Niezwykłe przesłanie dla młodych od osoby starszej

przeslanie-od-osob-starszychKażą nam żyć dla innych. Dla rodziny, państwa, ojczyzny, religii, ideologii, wartości, tradycji, systemu. Każą nam być żertwami ofiarnymi by budować PKB, wolny rynek, by system był większy i potężniejszy, by ludziom – ups, przepraszam – elitom i ich lemingom – żyło się lepiej. Pora raz na zawsze z tym skończyć. Chodzi o równowagę. Pomagasz innym ale też dbasz o siebie. No i pomagaj tylko tym którzy na to zasługują.

Chodzi bowiem o to, że żyjąc wyłącznie dla innych, tak naprawdę nie żyjesz dla nikogo. Żyjąc tylko dla innych, pracując te 12 godzin lub na dwa etaty, a potem etat w domu – nie realizujesz przeznaczenia swojej duszy. Wbrew temu co mówi doktryna new age – dusza człowieka jest trochę egoistyczna. Chce ona także tego, by człowiek realizował swoje własne powołanie. No i chce także zaznawać szczęścia, radości, pokus i grzeszków świata materialnego. Żyjąc tylko dla innych, poświęcając się – nie realizujesz tego.

Pojawia się rozgoryczenie, zgorzkniałość, stres, nerwy, obwinianie za wszystko innych, nienawiść. Poczucie przegranego życia. Poczucie że nic ciekawego, spontanicznego, szalonego, hardcorowego już Cię nie spotka. Ja jestem właśnie w tym specyficznym wieku (31 lat) i widzę to po moich gasnących rówieśnikach. Jeden kredyt, drugi, trzeci. Jeśli jakimś cudem zarabiają godne pieniądze (5% Polaków wg GUS) to i tak porażający, zwierzęcy lęk. Czy do 1 wystarczy, czy na kredyt hipoteczny wystarczy, czy dzieci będą miały jeść, czy nie wyrzucą z pracy, w której muszą spędzać minimum 12 godzin.

Po dawnych energicznych i pełnych ideałów nastolatkach czy dwudziestokilkulatkach nie został nawet ślad. Nie pożartujesz, bo wszystko denerwuje, wkurza, wywołuje ból dupy. O czym pogadać? Filozofia, metafizyka, nauka – a skąd. Oni zajmują się przecież czymś konkretnym, produktywnym, a nie bujaniem w obłokach. Czyli zajmują się umieraniem za życia. Dokładnie tak, jak robiły to poprzednie pokolenia. Jeśli żyjesz dla siebie, to będziesz szczęśliwy, i wtedy to szczęście dasz innym.

Choroba, na którą cierpi większość ludzkości jest trudna do zidentyfikowania, nieokreślona. Każdy czuje się mniej lub bardziej smutny, wyzyskiwany, przygnębiony, bez celu, w który można by przelać swój gniew lub który napełniłby ich nadzieją. Dawnymi czasy moc, przez którą jednostka czuła się uciskana, miała siedziby, symbole. Ale dzisiaj gdzie jest centrum władzy, która zubaża nasze życie? Powinniśmy chyba zaakceptować raz na zawsze, że to centrum jest w nas i że tylko wielka wewnętrzna rewolucja może coś zmienić, skoro wszystkie rewolucje przeprowadzone na zewnątrz nie zmieniły wiele.”
~Tiziano Terzani

Poniżej: zapraszam do przeczytania świadectwa osoby starszej, która całe życie zmuszona była żyć tylko dla innych, zapominając o sobie. Teraz, na jesieni życia, zaczęła spełniać swoje drobne zachcianki i przyjemności. Ma ona szansę dożyć bardzo sędziwego wieku w spokoju i harmonii. To jest ta cała tajemnica długowieczności. To jest ta tajemnica, dlaczego główny popularyzator joggingu w USA, który żył w permanentnym stresie, zmarł na zawał przed 40-stką. Zaś część ludzi pali, pije whisky, i dożywa wieku 95 lat w względnym zdrowiu, spokoju i sprawności umysłu.

Z rozmów ze starszymi ludźmi..
Czyta się dużo, co ludzie radzą młodym, gdy są na skraju życia.
Ja chyba najbardziej poruszającą opcje, jaką usłyszałam, to była ta.

Babeczka pochwaliła mi się pomalowanymi paznokciami. Ja pokazałam jej swoje. Babeczka powiedziała mi, że teraz dopiero na stare lata zaczęła sobie dogadzać.
Drogi manicure. Coś dla siebie.
Nie chodzi o kasę. Chodzi o zrobienie czegoś dla siebie.
I mówi tak, że nigdy nie umiała zrobić czegoś dla siebie. Że zawsze byli inni ważniejsi. Mąż. Dzieci. Rodzina. Zawsze ktoś.
Sama na ostatnim końcu.
Mówi do mnie, żebym zawsze pamiętała o sobie.
Żeby siebie nie zapominać.
Dogadzać sobie. Sprawiać sobie przyjemność.
Nie chodzi o wyłączne skupienie na sobie.
Chodzi raczej o równowagę.
Dbasz o innych, ale też dbaj o siebie.”
Autor: Kasia

Przeczytaj też, w temacie:
Czego ludzie żałują na łożu śmierci? Przesłanie do młodych zaganianych..

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Podstawowa metoda programowania przyszłego niewolnika systemu

duchowosc-2

Wiecie, że proponuję zupełnie nowe podejście do spraw hedonizmu i duchowości. Nie potępiam hedonizmu, ale jest on wręcz moją filozofią życiową. Sprawa jest bardzo prosta – każda istota na Ziemi dąży do maksymalizowania przyjemności i minimalizowania cierpienia. I nie ma w tym nic złego. Zło istnieje wtedy, gdy robisz to kosztem drugiego człowieka. W poprzednim wpisie na ten temat rozgraniczyłem hedonizm i egoizm. Egoizm zakłada dążenie ku przyjemności po trupach. Hedonizm zakłada zaś dążenie do przyjemności z poszanowaniem drugiego człowieka, z istnieniem empatii.

I hedonizm wcale nie wyklucza duchowości. Powiem więcej: często jest tak, że gdy człowiek kieruje się hedonizmem i nie wykonuje ślepo poleceń systemu, społeczeństwa – to ma czas, energię i siłę na duchowość. Większość zalatanych ojców rodzin albo kur domowych na to nie ma ani pieniędzy, ani czasu, ani sił. System perfekcyjnie bierze młodego, głupiutkiego 20 czy 30 latka w swoje kleszcze. Wypełnia mu cały czas, zabiera większość sił, energii i pieniędzy. Wchodząc w system, w to, co każe społeczeństwo, oddajesz mu się bez reszty. Luksusem jest potem choćby te kilkanaście minut w tygodniu na książkę, film czy seks.

Cały myk polega na tym, że skłania się nas do przedsięwzięć bardzo trudnych i nie przynoszących zbytniej przyjemności, mówiąc, że powinniśmy żyć dla kogoś. To jedno z podstawowych metod programowania przyszłego niewolnika systemu. Powtarza się to nam praktycznie od początku naszych dni na tej planecie. Socjalizm i Lenin jest najważniejszy. Naród, ojczyzna są najważniejsze. Bóg jest najważniejszy. Religia, wartości i tradycja są najważniejsze. I w końcu – rodzina i dzieci są najważniejsze. Wszyscy i wszystko jest ważne, tylko nie Ty.

Prawda? Możesz siebie samego zgnoić, podeptać, odmówić sobie każdej przyjemności, wręcz zbiczować.. Ale ważne by inni byli zadowoleni. Tak nas wychowano, bo system tak myślących ludzi potrzebuje. Jednak ma to swoje oczywiste negatywne konsekwencje. Gdyż jeśli nie żyjesz w pierwszej kolejności dla siebie, to tak naprawdę nie żyjesz dla nikogo. Ani dla siebie, ani tym bardziej dla innych. Jest to skrajnie paradoksalne i z pozoru nielogiczne, ale tak właśnie jest. Działa to na zasadzie podobnej do tej, że tylko osoba czująca miłość do siebie, może szczerze pokochać drugiego człowieka. Analogicznie: tylko jeśli realizujesz swoje własne cele, pragnienia, marzenia – będziesz przydatny i pomocny dla innych.

W przeciwnym wypadku będziesz po prostu baterią systemu. Czyli człowiekiem zlęknionym, wykończonym, nienawistnym, z poczuciem zmarnowanego życia. Czyli człowiekiem który daje innym tylko truciznę. Rozejrzyj się wokół siebie, ale uczciwie, bez okłamywania się. Pełno wszędzie takich 30 czy 40 letnich staruszków, którzy podświadomie wiedzą, że nic ekscytującego ich już w życiu nie spotka. Pełno ich w małżeństwach, które się potwornie nienawidzą, w rodzinach, które produkują skrzywdzone, kalekie emocjonalnie dzieci.

Dusza człowieka jest wbrew pozorom hedonistyczna i dba przede wszystkim o swój interes. Wcieliła się ona w Twoje ciało, by doświadczać wszelkich uciech, pokus i grzeszków materialnego świata. Dusza chce wolności, swobody, liberalizmu, tańca, seksu, muzyki, pasji, hobby, ekstazy, i wszelkich innych tego typu działań podejmowanych przez ludzi. Jeśli człowiek jest spełniony i zadowolony, to siłą rzeczy nie będzie chciał pracować i poświęcać się dla systemu. I to jest dla tego systemu wielkim zagrożeniem, dlatego stosuje on różne fortele, by te naturalne dążenia wesołej człowieczej duszy ograniczyć.

Mówi się więc że to grzech (wersja religijna), że to egoizm (wersja dla ateistów), lub że to zła karma i ogranicza uduchowienie (wersja new age). Systemowo daje się nie znającym życia młodziakom te kilka, max kilkanaście lat na wyszalenie się (wiek 15 do 25, 30 lat). A potem kariera, podporządkowanie rodzinie i teściom, dwa etaty, śluby, dzieci, kredyty, i katorżnicza praca dla systemu. By był on większy i potężniejszy, by elitom żyło się lepiej. By budowali swoje imperium spod znaku sierpa i młota, ups, przepraszam – spod znaku krzyża, kosztem Twojej krwawicy.

Dusza człowieka dba więc z jednej strony o swoje własne przyjemności, a z drugiej strony – o swój własny rozwój. Hobby, pasja, zainteresowania, to wszystko co powoduje to niemożliwe do wyrażenia słowami, boskie uczucie ekscytacji i spełnienia – zasila duszę. Każdy człowiek powinien takie coś dla siebie znaleźć. Studiowanie wiedzy tajemnej, nauka, rysowanie, zbieranie znaczków, fotografowanie lokomotyw po całej Polsce, rozwiązywanie łamigłówek matematycznych, ogrodnictwo – rodzajów takiej aktywności jest mnóstwo. Jest to duża część naszego przeznaczenia, o ile nie najważniejsza.

I teraz: gdy realizujesz to swoje przeznaczenie, to, co Twoja dusza sobie szczególnie umiłowała – rozkwitasz. Stajesz się radosny, uczynny, kochający. I właśnie wtedy możesz dać bardzo dużo dobrego innym. Nie mam tu na myśli dawanie nawet ułamka tego dobra ogółowi, społeczeństwu. Bo jest ono nie do uratowania i ja osobiście mam na nie zupełnie wyjebane. Ale chodzi o danie dobra tym, którzy na to zasługują. Na pewno masz kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt takich osób.

Społeczeństwo, świat, system, polecam zostawić w spokoju. żyjesz w pierwszej kolejności dla siebie, swojej przyjemności i spełnienia. W drugiej kolejności – dla dobra i spełnienia Twoich bratnich dusz. Gdy ktoś Ci mówi, że tak nie możesz żyć, bo ojczyzna, bo naród, bo tradycja, bo rodzina – to odeślij go do diabła. W końcu to od niego przyszedł, będąc jego sługą. Jednocześnie nie izoluj się od społeczeństwa, świata, systemu. Nie walcz z nimi, nie próbuj ich zmieniać. Stajesz przed systemem i mówisz mu odważnie: „JA JESTEM„. I bierzesz od tego systemu to, co chcesz, i co uniesiesz (finansowo, emocjonalnie itp).

Odrzucasz zdecydowanie to, co narzucają Ci inni, a czego Ty sam nie chcesz – rodzice, ciotki, partner, tradycja, religia, itp. Ci wszyscy robiący jedni drugiemu draństwa, podkładający świnie, donoszący na sąsiadów – to są ludzie niespełnieni, nie realizujący tego, co ich duszom miłe. Nie żyją dla siebie, więc tak naprawdę nie żyją dla nikogo. Ale sami powiedzcie. Co ma począć ze swoim życiem taki 25, 30, 35 letni chłopina, z kredytem na karku, z dwojgiem dzieci, niepracującą żoną? Gdy musi wypruwać z siebie flaki u polskiego kapitalisty-psychopaty, na dwóch etatach? A i tak ledwie na żarcie z biedry i ratę kredytu starczy? Dusza takiego nieszczęśnika może w wieku tych 35, 40 lat stwierdzić:

LOL, co za chujowa planeta i sytuacja, w co ja się wpierdoliłam? Wygeneruję temu niewdzięcznikowi nowotwór w ciele i zwijam się stąd, następna inkarnacja będzie może lepsza, więcej se przyćpam i porucham, tu już nie mam szans na jakikolwiek rozwój

Istotnie, wg jednej z teorii, gdy człowiek traci zachwyt i zainteresowanie życiem, gdy traci źródło przyjemności, inspiracji, pasji – to umiera. Zaczynają się wtedy choroby, przyspieszone starzenie się. To by było rozwiązanie tej zagadki, dlaczego jedni mają 90 lat, zajebiste samopoczucie i kontynuują pracę naukową (i piją i palą jak smoki), a inni już w wieku 40 lat dostają raka i umierają pomimo braku nałogów.

Nie wierzcie kaznodziejom nienawiści, którzy mówią, że uduchowienia i hedonizmu nie da się pogodzić. Którzy mówią, że seks i bogactwo ograniczają tę sferę życia. Prawda znana przez wielu wtajemniczonych jest taka, że gdy ograniczasz sferę seksualną (dół) to automatycznie ograniczają się Twoje umiejętności i możliwości duchowe (góra). Bajki o tych, których zepsuło i zniszczyło bogactwo, to tylko bajki. Bajki o tych, którym przeszkadzał „pusty seks„, i zostali na siłę ojcami rodzin lub wręcz zakonnikami, to tylko bajki. To bieda niszczy i degeneruje, a lęk przetrwania jest najsilniejszym lękiem tego świata. Brak seksu, przyjemności i ogólna, typowo polska asceza kredytowa, nie uświęca ani nie przybliża do Boga, ale wręcz działa odwrotnie.

Zrzuć kajdany, i powiedz sobie:
-to ja zasługuję od świata na to, co tylko najlepsze;
-to ja istnieję jako część systemu i biorę od niego dokładnie to, na co mam ochotę;
-to ja żyję przede wszystkim dla siebie – dla swojej przyjemności i swojego rozwoju.

Na koniec dodam jeszcze, że nie nastąpił koniec historii, jak prorokował kiedyś Francis Fukuyama. Nastąpił koniec społeczeństwa i wartości, jakie ono wyznaje. Obecnie wszystko należy zdefiniować na nowo. Społeczeństwo i jego wartości umarło, i większość ludzi to wie, choćby podświadomie. Każdego dnia przeglądają, lajkują i udostępniają miliony obrazków, zdjęć, dowcipów, memów, które o tym mówią. Prawda jest przemycana właśnie w takich wklejanych pół-żartem kawałach, np o kochankach w szafie. Jednak jeszcze do ludzi nie dotarło bezpośrednio to, że stary świat już nie istnieje. Ciągle próbują ten stary świat wskrzeszać.

Ja proponuję co innego – dołącz się do trwającej właśnie intensywnej budowy społeczeństwa alternatywnego. Nie jest to w żadnym razie społeczeństwo wyrzutków, gardzące i walczące z systemem, jak np hippisi. My wiemy, że żyjemy w społeczeństwie, i korzystając z dobrodziejstw systemu, ale jednocześnie.. jesteśmy obok nich. Obok ich obłędnych szaleństw i doktryn.

Polecam moje pozostałe artykuły na ten temat:
Trwa dramatyczny kryzys wartości. To koniec znanego nam świata
Czy religie są potrzebne?! Szokujące fakty i punkty wspólne ich wszystkich
Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!
Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Co by było, gdyby ludzie nadal żyli 1000 lat tak jak przed wiekami?

Co by było, gdyby ludzie nadal żyli 1000 lat tak jak przed wiekami?

ludzie żyli 1000 latTak jak na obrazku powyżej – cztery cywilizacyjne niedobory. Witamina D3 – dotyczy co najmniej 90% Polaków w okresie wrzesień-maj. Witamina C – wszyscy, bo mamy zablokowaną biosyntezę. Magnez – większość ma za niski poziom, bo spożywamy o wiele za dużo wapnia (antagonisty magnezu). Jod – Bałtyk jest morzem zimnym i dostarcza śladowe ilości tego pierwiastka.

Przykładów niedociągnieć natury przy projektowaniu ludzkiego organizmu jest dziesiątki jeśli nie wiecej. Nie chodzi tylko o ewidentne „buble” biologiczne które znają chyba wszyscy. Podstawowy problem ludzkiej natury który generuje wrecz cywilizacyjne problemy, to rozszczepienie (de facto: schizofrenia) jednostki decyzyjnej człowieka na trzy obszary:
-podświadomość (mózg gadzi, reaguje w czasie ułamków sekund lub mniejszym, ma poteżną moc obliczeniową niczym superkomputer, podejmuje wiekszość decyzji poza naszą kontrolą);
-świadomość (umysł logiczny, racjonalny, ma skrajnie niewielką moc obliczeniową niczym MS DOS, pełen pułapek, neuroz, traum, z jego obłednymi ideologiami, doktrynami, religiami itp itd);
-nadświadomość (dusza, przemawia najciszej, ma jeszcze wiekszą moc obliczeniową niż podświadomość, ludzie wypierają sie kontaktu z nią. Jest połączona z podświadomością i czesto działa i wpływa poprzez podświadomość by ominąć pułapki i psychozy umysłu logicznego);

Uwielbiany przez teoretyków konspiracji symbol piramidy NWO z wszystkowidzącym okiem, jest tak naprawde symbolem tego rozszczepienia na trzy osobne ośrodki decyzyjne. Piramidę można interpretować jako symbol całości naszego jestestwa. Można ją także interpretować w sensie społecznym. Symbolika piramidy jest uniwersalna. Wartości które są najniższe, są na samym dole piramidy i ilościowo jest ich najwięcej. Wartości „średnie” to oczywiście środek piramidy i jest ich już wydatnie mniej.

Góra piramidy (wszystkowidzące oko) symoblizuje nadświadomość, dusze. Jest jej ilościowo najmniej i jest oderwana od reszty piramidy – co jest symbolem raju utraconego, braku kontaktu z Bogiem. Środek piramidy symbolizuje świadomość (rozum logiczny) i jest go już wiecej. Natomiast podstawa piramidy której jest najwiecej, to podświadomość z jej poteżną armią – neurobiologią, neuroprzekaźnikami, emocjami, żądzami, instynktami, pragnieniami.

ludzie żyli 1000 latTak się zastanawiam, po co ktoś / coś tworzył ludzki organizm tak, by nie mógł pobrać podstawowych składników ze środowiska? A może prawdą jest teoria spiskowa, że przed tysiącami lat (po upadku Atlantydy?) ktoś nam majstrował w genach? I skrócił nam przy okazji życie z 1000 lat do max 130 lat? Gdyby ludzie żyli tysiąc lat, to byliby znacznie spokojniejsi, bardziej pokojowi, mniej agresywni.

Bo na wszystko byłby czas. Teraz praktycznie całe życiowe doświadczenie trzeba „załatwić„, a przynajmniej zacząć przed 30-stką – „wyszumienie się„, pozycję zawodową, wykształcenie, rodzinę jak ktoś chce. Bo w wieku 30 lat człowiek zaczyna się powoli starzeć zdrowie i witalność już nie ta, a 40 czy 50 letni organizm to praktycznie wrak.

Ludzie to podświadomie wiedzą i stąd nasila to ich agresje, niepokój, postaw roszczeniową wzgledem innych i egoizm. Człowiek dobrze wie, że wiek 15 do 30 lat to jego najlepsze lata, i czesto praktycznie jedyne lata tej ziemskiej radości. Stąd tak łapczywie ją chłonie. Robi wszystko by łapać te upływające coraz szybciej chwile. Wiec nie zważa na innych, łapczywie chwyta dzień, idzie po trupach do celu.

Czesto schemat jest taki – że człowiek może wybawić sie, wyszumieć do 25 roku życia. Na to jest społeczne przyzwolenie. Potem kończy studia i bezlitosna maszyneria społeczna pochłania go bez reszty. Praca w korpo, ślub (bo rodzina dogaduje „kiedy wreszcie sie ustatkujesz„), wyścig szczurów. Budowanie swojego statusu społecznego (coraz to nowe i nowe zachcianki i wydatki, kredyty, hipoteczniaki). Potem przychodzi 30-stka, wiec żądaniem społeczeństwa jest byś założył rodzine.

A to oznacza de facto koniec beztroski młodości. W naszej drapieżnej rzeczywistości społeczno-ekonomicznej oznacza to czesto pogrzeb jakiegokolwiek życia towarzyskiego, seksualnego, oznacza to koniec codziennych radości. Jest odpowiedzialność, obowiązki, kredyty, troski, szarość i burość dnia. To wtedy zaczynają sie pierwsze nerwice, depresje, zdrady, pracoholizm, nałogi.. Potem dochodzą cukrzyce, zawały, nadciśnienie, choroba hashimoto i szereg innych, bedących teraz plagą.

Gdy masz te 50 lat, dzieci odchowane – stoisz już de facto nad grobem. Organizm – czesto jest to wrak fizyczny i psychiczny, nie oszukujmy sie. Zaczyna sie starość – szara, brzydka, traumatyczna. Może ona trwać 10 lat, może trwać i 70 lat, do 120 roku życia, ale co to zmienia? W pewnym momencie światło Twojego życia gaśnie. Twoje ciało wraca tam skąd przyszło – do Ziemi, tej Ziemi, która w taki spokojny i niewzruszony sposób traktuje swoje dzieci wszystkich gatunków i płci.

I kornik napisze Twój uładzony życiorys. Ale nie na długo – bo już Twoje wnuki prawie nie bedą Cie pamietać, nie mówiąc już o prawnukach. A Ty, pamietasz swoich pradziadków? Ich młodość, troski, radości i problemy dnia codziennego? Odwieczne koło zamachowe życia, koło Samsary, koło iluzji – właśnie zatoczyło kolejny pełny okrąg.

Chodzi mi o destrukcyjny wpływ głeboko chorego społeczeństwa na jednostke. O społeczne żądania i oczekiwania, wzajemnie sprzeczne i wzajemnie wykluczające sie. Są one nie do pogodzenia i tym samym nie do spełnienia. Masz 20, 30 lat? Spoko, myślisz że to jakoś pogodzisz, ogarniesz te społeczną schizofrenie.. Ale tryby tej maszyny kiedyś sie zatną. Prosze, nie zazdrośćcie tym szarym do bólu „normalnym” Kowalskim, nawet gdy mówią Wam, że przegraliście swoje życie. Naprawde nie ma czego. Zostawmy umarłe ideologie i doktryny tym umarłym – umarłym za życia.

ludzie żyli kiedyś 1000 latAle zaraz zaraz.. Gdybyśmy żyli tysiąc lat, na wszystko mielibyśmy czas i miejsce. Na całe piekno ziemskiego doświadczenia z jego ogromną różnorodnością i pełną paletą barw. Wybawić sie, wyszaleć, wyszumieć, i przy tym zdobyć wykształcenie i ogromne umiejetności zawodowe? A prosze bardzo, masz na to 100, 200 a nawet 300 pierwszych lat życia! Czyż to nie wspaniałe? Potem gdy Ci sie znudzi i zapragniesz głebi w swoim życiu – w wieku tych 200 czy 300 lat zakładasz rodzine z te naprawde bliską osobą, bratnią duszą, którą poznałeś w wieku lat 100, bedąc już pełen autentycznej życiowej mądrości, ale wciąż w sile wieku.

Odchowujecie dzieci, mija zaledwie 30 lat Waszego życia, a Wy dalej jesteście w pełni sił witalnych! Możecie teraz zająć sie dalszym rozwojem zawodowym. Możecie dalej bawić sie, szaleć, poznawać smaki ziemskiego życia. Potem przychodzi wiek tych 400, 500 lat.. Zauważacie że życie to coś wiecej, pragniecie rozwoju duchowego, poznawania odwiecznej wiedzy? A prosze bardzo, macie na to kolejne 500 lat Waszego życia! Przez te 500 lat możecie oczywiście dalej rozwijać sie zawodowo, naukowo, możecie mieć kolejne i kolejne dzieci.

Zmierzam do tego, że przed wiekami ktoś (coś?!) zrobił/o nam ogromną krzywde, manipulując nam w genach i skracając długość życia z tysiąca lat do 120 lat. Był to zabieg tak perfekcyjnie zły, że aż diaboliczny. O tym, że ludzie kiedyś żyli tysiąc i wiecej lat, mówi nie tylko biblia. Ale szereg starożytnych pism z całego świata, z różnych szerokości geograficznych, z różnych, odległych od siebie kultur. Dlaczego tak sie stało? Odpowiedzi jednoznacznej nie ma, są tylko domysły niknące gdzieś hen w mrokach naszych pradziejów.

Czy kiedykolwiek sie nad tym zastanawialiście? Ileż mniej byłoby agresji, nienawiści, podziałów, deptania innych, gdyby ludzie na wszystko mieli czas! Ile wiecej byśmy zgromadzili wiedzy (naukowej i duchowej) gdybyśmy żyli tysiąc lat. Pomyślmy co by było, gdyby Einstein czy Tesla żyli tysiąc lat, gdyby właśnie dziś obmyślali nowe wynalazki. Co by było, gdyby tysiąc lat żyli Osho czy Anthony de Mello, i do dziś przekazywali wiedze?

Są to myśliciele którzy dali podwaliny pod budowe nowego rdzenia cywilizacji (new age), bo dwa stare (chrześcijaństwo i kartezjańsko-newtonowki racjonalizm) są już niewydolne i rozpadają sie. Oni żyli w czasach, gdy ujawnienie całości wiedzy nie było możliwe. Zostawili nam tylko i wyłącznie oderwaną od życia teorie. Ich doświadczenie i przekazana wiedza jest niekompletna, bo brakuje w niej najważniejszego – praktyki i kreacji. O tym pisałem już kilka razy i ten temat bede poruszał jeszcze przez wiele felietonów.

Przeczytaj moje inne artykuły o duchowości:
Poczucie winy jest najpotężniejszym mechanizmem manipulacji na Ziemi
Przypadek jest imieniem Boga
Granice wyborów i paradoksalność zniewolenia
Czy społecznie akceptowane recepty na życie prowadzą do wolności i szczęścia? Wręcz przeciwnie!
Przestańmy obawiać się globalnej tyranii, nie tędy droga..
Ziemia jest piekłem ale jest szansa na zmianę. To zależy też od Ciebie!
Dlaczego marzenia się nie spełniają? „Walka ze światem nic nie daje”

Autor: Jarek Kefir Czytaj dalej