Reklamy

Tag: historia

Nie ma żadnych dowodów historycznych na to że biblijny Jezus istniał [SZOK]

religiaWklejam wpis autorstwa pana Zbigniewa z portalu WolneMedia.net. Traktuje on o tym, że wciąż nie ma żadnych historycznych, czyli naukowych dowodów na to, że Jezus jakiego znamy z biblii, istniał.

Mowa tam jest o co najmniej kilku, kilkunastu osobach podpisujących się tym imieniem. Głoszą oni nauki, walczą z rzymską okupacją, robią cuda, a jeden z tych Jezusów faktycznie został skazany na ukrzyżowanie za działalność nacjonalistyczną i konspiracyjną.

Wg mnie biblia jakieś tam prawdy uniwersalne i ponadczasowe zawiera. Z tym że trzeba je interpretować zupełnie inaczej niż robi to mainstreamowe chrześcijaństwo. Czyli trzeba interpretować tak, jak to robią gnostycy i ezoterycy. Przenośnie, metafory, archetypy i symbole – to jest prawdziwy język biblii, a nie dosłowne interpretacje.

No i jeśli jesteśmy już przy starożytności i tekstach mitologii, np tej żydowskiej, to polecam uzupełnić biblię innymi tekstami kultur starożytnych, w tym Żydów. Np kabała, talmud, zohar, no i apokryfy, a jest ich kilkadziesiąt. Szczególnie interesujący jest apokryf (ewangelia) Henocha.

Kim jest Jezus? Nie wiem i prawdopodobnie nikt nie wie. Biblia oprócz mnóstwa bzdur, w tym tych konserwatywnych, typowych dla tamtej epoki, jest wielkim workiem bez dna. Jest tam mnóstwo zapożyczeń z innych kultur i mitologii – Egipt, Rzym, Grecy. Jest tam jak już pisałem wyżej trochę mądrości. Każdy tam coś dodał.

W żadnym wypadku nie jest to wykładnia jedynej prawdy. Z drugiej strony… Wyobraźcie sobie sytuację, że nie mamy absolutnie żadnych twardych i oczywistych dowodów na to, co się działo 500, 700 lat temu i dawniej. A co jeśli cała historia sprzed 700 czy 1000 lat, jest od początku do końca fałszywa? A co jeśli biblia została napisana nie 1600 lat temu przez imperatora Konstantyna, ale… 700 lat temu? Albo 500 lat temu?

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Cytuję: „Źródła historyczne mówią co najmniej o kilkunastu Jezusach, którzy żyli mniej więcej w tym samym okresie kojarzonym z nauczycielem.

Najważniejsi z nich to: Jezus ben Sirach (autor „Mądrości Siracha”), Jezus ben Pandira (iluzjonista), Jezus ben Ananiasz (rzekomy prorok uważany za chorego umysłowo), Jezus ben Safat (dowódca powstania w Galilei), czy Jezus ben Gamala (kapłan pacyfista). Wiele cech ewangelicznego Jezusa zostało wziętych od powyższych, szczególnie interesujący jest Jezus bar Abba, inaczej Barabasz; z hebrajskiego oznacza to Syn Ojca. Drugim – Jezus ben Stada, jedynie znany ze źródeł historycznych który został ukrzyżowany. Niestety nie poniósł on męczeńską śmierć na krzyżu „za lud człowieczy”, bo ukarany został za agitowanie przeciwko rzymskim okupantom, co było wówczas powszechne.

Baza wokoło której obudowany został „Syn Boży” urodziła się dopiero w II połowie n.e. Ustanowił ją Antinous kochanek cesarza Hadriana, który utonąwszy tragicznie w Nilu, został ogłoszony przez zrozpaczonego cesarza nowym obiektem kultu – w niektórych kręgach nazywany był nowym bogiem, w innych syna boga Apollona, m.in. miał też przydomek „dobry pasterz”, powszechnie uważano go za herosa i proroka. Połączenie kultu Antinousa, Jezusa ben Stady i Jezusa ben Gamala wraz z popularną żydowską wiarą w Zbawiciela – wywodzącą się z mitologii egipskiej i dotyczą Ozyrysa, który miał powrócić ze świata zmarłych, zostało usystematyzowane w III wieku n.e., kiedy powstała większość ewangelii.

Na początku IV wieku n.e. ten wyrosły na wielu fundamentach synkretyczny twór teologiczny ostatecznie stał się jednorodną religią – chrześcijaństwem. Organizacja „Chrześcijan” zarejestrowana w 50 roku n.e. nie była siłą religijną, a ugrupowaniem politycznym, jednym ze stronnictw biorących później udział w powstaniu w Judei. Judea miała status specjalny, niemal autonomiczny, zarządzana była przez urzędnika administracji rzymskiej – prefekta, a z czasem urzędnika tego nazywano prokuratorem. Tytuł prokuratora w Judei pojawił się oficjalnie dopiero w 44 roku naszej ery.

Kronikarz Józef Flawiusz pisze o bracie Jakubie jakiegoś mało ważnego Jezusa, który stanął przed sądem Sanhedrynu i skazany został na ukamienowanie za łamanie prawa. Flawiusz był arystokratą Jerozolimskim, pochodził z kapłańskiego rodu. Sanhedryn, to instytucja religijno – sądownicza, w skład której wchodziło 71 najbardziej wpływowych kapłanów i świeckich arystokratów. Ojciec kronikarza Flawiusza był członkiem Wysokiej Rady. Józef Flawiusz był namiestnikiem żydowskim w Galilei i jednym z przywódców wojskowych w wojnie z Rzymem. Dostał się do niewoli, kiedy cesarzem został Wespazjan. Flawiusz otrzymał obywatelstwo rzymskie, zmieniając nazwisko na Titus Flavius Jozephus, a jako Żyd Josef Ben Matijahu ha Cohen. Nie znajdziemy informacji o Jezusie także u innych kronikarzy, historyków i pisarzy. Milczy Rzymianin Pliniusz Starszy (32-79 r. n.e.). Milczy też Żyd Filon z Aleksandrii – pisarz i filozof. Jezus nie pojawia się w kronikach Justusa z Tyberiady, rówieśnika i krajana Jezusa.

W dokumentach z Qumram 1947-1948 r. nie znajdziemy żadnej wzmianki o Jezusie.

W archiwach i bibliotekach zachowało się dziś sporo dokumentów z I i II wieku n.e., w których nie znajdziemy żadnych dowodów dotyczących bezpośrednio ewangelicznego Jezusa.

Swetoniusz nic nie pisze o Jezusie. Gmina chrześcijańska powstała w Rzymie dopiero w końcu lat pięćdziesiątych naszej ery. Rzymianin Pliniusz Młodszy, który w 111 r. n.e., pełniąc funkcję prokonsula w Bitynii, nie wspomina imienia Jezusa ani nie przekazuje żadnych danych o Nim. Tacyt który był obiektywny w 111 r. n.e. zostawił relację o chrześcijańskich podżegaczach, nazwanych tak od imienia przywódcy sekty Chrestosa, który został ukrzyżowany w Jerozolimie. Tacyt był pierwszym historykiem i pisarzem, który wspomniał, że za Nerona prześladowano chrześcijan!

Ewangelie są to dzieła napisane przez kler katolicki, znający religię świata antycznego. Opis postaci Jezusa i jego nauczania został stworzony na potrzeby polityczne ówczesnych władców! Jezus nie pozostawił po sobie żadnego świadectwa, jest nieobecny w jakichkolwiek źródłach historycznych. Możemy być pewni tego, że nie ma żadnych źródeł historycznych, potwierdzających fakt realnego istnienia ewangelicznego Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo, od wieków jest karmione religijnymi psychozami i urojeniami twórców „Starego” i „Nowego Testamentu”, jest bezradne w stawianiu oporu przeróżnym ideologią, bezprzykładnym okrucieństwom i barbarzyństwu.

Autorstwo: Zbigniew
Źródło: WolneMedia.net

OD AUTORA

Świat pogrążony w zamęcie potrzebuje prawdy objawionej przez Kościół, ale w zamian otrzymuje niezgodę i wrogość, podszczuwanie, niepokoje społeczne, emocje fanatyków, tyranów i demagogów, obozy koncentracyjne, wojny, i inne okropne siły zła od niepamiętnych czasów zagrażające pokojowi i bezpieczeństwu ludzkości. Dominujący znakiem chrześcijaństwa jest krzyż, narzędzie sądowej zbrodni. Biblijny Ojciec ewangelicznego Jezusa Chrystusa, to jeden z najmniej sympatycznych bohaterów literackich; zawistny, małostkowy, i niesprawiedliwy typ, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin i rasista, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych, megaloman, kapryśny i złośliwy tyran.

Reklamy

Byłem chrześcijaninem. Upadek Sacrum i cywilizacja po traumie średniowiecza

upadek-chrzescijanstwaZapraszam na szokujący w swej wymowie artykuł autorstwa pana Jana Kurowickiego ze strony strajk.eu. Opisuje on w telegraficznym skrócie koncepcję filozofa Ortegi y Gasseta.

Jego przesłaniem jest to, że po średniowieczu NIKT, absolutnie nikt już nie jest chrześcijaninem. Nawet zadeklarowani, konserwatywni katolicy. Może się to wydawać szokujące ale właśnie tak właśnie jest.

W średniowieczu chrześcijaństwo było potężnym systemem religijnym, ideologicznym, naukowym, militarnym, społecznym, państwowym – i każdym innym. Chrześcijaństwo zapełniało i wypełniało dosłownie każdy element człowieczego żywota.

Nie było nawet najmniejszej niszy nie zagospodarowanej przez chrześcijaństwo. Po średniowieczu to wszystko zaczęło się rozpadać. Chrześcijaństwo oddawało coraz to nowe pola innym iluzjom i innym systemowym szaleństwom. A mianowicie rozszalałym ideologiom które doprowadziły nieomal do zagłady życia na Ziemi (wydarzenia 1914 – 1956). Także nauce pełnej szaleństw, sztywnych dogmatów, korupcji, lobbingu, fałszerstw i wypaczeń. Zawirusowanej newtonowsko-kartezjańską ideologią materializmu.

Duża część sfer życiowych zajmowanych przez chrześcijaństwo, została oddana państwu i jego aparatowi opresji i władzy. Obecnie chrześcijaństwo zamknięte jest w wąskiej enklawie, bastionie czy rezerwacie, który dodatkowo ulega powolnej implozji i kurczy się jeszcze bardziej. Dlatego więc do chrześcijaństwa dodano elementy, których tam wcześniej nigdy nie było – by trochę opóźnić implozję (agonię) tego systemu.

Co dodano do chrześcijaństwa? Dodano, a właściwie ukradziono wartości ogólnoludzkie, uniwersalne i ponadczasowe i obleczono je w szaty chrześcijaństwa. Jeszcze raz przypominam jedną bardzo ważną kwestię. Jeszcze w dość ciemnym i barbarzyńskim wieku XIX, tych wartości i sentymentalizmów tam po prostu nie było. Zalicza się do nich np kojarzenie chrześcijaństwa z wrażliwością, w tym na los bliźniego, z ogólnie rozumianym „dobrem„, empatią itp. Ile razy słyszy się, że: „to taki dobry człowiek, co niedzielę chodzi do kościoła„.

Ale mało tego.. Do chrześcijaństwa podczepiono w bardzo subtelny sposób inne wartości uniwersalne i ponadczasowe – a mianowicie, ezoteryczne i gnostyckie. Wystarczy przypomnieć sobie słowa Jana Pawła II:
-„Więc w mroku jest tyle światła, ile życia w otwartej róży; ile Boga zstępującego na brzegi duszy
-„Wczoraj do Ciebie nie należy, jutro niepewne.. Tylko dziś jest Twoje

Ten drugi cytat został wypowiedziany właśnie przez Jana Pawła II i jest niemal żywcem przejęty z doktryn ezoterycznych / gnostyckich. Niemal każdy mistrz duchowy, w tym popularni mistrzowie new age, akcentuje radość dnia dzisiejszego i chwili obecnej, jak i iluzoryczność dnia wczorajszego i jutrzejszego.

To, co proponuje Ortega jak i podsumowujący jego prace Jan Kurowicki, jest dla mnie kolejnym, nowym spojrzeniem na prastary problem. Kolejną cegiełką nieskończonego hologramu wiedzy, kolejną warstwą która jak dotąd była dla mnie ukryta. Polecam.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Czas hucznej dyskoteki ŚDM oddalił się już w medialną niepamięć. Nie bez powodu. Cudów nie było. Terroryści też się nie pofatygowali. Pojawił się za to dla urozmaicenia rozrywki Franciszek papież. Królował wszędzie plastyczny kicz i – na przemian z pląsami oraz nabożeństwami – homilijna grafomania. Nikt tam wszakże nie został zapłodniony choćby jedną świeżą myślą. Bo jeśli nawet były one, to się zmyły. Nie tylko od święconej wody. Głównie od potu i religijno-moralizatorskich komunałów.

Ale za to – zapewne – wiele młodych owieczek opuściło Kraków z kacem. A niektóre nawet z „życiem poczętym”. I tlą się w nich nie tylko dyskotekowe rytmy i okrzyki. To bowiem normalne na takiej imprezie, kiedy to w dźwiękach popularnych i folklorystycznych melodii hulają ciała i dusze, a piekło jest obecne tylko (i to na niby) pod czerwonymi beretami episkopatu.

Ponadto: służby komunalne uprzątnęły śmieci, kościelni księgowi policzyli dochody za zorganizowanie tej imprezy, aparat państwa – straty. Wszystko więc w porządku. Czegóż można było więcej oczekiwać? Choć – jak sądzę – należy pytać o powody, dlaczego w duchowym sensie zdarzyło aż tak mało? Ale to już wykracza daleko poza samą tę imprezę. Wiedzie ku rzeczom i sprawom poważniejszym, które na ogół nawet się nie śnią ani religijnym trzodom na bożych pastwiskach, ani ich pastuchom.

Tylko Kościół nasz (nie) święty uważa, że miało miejsce wielkie i udane wydarzenie sakralne. Jednak (nie od dziś) nie bardzo wie, co mówi. A jeszcze mniej rozumie.

ŚWIAT PO ŚREDNIOWIECZU

Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: co współcześnie i na jakich warunkach (nie tylko u nas) oferuje Kościół i religia? I czy to one mają monopol na sakralne formy i treści, które nie od dziś funkcjonują w przestrzeni społecznej? Wprawdzie niejednokrotnie mówi się, że po średniowieczu życie społeczne, gospodarcze i polityczne wyszło z horyzontu teokratycznego, jednakże duchowe, mimo dokonujących się przekształceń, tkwi w nim nadal.

Znajduje to wyraz np. w często głoszonym poglądzie, że chrześcijaństwo wciąż określa naszą kulturę, nasz indywidualny stosunek do świata i człowieka do samego siebie. Służy to często za argument dla uznawania szczególnej funkcji Kościoła w życiu zbiorowym i jego obecności w przestrzeni publicznej.

Jest to jednak nadmierne rzeczy uproszczenie. Otóż ów horyzont teokratyczny był możliwy dawno temu: w średniowieczu. Po nim już nie. Kościół bowiem realizował wtedy funkcje, jakie dzisiaj należą do wielu różnych i odrębnych ideologicznych aparatów państwowych W szczególności: do aparatów szkolnych, kulturalnych i politycznych. Wyodrębniły się zaś one i usamodzielniły w trakcie kształtowania się kapitalistycznej gospodarki i wzrastającej dominacji mieszczaństwa. A towarzyszyły temu złożone procesy duchowe.

Warto więc może w tym kontekście przypomnieć ważne konstatacje J. Ortegi y Gasseta z „Wokół Galileusza” – zbioru esejów napisanych przez niego jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Spolszczonych zaś w latach dziewięćdziesiątych minionego wieku. Pozwalają bowiem pojąć rzeczywisty sens i pozycję religii i Kościoła po średniowieczu, zwłaszcza współcześnie.

Oto w ostatnim z nich powiada ten hiszpański filozof i socjolog, że na pytanie: czy jesteś chrześcijaninem? – należy odpowiedzieć: JESTEM nim w tym znaczeniu, że nim BYŁEM. I każdy z mych współczesnych, powiada on, niezależnie od tego, czy się deklaruje jako wierzący, czy ateista, też jest nim właściwie tylko w tym sensie, że był.

O CO TU CHODZI?

Rzecz, według tego myśliciela jawi się (w swobodnym omówieniu) mniej więcej tak: oto rzeczywiste chrześcijaństwo rozkwita w całej pełni (ale i się kończy) w średniowieczu. Wtedy to świat, życie społeczne i człowiek tkwili w zaczarowaniu religijnym sacrum. I zarazem – mówiąc językiem L. Althussera – Kościół skupiał w sobie funkcje innych aparatów ideologicznych, jako części własnego, określając charakter całej świadomości społecznej.

Dzięki temu zdawało się, że w boży ład wpisane są rzeczy, sprawy, zawody, funkcje, hierarchie niebieskie i ziemskie. Ogarniał on i określał wszystko, a całość bytu przenikało mistyczne, boskie światło. Było też wiadomo, że początek gatunku ludzkiego zaczął się w rajskich pieleszach. Po grzechu pierwszych rodziców zaś znalazł się on za karę na tym łez padole. Wiedziano również, jak m.in. pouczali scholastycy, że nad sferą podksiężycową, czyli nad ziemią, wznosi się kryształowa kopuła, w którą wpisane są gwiazdy. I poruszały się one po niej, bo popychali je aniołowie, itp., itd.

Być więc chrześcijaninem – wedle Ortegi y Gasseta – to właśnie ISTNIEĆ W TAKIM ŚWIECIE i żyć nim oraz jego treściami, jako przenikniętym boskością.

Filozof ten dość długo wylicza związane z tym światem myśli i wyobrażenia. Po czym zauważa, że od czasów nowożytnych po współczesne ten świat zanika. A z nim – prawdziwe chrześcijaństwo. Ginie wszak niezmienny boży ład i przenikające byt światło Boga. Pojawia się historia, jako odbicie zmian i przeobrażeń natury i społeczeństwa. Znika sfera podksiężycowa i wznosząca się nad nią kryształowa kopuła. Otaczające nas natomiast ziemskie zjawiska wyjaśnia m.in. fizyka Galileusza. Kosmos – astronomia Kopernika i Keplera. Biblijny zaś obraz naszego poczęcia przez Boga ustępuje darwinowskiej koncepcji ewolucji, itp. itd.

Niezależnie natomiast od deklarowanej czy przeżywanej faktycznie wiary lub religijnej obojętności, takie myślenie i przedstawianie sobie świata staje się dominujące. A wraz z procesami owego zanikania i znikania wyłaniają się, konkurują i górują nad Kościołem nowe aparaty ideologiczne państwa.

W tym właśnie sensie NIKT po średniowieczu nie był już (i nie jest) chrześcijaninem.

RESZTKI PO SACRUM

Równocześnie każdy jest nim, bo ma właśnie chrześcijaństwo za sobą. Co to znaczy? Autor „Wokół Galileusza” odpowiada: człowiek jest nim, bo korzysta z tego, co po nim zostało. Odwołuje się wszak nieustannie do jego pojęć, wyobrażeń, a nawet do wielu jego form działania i rytuałów, aby zakorzenić się w jakiejś społecznej wspólnocie, określić wartości swego człowieczeństwa i tożsamość indywidualną.

Te bowiem działania, formy i rytuały pozostają nadal żywymi dobrami kulturowymi, bo zawierają coś więcej, niż to, co nadawało im średniowiecze: społeczne sposoby odniesień ludzi bezpośrednio do siebie i do społecznych instytucji. Były więc i pozostały – inaczej mówiąc – społecznymi i kulturowymi skrzepami tych sposobów, które mogą się (a raczej – muszą) aktualizować nawet wtedy, gdy rozsypały się ich pierwotne konteksty.

Dlatego Ortega powołuje się na przykład pewnego socjalisty, który o sobie mówi, że jego „powołaniem” jest „poświęcanie się” sprawom klas ludzi pracy, a zwłaszcza biednych i opuszczonych. To bowiem „powołanie” czy „poświęcenie” pochodzi ewidentnie z sakralnego zaplecza. Opowiada też o wzrastającej od XV w. afirmacji tego ziemskiego świata, który przestał być padołem łez i zmienił w kosmos człowieczeństwa, ale ŚRODKI WYRAZU tej afirmacji ludzie znajdują wciąż w minionym blasku, formach i normach chrześcijaństwa.

Pisze wreszcie, że dla określenia siebie i swej niszy prywatności, także sięga człowiek do tego, co ma za sobą, aby jednak podążać własną drogą, i by odgrodzić się od prozy codzienności, itd.

Jak czytamy, dawny święty, gdy podążał ku rzeczom, wychodził od boskiego punktu widzenia i wraz z nim do Boga powracał. „Ową podróżą tam i z powrotem do Boga – powiada Ortega – zakreśla przeto koło. Ta kolista droga życia świętego jedynie styczna jest z rzeczami: dotyka ich w jakimś punkcie, lecz nie łączy sie z nimi, nie zatraca się w nich. My zaś, nawet jeżeli nadal żyjemy od Boga, zwróceni jesteśmy twarzą do tego świata i nie podejmujemy podróży powrotnej. Przychodzimy od Boga, lecz pozostaje On poza naszymi plecami niczym zwyczajowe tło pejzażu: tym bardziej, że uwagę naszą przykuwa to, co ziemskie”.

Krótko rzecz ujmując: po odczarowaniu świata pozostała ogromna, kulturowa masa spadkowa, która wciąż dostarcza ważnych środków do identyfikacji i spajania człowieka z innymi; do budowania zgody na samego siebie oraz własnej tożsamości i otaczającego nas kokonu niszy prywatności. A przede wszystkim – stanowi ona zbiór narzędzi i materiałów dla powstających od nowożytności, suwerennych wobec Kościoła, wielu autonomicznych ideologicznych aparatów państwa.

RELIGIA JAKO (ZALEDWIE) IDEOLOGIA

Wraz zaś z upadkiem teokratycznego porządku średniowiecza, Kościół (czy raczej – Kościoły) nie ma już monopolu ani na zarządzanie tą masą, ani na formy korzystania z niej. Jest tylko jednym z wielu jej użytkowników. I za pośrednictwem swych licznych funkcjonariuszy uświęca i naturalizuje codzienne podporządkowanie ludzi panującym stosunkom społecznym. Zwłaszcza – reprodukcji kapitalistycznych stosunków produkcji. Zachował wprawdzie swe formy instytucjonalne, rytuały, obrzędy i stroje, lecz świętość, na którą zdawał się mieć monopol, złuszczyła się z niego jak stara skóra z jaszczurki.

Ona zaś sama została pokawałkowana. Nie jawi się więc już jako harmonijna całość, lecz rozrzucona się zdaje w różnych obszarach kultury i społecznego bytu. Poniekąd bez ładu i składu. Jakby była tylko zbiorem resztek i szczątków, z których człowiek (i Kościół oraz inne aparaty ideologiczne państwa) buduje swe znaczące dla siebie całostki.

Tak więc od czasów nowożytnych np. elementy treści ewangelicznych trwają w obrębie potocznych metafor poznawczych i aksjologicznych. Gdy dla przykładu mówimy, że ktoś nosi krzyż pański, posługujemy się właśnie taką metaforą. Zarazem poznawczą, jak i aksjologiczną. Bo poprzez z męką Chrystusa związane treści ewangeliczne wyjaśniamy (i wysoko moralnie oceniamy) trudy i męki czyjejś ziemskiej egzystencji.

Treści te są dane również (choć nie wyłącznie!) w sferze tzw. „martwych” metafor językowych, choćby w okrzykach („Jezus-Maryja!”), czy w wołaniach proszących i zaklinających (np. „na rany Chrystusa!”). Rzecz przy tym nie dotyczy tylko języka. Fragmenty i szczątki fabuł ewangelicznych weszły do narodowej wyobraźni i obyczajowości, współtworząc i utrwalając pewien ideologiczny wyraz nacjonalizmu (np. „Polska – Chrystusem narodów”).

Tworzą one zresztą także treści obrzędów „patriotycznych”, nawiązujących do tych fragmentów i szczątków, chociaż bardzo często mają one tylko wartość folklorystyczną i widowiskową. Ważne są jednak, jako samopotwierdzenie się politycznej i „wspólnoty narodowej”, wciąż usilnie współorganizowanej i zawłaszczanej przez Kościół wspólnie z prawicą.

Nic więc dziwnego, że np. proboszcz gdańskiej św. Brygidy wystawił w 1989 r. obraz Matki Boskiej w koszulce z napisem „Solidarność”, trzymającej dzieciątko w jednej ręce, a drugą układając w znak zwycięstwa „V”. Tym bowiem sposobem sakralizował (i mistyfikował) sprzeciw wobec mijającego ustroju politycznego i nadzieję na nową Polskę, ale skolonizowaną przez Kościół. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

Ponadto: jednoznacznie brzmiące, jak sentencje moralne, wypowiedzi Chrystusa, są wygodną ozdobą esejów i kazań. Nie mówię już o bogatej – dawnej i współczesnej – ikonografii. W niej – Syn Człowieczy i jego dzieje stanowiły (i stanowią) obrazkowy elementarz. Ukazuje on człowieczą małość wobec stwórcy i drogi nauczycielsko-życiowej jego syna, który, panem pozostając, zrównał wszystkich w swym odkupicielskim pochodzie przez świat.

I wszystko to utrwaliło się na setki tysięcy sposobów, zeskorupiało w wielkiej literaturze i sztuce, nabożeństwach, filmach itd. Teraz zaś trwa w świąteczno-jarmarcznej, odpustowej mierzwie.

I to jest odpowiedź na postawione tu wyżej pytania. Kościół oto i religia oferuje ludziom coś, co kulturowo już mamy za sobą. Ale selektywnie. Wybiera z niego tylko takie fragmenty i szczątki wierzeń, rytuałów i obrzędów, jakie dzisiaj stały się swoistymi, ideologicznymi formami określonych praktyk politycznych, więzi wspólnotowych, czy sposobów uzyskiwania ładu w obrębie jednostkowych nisz prywatności. Reszta zaległa na rozległym zapleczu kulturowym.

CO DALEJ?

To wszystko określiło (i określa) praktyki religijne Kościoła. Także w Polsce. A Światowe Dni Młodzieży stanowią zaledwie jeden z ich wytworów i sposobów przejawiania się. Z całym dobrodziejstwem inwentarza: jako określony zlepek wyobrażeń i rytuałów, uosabiających szczątki dawnego sacrum, wymieszane z zabawowymi formami współczesnej kultury popularnej. Msze i modły, homilie przy kiczowatych ołtarzach, jak i pieśni religijne przy nich zlewały się więc w jedno z rozrywkowymi formami piosenkarskimi czy z folklorystycznymi i rewiowymi.

Była to bowiem typowa impreza dla ludzi, którzy – mówiąc językiem Ortegi y Gasseta – chrześcijaństwo już mają za sobą, ale usiłują się w nie wcielić poprzez prozaiczną dyskotekę. Choć może wielu z nich (a pewnie i większość) uważa się za lepszych i duchowo bogatszych od deklarujących niedowiarstwo czy ateizm. Faktycznie jednak obnażali swe ubóstwo, bo w swej masie przejawiają jeno historyczno-socjologiczny analfabetyzm. Brak im bowiem intelektualnych środków do zrozumienia społecznego charakteru i istoty kulturowych praktyk, w jakich uczestniczą.

Kościół wszakże, choćby nie wiem jak się starał, nie jest w stanie zaoferować wiele więcej. Bo nie ma. Jak już wyżej pisałem: świętość, na którą zdawał się mieć monopol, złuszczyła się z niego jak stara, pokawałkowana skóra z jaszczurki, która rozrzucona się zdaje w różnych obszarach kultury i społecznego bytu. On tylko zlepia jej kawałki, stara się stworzyć właściwą dla swego charakteru całość, uwspółcześnić i dostosować do prymitywnie pojmowanej mentalności młodzieży.

Ale coś takiego, jak ŚDM to tylko jedna z organizowanych przezeń imprez. Głośna, widowiskowa, lecz nie najważniejsza dla podejmowanych przezeń prób odrodzenia jego dawniej społecznej wszechobecności. I sam zresztą zdaje sobie dobrze z tego sprawę. Chodzi mu bowiem o coś więcej: o zdobycie monopolu i wchłonięcie (a przynajmniej o podporządkowanie sobie) państwowych aparatów ideologicznych, które oderwały się odeń po średniowieczu. Zwłaszcza: szkolnych, kulturalnych i politycznych.

Czy mu to się uda? W skali globalnej – nie. Jednakże w lokalnej, narodowej odnosi często spektakularne sukcesy. Zwłaszcza tam, gdzie uprzemysłowienie i kapitalistyczna nowoczesność przyszły stosunkowo niedawno i wciąż panują obyczajowość i kultura tradycjonalna o rodowodzie postfeudalnym i wiejskim. Jak choćby u nas. Gdzie demokracja jest (i musi być) abstrakcją, bo wciąż brak politycznych i instytucjonalnych warunków dla jej funkcjonowania. A sprzymierzony z prawicą Kościół stał się wylęgarnią i filarem autorytarnego nacjonalizmu.

Autorstwo: Jan Kurowicki
Źródło: Strajk.eu

JOHN F. KENNEDY: PREZYDENT KTÓRY POWIEDZIAŁ ZAKAZANĄ PRAWDĘ, ZA CO ZGINĄŁ! [VIDEO]

Przedstawiam Ci dziś epokowe nagranie z przemówienia Prezydenta USA, Johna F. Kennedy’ego. Człowiek ten przypłacił życiem to, co mówił i robił. Przede wszystkim chciał on przejąć ponownie bank narodowy USA (czyli tzw. „FED”) z rąk prywatnych, czyli należących do finansistów i bankierów. Czy właśnie to przypłacił swoim życiem? Zobacz  i oceń to sam..

John F. Kennedy chciał przywrócić FED Amerykanom, a konkretniej amerykańskiemu rządowi. Gdyż FED w rękach prywatnych (kilka rodów bankierskich) podejmuje niekorzystne dla Amerykanów i dla całej ludzkości decyzje. Niektóre decyzje FED na przestrzeni historii miały wręcz niszczącą siłę. Polski inwestor i niezależny ekonomiczny autor, publikujący pod pseudonimem Independent Trader zauważył że wszelkie kryzysy z wartością dolara a potem kryzysy globalne zaczęły się wtedy, gdy powołano do życia FED.

Oczywiście, nie obwiniam tylko FED’u za to, że mamy obecnie wielki globalny kryzys, który dotyczy nie tylko ekonomii, ale każdej dziedziny życia. Wiemy przecież, że to nie chodzi tylko o FED, bo chory jest cały system, zwany neoliberalnym kapitalizmem. System ten w założeniu ma wbudowany algorytm kryzysów, resetów, z prostej przyczyny. Gdyż nie da się w nieskończoność generować zadłużenia, inflacji i wzrostu gospodarczego.

john f kennedy

Globalny krach ekonomiczny?

Reset który zbliża się wielkimi krokami teraz, będzie resetem dużo większym niż ten z 1929 i 2008 roku. Globalny krach dotyczy bowiem wszystkiego, co stworzyli ludzie, jak i natura. Najbardziej dramatyczna jest trwająca od wielu lat powolna zagłada biosfery, bo nie mamy planety „B”, którą moglibyśmy podbić, demokratyzować, nawracać na jedynie słuszne religie i ideologie, kapitalizować, na której wilki mogłyby gnębić owieczki, jak to dzieje się od zawsze.

FED nie zrobił nic, by po 2008 roku ustabilizować sytuację w USA i tym samym na świecie. Ba, dalej kontynuowano proceder rozmyślnego, totalnego już dewastowania światowej ekonomii. Obecnie praktycznie wszystkie mechanizmy kontrolowania sytuacji ekonomicznej, nawet te najbardziej „kreatywne”, wyczerpały się.

Warto też dodać, że to właśnie po tajemniczym zabójstwie Johna Kennedy’ego inżynierowie ludzkich emocji z CIA wymyślili termin „teoria spiskowa”. Jest on używany dziś na całym świecie w celu ośmieszania niewygodnych dla elit faktów i de facto do cenzurowania debaty publicznej. Został on wymyślony wtedy po to, by ośmieszyć wszelkie fale spekulacji i próby dociekania prawdy o tej tajemniczej śmierci.

system (2)

Zapraszam Cię teraz do obejrzenia nagrania video z przemówieniem prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego

Autor tekstu: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

Dzień Sądu dla mafii III RP. 250 kg tajnych dokumentów Kiszczaka!

Dzień Sądu dla mafii III RP. 250 kg tajnych dokumentów Kiszczaka!

dokumenty KiszczakaNajpierw komunikat medialny na temat tej chyba największej afery roku 2016:

Cytuję: „Prezes IPN ujawnił dzisiaj, że wdowa po Czesławie Kiszczaku oferował Instytutowi sprzedaż dokumentów dotyczących TW „Bolek”. To że szef komunistycznej bezpieki przez tyle lat przechowywał teczkę Tajnego Współpracownika nie jest zaskoczeniem dla historyka Sławomira Cenckiewicza.
Z oświadczenia prezesa IPN Łukasza Kamińskiego wynika, że wdowa po Czesławie Kiszczaku chciała sprzedać ręcznie zapisaną kartę dotyczącą spotkania „Bolka” z funkcjonariuszem bezpieki, do którego doszło w listopadzie 74 r
.”
Dalej i źródło:
http://niezalezna.pl/76411-cenckiewicz-dla-niezaleznapl-o-teczce-bolka-u-kiszczaka

III RP to państwo którym wciąż rządzi mafia i mordercy. Pomimo zmiany władzy, ich wpływy są silne. Ta sprawa jest niezwykle ważna. Tam są dokumenty na „wszystkich świętych„! To sprawa dużo grubsza niż osławiony aneks WSI. A przypomnę, że sprawa aneksu ds. komisji likwidacyjnej WSI jest tak tajna, że nawet rząd PiS go nie ujawnia. I nie ujawni, bo to grozi destabilizacją sytuacji politycznej w naszej części świata.

Nieoficjalnie mówi się, że zabezpieczono już dokumenty na Adama Michnika, Jacka Kuronia i Bronisława Komorowskiego, i wielu innych świętych krów III RP. Pewne jest to, że seryjny samobójca zbierze swoje krwawe żniwo. Zobaczymy, ilu osobom ze świecznika III RP umrze się na „ostry zawał serca” tudzież „nagłe zatrzymanie krążenia„. Zobaczymy ilu z nich nagle wyjedzie np na „wygłoszenie zagranicznej prelekcji” i nie wróci do kraju.

W mojej opinii, ludzie ci powinni zostać pozbawieni majątków (łącznie z ich rodzinami i krewnymi). Postawieni przed sądem, w tym część za zbrodnie wojenne, za przestępstwa itp. I surowo za to ukarani. PiS jednak prawdopodobnie zastosuje inny manewr. Dokumenty zostaną utajnione, szczególnie te kluczowe. Za to wierchuszka III RP dostanie ultimatum: „zwijajcie swoje interesy i spierdalajcie z Polski, albo..„.

Jeżeli nie jest to prowokacja a głupota pazernej baby to z pewnością są tam dokumenty dotyczące porwania i zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki, Okrągłego Stołu i agentury po stronie solidarnościowej. Czy też Magdalenki i wielu innych zbrodni będących podwalinami pod neokolonialną, mafijną III RP. Możliwe, że wdowa po Kiszczaku chciała się zemścić, możliwe że ma jakiegoś alzheimera, możliwe że ruszyło ją sumienie, bo kostucha już blisko. Nie wiemy tego. Ale jedno jest pewne – z tego będzie straszny dym i straszne jaja. To będzie afera roku, naprawdę trudno będzie to przebić.

I jeszcze jedna prywatna dygresja, trochę teoria spiskowa.. Ataki na Polskę możliwe że są związane z patentem na rewolucyjną technologię – produkcję grafenu. Posiadają ją Polacy. Jest to technologia, która dosłownie zrewolucjonizuje świat. W zeszłych latach próbowali to wrogo przejąć Rosjanie ze swoją potężną agenturą, ale nie udało się. Gdyby rządziła nadal PO, patent ten zostałby sprzedany za kilkaset milionów złotych. Tymczasem korporacja która by go kupiła (zapewne niemiecka, a jak) zarobiłaby na tym biliony dolarów.

Cytat: „Po wstępnym przeszukaniu domu gen. Kiszczaka znaleziono w piwnicy metalową szafę która na ocenę wizualną zawiera około 200 do 250 kg dokumentów starannie skatalogowanych w segregatorach. Wałęsa zapewne już wie i kto wie czy wróci do Polski z zagranicy.”

Cytat: „Jak będziecie za wysoko podskakiwać, to znad niejednej głowy aureola spadnie – wyrwało się kiedyś w chwili szczerości Kiszczakowi. Część ludzi od dawna wie czym tak naprawdę jest III RP.”

Cytat: „Kiszczak często opowiadał, że ma kwity również na „czynnych zawodowo dziennikarzy”. Nie ma co na ten temat dywagować, dopóki nie poznamy szczegółów. Ja życzyłbym sobie natychmiastowego odtajnienia całości tego, co od Kiszczaków wyniesiono.”

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej „Dzień Sądu dla mafii III RP. 250 kg tajnych dokumentów Kiszczaka!”

CZY ZAGADKOWY KOD MATRIXA ISTNIEJE? TAJEMNICE JĘZYKA PRASŁOWIAŃSKIEGO!

Wiedza tajemna: czy kod matrixa istnieje? Tajemnice języka prasłowiańskiego

Zapraszam Cię do obejrzenia niecodziennego filmu video. Mówi on o językach słowiańskich i o tym, że właśnie w języku prasłowiańskim zapisano pojęcia, symbole i znaczenia bazowe.

Ktoś mądry powiedział, że ten, kto ma władzę nad językiem, ten może społeczeństwu wmówić praktycznie wszystko. I to jest prawdą. Zobaczcie na działania UE i elit politycznych świata. Oni neoliberalną tyranię wciskają nam jako „wolność i demokrację„, kapitalistyczne niewolnictwo wciskają nam jako „wolny rynek„.

Poprzez zmianę znaczenia podstawowych pojęć można przedefiniować dosłownie wszystko. Dziś wszystko zdaje się być odwrócone o 180 stopni, zdaje się stać na głowie. Dobro jest przedstawiane jako zło, a zło jako dobro.

globalna świadomość 1

Przez ostatnie stulecia stworzono politykę, która jest oparta o dawno przestarzały podział na prawicę i lewicę. Stworzono również debatę publiczną i jej standardy, czyli ścisłe ocenzurowanie. Nad tym czuwa całą dobę setki think-tanków, tysiące organizacji i fundacji, setki tysięcy dziennikarzy. Te systemy stworzono tak, by podzielić społeczeństwa i ukryć prawdę. Dzieje się tak właśnie poprzez manipulację językiem.

Socjotechnika i PR to wojna o obowiązującą narrację i wojna o słowo. Obecnie pomimo pierwszych symptomów skrętu w prawo, obowiązuje narracja lewicowo-liberalna. Ważne jest to, że nawet najbardziej zatwardziali nacjonaliści, konserwatyści, PiSowcy, katolicy itp itd, funkcjonują w obrębie narracji lewicowo-liberalnej. Ponieważ to ona nadaje znaczenie słowom. To ona tworzy przestrzeń „codziennej zwyczajności”, w której myślą i poruszają się lewicowcy, prawicowcy, anarchiści, nacjonaliści, katolicy, ateiści, ezoterycy i reprezentanci wszystkich innych doktryn.

Każda obowiązująca narracja inaczej definiuje słowa. Każda epoka, każda obowiązująca narracja, każdy naród, każda opcja polityczna i w końcu każdy z nas z osobna inaczej te słowa rozumie i definiuje. Ale tylko Ci, którzy mają władzę nad słowem, narzucają ich znaczenie innym i tym samym pełnią rząd dusz. To słowa są potęgą każdej elity, ponieważ są nośnikami wiedzy i określają całą naszą codzienność.

matrix

Kto ma władzę nad obowiązującą narracją i nad słowami, ten dyktuje innym co jest dobre a co złe. Co jest „normą społeczną„, a co jest „zachowaniem aspołecznym”. Co jest „totalitarnym faszyzmem” czy „wstrętnym socjalizmem”, i w konsekwencji czego można nie lubić. Znaczenie słów zmienia się w zależności od tego, kto ma władzę nad słowami i kto dyktuje swoją wersję.

To, co dziś jest normalnością, i co z pełnym oburzeniem bronimy, jutro czy za 100 lat może być uosobieniem najgorszych możliwych wzorców. Czy też uosobieniem „dawnych, niewolniczych czasów„, przed którymi nasi potomni będą ostrzegali dzieci i wnuki. Toczy się globalna wojna o słowo. Słowa tworzą mapy rzeczywistości, a mapy te tworzą wspomnianą wyżej codzienność. Mapy rzeczywistości to oczywiście ideologie, religie i tym podobne. Mapa rzeczywistości to także ekonomia, która nie jest nauką ścisłą, ale bardziej sztuczką iluzjonistów czy manipulacją.

Cytuję: „Co powiesz na to, że na matrycy (matrix), na której aktualnie bytujemy, wszystko co zostało do tej pory stworzone, miało swój zapis wraz ze swoim znaczeniem. Każdy znak, wyraz, dźwięk, kolor, zapach, ruch, zachowanie, czucie i.t.p. miało swoje początkowe znaczenie, które jest jedynym i prawdziwym..”

A teraz zapowiadany film o kodzie Matrixa – „Tajemnicze znaczenie języka prasłowiańskiego”:

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

Polska jest kolonią zarządzaną przez koncerny!

Polska jest kolonią zarządzaną przez koncerny!

korporacjeWklejam poniżej felieton dr Jerzego Jaśkowskiego. Jest on wielotematyczny. Zaczyna się od roli, jaką pełnili Jagiellonowie i Sasi – agenci niemieccy na tronie polskim. Istnieją przesłanki, że Cesarstwo Rzymskie zwane później niemieckim, od wieków zarządzało wieloma krajami – księstwami niemieckimi, Szwecją – stąd potop szwedzki, Austrią, Polską i innymi. Możliwe, że zarządzają oni po dziś dzień całą Europą, jak i światem.

Od kilkuset lat trwa również dobra współpraca między naszymi dwoma śmiertelnymi wrogami, czyli prusackimi Niemcami i Rosją. Pomimo oficjalnej niechęci i wojny na Ukrainie, ta wielowiekowa „sztama” trwa w najlepsze. Zamiast słabnąć (bo sankcje), umacnia się ona – np przez oddanie niemieckich rurociągów Gazpromowi czy planowaną drugą nitkę Nord Stream.

Ani USA, ani Niemcy, ani Putin, który dla niektórych prorosyjskich Polaków jest wręcz zbawicielem, nie są naszymi przyjaciółmi. Dalsza część felietonu dr Jerzego Jaśkowskiego Traktuje o zdrowiu. Zapraszam do przeczytania.

Autor wstępu: Jarek Kefir Czytaj dalej „Polska jest kolonią zarządzaną przez koncerny!”

CZYM NAPRAWDĘ SĄ PIRAMIDY!? „TEGO NIE ZBUDOWAŁ CZŁOWIEK!”

Czym jest piramida Cheopsa? „Tego nie zbudował człowiek..”

Nauka do dziś jest bezradna wobec próby wytłumaczenia, czym są piramidy i jak je zbudowano. Piramidy są obecne na całej Ziemi. W Polsce – ponoć na terenie Gdyni, dopiero co odkryta przez pasjonatów. Również pod Wawelem mogą znajdować się megalityczne podziemia w stylu piramidy. A tak przynajmniej głoszą pewne teorie.

Dotychczas potwierdzono istnienie piramid w Bośni, Chinach, Peru, Sudanie, Krymie, i wielu, wielu innych krajach. Do dziś nie wiadomo, jaką metodą zostały zbudowane piramidy te tysiące lat temu. Przecież starożytni Egipcjanie ani inne dawne ludy nie dysponowały taką technologią.

piramidy

Dopiero dzisiaj jesteśmy w stanie wybudować taką piramidę z taką precyzją i rozmachem, jak te w Egipcie. Nie wiadomo także, co tak naprawdę zawierają podziemia piramid, a są one równie imponujące. Smaczku dodaje pewien fakt historyczny. Otóż XII wieku naszej ery w Egipcie było potężne trzęsienie Ziemi, które doszczętnie zrujnowało Kair. Tymczasem piramidy i Sfinks nie zostały nawet tknięte.

Cytuję: „Piramidy w Egipcie to jeden z najbardziej zagadkowych cudów starożytnego świata. Przez wieki narosło wokół nich wiele legend, mitów, które mieszały się z naukowymi teoriami. Niektóre z nich były bardziej absurdalne od drugich. Do dzisiaj trudno jest wyobrazić sobie tak wielki plac budowy, z tak wielką liczbą budowniczych, którzy zbudowali i zaprojektowali tak dużą konstrukcję.

Autor dokumentu spędził 6 lat [w filmie mowa o 10 latach – TPL] lat na historycznym śledztwie, podczas którego zebrał opinie egiptologów, techników i innych specjalistów. Odwiedził nie tylko Egipt, ale także Meksyk, Chiny i Peru. Wnioski, które wyciągnął stawiają w nowym świetle wszelką wiedzę, którą ludzkość posiadała do tej porty na temat egipskich piramid.”

Czym jest Piramida Cheopsa? (lektor PL):

Jestem jednak bardzo sceptyczny co do „opowieści dziwnej treści”, że piramidy mają pozaziemskie pochodzenie czy też pozaziemskich budowniczych. Kosmici, reptilianie, zmiennokształtne gady mieli być budowniczymi piramid i mają wysysać nas z energii, mają też żywić się energią zła i cierpienia. Na istnienie UFO nie ma jednak dowodów. Przecież nie wylądowali w statku i nie ogłosili swojego istnienia światu.

Wszystko co o nich wiemy to obserwacje na niebie, które mogą znaczyć nie wiadomo co. Wiele wskazuje na to, że UFO jest wytworem naszej globalnej „nieświadomości zbiorowej”. Widzimy te talerze i inne fantazyjne kształty na niebie, ale tak naprawdę są to twory naszych umysłów. Dużo o tym pisałem w poniższych artykułach:
Czy UFO istnieje?! A może padliśmy ofiarą zbiorowej hipnozy?!
Czy UFO istnieje? Złudzenie umysłu czy coś bardziej szokującego?!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/