Seks, narkotyki, hazard: najpotężniejsze TABU [+18] Co ukrywają przed Tobą elity?

Największe tabu społeczeństwa..

Długo zastanawiałem się, czy napisać ten artykuł. Ale chęć podzielenia się wiedzą z Wami przeważyła 😉 Otóż chyba każdy człowiek wie, że każde państwo ma problem, mniejszy lub większy, z trzema dziedzinami życia. Z seksem (w tym prostytucją), z narkotykami (w tym alkoholem i tytoniem) i z hazardem.

Z jednej strony mamy szereg ograniczeń, dyktowanych przez konserwatywnych polityków. Z drugiej strony, na tym korzystają mafie, zarabiając miliardy dolarów rocznie. I oczywiście, państwo stara się zwalczać mafie i jej wpływy. Oczywiście w bardzo nieskuteczny sposób. Dlaczego tak się dzieje?

Powiem szczerze i bez cenzury – absolutnie każdy polityk którego znasz okłamuje Cię na ten temat. Aby powiedzieć Wam prawdę, złamię tu kilka rygorystycznie strzeżonych tabu. Kto wie, może te tabu są tymi najsilniejszymi.. Ale uwielbiam mówić i pisać o tym, o czym ludzie boją się nawet pomyśleć. Zapnijcie pasy, bo będzie gorąco.

Otóż ludzka natura, ta pierwotna, jest bardzo prosta. Jest liberalna. Człowiek, każdy bez wyjątku, pragnie zabawy, radości, rozrywki, przyjemności. Tego chce ludzka dusza – zabawy, miłości, seksu, muzyki, tańca, śpiewu, hulanek i swawoli. Jeśli nie wierzycie, to popatrzcie np na film Dirty Dancing czy na teledyski Abby, które oglądali rodzice dzisiejszych 30-latków. To były radości i marzenia tamtego i każdego pokolenia od zarania dziejów. Co z nich zostało? Jeśli masz około 30 lat jak ja – popatrz na swoich rodziców.

Konserwatyzm jest koniecznym programem hamującym ludzką naturę

Ale z drugiej strony, coś musi tę swawolną ludzką naturę hamować. Wyobrażacie sobie gdyby każdy chciał być takim wyzwolonym indywidualistą? Któremu bardziej marzy się życie podług zasad zamiast dzieci i żeniaczki? Czy artystyczna i / lub ezoteryczna bohema zamiast 12-godzinnej pracy w korpo i obiadków u teściowej? Cywilizacja by wtedy upadła, a my wszyscy utracilibyśmy tę niepowtarzalną od tysiącleci szansę rozwoju. I tu się pojawia coś takiego jak KONSERWATYZM. A wraz z nim – społeczna omerta, dulszczyzna, wymagania, oczekiwania, żądania. Konserwatyzm jest programem kontrolnym, taką „nakładką systemową„, moderatorem.

Proszę, zrozumcie to, i nie potępiajcie tego do końca. Ludzkość jako całość nie jest gotowa na liberalizm, na swobody. Popatrzcie na to, co dzieje się w sytych społeczeństwach Zachodu. Dzięki liberalnemu ogłupieniu i chęci zbawiania świata, sprowadzili sobie islamistów. Bo to co jest w UE i w USA nie jest mądrym i twórczym liberalizmem, ale jest przegięciem, głupotą. Dlatego teraz mamy lekką, konserwatywną korektę tych wypaczeń – Trump, Kaczyński, Orban, Le Pen i inni.

Zbyt duża doza liberalizmu degeneruje społeczeństwo. Na to gotowe są tylko jednostki. Poza tym, ktoś te drzewa musi sadzić, ktoś te domy musi budować, ktoś te dzieci musi płodzić. To utrzymuje społeczeństwo w ryzach, dzięki temu cywilizacja trwa i rozwija się, pomimo ogromnych trudności. Wielu z nas chciałoby zbyt szybko wyzwolić ludzkość z tych wielowiekowych kajdan. A tak się nie da.

Te i inne dylematy opisywałem w poniższych ciekawych felietonach:
Niezwykłe przesłanie które pomoże Ci zrozumieć ukrywaną naturę społeczeństwa i świata
Zaskakujące przyczyny patologii społecznych. To naprawdę aż tak proste!
Prawda o świecie i ludzkiej naturze jest prosta, ale też trudna do zaakceptowania
Ślepa wierność społeczeństwu ogranicza Cię i hamuje Twój rozwój
Zaskakujące przyczyny zła na Ziemi. To ważne jeśli chcesz być naprawdę wolny
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

Co pozostaje z marzeń młodości zderzających się z systemem? Niewiele..

I dalej: ta zabawowa natura człowieka zderza się z konserwatyzmem, którego zadaniem jest jej stabilizowanie. Trzeba jakoś zachęcić ludzi do ciężkiej pracy, do rozmnażania, do tego by zachowywali się normalnie. Kolejną kwestią jest to, że gdyby nie to, to Ci ludzie by się po prostu zdegenerowali. Więc daje się człowiekowi te kilkanaście lat na wyszumienie się, na snucie marzeń, na radość. Potem jest już wymagane, byś służył społeczeństwu. De facto każdy mu służy – np śpiewając, grając, pisząc, tworząc, zasiewając nowe idee. Od tych, którzy tego nie potrafią, wymaga się po prostu pracy 8 godzin dziennie i założenia rodziny. I to jest dobre i bardzo potrzebne, o ile nie narzuca się tego wszystkim.

Z marzeń młodego człowieka pozostaje najczęściej ciężka i / lub nudnapraca po 10, 12 i więcej godzin. W Polsce za niewielkie pieniądze, na umowie śmieciowej. Ale natura ludzka, ta liberalna i zabawowa, domaga się swojego. Domaga się pozytywnych bodźców, których z każdym szarym rokiem jest coraz mniej i mniej. Więc na scenę wkraczają narkotyki, w tym alkohol, i szereg innych uprzyjemniaczy, i przy okazji uzależniaczy. Część narkotyków jest legalna – w Polsce alkohol, tytoń, kawa. Inne są nielegalne. Prostytucja, hazard też się w to wliczają.

Uzależniacze są potrzebne, ponieważ ludzkość jest nieszczęśliwa. Sokrates mówił, że życie nieświadome nie jest warte przeżycia. I tak jest w istocie – życie większości ludzi to koszmar śniony na jawie. Elita ich wyzyskuje. Biorą rzeczywistość za taką, jaką przedstawili im nauczyciele, rodzice, media – którzy także nic o życiu nie wiedzieli. Wystawieni są na pastwę własnych emocji, których zupełnie nie rozumieją, i które nimi całkowicie rządzą. Szarpią i szamoczą się z życiem, do którego to życia nikt przecież nie dał instrukcji obsługi. A jeśli nawet dał – to w 90% przypadków nie działa lub jest fałszywa.

Ludzie potrzebują narkotyków ponieważ są BARDZO nieszczęśliwi

Skoro ludzkość jest nieszczęśliwa, to trzeźwość sama w sobie jest oczywiście koszmarem. Jeden ze znanych artystów made in Hollywood mawiał, że on i jego kumple wieczorem mogą wesoło pląsać w tańcu z kobietami. Podczas gdy o 11 rano co najwyżej mogą się wzajemnie pozabijać w walce na rewolwery i noże. I tak wygląda stan świadomości większości ludzi. Przyznam bez bicia – sam lubię wypić (wino lub piwo Perła, reszta za bardzo jebie szczynami) i zajarać. No tak zostaliśmy uszkodzeni, że wielu z nas nie potrafi bawić się, tańczyć, flirtować na trzeźwo, więc musi się odurzyć. Tylko najwięksi ekstrawertycy lub… oświeceni to umieją.

Tak więc ludzie łakną i pragną odurzenia, by choć na chwilę zapomnieć o traumatycznej i przykrej codzienności, o szarości i burości dnia. Dla wielu mężczyzn w moim wieku codzienne odurzenie się do nieprzytomności np 10 piwami marki Extra Strong jest jedyną rozrywką i radością dostępną w życiu. Jak bardzo przykre musi być takie życie. I to każdy rząd musi zrozumieć. Narkotyki muszą być legalne, przynajmniej ich część. Alkohol, tytoń, kawa, a w innych krajach marihuana. W wielu krajach legalne jest posiadanie np kilku gramów amfetaminy, heroiny lub koksu. Przykład: Czechy.

No i czy w Czechach to purytańskie społeczeństwo z tego powodu się zawaliło? Czy system uległ kolapsowi? Albo w Holandii, lub w wielu stanach USA? Nie. I teraz pora złamać tabu, które jest ściśle strzeżone i którego boją się praktycznie wszyscy politycy. Nie tylko prawicy, ale także lewicy. Otóż system na Ziemi jest tak zaprojektowany, by… spełniać życzenia i pragnienia (np podświadome…) mieszkających tu ludzi. I na to, by natychmiast wypełniać nisze, czyli miejsca gdzie powstaje jakaś „próżnia„.

Jeśli państwo nie zapewni ludowi narkotyków, to zrobi to mafia

Jeśli państwo nie zapewni ludności odpowiedniej ilości i podaży legalnych narkotyków, to zrobi to kto inny. Dawniej robili to zielarze, którzy uprawiali lub poszukiwali w lasach i na łąkach różne rośliny, których nie było w sprzedaży w karczmie lub szynku. Dziś zapewnia to… mafia. I tu musimy złamać kolejne już tabu. Jeśli państwo nie zapewni obywatelom narkotyków, to zawsze, ale zawsze zrobi to mafia. Od tego nie ma ucieczki nigdy i nigdzie. I żadne zwalczanie mafii, żadne prawo, żadne ustawy, żadne akcje edukacyjne i obywatelskie temu nie zaradzą. Absolutnie żadne – bo taka jest już ludzka natura. Młodzież, a nawet starsi będą mieli z tego potężną bekę, odpalając kolejnego blanta lub podając sobie kokainę dożylnie.

Zresztą instytucja państwa jest największą mafią jaka istnieje. Bo popełnia ona swoje zbrodnie w majestacie prawa. „Masa” z mafii pruszkowskiej zeznał, że oni byli mafią podwórkową, kontrolowaną przez największą mafię. Czyli ludzi WSI – wojskowych służb informacyjnych, dawnego SB. Tak samo to amerykańskie CIA kontroluje pomniejsze mafie, jak i kontroluje przerzut opium z Afganistanu i kokainy z Ameryki Południowej. Zapamiętajcie raz na zawsze jedną z najbardziej ukrywanych prawd tego świata. Gdyby państwa świata naprawdę chciały rozprawić się z mafiami, to zrobiłyby to w czasie krótszym niż trzy miesiące.

Walka z mafią celowo jest prowadzona tak, jakby policja i spec-służby były dziećmi bezradnie brodzącymi we mgle. A przynajmniej tak się to przedstawia „owieczkom” w telewizji. A prawda jest taka, że ta walka jest celowo nieskuteczna. Wielu ludzi sprzeciwiających się estabiliszmentowi podejrzewa, że politycy różnych opcji mają gdzieś na Kajmanach tajne konta, a na nich miliony dolarów. I że za kulisami krążą miliardy dolarów. Nie jest to prawdą – ponieważ za kulisami krążą TRYLIONY brudnych dolarów (nie, nie biliony, ale tryliony).

Gdyby naprawdę chciano się rozprawić z mafią, to…

Gdyby instytucja państwa chciała naprawdę rozprawić się z mafią (którą tak naprawdę sama kontroluje, tak jak cesarz Japonii kontroluje Jakuzę), to zrobiłaby coś bardzo prostego. A mianowicie, zalegalizowałaby narkotyki, prostytucję, hazard, i ustanowiła na nie wyłączny monopol państwowy. To jest kolejne tabu, z gatunku tych ekstremalnych, wręcz prawie niemożliwych do złamania.

Przy czym konieczne byłoby wprowadzenie pewnych blokad, by ludzie nie zaćpali i nie zaruchali się na śmierć. Bo nad tłumem trzeba panować. Proponuję więc:
-wyłączny monopol państwowy, za którego złamanie grozi max 25 lat więzienia;
-specjalne ustawy anty-mafijne, np zaostrzające kary za działalność typową dla mafii;
-dostępność większości narkotyków od 18, zaś alkoholu i marihuany od 16 roku życia – a za złamanie wysokie kary;
-dostępność narkotyków (oprócz marihuany i alkoholu) za okazaniem specjalnej, elektronicznej karty;
-ograniczenie częstości kupna narkotyków innych niż alkohol i marihuana. Np jeden, dwa lub trzy razy w tygodniu. Heroina i kokaina – jeden raz na dwa tygodnie;

Rozwiązanie globalnych problemów jest często tak proste. Tylko przez wyznawanie różnorakich doktryn staje się ono trudne do pojęcia i niemożliwe do wprowadzenia. Celem doktryn (ideologii, religii i innych) jest przecież zaciemnienie rzeczywistości, jest zafałszowanie prawdy. To, co Ci radzę – myśl samodzielnie, nie padaj na kolana przed ideologią lub religią. Myśl jak człowiek wolny, jak potencjalny lider, a nie jak „owca” poddana jakiejś doktrynie.

Autor: Jarek Kefir, z inspiracji 😉

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Zaskakujące przyczyny zła na Ziemi. To ważne jeśli chcesz być naprawdę wolny

dobro-i-zlo

Czy też zadawałeś sobie pytanie: czemu jest tyle zła na świecie?

Wielu zadaje sobie pytanie, dlaczego jest tyle zła na świecie. Dlaczego dzieje się tyle złych wydarzeń? Podczas gdy prawi, sprawiedliwi i porządni obywatele chcieliby tylko świętego spokoju, deklarując przywiązanie do wartości? Ja to pytanie zadawałem sobie przez wiele lat, właściwie od dzieciństwa. Przez długi czas nie znałem odpowiedzi. Od kilku lat stopniowo się do niej zbliżałem. Poznawałem wiele hipotez. Możliwe, że teraz jestem znacznie bliżej odpowiedzi niż jeszcze dwa miesiące temu.

Wielu z nas wie już o tym, że kat szuka ofiary, ale też ofiara podświadomie szuka kata. To, co się wydarza złego, jest niejako podświadomie przyciągane / generowane przez jednostkę. Błędnie (czy aby na pewno?) zaprogramowana podświadomość będzie przyciągać złe wydarzenia i złych ludzi. Czyli zaprogramowana na wzorce cierpienia, niedostatku (także materialnego), fałszywej pokory, poddaństwa liderowi (politycznemu i jakiemukolwiek innemu), poczucia winy, narzekania, marazmu.

Podejmowałem wcześniej próby wyjaśnienia przyczyn tego zjawiska w innych felietonach:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Zaskakujące przyczyny patologii społecznych. To naprawdę aż tak proste!

Ludzie nie chcą spokoju, bo jest nudny, ale.. silnych emocji!

Ale czy ludzkich zbiorowości też dotyczy to prawo? Tak. Ludzie w swej istocie tak naprawdę nie chcą pokoju, spokoju, wręcz takiej przewidywalności. Ludzie chcą SILNYCH EMOCJI – i dobrych, i złych. Na to jest zapotrzebowanie – by się coś działo, by trzeba było z czymś lub kimś walczyć. Przyczyny tego mogą być dwie. Pierwsza – spokój ducha oznacza bycie sam na sam ze swoim wnętrzem. A to dla większości jest nie do wytrzymania. Bo w większości stan tego wnętrza jest po prostu straszny, na granicy psychozy. Stąd moje własne określenie – „stan niskoobjawowej psychozy” jako diagnoza stanu ducha ludzkości.

Więc w towarzystwie są ekstrawertykami, ale takimi namolnymi (dawniej nazywano to krasomówstwem). A gdy są sami, np na łonie przyrody – puszczają na cały regulator muzykę (najczęściej agresywną), upijają się, czy robią inne tego typu rzeczy. By był bodziec, by zagłuszyć ten wewnętrzny głos. Druga przyczyna – ludzie lubią emocje, i te dobre, i te złe. I umysł człowieka, jeśli nie ma steru, działa na autopilocie, a taki człowiek śpi na jawie. I to niemal dosłownie. A jest to autopilot gówniany, nastawiony na komplikowanie sobie życia, na wyszukiwanie problemów, przeszkód, na dostrzeganie zła.

I to jest potrzebne – przez całe eony ciemnych i mrocznych czasów, gdy zagrożeń było miliony milionów, umożliwiło to nam obronę, przeżycie i rozwój. Wyjaśniałem te kwestie w poprzednich felietonach. Teraz tylu zagrożeń nie ma. Mamy policję, czy pogotowie i oddziały SOR, które uratują człowieka od wielotygodniowego konania w męczarniach na jakąś łatwo wyleczalną drobnostkę.

Dawniej nawet chory ząb oznaczał czasami stan zapalny i śmierć. Mówisz że technologia i cywilizacja są złe? Powiedz to chłopcu który wył z bólu bo miał stan zapalny zęba, a któremu pomogli lekarze. Byłem tego świadkiem. Dalej: mamy armię która obroni nas np przed islamistami czy Putinem. A dawniej oddziały formowano na bieżąco, gdy obce wojska były już 50 czy 100 kilometrów w głębi kraju.

Czy ludzka natura jest zła? Naprawdę niewielu to wie..

Adrenalina wylewała się uszami, i to w kilogramach. Obecnie tylu negatywnych bodźców już nie ma. Ale konstrukcję psychiki mamy dalej taką samą. Więc zapotrzebowanie na gwałtowne bodźce i skrajne emocje nadal jest. Pojawia się więc pewna próżnia. I tę próżnię podświadomość i umysł starają się wypełnić. W swój wiadomy sposób – najczęściej na tym autopilocie. Umysł szuka więc sobie wrogów.

Taka ideologia, taka religia, taka drużyna sportowa. Taka dieta, taka partia, taka muzyka. Podświadomość natomiast lgnie do ludzi, którzy te skrajne emocje (ekstatyczne ale też niszczące) są w stanie zapewnić. Czyli do ludzi impulsywnych i niestabilnych, obojga płci. Foch, zimny drań, zimna suka – to są archetypy znane, będące odwzorowaniem tej zasady.

Szerzej opisywałem to w poniższym felietonie – jest to bardzo istotne, choć pomijane w dyskursie oficjalnym:
Prosta i życiowa prawda o związkach, której nikt Ci nie powie, bo na niej nie zarobi

Cała tajemnica życia jest tak prosta. Nie chcesz mieć dodatkowych problemów? To sobie nie twórz ich na siłę. Tylko jak wyjaśnić to człowiekowi na autopilocie, który śpi na jawie? A jego umysł w tym czasie wyszukuje i wyszukuje kolejne problemy, w każdej możliwej dziedzinie życia? Tak samo jest ze zobowiązaniami, obowiązkami. Najpierw ludzie biorą ich tak wiele. Potem jak na złość noga się powija, i nie dają rady. Bo np wzięli za dużo kredytów.

Odpowiedź brzmi – nie da się tego wytłumaczyć. Ba, nawet nie trzeba tego robić. A na pewno nie można na siłę uszczęśliwiać lub na siłę dawać wiedzy takiej osobie. Bo na planie ezoterycznym, ta osoba takich skrajnych doświadczeń potrzebuje – od wyżyn ekstazy, aż po dno upodlenia i wdeptania w ziemię. Jej młoda i słabo rozwinięta dusza się w ten sposób uczy, nabywa doświadczeń. I będzie ciągle i ciągle powielać te same, durne aż do szpiku kości błędy, i będzie ciągle pakować się w te same kłopoty. Dopóki nie wyciągnie wniosków i się nie nauczy.

A jaki jest więc świat? Tu Cię mocno zaskoczę, bo..

Świat od zarania dziejów gra z ludźmi w grę, i zadaje im pytanie: „Jaki jestem?A człowiek potem odpowiada. „Świat to dobre miejsce i jest w nim pełno obfitości, także tej materialnej, tylko trzeba temu światu trochę pomóc w tym.” Lub: „Świat to piekło, system mnie więzi, i jest na nim sama bieda i inne niedobory.” Po czym świat zgadza się z każdym człowiekiem, przyznaje mu racje, że tak jest. A potem dokonuje się projekcja tych myśli na planie fizycznym. To dlatego tak niebezpieczne jest negatywne myślenie, np o biedzie, o tym że Ziemia to piekło, itp.

Bo świat i to, co nazywamy „system„, jest lustrem. W wymiarze jednego człowieka i jego losu, jest on lustrem jego umysłu i podświadomości. To, co tam jest (głównie emocje, ale też przekonania) jest potem odwzorowywane w rzeczywistości fizycznej. Zaś w wymiarze zbiorowym, świat to projekcja danej świadomości zbiorowej (naród, religia, rasa, ludzkość). System spełnia to, na co jest zapotrzebowanie – i w wymiarze pojedynczej jednostki, i w wymiarze zbiorowości.

Tylko jest to naprawdę duże uproszczenie, nie bierzcie tego dosłownie. Bo co z tego, że jednostka wyraża zapotrzebowanie np na Mercedesa? Skoro w głowie ma same wzorce biedy, cierpiętnictwa, skoro chodzi zgorzkniała i wiecznie narzeka? Poza tym, po Mercedesie chciałaby dom, potem Rolls Royce’a, potem odrzutowiec.. I koniec końców, taka jednostka będąca emocjonalnym i duchowym dzieckiem w ciele dorosłego, nie byłaby szczęśliwa nawet wtedy, gdyby doszła do samego szczytu drabiny bogactwa i władzy. Czyli gdyby została imperatorem całej planety.

A w wymiarze zbiorowości? Och, jak wielkie byłoby nieszczęście, gdyby udało się wprowadzić utopię. Czyli raj na Ziemi, system bez negatywnych bodźców. Jak bardzo ludzie wtedy byliby nieszczęśliwi! Tylko pomyśl. Usuwasz wszystkie stare problemy, znane i opisywane przez niezależnych autorów. Biedę, przestępczość, wojny, wyzysk i wiele innych. Ludzie wtedy znaleźliby sobie nowe problemy, nowych wrogów, i nowe rzeczy z którymi by zaciekle walczyli.

Np tworzyli na potęgę uliczne gangi związane z zespołami muzycznymi, dietami czy czymkolwiek innym, i w okrutny sposób się wybijali. I byliby wtedy autentycznie nieszczęśliwi, że zwolennicy Lady Gagi robią „porządki” na mieście. Jest to trochę surrealistyczny przykład, owszem, ale ludzka kreatywność w sferze głupoty jest przecież nieograniczona.

Klucz do wolności od matrixa / systemu tkwi w Tobie

Jaki jest więc klucz do wyrwania się z matrixa? Taki sam jak zawsze. Przepracowanie swoich traum. Zdobywanie wiedzy, szczególnie o psychologii, emocjach. I o tym, co Cię naprawdę interesuje, co jest Twoją pasją. No i rozwój duchowy. Nie pokonasz systemu, a jego zmiana nie zachodzi w tak oczywisty sposób. De facto wszystko, co miało miejsce w życiu, służyło nam po to, byśmy stali się tacy, jacy jesteśmy teraz. Byśmy wyszli ze sfery ignorancji i społecznej, stadnej głupoty.

Po latach buntu dla samego buntu, nieskutecznej i przynoszącej odwrotny skutek walki z systemem.. Po latach zwalczania w 90% wyimaginowanych wrogów, bezustannych projekcji własnego wnętrza na różnych „onych„.. Przychodzi w pewnym momencie olśnienie świadomości. Gdy przestajemy siłowo napierać na świat, narzekać, żądać by świat i ludzie się zmienili (pod dyktando naszego ego..), to dzieje się coś nieoczekiwanego. Wtedy to, co było złe, a co co chwila się do nas dobijało, przestaje mieć być obecne.

To nie w polityce ani ekonomii ani spiskach jest klucz do wyrwania się z systemu. Bo to są skutki, a nie przyczyny. Nic nie zdziałasz likwidując jeden skutek. Bo skoro przyczyna pozostała nietknięta, to natychmiast wygeneruje kolejny, podobny skutek, w miejsce próżni po poprzednim. W miejsce jednego aresztowanego dilera pojawi się kolejny. I tak dalej. Powtórzę jeszcze raz – system spełnia oczekiwania. Generuje on na planie fizycznym to, na co jest zapotrzebowanie. Narzekasz na okrutnych polityków, takich jak Balcerowicz, Korwin, Tusk, Macierewicz? Oni są rezultatem społecznego zapotrzebowania.

Narzekasz na durne seriale, których jest mnóstwo w całej telewizji? Są one rezultatem społecznego zapotrzebowania. Nawet gdyby wszystkie stacje solidarnie się umówiły, że w porze najwyższej oglądalności (17 – 22) puszczają tylko wartościowe filmy dokumentalne i historyczne.. To zaraz jakiś pan Janusz Cebulak założyłby prywatną stację, na której seriale leciałyby 24 godziny na dobę. I on zgarnąłby 80% telewidzów i zarabiałby nie dziesiątki milionów, jak obecne stacje, ale miliardy. Wypełniłby on niszę rynkową, w ten sposób system zrealizowałby społeczne zapotrzebowanie.

Tak samo jest ze zdrową żywnością. Dawniej nie było jej w ogóle w marketach. Teraz w Tesco, Lidlu i w innych sklepach jest kilka uliczek ze zdrową żywnością. Bo jest na nią społeczne zapotrzebowanie, więc system je zrealizował. Minie z 10 lat, i jedna trzecia lub nawet połowa powierzchni marketów będzie zajebana zdrowym żarciem. Na tym to polega. Dla mnie, dla Ciebie, dla nas też jest miejsce w systemie. Dopóki jednak jesteś wewnętrznie taki jak wszyscy, to dostajesz od systemu z grubsza to, co wszyscy. Czyli gównianą zawartość. Choć z biegiem czasu – coraz mniej i mniej.

Bunt przeciwko systemowi jest potrzebny, ale tylko do pewnego etapu

Postawa antysystemowa i bunt przeciwko temu systemowi też ma w nim swoje miejsce. Nie wolno jej negować, bo to właśnie tak rozwija się ludzkość. Nie byłoby nas tutaj na tym etapie, gdyby nie ten momentami destrukcyjny i śmieszny bunt. Ten bunt, chęć zmieniania, dawania wiedzy, uszczęśliwiania na siłę, podczas gdy osoba lub zbiorowość tego nie chce lub nie rozumie, są dobre do pewnego etapu.

Potem zaczynasz powoli rozumieć, że pomóc można tylko temu, kto nie opluje Twojej pomocnej dłoni. Dać wiedzę można tylko temu, kto chce, i kogo mechanizmy obronne nie zwariują od tej wiedzy. W przeciwnym wypadku ryzykujesz bowiem gniewem świata. Gdy wpierdalasz się nieproszony między przysłowiową wódkę i zakąskę, nawet z dobrą radą, to raczej nie kończy się to dobrze. Może skończyć się np tym, że dostaniesz w mordę, i tyle Twojej dobroci, empatii i chęci wyzwalania owieczek od systemu zarządzanego przez wilki.

Co jeszcze proponuję? Proponuję spojrzeć na życie jak na symulację, iluzję, grę. Może też trochę jak na jakiś żart. Z tym, że życie to gra, w którą większość nie umie grać. A jeśli już, to nie umie w nią grać dobrze. Zasady gry i kody (cheaty) do tej gry, zna i ma mniej niż 1% graczy. Wyobraziłbyś sobie, jak wyglądałaby gra np na multiplayerze w GTA, gdyby były tam takie realia? A na Ziemi, w realu, tak właśnie jest. A ludźmi którzy nie znają zasad gry, i nie są w stanie ich w żaden możliwy sposób poznać, też trzeba jakoś zarządzać.

Narzekasz na system, a czy sam zdobywasz wiedzę o nim?

Jeśli narzekasz np na to, że politycy stosują socjotechnikę, to zadam Ci pytanie.. Ile Ty godzin poświęciłeś, by studiować wiedzę z tej dziedziny? Jak i z dziedzin pokrewnych, np psychologii, duchowości? Ile zrobiłeś, by nie narzekać, nie wkurzać się na system, ale poznać jak on działa? Wiedza ta nie jest ukrywana. Dla przykładu: sama wiedza z psychologii, tej akademickiej, a więc skrajnie okrojonej, jest potężna. Wystarczyłoby tylko ją uczyć dzieci i stosować w życiu, a już wiele by się zmieniło.

Inna kwestia to temat wielkich przemian systemowych. Uważam, że żyjemy w czasach wielkiego przełomu, skoku świadomości. Masa krytyczna potrzebna do jego zainicjowania miała zostać osiągnięta całkiem niedawno. Wiele wskazuje na to, że system faktycznie przejdzie jakąś znaczącą reformę. To widać już nawet na planie polityki i ekonomii. Choć są to pierwsze pierwiosnki na śniegu, po długiej epoce lodowcowej, mówiąc metaforycznie. W końcu trwała ona te 26.000 lat, więc zmiana też musi trochę potrwać.

Jak więc podchodzić do kwestii pomagania ludziom, szerzenia wiedzy i przemiany systemu? Jeden z nauczycieli mówił, że jeśli żałujesz innych ludzi, to znaczy że nie pojąłeś jeszcze do końca istoty ziemskiego eksperymentu, tej gry iluzji. Cóż, miałem wobec nich litość przez 30 lat swojego życia.. Obecnie, w tym roku skończę 32 lata. Jednak uważam że nawet jeśli idzie się przez piekło, to nie można stać się diabłem. Tezy które przedstawiam, choć są szokujące dla przeciętnego czytelnika antysystemowego, nie powinny być usprawiedliwianiem zła.

Empatia, dobro i wiedza nie należą się byle komu

Nie musisz czynić dodatkowego zła, jego jest i tak nadmiar. Trzeba uchwycić istotę empatii, pomocy, przekazywania wiedzy, zmieniania świata. Empatia nie może być naiwna i głupia, taka „telewizyjna„, bo wtedy zaszkodzi. Przykład – inwazja islamu i uchodźcy, wśród których wielu to już nawet nie „zwykli” terroryści, ale żołnierze państwa islamskiego. Pomagać nie można ludziom którzy pomocy nie chcą i nie są gotowi – bo oplują dłoń wyciągniętą w geście pomocy. Nie można przekazać wiedzy temu, kto jej nie zrozumie. Np nie przekażesz wiedzy o całkach i różniczkach siedmiolatkowi, bo on nie umie nawet dodawać i odejmować. No i nie zmienisz świata, chcąc go tak naprawdę.. zniszczyć.

Kiedyś obudzisz się rano i poczujesz bezgraniczną miłość i zrozumienie w sercu. I tak już zostanie. Większość problemów po prostu odejdzie. To tajemnica stanu łaski – oświecenia. Obejrzyj sobie wtedy np Klan, M jak Miłość lub Trudne Sprawy (tak, tak). Nie dla beki, ale by zobaczyć jak wiele niekomfortowych rzeczy i sytuacji nie jest już Twoim udziałem. Życie to gra, owszem. Wygrywa jednak ten, co.. nie gra, a jest sobą i idzie swoją ścieżką.

Zapraszam do przeczytania innych ciekawych felietonów z mojej strony, w których opisałem ukrywane przed społeczeństwem fakty. Myślę, że na pewno znajdziesz w nich odpowiedzi na choć niektóre ze swoich pytań i wątpliwości. Linki poniżej:
Chcesz uwolnić się z matrixa? Cała wiedza tajemna elit o polityce, ideach, religiach
Szokujący sekret relacji międzyludzkich. Co ukrywa psychologia?!
Prawda o świecie i ludzkiej naturze jest prosta, ale też trudna do zaakceptowania
Niezwykłe przesłanie które pomoże Ci zrozumieć ukrywaną naturę społeczeństwa i świata
Robotyzacja wymusi ogromne przemiany.. Jak się włączyć i wygrać? To wielka szansa dla nas!
Ślepa wierność społeczeństwu ogranicza Cię i hamuje Twój rozwój
Zmiana myślenia i rozwinięcie wewnętrznego potencjału to prawdziwe uwolnienie od systemu!

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

 

Zmiana myślenia i rozwinięcie wewnętrznego potencjału to prawdziwe uwolnienie od systemu!

duchowosc

Problemy ludzkiej natury – pisałem o nich wiele razy. Są one nierozwiązywalne, przynajmniej tymi metodami które proponuje się oficjalnie. Polityka, ekonomia, to tylko wierzchnie warstwy tego, co nazywamy systemem, matrixem. Ma on głębsze warstwy, i ma on swój rdzeń. Który wg mnie jest takim a nie innym zaprogramowaniem natury. Na drapieżność, na mentalność niedoboru, na przetrwanie za wszelką cenę. Wszystkie ludzkie systemy władzy (kapitalizm, patriarchat, polityka, hierarchizm itp itd) są odwzorowaniem tych praw natury.

Ale najważniejsze jest to, że tego reprezentanta praw natury ma każdy z nas w sobie. Jest to konstrukcja ego i umysłu. Są to strażnicy interesów społeczeństwa, a tak naprawdę matki natury w Twoim „ja„. Tego nie rób, tamto rób – bo tak trzeba. Nie rozwijaj się, jedz to co wszyscy, oglądaj to, co wszyscy, słuchaj tego co wszyscy – bo tak trzeba. Znaj swoje miejsce w szeregu, bo tak trzeba. Nie dąż przesadnie do szczęścia, radości, zabawy, tylko służ społeczeństwu, rodzinie, narodowi – bo tak trzeba. To jest właśnie ten głos – metaforyczny głos Saurona w Tobie.

Dawniej zagrożeń było bardzo dużo, przez wszystkie trudne i ciemne wieki. Adrenalina dosłownie wylewała się uszami. Dziś już tylu zagrożeń nie ma, ale konstrukcja ludzkiej psychiki pozostała bez zmian. Powoduje to ogromne cywilizacyjne problemy. Ludzie więc sami wyszukują sobie zagrożenia i problemy choćby były z dupy wzięte. Tenn cały znój i trud dnia codziennego jest ludziom.. potrzebny. Bez tego homeostaza systemu zostaje zachwiana. Czyli z polskiego na nasze – ludzie wtedy wariują.

Cytat: „Sukinsyny z was.
– A co my wam takiego zrobiliśmy? spytał Aleksiej Felikowicz. – Przeciwnie – minimum ingerencji! Przecież jesteśmy po prostu obserwatorami. Do tego niewidzialnymi. Tylko jeśli system ulega wypaczeniu, trzeba robić poprawki.
– System?! Ludzie z głodu żrą własne dzieci!
– I co?! – Biessołow zerknął na niego ze złością – To nie my lubimy jeść wasze dzieci. To wy lubicie jeść wasze dzieci. I nie podoba nam się, że żrecie własne dzieci. My lubimy po prostu wami rządzić. Ale jeśli chcemy wami rządzić, to jesteśmy zmuszeni pozwolić wam żreć wasze dzieci! (…)
– A to dlatego, że z naszym człowiekiem inaczej się nie uporasz. – odpowiedział surowo Biessołow – Jest taki z natury. Tylko odkręcasz śrubę i od razu bunt! (…) Trzeba cały czas odciągać jego uwagę. Poskramiać. Kanalizować, że to tak ujmę. Podsuwać mu jakąś ideę. Religię albo ideologię. Cały czas wymyślać mu wrogów. Źle mu się żyje bez wrogów! Bez wrogów traci głowę! Nie może się sam określić.”
~Dmitrij Glukhovsky, Metro 2035

Wspaniała wiadomość jest taka, że Ty sam możesz się od tego uwolnić. Możesz swoje ego przepracować, przemienić. To jest właśnie realny wkład w zmianę świata – dopiero po takim czynie będziesz inspirować innych. Natura i taką opcję przewidziała. Wtedy jej wymagania są już inne, trudniejsze.

Życie owiec jest łatwiejsze, niż życie orła. Owce otrzymują pożywienie i wodę swobodnie, od swojego pasterza. Są chronione przed drapieżnikami, doglądane, by potem służyły temu pasterzowi. Jednak te udogodnienia są jednocześnie kajdanami dla owiec. Zapamiętajmy jedną z naczelnych zasad – to, co daje Ci bezpieczeństwo, jest jednocześnie tym, co Cię ogranicza. Tych czynników jest cały ogrom i wiele, ale to wiele z nich jest korzystne i konieczne.

Policja Cię ogranicza, wściekasz się że np dostałeś mandat za picie piwa w parku. A gdyby nie ona, to chłopcy w dresach szybko zamienili by nasz kraj w drugi Afganistan. Na armię też narzekamy, bo przecież to głupota iść do woja bić się za ropę, i w ogóle pacyfizm brzmi tak pięknie. Ludzkość powinna być jedną wielką rodziną żyjącą w tolerancji i pokoju, prawda? Tylko że to niemożliwe – zupełnie niemożliwe.

Nawet w Polsce są ludzie którzy za takie słowa chcą ściąć głowę, np kibolską maczetą. Już nie mówiąc o kulturach w ogóle nie uczonych tych wartości, za to od maleńkości uczonych nienawiści i agresji. W tej erze wojny armia jest konieczna, by nas ochronić np przed inwazją islamu. To kolejna wielka tajemnica świata – to, na co narzekamy, jest jednocześnie tym, co nas chroni.

Ta cała hipokryzja norm społecznych, toporny konserwatyzm, wierność ideologiom, religiom – są potrzebne by trzymać owce w ryzach. By nie było na świecie anarchii. Narzekamy na mentalność Polaków, na purytanizm i zaściankowość.. Ale jest to jednocześnie tym, co chroni nas przed islamem i innymi zagrożeniami. My możemy się z tego wyzwolić i hołdować wartościom liberalnym, żyć sobie spokojnie, cieszyć się małymi radościami, spełniać swoje zachcianki. Ale społeczeństwo musi być karną i zdyscyplinowaną armią, stąd te systemowe, „owcze” ograniczenia.

Owce są więc tak hodowane przez pasterzy, by mieli słabe umysły, słabe ciała i słabą świadomość. Wymagają one ochrony pasterza. Będą wolne od widocznych łańcuchów fizycznych. Jednak ich umysły będą pełne systemowych kajdan i blokad – bo bez nich nie poradziłyby sobie, nie przeżyłyby. Orły nie mają pasterzy, i nie chodzą (nie myślą) stadnie. Pożywienie owiec jest zróżnicowane. Taka ideologia, taka religia, taka partia polityczna.. Ale i tak jest ono bardzo ograniczone, i jest to najczęściej strawa kiepskiej jakości. Tak jak ludziom daje się różne mniej lub bardziej błędne idee, tak owcom daje się do jedzenia co najwyżej surowe zboża i trawy. Orzeł musi znaleźć swoje pożywienie sam, w znoju i trudzie wykuć swoją świadomość.

Niektórzy ludzie samodzielnie wybrali los owcy. Wewnętrznie pragną wolności, owszem. Śpiewają o niej, marzą, śnią. Szukają wolności w partii politycznej i jej liderze. Czy w subkulturze młodzieżowej. Nie zauważają, że jedyne co przyjmują, to ograniczenia jakie niesie za sobą wierność tym zbiorowościom. Krzyczą i protestują, że nie są tak wolne, jak orły. Jednak koniec końców, i tak przyjmują pokarm pasterza (ideologie, religie, partie, subkultury, życiowe „prawdy„, itp itd). Choć są buntownikami za dnia, posłusznie wracają do swoich klatek gdy zapada noc.

Ludzie nie rodzą się jako owce, wilki czy orły. Owszem, mają pewien potencjał na starcie – wiek duszy, jej zaawansowanie. Część młodych dusz ma tak silne blokady, że nie przyjmie żadnej wartościowszej wiedzy ponad to, co istnieje w ramach społecznej halucynacji. Możesz jednak zawsze wybrać – siedzieć w ramach bezpiecznego, ale ograniczającego ogrodzenia, lub latać jak orzeł, po mniej bezpiecznych przestworzach życia.

Po zachodzie słońca owce są karmione (19:00 TVN, 19:30 TVP) i prowadzone do swoich zagród na sen. Orzeł takich ograniczeń nie ma. Pokarm musi zdobywać sam, jest to bardzo niepewne. Bo może upolować coś niestrawnego lub długo nie mieć nic, bo jest wybredny. Ale nie płaci za niego wolnością. Tam, gdzie są owce – głupie, ignoranckie, stadnie zaślepione – tam zawsze pojawiają się wilki, które te owce wykorzystują i podgryzają. To kolejne prawo świata. To, czy chcesz być owcą, czy odlecieć od stada jako orzeł – jest Twoim wolnym wyborem.

Im więcej będzie nas, orłów, tym lepiej będzie dla świata. Nie polityka, nie ekonomia – ale transformacja natury owcy w orła jest wyjściem. Działanie w ramach polityki to wymiana jednych wilków na drugich. Nie zmieni to Ciebie. Nie zainspirujesz tak swoich bliskich czy czytelników do autentycznej przemiany. Ja to wszystko już przerabiałem, więc zdaję sobie z tego sprawę. Często jest wręcz tak, że nadmierne politykowanie, filozofowanie i rozmyślanie, prowadzi człowieka na dno – w otchłań autentycznego piekła. To też przechodziłem, i nie polecam. Choć owszem, na pewnym etapie jest to wręcz konieczne by wybudzić szczątkową wtedy świadomość.

Ale co za dużo to i świnia nie zje. W pewnym momencie politykowanie, filozofowanie i te wszystkie szokujące teorie, stają się trucizną. Czego nowego dowiesz się po przeczytaniu tysięcznego artykułu o toksyczności jakiegoś lekarstwa bądź żarcia? Jak się rozwiniesz na takiej strawie? Staniesz się lepszym, bardziej wyrozumiałym, bardziej spokojnym człowiekiem? Czy raczej.. owcą zaszczutą w kąt, widzącą wszędzie zagrożenia, wojny, spiski? Na pewnym etapie nie widzisz już świata, który się rozpada w chaosie. Ale świat i ludzkość, która ma swoje trudne lekcje, i która powoli się zmienia.

Cytat: „Mądry wojownik walczy do pewnego momentu, potem poddaje się uświadamiając sobie, że czeka go śmierć. Komu się poddaje? Poddaje się śmierci. Umiera z godnością z poczuciem spełnienia. Głupi wojownik niczym Don Kichot nie umie się poddać. Walczy z wiatrakami owładnięty obłędem. Nie mogąc się już nic zrobić – w niezgodzie na śmierć. Umiera zawstydzony w poczuciu porażki. Który z nich może zmartwychwstać uświęcony? Odrodzony w śmierci do życia?”
~Łukasz M. Łukaszewicz

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Prosta i życiowa prawda o związkach, której nikt Ci nie powie, bo na niej nie zarobi

relacje-damsko-meskie

Związki.. Ileż o nich można rozmawiać. Miliony książek – od romansów, po psychologiczne, ogrom dyskusji, żartów, dowcipów. To główny temat na terapii, czy to tej odbywającej się przy szklaneczce whisky, czy tej w gabinecie psychologa.

Pierwsza i najważniejsza prawda – nikt lub prawie nikt nam nie przekazuje rzetelnej wiedzy na temat związków. Nikt nie przekazuje też wiedzy o emocjach, relacjach, uczuciach. Nie mieli jej nasi rodzice, dziadkowie i wszystkie pokolenia żyjące od zarania dziejów. W większości spali oni snem kamiennym. Byli całkowicie we władaniu swoich emocji, zależni od nich. Nie potrafili ich kontrolować, to one kontrolowały ich. Nie rozumieli ich, w związku z czym często korzystali z nich destrukcyjnie.

To dostaliśmy w spadku my, dzieci lat 70, 80, 90, 00 – od których świat zaczyna powoli wymagać radzenia sobie z emocjami. Gdyż taki jest zamysł ewolucyjny naszej planety. Ta nowa świadomość swoich emocji wykuwa się w bólach, gdyż każdy rozwój (dziecka, dorosłego, ludzkości jako zbiorowości) odbywa się poprzez łzy i cierpienia.

Społeczeństwo, życie, świat – to gra, iluzja, rodzaj eksperymentu laboratoryjnego. Kto pozna prawdziwe reguły, nieskażone ideologiami, religiami, społecznymi stereotypami, ten wygrywa. Lub chociaż nie przegrywa tak jak zdecydowana większość, która bierze symulację o nazwie „życie” na poważnie. Nie ma powodu by brać to wszystko na poważnie, martwić się że czegoś nie masz, że ktoś ma więcej, panicznie pragnąć i gonić za nie wiadomo już czym. Zatrzymaj się. Wysiądź z pociągu który jedzie w samą przepaść. A wtedy świat sam się zatrzyma i da Ci wspaniały prezent.

Kolejna ciekawa prawda, którą chciałbym Wam przekazać, to fakt, że to nie do końca prawda, że przeciwieństwa się przyciągają. Przyciągają, na pewnym etapie, u ludzi mniej świadomych siebie i świata. Ale związek przeciwieństw najczęściej nie jest udany. A często bywa.. wybuchowy, jak w chemii, pozostawiając po sobie pożar lub powybuchowe zgliszcza.

Szczęśliwe relacje są tam, gdzie spotykają się dwie osoby świadome siebie i świata, o odpowiednio wysokiej mentalności. Cały sekret tkwi w tym, by tworzyć relacje z osobami zbliżonymi mentalnością do nas. I tu, na tym etapie, przyciągają się już podobieństwa. Jak ktoś jest nieszczęśliwy, zagubiony w świecie i emocjach, to szuka.. tych emocji. Silnych emocji – pozytywnych, ale i negatywnych. Być może szuka ich podświadomie, by mieć „materiał laboratoryjny” do przeprowadzenia doświadczeń na sobie, i nauczenia się sztuki zwanej życiem.

Nauczenia poprzez ból i cierpienie, poprzez doświadczanie. A silne emocje mogą dać niestabilni emocjonalnie i często psychicznie ludzi. Archetypy zimnego, ale drania czy wrednej suki (modliszki) są już silnie zakorzenione w społeczeństwie. Z kolei gdy ktoś ma już dużo życiowych lekcji przepracowanych, jest stabilny, emocje nie kierują nim za bardzo, to raczej jest w spokojnych związkach. Pokaż mi w jakim związku jesteś, a powiem Ci, jaka jest Twoja mentalność i świadomość.

Zaskoczę i być może zszokuję Cię czymś. Jeśli interesujesz się psychologią i jej przedłużeniem – ezoteryką, gnozą, to na pewno zahaczałeś te tematy, i to nie raz. Czytałeś więc to, jak powinna wyglądać dobra relacja. Czy jak powinno się dobrze wychowywać dzieci. Ale kłopot w tym, że zdecydowana większość ludzi nie dorosła do relacji związkowej, miłosnej. Jeszcze większa część społeczeństwa nie dorosła do tego, by być rodzicami. Ale w naszym świecie do tego wystarczy sam penis i pochwa. Więc mentalne dzieci w ciałach dorosłych, nic nie wiedzące o świecie i emocjach, szamoczące się z życiem, płodzą dzieci i przekazują im to w spadku.

Swoje lęki, kompleksy, traumy, i szereg innych złych wzorców. To jest właśnie piekło nieświadomości. Jeśli chcesz żyć lepiej, mieć lepsze, spokojniejsze relacje, które nie są roller-coasterem, to powinieneś zawsze dążyć w górę. By rozwinąć się więcej niż społeczeństwo, by być od niego lepszym. I nie ma w tym pogardy ani narcyzmu. Społeczeństwo jako masa zawsze równa w dół. Ten mechanizm musi zaistnieć, by w miarę mało ludzi było z tego społeczeństwa wykluczonych. By rozmnażało się, pracowało, brało kredyty, napędzało systemowi konsumpcję i PKB.

Jeśli chcesz być przeciętniakiem, to czekają Cię przeciętne związki, z naczelną zasadą roller-coastera. Czyli od wyżyn euforii, aż po dno upodlenia i rozpaczy. Od focha czy czegoś znacznie gorszego, po omdlewanie z rozkoszy. Co oczywiste – bodźców negatywnych będzie zdecydowana przewaga. I czekają Cię przeciętne cele w życiu – ślub, dzieci, kredyty, szarość dnia powszedniego. Taki człowiek skończy też przeciętnie. A jak kończą przeciętne rodziny, małżeństwa? Jest to kolejna zakazana prawda, tabu społeczne, ukrywane przed rozgorączkowanymi młodymi głowami. Kończą przeciętnie. Czyli źle. Nienawidząc się z każdym rokiem coraz bardziej. Podświadomie zrzucając winę za brak kolorów życia na dzieci.

Dzięki rozwoju cywilizacji i technologii, nie ma czym się denerwować, emocjonować, nie ma tych emocji, adrenaliny. Dużo mniej realnych rzeczy i wydarzeń nam zagraża. Dawniej śmierć czaiła się na każdym kroku, a adrenalina wylewała się uszami, i to kilogramami. A konstrukcja ludzkiej psychiki pozostała taka sama jak w ciemnych czasach.

Erich Fromm mawiał, że technicznie jesteśmy w erze atomowej, a emocjonalnie – w erze kamienia łupanego. Człowiek domaga się wciąż emocji i adrenaliny. Jakichkolwiek emocji, byle tylko były. Byle tylko coś się działo, byle tylko uciec od tej przerażającej ciszy. Podczas której ukazuje się głębia naszego jestestwa – opłakana głębia. Człowiek chce też za wszelką cenę uciec od przeraźliwej pustki swego jestestwa. Stąd wyszukuje sobie problemy, zagrożenia, choćby były one irracjonalne, z dupy wzięte.

Czyli tworzy je sobie z powietrza, z niczego. Wie to np mężczyzna, który jest z kobietą strzelającą przysłowiowe fochy. Nie chodzi wcale o merytoryczną wartość focha, bo jej najczęściej nie ma zupełnie. Chodzi o pokarm dla przerażonego umysłu i ego. Znałem ludzi, którzy jadąc na wieś, nad jeziorko, musieli mieć cały czas puszczony z radia heavy metal – muzykę brutalną, pełną przemocy. Rozumiecie to? Oni nie wytrzymywali tej ciszy, bezczynności. Tak samo zrobili kiedyś eksperyment, w którym po godzinie bezczynności, bez żadnych bodźców, niektórzy uczestnicy woleli się razić paralizatorem.

Osoba która jest nieświadoma, ma niską mentalność, która szarpie się z życiem i emocjami, nie rozumiejąc ich – wykazuje bardzo specyficzne zachowania w związkach i relacjach. Oto kilka z nich: zazdrość, zaborczość i chęć kontrolowania, obrażanie się o znajomości realne bądź internetowe, brak zaufania, urządzanie fochów (najczęściej o nic lub o absurdalne rzeczy), obrażanie się, grożenie odejściem, krzyki, awantury. Będzie miała obraz idealnej relacji i będzie wkurzać się o wszystko, o każdą bzdurę.

Bo przecież życie ma być dla niej niczym blog na instagramie. Gdzie nawet sracz ma błyszczeć. Będzie Cię próbowała zmieniać na siłę, byś tym ideałem z obrazka, a raczej z ekranu TV się stał. Taka osoba jest mentalnym dzieckiem – przerażonym i zagubionym – niezależnie od tego, w jakim wieku jest jej ciało. Jest także najczęściej duchowym dzieckiem (młoda dusza), ale to inny, grubszy temat. Nie, to nie jest normalność. To jest choroba, to społeczno-mentalne niewolnictwo, to patologia, której hołduje większość społeczeństwa.

Z tak postępującą osobą prawdziwej i szczerej relacji nie będzie. Będzie roller-coaster w którym nawzajem będziecie się ranić. Potem może ślub, kredyty itp, i niszcząca duszę szarość dnia. Tacy ludzie mają swój świat i swoje doświadczenia. Jeśli jesteś ponad – najlepiej nie wchodź w ich świat. Wchodząc w ich świat sam będziesz cierpiał, a im nie pomożesz. Nie zmienisz też ich, bo im takie trudne życiowe lekcje są potrzebne. Walcząc z nimi i gardząc, także narażasz się na cierpienie. Jedyna recepta, to mądrze i spokojnie się zdystansować. I nie jest to unikanie relacji. Tu klasyczna psychologia nie ma racji, bo przed takimi ludźmi trzeba się bronić.

Na koniec felietonu: wielu mężczyzn zastanawia się, jak wyjść z friendzone. Są zakochani w kobiecie, która zaproponowała im tylko przyjaźń. Za to ta kobieta woli niegrzecznego chłopca, drania, który zdradza, pije i bije. Ale jest on taki pociągający. Kobieta zwierza się przyjacielowi z tego, jaki to drań jest draniem, jak nie szanuje, jak źle traktuje. Ale nie słucha rad przyjaciela, i nie odejdzie od drania, stale do niego wraca.

Moja rada: jak wyjść z takiego friendzone? Nie chciej wyjść z takiego friendzone ku związkowi z kobietą o takiej mentalności. Ona właśnie tych złych doświadczeń z dupkiem potrzebuje do rozwoju. Zastanów się też, co jest w Tobie nie tak, skoro takie kobiety przyciągasz. Płeć przeciwna i relacje z nią są lustrem nas samych, wiele o nas mówią. To co napisałem w tych dwóch akapitach, odnosi się także w drugą stronę – relacja zimna suka i ciepły mężczyzna. Mężczyzna w friendzone powinien nabrać swojej wewnętrznej, męskiej mocy, w wariancie pozytywnym, a więc innym niż agresywno-patriarchalny. Powinien też przepracować swoje traumy i kompleksy.

Autor: Jarek Kefir, z wiedzy i inspiracji bliskich osób 🙂

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Prawda o świecie i ludzkiej naturze jest prosta, ale też trudna do zaakceptowania

swiadomosc

Jaka jest prawda o prawdziwej naturze człowieka? Jest ona bardzo prosta i jednocześnie.. bardzo trudna do pojęcia. I jeszcze trudniejsza do zaakceptowania. Napisano o tym opasłe tomy z różnych dziedzin – psychologii, psychiatrii, biologii, teologii, filozofii, teozofii. A tymczasem sprawa jest dużo prostsza niż myślimy.

Prawdziwa natura człowieka (podświadomość, dusza, jak zwał tak zwał), jest bardzo prosta i chce: tańca, wina, śpiewu, muzyki, seksu, zabawy, wolności, swobody, radości, wyrażania się, doświadczania, rozwoju..

I tutaj zaczynają się schody. Bowiem realia naszej planety są jakie są. By system trwał, w procesie wychowania, socjalizacji, jest tworzona nam druga, wirtualna podświadomość. Jest ona taką „nakładką systemową” na pierwotną ludzką naturę. Jest zaprogramowana na wzorce zgoła inne. To właśnie ta część skłania nas do wyrzeczenia się samego siebie. To ta część sprawia, że płodzimy dzieci, kupujemy kolejne niepotrzebne rzeczy, szukamy kolejnych wrażeń, zaharowujemy się pracując po 14 godzin na dobę.

Wyrzekamy się samych siebie także na inne sposoby. Oddając swoje myślenie i swoją wolność obcym bytom (ideologiom, religiom, sposobom na życie, doktrynom naukowym, psychologicznym i innym). Ta część jest w permanentnym konflikcie z naszą prawdziwą naturą która poszukuje szczęścia i spełnienia, ale najczęściej go nie dostaje. Powoduje to stan dychotomii, rozszczepienia, mentalnej schizofrenii. A to, wraz z pierwotnym lękiem przetrwania – odpowiada za większość globalnych problemów. O ile nie za wszystkie..

Ta „wirtualna podświadomość” jest właśnie tą konserwatywną, systemową częścią nas samych. Jej celem jest ograniczanie naszej natury, bo jej pełna ekspresja w ziemskich warunkach doprowadziłaby do anarchii i zapaści systemu. To jest ważne, co teraz piszę. Gdyż wraz z wirtualną podświadomością, tą toporną, konserwatywną, „owczą” i służalczą częścią nas, przychodzi coś, co trzyma system w ryzach. Przychodzi moralność, kojarzona przez nas z religiami, z hipokryzją, z cebulactwem.. Ale ona i inne zmienne systemowe, pozwalają ucywilizować te jednostki, które nie są gotowe na pełną ekspresję naszej beztroskiej, liberalnej natury.

Ich też musi coś trzymać za mordę. Tymi „zasobami ludzkimi” które są niereformowalne, też trzeba jakoś zarządzać. Ta katolicka, konserwatywna moralność „owiec„, chroni także Ciebie – właśnie przed agresją tychże owiec. Tak samo narzekasz na militaryzm, głosisz pacyfistyczne hasła, chcesz jedności całej ludzkości, głowę masz wypełnioną tego typu hasłami… A gdyby nie silna, agresywna i uzbrojona po zęby armia, straż graniczna, policja, służba więzienna, sądy i prokuratury – na które też narzekasz, to nie wyszedłbyś nawet do kiosku po gazetę, bez ryzyka utraty życia. Czy to ze strony chłopców w dresach, których – zgaduję – nie lubisz, czy to ze strony islamistów, których – zgaduję – rozgrzeszasz, bo polityczna poprawność.

Cytat: „Moje pokolenie, ci przed trzydziestką, zderza się z konsekwencjami tego, co miało domach. Nie zaznaliśmy komuny, ale się na nas odbiła, bo rodzice to przechodzili. Widzieliśmy ich słabość. Była iskra „Solidarności”, ale zgasła. Został strach i skromność: „Szanujmy to, co mamy, bo może być jeszcze gorzej, możemy to stracić. To pokolenie ma inny mental.”
~Mateusz Kościukiewicz

Cytat: „Ludzie dali się złapać w sidła kapitalizmu.. To dlatego tylu z nas tęskni za PRL-em. Systemem gdzie odwalałeś byle jak i byle gdzie swoje 8 godzin, a później, ani na ulicach, ani w TV, ani w gazetach nie kusiły Cię reklamy, które nakazują nam dzisiaj jak żyć i jak „być szczęśliwym”. Coś zjadłeś, z kimś się spotkałeś, ludzie niczego sobie nie zazdrościli bo nikt niczego nie miał. Ale w tym samym czasie i w tym samym systemie byli też nieszczęśliwi! Bo różnimy się. Byli tacy, którzy chcieli więcej. Nowe auto. Nowy telewizor. Marzyli by wyjechać na Zachód. Zarobić i żyć „jak na filmach”. Nie ma sytuacji w jakiej WSZYSCY mogliby być zadowoleni. Jest w nas instynkt CIĄGŁEJ RYWALIZACJI. To coś powoduje, że ludzkość się rozwija, ale efektem ubocznym jest to, że w jakimś momencie w życiu stajemy się nieszczęśliwi. Być może gdyby szkoła od małego pomagała nam w zrozumieniu tych mechanizmów, ludzie wybieraliby jedną z dróg, ale nikt nas tego nie uczy, a na doświadczenie życiowe należy zaczekać. Często tracimy pół życia na to by zrozumieć proste sprawy. Bo to wszystko jest BARDZO proste i BARDZO skomplikowane..
~Art Go

Czy myślisz, że to czasy się zmieniły? Czy myślisz, że to obecne, nasze pokolenie, straciło wartości, i hołduje tylko hedonizmowi? Takie myślenie nie jest prawdziwe. To nie świat się stacza. To nie czasy i nie obyczaje się staczają. To Twoja chęć życia maleje, to Twoja radość maleje, to Twoja marzenia topnieją. Jest to proces związany ze starzeniem się, gdy traum, niepowodzeń i zawodów jest coraz więcej. Siłą rzeczy rośnie wtedy konserwatyzm, potępianie młodych, zabranianie im radowania się życiem. Już kapłani starożytnego Egiptu ok. 5500 lat temu, narzekali na moralność i zepsucie młodzieży. Potem byli Rzymianie z ich słynnym: „O tempora, o mores„.

Narzekają także dzisiejsi 40-latkowie i starsi, niczym ich poprzednicy sprzed 5500 lat. Sami pomyślcie: to świat się zmienił? Gdyby świat zmieniał się na gorsze i psuł z każdym kolejnym pokoleniem, to dziś przypominałby już niewyobrażalne piekło. Tak jednak nie jest. Ma miejsce ten sam proces co zawsze – przejście indukowane pokoleń, o którym pisał Vadim Zeland. Coraz więcej żalu, pretensji, rozgoryczenia, złości.. Przyciąga coraz więcej i więcej złych emocji, myśli i wydarzeń. Stąd się bierze zgorzknienie jak i konserwatyzm ludzi starszych.

Jacy byli Twoi rodzice w młodzieńczym wieku? Jakie były ich radości, marzenia? Jest to ścisła tajemnica, temat tabu całej naszej cywilizacji, który skrywa piołun milczenia. Ma to symboliczne i archetypowe odwzorowanie nawet w starożytnych mitach religijnych. Maryja Panna (Biblia) była dziewicą nawet gdy urodziła syna, Jezusa. System pozbawił ją więc: seksualności, zmysłowości, radości, rozkoszy, marzeń, młodości.. Tak też, choćby podświadomie, postrzegamy naszych rodziców. Najczęściej po prostu nie wiemy, o czym marzyli w młodości. Nie rozmawialiśmy z nimi o tym.

Masz lat 25, 30, 35 lub więcej? Uważasz się za nowoczesnego, młodego człowieka? Chcesz znać marzenia, radości, tajemnice swoich rodziców? Owszem, nie znasz ich, bo oni musieli być tymi „świętymi„, „niepokalanymi„, „bez skazy„, by wychować Ciebie.. Pozwól, że ja zdradzę Ci tę ściśle strzeżoną tajemnicę. Spójrz na teledyski, teksty i koncerty zespołów takich jak Abba, Modern Talking, The Doors. Obejrzyj sobie film Dirty Dancing. Jak brzmi więc odpowiedź? Te marzenia, radości, grzeszki, błędy i rozkosze były dokładnie takie same, jak Twoje. I dokładnie takie same, jakie są od zarania dziejów. Co ich złamało, zniszczyło, pozbawiło marzeń? System, ta druga, wirtualna podświadomość.

Często mamy różne pretensje do rodziców. Ci mniej lotni wyrażają pretensje typowe. Ci bardziej zaawansowani zarzucają rodzicom, że nie przekazali nam wiedzy. Że nie nauczyli nas bronić się. Że nie nauczyli nas, jak być szczęśliwymi, bogatymi (materialnie i duchowo) i potężnymi. Że przekazali nam same lęki, kompleksy i traumy. Z którymi zmagać możemy się do końca naszych ziemskich dni. Ale to w końcu zależy od nas samych.

Rodzice dali nam to, co uważali za słuszne, i dali tego absolutnie 100%, choć dla nas nie jest to nawet 0,1%. Oni po prostu nie mogli inaczej. Byli całkowicie zdani na łaskę swojej nieświadomości i rządzącego nimi, społecznego oprogramowania (matrixa, zbiorowej hipnozy, wirtualnej podświadomości). No byli, jacy byli i są jacy są. To Ty, żyjąc w tym ciele, masz szansę się z tym uporać. Oni już nie, dokonają tego w przyszłych wcieleniach, może za tysiące lat. Ty żyjesz swoim życiem. Nie ma sensu rozwodzić się nad tym, dlaczego oni zrobili tak a nie inaczej.

I dlaczego Cię skrzywdzili. Wyobraź sobie. Rodzi się dziecko. Jego trochę… naiwna duszyczka ma nadzieję na zaznanie tego, co napisałem na samym początku felietonu – tańca, wina, śpiewu, muzyki, seksu, zabawy, wolności, swobody, radości, wyrażania się, doświadczania, rozwoju..  Ale od maleńkości jest poddawana silnemu programowaniu, które jej tego zakazuje. Jest poddawana duchowej lobotomii. Bo inaczej by nie przeżyła, nie przetrwała w systemie. Dusza nie dostaje tego, co myślała, że dostanie. To dużo szerszy temat. Gdyż duchowo, psychologicznie i biologicznie / fizycznie, jesteśmy niekompatybilni z realiami tej planety.

Dziecko jest więc uszkadzane, poddawane ograniczaniu. Nazywa się ten proces socjalizacją i wychowaniem. Jest on mimo wszystko niezbędny dla tych, którzy są słabo rozwinięci, niereformowalni. Inaczej nie da się ich powstrzymać przed czynieniem ogromnego zła, jak tylko brutalną ingerencją. Inaczej jest w przypadku „orłów„, wychowywanych przez „owczych” rodziców, i zmuszanych przez nich do beczenia razem z innymi owcami. Przynosi to ogromne cierpienia i traumy. Ani beczeć z owcami się nie umie i nawet nie chce, ani latać za bardzo nie można, bo zlęknieni dosłownie wszystkim owczy rodzice, zapobiegawczo związali skrzydełka.

Istnienie rodziców i ich programowanie Ciebie powinno się po prostu uszanować, pomimo że w większości było ono destrukcyjne. Nie dla ich dobra. I nie dla dobra i potęgi społeczeństwa i systemu. Ale dla Twojego dobra, potęgi, bogactwa, szczęścia. Gdyż to, co doświadczałeś z rodzicami i jakie emocje wobec nich masz, ma odwzorowanie w Twoim życiu. Narzekasz na biedę, lęk, depresję, trafianie na toksycznych partnerów? Wszystko to bierze się od programowania rodzicielskiego, a potem – od naszego obrazu rodziców.

Bowiem robimy później projekcję poprzez naszą nieświadomą część, z rodziców na nasz cały świat. Projekcja Twojego nieświadomego obrazu matki odpowiada za Twój obraz materii, fizyczności, natury. Tam tkwi odpowiedź np biedy. Projekcja Twojego nieświadomego obrazu ojca odpowiada za Twój obraz świadomości, duchowości, Boga. Jahve, allah – bogowie patriarchalni, ludobójczy, okrutni, zawistni – są taką nieświadomą (ale globalną) projekcją naiwnego umysłu dziecka. Jeśli postrzegamy boga (opiekuna planety Ziemi) jako istotę okrutną, nie dbającą o nas (archont, demiurg itp) lub oddaloną, opuszczającą nas, nieobecną (ateizm..), to też jest to projekcja naszego nieświadomego obrazu ojca.

W Polsce w tym samym czasie zapętliły się i wzmocniły aż cztery negatywne programy. Czyli: chłopski konserwatyzm katolicki, z jego fałszywą pokorą. Trauma dwóch wielkich wojen światowych, która będzie oddziaływać jeszcze wiele pokoleń. Mentalność homo soviecticus z zasadą nie wychylania się, równania do szeregu, braku inicjatywy. I czwarty program – to przyjęty przez nas negatyw kapitalizmu po 1989 roku. Bo nam najlepiej wychodzi kopiowanie systemowych negatywów, czy to wschodu czy zachodu.

Nasi rodzice nie wiedzieli o życiu zbyt wiele. Byli przestraszonymi, zahukanymi przez system istotkami. Owieczkami zagnanymi do narożnika, które z lęku gryzły i kopały wszystkich wokół. Pamiętaj, że Twój oprawca, w tym rodzic, jest często większą ofiarą systemu, niż Ty sam. Bez względu na to, jakich traum nie zaznałeś. Oni już nie mają możliwości rozwoju i wyrwania się z tego mentalnego piekła. Już za późno. Ty wciąż masz tę wspaniałą możliwość. Przez szczęśliwy zbieg okoliczności (czy aby na pewno zbieg okoliczności?) mamy dostęp do technologii, nauki, internetu, wiedzy. Oni często nie mieli nawet radia i telewizora. Bywa, że nie mieli nawet elektryczności, przez długi czas komuny.

I jeszcze jeno na koniec. Jeśli jesteś rodzicem, lub planujesz mieć dzieci, wiesz że pewne wydarzenia będą po sobie następowały, jako naturalna kolej rzeczy. Pierwsze bolesne ząbkowanie. Pierwsze pełne słowo. Pierwszy rysunek. Pierwszy krok. No i coś, na co niewielu rodziców jest przygotowanych – pierwszy zawód.. Tak, Twoje dziecko na 100% zawiedzie Ciebie, Twoje oczekiwania, nadzieje, plany. Jest to tak pewne, jak pewne jest to, że np powie pierwszy raz „mama„, „tata„.

Jest to fundamentalne doświadczenie wpisane w żywot każdego rodzica na Ziemi. Absolutnie każdego, bez wyjątku – nie ma od tej reguły ucieczki. Tak, przyjdzie ten czas, że dziecko zawiedzie Ciebie i Twoje oczekiwania, mniej lub bardziej. Co wtedy zrobisz? Jak zdasz ten test? Będziesz dla niego opoką mimo wszystko? Czy będziesz jednym z miliardów rodziców (90% lub więcej), których wyklną i znienawidzą własne dzieci? Wypuścisz w świat istotę świadomą, potężną, asertywną? Czy tak jak większość – kolejną owieczkę beczącą w stadzie, poranioną i nieszczęśliwą?

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Jaki jest sens życia? Nie ma go w ślepej służbie społeczeństwu i systemowi

sens-zycia

Jaki jest sens życia? To pytanie zadaje sobie chyba każdy człowiek na Ziemi. Masz 15, 20, 25, 30, 35 i więcej lat.. Przeżywasz jakiś przełom – jakikolwiek, i zadajesz sobie te i inne pytania. Co chcę w życiu robić? Co mnie uszczęśliwi? Jak to pogodzić z realiami Polski jako neoliberalnego, kapitalistycznego obozu koncentracyjnego? Gdzie młody człowiek musi pracować za miskę ryżu, i jeszcze tacy jak Petru i Korwin mówią mu, że tak ma być?

Odpowiedzi są i różne, i tak naprawdę jednakowe. Sens życia ma Ci dać związek z kobietą / mężczyzną, oczywiście sakramentalny i zalegalizowany. Sens życia to bogactwo, drogi samochód, podróże, to przysłowiowe „wdychanie wysokojakościowej kokainy z dupy luksusowej prostytutki„. Lub inaczej – sens życia da rzetelna praca w wyuczonym zawodzie, potem własne mieszkanko, potem oczywiście rodzina – ślub, dzieci. Wszystko to co napisałem powyżej, jest mniej lub bardziej służbą własnemu ego i służbą systemowi.

A co, gdybym powiedział, że sens życia to coś innego? I może, ale wcale nie musi wiązać się z podróżami, bogactwem, partnerstwem, rodzicielstwem? Choć często, o ile człowiek naprawdę i szczerze chce – wiąże się z nimi? To, co jest najprostsze, jest jednocześnie najtrudniejsze do zrozumienia jak i do wprowadzenia w życie. Zapraszam najpierw do przeczytania poniższych cytatów:

Cytuję: „Rozejrzyjcie się wokół – popatrzcie, jakież pospolite i nudne życie wiedzie większość ludzi. Świat zapełniają nudni i zasuszeni „młodzi” staruszkowie (tylko ich wygląd świadczy o młodości). Tak, starość duchowa dopada ludzi szybciej niż starość fizyczna. Człowiek jeszcze żyje, ale program jego życia już się wyczerpał – a to oznacza wewnętrzną martwotę. Dlatego ludzie żyją tak krótko. Po duchowej starości bardzo szybko przychodzą starość i śmierć fizyczna. Do przedłużenia życia i młodości potrzebny jest sens.”
~Dymitr Wereszczagin

Cytuję: „Pewna nasza znana malarka, bardzo ceniona na Zachodzie, od dzieciństwa marzyła, by zostać aktorką. Ta profesja pociągała ją prawdopodobnie nie dlatego, że nie mogła żyć bez sceny. Jak to często bywa w czasach młodości, pociągało ją coś innego – zewnętrzny blask, sława, życie „na świeczniku”. Broniąc swoich bajkowych marzeń przez cztery lata zdawała do Szkoły Teatralnej. Otoczenie szczególnie mocno oddziałuje właśnie na młode, niedojrzałe i delikatne osoby.

Zamiast naszej bohaterki do Szkoły zawsze przyjmowali inną, jak jej się wydawało, mniej zdolną kandydatkę. Dziewczyna z pewnością była utalentowana, można wręcz powiedzieć. że utalentowana wszechstronnie. Dużo malowała, ale malarstwu nie poświęcała zbyt dużej uwagi – robiła to tylko dla przyjemności i nigdy nie przyszło jej do głowy, by związać z tym hobby swoją przyszłość. Przez cały ten czas otrzymywała wiele propozycji pracy, w której mogłaby wykorzystać swoje artystyczne zdolności. Ona jednak nie brała ich pod uwagę, pracowała jako dozorczyni, a każdą wolną chwilę poświęcała na lekcje ruchu scenicznego itp. Dziewczyna była uparta. Nie chciała słuchać swego prawdziwego „ja”. Zachowywała się jak zombie, z umysłem podporządkowanym energetyce społeczeństwa. Ustawiła przed sobą cel, słuchając tylko swojego rozumu, i postanowiła, że dopnie swego, bez względu na cenę, jaką przyjdzie jej zapłacić.

Przy czwartym podejściu dostała się na studia. Gdyby wówczas była w stanie zrozumieć siebie, swoją świadomość, usłyszałaby mniej więcej tak brzmiącą informację: ..Tak bardzo chcesz osiągnąć swój cel, że nie zważasz na ostrzeżenia, które nieraz otrzymywałaś? Mówiły ci przecież, że to nie dla ciebie. No cóż, chcesz – dostajesz. Zapamiętaj jednak, że będziesz musiała ponosić odpowiedzialność za swój wybór”. Dziewczyna skończyła szkołę, dostała pracę w teatrze. Lecz co się dzieje – gdzie jest sukces, kwiaty, wielbiciele, tournee? Jeśli dostawała rolę. to drugoplanową, najczęściej jednak siedziała bez pracy. Do filmu też jej nie zapraszali. Życie nie układało się. Okazało się. że nie ma żadnych szans na karierę w teatrze lub kinie. Zamiast żyć błyskotliwym, barwnym życiem bohemy, klepała biedę. Zaczęła się depresja. która próbowała leczyć alkoholem. To wszystko trwało dość długo. I wtedy na szczęście przypomniała sobie o swoim zapomnianym hobby – malarstwie. Na początku płótno i farby pomogły jej zwalczyć depresję. Potem okazało się, że to przynosi pieniądze – znajomi i przyjaciele zaczęli sprzedawać jej obrazy. Teraz jest znaną malarką, która osiągnęła sukces pod każdym względem. Okazało się, ze właśnie ta droga – droga malarza – jest najbardziej optymalna dla jej samorozwoju. Pozwoliła jej na rozwój najlepszych cech duchowych, osiągnąć dobrobyt i harmonię w życiu. A przecież właśnie na tę drogę naprowadzało ją życie od samego początku. Gdyby rozumiała to wcześniej, jej los nie byłby tak ciężki, a w duszy nie nagromadziłoby się tyle bólu i cierpienia.

Narzucone z zewnątrz, niezgodne z naszą prawdziwą istotą, błędne cele i pragnienia prowadzą donikąd – tylko ku chorobom i śmierci.

Jeszcze jedna dość typowa historia. Kawaler ma romans z mężatką. To, co ich wiązało, było prawdziwą miłością, ale ona nie mogła odejść od męża, ponieważ miała małe dzieci, które potrzebowały ojca. Takie „nieoficjalne” związki również mają swój urok. Istnieje tu bliskość serc, pokrewieństwo dusz, wzajemne zrozumienie i to sacrum, które często zanika w małżeństwie. Niemniej mężczyzna postanawia, że trzeba żyć jak wszyscy, czyli ożenić się i mieć dzieci. Zostawia swoją ukochaną, Poznaje młodą i ładną kobietę. Żeni się, pojawia się dziecko. Rodzinę trzeba utrzymywać, żona żąda pieniędzy, on rozkręca biznes, na którym w ogóle się nie zna. Z żoną nie układa się, słyszy od niej tylko pretensje. W nielubianej pracy spotkają go same niepowodzenia.

Z życia zniknęła radość, zniknął sens. Natomiast z punktu widzenia znajomych i krewnych w jego życiu było wszystko w porządku – wreszcie się ustatkował. Społeczeństwo się cieszy: udało się złapać człowieka w swoje sieci energetyczne, udało się go sobie podporządkować. Po jakimś czasie u naszego bohatera wykryto nowotwór żołądka. Umarł w wieku 35 lat. Lekarze powiedzą: notoryczny stres doprowadził do choroby. Ale można to wyjaśnić w inny sposób: zdradził siebie, swoją duszę, zamieniając ją na przyjęte w społeczeństwie schematy. Wyrzekł się swojej duszy, energoinformacyjnej istoty, która jest nosicielem duszy i świadomości. Bez niej ciało również umiera. Cała jego energia poszła na dążenie do fałszywego celu.

Oto kolejny przykład. Starsza kobieta postanowiła zgromadzić 10 milionów. Odmawiała sobie wszystkiego, chodziła głodna, nie miała telewizora i lodówki, siedziała po ciemku, oszczędzając na energii. Gdy na jej koncie pojawiło się równo 10 milionów, zachorowała i umarła. Wymarzony cel został zdobyty – życie straciło dla niej sens. To kolejny przykład fałszywego celu narzuconego przez społeczeństwo, które utrzymuje, że wielkie pieniądze dają wielkie szczęście. Ten sam potencjał skierowany na siebie pozwoliłby żyć tej kobiecie o wiele dłużej.”
~Dymitr Wereszczagin

Sens życia to nie jest jakaś tajemna wiedza, to nie jest kabała nie do odgadnięcia. Tajemnica sensu życia, którego poszukują chyba wszyscy ludzie, jest dużo prostsza niż mogą sobie wyobrazić. Sens życia to inaczej robienie tego, co sprawia Ci radość. To hobby, pasja, zainteresowania. To coś, co sprawia, że na powrót, choć na chwilę stajesz się radosnym, badającym świat dzieckiem. To coś, co Cię uskrzydla i nadaje Twemu życiu wyjątkowych barw. Niektórzy nazywają to przeznaczeniem.

Jak rozpoznać swoje przeznaczenie? Rób to, co daje Ci autentyczną radość, choćby to było głupie, choćby żona burczała, choćby inni się śmiali. Przypomnij sobie, co chciałeś robić w dzieciństwie – ale tym dość wczesnym. Gdy nie było jeszcze presji koleżków z ich nieśmiertelnym „chcę zostać strażakiem / policjantem / batmanem„. Ja chciałem zostać leśnikiem, jednak to zostało skutecznie zagłuszone. Mam tylko nadzieję, że kiedyś, gdzieś tam, będę miał swój ogród.

Innym przykładem, antytezą tego trendu, jest człowiek który nie realizuje swoich pasji, zainteresowań i celów. Ale realizuje czyjeś. Realizuje tylko to, co wymaga od niego społeczeństwo, system. Przykład – 30 letni chłop, parę lat po studiach. Ileś tam zarabia, trochę więcej niż reszta niewolników kapitalizmu, co pozwala mu głosować na Nowoczesną lub Korwina (to jedno i to samo…) i mieć poczucie wyższości. Ma żonę, są małżeństwem. Żeby spełnić swoje (?) marzenia o dzieciach, ślubie, czterech kółkach, mieszkaniu – musiał wziąć kilka kredytów. Siłą rzeczy, pracuje na to po 12 godzin na dobę.

Sił, czasu i energii nie pozostaje mu na nic. Seks? Jaki seks, gdy ledwo się przyszło z pracy, a tu trzeba usypiać dzieci i wykończonym samemu iść spać. Pozostaje tęsknota za szaleństwami kawalerskiego życia (wiedzą to dobrze kobiety które miały żonatych, zwierzających się im kochanków). Pozostaje zerkanie w weekend np na stare modele w piwnicy, na rdzewiejącą motorynkę, na zakurzoną gitarę.. Czy cokolwiek innego, co dawniej dawało radość i energię. A teraz zostało odłożone na boczny tor. Bo przykre obowiązki dorosłych zabierają całe siły, czas, pieniądze i energię.

Gdy realizujemy nie nasze cele i nie nasze wartości, to dusza staje się coraz bardziej wykończona. Nie ma ona zasilania. Szybko pojawiają się rozczarowania, niespełnienie, frustracja, wypalenie zawodowe. Potem równie szybko następują różne nieszczęścia. Zdrady, rozwody, bankructwa, ale przede wszystkim choroby. Ludzie umierający na nagłe choroby w młodym wieku (25, 30, 35 lat) to ludzie których dusza, krańcowo wykończona codziennym kieratem, podjęła decyzję o zakończeniu życia by wcielić się potem w kolejne ciało i zyskać nową szansę.

Choroby autoimmunologiczne (Hashimoto, Gravesa-Basedowa, toczeń, Crochna i inne) mają rozmiar pandemiczny wśród ludzi w wieku 20 – 40 lat. Podobnie zawały serca – typowa choroba pracoholików, prezesów, dyrektorów. No i nowotwory których jest kilkanaście razy więcej niż 20 lat temu. Rozumiecie to? Choroby immunosystemu i nowotwory to obecnie pandemia większa niż AIDS, malaria i grypa razem wzięte. Nic nie tłumaczy takiego wzrostu. Owszem, więcej jest wszelkich trucizn ale to też nie jest wytłumaczenie. Bo jeśli to trucizny – to powinniśmy chorować wszyscy bez wyjątku i to w tym samym czasie, bez względu na nasz wiek.

Zdradzę Wam kolejną ciekawą tajemnicę życia, która jest niezwykle prosta, i jednocześnie jest ukrywana przed ludźmi ze wszelkich sił. Nie potrzeba do tego doktoratu z psychologii, nie potrzeba puszenia się, że „psychologia to nauka, a nie czary-mary„. I nie potrzeba też żadnej skomplikowanej, tajemnej wiedzy, za którą guru lub np coach liczy sobie kilkaset złotych od prelekcji.

Zdecydowaną większość problemów przysparzamy sobie w życiu sami. Sami je tworzymy. Wcale nie tajemnym sekretem szczęśliwego życia jest to, by nie tworzyć samemu problemów.  Zobaczcie jakie to proste, że aż wydaje się niemożliwe. Mamy w sobie strukturę nazywaną ego. Ono nastawione jest na rozwój w trudnym i okrutnym świecie, na ten program minimum minimum. Dawniej wynajdywanie różnych problemów, przeszkód i zagrożeń było konieczne by przeżyć. Nie było cywilizacji, techniki, medycyny, policji i pogotowia, czasy były bardzo trudne, a śmierć zdarzała się bardzo często.

Obecnie liczba tych negatywnych i zagrażających bodźców znacząco spadła. Konstrukcja ego jednak pozostała taka, jak setki tysięcy lat temu, gdy ludzie bardziej przypominali małpy, przynajmniej pod kątem zachowań. Więc ego sztucznie wynajduje sobie problemy, czyli paliwo, które je zasila. Emocja, jakakolwiek emocja – byleby była, byleby coś się działo, byleby nie zostać sam na sam ze swoim wnętrzem. I co oczywiste, ze strasznym stanem tegoż wnętrza.

Nie goni Cię dziki zwierz, w kiblu nie ma jadowitego pająka. Masz infekcję, skaleczenie, wyrostek, zepsuty ząb – to ta bezbożna i jakże nie-eko i nie-organic medycyna ratuje Cię przed wielodniowym konaniem w męczarniach. Nie ma dawnych stresujących bodźców, więc ego samo sobie je wymyśla. Choćby były sztuczne, bzdurne. On zaprosił jakąś koleżankę na facebooku? Dla ego żony jest to powód do wielodniowych pretensji i fochów. Ona kupiła zbyt seksowne buty na obcasie? Dla niego jest to powód do kłótni, wyzywania i obrażania.

Emocja jest? Jest. Zajęcie jest? Jest, byleby nie było nudno, byleby nie było cicho… Takich możliwych wariantów tych sztucznych, z dupy wziętych problemów, jest już nie miliony, ale miliardy miliardów. Możesz ich wygenerować nieskończenie wielką ilość, o ile chcesz. A zawsze znajdzie się powód. Wszystko może nim być, nawet… największe możliwe szczęście. Znałem nawet kobietę, która narzekała, że ma zbyt duże piersi. Wcale za duże nie były, i ona wiedziała, że ogromna większość kobiet narzeka na zbyt małe piersi. Ale chciała mieć problem, więc go sobie wymyśliła.

W relacjach i związkach ogromna większość problemów to tego typu sztucznie wymyślone problemy, z niczego. Człowiek ma jakiś obraz idealnej relacji – narzucony mu przez społeczeństwo, rodzinę, psychologię (tak, psychologię z dumą uważającą się za naukę), tradycję, religię itp. Człowiek taki patrzy na każdy szczegół, bo przecież wszystko ma być idealne, wszystko ma być dopięte dosłownie na ostatni guzik, niczym na instagramowym blogu. Gdzie nawet kibel gdzie się sra jest chyba z jakichś diamentów. Wiecie ile wtedy znajdzie się problemów?

Bo życie nie przypomina instagramowego bloga ani wypucowanego mieszkania z telenoweli, gdzie wszystko błyszczy i jest dopięte na ostatni guzik. Z większym stanem świadomości przychodzi olśnienie, że życie wcale nie musi być idealne. Że nad wieloma problemami mamy realną władzę. Jaką? Po prostu nie trzeba ich tworzyć. Wiele problemów, cierpień, ale też zobowiązań, bierzemy na siebie sami. Polecam taką postawę. Nie tylko znikną problemy, o których myślisz że rzeczywiście, racjonalnie, nie musisz tworzyć. Ale zobaczysz jak wiele problemów starych, wydawałoby się absolutnie nierozwiązywalnych, nie do uniknięcia – rozwiąże się samo, albo będzie stopniowo łagodnieć.

Do dziś pamiętam przykład mojej dawnej koleżanki – matka rodziny, uważająca siebie za uspołecznioną, ekstrawertyczną siłaczkę. Oczywiście interesowała się psychologią. Gdy się spotykaliśmy w gronie znajomych, mawiała, że skarpetki zostawione na podłodze są największymi mordercami małżeńskiej relacji. Oczywiście, nie opuszczona przez mężczyzną deska klozetowa też była dla niej wielkim problemem. To był jej świadomy, a raczej, nieświadomy wybór, wynikający z nieświadomości, kompleksów i lęków. Z czegoś co problemem nie jest, zrobiła problem.

Ciekawa historia została nagłośniona przez portal dla rodziców. Kilku trolli internetowych założyło grupę na facebooku, której oficjalnym celem jest pomoc rodzicom. Cel nieoficjalny – to trollowanie i naśmiewanie się z nich. Często w bardzo niewybredny sposób. Ale powiedzcie – czy ktokolwiek te matki czy ojców trzyma na siłę w grupie, która już po pierwszym spojrzeniu przypomina chlew? Kto im każe napinać się, walczyć, oburzać, mieć „ból dupy„? I tym samym narażać się na wyśmiewanie, ataki, czy odwet trolli? Oni sami to robią. Kat szuka ofiary, to prawda, ale z drugiej strony, to ofiara szuka kata. Tam, gdzie są głupie, strachliwe, podporządkowane stadu owce, tam są i wilki.

Poniżej żart podesłany przez czytelnika, trochę w temacie: 😉

Bóg chciał się dowiedzieć, co tam słychać na ziemi.
Aniołowie przynieśli mu wielką plazmę, Bóg wziął pilota do ręki, włączył 1-szy kanał.
A tam kobieta rodzi, wrzaski, krew, zamieszanie
– Co to takiego Piotrze, czemu ta kobieta tak cierpi – pyta Bóg
– Ależ Panie Boże, przecież sam powiedziałeś – w bólu i cierpieniu na świat przychodzić będziecie
– Hmmm, ale ja żartowałem, odpowiada Bóg
Przełącza na 2-gi kanał, a tam górnik na dole w kopalni, spocony, tylko mu oczy błyszczą, ledwie zipie
– A to co takiego Piotrze, czemu ten człowiek tak się męczy?
Panie Boże, wszak sam mówiłeś – w pocie i znoju chleb zdobywać będziecie.
– Ale ja przecież żartowałem, na to Bóg.
Włącza 3-ci kanał, a tam wielka sala, potężny, suto zastawiony stół, wykwintne potrawy, drogie wina i koniaki, a wokół siedzą same grubasy w czarnych sukniach, przepasani fioletowymi szarfami, z piuskami na głowach, radośnie biesiadują, słychać rubaszne żarty, śmiech rozbrzmiewa dookoła.
– A to kto taki, pyta Bóg?
– A to są Panie Boże ci, którzy wiedzieli, że żartowałeś

Cytuję: „Chcecie przetestować to na sobie? Dam Wam parę minut, możecie zrobić to od razu. W porządku, przebiega to mniej więcej tak. Załóżmy, że moglibyście być upojnie szczęśliwi, ale nie zdobędziecie licencjatu. Czy jesteście gotowi wymienić licencjat na szczęście? Nie dostaniecie tej dziewczyny czy tego chłopaka. Czy jesteście gotowi wymienić ich na szczęście? Co? Co o tym myślicie? Nie odniesiecie sukcesu, poniesiecie porażkę i wszyscy będą Was nazywać nieudacznikami. Ale będziecie szczęśliwi, bezmiernie szczęśliwi. Czy jesteście gotowi wymienić zdanie innych na szczęście? Dam Wam trochę czasu do namysłu.”
~Anthony de Mello

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

90% teorii spiskowych jest tworzona przez spec-służby w celu dezinformacji i zastraszania

teorie-spiskowe

To, że ludzie spiskują jeden przeciwko drugiemu, wiadomo od zawsze. Cała historia to jeden wielki spisek i konspiracja. To zakulisowe działania, sekrety kochanek królów, nieślubne dzieci, miłosne schadzki i orgie na tyłach zamków i plebani, dyskretni truciciele, potężni okultyści i magowie pozostający w cieniu, zadowalający się dyskretną kontrolą. I tak jest po dziś dzień. Wiele teorii spiskowych stało się po latach faktami opinii publicznej.

Dawniej istnienie mafii – wpływowych organizacji przestępczych, mających w ręku policję, sądy, rząd… A raczej: działających na zlecenie i pod kontrolą rządu – bo taka jest prawda.. Było uważane za teorię spiskową. Tak samo szkodliwość farmaceutyków, korupcja w nauce, upadek moralny polityki. Problem zaczyna się wtedy, gdy następuje przerost formy nad treścią.

Pojawia się coraz więcej szokujących, przerażających i przede wszystkim śmiesznych i głupich teorii spiskowych. Mają one z jednej strony siać strach, z drugiej – ośmieszać, a z trzeciej – rozprzestrzeniać dezinformację. Wiele razy pisałem w swoich artykułach, byście odważnie badali prawdę, nie bojąc się różnych modeli postrzegania świata. Ale przestrzegałem Was przed jednym – nie bądźcie, kurwa, zjebami. Czy to ezo-zjebami, czy spiskowymi zjebami. Czy jesteś osobą, z którą można na luzie napić się piwa, whisky itp, pożartować, potańczyć, zwierzyć się, poradzić, wypłakać się gdy jest potrzeba? Wierzę, że tak – bo to jest też ważne.

Wiele teorii spiskowych nas po prostu kompromituje. Są to często te, które straszą nas od niepamiętnych już czasów. III wojna światowa – Alex Jones straszy nią przynajmniej od 2005 roku. W Polsce stało się to modne w 2009 roku. A ten świat, cholera, ciągle trwa i ciągle nie chce upaść. Bo bardziej chodzi tutaj o inny upadek – upadek archetypowy człowieka zaczytanego w takich teoriach. On dokonuje podświadomej projekcji swojego upadku na świat, chłonąc coraz bardziej śmieszne i przerażające teorie spiskowe.

Ten świat przetrwał millenia kataklizmów i trudów większych, niż wszystkie wojny znane Wam z historii. Trwają wielkie zmiany na świecie, które nasi potomni nazwą epokowymi. Chyba największy ignorant i leming powoli zaczyna to dostrzegać, choćby w polityce, bo ją widać na pierwszy rzut oka. Eksperyment o nazwie gender-multikulti nie wypalił, więc ten parametr jest już powoli usuwany z systemu. Co oczywiste, zostaną dodane do niego nowe parametry. Figury na szachownicy się przesuną, linie na mapach zmienią, osoby w gabinetach będą inne.

Wczoraj Obama, dziś Trump. Wczoraj Kopacz, dziś Szydło. Przedwczoraj zaś Bush i Tusk. Ale na dobrą sprawę, czy to ma większe znaczenie? Dlaczego nadajesz temu aż tak dużą ważność? Koło życia mieli swoimi nieubłaganym tempem od eonów czasu, i będzie kręciło się nadal, nieprzerwanie. Ludzkość przeszła wspaniałą ewolucję od jaskiniowych małpoludów, ku dumnemu człowiekowi duchowości, nauki i techniki, sięgającemu gwiazd. Świat naprawdę da sobie radę bez Twoich leków, obaw, czy histerycznego strachu o przyszłość.

Z własnego doświadczenia wiem, że jedną z oznak większego przebudzania się, jest większy dystans do świata. Tak, masz wtedy bardziej wyjebane. Mniej się boisz. Towarzyszy Ci pewność że będzie dobrze i spokój, które dla tych którzy dopiero wkraczają na ścieżkę, wydają się bardzo dziwne. To jest zupełnie nowa jakość myślenia. Przykładem jest jasnowidz Jackowski. Powoli przestaje on snuć apokaliptyczne przepowiednie. Jest już zupełnie wyluzowany. Zajął się przekazywaniem potężnej i wartościowej wiedzy. Ze straszącej wojnami osoby, stał się laborantem w tym wielkim eksperymencie alternatywnych mediów i ujawnianiu wiedzy.

Stary porządek świata chwieje się w posadach, a pozorny chaos jest kluczem ku Nowemu Światowi. To, co zdezaktualizowane, co przynosiło ludziom cierpienie, co zwyczajnie się nie sprawdziło, musi odejść. Budzi to zrozumiały lęk tych, którzy boją się utraty swojej dominującej pozycji (grupy interesu) lub też zwykłych zjadaczy chleba, nie dostrzegających drugiego, a nawet trzeciego dna (geo)polityki. Nawet jeśli jest to tradycja, kultura, wartości do których przywykliście – musi to odejść.

Ludzi poznaje się po czynach, czyli efektach ich działań. Wartości także poznaje się po tym, co przyniosły w praktyce. Jaka jest ocena wartości tradycyjnych, konserwatywnych, honorowych, prawilnych? Spójrz na ten cierpiący i płaczący świat – właśnie to przyniosły te wartości. Wiem, że kojarzą się one Wam z dobrymi emocjami. Mówili o nich rodzice, dziadkowie, wujkowie, zachwalając je i dyskretnie zasiewając w Was strach na wypadek, gdyby przyszło Wam do głowy myśleć samodzielnie. Wiem, że innych nie znacie, stąd piszecie w komentarzach np o upadku obyczajów, o seksie bez miłości jako czymś złym. Ale to tylko i jednocześnie aż programowanie społeczne i systemowe. Nie ma w tym żadnej boskości, ponadczasowości, ani nawet dobra.

Nie bójcie się i nie popadajcie w rozpacz, bez względu na to, co się wydarzy. Normy społeczne, tradycja, kultura – choć wydają się potężne, bezdyskusyjne, tysiącletnie – są tak naprawdę glinianym bożkiem. A raczej glinianym gnomem. Zmieniają się wiele razy w ciągu życia jednego pokolenia, gdzieś co siedem lat. Zmieniają się, ewoluują, dojrzewają nieprzerwanie. Konserwatyzm dzisiejszy zupełnie nie przypomina topornego i siermiężnego konserwatyzmu z lat 90, po upadku komuny.

A do lat 50 czy XIX wieku nie ma nawet porównania. Także dzisiejszy katolicyzm zupełnie nie przypomina tego sprzed wojny. Wszystko się zmienia, tylko zmiana jest pewna – jest to truizm, ale często zapominany. To nie wartości upadają, ale ewoluują. To nie świat upada, ale ludzie stają się coraz bardziej zgorzkniali, nieszczęśliwi. I zaczynają postrzegać świat jako upadły, a młodzież jako zepsutą. Już kapłani starożytnego Egiptu, 5500 lat temu, narzekali na upadek obyczajów i zepsucie młodzieży.

To samo Rzymianie 2000 lat temu, z ich słynnym: „O tempora, o mores„. Gdyby darcie szat konserwatystów było prawdą, to przez tyle pokoleń świat musiałby się stoczyć w jakieś niewyobrażalne piekło, gdzie żaden, nawet najmniejszy rozwój nie byłby możliwy. Jednak tak nie jest. Świat trwa i trwa, od eonów czasu. Starsi, zgorzkniali konserwatyści narzekają i grzmią o upadku wartości. A tymczasem młodzi, jak to młodzi każdej epoki – kochają się, przeżywają miłości, zawody, powroty, pełni nadziei planują przyszłość, chcą zmieniać oblicze świata. Dopiero na starość, jeśli nie mają wiedzy, stają się zgorzkniali i pełni konserwatyzmu.

Cytat: „Masy będące nieświadomością zbiorową, podobnie jak natura rządzą się prawami pierwotnych instynktów. Dopiero zaistnienie u nich nowej jakości świadomości wygeneruje nowej jakości myśli, które dalej przełożą się na wyższe odczucia, wrażenia czy emocje. Jak mawia Bogdan każdy ma swoją drogę do prawdy. Dodam, że każdy nawet powinien mieć swoją drogę, żeby nie iść już wydeptaną ścieżką, która zapewne nas do tej prawdy nie zaprowadzi. Droga już przez kogoś odkryta zaprowadza jedynie do prawdy tego, który ją odkrył.

Tak samo myślę że dążenie do prawdy nie jest celem samym w sobie, bo prawda jest znana dla naszego Wyższego Ja, Źródła, Nadświadomości. itd. Natomiast celem jest ciągłe doświadczanie. Takim doświadczeniem bardzo bogatym zresztą jest zejście ducha w materię 3D, czyli let’s play a game. Trudno mi nazwać tę materię , matrixa, mayę czy iluzję zniewoleniem, bo dane odczucia każdy kreuje sobie sam a niektórzy mówią o wychodzeniu z tego chociaż dopiero co zamoczyli stopy. Tzw. przebudzenie daje możliwość wejścia na kolejny poziom doświadczania czegoś innego.”
~
Chrestomata

Często zapominamy, że nie trzeba non stop do czegoś w życiu dążyć. Do przebudzenia, do poznania prawdy. Często zapominamy, że życie trzeba po prostu.. przeżyć. Doświadczając, napawając się pięknem swojej różnorodnej kreacji. A co jeśli nie ma przebudzenia, tylko po prostu kolejne etapy lepszego samopoczucia, większej mocy i głębszego zrozumienia? A co, jeśli nie ma prawdy, tylko po prostu ciągłe i nieprzerwane poszerzanie zakresu wiedzy, przełamywanie kolejnych barier iluzji?

Wróćmy do tematu teorii spiskowych. Innym ważnym czynnikiem dla których są wymyślane coraz bardziej śmieszne i przerażające ich wersje, jest lęk, strach. Zauważcie to – lęk jest podstawą każdego systemu władzy, opresji, kontroli, polityki. Całe społeczeństwo opiera się na różnych lękach, na czele z lękiem przetrwania, który jest najpotężniejszym, i z którego bierze się wszelkie zło. Lęk jest mechanizmem, dzięki któremu kontroluje się masy. Bo skoro jest lęk przed czymś, to sprytna elita od razu przedstawia receptę na ten lęk. A ta recepta kosztuje bardzo dużo.

Podsuwane są więc rozwiązania na uprzednio sztucznie stworzony problem. Obrona tradycyjnych wartości, religia obiecująca raj po życiu pełnym wyrzeczeń, by elitom żyło się lepiej, czy walka o prawa mniejszości i sprzeciwianie się prawicowemu ekstremizmowi. Zawsze znajdzie się „wróg„, którego lud będzie się bał, i zawsze znajdzie się elita lub wpływowa grupa (kapłani, naukowcy, eksperci, lewacy, prawacy), która zaproponuje rozwiązanie czy ochronę. Oczywiście rozwiązanie, które jest bardzo, bardzo drogie.

Teorie spiskowe bardzo często powodują trzy destrukcyjne reakcje, które wymienię poniżej:

-strach, obawa, lęk – jedne z najsilniejszych ludzkich odczuć, zawsze zasilają ciemną stronę mocy. Jednym z najgorszych lęków jest lęk przed końcem świata. Więc na wszelkie sposoby jest on wzmagany i generowany przez media i w szczególności rzekomo niezależne portale;

-„nic się nie da zrobić„, „oni są potężni” – szczególnie w tym względzie celuje Rosja i jej sieć dziesiątków tysięcy portali rzekomo niezależnych. Rosja na portale rzekomo niezależne i na swoją autorską wersję new age i ezoteryki (bardzo konserwatywną i popularną w Polsce) wydała miliardy dolarów, by prać tak mózgi nam, świadomym. Gdyby byli tacy potężni, to ogarnęliby światową zapaść cywilizacji i biosfery i już mieliby swoje NWO. Gdyby armia Rosji była tak potężna jak ją przedstawiają te rzekomo niezależne portale, to dawno podbiłaby nie tylko całą Ziemię, ale miałaby już przyczółki nawet na Plutonie;

-bierność – skoro nic się nie da zrobić, bo są tak potężni, podświadomość / dusza przyjmuje program obojętności, wycofywania się z tak „złego” świata. Nawet nie zauważasz, gdy zaczynasz czuć się coraz gorzej, gdy masz coraz mniej energii życiowej, gdy spotyka Cię coraz więcej złych sytuacji i zdarzeń.

System i elity są oportunistyczne. Mniej ważne jest, jaki czynnik generuje pożądaną reakcję. Ideologie, religie? Elity pogardzają nimi. A przynajmniej mają je w dupie, tak jak ja i wielu moich czytelników. Na pewno nie przywiązują do nich wagi. Ideologie i religie są takimi kamieniami węgielnymi istnienia partii i organizacji. Umożliwiają konsolidację elektoratu i zarządzanie tym ludzkim zasobem. I tyle. To zwykli ludzie w nie wierzą a potem kłócą się wyzywają, obrażają, walczą ze sobą. Nie elity.

Tak samo mniej ważne jest jakie medium zasiało w dziesiątkach tysięcy ludzi ziarno strachu. Zrobił to TVN, Gazeta Wyborcza? Dla elity to dobrze. Zrobiła to Gazeta Polska czy portal Ruchu Narodowego? Też dobrze. A może strach wygenerowały media określające się jako „niezależne„, „alternatywne„, czy „konspiracyjne„? Nie ma znaczenia, też dobrze dla elity. W końcu artykuł ze strony z teoriami spiskowymi może przeczytać nawet 200.000 ludzi. Strachu będzie co nie miara. A kto te wygenerowane złe energie przechwyci i pożywi się nimi? Demiurg, zwany także pod innymi imionami: jahve, allah, szatan, marduk, pan bóg – to różne nazwy tego samego, fałszywego boga.. On także jest oportunistą i zje wszystko.

Cytat: „Nie piszę żeby nie walczyć z systemem. Jestem kawał przebiegłego drania. Ja zachęcam do rozwijania siebie, powiększania własnego zasobu wiedzy. Posiadając ją – mimochodem unikniesz zasadzek systemu. W ten sposób nie walcząc – będziesz z nim walczył. Tak więc zachęcam – ucz się i rozwijaj.”
~Bogdan56

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/