Kategoria: Szok i zgorszenie

CZY WEGETARIANIZM JEST ZDROWY I „DUCHOWY”? NIE JEST TO TAKIE PROSTE..

Czy wegetarianizm jest zdrowy i duchowy? Jak powinien odżywiać się człowiek?

Zmiany na świecie są faktem. Ludzie powoli i z ogromnym trudem stają się mądrzejsi, wrażliwsi na krzywdę innych. Furorę robią obecnie diety wegetariańskie czy wegańskie. Do ludzi dochodzą szokujące fakty o traktowaniu zwierząt w rzeźniach jak i wcześniej podczas przemysłowych hodowli. Do tego dochodzą także kwestie różnych „polepszaczy” masowo dodawanych do mięsa. Są to fakty bezsporne i bezdyskusyjne. Jednak ma tu miejsce kilka przekłamań.

Brutalne traktowanie zwierząt w hodowlach i rzeźniach to efekt logiki kapitalizmu neoliberalnego, czyli systemu ekonomicznego opartego o darwinizm społeczny. Został on wprowadzony przez lewicowo-liberalne elity wywodzące się z pokolenia ’68. W tym systemie człowiek jest tylko pikselem, a zainteresowanie wokół niego ogranicza się do jego rąk (robol na etacie) i do jego ust, przewodu pokarmowego i odbytu (konsumpcja, kupowanie różnych rzeczy i napędzanie PKB). W tym świecie społeczeństwa biednieją coraz bardziej, więc powoli wszelkie przejawy lewactwa stają się dla ludzi coraz bardziej obrzydliwe. Bo jednak mądrzejemy.

Czy wegetarianizm jest duchowy? W new age istnieje trend, podług którego aby być duchowym, oświeconym i wysoko-wibracyjnym, to trzeba by chyba przestać żyć. Codziennie układ odpornościowy człowieka zabija miliony bakterii, wirusów czy zalążków pasożytów. Jest to agresja i przemoc, dzięki którym żyjemy. W życiu realnym też czasami musimy się bronić i schować swoje „uduchowienie” do kieszeni. Na diecie roślinnej nie da się uzupełnić podstawowych składników. Nie chodzi tylko o witaminę B12, bo ona jest związana z trzema innymi substancjami. Z żelazem, którego też brakuje w diecie roślinnej, ale też z kwasem foliowym i witaminą C. Na diecie roślinnej podaż kwasu foliowego jest duża. Witamina B12 i kwas foliowy, pomimo tego, że w organizmie współpracują, to są antagonistami. Jak kwasu foliowego jest dużo, jeśli jest jego duża podaż, to przyspiesza to spadek poziomu witaminy B12, której w diecie wegetariańskiej brak.

Brutalność mięsożercy czyli brutalność natury

Ale sprawa nie ogranicza się tylko do B12, żelaza czy białka z roślin, które jest słabo wchłanialne. Białkową ciekawostką jest fakt, że jeśli jesteś wege, to powinieneś spożywać białko konopne. Dlaczego? Bo, mówiąc w uproszczeniu, jest bardzo „podobne” do białka zwierzęcego i przez to jest wartościowe. Dalej: w wegetarianizmie ulega zaburzeniu cykl ornitynowy. Spada poziom moczniku, amoniaku i kwasu moczowego, bo one powstają głównie z mięsa. Są one antyoksydantami, i u ludzi w wyniku tego, że podczas epoki lodowcowej zainteresowali się mięsem, przejęły rolę witaminy C, której nasze organizmy już nie produkują. Wydaje mi się, że owo mięsne zainteresowanie, gdy podczas zlodowacenia nie było wystarczającej ilości pokarmu, było ewolucyjnym błędem.

Mięso z jednej strony nam trochę szkodzi, nasze zęby nie są typowymi zębami drapieżnika. Nie mamy kłów, pazurów, a surowe mięso nas odruchowo obrzydza. Z drugiej strony, bez mięsa też nie bardzo sobie radzimy. I tak źle, i tak niedobrze. Wracając do naszych argumentów duchowych: otóż świat już jest tak stworzony, że żyjemy często dlatego, że zjadamy bądź zabijamy innych. W życiu płodowym silniejszy płód często wchłania w siebie słabszego bliźniaka. Po narodzinach jest loteria genetyczna – osobniki słabsze często chorują i częściej umierają przed czasem, nie przekazując słabszych genów dalej. Teraz dzięki postępowi medycyny więcej chorych dzieci przeżywa i w życiu dorosłym się rozmnaża, więc genetycznie jesteśmy coraz słabsi i coraz bardziej chorowici. Natura tak to obmyśliła, by rodzina miała po 10 dzieci, i by wieku tych 18 lat dożyło tylko kilku najsilniejszych.

Tak było przez prawie cały eon antropocenu, od 200.000 roku p.n.e, aż do początku XX wieku. Teraz mamy wielkie globalne „sito genetyczne”. Choroby genetyczne i metaboliczne są częste. Częsta jest bezpłodność i poronienia. Mnóstwo ludzi choruje na choroby autoimmunologiczne, na nowotwory. Przeżyją tylko Ci najsilniejsi, którzy uodpornią się na skażone środowisko, na zmienioną chemicznie i technologicznie żywność. Naukowcy mówią, że wkrótce wytworzy się kolejna grupa krwi – grupa „C”. Będzie to grupa krwi człowieka, który przetrwał szok epoki przemysłowej. Tak więc sama natura zawiera w sobie brutalność. Ta brutalność jest w każdym człowieku. Przecież rośliny też chcą żyć, a ich zjadanie także jest pewną formą agresji. Cóż, ja tego świata nie tworzyłem. Nie chcę by zwierzęta cierpiały, nie chciałbym by były dla mnie zabijane. Nie chciałbym też wojen, wydawania miliardów dolarów na armię. Nie chciałbym głupiego systemu prawnego. A jednak nie mamy wyboru, bo świat nie jest idealną utopią wziętą ze snu naiwnego marzyciela, ale jest jaki jest.

Mięso, męskość i wyparta agresja

Patrząc trochę symbolicznie, to niechęć do mięsa jest szerszą niechęcią do pierwiastka agresji, jak i do męskości. Przecież mięso trzeba upolować, i tym tradycyjnie zajmowali się mężczyźni. Z kolei zbieractwem roślin zajmowały się kobiety. Jest to oczywiście tylko symboliczne spojrzenie, związane z polaryzacją archetypów płci. Ale częstym zjawiskiem jest fakt, że wegetarianie mają mniej w sobie tego „pierwiastka siły”, czy też „pierwiastka męskiego”. Lub inaczej.. Częstym przypadkiem jest też zjawisko, że negują i wypierają oni ten „myśliwski” pierwiastek. Bo wrażliwemu, wysoko-wibracyjnemu roślinożercy nie przystoi. Ale ten pierwiastek w nich jednak jest. Więc aby znalazł on bezpieczne ujście, dokonują oni podświadomej projekcji tego agresywnego pierwiastka na innych ludzi. Na wrogów. Wróg to wróg, a przecież wegetarianie walczą w słusznej sprawie. Więc nad takim wrogiem żywieniowym czy dowolnym innym można pastwić się do woli, nic nie ujmując przy tym ze swojego obrazu uduchowionej i wrażliwej istoty.

To tłumaczy znany w całym internecie fenomen agresywnych i fanatycznych wegan. Nie chodzi tutaj tylko o brak kilku składników odżywczych, ale o mechanizm projekcji. Mechanizm wypierania agresji i jej projekcji na „wroga” jest bardzo ciekawym mechanizmem obronnym psychiki, chroniącym ją przed dalszą dezintegracją i rozpadem. Bo agresja, pomimo tego, że zanegowana, wyparta i taka „niska”, musi znaleźć ujście, tak jak lawa z wulkanu. Jak wulkan jest wygasły i przykryty grubą warstwą lądu, a pod nim zbiera się coraz więcej magmy, to i tak jebnie i tak. Opisałem go w poniższym artykule:
Czy opętanie istnieje?! Religia i doktryny duchowe Cię okłamują!

Popatrzcie na Hindusów – są oni wegetarianami i krowy są tam bożkami. Jednak do dziś jest to społeczeństwo skrajnie konserwatywne o mentalności niewolniczej (kastowej). Bardzo często dochodzi tam do gwałtów i pobić kobiet, i nie tylko. Jest to tam traktowane jako „sprawa honoru„, podobnie jak u rzekomo miłującej pokój religii islamu. Ogromne połacie Indii (prowincja, przedmieścia) wciąż tkwią w niewolniczym systemie kastowym i w skrajnej ciemnocie, porównywalnej chyba tylko z europejskim średniowieczem. Nie ma tam też mowy o rozwoju duchowym, bowiem jest tam taka sama ciemnota religijna jak kiedyś u nas. A wiedzę mają tylko kapłani i elita.

Jaka powinna być dieta? Czy tylko wegetarianizm lub weganizm?

Dieta powinna być indywidualna. Często dobre rezultaty daje dieta paleo, czyli mięso plus duża ilość świeżych roślin, z wykluczeniem glutenu, nabiału, cukru itp. Trochę racji jest w jedzeniu zgodnie z grupą krwi. Osoby z grupą krwi zero jednak tego mięsa potrzebują. Częste są obecnie zaburzenia metaboliczne, wykrywane na drodze coraz popularniejszych badań genetycznych. To nowa dziedzina nauki o nazwie epigenetyka. Gdy ma się wyniki tych badań, to wiadomo, jak uśpić źle funkcjonujące geny, lub jak aktywować te, które działają zbyt słabo. Robi się to poprzez dobór farmaceutyków, suplementów, witamin, ziół i odpowiedniej diety. Do tego dochodzą coraz liczniejsze alergie pokarmowe, i je też można przebadać w specjalistycznych ośrodkach.

Częstym błędem dietetyków czy lekarzy jest polecanie jednej jedynej diety każdemu człowiekowi. Każdy jednak jest inny, każdy ma inne uczulenia pokarmowe, o których najczęściej nie wie. Każdy człowiek ma nieco inny tryb życia, inny poziom stresu. Do tego dochodzą wspominane wyżej błędy genetyczne, płeć, wiek, zażywane leki, aktywność fizyczna, choroby. Niektórzy ludzie na wegetarianizmie, weganizmie lub witarianizmie czują się wyśmienicie. Inni zaczynają po wielu latach chorować. Jeszcze inni tuż po przejściu na taką dietę czują się bardzo źle. I to jest normalne. Człowiek nie jest maszyną i nie ma jednoznacznego szablonu. Traumą dla nauki, polityków, ideologów, kapłanów i w końcu dla dietetyków jest to, że nigdy nie da się stworzyć jednego, spójnego szablonu, który obejmowałby całość ludzkości.

Dlaczego WHO zaczyna popierać wegetarianizm?

WHO przez lata promowała dietę opartą na zbożach zawierających gluten, wyrobach mlecznych, roślinach i mięsie. Czyli zalecała jeść wszystko, ze szczególną uwagą na toksyczny gluten. Obecnie WHO promuje dietę wegetariańską, choć wcześniej zdecydowanie ją odradzała. Przez dziesięciolecia lekarze, eksperci i sama WHO bardzo agresywnie atakowali diety wegetariańskie. Od kilku lat następuje tu zmiana, i pojawia się coraz większa ilość rzekomych „badań naukowych” udowadniających, że dieta azjatyckich kast niższych („niedotykalni”, którym w rzekomo duchowych Indiach odmawia się nawet pochówku), jest dobra dla zdrowia. Pojawiają się co rusz nowe artykuły w Gazecie Wyborczej czy innych tego typu mediach o zdrowotnych właściwościach rezygnacji z mięsa.

Lekarze, eksperci i dietetycy pędzący ku wegetarianizmowi są coraz częściej spotykani. Wegetarianizm staje się „naukowy”, „zgodny z kanonami racjonalizmu i sceptycyzmu”. Jeszcze dekada takiej propagandy, i jedzenie mięsa zostanie uznane za pseudonaukę i hołdowanie spiskowej teorii dziejów. Człowiek chcący zjeść soczystego steka, będzie porównywany do fanów teorii płaskiej Ziemi, chodzących w aluminiowej folii na głowie. Ja widzę tutaj pęd ku oszczędności. Hodowla zwierząt jest droga, ilość ludzi rośnie, a zasobów naturalnych nie przybywa. Nie oznacza to jednak, że elity chcą szanować i chronić przyrodą. Chcą po prostu jeszcze bardziej ograniczać koszta hodowli swoich niewolników, czyli nas.

Polecam Ci też nagranie Bashara – „Czy dieta wegańska/wegetariańska czyni nas bardziej „uduchowionymi”? Nie ze wszystkim się zgadzam, wklejam je tylko jako ciekawostkę:

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 299 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZY OPĘTANIE ISTNIEJE?! RELIGIE I DOKTRYNY DUCHOWE CIĘ OKŁAMUJĄ!

Czy opętanie istnieje? A jeśli tak, to czym owo demoniczne opętanie jest?!

Opętania od wieków budzą postrach i przerażenie wśród ludzi wszystkich wyznań i kultur. Człowiek nagle przestaje myśleć racjonalnie, mówi różnymi obcymi językami, miewa koszmary, dzieją się z nim dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. Jaka jest ostateczna tajemnica opętań? Kto ma rację? Ateistyczna z natury psychologia? A może któraś z monoteistycznych religii? Ale która? Jest ich 3000 na świecie i każda uważa się za jedynie słuszną. A może rację ma nurt new age? A jeśli tak, to kto konkretnie? Różnych guru, doktryn i metod wewnątrz obszernego nurtu new age jest zatrzęsienie, i ciągle powstają nowe.

Każda religia ma instytucje egzorcysty. Ci egzorcyści jakieś tam wyniki mają, i to niezależnie od religii. Więc „uniwersalnej bozi” nie ma, wydaje się raczej, że działa to na zasadzie efektu placebo. Jednak instytucja egzorcyzmów jest zwyczajnie nieskuteczna. Księża często mówią, że opętany musi chodzić do egzorcysty całe życie, musi przestrzegać wielu religijnych rygorów, pościć o chlebie i wodzie, często bywać w kościele, wieść zbliżony do ascetycznego żywot. A mimo to i tak ten demon szaleje i czasami daje o sobie znać. Tradycyjna psychoterapia też bywa zawodna jeśli chodzi o leczenie opętań. Jaka jest więc prawda?

Opętanie zaczyna się wtedy, gdy jakaś część psychiki, jakaś część naszego jestestwa, jest nieakceptowana. Gdy nieakceptowanie bądź co bądź jakiejś integralnej części nas samych dochodzi do punktu krytycznego, granicznego, to psychika włączą mechanizm obronny, by chronić się przed całkowitą już dezintegracją i rozpadem. Ta skrajnie nieakceptowana część człowieka zaczyna być postrzegana jako „coś zewnętrznego”, a nie jako „coś własnego”. Drugim czynnikiem jest to, że taka nieakceptowana część jest postrzegana skrajnie negatywnie, więc psychika zaczyna „widzieć” ją jako demona. Przecież to demon mnie opętał, to nieprawda że ta wstrętna cecha jest we mnie!

To społeczeństwo „produkuje” opętanych!

Jest to przykre i przerażające, ale tak naprawdę jest to mechanizm obronny psychiki przed dalszą dezintegracją i rozpadem struktury osobowości, np w postaci schizofrenii. Bezpieczniej jest dla psychiki stworzyć iluzję, że ta nieakceptowana część to jakiś „zły demon„, niż że jest to coś własnego. Wbrew pozorom, ten mechanizm jest bardzo powszechny. W wersji „lajtowej” jest to mechanizm cienia. Jeśli nie akceptujemy jakiejś swojej cechy, to wtedy ta cecha zaczyna schodzić do „strefy cienia”, i zaczyna się objawiać bardzo negatywnie. Im bardziej tej cechy nie akceptujemy, im bardziej staramy się „wybielić”, „oczyścić”, „podwyższyć wibracje”, z tym większą siłą ta cecha się objawia.

Nie jest więc zaskoczeniem gdy powiem, że zdecydowana większość opętanych to przesadnie, zabobonnie wierzący chrześcijanie. Kolejna duża grupa opętanych to „oświeceni od dupy strony”, czyli zwolennicy doktryny new age, którzy za wszelką cenę chcą mieć wysokie wibracje, nie dopuszczając do siebie myśli, że tę ciemną stronę również posiadają. Zadeklarowani sataniści czy okultyści to mniejszość wśród opętanych. Paradoksem jest to, że to kościół i społeczna dulszczyzna napędza opętania. Bo tworzy konflikty związane z prawdziwą naturą człowieka, którą musi on zepchnąć w cień i zanegować, by nie złamać surowych norm społecznych i spełnić społeczne oczekiwania. Poprzeczka moralności jest ustawiona tak absurdalnie wysoko, że niemożliwe jest jej osiągnięcie. Nie jest też możliwe pogodzenie tylu sprzecznych oczekiwań.

Na przykład od kobiety oczekuje się, by była dziewicą, ale doskonałą w łóżku. Od mężczyzny oczekuje się by był jebaką i ruchał pół miasta, a z drugiej strony, wciąż żywy jest model chrześcijańskiego rycerza-ascety, który współżyje tylko po ślubie i tylko przy zgaszonym świetle. Każda rodzina, każde społeczeństwo ma swoje trupy w szafie. Podobnie jak człowiek spycha pewne swoje elementy w „strefę cienia”, tak samo społeczeństwo ma swój „cień zbiorowy”. Do którego nie chce się przyznać, który demonizuje. To właśnie temu służyły i nadal służą „palenie czarownic”, polowania na lewaków czy ściganie skrajnych prawicowców czy neonazistów. To społeczeństwo produkuje znerwicowanych, chorych psychicznie czy opętanych. Nie robi tego żaden mityczny Darth Vader, żaden Joker ani inny zły charakter. Ale robią to szanowani i poważani obywatele demokratycznego państwa prawa. Nie polecam jednak iść w drugą skrajność, czyli w całkowite jebanie systemu i negację wszelkich norm społecznych czy prawnych. Te normy są jakie są, powoli cywilizują się, ale jak inaczej rządzić bandą agresywnych idiotów? Jak zapewnić bezpieczeństwo i tę minimalną możliwość rozwoju, którą jednak mamy? Historia i teraźniejszość zna wiele przykładów krajów, gdzie ład społeczny się załamał – Somalia, Libia i tym podobne.

Autor: Marco Melgrati

Autor: Marco Melgrati

Mechanizm projekcji. Społeczeństwo potrzebujące szatana i „uduchowiony ezoteryk” potrzebujący wroga

Czy opętania to tylko cecha monoteistycznych i purytańskich szaleństw? Epoka ateistyczna to także epoka opętań i polaryzacji strefy cienia. Materializm spycha w strefę cienia już nie tylko poszczególne elementy człowieka, jak robią to religie, ale spycha w cień już całą sferę nieświadomości. Nieświadomość to także to, co duchowe, metafizyczne, i jeszcze szerzej, to także to, co niewytłumaczalne metodami naukowymi czy obliczeniami. Współczesny materializm neguje tę strefę istnienia. To, czego nie można pomierzyć, zważyć, zbadać, zobaczyć czy w inny sposób zaobserwować, budzi zrozumiały lęk. Więc pojawiła się pokusa, by uznać istnienie tylko i wyłącznie tego, co materialne, a więc tego, co świadome. Kłopot w tym, że nie spowodowało to zniknięcia tego, co nieświadome i niematerialny. To, co nieświadome nie może być ani zrozumiane przez logikę czy naukę, ani nie może zostać przez nie pokonane. Jednak to, co nieświadome, a więc czasami złe, ciemne, mroczne, domaga się ujścia na światło dzienne, domaga się rozjaśnienia. Nieświadomość chce poznać świadomość, a ciemność chce poznać światłość. Mamy czynić nieświadome świadomym, takie jest powołanie człowieka jak i całej ludzkości. Zepchnięcie tego, co nieświadome w cień, zanegowanie tego przez religię lub przez materialistyczny ateizm, powoduje szereg problemów. Jednym z nich jest właśnie opętanie.

Społeczeństwo z racji swej natury, jak i z racji tego, że neguje nieświadomość i wypiera wiele swoich elementów do cienia, potrzebuje „tych złych”. Społeczeństwo potrzebuje więc heretyków, wyrzutków, czarownic, komuchów czy faszystów niemal jak tlenu. Społeczeństwo potrzebuje też szatana, demonów, jak i surowego, karzącego Boga, będącego również jedną z podświadomych czy nieświadomych projekcji. Wynika to z człowieczej niedojrzałości i naiwności. Łatwiej jest obwinić szatana o „kuszenie do złego”, niż przyznać, że samemu się odpowiada za zło. Przecież teraz pójdziesz się wyspowiadać, wypierzesz swoje sumionko, i dalej będziesz szanowanym i poważanym obywatelem demokratycznego państwa prawa, prawda? Przecież to ten zły szatan Cię skusił, prawda, obywatelu? Tak samo wygodnie jest obwinić demona, wampira, klątwę, złą energię, zły byt, astral, czy wymyślić inną tego typu bajkę, niż wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i swoje samopoczucie.

Zapraszam Cię na inne ciekawe wpisy o duchowości i odwiecznych człowieczych dylematach:
Sekrety duchowości: czy religie i nauka ukrywają to, co jest po śmierci? (11.04.2018)
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Dobre wibracje i hejtowanie „tego złego”

Łatwiej jest obwinić „tego złego” i przy okazji się dowartościować swoją „świetlistością”, i „wysokimi wibracjami”, niż przyznać, że jednak te ciemne czy nieświadome elementy samemu się posiada. Widać to zarówno u religijnych purytan straszących piekłem i siarką, jak i u natchnionych ezoteryków. Często new age’owiec mówiący o sercu czy dobrych wibracjach ma w sobie więcej nienawiści, niż zwykły i prosty człowiek. New age’owiec zafiksowany na punkcie „świetlistości” także posiada swoją ciemną stronę, dlatego musi znaleźć sobie wroga, by jego agresja znalazła bezpieczne ujście. Osoba taka staje się „duchowym hejterem”, czyli po znalezieniu odpowiedniego „wroga”, „złego”, „heretyka”, może pastwić się nad nim do woli, jednocześnie zachowując swoją „słodko-pierdzącą” iluzję wysokich wibracji. Przecież ona walczy z „tym strasznym złem”, ona ma prawo, i nie ujmuje jej to świetlistych, dobrych wibracji. W jej pokrętnym rozumowaniu oczywiście. Doświadczenie mnie nauczyło, że często więcej pogardy, cynizmu i nienawiści możesz zaznać od takiego „świetlistego”, niż od poczciwego katolika bądź ateisty.

Oni swoją agresję, i szerzej, swoją ciemną stronę muszą oficjalnie ukryć, bo takie „niskie uczucia” nie pasują do oświeconego wojownika światła i prawdy. Ale to, co zanegowane czy wyparte, i tak domaga się ujścia. Więc taki człowiek dokonuje podświadomej projekcji swojej agresywnej, ciemnej strony, na innego człowieka, który duchowość postrzega inaczej. A jak postrzega inaczej niż „pan świetlisty”, to znaczy, że jest zły, więc można znęcać się nad nim do woli, ile dusza zapragnie. Przecież to ja mam dobre wibracje i otwarte serduszko, och, a nie ten zły! Duchowe hejterstwo jest teraz bardzo rozpowszechnione, bo różnych metod, doktryn i guru jest od zatrzęsienia. Na facebookowych „gówno-grupkach” chrześcijańskich czy ezoterycznych jest jedno wielkie przekrzykiwanie się. Przekrzykiwanie czyja racja jest jedynie słuszna, kto jest heretykiem czy diabłem wcielonym, kto się myli – to chleb codzienny. Pod wieloma względami grupki ezoteryczne są podobne do grupek typu: „Poznajemy się w Trójmieście” czy: „Seksowne dupencje w Krakowie”. Te same pato-mechanizmy, tylko inna tematyka przewodnia takich grupek.

New age i „oświecenie od dupy strony”

Cytat: „Na podstawie własnych doświadczeń z ludźmi z kręgu new age mogę przypuszczać, że kierując się ich wskazówkami łatwiej zwariować, niż osiągnąć pożyteczny wgląd w naturę swojego umysłu. Nie brakuje wśród nich schizofreników i paranoików, lecz przypuszczalnie najgorsi są ci domorośli guru i ich bezkrytyczni uczniowie. Którzy podobnie jak ja osiągnęli wielość tuneli rzeczywistości, ale postanowili wybrać sobie jeden z nich, związany z jakąś modą, i ogłosić go jedynym prawdziwym i obowiązującym.”
~Roobert Anton Wilson, cytat z 1986 roku. Czy coś się zmieniło do tej pory w nurcie new age?

Duchowe hejterstwo to inaczej takie „oświecenie od dupy strony”. Ostatecznie, im silniej neguje się swoją własną ciemną czy nieświadomą stronę, tym silniej ona „wybucha”. Nie da się tego utrzymać na dłuższą metę, więc psychika aby bronić się przed kolapsem i rozpadem, musi znaleźć sobie „wroga”, którego można bezkarnie hejtować, nic nie tracąc ze swojej wysokowibracyjnej świetlistości, ze swojego dupno-analnego „łoświecenia”. Ludzie tacy mogą pisać poematy o miłości, godzinami medytować czy uprawiać jogę, klepać mantry, nie jeść mięsa i w inny sposób podwyższać swoje rzekomo wysokie wibracje. Kłopoty zaczynają się gdy to wszystko zbiega się ze światem realnym.Dla przykładu.. Tu kolega ma depresję i prosi o pójście na piwo. „Och! Ty alkoholiku jeden, alkohol to niska, demoniczna wibracja! Nie dziwie się że masz depresję, jeszcze trochę i zostaniesz żulem, lepiej medytuj zamiast prosić mnie o pójście na piwo!” Gorzej jest, gdy ktoś przyzna, że lubi mięso i opierdoliłby soczystego steka.

No jak to! Ty potworze, Twoje ciało jest grobem dla zwierząt, nie masz serca, nie to co ja! Życzę Ci żebyś zdechł!” Ta agresja i „drapieżność” jest w każdym człowieku. Jej negowanie i nie dawanie sobie do niej prawa jest tak samo groźne, jak jej gloryfikacja, dokonywana np przez dresiarza. Po pierwsze, jak już wspomniałem wyżej, ona i tak ujdzie, i to często z siłą porównywalną do tej „dresiarskiej, tylko będzie ona inaczej opakowana. Po drugie, zanegowane elementy naszego jestestwa, np ta agresja, są naszym potencjałem. Jeśli my tych naszych potencjałów, a więc części nas samych, nie akceptujemy, to wtedy one schodzą do „strefy cienia” i zaczynają pojawiać się w negatywie. Negowana agresja, na którą człowiek nie daje sobie przyzwolenia, to potencjał, który po wyjściu ze „strefy cienia” może stać się potencjałem budującym, a nie niszczącym. Przecież druga, a więc polaryzacja agresji to asertywność i swobodne wyrażanie siebie. Człowiek z zablokowanym potencjałem agresji, którą potem projektuje na kogoś innego, czyli na „wroga”, to tak naprawdę człowiek mający problemy z asertywnością i / lub z wyrażaniem siebie.

Perspektywa wewnętrzna w duchowości

Słowem podsumowania: lubimy obwiniać „coś zewnętrznego”, np rzekomo złych ludzi czy złe duchowe byty. Szukamy winnych tego, co często tkwi w nas samych, a do czego nie potrafimy się przyznać. Wymyślamy więc opętania, wampiryzm energetyczny, klątwy, złe energie, złe byty, astral, demiurga, jahve, szatana, demony, duchy, i wiele innych. To ci mityczni „oni” mają być winni np temu, że czujemy się fatalnie. A nie nasze ewidentne zaniedbania, np brak zainteresowania się pracą tarczycy, jakąś zdrowszą dietą czy pójściem na psychoterapię.

Demony, złe byty, energie i klątwy nie działają jako coś „zewnętrznego”. One „wnikają” w nas tylko wtedy, jeśli mamy w swojej psychice punkty zaczepienia. Trochę podobnie działają wirusy i bakterie. Codziennie obcujemy z niezliczonymi miliardami tych maleńkich organizmów. Są one wszędzie w olbrzymiej ilości. Ale infekują nas tylko wtedy, jeśli mamy słaby organizm i odporność. W przypadku duchowości jest to jeszcze bardziej „wewnętrzne”, a więc „nasze”. Choć archetypy, demony, typy klątw i typy opętań są uniwersalne dla całej ludzkości, to pojawiają się tylko wtedy, gdy u pojedynczego człowieka są ku temu warunki. Mówiąc metaforycznie, jeśli pomieszczenie ma pancerny, elektroniczny zamek, to nawet tysiąc tradycyjnych kluczy nie pomoże złodziejowi wtargnąć do niego.

O demonach, astralu, karmie i iluzjach duchowości ezoterycznej napisałem wiele artykułów. Popularyzuję wiedzę, której znajomość jest niemal zerowa, nawet wśród „uduchowionych”. Okazuje się, że klucz jest w zwykłej prostocie, w codziennych radościach, w byciu człowiekiem, a nie bydlakiem. A nie w skomplikowanych systemach i prawidłach. Możesz o tym wszystkim poczytać w poniższych artykułach:
Największa tajemnica duchowości? Nie wszystko co „duchowe” jest prawdziwe!
Uważasz, że jesteś wolny? A masz odwagę zadać sobie kilka prostych pytań?
Czy cierpienie i zło mają sens? Czyli tajemnice i przekłamania w duchowości
Czy karma na pewno wraca? Zaskoczę Cię, ale..
Te pseudo duchowe teorie mogą doprowadzić do życiowej tragedii. Nie zatrać tego co najważniejsze!
Czy Twoje życie na pewno należy do Ciebie? Zniewolenie jest największe w historii Ziemi!
Przebudzenie ludzkości: to początek trudnej drogi, od której zależy nasze przetrwanie!
Strefa tabu: który sposób myślenia wybierasz? Poddańczy czy samodzielny?

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZEMU FEMINISTKI KOCHAJĄ ISLAMSKICH MACHO I NIENAWIDZĄ BIAŁYCH MĘŻCZYZN?!

Ruchy feministyczne przyczyniły się do większego poszanowania kobiet i włączenia ich do życia publicznego. Nadały im wiele praw, których wcześniej nie miały. Kobiety nie muszą już na siłę wychodzić za mąż i rodzić dzieci wbrew swej woli. Pewne przemiany obyczajowe były potrzebne, bo bądźmy szczerzy, ale dawne, purytańskie społeczeństwa nie były zbyt „fajne”. Dawniej naprawdę nie było „jakoś lepiej i fajniej”.

Obecnie jednak feminizm, jak i szerzej – cały lewicowy liberalizm, stał się karykaturą, wręcz zaprzeczeniem samego siebie. W tym artykule chciałbym omówić to, dlaczego feministki z jednej strony najchętniej wykastrowałyby europejskich mężczyzn i pozbawiłyby ich wszystkich możliwych praw. To się już dzieje – Ziemia staje się trudnym miejscem dla białych, heteroseksualnych mężczyzn. Jeszcze kilka dekad i możemy skończyć dość źle. A z drugiej strony, omówię, dlaczego feministki lubią islamistów i bardzo chętnie ich bronią, nazywając białych mężczyzn „Rasistami” i „Białymi Suprematystami”.

Romans feminizmu z islamem wydaje się być tak niedorzeczny, że zahacza to nie tylko o freudyzmy i podświadomy masohizm, ale wręcz o psychiatrię kliniczną. Przecież islam to patriarchat do kwadratu. W islamie kobieta ma taką samą pozycję, jak zwierzęta gospodarskie. Dlaczego feministki nienawidzą białych mężczyzn, którzy są już bardziej cywilizowani i wrażliwi, a uwielbiają tych, którzy ścinają głowy i są patriarchalni aż do granic możliwości?

Feministki wylały dziecko z kąpielą i doprowadziły wiele sfer życia do absurdu. Fanatyczki wyznające ekstremistyczne, lewicowe poglądy, szkodzą normalnym kobietom. To dlatego w Europie i w USA obserwujemy zmierzch „zgniłego liberalizmu” czyli odwrót od liberalnej demokracji. Ludzie mają jednak jakąś swoją mądrość, i w podświadomym odruchu obronnym zaczynają odrzucać ideologiczny ekstremizm i głosować na prawicę. Obecnie ma miejsce miażdżąca krytyka (neo)liberalnych elit. Sami mężczyźni zaczynają się budzić, emancypować. Jesteśmy pod tym względem opóźnieni o przynajmniej 70 lat. Nasza emancypacja dopiero się zaczyna.

Zacznijmy od tego, że w Europie i w Ameryce siła „pierwiastka męskiego” bardzo osłabła. Był dwa czynniki. Pierwszy z nich to fakt, że przez całe millenia syn obserwował ojca jak pracował w domu, w polu, w lesie. Zmieniło się to dopiero w XIX wieku, gdy ojcowie poszli do wielogodzinnej pracy w fabrykach. Ojców zabrakło przy synach, którzy zaczęli być wychowywani przez matki. Zabrakło wzorca męskiego, który jest także potrzebny. Zmiany te przypieczętowały dwie wojny światowe, w których zginęło miliony europejskich mężczyzn, głównie tych „jurnych” i silnych.

Po II Wojnie Światowej męskość zeszła do zupełnej defensywy. Kobiety zaczęły być zagniewane nie tylko na brak podstawowych praw i podłe traktowanie. Ale także na to, że mężczyźni przestali być mężczyznami, stracili swoją męską siłę. Męskość została więc spychana coraz bardziej na margines. Jest to podświadoma tendencja kobieca, która polega na „testowaniu” siły i męskości mężczyzny poprzez fochy, kaprysy, czepianie się i tym podobne. Obserwujemy to np w związkach. Wiele kobiet boi się podskoczyć facetowi, który je źle traktuje, ale jest męski i silny. Za to przy mężczyźnie słabym pojawia się często czepianie się o bzdury, fochy, obrażalstwo, i tym podobne.

Jest to mechanizm ewolucyjny, którym niedojrzała emocjonalnie kobieta sprawdza męskość i siłę swojego partnera. Jest to relikt złych, starych czasów, gdy aby przetrwać kolejny dzień, liczyła się brutalna siła. Kobiety ze słabymi partnerami ginęły razem z potomstwem. Ten mechanizm obserwujemy także w większej, bo zbiorowej skali. Cały ten feminizm i to deptanie mężczyzn, jest takim „testem” na męskość. My, biali mężczyźni, oblewamy ten test notorycznie, więc feministyczna śruba jest dalej przykręcana. Jednak ostatnio widać pewne przebłyski zbliżającej się wiosny.

Musimy powiedzieć „dość”. Mężczyźni zaczynają się przebudzać i emancypować. Nie chcą tkwić we friendzone, czyli w relacji, w której kobieta bierze ile tylko się da, nie dając od siebie nic. Za to daje nie „przyjacielowi” wrażliwcowi, często będącemu męskim feministą, ale jakiemuś wytatuowanemu typowi spod ciemnej gwiazdy, który ma ją i inne kobiety za nic. Zauważcie, że ta sama zasada ma odwzorowanie w romansie feminizmu i islamu. Biali mężczyźni są „cywilizacyjnie friendzonowani”, zaś islamiści pełnią rolę samców alfa, złych ale uwielbianych chłopców.

Poniżej ciekawa teoria w temacie dlaczego feministki nieustannie bronią najbardziej patriarchalnej ideologii współczesnego świata, jaką jest islam. Kill The Messenger komentuje fragment wykładu Jordana B Petersona:

Poniżej: Cassie Jaye, reżyserka i dumna feministka postanowiła poznać swoich wrogów – ruch na rzecz praw mężczyzn. Jak ją to zmieniło? Jak jej środowisko zareagowało na chęć dialogu z „wrogiem”:

Poniżej: Dlaczego nie jestem feministką? Cytat: „Obecnie feministki szukają sposobów na zdominowanie męskiej części populacji, i na odebranie im praw.”

Dlaczego tak się dzieje? Czy to prawda, że to kobiety są takie złe, a mężczyźni to biedne, pokrzywdzone misie? Nie. Prawo przyzwolenia i prawo wolnej woli zawsze jest szanowane przez świat i przez jego mechanizmy zarządzające, choć może się wydawać, że jest zupełnie inaczej. Tylko że te prawa funkcjonują na poziomie podświadomości. Człowiek z podświadomym wzorcem ofiary podświadomie przyciąga kata. My, mężczyźni, mamy wgrany wzorzec, że aby mieć kobietę, to trzeba mieć urodę i muskulaturę latynoskiego macho. To my podświadomie szanujemy i poważamy tylko te jaskiniowo-bicepsowe wartości męskie.

Ale męskość to nie tylko to. Całą resztę męskości, która bywa ogromnymi zaletami wielu z nas, nie tylko dajemy za darmo w ramach friendzone. Ale na pewnym głębokim podświadomym poziomie sami tymi zaletami gardzimy i ich nie doceniamy. Bo nauczono nas, że męskie zalety to tylko kwadratowa szczęka i mięśnie Szwarzeneggera. Tylko pomyśl, skoro oddajesz skarb za darmo, to dlaczego oczekujesz, że ktoś, kto ten skarb bierze, będzie Cię szanował i da Ci swój skarb w zamian? Wyobraź sobie taką sytuację. Stajesz z walizką pieniędzy na ulicy i rozdajesz je przechodniom. ryzykujesz wtedy wyśmianie od wariatów, szyderstwa, pobicie lub kosę pod żebro. Ostatecznie ktoś zafrapowany i wystraszony, że na ulicy stoi pierdolnięty czubek rozdający swoją forsę, zadzwoni na policję i czeka Cię kaftan i wycieczka do wariatkowa na obserwację.

Nikt normalny nie rozdawałby pieniędzy na ulicy, prawda? Takie sceny znamy co najwyżej z filmów, gdzie robili to grani przez aktorów wariaci. A tymczasem coś podobnego wielu z nas robi, np w ramach friendzone. Nie szanujemy swoich zalet, więc nie są one szanowane przez innych. Nie szanujemy tego, co dajemy, więc nie dostajemy od innych nic w zamian. Nie szanujemy siebie, więc inni nie szanują nas. To bardzo prosta zależność. Przebudźmy się i odetnijmy dopływ naszych zasobów. Wtedy będzie ich dostępnych mniej, więc ich wartość wzrośnie. Róbmy to, co robią ci „źli chłopcy„. Oni bardzo szanują swoją sylwetkę, wygląd i buzujący testosteron, i ani myślą tkwić w friendzone. Więc i my szanujmy swoje zalety.

O tym zjawisku pisałem w poniższym artykule:
Jak wyjść z friendzone?! Ten sekret relacji damsko-męskich nie jest powszechnie znany!

Podsumowując: trwa wielka globalna wojna płci. To wojna, w której przegrywa każdy, z wyjątkiem lewicowo-liberalnych elit, które zyskują miliardy dolarów i społeczeństwa biernych, skłóconych niewolników. Jest zmiana systemów, i każdy chce ugrać coś dla siebie. Stary system który chwieje się w posadach nie był przyjazny dla nikogo, ani dla kobiet, ani dla mężczyzn. Wciąż jesteśmy opóźnieni w naszej emancypacji, w walce o nasze prawa. Mamy dwa razy więcej obowiązków, bo do obowiązków patriarchalnych („równouprawnienie równouprawnieniem, ale facet to ma być facet i już”) doszły jeszcze obowiązki nowe, kojarzone z równouprawnieniem.

Tak jak dobrzy mężczyźni obrywają za wybryki „złych chłopców”, tak samo dobre kobiety muszą się tłumaczyć z tego, co robią feministki i inne niedojrzałe przedstawicielki ich płci. Ostatecznie jesteśmy jednym gatunkiem ludzkim i nie damy sobie rady osobno. A niestety, już zaczyna się tworzyć coś na wzór „gett”. Zwykli mężczyźni mówią, że mają wyjebane i nie będą się szarpać, a jak jakiś seks się zdarzy raz na kilka tygodni czy miesięcy to ok. Kobiety z kolei już widzą, że faceci którzy są testosteronowi i podniecający, nie nadają się do związku. Ale Ci, którzy się nadają, często boją się zagadać.

Przykład komentarzy młodych mężczyzn, jakich jeszcze kilka lat temu praktycznie w ogóle nie było, a teraz jest zatrzęsienie:
Cytat: „Gdzie te chłopy? Wybrali wolność, realizowanie swoich pasji i zainteresowań, seks bez zobowiązań za drinka w knajpie albo z roksy. Cieszą się życiem bez waszego pierdolenia za uchem i fochem o byle gówno.”

No nie tędy droga, panowie. Nici porozumienia między płciami zostały zerwane, jak mawiają hellingerowcy. Potrzebujemy silnych i radzących sobie w życiu kobiet. Feminizm i ogólnie lewicowo-liberalne elity nie postawiły na uczenie kobiet samodzielności i zaradności. Bo przecież realizowali oni program ekonomicznego niewolnictwa. Elitom nie są potrzebni mądrzy i silni ludzie, ale wystraszeni, podzieleni i skłóceni niewolnicy. Lewicowy feminizm uderzył w sam rdzeń człowieczej egzystencji, skłócając całe społeczeństwa na najbardziej dramatycznym poziomie. Uderzono nas w najbardziej czuły punkt, w miłość, sprowadzając ją do walki płci i do wciąż rosnących wymagań i oczekiwań. Całą energię wpakowano w walkę z mężczyznami. Dalej: potrzebujemy też tego, co męskie, choć istnieje tendencja, by tego co męskie nie było. Dobrze zostało to przedstawione w filmie „Seksmisja”. Jest to opowieść z ukrytym przesłaniem. To chyba jedyny polski film, który posiada gnostyckie metafory.

Obecnie eksperyment seksmisja się kończy. Obawiam się czasami, że wahadło zbyt mocno wygnie się w drugą stronę, czyli w stronę męskości i prawicy. Ucywilizowanie świata naszych relacji potrwa jeszcze kilak pokoleń. Jesteśmy tak naprawdę jaskiniowcami, którzy przez chwilkę zachłysnęli się cywilizacją, Disneylandem i większą swobodą. To, że mamy coca-colę i bombę atomową nie czyni z nas rozwiniętej cywilizacji rozumnej. Wszystkie te mechanizmy wynikają z ludzkiej niedojrzałości i z tego, że nasza emocjonalność wciąż jest te 200.000 lat opóźniona w stosunku do postępu cywilizacji. Dalsze przemiany będą trwały, i jeszcze niejednym nas zaskoczą. Chciałbym by były one pozytywne, by te wszystkie konflikty powoli wygasały. Uważaj też, byś z ofiary, z wrażliwego misia, za którego pewnie się uważasz, nie stał się katem.

Granica jest tu bardzo cienka, w gnostycyzmie i w niektórych odłamach psychologii mówi się wręcz o zjawisku „ofiary, która staje się katem”. Nas, mężczyzn to spotkało w wyniku feminizmu. Długo kumulowane w pokoleniach kobiet żal, rozpacz, poczucie beznadziei i niesprawiedliwości, eksplodowały i zamieniły się w drapieżny feminizm. Podobnie dzieje się wtedy, gdy dana elita za bardzo uciska politycznie i wyzyskuje ekonomicznie lud. Lud, czyli ofiara, staje się katem, wybucha krwawa rewolucja. Te rewolucje (francuska, robotnicze i chłopskie w XIX wieku, bolszewicka, nazistowska) był dyktowane biedą i beznadzieją. Przyniosły one światu spaloną ziemię, niezmierzone morze cierpień i śmierć milionów ludzi. Niektóre rejony świata, takie jak Polska, kraje byłej Jugosławii i byłego ZSRR, będą zmierzać się z tym jeszcze przez długie dziesięciolecia.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

BRUD, SMRÓD I ROBACTWO OBOK PACJENTÓW W POLSKICH SZPITALACH! TO NIE DO POMYŚLENIA!

Tytuł wpisu może sugerować, że artykuł ten jest nastawiony na szukanie taniej sensacji, lub że jest jakąś fałszywką. Niestety, ale tak nie jest. Temat który poruszam jest tak bulwersujący, że aż trudno uwierzyć, że coś takiego ma miejsce w XXI wieku w Polsce. Nie jest to żaden fake news ani żaden popularny w internecie „bait”. To się dzieje naprawdę.

W naszym kraju osoby z różnymi bólami i innymi nagłymi sytuacjami, które wymagają pilnej diagnostyki, są kierowane na Szpitalne Oddziały Ratunkowe (SOR) lub na przyszpitalne izby przyjęć, znajdujące się np przy oddziałach wewnętrznych. Tam wykonywane są w trybie pilnym badania, po czym następuje decyzja, czy kierować pacjenta na obserwację, na zabieg chirurgiczny, czy podać jakieś leki, lub czy wypisać do domu.

Jako że służba zdrowia jest u nas patologicznie niedofinansowana, mają miejsce rozmaite nieprawidłowości. Pierwszą kwestią jest to, że oddziałów diagnostyki, np SOR, jest zwyczajnie za mało. Lekarze muszą uwijać się jak w ukropie. Częste są dyżury po 20 i więcej godzin bez przerwy. Zbyt wielu pacjentów dostaje kod niebieski, czyli de facto ma tzw „korytarzoterapię”. Lekarze bywają podenerwowani, np wtedy, gdy pacjent przychodzi ze dolegliwością, która wygląda na słabą.

Brakuje także pieniędzy na badania. Tajemnicą poliszynela w całej medycynie jest to, że istnieją naciski „góry”, czyli kierownictwa szpitala bądź przychodni, by lekarz robił jak najmniej badań. Istnieje pewien nieformalny „kanon badań”, pewna „średnia”, której lekarz raczej nie może przekroczyć. Jeśli wykonuje on za dużo badań, to jest wzywany przez dyrekcję w ostrym tonie do zmniejszenia ilości ordynowanych badań. Przykład takiego listu poniżej:

Kolejna patologia która jest absolutnie przemilczana, to fakt, że szpitale płacą krocie za leki. Jak szpital chce kupić bandaż, wodę utlenioną, aspirynę, relanium czy antybiotyk, to musi zapłacić wielokrotnie więcej, niż pacjent w aptece. Zwykły preparat do częściowego znieczulenia produkowany przez zagraniczny koncern farmaceutyczny kosztuje 3000 zł za kilka fiolek. Czy tego nie może produkować polski Adamed lub Biofarm Poznań w cenie 200 złotych?! Jesteśmy dojną krową na własne życzenie. To kolejny przykład, jak „doi” nas zagranica. Dlaczego żaden minister zdrowia nie zajmie się tym tematem? To temat który poruszę w innym felietonie, bo jest o czym pisać.

Przecież tu wyciekają miliardy, niczym w platformianych mafiach VATowskich. Ach! Przecież nie będziemy tu snuć spiskowej teorii dziejów. A może jednak? 😉 Tam, gdzie jest ignorancja, naiwność i tumiwisizm, tam prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto zacznie na tym zarabiać. Powinniśmy uświadamiać sobie coraz więcej tego typu rzeczy, i naciskać na ich zmianę. Wszyscy pytają się, gdzie są nasze pieniądze, dlaczego skoro pracujemy coraz więcej i coraz dłużej, to na nic nie ma. One są właśnie w tego typu „lukach”, i ostatecznie bogacą się koncerny, miliarderzy lub finansiści z Wall Street. W Polsce ci „podwykonawcy” co najwyżej budują sobie podrzędne dacze w Józefowie.

Poniżej zamieszczam bijący rekordy popularności apel lekarza pracującego na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Opisuje on rezultaty liberalnego „państwa minimum”. Poprzedni rząd lewicowych liberałów (PO-PSL) stopniowo likwidował podstawowe struktury państwa. Takie jak komisariaty, komendy straży pożarnej, posterunki kolejowe PKP (katastrofa pod Szczekoninami się kłania) i izby wytrzeźwień. Konsekwencją likwidacji izb wytrzeźwień jest to, że agresywni, śmierdzący i często zakaźni alkoholicy są zwożeni na oddziały ratunkowe, czyli tam, gdzie nie powinni.

Kiedyś byłem na SOR bo ktoś z rodziny się źle czuł. Czekaliśmy o godzinę dłużej na diagnostykę, część ludzi bardzo bolało, wiadomo. Czemu? Chyba trzy razy widziałem scenę, gdy na salę wjeżdżał zapięty w pasy, bredzący i śmierdzący pijak. Oczywiście przyjmowano go BEZ KOLEJKI. O ile wiem, to nawet w specjalnych (N)ZOZach dla ministerialnych VIPów są numerki, kolejki, zapisy. Więc w Polsce pijak jest traktowany lepiej niż Prezydent! To jest temat, który warto poruszyć i wiercić nim dziurę w brzuchu nowej władzy. Po przywracaniu posterunków policji pora przywracać zamknięte izby wytrzeźwień.

Cytat: „Być moze moj dzisiejszy post wywola poruszenie, które skutkować będzie konsekwencjami dotyczącymi mojego zatrudnienia, szpitalnego kontraktu i kariery zawodowej ale mam dość. O sprawie pacjentow naduzuwajacych alkoholu a hospitalizowanych we Wloclawskim oddziale ratunkowym rozmawialem z zarządzającymi szpitalem, z politykami zarządzającymi miastem i z przedstawicielami władz zasiadającymi we władzach wojewódzkich. Efekt wciąż pozostaje niezauważony. Nie wiem kto był pomysłodawcą likwidacji izby wytrzeźwień w moim rodzinnym mieście.

Decyzja ta od wielu lat niesie za sobą konsekwencje dla zaoaptrywanych przeze mnie pacjentów podczas dyżurów w SOR i myślę, że nie dotyczy wyłącznie moich godzin pracy. Sytuacja kiedy lekarz, ratownik medyczny albo pani pielęgniarka pławią sie w ekstrementach, kiedy nasze ciuchy, buty i dłonie mają bezpośredni kontakt z kalem, moczem, wymiocinami a czasem białymi robakami pasozytujacymi w pachwinach przebywających na oddziale SOR alkoholikow, zeby po chwili badać albo pobierać krew kilkuletniego dziecka w XXI wieku jest sytuacją niedopuszczalną. Pijackie awatury, przekleństwa, wyrwane z futryną drzwi nie mogą być codzienboscią w pracy szpitala. Złota godzina diagnostyki i ukierunkowanej terapii przeplatana burdami z niesubordynowanymi, pijanymi osobnikami wydłuża się w czasie stanowiąc ryzyko dla zdrowia pozostałych pacjentów. Odpowiedzialnosc lekarza za sprawne koordynowanie pracy zespołu niebezpiecznie przesuwa się w stronę obszarów, w których odpowiedzialność karna za opieszałość i spóźnione decyzje za chwilę stanie sie faktem dla któregoś z nas.

Atmosfera Izby Przyjęć przesycona zapachem uryny i przypominająca squad kloszardów nie sprzyja budowaniu dobrego wizerunku niezaleznie od kompetencji zespołu. Problemy są po to zeby je rozwiązywać. Brak pomysłu bądź woli w uporządkowanie spraw dla pacjentów w stanach ostrych jest zaniechaniem, ktorego konsekwencje dotyczyć mogą i bedą nas wszystkich. Wyszedlem dziś po 24 godzinnym dyżurze kompletnie rozbity i przygnebiony perypetiami obyczajowymi nie mającymi z leczeniem nic wspólnego. 😦 Jeśli mój poranny przydlugi post stanie się kanwą jakiejkolwiek powaznej dyskusji i zmiany polityki w obszarze szpitalnego oddziału ratunkowego uznam to za osobisty wkład w podnoszenie poziomu jakości świadczeń wobec chorych. Jeśli zapadnie decyzja, ze Nowakowskiego za niewyparzony język należy spalić na stosie ostatnią moją myślą będzie. Bylo warto.. Bądźcie świadomi!”
(~Bartosz N. )

Podsumował: Jarek Kefir

  

NOWA AFERA W FACEBOOKU! DANE KTÓRE O TOBIE ZGROMADZIŁ MOGĄ CIĘ PRZERAZIĆ!

Czarne chmury zbierają się wokół Facebooka i wokół chyba najbardziej znienawidzonej osobie na Ziemi, Marka Zuckerberga. Zaczęło się od słynnego wycieku danych do firmy Cambridge Analytica. Potem doszły kolejne problemy. Naciski na Facebooka wywiera Komisja Europejska i administracja Prezydenta USA, Donalda Trumpa. Związane one są z szerzeniem tzw fake newsów, czyli nie tylko zmyślonej propagandy, ale często też poglądów i faktów niewygodnych dla rządzących elit.

Herezja, pogaństwo, socjalizm, komunizm, faszyzm, neonazizm, skrajna prawica, teoria spiskowa, pseudonauka, new age, temat niepoprawny politycznie, fake news.. Epoki się zmieniają, a wraz z nimi zmieniają się określenia tego, czego rządząca elita sobie nie życzy, bo może zagrozić jej zyskom i wpływom. No i kwestia słowa.. Socjalizm, neonazizm, demokracja. Niby takie niewinne słowa, ale odpowiednio narzucając narrację w mediach, na uniwersytetach itp itd, można nadać tym słowom praktycznie dowolne znaczenie. To słowa są potęgą każdej elity, bo określają ramy, w których myśli zarówno lewak z wibratorem w dupie, jak i neonazista z tortem ze swastyką z wafelków.

Mając władzę nad słowem można zarządzać społeczeństwem. Ale do rzeczy. Przez lata uważaliśmy, że facebook będzie „końcem historii”, przynajmniej w samym internecie. Zapomnieliśmy, że wszystko ma swój początek, szczyt rozwoju, schyłek i koniec. To inaczej prawo narodzin i śmierci, które dotyczy organizmów żywych, gatunków, ekosystemów, państw, imperiów, doktryn, firm i korporacji. 10 lat ery facebooka to tyle informacji, ile zostało wygenerowane przez 1000 lat średniowiecza. I tyle, ile zostało wygenerowane od początku eonu antropocenu aż do starożytności (~200.000 lat).

Era fejsa spowodowała wyparcie dotychczasowych form organizacji internetu lub ich drastyczną marginalizację. Wyparte zostały dotychczasowe, regionalne portale społecznościowe, takie jak rodzima Nasza Klasa. Zmarginalizowany został m.in. Twitter, który powoli przeżywa swoją drugą młodość. Praktycznie nikt nie siedzi na forach typu „PHP BB by Przemo” ( 😉 ), tamtejsi „eksperci” wolą się mądrzyć i udowadniać swoją najprawdziwszą rację na facebookowych grupach. Np na forach wędkarskich, joggingowych i każdych innych hobbystycznych, musisz mieć wszystko najlepsze, np sprzęt i ciuchy za kilkanaście tysięcy.

Przecież bez wędki za 12.000 zł nie jesteś żadnym wędkarzem i nie ma sensu nawet włazić na pomost. Podobnie buty za mniej niż 1000 zł spowodują, że podczas joggingu co najwyżej wypadnie Ci odbyt, więc bez nich nie jest bezpiecznie nawet iść do kiosku, a co dopiero biegać. Teraz takie „mondre” dyskusje ze światowej klasy ekspertami od wszystkiego toczą się na grupach na FB. Era facebooka to także upadek dotychczasowych kanałów kontaktów takich jak IRC czy Gadu Gadu. Dziś słowo „Re” co najwyżej kojarzy się z jakimś filmem o jaskiniowcach pokrzykujących podczas napierdalania się maczugami.

Oprócz afery z firmą Cambridge Analytica, facebook ma poważniejsze problemy. Ceny akcji topnieją. W ciągu miesiąca FB stracił na giełdzie wszystko to, co zarobił od 2008 roku. Ostatnio wychodzą na jaw nowe afery, w tym ta związana z brakiem poszanowania dla prywatności. Facebook ma nie tylko gromadzić o nas ogromne ilości danych, ale zbierać także te, o które w ogóle byśmy go nie podejrzewali.

FB tworzy tzw. „profile-duchy” osób, które nie mają i nigdy nie miały tam konta. Wystarczy raz wejść na dowolną stronę internetową, która ma wtyczkę facebooka, by taki profil powstał i by później był uzupełniany o dodatkowe informacje. Jeśli miałeś już konto na tym portalu i je zamknąłeś, to ślad cyfrowy w postaci archiwum nie zostaje usunięty. FB gromadzi ogromne ilości danych, w tym:

-zdjęcia i filmy które wstawiłeś, np w konwersacjach lub na profilu;
-przebieg czatów, w tym tych dawno usuniętych;
-mnóstwo wrażliwych informacji o poglądach, zainteresowaniach, zarobkach, miejscu pracy, partnerach, tego co lubisz i nie lubisz;
facebook sczytuje wszystkie Twoje smsy, mmsy i inne treści z Twojego prywatnego telefonu;

Wychodzą jednak na jaw kolejne szokujące sekrety, które mogą mrozić krew w żyłach. Związane to jest z tym, że zgodnie z europejskim prawem, facebook ma obowiązek wysłać Ci całą bazę, jaką na Twój temat zgromadził. I tu zaczynają się schody, bo możemy zobaczyć tam takie oto cuda:

-przypadkowe zdjęcia, które wyglądają jak by był zrobione z aparatu smartfona, bez wiedzy użytkownika, przez aplikację facebookową;
-kilkusekundowe filmiki również nagrane bez wiedzy użytkownika, z kamery smartfona;
-mało tego! Niektórzy znajdują filmiki przedstawiające ich i ich miejsce pracy, ale kręcone z.. kamery, która była umieszczona w tym zakładzie, a nie na ich telefonie! Jak to możliwe, by facebook miał nagranie z kamery z miejsca pracy?!
-jeśli coś zamawiałeś w internecie lub dokonywałeś internetowych płatności, to facebook zna je wszystkie;
-równie szokujące jest to, że w tym archiwum możesz znaleźć prywatne filmiki Twoich znajomych, których oni Ci nigdy nie wysyłali. I taka sama sytuacja – kilkusekundowe filmiki, chaotyczne i kręcone smartfonem bez wiedzy użytkownika.

W styczniu 2018 roku FB bardzo ograniczył zasięg tzw stronom, czyli fan page’om. Czym jest fan page? Jest to strona firmy, korporacji, artystyczna, tematyczna, a także są to strony mediów, zarówno mainstreamowych, jak i alternatywnych. Teraz wpisy umieszczane na stronach na facebooku docierają do bardzo małej liczby czytelników, którzy mają je w polubionych. Zamiast tego w kanale „aktualności” wyświetlanych jest więcej treści od znajomych. W większości są to treści banalne – fotki czy dyskusje o niczym.

Dotychczas oazą, w której były jako takie zasięgi i w której toczyły się ożywione dyskusje, były grupy tematyczne. Ale od kilku dni facebook zaczął odcinać od zasięgu i czytelników także grupy. Za umieszczanie linków do stron dostaje się automatycznego bana. Można zamieszczać tylko dyskusje i grafiki. Tym samym media jak i przedsiębiorcy zostali praktycznie odcięci od czytelników czy klientów. Facebook zdobył globalną popularność, bo był promowany przez firmy i media, które w zamian za promocję, dostawały tam darmowy zasięg i dużo czytelników.

Na reklamach, które były tam automatycznie umieszczane, zarabiał sam facebook. Teraz ta istna „kopalnia złota” została zamknięta. Pytanie jest zasadnicze: kto zarzyna kurę znoszącą złote jajka? Albo głupiec, albo ten, kto został do tego zmuszony. O głupotę administracji tego portalu podejrzewać nie można. Możliwe, że ktoś zdecydował o „wygaszeniu” projektu FB. Kto? Administracja Trumpa? Wiele się teraz zmienia na świecie. Szukajcie nowej bazy dla Waszych publikacji, jak i do śledzenia ciekawych wpisów różnych autorów.

Polecam mój profil na Twitterze:

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/