak walka była długa i zacięta.

Proszę nie brać za wyrocznię tego co opisuję, wszystko czym się dzielę, to zbiór informacji, które ludzie w innych krajach udostępniają, ludzie którzy mają w tym doświadczenie, którzy sami przeszli przez tę drogę, często do samego końca.

Proszę samemu zrobić dochodzenie w każdym temacie, nie tylko w tym, to są wskazówki, ciekawostki, których ja jestem pewien, ale dopiero jak sam zrobię proces tak wielki jak „pożyczka” na nieruchomość i wygram – wtedy udostępnię szczegóły – krok po kroku.

Na razie zastosowałem metodę „nie ma umowy – nie ma pożyczki” ratując mojego kolegę. On jakiś czas temu wziął „kredyt” z banku na rozwinięcie biznesu, który mu niestety nie wyszedł. Przestał spłacać tę „pożyczkę”, bank po jakimś czasie sprzedał ją firmie windykacyjnej – nie jednej zresztą i zaczęła się łapanka.

Był już czas, kiedy na drzwiach miał naklejkę z firmy windykacyjnej, że niedługo przychodzą wynosić rzeczy z domu.

Jak to zrobiliśmy? Bardzo prosto. Wiadomo, że bank nie pożyczył mu żadnych pieniędzy, owa umowa zamieniona na czek popłynęła już w siną dal, razem w SPV i dalej na market. Więc bank już jej dawno nie miał. Nie miał jej też w dniu, w którym odsprzedał „pożyczkę” firmie windykacyjnej za jakieś pestki.

Więc wysmarowaliśmy fajne pismo do tejże firmy o treści mniej więcej takiej:

” …bardzo chętnie ureguluję mój rzekomy dług, jaki firma x próbuje ode mnie wyegzekwować, niemniej jednak, aby być zupełnie w zgodzie z prawem, mam tylko jedno żądanie: proszę potwierdzić swoje roszczenia poprzez dowód istnienia tejże rzekomej pożyczki, bardzo proszę o spotkanie, gdzie przedstawiciel pańskiej firmy pokaże mi ową umowę, z moim własnoręcznym podpisem. Jeżeli twierdzi, że to był bank xy, i w jego imieniu następuje windykacja – ów bank powinien posiadać tę umowę.

Zaraz po tym, jak upewnię się, że mają państwo w posiadaniu podstawę do swoich roszczeń – moją umowę o rzekomy kredyt – szybko pobiegnę do bankomatu wybrać pieniądze, żeby wam je wpłacić”.

Bardzo ciekawa odpowiedz nadeszła od tych ludzi:

„…pokażemy wam tę umowę, jak zapłacicie nam £1″…

Prawda, że ciekawe? Po co chcą 1£??? Przecież chcą odebrać tysiące…

To jest temat na osobny artykuł, powiem tylko tyle, że gdybyśmy dali im tego 1£, to pies byłby pogrzebany i mój kolega musiałby spłacać ten fikcyjny dług. Nie daliśmy im nic, bo to oni mają roszczenia i obowiązek udowodnienia ich prawdziwości. Zniknęli jak kamfora, wszyscy. Od czasu do czasu mój kolega dostanie pismo od jakichś innych bidaków (windykatorów), którzy byli na tyle głupi, żeby odkupić po raz kolejny tę „pożyczkę”, której nikt nie może ściągnąć.

Tyle, nikt mu niczego nie zabrał, nie zabrał z konta, z wypłaty, z domu. Jeden list i hieny zniknęły całkowicie.

To nie koniec, wg prawa – jeżeli ktoś ma roszczenia bezpodstawne – a taka firma windykacyjna nie mając umowy ORYGINALNEJ ma tylko takie roszczenia – można im dowalić i to zdrowo.

Wg prawa, ten kto ma nieprawdziwe roszczenia, może być ukarany 3+1, czyli – firma terroryzująca mojego kumpla musiałaby zapłacić mu 3xoryginalną sumę+tę sumę. Czyli jak go ścigali za 20 000£, on poprzez dosyć prosty proces mógł od nich wyciągnąć 80 000£. Nie miał ochoty, ucieszył się tylko, że się odwalili.

Piotras


Cytuję: „Chciałbym wytłumaczyć to dziwne zjawisko, kiedy firma windykacyjna poprosiła nas o 1£ w zamian za to, że pokażą nam ORYGINALNĄ umowę o pożyczkę między moim kolegą a bankiem.

To na pierwszy rzut oka wyda się bardzo dziwne, ale niestety wewnątrz tej gry obowiązują dziwne nieraz prawa, których ludzie na ogół nie rozumieją i właśnie dlatego takie rzeczy jakie dzieją się np. w Polsce są w ogóle możliwe – kiedy komuś ginie dowód, a ktoś inny biorąc pożyczkę na zaginiony dokument zwala odpowiedzialność na tego, komu ten dowód zginał, albo komornik zabiera traktor sąsiadowi za długi jego kolegi zza miedzy.

To bardzo przykre powiedzieć, ale nasz kraj wiedzie prym w tych oszustwach, na takie rzeczy jakie się tu dzieją, żaden normalny kraj – właściwie ludzie sobie nie pozwalają. Nie wiem z czego to wynika, może z niewiedzy, a może po trosze z naszego charakteru, tej zawiści i nienawiści do drugiej osoby, która napędza tę karuzelę szelmostwa.

To dlaczego firma, która ścigała mojego kumpla za 15 000£ nagle prosi o 1 £ w zamian za to, że pokażą nam tę umowę jako podstawę do swoich roszczeń?

Wszystko opiera się na prawie kontraktowym, to nic innego jak oferta i akceptacja oferty. W momencie przyjęcia oferty, (1£) nawiązuje się między nami umowa, od tej chwili, poprzez naszą akcję (zaplata 1£) dajemy życie nowemu biznesowi, który niesie ze sobą straszne konsekwencje – dla mojego kumpla rzecz jasna.

Jeżeli zapłacilibyśmy tego funta, to w świetle prawa przyjęliśmy do wiadomości (nie)fakt, że ta firma windykacyjna posiada umowę, o którą prosimy. W związku z tym, nabiera praw do jej egzekucji. Wiem, że to nie ma sensu na pierwszy rzut oka, ale niestety tak jest. Firma dalej nie ma tej umowy, w żadnym wypadku, ale teraz może wejść na drogę sądowa i poprzez system i jego procedury zmusić mojego kolegę do spłaty nie tylko rzekomej pożyczki, ale jeszcze wszystkich opłat, jakie sobie naliczyła firma windykacyjna.

Niedorzeczność – wiem, ale tak jest. Oferta kontra oferta, akceptacja – mamy razem interes, tak to wygląda.

Firma windykacyjna X odzywając się do nas listownie zaproponowała nam interes, ano taki, że będą z nas ściągać jakieś długi i proszą o natychmiastowe spłaty, lelum-polelum i tak dalej. Co robi statystyczny Jaś? Nie mając pojęcia, że bank mu nigdy nic nie pożyczył, najpierw dostaje mikro zawału, potem zaczyna spłacać wszystko to, czego X zażąda, a jak nie – to dobiorą mu się do skóry. Jaś nie ma pojęcia, że X nie ma żadnego prawa nic z niego ściągać, ale poprzez swoją akceptację (zgoda na żądanie, poprzez uiszczenie pierwszej wpłaty) oferty kontraktu potwierdza w oczach prawa, że chce z własnej woli wstąpić w biznes z X. Od tej pory X ma prawo zmielić Jasia jak im się tylko spodoba, bo Jaś nie mając pojęcia o niczym nie będzie potrafił niczego zakwestionować. Dlatego firmy jak X powstają jak grzyby po deszczu, są dosłownie jak pasożyt, który dosiada Jasia po tym, jak inny pasożyt (bank) już dobrze wydoił Jasia wcześniej.

A jak sobie poradzić z taką firmą X, która bardzo „poważnie” płodzi owe dokumenty? Poprzez tzw. conditional acceptance – czyli zaakceptowanie oferty POD WARUNKIEM. W ten sposób nie stajemy się stroną konfliktową w świetle prawa, nie jesteśmy kimś, kto odrzuca ofertę, bądź ją ignoruje – o tym wspominałem już kiedyś – nie ignorujemy pism z żądaniami.

Więc robimy to, co napisałem w liście za mojego kumpla, akceptujemy tę ofertę pod warunkiem, że X przedstawi nam niezbity dowód na to, że w ogóle ma jakieś prawo do roszczeń majątkowych. Pytamy o coś, czego X nie posiada, nie może posiadać, bo prawnie nie ma takiej możliwości – czyli naszej oryginalnej umowy z bankiem, która rzekomo dała życie owej pożyczce.

A czemu X nie może jej posiadać w oryginalnej postaci? Z kilku powodów – po pierwsze – ta umowa została zmonetaryzowana i razem z innymi tego typu środkami zwanymi SPV – special purpose vehicle – została sprzedana dalej, inwestorom, którzy ją potem ubezpieczają i tak dalej. Po drugie – my nigdy nie mieliśmy żadnych interesów z X, X nie było stroną w oryginalnym kontrakcie pomiędzy nami a bankiem, to jest tzw. third party intervener – czyli osoba trzecia, z którą nie mamy żadnych interesów, ktoś zupełnie obcy wchodzący między wódkę i zakąskę. Poza tym – umowa oryginalna jest własnością Jasia, w niezmienionej postaci musi pozostać na czas trwania kontraktu (umowa o pożyczkę) i bank nie ma prawa jej nikomu sprzedać bez naszej zgody (tylko teoretyczne rzecz jasna, bo oni to robią bezprawnie cały czas), dlatego X nie ma prawa do żadnych roszczeń, to po prostu kant.

Inaczej ma się sprawa z komornikiem z urzędu, gdzie jest wyrok sądowy i sędzia podpisał własnoręcznie takie roszczenia – tu jest ogromna różnica, napisze później co wiem o tym.

Wszystkie zadania od firm windykacyjnych prywatnych jakie widziałem (a widziałem sporo, mój  drugi znajomy przez jakiś czas pracował jako komornik) to była po prostu żenada. Kawałek papieru z logo, dużo pustych słów, pogróżek, żądań, podopisywanych zer i numer telefonu jakiegoś Kazia – managera, do którego trzeba zadzwonić już teraz, bo jutro zabiorą telewizor – kabaret po prostu – oczywiście żadnych czytelnych nazwisk i podpisów.

Więc piszemy do X w jak najszybszym czasie z prośbą o udostępnienie tejże oryginalnej umowy na podstawie której X ma swoje żądania. Dajemy 10 dni na odpowiedz, i piszemy taka kontrofertę w sposób odpowiedni – taki, że w przypadku braku odpowiedzi – X przyznaje się do tego, że ich żądania to czyste oszustwo. To jest bardzo ważne, sposób pisania, żeby postawić X w takim miejscu, że mają przewalone, cokolwiek zrobią, bądź nic nie zrobią – brak odpowiedzi to najlepsza odpowiedź – tu przypominam ignorowanie pism – brak odpowiedzi z naszej strony – przyznanie się do zaakceptowania oferty/roszczeń.

I jeszcze jedno – bardzo ważne, tak ważne, że tyczy się wszystkiego, nie tylko komorników, całego prawa, we wszelakiej postaci (oprócz korporacyjnych, debilnych ustaw): TEN KTO STAWIA TEZĘ – MA OBOWIĄZEK JĄ UDOWODNIĆ.

Jeszcze raz – X przysyła mi pismo do domu, że jestem im winien siano – to jest ich teza, teraz spoczywa na nich obowiązek udowodnienia, że mają prawo do tych pieniędzy. System i szkoła wywala wszystko do góry nogami, zamiast pytać – mówimy i potwierdzamy, zamiast zmusić kogoś do udowodnienia swojej racji – zaczynamy się bronić stawiając tezy – i brniemy coraz głębiej w bagno.

X chce moich pieniędzy, bo bank im podarował moją rzekomą pożyczkę…

Proszę bardzo:

„Bardzo chętnie spłacę wszystkie należności (jesteśmy w oczach prawa bardzo w porządku, akceptując grzecznie ofertę i nie kreując problemu), pod jednym warunkiem – że X mnie przekona o podstawie swoich roszczeń”. Mam na myśli umowę, oryginalną, w niezmienionej postaci, z moim własnoręcznym podpisem, która rzekomo dała życie tej całej sytuacji.

Bądź, podpisany nakaz sądowy, gdzie sędzia czytelnie podpisał, zaraz po tym, jak odbyła się sprawa sądowa, o której ja byłem poinformowany (dowód w postaci listu poleconego z sądu i moim podpisem odebrania) przez co miałem szansę – zgodnie z prawem – do swojej obrony.

X znika jak kamfora, uprzednio próbując tanich (1£) chwytów, żeby złapać nas na kruczki prawne, jakie system stworzył, żeby kroić ludzi.

Ja bardzo chętnie skroiłbym taki X na 3+1, właśnie po to, żeby dowalić tym hienom, ale jak już wcześniej wspomniałem, mój kumpel bardzo się ucieszył mając ich z głowy.

Jest jeszcze sposób na to, żeby bank nigdy nie zaraportował negatywnie do banku informacji, bo tak naprawdę żadnej pożyczki nie było, więc nie było obowiązku żadnych spłat – więc nikomu się krzywda nie stała, ale to już temat na osobny artykuł.

Więc tak to się ma, „akceptacja pod warunkiem” jest jedną z najsilniejszych broni przeciwko gnidom komorniczym, firmom X, które powstają z dnia na dzień, i często ta technologia jest wykorzystywana przez tzw. freemen przeciwko korporacjom rządowym jak RP, bo tak naprawdę RP nie rożni się wiele od X, ale o tym kiedy indziej.

Piotras

Źródło artykułów: https://astromaria.wordpress.com/

Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP [część 2]

Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP [część 2]

NWO (2)Zapraszam do przeczytania drugiej części „największego przekrętu prawnego wszech czasów”. W części pierwszej była mowa m.in. o tym, czym tak naprawdę są PESEL, NIP, dowód osobisty, osobowość prawna, pożyczka bankowa. I jakie role one pełnią.

Okazuje się, że jesteśmy niewolnikami korporacji o nazwie „III Rzeczpospolita„, a w dalszej konsekwencji korporacji-matki, rdzenia systemu politycznego i gospodarczego Ziemi o nazwie „Corporation of London„. Ta niewola nie jest tylko przysłowiowa, metaforyczna.

Niewola ta jest oficjalna, choć w debacie publicznej głównego nurtu nigdy się o tym nie mówi. Pojęcia które my znamy, okazują się mieć zupełnie inne znaczenie. Oto w świecie prawa, za parawanem prawniczych, medialnych i politycznych „papug”, czai się mroczny świat. W którym to świecie jesteśmy po prostu własnością danej korporacji.

Tych korporacji jest wiele. Nie chodzi tutaj tylko o przedsiębiorstwa. Bowiem każde państwo, każdy bank, każdy samorząd, każde ministerstwo, każda struktura władzy, a nawet każda diecezja ma strukturę korporacji. Dodatkowo, system prawny został tak sprytnie zaprogramowany, byśmy tego nie dostrzegli. Wiedza którą zamieszczam poniżej, jest potężnym narzędziem, polecam.

Aby zrozumieć treść tego artykułu, koniecznie przeczytaj część pierwszą – link poniżej:
Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP

Cytuję: „To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać.

Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy.”
~Jan van Helsing, „Ręce precz od tej książki

Autor wstępu: Jarek Kefir Czytaj dalej „Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP [część 2]”

Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP

Największy przekręt prawny wszech czasów: staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP!

NWOWklejam dziś cykl szokujących artykułów o tym, czym tak naprawdę jest cały system finansowy, bankowy i prawny. Czym tak naprawdę jest i jakie konsekwencje niesie za sobą: akt urodzenia, PESEL, dowód osobisty, pożyczka bankowa. Materiał jest po prostu szokujący, bo prawdziwe znaczenie tych terminów jest przed nami ukrywane.

Ten system jest tak skonstruowany, by wyzysk którego padamy ofiarą, był w pełni dobrowolny. Tak, dobrze czytacie. Oni bazują po prostu na naszej nieznajomości prawa, specjalnie skonstruowanego „papugowego języka„. Jak i na tym, że bierzemy zastaną rzeczywistość taką, jaką nam przedstawiają tak zwane „papugi„. Czyli nie umiejący myśleć, ale znakomicie wykształceni sługusi systemu.

Cały system bankowy, finansowy, opiera się na dobrowolności. Nie znasz swojego statusu ani swoich praw, więc Cię ogrywają na każdym kroku. Z drugiej strony, system ten istnieje po to, by trzymać w ryzach drapieżnych i wciąż nienasyconych ludzi. Którym wciąż bliżej do przysłowiowej małpy z brzytwą, niż do pełnoprawnego obywatela Ziemi i wszechświata.

Jednak system ten generuje niewolę, którą dobrze znamy z naszego codziennego życia. Elity polityczne zakładają, że skoro większość ludzi to na wpół dzikie zwierzęta, których jedynym celem życiowym jest zalanie się w trupa przed TV, to oni tak dostosują system, by wygodnie na nich pasożytować. I to się dzieje. Jest możliwe wygenerowanie w systemie bankowym choćby miliarda dolarów, którego nie trzeba oddawać bankowi.

Jednak robią to wyłącznie ludzie wtajemniczeni w system i w pewnym sensie.. odpowiedzialni. Bo gdyby dać te narzędzia ludziom, to na drugi dzień każdy miałby puste tryliony na kontach a gospodarka by legła w gruzach. A wraz z nią – ta cywilizacja. Tak naprawdę kryzys gospodarczy z roku 2008, jest jedną wielką ściemą. Banki nie tylko nie upadają, ale rosną w siłę i potęgę.

Mają oni coraz więcej zasobów, firmy pożyczkowe, chwilówkowe itp powstają jak grzyby po deszczu. Trwa globalna prosperita dla systemu bankowego pod fałszywą zasłoną „kryzysu gospodarczego„. Banki się bogacą, bo gra tutaj chodzi nie o papierowy czy elektroniczny pieniądz, który jest pusty i bez pokrycia. Gra toczy się o zasoby, o dalszy kształt systemu (który powoli się rozpada, ale to inna para kaloszy..) i o władzę.

Tak naprawdę to, co wielu zwolenników „teorii spiskowych” nazywa NWO (new world order) istnieje już od dawna, a nawet od bardzo dawna. Oni nie muszą już niczego zmieniać poza doprecyzowaniem szczegółów. Kłopot w tym, że niestety dla nas, przesadzili z pazernością na zasoby i żądzą władzy, jak to psychopaci, bo oni w większości są psychopatami. Klimat i ziemskie ekosystemy są w rozsypce, zasoby surowców na wyczerpaniu, upadają także struktury społeczne, religijne, ekonomiczne, etyczne, znane od wieków.

Cytuję: „To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać.

Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy.”
~Jan van Helsing, „Ręce precz od tej książki

Jak to wszystko się skończy?

Autor wstępu: Jarek Kefir Czytaj dalej „Największy przekręt prawny wszech czasów! Staliśmy się niewolnikami korporacji o nazwie III RP”