Reklamy

Tag: dieta

Ta żywność, choć dostępna wszędzie, kompletnie nie nadaje się do jedzenia!

Ta żywność, choć dostępna wszędzie, kompletnie nie nadaje się do jedzenia!

szkodliwa i toksyczna zywnoscPoniższa lista „żywności, której nie powinno się nigdy jeść” to dopiero wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o zdrowe odżywianie.

Oprócz tych podstaw, na której czele stoją produkty mączne, nie tylko zawierające szkodliwe składniki, ale także zostały oczyszczone przemysłowo ze wszelkich wartości odżywczych, są istotne inne kwestie.

Takie jak: szkodliwe kosmetyki, lekarstwa i szczepionki, które zamiast umacniać zdrowie, zabijają, toksyny w wodzie, powietrzu, detergentach.

Piszę o tym od pewnego czasu. Producenci tzw. „żywności”, farmaceutyków, szczepionek, kosmetyków – są w zmowie i tak ustanawiają standardy produkcji, by ludzie chorowali.

Przykładowo:

-lekarstwa na nadciśnienie tętnicze wypłukują potas, a im mniej potasu, tym ciśnienie tętnicze się zwiększa. Więc potrzeba coraz większej dawki leku, potem dodanie drugiego leku, potem dodanie trzeciego i czwartego leku, który będzie leczył objawy uboczne.. Potem tylko śmierć, przedwczesna, bolesna.

-toksyczne kosmetyki powodują, że skóra niszczeje, traci swoją jędrność, stąd potrzeba jeszcze większych ilości kosmetyków gdy osiągnie się wiek dojrzały. Apeluję tutaj szczególnie do młodych Pań, czytających moją stronę, ale będących sceptycznymi wobec artykułów o zdrowiu. Skóra, traktowana toksycznymi kosmetykami, organizm w który pakuje się tony śmieciarskiego żarcia, hektolitry alkoholu i całe kilogramy używek – sypie się po 30, 35 roku życia. Widzę to, niestety, po Paniach z mojego pokolenia (1975-1985).

-zaleca się obecnie dietę opartą na zbożach, jednak mąka z nich jest traktowana brutalnymi metodami przemysłowymi, które sprawiają, że taki produkt nie ma żadnej wartości. W tym nie ma witamin z grupy B. Dodatkowo, gluten zawarty w zbożach (to już zupełnie inna, szersza historia..), może zwiększać ewentualne objawy niedoborów witamin z grupy B, jeśli by one wystąpiły. Taki przeciętny człowiek idzie do lekarza, robi badania, wychodzi mi, że ma niedobory witamin z grupy B. I co mu mówi lekarz? Oczywiście, mówi mu: „musisz jeść pieczywo, makarony, itp, bo one zawierają dużo witamin z grupy B”. Ale skąd lekarz może wiedzieć, jakimi metodami technologicznymi jest traktowana mąka? Albo inaczej: może ten lekarz to wie, i swojej rodziny nie karmi toksycznymi produktami mącznymi, ale Tobie mówi to, co mu każe WHO, rząd, inaczej wyleci z pracy?

Takich przykładów można podawać bez liku.

Autor powyższego wstępniaka: Jarek Kefir
Portal Jarka Kefira na facebooku:

Przeczytaj także obszerny artykuł o odżywianiu i zdrowiu:
Skażona żywność która zabija. “Wojny przyszłości będą praktycznie niewidoczne. Jedyną ich oznaką będzie coraz większa ilość grobów”


A teraz zapraszam na tekst właściwy:

Żywność, której nie powinno się nigdy jeść

dieta pelnoziarnista zalecenia who

Cytuję: „Informacji na temat zdrowego odżywiania jest tak dużo, że przeciętny Kowalski nie jest w stanie się w nich połapać. Istnieją jednak rodzaje żywności, której powinniśmy unikać w każdych okolicznościach, ponieważ jest bezwartościowa i często niesie za sobą zagrożenie dla zdrowia. Oto kilka produktów spożywczych, których nie powinniśmy jeść za często, jeśli zależy nam na zachowaniu zdrowia.

Biały chleb i pszenna mąka są szkodliwe dla zdrowia, ponieważ w procesie przetwarzania pozbawia się je praktycznie prawie wszystkich witamin i minerałów, błonnika i innych ważnych substancji odżywczych. Nasz organizm nie wie jak prawidłowo przyswajać taką żywność, co może w konsekwencji prowadzić do problemów zdrowotnych. Mąka pszenna dodatkowo jest traktowana chlorem i bromem, dwoma trującymi chemikaliami, które łączy się z chorobami tarczycy i uszkodzeniami narządów wewnętrzych.

Gotowe dania mrożone są najczęściej przepełnione konserwantami, zawierają duże ilości soli, utwardzonych tłuszczów i sztucznych barwników. Dodatkowo zazwyczaj są one wstępnie gotowane, co jeszcze bardziej minimalizuje ilość zawartych w nich składników odżywczych. Dlatego najlepiej unikać mrożonek, zastępując je – kiedy tylko się da – świeżymi pokarmami.

Biały ryż, tak jak biały chleb w procesie przetwarzania zostaje pozbawiony większości składników odżywczych. Ludzki organizm radzi sobie dużo gorzej z przetwarzaniem białego ryżu, niż ma to miejsce w przypadku brązowego ryżu, który trawiony jest znacznie wolniej i nie powoduje skoków poziomu cukru we krwi.

Popcorn z kuchenki mikrofalowej – jedna z najpopularniejszych przegryzek, jest zarazem jedną z najmniej zdrowych. Praktycznie każdy składnik tej przekąski – od genetycznie modyfikowanej kukurydzy, poprzez duża zawartość soli, po konserwanty i wzmacniacze smaku, sprawia, że to danie jest niezdrowe i może być przyczyną wielu chorób. Dodatkowo popcorn przygotowany w kuchence mikrofalowej często zawiera diacetyl, substancję, która potrafi zniszczyć płuca.

Mięsne przetwory zawierająca azotany i azotyny – takie jak wędliny, kiełbasy, parówki, boczek, i wiele innych produktów mięsnych, często nafaszerowanych jest azotynem sodu lub innymi konserwantami, które mogą powodować raka i choroby układu krążenia.

Margaryna, także ta ukryta w różnego rodzaju przetworzonej żywności, jest źródłem tłuszczów utwardzonych, których najlepiej unikać. Wbrew powszechnemu przekonaniu – masło i tłuszcze nasycone nie są szkodliwe dla naszego organizmu, zwłaszcza gdy pochodzą od zwierząt karmionych sianem i trawą, zamiast paszami na bazie kukurydzy i soi. Jeśli nie jesteśmy przekonani do tłuszczów zwierzęcych, lepiej zacząć używać oleju kokosowego lub oliwy, niż margaryny.

Mleko sojowe i sojowe substytuty mięsa – to jedno z największych oszustw natury zdrowotnej współczesnych czasów. Poza faktem, że prawie wszystkie produkty sojowe pochodzą z genetycznie modyfikowanych upraw, większość z nich jest przetwarzanych przy użyciu heksanu, czyli substancji chemicznej, która może być przyczyną powstania wad wrodzonych u płodu, problemów z płodnością i chorób nowotworowych. Niesfermentowana soja zawiera bardzo dużo estrogenów, które mogą zaburzyć równowagę hormonalną i są niebezpieczne zwłaszcza dla mężczyzn.

Produkty dietetyczne – wiele z dostępnych obecnie na rynku produktów dietetycznych zawiera sztuczne substancje słodzące, takie jak aspartam i sukraloza, które to substancje podejrzewa się o uszkadzanie układu nerwowego, powodowanie problemów żołądkowo-jelitowych, zaburzanie gospodarki hormonalnej. Wiele z takich produktów zawiera również chemiczne dodatki smakowe, które wypełniają miejsce po tłuszczu i innych naturalnych substancji, które się usuwa, aby obniżyć kaloryczność posiłku.

Źródło: http://tylkomedycyna.pl/wiadomosc/zywnosc-ktorej-nie-powinno-sie-nigdy-jesc

Reklamy

Skażona żywność która zabija. „Wojny przyszłości będą praktycznie niewidoczne. Jedyną ich oznaką będzie coraz większa ilość grobów”

Mamy kolejną aferę w żywności sprzedawanej głównie w krajach Europy wschodniej, w tym w Polsce

Усачевский рынок

Wiadomym jest od dawna, iż z Polski z jednej strony jest wywożona żywność dobrej jakości do krajów zachodu Europy, zaś wwożona jest do nas tania i toksyczna żywność z tegoż zachodu Europy.

Polska jest od dawna rynkiem zbytu dla takich produktów żywnościowych, które nigdy nie zostałyby kupione w takiej Wielkiej Brytanii, nawet przez żyjących z zasiłków muzułmanów. Bo oni też coraz częściej kupują dobrą żywność.

„Polak nie świnia, wszystko zeżre”.

Mamy dwie drogi do wyboru jeśli chodzi o zdrowe (lub nie-) odżywianie, i wywalę teraz prawdę prosto z mostu:

1. oszczędzanie na dobrym żarciu. Wtedy odkłada mnóstwo kasy na: alkohol, papierosy, jaranie, narkotyki, imprezki, i ogólnie, tzw. haj-lajf (czyli: high life, „życie na maxa”). Pierwsze niedomagania zaczną się często po 30-stce. Otyłość, nadciśnienie, pierwsze objawy chorób tarczycy, depresja, czasami cukrzyca.. Ale na 99% lekceważy się te początkowe objawy tego, że organizm gnije już za życia.

W wieku 40, 50 lat ludzie zażywają kilkanaście, kilkadziesiąt tabletek różnych syntetyków na dobę, by żyć. A ich życie będzie się toczyło od kardiologii, po oddział wewnętrzny, po endokrynologię, na onkologii kończąc. Jeśli, Czytelniku, jesteś kobietą – eksploatowanie organizmu narkotykami, stresem i toksycznym żarciem sprawi, że skóra pokryje się zmarszczkami, straci swoją jędrność itp itd, już po 35 roku życia. Wraz z zajebistym wyglądem, zniknie nie tylko zdrowie ogólne, ale także ów imprezowy haj-lajf.

Dziś śmiejesz się ze mnie, że jestem wegetarianinem, nie jem glutenu, że nie można ze mną wyjść na miasto i „normalnie zjeść”, itp. A co będzie za 10, 20, 30 lat? Uśmiech z Twojej twarzy zniknie, pojawi się ból (często fizyczny..), rozpacz i strach przed zbliżającą się śmiercią. Ja się wtedy nie będę śmiał z Ciebie. Będę rozpaczał razem z Tobą. Przecież wszyscy Ci z moich znajomych, którzy dziś sobie wklejają na fejsa słit focie i chwalą się, ile pizzy z mięsem, alkoholu i amfetaminy wchłonęli – nie dożyją nawet 50 roku życia.

Przejdź się nowymi sektorami cmentarza w swoim mieście. Przy napotkanych nagrobkach sprawdzaj datę narodzin i datę śmierci, obliczając wiek spoczywającego w danym grobie denata. Na pewno będziesz zszokowany, jak wielu ludzi już teraz umiera często nie dożywszy nawet 50 roku życia!

Na nowych sektorach cmentarza takie smutne mogiły – znaki tych czasów – są większością. Gdzieniegdzie tylko pojawia się grób staruszki o tak egzotycznym dziś i nie nadawanym już imieniu, jak np Genowefa.

W latach 90-tych XX wieku przeczytałem jedno zdanie, które już na zawsze utkwiło mi w pamięci:

Wojny przyszłości będą praktycznie niewidoczne dla zwykłego zjadacza chleba. Jedyną ich namacalną oznaką będzie coraz większa ilość grobów

Polecam też sentencję męża córki Marii Skłodowskiej-Curie, laureata nagrody Nobla:

Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i tę wojnę przegrywa
~Frederic Joliot-Curie

wegetarianizm i zdrowe odzywianie

2. Inwestowania kasy w dobre żarcie, i oszczędzanie w czasach młodości na szaleństwach, carpe diem, YOLO i tym podobnych ideach które się wciska niczego nie świadomym młodym ludziom.

Przekaz idzie taki:

-„Jesteś młody, więc możesz jeść byle co, właściwie wszystko co jeszcze do Ciebie nie mówi, nadaje się do jedzenia
(w tym podludzkim podejściu przoduje równie podludzka subkultura tzw. „typowych studentów” – nie mam oczywiście na myśli całości spośród wielu milionów studentów w Polsce).

-„Jesteś młody więc masz prawo pić hektolitry alkoholu, wciągać kreski kokainy / amfetaminy tak długie, jak odległość z Placu Zbawiciela w Warszawie ( xD ) do Honolulu, bzykać bez zabezpieczeń wszystko, co nie ucieka na drzewo, itp itd
(i tutaj znów, takie wzorce utrwala się wśród subkultury „typowych studentów” – nie mam na myśli całości spośród wielu milionów studentów w Polsce)

Inwestowanie w dobre żarcie zwróci się w ciągu dekady, dwóch, gdy organizm się przestroi na zdrowy tryb życia, oczyści z toksyn, a Ty będziesz zdobywać wiedzę, mądrość, doświadczenie. Gdyż zdrowy, wolny od toksyn mózg, to mózg sprawny, chłonący więcej wiedzy, szybciej i wydajniej pracujący.
Za mądrością i wiedzą pójdzie więcej doświadczeń, lepsze oferty pracy, i czasami, lepsze zarobki.

dieta bezglutenowa i zdrowe odzywianie

Źródło tu: http://kefir2010.wordpress.com/2013/10/06/buszujacy-w-pszenicy-globalna-zmowa-wokol-glutenu/

Niestety, tak niewielu ludzi w Polsce kojarzy, że:

Rewolucja (zdrowotna, mentalna, polityczna, duchowa) zaczyna się na talerzu
by: AwangardaSmaku

Ostatnio media w Polsce donosiły o dwóch aferach spożywczych. Po soli drogowej, suszu jajecznym, przyszedł czas na zgniłe mięso w eksportowane z Polski do Wielkiej Brytanii. Bez wątpienia mięsa tego używano także w Polsce:

Cytuję: „Polscy inspektorzy sanitarni, prowadzący śledztwo w sprawie skandalu ze sprzedażą koniny, odkryli dużą partię zzieleniałego, gnijącego mięsa nadającego się co najwyżej do produkcji karmy dla psów i kotów. Istnieją podejrzenia, że mięso mogło trafić do sklepów.
(…)

Mięso znaleziono w irlandzkim hrabstwie Monaghan, na terenie ogromnej przetwórni Silvercrest. To w tej właśnie fabryce powstawały mrożone hamburgery, w których na początku 2013 roku znaleziono ślady koniny; hamburgery trafiały do sklepów sieci Tesco, Aldi i Co-op, a także do barów Burger King.

Raport polskich inspektorów sugeruje, że używanie zepsutego mięsa „nienadającego się do konsumpcji przez ludzi” do produkcji przetworów mięsnych jest częścią tej samej afery. Zaprzecza temu irlandzki producent, wspierany zresztą przez władze Irlandii – jego przedstawiciele twierdzą, że mięso było w takim stanie wyłącznie dlatego, że było długo przechowywane na potrzeby kontroli związanych ze śledztwem w sprawie koniny, a na jego jakość wpłynęło wielokrotne rozpakowywanie i badanie go przez inspektorów”

Autor: Felicity Lawrence
Źródło: The Guardian
Źródło polskie: Onet.pl

Podobna afera to ta z podrabianą żywnością w Europie. Podrabiane jest mleko kozie, mąka migdałowa, oliwa z oliwek, pizze mrożone, mięso, ryż basmati. Mafie handlujące toksyczną żywnością zakupują specjalistyczne maszyny służące do fałszowania etykiet i opakowań.

Do cukierków, słodyczy i napojów są dodawane zabronione barwniki, słodziki i aromaty.

Organy kontrolujące jakość żywności ostrzegają, że mogą być ofiary. Mafia igra ze zdrowiem dzieci i alergików.

Skąd się to wszystko bierze? Tutaj wychodzi to, czego przeciętny wyborca Korwina-Mikke, liberał, libertarianin – nie powie.

Gdy kwestia tak ważna i strategiczna dla bezpieczeństwa państwa jak żywność, jest regulowana wyłącznie przez mechanizmy rynkowe – prowadzi to do wyżej wymienionych patologii.

Mechanizmy rynkowe są bardzo proste:

Sprzedać po jak najwyższej cenie towar niskiej jakości wyprodukowany za jak najniższą cenę

Nie ma w tym żadnych filozofii, to prosta, chłopska, nieociosana logika, tzw. prawo wilka. „Zjadaj albo Ciebie zjedzą„.

Mechanizmy rynkowe, co oczywiste, nie eliminują toksycznej żywności sprzedawanej z zyskiem dla korporacji. Pomyślmy trzeźwo i wyobraźmy sobie taką sytuację: Ja mam korporację produkującą żywność. Mój kolega ma korporację medialną, drugi kolega – korporację farmaceutyczną, zaś trzeci kolega – korporację produkującą kosmetyki.

Ja produkuję celowo skażoną truciznami żywność. Daje geld (łapówkę) koledze który ma korporację medialną, by ją zareklamował jako: zdrową, jako modną itp. Potem daje geld koledze mającemu korporację farmaceutyczną, by ten sprzedał farmaceutyki na choroby wywoływane przez skażoną żywność. Potem – kolejny geld dla kolegi – posiadacza korporacji kosmetycznej, by sprzedawał kosmetyki, kremy itp leczące uszkodzoną przez toksyny żywnościowe i farmaceutyczne skórę.

Zaś na samym końcu, koledzy od mediów, farmacji i kosmetyki, dają mi geld od tego, co zarobili na tym, że ja produkuję skażoną żywność. Zauważmy, że w takim układzie, zysk jest generowany wielokrotnie, i każdy jest zadowolony. Szczególnie niczego nie świadomy, ogłupiony klient.

Zadowolony, bo kupił smaczną i „cool yolo” żywność.
Zadowolony, bo obejrzał trybsona w TV z kolorowymi i krzykliwymi reklamami tej żywności, podnoszącymi jego samoocenę (chwilowo..).
Zadowolony, bo dzięki farmaceutykom na jakiś czas uciszył denerwujące objawy chorobowe (ale ich nie wyleczył).
Zadowolony, bo dzięki kremom uciszył np atopowe zapalenie skóry czy wygładził zmarszczki.

Cytuję: „Fałszywy rozwój, druk fałszywych pieniędzy, fałszywy wzrost PKB, wytwarzanie podrobionych towarów i usług.. zmusza nas do spożywania fałszywej żywności, ponieważ nie możemy sobie pozwolić (nie stać nas) na prawdziwy pokarm. Bo nie mamy realnego wzrostu, nie mamy realnej gospodarki, nie mamy prawdziwego przemysłu, mamy tylko podróbki

Nie wierzysz? Uważasz, że to „spiskowa teoria dziejów”, a mechanizmy państwowe uniemożliwiają takie rzeczy?

Poczytaj teksty źródłowe z historii. Nie komiksową książkę w stylu „History 1500 – 2014 for dummies” wydaną w 2014 roku przez Bóg wie kogo. Ale teksty źródłowe pisane przez ludzi, głównie historyków, którzy żyli w danych epokach, doświadczali, i to opisywali.

Autor artykułu, poza cytatami: Jarek Kefir

Warto wspierać niezależne media! Pomoc Was, Czytelników jest kluczowa jeśli chodzi o niezależność stron takich jak moja.

Dotacje są całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe, w przeciwieństwie do różnych “gazetoidów” typu GW czy Rzeczpospolita, gdzie za dostęp do artykułów w internecie trzeba wykupić drogi, comiesięczny abonament lub wysłać SMSa.
Jeśli chcesz wspomóc mnie i to co robię – szczegóły znajdziesz w linku “wsparcie” poniżej:

http://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Gluten zbożowy: ten składnik codziennej diety zabija więcej ludzi niż kokaina i heroina razem wzięte

Gluten zbożowy: ten składnik codziennej diety zabija więcej ludzi niż kokaina i heroina razem wzięte

gluten toksyczna zywnosc

Gluten to białko występujące w zbożach takich jak pszenica, żyto, owies, jęczmień, i inne. Oficjalne, medyczne szacunki mówią, że 28% ludzi go nie toleruje, a u 1% wywołuje celiakię.

Oznacza to, że nawet w świetle oficjalnych, zaniżonych wskaźników, 29% Polaków nie powinno w ogóle spożywać czegokolwiek z glutenem, i natychmiast przejść na dietę bezglutenową.

W rzeczywistości, zboża nie są pokarmem przeznaczonym dla ludzi. Od zarania dziejów strategią przetrwania tych roślin było otumanienie, „znarkotyzowanie” zjadającego je roślinożercy. Tę funkcję właśnie pełnił gluten, czyli białko toksycznie działające na mózg.

Jako ciekawostkę dodam, iż innym białkiem (peptydem) działającym toksycznie na mózg, są priony wywołujące zgąbczenie mózgu i chorobę Creutzfeldta-Jacoba.

Przejście na dietę bezglutenową pomaga wyeliminować wiele problemów zdrowotnych, w tym:

-cukrzycy, bo gluten atakuje trzustkę, powoduje znaczne wahania poziomu insuliny i niepohamowany apetyt na słodycze. Poza tym, zboża jako jedyne pokarmy na świecie, zawierają amylopektynę-A, która jest prawdziwym „cukrem-terminatorem”. Jest ona o wiele większym zagrożeniem dla cukrzyków (i nie tylko) niż nawet czysty, biały cukier.

-problemów psychicznych, bo gluten jest najczęściej używaną neurotoksyną, częściej niż alkohol etylowy, kokaina, amfetamina i nikotyna razem wzięte. Stąd mądrzy Rzymianie przed tysiącami lat ukuli powiedzonko: „plebsowi dać chleba i igrzysk to będzie potulny i posłuszny”. Taktyka chleba i igrzysk jest stosowana do dziś, z tym że dziś substancji zamulających / niszczących mózg jest znacznie więcej. Zaś igrzyska (olimpiady, imprezy piłki kopanej itp) służą egzaltowanemu celebrowaniu martwej, biało-czerwonej dekoracji.

Podczas gdy coś takiego jak państwo polskie nie istnieje od co najmniej 2009 roku, gdy Traktat Lizboński zmienił III RP w unijny protektorat zarządzany z Brukseli i Berlina. W 2014 roku Komisja Europejska przekształci obecną UE w jednolite państwo. Wtedy Polska będzie już nie protektoratem, ale landem owego państwa. Większą autonomię miał Priwiślański Kraj w XIX wieku niż III RP obecnie. Od Ciebie zależy, czy dalej będziesz machającym chorągiewkami „Januszem” (link) jedzącym pizzę, chipsy i inne toksyny, czy wzniesiesz się poziom wyżej..

-problemów z sercem, bowiem toksyna ta rozregulowuje układ krążenia. Czasy, gdy WHO / FAO (organizacje lobbystów farmaceutycznych, przemysłowych, spożywczych) zaczęła promować dietę „pełnoziarnistą” to lawinowy wzrost zachorowań i zgonów z powodu chorób układu krążenia.

-co oczywiste, nadwagi. Po odstawieniu glutenu apetyt na słodycze spada praktycznie do zera, zmniejsza się też apetyt na inne pokarmy. To nieprawda, że mamy spożywać 2500 – 5000 kalorii dziennie. Poza ludźmi wykonującymi niezwykle ciężką pracę fizyczną, nikt tyle kalorii nie potrzebuje. Potrzebujemy witamin, składników mineralnych, aminokwasów, a te można dostarczać przy redukcji dobowej kaloryczności posiłków.

-przejście na dietę bezglutenową otwiera nas na zupełnie nową jakość postrzegania świata, myślenia, odczuwania. Oprócz spokoju i większej stabilności emocji, pojawia się także większe uduchowienie.

Pamiętajmy zawsze pewne zdanie, które powtarza jeden z komentatorów mojej strony:

Rewolucja (polityczna, zdrowotna, mentalna, duchowa) zaczyna się na talerzu

Zobaczmy, co powiedziała na ten temat dr n. med. Edyta Biernat-Kałuża, założycielka Centrum Medycyny Żywienia. Kliknij w poniższy link a następnie uruchom video:

http://kafeteria.tv/Czego-nie-wiesz-o-GLUTENIE-Zobacz-jak-wplywa-na-or-qIfhXvVXePU

gluten szkodliwosc

Przeczytaj więcej cennych artykułów o glutenie, jego szkodliwości, diecie i zbożach:

1. “Buszujący w pszenicy” – globalna zmowa wokół glutenu:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/10/06/buszujacy-w-pszenicy-globalna-zmowa-wokol-glutenu/

2. Gluten zbożowy: trucizna perfekcyjna:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/11/05/gluten-zbozowy-trucizna-perfekcyjna/

3. Chcesz w końcu schudnąć? Przejdź na dietę bezglutenową! Tajemnice dietetyków wychodzą na jaw:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/10/17/chcesz-w-koncu-schudnac-przejdz-na-diete-bezglutenowa-tajemnice-dietetykow-wychodza-na-jaw/

4. Gluten ze zbóż i jego szkodliwość: moja historia:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/10/11/gluten-ze-zboz-i-jego-szkodliwosc-moja-historia/

5. Prawda o zbożach i glutenie: ten niepozorny składnik diety powoduje, że przedwcześnie umieramy!:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/10/05/prawda-o-zbozach-i-glutenie-ten-niepozorny-skladnik-diety-powoduje-ze-przedwczesnie-umieramy/

6. Gluten pszenny zabija Cię na raty.. Czas na rewolucję!:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/10/04/gluten-pszenny-zabija-cie-na-raty-czas-na-rewolucje/

7. Gluten może Cię zabijać, a Ty o tym nie wiesz..:
http://kefir2010.wordpress.com/2013/06/16/gluten-moze-cie-zabijac-a-ty-o-tym-nie-wiesz/

8. Toksyczność mięsa i glutenu zbożowego. “Kefir, to co Ty jesz?!” Odpowiadam!:
http://kefir2010.wordpress.com/2014/01/08/toksycznosc-miesa-i-glutenu-zbozowego-kefir-to-co-ty-jesz-odpowiadam/

Profil Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej na facebooku – klikajcie, lajkujcie, czytajcie:

https://www.facebook.com/celiakia

Autor artykułu, poza wyraźnie zaznaczonymi cytatami i filmem video: Jarek Kefir

Warto wspierać niezależne media! Pomoc Was, Czytelników jest kluczowa jeśli chodzi o niezależność stron takich jak moja.

Dotacje są całkowicie dobrowolne i nieobowiązkowe, w przeciwieństwie do różnych “gazetoidów” typu GW czy Rzeczpospolita, gdzie za dostęp do artykułów w internecie trzeba wykupić drogi, comiesięczny abonament lub wysłać SMSa.
Jeśli chcesz wspomóc mnie i to co robię – szczegóły znajdziesz w linku „wsparcie” poniżej:

http://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Produkty zbożowe są trucizną, ludzie nie powinni ich jeść! Poznaj fakty

Produkty zbożowe są trucizną, ludzie nie powinni ich jeść! Poznaj fakty

dieta odzywianie produkty pelnoziarniste

Od wielu miesięcy staram się uczulić Czytelników, iż ważne jest nie tylko unikanie jak tylko to możliwe, syntetycznych lekarstw. Równie ważne jest też to, co jemy.

Czy jest możliwe, by to, co jemy od dziecka, z czym kojarzą się nam ciepłe wspomnienia, jest zabójczą dla organizmu trucizną?

Tak, jest to możliwe.

Przekonałem się o tym na własnej skórze, gdy sam spróbowałem diety bez glutenu, w sierpniu 2013 roku.

Po 2 tygodniach tej diety pojawiły się już pierwsze efekty. Ich całość, która trwa po dziś dzień, składa się na potężnego, pozytywnego „kopa” jakiego dostałem od życia w kierunku rozwoju. Choć jest to dieta trudna i radykalna, nie łamię jej zasad, gdyż zbyt dużo mi ona dała.

Przede wszystkim chodzi o:
-polepszenie zdolności kognitywnych, twórczych, pamięciowych, lepsza koncentracja
-zmniejszenie poziomu lęku, większy spokój emocji
-odczuwanie poczucia zrozumienia dziejących się na świecie procesów, więcej pozytywnych emocji, większe odblokowanie duchowe – przypadki snów świadomych i lepsze efekty podczas medytacji.

W dzisiejszym artykule przedstawię kolejny szkodliwy składnik zbóż – jest wręcz zabójczy dla cukrzyków, a dla ludzi bez tej choroby – toksyczny.

Obecnie nie ma już zastosowania argument, że wszyscy to jedli i jakoś żyli. Pamiętaj, że te słowa są zawsze słowami przegranych: tych, którzy piją, palą, biorą narkotyki, jedzą śmieci, i umierają w wieku 50 lat. Losy mojego pokolenia będą pod tym względem tragiczne. Już spotykam przykłady facetów w wieku 30, 35 lat, którzy z rozbawieniem mi mówią / piszą: „a weź Kefir nie wydurniaj się, biorę tylko propranolol na nadciśnienie, mniej piję i da się żyć”.

Propranolol na nadciśnienie w wieku lat 30?! A co będzie, gdy przyjdzie 40, 45, 50 rok życia? Ja wiem co będzie. Dojdzie: cukrzyca, choroba tarczycy (bo Czarnobyl), otyłość, jakiś zawał się zdarzy, czy też udar, konieczność brania sterydów, jaska czy zaćma, i do tego depresja i leki na nią..

W latach 70-tych XX wieku tak zmodyfikowano, na drodze krzyżówek, odmiany zbóż, by zawierały więcej glutenu. Wtedy produkty wyrabiane z takich zbóż, były bardziej chrupkie. Czy tę praktykę dyktował tylko rachunek ekonomiczny, czy jest to jeden z przykładów realizacji ludobójstwa w białych rękawiczkach? Łatwiej jest dać niczego nie podejrzewającym ludziom truciznę w tym, co jedzą na co dzień, niż wyłapać ich, zawieźć do obozu koncentracyjnego i tam podać im truciznę..

Na to pytanie nie będę tu odpowiadał, wyliczę tylko szkodliwe substancje, jakie zawierają zboża i wszystkie produkty zbożowe:

1. gluten i gliadyny

Są podstawowymi „zamulaczami”, które osłabiają intelekt, emocje i psychikę setek milionów ludzi na Ziemi. Ich działanie nie ogranicza się jednak do psychiki i samego mózgu. Gluten jako pierwszą, atakuje trzustkę. To wytwarza wahania poziomu insuliny i generuje olbrzymi apetyt na słodycze i ogólnie na pokarmy. Jeśli masz problem ze słodyczami i z nadmiernym apetytem – spróbuj wyeliminować zboża, zamiast katować się przymusem zachowania silnej woli czy farmaceutykami.
Poza tym, gluten niszczy serce i układ krwionośny, i inne ważne narządy ludzkiego ciała. To od momentu promowania przez WHO / FAO diety pełnoziarnistej, notuje się istną epidemię chorób serca i układu krążenia.

To tylko mocno skrótowe przedstawienie problemu glutenu i gliadyn występujących w zbożach.

>>> Polecam artykuły o szkodliwości glutenu zbożowego: Artykuł 1Artykuł 2Artykuł 3Artykuł 4

2. amylopektyna-A

Ten składnik zawierają wyłącznie zboża, nie znaleziono go w innych pokarmach. Amylopektyna-A podwyższa poziom cukru we krwi mocniej, niż czysty, biały cukier. Oznacza to, że produkty zbożowe z dodatkowym cukrem białym, są prawdziwą bombą atakującą nasz organizm.

Polska dieta jest jedną z najszkodliwszych diet na świecie, nie licząc diety Eskimosów. Typowa dieta Polaka to: pieczywo na śniadanie, drugie śniadanie i kolację, makaron, kluski, pierogi bądź coś w mącznej panierce na obiad, a w międzyczasie – ciasta, ciastka, drożdżówki, batoniki, a więc amylopektyna-A dosładzana cukrem. To nie tylko glutenowa bomba, ale także zwykłe, codzienne przekraczanie norm kalorycznych. Człowiek na diecie bezglutenowej nie je aż tyle, widzę to po sobie.

Od siebie dodam, że lekarze zalecają cukrzykom pieczywo, zaś na oddziałach diabetologicznych dieta oscyluje głównie wokół zbóż: makarony, pieczywo, kawa zbożowa. Co o tym sądzicie?

>>> Tutaj ten problem jest opisany szerzej – polecam: Katarzyna Gurbacka blog

3. fenyloalanina

Przedawkowana powoduje depresje, chwiejność nastrojów, itp. Zawierają ją przede wszystkim zboża i mięso, ale też: sery, mleko, itp. W typowo polskiej diecie niezwykle łatwo ją przedawkować, jeśli jeszcze do tego pije się napoje z aspartamem

>>> Polecam artykuł o szkodliwości fenyloalaniny na mojej stronie: Artykuł 1

4. akrylamid

Co prawda nie jest to stricte składnik zbóż, jednak jest powszechny we wszelkich produktach piekarskich. Powstaje on podczas pieczenia / podgrzewania węglowodanów. Jest to jeden z silniejszych kancerogenów (substancji rakotwórczych), powoduje także utratę witalności skóry, co wpływa na urodę. Jest to składnik dość powszechnie znany i to od dawna, więc podam tylko jeden cytat:

Cyt. „Największy udział w ogólnym spożyciu akrylamidu mają frytki (16–30%), chipsy ziemniaczane (6–46%), kawa (13–39%), ciasta, ciastka i herbatniki (10–20%) oraz chleb i inne gatunki pieczywa (10–30%)”
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Akrylamid

Jarek Kefir

Chcesz, by takich artykułów było więcej? I Ty możesz wspomóc efektywność tej strony! To, ile cennych rzeczy się na niej pojawia, może zależeć też od Ciebie. W poniższym linku napisałem co nieco o tym:

http://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

Portal Jarka Kefira na facebooku:

Jesteśmy truci cały czas, ale Twój dietetyk / lekarz Ci tego nie powie..

W czym tkwi tajemnica odchudzania, diet i zdrowego odżywiania?

produkty pelnoziarniste czy sa zdrowe

W tym artykule z portalu Akademia Witalności przedstawiona jest pewna ciekawa koncepcja dotycząca tematyki diety, odchudzania i otyłości.

Nasza cywilizacja jest cywilizacją permanentnie cierpiącą na otyłość, mimo tego, że oficjalny model oparty na tzw. „produktach pełnoziarnistych” ma zapewnić zdrowie ciała i ducha. Jednak nie zapewnia. Gdyby przyjrzeć się temu bliżej – jest wręcz dokładnie odwrotnie.

Od lat 90-tych XX wieku, czyli odkąd zaczęto promować dietę opartą o produkty pełnoziarniste, notuje się istną epidemię następujących schorzeń:
-otyłości i nadwagi
-chorób serca i układu krążenia
-chorób emocji i psychiki
-chorób neurodegeneracyjnych

Faktem jest, iż zboża od zarania dziejów były pokarmem niewolników bądź niepiśmiennych chłopów. Tradycja rozdawania prostactwu chleba, by się nie buntowało, ma tysiące lat (Cesarstwo Rzymskie).

Organizmy zbóż, produkując takie a nie inne szkodliwe substancje, bronią się przed roślinożernymi zwierzętami. Zamiast zabijać na miejscu, jak wilcza jagoda, zboże produkują takie substancje, by roślinożerce maksymalnie zamulić uśpić, pozbawić witalności i niemal wszystkich sił życiowych. I tym samym – odwieść stado roślinożerców od dalszego spożywania zbóż na danej łące.

Przez chichot historii, a dokładnie przez rządzę władzy nad tłumem, zboża zostały włączone do menu ludzi. Właśnie po to, by ich uśpić, osłabić ich zdolności samodzielnego myślenia, itp. Szlachta, elity państwowe, religijne, władcy – oni nigdy nie jedli zbóż, woleli za to mięso. Które co prawda, dodaje niesamowitej energii i siły, ale kosztem innych funkcji organizmu. Jednak to temat na zupełnie osobny artykuł.. Tutaj nie poruszam kwestii bioetycznych i zdrowotnych dotyczących jedzenia mięsa, a też są one istotne.

Przeczytaj także inne ważne artykuły o dietach, zdrowym odżywianiu i żywności na mojej stronie:
“Buszujący w pszenicy” – globalna zmowa wokół zbóż
Właściwa dieta jest niezwykle ważna w chorobach przewlekłych!
Polscy lekarze: “Nieprawidłowa dieta zwiększa o 50% ryzyko nowotworów” – mamy potwierdzenie!
Niewiedza bywa zabójcza. Poznaj fakty o współczesnych odmianach zbóż
Jak usprawnić funkcje umysłowe, poprawić nastrój, odżywić swój mózg? Proste i skuteczne sposoby!
Polacy jedzą coraz mniej szkodliwych zbóż. Poszli po rozum do głowy! Ofensywa propagandowa branży zbożowej

skuteczna dieta odchudzajaca

Czego nie powie Ci Twój własny dietetyk?

Cyt. „Wciąż walczysz z nadwagą stosując coraz to inną dietę, a kilogramy uparcie wracają? Liczysz kalorie i masz już tego serdecznie dość? Otóż… zrobiono Cię po prostu w konia! Współczesna dietetyka oparta jest od lat 30-tych ubiegłego wieku na pewnej sprytnej półprawdzie, nikt Ci tego nie mówił?  W takim razie z przyjemnością dzisiaj wyjaśnię Ci o co chodzi. Tego nie przeczytasz w Wikipedii. Dowiedz się i przekaż każdemu kogo znasz.

Wszystkie diety odchudzające polegają z reguły na liczeniu kalorii. Kalorie, kalorie, kalorie… wszędzie ich w mediach pełno. Zapytaj kogo chcesz co zrobić aby schudnąć, a wszyscy odpowiedzą tak samo, jak taki nie przymierzając dobrze zaprogramowany komputer: aby schudnąć bilans energetyczny musi być ujemny, musisz zacząć spalać więcej kalorii niż przyjmujesz. Powiedzą to wszyscy, od zwykłego Kowalskiego aż po wszystkich dietetyków i lekarzy. Należy ograniczyć kalorie jednocześnie starając się spalać ich jak najwięcej i to wszystko. Wszystko? Czyżby? Skąd się wzięło takie przekonanie? I dlaczego nikt nie mówi całej prawdy, lecz jedynie półprawdę? No cóż, jak nie wiadomo o co chodzi, to o chodzi o pieniądze. Na dużą skalę tak naprawdę. Zawsze tak jest i w tym przypadku również.

Twój dietetyk nie powie Ci całej prawdy.

Dlaczego? Bo nie tego go uczyli na studiach. Otóż cała współczesna dietetyka i proponowane przez nią diety odchudzające opierają się na założeniach opracowanej w latach 30-tych ubiegłego wieku teorii zwanej od nazwisk jej twórców JOHNSTON & NEWSBOROUGH HYPOTHESIS czyli hipotezą Johnstona i Newsborough – pracowników Uniwersytetu w Michigan, USA.  Teoria ta zakłada, że spożywając mniej kalorii niż potrzebuje ciało, ciało spali tłuszcz, który magazynuje.

Przy powszechnym poklasku mediów teoria ta jest do dzisiaj wtłaczana nam codziennie do mózgu jako ta jedynie słuszna, a na jej podstawie wyrosły potężne, warte na dzień dzisiejszy miliardy dolarów gałęzie przemysłu: jedna produkująca odchudzającą (zero tłuszczu, zero cukru itp.) żywność oraz druga gałąź produkująca rozmaite suplementy dla odchudzających się – spalające tłuszcz, przyspieszające metabolizm itd. Wszyscy na potęgę zaczęli nagle liczyć kalorie, ćwiczyć (co akurat jest dobre), kupować dietetyczną żywność i łykać tabletki przyspieszające spalanie. Powinno wszystko działać. A tymczasem często (najczęściej!) nie działa.

Dlaczego ta teoria jest tylko sprytną półprawdą?

Ponieważ fakty mówią same za siebie. Rozejrzyj się dookoła. Od czasów opracowania tej teorii minęły 3 pokolenia. To wystarczająco długo, aby móc wyciągnąć wstępne wnioski, prawda? Otóż 3 pokolenia później mamy więcej niskotłuszczowych i niskowęglowodanowych pokarmów niż nam się śniło: napoje light ze słodzikiem zero kalorii, jogurty 0% a nawet czekoladę bez cukru i margarynę zawierającą połowę kalorii. W napędzanej medialnie euforii tłuszczofobii i węglowodanofobii cały świat rzuca się następnie jak wygłodniałe zwierzę na wysokobiałkową z kolei dietę niejako Du(p)kana, czym rujnuje (jeśli jeszcze nie zrujnował) sobie zdrowie obok utraty (niestety niekoniecznie na stałe) kilku zbędnych kilogramów. Pomimo tego liczba grubasów nie maleje, lecz sukcesywnie rośnie, a schudnąć jest coraz trudniej. Od lat 70-tych spożycie tłuszczów na głowę zmalało od 40% do 34%, jednocześnie nastąpił wzrost zjawiska otyłości z 14% populacji do 22%. Gdzie więc tkwi haczyk?

dieta i dietetycy

Oparcie odchudzania jedynie na teorii bilansu energetycznego jest jak sprzątanie domu tylko na środku, podczas gdy po kątach kłębią się koty kurzu, a potem wszyscy się dziwią, że domownicy chodzą i kichają  w takim czystym niby domu. Prawda jest taka, że ocenianie diety odchudzającej na podstawie kalorii a nawet tak ostatnio modnego stosunku białek do tłuszczy i węglowodanów (diety Atkinsa, Du(p)kana, Kwaśniewskiego itd.) to jak ocenianie człowieka jedynie po wyglądzie. Jednak oprócz tego co oczywiste i możliwe do zaobserwowania gołym okiem kryją się różne zjawiska, których nie widać, ale to wcale nie znaczy, że ich nie ma.  Teoria bilansu kalorycznego powstała 80 lat temu i czas zmienić swoje podejście do odchudzania. Jeśli nie chce tego zrobić twój dietetyk – zrób to sam dla własnego dobra. Bilans energetyczny jest owszem ważny, ale nie wyczerpuje niestety tematu. Kalorie, białka, tłuszcze i węglowodany to naprawdę nie wszystko.

Dlaczego ta teoria jest już dziś niewystarczająca?

Zacznijmy od tego, że 80 lat temu chemizacja życia nie była tak powszechna jak teraz. Na każdą porcję obcych chemicznie substancji dostarczanych drogą pokarmową, oddechową lub transdermalną (przez skórę) organizm reaguje, ponieważ substancje te zaburzają jego naturalną homeostazę (równowagę). Musi te szkodliwe substancje jakoś zneutralizować i zmetabolizować, jeśli zaś okazuje się to niemożliwe, stara się je upchać jak najdalej od Twoich żywotnych organów, czyli pod skórę. Używane dzisiaj obficie w rolnictwie, przetwórstwie spożywczym czy kosmetycznym chemikaliaz jakimi notorycznie stykamy się na co dzień są dobrze rozpuszczalne w tłuszczach. Twój organizm tworzy nadprogramową tkankę tłuszczową nie po to by zrobić Ci na złość, lecz po to, by zachować Cię przy życiu. Niestety nie wszystko jest usuwane wraz z moczem, potem i kałem.

8 powodów dla których stare teorie już się nie sprawdzają

Jeśli oprócz żywienia nie zmienisz w swoim życiu niczego (np. kosmetyków, środków czystości, przedmiotów z którymi styka się Twoja skóra) to możesz tak walczyć z nadwagą w nieskończoność, a w końcu weźmie ona i tak górę prędzej czy później. Jeśli nie jesteś gruby teraz masz znaczne szanse być grubym na starość. Pod warunkiem, że jej dożyjesz.

Dlaczego? Bo 80 lat temu:

tajemnice dietetykow i odzywiania1. nie było tak naszpikowanych chemią środków piorących, czyszczących, kosmetyków pielęgnacyjnych i do makijażu. W domu używało się sodę oczyszczoną, boraks, szare mydło, a do pielęgnacji urody proste w składzie kremy oparte na naturalnych substancjach lub pochodzące z natury olejki (rycynowy, arganowy, kokosowy itd.), w kosmetykach do makijażu nie królowały tak jak dzisiaj toksyczne substancje będące produktami przemysłu petrochemicznego, lecz przeważały substancje czerpane z natury. Media i producenci zrobili nam wodę z mózgu wmawiając nam, że do każdego rodzaju plam należy zakupić inny środek. Skończy się na tym, że nam wmówią, iż potrzebujemy osobne mydło do każdej części ciała.

zdrowie i choroby2. Nie było w użyciu tyle leków i suplementów diety z dodatkiem syntetycznych wypełniaczy, barwników, aromatów i słodzików. Ostatnio robiąc zakupy w aptece internetowej dostałam jako gratis tubę musującego wapna z witaminą C firmy „Zdrovit”. Niestety „Zdrovit powinien zmienić swoją nazwę na bardziej adekwatną„Chorovit” – w składzie tego musującego „zdrowotnego” cudeńka znajdował się między innymi cyklaminian sodu jako substancja słodząca. Nie wiem na cholerę to w ogóle słodzić, ale jak dla mnie to nie tykam niczego jeśli nie jest słodzone wyłącznie bezpiecznymi naturalnymi poliolami (erytrytolem lub ksylitolem) ew. stewią. Oczywiście gratisik z chemiczną wkładką powędrował do śmietnika. Nie miałam sumienia obdarować nim nikogo, kogo znam. Nie mam wokół siebie ludzi, którym bym źle życzyła.

.

pestycydy w rolnictwie3. Ludzie nosili ubrania i buty w większości z naturalnych włókien i surowców, nie było włókien sztucznych w powszechnym użyciu (odzież z syntetyków, nylonowe wyroby pończosznicze dla kobiet, buty ze sztucznej skóry itd.). Bawełna z której produkowano odzież nie była tak jak dziś pryskana pestycydami, a środki do barwienia, wybielania i konserwacji tkanin będących przez 16 godzin na dobę w kontakcie z Twoją skórą nie były tak agresywne jak dzisiaj.

chemia w zywnosci4. Nie było w sklepach żywności tak potwornie jak dzisiaj naszpikowanej chemikaliami – konserwantami, emulgatorami, barwnikami, sztucznymi aromatami, syntetycznymi słodzikami, spulchniaczami, tłuszczami uwodornionymi, syropem fruktozowo-glukozowym itd. Na dzień dzisiejszy lista dodatków spożywczych do żywności dopuszczonych w Unii Europejskiej wynosi ponad 1,5 tysiąca substancji. Dopuszczone jednak przez jakąś instytucję do przemysłowego użytku  nie znaczy obojętne dla Twojego organizmu. Czas nazwać rzeczy po imieniu.

zdrowie i zywnosc5. Nie było żywności w puszkach wyścielonych od wewnątrz toksycznym bisfenolem A, nie było w użyciu papieru termoczułego zawierającego Bisfenol A (paragony, faksy, bilety wstępu, wydruki z terminali płatniczych itd), a wody nie piło się z plastikowych butelek, lecz ze szklanych, nie karmiło się też niemowląt z plastikowych butelek zawierających bisfenol A, nie używało się plastików w kuchni ani folii do żywności zawierających bisfenol A.

Dzieci nie bawiły się zabawkami z plastiku lecz z drewna. Dupska nie wycierało się im chusteczkami nasączonymi chemikaliami ani też fikuśnym papierem toaletowym z nadrukowanymi kwiatkami, pachnącym syntetycznym aromatem rumianku, tylko zwykłym niebielonym szarym. Kobiety nie używały przez kilka dni w miesiącu mających styczność ze skórą i śluzówkami tamponów i podpasek bielonych chemikaliami lub nasączonych syntetycznymi substancjami zapachowymi.

szkodliwa zywnosc6. Mięso zwierząt rzeźnych nie zawierało hormonów i antybiotyków (światowa produkcja antybiotyków dzisiaj to 90% dla zwierząt i 10% dla ludzi), krowy nie były karmione paszami przemysłowymi z ziaren spryskiwanymi obficie pestycydami lub mutowanych transgenicznie (GMO), lecz pasły się jak Pan Bóg przykazał czyli żrąc trawę stworzoną dla nich do tego celu przez Stwórcę.

zdrowe odzywianie7. Mleko dostępne w sprzedaży było naturalne i surowe (podlegające naturalnej fermentacji, a nie gnijące na śmierdząco), czyli nie było pasteryzowane. Jednak dzisiejsze mleko pochodzące od przemysłowo hodowanych w ścisku i tłoku krów MUSI być dzisiaj pasteryzowane bo ryzyko zakażeń silnie w takich warunkach wzrasta. W takim mleku pływają miliony trupów zabitych podczas pasteryzacji bakterii, z którymi nasz organizm nie bardzo ma co zrobić.Takie mleko nie ma nic wspólnego z prawdziwym świeżym mlekiem od hodowanej na wsi krowy.

Nie mówiąc o tym, że pasteryzowane mleko ma zmienioną pod wpływem wysokiej temperatury strukturę komórkową (na mleku przegotowanym cielaki po maksimum trzech miesiącach… zdychają). Czy zdrowej na umyśle kobiecie przyszłoby do głowy nakarmić swoje niemowlę swoim przegotowanym mlekiem? Skoro nie to czemu sama pije pasteryzowane mleko krowy? Antybiotyki, hormony, pestycydy – oto co dzisiaj naukowcy znajdują w ciałach nowo narodzonych dzieci.

  1. Przy produkcji płodów rolnych nie stosowano tak powszechnie chemikaliów: pestycydów, herbicydów i innej maści -cydów, uprawiało się na kompoście stworzonym przez Matkę Naturę. A żywności transgenicznie mutowanej (GMO) nie było wcale, ani dla ludzi ani do karmienia zwierząt rzeźnych. Przy czym z warzyw i owoców można w dużej części domowym sposobem usunąć pozostałości pestycydów, zaś szkodliwe substancje z mięsa i mleka są praktycznie nie do ruszenia.

Często te same substancje (np. karbaminiany) stosuje się zarówno jako pestycydy przy uprawie roślin jak też i podaje przemysłowo hodowanym zwierzętom, aby szybko przybrały na wadze i były szybko gotowe do sprzedaży.

Lekarze przepisują karbaminiany również ludziom jeśli nie mogą oni przytyć. Karbaminiany zaburzają wydzielanie hormonów kontrolujących wagę ciała (tak, dobrze czytasz: hormonów kontrolujących wagę, jeśli wydawało Ci się, że jedynie Ty ją samodzielnie kontrolujesz swoim liczeniem kalorii to jesteś w błędzie). Człowiek nie świnia, wszystko zeżre – znasz to powiedzenie? Jedząc konwencjonalnie uprawiane rośliny, przetworzoną przemysłowo żywność i mięso ze sklepu jesteśmy notorycznie narażeni na spożywanie tuczących karbaminianów. Najpierw jedzą je zwierzęta i podlewane są nimi roślinki, a potem my to jemy.

mieso jest szkodliwe

Teraz rozumiesz dlaczego coraz trudniej jest w dzisiejszych czasach utrzymać prawidłową wagę ciała?

Kalorie to nie wszystko!

Aczkolwiek teoria bilansu kalorycznego nie straciła na aktualności, jednak spójrzmy prawdzie w oczy – jest już przestarzała i nie nadąża za rozwojem naszej chemicznej cywilizacji. Obecną epidemię otyłości z toksycznymi chemikaliami używanymi w rolnictwie, przetwórstwie spożywczym, kosmetykach i produktach chemii domowej wywołał nie tylko dodatni bilans energetyczny. Kalorie to naprawdę nie wszystko! Jestem na to żywym, chodzącym dowodem.

Pod okiem dietetyka z popularnego serwisu internetowego udało mi się z wielkimi bólami schudnąć jedynie 4 kg w 2 miesiące ograniczając kalorie. Kiedy rzuciłam tą dietę i zaczęłam drążyć temat wychodząc poza pudełko do którego wtłoczyły nas media na spółkę z dietetykami niczym do jakiegoś matrixa, zaczęło mi coś świtać…

Zmieniając zasady gry na dostosowane do współczesnych, nasączonych z każdej strony chemią realiów – bez większego trudu moje ciało pozbyło się 11 kilogramów w mniej więcej takim samym czasie. Po prostu uznało, że nie ma powodu dalszego utrzymywania podskórnego magazynu śmieci. A jadłam same smakowitości (lecz nie te z poprzedniego stylu życia) i ruszałam się tyle co zawsze. Jest jeszcze bonus jakiego nie dała mi żadna oparta na starych zasadach dieta. Skóra zrobiła się napięta i młoda jak z obrazka, cellulitu i pryszczy brak, od tamtego czasu nie choruję, nawet na katar.

Jeśli wychodzisz z założenia, że „człowiek ma zdolności adaptacyjne” albo że „organizm sam się dopasowuje do otoczenia” to wiedz, że najlepsze efekty są wtedy, gdy samemu ruszysz głową, tyłkiem i resztą i pomożesz organizmowi nie zmuszając go do jakiejkolwiek adaptacji na siłę.

Adaptacja na siłę może się bowiem przykro skończyć: destrukcją ciała już nie tylko na zewnątrz, ale i… od środka. Nadwaga, pryszcze czy cellulit to przy tym tak naprawdę małe piwo – te defekty kosmetyczne to pierwszy sygnał ciała, które mówi „nie traktuj mnie tak, proszę, nie dowalaj mi do pieca bo nie daję rady”.

Te wszystkie chemiczne substancje powodują wzrost acydozy czyli zakwaszenia organizmu. W nienaturalnie kwaśnym środowiskuorganizm uruchamia mechanizmy obronne odkładając tkankę tłuszczową gdzie magazynuje śmieci (nota bene ten osławiony cellulitto jak wspomniałam pierwszy sygnał od naszego ciała, że robimy coś nie tak, w gruncie rzeczy jest to dla Matki Natury niewielki problem i pozbyłam się go raptem w parę tygodni – bez drogich kosmetyków, bolesnych masaży i tym podobnych ściem o których może Ci powiedzieć każda napotkana kosmetyczka). Z czasem jednak to nie wystarcza i wtedy już jest kiepsko: rozwijają się liczne choroby, zaczynają nam szwankować narządy, z czasem po prostu gniją od środka (fachowo to się nazywa nowotwór – nie chcę myśleć co by się stało w miejsce cellulitu i pryszczy gdybym się w porę nie przebudziła!).

Mimo to diety proponowane przez dietetyków wciąż z oślą upartością skupiają się na liczeniu kalorii lub na proporcjach białka/tłuszcze/węglowodany, a nie na przywracaniu równowagi kwasowo-zasadowej poprzez eliminację toksyn z pożywienia, otoczenia i kosmetyków. Jednym z warunków koniecznych by tą równowagę organizmowi przywrócić jest właśnie nie tylko dbałość o alkalizujące, naturalne pożywienie, ale też „czujność chemiczna” czyli dbałość o to z czym stykamy się na co dzień. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. I to nie jest żadna schiza, tylko niestety w takich parszywych czasach żyjemy (patrz punkty 1-8, a to i tak jedynie zajawka i szkic).

Gdy zwrócisz się o pomoc do dietetyka ten powie Ci, że może Ci pomóc z nadwagą, ale z pryszczami czy cellulitem udaj się do kogo innego. Gdy zwrócisz się o pomoc do Matki Natury ta przygarnie Cię z powrotem na swoje łono niczym syna marnotrawnego i odda Ci z powrotem wszystko: piękną sylwetkę, promienną cerę, jasność umysłu, mocne paznokcie, lśniące włosy… masz jeszcze coś na swojej liście życzeń? Matka nigdy niczego nie odmawia swojemu dziecku, wal śmiało.

Co robić i od czego zacząć?

Za każdym razem gdy zamiast przetworzonej przemysłowo karmy (pudełkowanego jedzenia nie sposób nazwać niestetypożywieniem, bo niczego wielce pożywnego tam nie znajdziesz) lub nowoczesnego kosmetycznego gadżetoidu wypełnionego chemią decydujemy się na użycie czegoś pochodzącego od natury – tak naprawdę robimy naszemu organizmowi olbrzymią przysługę!

Zamiana jedzenia na nieprzetworzone nie jest trudna do wykonania i można to zrobić praktycznie z dnia na dzień, ale już używanych do tej pory przedmiotów, (kosmetyków, środków czystości i higieny itd.) nie zmieni się tak z dnia na dzień. Jednak każdy nawet najmniejszy nasz wysiłek szybko zostanie nagrodzony. Nie wystarczy usiąść na tyłku narzekając „dzisiaj chemia jest we wszystkim” i czekać aż się coś samo zmieni. Nic się nie zmieni tam gdzie w grę wchodzą duże pieniądze i zyski dla państwa. Tyłek niestety trzeba ruszyć samemu i zacząć samemu zmieniać swoje otoczenie na tyle, na ile jest to tylko w naszej mocy. Wymieniaj po kolei wszystkie rzeczy jakich używasz na naturalne. Mnie to zabrało kilka tygodni, w takim tempie bowiem rotują w moim domu środki higieny, proszki, środki czystości, kosmetyki itd. Niektóre te najbardziej toksyczne wyrzuciłam od razu do śmieci, niektóre nieco później. A następne kupiłam (lub zrobiłam samodzielnie tanim kosztem) już naturalne.

Gdy przestaniemy coś kupować, to producenci przestaną to produkować. Chyba, że jest to coś naprawdę zdrowego – wtedy zamiast w spożywczym towar zmieni sklep na ten ze zdrową żywnością, ale z rynku nie zginie. Bardzo zdrowa i cenna odżywczo kasza jaglana (jak ją pamiętam z dzieciństwa bo matka często mnie po nią posyłała do sklepu) była kiedyś w każdym pobliskim spożywczaku, dzisiaj kupisz ją tylko w sklepie ze zdrową żywnością. Spożywczakom nie opłaca się sprowadzać jaglanki, bomodny jest teraz ryż. Białego oczywiście schodzi a jakże – najwięcej, podobnie jak białego chleba, białych bułek, słodkich jogurcików, napojów gazowanych, lodów z Dodą na opakowaniu i rzecz jasna słodyczy. Oczywiście wszystko to jest modne i w dużej mierze reklamowane w TV, ale żaden z tych produktów nie jest naturalny, każdy z nich został przetworzony ludzką ręką przy użyciu takich czy innych chemikaliów.

To my mamy wybór, to my decydujemy. Daliśmy się ogłupić i wpuścić w maliny. Przemysłowcy zrobili z nas tuczne zwierzęta podobnie jak zrobili to najpierw ze zwierzętami hodowlanymi. Naprawdę nie musimy wyprodukowanej przez nich karmy kupować.Nie jesteśmy zwierzętami i nie dajmy się tak traktować.

dieta i odzywianie

Dodatki do żywności oszukujące nasze zmysły i dodatki do kosmetyków oszukujących naszą skórę w dużej mierze pojawiły się dopiero niedawno, ale trzeba co najmniej trzech pokoleń by stwierdzić czy coś jest naprawdę nieszkodliwe. Tymczasem instytucja, która dopuściła te świństwa do stosowania w produkcji przemysłowej ma to wszytko w du…żym poważaniu, bo za trzy pokolenia na stołkach instytucji będzie już ktoś inny, oni nie poniosą żadnej odpowiedzialności, liczy się to, że dzisiaj dostają sute pensje na koszt podatnika. Tamci przyjdą to wycofają jak sprawa się rypnie i tyle. Po tych dodatkach w żywności się do toalety od razu przecież nie biegnie, więc tak szybko się nie wyda, a póki co kaska leci.

Uświadom sobie, że tak to funkcjonuje. W truskawkowym szejku z fast fooda nie ma ani grama truskawki ani mleka, jest to jedynie kompozycja odpowiednio dobranych chemikaliów, a jednak ktoś na to zezwolił, a  każdy ze składników jest legalny i w odpowiednich ilościach dozwolony. Dozwolony przez ludzi, ale nie przez naturę. Tej się nie da oszukać, nie da się z nią kupczyć. Zgłosi się po swoje kiedy przyjdzie na to czas.

Wybieraj zatem nie karmę a pożywienie, a czerp je prosto z rąk Matki Natury, nie z rąk zachłannych ludzi. Wybieraj to, co przed nami przetestowali na sobie nasi przodkowie przez wiele pokoleń. Swoje „nowoczesne” żywieniowo-kosmetyczne wynalazki niech sobie producenci wsadzą tam gdzie słońce nie dochodzi. W dupę krótko mówiąc.

Pamiętaj, że Stwórca jest dzisiaj jedynym producentem żywności, któremu warto zaufać. Człowiek nie. Zbyt często bowiem opanowany jest on żądzą zysku. Bozia nigdy nie działa z chęci zysku dlatego wybierajmy pożywienie naturalne – takie jakie dla nas natura przygotowała, bo tylko takie zostanie przez nasz organizm przyjęte z wdzięcznością. Do spożywania takiego zostaliśmy zaprojektowani.

Tylko nie przeginaj w drugą stronę – to grozi stresem!

Oczywiście, że nie da rady dzisiaj żyć pod szklanym kloszem i nie chodzi tu o to by wpadać w jakąś ortoreksję albo chwytać w sklepie paragon od kasjerki tylko ręką ubraną w ochronną rękawiczkę z powodu Bisfenolu A. Bądźmy realistami. Nie dajmy się zwariować ani też zestresować. Najważniejsze jest by uświadomić sobie, że masz wybór i  poczuć, że chcesz tego wyboru dokonać, nie że musisz go dokonać.

Nie będzie fajnie, jeśli w restauracji po wybraniu świeżej sałatki w miejsce zwyczajowego kebaba z frytkami zaczniesz nagle zastanawiać się, czy aby ta sałata jest organiczna (hodowana bez chemii) – odpręż się i po prostu ją zjedz, bo… stresy zakwaszają równie mocno jak chemikalia.

Właśnie jestem w trakcie czytania arcyciekawej lektury (niestety nie jest dostępna w języku polskim), książki doktora Gabriela Cousens’a (tak, to ten sam, który w dokumentalnym filmie „Po prostu na surowo” wyleczył surowymi warzywami w 30 dni pod okiem rejestrującej wszystko kamery aż ośmiu chorych z cukrzycy, w tym jednego z typu I, a pozostałych z typu II). Książka nosi tytuł „Conscious Eating”(czyli świadome jedzenie).

medycyna i dieta

Zdam relację wkrótce. Jest tam bardzo dużo jeszcze innych rzeczy, których nie powie Ci Twój dietetyk. Stay tuned czyli nie odchodźcie od odbiornika!

Autor: Marlena

Źródło: akademiawitalnosci.pl

Przygotowała: nika_blue

Trująca żywność, która zabija Cię na raty. „To rezultaty zabawy w pana Boga”

Żywność która Cię zabija na raty. „To rezultaty zabawy w pana Boga”

„Naukowcy” uważają się za Pana Boga i „poprawiają” naturę. Rezultaty tej działalności nie dały na siebie długo czekać.

Początek to nawozy sztuczne. Do gleby wprowadza się więc 34 składniki mineralne, i przestaje używać naturalnych metod nawożenia. Przemysł chemiczny i firmy produkujące te nawozy, mają ogromne zyski, zaś nawozu naturalnego, czyli obornika, nie ma gdzie wylewać. Nikogo już nie obchodzi, że nawóz naturalny ma w składzie prawie że 60 różnych ważnych substancji mineralnych i organicznych. Nie istnieje nawóz sztuczny który by te składniki z powodzeniem zastępował!

Rezultat używania nawozów sztucznych to fakt, że po około 10-20 latach ziemia jest niemal całkowicie jałowa. I to do tego stopnia, iż w USA stosuje się obecnie jedynie bronowanie płytkie, ponieważ tradycyjne oranie jest pozbawione sensu: gleba po prostu nie istnieje! Jest tam obecny wyłącznie piach. Ponadto, ów piasek nie zatrzymuje wilgoci, więc potrzebne jest ciągłe nawadnianie pól uprawnych. Do wody jest dodawany koktajl chemikaliów i rośliny te jakoś rosną..

Osoby o wyszukanym poczuciu smaku widzą, że coś tu jest nie tak. Płody ziemi mają inny smak. I jest to oczywiste: jeśli zamiast 60 niezbędnych składników, te owoce i warzywa mają ich około 45. Już nie warto mówić o radykalnym zmniejszeniu wartości odżywczych..

Poza tym należy wspomnieć tutaj o modyfikacji (skażeniu) genetycznym. Ma ona w założeniu ulepszać właściwości płodów ziemi. Stworzono więc gatunek pomidorów, który jest twardy, nie posiada smaku, bądź posiada smak pomidorów niedojrzałych, nawet po wielu dniach leżakowania.

Tego typu zmodyfikowane genetycznie pomidory mogą być składowane dużo dłużej. Leżą więc one na półkach sklepowych tygodniami, i nie mogą się zepsuć.. Psują się one w zupełnie odmienny sposób, niż zwykła odmiana pomidorów. Zaczynają być widoczne czarne plamy, które obejmują coraz większą część pomidora. Aż w końcu pozbywamy się i tak tego mało odżywczego warzywa.

„Poprawia się” teraz genetycznie także kukurydzę. Jest nawet o to już spór dość poważny. Europa nie życzy sobie takiej kukurydzy, a Stany Zjednoczone starają się zmusić Europę do nabywania tej genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy. Ani przez chwilę nie powinniśmy wątpić że taka kukurydza jest gorsza od naturalnej, a nawet bardzo szkodliwa na dłuższą metę.

Kontrowersyjna jest także sprawa mleka. Na opakowaniach pisze się, że jest ono wzbogacone witaminą A i D, oraz że jest pasteryzowane i homogenizowane. W tych sformułowaniach kryje się bezczelne łgarstwo! Po pierwsze, normalnego mleka nie trzeba „wzbogacać” witaminami, gdyż normalnie ono je zawiera. Tymczasem z mleka usuwa się naturalne witaminy i zastępuje syntetycznymi. Na tym polega to „wzbogacenie”. Mało kto wie, że witaminy syntetyczne są prawoskrętnymi związkami organicznymi, podczas gdy naturalne są lewoskrętne. Polega to na tym, że budowa cząsteczki syntetycznej jest jakby „zwierciadlanym” odbiciem budowy cząsteczki witamin naturalnych. Niby to jest to samo, ale nie jest. Przy czym witaminy syntetyczne są zwykle szkodliwe dla organizmu, a nie pożyteczne. To tyle o „wzbogaceniu”. Starsi pamiętają, że pasteryzacja polega na podgrzewaniu do 80 stopni Celsjusza w ciągu około 20 minut, co gwarantowało zabicie różnych bakterii (chodziło głównie o pałeczki Kocha czyli bakterie gruźlicy). Obecnie żadnego podgrzewania nie stosuje się. Zamiast tego, mleko jest schładzane w cysternach do określonej temperatury, co ma rzekomo normalną pasteryzację zastępować. Nie mam pewności…

Także i homogenizację pamiętać muszą niektórzy jako proces dokonywany w wirówkach. Na farmach w Ameryce wirówki nie znajdziemy. Homogenizację wykonuje się w krowie. Dodaje się do ich pożywienia środki powierzchniowo czynne, czyli emulgatory, w rodzaju trójfosforanu sodu, aby wyprodukowane przez krowę mleko było „homogenizowane”, czyli aby śmietanka nie oddzielała się od mleka, tworząc bardziej trwałą zawiesinę tłuszczu w wodzie. Szkodliwość tego polega na tym, że rozdrobnione cząsteczki tłuszczu z łatwością przenikają do krwi, omijając proces trawienia. Wskutek tego na ściankach arterii i żył odkłada się niestrawiony tłuszcz, a ludziska nie wiedzą skąd się bierze tak nagminne występowanie nadmiaru cholesterolu jak również szereg chorób systemu krwionośnego…

Z tych to przyczyn, „zaleca się” spożywanie mleka chudego: 1 lub 2 procentowego. Znów oszustwo! Oczywiście chude mleko wyprodukowane w opisany powyżej sposób jest mniej szkodliwe od mleka pełnotłustego, ale prawdy konsument w ten sposób się nie dowie… To mleko, którym dziś karmi się miliony ludzi, to po prostu trucizna!

Doszło zresztą już i do tego, że celem uzyskania mleka chudego nie odciąga się tłuszczu w wirówce, lecz zadaje krowom odpowiednią mieszankę sztucznej paszy, tak skalkulowaną aby produkt miał 1,2 procent tłuszczu. Proste, prawda?

Ostatnio szum „straszny” w Europie spowodowany był tak zwaną chorobą „wściekłych” krów. Krowy chorują, a więc trzeba je zniszczyć, gdyż ich mięso zawiera substancje wywołujące śmiertelne schorzenia u ludzi. A spowodowali ten dramat znów „uczeni, poprawiacze natury” w Anglii. Najpierw zastosowano zamiast strzyżenia owiec podawanie im chemicznych leków (stosowanych bezskutecznie w terapii przeciwrakowej), powodujących gwałtowne „łysienie”, wypadanie sierści. Wkrótce okazało się, że mięso tych owiec może ludziom zaszkodzić, więc z owiec wykorzystywano sierść i skórę, a mięso trzeba było zniszczyć. A szkoda było. Więc wpadli „panowie naukowcy” na pomysł, aby zatrute mięso przerabiać na mączkę i dodawać do paszy… Do paszy? Ale chyba nie krowom? Przecież krowy są trawożerne i przeżuwające. Ich organizm nie jest zdolny do odpowiedniego trawienia czystego białka. Jaki idiota wpadł na pomysł karmienia krów mięsem?! A no cóż, stało się. Po pewnym czasie krowy zaczęły chorować. Musiały! I nikt nie pomyślał, że to może okazać się niebezpieczne także i dla ludzi!

Od lat pięćdziesiątych było wiadomo, że pracownicy zatrudnieni w fabrykach środków „ochrony roślin” (DDT, HCH, PCB itp.) zapadają na bezpłodność. Kobiety miały też liczne poronienia.

Stosowane na ogromną skalę prawie na całym świecie, poprzez opryskiwanie roślin oraz poprzez tzw. trucizny systemiczne, dodawane wraz z nawozami sztucznymi do „gleby” – zatruwane są właściwie wszystkie płody rolne. Trucizny te mają nadto cechę łatwego kumulowania się w organizmie; są trudne do usunięcia z organizmu. Skutek, tej radosnej twórczości ku maksymalnym zyskom jest taki, że wyrosły nam już dwa pokolenia odpowiednio zatrutych ludzi.

Przemysłowi chemicznemu było jednak i tego za mało. Karmi się więc bydło i kury masowo hormonami. Estrogenopochodne (hormony żeńskie) oraz hormon wzrostu, aby przyśpieszyć zwiększanie wagi, zwiększanie produkcji mleka itp.

Dopiero teraz „panowie naukowcy” stwierdzili zmiany płciowe np. u ryb, ptaków, krokodyli itd. Niechętnie wspomina się o tym, że identyczne zmiany muszą występować także u ludzi.

Nadmiar tzw. środków ochrony roślin (pestycydów, czyli środków owadobójczych, grzybobójczych, pleśniobójczych itp.) trafiających do organizmów kobiet, a także i nadmiar hormonów żeńskich (estrogenu) i wzrostu, powoduje nagminne występowanie raka piersi, raka jajników i innych form rakowacenia, nie mówiąc już o coraz częściej dziś występującej bezpłodności.

U młodych mężczyzn występują jeszcze gorsze objawy. Stwierdzono na przykład, nie zstępowanie jąder do moszny u chłopców, jak również nienaturalnie zmniejszone rozmiary prącia. Niepłodność mężczyzn także jest coraz częstszym zjawiskiem. Ilość plemników w spermie spadła o 50% przeciętnie. Pojawiają się także liczne przypadki raka jąder.

Skutek jest taki, że chłopcy upodobniają się do dziewczynek.

A teraz rozpatrzmy problem jaj kurzych. Niektórzy uwierzyli propagandzie, jakoby żółtka zawierały rzekomo szkodliwy cholesterol i jedzą już tylko białko. Tymczasem żółtko zawiera nie tylko pożyteczny (dobry) cholesterol, lecz także dużą ilość lecytyny, która właśnie ułatwia trawienie tłuszczu. To lecytyna powoduje, że im więcej jaj w cieście drożdżowym, tym dłużej to ciasto przechowuje się w stanie świeżości. Nadto, co jeszcze ważniejsze, w żółtku jest cholina, absolutnie niezbędna dla pracy mózgu. Ktoś, kto powstrzymuje się od konsumowania całych jaj (zgodnie z życzeniem „poprawiaczy natury”), ten nie tylko jest nierozsądny, ale zapewnia sobie coraz większe ogłupienie, pozbawiając swój mózg niezbędnych składników pożywienia.

Skąd się jednak ta „teoria” o szkodliwości jaj wzięła? Nie jest ona tak całkiem pozbawiona słuszności, choć tylko w stosunku do jaj białych, produkowanych przez kury z gatunku leghornów, które są również białe jak ich jajka. Ten gatunek kur hoduje się także na tak zwane „brojlery”. Te znoszące jaja karmi się nie tylko ogromną ilością antybiotyków, lecz także i hormonami żeńskimi, aby „sypały” jajami w jak największej ilości. Te syntetyczne hormony są rakotwórcze, nie mówiąc o innych rodzajach szkodliwości, o czym tu już wspomniałem. Te białe jaja są rzeczywiście trujące, a szczególnie ich żółtko. Nikt jednak nie odważy się napisać czy powiedzieć dlaczego. Natomiast kury z gatunku zwanego „karmazynami” o piórach w kolorze złocistego brązu w różnych odcieniach, nie nadają się do „fabrycznej” hodowli i dlatego nie hoduje się ich ani na „brojlery”, ani na kury znoszące masowo jaja. Karmazyny lubią biegać na świeżym powietrzu i dziobać sobie robaczki. W zamkniętych klatkach wyginęłyby, a hodowca nie dorobiłby się ani jaj, ani szybkiego wzrostu na mięso. Dzięki tej właściwości karmazynów ich brązowe jajka są niezatrute, zdrowe i pożywne, tak jak i ich mięso.

Niedawno toczyła się wojna między Europą a Ameryką o wino. A raczej o siarkę. W Stanach Zjednoczonych do wszelkich napoi dodawane są związki siarki. Rzekomo celem zabezpieczenia przed psuciem się, a w rzeczywistości jedynie po to, aby napoje mogły stać na półkach supermarketów po wsze czasy, bez żadnych widocznych zmian chemicznych. Coca Cola jest i tak trucizną więc dodatek siarki do niej nie robi już żadnej różnicy. Lecz dodawanie siarki do wina każdy szlachetny producent wina uzna za zbrodnię. Na tym nie kończy się jednak szkodliwe stosowanie związków siarki. W supermarketach zrasza się automatycznie warzywa, aby wyglądały świeżo, jakby prosto z pola. Do wody zraszającej dodaje się także siarkę, co rzeczywiście przedłuża okres przechowywania warzyw, szczególnie zielonych.

Niezorientowany czytelnik zapyta zapewne: a co w tym złego? Otóż siarka wzmaga pragnienie, czyli jest to wspaniały środek na przyzwyczajenie młodzieży do ustawicznego picia np. „Coca Cola” i innych napojów. Powoduje ona także suchość jamy ustnej i warg, co z kolei zapewnia duże obroty producentom różnych maści i sztyftów, stosowanych na suche wargi. Interes leci.

Na tym jednak nie koniec. Stałe „ładowanie się” siarką powoduje astmę oraz wszelkiego rodzaju alergie. Na alergiach sprawa się nie kończy. Powstają bardzo specyficzne uczulenia, a właściwie organiczna nieprzyswajalność niektórych składników pożywienia. Jeśli Chińczycy nie są zdolni do trawienia laktozy, to wynika to z faktu, że w ciągu całej swej historii nigdy nie pili mleka krowiego, ani wyrobów z tego mleka. Mleczko przygotowują sobie z soi, a nawet z tego mleczka wytwarzają swego rodzaju „ser”, zwany tofu. Nie można im tego brać za złe. Nie miało jednak żadnego sensu „hodowanie” nowego pokolenia Amerykanów z taką samą organiczną awersją do krowiego mleka. Przyczyna zresztą nie tylko w odzwyczajeniu się od picia krowiego mleka. Konsumowanie żywności naszpikowanej antybiotykami powoduje, że w przewodzie pokarmowym konsumenta zabite są także i te mikroorganizmy, które są do prawidłowego procesu trawienia wręcz niezbędne. Brak w żołądku i kiszkach bakterii zwanej Acidophillus (która powoduje skwaszenie mleka) powoduje, że organizm nie jest w stanie strawić cukru mlecznego, czyli laktozy. Cała masa Amerykanów, zanim zabierze się do ulubionych lodów, musi zażyć parę tabletek wprowadzających te bakterie do organizmu. A wielu poszło w ślady Chińczyków posila się już tylko mleczkiem z soi oraz serkiem tofu.

Wiemy dobrze, że ziarno wszelkiego rodzaju włącznie z mąkami, dość szybko ulega zepsuciu, jeśli jest źle przechowywane. Przede wszystkim, fakt iż wszelkie ziarno zawiera w sobie tłuszcz roślinny i olejki, powoduje, iż ziarno, kasze i mąki jełczeją. Nadmiernie uprzemysłowiona produkcja rolna, a także interes ogromnych koncernów, które wyrugowały już z roli drobnych rolników, skłoniły do szukania sposobów zapobiegania jełczeniu. Wynaleziono procesy chemiczne, przy pomocy których usuwa się z ziarna wszelki tłuszcz. Mąka z takiego ziarna jest „jałowa”, sucha, a pieczywo z takiej mąki ma konsystencję waty. Wartość odżywcza? Minimalna. Co gorsza, do pieczywa dodaje się teraz kilkanaście chemikaliów. Każdy z nas wie, że chleb składa się głównie z mąki, wody, soli i drożdży lub tzw. „zakwaski”. W „fabrycznym” chlebie, jeśli zadamy sobie trud przeczytania drobniuteńkimi literkami wyliczonych składników tego „pieczywa”, znajdziemy kilkanaście chemikaliów, które może są potrzebne producentom, ale które są szkodliwe dla konsumenta. Wystarczy, że wspomnę tu o bromku sodu. Związki bromu skutecznie powodują zanik popędu płciowego, a spożywany od dziecka wraz z „chlebem naszym powszednim” mogą zagwarantować bezpłodność. A być może o to właśnie elicie rządzącej światem chodzi. Główny składnik zboża, odciągany chemicznie, to gluten. Ten to gluten właśnie gwarantuje, że ciasto trzyma się kupy. Z mąki pozbawionej glutenu nie można zrobić ani dobrych klusek, ani dobrego ciasta. Zrobienie ciasta drożdżowego na przykład z mąki bez glutenu nie jest po prostu możliwe. Wyrosło jednak już drugie pokolenie w Ameryce, wyhodowane na „pieczywie” pozbawionym glutenu, ale naszpikowanym bromem… Oczywiście, z czasem wytworzyła się niezdolność organiczna trawienia glutenu. Leczą się teraz z tego unikając zdrowych wyrobów piekarniczych.

Jest jeszcze parę problemów związanych z naszym tematem. Na przykład z pierwszej wojny światowej została cała masa chloru, który miał być użyty do produkcji gazów bojowych czyli trujących. Wpadli więc panowie przemysłowcy na genialny pomysł: wtrynić ten chlor wszystkim miastom, jako środek dezynfekujący wodę pitną. No i mieliśmy wodę w kranie… z chlorem. Po drugiej wojnie światowej zostało producentom chemikaliów za dużo fluoru, także mającego służyć do produkcji środków trujących. Chlor i fluor są tanim dodatkiem do wody, ale ilości zużywane do tego celu są tak wielkie, że niejeden przemysłowiec napchał sobie milionów do portfela…

Wmawia się jeszcze uparcie oponującemu społeczeństwu, że to nieprawda, jakoby fluor był szkodliwy! Jak on genialnie „konserwuje” zęby, zapobiega próchnicy i temu podobne brednie. Chlor i fluor są najbardziej „czynnymi” pierwiastkami. Łączą się ze wszystkimi innymi z ogromną łatwością. Rzecz jasna, działają także i dezynfekująco, to prawda, ale po drodze niszczą szkliwo uzębienia (a na tym zarabiają dentyści…), a także uszkadzają zdrowe tkanki. Na dłuższą metę mogą działać nawet rakotwórczo. No ale najważniejsze, że przemysł chemiczny nie tylko pozbył się powojennych nadwyżek, ale i „wykształcił” sobie wiernych odbiorców ogromnej ilości chloru i fluoru, gwarantując stałe i spore dochody. Żeby czytelnik nie zaczął wątpić w dobre intencje autora i nie zarzucił mu opuszczenia jeszcze jednego dodatku do wody to zaraz udowodnię, że i o fenolu nie zapomniałem. Fenol jest odpadem przemysłu chemicznego. Też bardzo tani. Także dezynfekujący, bakteriobójczy, a i owszem, niemniej od chloru i fluoru szkodliwy. Zamiast odpowiednich urządzeń oczyszczania wody pitnej, taniej jest dostarczać biednym ludziom „kranówkę”, obficie nasyconą truciznami.

Społeczeństwo jest z natury rzeczy nieruchawe, niezdolne do samoorganizacji. Nawet kiedy dowie się o tym wszystkim i przekona o słuszności zawartych w tym artykule twierdzeń, to i tak nie zaprotestuje, nie podniesie się do ogólnonarodowego buntu przeciwko trucicielom.

Nadmierna chemizacja rolnictwa i wielu innych dziedzin naszego życia powoduje, że rzeki są coraz bardziej zatrute. Te trucizny bowiem, poprzez glebę, z kanalizacji i innych ścieków, wcześniej czy później, muszą przecież trafić do wód podskórnych i do rzek. Zatrute rzeki to coraz większy brak wody pitnej. No i brak ryb. Wprowadzenie „nowoczesnego” rolnictwa np. w Afryce, spowodowało ostatnio zatrucie całych plemion i pozbawienie ich pożywienia, gdyż woda w rzekach jest trująca, a ryby pozdychały.

Będzie coraz mniej Murzynów…, czy to aby też nie celowe? Mało to wojen morderczych i głodu w Afryce? Przepraszam, nie dotyczy to tylko Murzynów. Nie tak dawno temu telewizja „doniosła”, że ten sam problem dotknął i Rosjan. Przyczyna nieco inna, ale skutek ten sam. Elektrownia atomowa w Krasnojarsku, znanym dotychczas jako „K 26” zatruła całą okolicę, skażając radioaktywnie rzekę Jenisej. Nowoczesność gwarantuje nam coraz lepsze życie!?

Im dłuższy robi się ten artykuł, tym bardziej dochodzę do wniosku, że wyczerpanie tego tematu nie jest możliwe. Trzeba by chyba całą książkę napisać, a i co tydzień drukować do niej uzupełnienia, gdyż pomysłowość ludzka w truciu swych bliźnich jest wprost niewyczerpana…

Wyobraźmy sobie, że do jakiegoś artykułu spożywczego, do jakiegoś przetworu warto by dodać środek zakwaszający. W niektórych przetworach dodatek słabego kwasu bywa niezmiernie pożyteczny. A mamy do wyboru cały szereg różnych kwasów. Najpożyteczniej byłoby wykorzystanie np. kwasu askorbinowego. Nie jest wcale drogi, a to przecież czysta witamina C, o ile nie jest wytworzony syntetycznie. Pamiętają czytelnicy, co wcześniej napisałem o związkach organicznych naturalnych, które są w swej budowie lewoskrętne, i o związkach syntetycznych, prawoskrętnych. Niby podobne ale wcale nie to samo. Tymczasem, jeśli zechce ktoś zadać sobie trud przestudiowania składników wymienianych na etykietkach przetworów spożywczych, to zauważy, że zamiast pożytecznego kwasu askorbinowego, dodawany jest kwas cytrynowy. Potrafią nawet bezczelnie napisać na opakowaniu „naturalny kwasek cytrynowy”. A to jest bujda. Kto by wysilał się produkować naturalny, bawić się w ekstrakcję cytryn, kiedy kwas cytrynowy kosztuje dziesięciokrotnie taniej? Nie poruszałbym tej sprawy, gdyby ten kwasek cytrynowy dodawano tylko do niektórych przetworów, gdzie jego zastosowanie byłoby jakoś „spożywczo” usprawiedliwione.

Tymczasem rzeczywistość przechodzi wszelkie oczekiwania! Kwasek cytrynowy można znaleźć teraz, od paru lat, prawie w każdym przetworze! Nawet we wszystkich pożywkach dla niemowląt, nawet w przetworach, które z natury rzeczy i tak są już kwaśne! Nawet w przetworach gdzie już dodano parę innych kwasów, potrzebnych czy nie to obojętne, ale niejednokrotnie widziałem artykuły spożywcze, do których dodano dwa różne kwasy, a kwasek cytrynowy, jako trzeci na dokładkę!

Nigdy bym się nie domyślił, czym kierują się producenci dodając kwasek cytrynowy do przetworów, prawie do wszystkich przetworów znajdujących się na półkach sklepowych, gdybym nie zetknął się przypadkiem z rodakiem, pracującym swego czasu w jakimś „tajnym” instytucie naukowym w USA. Robiono tam doświadczenia z działaniem kwasu cytrynowego na pracę neuronów w mózgu. Stwierdzono, że kwas cytrynowy (syntetyczny, oczywiście) narusza system przewodnictwa elektrochemicznego w pracy komórek mózgowych. Inaczej mówiąc, jest w stanie z normalnego człowieka zrobić… bezmózgowca.

Innymi słowy, kwasek cytrynowy może być stosowany jako środek zmieniający układy chemiczne w mózgu w sposób umyślny i celowy. Trudno mi uwierzyć, aby producenci przetworów spożywczych o tym wiedzieli. Najwidoczniej podano im coś zupełnie innego do wierzenia. Może przekonano ich, że dodatek kwasu cytrynowego „uszlachetnia” przetwory. może ma gwarantować jeszcze większą trwałość produktu. No, jakoś ich do tego nakłoniono. Podejrzewam jednak że ci, co ich do tego nakłaniali, wiedzieli o rzeczywistym celu: hodowanie tępaków, którzy nigdy nie będą opierać się „demokratycznej” władzy…
A co zrobiono z naszymi pięknymi kobietami?

Najpierw wmówiono im, że podpaska higieniczna nie jest tak wygodna w użyciu, jak prosty tamponik, wprowadzany do pochwy przy pomocy fikuśnego urządzenia z tworzywa sztucznego i wyciągany potem za nitką. Skoro jednak mały tampon nie jest w stanie wchłonąć całej ilości krwi wydzielanej podczas miesiączkowania, więc nasączono tamponik środkiem chemicznym, hamującym skutecznie wydzielanie krwi. Po dłuższym stosowaniu tamponów organizm „przyzwyczaja się” i wydziela tej krwi coraz mniej. Skutek tego jest dwojaki: po pierwsze: zmniejsza się także wydzielanie śluzu w pochwie, wnętrze pochwy staje się suche, stwardniałe, jak skóra na pięcie, traci elastyczność. Jednym słowem, to już nie to co było… A po drugie: skłonność do rakowacenia, powolna utrata płodności. „Pomaga” w tym także stosowanie środków antykoncepcyjnych.

Zatrute pożywienie, nadmiar hormonów żeńskich, powodują w efekcie u kobiet znacznie zwiększoną skłonność do raka piersi (zwyrodnienie gruczołów mlecznych). Jeśli już przypadkiem zajdzie taka niewiasta w ciążę, to zaleca się jej niekarmienie niemowlęcia własnym mlekiem. Teraz dopiero zaczyna się tę śrubę odkręcać. Do tej pory ładowano jej po prostu zastrzyk (szkodliwy), który powodował nagłe a całkowite zahamowanie pracy gruczołów mlecznych. Niemowlę karmi się więc nagminnie preparatem „Symilac”, który do mleka matki podobny jest raczej tylko z nazwy. Dziecko rośnie więc od razu z ograniczoną zdolnością do trawienia mleka i przetworów mlecznych… jeszcze jeden kandydat do leczenia. Przemysł farmaceutyczny i lekarze będą mieli z niego pociechę do końca życia…

Skoro piersi nie służą do produkcji mleka, to organizm, zgodnie ze swą wrodzoną zdolnością przystosowawczą, spowodował zanik gruczołów piersiowych. Piersi naszych pięknych dziewic stały się obwisłymi omletami. Usiłowano z tego zrobić „modę”, nakłaniając dziewczyny do krańcowego odchudzania się. W końcu jednak męskie wymagania estetyczne wzięły górę i w modę znów weszły piersi o normalnych, a nawet bujnych kształtach.

Problem powstał, jak tej brzydocie zaradzić w sposób techniczny, a i dochodowy. Wynaleziono więc piersi sztuczne, z galaretki silikonowej, które po prostu „wstawia się” w resztki skóry kobiecych piersi za pomocą zabiegu chirurgicznego. Pierś ma wygląd wspaniały, choć w dotyku podobno jest bardzo nieprzyjemna. Nie wiem, nie miałem z taką niewiastą do czynienia. Faktem jest atoli, że ta galaretka nie jest trwała, jakby się chciało, czy jak ją reklamowano. Po paru latach zdarza się, zaczyna „wyciekać”, przedostając się do organizmu kobiety, poważnie go zatruwając. Trzeba robić nową operację.

Wyżej opisane „udogodnienia” dla kobiet powodują, że zjawiskiem dziś już powszednim i nader częstym są rak piersi, rak macicy, nowotwory niezłośliwe jajników, przedwczesne chirurgiczne usuwanie macicy, bezpłodność itp.

W Stanach Zjednoczonych około połowa kobiet po przekroczeniu 35 roku życia albo ma już wyciętą macicę, albo już rodziła z zastosowaniem carskiego cięcia, gdyż pochwa i układ kostny biodrowy nie nadają się do przeprowadzenia płodu normalną drogą.

Elita rządząca tym światem jest z tych wszystkich spraw niezmiernie zadowolona. Po pierwsze: stale zwiększają się zyski. Przemysł chemiczny, szpitale, lekarze etc. Wszyscy mają pełne ręce roboty. A po drugie: przyrost naturalny „gojów” ulega zahamowaniu. Straszy się ludzi, że nadmiar zaludnienia jest dla nas groźny. A i to nie jest prawdą.

Jakiś bałwan w polskojęzycznej prasie w USA napisał ostatnio takie bzdury, że gdyby zaludnienie na świecie wzrosło do 2,000 miliardów (teraz mamy około 6 miliardów), to ci ludzie ważyliby więcej niż kula ziemska, a jej skorupa nie wytrzymałaby tego ciężaru.

Dureń nie ma pojęcia o fizyce i biologii. Po pierwsze: „skorupa” Ziemi wszystko wytrzyma, gdyż to nie jest „skorupa” pod którą jest pusto, lecz przeciwnie, jądro Ziemi jest jeszcze bardziej ciężkie od tej „skorupy” cholernie wytrzymałe. A po drugie: kretyn nie wie, że materia jest w pewnym sensie niezniszczalna i jej „ilość” na naszym ziemskim padole jest prawie niezmienna. Jeśli coś się rodzi i rośnie, to nowa materia jest tworzona z już istniejącej. A kiedy coś umiera, gnije, lub inaczej rozpada się, to znów zmienia się w „inną” materię, lecz w tej samej „ilości”. Innymi słowy, na naszej Ziemi ilość substancji organicznej i nieorganicznej jest prawie zupełnie niezmienna. Nawet, gdyby ludzkość rozmnożyła się niepomiernie, to ciała ludzkie byłyby i tak zbudowane z materii już na świecie istniejącej. Trywializując to zagadnienie, wystarczy czytelnikom przypomnieć, że dla wyhodowania jednej świni trzeba sporej ilości ziemniaków i innej paszy, a po skonsumowaniu tejże świni zbudujemy sobie nieco mięśni, zużyjemy część jej mięsa w postaci energii, a resztę i tak wydalimy. Niestety, te wydaliny, zamiast posłużyć jako wspaniały nawóz naturalny, zostaną zmarnowane…

A wszystko to zło dzieje się dlatego, że „panowie materialiści” nie mają zamiaru docenić genialności naszego Stwórcy, który urządził nam „ten najlepszy ze światów” w postaci jednej wielkiej automatycznej przetwórni odpadków użytkowych, w której nic absolutnie nie jest zmarnowane, a wszystko odnawia się i rośnie ku naszemu pożytkowi. „Naprawiacze” tego świata w swej pysze, zdolni są jedynie do zepsucia, zniszczenia tego, co nam Pan Bóg dał.

Konstanty Z. Hanff

————————-
Mój komentarz [astromaria]: Kim jest, a raczej był, bo zmarł w 2000 roku, autor tego tekstu poszukajcie sobie sami, ja miałam przy tym świetną zabawę (najbardziej podobała mi się gazeta Jidisze Cajtung).

Tak, panowie racjonaliści, cytryna to nie to samo, co chemicznie uzyskany kwas cytrynowy wymieszany cukrem i ze sztucznymi aromatami, enzymami i barwnikami. Natury nie da się podrobić nawet w najlepszym laboratorium i nawet z zastosowaniem najnowocześniejszej technologii.

Zmodyfikowane pomidory psują się inaczej, niż normalne – dostają czarnych plam. To samo dzieje się ostatnio z marchwią, co od kilku już lat budzi moje podejrzenia, co do jej rzekomej „naturalności”. Żyję na tym świecie od dawna i pamiętam, że kiedyś marchew po prostu się marszczyła i usychała. Dziś pojawiają się na niej czarne, coraz większe plamy, aż w końcu cała czernieje i zaczyna wydzielać kwaśny zapach, przywabiający muszki owocowe. Wiem, że w SGGW opatentowano (rzecz jasna dla kasy) kilka odmian marchwi GMO, ale nigdy nie słyszałam i nie widziałam, żeby ktokolwiek informował o tym nabywców nasion.

Domaganie się zdrowej, tradycyjnej żywności jest oczywiście dla panów „racjonalistów” przejawem zabobonnego lęku przed nieuniknionym postępem i nowoczesnością. Nowoczesny człowiek jak wiadomo powinien być cyborgiem, ze sztucznym sercem, wątrobą i nerkami, z mózgiem wspomaganym przez mikrochipy z wbudowaną wiedzą encyklopedyczną i fachową, wyświetlaną na żądanie w sztucznych, wielofunkcyjnych elektronicznych oczach. Oczywiście temu wspaniałemu tworowi biotechnologii zacofane, naturalne warzywa muszą szkodzić, tworząc zgrzytające złogi minerałów i witamin w przegubach obrotowych kończyn i dźwigni poruszających gałkami ocznymi…

Wiem, jestem starą, ciemną czarownicą, blokującą świetlany rozwój ludzkości, bo nie rozumiem, dlaczego komukolwiek mogłaby się nie podobać stara Matka Natura, taka, jaka została stworzona na początku i ulepszona przez pokolenia mądrych rolników i ogrodników. I proszę mi nie wmawiać, że rolnictwo zawsze stosowało modyfikacje genetyczne. Takie gadanie świadczy o totalnym braku wiedzy z dziedziny genetyki.

Dr Konstanty Z. Hanff (1926-2000) – b. Minister Spraw Zagranicznych Rządu RP na Uchodźstwie rządu powołanego przez tzw. samozwańczego prezydenta Juliusza Nowiny-Sokolnickiego. Powyższy tekst pochodzi z wydanej przez poznańskie Wydawnictwo Narodowo- Katolickie WERS książki Konstantego Z. Hanffa “Szkice o Ameryce i trującej żywności”.

Źródło: http://www.bibula.com/

Poznaj szokujące fakty o produktach zbożowych!

Czy pieczywo pełnoziarniste / razowe jest zdrowe?

Polecam też inne teksty o szkodliwości glutenu ze zbóż: Artykuł 1Artykuł 2Artykuł 3Artykuł 4 (przyp. Jarek Kefir)

pieczywo pelnoziarniste pszenica makarony dieta

Czy w pieczywie korzystniejsza jest twarda skóra czy raczej miękka? Chleb razowy jest naturalny, czy może sztucznie barwiony? A chleb chrupiący? Chleb jasny, jak i chleb razowy mają swoich przeciwników i zwolenników. To oczywiste, że są gusta i gusta, i z nimi się nie dyskutuje. Wiele chlebów jednak nie służy zdrowiu..

Gość Romana Czejarka tłumaczy, iż po zjedzeniu chleba / bułek niezwykle szybko wzrasta, a następnie spada poziom cukru w naszym krwiobiegu. Takie działanie powoduje bardzo szybki i gwałtowny przypływ głodu po takim posiłku. (Produkty pszenne to bomba z opóźnionym zapłonem – atakują trzustkę, powodując cukrzycę, epidemię otyłości i chorób serca – przyp. Jarek Kefir).

Od ziaren, lepiej wybrać kaszę! Najlepszą kaszą jest kasza jaglana, która nie zawiera toksycznego glutenu. Jest lekka, nie powoduje problemów trawiennych, działa rozgrzewająco. Poza dużą zawartością witamin, minerałów, kwasów NNKT, pozytywnie wpływa na wiele spraw – mówi Justyna Marszałkowska w programie: „Cztery pory roku”.

Jacy ludzie nie powinni jeść nieprzemielonych ziaren? Czemu lepiej nie przyzwyczajać naszych pociech do płatków śniadaniowych? Jaką ilość soli zawiera jedna miska płatków kukurydzianych?

Wysłuchaj cały program! (W programie nie ma przekazanej całej prawdy, bowiem każda forma glutenu zbożowego niszczy zdrowie, ale warto i tak wysłuchać – przyp. Jarek Kefir).

„Cztery pory roku” (link) na antenie Jedynki od poniedziałku do piątku między godz. 9.00 a 13.00. Zapraszamy!

Na podstawie: Polskie Radio

?????????????????????