Niezwykłe i niesamowite prawa rządzące światem, o których rzadko kiedy usłyszysz

globalna-swiadomosc

Witam! Chciałbym Wam przedstawić trzy niesamowite prawa rządzące światem, o których rzadko kiedy przeczytasz na stronach alternatywnych.

Pierwsze z nich to tzw pętla przechwytu. Jest takie powiedzenie ludowe, że nieszczęścia chodzą parami. Inni, głównie cynicy, dodają, że nieszczęścia chodzą stadami. I tak jest w istocie. Pętla przechwytu to inaczej znane z biologii sprzężenie zwrotne dodatnie, znane z biologii. Z tym, że funkcjonuje ono w ludzkich zbiorowościach i w relacjach.

Polega ono na tym, że jeśli raz pojawi się jakiś negatywny bodziec i wyprowadzi Cię z równowagi, to zaraz pojawi się kolejny, potem kolejny i być może jeszcze kolejny. Jeśli te następne negatywne bodźce nie wyprowadzą Cię z równowagi – to luz. Gorzej jeśli Twoje zdenerwowanie będzie się nasilać. Wtedy wpadasz w pętlę przechwytu, gdzie negatywnych emocji, myśli, jest coraz więcej. Ale nie dotyczy to tylko emocji, które stosunkowo łatwo się pomnażają. Dotyczy to także wydarzeń w świecie fizycznym. Sam widzę to po różnych wydarzeniach i ich korelacjach ze stanem moich emocji.

Przypuśćmy że spieszysz się np do pracy. W domu zdenerwowało Cię to, że zaspałeś, i że trzeba było naprawiać czajnik, bo poluzował się kabel. Straciłeś te kilka minut, ale spoko. Przecież autobus w porannym szczycie spóźnia się minimum 5 minut, często i 10. W szczycie popołudniowym nawet 15 i więcej minut. Wychodzisz więc z domu, do autobusu jeszcze trochę czasu. Chcesz w miarę szybko dojść do przystanku. Ale nagle trafiasz na dwójkę rozhisteryzowanych dzieci i ich roztrzepaną matkę. Nie możesz ich tak szybko wyminąć – w ostatniej chwili straciłeś zielone światło na przejściu.

Ale to nie wszystko. Bowiem kątem oka widzisz, że po drugiej stronie ulicy… jedzie Twój autobus! Cholera no, każdego dnia w szczycie się spóźnia! Zerkasz szybko na zegarek i wynika z niego, że autobus przyjechał aż 4 minuty za wcześnie. No jak to mogło się stać?! Przecież to zupełnie nielogiczne, przecież w całym mieście są korki.. Przechodzisz szybko na zielonym, autobus rusza. Chcesz przebiec te 50 metrów chodnika i dotrzeć na przystanek razem z autobusem. A tu nagle ludzie stają się ślamazarami, których trudno wyminąć.

Drogę zagradza Ci babcia, której dziwnym trafem akurat teraz dwie duże reklamówki wypadły z rąk na chodnik, razem z bardzo licznymi towarami. Które teraz walają się po całym chodniku, a ludzie zatrzymują się, i empatycznie pomagają staruszce je zapakować. Autobus odjeżdża, wściekasz się, klniesz. Następny bus jest rozkładowo za 35 minut. Spóźnia się aż 17 minut – wiadomo, korki, ale czemu aż tyle? Przecież takie spóźnienia są raczej tylko po południu. Docierasz do pracy spóźniony, a tam szef i współpracownicy z kolejnymi przykrymi niespodziankami.. Na koniec dnia jesteś już po prostu wykończony. Brzmi znajomo?

Zasada pętli przechwytu dotyczy np konfliktów – zaczyna się od delikatnej różnicy zdań, roznieca poprzez kłótnię, kończąc na mordobiciu. Dotyczy także biedy. Bieda i złe wzorce z dzieciństwa tworzą złe myśli i emocje. A one, w dalszym życiu, jeszcze bardziej nasilają biedę. Nieleczone choroby, np nerwica czy depresja, też działają na zasadzie pętli przechwytu. To samo dotyczy relacji dwojga ludzi w związku. Coraz więcej i więcej wzajemnych pretensji, zadawanego bólu, rozczarowań, niespełnienia. I przez lata miłość zamienia się w odwrotność, w nienawiść, spotykaną u zdecydowanej większości małżeństw z dłuższym stażem. Co jest oczywiście tematem tabu, ściśle ukrywanym przed światem, szczególnie przed młodymi. Od których wymaga się przecież właśnie ślubu i dzieci.

W Polsce były / są aż cztery negatywne czynniki które zaprogramowały naszą mentalność. Czyli: chłopsko-katolicki konserwatyzm, trauma dwóch wojen światowych, homo soviecticus i toksyczny kapitalizm Balcerowicza, Korwina i Petru. Stworzyły one tzw stracone pokolenie dzisiejszych 20-40 latków, którzy na depresje i nerwice chorują częściej niż na przeziębienia. Każde społeczeństwo, cała ludzkość chora jest na coś w stylu przewlekłej neurozy. Ale w Polsce jest to bardzo nasilone. Każdy rodzic powinien zada sobie pytanie, czy chce wychować przyszłego lidera, osobę szczęśliwą, czy kolejną „owcę” beczącą w stadzie, i oddającą swój los rożnym politycznym i ideologicznym „wilkom„?

Cytat: „Sam możesz potwierdzić, że świat niezwykle często działa Ci na nerwy. Oczywiście na każdego ma to wpływ w różnym stopniu i na swój sposób.Lecz w sumie sens jest taki: jeżeli w danej chwili coś jest w stanie wyprowadzić Cię z równowagi, to z jakiegoś powodu, jak na złość, zdarza się to. Oto, co ma miejsce. Jeżeli jesteś czymś zaniepokojony, zatroskany, przygnębiony, wówczas przynajmniej częściowo masz napięte nerwy. I oto, jakby w związku z tym, pojawia się jakiś pajac, zaczyna skakać i ujadać tak, by jeszcze bardziej naciągnąć struny Twoich nerwów. Denerwujesz się, a pajac skacze coraz zacieklej. Istnieje wiele sposobów, by zwiększyć rozdrażnienie. Przypuśćmy, że dokądś bardzo się spieszysz i boisz się spóźnić. Pajac z miejsca klasnął w dłonie i zacierając je, wykrzyknął: „Zaczynamy!”.

Odtąd wszystko działa wbrew Tobie. Ludzie zagradzają drogę i statecznie sobie kroczą, a Ty w żaden sposób nie możesz ich ominąć. Chcesz szybciej przejść przez drzwi, a tam dosłownie ustawia się kolejka ślamazar ledwie powłóczących nogami. To samo ma miejsce podczas jazdy samochodem. Jakby wszyscy zmówili się przeciwko Tobie. Oczywiście,można co nieco zrzucić na karb postrzegania: kiedy spieszysz się, zdaje się, że cały świat dookoła zwalnia. Lecz są również jawne oznaki: winda lub samochód psuje się, autobus się spóźnia, na drodze powstaje korek – tu już pewna złośliwa obiektywność. Można przywołać jeszcze inne przykłady. Jeżeli jesteś czymś zmartwiony i spięty, ludzie wokół będą robić właśnie to, co Cię drażni, przy czym właśnie teraz, kiedy chcesz, by dali Ci spokój. Dzieci zaczynają wchodzić na głowę, chociaż przedtem zachowywały się spokojne. Ktoś obok zaczyna mlaskać i głośno przełykać. Różni jegomoście plączą się pod nogami i przyczepiają się ze swoimi problemami. Zewsząd pokotem kładą się jakieś przeszkody. Jeżeli czekasz na kogoś z niecierpliwością ten długo nie przychodzi. Jeżeli nie chcesz nikogo widzieć z pewnością ktoś się zjawi. I tak dalej.

Ten nacisk z zewnątrz staje się coraz intensywniejszy, w miarę jak rośnie rozdrażnienie. Im większe jest napięcie, tym bardziej dokuczają Ci otaczający ludzie. Interesujące: oni nie zachowują się tak specjalnie. Im nawet do głowy nie przychodzi, że to może komuś przeszkadzać.Co jest powodem takiego zachowania? W ogóle w psychice człowieka nieświadomego wiele jest białych plam. Mimo że to dziwne, w większości wypadków ludźmi kierują nieuświadomione motywy. Lecz dziwne jest nawet nie to, tylko fakt, że siła napędowa, kształtująca nieuświadomione motywy, nie znajduje się wewnątrz psychiki człowieka, a poza nią. Siłą tą są niewidoczne, lecz rzeczywiste byty energoinformacyjne, zrodzone przez energię myśli żywych istot – wahadła. O wahadłach była już mowa w pierwszej książce o Transerfingu. Zawsze pojawiają się one tam, gdzie można pożywić się energią konfliktu. Tylko nie należy sądzić, że owe byty zdolne są do planowania czegoś i urzeczywistniania świadomych zamiarów. Wahadła wyczuwają biegunowość jako niejednorodność w polu energetycznym i jak pijawki starają się przyssać. Ale i to nie jest takie straszne.

Zgroza polega na tym, że one nie tylko pochłaniają energię konfliktu, lecz również w jakiś sposób zmuszają ludzi do takiego zachowania, by tej energii wydzielało się jeszcze więcej. Zrobią wszystko, by energii tej było w nadmiarze.Wahadła szarpią ludzi za niewidzialne nici, a ludzie im ulegają jak marionetki. W jaki konkretnie sposób wahadła wpływają na motywację ludzi, na razie nie wiadomo, lecz robią to bardzo skutecznie. Jasna świadomość człowieka jest dla wahadeł niedostępna, lecz one jej nie potrzebują – zupełnie wystarcza im podświadomość. Z reguły wszyscy ludzie w jakimś stopniu śpią na jawie. Wiele rzeczy człowiek wykonuje machinalnie, będąc rozluźnionym, nie zdając sobie sprawy: „Czy w tej chwili nie śpię i jasno uświadamiam sobie, co robię, po co i dlaczego właśnie tak”. Szczególnie niski jest poziom świadomości człowieka, kiedy znajduje się on w domu lub w tłumie.W warunkach domowych konieczność zwiększonej samokontroli jest niewielka, dlatego człowiek jest rozluźniony i niemal drzemie. W zewnętrznym, lecz wąskim kręgu znajomych, przeciwnie, świadomość jest najintensywniejsza i zajęta samokontrolą. Zaś w dużym gronie ludzi działania człowieka znów stają się spontaniczne, lecz dodatkowo wpadają w silną korelację z ogólnymi porywami masy ludzkiej.

By zaprezentować działanie wahadła, posłużmy się najprostszym przykładem przechodnia, za którym idziesz tą samą drogą, a następnie go wyprzedzasz. Kiedy tylko postanowiłeś skręcić w lewo, by go wyprzedzić, on wykonuje w tym kierunku spontaniczny krok, jakby zagradzając Ci drogę. Próbujesz wyprzedzić go z prawej strony, a on mimowolnie odchodzi w tę właśnie stronę. Co zmusza przechodnia do zmiany kierunku? Przecież Cię nie widzi i nic mu do tego, że chcesz go ominąć. Być może w jakiś sposób czuje plecami Twoje przybliżanie się i instynktownie nie chce przepuścić „rywala” naprzód? Takie przypuszczenie narzuca się, ale to nie tak. W żywej przyrodzie, jeżeli mowa o instynktach, rywalizacja zawsze przejawia się w sytuacjach, kiedy przeciwne strony stoją twarzą w twarz. Tym, co zmusza przechodnia do skręcania, jest wahadło. Człowiek idzie, nie myśląc o tym, jak stąpać, by poruszać się dokładnie w linii prostej. Pod tym względem śpi, dlatego linia jego kroków od czasu do czasu spontanicznie odchyla się w tę lub inną stronę. Motywacja, czyli wybór kierunku, leży w podświadomości, która w tej chwili nie jest kontrolowana, a to oznacza, że jest potencjalnie otwarta na oddziaływanie wahadła. W tym momencie podchodzisz Ty i usiłujesz wyprzedzić przechodnia. W istocie, jest to konflikt, choć niewielki.

W celu zwiększenia energii konfliktu wahadło zmusza przechodnia do wykonania mimo woli kroku w bok, by zagrodzić drogę i tym samym zaostrzyć sytuację. Jednocześnie wahadło nie działa z rozmysłem, ponieważ nie posiada świadomego zamiaru.Tak samo nieświadomie robią swoje siły równoważące. Jeszcze raz podkreślam: mowa o pewnych procesach, których mechanizm na razie jest niejasny, a nie o rozumnym zachowaniu się istot.Odnotowujemy jedynie niektóre przejawy i prawidłowości natury świata energoinformacyjnego. Nie ma sensu rozważać, jakie wahadło działa w określonej sytuacji, skąd się ono wzięło, jak mu się to udaje i co faktycznie dzieje się na poziomie energetycznym. I tak nie zdołamy zorientować się dokładnie.Znaczenie ma tylko jeden główny wniosek: o ile siły równoważące zderzają przeciwieństwa, to wahadła robią wszystko, by rozniecić energię powstałego konfliktu. Taka jest zasada wahadła.”
~Vadim Zeland

Książki Vadima Zelanda i tysiące innych możecie kupić w poniższej księgarni – polecam:
TaniaKsiążka.pl

Świat jest lustrem, które odbija Twój stosunek do niego. Nasze myśli bezpośrednio kształtują świat. Choć świat wydaje się mieć matrycę (matkę naturę) zwierzęcą i brutalną, to jego mechanizmy karzą także to, co powszechnie określamy jako zło. Pogarda, pycha, wywyższanie się, nienawiść u ludzi złych (i dobrych) są karane przez prawa świata tak samo, jak nadmierne pragnienia, niespełnienie, lęki, obawy, kompleksy, uległość u ludzi dobrych. Choć na pierwszy rzut oka to ci źli mają tu jak pączek w maśle – robią kariery, rządzą światem, są biznesmenami, politykami, dziennikarzami, naukowcami, ekspertami, bankierami itp itd. Jednak jest to wrażenie złudne.

I tu dochodzimy do kolejnego prawa rządzącego światem. Nazwałem je „zagadką dobra i zła” i często zadaję tę zagadkę ludziom wyznającym np religie. Otóż ziemskie wiary głoszą, że jakiś mechanizm – Bóg, energie wszechświata, prawo karmy – nagradzają dobro, a każą zło. Jest w tym trochę prawdy. Z tym, że nie jest to całość prawdy. Prawa natury nie są wrażliwe na zawiłość i delikatność relacji między ludźmi. Karzą i nagradzają często zdawałoby się na oślep.

Popatrz na historię życia swojego i innych ludzi. Możesz zobaczyć, że wielu dobrych i empatycznych ludzi ciągle ma jakieś upadki, wypadki, złe przypadki, dziwne niekorzystne zbiegi okoliczności, ciągle coś złego lub chociaż przykrego im się przytrafia. Natomiast ludzie źli, psychopatyczni – bankierzy, politycy, biznesmeni itp – opływają w dobra i dostatki. Są bezkarni nie tylko w ludzkim sensie (prawno-sądowym), ale zwyczajnie nie mają tych negatywnych zbiegów okoliczności.

Bierze się to stąd, że natura wobec ludzi dobrych wymaga jakby więcej. Karze ich za nadmierne pragnienia, za paniczną żądzę posiadania czegoś, za nieprzepracowane lęki, kompleksy, traumy. Także za negatywne myśli i emocje, za pogardę, za wywyższanie się. Potężnym czynnikiem przyciągającym złe wydarzenia jest poczucie winy, uległość, niezaspokojone żądze. Ludzie źli – wilki – są chronieni przez siły natury, ponieważ zapewniają systemowi trwanie, homeostazę. Ludzie dobrzy muszą przejść przez tą twardą „machinę szkoleniową„, i odrobić swoje życiowe lekcje.

Zapotrzebowanie na wilków jest wszędzie tam, gdzie są uległe, zlęknione, głupie, ignoranckie i stadnie zachowujące się owce. Gdyby owce chciały i zaczęły się jednoczyć, bronić, zdobywać wiedzę – to wilki musiałyby przejść na wegetarianizm i poluzować system. Kat szuka ofiary, ale z drugiej strony, ofiara szuka kata. Ludzkość mogłaby być wolna choćby w miesiąc, ale nie chce. Wilki realizują podstawowy, zwierzęcy program matrixa, czyli matki natury, nastawiony na przetrwanie i rozmnażanie za wszelką cenę, choćby po trupach.

Jeśli chcesz się wyrwać z systemu, wtedy wymagane jest od Ciebie więcej. Jeśli jesteś pogodzony ze światem, pełen dobrych emocji, bez nadmiernych, panicznych pragnień i żądz – to świat może Ci zaoferować dużo dobrego. Owszem, tak nie zbawisz świata. Jeszcze miliony ludzi muszą cierpieć i ginąć, odrabiając tak swoje lekcje. Jeszcze cały świat, nie raz i nie dwa, wpadnie w różne szaleństwa. Świat i ludzkość będą szaleć, wrzeszczeć, pragnąć, oczekiwać, żądać.. Ale Ty już nie. Możesz pomóc tym, którzy chcą pomocy i którzy są gotowi na jej przyjęcie, a to mniejsza część ludzkości. I to tej mniejszości można pomagać, na najróżniejsze możliwe sposoby. A większość, która śpi i jest zwyczajnie niegotowa, należy zostawić i pozwolić jej się wyszaleć.

Cytat: „Ceną za poczucie winy zawsze będzie wymierzenie kary w tej czy innej postaci. Jeśli zaś poczucie winy nie występuje, kara również może nie zostać wymierzona. Niestety, poczucie dumy z powodu dobrego postępku także pociągnie za sobą wymierzenie kary, a nie nagrodę. Przecież siły równoważące muszą usunąć nadmierny potencjał dumy, a nagroda tylko by go nasiliła.

Wymuszone poczucie winy, czyli wniesione z zewnątrz przez „prawych” ludzi, rodzi potencjał podniesiony do kwadratu, ponieważ człowieka i tak dręczy sumienie, a tu jeszcze spada na niego gniew sprawiedliwych. I w końcu nieuzasadnione poczucie winy, związane z wrodzoną skłonnością do bycia odpowiedzialnym za wszystko, stwarza najwyższy nadmierny potencjał. W takim wypadku nie należy w ogóle odczuwać wyrzutów sumienia – przecież przyczyna jest po prostu zmyślona. Kompleks winy może solidnie zatruć życie, ponieważ człowiek bezustannie poddany jest działaniu sił równoważących, czyli wszelkim karom za wyimaginowane winy.
Oto dlaczego funkcjonuje powiedzonko: „Bezczelność to drugie szczęście”.

Zazwyczaj siły równoważące nie ruszają ludzi, których nie dręczą wyrzuty sumienia. A przecież tak by się chciało, by Bóg karał złoczyńców. Zdawałoby się, że sprawiedliwość powinna tryumfować, a zło musi być ukarane. Jednak przyrodzie nieznane jest poczucie sprawiedliwości, mimo że brzmi to boleśnie. Przeciwnie, na  porządnych ludzi z wrodzonym poczuciem winy wciąż spadają kolejne nieszczęścia, a niegodziwym i cynicznym złoczyńcom często towarzyszy nie tylko bezkarność, ale też sukces.

Poczucie winy nieuchronnie rodzi scenariusz wymierzenia kary, przy czym dzieje się to bez wiedzy Twojej świadomości. Zgodnie z tym scenariuszem podświadomość doprowadzi Cię do kary. W najlepszym razie pokaleczysz się lub odniesiesz lekkie rany, albo pojawią się jakieś problemy. W najgorszym – może mieć miejsce nieszczęśliwy wypadek z poważnymi konsekwencjami. Oto do czego prowadzi poczucie winy.

Niesie ono w sobie tylko zniszczenie i nie ma w nim niczego pożytecznego czy budującego. Nie ma sensu męczyć się poczuciem winy-to w niczym nie pomoże. Lepiej postępować tak, by potem nie mieć wyrzutów. A jeśli już się zdarzyło, że coś zrobiłeś nie tak, to wiedz, że bezsensowne i próżne męki nikomu na dobre nie wyjdą.”
~Vadim Zeland

Kolejnym ciekawym prawem rządzącym światem jest tzw Synchroniczność Jungowska. Została ona opisana przez wybitnego mistrza psychologii – Carla Junga, i naukowca Wolfganga Pauliego. Zbiegi okoliczności nie istnieją. Wszystkie zmieniające nas wydarzenia, wszystkich ludzi którzy pomagają nam (bodźcami pozytywnymi i negatywnymi) w dziele przemiany, przyciągamy sami. Oczywiście, z udziałem tej efemerycznej, tajemniczej siły synchroniczności.

Wszystkie te wydarzenia i znajomości mają być przyciągane przez nas i przez tę siłę po to, byśmy mogli się uczyć, zmieniać na lepsze i doświadczać. Nie zawsze są to bodźce pozytywne. Często siła synchroniczności musi wylać na nasz łeb kubeł zimnej wody, bo inaczej się nie da. Mówimy wtedy o złym wydarzeniu, nieszczęściu, traumie. Często echo tych wydarzeń odbija się po długich latach. Traumy zostają uleczone, wnioski wyciągnięte, transformacja się dokonuje.

Bywa i tak, że prawo synchroniczności pozwala Ci w zadziwiający czy wzruszający sposób „dokończyć„, „domknąć” to, czego nie udało się przed laty. Często z dokładnie tymi samymi osobami, co przed laty. Tak było w moim życiu, i jest to kolejny przejaw synchroniczności jungowskiej, często pomijany. Po miesiącach lub latach dostajesz szansę „zamknięcia, wypełnienia cyklu” którego wtedy nie udało się wypełnić. I często towarzyszy Ci wręcz ta sama osoba / osoby, i te same lub bardzo podobne okoliczności.

Cytat: „Przypadki (zbiegi okoliczności) są konsekwencją świadomego lub podświadomego odkształcania się świadomości jednostki w obszarze nieświadomości zbiorowej. Dzięki uzyskaniu takiego subtelnego wglądu człowiek staje się świadomy swojej wewnętrznej mocy, a raczej pierwotnego połączenia ze wszystkimi strukturami rzeczywistości. Zachodzi proces indywiduacji, który ma charakter inicjacyjny. Indywiduacja to umiejętność kształtowania rzeczywistości wokół siebie, tworzenie tuneli synchronicznych. Nieświadomość zbiorowa wykorzystuje tunele do synchronizacji zdarzeń, by przyniosły pożądany skutek na drodze życia danej jednostki.

Inne osoby biorą często nieświadomy udział w całym procesie np. pojawiając się w najodpowiedniejszym momencie dla osoby indywiduowanej. Zazwyczaj jednak okazuje się, że siły kosmiczne doskonale wiedzą, kto powinien zostać wybrany do urzeczywistnienia czyjejś wizji. Często takie osoby również odnoszą korzyść z „przypadkowego” spotkania i ma ono, także wpływ na ich personalny rozwój. Jest to wielka zagadka przyrody, a raczej dowód na to, iż całą przestrzeń kosmiczną wypełnia subtelna, uniwersalna superświadomość, która w sposób elastyczny perfekcyjnie tworzy rytm, puls Kreacji.”
(Autor nieznany)

Nasz świat się o nas troszczy. Wszystko przebiega pod kontrolą sił, którym zależy na naszym wzroście i przemianie. Nawet gdy wątpisz w nie i ich na pierwszy rzut oka nie widzisz – one są, istnieją.

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

 

5 typów toksycznych ludzi na których szkoda czasu i łez

toksyczni-ludzieWklejam wpis autorstwa portugalskiego Coacha José Micard Teixeira, które w internecie, niesłusznie, przypisano Meryl Streep.

Opisuje on pięć typów toksycznych ludzi, których lepiej unikać. Oczywiście jest to ledwie wierzchołek góry lodowej, bowiem tych typów jest znacznie więcej.

Wszyscy ludzie gdy mają gorszy dzień przejawiają przynajmniej część z tych poniższych cech. Ważne by unikać ludzi którzy tak zachowują się na co dzień.

Wiadomo że wampiry energetyczne są wśród nas. Każdy doświadczył ich negatywnej działalności, choć akademicka, opierająca się na dogmacie racjonalizmu nauka, nie jest w stanie wyjaśnić tego zjawiska, i nawet tego nie próbuje.

Mało kto wie, że wampirami jest tak wielu ludzi. Osoby ekstrawertyczne dzielą się na dwie grupy – wampiry, które kradną energię introwertykom, i odwrotnie – generatory energii, przy których każdy czuje się lepiej. Oczywiście, wampirów wśród ekstrawertyków jest więcej.

Oni intuicyjnie, jakimś szóstym zmysłem wyczuwają, kiedy mamy gorszą formę i kiedy łatwiej jest nas zwampirować. I uderzają właśnie wtedy. Masz zły dzień, gorszą formę, wszystko Cię wkurza? chcesz po prostu obejrzeć film, posłuchać muzyki, przeczytać wiersz, książkę? Właśnie wtedy do Twojego pokoju wpadnie taki wampirek i będzie miał nie cierpiącą zwłoki sprawę. Ale mało tego. Przedstawi ją tak nachalnie i natrętnie, by do reszty wybić Cię z rytmu i postawić dosłownie na równe nogi.

Inny przykład: jesteś spóźniony, spieszysz się, i rano wkurzyło Cię kilka spraw? Chcesz szybko przejść te 500 metrów po chodniku na przystanek? Właśnie w tym momencie na przejściu pojawi się zawalidroga – najpierw staruszka, a potem żul idący z naprzeciwka. 100 metrów dalej drogę zagrodzi Ci matka z dziećmi które akurat w tej chwili musiały rozkraczyć się na cały chodnik. Jeszcze dalej pojawi się roztrzepana i wolno idąca blondynka, której wyprzedzenie będzie Cię kosztowało kilkanaście dodatkowych ruchów

I nerwów. Mało tego! Właśnie w tym momencie autobus którym codziennie jeździsz, przyjedzie na przystanek dwie minuty za wcześnie i Ci ucieknie. Oszalały z wściekłości będziesz z pół godziny się zastanawiać jak to się stało. Jeździsz tą linią od roku, w porannym szczycie spóźnia się minimum dwie czy pięć minut, czasami i dziesięć.. Ale teraz, właśnie teraz bus przyjechał dwie minuty za wcześnie, pierwszy raz od roku. Nosz cholera, cały świat przeciwko Tobie!

W takim momencie bywa, że zaczynasz się nad tym zastanawiać. Możesz zauważyć, że jeśli już coś Cię wkurza, to zaraz pojawiają się kolejne takie rzeczy, kolejne powody do wkurzenia. Gdy już jesteś wkurzony na jakąś drobnostkę i powoli Ci przechodzi, to zawsze pojawia się jakiś pajac, który zaczyna złośliwie skakać, klaskać i bekać, by wkurzać Cię coraz bardziej. Ten pajac – czymkolwiek czy kimkolwiek on jest, będzie skakał tak długo, aż.. nie wyluzujesz.

Opisywali to mistrzowie tacy jak Vadim Zeland czy Dymitr Wereszczagin. Bóg jest trollem, a świat lubi z nas żartować. Dlaczego? Bo tak. Śmiejmy się razem z nimi – i tak nie wyjdziemy z tej historii żywi.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Cytuję: „Nieważne ile masz lat, ile przeżyłeś i w którym momencie życia jesteś. Oto 5 typów toksycznych ludzi, którzy nie są warci całej twojej uwagi, czasu, a już tym bardziej twoich łez.

1. Manipulanci

Eksperci w robieniu Ci źle. Z zegarmistrzowską precyzją znajdą twój czuły punkt, żeby go potem wykorzystać. Manipulacja to taka forma wywierania wpływu na osobę lub grupę, aby nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora. Klasycznym przykładem manipulacji jest szantaż emocjonalny. „To ja Tobie…a Ty jesteś taki…”. Tyle mi zawdzięczasz, a jesteś taki niewdzięczny. Może docenisz mnie po śmierci, gdy mnie zabraknie, za 20 lat gdy zmądrzejesz itp.”.

Na manipulację jesteśmy narażeni w życiu społecznym, w pracy, w rodzinie. Jeśli po fakcie, zdarzeniu, czujesz się jak kupka nieszczęścia i nawet nie wiesz do końca co się stało i dlaczego postąpiłeś w określony sposób, bardzo prawdopodobne, że trafiłeś na manipulatora. Co robić przy kolejnej okazji? Nie dać się. A najlepiej uciekać.

2. Wiecznie niezadowoleni

Jeśli świeci słońce, powiedzą że jutro spadnie deszcz, a nawet jeśli dziś jest pokój to jutro będzie wojna na świecie i nie ma się z czego cieszyć. Wiele z tych osób charakteryzuje się osobowością depresyjną. Nie robią nic, aby zmienić swoje położenie. Latami tkwią w znanym nieszczęściu i skarżą się, że los ich skrzywdził. Ciągną Cię do piekła, bo nie chcą być tam sami. Jeśli nie przejrzą na oczy, przeżyją smutne życie, w którym radości będzie jak na lekarstwo.

Bardzo im współczuję, ale nie chcę ich dźwigać na swoich plecach. Jeśli chcesz zachować swoją pogodę ducha i dobry humor, lepiej też tego nie rób.

Negatywni ludzie? To oznacza więcej problemów…

3. Fanatycy

Nieważne w jakiej sprawie. Czy chodzi o religię, ekologię, zdrowe jedzenie, czy służbowe zadania. Fanatycy patrzą tylko w jednym kierunku. Oni nie kochają ludzi, kochają idee. Dla niej podepczą Ciebie i twoja godność choćbyś był aniołem. Tylko spróbuj się nie zgadzać. Tylko odważ się powiedzieć, że przesadzają. Nie rozmawiam z fanatykami, nie udowadniam im własnych racji. Tam gdzie jest fanatyzm, nie ma miejsca na rozmowę. ŻADNĄ. Dziękuję, beze mnie.

4. Kontestatorzy wszystkiego

Ich misją jest się nie zgadzać. Wietrzyć podstęp. Walczyć o rację. Za każdym razem kiedy wpadasz na świetny pomysł, znajdą jakieś „ale”. Choćbyś mówił, że białe jest białe, to powiedzą, że białe może być bielsze. I że widać w nim szarość. Na wszystko mają odpowiedź. Nie szukają rozwiązań, szukają przeszkód. Wietrzą podstęp, spisek i nieszczęście. Aż sapią z podniecenia, gdy się sprawdzi. Świat to dla nich pole miniowe.

Oni walczą o gorsze jutro. Oto, żeby TYLKO mieć rację. Ta racja ich określa, daje im poczucie, że panują nad własnym życiem, że są ponad innymi. Chcesz walczyć razem z nimi?

5. Żyjący przeszłością

Najczęściej tą, w której ktoś ich skrzywdził, albo coś im nie wyszło. Nie uwiedzie ich nawet najpiękniejsze dzisiaj. Dla nich liczy się to, co miało miejsce 30 lat temu, gdy ktoś powiedział, zrobił, lub nie zrobił tego, na co czekali. Pielęgnują urazy jak cenny skarb. Nie dadzą sobie odebrać ani okruszyny. Skrzywdzenie określa ich byt, bycie ofiarą to ich misja i przekleństwo jednocześnie. Nie zostawią tego, ile byś ich nie przekonywał. Prędzej zmarnują całe życie.

Pamiętaj, masz prawo do własnego życia!

Masz prawo być traktowany z szacunkiem. Przez wszystkich tych, których spotykasz.
Masz prawo i obowiązek wobec siebie aby wyrażać swoje uczucia, opinie i potrzeby.
Masz prawo ustalać własne priorytety i wybierać po swojemu.
Masz prawo do mówienia „nie” bez poczucia winy i wstydu. Nawet jeśli komuś się to nie podoba.
Masz prawo mieć odmienne zdanie.
Masz prawo i obowiązek dbać o siebie i chronić się przed fizycznym, psychicznym i emocjonalnym zagrożeniem, wykorzystaniem, nadużyciem.
Masz prawo tworzyć własne, szczęśliwe i zdrowe życie, nawet jeśli wygląda zupełnie inaczej niż życie innych ludzi.

NIKT nie ma prawa Cię obrażać, lżyć, czy krzywdzić, tylko dlatego, że się z Tobą nie zgadza.
NIKT nie ma prawa narzucać Ci własnego punktu widzenia.
NIKT nie może żądać, abyś mu poświęcił całe swoje życie.
NIKT nie ma prawa manipulować twoimi emocjami i wykorzystywać Cię do własnych celów.
NIKT nie ma prawa niszczyć twojego poczucia własnej wartości, ani ciągnąć Cię w dół, tylko dlatego, że nie ma tam innego towarzystwa.

Co z tym zrobisz?

Ze strony: http://manufaktura-radosci.blogspot.co.uk/2015/03/5-typow-toksycznych-ludzi-na-ktorych.html?m=1

Niezwykłe książki i opracowania pomagające zrozumieć trud naszej ziemskiej drogi

duchowość (9)Wszystkim od kilku miesięcy polecam dwa rewolucyjne systemy pracy ze świadomością, mentalnością i własną energetyką. Są to „Transerfing Rzeczywistości” Vadima Zelanda jak i „Deir” Dymitra Wereszczagina. Moim przesłaniem dla Was jest to, że w popularnych książkach mistrzów duchowych new age nie znajdziesz pełni prawdy. Nie ma tam klucza ani systemu porad, które pomogłyby powstać z kolan umęczonemu ziemskiemu podróżnikowi. A takich porad i ćwiczeń dostarcza i Transerfing Rzeczywistości i Deir.

Z innych systemów polecam na pewno nauki Franza Bardona, Joe Vitalae i Jonathana Blacka z książki Sekretna historia świata. Owszem, fajnie jest czytać i dowartościowywać ego cytatami popularnych mistrzów new age.. Ale u mnie nie ma ślepej gloryfikacji popularnych mistrzów, choć doceniam ich dorobek i wkład w skarbnicę wiedzy.

Moja przygoda z Transerfingiem i w małym stopniu z DEIR zaczęła się w marcu tego roku. Doprowadziła ona do ogromnej rewolucji w moim życiu i myśleniu. Przestałem postrzegać świat jako planetę piekła. Wątpliwości mam tylko co do nadzorcy naszej ukochanej planety (Demiurga vel Jahwe vel Szatana itp itd). Czy jest on władcą pełnoprawnym i sprawiedliwym czy innym. Ale to nie ma żadnego znaczenia i już rzadko nad tym rozmyślam.

W ogóle wszelkie rozmyślania nad wiedzą i nad tym jaki jest świat, zaczynają w pewnym momencie ograniczać, przeszkadzać i zatruwać. Owszem, miej tę wiedzę, ale niech ona będzie w „stanie stacjonarnym„. Nie karm tej wiedzy negatywnymi emocjami rozmyślając w kółko o niej, nie załamuj się nią. Ciesz się że masz wiedzę której nie posiada i nie rozumie 99% ludzkości. Powiedz mi, dlaczego, cholera, fakt posiadania tak cennej i elitarnej wiedzy ma zatruwać Twoje życie?

Nauczyłem się że trzeba dać prawo ludziom i światu być takimi, jacy chcą. Jeśli człowiek chce zmienić ludzi i świat na siłę, na swoją modłę, to ludzie i świat to wyczują i będą mu dopierdalać na różne sposoby. Bo chęć by wszyscy mieli taką samą wiedzę jak my i myśleli jak my, by zmienić świat – wynika z prymitywnych dążeń ego, a nie z potrzeby serca. Nigdy tak nie będzie że zainspirowani zostaną wszyscy, że wszyscy się przebudzą. Nie ma nic złego że nasza wiedza nazywana jest, często niesłusznie, wiedzą tajemną. I nie ma nic złego w tym, że wtajemniczani i przebudzani są tylko nieliczni.

Archetyp niosącego światłość dla ludzkości wbrew woli „bogów” jest popularny. Czy postępowali oni wbrew zasadom, jakie zawarł w swoich dziełach Vadim Zeland? Należeli do nich Hermes, Lucyfer i Prometeusz (wykradł ogień, symbol siły i wiedzy, i dał ludzkości). Także Jezus dając podwaliny pod nową epokę i ewolucję mentalności, był nazywany jutrzenką i światłem ludzkości. Niósł on nową wiedzę wbrew woli duchowieństwa (faryzeuszy) i wbrew władzy świeckiej (Rzymian).

Symbol podbierania światła czy ognia (wiedzy, siły) i przekazywania jej ludzkości jest jednym z najbardziej wzruszających. W dawnych wiekach poprzez panujące mroki i brak technologii, dostęp do wiedzy mieli naprawdę nieliczni, co wymuszało konspirację i tajemnicę. Dziś światłość jest przekazywana na skalę globalną, poprzez miliony autorów, na świadectwo wszystkim narodom. Jest to niepowtarzalna szansa bo od wiedzy całej planety dzieli Cię tylko kilka kliknięć myszką na ekranie komputera. Ale i tak skorzysta ten kto chce i ten kto jest gotów. Nikt nie przyspieszy prawa biegu rzeczy, także my tego nie możemy robić.

Można delikatnie próbować zmienić człowieka czy świat, system, zainspirować, podsunąć jakiś materiał – ale nic na siłę. Trzeba znać stan świadomości człowieka czy grupy osób, którą chcesz zainspirować, ograniczenia, tempo jego (ich) rozwoju. Teraz to wyczuwam dobrze. Nawet z koleżkami z pracy prowadziłem ciekawą rozmowę o fałszerstwach historii i biblii, o ziołach itp, i nikt nie uważał mnie za oszołoma, wręcz każdy dorzucał coś od siebie. Tak samo rozmawiam o tym ze swoją rodziną. Nie ma absolutnie żadnego narzucania i nawet podświadomej chęci zmiany innych na siłę. Ludzie to wyczuwają i zamiast uruchamiać mechanizmy obronne, słuchają. No i trzeba znać proporcje. Należy wyczuć, kiedy możesz zasiać tylko maleńkie ziarno wiedzy, a kiedy możesz przypierdolić z grubej rury.

Nauczyłem się że walka ze świadomościami zbiorowymi, czyli egregorami / wahadłami jest dużo gorsza niż ich popieranie, bo one się bronią i atakują. Najbardziej agresywne egregory to m.in. islam, katastrofy, media – a w tych tematach kiedyś siedziałem non stop. Ich ataki polegają na wysysaniu z człowieka siły życiowej, ale nie tylko. Bo mają one moc przenoszenia go na negatywne linie czasowe poprzez działanie w astralu (wymiar 4D – astral nazywam „maszyną do generowania horroru„).

Tak samo krytykowanie płci przeciwnej tak naprawdę uderza i niszczy nas samych, bo wszyscy mamy w sobie oba pierwiastki. Występowanie przeciwko kobietom to występowanie przeciwko matrycy witalności i życia. Występowanie przeciwko mężczyznom to występowanie przeciwko matrycy siły, stabilności i energii, w tym emocjonalnej i psychicznej.

Płeć przeciwna jest naszym idealnym LUSTREM. To co masz w sobie – to dostaniesz od ukochanej, w takiej czy innej formie. Jeśli masz nieprzepracowane złe, samcze wzorce i inne destrukcyjne „backdoory” w psychice, to takie kobiety przyciągniesz. Czyli kobiety mające takie same, samicze i destrukcyjne wzorce w sobie. Wiedza o psychice kobiet bije rekordy popularności i jest to wiedza „podziemna„, bo akademicka psychologia milczy na ten temat, by nie zaburzać równowagi systemu. Ta wiedza jest potrzebna, ale powinna ona być w „stanie stacjonarnym” w psychice. Jeśli rozpaczasz, załamujesz się, drzesz szaty że te kobiety są takie i owakie, to właśnie takie przyciągasz.

Stanisław Jerzy Lec, nasz człowiek, mówił, że prawda jest jak ogień – można się przy niej ogrzać, ale można się też nią poparzyć. Ta wiedza, jeśli nie jest odpowiednio przepracowana i nie ma wobec niej dystansu, może zatruć życie i doszczętnie zniszczyć relacje z ludźmi. Znam wiele takich smutnych przykładów. Ta wiedza nic nie da jeśli mężczyzna nie przepracuje swoich samczych, patriarchalnych „diabłów„, a jest ich naprawdę sporo. Pamiętajmy że wszyscy w takim samym stopniu jesteśmy ofiarami nierównowagi, jaką wygenerowały ziemskie systemy. I obie płcie są tak samo ofiarami nierównowagi wygenerowanymi przez męski eon (system MPP – monogamia, purytanizm, patriarchat). Nie ma tu za bardzo wygranych. Kieruj raczej empatię niż osądzanie i potępianie. Te nieświadome duszyczki postępują jak postępują, bo same są ofiarami. I Ty byłeś taki jak one a nawet niżej, bo takie są prawa ewolucji istot żywych przez wcielenia.

Polecam rozebrać (sic!) ten system MPP na części pierwsze. Gdy poznasz genezę cywilizacyjnych traum, lęków, kompleksów i tabu, to nie dasz się zwieść apologetom purytanizmu (konserwatyzmu obyczajowego) i jego paranoicznych podsystemów. Genezą tego wszystkiego jest to, że drzewiej elita po prostu musiała trzymać w ryzach ludzką seksualność, bo nie znano antykoncepcji. Dzieci muszą się rodzić w rodzinach, musi być przyrost naturalny, nie może być wolnej amerykanki i bezhołowia.

Wiem że jest to skrajna sprzeczność, ale to jest wbrew pozorom do pogodzenia. To co jest dobre dla trwania systemu (MPP, tabu itp) niekoniecznie musi być dobre dla jednostki, czyli dla mnie, dla Ciebie. Bądź wdzięczny za to, że ten system trwa, że jest jako taka, choć krucha równowaga, że idąc do kiosku po gazetę nie musisz zabierać kałasza i bazooki w celu samoobrony przed bezhołowiem. Ale miej świadomość tego, że Ty sam możesz dla siebie wybrać inną drogę i jednocześnie wcale nie musisz zakłócać równowagi tego systemu i walczyć z nim.

Popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy jakie wymienia Vadim Zeland. Doprowadziło mnie to do upadku na dno dna (choroba hashimoto, depresja, niemal całkowite wyczerpanie). Apogeum dna życiowego nastąpiło od listopada 2015 do marca 2016 roku, gdy moje życie nagle się odmieniło. Wszak noc jest najciemniejsza tuż przed świtem. Co się zmieniło? Niemal z tygodnia na tydzień dawne wampirki z pracy czy z rodziny przestały mnie nie tylko nękać, jak to się działo od czasu do czasu. Ale przestały mnie wręcz zauważać, jakbym był w innym, równoległym i nie pokrywającym się wszechświecie. To było tak znamienne i namacalne, że do dziś jestem w lekkim szoku, że to działa. Pojawiło się więcej energii i mocy. Gdy jestem w dobrej formie, mogę wygenerować dzięki technikom Deir i Transerfingu ogromną ilość energii i wtedy oddaję część innym, bliskim, z radością.

Polecam Wam wszystkim te systemy wiedzy, które tu wymieniłem. Ważne w nich jest to, że podają konkretne recepty jak zacząć właściwie od zera. Coachingi, new age i jego mistrzowie działają wtedy, jeśli już jakąś pozycję masz wyrobioną. Ale u introwertyków, nieśmiałych, osób o niskiej energii taka autosugestia (tak, nie bójmy się tego słowa) nie zadziała. Tu trzeba konkretnych metod i ćwiczeń by energetykę wzmocnić.

Lista nowych wpisów z kategorii:Świadomość, wiedza ukrywana, tajniki psychologii, relacje i emocje oraz rozwój osobisty i duchowy„. Są to najnowsze wpisy, opisuję w nich prawa wszechświata i moją przygodę z ich poznawaniem i stosowaniem:
https://jarek-kefir.org/strony-linki/swiadomosc-nowe/

Wiele książek które polecam możesz kupić w poniższej księgarni, jeśli cenisz czytanie książki w formie papierowej:

Baner

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze

Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze

bratnie duszeDziś poruszę tematykę związków i bratnich dusz. Pisałem iż bratnie dusze czy też dusze które się bardzo lubią, podróżują przez kosmos w grupach. Mogą one mieć najróżniejszą liczebność. Postulowałem, aby odszukać swoje bratnie dusze, pomóc im w miarę możliwości, a resztę ludzkości zostawić w spokoju. Zmienianie świata czy człowieka na siłę nie ma żadnego sensu. Gdyż wtedy świat czy człowiek zaczyna się odruchowo bronić i uderza w Ciebie.

Szczególną rolę bratnie dusze odgrywają w miłości, w relacjach damsko-męskich. Związki w naszym systemie są bardzo trudne – nie ukrywajmy tego. Na zawsze zapamiętam zdanie wypowiedziane przed laty przez mojego kolegę. Mówił on: „wiesz, realia związków na tym świecie są tak popieprzone, że chyba niemożliwe jest odnalezienie tu stabilności i szczęścia„. Dziś ten człowiek ma żonę, dzieci, kredyty, miliony obowiązków itp. Dobrze rozumował i rokował, ale co z tego, skoro teraz jest baterią systemu – jak większość.

Dziś wiem że nie chodzi tylko o związki – bo niewydolny jest cały ziemski system, każda jego część. Planeta jako świadomość zbiorowa a wraz z nią całe żywe stworzenie, przed eonami czasu zapadła na coś w rodzaju zbiorowego autyzmu czy zbiorowej schizofrenii. Ale do rzeczy. Otóż związki są najbardziej obarczone tym całym syfem, jaki tkwi w świadomości zbiorowej ludzkości. Związki, miłość, seks, rozmnażanie – to są te sfery, w które najbardziej ingeruje system.

Czy tego chcemy czy nie, ale tak jest. Czytałem dziś mądry i wzniosły cytat, by nie maskować się, by nie odgrywać żadnych ról typu narzeczony, żona. By nie wiązać się, ale tworzyć po prostu dobrą relację. Wszystko to prawda, tylko jak oddzielić taką pozytywną relację od wszędobylskiego systemu? Od wiedzących wszystko i wtrącających się „życzliwych” – rodziców obu stron, ciotek-klotek, rodziny? Od ślubów, dzieci, kredytów hipotecznych i innych, od trudnych warunków ekonomicznych nie pozwalających wielu ludziom na samorealizację?

U kobiet występują trzy destrukcyjne programy:

-nierównowaga między energią żeńską a męską. Większość kobiet to archetypowe „Ewy„, czyli kobiety pozbawione wewnętrznej siły. Rozpaczliwie szukają one tej siły u mężczyzn, wybierając tych nieczułych, zimnych, brutalnych. Mylą one patriarchalną agresywną samczość z siłą. I bardzo często padają jej ofiarą;
-żal i nienawiść wobec mężczyzn za doznane krzywdy z patriarchalnej przeszłości. Teraz patriarchat powoli obumiera, pojawi się jakiś nowy system. Każdy chce teraz zachować przywileje dawne (patriarchalne) jednocześnie korzystając z przywilejów nowych. A tak się nie da;
-energie reprodukcyjne (instynkt macierzyński). U mężczyzn ten instynkt jest w formie szczątkowej. Mężczyzna chce związku i seksu, cele kobiety idą dalej – rozmnażanie, założenie rodziny, status społeczny. Ale to się zmienia. A tam gdzie w grę wchodzą śluby, dzieci, kredyty i obowiązki – tam powoli acz nieubłaganie zanika miłość. Nie jest to samo w sobie złem, zła jest społeczna otoczka jaka narosła wokół tej sfery życia;

U mężczyzn też są destrukcyjne programy:

-konserwatyzm i purytanizm – jest to jeden z podstawowych męskich „diabłów” tkwiących w czeluściach samczej psychiki. Bierze się on z chęci kontroli i okiełzania kobiecości, w tym własnego pierwiastka żeńskiego, do którego istnienia społeczeństwo nie daje mężczyznom prawa. Istotny jest tu także podświadomy lęk przed kobiecą seksualnością, który ma genezę w ewolucyjnych mrokach naszych pradziejów, gdy nie znano antykoncepcji. Stereotypowy przykład to narwany, oceniający i osądzający samczyk żądający 100% dziewicy ale dobrej w łóżku, podczas gdy on sam pieprzy wszystko co nie ucieka na drzewo. I nie widzi w tym sprzeczności;
-desperacja emocjonalna i seksualna. Wiedzą o tym kobiety – mężczyzna za wszelką cenę pragnie kontaktu z nimi. Robi się coraz bardziej zdesperowany. Popełnia te wszystkie żałosne błędy, na które kobiety narzekają. Tymczasem zamiast zdesperowanych i żenujących zachowań, do tematu trzeba podejść z dystansem i na luzie. Na głębszym poziomie nie pragnienie osiągnięcia celu wręcz przybliża do tego celu. A paniczne pragnienie – oddala.

Jest ich oczywiście więcej. Zazdrość, zaborczość, chęć posiadania drugiej osoby na własność i kontrolowania jej – są to kolejne destrukcyjne programy „przyklejone” przez system do sfery miłosnej. Podstawa to przepracowanie swoich wewnętrznych diabłów i nauka życia samemu. Bez tego, jak i bez zaakceptowania i pokochania siebie, nie dasz miłości drugiemu człowiekowi. Czyli nie dasz mu swojej energii, a będziesz jedynie brał. Tak robi zdecydowana większość – nie daje od siebie, ale łapczywie bierze. To jest ta większość, której związki trwają te dwa do pięciu lat.

Cały wszechświat dzieli się na dwa pierwiastki: męski (ducha) i żeński (materii). Pierwiastki te są obecne we wszystkim co istnieje, w materialnym i w pozamaterialnym. Który z nich jest silniejszy? Silniejszym i bliższym nam, ludziom żyjącym w ciałach materialnych, jest pierwiastek żeński. A teraz popatrzmy na to przez pryzmat porzekadła, że wszystkie wartości na świecie są odwrócone o 180 stopni. Który pierwiastek obecnie rządzi na Ziemi? Tak, zgadliście – rządzi pierwiastek męski, czyli słabszy! Tak nie powinno być, i generuje to ogromne problemy w skali globalnej. Pierwiastek męski nie powinien mieć prymatu bo wtedy wszystko stoi na głowie.

Porządek pierwiastka męskiego to system który nazwałem MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat) z szeregiem jego destrukcyjnych wypaczeń. Można do nich zaliczyć: rywalizację zamiast współpracy, hierarchizm zamiast poszanowania, walkę zamiast zgody, wiarę (ideologie i religie, w tym racjonalizm) zamiast wiedzy. Wypaczone są podstawowe pojęcia, takie jak miłość. Zamiast miłości prawdziwej, mamy kojarzone z MPP „prawo posiadania” drugiej osoby na własność. I tak można wymieniać jeszcze długo.

Nie wiem co się stało kiedyś, dawno temu, gdy pierwiastek żeński nie tylko został strącony z piedestału, ale zapędzony do narożnika. I nie wiem kto to i po co to zrobił. Te zagadnienia nikną w morzu domysłów i w mrokach naszych pradziejów.

Cytuję: „Bóg Marduk (EGO, które oddziela się od uniwersalnego BYTU) zabija Królową Matkę Tiamat (morze instynktów, kobiecość, kontakt z naturą), dzieląc jej ciało na dwoje, od stóp do głowy (źròdło nowej formy duchowości – nie immanentnej, ale transcendentalnej: innymi słowy nie zakotwiczonej w ziemi, ale wymierzonej w niebo). Z obu części rozpłatanej na dwoje Tiamat powstają niebo i ziemia (źródło dualizmu i schizofrenii lub nienaturalnej dychotomii, w której przeżywamy istnienie).

Męska Era rozpoczyna ewolucję ludzkiej świadomości w kierunku tworzenia samoświadomego i samowystarczalnego Ego (nie potrzebuję Boga, czyli Matki Natury), które wypływa z fałszywej, instynktownej matrycy (nawet Adam i Ewa, zrywając owoc zakazany, obchodzą się bez Boga). Te historie ujawniają proces wdrożony cztery miliony lat temu: proces odejścia od naszych naturalnych matryc, polaryzację archetypów płci, irytującą dwoistość naszego sposobu myślenia, nadmierne wywyższanie męskości.”

Cytuję: „Religia pozbawiła naturę kobiecości czyniąc świat nieczystym, niższym niż nadprzyrodzony świat gdzieś tam, w przestworzach. W konsekwencji ciało stało się grzeszne, a seks zepsuty … Z kolei nauka, choć starała się oddzielić od religii i się jej sprzeciwiać, nie była w stanie uwolnić się od sztywnych postaw wobec przyrody uważanej za niebezpieczną, bezsensowną i od nas oddzieloną, czyli skazaną na wykorzystanie. W konsekwencji ciało stało się obiektem eksperymentòw, a nauka postawiła się na miejscu Boga, szukają odpowiedzi na wszystkie pytania i rozwiązań – także w kwestii śmierci. Tak więc i religia, i nauka są uważane za wyższe od natury, co sprawia, że Stworzenie czuje się niższe wobec natury, podczas gdy to, co znajduje się pośrodku – prawda – zostało utracone.”

Szerzej opisałem to w innych swoich artykułach:
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Zapraszam teraz do przeczytania artykułu Katarzyny Kruk – Nowak o bratnich duszach i związkach. Wklejam go poniżej.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Bliźniacze dusze – co robić kiedy gonisz, a kiedy uciekasz

Cytuję: „Bliźniacze dusze, bliźniacze płomienie, płomyki lub po angielsku twin flames. Odwieczna miłość, której nic i nikt nie jest w stanie zniszczyć. Dwie połówki tego samego jabłka, niepojęta ludzka tęsknota za tym kimś jednym, jedynym, wyjątkowym. Porozumienie bez słów. Miłość, o której piszą poeci, kręcone są filmy, malowane są obrazy, do której wszyscy podświadomie tęsknimy – lecz jak to wygląda w rzeczywistości?

Wyrzuć do kosza wszystkie twoje wyobrażenia o romantycznej miłości, wieczorach przy gwiazdach i spijaniu sobie miłości z dzióbków. To zdecydowanie nie to i to tak nie wygląda, przynajmniej na początku. Potem jest trochę lepiej. Żeby doszło do tego, o czym marzysz, to musicie sobie na to zapracować. Co gorsza oboje. To nie jest żaden spacerek, tylko mozolna, ciężka harówka, często bez widoków na poprawę sytuacji. Najcięższa praca nad sobą, jaka kiedykolwiek cię czeka. Choć warta każdej sekundy cierpienia i walki. To, co się człowiek namęczy ze sobą i z drugą osobą, to jego. Oczywiście, jedna osoba ma trochę lżej, druga trochę ciężej, ale o tym za chwilę.

Na początek trochę teorii

Kiedy Dusza oddziela się ze Źródła, dzieli się na dwie części, umownie nazywane męską i żeńską, ponieważ w takiej konfiguracji schodzą razem na ziemię (być może mogą być tej samej płci, ale dotąd nie słyszano o takim przypadku). Są to więc te dwie przysłowiowe połówki tej samej duszy, które razem tworzą pełnię. Nie znaczy to bynajmniej, że bez tej drugiej osoby jesteś niepełnowartościowy. Wszyscy jesteśmy pełni sami ze sobą, ale z tą drugą osobą jest… jeszcze pełniej. Każdy z nas posiada bliźniaczą duszę, jednak nie każdy spotka ją w tym wcieleniu. Bliźniaki po raz pierwszy zawsze inkarnują razem i przeważnie tworzą wtedy jakąś formę związku miłosnego. Kolejne inkarnacje to już loteria. Mogą schodzić razem albo oddzielnie. Gdy inkarnuje się jedno z nich, druga osoba zawsze zostaje na górze i stamtąd wspiera swoją połówkę w jej zmaganiach i naukach na ziemi. W ten sposób ona też się uczy, ponieważ połączenie między nimi jest tak mocne, że odbierają swoje uczucia bez żadnego problemu. Z kolei, gdy już zdecydują się zejść razem na ziemię, nie ma takiej siły, która by powstrzymała zaplanowane spotkanie. Bliźniacze dusze są ze sobą połączone na stałe i prędzej czy później zawsze się odnajdą.

Obecnie coraz więcej dusz inkarnuje się razem na ziemi. Oznacza to, że mają do wykonania tutaj jakąś misję, poza ogólną czyli podnoszeniem wibracji planety. Ich celem jest zjednoczenie się, ale niekoniecznie pokrywa się to z ziemskim rozumieniem tego słowa. Nie muszą być ani w związku ani w małżeństwie, też nie każdy tandem zaplanował sobie taki scenariusz na to wcielenie. Warto pamiętać, że małżeństwo lub inne „ludzkie” przysięgi są dla duszy uwiązaniem. Ona wie, że jest wolna i nie może posiadać kogoś na własność. To tylko nasze ego potrzebuje zapewnień w postaci umów, przysiąg itp.

Co ciekawe, połączenie między bliźniakami jest tak silne, że gdy jedna osoba umiera i opuszcza ciało fizyczne, druga od razu lub w bardzo szybkim czasie robi to samo. Po prostu nie może żyć bez tej drugiej. Wracają cieszyć się brakiem cielesnych ograniczeń, a potem planować kolejne inkarnacje. W momencie, kiedy osiągną stan najwyższego oświecenia, wracają razem do Źródła.

Praktyka

Gdy dwie osoby spotkają się po raz pierwszy na planie ziemskim, można to porównać do uderzenia piorunem. Świat przestaje istnieć, człowiek traci kontakt z rzeczywistością, nagle czuć nieopisaną radość w ciele, dusza się wyrywa, serce zaczyna szybciej bić. Człowiek przestaje panować nad tym co mówi, robi i czuje. Najczęściej powtarzanym zdaniem przez ludzi jest „kompletnie nad sobą nie panuję, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, chyba wariuję”. Prawda zaś jest taka, że to ogólne poruszenie spowodowane spotkaniem się dwóch takich samych energii, porusza w człowieku odwieczną prawdę i miłość. Jest to na tyle silne doznanie, że czuje je za równo jedna, jak i druga strona, choć intensywność doznań może być zupełnie inna. Od tej chwili nic już nigdy nie będzie takie samo, a twój bliźniak na stałe będzie już gościł w twoim sercu i twojej głowie. Dodatkowo, w tym momencie, kiedy jeszcze nie wiesz, że masz przekichane, przez najbliższe kilkanaście albo kilkadziesiąt miesięcy, albo nawet całe życie – zaczyna się prawdziwa zabawa. Polega ona na tym, że w stosunkach między bliźniaczymi duszami, jedna osoba zawsze jest bardziej ciepła, empatyczna, kochająca, ale ma problem z puszczeniem – nazywamy ją goniącym lub z ang. Chaserem. Druga zaś jest stabilna, logiczna, może nawet wydawać się chłodna – ta z kolei jest uciekającym, czyli Runnerem. Ich celem jest zjednoczyć się z brakującym elementem i odnaleźć w sobie równowagę, zarówno w dawaniu, jak i okazywaniu miłości.

W wyniku tego mamy paradoks. Jedna osoba tak bardzo chce kochać, że druga przed nią ucieka. Uciekająca z kolei też pragnie kochać, ale jest tak przerażona ciepłem, które dostaje od chasera, że ucieka jak najdalej to możliwe, bo nie wierzy, że nie ma za tym żadnego „haka”. Pierwszą osobą, która dochodzi co jej „dolega” jest właśnie goniący. Biedni, skręcają się z bólu i tęsknoty, gotowi rzucić wszystko i wszystkich, byleby tylko być z Runnerem. Nie wiedzą kompletnie, że nie tędy droga. Im bardziej będą naciskać, tym uciekający będzie dalej. Ich zadaniem jest „puszczenie”, zajęcie się sobą , swoim życiem, całkowicie niezależnie od tej drugiej osoby. Pomyślisz sobie pewnie – co za problem?

Tutaj wpada się w kolejną pułapkę. W towarzystwie Runnera goniący czują się jakby byli porządnie naćpani, uzależnieni jak narkoman, który musi brać wciąż więcej i więcej żeby przeżyć. W dodatku włącza się kolejna rzecz. Bliźniak jest twoim lustrem! Najdoskonalszym, jakie możesz dostać. Pokaże ci wszystko, co cię boli, do ostatka, do ostatniej kropli krwi. Nagle zobaczysz wszystko tak dokładnie, poczujesz tak mocno, że będziesz wyć z bólu, który docelowo ma cię zaprowadzić do prawdziwego ciebie. Ale zanim to nastąpi, zostaniesz zmuszony do przepracowania wszystkich, absolutnie wszystkich swoich problemów, włącznie z tymi, których nawet nie jesteś świadom! Możesz zaprzeczać, uciekać, wypierać albo próbować się znieczulić. Z góry uprzedzam, że to nic nie da. Tylko oddali problem i ból będzie rósł w miarę upływu czasu. Nie dość, że człowiek czuje swój ból i widzi własne problemy, to jeszcze czuje drugą osobę, jej uczucia i rozterki – jakby dostawał na barki podwójne kombo, a jego zadaniem jest sobie z tym poradzić: przepracować własne i odciąć nieswoje. Gdy dojdziemy do tzw. „ściany” i kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej, nastaje tzw. czarna noc duszy.

Czarna noc duszy

Osobiście ani ja, ani żadna inna osoba mająca bliźniaka, nie życzyłabym tego nawet najgorszemu wrogowi. Ten czas nastaje, gdy uciekający – przerażony tym, co czuje i co robi goniący (a często podchodzi to wręcz pod nękanie drugiej osoby swoją obecnością) – ucieka jak najdalej się da i następuje rozłąka, która dla goniącego jest stanem prawdziwie agonalnym. Połączenie nie zostaje zerwane, ponieważ jest to niemożliwe, ale jest to dokładnie tak odbierane. W tym samym czasie budzi się także energia kundalini, powoli odblokowują się czakry. Rozłąka jest nieznośna, powoduje fizyczny ból, zaś cierpienie duszy jest nie do zniesienia. Gdy goniący zrozumie, że musi się zająć sobą i swoim życiem, objawy powoli ustępują. Przestaje gonić Runnera, co z kolei powoduje, że ten jest zdziwiony i nie do końca wie, co się dzieje. Nagle już nie czuje takiej adoracji, wsparcia, miłości i… zaczyna tęsknić oraz sam zabiegać o kontakt. Mimo że dalej się boi swoich uczuć i połączenia, tęsknota stopniowo wygrywa i uciekający zaczyna się powoli zbliżać, co z kolei dziwi goniącego. Jak to, ja odpuściłem, a on akurat teraz coś ode mnie chce? To jakiś żart? Paradoksalnie, Runnerzy to osoby przeważnie po wielkim zranieniu i z wielkim strachem przed uczuciem, a jednocześnie potrzebujące tego ciepła bardzo mocno. Cały proces bliźniaczych płomieni stawia ich przed uczuciem, którego nie ominą swoimi standardowymi sztuczkami. I, o ile goniący bardziej przeżywa przebudzenie duchowe, o tyle uciekający wchodzi na ścieżkę poznania siebie i powrotu do serca i swojej uczuciowości. Niestety dla Runnerów, przeżywają oni czarną noc duszy o wiele dłużej niż goniący, z tego względu, że nie mają tak bliskiego kontaktu ze swoimi uczuciami jak goniący, plus ich wewnętrzne blokady nie pozwalają im się otworzyć i zaakceptować uczucia, które się pojawiło. W ignorowaniu odzewu duszy i serca bywają mistrzami, ale dzięki temu są lepiej przystosowani do życia, nie są tak emocjonalni, jak Chaserzy. W momencie, gdy goniący uzdrowi swoje rany, sytuacja się odwraca i to on zaczyna uciekać przed dotychczasowym uciekającym. I tak w kółko, dopóki Runner nie uzdrowi swoich ran, na zmianę przyciągają się i odpychają.

Cały proces tzw. jednoczenia dwóch płomieni może trwać kilka miesięcy, a równie dobrze kilka lat, w zależności od tego czy i jak obydwoje będą nad sobą pracować. Zwróć uwagę, że jesteście zależni od drugiej osoby – czy wam się to podoba, czy nie. Poza rewolucją w sercu i duszy, trzeba przecież prowadzić zwykłe, ludzkie życie, chociażby pracować – zdecydowanie nie jest to łatwe zadanie, kiedy budzi się energia i zaczynają się pojawiać objawy w ciele. Możesz chodzić po lekarzach, a oni nic nie znajdą, ponieważ nie mają pojęcia, że przyczyną są zachodzące zmiany energetyczne. Spróbuj wytrzymać i nie panikować, a z czasem samo zacznie przechodzić.

Jeżeli podejrzewasz, że właśnie na twojej ścieżce życia pojawił się bliźniaczy płomień, poniżej lista „symptomów”, które mogą Ci pomóc w weryfikacji:

1.Wzajemne przyciąganie

Ewidentnie was do Siebie ciągnie. Często jest to bardzo nieświadome. Piszecie do siebie albo dzwonicie (dodajmy w tym samym momencie), bezwiednie siadacie zawsze obok siebie albo naprzeciwko, żeby mieć kontakt wzrokowy. Podświadomie szukacie pretekstu, żeby nawiązać kontakt albo się odezwać. I oczywiście nie możecie się pozbyć tej drugiej osoby z głowy.

2. Mowa ciała

To jest prawdziwy hit, ponieważ goniący widzi każdy najmniejszy gest uciekającego, który nie jest kompletnie świadom tego, co robi. Mało tego. Ludzie, którzy patrzą na was z boku, także widzą, że coś jest na rzeczy i że przyciągacie się jak magnesy, macie podobne ruchy albo mimikę twarzy, które świadczą o głębokim uczuciu, zaś wy kompletnie nie możecie nad tym zapanować. Wchodzą w to ruchy rąk, ciepły wzrok, pochylanie się w swoją stronę, bezwiednie zbliżanie się albo stawanie gdzieś w pobliżu na tzw. „wyciągnięcie ręki”. Gapienie się jak sroka w gnat albo słuchanie samego głosu – niekoniecznie istotne jest, co druga osoba mówi, ważne żeby mówiła. Postronne osoby bardzo często widzą i czują, jak energia między wami skacze, pulsuje, wzrasta. Zdarza się, że mają z tego niezły ubaw obserwując, jak usilnie próbujecie nad sobą zapanować, a zupełnie wam to nie wychodzi albo kompletnie nie jesteście świadomi, jakie sygnały wysyłacie (gorzej, jeżeli jesteście w związku z kimś innym – wtedy zazdrość rośnie do poziomu high). Bardzo często, szczególnie w fazie przebudzenia robi się tak gorąco, że nie można tego wytrzymać np. ja z moim bliźniakiem pewnego listopadowego wieczora siedzieliśmy w krótkich rękawkach, przy dwóch otwartych oknach, wiatraku i włączonym na 12 stopni klimatyzatorze. Z perspektywy czasu, dziwię się, że nic w pokoju nie zaczęło nam latać.

Z czasem gesty i mimika stają się bardziej świadome i łatwiej jest nad tym panować, ale oczy zawsze zostają – ciepłe, błyszczące jak słońce w środku lata – czy chcesz czy nie, tego nie zmienisz. Ciekawa jest też reakcja po dłuższej rozłące. Energia ponownie idzie w górę, zaś od ciała idzie miłość i blask nieopisanej radości, którego nie można niczym zatuszować. Tak, można się od tego uzależnić.

3. Aktywna telepatia i synchroniczność

Jest to coś cudownego i z początku nie do uwierzenia. Trochę przypomina czytanie w myślach, jednak tamto ma miejsce, gdy jesteście blisko siebie, telepatia zaś działa na odległość. I nie ma kompletnie żadnego znaczenia czy dzieli was 20 czy 20 tysięcy kilometrów. W dodatku jest aktywna, więc nie można za bardzo jej wyłączyć. Można to testować na różne sposoby np. wysyłając myśl pt. ”ubierz się dzisiaj w to i tamto” a potem obserwować ze zdumieniem, że druga osoba to odebrała. Mało tego – ubrała się dokładnie tak, jak mówiliście! Możecie również spotykać się w snach. To opcja dla zaawansowanych, którzy mają opanowane świadome śnienie.

Synchroniczność również jest na zaawansowanym poziomie. Piszecie do siebie w tym samym momencie, myślicie. Wyciągasz coś, czego akurat druga osoba potrzebuje, choć nie wiesz zupełnie skąd to masz np. w torbie. Plus znaki – piosenki, które mają ci przypominać (jakby w ogóle dało się zapomnieć…), słowa, reklamy, imiona. Cały świat do ciebie krzyczy, nie ma gdzie uciec i się schować. Z czasem zaczyna być to nawet zabawne, ale na początku jesteś święcie przekonany, że zwariowałeś. W dodatku ludzie nie są żadną pomocą – uważają dokładnie to samo. Ktoś, kto tego nie doświadczył na własnej skórze, nie jest w stanie tego zrozumieć, więc zupełnie nie przejmuj się opinią otoczenia.

4. Współodczuwanie

Osobiście obserwuję i badam to zjawisko dosyć dogłębnie. Bliźniacze dusze bezbłędnie wyczuwają swoje nastroje. Nawet na odległość. Ponadto, zwykle reagują. Mogą mieć ochotę napisać tej osobie, żeby np. mniej pracowała albo już przestała pić, bo zdecydowanie wystarczy, mimo że są daleko od siebie. Goniący odczuwa na początku o wiele mocniej, dlatego tak bardzo chce pomóc uciekającemu w ukojeniu jego bólu. Jakby tego było mało, odczuwają również swoje fizyczne dolegliwości. Nie wiem, ile razy miałam problem, żeby odróżnić co jest moje, a co jego. Ale zgadzało się wszystko, bóle w tym samym miejscu i czasie. Taki mały minus bycia połączonym, który motywuje i jedno, i drugie do dbania o siebie, bo w innym przypadku nie będzie zbyt wesoło. Dodajmy jeszcze do tego maksymalne poczucie bliskości czyjejś osoby. Może się zdarzyć, że będziesz namacalnie czuć jak cię przytula albo dotyka, jakby był tuż obok. Identyczny mechanizm działa, gdy jedna osoba łączy się seksualnie w energii. Druga też może nagle zacząć mieć podobne odczucia, a czasem nawet czuć wyraźny dotyk na ciele. Dotyk partnera twojego bliźniaka dodajmy, co już jest opcją najgorszą z możliwych. Wkraczać do czyjegoś łóżka i nie móc się odłączyć. Z drugiej strony, jako że połączenie między wami jest tak silne – możliwe jest seksualne łączenie się w energii na odległość. Nie musicie się łączyć ciałami, żeby odczuwać przyjemność, czy nawet wielokrotne orgazmy.

5. Czytanie w myślach

W skrócie, polega to na tym, że patrzysz na tę osobę i wiesz. Po prostu. Co myśli, co zaraz powie, jakiego słowa jej brakuje. Bardzo często mówicie to samo w tym samym momencie i nie są to tylko pojedyncze słowa ale całe zdania, a nawet wypowiedzi. Podajesz kubek zanim poprosi. Otwierasz drzwi kiedy akurat się do nich zbliża. Wchodzisz w słowo mówiąc dokładnie to samo itp itd.

6. Wizje

Będąc obok tej osoby albo patrząc jej w oczy, bezwiednie zaczynasz mieć wizje z przeszłych żyć – jak się spotkaliście po raz pierwszy, odłączyliście od źródła albo na co się umówiliście, schodząc tutaj obecnie. Odczuwalne jest to w ciele, jakbyś „wtapiał” się w człowieka, który jest obok i widział wszystko jego oczami lub oglądał film z waszej wspólnej przeszłości na przestrzeni całego istnienia. Bardzo mocne doznanie, szczególnie dla osób, które do tej pory nie miały w ogóle do czynienia z jakąkolwiek duchowością.

7. Uzupełnienie i dopasowanie

Jako, że reprezentujecie dwie przeciwstawne energie, które się uzupełniają, cechy które są u ciebie bardzo mocne, u drugiej osoby będą słabe i na odwrót. Jest tak po to, żebyście mogli się od siebie nawzajem uczyć, wspierać. Wspólna praca nad czymś, zawsze jest bardzo owocna i bywa, że ludzie zmieniają się w tempie ekspresowym. Zaś potem, patrząc z perspektywy czasu np. roku, ze zdziwieniem odkrywasz, że jesteś zupełnie innym człowiekiem, jakby ktoś cię podmienił.

8. Przyciąganie i odpychanie

Klasyczny schemat, który został opisany powyżej. Jedna osoba goni, druga ucieka i tak w kółko, dopóki oboje nie przepracują swoich traum. Ku własnemu zdziwieniu, w pewnym momencie goniący zaczyna uciekać przed Runnerem, ponieważ nie wytrzymuje albo zwyczajnie nie chce czuć jego emocji i problemów, tym bardziej kiedy ma już przepracowane swoje. Przyciąga was uczucie, a odpycha lęk i ból, który przeważnie nieświadomie zadajecie sobie nawzajem. A potem i tak wracacie i karuzela się kręci.

9. Wybaczanie, rany cięte i szarpane

Cokolwiek ta osoba by ci nie zrobiła, zawsze jej wybaczysz, prędzej czy później. Tyle razy, ile cię zrani, tyle samo zostanie jej wybaczone, bo inaczej się nie da, po prostu. Tak samo, tyle razy ile cię zepchnie w otchłań bólu i rozpaczy, tyle samo razy cię stamtąd wyciągnie. Żeby było śmieszniej, z perspektywy czasu jeszcze będziesz jej za to wdzięczny. Dlaczego? Każda rana zadana przez bliźniaka służy rozwojowi – twojemu albo jego albo obopólnemu. Nie wchodzi tu w grę ani przemoc, ani tym bardziej agresja. Bliźniak nigdy celowo i z premedytacją cię nie skrzywdzi ani fizycznie ani psychiczne. Przyczyną tego jest rozwinięte współodczuwanie. Krzywdząc ciebie, krzywdzi też siebie. Jeżeli rani cię świadomie, to wiedz, że ma za tym jakiś cel. Przeważnie twoje dobro i rozwój, choć z twojej perspektywy może to wyglądać zupełnie inaczej. Jest to koronkowa robota, bowiem trzeba umieć wyczuć granice wytrzymałości obydwu stron, w innym wypadku oboje będziecie się zwijać z ogromnego bólu.

10. Samotność

Bardzo często zdarza się, że przed spotkaniem oboje byliście samotni, oddzieleni od swoich dusz i swojego serca, zaś celem jest powrót do waszego prawdziwego ja.

11. Tęsknota i dom

Gdy się spotkacie, zaczynacie odczuwać tęsknotę wielorakiego rodzaju. Z jednej strony za tą osobą, ale już w pełni świadomie. Z drugiej za domem, z którego pochodzicie i gdzie razem przebywacie połączeni. Z trzeciej coś się zmienia – nie tęsknicie już za wyimaginowaną osobą, żyjącą tylko w waszej głowie. Gdy zaczynacie się do siebie zbliżać, tęsknota za nią mija, następuje wypełnienie tej pustki, o której wszyscy tak często i gęsto piszą, za tą drugą połówką jabłka.

12. Identyczność

Na najgłębszej warstwie jesteście tacy sami. Przeważnie macie taki sam albo podobny zawód, tak samo odbieracie świat, wyznajecie podobne wartości i ideały. Dotyczy to również pasji i hobby, a także wyboru partnerów życiowych, urządzenia mieszkania itp. Jeżeli jedna osoba jest uzdolniona w jakieś dziedzinie, to druga również, ponieważ jesteście tacy sami, więc niemożliwa jest sytuacja, że jedno jest gorsze od drugiego. To samo dotyczy sfery duchowej. Jeżeli ty jesteś jasnowidzący, to druga osoba również będzie posiadać taką cechę.

13. Wiedza o sobie nawzajem

Jest to coś, co ma swoje plusy i minusy. Plusem jest, że jest to jedyna osoba na świecie, która zna każdy twój kąt i zakamarek, dzięki czemu może ci pomóc coś uzdrowić, przerobić albo uświadomić. Powszechnym zjawiskiem jest, że słuchacie bardzo uważnie, co wasz bliźniak do was mówi i wiecie, kiedy uderza w sedno. Mimo, że może was to wkurzać albo boleć, jednak nie ma opcji, że się wyłączacie, jeżeli mówi coś ważnego. Może wam dać wskazówki, gdzie iść, co zrobić, na czym się skupić. Minusem jest – no właśnie, dokładnie to samo, czyli wiedza. Na początku ciężko jest się pogodzić z tym, że ktoś widzi i wie wszystko, że nie idzie niczego ukryć. Przyczyna jest prosta. Każdy ma swój cień – coś czego się wstydzi, co ukrywa przed innymi. Tutaj takiej opcji nie ma, więc daje to potężnego kopa do zmiany.

Więcej info znajdziesz tutaj:

http://twin-flames.crazylife.pl/2014/02/20/aspekty-duchowego-polaczenia-u-blizniaczych-plomieni/

Jeżeli na podstawie powyższej listy stwierdzasz, że tak, hurra, spotkałem moją bliźniaczą duszę, to poniżej rady, jak sobie poradzić, będąc w procesie zmian:

Rady dla goniącego:

Najprościej byłoby napisać: „człowieku, odpuść sobie i zajmij się swoim życiem”, ale zdecydowanie tak to nie działa, więc cierp na zdrowie. Paradoksalnie, choć ciężko w to uwierzyć, znajdujesz się w lepszym położeniu, ponieważ jako pierwszy zaczynasz się zmieniać i pracować nad sobą. Po drugie, również jako pierwszy dochodzisz, co i jak oraz co was łączy. Twoim największym problemem jest nieopanowana chęć, a wręcz przymus zagłaskania drugiej osoby na śmierć z miłości. Jak już wiesz, zupełnie nie tędy droga. Poza przepracowaniem własnych traum i programów, twoje zadanie w tej relacji jest bardziej rozbudowane niż Runnera. Przede wszystkim masz nauczyć się równowagi, zająć swoim życiem, niezależnie od tego, czy ta druga osoba w nim będzie, czy nie. Wiem, trudne zadanie, sama przez to przeszłam. Niestety, to nie wszystko. Kolejnym krokiem jest nauczenie się stawiania własnych granic. To trochę jak z dzieckiem. Odpychasz je, wiedząc, że to dobre zarówno dla niego, jak i dla ciebie, oraz że więcej się wtedy nauczy. Spróbuj też spojrzeć, jak to wygląda z jego perspektywy – on kompletnie nie wie, o co ci chodzi. Mało tego, czuje się przyparty do muru, a nawet dręczony psychicznie. Wyobraź sobie, że ktoś do ciebie non stop pisze albo dzwoni – nawet bardzo cierpliwemu człowiekowi prędzej czy później ta cierpliwość się skończy. Jeżeli normalny człowiek potrzebuje wolności i samotności, to uciekający potrzebuje jej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy więcej. Miej też w pamięci, że kontakt z tobą jest dla niego bardziej bolesny niż przyjemny, czyli kompletnie na odwrót niż dla ciebie. I choćby nie wiem, jak cię kusiło, to odłóż telefon, wyłącz facebooka, zajmij myśli czymś innym. Idź się przewietrzyć, dobrze ci to zrobi. Bliźniakowi zresztą też. Jeżeli już tak bardzo potrzebujesz coś zrobić, to po prostu ciepło o nim myśl i wysyłaj swoją energię, ale nic więcej. Weź również pod uwagę, że to co cię kręci w tym połączeniu i daje kopa do zmian i pracy nad sobą, w przypadku Runnera działa dokładnie na odwrót, za to dokładnie z taką samą intensywnością.

Nie bój się też tupnąć nogą albo pokazać, że tak, kochasz, ale też wymagasz pewnych rzeczy. Pewnie, że maślane oczy i energia, która idzie od drugiej osoby powala na kolana i się złamiesz, nie raz i nie dwa, i nawet nie trzy. Jednak celem jest osiągnięcie momentu, w którym nie będzie to robiło takiego wrażenia i wolisz kogoś skrzywdzić niż dać skrzywdzić siebie. Pozwól mu uciec jak najdalej da radę i obserwuj, co się będzie działo. A będzie, to masz jak w banku. Wtedy u drugiej osoby uruchamia się proces pracy nad sobą. Działa to trochę jak mały szantaż: „nie dam ci tego czego chcesz, bo nie chcę cię takiego nieprzepracowanego i nieświadomego”, więc druga osoba podświadomie zaczyna reagować na takie komunikaty. Dlaczego? Ponieważ jakby na to nie patrząc, też cię kocha najbardziej na świecie, więc tracąc nazwijmy to ”adorację” zaczyna się zastanawiać, co się stało, że jest inaczej. A nawet, jeśli nie myśli i nie analizuje, to czuje, że coś się zmieniło i zaczyna jej tego brakować. I tutaj zaczyna się twoja nowa rola. Możesz w jego procesie pomóc, przyspieszyć go (poprzez stawianie wymagań i granic oraz odsuwanie się) albo go zwolnić (polecieć w jego ramiona z radością i łudzić się, że mu to pomoże). Wybór należy do ciebie, spoczywa na tobie duża odpowiedzialność. Nie zapominaj, że przed zejściem tu na ziemię, wasze dusze się tak umówiły i że ta druga zaufała ci bezgranicznie, powierzając ci swoje losy całkowicie, ufając, że jej pomożesz w tym życiu. To jest przyczyna, dla której to ty jesteś goniącym. Masz w sobie tyle miłości, że wystarczy, żeby to wszystko pociągnąć, choć będzie boleć i nie raz zwątpisz w sens tego wszystkiego. Ale spokojnie, nagroda za tę ciężką pracę jest tego warta. Spróbuj także, o ile to możliwe – wyczuć moment, kiedy druga osoba będzie gotowa, żeby się dowiedzieć, co się z nią dzieje. Szansa, że nie będzie miała ochoty wsiąść w rakietę i nie wrócić, jest co prawda bardzo mała, ale przynajmniej dostanie coś innego – samoświadomość, co się z nią dzieje i jakie są tego przyczyny. I powtarzaj sobie wciąż: „cierpliwość, tylko cierpliwość może mnie uratować.”

Rady dla uciekającego:

Kochany Runnerze, jesteś trochę jak dziecko błądzące we mgle, które wie i czuje, że coś się dzieje, ale nie wie, po co i dlaczego. Nawet zbytnio się nad tym nie zastanawiasz, gdyż nie masz kontaktu z własnym sercem albo wypierasz to, co czujesz z obawy przed masą różnych rzeczy. Wiem, że jest ci trudno dotrzeć do własnych emocji, jeszcze gorzej przyznać się samemu przed sobą, a już przed kimś to w ogóle, że się panicznie boisz pokazać, jacy naprawdę jesteściw. Patrzysz na goniącego jak na wariata, którzy coś od ciebie chce, zupełnie nie wiadomo, dlaczego i tak w ogóle, to po co zawraca ci głowę. Plus mówisz, że nic nie czujesz, nie widzisz, zaprzeczasz, albo, co gorsza, wmawiasz, że goniący coś sobie ubzdurał. Zanim to zrobisz, spróbuj przeanalizować w sobie, co ta osoba do ciebie mówi, albo chociaż dopytaj, o co chodzi i jak ona to widzi. Gdy osoba, którą kochasz najbardziej na świecie uważa, że kłamiesz albo zwariowałeś – rani to bardzo mocno. Jest to dla Chasera oczywiste, że jest to dla ciebie niewyobrażalnie trudne, żeby się przełamać w czymkolwiek albo wyjść ze swojego igloo, które było budowane latami, jak nie wiekami. Nie mówiąc już o wyjściu z jakąkolwiek inicjatywą, wolisz już pracować 24/7 niż się odważyć, ba!, nawet pomyśleć o czymkolwiek, jakimkolwiek kroku w kierunku Chasera. Spróbuj jednak okazać choć trochę uczucia. Wysłać głupią wiadomość, np. „myślę o Tobie” albo przytulić, jak człowiek człowieka. Chaser czeka jak spragniony beduin na pustyni na jakikolwiek gest, nawet na coś tak głupiego, jak informacja, że czyjeś zachowanie cię zabolało albo się cieszysz bo to znaczy, że jednak coś czujesz, wbrew temu co pokazujesz na zewnątrz. Jeżeli zaś to też cię przerasta, ale jesteś świadomy, co się z tobą dzieje, to możesz spróbować zrobić to mentalnie. Myśląc o tej osobie, wysyłając jej myśli typu „przepraszam, ale nie jestem gotów”. Jest to metoda, która nie wymaga bezpośredniego kontaktu, na tyle bezpieczna, że nie obciąża cię psychicznie, a może przynieść obydwojgu ulgę. Spokojnie możecie się komunikować na poziomie energetycznym i mentalnym. Nie ma możliwości, żeby uciekający nie odebrał komunikatu. Za bardzo na niego czeka.

Najważniejszą jednak radą jest, abyś spróbował przeżywać swoją ucieczkę bardziej świadomie. Zastanowić się, czemu postępujesz tak, a nie inaczej, co tobą kieruje, przed czym tak naprawdę uciekasz. Biegnąc, a czasem nawet lecąc, spróbuj rozejrzeć się wokół, co mijasz i co się dzieje. W ten sposób możesz pogodzić ze sobą dwie rzeczy. Dalej uciekasz, więc się nie boisz, ale też zaczynasz powoli coś rozumieć. A wtedy być może odczujesz potrzebę zwolnienia albo nawet zatrzymania. Pamiętaj też, że goniący jest tak naprawdę tylko twoim lustrem, które pokazuje to, z czym masz problem. Na takiej samej zasadzie jak ty jemu. Jeżeli ogarnia cię czyste przerażenie na samą myśl, to przynajmniej spróbuj dojść, o co tak naprawdę chodzi i co to lustro ci pokazuje, co za lekcję do odrobienia. Postaraj się nie traktować tego personalnie, miej gdzieś w pamięci, że to, co widzisz w bliźniaku i co powoduje twój wewnętrzny ból i lęk, tak naprawdę jest w tobie i jest twoje. To nie bliźniak daje ci swoje problemy. Wyciąga ci na wierzch twoje własne, żebyś ujrzał, co masz do przepracowania. Pamiętaj też, że choć się boisz, to oto masz przed sobą osobę, która zawsze będzie przy tobie i stanie za tobą murem, cokolwiek by się nie działo, czegokolwiek byś nie zrobił – ona zawsze będzie. Bo kocha bezgranicznie, a jeśli rani, to tylko i wyłącznie dla twojego dobra i przeżywa dokładnie ten sam ból, co ty. Oczywiście ma momenty, kiedy najchętniej by cię walnęła porządną cegłą w łeb, żeby cokolwiek dotarło, ale nie robi tego tylko dlatego, że wie, że ją to zaboli równie mocno. Wiadomo, że nie wiesz, czemu ta osoba jest tak uparta i się zaparła akurat na ciebie, ale uwierz mi, że ona bardzo dobrze wie. Jeżeli tylko otworzysz się choć trochę na to połączenie, przeżyjesz coś, czego żadne słowa nie są w stanie opisać. A może nawet zapragniesz więcej?

I jednym i drugim życzę powodzenia, a już najbardziej wytrwałości i cierpliwości.

Dlaczego ludzie tak się zachwycają tym połączeniem? Sama nie wiem. A tak szczerze, to mimo wszystko, jest to fantastyczne doświadczenie. Mimo bólu, cierpienia, walki z samym sobą, przekraczania własnych granic. Proces poznawania siebie samego, odkrywania, że ktoś wreszcie ma tak samo jak ty, jakkolwiek dziwne i głupie by to nie było, jest bezcenne. Uczucie, kiedy bierzesz telefon do ręki i widzisz, że ta osoba właśnie do ciebie pisze. Albo zwijasz się z bólu, modląc się o cud i właśnie dostajesz idealną wiadomość, która sprawia, że od razu ci lżej. Takie samo pokręcone poczucie humoru. Po ciężkiej pracy zyskujesz osobę, która zna cię od zawsze, każdy twój kąt i zakamarek, a mimo to akceptuje cię takiego, jakim jesteś; na którą możesz liczyć niezależnie od tego, co by się nie działo. Której nie musisz tłumaczyć, bo wszystko jest jasne. Która cię kochała i kocha forever and ever, która nigdy nie zniknie, ponieważ jesteście na stale połączeni. Momentami żyjesz na takim haju, zarówno pozytywnym i negatywnym, że żadne używki ci czegoś takiego nie dostarczą w tak czystej postaci. Plus masa żartów i zabawy, wzajemnych psikusów i docinania, wypominania sobie rzeczy z poprzednich żyć i kupa śmiechu. Dokładnie tego, czego zawsze ci tak bardzo brakowało.”

Autor: Katarzyna Kruk – Nowak
W razie pytań piszcie na: wiedzmakruk@gmail.com
Źródła:
http://www.wrozenieonline.pl/rozwoj-duchowy/blizniacze-dusze-moc-wiecznej-milosci
vismaya-maitreya.pl/
http://twin-flames.crazylife.pl/
http://twinflame.blog.onet.pl/

Dla introwertyków i nieśmiałych: najpotężniejszy sekret relacji międzyludzkich

Dla introwertyków i nieśmiałych: najpotężniejszy sekret relacji międzyludzkich

introwertyzm i nieśmiałośćZacznę od razu, bez zbędnego pierdolenia. Proszę byście korzystając z tych porad, nieśli ludziom światłość i radość, zamiast ciemność i ból. Wielu z Was czytających te słowa nie zdaje sobie sprawy, w jak wielkim piekle żyją ludzie.

Pierwsza najważniejsza tajemnica relacji międzyludzkich to ekstrawertyzm, śmiałość i pewność siebie. Większość ziemskich drzwi otwierają te trzy cechy. W sieci aż roi się od poradników jak stać się takim pewnym siebie ekstrawertykiem. Wszystkie podręczniki podrywu i uwodzenia można podsumować zaledwie dwoma słowami: „bądź ekstrawertykiem„.

No nad tym nie ma dyskusji. Dzisiejszy świat kapitalistycznego niewolnictwa bardzo ceni sobie improwizację i ściemę nazywaną ekstrawertyzmem. Kiedyś jeszcze przed wojną nie używano słowa ekstrawertyzm. Cechę tę nazywano niepejoratywnym określeniem: „krasomówstwo„. Miało ono raczej negatywny wydźwięk. Kojarzono je z z różnym nieciekawym elementem społecznym: ze złodziejaszkami, oszustami matrymonialnymi, cyganami, cyrkowcami, ulicznymi grajkami itp. Dziś w dobie korporacji i small-talków krasomówstwo urosło do jedynej akceptowalnej normy społecznej. W końcu rdzeń gospodarki przestawiono na nieustanne i niekończące sprzedawanie ludziom różnych gówien, których nie potrzebują, i które psują się bardzo szybko. A to wymaga super-ekstrawertyzmu.

Ekstrawertyków jest w społeczeństwie mniejszość, a przypuśćmy że Ty jesteś introwertykiem lub wręcz neurotykiem. I w tym momencie wszelkie coachingi, podręczniki podrywu, rozwoje osobiste, tezy mistrzów new age są nieskuteczne. Dlaczego ryzykuję tak skrajną i odważną tezę? Już tłumaczę. Coachingi, rozwój osobisty, a także o dziwo książki mistrzów new age (Osho itp) pisane są dla tych, którzy jakiś sukces już osiągnęli. Ale albo chcą mieć jeszcze więcej, albo delikatnie powinęła im się noga. Wtedy rozwiązań jest od groma.

Ale gdy jesteś na samym życiowym dnie i potrzebujesz zmiany systemowej – wtedy praktycznie znikąd nie ma pomocy. Nie pomoże Ci ani Mateusz Grzesiak, ani guru podrywania, ani Osho ani Tolle. Ich rady zwyczajnie nie zadziałają. Jest naprawdę niewiele systemów przygotowanych na zaczynanie od samego zera, po przeżyciu wewnętrznego umierania. Autorzy takich systemów to: Vadim Zeland, Dymitr Wereszczagin, mogą pomóc także: Joe Vitale i Franz Bardon.

Zaś o klasycznej, akademickiej psychologii zapomnij zupełnie. Płacisz tam kilka lat za rezultat który nie nadchodzi lub jest niewielki. Wielu psychologów mówi wprost – terapia trwa do końca życia. Niczym leczenie przez koncerny farmaceutyczne. I farmaceutyka i akademicka psychologia jest kontrolowana przez tych samych ludzi. Przez zawładniętych doktryną materializmu „jajogłowych„.

Dobrze, przypuśćmy że jednak jesteś tym introwertykiem, tak jak wielu. I przypuśćmy, że jak większość masz jakieś traumy, lęki, zahamowania. I co robić? Jak żyć, premierze? Od razu napiszę, że walka ze sobą i zmienianie siebie w sensie stricte jest bez sensu. To gwałt zadany własnej osobie. Dusza tego nie rozumie, chowa się, zamyka w sobie, marnieje, bo jest tłamszona i zmuszona do bycia w niezgodzie ze sobą. Nawet ja pisząc czasami słowa: „możesz zmienić tylko siebie, a nie świat” nie mam na myśli siłowego zmieniania siebie.

Nie zmienisz swojej nieśmiałości ani swojego introwertyzmu, jeśli będziesz to robił na siłę. Co możesz zrobić? Trzeba działać niejako naokoło, wprowadzić konia trojańskiego do systemu. Postępowanie z podświadomością to jak przekonywanie pięciotonowego słonia z zawiązanymi oczami, by bezpiecznie opuścił skład porcelany. Otóż nie walcz ze swoimi cechami, przestań ich nienawidzić. Jeśli będziesz walczyć z nieśmiałością i za wszelką cenę próbować ją ukryć – to ona nasili się jeszcze bardziej i będzie jeszcze bardziej widoczna.

Każda cecha negatywna ma swój pozytywny odpowiednik, swoją pozytywną stronę. Ekstrawertycy i ludzie śmiali najczęściej są egoistami, mówią tylko o sobie i nie umieją słuchać. Introwertycy i nieśmiali odwrotnie – mają oni niesamowitą umiejętność słuchania. W dobie gdy każdy mówi o sobie i gdy każdy interesuje się sobą, dobry i uważny słuchacz jest na wagę złota. Ja umiem słuchać. Ta umiejętność pozwoliła mi poznać świat od tej drugiej, zakazanej i skrzętnie ukrywanej strony.

Dzięki niej poznałem życie społeczne od kulis. Poznałem je od tej ukrywanej i niezmiernie mrocznej strony. Dlatego teraz nie uwierzę w nic, zupełnie w nic. Ani w historie sukcesu i sielanki opowiadane na rodzinnych spotkaniach, ani ociekającą lukrem i spełnieniem aurę facebookowych profili. Wiem dobrze że za tą iluzją bardzo często kryje się trauma bądź życiowa tragedia. I wcale nie tak rzadko -zbrodnia. Te doświadczenia były jednym z kamieni milowych mojego rozwoju. Poznałem najbardziej ukrywany sekret purytańskiego społeczeństwa, sekret za który ludzie gotowi są tłuc po mordzie lub wręcz zabić. Sekret tego, że żadna powszechnie lansowana recepta na życie nie działa.

Osoba nieśmiała może więc umiejętność paplania o niczym zastąpić umiejętnością, której światu rozpaczliwie brakuje – umiejętnością słuchania. Jednak musi ona łączyć się z kilkoma cechami. Musisz być dyskretny. I najważniejsze – nie możesz oceniać, osądzać. Wykazuj empatię zamiast potępiać. Wszyscy jesteśmy jednakowo ofiarami tego beznamiętnego i olewczego ziemskiego systemu. A już hołdowanie purytanizmowi, konserwatyzmowi obyczajowemu, czy „prawilniactwu” (zasadom dresiarsko-kibolsko-gangsterskim) uważam za naprawdę kurewsko ciężkie przegięcie. No ja pierdolę.. Jakiś żyd 2000 lat temu czy arab 1600 lat temu ustanowił twarde konserwatywne zasady by trzymać za mordę ówczesny nieokrzesany motłoch.. A Ty w to wierzysz?! Naprawdę? To my jesteśmy Słowianami XXI wieku, czy semitami znad Jordanu sprzed tysięcy lat?

Odpuść sobie te tradycyjne zasady sprzed setek lat, bo dziś, w dobie systemowej zapaści nie mają one już żadnego zastosowania. Chyba każdy mniej lub bardziej świadomie wie, że to po prostu nie działa. Jednak dalej robimy dobrą minę do złej gry i w towarzystwie chętnie przyznajemy że te wartości cenimy. A gdy nikt nie patrzy, robimy zupełnie co innego. No i przy wyznawaniu takich wartości znęcasz się nad swoją duszą jak oszalałe bydlę. Dusza z natury jest radosna, dziecinna, liberalna, bez ograniczeń. Poza tym, konserwatyzm i purytanizm jest jednym z głównych „diabłów” czających się w czeluściach męskiej psychiki i blokujących rozwój.

Jeśli oceniasz, osądzasz, potępiasz, obrażasz – nigdy nie zobaczysz więcej niż to, co ludzie kłamią oficjalnie. Czy to w pracy, czy na facebooku, czy na rodzinnych spotkaniach. Ludzie będą to wyczuwali i będą się zwyczajnie bać mówić Ci prawdę. Prawda o tym że miało się traumę, że zbłądziło się, że chorowało się, że przyszło niespełnienie i rozgoryczenie – nie jest pożądana i jest przez ludzi skrzętnie ukrywana. Jeśli masz kobietę i jeśli jeszcze nie pozbyłeś się tych brzydkich, samczych cech, to ona się będzie Ciebie zwyczajnie bała.

Nie dowiesz się wielu rzeczy – np jakich urozmaiceń w seksie lubi, lub ilu partnerów miała. Będziesz miał to, co sam wyrzygujesz światu – konserwatywny seks w pozycji na kłodę, bo ona będzie bała posądzenia o niemoralność. Bo to, co dajesz światu, to otrzymujesz – w takiej lub innej formie. A urozmaicenia ona zachowa dla kochanka – otwartego, nie konserwatywnego i unikającego osądzania i potępiania. To kolejna życiowa prawda, ukrywana tak bardzo, że za jej wypowiedzenie można wręcz dostać w mordę od oburzonego „prawilniaka„.

Co mogą zrobić jeszcze ludzie nieśmiali? Wykorzystać następujące fakty:
-ludzie żyją w swoim własnym więzieniu umysłu. Twoje wady jak i Twoje zalety są dla nich na odległych miejscach, na miejscu pierwszym są dla nich oni. Wady wyśmiewają wtedy jeśli tworzysz wokół tych wad negatywną polaryzację. Czyli wtedy gdy ich nie lubisz lub próbujesz je za wszelką cenę ukryć;
-ludzie paplają o niczym, mówią głównie o sobie, interesują się sobą, nie umieją słuchać, potępiają i osądzają;

Jedną z najpotężniejszych technik wpływu na innych, którą mogą od razu zastosować nieśmiali i introwertycy, jest skierowanie uwagi z siebie na innych. Zamiast szarpać się z sobą i z całym światem, wprowadź konia trojańskiego do systemu. Pozwól drugiemu człowiekowi się wygadać. Zapytaj go o jego emocje, odczucia, przeżycia. Ale także o obawy, lęki, przemyślenia, wnioski. O to, co go ciekawi, wzrusza, oburza. Daj drugiemu człowiekowi swoją uwagę i zaspokój poczucie jego ważności. Czego bowiem ludzie oczekują od partnera – czy to w rozmowie, czy w dowolnej innej relacji?

Oczekują od niego dowartościowania, potwierdzenia swojej ważności. Potem wygadania się. Chcą potwierdzenia tych słów: podobam się, wywołuję zainteresowanie, coś znaczę, jestem szanowany, nie jestem gorszy niż inni, jestem doceniony. Wcale nie trzeba prawić wielu komplementów i innych kalumni, choć nie zaszkodzi od czasu do czasu, z umiarem. Jeśli będziesz próbował zainteresować innych swoją osobą – to niewiele z tego wyjdzie. Z tej prostej przyczyny, że drugi człowiek jest po prostu zainteresowany samym sobą. Bardzo hardcorowo wygląda to na przykład na randkach. Kobiety mogą opowiedzieć wiele historii, jak facet cała randkę opowiadał o sobie, o swoim nudnych dla niej hobby (wiadomo, samochody, sport itp). Czy próbował zaimponować jej swoim statusem – nie tylko finansowym.

Nie ma na takich randkach przepływu energii, tej magicznej polaryzacji, więc kobiety się nudzą i nie decydują na kolejne spotkanie. A wystarczy tylko zwrócić uwagę na emocje kobiety, dać się jej wygadać, i odpowiednio te emocje wzmagać. Jeśli zaspokoisz potrzebę ważności człowieka, to przymknie on oko na Twoje wady. Każdy chce tylko mówić o sobie, każdy chce zaistnieć. Inaczej: każdy chce brać, najczęściej nic od siebie nie dając. Więc jeśli Ty dasz takiemu człowiekowi trochę swojego zainteresowania, a więc swojej energii – otrzymasz jeszcze więcej. Jest to trochę paradoksalne, ale na głębszym, ezoterycznym poziomie – bardzo logiczne.

Jest to jedna z większych tajemnic i jednocześnie konspiracji psychologii. Ukrywany jest ten bardzo prosty fakt, że ludzi mało interesują Twoje zarówno wady, jak i zalety. Że mało ich interesuje jaki mądry jesteś i ile to nie przeżyłeś. Że bardziej interesuje ich własna osoba i potwierdzenie swojej wartości, ważności. I że gdy skupisz się na innych i dasz im to, czego oczekują od rozmówcy, to przymkną oni oko na Twoje wady, i nieraz i nie dwa zrobią to, czego oczekujesz Ty. Na zasadzie wzajemności – bo wtedy siły rządzące światem będą w potężny sposób działać na Twoją korzyść. Pomyślcie tylko.

Gdyby tę prawdę ujawniono, to cała idea siłowego, przemocowego zmieniania siebie (coaching, psychologia) poszłaby do wymiany. Nie gwałć siebie i swojej natury. Nie zmieniaj się na siłę i z przymusem. Ale pomagaj urzeczywistniać się potencjałowi, który już posiadasz. Gdy natura jedną cechę odbiera (np ekstrawertyzm) to zawsze daje człowiekowi cechę, dzięki której może on zyskać przewagę, jeśli pozwoli się jej urzeczywistnić. Jak widzisz, wcale nie trzeba ukrywać nieśmiałości i uczyć się pierdolić o niczym, jak to robią ekstrawertycy. Możesz próbować przebić głową mur, owszem. Może Ci się nawet uda.. Ale co będziesz robił w sąsiedniej celi? Po prostu wstań i wyjdź – drzwi są otwarte na oścież. Zawsze.

Powiem więcej.. Często jest tak, że człowiek-gwiazda, ekstrawertyk który błyszczy pod każdym względem, przyćmiewa i onieśmiela innych swoją zajebistością i swoimi zaletami. Inni ludzie w jego towarzystwie wręcz marnieją, są przytłoczeni i czują się niepełnowartościowo. Bo taka osoba mówi zazwyczaj o sobie – a więc zabiera energie, mało oddając. A inny człowiek ocenia co on sam znaczy obok takiej ekstrawertycznej gwiazdy. Często stwierdza, że przy jego blasku blednie, i nie może się do niego równać. To jest rozwiązanie odwiecznej zagadki – dlaczego piękne i jednocześnie mądre kobiety mają trudność w znalezieniu partnera.

Jeśli zrobisz to, co opisałem – ale szczerze, życzliwie, bez osądzania, potępiania, nienawidzenia – to pozyskasz drugiego człowieka. Zrezygnowałeś na wstępie z wyeksponowania swoich zalet. Zrezygnowałeś z pokazania swojej osobowości, i pozwoliłeś zaprezentować się osobowości Twojego rozmówcy. W rezultacie zaspokoiłeś jego ważność i poczucie wartości, i.. zyskałeś wiernego rozmówcę, czasami także przyjaciela czy nawet miłość. Zyskałeś więc to, z czego na wstępie zrezygnowałeś. Zawsze sprawdza się zasada, że jak panicznie i gorączkowo chcesz coś osiągnąć, to cały świat się temu sprzeciwia i tego nie osiągasz. Tutaj także się to sprawdza, jeśli gorączkowo pragniesz zwrócenia uwagi i uznania innych, np poprzez ukrywanie swojej nieśmiałości.

Jest to rada którą mogą realnie wcielić w czyn nieśmiali introwertycy. Większość porad, jak już wiesz, konstruowana jest dla tych, którzy mają co najwyżej niewielki problem. I w tym tkwi rozwiązanie kolejnej tajemnicy – dlaczego coaching nie działa, dlaczego terapia przynosi niewielkie rezultaty, i dlaczego rady mistrzów new age trafiają kulą w płot.

Poniżej wklejam cytat z ksiązki „Transerfing Rzeczywistości” Vadima Zelanda, tom 3. Polecam kupno tych książek i ich przeczytanie:

Cytuję: „Znaczna część problemów w stosunkach międzyludzkich jest konsekwencją walki umysłu z nurtem wariantów. Krytyka to jeden z przejawów tej walki. Krytyka jest bezpośrednim tworem wewnętrznego zamiaru. Zachęta i stawianie na pozytywne cechy człowieka należą do zewnętrznego zamiaru.Krytykować człowieka – to to samo, co walczyć z otaczającym światem.Żadnych korzyści to nie przyniesie, jeżeli za korzyść nie uznamy usiłowania wylania swojej żółci i sprawienie przykrości przeciwnikowi. Zachęta zaś, przeciwnie, stanowi dla ludzi siłę napędową.Oskarżając i krytykując człowieka, próbujesz oddziaływać na niego swoim wewnętrznym zamiarem.Podkreślając jego zalety (mimo wszystko), niczego nie tracisz, lecz pozwalasz rozwinąć się sytuacji na własną korzyść.

Nie oskarżaj o nic innych. Wielu ludzi ma skłonność do czynienia sobie wyrzutów i noszenia w sobie poczucia winy. Lecz nikt nie jest skłonny tolerować wymówek pod swoim adresem ze strony innych.Człowiek, potępiając siebie, może dojść nawet do masochizmu. Jednak oskarżenia ze strony innych zawsze są bolesne. Człowiek będzie odczuwać urazę zawsze, nawet jeżeli postępuje niesłusznie i oskarżenie jest zasadne. No i jaki pożytek Ci to przyniesie? Wylejesz swoją żółć? Ale przecież tym samym stwarzasz nadmierny potencjał i sam na tym ucierpisz. Jeżeli celem nadrzędnym jest przekonanie człowieka, że się myli, to i tak Ci się to nie uda.Mało prawdopodobne jest, by wysłuchując Twojego oskarżenia, całkowicie uznał swój błąd, nawet jeżeli powie, że się z Tobą zgadza. Próbując oskarżeniem pod – budować swoje ego czyimś kosztem lub utwierdzić swą władzę,możesz osiągnąć cel. Lecz staniesz się wtedy manipulantem.

Jeżeli nie stawiasz przed sobą żadnego z tych celów, zrezygnuj z krytyki i oskarżeń. Potępiając i krytykując ludzi, młócisz rękoma po wodzie i usiłujesz płynąć pod prąd. Machnij ręką na cudze wady i myśl tylko o zaletach. Jest to poruszanie się z nurtem, które przyniesie nieocenioną korzyść. Jeżeli Twój Nadzorca nie śpi, zawsze pomoże znaleźć usprawiedliwienie dla postępków człowieka, którego chcesz osądzić. Nadzorca, będąc Twym wewnętrznym obserwatorem, nie pozwoli Ci pogrążyć się w grę i wszcząć spór lub kłótnię. Popatrz na grę z boku, jak widz, przypomnij sobie, że krytyka nie przyniesie niczego prócz szkody i poruszaj się z nurtem. Oskarżenia i krytyka nie mogą odgrywać pozytywnej roli, ponieważ wybijają człowieka z kolein, z nurtu, z którym się poruszał. Nurt prowadził go do określonego celu. Przecież wszyscy ludzie kierują się swoimi pobudkami i dążeniami. Popierając człowieka (mimo wszystko), kierujecie go w korzystne dla siebie łożysko, nie wybijając z nurtu i nie przeciwstawiając się jego dążeniom.W ten sposób Twoje i jego pragnienia stają się równoległe. Niczyje prawa nie zostają ograniczane, niczyja ambicja nie cierpi, a interesy stają się wspólnymi.

A czy Tobie podoba się krytyka pod Twoim adresem? Nie jesteś w stanie jej znieść albo próbujesz przekonać siebie, że jest uzasadniona. W każdym razie nie przyjmujesz krytyki, jeżeli oczywiście nie rozwinąłeś w sobie kompleksu poczucia winy. Krytyka może ponaglić, zmusić do działania „jak należy”. Ale zmusić można tylko umysł. Duszy nie da się zmusić. Ona zawsze robi to, co chce, albo przeszkadza umysłowi robić to, co należy. Krytyka czyni duszę wrogiem umysłu, a zachęta – sojusznikiem. W ten sposób zachęta stanowi siłę budującą, a krytyka burzącą, destrukcyjną. Właśnie dlatego kadra kierownicza w przedsiębiorstwach jest tak dobierana, by przyszli kierownicy nie nastawiali się na krytykę złej pracy, co umie zrobić każdy fajtłapa, a umieli stworzyć atmosferę entuzjazmu, przy której ludzie sami chcą pracować dobrze. A kiedy tak się dzieje? Kiedy ludzie, wykonując wspólną pracę, czują swoją osobistą ważność. Jeżeli chcesz narobić sobie wrogów, spieraj się i udowadniaj swoją rację za wszelką cenę. W rozdziale „Nurt wariantów” (pierwszy tom) już omawialiśmy, jak bezsensowne i szkodliwe jest dążenie do udowodnienia swojej racji za wszelką cenę. Jeżeli spór ma dla Ciebie zasadnicze znaczenie, kiedy twoje interesy rzeczywiście nie pozwalają ustąpić – spieraj się. W pozostałych wypadkach zostaw prawo do młócenia rękoma po wodzie innym.

Wygrana w polemice nie przyniesie Ci żadnych korzyści. A przy okazji możesz zyskać sobie wroga. Jeżeli człowiek z przekonaniem opowiada brednie i dajesz mu to do zrozumienia, nigdy się z Tobą nie zgodzi. Albo raczej zgodzi się wtedy, gdy rozwinął w sobie wybujałe poczucie winy i skłonność do samobiczowania. Tylko czy potrzebne jest Ci zwycięstwo nad takim człowiekiem? Jeżeli Twoje interesy w żaden sposób nie ucierpią, pozwól innym twierdzić to, z czym się nie zgadzasz. W ten sposób nie stwarzasz nadmiernych potencjałów i nie walczysz z nurtem. Spierający się ludzie zazwyczaj bez reszty pochłonięci są przez grę. Śpią kamiennym snem. By nie dać się wciągnąć w grę, trzeba obudzić się i uaktywnić wewnętrznego Nadzorcę, jeżeli w polemice bierze udział kilka osób, zejdź ze sceny na widownię i poobserwuj grę stamtąd. Weź na siebie rolę rozsądnego widza, a uzyskasz ogromną przewagę. Podczas gdy każdy uczestnik próbuje urzeczywistnić swój wewnętrzny zamiar, dowodząc słuszności swojego punktu widzenia, Ty odlatujesz od okna i rozglądasz się. Przyjdzie Ci do głowy rozwiązanie, którego nie widzi nikt z interlokutorów. Tylko nie należy tego rozwiązania wszystkim narzucać. Najważniejsze to zaproponować, a kopie niech kruszą inni.

Jeżeli zwyciężyłeś w sporze, możesz uznać, że poniosłeś porażkę. Nawet jeżeli oponenci formalnie uznali Twą rację, bądź pewien, że w myślach znajdą masę nieformalnych argumentów na swoją korzyść. Przegrany w sporze zawsze otrzymuje cios w swoją ważność. A kto uderza? Ten, kto potrafił postawić na swoim. Przecież nie chciałbyś uderzyć tego człowieka w twarz, prawda? Dokładnie tak samo nie powinieneś chcieć zadawać ciosu w czyjeś poczucie własnej ważności. Ludzie bardzo często obrażają się nawzajem w ten sposób. Obraza taka nosi zawsze skryty charakter, ponieważ znoszona jest w milczeniu. Ludzie nie lubią otwarcie demonstrować swojego dążenia do umocnienia swojej ważności. Dają do zrozumienia, że i tak są ważni, i dlatego nikt nie pragnie pokazywać, że walczy o swoją ważność, chociaż wszyscy robią to na każdym kroku.

Jeżeli człowiek otrzymał cios w swoją ważność i przemilczał to, nie myśl, że nie poczuł się tym dotknięty lub pogodził się z ciosem. Uraza będzie żyć – jeśli nie w sposób świadomy to w podświadomości. Zwyciężyłeś w sporze i wydaje Ci się, że tym samym zwiększyłeś swoją ważność. Lecz zrobiłeś to kosztem zniżenia ważności oponenta. Sam rozumiesz, że skryta uraza, która zawsze przy tym powstaje, nie przyniesie nic dobrego. Ponadto pokonany oponent za nic nie uzna tej Twojej ważności. Jest jeden świetny sposób, by nastawić człowieka przeciw sobie – dać mu do zrozumienia, że jesteś lepszy od niego. Nie stwarzaj sobie bożków i nie stwarzaj sobie wrogów – oto najważniejsze hasło kontaktów zgodnych z biegiem nurtu. Unikaj jak dżumy prób dotknięcia poczucia ważności ludzi. Niech stanie się to szczególnym tabu. Unikniesz w ten sposób masy problemów i przykrości, których przyczyny byłyby niejasne ze względu na utajoną naturę ciosu w cudzą ważność. Co robi spierający się z Tobą człowiek? Broni własnej ważności w tej lub innej formie. Wyjdź mu naprzeciw. Zgódź się z tym, co mówi. A zgadzając się, dasz mu to, o co mu chodziło. Teraz będziesz mógł spokojnie porozmawiać o Twoim punkcie widzenia. Nie narzucać, nie udowadniać, tylko porozmawiać. W tym wypadku nie tylko poruszasz się z nurtem, lecz również wykorzystujesz zewnętrzny zamiar. W sumie uzyskasz niedościgniony efekt. Takiego efektu nie uzyskasz żadnymi innymi intelektualnymi sposobami. Na samym początku rozmowy z człowiekiem trzeba nastawić się tak, by patrzeć w tę samą stronę, co on. Jeżeli pierwszym, co odpowie człowiek na Twoje zdanie będzie słowo „nie”, uznaj, że nie ma sensu namawiać go dalej. Zwrócił się w drugą stronę i nie będzie się poruszać z nurtem wraz z partnerem. Ważne, by na początku sprawić, że rozmówca powie „tak”. Nigdy nie zaczynaj rozmowy od spraw spornych. Zacznij od czego chcesz, byle tylko rozmówca zgodził się z Tobą. Potem można płynnie przejść do kwestii spornych. Teraz pojawiło się znacznie więcej szans, ponieważ siłą rozpędu poruszacie się z nurtem w tym samym kierunku i emisja Twoich myśli nie wpada w dysonans z emisją myśli partnera.

Jeżeli dopuściłeś się uchybienia i oczekujesz zasadnego oskarżenia, nie przygotowuj się do obrony. Po prostu uznaj swój błąd zawczasu. Ten, kto zamierza wywrzeć na Tobie sprawiedliwy gniew, najprawdopodobniej od razu przybierze wspaniałomyślną i wyrozumiałą postawę. W takim wypadku nie można powiedzieć, że najlepszą obroną jest atak. Okazuje się, że zawczasu zgodziłeś się z linią oponenta i tym samym zapaliłeś zielone światło dla jego wewnętrznego zamiaru. Swoim uprzedzającym posłuszeństwem urzeczywistniasz jego wewnętrzny zamiar zrobienia z Tobą porządku i przy okazji zwiększenia swojej ważności. Lecz ponieważ robisz to bez przymusu, z własnej woli, Twoja ważność przez to nic nie traci. W ten sposób pieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu: zwiększasz ważność oponenta, za co będzie Ci wdzięczny, i nie zniżasz swojej. Broniąc swoich błędów, wiosłujesz pod prąd i oddajesz energię wahadłom. Chęć usprawiedliwienia się za wszelką cenę wywołana jest przez zawyżony poziom wewnętrznej ważności. Zrzuć z siebie ten ciężar ponad siły, podaruj sobie prawo do błędów i pozwól sobie je popełniać. Nie broń swoich błędów, a świadomie je uznawaj.Od razu zacznie Ci się lżej żyć. W rozdziale „Nurt wariantów” już mówiłem, że uwagi ludzi, którzy Cię drażnią, mogą być bardzo pożyteczne. Propozycje, które na pierwszy rzut oka Cię denerwują, w sumie okazują się nie być pozbawionymi sensu. Dotykają Cię uwagi i propozycje otoczenia, jeżeli sam w czymś zawyżyłeś poziom wewnętrznej ważności. Odrzuć ważność, przestań przeciwstawiać się nurtowi i uznaj cudzą rację lub przynajmniej przyjmij ją do wiadomości.

Powiedz temu człowiekowi, że rzeczywiście miał rację, coś twierdząc. Zobaczysz rezultat. Można byłoby mu nic nie mówić, jednak zrób to. Przecież niczego nie tracisz. Każdy się myli – i głupiec, i mędrzec. Lecz w odróżnieniu od pierwszego, mądry uznaje swoje błędy. Głośno oznajmiwszy, że człowiek miał rację, od razu uzyskujesz jego przychylność. Ludzie żyją w agresywnym świecie wahadeł, w którym trzeba co chwila walczyć o swoją pozycję i bronić się. A tutaj sam proponujesz człowiekowi, że zrobisz to za niego. W ten sposób unikasz pojawienia się z jego strony postawy obronnej. Od razu odczuwa on ulgę. Jest Ci wdzięczny za to, że pomogłeś mu w starciu. Nie jesteś już jego potencjalnym przeciwnikiem, lecz sojusznikiem. Cała ta sytuacja zostaje błyskawicznie odtworzona w głowie Twojego partnera na poziomie podświadomości. Dokładnie tak samo myślisz, śpiąc na jawie. Lecz jeżeli stosujesz w praktyce świadomość, podjęcie się roli świadka cudzej racji nie przysporzy Ci trudu, a nawet będzie czymś interesującym. Kiedy ktoś ma rację i inni to przemilczą,Ty głośno uznaj rację owego człowieka. Jeżeli dla niego dana kwestia ma zasadnicze znaczenie, będzie Twoim dłużnikiem. W każdym razie będzie wdzięczny, przy czym raczej nieświadomie.

Wyobraź sobie, jakiej dżungli żyją ludzie. Wciąż muszą być w pogotowiu, w każdym widzieć potencjalnego przeciwnika, nawet jeżeli na pozór kontakty są przyjacielskie. Każdy troszczy się o siebie i jest stale gotów do obrony. To wcale nie przesada, po prostu dawno już przyzwyczailiśmy się do takiego stanu rzeczy. W takim środowisku będziesz wprost skarbem, prawdziwym odkryciem dla ludzi zmęczonych walką. Wyobraź sobie, ilu sojuszników można by pozyskać?! A potrzeba w tym celu tylko zmniejszyć swoją ważność i nie omieszkać uznać cudzej racji. Działasz świadomie i na tym polega Twoja przewaga.Tymczasem ludzie śpią i nie powiedzą Ci „Dziękuję”. Lecz gdyby mogli się obudzić i świadomie wyrazić swój stosunek do Ciebie, to usłyszałbyś: „Ten człowiek jest niegłupi. Lubię go. Jestem mu życzliwy. To fajny gość”. Nikt Ci tego głośno nie powie, po cichu również. Ale gdyby wyrazić podświadome odczucia, to brzmiałyby właśnie tak. Wyobrażasz sobie, jaki skarb poniewiera się pod nogami? Ludzie zajęci i obciążeni swoją ważnością zazwyczaj brną naprzód i nie zauważają, że pod ich nogami leżą prawdziwe klejnoty. Masz ogromną przewagę: świadomość, brak ważności i zainteresowanie ludźmi. Wykorzystaj tę przewagę, a zobaczysz klejnoty tam, gdzie inni dostrzegają same kamienie.”
~Vadim Zeland

zmiana życiaAutor: Jarek Kefir Czytaj dalej

Zabij swoje męskie ego…

Zabij swoje męskie ego…

relacje damsko męskie (3)Na początek zaprezentuję taką luźną myśl, którą internauci nazwaliby „myślą z dupy„. A może i nie? Wszyscy znamy tematykę fochów, kłótni i cichych dni w relacjach damsko-męskich. Definicja focha zamyka się w stwierdzeniu, że jest to przesadna i zupełnie nieadekwatna reakcja na bodziec pozbawiony znaczenia. Lub jest to reakcja na zupełny brak bodźca, wzięta dosłownie z powietrza. Fochy strzelają kobiety i mężczyźni.

Świat zna miliony historii, gdzie karczemne awantury wybuchały o tak ważne sprawy wagi globalnej, jak sposób odstawiania mleka do lodówki. Wynika to z dojrzałości lub jej braku. Ludzie kończą osiemnastkę, ale większość z nich całe życie tkwi mentalnie w wieku lat kilkunastu. Czy to menedżer wysokiego szczebla, czy pracowity korpo-ludek – co im po umiejętnościach, skoro byle co ich wyprowadza z równowagi i każdy może wzburzyć ich emocje?

Podstawowy błąd mężczyzn jest taki że podczas focha swojej partnerki mają 3 zmienne reakcje:
-płaszczenie się i przepraszanie
-agresja i zaprzeczanie
-tłumaczenie i wspinanie się na wyżyny logiki

Jak myślisz, która z tych reakcji jest najlepsza? Żadna. Każda z tych trzech reakcji oznacza z automatu przegraną, dla obojga. Przy czym najbardziej spektakularna porażka jest przy reakcji numer jeden. Problemem nie jest to, że kobiety strzelają fochami. Problemem jest Twoja reakcja na nie. Podstawa to spokój i niereaktywność emocjonalna. Powinieneś pokazać, że foch Cię nie obchodzi, że jesteś ponad nim. Nie ma sensu gasić tego pożaru, on sam musi się wypalić. I szybciej się wypali, jeśli zrezygnujesz z jego gaszenia, co jest paradoksalne, ale na głębokim ezoterycznym poziomie – bardzo logiczne.

To tak jakby złościć się na niebo że jest burza i leje. Albo przepraszać niebo i płaszczyć się przed nim że leje. Albo próbować przekonać niebo na logikę by nie padało. A tu wystarczy tylko poczekać – i po 5 minutach lać przestanie i zobaczysz tęczę na niebie. Niebo Cię ochrania i żywi. Bez słońca i deszczu nie byłoby życia na Ziemi.

Te przesadne reakcje wynikają z czegoś, co w społecznym rozumieniu nazywa się „męskim ego„. Jest to konstrukt w psychice, który pilnuje i czuwa nad ziemskim programem MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat). By dany mężczyzna realizował jego założenia, był produktywny, był baterią systemu. Nie muszę chyba dodawać, że męskie ego jest czymś fatalnym.

Ja proponuję Wam pozbyć się męskiego ego. Ono na pewnym etapie jest potrzebne. Jest autonomicznym programem, który czuwa nad integralnością Twojej psychiki. Ale uważam, że z tego powinno się wyrosnąć, tak jak wyrasta się z za małych spodni. Czy tak jak wyrasta się z pieluch.

Nie musisz mieć prawa do posiadania racji. Po co Ci w ogóle posiadanie racji? Niech inni mają swoje racje, pod warunkiem że nie próbują ich narzucać Tobie. Ale póki co, tego problemu narzucania nie rozwiązała żadna ideologia, religia, żaden system prawny. Tu tkwi jedno wielkie narzucanie. Pozwól innym być innymi, a sam bądź sobą. Jak ktoś chce wierzyć w jahwe, Jezusa, Dawkinsa czy Batmana – niech sobie wierzy. Jak ktoś pomimo Twojej pomocy, nie reaguje – daj mu prawo do upadania, popełniania błędów i porażek, choćby to miało być tysięczny raz.

Nie musisz się porównywać z żadnym facetem, ani z tym co dokonał. Nie musisz niczego udowadniać, a jeśli druga strona krzykliwie się tego domaga – wycofujesz się. Nie musisz być najlepszy bo zawsze będzie ten stopień wyżej. Wiesz dobrze, że nie musisz nic – jeśli już, to możesz. Znasz przecież tę uniwersalną zasadę. Jeśli ktoś Ci mówi że jako mężczyzna musisz to, to i owo – uciekasz od takiej osoby jak najdalej, bo kłamie i na dodatek gra bardzo nieczysto. Nie musisz sadzić drzewa, nie musisz budować domu, nie musisz płodzić syna. Za 1850 zł brutto? Phi, niech robi to Balcerowicz, Petru, Tusk i inni którzy doprowadzili do zagłady gospodarki.

Wiesz też że nie musisz być poważanym i szanowanym członkiem społeczeństwa. Nie musisz dbać o status społeczny, nie musisz udawać, robić dobrej mony do złej gry. Gdy jesteś szczęśliwy to o tym mówisz, gdy masz depresję to też o tym mówisz. Nie musisz udowadniać jaki jesteś męski, twardy, spełniający wyśrubowane do granic paranoi społeczne standardy. Jeśli chodzi o standardy – nie kopiujesz tych które są lansowane powszechnie, chyba że naprawdę i szczerze tego chcesz.

Jeśli zaś chodzi o męskość – dajesz sobie prawo do czasowego czy też częściowego nie bycia męskim. Ukrywanie swojej wrażliwości i kobiecej strony prowadzi do destrukcji psychiki. To właśnie przez to, że ciągle jesteśmy oceniani pod tym kątem, mamy znacznie większy poziom stresu, częściej chorujemy, krócej żyjemy i częściej popełniamy samobójstwa. Udowadnianie sobie i innym swojej męskości i twardości jest jednym z najpotężniejszych męskich stresorów. Ty wiesz, że tu egzamin jest bezlitosny i trwa już nie 24, ale wręcz 25 godzin na dobę. Ale nikt Ci nie każe siedzieć w tej sali egzaminacyjnej – w każdej chwili możesz wyjść pokazując innym środkowy palec.

Ogólnie, nie musisz bardzo wielu rzeczy. I dobrze o tym wiesz. Problem polega na tym, by pozwolić sobie być sobą, a innym być innymi. Naciski i nękania ze strony świata biorą się z tego, że Ty na poziomie świadomym lub podświadomym pragniesz zmienić ludzi i zmienić świat. By był na tym poziomie co Ty, taki jak Ty. Jeśli z tego zrezygnujesz, to nie będzie Cię o co zaczepić, i naciski ze strony różnych męskich czy damskich ego, osłabną. Świat i ludzie są na swoim poziomie i mają swoje lekcje do przerobienia, w tym lekcje brutalne i złe. Będą miliony razy upadać i miliony razy się podnosić. Ty masz raczej inne lekcje i jesteś niejako poza światem.

Wiesz, że ludzie często są po prostu skurwiali i że nie kieruje nimi ani logika, ani tym bardziej empatia. A kieruje nimi autopilot, na przykład takie męskie ego. Skoro tak jest, to nie ma sensu tego rozkminiać i głębiej się nad tym zastanawiać. Nie zrozumiesz w stu procentach tej specyficznej logiki schizofrenii, w jakiej tkwi od zawsze społeczeństwo. Chyba że sam staniesz się takim schizofrenikiem – chcesz tego?

Wiesz też, że praktycznie wszystko co funkcjonuje w społecznym obiegu jako prawdy, jest mniej lub bardziej zafałszowane. Społeczne recepty na życie nie dają dobrych rezultatów. Często dają rezultat przeciwny do zamierzonego. Wiesz doskonale, że za uśmiechami na rodzinnym spotkaniu, czy za lukrowaną sielanką z facebooka, bardzo, bardzo często kryje jakaś ogromna tragedia. Która jest ukrywana na wszelkie możliwe sposoby. Każdy człowiek ma swoje trupy w szafie – prawdziwe, przerażające szkielety. Na pozór „porządni i szanowani obywatele” mają najwięcej szkieletów w szafie. I wcale nie tak rzadko są to prawdziwe, realne trupy.. Milgram i Zimbardo trochę o tym pisali. No i każda rodzina skrywa jakąś mroczną tajemnicę, gdzie najczęściej ofiarami są niewinne dzieci.

Nie obrazi Cię szczerość, wobec ludzkich błędów i przywar jesteś wyrozumiały. Szczególnie chodzi mi tutaj o przywary kobiet. Nie musisz być ich sędzią i sumieniem. Nie musisz ich potępiać w imię jakichś bzdurnych zasad, wziętych z dawnych czasów. One były przez wieki tłamszone, sądzone i ograniczane, i nadal są, bo taka jest natura tej planety. To, na co faceci z męskim ego narzekają u kobiet, zadziwiająco często robią oni sami, i to w jeszcze gorszym wariancie.

Czasami owo męskie ego będzie się dawało we znaki. Nie zawsze udaje się je zneutralizować w stu procentach. Ale jeśli nie będziesz się z nim utożsamiał, to powoli będziesz rozpoznawał jego gry i moment kiedy przejmuje kontrolę. Moment ten będziesz odbierał nie jako część samego siebie, ale jako zakłócenie, anomalię, cierpienie. Będziesz wiedział że jest to program o typowo nowotworowym charakterze, no ale on będzie jakiś tam czas działał. Nie ma jednoznacznych metod na pokonanie tego. Należy próbować przebudzić się ze stanu półsnu. Można w myślach wyśmiać ten program, powiedzieć mu: „ach, to znowu Ty„.

Wszystkim polecam popracowanie nad tym tematem.

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej

Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?

Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?

relacje damsko męskieWszystko sprowadza się do kilku podstawowych rzeczy. Aby związek nie był gehenną, należy umieć reagować na damskie fochy i shit-testy, nie obrażać się że one były, są i będą, nie psuć relacji z ich powodu. Podstawa to spokój, stabilne emocje i niereaktywność. Kobiety się do tego nigdy nie przyznają – ale one takich właśnie reakcji łakną i oczekują.

Trzeba być niezależnym emocjonalnie – nawet jeśli ona odejdzie, to będzie ok, świat się nie zawali. Owszem, pocierpisz trochę, może nawet spotkasz się na wódkę z koleżkami i wyżalisz.. Ale na tym koniec. Tylko w Polsce jest setki tysięcy Twoich potencjalnych partnerek.

-Jesteś smutny?
-No trochę, a co? xD
-To chodź, mamy flaszkę i coś do jarania, rozerwiesz się
-Dobra! Już mi przechodzi, haha!

Tak reaguje osoba prawdziwie dojrzała. Nie cierpi za bardzo, nie płacze, nie rozdziera szat, nie upija się, nie błaga o powrót, nie robi tysiąca innych głupstw łącznie z tymi naprawdę groźnymi. To przychodzi z wiekiem i każdemu życzę tej umiejętności „zimnego wyłączenia” burzy hormonalnej. Częściej dramatyczne rozstania zdarzają się mężczyznom. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jesteśmy tą słabszą płcią, co jest jedną z większych tajemnic świata. Po drugie, kobieta ma tę świadomość, że MA WYBÓR. Rozstanie? W porządku, pocierpi trochę, ale dobrze wie że w każdej chwili może znaleźć kogoś innego.

Zapamiętajcie proszę te niezwykle mądre słowa mistrza: „Cnota jest tam gdzie jest wybór” (autor: Wojciech Eichelberger). Te słowa są jednymi z najmądrzejszych słów wypowiedzianych kiedykolwiek na Ziemi, zawierają w sobie prawdę uniwersalną, ponadczasową – tzw. Prawo Wszechświata. Cnota, miłość, i wszystko co dobre i piękne jest tam, gdzie masz wybór, gdzie jesteś wolny, gdzie wiesz, że możesz odejść. A wolność to posiadanie przynajmniej jednej alternatywy. Faceci rzadziej mają świadomość alternatywy i podświadomie wiedzą, jak bardzo muszą się natrudzić by mieć relacje z kobietami. A to nie tak, bo można inaczej. Nie chodzi mi tutaj o zdradzanie jako alternatywę, absolutnie. Ale o to, że:

-jesteś w związku, kochasz ją, ale gdy odejdzie (może być z milion powodów) nic złego się nie stanie, bo wiesz, że masz wybór wśród setek tysięcy innych kobiet;
-pracujesz, realizujesz ambitne projekty, rozwijasz się zawodowo, ale nie masz dzieci, nie masz kredytu hipotecznego, więc jak nowy kierownik okaże się kapitalistą i psychopatą – odchodzisz choćby na sześć miechów na bezrobocie i szukasz innej pracy;
-i w każdej innej dziedzinie życia – WYBÓR, wolność i świadomość tego że masz alternatywę, jest czymś pięknym, cudownym, wręcz boskim. Pamiętaj – zawsze masz przynajmniej jedno wyjście więcej, niż myślisz. A najczęściej masz tych wyjść o wiele, wiele więcej.. Chyba, że świadomie decydujesz się na radykalne ograniczenie alternatyw i pozbawienie się wyboru – o czym napiszę teraz.

Bo do tego dochodzą też inne sprawy.. Wiadomo że spłodzenie dziecka czy wzięcie kredytu hipotecznego oznacza EKSTREMALNĄ odpowiedzialność i EKSTREMALNE ograniczenie pola manewru. Bierzesz ślub, rodzi Ci się dziecko.. I myślisz sobie, choćby podświadomie:
„-tych i tych rzeczy już na pewno nie przeżyję w swoim życiu. Raz że nie ma pieniędzy, drugi raz że nie ma jak, trzeci raz że gdy odchowam dzieci to będę miał 50 lat i będę już wrakiem człowieka u progu śmierci„.
A lista tych rzeczy jest bardzo, bardzo długa.

Wiem że chodzi tu po prostu o porąbaną rzeczywistość społeczną, ekonomiczną, polityczną naszej trudnej planety.. Gdy tylko weźmiesz kredyt i rodzi Ci się dziecko, to system dosłownie rzuca się na Ciebie by Cię rozszarpać na strzępy i zostawić potem Twoje dygające truchło na pożarcie hienom.. Przecież gdy tylko szef z korpo zobaczy że wziąłeś kredyt hipoteczny, to zaraz dowali Ci obowiązków, nadgodzin (bezpłatnych..), pojawi się mobbing i żegnaj podwyżko. Bo on wie, że NIE MASZ WYBORU, że musisz pracować za wszelką cenę, że nie pozwolisz sobie na luksus trzech czy choćby sześciu miesięcy bezrobocia. Bo dziecko woła jeść, bo kredyt trzeba spłacać.

Można mówić wiele o cudzie rodzicielstwa, o tym że trzeba gdzieś mieszkać.. Można. Jedna ze stałych komentatorek mojej strony napisała ogromny referat by przekonać mnie, że jednak tak nie jest.. Nie przekonało mnie to, a jak! Sorry, pewnych rzeczy się nie przeskoczy i nie upiększy. W mojej bardzo subiektywnej opinii jeśli chcesz być wolnym, to z pewnych rzeczy trzeba po prostu zrezygnować. Gdyby nie ten cały kapitalizm, rywalizacja, głodowe pensje, gdyby nie ta cała dulszczyzna i niszcząca życie „omerta społeczno-sąsiedzka” to rodzicielstwo byłoby zdecydowanie lepsze i wdzięczniejsze.

Oczywiście, zaraz znajdą się tu super-hiper-mega ekstrawertycy którzy pracują na 8 etatów i zarabiają 1000000000000000 zł na miesiąc, i jeszcze czasu starcza im na jogę, relaks w knajpie, film, siłkę, sport i z milion innych zajęć. I powiedzą że Jarek Kefir gada bzdury, że jest nieodpowiedzialny, że skacze z kwiatka na kwiatek.. Ale sorry, ja nie pracuję na osiem etatów. I jestem z tych, którzy wstają rano o 6:00, robią kawę, parzą zioła w garnku i już jest późny wieczór. Jakaś dylatacja czasu?

Swego czasu uknułem teorię spiskową, że ekstrawertycy są tak wszechzajebiści, że ich doba trwa nie 24, ale np 30 czy 48 godzin. Że mają jakiś tajemny, okultystyczny wpływ na czasoprzestrzeń. Nie pamiętam już co wtedy wziąłem że to wymyśliłem, ale to musiało być coś mocnego.. Ale owszem, są ludzie którzy w tym systemie (śluby, dzieci, kredyty, korpo) czują się jak ryby w wodzie. Biorą od życia dokładnie to, co sobie chcą – czyli to, co najlepsze. Pracują na dwa etaty, mają dzieci, kredyty..

I pomimo to żyją pełnią życia. O tym mówi m.in. Transfering Rzeczywistości Vadima Zelanda – nie pragnij, nie proś, nie żądaj od życia niczego, ale po prostu bierz dokładnie to, co uznasz że do Ciebie należy. I ja tak staram się postępować. Właśnie ucząc się praw wszechświata z takich publikacji i je stosując możesz sprawić że Twoje życie się zmieni, jednak trzeba znać swoje ograniczenia. Ale do meritum.

Oni jako ekstrawertycy mają wszystko dosłownie na pstryknięcie palcem. Są wzorem dla innych i obiektem zazdrości. Jednak takich ludzi jest naprawdę bardzo, bardzo mało. W zdecydowanej większości przypadków kończy się na wypaleniu zawodowym i niespełnieniu, na totalnym braku hobby, seksu i nawet chwilki przyjemności. Na codziennym kieracie, który prowadzi do chorób, nerwic, depresji, nałogów, zawałów, samobójstw. „A kornik napisze Twój uładzony życiorys„.

Młodzi ludzie nęceni zachętami społeczeństwa rzucają się od razu na wodę o głębokości rowu mariańskiego. Biorą śluby, płodzą dzieci, biorę jeden kredyt, drugi, potem hipoteczniak, zatrudniają się na dwa etaty.. I właśnie wtedy następuje KONIEC. Definitywny, nieodwołalny koniec. Nawet literatura całej planety milczy o tym, co się dzieje po ślubie – jest tylko mgliste zapewnienie, że bohaterowie żyli długo i szczęśliwie. Bardzo symboliczne i znamienne.

Ślub, ciotki-klotki, kredyty i dzieci zabijają to, co najpiękniejsze – miłość. Miłości nie ma, witaj w brutalnym świecie dorosłych, towarzyszu ziemskiej wędrówki. Przykro jest pisać te słowa, ale tak właśnie jest. Małżeństwo, rodzicielstwo powinny być treścią miłości, jedną z możliwych jej opcji. Ale w dzisiejszych warunkach ekonomicznych, społecznych i biologicznych (bo żyjemy maleńką chwilę, zaledwie 60 lat zamiast 1000 jak dawniej), one zabijają miłość.

Nie chodzi mi o to, by WSZYSCY rezygnowali z rodzicielstwa, choć zawsze warto się zastanowić, po co powoływać do życia nowe istoty w tak trudnym świecie.. Ja chciałbym tylko, byś decydował świadomie, byś wiedział na jak głęboką wodę się rzucasz. Jeśli teraz masz 20 – 25 lat, pełno kompleksów, lęków, traum (w tym tych typowo samczych).. Jeśli po rozstaniu i niespełnionej miłości zawsze bardzo cierpisz.. Jeśli nie umiesz sobie radzić z kobietami i ich zagrywkami, które stosują nieświadomie – TO PO PROSTU POCZEKAJ. Do 30, 35, a najlepiej 40 roku życia, z tak ważnymi decyzjami. Rozwijaj w sobie spokój, stabilność, swojego wewnętrznego maga (czyli potencjał duchowy). Ale nie spiesz się, choć niejedna kobieta, rodzina, znajomi, będą Cię zachęcać a nawet szantażować.

W życiu jest tysiące możliwych dróg do wyboru. I za to dziękujmy technologii, której tak nie lubimy, bo przecież matka natura. Za to dziękujmy feminizmowi i emancypacji, których też nie lubimy, bo stare wartości, bo wypaczenia i patologie takie jak gender. Nasi rodzice mieli tylko jedną możliwość: zawodówka, technikum lub studia, i rodzicielstwo – co rok prorok. I jaki jest tego rezultat? Gorzej niż opłakany. Większość młodych Polaków jest DDA (syndrom dorosłych dzieci alkoholików). Do tego dochodzą inne choroby emocji i psychiki.

Większość młodych ma wgrane bardzo destrukcyjne programy w psychikę na drodze wychowania. Kompletnie nie przystają one do trudnych realiów XXI wieku. Nasz naród w wyniku traumatycznych wydarzeń od rozbiorów po czasy komunizmu, zachorował na zbiorową traumę, na zbiorową nerwicę czy psychozę. Przekazywana ona jest teraz z pokolenia na pokolenie. Ale trzeba wybaczyć rodzicom i iść dalej. Oni są jeszcze bardziej przerażeni życiem i nic nie wiedzący, niż większość czytelników mojej strony.

Poniżej lista nowych wpisów z kategorii: „Świadomość, wiedza ukrywana, tajniki psychologii, relacje i emocje oraz rozwój osobisty i duchowy„. Są to najnowsze wpisy, opisuję w nich prawa wszechświata i moją przygodę z ich poznawaniem i stosowaniem::)
https://kefir2010.wordpress.com/strony-linki/swiadomosc-nowe/

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej