Prosta i życiowa prawda o związkach, której nikt Ci nie powie, bo na niej nie zarobi

relacje-damsko-meskie

Związki.. Ileż o nich można rozmawiać. Miliony książek – od romansów, po psychologiczne, ogrom dyskusji, żartów, dowcipów. To główny temat na terapii, czy to tej odbywającej się przy szklaneczce whisky, czy tej w gabinecie psychologa.

Pierwsza i najważniejsza prawda – nikt lub prawie nikt nam nie przekazuje rzetelnej wiedzy na temat związków. Nikt nie przekazuje też wiedzy o emocjach, relacjach, uczuciach. Nie mieli jej nasi rodzice, dziadkowie i wszystkie pokolenia żyjące od zarania dziejów. W większości spali oni snem kamiennym. Byli całkowicie we władaniu swoich emocji, zależni od nich. Nie potrafili ich kontrolować, to one kontrolowały ich. Nie rozumieli ich, w związku z czym często korzystali z nich destrukcyjnie.

To dostaliśmy w spadku my, dzieci lat 70, 80, 90, 00 – od których świat zaczyna powoli wymagać radzenia sobie z emocjami. Gdyż taki jest zamysł ewolucyjny naszej planety. Ta nowa świadomość swoich emocji wykuwa się w bólach, gdyż każdy rozwój (dziecka, dorosłego, ludzkości jako zbiorowości) odbywa się poprzez łzy i cierpienia.

Społeczeństwo, życie, świat – to gra, iluzja, rodzaj eksperymentu laboratoryjnego. Kto pozna prawdziwe reguły, nieskażone ideologiami, religiami, społecznymi stereotypami, ten wygrywa. Lub chociaż nie przegrywa tak jak zdecydowana większość, która bierze symulację o nazwie „życie” na poważnie. Nie ma powodu by brać to wszystko na poważnie, martwić się że czegoś nie masz, że ktoś ma więcej, panicznie pragnąć i gonić za nie wiadomo już czym. Zatrzymaj się. Wysiądź z pociągu który jedzie w samą przepaść. A wtedy świat sam się zatrzyma i da Ci wspaniały prezent.

Kolejna ciekawa prawda, którą chciałbym Wam przekazać, to fakt, że to nie do końca prawda, że przeciwieństwa się przyciągają. Przyciągają, na pewnym etapie, u ludzi mniej świadomych siebie i świata. Ale związek przeciwieństw najczęściej nie jest udany. A często bywa.. wybuchowy, jak w chemii, pozostawiając po sobie pożar lub powybuchowe zgliszcza.

Szczęśliwe relacje są tam, gdzie spotykają się dwie osoby świadome siebie i świata, o odpowiednio wysokiej mentalności. Cały sekret tkwi w tym, by tworzyć relacje z osobami zbliżonymi mentalnością do nas. I tu, na tym etapie, przyciągają się już podobieństwa. Jak ktoś jest nieszczęśliwy, zagubiony w świecie i emocjach, to szuka.. tych emocji. Silnych emocji – pozytywnych, ale i negatywnych. Być może szuka ich podświadomie, by mieć „materiał laboratoryjny” do przeprowadzenia doświadczeń na sobie, i nauczenia się sztuki zwanej życiem.

Nauczenia poprzez ból i cierpienie, poprzez doświadczanie. A silne emocje mogą dać niestabilni emocjonalnie i często psychicznie ludzi. Archetypy zimnego, ale drania czy wrednej suki (modliszki) są już silnie zakorzenione w społeczeństwie. Z kolei gdy ktoś ma już dużo życiowych lekcji przepracowanych, jest stabilny, emocje nie kierują nim za bardzo, to raczej jest w spokojnych związkach. Pokaż mi w jakim związku jesteś, a powiem Ci, jaka jest Twoja mentalność i świadomość.

Zaskoczę i być może zszokuję Cię czymś. Jeśli interesujesz się psychologią i jej przedłużeniem – ezoteryką, gnozą, to na pewno zahaczałeś te tematy, i to nie raz. Czytałeś więc to, jak powinna wyglądać dobra relacja. Czy jak powinno się dobrze wychowywać dzieci. Ale kłopot w tym, że zdecydowana większość ludzi nie dorosła do relacji związkowej, miłosnej. Jeszcze większa część społeczeństwa nie dorosła do tego, by być rodzicami. Ale w naszym świecie do tego wystarczy sam penis i pochwa. Więc mentalne dzieci w ciałach dorosłych, nic nie wiedzące o świecie i emocjach, szamoczące się z życiem, płodzą dzieci i przekazują im to w spadku.

Swoje lęki, kompleksy, traumy, i szereg innych złych wzorców. To jest właśnie piekło nieświadomości. Jeśli chcesz żyć lepiej, mieć lepsze, spokojniejsze relacje, które nie są roller-coasterem, to powinieneś zawsze dążyć w górę. By rozwinąć się więcej niż społeczeństwo, by być od niego lepszym. I nie ma w tym pogardy ani narcyzmu. Społeczeństwo jako masa zawsze równa w dół. Ten mechanizm musi zaistnieć, by w miarę mało ludzi było z tego społeczeństwa wykluczonych. By rozmnażało się, pracowało, brało kredyty, napędzało systemowi konsumpcję i PKB.

Jeśli chcesz być przeciętniakiem, to czekają Cię przeciętne związki, z naczelną zasadą roller-coastera. Czyli od wyżyn euforii, aż po dno upodlenia i rozpaczy. Od focha czy czegoś znacznie gorszego, po omdlewanie z rozkoszy. Co oczywiste – bodźców negatywnych będzie zdecydowana przewaga. I czekają Cię przeciętne cele w życiu – ślub, dzieci, kredyty, szarość dnia powszedniego. Taki człowiek skończy też przeciętnie. A jak kończą przeciętne rodziny, małżeństwa? Jest to kolejna zakazana prawda, tabu społeczne, ukrywane przed rozgorączkowanymi młodymi głowami. Kończą przeciętnie. Czyli źle. Nienawidząc się z każdym rokiem coraz bardziej. Podświadomie zrzucając winę za brak kolorów życia na dzieci.

Dzięki rozwoju cywilizacji i technologii, nie ma czym się denerwować, emocjonować, nie ma tych emocji, adrenaliny. Dużo mniej realnych rzeczy i wydarzeń nam zagraża. Dawniej śmierć czaiła się na każdym kroku, a adrenalina wylewała się uszami, i to kilogramami. A konstrukcja ludzkiej psychiki pozostała taka sama jak w ciemnych czasach.

Erich Fromm mawiał, że technicznie jesteśmy w erze atomowej, a emocjonalnie – w erze kamienia łupanego. Człowiek domaga się wciąż emocji i adrenaliny. Jakichkolwiek emocji, byle tylko były. Byle tylko coś się działo, byle tylko uciec od tej przerażającej ciszy. Podczas której ukazuje się głębia naszego jestestwa – opłakana głębia. Człowiek chce też za wszelką cenę uciec od przeraźliwej pustki swego jestestwa. Stąd wyszukuje sobie problemy, zagrożenia, choćby były one irracjonalne, z dupy wzięte.

Czyli tworzy je sobie z powietrza, z niczego. Wie to np mężczyzna, który jest z kobietą strzelającą przysłowiowe fochy. Nie chodzi wcale o merytoryczną wartość focha, bo jej najczęściej nie ma zupełnie. Chodzi o pokarm dla przerażonego umysłu i ego. Znałem ludzi, którzy jadąc na wieś, nad jeziorko, musieli mieć cały czas puszczony z radia heavy metal – muzykę brutalną, pełną przemocy. Rozumiecie to? Oni nie wytrzymywali tej ciszy, bezczynności. Tak samo zrobili kiedyś eksperyment, w którym po godzinie bezczynności, bez żadnych bodźców, niektórzy uczestnicy woleli się razić paralizatorem.

Osoba która jest nieświadoma, ma niską mentalność, która szarpie się z życiem i emocjami, nie rozumiejąc ich – wykazuje bardzo specyficzne zachowania w związkach i relacjach. Oto kilka z nich: zazdrość, zaborczość i chęć kontrolowania, obrażanie się o znajomości realne bądź internetowe, brak zaufania, urządzanie fochów (najczęściej o nic lub o absurdalne rzeczy), obrażanie się, grożenie odejściem, krzyki, awantury. Będzie miała obraz idealnej relacji i będzie wkurzać się o wszystko, o każdą bzdurę.

Bo przecież życie ma być dla niej niczym blog na instagramie. Gdzie nawet sracz ma błyszczeć. Będzie Cię próbowała zmieniać na siłę, byś tym ideałem z obrazka, a raczej z ekranu TV się stał. Taka osoba jest mentalnym dzieckiem – przerażonym i zagubionym – niezależnie od tego, w jakim wieku jest jej ciało. Jest także najczęściej duchowym dzieckiem (młoda dusza), ale to inny, grubszy temat. Nie, to nie jest normalność. To jest choroba, to społeczno-mentalne niewolnictwo, to patologia, której hołduje większość społeczeństwa.

Z tak postępującą osobą prawdziwej i szczerej relacji nie będzie. Będzie roller-coaster w którym nawzajem będziecie się ranić. Potem może ślub, kredyty itp, i niszcząca duszę szarość dnia. Tacy ludzie mają swój świat i swoje doświadczenia. Jeśli jesteś ponad – najlepiej nie wchodź w ich świat. Wchodząc w ich świat sam będziesz cierpiał, a im nie pomożesz. Nie zmienisz też ich, bo im takie trudne życiowe lekcje są potrzebne. Walcząc z nimi i gardząc, także narażasz się na cierpienie. Jedyna recepta, to mądrze i spokojnie się zdystansować. I nie jest to unikanie relacji. Tu klasyczna psychologia nie ma racji, bo przed takimi ludźmi trzeba się bronić.

Na koniec felietonu: wielu mężczyzn zastanawia się, jak wyjść z friendzone. Są zakochani w kobiecie, która zaproponowała im tylko przyjaźń. Za to ta kobieta woli niegrzecznego chłopca, drania, który zdradza, pije i bije. Ale jest on taki pociągający. Kobieta zwierza się przyjacielowi z tego, jaki to drań jest draniem, jak nie szanuje, jak źle traktuje. Ale nie słucha rad przyjaciela, i nie odejdzie od drania, stale do niego wraca.

Moja rada: jak wyjść z takiego friendzone? Nie chciej wyjść z takiego friendzone ku związkowi z kobietą o takiej mentalności. Ona właśnie tych złych doświadczeń z dupkiem potrzebuje do rozwoju. Zastanów się też, co jest w Tobie nie tak, skoro takie kobiety przyciągasz. Płeć przeciwna i relacje z nią są lustrem nas samych, wiele o nas mówią. To co napisałem w tych dwóch akapitach, odnosi się także w drugą stronę – relacja zimna suka i ciepły mężczyzna. Mężczyzna w friendzone powinien nabrać swojej wewnętrznej, męskiej mocy, w wariancie pozytywnym, a więc innym niż agresywno-patriarchalny. Powinien też przepracować swoje traumy i kompleksy.

Autor: Jarek Kefir, z wiedzy i inspiracji bliskich osób 🙂

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Ego odpowiada za naszą zależność od systemu. Jak się uwolnić?

ego

Zapraszam do przeczytania artykułu z magazynu Resurgence, z roku 1987. Został on przeprowadzony z Davidem Bohmem, fizykiem, filozofem i gnostykiem. Opowiada on o ego i o tym, jaką pułapką ono jest.

Ego i umysł są w prostej linii reprezentantem interesów społeczeństwa, systemu, matrixa. A więc interesów… matki natury, bo natura to system, natura to matrix. Zdaje się ono być więzieniem, jednak konstrukcja umysł-ego została wprowadzona w pewnym momencie jako „nakładka systemowa„. Po sielance Edenu, gdzie żyliśmy szczęśliwie, ale mieliśmy jeszcze niższą świadomość niż teraz – praktycznie zwierzęcą – był minimalny skok świadomości. W postaci powstania ludzkiego ego i umysłu.

Poznaliśmy wtedy czym jest dobro i zło, bo wcześniej niczym zwierzęta nie znaliśmy tych pojęć. Grzechem pierworodnym z tym związanym, było powstanie lęku przetrwania – najgorszego ludzkiego lęku. To on jest praprzyczyną wszelkiego zła. Bo skoro w świecie trudno przetrwać, to trzeba robić wszystko, by przeżyć. Choćby po trupach, choćby ceną tego było zło zadawane drugiej istocie.

Zostaliśmy wygnani z raju. Od teraz skazani jesteśmy na piekło ciągle narastających pragnień, konfrontowane z surowością świata jak i z tym, że nie starcza dla wszystkich. Pracujemy w znoju i trudzie, od tysiącleci za przysłowiową miskę ryżu. Dziś za najniższą krajową. Dzieci rodzą się w bólu a potem doświadczają bólu w życiu, wchodząc w dorosłość zranieni.

Ego i umysł nastawione są na dwa programy bazowe:

Pierwszy z nich, to ciągłe i ciągłe pragnienia. Gdy zaspokoisz jedno z tych pragnień, pojawia się kilka chwil ekscytacji, a potem.. wręcz coś w stylu rozczarowania. I ego wtedy podsuwa kolejne i kolejne pragnienia. Przypomnij sobie jak kupowałeś samochód. Auto – blaszana, spalinowa puszka na kołach do przemieszczania się z miejsca w miejsce, jest owiana u nas aurą niesamowitej magii, wręcz legendy. Nie trudno zgadnąć dlaczego – w kulturze patriarchalnej przedłuża chłopcom penisy. Czekałeś na kupno samochodu długo, z wypiekami na twarzy. Miałeś być wtedy szczęśliwy. Sąsiedzi mieli zazdrościć. Tymczasem kilka tygodni powoziłeś się z dumą w nowej furze, a potem.. zupełnie Ci spowszedniała. Ale właśnie wtedy zacząłeś pragnąć o czymś innym, kolejnym.

Jaki jest tego cel? Jeden z wybitnych ekonomistów mawiał, że ostatecznym celem ludzkiego ego jest władza nad cała Ziemią, nad światem podległych mu niewolników. Ale nawet wtedy ego nie zostanie zaspokojone. U szczytu kariery, możliwości, różnie pojmowanych, pojawia się.. ogromne, życiowe rozczarowanie, często z czymś takim jak zawał czy udar w pakiecie. Z jednej strony, jest to niezbędne, by cywilizacja trwała i rozwijała się. Bez tego nie byłby możliwy nawet ten minimalny rozwój. Z drugiej strony, czyni nas to wiecznie niespełnionymi, spragnionymi i nieszczęśliwymi. Bo tyle jest opcji i możliwości, a polski biznesmen płaci tak mało, bo przecież musi z czegoś kupić ten trzeci z kolei jacht.

Drugi program ego i umysłu to ciągłe wyszukiwanie zagrożeń. Było to potrzebne i wciąż jest potrzebne. Umysł wyszukuje zagrożeń i dostrzega w wielu aspektach rzeczywistości zło, po to, by nas chronić przed złem świata. Tak samo umysł ma za zadanie komplikować, czynić proste rzeczy trudnymi, by wymuszać rozwój. Związane jest to z wieloma kłopotami. Czyni nas nieszczęśliwymi. No i kiedyś było tyle zagrożeń, niebezpieczeństw. Adrenalina dosłownie wylewała się kilogramami uszami i wszystkimi innymi otworami. A teraz? Tych negatywnych bodźców jest dużo mniej.

Bo mamy medycynę która ochroni przed śmiercią w męczarniach. Mamy policję, która ochroni kraj przed jebiącymi policje chłopcami, i tym samym, stanięcia się drugą Somalią. Mamy też armię która ochroni kraj przed inwazją islamu. No nie ma czym się denerwować, emocjonować, nie ma tych emocji, adrenaliny. A konstrukcja umysł-ego pozostała taka sama. Erich Fromm mawiał, że technicznie jesteśmy w erze atomowej, a emocjonalnie – w erze kamienia łupanego. Konstrukcja ta domaga się wciąż emocji i adrenaliny. Człowiek chce też za wszelką cenę uciec od przeraźliwej pustki swego jestestwa. Stąd ego-umysł wyszukuje sobie problemy, zagrożenia, choćby były one irracjonalne.

Czyli tworzy je sobie z powietrza, z niczego. Wie to np mężczyzna, który jest z kobietą strzelającą przysłowiowe fochy. Nie chodzi wcale o merytoryczną wartość focha, bo jej najczęściej nie ma zupełnie. Chodzi o pokarm dla przerażonego umysłu i ego. Znałem ludzi, którzy jadąc na wieś, nad jeziorko, musieli mieć cały czas puszczony z radia heavy metal – muzykę brutalną, pełną przemocy. Rozumiecie to? Oni nie wytrzymywali tej ciszy, bezczynności. Tak samo zrobili kiedyś eksperyment, w którym po godzinie bezczynności, bez żadnych bodźców, niektórzy uczestnicy woleli się razić paralizatorem.

Ale jest wyjście. Kluczowa jest obserwacja tego i stopniowe oddzielanie się od władzy ego i umysłu. Jednak tylko niewielka liczba ludzi jest zdolna do tego wielkiego dzieła przemiany. Cała reszta duszyczek słabo rozwiniętych (tzw „owiec„), śpi na jawie tak głęboko, że musi być przez coś kontrolowana. Przez siłę, która czuwa nad tym, by przerabiali oni często trudne i bolesne życiowe lekcje. To jest ta tajemnica, dlaczego Ty, będąc przyjacielem kobiety, która jest niszczona przez swojego chłopaka-drania, nie jesteś w stanie jej pomóc.

Ona i tak do niego wróci, nie posłucha Twoich argumentów. A gdy poraniona się z takim rozstanie, za jakiś czas znów weźmie sobie drania na partnera. Dlaczego? Ponieważ jej dusza takich doświadczeń potrzebuje, takie doświadczenia wybrała przed narodzinami. I ta konstrukcja czuwa nad ich przebiegiem i chroni ją przed Twoimi logicznymi argumentami. Stąd bierze się inna potrzeba – selekcjonowania ludzi. Twórzmy nasz własny mini-system z ludźmi o podobnej do nas mentalności i świadomości.

Z osobą, która jest zazdrosna że dodałeś kogoś na facebooku, która strzela fochy, która chce Cię kontrolować, nie ufa, która śpi snem kamiennym i jest niewolnikiem emocji, nie rozumie ich – nie będzie żadnej relacji, nie będzie związku. Będzie co najwyżej to, co jest u miliardów ludzi – transakcja handlowa wymienna. Możliwe że zakończona ślubem, a po latach coraz większym nienawidzeniem się nawzajem i wychowaniem poranionych, skrzywdzonych dzieci.

A poniżej wklejam wywiad z Davidem Bohmem:

Cytat: „Rozwiązanie jest bardzo proste, kiedy widzimy, że ta idea jest fałszywa to ona odchodzi, kiedy widzimy, że coś jest niekorzystne, nie robimy tego. Mówimy: „Nie muszę tego robić”. Ale kłopot z ego jest taki, że obejmuje ono defensywną reakcję przeciwko zobaczeniu tego. Umysł ochrania sam siebie. Ego zakłada, że to jest fundamentalnie ważne a zatem automatycznie broni się przed wszystkim co mogłoby zakwestionować ego. To jak wirus AIDS gdy atakuje system obronny. Ego jest wirusem, który zaatakował naturalny system obronny. Od razu gdy koncept jest zakładany jako mający absolutną konieczność, cały system, ciało, umysł przyjmuje postawę nieustępliwości. Jest solidny i sztywny. Jest podwójnie nieustępliwy. Po pierwsze mamy koncept i po drugie jest tu założenie, „nie mogę zmienić konceptu”. Jest w tym nie tylko konieczność ale też konieczność konieczności. Ale jest coś głębszego w ludzkiej istocie, ponad zwykłym świadomym umysłem, co może się przebudzić i zobaczyć fałsz ego – a zatem jest to tym co musi się przebudzić.

Sathish Kumar: Mówisz o wizji ego które jest ograniczone do funkcjonowania. Jak to zainicjować?

David Bohm: Nie możesz sobie nic narzucić ponieważ to tylko stworzy konflikt – ponieważ to nieświadome roszczenie ego by operować. Jeżeli postawisz u góry tego żądanie, że nie powinno operować skutkiem będzie konflikt i pomieszanie. Nie ma celu próbować się kontrolować ponieważ impuls kontrolowania pochodzi od samej myśli, jako rzecz która musi być kontrolowana.

To co potrzebne to percepcja przebudzenia głębszych poziomów w umyśle, które mogą postrzec jak operuje umysł. Potrzebujemy rodzaju samo-percepcji, przez którą koncept czy myśl byłaby świadoma swej własnej aktywności. Głębszy umysł po zobaczeniu, że to tylko myśl, mógłby wtedy rozpoznać ją jako będącą bez znaczenia i to miało by efekt.

Teraz pytanie jak to jest możliwe? Myślę, że jedynym sposobem jest obserwowane tego co się w tobie dzieje. To oznacza nie represjonowanie i nie uleganie. Jeżeli podążasz za impulsem, możesz zaakceptować założenia za nim się kryjące. Jeżeli go represjonujesz, nic nie zobaczysz. Jest stan pomiędzy, gdzie jest to zawieszone. Przypuśćmy, że jesteś zagniewany. Nikogo nie uderzyłeś, werbalnie czy fizycznie ale widzisz co gniew ci robi. Jeżeli zostaniesz z gniewem, obserwując go, wtedy zaczniesz uzyskiwać wgląd w to jak on pracuje. To początek tego jak można zainicjować zmianę.

Sathish Kumar: Mówimy o samej filozofii. Czy widzisz naukę i filozofię jako wzajemnie splecione?

David Bohm: W Anglii i Szkocji Nauka zwykła być nazywaną Filozofią Naturalną. Ale to się stopniowo zmieniło. Teraz mamy twardogłowych naukowców, którzy mogą myśleć tylko o faktach i logice. Naukowe ego ma wizerunek siebie samego jako bardzo twardego, trzymającego się faktów i niesentymentalnych działań, ono się samoidealizacje. Formułuje ono również wizerunek przeciwnej strony, „miękkiej” części ludzi, którzy są filozoficzni i o pomieszanych umysłach. Ludzie lubią tworzyć własne wizerunki (jak grupy popowe czy inne) i czerpią z tych wizerunków przyjemność.

Nie ma naturalnego podziału pomiędzy Nauką a Filozofią. To wszystko jest częścią jednej ludzkiej aktywności. Ta specjalizacja jest po prostu wynikiem zestawu założeń, które stworzyły nasze upadające społeczeństwo. Ogólny obłęd społeczności pomógł doprowadzić do tego podziału, tej fragmentaryzacji: Wszystko musi być odseparowane od wszystkiego i wszystko musi być twarde i ostre i dawać wrażenie siły. To się zmieni gdy zmienią się ludzie. Ludzie muszą się zmienić. Czy może to pójdzie razem, ale nie możesz zmienić Nauki bez zmieniania ludzi.

Satish Kumar: Czy to fenomen Zachodniej cywilizacji bazującej na pragnieniu pożądania coraz więcej i więcej materialnych rzeczy?

David Bohm: Wschód podąża za przykładem Zachodu. Chcą tego samego. Rozmawiałem z kimś kto odwiedził pewne bardziej prymitywne plemiona w Afryce i Ameryce Południowej. Ludzie tam wydają się być szczęśliwsi niż my. Wiele się śmieją i uśmiechają, podczas gdy na Zachodzie rzadko widzimy uśmiechniętych ludzi. Ale życie w Afryce jest bardzo trudne i ludzie nie chcą żyć w ten sposób, są zafascynowani technologią. Wydają sobie nie zdawać sprawy w jaką pułapkę się pakują. Gdy widzisz owoce technologi, wygląda to strasznie atrakcyjnie, ludzie nie mogą się oprzeć. To budzi pragnienie. Technologia daje nadzieję bogactwa i również te wszystkie błyskotki, tak ładnie wyglądające gadżety. Tak uwodzące i zwodzące, że ludzie zaczynają ich pragnąć.

Wcześniej także zwykłam dzielić tę nadzieję, że technologia przyniesie postęp i uczyni rzeczy lepszymi. Ta nadzieja rzeczywiście była u mnie aż do czasu Drugiej Wojny Światowej. Po wojnie zaczęła ona stopniowo zanikać. W latach sześćdziesiątych mieliśmy okres dobrobytu, ale ludzie znaleźli to bardzo pustym. Przez wyścig zbrojeń kontynuowaliśmy dryfowanie ku wojnie. Zdałem sobie sprawę, że im większą moc posiadają ludzie, tym bardziej to niebezpieczne. I stało się jasne, że technologia niszczy ekologiczną równowagę planety i że nie może rozwiązać problemów ekonomicznych i nie może pomóc nam sprawić by warto było żyć. Było w tym rosnące niezadowolenie. Ludzie brali narkotyki i stawali się sfrustrowani. Pojawiło się poczucie skazania i lęk, że nasza cywilizacja może nie przetrwać.

I tak zacząłem się zastanawiać czy to rzeczywiście właściwa droga? Wydawało mi się, że mechanistyczna filozofia jest bardzo destrukcyjna. Gdyby podążyć za jej logiczną konkluzją spowodowałoby to podważenie sensu życia i uczyniłoby naszą ludzką egzystencję całkowicie bezcelową. Mechanistyczna filozofia oznacza, że świat jest tylko mnóstwem rzeczy przemieszczających się wokół zadowalających równań.

Satish Kumar: Czy był jakiś szczególny punkt zwrotny w twoim wypadku?

David Bohm: To było raczej stopniowe. Mogłem zobaczyć, że mapa polityczna była całkiem beznadziejna i mogłem również zobaczyć, że naukowcy byli dokładnie tacy sami, jak inni ludzie, pochwyceni przez zazdrość i uprzedzeni na korzyść swych idei. Chcieli zysku ze swych pozycji, zdobycia dobrej pracy czy stania się sławnymi i wpływowymi. Chcieli zaspokojenia ego. Naukowcy byli jak biznesmeni traktujący naukę za swój interes. W tym punkcie spotkałem Krishnamurtiego i rozmawiając z nim zdałem sobie jasno sprawę, że było coś ponad nauką co trzeba wziąć pod uwagę.

Satish Kumar: Co w twoim spotkaniu z Krishnamurtim było głównym ważnym dla ciebie tematem?

David Bohm: Cóż, były to dwie rzeczy. Pierwsza, pokazał mi, że coś poszło źle z ludzką myślą jako całością i że pomieszanie myśli stoi za całym tym problemem. Myśl którą uważaliśmy za najwyższe osiągnięcie, w rzeczywistości nas niszczyła. To nie tak, że myśl sama w sobie jest zła, ale, że coś poszło z nią źle. Drugim punktem było, czy jest jakaś rzeczywistość ponad myślą od strony której musimy ruszyć – nawet nasze myśli muszą ruszyć stamtąd.

Satish Kumar: Jak doszło do tego, że napisałeś książkę „Ukryty Porządek”? Co sprawiło, że zobaczyłeś cały system wszechświata jako ukryty porządek?

David Bohm: Moja książka była próbą zrozumienia teorii kwantowej. By ją zrozumieć nie można pozostać w obrębie starego kartezjańskiego mechanicznego poglądu, że rzeczy są odseparowane od siebie i bez wzajemnej relacji. W fizyce kwantowej jest tam proces rozwijania. Ten proces występuje nie tylko w fizyce ale również w życiu, w umyśle i w świadomości. W tym porządku wszystko jest w wewnętrznej relacji. Separacja jest relatywna i nie absolutna.

Sathish Kumar: Jako naukowiec czy zobaczyłeś to matematycznie?

David Bohm: Wpierw zobaczyłem to intuicyjnie, ale była w tym również matematyka. Matematyka ma rodzaj intuicyjnego znaczenia jak rozwinięcie. Ukryty porządek sugeruje że umysł obejmuje cały wszechświat i wszechświat obejmuje umysł. Zgodnie z tym co znaczą dla ciebie rzeczy tak to oddziałuje na całe ciało. Jeżeli zobaczysz cień ciemną nocą, jeżeli to oznacza napad, całe ciało się aktywizuje, chemia, adrenalina, mięśnie, serce. Jeżeli to tylko cień, jest inaczej. Zgodnie z tym co rzeczy dla nas znaczą, tworzymy budynki i fabryki i drogi i związki z ludźmi. Wszystko co widzimy to rezultat myśli. Zatem widzę myśl rozwijającą się w fizyczny świat i vice versa. Nie ma różnicy pomiędzy umysłem i materią. Jedno przechodzi w drugie. Nie ma ruchu myśli bez czegoś co wydarzyło się w materii mózgu i vice versa. Ale materialista mówi, że umysł jest tylko formą materii i ruch molekuł jest rzeczywistością. Cóż, nie uważam, że to rzeczywiście oddaje sprawiedliwość temu co się wydarza. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, że to co robi nie ma znaczenia i jest przypadkowym ruchem molekuł. Na przykład nawet materialista lubi powiedzieć, że to co widzi to prawda. Czy powiedziałby: „moje molekuły spowodowały, że faworyzuję pogląd materialistyczny i poza tym nie ma to znaczenia?” Nie, powie on: „To ma znaczenie. Mój punkt widzenia jest słuszny i inni się mylą”. Nikt nie wydaje się żyć zgodnie z mechanistycznym punktem widzenia. Opozycyjny pogląd jest idealistyczny mówiący, że materia jest formą umysłu. To jest to co proponował Hegel. Materia jest myślą uniwersalnego umysłu. Nie można powiedzieć, że to po prostu ludzki umysł. Na pewnym etapie dokonujesz skoku ku uniwersalnemu umysłowi. Ale ja proponuję punkt widzenia, że umysł i materia są dwoma aspektami jednego procesu. W każdym punkcie jest kierunek północny i południowy. Ale nie są one nigdy odseparowane. Nigdy nie możesz powiedzieć, że północ istnieje w jednym miejscu a południe w innym. Dlatego materia i znaczenie są dwoma aspektami, czy dwoma sposobami jednego ruchu. Pogląd który sugeruję nie jest redukcjonistyczny i nie jest mechanistyczny, ponieważ materia jest zdolna do nieograniczonej subtelności i umysł zawsze ma jakiś materialistyczny aspekt. To jak forma i zawartość. Każda forma jest zawartością i każda zawartość jest formą.

Sathish Kumar: Czy widzisz jakąś nadzieję dla zachodniego mechanistycznego społeczeństwa?

David Bohm: Po drugiej wojnie światowej była spora nadzieja, że Zachód może rozwiązać swe podstawowe problemy i stworzyć rozumne społeczeństwo. Większość ludzi powiedziała: mieliśmy trudny czas w naszym życiu ale jesteśmy przekonani, że nasze dzieci będą się miały lepsze życie. Kiedy dorastałem, wszyscy tak mówili. Teraz prawie wszyscy mówią, że nasze dzieci będą się miały gorzej. To znak, że Zachodnie społeczeństwo upada, nie tylko duchowo ale również materialnie. Podwyższenie standardu technologicznego nie jest połączone z równą dystrybucją materialnego dobrobytu. Faktycznie materialny dobrobyt nie jest taki jaki był dwadzieścia lat temu. Większość miast się dezintegruje. Są brzydkie i się rozpadają. Na przykład transport publiczny pomału zanika. Zamiast tego masz te wielkie masy samochodów tkwiących na drogach i ludzi spędzających godziny by dotrzeć i wrócić z pracy. Myślę, że mamy trudniejszy czas niż przedtem.
Gdy byłem dzieckiem, mogłeś zostawić swoje drzwi otwarte w nocy i czułeś się wolny by iść dokądkolwiek. Nikt nie atakował dzieci. Teraz ludzie boją się chodzić ulicami. Miejskie gangi biją starszych ludzi. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie słyszało się by kryminaliści bili starszych ludzi tylko dla samej zabawy. Widzę oznaki demoralizacji. Duchowe cechy społeczeństwa pomału słabną. Ludzie coraz bardziej są skoncentrowani na materialnych korzyściach i presja utrzymania pracy jest coraz większa. Ludzie już dłużej nie czują się bezpieczni lecąc samolotem z uwagi na terroryzm. Ci szaleni ludzie przyjdą i zabiją 10, 20, 50 wybranych na chybił trafił osób. To szaleńcy, czyż nie? Coś musiało spowodować ich szaleństwo. To musi być nasze społeczeństwo.

Satish Kumar: Zatem, tak jak to opisujesz, do czego to prowadzi?

David Bohm: Cóż, widzę że prowadzi to do upadku naszej cywilizacji, ale to niebezpieczeństwo nie musi być powolnym upadkiem. Jest zagrożenie nuklearne. Jeżeli pomyślisz o następnych 50, 100, 200 latach trudno zobaczyć dobrą przyszłość. Politycy są przeciętni i nie wiedzą co robią. Trudno sobie wyobrazić żeby to się kontynuowało przez 200 lat bez jakiejś wielkiej eksplozji. Jest też upadek ekologiczny, jak i ekonomiczny. Trzeci świat nie jest w stanie spłacać swoich długów i jest w znacznie gorszej sytuacji niż dwadzieścia lat temu. Także widzę kryzys jeden za drugim. W tej sytuacji jest pocieszające, że ludzie zaczynają rozumieć iż kłopot jest znacznie głębszy niż po prostu standard życia. Ludzkie istoty nie rozumieją co się dzieje gdy myślą. Ludziom wydaje się, że myśl jest neutralna i po prostu się kontynuuje, bez dalszych konsekwencji; gdy skończona, jest skończona. Ale nie. Pozostawia ona ślad w ludziach. Myślenie może stworzyć olbrzymie zakłócenia w ciele. Myśl przechodzi pomiędzy ludźmi. Na przykład, jeżeli jesteś zagniewany, mówisz: „on mnie źle potraktował, potrącił mnie, to co mi zrobił jest zniewagą”. Wszystko to, cała ta zachodząca nienawiść i gniew będzie się powiększać. Powiększać między jednostkami czy grupami czy pomiędzy narodami. Ale co jest za tym to założenie, że ego lub to z czym się ego identyfikuje, jak kraj czy religia jest najlepszą rzeczą. Niemcy zwykli śpiewać „Deutschland, Deutschland Uber alles” (Niemcy ponad wszystko). To bardzo prosty koncept, ale oznacza on, że możesz zniszczyć wszystko gdy Niemcy czy Francja czy Ameryka mają pierwszeństwo. Kraj jest konceptem ego. Gdyby nie koncept „Niemcy” nie było by Niemiec ponieważ to on utrzymuje całą rzecz razem. Byłby tylko ląd i skały i drzewa i budynki. To jak General Motors. Bez konceptu „General Motors” nie ma General Motors.

Kiedy jesteśmy niewolnikami konceptu wtedy ten koncept ma na nas olbrzymi wpływ. Coś w nas pobudza. Ale założenie jest, że ta rzecz nie ma nic wspólnego z konceptem, to „ja” jest zaangażowane nie koncept. Dalej staje się konieczne stworzenie iluzji, że koncept to ja a zatem nadanie mu olbrzymiego znaczenia. Wszystko to tworzy myśli. Osoba myśli coś, dalej skłania się do działania bez myślenia. Jeżeli myślisz, że piętro jest parterem, twoje ciało skłania się by w to wierzyć, aż znajdziesz przeciwko temu dowód. Jeżeli myślisz „on jest moim wrogiem” jesteś skłonny spotkać go jako wroga. Ta myślowa konfuzja czyni problemy nierozwiązywalnymi, ponieważ powstaje proces bronienia iluzji, czy to będziesz ty sam, czy twój kraj, czy twoja religia, czy cokolwiek. By bronić iluzji musisz niszczyć rzeczywistość. Broniąc iluzji ludzie niszczą rzeczywisty świat z nami samymi. Czym więcej proponują rozwiązań tym gorsza staje się choroba – ponieważ większość z tego to ten sam proces. Ludzie jakby rozwinęli zdolność myślenia bez wiedzy co te myślenie jest w stanie sprawić. Pomału wpadają w tą pułapkę. Teraz stało się to bardzo niebezpieczne. W Erze Kamiennej nie było to tak niebezpieczne ponieważ broń nie była bardzo niebezpieczna. Ale pytanie jest czy możemy zrealizować nasz potencjał do wzniesienia się na wyższy poziom. Czy możemy zrealizować ten potencjał zanim ten proces nas zniszczy?

Sathish Kumar: Zatem musimy się nauczyć bycia wolnymi od konceptu?

David Bohm: Ale to nie takie łatwe, ponieważ koncepcje jawią się być nie-koncepcjami. Dziecko które podlegało konceptowi narodowości czy religii, nie doświadcza tego jako koncept ale jako przemożną rzeczywistość. Nie możemy pozbyć się konceptów ale musimy uwolnić się od iluzji, że „koncepty są rzeczywistymi rzeczami”. Musimy być wolni od błędnego myślenia przez które przypisujemy konceptowi znaczenie rzeczywistości. Na przykład weźmy pieniądze. Ludzie doświadczają pieniędzy jako czegoś rzeczywistego. Ale czym są pieniądze? To koncept; ma on pewne znaczenie. Przede wszystkim pieniądze to było złoto. Dalej papier. Teraz to nawet nie papier a komputerowa wirtualność. I tak coś niesubstancjalnego ma znaczenie przypisywane pieniądzu. Ale ludzie traktują pieniądze jak obiektywną rzeczywistość, mówiąc o wartości pieniądza, koszcie efektywności etc. Pieniądze stały się dominantem, idą pierwsze; ludzie mówią że pieniądze są esencjonalną wartością. Wszystko jest oceniane w pieniądzach. Ale pieniądze są niczym. To tylko koncept. Może gdy ludzie się zatrzymają i pomyślą, wtedy będą mogli poznać, że pieniądze to tylko sprawa konwenansu. Lecz gdy przychodzi czas lokowania pieniędzy nie myślą oni o nich jako o konwenansie. Myślą o nich jako o bogactwie, rzeczywistości. Jeżeli potrafilibyśmy pieniądze traktować jako konwenans, wiele kłopotów na świecie byłoby łatwiejszych.

Sathish Kumar: Podobnie powinniśmy używać koncept kraju czy religii czy rodziny jako wygodne koncepcje. Musimy tworzyć pewne wygodne ustalenia. Ale jeżeli powiesz „to jest ponad wszystko” wtedy żyjemy w iluzji. urodziłem się z mojej matki, bardzo kocham moją matkę. Ale to nie znaczy, że moja matka jest w jakiś sposób lepsza od twojej.

David Bohm: Słusznie. Jesteśmy wzajemnie powiązani i jeżeli twój kraj pójdzie na dno, mój ostatecznie skończy tak samo. Gdyby nie to pomieszanie u ludzkich istot nie byłoby problemu. To jak choroba. Ja nazywam to chorobą świadomości. Mógłbym porównać to do zaraźliwego raka. Każdy może rozwinąć tą chorobę i roznosi się ona bardzo szybko. Jeżeli złapałeś to od kogoś, przejąłeś parę cząstek ale ty sam już je rozmnażasz. Także nie ma sensu mówienie „złapałem to od ciebie” jak mówią o azjatyckiej grypie.
David Bohm „Wirus Ego”
Źródło: Artykuł z Magazynu Resurgence 1987

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Zaskakujące przyczyny patologii społecznych. To naprawdę aż tak proste!

spoleczenstwo

Wklejam nagranie video sprzed prawie siedmiu lat o patologiach społecznych. Jest to część filmu Zeitgeist – Moving Forward. Choć nagrywano to lata temu, w innych warunkach geopolitycznych, to przesłanie tego filmu zaczyna procentować jak i docierać do szerszych mas dopiero teraz.

Rozejrzyj się. Społeczeństwo jest chore. Składa się z chorych psychicznie ludzi, śpiących na jawie. Śniących swój własny, matrixowy koszmar. Słabi, chorzy, zlęknieni, zakompleksieni rodzice, przekazują to wszystko dzieciom. A to wszystko nazwano procesem wychowywania, socjalizacji. Tymczasem jest to raczej proces ograniczania potencjału dzieci tak, by równały do szarej, ignoranckiej masy.

To, co mamy obecnie w społeczeństwie – wszystkie problemy ludzkiej natury – są bezpośrednim odwzorowaniem systemu głównego. Różni ludzie nazywają go różnymi nazwami: matrix, hologram oszustwa, iluzja, system, demiurg, jahwe, a także.. matka natura. Wszystkie globalne problemy biorą się z takiego a nie innego zaprogramowania systemu głównego – czyli natury. Ekonomia, polityka, kapitalizm, hierarchizm, religie, ideologie, patriarchat, i szereg innych rządzących ludzkością podsystemów, jest odwzorowaniem praw ziemskiej natury.

Natury, która nastawiona jest na zwierzęcość, na przetrwanie i rozmnażanie za wszelką cenę, choćby po trupach. Na rywalizację zamiast współpracy, na mentalność niedoboru i lęk przetrwania. Z mentalności niedoboru, która jest tym symbolicznym „grzechem pierworodnym„, bierze się lęk przetrwania. Skoro zasoby środowiska (pokarm, woda, legowiska, miejsce do życia, partnerzy) są ograniczone, to znaczy że nie starczy dla wszystkich.

Skoro nie starczy dla wszystkich – więc trzeba robić wszystko, by mieć, bo można w takim świecie przecież zginąć. Więc można wyrządzać innym istotom zło, zabierać im zasoby, by samemu mieć więcej, by samemu przetrwać. Taka jest mentalność ziemskiej natury. Z niej bierze się np patriarchat – w którym wygranych jest 1% mężczyzn. Reszta (prawie 100% kobiet i 99% mężczyzn) to ofiary tego podsystemu. Tak samo kapitalizm, gdzie 1% ludzkości ma 99,9% zasobów.

Tak samo wszystkie inne podsystemy rządzące ludźmi. Mają one identyczne cechy wspólne. Zawsze uczulam Was na to – łączcie, szukajcie cech wspólnych, patrzcie całościowo, i szukajcie tego, co stanowi rdzeń. Czyli ostateczną (pra)przyczynę. Wg mnie ostateczną praprzyczyną obecnej sytuacji na Ziemi, jest takie a nie inne zaprogramowanie matrixa (czyli ziemskiej natury).

Oto wpisy, w których podejmowałem tematykę natury i jej programów. Natura to inaczej materia, ciemność, minus. Jej przeciwnym biegunem (plusem, światłością) jest nauka i duchowość:
„Syndrom życia w Polsce”. Bez silnych antydepresantów się nie obędzie?!
Czy człowiek i ludzkość to nieudany (?) eksperyment natury?
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: prawdziwa natura człowieka i wszechświata
Życie jest za krótkie by martwić się o głupie rzeczy. Idź w pokoju, nie krzywdź innych i czyń swoją wolę

Nie gardźcie społeczeństwem. Ani nie próbujcie z nim walczyć, nawracać na swoją drogę, mówić że ludzie działają niewłaściwie. Nie popadajcie też w rozpacz, że społeczeństwo, rodzice, jacyś inni ludzie, Was skrzywdzili. Po pierwsze, oni mają swój własny, koszmarny sen. Poprzez swój zupełny brak świadomości i decyzyjności, są „w pewnym sensie niewinni„. Rządzi nimi ten pierwotny, zwierzęcy program matrixa (natury) i tyle. Jesteś człowiekiem na tyle, na ile pokonasz ten pierwotny, naturalny program.

Nauka, technologia, duchowość, kultura, sztuka, cywilizacja – są metodami radzenia sobie człowieka z okrutną naturą, metodami jej obchodzenia. To dzięki nauce i technice słabsza istotka ma szansę życia i szczęścia (empatia..), bo matka natura słabsze geny eliminuje i ich nie potrzebuje. Po drugie, kim byłbym np ja, gdyby nie moja trauma i upadek na samo dno? Albo Ty?

Bez tego bodźca, nie byłoby rozwoju. Może byłbym po prostu lemingiem, mającym coraz bardziej szare i coraz bardziej nudne życie, mającym wszystko na kredyt? Prawo życia wyraża się tak, że skoro coś było i działo się tak i tak, to musiało tak być. Patrz na tych wszystkich agresorów raczej jak na skrzywdzone przez życie i śpiące owiece, które zlęknione, zagonione do kąta, kąsają i krzywdzą wszystkich wokół.

Cytuję: „Kiedyś zostaliśmy zawiedzeni, zostawieni, zranieni… Oczekiwaliśmy Nieba, a dostaliśmy życie na niebezpiecznej ziemi, gdzie nic nie jest doskonałe. Postanowiliśmy ubrać kamizelki kuloodporne, wybudować wielkie i grube mury, aby zaznać choć odrobinę bezpieczeństwa i już nigdy więcej nie być zawiedzionym, zostawionym, zranionym… Im bardziej się broniliśmy, tym mniej w nas było siły i schronienia. Staliśmy się twardzi, obojętni, gniewni… więc postanowiliśmy wyjść i polał się potok łez, fale niewypowiedzianych słów, a potem tylko ulga. Okazało się, że ukojenia nie znajdzie się w zimnych grubych murach, ale w ciepłym sercu człowieka, który nie chce się chować!”
Autor: Światło na Drodze

Obecnie to się zmienia. Aktualizowana jest matryca operacyjna planety (jej świadomość zbiorowa – czyli matrix, matka natura). Co jakiś czas ma to miejsce i jest to związane z cyklem precesyjnym. Wielu z nas udało się „zgrać” z nowo wgrywana matrycą. Stad ogromny postęp i lepsze samopoczucie, których od niedawna doświadczamy. Też to odczuwasz, i też to widzisz u bliskich sobie osób, będących „w temacie„? Ja tak. Nawet jeśli Ty nie – to spokojnie, czekaj w pokorze na swoją kolej, bo wszystko ma swój czas. Zmiany te będą przyspieszały i nasilały się, obejmując coraz to nowych ludzi. Ich rezultat końcowy nie jest mi znany, ale wszystko wskazuje na to, że będzie on zachwycający i przełomowy.

Nasze chore społeczeństwo jest rezultatem trzymania ludzi w lęku, ograniczeniach, ignorancji, fałszywych doktrynach, podziałach. Utrzymywane jest od pokoleń w stanie hipnozy, w „stanie niskoobjawowej psychozy„, uczone że nabywanie i posiadanie oznacza sukces. Niestety, ze względu na deficytowość systemu („wygrywa silniejszy i bezwzględniejszy, więc zasobów nie wystarczy dla wszystkich, więc trzeba o nie zawzięcie walczyć„), pragnienia te w większości nie mogą zostać zrealizowane.

To rodzi niespełnienie, ogromne cierpienia i cywilizacyjne problemy. Gdy pozwolimy odczuwać ludziom naturalny dobrobyt.. Gdy zapewnienie minimum przetrwania, o które teraz ludzie z takim mozołem walczą, nie będzie kwestią: być czy mieć.. Wtedy ludzie uwolnią swoje potencjały, zablokowane przez znój i lęk przetrwania, a społeczeństwo odmieni swój los o 180 stopni, odrodzi się na nowo.

Nie narzucaj nikomu swojej woli – mówiąc innym co mają robić, jak żyć. Zamiast tego tylko uświadamiaj – pokazując korzyści lub niekorzyści sytuacji czy problemu, a osoba sama wybierze to co uzna za stosowne, zgodnie ze swoją wolną wolą – szanuj ją!”

Chore społeczeństwo nie toleruje zdrowych jednostek. Osoby, które nie podążają za tłumem, są piętnowane i eliminowane. Potwierdza to historia Sokratesa, którego otruto ponieważ przerastał ówczesne greckie społeczeństwo. W każdych warunkach zachował godną i uczciwą postawę. Społeczeństwo nie toleruje osób ukazujących mu jego wady, mówiących prawdę.Łatwiej usuwać ludzi takich jak Sokrates i maskować własną hipokryzję. Usuwa się ludzi oświeconych, a następnie stawia się pytanie w jaki sposób osiągnąć oświecenie.”
~Osho – Księga Ego. Wolność od iluzji

W poniższych felietonach próbowałem dokonać syntezy obecnej sytuacji na Ziemi i dociec jej praprzyczyny, genezy. Zdaję sobie sprawę że to tylko wierzchołek góry lodowej:
Czemu jest tyle zła i cierpienia na świecie?! [SZOK] Próba syntezy
Przyczyna opłakanej sytuacji na Ziemi. Jak się uwolnić?
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Najważniejsze pytanie świata. Masz odwagę je sobie zadać? Odpowiedz uczciwie..
Do kobiet i mężczyzn nowej ery. Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu
Religie i ideologie są stabilizatorami systemu, uwolnij się od nich!

Zapraszam do obejrzenia poniższego filmu. Mówi on o nowotworowej naturze ekonomii, kapitalizmu, czy doktryny niewidzialnej ręki wolnego rynku. Nigdy nie ufajcie tym, którzy mówią o wyższości kapitalizmu, o wolnym rynku (Petru, Korwin, Schetyna, Tusk, Balcerowicz i wielu, naprawdę wielu innych – oni służą temu samemu podsystemowi). Oni chcą władzy nad Wami i tego, byście bez protestów zgodzili się na pracę za miskę ryżu.

Ayn Rand i inni mentorzy wolnego rynku nie mówią swoim czytelnikom podstawowych praw wolnego rynku. Czyli tego, że w nim 1% ludzi ma wszystkie zasoby. 10% elity (w Polsce – lemingi itp) ma trochę. Zaś 90% nie ma praktycznie nic i żyje na kredyt. Z drugiej strony, kapitalizm i wolny rynek są podsystemem które odwzorowuje zwierzęcy program matki natury, o którym wspominałem wyżej. Tylko czy my jesteśmy zwierzętami podległymi ślepym programom natury, czy… dążącymi do boskości ludźmi?

Autor: Jarek Kefir, także z inspiracji bliskich osób

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Ludzie są wykończeni informacjami. Świat polityki, ideologii i nadmiernej filozofii prowadzi do upadku

duchowosc

Pisałem kilka razy, że tradycyjna psychologia, ta, która dumnie uważa się za naukę i odcina od „oszołomstwa„, ogranicza nas i redukuje postrzeganie ludzkiego bytu. W sumie opera się ona, jak i cała nauka, o nurt zwany racjonalizmem czy też redukcjonizmem. Jest to filozofia materialistyczna, która sprowadza świat tylko do widzialnej materii i zależności wewnątrz niej. Jest to podejście wprowadzone przed wieloma laty przez Kartezjusza i Newtona, potrzebne na pewnym etapie, by nauka i ludzkość się rozwijały.

Dodam do tego kilka nowych spostrzeżeń. Psychologia uważa, że trzeba pracować nad swoim ego. Z kolei ja uważam, że trzeba nie tyle pracować, nie tyle.. walczyć z nim, co poznawać je i jego gry, i dystansować się od niego. Odnośnie związków psychologia uważa, że trzeba pracować nad zazdrością, nad zaborczością i chęcią dominacji, nad tym by utrzymać obraz siebie jako idealnego monogamisty. Ogólnie, problemów związkowych jest całe multum,  Ja zadaję pytanie – po co nad tym pracować, skoro lepiej tego nie wpuszczać do swojego życia?

A jeśli to już jest, a u każdego to jest lub kiedyś było – programowanie społeczno-rodzicielskie robi swoje, to lepiej z tego po prostu zrezygnować. Jeśli czegoś świadomie nie wpuszczasz do swojego umysłu, do swojego życia, to tam tego zwyczajnie nie ma. Proste, prawda? Nie musisz więc nad tym pracować, walczyć z tym, fochać się, zazdrościć, kontrolować i dominować partnera. Czy żądać by był, była ideałem z Playboya czy Greya.

Wielu z nas, o ile nie wszyscy, mamy w głowie jakiś obraz ideału. Idealna partnerka, idealny partner. Idealny rodzic. Idealny katolik, idealny lewicowiec, idealny biznesmen, idealny członek społeczeństwa, idealny „normalny człowiek„.. Kłopot jest taki, że ideały.. Nie istnieją. Nawet mężczyzna czy kobieta po jakiejś ezoterycznej, alchemicznej transmutacji, po zjednoczeniu elementów podświadomości, umysłu i nadświadomości, zintegrowaniu wewnętrznej kobiecości i męskości – nie będzie ideałem. Bo cóż, do obrazu Greya jednak będzie mu daleko. A idealnym katolikiem czy idealnym, społecznym przeciętniakiem, nie za bardzo będzie chciał być.

Z drugiej strony, nasz ziemski świat jest daleki od ideału. Część ezoteryków i gnostyków uważa, że ten świat jest planetą więzienną, inaczej – planetą piekła. Obecnie daleki jestem od tego stwierdzenia, ale kiedyś popełniałem ten błąd i tak myślałem. Ten świat jest raczej maszyną szkoleniową. Od „owiec” wymaga i daje co innego, od „wilków” (bankierów, polityków, biznesmenów, psychopatów itp itd) wymaga i daje co innego. Zaś jeśli chcesz być orłem – być wolny, jeśli chcesz zaznać prawdziwego olśnienia świadomości – to świat ma jeszcze inne wymagania. Często są to wymagania wysokie, trudne do zniesienia i spełnienia. I jeśli odrobisz swoje często ciężkie, życiowe lekcje – daje Ci coś jeszcze innego. Ale pięknego.

I wróćmy do meritum: jeśli wymagasz od siebie lub od kogoś by spełniał warunki idealnego kogoś tam.. To na 100% przyniesie to Tobie i tej Bogu ducha winnej osobie cierpienie. A często chcący podbijać świat 20, 25, 30-latkowie, mają taki obraz ideału, i wymagają tego ideału od siebie i innych. Chcą by życie było wyśrubowane na maxa. By było jak z fotoszopowego zdjęcia Kardiashan lub ze Stocka. By było dopięte na ostatni guzik i „błyszczące„, niczym instagram blogerki kulinarnej lub modowej. Nawet ten pierdolony sracz, gdzie się sika, robi kupę i rzyga – ma błyszczeć niczym diament.

Ale życie takie nie jest. Często koło 30-stki przychodzi moment uspokojenia i stabilizacji – choć dotyczy to tej bardziej kumatej mniejszości. Dodam – bardzo małej mniejszości. Bo reszta dalej hołduje tezie: „Nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go.” Zaczynasz wtedy dostrzegać, że zamiast agresywnej i emocjonalnej, życiowej pogoni za Bóg wie czym… Ważniejszy jest po prostu spokój, mniejsza lub większa stabilizacja. Czy partner u boku, który po prostu Cię rozumie, podziela Twoje wartości, wspiera w rozwoju i… nie wdeptuje w ziemię. Jak to mają w zwyczaju „idealne” przecież księżniczki czy „idealni” niegrzeczni chłopcy.

Ideał, dążenie do niego i wymaganie go od innych, naprawdę powoduje dużo kwasów, rozczarowań, poczucia niespełnienia, złych emocji. Nie wierz ani psychologom, ani coachom kasującym kilka stówek za udział w prelekcji. Po prostu świadomie zrezygnuj z ideału / ideałów. Ani nie dąż do niego, ani nie wymagaj tego od innych, ani nie zwalczaj tego jako błędnego. Niech wszystko to, co przynosi złe rzeczy, będzie poza Twoją percepcją, i nie będzie zasilane ani pozytywną, ani negatywną energią.\

Ideały to twór systemu tworzony po to, byś był niespełniony i nieszczęśliwy. Cel istnienia ideałów to niespełnienie, które powoduje, że dążymy do osiągnięcia ideału. Z jednej strony, napędza to konsumpcję, PKB, sprawia że system i cywilizacja trwają. Z drugiej strony – nie demonizujcie tego i nie wkurzajcie się, że świat jest tak skonstruowany. Bo taka postawa prowadzi do psychicznego wyniszczenia. Ideały są potrzebne, by wymusić ten choć minimalny rozwój u „owiec„. Bez tego, i bez szeregu innych, przykrych i bolesnych bodźców, nie byłoby rozwoju, postępu naukowego i społecznego, cywilizacja nie mogłaby trwać. Byłaby za to anarchia – trudna nawet do wyobrażenia. Na pewno nie chciałbyś żyć w takim świecie.

Ceną za rozwój rodzaju ludzkiego i zachowanie homeostazy systemu, jest nasze (nie)szczęście. Służba systemowi, bez realizacji naszego własnego „ja„, przyczynia się do nieszczęścia, a w dalszej perspektywie – do wypalenia, depresji, a potem chorób, także takich jak zawał, udar, rak. Kluczem jest z jednej strony wyjście poza system i nie służenie mu.. A z drugiej strony, zawarcie z nim „zgody„, nie walczenie z nim. Walka zawsze prowadzi do wyczerpania. Zwycięzca jest jeden, a cała reszta to przegrani. Nie chodzi o walkę i histeryczne szamotanie się, ale nie chodzi też o bierną, „owczą” akceptację.. Jest to trudne do wytłumaczenia, ale mam nadzieję, że łapiecie. 🙂

Cytat: „Ludzie dali się złapać w sidła kapitalizmu.. To dlatego tylu z nas tęskni za PRL-em. Systemem gdzie odwalałeś byle jak i byle gdzie swoje 8 godzin, a później, ani na ulicach, ani w TV, ani w gazetach nie kusiły Cię reklamy, które nakazują nam dzisiaj jak żyć i jak „być szczęśliwym”. Coś zjadłeś, z kimś się spotkałeś, ludzie niczego sobie nie zazdrościli bo nikt niczego nie miał. Ale w tym samym czasie i w tym samym systemie byli też nieszczęśliwi! Bo różnimy się. Byli tacy, którzy chcieli więcej. Nowe auto. Nowy telewizor. Marzyli by wyjechać na Zachód. Zarobić i żyć „jak na filmach”.

Nie ma sytuacji w jakiej wszyscy mogliby być zadowoleni. Jest w nas instynkt ciągłej rywalizacji. To coś powoduje, że ludzkość się rozwija, ale efektem ubocznym jest to, że w jakimś momencie w życiu stajemy się nieszczęśliwi. Być może gdyby szkoła od małego pomagała nam w zrozumieniu tych mechanizmów, ludzie wybieraliby jedną z dróg, ale nikt nas tego nie uczy, a na doświadczenie życiowe należy zaczekać. Często tracimy pół życia na to by zrozumieć proste sprawy. Bo to wszystko jest bardzo proste i bardzo skomplikowane.”
~Art Go

Zobaczcie na te poniższe słowa:

Ja tego nie rozumiem. Z życia nie trzeba robić jakiejś nie wiadomo jakiej kabały, nie trzeba tu jakiejś tajemnej wiedzy czy czego tam. To niepotrzebne by żyć. Wiesz, lubię takie zwykłe proste życie. Praca, normalna praca. Dom i fajne autko. Nie że jakieś drogie, ale zawsze własne. Żona i uśmiech dziecka po długim i męczącym dniu pracy. Po prostu normalność, codzienna normalność, którą tak negujesz.”

Życie polega po prostu na normalności, na wyluzowaniu. Na zaniechaniu walki, rywalizacji, ale także, na zaniechaniu bezproduktywnych rozmyślań. Które są potrzebne na pewnym etapie, ale po czasie zaczynają zwyczajnie ciążyć i ściągać w dół. Jeśli człowiek jest w młodości w miarę zdrowy, to wybiera tę społeczną „normalność„, która tak naprawdę pełna jest sprzeczności, wypaczeń i patologii. No bo jeśli taki człowiek czuje się dobrze, ma w miarę lekkie i bezproblemowe życie, to nie ma powodów by podejrzewać, że życie dorosłych to jakiś złowrogi „system„, „iluzja” czy też „matrix„.

Nie, to przecież „normalność”, tak robią wszyscy, a skoro to robią i na fejsie widać, że są uśmiechnięci – to jest to dobre. I nie ma co się dziwić, że przeciętny człowiek, „owca„, który za młodości nie doświadcza jakiejś traumy, załamania, wierzy w to, co jest proponowane powszechnie. Często myślę sobie, co by było, gdybym nie doświadczył w swoim życiu upadku na samo dno. Byłbym silniejszy, potężniejszy? A może byłbym zwykłym lemingiem, miałbym te wszystkie rzeczy, oczywiście na kredyt, i z roku na rok stawałbym się coraz bardziej głupi, nienawistny, zgorzkniały i nieszczęśliwy?

Bo przecież nie byłoby tej traumy, więc nie byłoby impulsu do mojego rozwoju. Kim byłbym bez tych wydarzeń? może byłbym zwykłym, coraz bardziej zdegenerowanym przeciętniakiem, jakich miliardy na świecie? To jest ta tajemnica – temu służą traumy, by nas na siłę przebudzać. Na Ziemi nauka, przynajmniej na początku, musi być wymuszana siłą, na chama.

Dalej: szczęśliwe życie, i to duchowe (świadome, przebudzone) i to lemignowe – to codzienność. Proste, codzienne czynności i radości. Radość z tego, że choć się spóźniłeś, to zdążyłeś na autobus. Że są pierwsze oznaki wiosny, że świeci słońce. Choć jest tak wielu ludzi, którzy potrafią narzekać nawet na słoneczną pogodę, czy cokolwiek innego. Że jest przy Tobie on / ona. To życie w jakimś swoim, małym świecie.

Nadmierne filozofowanie, świat idei, ekonomii i polityki, prowadzi do lęku. Stąd pochodzi popularność medytacji, relaksacji, świadomego oddechu. Ludzie są wykończeni nadmiarem informacji, tą informacyjną i ideologiczną powodzią, która płynie zewsząd, np z mediów. Szczęśliwe życie to własna, autorska przestrzeń, to swoje własne, małe „coś„. Społeczeństwo proponuje młodym takie „coś„. Czyli: ślub, dzieci, rodzina, praca, kredyt hipoteczny, i inne, typowe życiowe cele. I jednocześnie, wiele młodym zabiera – bo służba systemowi odbiera nam samych siebie. Służysz od teraz systemowi, rodzinie, dzieciom, i nie ma już „Ciebie„, i Twoich radości, pasji, hobby.

Psychika współczesnego człowieka, ekstremalnie przeładowana różnymi, skrajnie sprzecznymi informacjami, potrzebuje uziemienia, potrzebuje życia „tu i teraz„. I społeczeństwo ze swoimi ograniczeniami, ignorancją, powszedniością, proponuje takie „tu i teraz„. Czyli to, co napisałem poniżej – te przeciętne, dzieciowo-ślubno-kredytowe cele w życiu. Ludzie nie chcą myśleć o nie wiadomo czym. Nie chcą rozbieganego, przerażonego umysłu.

A tu – ślub, dzieci, praca, kredyt – to jest zajęcie, to jest ucieczka od tego wiecznego rozgadanego umysłu. Jest to w pewnym sensie jakiś spokój, jakaś namiastka duchowego „tu i teraz„. Jest to życie w swoim małym świecie. Odcięcie od tych rozgorączkowanych panien i kawalerów. Skoro taka propozycja w świecie jest, to ludzie to biorą. A prawda jest taka, że aby być szczęśliwym, nie potrzeba zakładać rodziny.

Uważam, że najwyższą formą uduchowienia, rozwoju, ale także.. empatii, jest zrezygnowanie z posiadania dzieci, rodziny. I nie ma co dyskutować o tym z tymi którzy mają lub planują mieć dzieci. Z nimi nie ma dyskusji – oni mają swój świat i swoje doświadczenia. Czy z uczniem pierwszej klasy podstawówki dyskutowałbyś o matematyce wyższej, np o całkach?

Zrezygnowanie z posiadania dzieci to najwyższy możliwy wymiar empatii – empatia wręcz nie z tego świata, bliska tej empatii Boga. Bo rezygnujesz ze swoich bardzo silnych instynktów, i z bardzo silnej presji społecznej. Przeciwstawiasz się jej. No i rezygnujesz z powoływania na świat nowej istoty, która będzie cierpieć miliony razy. Dalej: ma to wymiar duchowy. Niektórzy gnostycy uważają, że rozmnażanie jest naszym grzechem pierworodnym. To rodzina najbardziej zasila matrix, system. Ona go tworzy.

Bez rozmnażania nie przedłużasz tego koła życia – a tak naprawdę koła iluzji, koła łez i cierpienia. Dlatego moja ocena rodziców i osób chcących mieć dzieci, jest surowa. I to nawet bardzo surowa. Widzę rozpaczliwy brak sensu w tym wszystkim. A więc także w rozmnażaniu. Niechęć do rozmnażania jest podobno typowa dla dusz bardzo starych, które są u kresu ziemskiej nauki, które mają za sobą setki, lub nawet tysiące wcieleń. Podobno bez rozmnażania się, czeka nas inny los po śmierci. Coś nowego, innego, niż ponowne wcielenie się w tym kole iluzji życia, np jako nasz pra-wnuk lub inny, dalszy przodek.

Mamy tyle możliwości. Miliardy miliardów. Dawniej jeśli miałeś penisa, dwie ręce i dwie nogi, to musiałeś być wcielony do armii. I walczyć, mordować, gwałcić i ginąć w imię interesów ojczyzny, ups, przepraszam – elity. Czy teraz, jeśli masz penisa – chcesz ginąć w imię ropy naftowej, w imię interesów UE i NATO, w imię pracodawcy płacącego najniższą krajową i zarabiającego miliardy rocznie? Zapewne nie. I ja też nie – to zwyczajnie głupie. No i teraz – skoro masz penisa lub macicę, to czy jest jakiś obowiązek rozmnażania, jak kiedyś ze służbą w armii?

To też jest wg mnie głupie. Ale system musi trwać, ludzie muszą odrabiać swoje lekcje, doświadczać, nawet wtedy, gdy nam te doświadczenia wydają się bezsensowne, niepotrzebne, okrutne. Wolność polega nie na służbie systemowi, i nie na walce z nim, ale na świadomym zrezygnowaniu z niektórych jego propozycji. Inne propozycje, które naprawdę chcesz, które Cię rozwiną, dadzą szczęście – przyjmiesz. Przecież też jesteś dzieckiem Ziemi i też masz na niej pełnoprawne miejsce, jak wszystkie istoty. I też żyjesz, doświadczasz i jesteś… zależny od systemu. Prawda?

Autor: Jarek Kefir, z inspiracji i wiedzy bliskich mi osób 🙂

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Niezwykłe i niesamowite prawa rządzące światem, o których rzadko kiedy usłyszysz

globalna-swiadomosc

Witam! Chciałbym Wam przedstawić trzy niesamowite prawa rządzące światem, o których rzadko kiedy przeczytasz na stronach alternatywnych.

Pierwsze z nich to tzw pętla przechwytu. Jest takie powiedzenie ludowe, że nieszczęścia chodzą parami. Inni, głównie cynicy, dodają, że nieszczęścia chodzą stadami. I tak jest w istocie. Pętla przechwytu to inaczej znane z biologii sprzężenie zwrotne dodatnie, znane z biologii. Z tym, że funkcjonuje ono w ludzkich zbiorowościach i w relacjach.

Polega ono na tym, że jeśli raz pojawi się jakiś negatywny bodziec i wyprowadzi Cię z równowagi, to zaraz pojawi się kolejny, potem kolejny i być może jeszcze kolejny. Jeśli te następne negatywne bodźce nie wyprowadzą Cię z równowagi – to luz. Gorzej jeśli Twoje zdenerwowanie będzie się nasilać. Wtedy wpadasz w pętlę przechwytu, gdzie negatywnych emocji, myśli, jest coraz więcej. Ale nie dotyczy to tylko emocji, które stosunkowo łatwo się pomnażają. Dotyczy to także wydarzeń w świecie fizycznym. Sam widzę to po różnych wydarzeniach i ich korelacjach ze stanem moich emocji.

Przypuśćmy że spieszysz się np do pracy. W domu zdenerwowało Cię to, że zaspałeś, i że trzeba było naprawiać czajnik, bo poluzował się kabel. Straciłeś te kilka minut, ale spoko. Przecież autobus w porannym szczycie spóźnia się minimum 5 minut, często i 10. W szczycie popołudniowym nawet 15 i więcej minut. Wychodzisz więc z domu, do autobusu jeszcze trochę czasu. Chcesz w miarę szybko dojść do przystanku. Ale nagle trafiasz na dwójkę rozhisteryzowanych dzieci i ich roztrzepaną matkę. Nie możesz ich tak szybko wyminąć – w ostatniej chwili straciłeś zielone światło na przejściu.

Ale to nie wszystko. Bowiem kątem oka widzisz, że po drugiej stronie ulicy… jedzie Twój autobus! Cholera no, każdego dnia w szczycie się spóźnia! Zerkasz szybko na zegarek i wynika z niego, że autobus przyjechał aż 4 minuty za wcześnie. No jak to mogło się stać?! Przecież to zupełnie nielogiczne, przecież w całym mieście są korki.. Przechodzisz szybko na zielonym, autobus rusza. Chcesz przebiec te 50 metrów chodnika i dotrzeć na przystanek razem z autobusem. A tu nagle ludzie stają się ślamazarami, których trudno wyminąć.

Drogę zagradza Ci babcia, której dziwnym trafem akurat teraz dwie duże reklamówki wypadły z rąk na chodnik, razem z bardzo licznymi towarami. Które teraz walają się po całym chodniku, a ludzie zatrzymują się, i empatycznie pomagają staruszce je zapakować. Autobus odjeżdża, wściekasz się, klniesz. Następny bus jest rozkładowo za 35 minut. Spóźnia się aż 17 minut – wiadomo, korki, ale czemu aż tyle? Przecież takie spóźnienia są raczej tylko po południu. Docierasz do pracy spóźniony, a tam szef i współpracownicy z kolejnymi przykrymi niespodziankami.. Na koniec dnia jesteś już po prostu wykończony. Brzmi znajomo?

Zasada pętli przechwytu dotyczy np konfliktów – zaczyna się od delikatnej różnicy zdań, roznieca poprzez kłótnię, kończąc na mordobiciu. Dotyczy także biedy. Bieda i złe wzorce z dzieciństwa tworzą złe myśli i emocje. A one, w dalszym życiu, jeszcze bardziej nasilają biedę. Nieleczone choroby, np nerwica czy depresja, też działają na zasadzie pętli przechwytu. To samo dotyczy relacji dwojga ludzi w związku. Coraz więcej i więcej wzajemnych pretensji, zadawanego bólu, rozczarowań, niespełnienia. I przez lata miłość zamienia się w odwrotność, w nienawiść, spotykaną u zdecydowanej większości małżeństw z dłuższym stażem. Co jest oczywiście tematem tabu, ściśle ukrywanym przed światem, szczególnie przed młodymi. Od których wymaga się przecież właśnie ślubu i dzieci.

W Polsce były / są aż cztery negatywne czynniki które zaprogramowały naszą mentalność. Czyli: chłopsko-katolicki konserwatyzm, trauma dwóch wojen światowych, homo soviecticus i toksyczny kapitalizm Balcerowicza, Korwina i Petru. Stworzyły one tzw stracone pokolenie dzisiejszych 20-40 latków, którzy na depresje i nerwice chorują częściej niż na przeziębienia. Każde społeczeństwo, cała ludzkość chora jest na coś w stylu przewlekłej neurozy. Ale w Polsce jest to bardzo nasilone. Każdy rodzic powinien zada sobie pytanie, czy chce wychować przyszłego lidera, osobę szczęśliwą, czy kolejną „owcę” beczącą w stadzie, i oddającą swój los rożnym politycznym i ideologicznym „wilkom„?

Cytat: „Sam możesz potwierdzić, że świat niezwykle często działa Ci na nerwy. Oczywiście na każdego ma to wpływ w różnym stopniu i na swój sposób.Lecz w sumie sens jest taki: jeżeli w danej chwili coś jest w stanie wyprowadzić Cię z równowagi, to z jakiegoś powodu, jak na złość, zdarza się to. Oto, co ma miejsce. Jeżeli jesteś czymś zaniepokojony, zatroskany, przygnębiony, wówczas przynajmniej częściowo masz napięte nerwy. I oto, jakby w związku z tym, pojawia się jakiś pajac, zaczyna skakać i ujadać tak, by jeszcze bardziej naciągnąć struny Twoich nerwów. Denerwujesz się, a pajac skacze coraz zacieklej. Istnieje wiele sposobów, by zwiększyć rozdrażnienie. Przypuśćmy, że dokądś bardzo się spieszysz i boisz się spóźnić. Pajac z miejsca klasnął w dłonie i zacierając je, wykrzyknął: „Zaczynamy!”.

Odtąd wszystko działa wbrew Tobie. Ludzie zagradzają drogę i statecznie sobie kroczą, a Ty w żaden sposób nie możesz ich ominąć. Chcesz szybciej przejść przez drzwi, a tam dosłownie ustawia się kolejka ślamazar ledwie powłóczących nogami. To samo ma miejsce podczas jazdy samochodem. Jakby wszyscy zmówili się przeciwko Tobie. Oczywiście,można co nieco zrzucić na karb postrzegania: kiedy spieszysz się, zdaje się, że cały świat dookoła zwalnia. Lecz są również jawne oznaki: winda lub samochód psuje się, autobus się spóźnia, na drodze powstaje korek – tu już pewna złośliwa obiektywność. Można przywołać jeszcze inne przykłady. Jeżeli jesteś czymś zmartwiony i spięty, ludzie wokół będą robić właśnie to, co Cię drażni, przy czym właśnie teraz, kiedy chcesz, by dali Ci spokój. Dzieci zaczynają wchodzić na głowę, chociaż przedtem zachowywały się spokojne. Ktoś obok zaczyna mlaskać i głośno przełykać. Różni jegomoście plączą się pod nogami i przyczepiają się ze swoimi problemami. Zewsząd pokotem kładą się jakieś przeszkody. Jeżeli czekasz na kogoś z niecierpliwością ten długo nie przychodzi. Jeżeli nie chcesz nikogo widzieć z pewnością ktoś się zjawi. I tak dalej.

Ten nacisk z zewnątrz staje się coraz intensywniejszy, w miarę jak rośnie rozdrażnienie. Im większe jest napięcie, tym bardziej dokuczają Ci otaczający ludzie. Interesujące: oni nie zachowują się tak specjalnie. Im nawet do głowy nie przychodzi, że to może komuś przeszkadzać.Co jest powodem takiego zachowania? W ogóle w psychice człowieka nieświadomego wiele jest białych plam. Mimo że to dziwne, w większości wypadków ludźmi kierują nieuświadomione motywy. Lecz dziwne jest nawet nie to, tylko fakt, że siła napędowa, kształtująca nieuświadomione motywy, nie znajduje się wewnątrz psychiki człowieka, a poza nią. Siłą tą są niewidoczne, lecz rzeczywiste byty energoinformacyjne, zrodzone przez energię myśli żywych istot – wahadła. O wahadłach była już mowa w pierwszej książce o Transerfingu. Zawsze pojawiają się one tam, gdzie można pożywić się energią konfliktu. Tylko nie należy sądzić, że owe byty zdolne są do planowania czegoś i urzeczywistniania świadomych zamiarów. Wahadła wyczuwają biegunowość jako niejednorodność w polu energetycznym i jak pijawki starają się przyssać. Ale i to nie jest takie straszne.

Zgroza polega na tym, że one nie tylko pochłaniają energię konfliktu, lecz również w jakiś sposób zmuszają ludzi do takiego zachowania, by tej energii wydzielało się jeszcze więcej. Zrobią wszystko, by energii tej było w nadmiarze.Wahadła szarpią ludzi za niewidzialne nici, a ludzie im ulegają jak marionetki. W jaki konkretnie sposób wahadła wpływają na motywację ludzi, na razie nie wiadomo, lecz robią to bardzo skutecznie. Jasna świadomość człowieka jest dla wahadeł niedostępna, lecz one jej nie potrzebują – zupełnie wystarcza im podświadomość. Z reguły wszyscy ludzie w jakimś stopniu śpią na jawie. Wiele rzeczy człowiek wykonuje machinalnie, będąc rozluźnionym, nie zdając sobie sprawy: „Czy w tej chwili nie śpię i jasno uświadamiam sobie, co robię, po co i dlaczego właśnie tak”. Szczególnie niski jest poziom świadomości człowieka, kiedy znajduje się on w domu lub w tłumie.W warunkach domowych konieczność zwiększonej samokontroli jest niewielka, dlatego człowiek jest rozluźniony i niemal drzemie. W zewnętrznym, lecz wąskim kręgu znajomych, przeciwnie, świadomość jest najintensywniejsza i zajęta samokontrolą. Zaś w dużym gronie ludzi działania człowieka znów stają się spontaniczne, lecz dodatkowo wpadają w silną korelację z ogólnymi porywami masy ludzkiej.

By zaprezentować działanie wahadła, posłużmy się najprostszym przykładem przechodnia, za którym idziesz tą samą drogą, a następnie go wyprzedzasz. Kiedy tylko postanowiłeś skręcić w lewo, by go wyprzedzić, on wykonuje w tym kierunku spontaniczny krok, jakby zagradzając Ci drogę. Próbujesz wyprzedzić go z prawej strony, a on mimowolnie odchodzi w tę właśnie stronę. Co zmusza przechodnia do zmiany kierunku? Przecież Cię nie widzi i nic mu do tego, że chcesz go ominąć. Być może w jakiś sposób czuje plecami Twoje przybliżanie się i instynktownie nie chce przepuścić „rywala” naprzód? Takie przypuszczenie narzuca się, ale to nie tak. W żywej przyrodzie, jeżeli mowa o instynktach, rywalizacja zawsze przejawia się w sytuacjach, kiedy przeciwne strony stoją twarzą w twarz. Tym, co zmusza przechodnia do skręcania, jest wahadło. Człowiek idzie, nie myśląc o tym, jak stąpać, by poruszać się dokładnie w linii prostej. Pod tym względem śpi, dlatego linia jego kroków od czasu do czasu spontanicznie odchyla się w tę lub inną stronę. Motywacja, czyli wybór kierunku, leży w podświadomości, która w tej chwili nie jest kontrolowana, a to oznacza, że jest potencjalnie otwarta na oddziaływanie wahadła. W tym momencie podchodzisz Ty i usiłujesz wyprzedzić przechodnia. W istocie, jest to konflikt, choć niewielki.

W celu zwiększenia energii konfliktu wahadło zmusza przechodnia do wykonania mimo woli kroku w bok, by zagrodzić drogę i tym samym zaostrzyć sytuację. Jednocześnie wahadło nie działa z rozmysłem, ponieważ nie posiada świadomego zamiaru.Tak samo nieświadomie robią swoje siły równoważące. Jeszcze raz podkreślam: mowa o pewnych procesach, których mechanizm na razie jest niejasny, a nie o rozumnym zachowaniu się istot.Odnotowujemy jedynie niektóre przejawy i prawidłowości natury świata energoinformacyjnego. Nie ma sensu rozważać, jakie wahadło działa w określonej sytuacji, skąd się ono wzięło, jak mu się to udaje i co faktycznie dzieje się na poziomie energetycznym. I tak nie zdołamy zorientować się dokładnie.Znaczenie ma tylko jeden główny wniosek: o ile siły równoważące zderzają przeciwieństwa, to wahadła robią wszystko, by rozniecić energię powstałego konfliktu. Taka jest zasada wahadła.”
~Vadim Zeland

Książki Vadima Zelanda i tysiące innych możecie kupić w poniższej księgarni – polecam:
TaniaKsiążka.pl

Świat jest lustrem, które odbija Twój stosunek do niego. Nasze myśli bezpośrednio kształtują świat. Choć świat wydaje się mieć matrycę (matkę naturę) zwierzęcą i brutalną, to jego mechanizmy karzą także to, co powszechnie określamy jako zło. Pogarda, pycha, wywyższanie się, nienawiść u ludzi złych (i dobrych) są karane przez prawa świata tak samo, jak nadmierne pragnienia, niespełnienie, lęki, obawy, kompleksy, uległość u ludzi dobrych. Choć na pierwszy rzut oka to ci źli mają tu jak pączek w maśle – robią kariery, rządzą światem, są biznesmenami, politykami, dziennikarzami, naukowcami, ekspertami, bankierami itp itd. Jednak jest to wrażenie złudne.

I tu dochodzimy do kolejnego prawa rządzącego światem. Nazwałem je „zagadką dobra i zła” i często zadaję tę zagadkę ludziom wyznającym np religie. Otóż ziemskie wiary głoszą, że jakiś mechanizm – Bóg, energie wszechświata, prawo karmy – nagradzają dobro, a każą zło. Jest w tym trochę prawdy. Z tym, że nie jest to całość prawdy. Prawa natury nie są wrażliwe na zawiłość i delikatność relacji między ludźmi. Karzą i nagradzają często zdawałoby się na oślep.

Popatrz na historię życia swojego i innych ludzi. Możesz zobaczyć, że wielu dobrych i empatycznych ludzi ciągle ma jakieś upadki, wypadki, złe przypadki, dziwne niekorzystne zbiegi okoliczności, ciągle coś złego lub chociaż przykrego im się przytrafia. Natomiast ludzie źli, psychopatyczni – bankierzy, politycy, biznesmeni itp – opływają w dobra i dostatki. Są bezkarni nie tylko w ludzkim sensie (prawno-sądowym), ale zwyczajnie nie mają tych negatywnych zbiegów okoliczności.

Bierze się to stąd, że natura wobec ludzi dobrych wymaga jakby więcej. Karze ich za nadmierne pragnienia, za paniczną żądzę posiadania czegoś, za nieprzepracowane lęki, kompleksy, traumy. Także za negatywne myśli i emocje, za pogardę, za wywyższanie się. Potężnym czynnikiem przyciągającym złe wydarzenia jest poczucie winy, uległość, niezaspokojone żądze. Ludzie źli – wilki – są chronieni przez siły natury, ponieważ zapewniają systemowi trwanie, homeostazę. Ludzie dobrzy muszą przejść przez tą twardą „machinę szkoleniową„, i odrobić swoje życiowe lekcje.

Zapotrzebowanie na wilków jest wszędzie tam, gdzie są uległe, zlęknione, głupie, ignoranckie i stadnie zachowujące się owce. Gdyby owce chciały i zaczęły się jednoczyć, bronić, zdobywać wiedzę – to wilki musiałyby przejść na wegetarianizm i poluzować system. Kat szuka ofiary, ale z drugiej strony, ofiara szuka kata. Ludzkość mogłaby być wolna choćby w miesiąc, ale nie chce. Wilki realizują podstawowy, zwierzęcy program matrixa, czyli matki natury, nastawiony na przetrwanie i rozmnażanie za wszelką cenę, choćby po trupach.

Jeśli chcesz się wyrwać z systemu, wtedy wymagane jest od Ciebie więcej. Jeśli jesteś pogodzony ze światem, pełen dobrych emocji, bez nadmiernych, panicznych pragnień i żądz – to świat może Ci zaoferować dużo dobrego. Owszem, tak nie zbawisz świata. Jeszcze miliony ludzi muszą cierpieć i ginąć, odrabiając tak swoje lekcje. Jeszcze cały świat, nie raz i nie dwa, wpadnie w różne szaleństwa. Świat i ludzkość będą szaleć, wrzeszczeć, pragnąć, oczekiwać, żądać.. Ale Ty już nie. Możesz pomóc tym, którzy chcą pomocy i którzy są gotowi na jej przyjęcie, a to mniejsza część ludzkości. I to tej mniejszości można pomagać, na najróżniejsze możliwe sposoby. A większość, która śpi i jest zwyczajnie niegotowa, należy zostawić i pozwolić jej się wyszaleć.

Cytat: „Ceną za poczucie winy zawsze będzie wymierzenie kary w tej czy innej postaci. Jeśli zaś poczucie winy nie występuje, kara również może nie zostać wymierzona. Niestety, poczucie dumy z powodu dobrego postępku także pociągnie za sobą wymierzenie kary, a nie nagrodę. Przecież siły równoważące muszą usunąć nadmierny potencjał dumy, a nagroda tylko by go nasiliła.

Wymuszone poczucie winy, czyli wniesione z zewnątrz przez „prawych” ludzi, rodzi potencjał podniesiony do kwadratu, ponieważ człowieka i tak dręczy sumienie, a tu jeszcze spada na niego gniew sprawiedliwych. I w końcu nieuzasadnione poczucie winy, związane z wrodzoną skłonnością do bycia odpowiedzialnym za wszystko, stwarza najwyższy nadmierny potencjał. W takim wypadku nie należy w ogóle odczuwać wyrzutów sumienia – przecież przyczyna jest po prostu zmyślona. Kompleks winy może solidnie zatruć życie, ponieważ człowiek bezustannie poddany jest działaniu sił równoważących, czyli wszelkim karom za wyimaginowane winy.
Oto dlaczego funkcjonuje powiedzonko: „Bezczelność to drugie szczęście”.

Zazwyczaj siły równoważące nie ruszają ludzi, których nie dręczą wyrzuty sumienia. A przecież tak by się chciało, by Bóg karał złoczyńców. Zdawałoby się, że sprawiedliwość powinna tryumfować, a zło musi być ukarane. Jednak przyrodzie nieznane jest poczucie sprawiedliwości, mimo że brzmi to boleśnie. Przeciwnie, na  porządnych ludzi z wrodzonym poczuciem winy wciąż spadają kolejne nieszczęścia, a niegodziwym i cynicznym złoczyńcom często towarzyszy nie tylko bezkarność, ale też sukces.

Poczucie winy nieuchronnie rodzi scenariusz wymierzenia kary, przy czym dzieje się to bez wiedzy Twojej świadomości. Zgodnie z tym scenariuszem podświadomość doprowadzi Cię do kary. W najlepszym razie pokaleczysz się lub odniesiesz lekkie rany, albo pojawią się jakieś problemy. W najgorszym – może mieć miejsce nieszczęśliwy wypadek z poważnymi konsekwencjami. Oto do czego prowadzi poczucie winy.

Niesie ono w sobie tylko zniszczenie i nie ma w nim niczego pożytecznego czy budującego. Nie ma sensu męczyć się poczuciem winy-to w niczym nie pomoże. Lepiej postępować tak, by potem nie mieć wyrzutów. A jeśli już się zdarzyło, że coś zrobiłeś nie tak, to wiedz, że bezsensowne i próżne męki nikomu na dobre nie wyjdą.”
~Vadim Zeland

Kolejnym ciekawym prawem rządzącym światem jest tzw Synchroniczność Jungowska. Została ona opisana przez wybitnego mistrza psychologii – Carla Junga, i naukowca Wolfganga Pauliego. Zbiegi okoliczności nie istnieją. Wszystkie zmieniające nas wydarzenia, wszystkich ludzi którzy pomagają nam (bodźcami pozytywnymi i negatywnymi) w dziele przemiany, przyciągamy sami. Oczywiście, z udziałem tej efemerycznej, tajemniczej siły synchroniczności.

Wszystkie te wydarzenia i znajomości mają być przyciągane przez nas i przez tę siłę po to, byśmy mogli się uczyć, zmieniać na lepsze i doświadczać. Nie zawsze są to bodźce pozytywne. Często siła synchroniczności musi wylać na nasz łeb kubeł zimnej wody, bo inaczej się nie da. Mówimy wtedy o złym wydarzeniu, nieszczęściu, traumie. Często echo tych wydarzeń odbija się po długich latach. Traumy zostają uleczone, wnioski wyciągnięte, transformacja się dokonuje.

Bywa i tak, że prawo synchroniczności pozwala Ci w zadziwiający czy wzruszający sposób „dokończyć„, „domknąć” to, czego nie udało się przed laty. Często z dokładnie tymi samymi osobami, co przed laty. Tak było w moim życiu, i jest to kolejny przejaw synchroniczności jungowskiej, często pomijany. Po miesiącach lub latach dostajesz szansę „zamknięcia, wypełnienia cyklu” którego wtedy nie udało się wypełnić. I często towarzyszy Ci wręcz ta sama osoba / osoby, i te same lub bardzo podobne okoliczności.

Cytat: „Przypadki (zbiegi okoliczności) są konsekwencją świadomego lub podświadomego odkształcania się świadomości jednostki w obszarze nieświadomości zbiorowej. Dzięki uzyskaniu takiego subtelnego wglądu człowiek staje się świadomy swojej wewnętrznej mocy, a raczej pierwotnego połączenia ze wszystkimi strukturami rzeczywistości. Zachodzi proces indywiduacji, który ma charakter inicjacyjny. Indywiduacja to umiejętność kształtowania rzeczywistości wokół siebie, tworzenie tuneli synchronicznych. Nieświadomość zbiorowa wykorzystuje tunele do synchronizacji zdarzeń, by przyniosły pożądany skutek na drodze życia danej jednostki.

Inne osoby biorą często nieświadomy udział w całym procesie np. pojawiając się w najodpowiedniejszym momencie dla osoby indywiduowanej. Zazwyczaj jednak okazuje się, że siły kosmiczne doskonale wiedzą, kto powinien zostać wybrany do urzeczywistnienia czyjejś wizji. Często takie osoby również odnoszą korzyść z „przypadkowego” spotkania i ma ono, także wpływ na ich personalny rozwój. Jest to wielka zagadka przyrody, a raczej dowód na to, iż całą przestrzeń kosmiczną wypełnia subtelna, uniwersalna superświadomość, która w sposób elastyczny perfekcyjnie tworzy rytm, puls Kreacji.”
(Autor nieznany)

Nasz świat się o nas troszczy. Wszystko przebiega pod kontrolą sił, którym zależy na naszym wzroście i przemianie. Nawet gdy wątpisz w nie i ich na pierwszy rzut oka nie widzisz – one są, istnieją.

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

 

Prawda o świecie i ludzkiej naturze jest prosta, ale też trudna do zaakceptowania

swiadomosc

Jaka jest prawda o prawdziwej naturze człowieka? Jest ona bardzo prosta i jednocześnie.. bardzo trudna do pojęcia. I jeszcze trudniejsza do zaakceptowania. Napisano o tym opasłe tomy z różnych dziedzin – psychologii, psychiatrii, biologii, teologii, filozofii, teozofii. A tymczasem sprawa jest dużo prostsza niż myślimy.

Prawdziwa natura człowieka (podświadomość, dusza, jak zwał tak zwał), jest bardzo prosta i chce: tańca, wina, śpiewu, muzyki, seksu, zabawy, wolności, swobody, radości, wyrażania się, doświadczania, rozwoju..

I tutaj zaczynają się schody. Bowiem realia naszej planety są jakie są. By system trwał, w procesie wychowania, socjalizacji, jest tworzona nam druga, wirtualna podświadomość. Jest ona taką „nakładką systemową” na pierwotną ludzką naturę. Jest zaprogramowana na wzorce zgoła inne. To właśnie ta część skłania nas do wyrzeczenia się samego siebie. To ta część sprawia, że płodzimy dzieci, kupujemy kolejne niepotrzebne rzeczy, szukamy kolejnych wrażeń, zaharowujemy się pracując po 14 godzin na dobę.

Wyrzekamy się samych siebie także na inne sposoby. Oddając swoje myślenie i swoją wolność obcym bytom (ideologiom, religiom, sposobom na życie, doktrynom naukowym, psychologicznym i innym). Ta część jest w permanentnym konflikcie z naszą prawdziwą naturą która poszukuje szczęścia i spełnienia, ale najczęściej go nie dostaje. Powoduje to stan dychotomii, rozszczepienia, mentalnej schizofrenii. A to, wraz z pierwotnym lękiem przetrwania – odpowiada za większość globalnych problemów. O ile nie za wszystkie..

Ta „wirtualna podświadomość” jest właśnie tą konserwatywną, systemową częścią nas samych. Jej celem jest ograniczanie naszej natury, bo jej pełna ekspresja w ziemskich warunkach doprowadziłaby do anarchii i zapaści systemu. To jest ważne, co teraz piszę. Gdyż wraz z wirtualną podświadomością, tą toporną, konserwatywną, „owczą” i służalczą częścią nas, przychodzi coś, co trzyma system w ryzach. Przychodzi moralność, kojarzona przez nas z religiami, z hipokryzją, z cebulactwem.. Ale ona i inne zmienne systemowe, pozwalają ucywilizować te jednostki, które nie są gotowe na pełną ekspresję naszej beztroskiej, liberalnej natury.

Ich też musi coś trzymać za mordę. Tymi „zasobami ludzkimi” które są niereformowalne, też trzeba jakoś zarządzać. Ta katolicka, konserwatywna moralność „owiec„, chroni także Ciebie – właśnie przed agresją tychże owiec. Tak samo narzekasz na militaryzm, głosisz pacyfistyczne hasła, chcesz jedności całej ludzkości, głowę masz wypełnioną tego typu hasłami… A gdyby nie silna, agresywna i uzbrojona po zęby armia, straż graniczna, policja, służba więzienna, sądy i prokuratury – na które też narzekasz, to nie wyszedłbyś nawet do kiosku po gazetę, bez ryzyka utraty życia. Czy to ze strony chłopców w dresach, których – zgaduję – nie lubisz, czy to ze strony islamistów, których – zgaduję – rozgrzeszasz, bo polityczna poprawność.

Cytat: „Moje pokolenie, ci przed trzydziestką, zderza się z konsekwencjami tego, co miało domach. Nie zaznaliśmy komuny, ale się na nas odbiła, bo rodzice to przechodzili. Widzieliśmy ich słabość. Była iskra „Solidarności”, ale zgasła. Został strach i skromność: „Szanujmy to, co mamy, bo może być jeszcze gorzej, możemy to stracić. To pokolenie ma inny mental.”
~Mateusz Kościukiewicz

Cytat: „Ludzie dali się złapać w sidła kapitalizmu.. To dlatego tylu z nas tęskni za PRL-em. Systemem gdzie odwalałeś byle jak i byle gdzie swoje 8 godzin, a później, ani na ulicach, ani w TV, ani w gazetach nie kusiły Cię reklamy, które nakazują nam dzisiaj jak żyć i jak „być szczęśliwym”. Coś zjadłeś, z kimś się spotkałeś, ludzie niczego sobie nie zazdrościli bo nikt niczego nie miał. Ale w tym samym czasie i w tym samym systemie byli też nieszczęśliwi! Bo różnimy się. Byli tacy, którzy chcieli więcej. Nowe auto. Nowy telewizor. Marzyli by wyjechać na Zachód. Zarobić i żyć „jak na filmach”. Nie ma sytuacji w jakiej WSZYSCY mogliby być zadowoleni. Jest w nas instynkt CIĄGŁEJ RYWALIZACJI. To coś powoduje, że ludzkość się rozwija, ale efektem ubocznym jest to, że w jakimś momencie w życiu stajemy się nieszczęśliwi. Być może gdyby szkoła od małego pomagała nam w zrozumieniu tych mechanizmów, ludzie wybieraliby jedną z dróg, ale nikt nas tego nie uczy, a na doświadczenie życiowe należy zaczekać. Często tracimy pół życia na to by zrozumieć proste sprawy. Bo to wszystko jest BARDZO proste i BARDZO skomplikowane..
~Art Go

Czy myślisz, że to czasy się zmieniły? Czy myślisz, że to obecne, nasze pokolenie, straciło wartości, i hołduje tylko hedonizmowi? Takie myślenie nie jest prawdziwe. To nie świat się stacza. To nie czasy i nie obyczaje się staczają. To Twoja chęć życia maleje, to Twoja radość maleje, to Twoja marzenia topnieją. Jest to proces związany ze starzeniem się, gdy traum, niepowodzeń i zawodów jest coraz więcej. Siłą rzeczy rośnie wtedy konserwatyzm, potępianie młodych, zabranianie im radowania się życiem. Już kapłani starożytnego Egiptu ok. 5500 lat temu, narzekali na moralność i zepsucie młodzieży. Potem byli Rzymianie z ich słynnym: „O tempora, o mores„.

Narzekają także dzisiejsi 40-latkowie i starsi, niczym ich poprzednicy sprzed 5500 lat. Sami pomyślcie: to świat się zmienił? Gdyby świat zmieniał się na gorsze i psuł z każdym kolejnym pokoleniem, to dziś przypominałby już niewyobrażalne piekło. Tak jednak nie jest. Ma miejsce ten sam proces co zawsze – przejście indukowane pokoleń, o którym pisał Vadim Zeland. Coraz więcej żalu, pretensji, rozgoryczenia, złości.. Przyciąga coraz więcej i więcej złych emocji, myśli i wydarzeń. Stąd się bierze zgorzknienie jak i konserwatyzm ludzi starszych.

Jacy byli Twoi rodzice w młodzieńczym wieku? Jakie były ich radości, marzenia? Jest to ścisła tajemnica, temat tabu całej naszej cywilizacji, który skrywa piołun milczenia. Ma to symboliczne i archetypowe odwzorowanie nawet w starożytnych mitach religijnych. Maryja Panna (Biblia) była dziewicą nawet gdy urodziła syna, Jezusa. System pozbawił ją więc: seksualności, zmysłowości, radości, rozkoszy, marzeń, młodości.. Tak też, choćby podświadomie, postrzegamy naszych rodziców. Najczęściej po prostu nie wiemy, o czym marzyli w młodości. Nie rozmawialiśmy z nimi o tym.

Masz lat 25, 30, 35 lub więcej? Uważasz się za nowoczesnego, młodego człowieka? Chcesz znać marzenia, radości, tajemnice swoich rodziców? Owszem, nie znasz ich, bo oni musieli być tymi „świętymi„, „niepokalanymi„, „bez skazy„, by wychować Ciebie.. Pozwól, że ja zdradzę Ci tę ściśle strzeżoną tajemnicę. Spójrz na teledyski, teksty i koncerty zespołów takich jak Abba, Modern Talking, The Doors. Obejrzyj sobie film Dirty Dancing. Jak brzmi więc odpowiedź? Te marzenia, radości, grzeszki, błędy i rozkosze były dokładnie takie same, jak Twoje. I dokładnie takie same, jakie są od zarania dziejów. Co ich złamało, zniszczyło, pozbawiło marzeń? System, ta druga, wirtualna podświadomość.

Często mamy różne pretensje do rodziców. Ci mniej lotni wyrażają pretensje typowe. Ci bardziej zaawansowani zarzucają rodzicom, że nie przekazali nam wiedzy. Że nie nauczyli nas bronić się. Że nie nauczyli nas, jak być szczęśliwymi, bogatymi (materialnie i duchowo) i potężnymi. Że przekazali nam same lęki, kompleksy i traumy. Z którymi zmagać możemy się do końca naszych ziemskich dni. Ale to w końcu zależy od nas samych.

Rodzice dali nam to, co uważali za słuszne, i dali tego absolutnie 100%, choć dla nas nie jest to nawet 0,1%. Oni po prostu nie mogli inaczej. Byli całkowicie zdani na łaskę swojej nieświadomości i rządzącego nimi, społecznego oprogramowania (matrixa, zbiorowej hipnozy, wirtualnej podświadomości). No byli, jacy byli i są jacy są. To Ty, żyjąc w tym ciele, masz szansę się z tym uporać. Oni już nie, dokonają tego w przyszłych wcieleniach, może za tysiące lat. Ty żyjesz swoim życiem. Nie ma sensu rozwodzić się nad tym, dlaczego oni zrobili tak a nie inaczej.

I dlaczego Cię skrzywdzili. Wyobraź sobie. Rodzi się dziecko. Jego trochę… naiwna duszyczka ma nadzieję na zaznanie tego, co napisałem na samym początku felietonu – tańca, wina, śpiewu, muzyki, seksu, zabawy, wolności, swobody, radości, wyrażania się, doświadczania, rozwoju..  Ale od maleńkości jest poddawana silnemu programowaniu, które jej tego zakazuje. Jest poddawana duchowej lobotomii. Bo inaczej by nie przeżyła, nie przetrwała w systemie. Dusza nie dostaje tego, co myślała, że dostanie. To dużo szerszy temat. Gdyż duchowo, psychologicznie i biologicznie / fizycznie, jesteśmy niekompatybilni z realiami tej planety.

Dziecko jest więc uszkadzane, poddawane ograniczaniu. Nazywa się ten proces socjalizacją i wychowaniem. Jest on mimo wszystko niezbędny dla tych, którzy są słabo rozwinięci, niereformowalni. Inaczej nie da się ich powstrzymać przed czynieniem ogromnego zła, jak tylko brutalną ingerencją. Inaczej jest w przypadku „orłów„, wychowywanych przez „owczych” rodziców, i zmuszanych przez nich do beczenia razem z innymi owcami. Przynosi to ogromne cierpienia i traumy. Ani beczeć z owcami się nie umie i nawet nie chce, ani latać za bardzo nie można, bo zlęknieni dosłownie wszystkim owczy rodzice, zapobiegawczo związali skrzydełka.

Istnienie rodziców i ich programowanie Ciebie powinno się po prostu uszanować, pomimo że w większości było ono destrukcyjne. Nie dla ich dobra. I nie dla dobra i potęgi społeczeństwa i systemu. Ale dla Twojego dobra, potęgi, bogactwa, szczęścia. Gdyż to, co doświadczałeś z rodzicami i jakie emocje wobec nich masz, ma odwzorowanie w Twoim życiu. Narzekasz na biedę, lęk, depresję, trafianie na toksycznych partnerów? Wszystko to bierze się od programowania rodzicielskiego, a potem – od naszego obrazu rodziców.

Bowiem robimy później projekcję poprzez naszą nieświadomą część, z rodziców na nasz cały świat. Projekcja Twojego nieświadomego obrazu matki odpowiada za Twój obraz materii, fizyczności, natury. Tam tkwi odpowiedź np biedy. Projekcja Twojego nieświadomego obrazu ojca odpowiada za Twój obraz świadomości, duchowości, Boga. Jahve, allah – bogowie patriarchalni, ludobójczy, okrutni, zawistni – są taką nieświadomą (ale globalną) projekcją naiwnego umysłu dziecka. Jeśli postrzegamy boga (opiekuna planety Ziemi) jako istotę okrutną, nie dbającą o nas (archont, demiurg itp) lub oddaloną, opuszczającą nas, nieobecną (ateizm..), to też jest to projekcja naszego nieświadomego obrazu ojca.

W Polsce w tym samym czasie zapętliły się i wzmocniły aż cztery negatywne programy. Czyli: chłopski konserwatyzm katolicki, z jego fałszywą pokorą. Trauma dwóch wielkich wojen światowych, która będzie oddziaływać jeszcze wiele pokoleń. Mentalność homo soviecticus z zasadą nie wychylania się, równania do szeregu, braku inicjatywy. I czwarty program – to przyjęty przez nas negatyw kapitalizmu po 1989 roku. Bo nam najlepiej wychodzi kopiowanie systemowych negatywów, czy to wschodu czy zachodu.

Nasi rodzice nie wiedzieli o życiu zbyt wiele. Byli przestraszonymi, zahukanymi przez system istotkami. Owieczkami zagnanymi do narożnika, które z lęku gryzły i kopały wszystkich wokół. Pamiętaj, że Twój oprawca, w tym rodzic, jest często większą ofiarą systemu, niż Ty sam. Bez względu na to, jakich traum nie zaznałeś. Oni już nie mają możliwości rozwoju i wyrwania się z tego mentalnego piekła. Już za późno. Ty wciąż masz tę wspaniałą możliwość. Przez szczęśliwy zbieg okoliczności (czy aby na pewno zbieg okoliczności?) mamy dostęp do technologii, nauki, internetu, wiedzy. Oni często nie mieli nawet radia i telewizora. Bywa, że nie mieli nawet elektryczności, przez długi czas komuny.

I jeszcze jeno na koniec. Jeśli jesteś rodzicem, lub planujesz mieć dzieci, wiesz że pewne wydarzenia będą po sobie następowały, jako naturalna kolej rzeczy. Pierwsze bolesne ząbkowanie. Pierwsze pełne słowo. Pierwszy rysunek. Pierwszy krok. No i coś, na co niewielu rodziców jest przygotowanych – pierwszy zawód.. Tak, Twoje dziecko na 100% zawiedzie Ciebie, Twoje oczekiwania, nadzieje, plany. Jest to tak pewne, jak pewne jest to, że np powie pierwszy raz „mama„, „tata„.

Jest to fundamentalne doświadczenie wpisane w żywot każdego rodzica na Ziemi. Absolutnie każdego, bez wyjątku – nie ma od tej reguły ucieczki. Tak, przyjdzie ten czas, że dziecko zawiedzie Ciebie i Twoje oczekiwania, mniej lub bardziej. Co wtedy zrobisz? Jak zdasz ten test? Będziesz dla niego opoką mimo wszystko? Czy będziesz jednym z miliardów rodziców (90% lub więcej), których wyklną i znienawidzą własne dzieci? Wypuścisz w świat istotę świadomą, potężną, asertywną? Czy tak jak większość – kolejną owieczkę beczącą w stadzie, poranioną i nieszczęśliwą?

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Jaki jest sens życia? Nie ma go w ślepej służbie społeczeństwu i systemowi

sens-zycia

Jaki jest sens życia? To pytanie zadaje sobie chyba każdy człowiek na Ziemi. Masz 15, 20, 25, 30, 35 i więcej lat.. Przeżywasz jakiś przełom – jakikolwiek, i zadajesz sobie te i inne pytania. Co chcę w życiu robić? Co mnie uszczęśliwi? Jak to pogodzić z realiami Polski jako neoliberalnego, kapitalistycznego obozu koncentracyjnego? Gdzie młody człowiek musi pracować za miskę ryżu, i jeszcze tacy jak Petru i Korwin mówią mu, że tak ma być?

Odpowiedzi są i różne, i tak naprawdę jednakowe. Sens życia ma Ci dać związek z kobietą / mężczyzną, oczywiście sakramentalny i zalegalizowany. Sens życia to bogactwo, drogi samochód, podróże, to przysłowiowe „wdychanie wysokojakościowej kokainy z dupy luksusowej prostytutki„. Lub inaczej – sens życia da rzetelna praca w wyuczonym zawodzie, potem własne mieszkanko, potem oczywiście rodzina – ślub, dzieci. Wszystko to co napisałem powyżej, jest mniej lub bardziej służbą własnemu ego i służbą systemowi.

A co, gdybym powiedział, że sens życia to coś innego? I może, ale wcale nie musi wiązać się z podróżami, bogactwem, partnerstwem, rodzicielstwem? Choć często, o ile człowiek naprawdę i szczerze chce – wiąże się z nimi? To, co jest najprostsze, jest jednocześnie najtrudniejsze do zrozumienia jak i do wprowadzenia w życie. Zapraszam najpierw do przeczytania poniższych cytatów:

Cytuję: „Rozejrzyjcie się wokół – popatrzcie, jakież pospolite i nudne życie wiedzie większość ludzi. Świat zapełniają nudni i zasuszeni „młodzi” staruszkowie (tylko ich wygląd świadczy o młodości). Tak, starość duchowa dopada ludzi szybciej niż starość fizyczna. Człowiek jeszcze żyje, ale program jego życia już się wyczerpał – a to oznacza wewnętrzną martwotę. Dlatego ludzie żyją tak krótko. Po duchowej starości bardzo szybko przychodzą starość i śmierć fizyczna. Do przedłużenia życia i młodości potrzebny jest sens.”
~Dymitr Wereszczagin

Cytuję: „Pewna nasza znana malarka, bardzo ceniona na Zachodzie, od dzieciństwa marzyła, by zostać aktorką. Ta profesja pociągała ją prawdopodobnie nie dlatego, że nie mogła żyć bez sceny. Jak to często bywa w czasach młodości, pociągało ją coś innego – zewnętrzny blask, sława, życie „na świeczniku”. Broniąc swoich bajkowych marzeń przez cztery lata zdawała do Szkoły Teatralnej. Otoczenie szczególnie mocno oddziałuje właśnie na młode, niedojrzałe i delikatne osoby.

Zamiast naszej bohaterki do Szkoły zawsze przyjmowali inną, jak jej się wydawało, mniej zdolną kandydatkę. Dziewczyna z pewnością była utalentowana, można wręcz powiedzieć. że utalentowana wszechstronnie. Dużo malowała, ale malarstwu nie poświęcała zbyt dużej uwagi – robiła to tylko dla przyjemności i nigdy nie przyszło jej do głowy, by związać z tym hobby swoją przyszłość. Przez cały ten czas otrzymywała wiele propozycji pracy, w której mogłaby wykorzystać swoje artystyczne zdolności. Ona jednak nie brała ich pod uwagę, pracowała jako dozorczyni, a każdą wolną chwilę poświęcała na lekcje ruchu scenicznego itp. Dziewczyna była uparta. Nie chciała słuchać swego prawdziwego „ja”. Zachowywała się jak zombie, z umysłem podporządkowanym energetyce społeczeństwa. Ustawiła przed sobą cel, słuchając tylko swojego rozumu, i postanowiła, że dopnie swego, bez względu na cenę, jaką przyjdzie jej zapłacić.

Przy czwartym podejściu dostała się na studia. Gdyby wówczas była w stanie zrozumieć siebie, swoją świadomość, usłyszałaby mniej więcej tak brzmiącą informację: ..Tak bardzo chcesz osiągnąć swój cel, że nie zważasz na ostrzeżenia, które nieraz otrzymywałaś? Mówiły ci przecież, że to nie dla ciebie. No cóż, chcesz – dostajesz. Zapamiętaj jednak, że będziesz musiała ponosić odpowiedzialność za swój wybór”. Dziewczyna skończyła szkołę, dostała pracę w teatrze. Lecz co się dzieje – gdzie jest sukces, kwiaty, wielbiciele, tournee? Jeśli dostawała rolę. to drugoplanową, najczęściej jednak siedziała bez pracy. Do filmu też jej nie zapraszali. Życie nie układało się. Okazało się. że nie ma żadnych szans na karierę w teatrze lub kinie. Zamiast żyć błyskotliwym, barwnym życiem bohemy, klepała biedę. Zaczęła się depresja. która próbowała leczyć alkoholem. To wszystko trwało dość długo. I wtedy na szczęście przypomniała sobie o swoim zapomnianym hobby – malarstwie. Na początku płótno i farby pomogły jej zwalczyć depresję. Potem okazało się, że to przynosi pieniądze – znajomi i przyjaciele zaczęli sprzedawać jej obrazy. Teraz jest znaną malarką, która osiągnęła sukces pod każdym względem. Okazało się, ze właśnie ta droga – droga malarza – jest najbardziej optymalna dla jej samorozwoju. Pozwoliła jej na rozwój najlepszych cech duchowych, osiągnąć dobrobyt i harmonię w życiu. A przecież właśnie na tę drogę naprowadzało ją życie od samego początku. Gdyby rozumiała to wcześniej, jej los nie byłby tak ciężki, a w duszy nie nagromadziłoby się tyle bólu i cierpienia.

Narzucone z zewnątrz, niezgodne z naszą prawdziwą istotą, błędne cele i pragnienia prowadzą donikąd – tylko ku chorobom i śmierci.

Jeszcze jedna dość typowa historia. Kawaler ma romans z mężatką. To, co ich wiązało, było prawdziwą miłością, ale ona nie mogła odejść od męża, ponieważ miała małe dzieci, które potrzebowały ojca. Takie „nieoficjalne” związki również mają swój urok. Istnieje tu bliskość serc, pokrewieństwo dusz, wzajemne zrozumienie i to sacrum, które często zanika w małżeństwie. Niemniej mężczyzna postanawia, że trzeba żyć jak wszyscy, czyli ożenić się i mieć dzieci. Zostawia swoją ukochaną, Poznaje młodą i ładną kobietę. Żeni się, pojawia się dziecko. Rodzinę trzeba utrzymywać, żona żąda pieniędzy, on rozkręca biznes, na którym w ogóle się nie zna. Z żoną nie układa się, słyszy od niej tylko pretensje. W nielubianej pracy spotkają go same niepowodzenia.

Z życia zniknęła radość, zniknął sens. Natomiast z punktu widzenia znajomych i krewnych w jego życiu było wszystko w porządku – wreszcie się ustatkował. Społeczeństwo się cieszy: udało się złapać człowieka w swoje sieci energetyczne, udało się go sobie podporządkować. Po jakimś czasie u naszego bohatera wykryto nowotwór żołądka. Umarł w wieku 35 lat. Lekarze powiedzą: notoryczny stres doprowadził do choroby. Ale można to wyjaśnić w inny sposób: zdradził siebie, swoją duszę, zamieniając ją na przyjęte w społeczeństwie schematy. Wyrzekł się swojej duszy, energoinformacyjnej istoty, która jest nosicielem duszy i świadomości. Bez niej ciało również umiera. Cała jego energia poszła na dążenie do fałszywego celu.

Oto kolejny przykład. Starsza kobieta postanowiła zgromadzić 10 milionów. Odmawiała sobie wszystkiego, chodziła głodna, nie miała telewizora i lodówki, siedziała po ciemku, oszczędzając na energii. Gdy na jej koncie pojawiło się równo 10 milionów, zachorowała i umarła. Wymarzony cel został zdobyty – życie straciło dla niej sens. To kolejny przykład fałszywego celu narzuconego przez społeczeństwo, które utrzymuje, że wielkie pieniądze dają wielkie szczęście. Ten sam potencjał skierowany na siebie pozwoliłby żyć tej kobiecie o wiele dłużej.”
~Dymitr Wereszczagin

Sens życia to nie jest jakaś tajemna wiedza, to nie jest kabała nie do odgadnięcia. Tajemnica sensu życia, którego poszukują chyba wszyscy ludzie, jest dużo prostsza niż mogą sobie wyobrazić. Sens życia to inaczej robienie tego, co sprawia Ci radość. To hobby, pasja, zainteresowania. To coś, co sprawia, że na powrót, choć na chwilę stajesz się radosnym, badającym świat dzieckiem. To coś, co Cię uskrzydla i nadaje Twemu życiu wyjątkowych barw. Niektórzy nazywają to przeznaczeniem.

Jak rozpoznać swoje przeznaczenie? Rób to, co daje Ci autentyczną radość, choćby to było głupie, choćby żona burczała, choćby inni się śmiali. Przypomnij sobie, co chciałeś robić w dzieciństwie – ale tym dość wczesnym. Gdy nie było jeszcze presji koleżków z ich nieśmiertelnym „chcę zostać strażakiem / policjantem / batmanem„. Ja chciałem zostać leśnikiem, jednak to zostało skutecznie zagłuszone. Mam tylko nadzieję, że kiedyś, gdzieś tam, będę miał swój ogród.

Innym przykładem, antytezą tego trendu, jest człowiek który nie realizuje swoich pasji, zainteresowań i celów. Ale realizuje czyjeś. Realizuje tylko to, co wymaga od niego społeczeństwo, system. Przykład – 30 letni chłop, parę lat po studiach. Ileś tam zarabia, trochę więcej niż reszta niewolników kapitalizmu, co pozwala mu głosować na Nowoczesną lub Korwina (to jedno i to samo…) i mieć poczucie wyższości. Ma żonę, są małżeństwem. Żeby spełnić swoje (?) marzenia o dzieciach, ślubie, czterech kółkach, mieszkaniu – musiał wziąć kilka kredytów. Siłą rzeczy, pracuje na to po 12 godzin na dobę.

Sił, czasu i energii nie pozostaje mu na nic. Seks? Jaki seks, gdy ledwo się przyszło z pracy, a tu trzeba usypiać dzieci i wykończonym samemu iść spać. Pozostaje tęsknota za szaleństwami kawalerskiego życia (wiedzą to dobrze kobiety które miały żonatych, zwierzających się im kochanków). Pozostaje zerkanie w weekend np na stare modele w piwnicy, na rdzewiejącą motorynkę, na zakurzoną gitarę.. Czy cokolwiek innego, co dawniej dawało radość i energię. A teraz zostało odłożone na boczny tor. Bo przykre obowiązki dorosłych zabierają całe siły, czas, pieniądze i energię.

Gdy realizujemy nie nasze cele i nie nasze wartości, to dusza staje się coraz bardziej wykończona. Nie ma ona zasilania. Szybko pojawiają się rozczarowania, niespełnienie, frustracja, wypalenie zawodowe. Potem równie szybko następują różne nieszczęścia. Zdrady, rozwody, bankructwa, ale przede wszystkim choroby. Ludzie umierający na nagłe choroby w młodym wieku (25, 30, 35 lat) to ludzie których dusza, krańcowo wykończona codziennym kieratem, podjęła decyzję o zakończeniu życia by wcielić się potem w kolejne ciało i zyskać nową szansę.

Choroby autoimmunologiczne (Hashimoto, Gravesa-Basedowa, toczeń, Crochna i inne) mają rozmiar pandemiczny wśród ludzi w wieku 20 – 40 lat. Podobnie zawały serca – typowa choroba pracoholików, prezesów, dyrektorów. No i nowotwory których jest kilkanaście razy więcej niż 20 lat temu. Rozumiecie to? Choroby immunosystemu i nowotwory to obecnie pandemia większa niż AIDS, malaria i grypa razem wzięte. Nic nie tłumaczy takiego wzrostu. Owszem, więcej jest wszelkich trucizn ale to też nie jest wytłumaczenie. Bo jeśli to trucizny – to powinniśmy chorować wszyscy bez wyjątku i to w tym samym czasie, bez względu na nasz wiek.

Zdradzę Wam kolejną ciekawą tajemnicę życia, która jest niezwykle prosta, i jednocześnie jest ukrywana przed ludźmi ze wszelkich sił. Nie potrzeba do tego doktoratu z psychologii, nie potrzeba puszenia się, że „psychologia to nauka, a nie czary-mary„. I nie potrzeba też żadnej skomplikowanej, tajemnej wiedzy, za którą guru lub np coach liczy sobie kilkaset złotych od prelekcji.

Zdecydowaną większość problemów przysparzamy sobie w życiu sami. Sami je tworzymy. Wcale nie tajemnym sekretem szczęśliwego życia jest to, by nie tworzyć samemu problemów.  Zobaczcie jakie to proste, że aż wydaje się niemożliwe. Mamy w sobie strukturę nazywaną ego. Ono nastawione jest na rozwój w trudnym i okrutnym świecie, na ten program minimum minimum. Dawniej wynajdywanie różnych problemów, przeszkód i zagrożeń było konieczne by przeżyć. Nie było cywilizacji, techniki, medycyny, policji i pogotowia, czasy były bardzo trudne, a śmierć zdarzała się bardzo często.

Obecnie liczba tych negatywnych i zagrażających bodźców znacząco spadła. Konstrukcja ego jednak pozostała taka, jak setki tysięcy lat temu, gdy ludzie bardziej przypominali małpy, przynajmniej pod kątem zachowań. Więc ego sztucznie wynajduje sobie problemy, czyli paliwo, które je zasila. Emocja, jakakolwiek emocja – byleby była, byleby coś się działo, byleby nie zostać sam na sam ze swoim wnętrzem. I co oczywiste, ze strasznym stanem tegoż wnętrza.

Nie goni Cię dziki zwierz, w kiblu nie ma jadowitego pająka. Masz infekcję, skaleczenie, wyrostek, zepsuty ząb – to ta bezbożna i jakże nie-eko i nie-organic medycyna ratuje Cię przed wielodniowym konaniem w męczarniach. Nie ma dawnych stresujących bodźców, więc ego samo sobie je wymyśla. Choćby były sztuczne, bzdurne. On zaprosił jakąś koleżankę na facebooku? Dla ego żony jest to powód do wielodniowych pretensji i fochów. Ona kupiła zbyt seksowne buty na obcasie? Dla niego jest to powód do kłótni, wyzywania i obrażania.

Emocja jest? Jest. Zajęcie jest? Jest, byleby nie było nudno, byleby nie było cicho… Takich możliwych wariantów tych sztucznych, z dupy wziętych problemów, jest już nie miliony, ale miliardy miliardów. Możesz ich wygenerować nieskończenie wielką ilość, o ile chcesz. A zawsze znajdzie się powód. Wszystko może nim być, nawet… największe możliwe szczęście. Znałem nawet kobietę, która narzekała, że ma zbyt duże piersi. Wcale za duże nie były, i ona wiedziała, że ogromna większość kobiet narzeka na zbyt małe piersi. Ale chciała mieć problem, więc go sobie wymyśliła.

W relacjach i związkach ogromna większość problemów to tego typu sztucznie wymyślone problemy, z niczego. Człowiek ma jakiś obraz idealnej relacji – narzucony mu przez społeczeństwo, rodzinę, psychologię (tak, psychologię z dumą uważającą się za naukę), tradycję, religię itp. Człowiek taki patrzy na każdy szczegół, bo przecież wszystko ma być idealne, wszystko ma być dopięte dosłownie na ostatni guzik, niczym na instagramowym blogu. Gdzie nawet kibel gdzie się sra jest chyba z jakichś diamentów. Wiecie ile wtedy znajdzie się problemów?

Bo życie nie przypomina instagramowego bloga ani wypucowanego mieszkania z telenoweli, gdzie wszystko błyszczy i jest dopięte na ostatni guzik. Z większym stanem świadomości przychodzi olśnienie, że życie wcale nie musi być idealne. Że nad wieloma problemami mamy realną władzę. Jaką? Po prostu nie trzeba ich tworzyć. Wiele problemów, cierpień, ale też zobowiązań, bierzemy na siebie sami. Polecam taką postawę. Nie tylko znikną problemy, o których myślisz że rzeczywiście, racjonalnie, nie musisz tworzyć. Ale zobaczysz jak wiele problemów starych, wydawałoby się absolutnie nierozwiązywalnych, nie do uniknięcia – rozwiąże się samo, albo będzie stopniowo łagodnieć.

Do dziś pamiętam przykład mojej dawnej koleżanki – matka rodziny, uważająca siebie za uspołecznioną, ekstrawertyczną siłaczkę. Oczywiście interesowała się psychologią. Gdy się spotykaliśmy w gronie znajomych, mawiała, że skarpetki zostawione na podłodze są największymi mordercami małżeńskiej relacji. Oczywiście, nie opuszczona przez mężczyzną deska klozetowa też była dla niej wielkim problemem. To był jej świadomy, a raczej, nieświadomy wybór, wynikający z nieświadomości, kompleksów i lęków. Z czegoś co problemem nie jest, zrobiła problem.

Ciekawa historia została nagłośniona przez portal dla rodziców. Kilku trolli internetowych założyło grupę na facebooku, której oficjalnym celem jest pomoc rodzicom. Cel nieoficjalny – to trollowanie i naśmiewanie się z nich. Często w bardzo niewybredny sposób. Ale powiedzcie – czy ktokolwiek te matki czy ojców trzyma na siłę w grupie, która już po pierwszym spojrzeniu przypomina chlew? Kto im każe napinać się, walczyć, oburzać, mieć „ból dupy„? I tym samym narażać się na wyśmiewanie, ataki, czy odwet trolli? Oni sami to robią. Kat szuka ofiary, to prawda, ale z drugiej strony, to ofiara szuka kata. Tam, gdzie są głupie, strachliwe, podporządkowane stadu owce, tam są i wilki.

Poniżej żart podesłany przez czytelnika, trochę w temacie: 😉

Bóg chciał się dowiedzieć, co tam słychać na ziemi.
Aniołowie przynieśli mu wielką plazmę, Bóg wziął pilota do ręki, włączył 1-szy kanał.
A tam kobieta rodzi, wrzaski, krew, zamieszanie
– Co to takiego Piotrze, czemu ta kobieta tak cierpi – pyta Bóg
– Ależ Panie Boże, przecież sam powiedziałeś – w bólu i cierpieniu na świat przychodzić będziecie
– Hmmm, ale ja żartowałem, odpowiada Bóg
Przełącza na 2-gi kanał, a tam górnik na dole w kopalni, spocony, tylko mu oczy błyszczą, ledwie zipie
– A to co takiego Piotrze, czemu ten człowiek tak się męczy?
Panie Boże, wszak sam mówiłeś – w pocie i znoju chleb zdobywać będziecie.
– Ale ja przecież żartowałem, na to Bóg.
Włącza 3-ci kanał, a tam wielka sala, potężny, suto zastawiony stół, wykwintne potrawy, drogie wina i koniaki, a wokół siedzą same grubasy w czarnych sukniach, przepasani fioletowymi szarfami, z piuskami na głowach, radośnie biesiadują, słychać rubaszne żarty, śmiech rozbrzmiewa dookoła.
– A to kto taki, pyta Bóg?
– A to są Panie Boże ci, którzy wiedzieli, że żartowałeś

Cytuję: „Chcecie przetestować to na sobie? Dam Wam parę minut, możecie zrobić to od razu. W porządku, przebiega to mniej więcej tak. Załóżmy, że moglibyście być upojnie szczęśliwi, ale nie zdobędziecie licencjatu. Czy jesteście gotowi wymienić licencjat na szczęście? Nie dostaniecie tej dziewczyny czy tego chłopaka. Czy jesteście gotowi wymienić ich na szczęście? Co? Co o tym myślicie? Nie odniesiecie sukcesu, poniesiecie porażkę i wszyscy będą Was nazywać nieudacznikami. Ale będziecie szczęśliwi, bezmiernie szczęśliwi. Czy jesteście gotowi wymienić zdanie innych na szczęście? Dam Wam trochę czasu do namysłu.”
~Anthony de Mello

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/