Kategoria: Szok i zgorszenie

FILM „SZCZURZY KRÓL” UJAWNIA CO NAPRAWDĘ SIĘ STANIE GDY UPADNIE CYWILIZACJA!

Upadek cywilizacji i upadek systemu. Moralność i jej dylematy

Zapraszam Cię na szokujący film z żółtymi napisami „Szczurzy król”, który opowiada o etapach upadku moralności. W rozumieniu autorów filmu, moralność jest zbiorem zasad, jest „spoiwem” społeczeństwa. Moralność związana jest z poczuciem wspólnoty (rodzina, region, naród, cywilizacja, świat – nigdy odwrotnie!). Są to zasady które umożliwiają systemowi i społeczeństwu trwanie.

Z tymi zasadami jest wiele kłopotów. Po pierwsze, wiele z nich jest mocno zdezaktualizowanych. Przykład? Dawne społeczności musiały wymyślać ultra-konserwatywne normy społeczne, choćby dlatego, że nie znano środków antykoncepcyjnych. I praktycznie każdy związek trwający dłużej niż miesiąc, dwa, oznaczał ciążę.

Technologia rozwiązała wiele cywilizacyjnych bolączek. Wychodzimy powoli z wzorców barbarzyńskich ku świadomej cywilizacji. Jednak z tym też związane są pewne zagrożenia. Otóż chcielibyśmy już żyć w nowym świecie, ale wciąż funkcjonują „stare” zasady. A dawnego spoiwa w postaci moralności powoli brakuje. Więc wg tego, co przedstawia ten film, zaczynają dominować jednostki najbardziej zdemoralizowane. Upadła stara moralność, która była jaka była, więc zaczyna funkcjonować prawo silniejszego. Ono zawsze funkcjonowało, ale teraz ma ekstremalną formę, choćby w realiach kapitalizmu.

Upadek spoiwa społecznego w postaci moralności spowodował powstanie „społeczeństwa indywidualistów”, w którym nie ma takiego pojęcia jak „swój” czy „rodak”. Pomimo tego, że indywidualizm jest ważny, i chyba każdy docenia to, że nie musimy żyć w realiach np średniowiecznej ciemnoty, to zaszło to o wiele za daleko. Dlatego teraz na świecie jest silny zwrot na prawo – ku społeczności, ku jedności, ku narodowi, ku swoim, ku moralności.

Znowu mamy tu do czynienia z podwójną polaryzacją. Z jednej strony całkowite, bezrozumne podporządkowanie społeczności (kolektywizm, nacjonalizm), a z drugiej strony, całkowity indywidualizm (kojarzony z lewicą, liberalizmem i kapitalizmem), który też nie jest dobry. Bo pozbawia jednostkę oparcia w społeczności, a samą społeczność pozbawia moralności.

Każde zjawisko na świecie ma podwójną naturę. Często to, na co narzekamy, co sprawia że czujemy się ograniczani, tak naprawdę zapewnia nam przeżycie. Nie ma jeszcze globalnej świadomości. Nie ma jednej ludzkiej rodziny. System i społeczeństwo działają tu i teraz. Gdyby nie armia i policja, to anarchia spowodowałaby że bałbyś się chodzić po ulicy. Gdyby nie „te głupie” religie i doktryny, to być może świadomość ludzi byłaby jeszcze bardziej agresywna i drapieżna.

A tak one chociaż w części uspokajają i narzucają ludziom choćby tę szczątkową moralność, opartą o dulszczyznę i tandetny purytanizm. Narzekamy na to, że moralność oparta jest o podwójność norm społecznych, o hipokryzję, ale co by było, gdyby nie ona? Chciałbyś żyć w takim świecie? Taki świat anarchii, pozbawiony wartości, choćby te wartości były niedoskonałe i „dulskie”, został bardzo dobrze przedstawiony w starych filmach z serii Robocop.

Ideologie i religie mają za zadanie uspokoić człowieka, spowolnić tok jego myślenia, eliminując te myśli, które są lękowe, podejrzliwe lub nieakceptowalne społecznie. Co ciekawe, podobny efekt można osiągnąć za pomocą środków psychotropowych. Nawet najbardziej niekumaty człowiek ma głęboko podświadomą potrzebę odpowiedzi na dylematy typu „sens życia„. Powoduje to tzw „bul dupy”, czy też ból istnienia. Każde społeczeństwo ma swoje systemy wierzeń, które mają te egzystencjalne lęki uspokajać.

Czasy „telewizyjnej demokracji” która na szczęście przemija, przypominały spożywczak z PRLu:
-Co jest?
-Panie, jest to co widać, nie pasuje to wypier*dalaj!

Czasy obecne przypominają ogromny hipermarket, w którym jest dosłownie wszystko. Z jednej strony to dobrze. Z drugiej strony, czasami nie wiadomo co wybrać, a w zaułkach można się pogubić..  Taka idea, taka doktryna, a może jeszcze inna.. Skoro wszystko jest relatywne i umowne (bo jest), skoro nie ma ostatecznych konsensusów i wszystko można zmienić, to dlaczego uważasz, że akurat Twoja ideologia czy religia odpowiadają prawdzie? 😉 Co zrozumiałe, budzi to liczne lęki, bo człowiek jednak łaknie przewidywalności i poczucia, że jakaś tam doktryna odpowiada na odwieczne ludzkie pytania.. A tu się okazuje, że na nie odpowiedzi tak naprawdę nie ma.

Film „szczurzy król” opowiada także o tej przewrotnej, pozbawionej moralności logice, jaką kieruje się kapitalizm. Współczesny kapitalizm neoliberalny jest szczytowym „osiągnięciem” cywilizacyjnego kanibalizmu. Jest to system, w którym psychopatyczna elita (0,1%) zagarnia dla siebie 90% zasobów planety. System ten opiera się na pozbawionych moralności i poczucia wspólnoty zombie (konsumentach) i na żerującej na nich elicie „psychopatów-kanibali”. Na szczęście to się zmienia. Znamienne jest to, że to prawica, stawiająca na wspólnotowość, zaczyna reformować ten kapitalistyczny system by był bardziej ludzki.

Jeśli nie moralność, nie wspólnota, nie narodowość.. To co w zamian? Anarchia? Już ją mamy.

Cytuję: „Nie lubimy myśleć o sobie jako potencjalnie irracjonalnych zwierzętach stadnych. Poszukujemy narracyjnych ram, które tłumaczą sprzyjający nam los, najlepiej w schlebiający sobie sposób. Reinhardt i Rogoff nazwali to syndromem: „Tym razem jest inaczej”, ponieważ każda epoka starała się negować ostrzeżenia, argumentując, że teraz jesteśmy mądrzejsi, lepiej zorganizowani lub żyjemy w innym świecie.”
~David Korowicz, Studium globalnego upadku systemowego

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZY MĘŻCZYZNA MA PRAWO DO SŁABOŚCI I PŁACZU?! TRUDNE RELACJE DAMSKO-MĘSKIE

Czego pragną kobiety? Mówi się, że w naszych  czasach kobiety pragną ideału, który nie istnieje. Jest to i prawda i fałsz. Wg mnie jest to przede wszystkim fałsz, bo są miliony kobiet, które chciałyby po prostu ciepłej, bliskiej codzienności, doprawionej szczyptą ekscytujących emocji. W tym artykule chciałbym omówić nie same kobiety, bo one są bardzo różne. Chciałbym opisać pewną niebezpieczną tendencję, jaka pojawia się w nurtach rozwojowych. Czyli w psychologii, coachingu, ezoteryce itp.

Poniżej wkleję jeden z tych tekstów:

Cytat: „Kobieta, jako istota boska, pragnie mężczyzny o duchowych tendencjach, w przeciwnym razie stanie się on przyczyną jej cielesnej pustki, braku spełnienia. Kobieta, jako energia zmysłowa, pragnie mężczyzny pełnego namiętności, ale nie wulgarnego, gdyż stałby się on przyczyną jej wyniszczenia. Kobieta, jako radość życia, chce mężczyzny szczęśliwego i radosnego, ale nie błazna, który niczego nie bierze na poważnie. Mężczyzna musi być nastawiony pozytywnie, aby przeciwdziałać i równoważyć kobiecy negatywizm, który ona posiada i który może nią owładnąć, kiedy najmniej się tego spodziewa – są to zmiany hormonalne, a także życie, które woła w niej zawsze o wyjaśnienie sensu życia.

Mężczyzna musi być silny, ale nie arogancki; ma pomóc jej w trudach życia, z których codzienne życie jest przecież złożone. Bez takiego zabezpieczenia żadna kobieta nie będzie zadowolona ze swojego mężczyzny. Zabezpieczenie to ma być i fizyczne, i materialne, i uczuciowe. Jeśli zabraknie jednego z nich, inne będą konsekwentnie słabnąć. Mężczyzna ma być również towarzyski, powinien posiadać zdolność komunikowania się z kimkolwiek, a szczególnie z nią. Kobieta bez dialogu czuje się pusta.

Kobieta nie chce mężczyzny, który robi z domu hotel, ale takiego, który może również zebrać śmieci z podłogi, który kocha również poprzez współpracę (przynajmniej minimalną) przy utrzymaniu porządku w domu, w którym mieszka. Jest to demonstracja przywiązania i szacunku, rzeczy, które kobieta ceni w najwyższym stopniu. Wreszcie, co najważniejsze, mężczyzna ma darzyć miłością, pożądaniem, szacunkiem, ma ją wypełnić miłością i czułością oraz dać jej do zrozumienia, że ona jest niezbędna w jego życiu. Kobieta, która wie, że jest inspiracją i MUZĄ mężczyzny, odnajdzie swój boski wymiar.” Koniec cytatu.
Źródło:
 https://www.facebook.com/YinYangDuchowoscUniwersalna/

Poszukiwanie ideału jest szkodliwe dla obu partnerów

Dużo w powyższym tekście jest prawdą, ale jest tam też masa toksycznych półprawd. Tekst ten wpisuje się w dość popularną tendencję pojawiającą się na stronach i portalach rozwojowych. Idealny partner to, idealny partner tamto. Uważam ze takie teksty których jest zatrzęsienie są jeszcze bardziej szkodliwe i niebezpieczne niż klasyczny patriarchalizm. Takie teksty są bardzo niebezpieczne bo potem rodzi się w kobietach ogromna frustracja. A sami mężczyźni zaczynają mieć tego dość i domagają się prawa do tego by byli.. ludźmi. Prawa do słabości i do łez.

Takie teksty są szkodliwe dla obu płci, dla wszystkich. Nie tylko powodują one frustrację u kobiet, bo takich mężczyzn nie ma i nigdy nie będzie. Ale także sprawiają że wielu mężczyzn czytając to ma ochotę skulić się i zapaść się pod ziemie. Bo nie są ideałami. O ideale mężczyzny opowiadają tacy autorzy z Facebooka jak „Kobus” i „Oczami Mężczyzny.” Dużo uwagi poświęca temu tematowi tantra i coraz popularniejsza doktryna Hellingera. O roli mężczyzny rozpisywał się też Osho.

Ideał – czy to w psychologii, czy to w ezoteryce, czy to w tantrze, czy to w doktrynie Hellingera, ma jedną ważną cechę – nie istnieje i nigdy istniał nie będzie. Patrząc dużo szerzej na ten temat, to jest to bardzo częsta, życiowa trauma. Gdy nasze wyobrażenie, czyli ideał, spotyka się z mniej lub bardziej twardą rzeczywistością. Ideałów jest dużo. Idealne rodzicielstwo. Idealna praca na etat przez 8 h po studiach. Idealny partner. Idealne mieszkanie. Wszystkie te ideały nie istnieją i zderzając się z rzeczywistością powodują mniejszą lub większą traumę.

Idealny mężczyzna i idealna kobieta nie istnieją

Ciekawym jest pytanie, dlaczego nie akceptujemy życia realnego takim, jakie ono jest? Dlaczego wierzymy w ideały w tak wielu dziedzinach życia, a potem się gorzko rozczarowujemy? Czy system (rodzice, społeczeństwo, nauczyciele, filmy itp) muszą „nęcić” młodych idyllicznym życiem po studiach, po ślubie, po urodzeniu dzieci, by ich nie zniechęcać? Dość niepopularny pogląd w psychologii głosi, że to pesymiści widzą świat bardziej trzeźwym okiem. Dostrzegają więcej zagrożeń, mają większą wiedzę, rozważają więcej możliwości i opcji. Za to optymiści mają na oczach nierzeczywiste różowe okulary, które usypiają ich czujność, ale pozwalają iść przez życie jak taran. Może ma to trochę związki z zagadnieniem ideałów?

Częstą cechą ideału jest to, że zawiera w sobie cechy które albo bardzo trudno pogodzić, albo ich połączenie ze sobą jest niemożliwe, bo w naturze nie występują. Od mężczyzny wymaga się by był zarówno testosteronowym macho jak i wrażliwym empatą. A to są cechy sprzeczne i nie występujące w naturze razem. Często jak jest jedno (empatia) to brakuje drugiego (siła). I na odwrót. Kobiety wywalczyły swoje. Byłą emancypacja, jest feminizm. Od kobiety już nie można wymagać, żądać, rozkazywać. I dobrze! Przecież nikt nie lubi jak się traktuje go jak niewolnika, a kobiety były niewolone i prześladowane przez millenia.

Tylko że do mężczyzn emancypacja jeszcze nie dotarła. Wciąż wymaga się od nich cech patriarchalnych (siła, agresywność, samczość) i tych nowych cech, empatycznych. Więc obecnie wymaga się od mężczyzn podwójnie. Dlatego takie wpisy są bardzo niebezpieczne i destrukcyjne także dla kobiet. Bo tyle naczytała się o tych wspaniałych mężczyznach, a tu okazuje się, że w życiu realnym, w tu i teraz, ich nie ma. I tak źle, i tak niedobrze. I tak i tak niedojrzała kobieta będzie się gniewać, bo mężczyzna nie jest ideałem z książki ale.. człowiekiem.

Czy mężczyźni mają prawo do słabości i mogą płakać?

Wg tego opisu który komentuję, mężczyzna nie ma prawa do słabości. Nie ma prawa mieć wad. Człowiek, który jest pozbawiony prawa do słabości jest jak bydlę prowadzone przez pasterza na rzeź. Nie jest człowiekiem ale.. kim? Maszyną do spełniania oczekiwań? Tyle żądań wobec mężczyzny, i to żądań niemożliwych do spełnienia. I nie masz prawa mieć wad, być chory, czasami się gorzej czuć, czasami płakać. Chcąc odpocząć podczas życiowej wędrówki, dorosły mężczyzna zauważa, że jest to niemożliwe.

Jest to olbrzymim stresem i traumą dla mężczyzn, nawet dla tych silnych i testosteronowych. Zawsze jest ten lęk, że nawet gdy ma się miliard dolarów, to można je stracić. I zawsze jest lęk, że siła i mięśnie mogą zniknąć jak kamfora np z powodu wypadku, urazu, kontuzji, choroby. Albo że ogromna trauma i stres pourazowy uczyni z ekstrawertycznego „króla życia” roślinkę biorącą całe garście tabletek, by wyjść bez lęku na dwór. Ten stres typu: „nie sprostam oczekiwaniom kobiety” połączony ze stresem typu: „a co będzie jak te wszystkie wspaniałe cechy stracę”. Z tego biorą się nałogi, pracoholizm, depresje, zawały, agresja, samobójstwa i tym podobne. Mężczyźni żyją około 10 lat krócej niż kobiety właśnie z tego powodu.

Osoba niedojrzała która poszukuje ideału

Patrząc na zagadnienie nieco ezoterycznie, to ideału szuka człowiek, który wciąż nie dorósł i jest mentalnym dzieckiem zamkniętym w dorosłym ciele. A takich ludzi jest większość na Ziemi, tej Ziemi. Idealizowanie i szukanie ideału to mechanizm dziecięcy, bo dziecko idealizuje rodziców, by potem się rozczarować i rozpocząć bunt nastolatka. Człowiek niedojrzały przenosi masę dziecięcych zachowań w życie dorosłe, w tym w partnerstwo. I znowu wygłoszę tutaj bardzo niepopularne twierdzenie..

Tak wiele doktryn duchowych jest po prostu fałszywa. Lub tak wiele doktryn nie nadąża za dramatycznie zmieniającym się duchem czasów. Dotyczy to nie tylko doktryn politycznych, ideologicznych, religijnych czy ekonomicznych, które są dawno zdezaktualizowane, ale także doktryn ezoterycznych. Potrzebujemy nowych Hellingerów i nowego Osho. Potrzebujemy też męskiej formy duchowości ezoterycznej. Ale takiej kojarzonej nie z Osho czy Mojii, czyli z wegańsko-pacyfistycznym „no cio po cio”. Ale kojarzonej z wzorcem czy archetypem żołnierza, rycerza, który zagryza krwisty i soczysty stek, popijając go szkocką whisky. Bo to nie wyklucza przecież uduchowienia.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

UWAŻASZ ŻE FACEBOOK TO DNO? PRZECIEŻ TO OD CIEBIE ZALEŻY CO NA NIM JEST!

Facebook jest portalem z którego trudno dziś zrezygnować. Tam odbywa się część życia towarzyskiego i tam możemy spotkać interesujące nas oferty. Tam wypowiadają się politycy i dziennikarze. Tam mamy naszą muzykę, zainteresowania, tam docieramy do ciekawych stron. Facebook spotyka się także z miażdżącą krytyką, która w wielu przypadkach jest słuszna i zrozumiała. Śledzenie i szpiegowanie użytkowników, blokady kont za byle co, politycznie poprawna cenzura stały się wręcz legendarne. W tym artykule chodzi mi jednak o coś innego, i wcale nie chodzi tylko o samego facebooka. Ale o pewną postawę, pewien schemat w myśleniu, który weźmiemy pod uwagę.

Znam jednak mnóstwo ludzi, którzy krytykują samą ideę portali społecznościowych – dla zasady. Facebook to ma być dno i 5 metrów mułu. Na facebooku ma być sam chłam. Same gówniane filmiki, gówniana muzyka, gówniane memy, gówniane zdjęcia. Sami wredni i gówniani znajomi. I rzeczywiście, co w takim wirtualnym świecie szukać? Nic tylko wyjść z tego syfiastego facebooka i usiąść przed telewizorem, by oglądać Trudne Sprawy czy M jak Miłość. Taka postawa to trochę krytykowanie dla zasady, „nie bo nie”. Lub inaczej: taka postawa to „strachami na lachy” związane z postępem technologicznym i z zachodzącymi zmianami na Ziemi.

Ten artykuł jest częścią szerszej serii moich publikacji o tytule: „Prawdziwe demaskacje, głupie teorie spiskowe a zdrowy racjonalizm”. Ezoterycy i miłośnicy alternatywnych mediów mają niestety ogromną skłonność do łatwowierności we wszystko co „ezoteryczne” czy „alternatywne”. Ja chciałbym, by w tym trudnym i mało znanym świecie kierowało Cię i serce, i zdrowy, „rozumowy” racjonalizm. Poniżej zamieszczam linki do tych artykułów:
Jak nie zwariować w świecie ogromnych przekrętów i teorii spiskowych?
Trwa szaleństwo idei i doktryn ale ludzkość wkrótce się z niego przebudzi!
Czy technika jest zła a natura jest dobra? To nie jest takie proste!
Czy smartfony doprowadzą do epidemii zombie?! Niepokojące doniesienia naukowców
Robotyzacja wymusi ogromne przemiany.. Jak się włączyć i wygrać? To wielka szansa dla nas!
Dlaczego dawniej było fajniej i lepiej? Dzisiejsze czasy to jakaś porażka!

To, co nowe, budzi strach, wątpliwości a nawet przerażenie. Zdezorientowana psychika chciałaby wrócić do tego, co stabilne i znane, bo ten świat się zmienia tak gwałtownie. Do dzieciństwa w którym jadło się błoto, gdy telefony były tylko na kabel i domowe. Lub inaczej: do pełnych lęków, ale jednak wciąż kolorowych i szalonych czasów nastoletnich, gdy jedynym kultowym telefonem była Nokia 3310. Stąd więc bierze się część narzekań, że smartfony i technologia powodują epidemię zombie, a facebook to samo dno.

Jakie są fakty? Fakty są takie, że na facebooku są ludzie, grupy, stowarzyszenia i strony reprezentujący wszystkie ziemskie poglądy, ideologie, schematy myślenia i postrzegania świata. Każdy rodzaj hobby, pasji, każdy gatunek muzyki, każdy rodzaj poezji, każda ideologia, filozofia i religia. Na facebooku jest po prostu wszystko. Tak samo internet. Jest tam zgromadzona wiedza całej planety, wszystkich epok, kultur, narodów. Od wędkarstwa i zasad matematyki wyższej, aż po nowoczesną psychologię i tajemną wiedzę.

Ale powiem więcej: to od Ciebie zależy jaki ten facebook jest. Zszokowany? Jeśli chcesz utrzymywać kontakty ze znajomymi, to utrzymujesz, i od Twojej psychiki i świadomości zależy, czy nie popadniesz w jakąś przesadę. I to od Ciebie zależy, jacy są Ci znajomi. Czy dodajesz jakichś ledwo znanych bałwanów z pracy lub imprez, i potem narzekasz na ich treści i boisz się cokolwiek u siebie napisać, czy też dobierasz znajomych rozważnie. Jeśli chcesz używać facebooka jako agregata informacji, to znajdziesz mnóstwo treści z tym związanych. Jeśli chcesz szukać pasjonatów swojego hobby i jakiegoś mało znanego gatunku muzyki, by śledzić nowe, andergrandowe perełki, to znajdziesz to. Możesz dyskutować, plotkować, kłócić się i dzielić się informacjami na każdy możliwy ziemski temat, jaki tylko istnieje.

I jeszcze inaczej: jeśli chcesz tworzyć dno, to stworzysz sobie dno. Gówniani znajomi, których widziałeś raz w życiu, lub którzy towarzyszą Ci podczas noszenia worów w pracy. Ich gówniane treści o Gangu Albanii, wklejanie setek fotek dzieciaków dziennie, durne mądrości, i wpieprzanie się Tobie na tablicę z równie gównianymi komentarzami, gdy zamieścisz coś fajnego, motywującego czy filozoficznego. I do tego brak chęci, by poszukać tam niszowych, alternatywnych, zakazanych i wszelkich innych ciekawych treści. Nie chciałeś tego „dna”, ale stworzyłeś je swoimi czynami.

Pamiętasz jak zakładałeś konto na portalu społecznościowym? Była to biała karta, taka czysta tabliczka, ta słynna „Tabula Rasa”. Nic na nim nie było, to Ty i Twoje decyzje sprawiły, że pojawił się tacy a nie inni znajomi, takie a nie inne treści i tak dalej. To Ty wyszukałeś a potem polubiłeś strony i fan pagi, to Ty dołączyłeś do takich a nie innych grup. Zapisałeś tę biała kartę podług swoich czynów i swojej woli. To, co wybierzesz dzięki swojej wolnej woli, będziesz miał. Czyń więc swoją wolę i wybieraj świadomie. To my stwarzamy swój własny wszechświat. Jednym z elementów naszego wszechświata jest oczywiście facebook. Ale nie tylko o niego chodzi.

Te same zasady dotyczą naszego życia realnego, choć tu te zasady manifestują się w nieco inny sposób. Co jest oczywiste. Jakiego masz życiowego partnera? Jakimi ludźmi się otaczasz w chwilach wolnych? A jakimi w pracy? To są fundamentalne pytania, bo wielu z nas, jeśli nie większość, wciąż nie potrafi zerwać więzi z ludźmi, którzy są po prostu toksyczni. Tak jak w wypadku tego facebooka. Zamiast poszukać ludzi, z którymi łączy nas jakaś wspólnota, trzymamy w znajomych ludzi, których wpisy są zwyczajnie irytujące, głupie, bezsensowne. I się tym denerwujemy, dla zasady. Po co?

Chciałbym Ci uświadomić także coś innego. Niezależne media dostały ogromny impuls do rozwoju dzięki facebookowi. I wcale nie chodzi tylko o szalone strony z teoriami spiskowymi i innymi „dziwnościami”, bo jest to zjawisko dużo szersze. Facebook, twitter i ogólnie cały internet umożliwiły zaistnienie w debacie publicznej tych przekazów, myśli i idei, które były zupełnie dołowane lub wręcz prześladowane w masowych i mainstreamowych środkach przekazu. Telewizja ma jasny, hermetyczny przekaz. Bez względu czy jest to lewica czy prawica, dziennikarze i politycy mają skrajnie sztywny kanon podług którego się wypowiadają. Bardzo dużo tematów jest w tym kanonie zabronionych. A internet umożliwił prezentowanie właśnie tych wszystkich „prawd odrzuconych”.

Facebook i szerzej, cały internet, umożliwiły też coś innego – a mianowicie dały możliwość żalenia się i wypłakania na to, o czym w świecie „typowych Agniech z pracy” nie wolno nawet myśleć. Miliony ludzi żaliło się, ujawniając w ten sposób ukrywaną prawdę o ludzkiej naturze, o świecie, o psychologii. Ten potok gorzkich żali, a czasami „bólów dupy” ujawnił nam obszary niesprawiedliwości, wyzysku, zła, które dotąd były ukrywane przez mechanizm purytańskiej „omerty społecznej”. Każda społeczność od początku istnienia świata wypracowała mechanizm sankcji (prześladowań), który to mechanizm uniemożliwiał podejmowanie pewnych tematów i naruszania pewnych tabu. W internecie to nie funkcjonuje lub funkcjonuje dużo słabiej.

Chciałbym Ci też uświadomić, że dokładnie te same zagrożenia związane z naszymi współczesnymi „strachami na lachy”, czyli ze smartfonami i facebookiem, związane jest także z telewizją. Telewizja także radykalnie wpłynęła na społeczeństwo. Także przeorała stosunki społeczne, zasady (geo)polityki, relacje międzyludzkie. Także wygenerowała całą armię zombie. Miliardy telewizyjnych zombie, przykutych do szklanego, migoczącego ekraniku.

Technologia to narzędzie. Od człowieka zależy jak je wykorzysta. Nie warto gniewać się na narzędzie, bo to człowiek jest dobry lub zły, a nie narzędzie którego używa. Pieniądze, technologia, smartfony, internet, facebook, telewizja, jakaś potężna wiedza – nie są ani dobre ani złe. Dobry lub zły jest co najwyżej człowiek, który ich używa. Dobre lub złe mogą być rezultaty ich użycia, czyli czyny człowieka. Na narzędzie i jego ewentualne złe działanie narzeka tylko mentalne dziecko. Tak samo dziecko, które uderzy się młotkiem w paluszek, gniewa się na młotek a nie na to, że nie wiedziało, jak go używać.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

ZBRODNICZA POLITYKA KORPORACJI: NIEBEZPIECZNY NEURO-MARKETING NISZCZY TWÓJ UMYSŁ!

Jestem nowoczesną i wyzwoloną kobietą. Kupuje ten krem ponieważ jest on dla mnie niezbędny. Jego nakładanie to rozkosz. Chodzę do tamtego baru fast-food i korzystam z tego biura podróży” – tak zaczyna się film dokumentalny dotyczący słabo znanego i dość niebezpiecznego zagadnienia. Zagadnienia neuro-marketingu. Tak naprawdę padamy ofiarą manipulacji codziennie. I to nie jeden raz, ale nawet setki razy w ciągu dnia.

Popatrz uczciwie na swoją kuchnię, lodówkę, spiżarkę, łazienkę czy toaletę. A potem siądź przed telewizorem w godzinie 19:30 – 20:20 i obejrzyj kilka przerw reklamowych. Ile masz tam nachalnie reklamowanych produktów znanych marek? Ile z nich wcale nie jest lepszej jakości niż te mniej „markowe”? Ile z nich kupiłeś po znacznie zawyżonej cenie?

Nie popieram jednak jakiegoś minimalizmu czy innego oszołomstwa, bo zasługujemy na wszelkie bogactwo, na miłość i szczęście, na dobrej jakości produkty. To system przekonuje nas, że nie zasługujemy, że tylko elita na to zasługuje. A to jest kłamstwo. Namawiam Cię jedynie do zauważenia pewnego mechanizmu. Ile z tych produktów kupiłeś świadomie? Ile z nich naprawdę Ci służy? Może chociaż część z nich dałoby się zastąpić mniej znanymi, polskimi odpowiednikami? Ile wtedy byś oszczędził w skali roku?

Proponuję Ci coś innego. Poszukaj w internecie materiałów o nauce widzenia w 3D. Jeśli chodzisz do kina na filmy w 3D, gdzie na wejściu rozdają specjalne okulary do ich oglądania, to wiesz o co chodzi. Ale tutaj ważne jest takie widzenie w 3D, by nie potrzebować do tego okularów. Gdy znajdziesz te materiały i zdobędziesz tę umiejętność, to popatrz uważnie na loga znanych korporacji, np na mieście. Możesz doznać niemałego szoku.

Psychomanipulacja jest wszędzie, nawet jej nie dostrzegasz

Z socjotechniką, inżynierią społeczną czy Public Relations mamy do czynienia wszędzie, w każdej dziedzinie życia. W Polsce która jest potężnym rynkiem zbytu dla farmacji, koncerny farmaceutyczne zatrudniają sztaby psychotechników i mają własne studia filmowe niczym te z Hollywoodu. Służy to oczywiście produkcji reklam. Najbardziej „rozchwytywany” jest czas w godzinach 19:30 – 21:30. To właśnie wtedy miliony Polaków zasiadają przez TV w oczekiwaniu na telenowele.

I właśnie w tym czasie emitowane są najbardziej psychomanipulacyjne reklamy. Same telewizje wycwaniły się, by podczas aż 15-minutowego oczekiwania na telenowelę przykuć uwagę widza, chwilowo wyrwać go ze snu. Otóż co dwie reklamy telewizja emituje kilkusekundową zajawkę z melodią z serialu. Pojawia się plansza „Zapraszamy na naszą telenowelę o 20:15” i ta specyficzna melodia „nana nana na na”.

Widz zajęty np rozmową, kolacją czy czytanie gazety, jest nagle wybijany ze stanu pół-snu przez tę melodię, bo myśli, że zaczyna się serial. I wtedy co kilku sekundach emisji tej planszy i tej melodii, emitowane są następne dwie reklamy. Jest to strategia nowa, takie „zastrzyki czujności” w postaci tej melodii z telenoweli, podawane co jedną minutę lub co półtorej minuty, czyli co dwie reklamy.

Trwa wojna o słowo

Socjotechnika i PR to także wojna o obowiązującą narrację i wojna o słowo. Obecnie pomimo pierwszych symptomów skrętu w prawo, obowiązuje narracja lewicowo-liberalna. Ważne jest to, że nawet najbardziej zatwardziali nacjonaliści, konserwatyści, PiSowcy, katolicy itp itd, funkcjonują w obrębie narracji lewicowo-liberalnej. Ponieważ to ona nadaje znaczenie słowom. To ona tworzy przestrzeń „codziennej zwyczajności”, w której myślą i poruszają się lewicowcy, prawicowcy, anarchiści, nacjonaliści, katolicy, ateiści, ezoterycy i reprezentanci wszystkich innych doktryn.

Każda obowiązująca narracja inaczej definiuje słowa. Każda epoka, każda obowiązująca narracja, każdy naród, każda opcja polityczna i w końcu każdy z nas z osobna inaczej te słowa rozumie i definiuje. Ale tylko Ci, którzy mają władzę nad słowem, narzucają ich znaczenie innym i tym samym pełnią rząd dusz. To słowa są potęgą każdej elity, ponieważ są nośnikami wiedzy i określają całą naszą codzienność. Kto ma władzę nad obowiązującą narracją i nad słowami, ten dyktuje innym co jest dobre a co złe. Co jest „normą społeczną„, a co jest „zachowaniem aspołecznym”. Co jest „totalitarnym faszyzmem” czy „wstrętnym socjalizmem”, i w konsekwencji czego można nie lubić. Znaczenie słów zmienia się w zależności od tego, kto ma władzę nad słowami i kto dyktuje swoją wersję.

To, co dziś jest normalnością, i co z pełnym oburzeniem bronimy, jutro czy za 100 lat może być uosobieniem najgorszych możliwych wzorców. Czy też uosobieniem „dawnych, niewolniczych czasów„, przed którymi nasi potomni będą ostrzegali dzieci i wnuki. Toczy się globalna wojna o słowo. Słowa tworzą mapy rzeczywistości, a mapy te tworzą wspomnianą wyżej codzienność. Mapy rzeczywistości to oczywiście ideologie, religie i tym podobne. Mapa rzeczywistości to także ekonomia, która nie jest nauką ścisłą, ale bardziej sztuczką iluzjonistów czy manipulacją.

Przeczytaj także inne ciekawy wpisy na ten temat:
Uważasz, że jesteś wolny?! A masz odwagę zadać sobie kilka uczciwych pytań?
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna
Przebudzenie ludzkości: to początek trudnej drogi, od której zależy nasze przetrwanie!
Czy czeka nas szok przyszłości? Wyzwania i zagrożenia XXI wieku o których niewielu zdaje sobie sprawę
Robotyzacja wymusi ogromne przemiany.. Jak się włączyć i wygrać? To wielka szansa dla nas!
Poziom ludzkiej ignorancji jest krytycznie wysoki
Zaskakujące przyczyny patologii społecznych. To naprawdę aż tak proste!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

WĘDROWAŁ NOCĄ PRZEKRACZAJĄC HORYZONT ZDARZEŃ I WIDZĄC NIEWYOBRAŻALNE

Był dzień 21 czerwca roku znanego tylko nielicznym. Magiczny czas przesilenia letniego, najdłuższy dzień i jednocześnie najkrótsza noc w roku. Wędrowiec zawitał do oddalonej od świata wioski po całej nocy majaczenia i włóczenia się po ogromnym, leśnym poligonie wojskowym. To miało być tylko czerwcowe, letnie grzybobranie pod wieczór, ale zastała go noc, gdy był już dość głęboko w lesie. I co tu dużo mówić, był już dość mocno spity bimbrem który miał w piersiówce. Wszak stary złamas Józio pędzi najlepszy w okolicy bimberek, sprzedając go i zarabiając na nim. Nawet lokalna policja przymyka na to oko i raz na miesiąc wysyła radiowóz po dostawę kilku butelek nektaru bogów. Wędrowiec całą noc w panice gnał przed siebie, co chwilę zmieniając kierunek w którym podążał.

Leśne, gruntowe ścieżki, często prowadzące po prostu donikąd, wyjeżdżone przez pojazdy wojskowe czy traktory, bywają bardzo mylące. Szczególnie na poligonie wojskowym, i to tak ogromnym. Ja pierdole, komu przyszedł do głowy pomysł zbierania grzybów na poligonie wieczorem, i to jeszcze po spiciu się bimbrem Józka? Przecież to istna mikstura czarownic! No tak, to mi przyszedł do głowy ten pomysł. Boże, czy ja wariuję?! Wszędzie ciemno, głucho, słychać tylko pohukiwania sów, jęki jenotów czy wycia wilków. To tylko napędzało narastające wciąż przerażenie Wędrowca. Nigdzie utwardzonej drogi. Nigdzie nawet poświaty latarni. Ba! Nigdzie nie widział nawet pojedynczej majaki świetlnej wskazującej, że gdzieś tam daleko, hen na horyzoncie mogą być ludzkie osady. Ciemny mrok lasu rozświetlały tylko gwiazdy i upiorny blask księżyca w pełni.

Od razu przyszły mu na myśl wszystkie ludowe opowiadania dawno nie żyjącej prababci. Starowinka mawiała, że podczas pełni w lasach można zobaczyć rzeczy i istoty, o jakich ludziom się nie śniło. I nie, nie były to potężne wilki, wgapiające się w Ciebie krwistymi oczyma, z wyszczerzonymi językami, sapiące donośnie i złowrogo. Aura mistycyzmu roztaczała się wokół opowiadań babuleńki, które pamięta jak przez mgłę. Mówiła, że na świecie, a szczególnie na bezdrożach dzieją się rzeczy wprost niewyobrażalne. Tylko trzeba chcieć je zauważyć. Twierdziła, że są to opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Że pokolenie jej babć i dziadków, długie lata temu, wiedziało o spotkaniach na bezdrożach, o tajemnicach lasu, o duchach przodków przychodzących w snach podczas życiowych przełomów. Elfy, skrzaty, leśne gnomy, tajemnicze zjawy miały straszyć, denerwować, pomagać, i dawać nadzieję zbłąkanym wędrowcom. A czasami nawet podpowiadać poprawny kierunek, by nie zabłądzili oni na zawsze. Ale wg starszej, siwej kobiety, z biegiem lat wiedza ta przekazywana w ustnych przekazach, zanikła niemal zupełnie.

Oczywiście jako mały dzieciak traktował te opowiastki ludowe z przymrużeniem oka. Jednak teraz wróciły one do niego ze zwielokrotnioną siłą. Strach stał się dojmujący. Kroki które stawiał w lesie, kruszący się pod stopami chrust czy pękające gałęzie, przeplatane pohukiwaniem sów i głosami innego ptactwa, miały w tej chwili zupełnie inny wymiar, niż podczas zwykłego, rodzinnego grzybobrania w dzień. No i do diaska, przecież zgubił się, od dawna nie wie gdzie jest, a te wszystkie leśne bezdroża wyglądają tak samo, pełne są pułapek i prowadzą donikąd. Niejeden raz wpadł w jakiejś obniżenie terenu. Niejeden raz szedł polną drogą, która nagle się kończyła. Niejeden raz nadepnął na mrowisko lub na kupę chrustu, która załamała się pod jego ciężarem a on sam wpadł w dołek. Pewnie jego twarz i skóra wyglądały jak siedem nieszczęść.

Patrząc na niebo zauważył, że zbliża się powoli pierwsza, letnia poranna zorza. Choć las był dalej nieprzeniknioną, mroczną niewiadomą, to niebo na wschodzie było już lekko granatowe. Nie był to nawet początek wschodu Słońca, ale jego pierwszy, nieśmiały zwiastun. Szedł dalej i z niemałym przerażeniem pomieszanym z nadzieją doszedł do wniosku, że.. idzie asfaltową drogą! Był tak zmęczony i przestraszony, że nawet tego nie zauważył. Droga była wąska, wiejska, prowadząca gdzieś do maleńkich wiosek zapadniętych pośród lasów i łąk, gdzie nie dojeżdżają nawet PKSy. To oznaczało też, że opuścił teren poligonu wojskowego i znajduje się już na terenie cywilnym.

Niestety, ale nie przyniosło mu to zbytniej ulgi dla jego zlęknionej nocną wędrówką duszy. Trzeźwiał już i widział, że świt zbliża się coraz bardziej. Miał nadzieję, że idąc drogą, po bokach której rosną posadzone dawno temu wielkie drzewa, w końcu natrafi na ludzką osadę. To właśnie ten magiczny moment, gdy noc powoli, acz niechętnie ustępuje miejsca dniu. Choć przecież noc owa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Choć senna osnowa ciemności, lekko tylko przerywana przez wschodzące słońce, wciąż dawała się we znaki. Nagle Wędrowiec zauważył przed sobą wioskę. Zaledwie kilka zabudowań pośród lasu z jednej strony, i dzikiej, trawiastej łąki z drugiej strony.

Na początku myślał, że to jakaś fatamorgana, albo że dalej jest na terenie poligonu, a to, co widzi to zabudowania ćwiczebne. W myślach widział spadające bomby zrzucane podczas ćwiczeń, lub, co gorsza, widział wstających z grobu zmarłych na przestrzeni lat żołnierzy, idących ku niemu by go pożreć żywcem. Jednak wioska okazała się być prawdziwa. Nie pamiętał już jej nazwy, ale zauważył znak drogowy z nazwą i z symbolem obszaru zabudowanego. Słońce coraz śmielej wznosiło się nad horyzontem. Była trzecia, czwarta lub piąta rano, Bóg jeden wie. A Wędrowiec był wyczerpany, podrapany i poszarpany przez gałęzie i zielsko, przerażony i skacowany. Niestety, ale tajemna mikstura wiedźm i czarownic produkowana przez Józia, zwana potocznie bimbrem, miała tę przykrą wadę, że po jakimś czasie przestawała działać, pozostawiając dojmujące i przeszywające objawy, zwane po prostu przepiciem czy kacem.

Chciał tak zwyczajnie podejść do pierwszego domu, zakołatać w drzwi, wzywając pomocy, niczym średniowieczny Wędrowiec, który wiele dni temu zgubił drogę, nie jedząc od wielu dni. Ale Wędrowiec przypomniał sobie, że nie jest żadnym wędrowcem, ale ma imię i nazwisko, numer PESEL, jest poważanym i szanowanym obywatelem swojego kraju. Przecież jest bardzo wczesny ranek, to najkrótsza noc w roku. Przysiadł więc na zniszczonej, drewnianej ławeczce, która była w miejscu, gdzie kiedyś był przystanek PKS. Obecnie przystanku nie ma, ostała się jedynie drewniana, mocno spróchniała ławeczka. Sklepu, który był w pustostanie obok, także nie ma, jest tylko jego upiorny szkielet, straszący wybitymi oknami, obdrapaną farbą i zabitymi dyktą drzwiami.

Jednak nagle zobaczył, że praktycznie w każdym domu we wsi w oknach świeci się światło. Co do diabła?! Serce zaczęło mu bić szybciej. Przecież jest bądź co bądź środek nocy i wszyscy powinni spać! Oczyma wyobraźni widział kilkadziesiąt upiornych oczu, wpatrujących się w niego z okien domostw. Przeszedł się po jedynej we wsi uliczce, rozglądając po domach. W okach paliło się światło, a w jednym domu widać było poświatę emitowaną przez telewizor. Zajrzał przez okno do środka, ale nie był to film, program informacyjny czy cokolwiek innego, ale znana wszystkim plansza wyświetlana podczas usterki. Brak sygnału, to głupie kółko i idiotycznie ułożone kolory. Od komuny tej planszy nie modyfikowali. Drzwi domu były zamknięte, i nikt nie reagował na jego wołanie. „Jest tu kto?!” W jego głosie wybrzmiał dojmujący strach, a echo, które powróciło kilka razy do niego, dosłownie zmroziło mu krew w żyłach.

Spokojnie, skacowany głupku, przecież echo to normalka na takich bezludnych przestrzeniach – tak sobie myślał, oprócz miliona innych myśli, w tym tych coraz bardziej mrocznych, które przelatywały mu przez głowę. Poszedł do końca wioski i znalazł dom, w którym drzwi wejściowe były otwarte. Jego przerażenie sięgało powoli punktu kulminacyjnego. W obejściu jego uwagę przykuła buda dla psa łańcuchowego. Buda jak buda, jakich tysiące na tego typu smutnych, zapomnianych przez Boga i ludzi zadupiach, w których więzione są w ten sposób jeszcze smutniejsze psy. Jednak nie było tam psa. To, co zauważył sprawiło, że serce podeszło mu do gardła, a na czole pojawił się zimny pot. Zobaczył dwumetrowy psi łańcuch przyczepiony do budy, a na końcu tego łańcucha swobodnie leżąca na ziemi obroża. Zupełnie tak, jakby pies..nagle zniknął, wyparował.

Ej, kurwa, obudź się pijacki głupku! Spokojnie, spokojnie, tylko spokój nas uratuje, kurwa jego mać.
-Hej! Jest tu kto?!
tu kto tu kto tu ktoooo” – złowrogo odpowiedziało echo.
-Wejdę do środka, macie otwarte drzwi, martwię się o Was!
-„Was was was was wassss” -echo znowu odpowiedziało, i była to jedyna odpowiedź, jaką usłyszał.

Wszedł więc do tego domu. Zastygł w bezruchu, gdy usłyszał piszczenie telewizora, emitującego ekran awaryjny i dźwięk wody spływającej jakby z prysznica. Dom jak dom, dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Jako że łazienka była najbliżej wejścia, wszedł do niej, i ponownie omal nie dostał zawału ze strachu. Ze słuchawki prysznicowej umocowanej na górze kabiny leciała woda, już całkiem zimna. Stary, poczciwy piecyk elektryczny, często montowany w takich wiejskich domach, miał ograniczoną pojemność i jeszcze bardziej ograniczoną możliwość produkcji ciepłej wody. Zaledwie 120 litrów. Woda która leciała była przeraźliwie zimna, ale nikogo w łazience nie było.

Wędrowiec zaciągnął rękaw koszuli na górę, po czym jednym sprawnym ruchem zamknął przepływ wody używając prysznicowego pokrętła, pamiętającego pewnie czasów komuny. Jednak ponownie przeżył ten specyficzny „mini-zawał”, gdy na dole brodzika zauważył mydło i.. ślubną obrączkę. Jak oparzony wybiegł z łazienki, kierując się ku głównemu pomieszczeniu, w którym przykładni wioskowi obywatele co wieczór gromadzili się przed telewizorami, by oglądać telenowele i programy informacyjne, mówiące co im wolno myśleć, a co nie. Telewizor emitował upiorną planszę awaryjną, co oznaczało, że w studiu telewizyjnym była jakaś awaria i system automatycznie przełączył na tę planszę. Popatrzył na godzinę – 03:59 rano.

Jednak to, co nagle i niespodziewanie zobaczył sprawiło, że dosłownie zmiękły mu nogi. Poczuł ciepło w majtkach, które powoli spłynęło w dół po jego spodniach. Tak, dosłownie zeszczał się w gacie ze strachu, co za wstyd! Na dwóch fotelach zamiast ludzi, którzy zasnęli przed telewizorem, były ubrania. Koszulki, spodnie, majtki a na podłodze – skarpety i pary kapek. Cały komplet odzieży, ale ani śladu ludzi. Wszystko rozumiał, dosłownie wszystko. Rozumiał, że mógł znaleźć zwłoki kilku ludzi, którym zmarło się podczas wieczornego oglądania telewizji. Nie wiem, jakieś zatrucie, jakiś chory zwyrol którego pasją jest mordowanie, czad z piecyka, czy choćby coś podejrzanego i tajnego z poligonu.. Ci wojskowi to przecież chore pojeby i Bóg a raczej diabeł jeden wie, jakie oni tam mają zabawki, jak mawiał Józio.

Ale w całym domu nie znalazł ani śladu człowieka i zwłok. Gnany chyba już ostatnim tchnieniem racjonalnej logiki i zdrowego rozsądku, wziął leżący na stole pilot i wyłączył telewizor. Plansza przestała złowrogo piszczeć, a w domu w końcu zaległa cisza. Upiorna, dojmująca cisza. Do głowy przyszedł mu demoniczny pomysł, by sprawdzić czy inne kanały działają, czy może na wszystkich jest ten tajemniczy brak sygnału.. Ale irracjonalność, która pochłaniała go coraz bardziej, niczym morska fala tsunami wbijająca się w wybrzeże, zabroniła mu tego sprawdzić. Więc na zawsze pozostało to już niewiadomą. Ostatni przebłysk logiki, jaki miał miejsce w jego rozedrganym i napiętym do granic ciele to myśl, że ma do czynienia z psychopatycznym mordercą który lubi się bawić jakieś The Cube czy coś w tym stylu. Upiorny zwyrol to wszystko zainscenizował, to przecież logiczne!

Wziął więc siekierę, która leżała w obejściu, i poszedł do kolejnych domów. Bał się pytać czy jest tu kto, bo bał się nie tyle złowrogiego i jedynego towarzysza – echa, co jeszcze bardziej złowrogiego poczucia całkowitej pustki. Kolejny dom – kop z buta w drzwi, i te same sceny. Ubrania czy pidżamy w łóżkach, ale ani śladu walki, krwi czy ciał. Już nie mówiąc o ludziach. Dotarło do niego to, że nie słyszał żadnych ptaków ani innych zwierząt. Wszedł do kurnika, ale nie było tam ani jednej kury. Możliwe, że gospodarz nie hoduje kur od 15 lat. To możliwe prawda? Przecież to możliwe, do cholery, jeździ po świeże jaja do Biedronki w pobliskim miasteczku! To możliwe, to możliwe, to kurwa możliwe!

Czuł, jak powoli traci zmysły, a otchłań szaleństwa pochłania go niemal bez reszty. Był spocony, serce prawie że wyskakiwało mu z klatki piersiowej, na twarzy pojawiły się żyły, których jednak nie mógł dostrzec. Mięśnie miał napięte do maksimum, wypatrując sam już nie wiedział kogo. Lub raczej czego.. Psychopatyczny morderca, zwyrol jakiego świat nie widział? A może wojsko użyło jakiejś tajnej, czasoprzestrzennej broni? A może leśne trolle i gnomy z opowiadań zmarłej dawno babuleńki ożyły i czają się w krzakach, obserwując go i tylko czekając, by go pożreć? A może po prostu postradał zmysły, leżąc gdzieś pod krzakiem na środku poligonu, majacząc i umierając z pijackiego odwodnienia?

Przystanął na chwilę, postanowił ogarnąć się i uspokoić. Przecież czuł bicie swojego serca. Garstka ziemi którą wziął do ręki, była realna. Zimna i lekko wilgotna, jak to ziemia po nocy. Powąchał ją, pachniała normalnie, jak to ziemia. Słońce też było realne i gdy na nie przez kilka sekund patrzył, raziło go w oczy. Tak, przecież tutaj jestem, jestem. To wszystko dzieje się naprawdę.. Postanowił pójść do kolejnego domu. Nie mógł niestety sobie poradzić z drzwiami, więc wziął cegłę i wypieprzył całe okno. Z resztkami szkła i drewienek poradził sobie cegłą i kopniakami nogą. Tak, to też było realne.

Wszedł więc do domu. Zauważył, że w kuchni wolno pracuje sokowirówka, wydając upiorny dźwięk. Był to jedyny dźwięk, jaki słyszał, co tylko potęgowało i tak dojmujące uczucie trwogi, jakie odczuwał. Na podłodze obok sokowirówki były kobiece ubrania. To, co spotykał w każdym z tych domów. Spodnie jeansowe, koszulka, majtki, skarpety, kapcie. Także obrączka ślubna i kolczyki. Zostało wszystko, oprócz człowieka. Normalka, o ile w ogóle można używać słowa „normalka” w tej dziwnej i przerażającej sytuacji. Na stole obok sokowirówki były kawałki owoców i warzyw, których ta kobieta nie zdążyła wsadzić do niej i zmielić, bo.. Bo?! Zniknęła, wyparowała, przeniosła się w czasie?! Spokojnie, spokojnie.. Tylko spokojnie, ja pierdolę. Sokowirówka pracująca już wiele godzin zdążyła rozbryzgać sok marchewkowy na cały stół, ścianę i podłogę.

Nie wyłączył tej sokowirówki, tym razem nie wpadł na ten na pozór logiczny, choć tak naprawdę całkowicie irracjonalny pomysł. W kolejnym pomieszczeniu zobaczył natomiast coś, co wpędziło go w takie przerażenie, że zaczął wrzeszczeć. Wrzeszczeć jak opętany, jak pacjent psychiatryka po lobotomii, który widząc wchodzącego pielęgniarza ze strzykawką z delbetą, uważa, że widzi wchodzącego jeźdźca apokalipsy. Na kanapie, w stercie ubrań, sugerujących, że należały do starszej kobiety, obok sztucznej szczęki, leżało pewne niewielkie, pracujące cichutko urządzenie. Przyjrzał mu się uważnie i zauważył na nim maleńki napis firmy medycznej, która je wykonała. Gdy dowiedział się co to jest, doznał odczucia, którego nie zapomni już do końca życia.

Boże! To przecież ciągle pracujący rozrusznik serca! A śladu ciał ani krwi nie ma nigdzie. Zostały ubrania, biżuteria, sztuczne szczęki, plomby z zębów, pracujące od kilku godzin urządzenia, a teraz ten rozrusznik serca. Nie ma sygnału telewizyjnego, co wcale nie poprawia jego sytuacji. Wszyscy zniknęli, zabierając ciała, ale pozostawiając to, co było dziełem techniki. Wybiegł z domu jak oparzony, kierując się z impetem ku drugiemu krańcowi wioski, gdzie był znak drogowy z nazwą tej upiornej osady duchów. Niestety, ale nie znalazł tam żadnego znaku drogowego, choć był przekonany, że przechodząc tutaj przed godziną on był. Pobiegł impetem na drugi koniec wioski, i tam też żadnego znaku nie było. Nie miał pojęcia, gdzie jest. Nie pamiętał tej miejscowości z grzybowych wypraw z dzieciństwa, ale przecież takich osad było mnóstwo na obrzeżach poligonu, w tej krainie łąk, lasów i jezior.

Serce mu waliło jak oszalałe, jego ubrania były całkiem przepocone. Zebrał w sobie siły, które jeszcze miał. Reszta logiki, którą jeszcze posiadał, nakazała mu iść dalej asfaltową drogą, byle jak najdalej od tego wymarłego miejsca. Wędrowiec wyruszył w dalszą drogę, przemierzając powoli kolejne przestrzenie. Był już wczesny ranek, słońce świeciło oślepiającym światłem dość wysoko nad horyzontem. Szedł w dojmującej ciszy, nie słysząc samochodów, motocykli, wybuchów na poligonie, wojskowych helikopterów, ani nawet ptaków. Szelest kroków, wiejący wiatr i jego pokasływania były jedynymi dźwiękami, z jakimi miał teraz do czynienia.

To be continued..

Autor opowiadania: Jarek Kefir