Reklamy

Tag: archeologia

CZYM NAPRAWDĘ SĄ PIRAMIDY!? „TEGO NIE ZBUDOWAŁ CZŁOWIEK!”

Czym jest piramida Cheopsa? „Tego nie zbudował człowiek..”

Nauka do dziś jest bezradna wobec próby wytłumaczenia, czym są piramidy i jak je zbudowano. Piramidy są obecne na całej Ziemi. W Polsce – ponoć na terenie Gdyni, dopiero co odkryta przez pasjonatów. Również pod Wawelem mogą znajdować się megalityczne podziemia w stylu piramidy. A tak przynajmniej głoszą pewne teorie.

Dotychczas potwierdzono istnienie piramid w Bośni, Chinach, Peru, Sudanie, Krymie, i wielu, wielu innych krajach. Do dziś nie wiadomo, jaką metodą zostały zbudowane piramidy te tysiące lat temu. Przecież starożytni Egipcjanie ani inne dawne ludy nie dysponowały taką technologią.

piramidy

Dopiero dzisiaj jesteśmy w stanie wybudować taką piramidę z taką precyzją i rozmachem, jak te w Egipcie. Nie wiadomo także, co tak naprawdę zawierają podziemia piramid, a są one równie imponujące. Smaczku dodaje pewien fakt historyczny. Otóż XII wieku naszej ery w Egipcie było potężne trzęsienie Ziemi, które doszczętnie zrujnowało Kair. Tymczasem piramidy i Sfinks nie zostały nawet tknięte.

Cytuję: „Piramidy w Egipcie to jeden z najbardziej zagadkowych cudów starożytnego świata. Przez wieki narosło wokół nich wiele legend, mitów, które mieszały się z naukowymi teoriami. Niektóre z nich były bardziej absurdalne od drugich. Do dzisiaj trudno jest wyobrazić sobie tak wielki plac budowy, z tak wielką liczbą budowniczych, którzy zbudowali i zaprojektowali tak dużą konstrukcję.

Autor dokumentu spędził 6 lat [w filmie mowa o 10 latach – TPL] lat na historycznym śledztwie, podczas którego zebrał opinie egiptologów, techników i innych specjalistów. Odwiedził nie tylko Egipt, ale także Meksyk, Chiny i Peru. Wnioski, które wyciągnął stawiają w nowym świetle wszelką wiedzę, którą ludzkość posiadała do tej porty na temat egipskich piramid.”

Czym jest Piramida Cheopsa? (lektor PL):

Jestem jednak bardzo sceptyczny co do „opowieści dziwnej treści”, że piramidy mają pozaziemskie pochodzenie czy też pozaziemskich budowniczych. Kosmici, reptilianie, zmiennokształtne gady mieli być budowniczymi piramid i mają wysysać nas z energii, mają też żywić się energią zła i cierpienia. Na istnienie UFO nie ma jednak dowodów. Przecież nie wylądowali w statku i nie ogłosili swojego istnienia światu.

Wszystko co o nich wiemy to obserwacje na niebie, które mogą znaczyć nie wiadomo co. Wiele wskazuje na to, że UFO jest wytworem naszej globalnej „nieświadomości zbiorowej”. Widzimy te talerze i inne fantazyjne kształty na niebie, ale tak naprawdę są to twory naszych umysłów. Dużo o tym pisałem w poniższych artykułach:
Czy UFO istnieje?! A może padliśmy ofiarą zbiorowej hipnozy?!
Czy UFO istnieje? Złudzenie umysłu czy coś bardziej szokującego?!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

Reklamy

Kosmiczne porzucenie: o tym, że psychopatię mamy w genach

Kosmiczne porzucenie: o tym, że psychopatię mamy w genach

UFO pochodzenie czlowiekaZapraszam an ponad dwugodzinną prelekcję Marka Passio, która została wygłoszona w Filadelfii w 2013 roku. Autor stawia bardzo śmiałe tezy na temat pochodzenia gatunku ludzkiego.

Twierdzi on, wzorem innego badacza – Danikena, że rasa ludzka to genetyczna hybryda stworzona przez przybyszów z kosmosu. Osobiście jestem od zawsze niezmiernie sceptyczny jeśli chodzi o UFO. Na dobrą sprawę, nie kontaktują się oni z nami. Nie ma ambasad obcych cywilizacji czy to w NY czy w Londynie, nie ma wymiany gospodarczej, kulturalnej. Nic o nich nie wiemy. Dopuszczam ich istnienie, ba, wydaje mi się to oczywiste.

Jednak jeśli chodzi o przekazy typowo channelingowe – o Plejadianach, mieszkańcach Syriusza – moje zdanie znacie. Uważam tego typu przekazy za lolcontentowe, śmieciowe projekcje nie od kosmitów, ale z.. ziemskiego astralu. Astral jest duchową „bańką” otaczającą szczelnie Ziemię. Jest to inaczej duchowy śmietnik, gdzie jest od groma energii i wszelkich możliwych bytów, od pozytywnych, po neutralne i negatywne, od pomagających aż po typowo złośliwe, które mają swoją duchową „bekę” z podszywania się pod kosmitów.

Jeśli chodzi o UFO – to jestem trochę takim racjonalistą-sceptykiem. Pokażcie mi kosmitę, to wtedy uwierzę już na 100%. Przy czym obserwacje dziwnych obiektów na niebie nie są dowodem, z tego powodu, że mogą to być zwyczajne ziemskie tajne samoloty. Samoloty, które dziś budzą niemały popłoch – technologia Stealtch – to przecież.. lata 70-te XX wieku. Pomyślcie jakie osiągi i kształty mają dzisiejsze tajne samoloty.

Nie o UFO mi jednak tutaj chodzi. Zamieszczam tę cenną prelekcję, gdyż autor stawia tutaj śmiałe tezy jeśli chodzi o nasz umysł, psychologię.. Zresztą, zobaczcie sami i oceńcie.. Na pewno nie powinniśmy się bać takiej wiedzy, tylko dlatego, że zarówno kościół, jak i racjonaliści naukowi mówią, że obcych cywilizacji na pewno nie ma. W tym te dwa nurty są zadziwiająco podobne.

pochodzenie czlowieka zakazana historiaW ogóle, zauważam bardzo dużo podobieństw pomiędzy racjonalizmem (a więc ateistycznym materializmem) a religiami monoteistycznymi (chrześcijaństwo, judaizm, islam):

-redukcjonizm duchowy. Najbardziej redukuje duchowość racjonalizm, bo w 100%, a katolicyzm i inne wyznania – „tylko” w ponad 99%. Gdy z wkracza się w świat Scientia Occulta czy to z poziomu racjonalizmu, czy katolicyzmu – tak samo zadziwia człowieka ilość nowych „opcji” duchowo-życiowych. To zupełnie nowy świat. Można to porównać do osoby niewidomej od urodzenia, która dzięki cybernetycznemu implantowi pierwszy raz ujrzała barwy, z tym, że jest to uczycie jeszcze silniejsze..

-zarówno racjonalizm jak i katolicyzm to oparte na dogmatyce próby prymitywnego, liniowego wytłumaczenia świata. Z powodu tego, że tak trudno wytłumaczyć naturę świata, że tak mało o nim wiemy – ustala się zestaw dogmatów, czy to naukowych, czy religijnych, resztę niewygodnych faktów się pomija, i mamy wygodny i konformistyczny schemat do wyznawania.

-z tej wyżej wymienionej przyczyny mówi się, że „skrajne przeciwieństwa są tym samym”. Są to politycznie poprawne, akceptowalne społecznie modele światopoglądowe, znajdujące się jednak na tej samej linii. Tak samo ograniczające i tak samo ułomne. Sztuka to wybić się poza tę linię z kilkoma, kilkunastoma poprawnymi politycznie schematami, i znaleźć coś własnego, coś będącego ponad..

-racjonalizm i katolicyzm łączy niechęć do medycyny naturalnej i alternatywnych form leczenia. A dlaczego? Autorytety, autorytety. Dla natchnionego racjonalisty autorytetem jest biorący od koncernów grube kopertówki lekarz czy „ekspert”. Osoba taka będzie wolała umrzeć na raka w boleściach, niż kupić olej z marihuany i sok noni za ok. 120 zł / miesiąc, i się wyleczyć. Dla katolika autorytetem jest ksiądz, który mówi, że homeopatia czy ziołolecznictwo to new age i w ogóle diabeł. Bo dla księdza każdy przejaw duchowości inny niż danie na tacę 100 zł to „new age i diabeł”.

O tym, jak moja racjonalna strona domagała się uwagi jako archetypowy, jungowski cień, pisałem w poniższym felietonie. Teraz wiem, że moje walki z racjonalistycznymi, farmaceutycznymi trollami i opisywanie ich sztuczek, było podświadomą projekcją mojego cienia. Obecnie jestem na etapie jego transformacji, jestem takim „logikiem” wewnątrz tego całego półświatka duchowego. W końcu o to chodzi – o jedność serca (emocje), ducha (Sacrum) i rozumu (logika, pierwiastek ciała, Profanum):
To co drażni Cię w innych jest obecne również w Tobie!

Cytuję: „My, jako ludzka cywilizacja, wzięliśmy swoje początki z ewolucyjnego, komórkowego chaosu, pierwotnej zupy życia – „praoceanu”, poprzez pre-totemiczne i solarne kulty, próbujące tłumaczyć naturę stworzenia, aż do dzisiejszego polegania na równie prymitywnych kultach atomistycznych, kultach materii.

Nauka jest po prostu innym systemem wierzeń, jest więc błędna i skrajnie dogmatyczna z definicji. Ma swoje szaleństwa, błędy i wypaczenia. Ma ona obecnie bezkrytyczną wiarę w to, że odkryła ostateczną prawdę, że wystarczy tylko dopracować istniejące modele. A to hamuje dalsze badania, bo uzasadnia się w ten sposób brak fundamentalnych rozbieżności i nieprawidłowości.

Nadszedł czas, byśmy rozpracowali te nasze cienie między cieniami, mrok między mrokiem, i fakt nieskończonej ciemności tego świata. Nadszedł czas by rozszyfrować długo ukrywaną wiedzę, której cząstkę, w ostatecznym wymiarze, wszyscy nosimy w sobie..”

Tymczasem, zapraszam do obejrzenia nagrania!

Wstęp: Jarek Kefir
Obrazy: Jarek Kefir, na Demotywatory.pl

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

____________________________________________________________

Mark Passio – Kosmiczne porzucenie (Cosmic Abandonment), (Filadelfia, 2013) – napisy pl

Cytuję: „’Kosmiczne porzucenie’ – synteza poglądów wyjaśniających pochodzenie człowieka, psychopatię, niewolnictwo oraz współczesne, psychologiczne i społeczne uwarunkowania, w jakich tkwi ludzkość.” – prezentacja Marka Passio wygłoszona w Filadelfii, 12 grudnia 2013 r.

W swoim wykładzie Mark Passio łączy prastare doniesienia o wizytach istot pozaziemskich na naszej planecie z przejawami uwarunkowań psychologicznych, w jakich znajduje się ludzkość czasów współczesnych. Pokazuje, że w różnych kulturach na Ziemi istnieją znaleziska, artefakty i źródła pisane wskazujące na to, iż nasi przodkowie zostali stworzeni przez przybyszów z pozaziemskiej cywilizacji, zwanych Anunnaki, jako hybrydy przeznaczone do niewoli. Ci „kosmiczni rodzice” przez nieprecyzyjne modyfikacje genetyczne nieodwracalnie wykreowali u ludzkiej rasy całą masę anomalii genetycznych, w tym psychopatię wrodzoną. Po jakimś czasie pozostawili nas samym sobie, wyposażywszy przedtem w hierarchiczny system władzy, pieniądz i religie, które są więzieniem człowieka do dziś.

Jaki wpływ miało nagłe zniknięcie naszych „kosmicznych rodziców” i ich niewolnicze dziedzictwo na zbiorową psychikę ludzkości? Co „porzucona w Kosmosie” ludzkość musi zrozumieć, aby oczyścić głęboko ukrytą traumę psychiczną gromadzoną przez eony jako bezpośrednie następstwo zakłóconych początków swego istnienia? Co może zrobić każdy z nas, by zyskać większą świadomość tego, co działo się i dzieje nadal na naszej Planecie? Jak my, kosmiczne, a nierzadko i psychiczne dzieci, mamy dorosnąć i wyrwać się z okowów niewolniczego systemu?”

Strona domowa Marka Passio: http://www.whatonearthishappening.com/

Doggerland: tajemnicza, zatopiona kraina. Prawda czy mit?

Zakazana archeologia i ukrywane dzieje Ziemi: W poszukiwaniu Doggerlandu

Poniżej przeklejam artykuł z serwisu national-geographic.pl. Opisuje on zatopioną krainę, mającą się znajdować na dnie dzisiejszego Morza Północnego.

Przy okazji tego artykułu, warto wspomnieć, czym jest tzw zakazana archeologia. Okazuje się, że bardzo niewiele wiemy na temat tego, jakie były dzieje naszego gatunku. Wszystkie modele które mamy, opierają się na pewnych założeniach, teoriach, dogmatach, które ktoś kiedyś ustanowił jako „naukową prawdę objawioną”.

Nietrudno odgadnąć, że celem takiego obrotu sprawy było narzucenie ludzkości, że wszechświat powstał przez przypadek (więc: Boga, Istoty Najwyższej nie ma), i tak samo powstały organizmy – przez przypadek.

Według takiego materialistycznego widzenia świata, wszystko to, co czujemy, widzimy, słyszymy, nad czym się zachwycamy, jest tylko przypadkową sumą zdarzeń biochemicznych w naszym mózgu. To tak samo, jak z religiami, które narzucają człowiekowi samoponiżanie się i samobiczowanie.

Racjonalizm naukowy, świecki humanizm, sceptyzm – i inne nazwy tej samej hydry – tak samo, jak religie, poniżają człowieka, sprowadzając go do przypadkowo powstałego zbiorowiska cząstek i atomów.

„Skrajne przeciwieństwa przeciwieństwa są tym samym” – pamiętajcie.

Na początek zapraszam do obejrzenia dwóch demotywatorów o zapomnianych dziejach Ziemi i zakazanej archeologii:

zakazana historia i archeologia

zakazana archeologiaŹródło obrazków: http://demotywatory.pl/user/Kozzi19

-przyp. Jarek Kefir

Zapraszam teraz do przeczytania artykułu właściwego:

W poszukiwaniu Doggerlandu

Cyt. „Przez dekady rybacy na Morzu Północnym znajdowali w sieciach ślady zaginionego świata. Dziś archeolodzy zadają wciąż aktualne pytanie: co dzieje się z ludźmi, gdy ich ziemia znika pod wzbierającymi wodami?

8 tys. lat p.n.e.: grupa łowców-zbieraczy, która schroniła się przed sztormem w głębi lądu, porządkuje zatopione obozowisko. W końcu zabraknie im suchej ziemi, na którą mogliby powrócić. / Rys. Alexander Maleev.

8 tys. lat p.n.e.: grupa łowców-zbieraczy, która schroniła się przed sztormem w głębi lądu, porządkuje zatopione obozowisko. W końcu zabraknie im suchej ziemi, na którą mogliby powrócić. / Rys. Alexander Maleev.

Kiedy na dnie Morza Północnego po raz pierwszy pojawiły się świadectwa zaginionego świata, nikt nie chciał w nie wierzyć. Te przedmioty pokazały się półtora wieku temu, gdy rybacy na wybrzeżu holenderskim zaczęli na szerszą skalę stosować technikę połowów włokiem rozprzowym. Włóczyli po dnie morskim obciążone sieci i wyciągali w nich obfitość soli, gładzic oraz innych ryb dennych.

Czasem jednak na pokład wypadał z łomotem ogromny kieł, szczątki tura, nosorożca włochatego lub innego wymarłego zwierza. Rybaków niepokoiły sygnały, że natura nie zawsze wyglądała tu tak jak obecnie. Rzeczy, których pochodzenia nie umieli sobie wyjaśnić, wrzucali z powrotem do morza.
Kilka pokoleń później przedsiębiorczy paleontolog amator Dick Mol dogadał się z rybakami, by ci przekazywali mu kości i notowali, w którym miejscu zostały znalezione. W roku 1985 pewien kapitan przyniósł Molowi znakomicie zachowaną ludzką kość żuchwy z mocno startymi zębami trzonowymi. Wraz z przyjacielem Janem Glimmerveenem, także badaczem amatorem, zdobyli oznaczenie wieku kości metodą węgla C14. Okazało się, że żuchwa ma 9,5 tys. lat, a więc człowiek ten żył w okresie mezolitycznym, który w północnej Europie zaczynał się z końcem ostatniej epoki lodowej, około 12 tys. lat temu, i trwał do początków uprawy roli 6 tys. lat później. – Sądzimy, że ta kość pochodzi z grobu – mówi Glimmerveen. – Leżała nietknięta od czasu, gdy ten świat zniknął pod falami około 8 tys. lat temu.

zakazana archeologia doggerland

Historia tego zaginionego lądu zaczyna się od topnienia lodów [pewnie było tam za dużo przemysłu wydzielającego CO2 do atmosfery… – admin]. 18 tys. lat temu poziom mórz wokół północnej Europy był około 122 m poniżej dzisiejszego. Wielka Brytania nie była wtedy wyspą, lecz niezamieszkanym północno-zachodnim kątem Europy, oddzielonym od reszty kontynentu ostępami zamarzniętej tundry. Gdy świat się ogrzewał i lód ustępował, jelenie, tury i dziki posuwały się na północ i zachód. Za nimi szli myśliwi. Opuściwszy wyżyny dzisiejszej Europy kontynentalnej, znaleźli się na rozległej nizinie. Archeolodzy nazywają ją Doggerland, od mielizny Dogger na Morzu Północnym, niekiedy groźnej dla statków. Kiedyś widziany jako na ogół niezaludniony przesmyk lądowy pomiędzy nowożytną kontynentalną Europą i Brytanią, dziś Doggerland uważany jest za obszar zamieszkany przez prawdopodobnie znaczną liczbę ludności mezolitycznej. Do czasu, gdy po paru tysiącach lat wyparło ją stąd nieustannie wzbierające morze.

Okres klimatycznych i społecznych zmian trwał do momentu, gdy pod koniec mezolitu Europa straciła znaczną część lądu i uzyskała kontur zbliżony do dzisiejszego. Wielu badaczy uznało Doggerland za klucz do zrozumienia mezolitu w północnej Europie oraz lekcję dla nas – również żyjących w czasach głębokiej klimatycznej zmiany. Dzięki zespołowi archeologów krajobrazu z uniwersytetu w Birmingham, kierowanemu przez Vince’a Gaffneya, mamy obecnie dobre pojęcie o tym, jak wyglądała ta zaginiona kraina. Opierając się na danych z pomiarów sejsmicznych zgromadzonych głównie przez kompanie naftowe poszukujące ropy pod dnem Morza Północnego, Gaffney i jego koledzy dokonali cyfrowej rekonstrukcji blisko 47 tys. km2 zatopionego lądu na obszarze większym niż Holandia.

W uniwersyteckim Centrum Techniki Wizualnej i Kosmicznej IBM, którym kieruje, Gaffney wyświetla obrazy tej terra incognita na wielkich ekranach, w pełnych barwach. Nieco poza zasięgiem mapy Ren i Tamiza łączą się i płyną na południe dzisiejszym kanałem La Manche. Gaffney wskazuje ręką inne dorzecza, stosunkowo rozległe, dla których nie mamy nazwy. W klimacie epoki, być może parę stopni cieplejszym niż dzisiejszy, kontury na ekranie przekładają się na łagodnie falujące wzgórza, lesiste doliny, bujne bagna, jeziora. – To był raj dla łowców-zbieraczy – mówi Gaffney.

Publikacja w roku 2007 początkowej sekcji tej mapy pozwoliła archeologom „zobaczyć” po raz pierwszy świat mezolityczny, a nawet umiejscowić prawdopodobne położenie osad, z uwzględnieniem miejsc ewentualnych wykopalisk. Koszty podwodnej archeologii oraz marna widzialność w Morzu Północnym czynią te osady niedostępnymi, przynajmniej na razie. Badacze mają jednak inne sposoby na ustalenie, kim byli Doggerlandczycy i jak reagowali na wciskanie się morza w ich krainę.

Przede wszystkim dzięki skarbom wyciągniętym z rybackich sieci. Oprócz ludzkiej żuchwy Glimmerveen zgromadził ponad setkę innych obiektów – kości zwierzęcych noszących ślady uboju oraz narzędzi z kości i rogów, wśród nich topór zdobiony zygzakowatym wzorem. Badacz ma współrzędne punktów, gdzie te przedmioty znaleziono, a rzeczy na dnie morskim nie mają skłonności do przemieszczania się daleko od miejsc, z których uwolniła je erozja. Dlatego może być pewien, że w dużej części pochodzą z De Stekels (Krzyże). Tak Holendrzy nazywają obszar na południu Morza Północnego charakteryzujący się stromymi grzbietami dennymi. – Takie miejsce, czy też miejsca, musiało znajdować się blisko rzeki – mówi Glimmerveen. – Być może ci ludzie żyli na nadrzecznych wydmach.

Inna droga do poznania Doggerlandczyków to wykopaliska na pobliskiej płytkiej wodzie lub na wypłyceniach odpływowych ukształtowanych w podobnym czasie. W latach 70. i 80. XX w. na stanowisku Tybrind Vig, kilkaset metrów od brzegu jednej z duńskich wysp na Bałtyku, znaleziono świadectwa zdumiewająco zaawansowanej późnomezolitycznej kultury rybackiej: m.in. pięknie zdobione wiosła i kilka długich, smukłych łodzi, w tym jedną dziewięciometrową. W mniej odległych latach Harald Lübke i współpracownicy z Centrum Archeologii Bałtyckiej i Skandynawskiej w niemieckim Szlezwiku wykopali w Zatoce Wismarskiej podwodne pozostałości grupy osiedli datowanych na okres 8,8–5,5 tys. lat temu. Te miejsca wyraźnie dokumentują zmianę w pożywieniu ludności – przejście z ryb słodkowodnych na morskie, gdy nieustannie podnoszący się poziom morza na przestrzeni stuleci przekształcił jej krainę z lesistego pojezierza w trzciniaste bagna, fiordy i wreszcie dzisiejszą otwartą zatokę.

Podobna metamorfoza miała miejsce w Goldcliff, nad estuarium Severn w Walii, gdzie od 21 lat badania prowadzi zespół archeologa Martina Bella z uniwersytetu w Reading. W okresie mezolitu wąska, wcięta dolina mieściła tylko rzekę Severn. Gdy poziom morza wzrósł, rzeka się rozlała, być może w ciągu zaledwie jednego stulecia, poza ściany tej doliny, tworząc współczesną formę lejka. W paru miejscach estuarium jest usiane wysepkami.

Uwaga: to nie jest zdjęcie z czasów Doggerlandu. Wtedy jeszcze nie było aparatów fotograficznych. To jest rekonstrukcja.

Uwaga: to nie jest zdjęcie z czasów Doggerlandu. Wtedy jeszcze nie było aparatów fotograficznych. To jest rekonstrukcja.

Któregoś dnia w czerwcu, podczas wyjątkowo niskiego odpływu w Goldcliff, ruszyłam za Bellem i jego współpracownikami przez grząskie, pocięte strużkami wody, błotniste płaszczyzny. Mijaliśmy zakonserwowane w mule wielkie pnie prehistorycznych dębów. Na pracę mieliśmy niecałe dwie godziny – do następnego przypływu. Dotarliśmy do niewielkiej grzędy, która 8 tys. lat temu była linią brzegową wyspy. Ekipa skierowała na nią strumień wody z węża pod ciśnieniem. Nagle odsłoniły się odciski stóp: 39 śladów trzech lub czterech osób podążających w obu kierunkach wzdłuż grzędy. – Mogli wyjść z obozowiska, żeby sprawdzić, czy ryby złapały się w pułapki zastawione na pobliskiej zatoce – powiedział Bell.

Bell jest przekonany, że w każdym okresie w przeszłości w estuarium znajdowały się liczne obozowiska tworzone przez duże rodziny. Siedziby te nie były stale zamieszkane. Najstarsza mogła być zalewana podczas najwyższych przypływów, korzystali więc z niej sezonowi goście i za każdym razem odbudowywali obóz nieco wyżej na zboczu. Co ważne, wracali przez stulecia, a może i tysiąclecia, odnajdując drogę w terenie, który zmieniał się nie do poznania. Musieli być świadkami zatapiania i umierania dębowego lasu.

Lato i jesień były na wybrzeżu porą obfitości. Na moczary ściągała na popas zwierzyna łowna, pod dostatkiem było ryb, orzechów laskowych, jagód. Na zimę i wiosnę grupy przenosiły się w wyżej położone okolice, wędrując zapewne dolinami dopływów rzeki Severn. Ponieważ była to wyłącznie kultura słowa mówionego, starsi stanowili bezcenną skarbnicę wiedzy o środowisku. Umieli na przykład interpretować migracje ptaków i na tej podstawie wyznaczać grupie czas na dotarcie na wybrzeże lub powrót na wyżynę. Od trafności tych decyzji zależało przeżycie.

Odkrycia o dużo większej koncentracji artefaktów sugerują, że ludzie mezolityczni, podobnie jak później północnoamerykańscy myśliwi-zbieracze, gromadzili się na specjalne doroczne okazje – prawdopodobnie wczesną jesienią, kiedy pojawiają się foki i nadpływają łososie. Na zachodzie Brytanii zgromadzenia te zwoływano na nadmorskich klifach, ponad foczymi miejscami godowymi. W ich trakcie następowała wymiana informacji o sytuacji na brzegach rzek poza terytoriami poszczególnych grup. Ta wiedza stawała się zasadnicza, gdy postępował niszczycielski napór morza na ląd.

Najgwałtowniejszy wzrost poziomu morza wynosił metr do dwóch na stulecie, ale ze względu na ukształtowanie terenu zalania nie były równomierne. Na obszarach płaskich, jak współczesna wschodnia Anglia, dwumetrowy przyrost mógł oznaczać przesunięcie wybrzeża o kilometry w głąb lądu, w rejonach pofałdowanych – znacznie mniej. W nisko położonym Doggerlandzie podnoszące się morze zamieniło jeziora śródlądowe w estuaria rzek. Jedno z nich w szczególności – Outer Silver Pit – jak pokazuje cyfrowa rekonstrukcja Gaffneya, obejmuje potężne piaszczyste łachy, które mogły zostać uformowane tylko przez gwałtowne pływy. Bywało, że prądy wodne czyniły niebezpiecznym przepływanie takiego lejka w dłubance i odcinały dostęp do dobrze znanych terenów łowieckich.

Jak mezolityczni myśliwi, świetnie zgrani z rytmem pór roku, poradzili sobie w sytuacji rozpadu otaczającego ich świata? Jim Leary, archeolog z English Heritage, przekopał się przez literaturę etnograficzną, poszukując analogii w położeniu Inuitów i innych współczesnych łowców-zbieraczy borykających się ze zmianą klimatu. Dla tych, którzy nauczyli się korzystać ze wzbierającego morza, stając się wprawnymi szkutnikami i rybakami, nowe zasoby były zapewne dobrodziejstwem – przez jakiś czas. W końcu nadszedł jednak punkt zwrotny, kiedy utrata terytorium przeważyła nad nowymi korzyściami. Inni ludzie z mezolitu, „spichlerze wiedzy”, jak nazywa ich Leary, nie potrafili już dłużej odczytywać subtelnych sezonowych zmian w terenie i odpowiednio planować grupowego działania. Odcięci od rodzimych terenów łowieckich, rybackich czy cmentarzy ludzie doznają głębokiego poczucia braku swojego miejsca. – Jak Inuici, którym powrót zamyka topienie się kry lodowej – mówi Leary.

– Sytuacja musiała spowodować wielkie zmiany demograficzne. Ludzie, którzy żyli tam, gdzie dziś jest Morze Północne, zostali wyparci bardzo szybko – mówi Clive Waddington z działających w Derbyshire Archeological Research Services Ltd. – Część ruszyła do Brytanii. W Howick (Northumberland), na urwiskach biegnących wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża Brytanii, zespół Waddingtona znalazł pozostałości chaty odbudowywanej trzy razy na przestrzeni 150 lat. Te szczątki, datowane na blisko 7,9 tys. lat przed Chrystusem, należą do pierwszych brytyjskich świadectw osiadłego trybu życia. Fakt odtwarzania domostwa Waddington tłumaczy rosnącym przywiązaniem do miejsca i przypuszcza, że mieszkańcy bronili swojego kawałka ziemi przed falami „wysiedlonych” Doggerlandczyków.

– Wiemy, jak ważne dla utrzymania się przy życiu tych ludzi były łowiska – mówi Anders Fischer, archeolog z Duńskiej Agencji Kulturalnej w Kopenhadze. – Skoro kolejne pokolenia były świadome znikania najlepszych miejsc połowu, każde z nich musiało znaleźć nowe, często rywalizując z grupami sąsiednimi. Prawdopodobnie kończyło się to przemocą.

Migracje, terytorialność, konflikty, stresujące klimatyczne zmiany – mimo wszystko ludzie zdobywali się na ciągłe przystosowywanie. Przyszedł wszakże czas, kiedy morze położyło ostateczny kres zdolności Doggerlandczyków do przeżycia. Około 8,2 tys. lat temu, po tysiącleciach nieustannego podnoszenia się morza, napłynęła potężna masa wody z gigantycznego jeziora lodowcowego w Ameryce Północnej zwanego Agassiz, co spowodowało skokowy wzrost poziomu oceanu o 0,6 m. Przez spowolnienie cyrkulacji ciepłej wody na północnym Atlantyku ten zrzut wywołał nagły spadek temperatury, co na wybrzeża Doggerlandu, jeśli jeszcze jakieś pozostały, skierowało uderzenia lodowatego wiatru. Jakby tego było mało, mniej więcej w tym czasie osunięcie się dna morskiego u wybrzeży Norwegii, zwane osuwiskiem Storegga, uruchomiło tsunami, które zalało wybrzeża północnej Europy.

Czy tsunami Storegga było śmiertelnym ciosem, czy Doggerland już wcześniej zniknął pod falami? Pewne jest, że po tym kataklizmie wody mórz podnosiły się już wolniej. Później, około 6 tys. lat temu, nowi ludzie z południa dotarli na gęsto zalesione brzegi Wysp Brytyjskich. W łodziach przywieźli owce, bydło, zboże. Żyjący dziś potomkowie tych wczesnoneolitycznych rolników, wyposażeni w o niebo bardziej zaawansowaną technikę, znów patrzą w przyszłość, zmagając się ze wzbierającym morzem.

Źródło: http://www.national-geographic.pl

Wiedza tajemna: Agharta, wewnętrzna Ziemia. Zaskakująca hipoteza Ziemi pustej w środku

Na początek polecam przeczytać całą książkę Alec MacLellan’ a – „Tajemnica Pustej Ziemi”. Jest ona dostępna w formie e-booka tutaj:

http://pl.scribd.com/doc/68068278/Alec-MacLellan-Tajemnica-Pustej-Ziemi

Kto nie chce czytać, bądź zaznajomił się z treścią książki, niech obejrzy trzy poniższe części filmu „Agharta: Żyjemy wewnątrz czy na zewnątrz Ziemi? ”

Film ma trzy części i jest po polsku:

Dinozaury wyginęły dopiero 40.000 lat temu. To wstrząśnie nauką

Cyt. ”
Gdy weźmie się pod uwagę mnogość legend i mitów zawierających odniesienia do walki ludzi i wielkich gadów, nie trzeba być specjalnie błyskotliwym, aby zadać pytanie, czy w historiach tych nie tkwi jakieś ziarnko prawdy. Oczywiście dziwne smoki walczące z ludźmi to nic innego jak niedobitki dinozaurów. Okazuje się, że istnieją badania naukowe popierające tę teorię.

Naukowcy zajmujący się poszukiwaniem śladów z zamierzchłej przeszłości, co jakiś czas odnajdują zadziwiające szczątki dinozaurów, których kości zawierają kolagen. Oznacza to po prostu tyle, że nie zostały one skamieniałe, a więc nie są tak stare jak byśmy oczekiwali.

Jak wiadomo rzekoma zagłada dinozaurów wystąpiła na skutek uderzenia meteorytu, a raczej asteroidy, która rozbiła się w okolicy dzisiejszej Zatoki Meksykańskiej. Do tego zdarzenia miało podobno dojść 65 milionów lat temu. Gdy zbadano szczątki z zawartością kolagenu okazało się, że mogą mieć od 22 do 39 tysięcy lat.

Kości z taką nieoczekiwaną zawartością odkryto w Teksasie, na Alasce, w Kolorado i w Montanie. W sumie były to szczątki 8 rodzajów zwierząt. Kolagen znaleziony w ich kościach to włókniste białko, które stanowi podstawę tkanki łącznej (ścięgna, chrząstki, skóra) oraz zapewnia wytrzymałość i elastyczność.

Nie trzeba być wielkim naukowcem, aby zauważyć, że obecność tkanek miękkich w kościach dinozaurów wskazuje raczej na to, że żyły dużo dłużej niż nam się wydawało. Prawdopodobnie na pewnym etapie dochodziło nawet do interakcji ludzi i dinozaurów, co spowodowało, że pojawiły się opowieści o latających i ziejących ogniem gadach.

W zeszłym roku w Singapurze odbyła się konferencja Western Pacific Geophysics Meeting. Przedstawiono tam społeczności naukowej wyniki badań problematycznych kości dokonane za pomocą datowania izotopu C14. Jest to metoda czasami krytykowana, ale uznawana przez większość naukowców. Jej dokładność zależy przede wszystkim od tego czy próbki nie zostały „zabrudzone” młodszym materiałem.

Dr Thomas Seiler, fizyk z Niemiec wykonywał prezentację na temat metodologii badania i wszystko wskazuje na to, że zminimalizowano maksymalnie ryzyko skażenia próbek. Odczyty wskazywały na to, że znajduje się tam ilość izotopu, która plasuje się w górnej granicy wykrywania wieku obiektu. Innymi słowy samo znalezienie izotopu świadczy o tym, że są to kości zdecydowanie młodsze niż 6 milionów lat. Po takim okresie C-14 byłby już nie do ustalenia.

Szwedzi odnaleźli szczątki zwierzęcia zwanego Mozazaurem. Zawierały one pozostałości tkanki miękkiej i biomolekuł tej wielkiej kilkunastometrowej morskiej jaszczurki. W 2009 roku dr Phil Wilby odkrył rzekomo skamieniałą gigantyczną kałamarnicę. Skamielina zawierała zbiornik z atramentem, którym dało się nawet pisać za pomocą pióra. Takie odkrycia, podważające mozolnie ustalany kanon są bardzo często ukrywane i zamiatane pod dywan historii”

Źródło: http://innemedium.pl/

Kim jestem? Zapomniana wiedza starożytnych

„W poprzednich artykułach poruszałem często temat Człowieka jako Całkowitego przejawu jego wielowiekowego dorobku indywidualnego.
Opierałem się zawsze na informacjach zawartych w różnych starych księgach, przekazach i symbolach religijnych, tajnych organizacjach itp.
W okresie średniowiecza przekazywano wiedzę w obrazach
min. o dwóch wersjach istnienia ciał ludzkich na Ziemi. Przedstawiano również „dodatkowe” informacje o celowości „pobytu” i roli człowieka na Ziemi.
Oto jeden z takich obrazów z przekazem o dwóch „rodzajach” Istot Ludzkich !

wiedza starozytnych

Po prawej stronie : trzy istoty jako „żywa” Całość i przekazywanie sobie wiedzy. Kobieta (Ewa) i mężczyzna (Adam) i wiedza zawarta w Całości – przez wiekowe doświadczenia i nauki przedstawione jako symbol wiekowego mędrca – suma wiedzy.
Z obrazu wynika jednoznacznie, że życie trwa i jest w pełni rozkwitu wraz z przyrodą i ich przedstawicieli.
Po lewej stronie obrazu, w głębi, autor przedstawił „Stworzenie Ewy” z żebra Adama.
Nasuwa się pytanie : czy Adam był dawcą swoich komórek macierzystych w celu sklonowania nowej formy Ludzkiej ?

Nie zastanawiamy się nad istnieniem wysoko rozwiniętej cywilizacji na naszej planecie przed tzw. Potopem ?
Utrwala się jednocześnie nasze ziemskie prymitywne „życie” i kosmiczna pomoc boska. W te wszystkie dogmaty wierzymy, bo brak nam podstawowej wiedzy o swoim istnieniu.
Mamy wiele artefaktów, które dobitnie świadczą o posiadanej przez Ziemian rozległej wiedzy o precyzyjnej technice, o której zapomnieliśmy i powoli ,wiek po wieku, odkrywamy to, co wcześniej już posiadaliśmy.
Często przy kontaktach z przedstawicielami z Kosmosu dowiadywaliśmy się, że ich technika wywodziła się z nauk Ziemian i przedstawicieli planet z naszego Układu Słonecznego. Dziwne ? Będą niebawem i wielce „ciekawe” informacje o nas i Kosmosie ale traktować to należy jedynie jako przypomnienie sobie dawnych możliwości.
Kosmos może jedynie przypominać nam fragmenty naszej wiedzy przekazywanej dla ich rozwoju.
Dzięki otrzymywanym „detalom” informacyjnym, metodą SYNTEZY, zbierzemy razem wiedzę, którą przekazywaliśmy wiekami Istotom na różnych poziomach rozwoju Indywidualnego.

Proponuje postudiować księgę : „Zakazana archeologia” itp. informacje.

starozytne technologie

Nasze Ziemskie osiągnięcia – dziś jeszcze w sferze fikcji.

Artefakty nie tylko zadziwiają dziś nasz intelekt ale uświadamiają nas o bardzo wysokiej technice, która istniała na Ziemi przed potopem.
Coraz częściej ludzie mają odwagę podawać do wiadomości publicznej swoje odkrycia, pomimo że są lekceważeni i ośmieszani. Tak zawsze bywa, kiedy zakodowani dogmatami naukowcy nie dopuszczają jakichkolwiek zmian w przyjętych teoriach i fikcjach.
Można się jeszcze spierać o różne detale archeologiczne, ale nadal pozostają one jako dowody istnienia wysoko rozwiniętej cywilizacji na Ziemi.

Powinniśmy dążyć do poznania naszej przeszłości, która stanowi jedynie nasz przejaw, stopień naszego rozwoju materialnego a nie nas samych.
Trudniejsze będzie oswojenie się ze zmianami w naszym ciele.
Z formy materialnej przechodzimy w „zagęszczoną energię”.
Proces „przejścia” w inną formę nazywano przemienieniem i chyba jest to najlepsze określenie zjawiska.
O tym czekającym nas procesie mamy informacje w Nowym Testamencie (Przemienienie pańskie).
Przemiana więc nasz czeka, ale stopniowa i indywidualna w czasie. Różnica wynika z okresu, kiedy po raz pierwszy „weszliśmy” do formy.
W trakcie przemiany zaskakiwać nas będą różne predyspozycje , takie jak lewitacja (chwilowa – do oswojenia się z reakcjami ciała), widzenie dookólne, możliwość kontaktu myślowego z każdą istotą żywą itp.
Przyczyną tego zjawiska będzie uruchamianie poszczególnych części naszego mózgu, do tej pory „celowo” uśpionych.
O tym szczegółowo w innym artykule.
Życzę szybkiego powrotu do Siebie i swoich wypracowanych możliwości dalszego tworzenia.

Dla oczu i serca!

globalna swiadomosc

globalna swiadomosc 1

 

Źródło: http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2013/06/14/kim-jestem-oto-jest-odpowiedz/