Reklamy

Tag: Janusz

Neoliberalizm to niewolnictwo XXI wieku. Czeka nas szok przyszłości!

Neoliberalizm to niewolnictwo XXI wieku. Czeka nas szok przyszłości!

neoliberalizm i wolny rynek

Niewolnicze warunki pracy, konieczność emigracji zarobkowej, najniższa w Europie liczba urodzeń. Zastanawiałeś się, jak temu zaradzić? Wiadomo, że ile opcji politycznych, tyle możliwych rozwiązań. A może przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej?

Zadam więc inne pytanie. Czy zastanawiałeś się, jak sprawdzić, czy dana profesja jest ważna dla gospodarki, bezpieczeństwa i integralności państwa? Sposób, by to sprawdzić, jest niezwykle prosty, ale, w dobie gospodarczego neoliberalizmu – niezwykle niepoprawny politycznie.

Aby sprawdzić, czy dany zawód jest realnie ważny dla gospodarki, bezpieczeństwa i integralności państwa, wyobraź sobie, co by było, gdyby wszystkie osoby wykonujące ten zawód, nagle znikły. Po prostu wyparowały, a kadry trzeba by szkolić od nowa.

Co by było, gdyby zniknęli dobrze opłacani: windykatorzy, komornicy, prawnicy, telemarketerzy, urzędnicy państwowi, urzędnicy skarbówki, różnego rodzaju „specjaliści od przekładania papierków z miejsca na miejsce” w korporacjach? Czy gospodarka dałaby radę? Oczywiście że dała. Ba, uważam, że po chwilowym szoku, ruszyłaby z miejsca…

Co by było, gdyby zniknęli źle opłacani: kierowcy transportu publicznego, niewolnicy pracujący w fabrykach przy produkcji na umowach śmieciowych, nauczyciele, robotnicy budowlani, górnicy? Czy gospodarka dałaby radę?

Pisałem dawniej w jednym z felietonów o tym, że ideą współczesnej cywilizacji, jest wyprodukować „dużo niczego”. Wiele produktów i usług jest nie tylko całkowicie niepotrzebnych gospodarce, ale wręcz jest dla niej szkodliwych. Bo ludzie wpadają w spiralę zadłużenia, by sprawić sobie coraz to nowe produkty reklamowane w TV.

Istnieje wiele nieformalnych „zmów” między różnymi, zdawałoby się – niepowiązanymi branżami. Np branża elektroniczna jest powiązana z branżą bankową, by generować zapotrzebowanie na kredyty bankowe. Człowiek chcąc kupić drogie elektroniczne zabawki, musi wziąć kredyt, z tym, że:
-branża elektroniczna zawyża ceny swoich produktów. W Polsce by kupić lodówkę za 1500 złotych, trzeba brać kredyt. W Holandii dajesz 200 euro z wypłaty i kupujesz na miejscu lodówkę.
-ma miejsce tzw. „spisek żarówkowy” czyli celowe produkowanie taniego szmelcu, by klienci musieli często kupować nowy.
-co chwila są wypuszczane nowe modele różnych elektronicznych zabawek, które oczywiście „trzeba mieć”. To też jest pewna strategia marketingowa.

Taka sama zmowa łączy przemysł spożywczy, który rujnuje nam zdrowie toksyczną żywnością, z przemysłem farmaceutycznym. Najpierw poprzez lata jedzenia zatrutej żywności, nabawiamy się chorób. A potem przemysł farmaceutyczny za pomocą swoich dilerów – nazywanych chyba tylko dla żartu „lekarzami” – proponuje nam „lekarstwa” które trzeba brać do końca życia, i które nie leczą choroby, ale na chwilę uciszają objawy.

Zastanów się dobrze, czy wiele z tych punktów usługowych, bądź sprzedających swoje produkty, które mijasz na mieście – jest naprawdę potrzebnych? Czy ludzie korzystają z nich tylko po to, by chwilowo dowartościować ego, i zapełnić produktem bądź usługą, ból istnienia?

Kolejną dziwną sprawą jest podział (dystrybucja) dóbr, owoców pracy ludzi. Przykładowo: mamy korporację. Siedziba w centrum miasta, w wieżowcu – standard. Zaś na dalekich przedmieściach zbudowana fabryka. W budynku korporacji w centrum praca wre, ale swoim rytmem. Oceniono, że spełniły się proroctwa ekonomisty Keyensa – dziś pracownik biura czy korporacji, efektywnie pracuje maksimum 15 godzin tygodniowo. Reszta czasu to: knucie intryg i dogryzanie współpracownikom, oglądanie porno, przeglądanie facebooka, granie w gry, picie kawy i palenie papierosów, plotki, itp itd…

Do tego trzeba dodać jeszcze inną rzecz. Część pracowników biurowych w takiej korporacji, naprawdę musi pracować. Bez obmyślanej strategii firma nie sprzeda swoich produktów. Ale trzeba przyznać, że duża część stanowisk w korporacyjnym biurowcu w centrum miasta, to stanowiska „specjalistów od spraw przekładania papierków z miejsca na miejsce”. Wszystko to dzięki automatyzacji – efektywny czas pracy naprawdę skrócił się do 15 godzin tygodniowo. Jednak pracownicy biurowi są opłacani godnie – za ich wynagrodzenia można przeżyć.

Jak natomiast przedstawia się sytuacja w zakładzie produkcyjnym (fabryce) w tej naszej korporacji, ulokowanym na przedmieściach? Przede wszystkim, Ci pracownicy muszą odbębnić swoje przy maszynie, dajmy na to – 8 godzin dziennie. Przerwy to maksimum 30 minut dziennie. Taśma produkcyjna podaje cały czas nowy asortyment, praca jest na akord, więc nie ma mowy o przeglądaniu fejsbuczka.

Czy tacy pracownicy są dobrze opłacani? Nie, nie są, choć oni TEŻ przyczyniają się do dochodu korporacji jako całości. Gdyby nie Ci pracownicy produkcyjni, firma by nic nie wyprodukowała, a więc by zbankrutowała. I to nawet wtedy, gdyby wybudowała sobie kolejny wieżowiec w centrum i zatrudniła drugie tyle „specjalistów od spraw przerzucania papierków z miejsca w miejsce”.

Dochód firmy generują zarówno pracownicy biurowi, zarówno obsługa techniczna biura, jak i pracownicy którzy zajmują się realną produkcją, obrabianiem i transportem produktów. Dlaczego jedni są opłacani nad wyraz dobrze, a inni tak, że ich pensja urąga już nie tylko godności człowieka, ale nie wystarcza na biologiczne przetrwanie?

Przyczyną jest przyzwolenie. Zwykłe, ludzkie przyzwolenie, podług tego, co lansują tacy ludzie jak Janusz Korwin Mikke czy Leszek Balcerowicz. Według religii o nazwie „niewidzialna ręka wolnego rynku” – jest tak dlatego, bo pracowników do produkcji jest dużo i łatwo ich zdobyć, więc nie trzeba się wysilać, by ich zatrzymać.

Jednak chodzi mi o to, byśmy popatrzyli na to z nieco innej perspektywy. Owszem, prywaciarz wycenia pracę zatrudnionego u siebie niewolnika na 1600 złotych brutto lub mniej. Jednak, patrząc obiektywnie – czy praca takiego człowieka jest warta TYLKO te 800 – 1100 zł netto? Gdyby nie było tych pracowników, firma by nic nie wyprodukowała, a jej dochód, zamiast tych 30 milionów złotych rocznie, wyniósłby dokładnie zero złotych rocznie.

Pod koniec felietonu, w którym krytykowałem wiele obowiązujących społecznie postaw, pozostaje zadać sobie pytanie, jedno, ale ważne. Czy to, co ja robię – a w pewnym sensie, jest to „zawód” – jest społeczeństwu przydatne? Czy szerzenie świadomości, wiedzy, dobrego słowa – jest potrzebne?

I dalej: czy taka działalność powinna być darmowa, jak sądzą niektórzy idealiści? Czy moralną jest opcja, którą mam u siebie teraz – ten, kto chce, wpłaca mi dotacje, w ramach podziękowania?

Ja uważam osobiście, że tak, pod warunkiem, że prośbę o dotację zamieszczam w artykule / felietonie autorskim. I tego się trzymam. Jeśli człowiek uważa za moralne dać duże pieniądze za tkaniny produkowane za grosze przez niewolników z Bangladeszu, często małe dzieci – to ja uważam za moralną taką pomoc dla mnie.

Jarek Kefir

Możesz mnie wspomóc, jak pisałem powyżej. Dotacje są całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe, w przeciwieństwie do różnych gadzinówek typu GW czy Rzeczpospolita, gdzie za dostęp do artykułów w internecie trzeba wykupić abonament.
Szczegóły są podane poniżej. Serdeczne dzięki!

http://jarek-kefir.org/wsparcie/

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Polecam też artykuł z innego serwisu na temat neoliberalizmu, gospodarki, kłamstwa ideologii „niewidzialnej ręki wolnego rynku” – cytat:

Cyt. „Gdy korporacje uruchamiają coraz to nowsze programy bezwzględnych i masowych zwolnień, dotykają one zawsze grupy, które faktycznie odpowiedzialne są za wytwarzanie, przemieszczanie, naprawianie czy choćby podtrzymywanie rzeczy w ruchu. Wskutek tajemniczej alchemii, której nikt nie potrafi przekonująco wytłumaczyć, w tym samym czasie rośnie liczba ludzi opłacanych jedynie za przekładanie papierów; coraz więcej tego typu zatrudnionych, podobnie jak w Związku Radzieckim, formalnie pracuje 40 czy nawet 50 godzin tygodniowo, jednak efektywny czas ich pracy równa się co najwyżej 15 godzinom, dokładnie tak, jak przepowiedział to Keynes. Resztę ich czasu pochłania natomiast uczęszczanie bądź organizowanie seminariów motywacyjnych, aktualizacja profili na Facebooku czy ściąganie seriali.

Źródła problemu nie leżą w sferze ekonomii, lecz polityki i moralności. Klasa rządząca zorientowała się, że ludzie szczęśliwi, produktywni i mający masę wolnego czasu są dla niej śmiertelnym zagrożeniem (przypomnijcie sobie tylko, do czego doprowadziło zbliżenie się do takiego stanu rzeczy w latach 60. ubiegłego wieku). (…)

Mamy tutaj do czynienia z przemocą psychologiczną o głębokich skutkach. Jak człowiek może w ogóle zacząć rozpatrywać kwestię swojej godności jako pracownika, skoro sam wie, że jego posada w ogóle nie powinna istnieć? Jak może nie stworzyć w sobie potężnego ładunku gniewu i rozgoryczenia? Swoisty geniusz naszego społeczeństwa polega między innymi na tym, że jego władcy zorientowali się, że owe negatywne emocje należy odpowiednio ukierunkować. (…) Najlepiej wycelować go w ludzi, którzy usiłują wykonywać faktycznie coś znaczącą pracę. Na przykład: panuje generalna zasada, że im bardziej, obiektywnie patrząc, jakaś praca jest pożyteczna dla ogółu, tym mniej należy za nią płacić”

Czytaj więcej tylko w linku poniżej:

http://nowyobywatel.pl/2013/09/23/fenomen-gowno-wartych-prac/

Reklamy
Reklamy

Liberałowie! Wyborcy Korwina, PO, itp! Jesteście w ciemnej dupie! [+18]

Do wyborców Janusza Korwina Mikke, neoliberałów, zwolenników „niewidzialnej ręki wolnego rynku” – poczytajcie o „widzialnej ręce życia„!

janusz korwin mikke liberalizm

Wiecie, jak rozkołysać to całe bagno III RP?

Nie, nie rewolucja, nie wzrost świadomości, ale.. postępująca automatyzacja i robotyzacja sprawi, że padnie ostatni bastion lemingów.

Oto bowiem wyobraźcie sobie:

1. całkowicie zautomatyzowane kasy w marketach – i żaden wyborca PO już nie dostanie fuchy kasjera, w nadziei, że „wyrobi się” i za te 5, 10 lat będzie „królem życia” jak mu Tusek i Komorusek obiecał xD 😉

2. zamiast kelnerów – autonomiczne roboty, które są wydajniejsze i nie trzeba im płacić pensji, bo przecież wydatek 800 zeta na miesiąc (praca na czarno..) to: „zbyt wysokie koszta pracy” i: „eksploatacja uczciwych przedsiębiorców” dla „polackiego kapytalysty” xDDD

I tym samym, żadna paniusia z Raszyna, Legionowa czy innego Mińska Mazowieckiego, nie zostanie kelnerką w wielkiej Warszawie, myśląc, że swoją urodą za 5 lat zrobi hollywodzką (o przepraszam, Warsawwoodzką) karierę 😉

3. zamiast magazynierów i innych stanowisk, gdzie za tysiaka miesięcznie pracują jedzący kebaby, pryszczaci fani neoliberalizmu i Korwina Mikke, studenciaki kierunków ścisłych – całkowicie autonomiczne pojazdy i roboty.

Nawiasem mówiąc – to absolutna nieprawda, że na zmywakach pracują tylko absolwenci kierunków humanistycznych. Pracują tam absolwenci polibudy, medycyny i humana, ramię w ramię, za tego samego tysiaka miesięcznie. Mam tutaj takie dwie złośliwe anegdoty 😉

1. Każdy inny, wszyscy równi

-Janek, absolwent polibudy, kasjer, 1100 zł netto
-Ania, absolwentka socjologii, sprzedawca, 1200 zł netto
-Paulina, absolwentka medycyny, recepcjonistka w prywatnej przychodni, 1400 zł netto.
III Rzeczypospolita – każdy inny, wszyscy równi!

2. jebać to my, ale nie nas!

-Ej, Tusek, jak już im za pomocą tych internetów obrzydzimy studia humanistyczne, oni pokończą politechniki, i znowu zaczną nam się skarżyć, że zarabiają jak biedota w Bangladeszu, to co wtedy?
-Komor, co Ty się kurwa martwisz? Coś się wymyśli, wtedy damy Korwina do rządzenia, żeby mówił tym głupim młodym łbom, że dobrobyt narodu trzeba budować przez lata, lub inne bzdury. Jebać to my, ale nie nas!

tusk i komorowski polityka

Wracając do meritum artykułu: i co wtedy? Wyborcy PO i zwolennicy Korwina (którzy po odchorowaniu korwiniactwa, stają się i tak wyborcami PO lub PiS) – a więc Ci, którzy swoim przyzwalającym milczeniem i faktem, że za te 800 zeta miesięcznie o chlebie i wodzie JESZCZE da się żyć – utrzymują status quo, stracą wszelkie możliwości zarobków. Zamiast wiecznie skacowanych, bądź wręcz pijanych i naćpanych, gnuśnych i mało wydajnych liberałów, którym trzeba wypłacać pensje, zadania te będą wykonywały uprzejme, inteligentne i wiecznie energiczne roboty.

Liberał nie zarobi nawet tego tysiaka na rękę w kasie. Bo wiadomo, fanowi Korwina Mikke drugiego tysiaka dołożą rodzice, kebaba za 4 zeta na mieście se wpierdoli, więc taki pryszcz ani myśli wszczynać rewolucję. Bo mu jest dobrze, według jego makówkowej główki „jest wolność”, i, cytuję: „kariera i budowanie swojego wizerunku zawodowego, to lata pracy, więc te parę lat mogę popracować za tysiaka miesięcznie”.

Otóż nie, drodzy korwiniacy, drodzy POwcy, drodzy PiSowcy, drodzy palikotowcy. Miną kolejne lata. Minie 5 lat, minie 10 lat, minie 15 lat.. A Wy dalej będziecie zapierdalać jak niewolnicy za tysiaka miesięcznie, i to też do czasu. Do czasu wprowadzenia powszechnej automatyzacji i robotyzacji o której piszę powyżej.

Potem staniecie się dla systemu zupełnie zbędnymi „organicznymi obiektami”. Bo zbliżają się czasy, gdy ceniona będzie nie umiejętność liczenia przysłowiowych „kom i procentów” wyniesiona z polibudy, ale kreatywne, twórcze i samodzielne myślenie.

„Gnom wytrwale liczący komy i procenty
Gnom swą misją dziejową ogromnie przejęty
Gnom, narodu ociec
Gnom, jego zasług trudno zresztą dociec”

-za ten złośliwy wierszyk, o uwielbiającym nauki ścisłe towarzyszu Gomułce, jeden z opozycjonistów był prześladowany 😉

praca dla studenta

Te „komy i procenty” będzie liczyła nam sztuczna inteligencja, z którą my, ludzie, mający tak ograniczoną wartość obliczeniową mózgu, będziemy się kontaktować np. telepatycznie. Mowa tu o komputerach o niesamowitej mocy obliczeniowej, ale wciąż nie wychodzących ilorazem inteligencji poza granicę kilkuletniego dziecka.

Moc obliczeniowa = zadanie sztucznej inteligencji, ludzki mózg na razie się do tego nie nadaje, geniuszami matematycznymi są naprawdę nieliczni.
Kreatywność, twórczość, rozwiązywanie problemów = zadanie ludzkiego mózgu, umysłu i duszy – bo nawet najpotężniejsza sztuczna inteligencja nie będzie się do tego nadawała jeszcze przez tysiące lat rozwoju technologii.

Ja sam mam tzw. umysł ścisły, uwielbiałem rozkminianie rozbudowanych wzorów chemicznych, ogólnie bardzo lubiłem chemię. A gdy udawało mi się, po pewnych trudach, zrozumieć zasady rządzące kolejnymi działami matematyki i rozwiązywać jedno zadanie za drugim – wpadałem w stan niesamowitej ekstazy, trudnej do wytłumaczenia słowami. I powiem Wam, iż ten „ścisły umysł” to była największa przeszkoda w moim rozwoju na przestrzeni lat. Większość „lemingów” ma właśnie umysły ścisłe i myśli dwubiegunowo – ideologiami, religiami, schematami.

Autor: Jarek Kefir

Możesz mnie wspomóc, jeśli chcesz. Dzięki temu wydajność mojej, ale też Twojej strony – Kefir 2010 – będzie większa. Link:

http://jarek-kefir.org/wsparcie/

Portal Jarka Kefira na facebooku: