Reklamy

Tag: ateizm

Czy Bóg i życie po śmierci istnieją?! [DOWODY]

Czy Bóg i życie po śmierci istnieją? Czy są na to dowody?

Współcześnie obserwujemy masowy odwrót od religii i w ogóle od idei życia po śmierci, czy też duszy ludzkiej. Mamy taką epokę, że promowany jest ateizm, czyli materializm. Jest to kult materii, wraz z którym idą dalsze konsekwencje.

Bo skoro Boga nie ma, to liczy się tylko to doczesne życie. Więc zgodnie z tą logiką, należy „wycisnąć” z tego życia ile tylko się da. Idzie to jeszcze dalej. Skoro Boga nie ma, to nie ma też kary ani nagrody za doczesne uczynki. Więc nie ma uniwersalnych, ponadczasowych „praw”, w tym moralności i etyki. A skoro nie ma moralności i etyki, to wszystkie chwyty dozwolone, i można brnąć po trupach do celu. Przecież takie krótkie te nasze dni. Organizm człowieka już po trzydziestce zaczyna się powoli starzeć.

To wszystko jest podsycane przez kult ciała, młodości, kariery. Miliardy przekazów (teledyski, wygląd aktorów, czasopisma itd.) robią swoje. Kult ciała to oczywiście kolejny przejaw doktryny materialistycznej.

Ateiści zawsze pytają, czy istnieje Bóg. Zawsze przedstawiają swoje dowody, mówiąc, że one odpowiadają logice. Na te argumenty często odpowiadają np katolicy, muzułmanie czy żydzi. Podpierają się swoją religią. W takiej dyskusji ateizm często „wygrywa”, jednak tę pozorną „logikę” ateistów można obalić. Jak? Ich własną bronią. Czyli ścisłą logiką i argumentami, których nikt nie wprowadza do debaty. Te argumenty, które Ci zaraz przedstawie, są w 100% zgodne z racjonalną logiką, jednak są przez ateistów skrzętnie pomijane. Czytaj dalej „Czy Bóg i życie po śmierci istnieją?! [DOWODY]”

Reklamy

DUCHOWE SEKRETY: JESTEŚMY WIĘŹNIAMI „PIEKIELNEJ” SYMULACJI?!

Czy Ziemia to planeta piekła? Czy żyjemy w kosmicznej kolonii karnej? 😉 Duchowość gnostycka w mrocznej interpretacji

Chciałbym przedstawić Ci koncepcję Ziemi jako planety piekła czy też planety więzienia. Ten artykuł celowo został napisany przeze mnie w bardzo jednostronny sposób. Nigdy nie zamykaj się w jednostronnych interpretacjach (np w ideologiach..) bo jest ich bardzo dużo. Będzie więc mrocznie, pesymistycznie i nihilistycznie. Czytając ten artykuł delektuj się mgłą za oknem, szklanicą szkockiej whiskey jak i znajomością faktu, że praktycznie wszystkie składowe systemu są napięte do granic możliwości, jak plandeka na Żuku. Andrzej, to jebnie! 😉

Ziemia, planeta więzienie.. Jest to stara koncepcja wymyślona już przez pierwszych chrześcijan, a potem zaadaptowana przez gnostów, którzy z pierwszych chrześcijan się wywodzą. Ziemia ma być „kuźnią dusz” lub też „porąbaną numeryczną symulacją.” Rządzić nią ma szatan, czyli bóstwo o wielu imionach (demiurg, jahve, bóg ojciec, allah i tak dalej). Ja utożsamian „szatana” (cudzysłów celowy) albo z programami natury i jej „drapieżną zwierzęcością”, albo z archetypami, czyli częściami składowymi ludzkiej psychiki.

Czy życie na świecie przypomina to, co zostało zaprezentowane w filmach „Matrix„? Oj, optymista z Ciebie! 😀 Ja bym powiedział inaczej.. Pamiętasz kultową serię filmów „Cube” i zmagania ich bohaterów? Wg mnie życie bardziej przypomina serię „Cube” niż serię „Matrix”. W ostatniej części Cube doszło do kontaktu ofiary systemu z jednym z programistów tegoż systemu. Programista powiedział wprost, że nikt z nich nie wie, dlaczego to wszystko zaistniało.

Cenną i także bardzo smutną lekcję na temat działania systemu dostarcza film „Arka Przyszłości” (ang. „Snowpiercer”). Ma on niezwykłe przesłanie. Przeczytasz o nim w poniższym artykule:
Snowpiercer (Arka Przyszłości) to film z ukrytym, gnostyckim przesłaniem Czytaj dalej „DUCHOWE SEKRETY: JESTEŚMY WIĘŹNIAMI „PIEKIELNEJ” SYMULACJI?!”

DUCH I MATERIA: NIESAMOWITA OPOWIEŚĆ O POSZUKIWANIU BOGA!

Przypowieść o poszukiwaniu Boga wewnątrz nas samych 🙂

Wierzyliśmy w zjawiska atmosferyczne czy kosmiczne, nadając im boski sens;
Wierzyliśmy w duchy przodków, duchy zwierząt, duchy roślin i kamieni;
Wierzyliśmy w Bogów i Boginie;
Wierzyliśmy w Boga wszechmogącego, stworzyciela nieba i Ziemi;

Wierzymy w kult materii, w ateizm, w hedonizm i kult ciała;
Wierzymy w jakieś energie, byty duchowe, astrale, prawa przyciągania, karmę, magię, archonty, demony, anioły i tak dalej.

W międzyczasie ktoś nam powiedział, że tylko demokracja jest dobra, że prawa ekonomii są rzekomo nienaruszalne i wg nich dobrym jest stan, gdy jeden człowiek ma miliardy, drugi ma grosze, a trzeci głoduje. W to też uwierzyliśmy.

Kiedy w końcu uwierzymy, że nasz los jest w naszych rękach, a nie w rękach żadnego Boga, żadnej karmy, żadnego prawa duchowego? Że to my wyznaczamy swoją drogę, a nie horoskop, nie numerologia, nie kalendarze Majów czy czerwców?

Kiedy odszukamy boskość, czyli po prostu.. stwórczość w samych sobie? Bóg to inaczej kreacja, tworzenie, sprawczość, wpływ na świat, zmienianie tego świata. Każdy ma tę cząstkę Boga w sobie.

Poniższa przypowieść ludowa o tym opowiada. Odpowiedz sobie sam na zadane wyżej pytania. 😉 Czytaj dalej „DUCH I MATERIA: NIESAMOWITA OPOWIEŚĆ O POSZUKIWANIU BOGA!”

NIEZWYKŁA OPOWIEŚĆ O WZLOTACH I UPADKACH W DUCHOWOŚCI EZOTERYCZNEJ!

Opowieść o duchowości ezoterycznej z zaskakującym morałem..

Jakiś czas temu, w sielskiej okolicy którą śmiało można określić jako „zadupie”, mieszkała kobieta razem z mężem. Rzecz działa się na osiedlu domków jednorodzinnych. Tuż za płotem swoje królestwo miała sąsiadka, które delikatnie mówiąc, dość oschle traktowała naszą główną bohaterką.

-Dzień dobry!
-Dzień dobry.
-Ma pani pożyczyć cukier?
-Nie, nie mam.

I to wszystko. Jednak nasza bohaterka, nazwijmy ją Grażyna, pewnego dnia podczas oglądania jakiejś ezoterycznej audycji w popularnej telewizji, zaczęła rozmyślać, dlaczego żywopłot, krzewy i inne rośliny tuż obok działki wrednej sąsiadki są cherlawe i częściej usychają. Może ta sąsiadka jest zawistna i rzuca na nie tak zwane złe oko? Może zazdrości pięknie utrzymanego ogrodu? Czytaj dalej „NIEZWYKŁA OPOWIEŚĆ O WZLOTACH I UPADKACH W DUCHOWOŚCI EZOTERYCZNEJ!”

SEKRETY DUCHOWOŚCI: CZY RELIGIE I NAUKA UKRYWAJĄ PRAWDĘ O TYM CO JEST PO ŚMIERCI?!

Śmierć.. Ostateczna granica, i jak się okazuje, ostateczne ziemskie tabu. Co sądzisz o niej?! Jako jedyny gatunek na Ziemi mamy poczucie czasu, a wraz z nim, mamy także świadomość nieuchronnie zbliżającego się końca. Jako jedyny gatunek wiemy, że kiedyś ciało, do którego jesteśmy przywiązani umrze. Jednak nie wiemy co jest potem. 3000 religii z których każda uważa się za jedyną i prawdziwą. Tysiące bóstw i bogów. Setki systemów filozoficznych, miliony książek, artykułów, piosenek, wierszy..

Biliony a nawet więcej modłów słanych do rzekomych niebios od zarania dziejów. Tyleż samo próśb słanych do różnych bóstw, od mitycznego Edenu aż po dzień dzisiejszy. Tak bardzo chciałoby się, by Bóg przemówił, by pokazał, że coś metafizycznego istnieje. By dał znak, odpowiedź. A on milczy. Po prostu dyplomatycznie milczy, od początku świata aż do teraz. I ani myśli odpowiedzieć na modły i prośby. Ani myśli rozwiać odwiecznego lęku przed nieuchronnym i tak nieznanym.

oświecenie

Strach przed śmiercią jest najważniejszym lękiem ludzkiej egzystencji. Zaś instynkt przetrwania jest najsilniejszym ludzkim instynktem. To on z jednej strony uruchamia niewyobrażalne pokłady nadziei, gdy jest źle, i z drugiej strony, mobilizuje ogromne siły organizmu w przypadku zagrożenia. Ludzie są zdolni do nieludzkich wysiłków, by ratować siebie lub swoich bliskich.

Był kiedyś przypadek, gdy kobieta sama podniosła samochód, który przygniótł jej dziecko. Na marginesie – „nadzieja jest kochanką strachu”. Pojawia się tam, gdzie jest lęk, gdy dzieje się źle. Jest okrutna w swej istocie, bo jest mechanizmem zabezpieczającym, trzymającym nas w ryzach. Jednak jest ona potrzebna.

Nadzieja to iluzja, która pomaga nam przetrwać nawał ogromnych trudności, ale często bywa toksyczna. Jest źle, np w pracy lub w związku, ale jest nadzieja, nęcąca że będzie lepiej. Że jakoś się ułoży. Przecież „zawsze jakoś jest”, jak mówi głupio-mądre ludowe przysłowie, nie? A bez zdecydowanego działania często nic się nie poprawia. Jest tylko nadzieja że jakoś tam będzie, a człowiek zaczyna się do swojego życiowego gówna przyzwyczajać. Bo człowiek ma już taką naturę, że przyzwyczai się do wszystkiego. Taka nadzieja często odwleka to zdecydowane działanie. W takich przypadkach nadzieja jest okrutna. Dlatego niektórzy mówią, że choć jest to paradoksem, to nie ma okrutniejszej rzeczy niż nadzieja.

Tematykę ilozuryczności różnych doktryn tłumaczących sens życia i to, co jest po śmierci, opisywałem w poniższych artykułach. Są one jednymi z najważniejszych opublikowanych przeze mnie. Ten wpis jest ich swobodną kontynuacją:
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi!
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Na drugim miejscu ludzkich lęków jest lęk przetrwania, czyli czy wystarczy do pierwszego. Nietrudno się domyśleć, że lęk przetrwania jest zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio związany z lękiem przed śmiercią. Zasobów na świecie jest mało, od zawsze odczuwamy różnego rodzaju braki. Z jednej strony zmusza to nas do kreatywności i wynalazczości. A z drugiej strony, powoduje ogromny lęk i przyczynia się do zła. Bo skoro może zabraknąć i człowiek może nie przetrwać, to zaraz pojawia się pokusa, by grać nieczysto i siłą odbierać zasoby. U ludzi służy ku temu hierarchia, na szczycie której są bankierzy, korporacje i finansiści. Hierarchia zarówno u ludzi jak i u zwierząt jest mechanizmem, który umożliwia jednostkom najsilniejszym i najbardziej bezwzględnym na zagarnięcie większości zasobów. U zwierząt jest to bezpośrednie, bo osobnik alfa podgryza i zaszczuwa resztę stada. U ludzi jest inaczej. My nasze barbarzyństwo przebraliśmy w strój ideologii, religii, norm społecznych, i zabijania milionów ludzi w imię demokracji i praw człowieka.

Mam dla Ciebie kilka cytatów o śmierci. Czy zgadzasz się z nimi? Lęk przed śmiercią i ogromnym bólem towarzyszył mi około tygodnia czasu w związku z pewną realną sytuacją. I tak to jest, że dziś człowiek sobie żyje, a jutro zgarniają go z ogromny bólem, i potem albo przeżyje (99%) albo nie (1%). Jeden procent, potem dwa metry pod ziemią, a kornik napisze Twój uładzony życiorys.. Jeden procent to dużo, czy mało? Jak dużo, czy jak mało? I jak to w ogóle ocenić? Czasami te procenty są różne w zależności od sytuacji.. Stracić możesz wszystko w każdej chwili. Ja wiem, że odpowiedzi na egzystencjalne, odwieczne pytania nie ma, póki żyjemy.

A te pytania powodują ogrom lęków i cywilizacyjnych neuroz. Odpowiedź jest, ale jest ona nieosiągalna. Śmierć jest ostateczną odpowiedzią, bo wtedy na serio poznasz, co jest po drugiej stronie. Ale stamtąd nie ma już powrotu, i nie podzielisz się zdobytą wiedzą z żyjącymi ludźmi. Nikt nie wrócił i nikt się nie podzielił, a tylko taki dowód można uznać za merytoryczny i pewny. Dlatego śmierć, źródło najpotężniejszych podświadomych i cywilizacyjnych lęków, jest jednocześnie największym tabu na Ziemi. Wszystko, co o niej wiemy, i szerzej – wszystko co wiemy o metafizyce, to wyłącznie domysły, hipotezy, spekulacje. Wygodnie jest wierzyć w piekło, niebo, czy to, że tylko materia istnieje, a po śmierci nic nie ma. Ale to są kolejne hipotezy i spekulacje.

Cytat: „To strach przed śmiercią stworzył nieśmiertelnych bogów; śmierć jest łonem, z którego rodzą się religie, ich fundamentem są katakumby, groby, a pradawne obrzędy obracają się wokół nieżywych. Jeśli nie poznamy tajemnicy śmierci, nie będziemy nawet wiedzieć, dlaczego żyjemy i jaki kierunek nadać naszemu życiu. Kto nie wie dlaczego umiera, nie wie dlaczego żyje. Kto nie wie czym jest śmierć, nie wie czym jest życie. Kto boi się śmierci, boi się odkryć lęk przed życiem. Życie nabiera sensu dopiero wówczas, gdy zostanie nadany sens śmierci. To śmierć trzyma przy życiu każde nasze zwątpienie, nadzieję, oczekiwanie, marzenia o wieczności. Świat jest tylko ludzkim cmentarzem, gdzie zawsze będzie panować śmierć.”

Cytat: „Nie mam oblicza cierpienia, ja, Śmierć. Ja tylko uwalniam ludzi od ich ziemskiego bólu.. Tymczasem moja siostra, Życie, to ona jest Wam ciężarem, mamiąc Was, zatrzymując w miejscach cierpienia, karmiąc głodem życia za wszelką cenę, zmuszając do ukrywania lęków i nawoływań przemijającego nieubłaganie czasu. To ona, Życie, nie zna Litości, nie daje chwili wytchnienia, dopóki żyjecie. Ja ofiaruję Wam w jednej tylko chwili spokój na wieki.”

Cytat: „Życie i śmierć to też rytm, podobnie jak wdech i wydech, czuwanie i spanie – jedynie rozmiar rytmu utrudnia człowiekowi jego dostrzeżenie. Doświadczenie potwierdza, że także i tutaj obowiązuje prawidło rządzące dwoma biegunami: życie wymusza śmierć. Jedyną pewną rzeczą w momencie narodzin istoty żywej jest fakt, że kiedyś będzie musiała umrzeć. Śmierć następuje po życiu z taką samą pewnością, z jaką po wydechu następuje wdech.

Zgodnie z tą samą zasadą śmierć wymusza z pewnością życie. Widzimy więc, że zmiany życie-smierć-życie oddają ten sam rytm, co zmiany czuwanie-sen-czuwanie i tak dalej. Życie i śmierć to biegunowość, które na skutek nieprzerwanych zmian rytmicznie wplatają się w egzystencję wszelkich form bytu. Wszystkie formy istnienia posłuszne są prawu oscylacji: pływy morza, pory roku, elektryczność, okresy wojen i pokoju, pory dnia – wszędzie obserwacje dostarczają nam dowodów na istnienie rytmicznej gry polegającej na biegunowych zmianach. Dlaczego więc właśnie biegunowość życie-śmierć miałaby stanowić wyjątek, dlaczego prawidłowość dowiedziona we wszystkim miałaby sie zatrzymać przed fenomenem życia?

Tę rytmiczną wędrówkę duszy przez życie i śmierć nazywamy od zawsze wędrówką dusz lub reinkarnacją ( ponownym wcieleniem). Wiedział o niej zarówno Platon, jak i Goethe. Specjalnie użyłem tu słowa „wiedział”, a nie „wierzył”, ponieważ reinkarnacja nie jest sprawą wiary, ale stanowi problem filozoficznej zdolności poznania. Każdy może wierzyć we wszystko poza reinkarnacją, powinien jednak zdawać sobie sprawę z tego, że wszystkie hipotezy pozbawione aspektu reinkarnacji noszą znamiona absurdu, gdyż tylko reinkarnacja współbrzmi ze wszystkimi prawidłami tego uniwersum. W tej sytuacji dziwi więc fakt, że ciągle słyszy się głosy domagające się dowodów na istnienie reinkarnacji. Rzeczywistość sama udowadnia swoje istnienie, nie potrzebuje na to żadnych zewnętrznych dowodów.

Tylko kto poprzez miłość
dotarł do wiedzy, zostanie uwolniony
od krzyża przyczyny i skutku,
do którego przybiła go niewiedza.
Tylko miłość kończy korowód reinkarnacji.”
~Hans Stender, „Śpiew wieczności.”

Ludzie mówią, że to śmierć jest straszna, tymczasem dużo straszniejsze jest życie w nędzy, w chorobie, pozbawione wiedzy, sensu, celu. Paradoksem jest też, to, że najbardziej śmierci boją się Ci, którzy za życia tak naprawdę nie żyli. Wydaje mi się, że to nie boją się oni śmierci, tylko boją się życia, w którym nie ma dostatecznie dużej ilości „bodźców”, „treści” czy też „sensu” – cokolwiek te pojęcia oznaczają. Śmierć jest czasami wyzwoleniem od takiego życia. Część ezoteryków mówi, że dusza ma podejmować decyzję o przedwczesnym odejściu z tego świata, gdy jest zmęczona codziennym kieratem i nie widzi możliwości dalszego rozwoju.

Stały Czytelnik mojej strony napisał, że i nauka i religie ukrywają realne, merytoryczne dowody na istnienie duszy, a więc na to, że coś tam po śmierci istnieje. Miały być przeprowadzone rzetelne eksperymenty w tym zakresie, ale nauce i religiom ma zależeć na tym, by ludzie nie mieli tej pewności. Uważam, że gdybyśmy mieli tę pewność, że nie umieramy po śmierci ciała, to nasze życie i nasz świat diametralnie by się odmieniły. Dlatego elitom może zależeć na tym, by taką wiedzę ukryć. O ile w ogóle taka wiedza istnieje, bo tego też nie wiadomo. Zastanówmy się, co by było, gdybyśmy wiedzieli, że „nie wszystek umrzemy”? Co by było, gdybyśmy mieli pewność, że dusza nie umiera, ale wciela się w kolejne ciało?

Po pierwsze, natychmiast upadłyby wszystkie religie. Są one systemami władzy, bardzo użytecznymi, bo wg słów samego Napoleona, powstrzymują biedotę przed mordowaniem bogatych. Drugim namacalnym rezultatem byłaby spektakularna fala samobójstw przetaczająca się przez cały glob ziemski. Człowiek nie ma pewności, co jest potem. Większość ludzi przy życiu nie trzyma miłość do swojego żywota, ale lęk przed śmiercią, nadzieja i instynkt przetrwania. Bo nie ukrywajmy, ten żywot jest marny, pełen traum, biedy, niesprawiedliwości. Perspektyw na poprawę bytu brak. Umowa zlecenie u polskiego prywaciarza, partner równie sfrustrowany, który jest ledwie cieniem człowieka którego kiedyś kochaliśmy, i dzieci które zaczynają nas nienawidzić. Żywot marny, ale taki człowiek podświadomie wie, że ma tylko to.

A teraz człowiek zyskałby pewność, że po śmierci wędrówka duszy odbywa się dalej, do innego ciała. Więc po co kontynuować taki żywot? A nuż w przyszłym wcieleniu będzie lepiej? Trzecim rezultatem zdobycia przez ludzkość pewności byłoby radykalne ograniczenie wyścigu szczurów i większe wyluzowanie. Bo skoro życie po śmierci i wędrówka dusz jest, to po co się szarpać i napalać na spełnianie żądań i oczekiwań społecznych? Teraz czasy są jakie są, człowiek sobie wyjedzie w Bieszczady, albo wyluzuje w inny sposób. Człowiek zwolni się z tej korporacji, przestanie ścigać i napędzać gospodarkę, zadowoli się minimum, i tak sobie doczeka śmierci, i kto wie, może w następnym życiu będzie lepiej. Może w następnym życiu kupi sobie mieszkanie, samochód, założy rodzinę. W tym życiu za minimalną krajową nie będzie tego robić, bo i po co?

Pewność tego, co jest po śmierci, wywróciłaby porządek świata do góry nogami i prawdopodobnie doprowadziłaby do zapaści systemu, choćby systemu ekonomicznego. Elita nie może sobie na to pozwolić. Musi utrzymać ludzi w przeświadczeniu, że oprócz tego życia nic potem nie ma. Więc taki człowiek zrobi wszystko, byle tylko w tym życiu mieć jak najwięcej. I będzie się zgadzał na wszystko. Przecież buntować się i podskakiwać nie warto. Poza tym skoro człowieczyna ma tylko to życie, to lepiej robić coś konkretnego, np pracować po 12 godzin na dobę. Bo inaczej nic się nie osiągnie. Bo tylko grając tak, jak nakazał system, można coś osiągnąć. A jeśli nie, to zmarnuje się tę jedyną szansę. Więc człowiek godzi się na to parszywe życie, na ten wyścig szczurów, pętlę kredytów, spełnianie społecznych żądań. Bo przecież drugiego życia już nie ma, więc niech będzie choć to jedno, parszywe, w którym posadzi się to drzewo, zbuduje ten dom (na kredyt) i spłodzi syna. Przynajmniej tyle z tego życia będzie miał.

To tylko teoria, hipoteza, na którą nie ma ostatecznych dowodów i która też nie da Ci stuprocentowej pewności. Nie bój się śmierci, bój się życia pozbawionego życia, czyli bój się śmierci za życia.. Och, jak łatwo to powiedzieć, prawda? A Ty co sądzisz na ten temat? Zapraszam do dyskusji.

Autor: Jarek Kefir ©

Moja strona jest niezależna od wielkich koncernów, od ideologii i od polityków. Utrzymuję ją z reklam i z Waszych dobrowolnych darowizn. Nie ma u mnie przymusowych opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz i jeśli wnoszą do Twojego życia coś cennego:

  • Na konto bankowe:
    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna
    .
  • Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282
    .
  • Na Pay Pal: Kliknij na ten link [LINK TUTAJ]

 

CARL GUSTAV JUNG: NAUKOWIEC, PSYCHOLOG I WIZJONER WYPRZEDZAJĄCY EPOKĘ

carl gustav jungDużym szacunkiem darzę osobę Carla Gustava Junga. Był on tym człowiekiem, który dał nowe spojrzenie na psychologię. Nauka ta wolała jednak pójść ścieżką wytyczoną przez jego poprzednika – Zygmunta Freuda. Freud zakładał że żadnego czynnika metafizycznego nie ma, a człowiek jest tylko (bio)maszyną.

Koncepcja psychologii Freuda doskonale pasowała do założeń nauki, opartej na doktrynie kartezjańsko-newtonowskiej. Zwanej racjonalizmem czy też materializmem. Doktryna ta jest obecnie podwaliną funkcjonowania nie tylko nauki, ale i naszej cywilizacji. Wynika z niej szereg niekorzystnych wartości. Bo skoro człowiek nie jest niczym innym jak biomaszyną, to jest dozwolone wszystko. A moralność i etyka są tylko przestarzałymi, hamującymi naukę pojęciami.

Psychologia która nie uwzględnia czynnika metafizycznego, mistycznego, jest karykaturą nauk o człowieku. To nigdy nie może funkcjonować oddzielnie. Niektórzy zwolennicy „naukowej„, materialistycznej psychologii głoszą wręcz pogląd, że coś takiego jak podświadomość nie istnieje. Istotnie, nauka do dziś ma problem z tym, że człowiek posiada (pod)świadomość.

Tej świadomości nie da się ani racjonalnie wytłumaczyć, ani przyporządkować czemukolwiek fizycznemu w mózgu. Tak prosta i wydawałoby się trywialna sprawa, jest całkowicie niewyjaśniona przez naukę. Jeśli za świadomość odpowiada tylko fizyczny mózg, to w takim razie co z pewnymi dylematami które się wtedy pojawiają?

Jakie białko, jaka grupa neuronów, jaki rodzaj ich połączeń odpowiada np za traumatyczne wspomnienie, lęki, kompleksy, złe postrzeganie rzeczywistości? Na to odpowiedzi nie ma. Więc dla dzisiejszej nauki bezpieczniej jest przyjąć, że człowiek.. nie ma świadomości. Takie próby są obecnie podejmowane.

Żałuję, że akademicka psychologia nie poszła ścieżką wytyczoną przez Junga, a rozwinęła doktrynę ateisty Freuda. Nauki ezoteryczne i gnostyckie są bowiem naturalnym przedłużeniem i uzupełnieniem psychologii. Odpowiadają na te pytania, wobec których akademicka psychologia jest bezradna.

Wstęp: Jarek Kefir

Cytuję: „11 lutego 1944 roku 68-letni Carl Gustav Jung, najbardziej wówczas znany na świecie żyjący psycholog, pośliznął się na lodzie i złamał sobie kość strzałkową. Dziesięć dni później, już w szpitalu, doznał zawału serca spowodowanego przez zator, który powstał w jego złamanej nodze. Leczony tlenem i kamforą utracił świadomość i przeżył coś, co przypomina doświadczenie przedśmiertne lub OOBE – lub, zależnie od punktu widzenia, delirium. Miał uczucie jak gdyby unosił się 1000 mil ponad Ziemią. Morza i kontynenty skąpane były w błękitnej poświacie, Jung zaś dostrzegł pustynię arabską i pokryte śniegiem Himalaje. Wydawało się, że miał już opuścić orbitę, wtedy jednak na południu dał się zauważyć wielki czarny monolit. Była to pewnego rodzaju świątynia, u wrót której Jung ujrzał hindusa siedzącego w pozycji lotosu. Wewnątrz świeciły niezliczone świece, on sam zaś czuł, że „cała fantasmagoria ziemskiego istnienia” oddalała się. Bynajmniej nie było to przyjemne, ale to, co pozostało, stanowiło „esencję Junga” – było korzeniem jego doświadczeń.

Jung wiedział, że wewnątrz świątyni mógł odnaleźć rozwiązanie tajemnicy jego istnienia, jego życiowego celu. Ujrzawszy ją, miał przekroczyć jej próg, gdy nagle zobaczył unoszący się nad Europą obraz swojego lekarza w archetypowej postaci Króla z Kos, wyspy, na której mieściła się świątynia Eskulapa, greckiego boga medycyny. Powiedział on Jungowi, że jego odejście było przedwczesne; wielu ludzi wymagało jego powrotu, a on, Król, miał go zabrać spowrotem. Jung, usłyszawszy te słowa, poczuł się rozczarowany, a wizja prawie natychmiast się skończyła. Doświadczył niechęci do życia, którą czuje wielu „zabranych spowrotem”, najbardziej jednak wprawiał go w zakłopotanie widok jego lekarza w archetypowej postaci. Wiedział, że to oznaczało, że fizyk poświęcił całe swoje życie, by uratować Junga. 4 kwietnia – data, którą zachwyca się wielu numerologów – Jung po raz pierwszy od momentu zawału usiadł na swoim łóżku. Tego samego dnia jego lekarz przyszedł z sepsą i położył się na łóżku. Nigdy z niego już nie wstał i zmarł kilka dni później.

Jung był pewny, że nie była to halucynacja, ale że dane mu było doświadczyć wizji rzeczywistości. Wyszedł poza czas, a jego doznanie wywarło na nim znaczący wpływ. Z jednej strony depresja i pesymizm, które nadeszły wraz z drugą wojną światową, znikły. Było jednak również coś więcej. Przez większość swojej długiej kariery udowadniał on swoim kolegom, przyjaciołom i czytelnikom, że – nade wszystko – był naukowcem. Niczym mantrę powtarzał, że nie był mistykiem, okultystą czy też wizjonerem – wszystkim tym, czego jego krytycy używali przeciwko niemu, odrzucając jego pretensje do nauki. Teraz, wróciwszy znad krawędzi śmierci, wydawał się być gotowy na to, by drzemiący w nim naukowiec usunął się w cień na pozostałe 17 lat jego życia.

Chociaż Jung zawsze wierzył w istnienie „innego” świata, starał się nie mówić o tym zbyt głośno. Przeżywszy jednak swoje wizje, wydawał się mniej skryty. Wydaje się, że przeżył pewnego rodzaju doświadczenie konwersji, a skrywane dotychczas zainteresowania znanego na całym świecie psychologa od tej pory stały się znane. Latające spodki, astrologia, parapsychologia, alchemia, a nawet przepowiednie nadchodzącej „Ery Wodnika”: świadectwa wszystkich tych wątpliwych zjawisk – wątpliwych przynajmniej z perspektywy współczesnej nauki – wypływały spod jego pióra. O ile w ciągu swojej kariery wysuwał oskarżenia pod adresem mistycyzmu i okultyzmu – początkowo wywołane przez jego konflikt z Freudem w 1912 roku – o tyle pod koniec lat czterdziestych wydawał się zaprzestać walki. Pojawił się Jung, jakiego znamy z ostatniej dekady jego życia – „Mędrzec z Küsnacht” i „Wiedźmin z Zürichu”.

Wszystko zostało w rodzinie

Jung jednak już od początku był zaangażowany w okultyzm – dosłownie tkwił on w jego DNA. Jego dziadek od strony matki, czcigodny Samuel Preiswerk, który uczył się hebrajskiego, wierząc, że ten język jest używany w niebie, akceptował rzeczywistość duchów i przewodził badaniu ducha swojej zmarłej pierwszej żony, która często go odwiedzała. Matka Junga, Emilie, miała odpędzać zmarłych, którzy rozpraszali go, gdy ten pisał swoje kazania.

Emilie sama zresztą, będąc jeszcze nastolatką, rozwinęła zdolności mediumiczne. Mając 20 lat, zapadła w śpiączkę na 36 godzin; gdy jej czoła dotknął rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, wybudziła się i zaczęła mówić w obcych językach i przepowiadać przyszłość. Emilie przez całe życie wpadała w transy, podczas których komunikowała się ze zmarłymi. Wydawała się również posiadać „mnogą osobowość”. Jung od czasu do czasu słyszał, jak Emilie rozmawiała sama ze sobą jakimś obcym głosem, czyniąc głębokie spostrzeżenia wyrażone w niecharakterystyczny dla siebie sposób. Ten „drugi głos” miał wyczucie świata dużo bardziej dziwnego, niż ten, który znał młody Carl.

Ta „mnogość”, którą Carl zaobserwował u własnej matki, pojawiła się później również i u niego. W wieku około 12 lat stał się on dosłownie dwojgiem ludzi. Istniało jego zwyczajne chłopięce jestestwo, ale również ktoś jeszcze. Ten „Drugi”, jak nazywał go Carl, był postacią z XVIII wieku, władczym człowiekiem, który nosił białą perukę i zapinane buty, jeździł imponującą karocą i wyrażał się o młodzieńcu z pogardą. Trudno uciec przed wrażeniem, że w pewien sposób Jung czuł, że był tym człowiekiem w poprzednim życiu. Widząc starą zieloną karocę, Jung czuł, że pochodzi ona z jego czasu. Wynalezione później przez niego pojęcie zbiorowej podświadomości, polegające na tym, że – w jego mniemaniu – po narodzinach dziedziczymy psychiczny rezerwuar symboli i obrazów, jest w pewnym sensie formą reinkarnacji, poza tym Jung sam wierzył w istnienie pewnego rodzaju życia po śmierci. Wkrótce po odejściu jego ojca w 1896 roku, gdy Jung miał 21 lat, miał on dwie wizje senne, w których ojciec ukazał się tak żywy, że Carl rozważał istnienie życia po śmierci. W innym śnie ojciec Junga poprosił go o poradę małżeńską, ponieważ chciał się przygotować na przyjście swojej żony. Jung uznał to za przeczucie, które się sprawdziło – jego matka wkrótce potem zmarła. Wiele lat później, gdy odeszła jego siostra Gertruda – a było to na dziesięć lat przed jego własnym doświadczeniem z pogranicza śmierci – Jung napisał, że „to, co dzieje się po śmierci, jest tak niewypowiedzianie wspaniałe, że nasza wyobraźnia i uczucia nie są w stanie stworzyć nawet zbliżonego do tego pojęcia”. [1]

Tablice i noże

Matka Junga była zaangażowana w co najmniej dwa dobrze znane doświadczenia paranormalne, o których wspomina się w praktycznie każdej książce poświęconej Jungowi. Siedząc w swoim pomieszczeniu badawczym, Carl nagle usłyszał głośny huk dobiegający z pokoju dziennego. Pobiegł tam i zastał swoją przerażoną matkę. Okrągły stół, wykonany z drzewa orzechowego, pękł w samym środku. Pęknięcie nie było jednolite, przeszło jednak przez lite drewno. Nie była temu winna suchość drewna; stół miał 70 lat, a dzień był wilgotny. Jung pomyślał: „To z pewnością są dziwne wypadki”. Emilie odpowiedziała swoim „innym głosem”, jak gdyby czytała w jego umyśle: „Tak, tak, to coś oznacza”. Dwa tygodnie później miało miejsce drugie zdarzenie. Wracając wieczorem do domu, Jung spotkał podekscytowaną gosposię. Godzinę wcześniej dał się słyszeć głośny huk, tym razem dochodzący z dużego kredensu. Nikt nie miał pomysłu, co mogło wytworzyć ten odgłos. Jung sprawdził kredens. Wewnątrz, gdzie przechowywali chleb, znalazł bochenek i nóż do krojenia pieczywa. Nóż był roztrzaskany na kilka części, przy czym wszystkie były starannie poukładane w koszyku na chleb. Nóż był wcześniej używany do herbaty, od tego czasu nikt jednak nie otwierał ani nawet nie dotykał kredensu. Gdy Jung przyniósł nóż do nożownika, dowiedział się, że stal nie była wadliwa oraz że ktoś musiał go złamać celowo. Jung przechowywał połamany nóż przez resztę życia i wiele lat później wysłał jego fotografię do badacza psychologii, J. B. Rhine’a.

Duch się święci

W tym czasie Jung, podobnie jak wielu innych, interesował się spirytyzmem i czytał poświęconą temu literaturę – książki Zöllnera, Crooksa, Carla du Prela, Swedenborga oraz klasyk Justinusa Kernera „The Seeress of Prevorst”. W stowarzyszeniu debatującym Zofingia na Uniwersytecie w Bazylei wygłaszał on wykłady na temat „Wartości Badania Spekulacyjnego” oraz „Ograniczeń Precyzyjnej Nauki”, w których kwestionował dominujący paradygmat materializmu, który zresztą obowiązuje do dziś. Jung zaangażował studentów w różne eksperymenty okultystyczne, gdy jednak opowiadał im o swoich pomysłach lub pouczał o potrzebie traktowania ich poważnie, spotykał się ze sprzeciwem. Wydaje się, że więcej szczęścia miał ze swoim jamnikiem, który, jak czuł, rozumiał go lepiej i sam potrafił wyczuć nadnaturalną obecność. [2]

Inną osobą, która wydawała się wyczuwać nadnaturalną obecność, była jego kuzynka od strony matki, Helene Preiswerk. W liście do Rhine’a opisującym roztrzaskany nóż Jung odnosi się do Helly – jak zwykł ją nazywać – jako do „młodej kobiety wykazującej zdolności mediumistyczne”, którą spotkał mniej więcej w czasie incydentu, również w swoich „tak zwanych” autobiograficznych „Wspomnieniach, Marzeniach, Refleksjach” opisuje, że po incydentach ze stołem i nożem był zaangażowany w cykle seansów ze swoimi bliskimi. W rzeczywistości jednak seanse odbywały się już jakiś czas przed tymi dwoma zdarzeniami, a ich punktem centralnym była Helly, którą Jung bardzo dobrze znał i która była w nim zakochana. Jest to wczesny znak jego cokolwiek niejasnych związków z okulturą.

Helly wpadała w trans i upadała na podłogę, oddychając głęboko i przemawiając głosem starego Samuela Preiswerka – choć de facto nigdy go nie słyszała. Mówiła pozostałym, że powinni się modlić za jej starszą siostrę Berthę, która, jak mówiła, właśnie urodziła czarne dziecko. Bertha, która mieszkała w Brazylii, miała już jedno dziecko ze swoim mieszanej rasy mężem, drugie dziecko urodziła zaś w tym samym dniu, w którym odbywał się seans. [3] Kolejne seanse również okazały się zaskakujące. Z jednej strony, Samuel Preiswerk i Carl Jung Starszy – dziadek Junga ze strony ojca – którzy za sobą wzajemnie nie przepadali, osiągnęli porozumienie. Pojawiło się ostrzeżenie dla drugiej siostry, która również spodziewała się dziecka, które miała utracić – w sierpniu dziecko przyszło na świat przedwcześnie, martwe. [4]

Helly wydobywała z siebie kolejne głosy, najbardziej jednak interesującym była dusza o imieniu Ivenes, która nazywała siebie prawdziwą Heleną Preiswerk. Ta postać była dużo bardziej dojrzała, pewna i inteligentna od Helly, którą Jung opisywał jako roztargnioną i niespecjalnie bystrą, utalentowaną lub wykształconą. Wyglądało to tak, jak gdyby pod skórą pospolitej nastolatki ukrywała się pełniejsza, bardziej majestatyczna osobowość, podobnie jak „drugie Ja” Junga. Był to wgląd w psychikę, który zainspirował jego późniejszą teorię „indywiduacji”, procesu „stawania się tym, kim jesteś”. Helly później dojrzała i odnosiła we Francji sukcesy jako krawcowa, umarła jednak młodo w wieku zaledwie 30 lat.

Jung w swojej rozprawie „O psychologii i patologii tak zwanych zjawisk okultystycznych” opisuje Helly niepochlebnie jako „wykazującą trochę rachityczną formację czaszki” i mającą „nieco bladą twarz”, przy czym zapomina nadmienić, że to jego kuzynka. Pomija również swój udział w seansach i datuje je na lata 1899-1900, mimo iż rozpoczęły się one wiele lat wcześniej. Gerhard Wehr łagodnie sugeruje, że „kandydat na doktora z oczywistych względów bał się ukryć swoją własną rolę, szczególnie swoje pokrewieństwo, dlatego już od początku zaniechał jakiejkolwiek krytyki, która mogłaby poddać w wątpliwość naukową poprawność całej pracy”. [5]

Innymi słowy, Jung-naukowiec stwierdził, że zatajenie osobistego zaangażowania w tą sprawę Junga-okultysty będzie dobre dla jego kariery.

Poltergeist w biblioteczce Freuda

W 1900 roku 25-letni Jung został zatrudniony w prestiżowej Klinice Psychiatrii Uniwersytetu w Zürichu. Tutaj wykonał solidną pracę w zakresie badań nad kojarzeniem słów, rozwinął swoją teorię „kompleksów” i z powodzeniem zainicjował „przyjazne względem pacjenta” podejście do pracy z psychotykami i schizofrenikami. W czasie swojej kadencji nawiązał również współpracę z Freudem. Od roku 1906, gdy rozpoczął korespondencję, do 1912, w którym przyjaźń się zakończyła, Jung był wiernym zwolennikiem pracy Freuda i aktywnie ją promował. Zdarzały się jednak problemy. Jeden związany był ze słynnym poltergeistem w biblioteczce Freuda. Odwiedzając Freuda w 1909 roku w Wiedniu, Jung zapytał go o jego podejście do parapsychologii. Freud był nastawiony sceptycznie i odrzucił tą dziedzinę jako nonsens. Jung nie zgodził się z nim i, siedząc naprzeciw swojego mistrza, zaczął czuć jak jego przepona świeciła jak gdyby była rozgrzana do czerwoności. Nagle z biblioteczki dał się słyszeć głośny huk. Obaj panowie podskoczyli, a Jung rzekł do Freuda: „Oto przykład tak zwanego zjawiska katalitycznej eksterioryzacji!”, jak to długim określeniem Jung nazywał poltergeista lub „hałaśliwego ducha”. Freud odpowiedział: „Bzdura!”, wówczas Jung przewidział, że natychmiast pojawi się drugi huk. I tak się stało. Jak mówił Jung, od tego momentu Freud stawał się względem niego coraz bardziej nieufny. Czytając list Freuda do Junga na temat tego incydentu, można odnieść wrażenie, że to sam Jung jest odpowiedzialny za wszystko.

Nie było to zaskakujące – Jung wykazywał wiele paranormalnych zdolności. Gdy po skończonym wykładzie leżał w hotelowym łóżku, doświadczył samobójstwa pacjenta, który doznał silnego „przeniesienia” (chodzi tu o komunikację jednego umysłu z drugim bez wykorzystania bodźców zmysłowych – przyp. Ivellios). Pacjent doznał nawrotu depresji i strzelił sobie w głowę. Jung obudził się, czując dziwny ból na swoim czole. Później odkrył, że jego pacjent sstrzelił sobie dokładnie w miejsce, w którym on czuł ból, i to w tym samym czasie, gdy Jung się obudził. Co więcej, jeden z jego gości wspomniał kiedyś o „zewnętrznym libido” Junga i o tym, że „gdy powstał ważny pomysł, którego on jeszcze nie był do końca świadomy, meble i elementy drewniane w całym domu skrzypiały i trzaskały”.

Czerwona Księga

To właśnie rozłam między Jungiem a Freudem doprowadził Junga do „zejścia do podświadomości”, dręczącej podróży do najgłębszych zakamarków psychiki, w których zebrał wiadomości na temat zbiorowej podświadomości, która zainspirowała jego szkołę „psychologii analitycznej”. Wszedł w „kreatywną chorobę”, niepewny tego, czy nie oszaleje. W październiku 1913 roku, niedługo po rozłamie, Jung miał, z naszej perspektywy, wizję lub halucynację. Będąc w pociągu, zobaczył powódź zalewającą Europę od Morza Północnego aż po Alpy. Gdy woda dotarła do Szwajcarii, góry wyrosły, by chronić jego ojczyznę, na falach zauważył jednak dryfujące szczątki i ciała. Wtedy woda przemienił się w krew. Wizja ta trwała godzinę i wydaje się, że była snem, który nawiedził jego budzącą się świadomość. Spędziwszy ponad dekadę na leczeniu psychicznie chorych pacjentów, którzy cierpieli na takie właśnie symptomy, Jung miał powód do niepokoju. Ironią losu, jego obawy zmalały następnego lata, gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, a on zorientował się, że wizja stanowiła jej zapowiedź.

Psychiczne napięcie trwało jednak nadal. Przyszedł w końcu moment, gdy Jung czuł, że nie może już dalej walczyć z uczuciem szaleństwa. Postanowił pozwolić mu działać. Gdy to uczynił, znalazł się w niesamowitym podziemnym świecie, w którym spotkał dziwne inteligencje, które „żyły” w jego umyśle. To doświadczenie było tak niepokojące, że przez jakiś czas Jung sypiał z naładowanym pistoletem przy łóżku, gotów odstrzelić swój mózg, jeśli stres stanie się zbyt duży.

W swojej „Czerwonej Księdze” Jung zawarł opis, w słowach i obrazach, obiektywnych, niezależnych istot, które spotkał w trakcie swojej „kreatywnej choroby” – istot, które osobiście nie miały z nim nic wspólnego, a które jednak dzieliły jego wewnętrzny świat. Byli to Eliasz i Salomea, dwie postaci z Biblii, którym towarzyszył wąż. Była też postać, którą Jung nazwał Filemonem, a która stała się pewnego rodzaju „wewnętrznym guru” i którą przedstawiał jako łysego, białobrodego starego człowieka z rogami byka i skrzydłami zimorodka. Pewnego ranka, namalowawszy tą postać, Jung wybrał się na spacer, podczas którego natknął się na martwego zimorodka. Ptaki te rzadko widywano w Zurychu, a Jung nigdy nie widział ani jednego martwego ptaka. Była to jedna z wielu synchroniczności – „znaczących zbiegów okoliczności” – które się wówczas przydarzyły. Były również i inne. W 1916 roku, wciąż w uściskach swojego kryzysu, Jung znów poczuł, że coś wewnątrz niego próbuje się wydostać. Dziwny strach wypełnił jego dom. Czuł obecność zmarłych – podobnie zresztą czuły jego dzieci. Jedna z córek zobaczyła dziwną białą postać; innej coś zabrało w nocy koc. Syn Junga narysował obraz rybaka, którego widział we śnie: z głowy rybaka wyrastał płonący komin, a nad nim latał diabeł, który przeklinał rybaka, chcąc mu wykraść ryby. Jung musiał wszystkim opowiedzieć o Filemonie. Później, pewnej nocy, dzwonek u drzwi zadźwięczał głośno, nikogo jednak tam nie było. Jung zapytał: „Cóż się na tym świecie dzieje?” Głosy umarłych odpowiedziały: „Wróciliśmy z Jeruzalem, gdzieżeśmy nie znaleźli tego, czegośmy szukali”, słowa te stały się wstępem do dziwnych jungowskich „Siedmiu Kazań dla Zmarłych”, efektu „duchowego dyktanda” lub „channellingu”, które poświęcił „Bazylidesowi z Aleksandrii, Miasta, w którym Wschód zetknął się z Zachodem”.

Duchy w domu

W roku 1919 pierwsza wojna światowa już się zakończyła, a kryzys u Junga minął, mimo to nadal praktykował on coś, co nazywał „aktywną wyobraźnią”, rodzaj śnienia na jawie, którego rezultaty zapisał w „Czerwonej Księdze”. Nie brakowało jednak duchów bardziej tradycyjnego rodzaju. Jung został zaproszony do Londynu na wykład pod tytułem „Psychologiczne Podstawy Wiary w Duchy”, zorganizowany przez Towarzystwo Badań Psychicznych. Jung opowiedział Towarzystwu, że duchy i materializacje były „podświadomymi projekcjami”. „Wielokrotnie obserwowałem telepatyczne efekty podświadomych kompleksów, jak również wiele zjawisk parapsychicznych, nie widzę w nich jednak żadnego dowodu na istnienie prawdziwych duchów, dopóki więc taki dowód się nie pojawi, zmuszony jestem uznać to całe terytorium za należące do psychologii”, powiedział Jung.

Niewątpliwie było to wystarczająco naukowe, jednak rok później, znów w Anglii, Jung natknął się na nieco bardziej realnego ducha. Spędził kilka tygodni w domu w Aylesbury należącym do Maurice Nicoll (później studenta Gurdjieffa i Ouspensky’ego) i gdy został on otoczony przez dziwne dźwięki, izbę wypełnił nieprzyjemny zapach. Miejscowi mówili, że to miejsce było nawiedzone, szczególnie zaś jednej nocy [leżąc na łóżku] Jung znalazł na sąsiedniej poduszce głowę starej kobiety, pozbawioną połowy twarzy. Jung wyskoczył z łóżka i czekał do rana, siedząc w fotelu. Dom został później zburzony. Ktoś mógłby pomyśleć, że po spotkaniu umarłych wracających z Jeruzalem Jung nie będzie tak wstrząśnięty widokiem tradycyjnego angielskiego ducha, jednak to doświadczenie go zaszokowało; jego opis zdarzenia pojawił się dopiero 30 lat później, w 1949 roku, w mało znaczącej antologii historii o duchach.

Gdy jego wykład dla Towarzystwa Badań Psychicznych został wydrukowany w 1947 roku w „Dziełach Zebranych”, Jung dodał do niego przypis wyjaśniający, że nigdy już nie czuł się taki pewny jak w 1919 roku co do tego, że pojawianie się duchów można wyjaśnić przez psychologię, wątpił również, „czy szczególnie psychologiczne podejście jest w stanie ocenić to zjawisko”. W późniejszym postscriptum przyznał, że jego wcześniejsze wyjaśnienie było niewystarczające, nie mógł się jednak zgodzić na rzeczywistość duchów, ponieważ nie miał z nimi doświadczenia – bezproblemowo zapominając przy tym o nawiedzeniu w Aylesbury. Jednakże w 1946 roku w liście do psychoterapeuty Fritza Kunkela Jung przyznał: „Zjawiska metapsychiczne mogą być lepiej wyjaśnione przez hipotezę o duchach aniżeli przez jakości i właściwości podświadomości”.

Podobna niepewność otacza jego doświadczenie z I Ching, starożytną chińską wyrocznią, z którą zaczął eksperymentować na początku lat dwudziestych i która, podobnie jak horoskopy, stała się częścią jego praktyki terapeutycznej. Choć wspominał o I Ching tu i tam w swoich pismach, dopiero w 1949 roku – a więc znów prawie 30 lat później – w swoim wstępie do klasycznego tłumaczenia Wilhelma-Baynesa przyznał się szczerze do jej stosowania. I choć próbował wyjaśnić skuteczność I Ching przy użyciu synchroniczności, która stała się jego paranormalnym deus ex machina, Jung przyznał, że źródłem wnikliwości wyroczni są „duchowe agencje”, które tworzą „żywą duszę książki” – przy jego quasi-naukowym wytłumaczeniu uwaga ta wygląda dziwnie. Ironicznie, jego główna praca poświęcona „znaczącemu zbiegowi okoliczności”, „Synchroniczność jako zasada pozaprzyczynowych koincydencji” (1952), napisana wespół z fizykiem Wolfgangiem Pauli, przytacza tylko jeden niedwuznaczny przykład zjawiska, a czytelnicy, którzy – tak jak ja – akceptują rzeczywistość synchroniczności, są nieco zdumieni jungowską próbą opisania go przy pomocy archetypów, fizyki kwantowej, analizy statystycznej, matematyki, eksperymentów Rhyne’a z ESP, astrologii, telepatii, prekognicji i innych zdolności paranormalnych, które wszystkie wyglądają jak powtórka odbicia jungowskiego „Jestem naukowcem”.

Era Wodnika

W latach dwudziestych Jung zajął się badaniem gnozy – z którą zetknął się już wcześniej, w roku 1912 – i alchemii. To właśnie Jung, bardziej niż ktokolwiek inny, ocalił starożytną hermetycką pogoń od intelektualnego zapomnienia. Inną wykorzystywaną przez niego praktyką hermetycką była astrologia, którą zaczął badać na poważnie mniej więcej w czasie rozłamu z Freudem. Jung informował swoich najbliższych współpracowników, że horoskopy były częścią jego praktyki terapeutycznej, w mrocznych dniach drugiej wojny światowej odkrył jednak ich szersze zastosowanie. W roku 1940 w liście do H. G. Baynes’a Jung opisuje wizję, jaką miał w 1918 roku, w której widział „ogień spadający niczym deszcz z nieba i trawiący miasta w Niemczech”. Czuł, że 1940 jest rokiem decydującym, i zauważył, że rok ten nadszedł „gdy weszliśmy w południk pierwszej gwiazdy w znaku Wodnika”. Jak mówił, było to „ostrzegawcze trzęsienie ziemi Nowej Ery”. Był obznajomiony z precesjami równonocy, pozornym wstecznym ruchem słońca pomiędzy znakami Zodiaku. Działając jako tło dla słońca w trakcie równonocy wiosennej, każdy znak daje nazwę „erze” – nazywanej „miesiącem platońskim” – który trwa około 2150 lat. W swojej dziwnej książce „Ajon” (1951) Jung argumentuje, że „indywiduacja” zachodniej cywilizacji jako całości wypełnia szablon „miesięcy platońskich” i reprezentuje rodzaj „precesji archetypów”. Symbolizm ryby otacza Jezusa, ponieważ był on centralnym symbolem Ery Ryb, astrologicznego znaku ryby. Wcześniejsze ery – Byka i Barana – tworzyły symbolikę byka i barana. Nadchodząca era to Era Wodnika, doręczyciela wody. W rozmowie z Margaret Ostrowski-Sachs, przyjaciółką Hermanna Hesse, Jung przyznał, że zatrzymywał tą „tajemną wiedzę” dla siebie przez wiele lat i jeden jedyny raz ujawnił ją w „Ajonie”. Nie był pewny, czy „było mu wolno”, ale w trakcie swojej choroby otrzymał „potwierdzenie”, że jak najbardziej.

Choć uczony w sprawach tajemnych Gerald Massey i francuski ezoteryk Paul Le Cour już wcześniej mówili o nadchodzącej Erze Wodnika, Jung z pewnością był najbardziej prestiżową postacią z głównego nurtu, która o tym mówiła, i to dzięki niemu ta idea stała się podstawą kontrkultury lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To głównie przez jego komentarze na ten temat, zamieszczone w książce „Latające Spodki: Współczesny Mit o Rzeczach Widzianych na Niebie” (1958), w której sugerował, że UFO były po prostu mandalami z przestrzeni kosmicznej. Podczas swojego kryzysu Jung zetknął się z obrazem mandali, sanskryckiego „magicznego koła”, jako symbolem psychicznej całości, i zasugerował, że „latające spodki” były wielkimi archetypowymi projekcjami, stworzonymi przez psychiczne napięcie wytworzone przez zimną wojnę, która rozgorzała między Rosją a Ameryką. Świat Zachodu, jak argumentował, przeżywał załamanie nerwowe, a UFO były jedynym sposobem załagodzenia stresu.

Jung napisał profetycznie: „Moje sumienie jako psychiatry wymaga ode mnie wypełnienia mojego obowiązku i przygotowania tych niewielu, którzy mnie wysłuchają, na nadchodzące wydarzenia, które są związane z końcem ery… Jak wiemy z historii starożytnego Egiptu, istnieją symptomy zmian psychicznych, które zawsze pojawiają się pod koniec jednego miesiąca platońskiego i na początku następnego. Wydaje się, że są to zmiany konstelacji psychicznych dominatów, archetypów lub „Bogów”, jak zwykło się ich nazywać, które przynoszą długo oczekiwane przemiany zbiorowej psychiki. Ta transformacja rozpoczęła się w momencie przejścia z Ery Byka do Ery Barana, potem z Ery Barana do Ery Ryb, której początek wiąże się z powstaniem chrześcijaństwa. Zbliżamy się właśnie do tej wielkiej zmiany, gdy wejdziemy w Erę Wodnika…” Dziesięć lat później zespół The Fifth Dimension (którego pierwsza nazwa kosmiczny charakter Mystic Sixties) wylansował w hippisowskim musicalu „Hair” przebój zawierający ślady jungowskich idei, a miliony ludzi na całym świecie uwierzyło, że stają się świadkami „świtu Ery Wodnika”.

Jung-Mistyk

Jung zmarł w roku 1961, zaraz u wierzchołka „okultystycznego odrodzenia” lat sześćdziesiątych, renesansu magicznego myślenia, który w dużym stopniu sam wywołał. Jung był również bezpośrednio odpowiedzialny za „podróż na Wschód”, w którą wybrało się wielu i wybierają do dziś dnia. Wraz z I Ching, Jung okazał aprobatę dla takich dotychczas tajemniczych spraw, jak Tybetańska Księga Zmarłych, Taoizm i Zen, a bez jego interwencji trudno powiedzieć, czy te wschodnie importy zyskałyby swoją dzisiejszą popularność. To, że na wiele sposobów Jung był ojcem założycielem Pokolenia Miłości, postrzegane jest poprzez umieszczenie go na okładce albumu „Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band” Beatlesów, aczkolwiek sam Jung uznawał „siłę kwiatów” (flower power) za smutnie naiwną. Choć pomimo swoich wysiłków Jung nigdy nie został zaakceptowany przez intelektualistów z głównego nurtu, jego wpływ na kulturę popularną był ogromny, a nasze współczesne korzenie, wewnętrznie nakierowana duchowość, powiązana niestety z New Age, posiada wypisane na sobie jego nazwisko. Sam Jung może się wydawać dwuznaczny jeśli chodzi o jego związki z mistycyzmem, magią i okultyzmem, obecnie jednak miliony ludzi, którzy przykładają uwagę do swoich snów, zauważa dziwne zbiegi okoliczności i konsultuje I Ching, za które dziękuje Mędrcowi z Küsnacht.”

Autor: Gary Lachman, Fortean Times
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
Źródło: http://www.paranormalium.pl/okultystyczny-swiat-carla-gustava-junga,832,23,artykul.html

[1] Cytat z: Vincent Brome „Jung: Man and Myth”, Scientific Book Club, 1979, str. 277.
[2] Tamże, str. 68.
[3] Deidre Bair „Jung: A Biography”, Little Brown, 2004, str. 48.
[4] Tamże, str. 49.
[5] Gerhard Wehr „Jung: A Biography”, Shambhala, Boston, 1987, str. 72.

BYŁ ATEISTĄ JEDNAK ATEIZM OKAZAŁ SIĘ NIEWYDOLNY I NIE DAŁ MU ODPOWIEDZI

Zaczynał jako ateista, ale ateizm okazał się niewydolny i nie dawał odpowiedzi

Artykuł i nagranie video o metafizyce i pułapkach logicznego, racjonalnego rozumu. Opisuje on historię Michaela Newtona, zadeklarowanego ateisty i terapeuty, który posługiwał się hipnozą. Przypadek sprawił, że trafił na niesamowitą metodę hipnotyczną, pozwalającą pacjentowi na przypomnienie sobie poprzednich żyć i traum z nimi związanych.

Oowszechnie obowiązujące doktryny (ateistyczny racjonalizm jak i ziemskie religie), są niewydolne i nie dają odpowiedzi na fundamentalne człowiecze pytania. Brak odpowiedzi powoduje szereg konfliktów w podświadomości u miliardów ludzi. Przede wszystkim powstaje podświadomy lęk.

Z drugiej strony, religie redukują duchowość o 99%. Sprowadzają ją do mechanicznie powtarzanych modłów i rytuałów, pełniących bardziej funkcję społeczną (kontrolną) niż duchową. Zaś praktyka duchowa – np medytacja, joga, wizualizacje itp – są w wielu religiach zabronione, bo to niby „szatańskie„. I tu ateizm idzie tylko maleńki krok dalej, i redukuje duchowość o 100%.

Wstęp: Jarek Kefir

__________________________________________________________

duchowość

Cytuję: „Jednym z tematów, który mnie najbardziej fascynuje jest reinkarnacja. Dopiero przed kilkoma laty dotarło do mnie, że koncepcja ta jest prawdą, która dotyczy nas wszystkich. Jest to jedna z najbardziej celowo ukrywanych przed człowiekiem prawd o nim samym. Jako, że znajdujemy się w okresie gdzie na jaw wyjdą wszelkie kłamstwa i fałsz, a prawda wreszcie dojdzie do świadomości ogółu, nie mam wątpliwości, że prawda o reinkarnacji w niedalekiej przyszłości będzie światu ujawniona.

Zdumiewa mnie powszechna  ludzka ignorancja oraz wyśmiewanie dotyczące reinkarnacji. Lubię poruszać ten temat podczas prowadzonych przez siebie rozmów i zauważyłem, że dla ludzi kojarzy się to zagadnienie jedynie z azjatycką kulturą i filozofią, oraz byciem zwierzęciem, w którymś wcieleniu. Spędziłem kiedyś sporo czasu na badanie tej koncepcji i jedną z pozycji, która wywarła na mnie największy wpływ i popchnęła do przodu jest książka amerykańskiego, dyplomowanego  hipnoterapeuty Michaela Newtona – „Wędrówka Dusz”. Na pewno w przyszłości przybliżę bardziej tą książkę na swoim blogu. Autor, który ma doktorat z doradztwa personalnego oraz jest członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Psychologii Szkolnej odkrył metodę cofania swoich pacjentów podczas sesji hipnozy do wspomnień z poprzednich wcieleń. W czasie późniejszej pracy z pacjentami odkrył również, że można oczyma pacjenta wejrzeć w świat ducha, czyli okres, który dusza spędza pomiędzy swoimi wcieleniami.

Wspomina o tym na początku swojej książki słowami:

„Moje zainteresowanie reinkarnacją i metafizyką miało jedynie charakter czysto teoretyczny  do momentu, gdy rozpocząłem leczenie stanów bólowych u pewnego młodego człowieka. Pacjent ten uskarżał się na chroniczny ból prawej strony ciała, nękający go przez całe życie. Jedną z metod hipnoterapii, służącą uśmierzaniu bólu, jest nakierowanie pacjenta na zwiększenie bólu tak, by nauczył się go zmniejszać i w ten sposób osiągać nad nim kontrolę. Podczas jednej z naszych sesji związanych z intensyfikacją bólu, człowiek ten, aby odtworzyć swoje cierpienie, wyobraził sobie, że został pchnięty nożem. Szukając źródeł tego obrazu, ostatecznie odkryłem, że podczas I wojny światowej był on żołnierzem i zginął pchnięty bagnetem we Francji. Dzięki temu byliśmy w stanie całkowicie wyeliminować ból. Zachęcony przez pacjentów zacząłem eksperymentować, cofając niektórych z nich w czasie przed ich ostatnie życie na Ziemi.

Początkowo zależało mi, aby integracja obecnych potrzeb, przekonań i obaw stworzyła wyobrażenie wspomnień. Wkrótce jednak  zdałem sobie sprawę, że nasze głęboko zakorzenione wspomnienia zawierają zespół przeszłych doświadczeń, zbyt prawdziwych i połączonych ze sobą, aby można je było zignorować. Uświadomiłem sobie, jak ważny z punktu widzenia terapii jest związek pomiędzy ciałem a wydarzeniami z naszych poprzednich wcieleń oraz tym, kim jesteśmy dzisiaj. Następnie dokonałem odkrycia o niezwykłym znaczeniu. Zorientowałem się, że istnieje możliwość wejrzenia w świat duchowy przy pomocy oczu umysłu hipnotyzowanej osoby, która może zdawać relację z życia pomiędzy kolejnymi wcieleniami na Ziemi. Tym, co otworzyło mi drzwi do świata duchowego, był przypadek kobiety w średnim wieku, będącej niezwykle wrażliwym medium hipnotycznym. Opowiadała mi o poczuciu samotności i odosobnienia będąc na tym delikatnym etapie, kiedy pacjent kończy opisywanie swojego ostatniego życia. Ta niezwykła indywidualność prawie samodzielnie wkroczyła na najwyższy poziom świadomości. Nie zdając sobie sprawy z tego, że w istocie podałem nadzwyczaj krótką komendę do tego działania, zasugerowałem jej, aby znalazła przyczynę swej obecnej samotności. W tym momencie mimowolnie użyłem jednego ze słów inicjujących duchowe przywołanie. Zapytałem również, czy miała szczególnie bliską grupę przyjaciół, za którymi tęskni.

Wówczas moja pacjentka zaczęła nagle płakać. Kiedy poprosiłem ją, żeby powiedziała, co się stało, wyrzuciła z siebie: „ Tęsknię za niektórymi przyjaciółmi z mojej grupy i dlatego jestem tak samotna na Ziemi.” Byłem zakłopotany i zapytałem, gdzie dokładnie znajdowała się ta grupa przyjaciół. „Tutaj, w moim wiecznym domu”, odpowiedziała po prostu, „ i w tej chwili patrzę na nich wszystkich! ”. Zakończyłem sesję z tą pacjentką i przesłuchując jej nagranie zauważyłem, że znalezienie świata duchowego wymagało poszerzenia regresji z poprzedniego życia. Istnieje wiele książek dotyczących poprzednich żywotów, ale żadna, z którą się zetknąłem, nie mówi o naszym życiu w postaci dusz lub też o tym, jak właściwie podejść do duchowych wspomnień ludzi. Postanowiłem sam przeprowadzić badania i dzięki praktyce rozwinąłem umiejętność wkraczania do świata duchowego poprzez moich pacjentów. Zrozumiałem również, że odnalezienie swojego miejsca w świecie duchowym było dla nich znacznie ważniejsze niż opis ich poprzednich ziemskich wcieleń.

Trzeba zaznaczyć, że Michael Newton jest z natury sceptykiem. Obraz i wizja świata duchowego powstała z relacji dwudziestu dziewięciu pacjentów, którym Newton zadawał niesugestywne pytania dotyczące tego  jak wygląda życie pomiędzy wcieleniami. Każdy z przepytywanych pacjentów był inny. Jedni byli wyznawcami jakiejś religii, inni ateistami. Niektórzy mieli własne, indywidualne przekonania, poglądy i filozofie dotyczące życia po śmierci. Tym co najbardziej zdumiewa i daje do myślenia są zbieżne odpowiedzi na pytania zadawanie w trakcie sesji hipnozy przez Newtona: „Badania posuwały się niezwykle powoli, ale w miarę, jak rosła ilość rozpatrzonych przeze mnie przypadków, uzyskałem w końcu dostatecznie dokładny obraz świata wiecznego, w którym żyją nasze dusze. Odkryłem, że myśli o świecie duchowym dotyczą prawd uniwersalnych wśród dusz ludzi żyjących na Ziemi. To właśnie spostrzeżenia tak wielu rozmaitych ludzi przekonały mnie, że ich twierdzenia są wiarygodne. Nie jestem osobą religijną, ale odkryłem, że w miejscu, gdzie udajemy się po śmierci, panuje ład i porządek i uświadomiłem sobie, że istnieje wspaniale skonstruowany plan życia oraz życia po śmierci. „

Sam autor zaznacza, że zaczynał jako ateista, a prowadzone przez dziesięć lat badania przewróciły do góry nogami jego światopogląd. Dzisiaj mówi o sobie: :”Aby być całkiem szczery, zaczynałem swoje badania jako ateista.  Nie wierzyłem w Boga. Nie wierzyłem w istnienie niczego po śmierci z wyjątkiem ostatecznej nieświadomości. Moi klienci w pewien sposób wciągnęli mnie w to wszystko „krzyczącego i kopiącego”. Co z resztą zabrało całe lata pracy z nimi. Zbieżność ich relacji wraz ze świadomością tego co robię w mojej pracy z hipnozą. Kontynuowanie jej oraz jednoczesne prowadzenie własnoręcznych badań, ostatecznie doprowadziło mnie do punktu, w którym mogę dziś śmiało powiedzieć, że wierzę w moc wyższą ode mnie – źródło wszelkiego życia oraz inteligencji. Sednem całej tej koncepcji reinkarnacji jest zmierzanie do osiągnięcia stanu doskonałości. Do ponownego połączenia się z tym źródłem, z którego pochodzimy.”

Polecam wywiad z Michaelem Newtonem, w którym dowiecie się dużo więcej na temat jego pracy i badań oraz książki „Wędrówka Dusz”:

Źródło: https://globalneprzebudzenie.wordpress.com/2015/11/25/michael-newton-o-swojej-ksiazce-wedrowka-dusz/