Reklamy

Tag: emigracja zarobkowa

CZY ELITY REALIZUJĄ EKONOMICZNE LUDOBÓJSTWO W POLSCE?!

Prawa wolnorynkowej ekonomii czy raczej celowe ekonomiczne ludobójstwo?

Zwykliśmy uważać, że ludobójstwo to bombardowania, rozstrzeliwania, obozy koncentracyjne, eksperymenty medyczne, sterylizacje i tak dalej. Sama Wikipedia, czyli encyklopedia online, tak definiuje termin „ludobójstwo”:

„Artykuł II Konwencji definiuje ludobójstwo jako czyn „dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:
a) zabójstwo członków grupy
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy.”

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludobójstwo

I do takiego pojmowania terminu „ludobójstwo” jesteśmy przyzwyczajeni. Nie bez powodu – o innych definicjach tego terminu nie mówi się, celowo. Bo to nie wszystko. Dalej Wikipedia, przytaczając II Artykuł Konwencji Genewskiej, definiuje ludobójstwo jako:

„c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego
d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy
e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy”

Czytaj dalej „CZY ELITY REALIZUJĄ EKONOMICZNE LUDOBÓJSTWO W POLSCE?!”

Reklamy
Reklamy

Polskie gminy pustoszeją. Nie tylko brak perspektyw, ale także jakiejkolwiek nadziei..

Cytytat. „Gminę Baborów rocznie opuszcza sto osób, czyli pół sołectwa. Biała rocznie traciła 250 mieszkańców. Opolska prowincja dramatycznie się wyludnia.

  • W mieście nie ma już praktycznie nic. Nawet na rynku trudno kogoś spotkać – przyznaje ze smutkiem Krzysztof, dwudziestolatek z Baborowa. – Starsi to jeszcze mają jakieś tam posady w urzędach, w szkole, ale pracy dla młodych ludzi nie ma żadnej.Co bardziej zaradni już stąd wyjechali do większych miast. Ja też się powoli zbieram.

Rocznie tę 6-tysięczną gminę opuszcza około 100 mieszkańców. – To jakby znikało pół małego sołectwa – wylicza Elżbieta Kielska, burmistrz Baborowa. – Ludzie wyjeżdżają, bo nie mają pracy.

W pobliskim głubczyckim pośredniaku w środę znaleźliśmy zaledwie 12 ofert. Połowa z nich za najniższą krajową. W efekcie w okolicy tanieją mieszkania, w Baborowie można kupić trzypokojowe lokum o powierzchni 71 metrów kwadratowych za mniej niż 100 tysięcy złotych.

  • Ludzi nie stać na ich zakup za gotówkę ani nawet wzięcie kredytu – podkreśla burmistrz Kielska. Ale zaznacza: – Oni by tutaj chętnie zostali, gdyby mieli pracę. Niedawno sprzedawaliśmy 45-metrowe gminne mieszkania do remontu za 20 tys. złotych. Chętnych było bardzo dużo. Ale to jest zupełnie inny pułap cenowy.

Brak perspektyw dotyczy wielu innych prowincjonalnych miast i miasteczek na Opolszczyźnie. Podobnie było w latach 90. XX wieku we wschodnich Niemczech, z których mieszkańcy masowo wyjeżdżali do bogatszych zachodnich landów.

Czytaj też: Smutek opolskiej prowincji

W Korfantowie nawet za atrakcyjną kwotę 110 tys. zł nie sprzedało się 100-metrowe mieszkanie. W Kietrzu dwupoziomowy lokal o pow. 120 m kw. jest do wzięcia za 139 tys. W Opolu podobne nieruchomości kosztują dwa, trzy razy więcej.

  • Podaż mieszkań jest bardzo duża, a popyt mały – przyznaje Lidia Zygmanowska-Picz z agencji nieruchomości Gestor w Brzegu. – Jeśli młodzi ludzie kupują mieszkania, to dlatego, że już wyjechali za granicę i tam na nie zarobili. To też świadczy o tym, że chcieliby tu kiedyś wrócić. Ale jeszcze nie teraz.

Stanisław Szkolny, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Korfantowie, dwoi i się troi. Próbuje znaleźć jakieś zajęcie dla tych młodych ludzi, którzy tu jeszcze zostali. Jest jednak ciężko.

  • Nie ma szans na to, żeby na przykład uruchomić kino, nie stać nas – rozkłada ręce dyrektor. – Nawet o frekwencję na kółkach zainteresowań musimy rywalizować ze szkołami, bo uczniów jest coraz mniej. Nie ma tu przemysłu, a kwiat młodzieży wyjechał.

Mimo to lokalny samorząd utrzymuje jeszcze 18 świetlic, 5 bibliotek i 3 domy kultury. – Nie możemy się poddać, bo wtedy już nic tu nie będzie – mówi Stanisław Szkolny. Coraz więcej zajęć organizuje się tu dla seniorów. Tych akurat przybywa, ale nie jest to powód do radości.

Podobnie jest w większości opolskich miasteczek. Biała była jedną z pierwszych miejscowości, które dotknął taki problem. Od 2002 do 2008 roku liczba ludności spadła tu o około 1,5 tysiąca. Niektórzy zaczęli wręcz narzekać, że miasteczko wymiera.

  • Udało nam się jednak zahamować ten trend – twierdzi Arnold Hindera, burmistrz Białej. – Oddaliśmy do użytku trochę mieszkań komunalnych, przygotowujemy też kąpielisko, żeby ludzie po pracy mieli gdzie przyjść. Sprowadziliśmy też 20 emigrantów z Kazachstanu.

Mimo to i tak zamkniętych zostało kilka sklepów w centrum miejscowości. Ich miejsce zajęły dwa dyskonty. Część mieszkańców żartuje teraz, że to teraz najważniejsze budynki w mieście.

Dr Norbert Honka z Instytutu Politologii UO, który zajmuje się problematyką samorządności i regionalizmu, zgadza się z tezą, że sytuacja na opolskiej prowincji przypomina tę z miast i miasteczek wschodnich Niemiec.

  • W krajach dawnej NRD takie zjawisko obserwowane jest do dziś – zaznacza dr Honka. – Można tam znaleźć piękne, ładnie odremontowane kamieniczki, które w całości stoją puste. W niektórych miastach podjęto nawet decyzje o wyburzeniu całych kwartałów, bo utrzymanie takiej infrastruktury kosztowało zbyt dużo.

W Głubczycach kilka lat temu wyremontowano okazały ratusz. Przy okazji odbudowano w rynku klimatyczne kamieniczki i urządzono mieszkania. Inwestorzy wcale się jednak o nie nie bili. Gmina ogłaszała kolejne przetargi, ale nikt się nie zgłaszał, mimo że oferowano bardzo atrakcyjną cenę – 2 tys. złotych za metr kwadratowy powierzchni. Problemy ze sprzedażą budynków zaskoczyły władze Głubczyc. Wreszcie zdecydowano, że mieszkania zostaną wynajęte policjantom.

  • W Głubczycach ciężko zrobić jakikolwiek biznes. Stąd też ludzie uciekają, gdzie się da – mówi jeden z tamtejszych przedsiębiorców.

Dr Honka zwraca uwagę, że inwestorzy lokują swoje przedsięwzięcia wokół dużych miejscowości, np. Opola (gdzie powstanie niedługo fabryka quadów).

  • Przyjęło się, że to większe miasta będą magnesem przyciągającym pracowników i innych inwestorów – tłumaczy. – Chociaż w woj. dolnośląskim ten trend zaczyna się już zmieniać, tam duże inwestycje powstają np. w okolicach Oławy.

Jego zdaniem trzeba dbać o równomierny rozwój regionu i nie doprowadzać do wyludniania się opolskiej prowincji. – To zadanie dla władz, nie tylko samorządowych, ale i wojewódzkich – podkreśla politolog”

Autor: Tomasz Kapica

Źródło: http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20130509%2FREGION%2F130509546