Kategoria: Medycyna naturalna i alternatywna

LSD SKUTECZNIE LECZY DEPRESJĘ ALE RZĄDY I KONCERNY TEGO ZABRONIŁY!

Czy psychodeliki, np LSD, mogą być używane w medycynie i psychoterapii? Czy mają właściwości lecznicze?

Czy LSD, czyli halucynogenny narkotyk, może leczyć depresję?! Wiele wskazuje na to, że tak. W latach 40, 50 i 60 XX wieku działo się bardzo dużo. Badano wiele interesujących koncepcji odnośnie psychologii. Wciąż żywa była spuścizna Junga i jego nauka o nieświadomości zbiorowej i archetypach. Właśnie wtedy próbowano łączyć psychodeliki, w tym LSD, z tradycyjną psychoterapią. Dawało to zadziwiająco dobre wyniki.

Jednak koło roku 1968 przyszły rządy nowej elity. Wprowadzono szereg destrukcyjnych dogmatów w polityce, ekonomii i w nauce, także w psychologii. W psychologii ostatecznie zatriumfował dogmat ateistyczny (materialistyczny). Odrzucono koncepcje Junga, łączące ezoterykę z psychologią. Koncepcja Junga zeszła do podziemi jako „psychologia głębi” („deep psychology”). Rządy zabroniły także eksperymentów polegających na łączeniu psychodelików, w tym LSD, z psychoterapią.

Dogmat materialistycznego ateizmu spowodował upadek duchowości i kryminalizację psychodelików

Na wiele dekad substancje te zostały zdemonizowane, a chorzy pozbawieni jednej z metod leczenia. Dogmat racjonalizmu, materializmu i ateizmu ostatecznie zatriumfował. Nowy, neoliberalny i lewicowy człowiek miał być bezmózgą istotą bez płci, bez tożsamości, bez narodowości. Bez mózgu, bez serca i bez jaj, bo męskość zdołowano. Miał nie wierzyć żadną duchowość, bo element metafizyczny przeszkadza w byciu kapitalistycznym konsumentem. Obywatel miał być jedynie przewodem pokarmowym, także symbolicznie. Konsument, obywatel, wyborca nie musi myśleć samodzielnie, i nie może krytykować niesprawiedliwości systemu. Ma wierzyć, że po śmierci nic nie ma, co powoduje u niego strach i „uzależnienie” od doczesnego życia.

Taki obywatel uważa obecne życie za jedyne, więc robi wszystko, by dostosować się do społeczeństwa i nie stracić tej jedynej szansy. To bardzo sprytny program instalowany w podświadomości, mający daleko idące konsekwencje. Co by było, gdyby ludzie wiedzieli, co jest po śmierci, gdyby ujawniono prawdę, że np reinkarnacja jest faktem? Ludzie by bardziej wyluzowali, nie chcieliby brać kredytów i tańczyć wg zasad systemu. A tak, jak uważają, że mają tylko jedno życie, a po nim nicość, to starają za wszelką cenę się dostosować, by nie być wyrzutkiem czy heretykiem i nie stracić tej jedynej szansy.

Szerzej opisywałem to w poniższym felietonie:
Sekrety duchowości: czy religie i nauka ukrywają prawdę o tym, co jest po śmierci?!

O „reżimach ateistycznych” zrzucających na inne kraje bomby w imieniu Mc Donaldsa, Disneylandu i telewizyjnej demokracji, jak i o mechanizmach ich funkcjonowania pisałem tu:
Trwają ogromne zmiany na Ziemi: nadchodzi zmierzch liberalnej demokracji!

Trwają badania nad leczniczymi właściwościami psychodelików

Obecnie jednak wraca się do tego. Wiele mówi się o badaniach nad małymi dawkami psylocybiny z grzybów halucynogennych. Mają one leczyć objawy depresji i innych chorób psychiki. Oczywiście psylocybiny nie da się opatentować i sprzedawać 1000 razy drożej, niż koszty produkcji. Więc koncerny farmaceutyczne dokonają manipulacji na naturze. Do cząsteczki psylocibiny podczepią jeden lub kilka atomów. Np atom chloru, bromu, grupę metylową, grupę etylową i tak dalej. Powstanie nowa cząsteczka chemiczna, przypominająca psylocybinę, o podobnych lub silniejszych właściwościach. Zostanie opatentowana i będzie sprzedawana z ogromnym zyskiem jako „antydepresant nowej, bo trzeciej generacji”. A wystarczyłoby do tabletki dać maleńką dawkę naturalnej psylocybiny, i efekt byłby podobny.

Ale cóż, koncerny muszą zarobić, bo miliony chorych powoli przestaje reagować na tradycyjne antydepresanty (TLPD, SSRI). Leki te są brane przez setki milionów ludzi. Wielu bierze je od lat, i przestaje je tolerować, nie przynoszą one efektu leczniczego. Tak naprawdę ten największy efekt leczniczy antydepresantu jest w pierwszych 12 miesiącach jego brania. Potem mózg na zawsze się do niego „przyzwyczaja” i nawet jak włącza się go do leczenia po latach, to nie ma tak wyraźnego efektu. Dopiero nowy, dotychczas nie zażywany antydepresant daje pełen efekt. Więc ten rynek jest bardzo chłonny. Czym będą antydepresanty trzeciej generacji? Pobawię się w futurologa amatora i powiem, że będą one modyfikacjami naturalnych psychodelików w mikro-dawkach. Stawiam na modyfikacje psylocybiny, nad którą trwają prace, potem na modyfikacje LSD, DMT, ibogainy, czy THC z marihuany. Nad pochodnymi THC które można opatentować i sprzedawać w dużych cenach też trwają badania.

Jeden z bardziej skutecznych leków antydepresyjnych, Agomelatyna, jest taką modyfikacją substancji naturalnej. Agomelatyna jest pochodną melatoniny, czyli ludzkiego hormonu snu. Działa silniej na receptory melatoninowe niż naturalna melatonina. Wykazuje też antagonizm wobec receptora serotoninowego 2C, który skutkuje uwalnianiem dużych ilości dopaminy i noradrenaliny, co daje efekt antydepresyjny. Pomimo tego, że Agomelatyna nie była traktowana jako „obiecujący” lek, to jednak nowe metaanalizy wielu badań wykazały, że zalicza się do antydepresantów o dużej skuteczności. To udowadnia, że mało jeszcze wiemy o ludzkim mózgu, o mechanizmach powstawania depresji i chorób psychicznych, jak i całym ludzkim organizmie w ogóle.

Powrót do terapii psychodelikami

Ciekawe jest to, że leki antydepresyjne (TLPD, SSRI, SNRI, SARI) działają dokładnie odwrotnie, niż psychodeliki. Psychodeliki są agonistami receptorów serotoninowych, więc nasilają przekaźnictwo związane z serotoniną. Z kolei antydepresanty i niektóre leki na schizofrenię (neuroleptyki) działają antagonistycznie na receptory serotoninowe. Czyli mówiąc w uproszczeniu, „uspokajają” przekaźnictwo serotoninergiczne. Ezoterycy określają te leki jako blokery energii kundalini. Jest to energia witalna związana z seksem, aktywnością itp. Z kolei psychodeliki mają tę energię nasilać, często aż do przesady, odblokowywać. Jest to tylko hipoteza, ale po psychodelikach wielu ludzi się zmienia na lepsze.

Inaczej widzą świat, są bardziej wyluzowani i spokojni. A o to przecież w tym chodzi, prawda? Powoli wraca się do łączenia psychodelików z profesjonalną psychoterapią. Oczywiście w krajach, gdzie są one legalne. W Czachach legalne są składniki napoju Ayaschuasca, zawierającego DMT i inhibitor enzymu monoaminooksydazy (MAOi). Są tam profesjonalne ośrodki, w których podawanie Ayaschuascy łączy się z obecnością wykwalifikowanego psychoterapeuty. Ludzie, którzy to przeżyli, mówią, że to kilka lat psychoterapii w ciągu jednej nocy.

Co ciekawe, naukowcy tacy jak Albert Hoffman czy Timothy Leary postulowali takie rozwiązanie już dekady temu. Możliwe, że w przyszłości takie terapie będą mogły być prowadzona w ośrodkach medycznych. Najlepiej, gdyby były to otwarte oddziały szpitalne, położone tuż obok zamkniętych oddziałów psychiatrycznych. By w razie komplikacji przenieść tam pacjenta. Hmm, marzenia, ale nie są one tak odległe jak mogłoby się wydawać. Priorytetem jest oczyszczenie medycyny z korporacyjnej korupcji.

Cytat: „Na przestrzeni dziejów, jako gatunek zmierzaliśmy się z przerażającym faktem, że nie wiemy kim jesteśmy ani dokąd zmierzamy w tym oceanie chaosu.. i to właśnie autorytety – polityczne, religijne i edukacyjne – próbowały nas uspokoić oferując nam strukturę, zasady, informacje i kształtując w naszym umyśle ich własną wizję rzeczywistości. Aby zacząć myśleć samodzielnie musisz podważyć autorytety i nauczyć się wchodzić we wrażliwy stan otwartości umysłu, stan chaosu, dezorientacji i wrażliwości.”
~dr Timothy Leary

Cytat: „Cała nasza działalność w latach sześćdziesiątych XX wieku miała na celu rozszczepienie i osłabienie wiary w porządek społeczny lat pięćdziesiątych. Za cel obraliśmy demontaż monolitycznej, judeochrześcijańskiej struktury władzy, narzucającej zachodniej cywilizacji represyjne, pełne poczucia winy i surowości podejście do zagadnienia cielesności. Zależało nam tylko na obaleniu tej pruderyjnej, ponurej cywilizacji. I w pewnej mierze osiągnęliśmy sukces. Po raz pierwszy w XX wieku na świecie stał się modny poganizm. Biali ludzie zaczęli ruszać biodrami, zapuścili włosy i poczęli oddawać się szalonemu, zmysłowemu tańcowi na łonie natury.”
~dr Timothy Leary

Cytat: „Jednostki wybrane z danej puli genetycznej tworzą przyszłość dzięki przedwczesnej aktywacji swoich obwodów nerwowych. Bardzo często dzieje się to bez udziału ich świadomości. Mimowiednie żyją w przyszłości, wyobcowani ze swego kontekstu społecznego. Nieświadomi swego programu genetycznego, mają wrażenie braku przynależności do tego świata. Niektórym z nich towarzyszy nawet poczucie osaczenia, które sprawia, że czują się tak, jakby utknęli w klatce skonstruowanej dla nich przez społeczeństwo. […]

Takim Agentom Ewolucji zwykle przypina się łatkę wyrzutków, ponieważ miotają się, kierując swe kroki do przodu i wyrywają się z przeszłości, wystając ponad rzeczywistość, w której pogrążone jest ich społeczne stado. Wraz z przyspieszeniem procesów ewolucyjnych dochodzi do gwałtownego ich namnożenia w świecie. Dobry tego przykład stanowić mogą lata sześćdziesiąte XX wieku, kiedy nagle pojawiło się wielu Agentów Przyszłości. Nawet w obecnych czasach dopiero zaczynamy rozpoznawać ich znaczenie, zaczynamy odkrywać, jak istotną rolę odgrywają outsiderzy dla rozwoju danego gatunku.”
~dr Timothy Leary

Na koniec zapraszam Cię do obejrzenia filmu dokumentalnego o LSD:

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 299 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

KONCERNY FARMACEUTYCZNE OSIĄGAJĄ ZYSK KOSZTEM ZDROWIA I ŻYCIA?! PRZEDSTAWIAM DOWODY!

Medycyna i kontrowersje. Zysk ponad ludzkie zdrowie i życie, czyli polityka koncernów farmaceutycznych

Medycyna akademicka, czyli oficjalna, oparta na metodach chirurgicznych i produktach koncernów farmaceutycznych, jest poddawana obecnie miażdżącej krytyce. W internecie i coraz częściej w debacie publicznej trwa wojna między zwolennikami medycyny naturalnej, nazywanymi „alt-medowcami” i obrońcami medycyny oficjalnej, zwanymi „racjonalistami”, „sceptykami” czy też „zwolennikami i propagatorami nauki.”

Ja chciałbym zwrócić Twoją uwagę na pewien bardzo ważny aspekt. Jest on przemilczany nawet przez niezależne czy alternatywne media. Jednak jest to bardzo ważne. Bo tego argumentu big pharma i jej propagandyści („racjonaliści” i „sceptycy”) nie będą już w stanie obalić w żaden sposób. Jest to ostateczny i już niepodważalny dowód na to, że celem koncernów farmaceutycznych nie jest skuteczne leczenie ludzi chorych. Ale ich celem jest zaleczanie ich objawów tak, by chory musiał brać ich leki bardzo długo, najczęściej dożywotnio. Ich celem jest zysk za wszelką cenę, nawet po trupach.

Jednak muszę tutaj dodać pewne ważne zastrzeżenie. Czy całkowicie neguję medycynę akademicką, czy wierzę, że witamina C leczy raka, czy nakładam sobie aluminiową folię na głowę?! Absolutnie że nie! W swoich felietonach krytykujących medycynę akademicką staram się jednocześnie dostrzegać, że ona także jest potrzebna. Często ratuje ludziom zdrowie i życie. Pomyśl, ile razy Ty zawdzięczasz jej życie? Może nawet nie wiesz, że gdyby nie ta oficjalna medycyna, to nie byłoby Cię wśród żywych? Pomyślmy.. Antybiotyk podany na ciężką infekcję w dzieciństwie? Ginekolog który uratował Ciebie i mamę podczas trudnego porodu? Operacja wyrostka robaczkowego, ratująca Cię przed konaniem w męczarniach? Pogotowie, które przyjechało na miejsce wypadku samochodowego, do zawału, do ataku kamienia nerkowego, do złamania nogi, do zasłabnięcia, i tak dalej? Nie ma co całkowicie negować i demonizować oficjalnej medycyny. Często konieczne jest zarówno leczenie farmaceutyczne, jak i to naturalne.

Medycyna akademicka i medycyna naturalna są tak samo potrzebne

Szczególnie w tych „trudnych” chorobach. Na przykład chorzy na Hashimoto często biorą hormony w niskiej dawce, leki antydepresyjne i stosują metody naturalne. Można demonizować leki na nadciśnienie, że nie leczą przyczyny, ale co zrobić, gdy chory ma ciśnienie 210 / 110 i lada moment może umrzeć? Leki antydepresyjne i uspokajające są poddawane miażdżącej krytyce, czasami słusznej. Ale to te leki uratowały miliony ludzi przed popadnięciem w obłęd, przed samobójstwem, nałogiem, popełnieniem przestępstwa. Bo w tych chorobach już tak jest, że samymi witaminami się ich nie wyleczy, a psychoterapia trwa bardzo długo. Są przypadki tak lekoopornych i trudnych chorób, że pacjent bierze trzy silne leki razem, narażając się na bardzo ciężkie, zagrażające życiu powikłania (zespół serotoninowy). Bo nic innego nie działa, a chory cierpi tak bardzo, że ma kilkadziesiąt prób samobójczych na koncie. Tak więc nie jest to takie czarno-białe i proste. Często jest tak, że jakiś nagły przypadek, przyjazd  pogotowia lub wizyta na SOR przywracają zdrowy osąd.

Medycyna jest jaka jest. Choć nauka uważa, że wie już wszystko, to tak naprawdę dopiero stawiamy pierwsze kroki. Wciąż nie mamy leczenia, które byłoby leczeniem przyczyny. Leki farmaceutyczne nie leczą przyczyny choroby. One czasowo uciszają objawy, pozostawiając przyczynę nie wyleczoną, i przy okazji powodują różne skutki uboczne. Medycyna akademicka i jej apologeci mają „pieniężną fobię” na punkcie medycyny naturalnej. Wiadomo, że żaden biznes konkurencji nie lubi, szczególnie ten zarabiający miliardy dolarów. Wg lekarzy działać może tylko to, co przynosi dochód koncernom. Z kolei medyczni propagandyści, owi „sceptycy” czy też „zwolennicy nauki”, uważają, że wszystko co oficjalne jest prawdziwe. Uważają też, że tylko to, co przynosi wpływy i dochody rządom, bankom i korporacjom jest prawdziwe, słuszne i naukowe. Cała reszta to wg nich „teoria spiskowa” lub „pseudonauka”.

Terapie genowe i inżynieria genetyczna są prawdziwym leczeniem przyczyn chorób

Obecnie zdani jesteśmy na gówniane specyfiki farmaceutyczne, lub na metody medycyny naturalnej i dietetyki. Jednak leczenie metodami naturalnymi często nie gwarantuje, że np choroba Hashimoto nie zajmie kolejnego organu. Dużo jest obecnie mutacje i błędów w genomie ludzkim. Wielu ludzi nie toleruje żywności z siarką (jajka) lub jej suplementów (MSM). Powszechne są zaburzenia cyklu przemiany katecholamin (biopteryna i inne).

Częsty w naszej populacji jest zbyt niski poziom BH4, czyli biopteryny. Odpowiada ona za prawidłową ilość neuroprzekaźników – serotoniny, dopaminy, noradrenaliny. Nie chodzi mi oczywiście o stan ciężki, który wymaga podawania syntetycznego analogu – sapropteryny, występujący w przypadku fenyloketonurii czy hiperfenyloalaninemii. Chodzi o łagodnie zmniejszoną ilość BH4 na tyle, by powodować niedobory różnych neuroprzekaźników i tym samym nasilając zły nastrój, np w chorobach autoimmunologicznych.

O biopterynie i metodzie na podkręcenie jej aktywności pisałem w poniższym artykule:
Niesamowity naturalny sposób na depresję!

Co jest leczeniem przyczyny? Leczenie przyczyny chorób to leczenie na poziomie genów, czyli inżynieria genetyczna. Już sama nazwa brzmi złowrogo, bo kojarzy nam się z GMO, czyli z manipulacjami genetycznymi włączającymi geny szczura do pomidora. Ludzkość dopiero stawia pierwsze kroki w genetyce. Dodawanie genu zwierzęcia np do pomidora czy kukurydzy nie może skończyć się dobrze. Owszem, nie zmutujesz, ale organizm inaczej reaguje na takie pożywienie. Jednak to w terapiach genowych jest przyszłość medycyny. To one leczą przyczynę choroby.

O kontrowersjach wokół GMO pisałem w poniższym artykule:
GMO: zagrożenie jest realne! „Życie wymyka się spod kontroli”

Epigenetyka kontra absurdy zdarzające się czasami w medycynie naturalnej

Wstępem do inżynierii genetycznej i do uzdrawiania na poziomie genów jest epigenetyka. Jest to stosunkowo nowa dziedzina nauki. Możesz za równowartość 1500 zł zbadać sobie genom w zagranicznym instytucie. Dostajesz wynik i to pomaga dobrać suplementy, dietę, a czasami także lekarstwa na podstawie rzetelnych przesłanek. W wyniku takiego precyzyjnego leczenia można uśpić złe geny, jak i rozbudzić te, które działają zbyt słabo. Jest to skuteczniejsze niż leczenie i suplementowanie na ślepo. Reklamy suplementów kuszą, przedstawiają same plusy i pomijają skutki uboczne. To samo zresztą dotyczy „reklam” farmaceutyków dokonywanych w gabinetach lekarskich. Ludzie chorzy, zawiedzeni przez akademicką, czyli oficjalną medycynę, często leczą się w ten sposób – na ślepo. Szukają pomocy na facebookowych grupach, które są tak naprawdę jednymi wielkimi śmietniskami. Otrzymują pod swoimi odpowiedziami dziesiątki, a czasami nawet setki odpowiedzi. Każdy mówi co innego. Na przykład: witamina C tylko lewoskrętna. Albo nie! Witamina C tylko w formie askorbinianu sodu.

Wtedy ktoś inny powie, że żaden askorbinian, że jeśli witamina C, to tylko liposomalna. A może nie witamina C, tylko coś jeszcze innego?! A co z niedoborami witaminy D3? I tak dalej. Można prędzej zgłupieć niż znaleźć pomocy. Ten suplement, potem inny, potem jeszcze inny.. I często ludzie czują się dalej źle. I szukają dalej nowych suplementów, nowych pomysłów na dietę, robią kolejne i kolejne badania krwi, moczu, kału, USG, tomografie i tak dalej. Wiedzą, że na przykład na Hashimoto oficjalna medycyna nie może im praktycznie nic dać. Jeśli już, to tylko hormony, które powodują dalsze osłabienie tarczycy, które rozregulowują oś podwzgórze-przysadka-tarczyca-nadnercza. Dlatego po trzech czy czterech miesiącach brania tych hormonów i początkowej poprawie, zaczynasz czuć się bardzo źle. Często gorzej, niż przed rozpoczęciem ich zażywania. Więc medycyna recepty nie ma.

Medycyna akademicka nie umie leczyć chorób autoimmunologicznych, więc wmawia chorym, że nie są chorzy

Dodatkowo „medyczni racjonaliści” często publikujący na swoich blogach, stronach czy innych propagandowych kanałach zachwalających oficjalną medycynę, zaczynają negować te objawy. Mówią, że żadne Hashimoto nie istnieje, bo wystarczy tylko brać hormony. Że wyczerpanie nadnerczy to nie jest choroba. Że utajona borelioza nie istnieje. A tak naprawdę Ci wszyscy chorzy powinni być leczeni psychiatrycznie. To zupełnie nowy trend w oficjalnej, medycznej propagandzie. Polega on na negowaniu dolegliwości które dziś przybierają rozmiar epidemii, a na które medycyna oficjalna nie ma lekarstwa. Bo skoro na czymś nie można zarobić, to lepiej uznać, że to coś nie istnieje, prawda?

A cierpiącym ludziom, którym nie pomagają hormony, antydepresanty i różne metody naturalne wmówić, że są po prostu chorzy psychicznie. Jeśli te „pandemiczne” trudne choroby są porażką medycyny, i dodatkowo nie można na ich leczeniu zarobić, to się to ukrywa, demonizuje, mówi że Ci ludzie są chorzy psychicznie. Zaś naturapeutów, którzy rzetelnie wykonują swoją pracę, zastrasza się i nęka w różny sposób. Medycyna oficjalna nie lubi konkurencji, a big pharma i jej agentura w naszym kraju jest wyjątkowo silna.

Istnieje ogromna siatka blogerów, autorów, you-tuberów, którzy „zawodowo” oczerniają medycynę naturalną, propagują rządowo-korporacyjne „wersje oficjalne”. Zmawiają się oni na swoich tajnych grupach, by działać przeciwko naturapeutom, dietetykom i innym osobom zaangażowanym w pomaganie chorym, dla których medycyna akademicka nie ma żadnej oferty. Robi się wszystko, by ludzie zawiedzeni medycyną oficjalną nie mieli alternatyw w postaci naturapeutów. W Polsce przypomina to czasami sceny z filmów sensacyjnych klasy C.

Koncerny farmaceutyczne są przeciwne terapiom genetycznym, ponieważ trwałe wyleczenie pacjenta ogranicza im zyski!

Przyszłość jest w terapiach genowych, które już teraz stają się powoli popularne. Jednak ze strony środowiska farmaceutycznego padły szokujące wyznania na temat tych metod leczenia. Są one ostateczną demaskacją ich prawdziwego oblicza i tego, do czego naprawdę dążą. Interesuje ich tylko zysk, utrzymywanie pacjentów przy życiu, by cały czas brali leki, a nie ich realne wyleczenie. Żadni propagandyści farmacji na blogach typu „Tylko nauka” lub: „Pogromcy absurdów medycznych” nie będą mogli tego argumentu obalić.

10 kwietnia 2018 roku opublikowano raport „The Genome  Revolution”. Analitycy banku Goldman Sachs, tego który odpowiada za plan Balcerowicza i zniszczenie polskiej gospodarki, analizowali przyszłość pod kątem rozwoju inżynierii genetycznej i terapii genowych. Doszli oni do wniosku, że ten model biznesowy, jak to oni określili, jest niezbyt interesujący. W raporcie powiedzieli oni wprost: „-Skuteczne wyleczenie pacjentów w dłuższym okresie redukuje bazę klientów i prowadzi firmy farmaceutyczne do bankructwa.” Terapie genowe już zdążyły rozbudzić nadzieję, choć są one w powijakach. Dalej stwierdzili: „-Tworzenie lekarstw na choroby zakaźne jest nieopłacalne, gdyż ograniczanie puli nosicieli zagrozi przyszłym zyskom”. Jako przykład podali tutaj firmę Gilead Sciences, która opracowała w 90% skuteczny lek na WZW typu C, i zaczęła odnotowywać straty. Zaproponowano, by dalej szukać nieskutecznych, ale koniecznych do ciągłego podawania leków na depresję, nowotwory, cukrzycę.

Niestety, ale nie jest to „fake news” lub kolejna „oszołomska teoria spiskowa”. Nikt ze środowiska medycyny naturalnej tego sobie nie wymyślił. Raport w języku angielskim, w wykonaniu analityka Salveena Richtera, możesz przeczytać na portalu amerykańskiej telewizji CNBC News w linki poniżej. Tego argumentu „farmaceutyczni” blogerzy nie będą w stanie odeprzeć:
Goldman Sachs asks in biotech research report: ‚Is curing patients a sustainable business model?’

Koncerny farmaceutyczne widzą w terapiach genowych niebezpieczeństwo, choćby dlatego, że oznaczają one podanie jednej lub kilku dawek. A to uniemożliwia zarabianie na danym pacjencie przez długie lata. Sprawdza się tu powiedzenie, że pacjent wyleczony to klient stracony. I nie jest to „bzdurne powiedzonko pro-epidemików, płasko-ziemców i innych oszołomów„, jak głoszą to medyczni propagandyści. Okazało się to być prawdą. Czy jest możliwe, by wpływowe i potężne koncerny farmaceutyczne doprowadziły wręcz do nowego „polowania na czarownice”, z inżynierią genetyczną w roli „czarownicy”? Czy możliwe, by bogaci i wpływowi zahamowali rozwój potężnej i obiecującej dziedziny nauki, jaką jest genetyka?

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków i szczepień:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 299 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

CZY WEGETARIANIZM JEST ZDROWY I „DUCHOWY”? NIE JEST TO TAKIE PROSTE..

Czy wegetarianizm jest zdrowy i duchowy? Jak powinien odżywiać się człowiek?

Zmiany na świecie są faktem. Ludzie powoli i z ogromnym trudem stają się mądrzejsi, wrażliwsi na krzywdę innych. Furorę robią obecnie diety wegetariańskie czy wegańskie. Do ludzi dochodzą szokujące fakty o traktowaniu zwierząt w rzeźniach jak i wcześniej podczas przemysłowych hodowli. Do tego dochodzą także kwestie różnych „polepszaczy” masowo dodawanych do mięsa. Są to fakty bezsporne i bezdyskusyjne. Jednak ma tu miejsce kilka przekłamań.

Brutalne traktowanie zwierząt w hodowlach i rzeźniach to efekt logiki kapitalizmu neoliberalnego, czyli systemu ekonomicznego opartego o darwinizm społeczny. Został on wprowadzony przez lewicowo-liberalne elity wywodzące się z pokolenia ’68. W tym systemie człowiek jest tylko pikselem, a zainteresowanie wokół niego ogranicza się do jego rąk (robol na etacie) i do jego ust, przewodu pokarmowego i odbytu (konsumpcja, kupowanie różnych rzeczy i napędzanie PKB). W tym świecie społeczeństwa biednieją coraz bardziej, więc powoli wszelkie przejawy lewactwa stają się dla ludzi coraz bardziej obrzydliwe. Bo jednak mądrzejemy.

Czy wegetarianizm jest duchowy? W new age istnieje trend, podług którego aby być duchowym, oświeconym i wysoko-wibracyjnym, to trzeba by chyba przestać żyć. Codziennie układ odpornościowy człowieka zabija miliony bakterii, wirusów czy zalążków pasożytów. Jest to agresja i przemoc, dzięki którym żyjemy. W życiu realnym też czasami musimy się bronić i schować swoje „uduchowienie” do kieszeni. Na diecie roślinnej nie da się uzupełnić podstawowych składników. Nie chodzi tylko o witaminę B12, bo ona jest związana z trzema innymi substancjami. Z żelazem, którego też brakuje w diecie roślinnej, ale też z kwasem foliowym i witaminą C. Na diecie roślinnej podaż kwasu foliowego jest duża. Witamina B12 i kwas foliowy, pomimo tego, że w organizmie współpracują, to są antagonistami. Jak kwasu foliowego jest dużo, jeśli jest jego duża podaż, to przyspiesza to spadek poziomu witaminy B12, której w diecie wegetariańskiej brak.

Brutalność mięsożercy czyli brutalność natury

Ale sprawa nie ogranicza się tylko do B12, żelaza czy białka z roślin, które jest słabo wchłanialne. Białkową ciekawostką jest fakt, że jeśli jesteś wege, to powinieneś spożywać białko konopne. Dlaczego? Bo, mówiąc w uproszczeniu, jest bardzo „podobne” do białka zwierzęcego i przez to jest wartościowe. Dalej: w wegetarianizmie ulega zaburzeniu cykl ornitynowy. Spada poziom moczniku, amoniaku i kwasu moczowego, bo one powstają głównie z mięsa. Są one antyoksydantami, i u ludzi w wyniku tego, że podczas epoki lodowcowej zainteresowali się mięsem, przejęły rolę witaminy C, której nasze organizmy już nie produkują. Wydaje mi się, że owo mięsne zainteresowanie, gdy podczas zlodowacenia nie było wystarczającej ilości pokarmu, było ewolucyjnym błędem.

Mięso z jednej strony nam trochę szkodzi, nasze zęby nie są typowymi zębami drapieżnika. Nie mamy kłów, pazurów, a surowe mięso nas odruchowo obrzydza. Z drugiej strony, bez mięsa też nie bardzo sobie radzimy. I tak źle, i tak niedobrze. Wracając do naszych argumentów duchowych: otóż świat już jest tak stworzony, że żyjemy często dlatego, że zjadamy bądź zabijamy innych. W życiu płodowym silniejszy płód często wchłania w siebie słabszego bliźniaka. Po narodzinach jest loteria genetyczna – osobniki słabsze często chorują i częściej umierają przed czasem, nie przekazując słabszych genów dalej. Teraz dzięki postępowi medycyny więcej chorych dzieci przeżywa i w życiu dorosłym się rozmnaża, więc genetycznie jesteśmy coraz słabsi i coraz bardziej chorowici. Natura tak to obmyśliła, by rodzina miała po 10 dzieci, i by wieku tych 18 lat dożyło tylko kilku najsilniejszych.

Tak było przez prawie cały eon antropocenu, od 200.000 roku p.n.e, aż do początku XX wieku. Teraz mamy wielkie globalne „sito genetyczne”. Choroby genetyczne i metaboliczne są częste. Częsta jest bezpłodność i poronienia. Mnóstwo ludzi choruje na choroby autoimmunologiczne, na nowotwory. Przeżyją tylko Ci najsilniejsi, którzy uodpornią się na skażone środowisko, na zmienioną chemicznie i technologicznie żywność. Naukowcy mówią, że wkrótce wytworzy się kolejna grupa krwi – grupa „C”. Będzie to grupa krwi człowieka, który przetrwał szok epoki przemysłowej. Tak więc sama natura zawiera w sobie brutalność. Ta brutalność jest w każdym człowieku. Przecież rośliny też chcą żyć, a ich zjadanie także jest pewną formą agresji. Cóż, ja tego świata nie tworzyłem. Nie chcę by zwierzęta cierpiały, nie chciałbym by były dla mnie zabijane. Nie chciałbym też wojen, wydawania miliardów dolarów na armię. Nie chciałbym głupiego systemu prawnego. A jednak nie mamy wyboru, bo świat nie jest idealną utopią wziętą ze snu naiwnego marzyciela, ale jest jaki jest.

Mięso, męskość i wyparta agresja

Patrząc trochę symbolicznie, to niechęć do mięsa jest szerszą niechęcią do pierwiastka agresji, jak i do męskości. Przecież mięso trzeba upolować, i tym tradycyjnie zajmowali się mężczyźni. Z kolei zbieractwem roślin zajmowały się kobiety. Jest to oczywiście tylko symboliczne spojrzenie, związane z polaryzacją archetypów płci. Ale częstym zjawiskiem jest fakt, że wegetarianie mają mniej w sobie tego „pierwiastka siły”, czy też „pierwiastka męskiego”. Lub inaczej.. Częstym przypadkiem jest też zjawisko, że negują i wypierają oni ten „myśliwski” pierwiastek. Bo wrażliwemu, wysoko-wibracyjnemu roślinożercy nie przystoi. Ale ten pierwiastek w nich jednak jest. Więc aby znalazł on bezpieczne ujście, dokonują oni podświadomej projekcji tego agresywnego pierwiastka na innych ludzi. Na wrogów. Wróg to wróg, a przecież wegetarianie walczą w słusznej sprawie. Więc nad takim wrogiem żywieniowym czy dowolnym innym można pastwić się do woli, nic nie ujmując przy tym ze swojego obrazu uduchowionej i wrażliwej istoty.

To tłumaczy znany w całym internecie fenomen agresywnych i fanatycznych wegan. Nie chodzi tutaj tylko o brak kilku składników odżywczych, ale o mechanizm projekcji. Mechanizm wypierania agresji i jej projekcji na „wroga” jest bardzo ciekawym mechanizmem obronnym psychiki, chroniącym ją przed dalszą dezintegracją i rozpadem. Bo agresja, pomimo tego, że zanegowana, wyparta i taka „niska”, musi znaleźć ujście, tak jak lawa z wulkanu. Jak wulkan jest wygasły i przykryty grubą warstwą lądu, a pod nim zbiera się coraz więcej magmy, to i tak jebnie i tak. Opisałem go w poniższym artykule:
Czy opętanie istnieje?! Religia i doktryny duchowe Cię okłamują!

Popatrzcie na Hindusów – są oni wegetarianami i krowy są tam bożkami. Jednak do dziś jest to społeczeństwo skrajnie konserwatywne o mentalności niewolniczej (kastowej). Bardzo często dochodzi tam do gwałtów i pobić kobiet, i nie tylko. Jest to tam traktowane jako „sprawa honoru„, podobnie jak u rzekomo miłującej pokój religii islamu. Ogromne połacie Indii (prowincja, przedmieścia) wciąż tkwią w niewolniczym systemie kastowym i w skrajnej ciemnocie, porównywalnej chyba tylko z europejskim średniowieczem. Nie ma tam też mowy o rozwoju duchowym, bowiem jest tam taka sama ciemnota religijna jak kiedyś u nas. A wiedzę mają tylko kapłani i elita.

Jaka powinna być dieta? Czy tylko wegetarianizm lub weganizm?

Dieta powinna być indywidualna. Często dobre rezultaty daje dieta paleo, czyli mięso plus duża ilość świeżych roślin, z wykluczeniem glutenu, nabiału, cukru itp. Trochę racji jest w jedzeniu zgodnie z grupą krwi. Osoby z grupą krwi zero jednak tego mięsa potrzebują. Częste są obecnie zaburzenia metaboliczne, wykrywane na drodze coraz popularniejszych badań genetycznych. To nowa dziedzina nauki o nazwie epigenetyka. Gdy ma się wyniki tych badań, to wiadomo, jak uśpić źle funkcjonujące geny, lub jak aktywować te, które działają zbyt słabo. Robi się to poprzez dobór farmaceutyków, suplementów, witamin, ziół i odpowiedniej diety. Do tego dochodzą coraz liczniejsze alergie pokarmowe, i je też można przebadać w specjalistycznych ośrodkach.

Częstym błędem dietetyków czy lekarzy jest polecanie jednej jedynej diety każdemu człowiekowi. Każdy jednak jest inny, każdy ma inne uczulenia pokarmowe, o których najczęściej nie wie. Każdy człowiek ma nieco inny tryb życia, inny poziom stresu. Do tego dochodzą wspominane wyżej błędy genetyczne, płeć, wiek, zażywane leki, aktywność fizyczna, choroby. Niektórzy ludzie na wegetarianizmie, weganizmie lub witarianizmie czują się wyśmienicie. Inni zaczynają po wielu latach chorować. Jeszcze inni tuż po przejściu na taką dietę czują się bardzo źle. I to jest normalne. Człowiek nie jest maszyną i nie ma jednoznacznego szablonu. Traumą dla nauki, polityków, ideologów, kapłanów i w końcu dla dietetyków jest to, że nigdy nie da się stworzyć jednego, spójnego szablonu, który obejmowałby całość ludzkości.

Dlaczego WHO zaczyna popierać wegetarianizm?

WHO przez lata promowała dietę opartą na zbożach zawierających gluten, wyrobach mlecznych, roślinach i mięsie. Czyli zalecała jeść wszystko, ze szczególną uwagą na toksyczny gluten. Obecnie WHO promuje dietę wegetariańską, choć wcześniej zdecydowanie ją odradzała. Przez dziesięciolecia lekarze, eksperci i sama WHO bardzo agresywnie atakowali diety wegetariańskie. Od kilku lat następuje tu zmiana, i pojawia się coraz większa ilość rzekomych „badań naukowych” udowadniających, że dieta azjatyckich kast niższych („niedotykalni”, którym w rzekomo duchowych Indiach odmawia się nawet pochówku), jest dobra dla zdrowia. Pojawiają się co rusz nowe artykuły w Gazecie Wyborczej czy innych tego typu mediach o zdrowotnych właściwościach rezygnacji z mięsa.

Lekarze, eksperci i dietetycy pędzący ku wegetarianizmowi są coraz częściej spotykani. Wegetarianizm staje się „naukowy”, „zgodny z kanonami racjonalizmu i sceptycyzmu”. Jeszcze dekada takiej propagandy, i jedzenie mięsa zostanie uznane za pseudonaukę i hołdowanie spiskowej teorii dziejów. Człowiek chcący zjeść soczystego steka, będzie porównywany do fanów teorii płaskiej Ziemi, chodzących w aluminiowej folii na głowie. Ja widzę tutaj pęd ku oszczędności. Hodowla zwierząt jest droga, ilość ludzi rośnie, a zasobów naturalnych nie przybywa. Nie oznacza to jednak, że elity chcą szanować i chronić przyrodą. Chcą po prostu jeszcze bardziej ograniczać koszta hodowli swoich niewolników, czyli nas.

Polecam Ci też nagranie Bashara – „Czy dieta wegańska/wegetariańska czyni nas bardziej „uduchowionymi”? Nie ze wszystkim się zgadzam, wklejam je tylko jako ciekawostkę:

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 299 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

TAJEMNICE ZDROWIA: CZY SÓL TO „BIAŁA ŚMIERĆ”?! BĘDZIESZ W SZOKU GDY DOWIESZ SIĘ JAK CIĘ OSZUKANO!

Czy sól jest niebezpieczną trucizną, zwaną także „białą śmiercią„?

Medycyna akademicka i lekarze od wielu lat straszą nas solą. Nazywają sól „białą śmiercią„, nalegają, by możliwie jak najbardziej ograniczać jej spożycie. A najlepiej to w ogóle nie jeść tej złej soli. I to pomimo tego, że sód i potas (główne składniki „prawdziwej” soli) są głównymi elektrolitami w organizmie, a ich niedobory mogą powodować bardzo ciężkie, zagrażające życiu powikłania. Gdy człowiek trafia do szpitala, np na SOR, pierwsze co badają w szpitalnym laboratorium, to zawartość potasu i sodu w organizmie. Dopiero potem wykonuje się resztę zleconych przez lekarza badań. Podczas takiego pobytu niemal rutynowo dostaje się również kroplówkę z elektrolitami (sodem, potasem itp).

Czy możliwe jest, że ma tutaj miejsce jedno z medycznych oszustw? Wmawia się ludziom, że powinni znacząco ograniczać spożycie soli kuchennej. Nie jest to jednak prawdą. Nadciśnienie tętnicze jest efektem i odwodnienia, i wypłukiwania cennych pierwiastków. Takich jak: magnez, potas, i właśnie.. sód z tej soli kuchennej. Gdy nie mamy odpowiedniej ilości wody i tych pierwiastków, wtedy następuje wzrost ciśnienia tętniczego. Często nadciśnienie ma ukryte źródło w jakiejś dysfunkcji nerek, lub jeszcze inną przyczynę. Bardzo łatwo zapisać pacjentowi jeden lek na nadciśnienie, potem zwiększać jego dawki do bardzo wysokich, a potem dodawać drugi lek, niż skierować pacjenta na kompleksowe badania wyjaśniające przyczynę nadciśnienia. Bo badania, jak wiadomo, kosztują.

Czy sól szkodzi i wywołuje nadciśnienie?

Szczególnie szkodliwe są tutaj leki na nadciśnienie zwane diuretykami. Powodują one zwiększenie wydalania wody, czyli de facto odwodnienie. Przy stosowaniu większości z nich spada poziom sodu i potasu, czasami aż do poziomów zagrażających życiu. Niektóre oszczędzają potas, niektóre też mogą spowodować nadmierny jego poziom we krwi. A wiadomo, gdy poziom elektrolitów spada, to trzeba zwiększać dawkę leku. Gdy to nie daje rezultatu, to dodaje się lek o innym mechanizmie działania, np beta bloker. To też nie zawsze pomaga, bo chorzy na nadciśnienie często mają incydenty bardzo wysokiego ciśnienia i konieczności pomocy medycznej, nawet pomimo stosowania silnych dawek lekarstw.

Trzeba jednak podkreślić, że wszystkiego nie da się wyleczyć i ogarnąć, bo organizm człowieka do dziś jest zagadką. Leki na nadciśnienie czasami są konieczne, a w przypadkach ciężkich ratują życie. Nagłe odstawienie leków na nadciśnienie może spowodować katastrofalne konsekwencje, takie jak kalectwo lub śmierć. To samo może się stać, gdy nażresz się dużej ilości soli, bo uznałeś, że sól białą śmiercią nie jest i możesz jej jeść ile wlezie. Nie radzę tego robić, bo czegoś się naczytałeś w internecie i wspaniałomyślnie stwierdziłeś, że o zdrowiu wiesz już wszystko. Tym zagadnieniem trzeba zająć się kompleksowo. Moja przyjaciółka zajmuje się rzetelnie medycyną naturalną i pomogła wielu ludziom, w tym mi. Ma gabinet w Szczecinie, jej strona jest TUTAJ [LINK].

Jaką sól wybrać?

Wracając do kwestii soli: sól soli nierówna. Sól ze sklepu, a więc ta krystalicznie biała, jest szkodzącym organizmowi świństwem, zawierającym pochodne cyjanowe jak i glin (aluminium), który jest powszechnie znaną neurotoksyną. Powinniśmy spożywać sól kamienną, taką szarą, wręcz „brudną„, o nieregularnym kształcie kryształków, chropowatą w dotyku. Sól himalajska jest przereklamowana i często fałszowana.

Do zwykłej soli z fabryki dodają trochę różowych i czerwonych barwników, i sprzedają ją kilka razy drożej, jako himalajską. Bardzo dobra jest nasza rodzima sól Kłodawska, w tych dużych granulkach. Niczym nie ustępuje ona soli himalajskiej. No i sól morska też jest przereklamowana. To marketingowy chwyt, by sprzedać czysty chlorek sodu z odsalanej wody morskiej, która jak wiadomo do zbyt czystych nie należy.

Odwodnienie czyli nasz zdrowotny problem cywilizacyjny

Kwestia nawodnienia: ile wody pić? Wielu ludzi cierpi tak naprawdę na lekkie odwodnienie. Pijemy po prostu za mało wody. Jest to nasz cywilizacyjny problem. Szczególne znaczenie ma to podczas upałów. Gdy jest gorąco, z samym tylko oddechem tracimy nawet litr wody dziennie. Już nie mówiąc o utracie wody poprzez pot i mocz. Wtedy powinniśmy pić nawet cztery litry wody dziennie. Odwodnienie nierozerwalnie jest związane z elektrolitami, czyli z kwestią soli. Jeśli nie ma wystarczającej ilości sodu jak i potasu, to woda w organizmie będzie miała problemy z przedostaniem się w te miejsca, w których jest konieczna. Będzie to skutkowało najróżniejszymi chorobami. Najbardziej charakterystyczne to bóle nóg, choroby reumatyczne, stawowe, bóle kości, problemy trawienne, z nerkami, choroby autoimmunologiczne. Bowiem gdy komórki nie mają odpowiedniej ilości nawodnienia, wtedy organizm jest zmuszony wydzielać większe ilości histaminy, która działa zapalnie.

Jak dobrze się nawodnić i zapewnić sobie elektrolity? Do naczynia zawierającego pół litra wody mineralnej, wsypujemy płaską łyżeczkę soli kamiennej lub kłodawskiej. Dobrze rozmieszamy, czekamy aż się rozpuści. Nie wypijamy od razu całego naczynia, ale pijemy po jednym łyku co jakiś czas. Można wypić dwa, trzy kubki zawierające pół litra tak przygotowanej wody na dobę. Jednak te 1,5 litra wody nie zaspokoi i tak prawdziwego zapotrzebowania. Pamiętajmy też o uzupełnianiu innych płynów. Jak i o zasadzie, by nie pić żadnych płynów na 30 minut przed posiłkiem i 60 minut po posiłku. Inaczej pożywienie dostarczone do żołądka będzie się źle trawić i powodować kaskadę problemów.

Dużo więcej o kwestii wody, soli i elektrolitów przeczytasz w poniższym artykule – zapraszam:
Sól jest niezbędna dla zdrowia i życia, medycyna nas okłamuje!

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków i szczepień:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

UWAGA! BROM JEST SZKODLIWY DLA ZDROWIA TAK JAK FLUOR I JEST WSZĘDZIE!

Brom: dlaczego tak bardzo szkodzi zdrowiu i czemu dodają go do żywności?!

Wiele się mówi o tym, jak wielkim zagrożeniem jest fluor. Pierwiastek ten był podawany w obozach koncentracyjnych w ZSRR i w niemieckiej III Rzeszy ze względu na to, że ogłupia więźniów i sprawia, że są potulni i nie buntują się władzy. Po wojnie zastanawiano się co zrobić z setkami tysiącami zalegających odpadów poprodukcyjnych w postaci fluoru. Władze od razu podchwyciły ten temat, chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Najpierw sfałszowano badania naukowe na temat rzekomo dobroczynnego wpływu fluoru na zęby, a potem wylansowano pasty z fluorem jako jedyne dostępne. Praktycznie nikt nie słyszał o szkodliwości bromu, a jest on podobnie szkodliwy, jak fluor. Co ciekawe, kulisy jego wprowadzenia do żywności nie są jasne.. Do dziś nie wiadomo po co to zrobiono. W tym artykule chciałbym przekazać Ci ważne informacje o tym, jak bardzo szkodzi nam brom i jak go unikać.

O toksyczności fluoru pisałem w poniższym felietonie:
Ogłupiają Cię za pomocą fluoru i innych trucizn bo zależy im na bezwolnych obywatelach!

Szkodliwe brom i fluor kontra dobroczynny jod

Brom należy do tej samej grupy pierwiastków, co chlor, fluor jak i jod. Grupa pierwiastków na układzie okresowym skupia pierwiastki, które mają podobne właściwości. Jednak w ludzkim organizmie nie zawsze tak się dzieje. Często pierwiastki z jednej grupy „nie lubią się”, są antagonistami, wypierają się lub wzajemnie ograniczają swoje wchłanianie. Właśnie tak się dzieje w przypadku „par” takich pierwiastków jak: wapń-magnez, sód-potas, lit-sód, węgiel-krzem. Brom, chlor i fluor mają wspólną cechę – poprzez „podobieństwo” do życiodajnego jodu, wypierają go z komórek i uniemożliwiają jego wchłanianie i wykorzystanie.

Dwa bardzo trujące pierwiastki – fluor i brom – są ściśle powiązane z celową polityką eliminacji jodu z menu i z naszych organizmów. Brom jest związkiem zupełnie obcym dla organizmu, nie pełni w nim żadnej funkcji w jego procesach życiowych. Działa on uspokajająco, usypiająco. Otumania chorego, czyni go bezwolnym. Związki bromu kumulują się w organizmie. Powoduje znaczny spadek libido, co było wykorzystywane w armii. Jeszcze kilka lat temu na receptę dostępny był wodny roztwór bromu w formie receptury aptecznej, zwany roztworem Erlenmayera. Stosowany był właśnie w celach uspokajających.

Unia Europejska odpowiada za powolną eliminację jodu z żywności!

Na świecie jak i w Polsce aż do roku 1980 każdy obywatel, z samym tylko chlebem, zjadał co najmniej 700 mcg (mikrogramów) jodu. Sam jod dodawano do wielu innych produktów spożywczych. Obecnie dobową normę jodu obniżono do 150 mcg, a to dawka jak dla myszki polnej. A więc mamy to samo, co w przypadku witaminy C, gdzie zalecane 60 mg na dobę chroni właściwie tylko przed ciężką formą szkorbutu. Ale to nie koniec konspiracji związanej z jodem!

Otóż pewnego dnia weszła dyrektywa, by zaprzestać dodawania jodu do wyrobów spożywczych – m.in. mąki, chleba, makaronów, masła, mleka i przetworów, i innych. Jod został zastąpiony.. trującym bromem właśnie! Czy to tylko głupota eurokratów, czy coś znacznie gorszego?! Wszak kapitalizm kieruje się wyłącznie zyskiem. Jod jest tani jak barszcz i pełnił pożyteczną funkcję w żywności. Brom też jest tani, a żadnej funkcji w żywności i jej produkcji nie pełni. Jak czytamy na portalu Onet.pl – kulisy zastąpienia życiodajnego jodu bromem, który to brom jest silną trucizną, nie są do końca jasne:

Cytuję: „Przynajmniej do początku lat 70. jod powszechnie dodawano do mąki. Dzięki temu ewentualne niedobory w przypadku diety niskosodowej, można było wyrównać jedząc choćby makarony czy pieczywo. Niestety od kilkudziesięciu lat obserwuje się stałą tendencję do zastępowania jodu bromem w niemal wszystkich produktach mącznych. Choć firmy tłumaczą się zmianą technologii produkcji, powody tej decyzji nie są do końca jasne. Tak czy inaczej, jedno nie ulega wątpliwości, choć brom nie spełnia żadnej roli w procesach życiowych, poprzez podobną strukturę chemiczną (grupa halogenków), utrudnia receptorom naszego ciała właściwe przyswajanie jodu.”
Dalej: http://ciekawe.onet.pl/prawdaczyfalsz/slone-problemy-z-jodem,3,5288422,artykul.html

Kilka faktów szkodliwości bromu:

-Brom był jedną z przyczyn tzw. „Syndromu wojny w Zatoce”, na którego zmarło kilkaset tysięcy amerykańskich i angielskich żołnierzy;

Zatrucie bromem powoduje schizofrenię, majaki, omamy, opóźnienia psychomotoryczne, depresję, przyćmienie procesów poznawczych, otępiałość, ospałość, apatyczność, myśli samobójcze i inne. Nie u wszystkich ludzi zatrutych bromem wystąpią wszystkie objawy.

-Pamiętajmy, że ostre zatrucie metalami, w tym bromem (to wymieniane w encyklopediach) znacznie różni się od zatrucia lżejszego, ale przewlekłego. Np ostre zatrucie rtęcią daje silne objawy, zaś przewlekłe zatrucie rtęcią daje objawy mniej „widoczne – psychiczne, psychologiczne, często ze spektrum autyzmu;

-Brom w dużej ilości dodaje się do popularnych i lubianych przez młodych ludzi napojów energetycznych. Jest obecny w niektórych lekach (np inhalatorach stosowanych w przerywaniu ataków astmy). Jest powszechny w popularnych wyrobach piekarniczych (chleb, bułki itp) i w makaronach z białej mąki. Jest też obecny w przyrodzie, bo zasyfiono nim całą planetę poprzez sypanie go jako pestycyd.

Kilka faktów o jodzie i jego prozdrowotnych właściwościach:

-jod jest pierwiastkiem kreatywności i mądrości, ale także.. pierwiastkiem spokoju. Jod nie tylko dodaje wigoru, energii i kreatywności, ale także zapobiega drażliwości, chorobom psychicznym, nerwicom, depresjom, napięciu, bezsenności i wielu innym. Daje widoczny efekt uspokajający, ale w przeciwieństwie do bromu i fluoru (którego stosowano w obozach koncentracyjnych do uspokajania więźniów) nie powoduje ruiny organizmu;

-jod zapobiega otyłości poprzez modulowanie metabolizmu. Sprzyja także prawidłowemu spalaniu produktów spożywczych. Cukrzycy z prawidłowym stężeniem jodu lepiej znoszą chorobę i potrzebują znacznie mniej podawanej insuliny;

-jod usuwa z ciała toksyny, jak fluorki, bromki, ołów, glin, rtęć i biologiczne toksyny. Jest bardzo pomocny w leczeniu raka piersi, w leczeniu silnych, migrenowych bólów głowy. To od jodu zależy rozwój komórek w mózgu, stąd nazwa – „pierwiastek mądrości”.

Wskazania do podawania jodu w większych dawkach:

-niska odporność na stres, przewlekłe zmęczenie, apatia, senność, problemy z koncentracją uwagi, problemy z pamięcią;
-alergie, suche i łamliwe włosy oraz paznokcie, wypadanie włosów, sucha skóra i śluzówki;
-kurza ślepota, wzmożone odczuwanie chłodu i marznięcie;
-tycie oraz problemy z utrzymaniem prawidłowej wagi;
-zaburzenia rozwoju płodu, spowolnienie wzrostu i rozwoju fizycznego, opóźnienie rozwoju intelektualnego, upośledzenie umysłowe u dzieci, zmniejszenie zdolności uczenia się;
-w okresie pokwitania.

Większe dawki jodu to około 1 mg, czyli jedna kropla płynu lugola dziennie. Jodu nie wolno brać łącznie z witaminą C, musi być minimum godzina przerwy! Z jodem należy być bardzo ostrożnym, nie brać go bez gruntownego przebadania tarczycy (łącznie z USG, w przypadku wykrycia guzków gdy biopsja wykluczy nowotwór). Stosowanie jodu w przypadku choroby Hashimoto jest kontrowersyjne. Podawanie większych dawek jodu powinno być ograniczone w czasie, np aż do wyrównania niedoczynności tarczycy, i powinno się go brać razem z aminokwasem tyrozyną. Tyrozynę oczywiście bierzemy na pusty żołądek.

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków i szczepień:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

LEK NA NIESZCZĘŚLIWĄ MIŁOŚĆ JUŻ ISTNIEJE! TAJEMNICE PSYCHOLOGII I ZDROWIA

Wszyscy przechodziliśmy przez zakochanie bez wzajemności lub nagłe rozstanie. Ból po stracie bliskiej osoby jest niewyobrażalny i jest skrzyżowaniem ciężkiej depresji, traumy i objawów odstawiennych jak przy narkotykach. We wcale nie tak rzadkich przypadkach rozstanie może mieć ciężkie konsekwencje.

Takie jak: alkoholizm lub inny nałóg, samobójstwo, zabójstwo, rozwój zespołu stresu pourazowego lub innej choroby psychicznej. Może też wprowadzić negatywny „wdruk” do podświadomości, skutkujący lękiem przed zakochaniem lub niemożnością zakochania, czy też nienawiścią do płci przeciwnej. Powszechnie uważa się, że trauma po rozstaniu to „nic takiego”. Młody chłopak czy młoda dziewczyna nie porozmawia o tym z rodzicami, którzy mają mentalność rodem z PRLu. Są zostawieni sami sobie.

Tymczasem nie jest to „nic takiego”, bo konsekwencje często bywają katastrofalne. Rozstanie lub nieodwzajemniona miłość rozwija te same mechanizmy neurobiologiczne i psychologiczne, które towarzyszą wypadkowi, katastrofie lub śmierci bliskiej osoby. Jeden wyjdzie z tego bez szwanku, drugi będzie miał dożywotnią traumę, a trzeci może zostać inwalidą i cierpieć aż po kres swojego życia.

Co byś powiedział, gdyby istniała na świecie metoda na złagodzenie bądź zupełne pozbycie się tego piekielnego uczucia męki rozstania? Tego palącego żaru i niszczącego duszę uczucia lęku pomieszanego z pustką, smutkiem? Ot, zażywasz magiczną pigułkę, i budzisz się w pełni formy, bez uczucia lęku, przejmującej straty, depresji, natłoku myśli? Powiem Ci więc, że taka metoda istnieje – tu i teraz! Tak, dysponujemy już technologią, gdy przy stosunkowo niskich skutków ubocznych, można pozbyć się traumy rozstania.

Wg naukowców z University of Alabama i z Akademii Medycznej w Tabrizie którzy napisali książkę „Śmierć można uleczyć i 99 innych
hipotez medycznych”, za stan zakochania odpowiada nierówność hormonalna. Poziom aktywizującej dopaminy jest zawyżony, stąd pobudzenie, podekscytowanie i chudnięcie. Poziom uspokajającej i „rozleniwiającej” serotoniny jest zaniżony, zaś melatoniny, czyli hormonu snu, bardzo brakuje. Jest większa synteza hormonów płciowych.

Warto też dodać, że melatonina działa antygonadotropowo. Ma działanie przeciwne do hormonów płciowych. Zniszczenie szyszynki syntezującej melatoninę u dzieci, powoduje przedwczesne dojrzewanie płciowe. Seks i miłość są zawsze związane z dopaminą, a więc nie tylko z aktywnością i pobudzeniem. Ale też z.. nerwicą. Tak, tak! Zakochani, przy podwyższonym stężeniu dopaminy i obniżonym serotoniny, często doświadczają bezsenności, obsesyjnych myśli, rozchwiania emocjonalnego. A także podejrzliwości i zazdrości, za które odpowiada zawyżona dopamina, a które są minimalnie podobne do schizofrenii, za której powstanie też odpowiada wyższy poziom dopaminy.

Nieszczęśliwa miłość i rozstanie: spekulacja ezoteryczno-duchowa

Ciekawa jest też kwestia z gatunku spekulacji i ezoteryki.. Jeśli ktoś lubi, niech to przeczyta. Otóż szyszynka nie tylko syntezuje hormony odpowiadające za sen i uspokojenie, takie jak melatonina, serotonina i DMT. DMT to silny psychodelik (halucynogen), składnik ayaschuascy, ale też tzw. „molekuła duszy”. Co noc jest produkowana przez nasz organizm w dawce 2 mg. Jej działanie w ludzkim organizmie jest nieznane. Hinduiści i buddyści określają szyszynkę mianem „Sachasrara” i wg nich jest to siódma, ostatnia czakra energetyczna człowieka, odpowiedzialna za kontakt ze światem duchowym. Przeciwieństwem hormonów szyszynki są właśnie hormony związane z seksem i zakochaniem – dopamina, jak i też hormony płciowe.

Synteza hormonów płciowych zaczyna się w wieku około 12 lat, i wtedy właśnie kończy się błogi okres dzieciństwa. W dzieciństwie cieszyliśmy się z każdego drobiazgu, mieliśmy ogromną wyobraźnię, byliśmy w stanie szczęścia bardzo zbliżonym do.. oświecenia (illuminacji). Potem kaskada hormonów płciowych rozpoczęła epokę gangsta, drugs, sex, rock ‚n’ roll, na zawsze grzebiąc dziecięcą radość. Są ludzie, którzy ten przeskok w wieku tych 12 lat pamiętają szczególnie boleśnie. Są to jakby dwa oddzielne światy: „przyziemne” zakochanie i seks, mające skłonić człowieka do.. rozmnażania i walki o terytorium, czyli program natury, i kontakt ze światem duchowym, który także jest programem natury, tylko tym „boskim”.

Opisywałem to w poniższym artykule:
Tajemnice duchowości: moment gdy stałeś się niewolnikiem systemu. Pamiętasz go?

Melatonina lekiem na nieszczęśliwą miłość?

Warto też dodać, że wśród koncepcji powstawania depresji i zaburzeń psychiki na poważnie brana jest pod uwagę koncepcja związana z melatoniną. Niedobory melatoniny mogą powodować szereg komplikacji zdrowotnych. Hormon ten produkowany jest przez szyszynkę w czasie, gdy nie ma światła słonecznego. Problemem naszej cywilizacji jest.. oświetlenie elektryczne. Powoduje to spadek produkcji melatoniny i zaburzenie zegara biologicznego. Rozregulowuje to homeostazę (równowagę) całego organizmu.

Niedobór melatoniny ma odpowiadać za: bezsenność i problemy ze snem, depresję, nerwicę, lęki. Sprzyja on napadom padaczki i omamom. Okazało się niedawno, że niedobór melatoniny dotyka także inne narządy, sprzyjając cukrzycy, próchnicy zębów, nowotworom. Agomelatyna, lek przeciwdepresyjny, jest substancją bardzo podobną do melatoniny. Jest to zmodyfikowana cząsteczka melatoniny. Działa ona tak, jak melatonina – na receptory melatoninowe (MT).

Jej działanie przeciwdepresyjne oficjalnie przypisuje się antagonizmowi wobec receptorów serotoninowych podtypu 2C (5HT-2C). Ma to powodować uwalnianie dużych ilości dopaminy i noradrenaliny. Jednak agomelatyna jest wyjątkowo słabym antagonistą receptora serotoninowego 2C. Przez wielu uważana jest za „bezwartościowe placebo”, jednak jej działanie jest wyjątkowo skuteczne. Może to tłumaczyć właśnie wpływ na receptory melatoninowe.

Duże dawki melatoniny (do 10 mg) mogą przywrócić równowagę organizmu zaburzoną przez rozstanie lub nieszczęśliwą miłość. Melatoniny nie powinni brać ludzie nie mający problemów ze snem lub innych zaburzeń psychicznych. Nie jest to substancja do stosowania na stałe. Jej używanie powinno być ograniczone w czasie, w przeciwnym wypadku trudno będzie potem zasnąć bez niej. Jednak nie jest to jedyna metoda czy też lek na nieszczęśliwą miłość.

Leki na nieszczęśliwą miłość na receptę?

SSRI – selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny, czyli znane od dawna leki przeciwdepresyjne. Nie jest to „magiczna pigułka” którą można zażywać bez konsekwencji dla zdrowia. Leki z grupy SSRI nie są oficjalnie przeznaczone do leczenia nieszczęśliwej miłości, są one przeznaczone do leczenia depresji, nerwic, lęków i są dostępne wyłącznie na receptę lekarską. Choć są to leki stosunkowo nieszkodliwe, to samodzielne ich dawkowanie bez przestrzegania zaleceń lekarza, branie dwóch lub kilka na raz, lub łączenie ich z suplementami tryptofanu lub 5-HTP może spowodować bardzo ciężkie, zagrażające życiu powikłania (np. zespół serotoninowy).

Wieloletnie branie tych środków (10 lat lub więcej) powoduje de facto uzależnienie, niemożność ich odstawienia, powoduje też zmiany neurologiczne i psychologiczne, przed którymi nie bez powodu ostrzegają demaskatorzy przekrętów farmaceutycznych. Środki te są przepisywane wyłącznie przez lekarza i należy je stosować ściśle wg jego wskazań. Faktem jest to, że jeśli ciężko przechodzisz rozstanie lub nieszczęśliwą miłość, jeśli rozwija się nerwica, depresja, jeśli masz myśli samobójcze, jeśli jest to długotrwałe, to powinieneś rozważyć wizytę u lekarza. Ważna jest szczerość i powiedzenie wszystkich objawów, nawet tych „wstydliwych”. Należy też rozważyć psychoterapię i / lub inną metodę pracy nad sobą, np integrację cienia [link do tej metody tutaj].

Jak działają te „pigułki na nieszczęśliwą miłość”

Jak leki typu SSRI pomagają nieszczęśliwie zakochanym? Już dawno zauważono działanie tych leków (SSRI) w usuwaniu traumy rozstania. Gdyż ich mechanizm działania jest prosty. Powodują one zwiększenie stężenia serotoniny, przy jednoczesnym spadku poziomu dopaminy. Poziom dopaminy, jak już wspominałem powyżej, jest zawyżony przy zakochaniu, a po rozstaniu czy przy nieszczęśliwym zakochaniu brakuje bodźca pobudzającego i dochodzi do ogromnego cierpienia.

Dotychczas takie działanie SSRI jest uznawane za ciekawy, ale jednak egzotyczny „skutek uboczny”. Obecnie żaden lekarz raczej nie stosuje tych substancji w usuwaniu traumy rozstania. Jednak lekarz może przepisać te środki na depresję lub inne negatywne objawy towarzyszące rozstaniu lub nieszczęśliwej miłości, jeśli uzna, że jest to pacjentowi potrzebne.

Pomoc nieszczęśliwie zakochanym to troska o słabszych i miara naszego humanitaryzmu

Jest to kwestią naszego humanitaryzmu i ucywilizowania, by pomagać chorym i cierpiącym, by troszczyć się o słabszych. Miłość to nie tylko hormony ale coś więcej. To także energia życia, energia związana z siłą witalną. Bez niej serce powoli się zamyka, organizm ma coraz mniej sił i zaczyna chorować. Już dawno udowodniono naukowo, że seks i miłość odmładzają, dodają wigoru, energii i sił, pomagają niwelować depresję. Bez miłości i seksu człowiek umiera – i dosłownie, i w przenośni. Dlaczego tak cierpimy w miłości? Dlaczego jesteśmy ranieni i sami ranimy? Nie tylko dlatego, że za wybór partnera i za uruchomienie kaskady hormonalnej skutkującej zakochaniem odpowiada podświadomość.

A ona ma najczęściej katastrofalne wzorce, bo jest programowana przez rodziców, którzy byli jacy byli. Nic nam nie dali, bo sami nic nie mieli. Toksyczny ojciec alkoholik programuje u córki poszukiwanie „złych” partnerów, najczęściej bad-boy’ów. Matka, która mentalnie „kastruje” syna, programuje mu wzorzec nieporadności z kobietami i wzorzec przyciągania złych kobiet. Nasze związki są traumatyczne także przez to ze ludzkość jest na poziomie pół-zwierzęcia, przez to że dopiero jako cywilizacja wychodzimy z mroków barbarzyństwa i uczymy się być ludźmi, nasze związki czy relacje seksualne wyglądają jak wyglądają. A jest to stan opłakany.

Tak samo zresztą wyglądają inne sfery życia – wychowywanie dzieci, relacje międzyludzkie, polityka, ekonomia, realia płacowe. Już dawno różni wielcy filozofowie, mistycy czy liderzy zauważali, że społeczeństwo jest tworem chorym. Charles Bukowski powiedział kiedyś, że ludzie to banda piździelców jedzących, srających, wychowujących dzieci i robiących różne inne rzeczy najgorzej, jak tylko można. Wszyscy jesteśmy chorzy psychicznie i wszyscy wymagamy wielkiej, globalnej psychoterapii. O ironio, najbardziej wymagają jej właśnie Ci, którzy za żadne skarby by na nią nie poszli.

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków i szczepień:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

PYRALGINA: TRUCIZNA SZKODLIWA DLA ZDROWIA CZY OSTATNIA NADZIEJA DLA CIĘŻKO CHORYCH?!

Czy Pyralgina naprawdę jest szkodliwa i niebezpieczna dla zdrowia?! Skutki uboczne i nie tylko

Lek na ból i gorączkę zawierający metamizol znany jako Pyralgina staje się coraz bardziej popularny. Barwne i działające na psychikę reklamy przedstawiają ten środek jako mocarny i radzący sobie z każdym bólem. Co zrozumiałe, Pyralgina doczekała się lawiny krytyki, ponieważ jest to środek silny i często nadużywany. Wielu chce całkowitego wycofania Pyralginy z lecznictwa. Czy tak powinno się stać?

Ja zadam inne pytanie.. Czy należy wycofać np morfinę, bo ma liczne skutki uboczne i jest to big pharma? Wtedy chorzy na choroby które już nie rokują, byliby pozbawieni uśmierzania bólu, bardzo cierpiąc. Czym byś proponował leczyć oszalałych z bólu ludzi? Witaminą C lub medytacją? Żadna ze skrajności nie jest dobra. W tym artykule przedstawię Ci z grubsza na czym polega problem z Pyralginą.

Metamizol, składnik leczniczy Pyralginy, to tzw niesteroidowy lek przeciwzapalny (w skrócie: NLPZ). Wymienię najpopularniejsze NLPZ:

-kwas acetylosalicylowy (Aspiryna, Polopiryna, Etopiryna, Alka-Seltzer, Alka Prim i wiele innych)
-ibuprofen (Nurofen, Ibuprom, Ibum, MIG, Modafen, Metafen i wiele innych)
-paracetamol (Apap, Panadol, Coldrex, Fervex, Febrisan, Gripex, Theraflu, Tabcin, Flucontrol i wiele innych)
-metamizol (Pyralgina, Re-Algin)
-ketoprofen (Ketonal Active bez recepty i wiele innych na receptę)
-diklofenak (Voltaren Acti Forte bez recepty i inne na receptę)
-naproxen (bez recepty jest dawka 200 mg, na receptę są dawki większe, np 500 mg)

Działają one przeciwzapalnie. Obniżają temperaturę ciała, łagodzą ból i gorączkę. Nie leczą one przyczyny przeziębienia czy grypy. Nie leczą także przyczyny bólu, tylko go uśmierzają. Na całym świecie panuje opinia, że Pyralgina jest szkodliwa i należy ją wycofać z obrotu. W USA Pyralgina jest zakazana i czasami pokątnie sprowadzana z Meksyku. Stąd doczekała się czarnorynkowej, slangowej nazwy „meksykańska aspiryna”.

Główne zarzuty wobec Pyralginy to toksyczne działanie na szpik kostny, ryzyko wywołania nieraz śmiertelnej agranulocytozy. W przypadku metamizolu ma to być szczególnie częstym skutkiem ubocznym. Metamizol, główny składnik pyralginy, jest chemicznie podobny do aminofenazonu i propyfenazonu, owianych złą sprawą i wycofanych z obrotu leków. Jest jednak od nich słabsza. Metamizol z Pyralginy może wywołać także leukopenię, uszkodzenia nerek i wątroby. Prawie wszystkie NLPZ oprócz paracetamolu mogą wywołać chorobę wrzodową żołądka i zwiększać ryzyko udarów mózgu i zawałów serca.

Warto wziąć pod uwagę poniższe argumenty odnośnie skutków ubocznych i stosowania Pyralginy:

-Tego typu skutki uboczne ze strony szpiku kostnego, wątroby, czy szczególnie wobec nerek, żołądka i serca, może wywołać także poczciwa aspiryna czy ibuprofen. Te skutki uboczne są wspólne dla wielu NLPZ, w tym dla metamizolu z Pyralginy;

-Słowianie są wyjątkowo odporni na niepożądane działania metamizolu (Pyralginy). To ewenement na skalę światową. Większość alarmujących informacji o skutkach ubocznych metamizolu z Pyralginy pochodzi z krajów nie zamieszkanych przez Słowian;

-Jest to często stosowany lek w szpitalach, np na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, w przypadku bardzo silnych bólów i innych ciężkich chorób. Margines bezpieczeństwa w podaniu jednorazowym pod kontrolą lekarską jest bardzo szeroki u Słowian. I bywa, że pod ścisłą kontrolą lekarską podaje się do 5000 mg tej substancji we wlewie dożylnym (kroplówce). Zaś dawka w standardowej, dostępnej bez recepty tabletce to 500 mg. Lekarze muszą mieć także te silne leki w przypadku chorób, wobec których żadna inna forma terapii nie działa.

Polacy czyli naród lekomanów a Pyralgina

Polacy nie znają umiaru jeśli chodzi o stosowanie wszelkich lekarstw i suplementów. Jesteśmy nacją która bierze najwięcej leków przeciwbólowych w Europie. Polacy to naród lekomanów i intratny rynek zbytu dla korporacji farmaceutycznych. Szczepienia są u nas obowiązkowe, czyli przymusowe, pokutuje mit lekarza jako wszechwiedzącego Boga i mentalność typu: „muszę wykupić pół apteki by mieć suplement na wszystko, także na ból dupy„.

Polacy często biorą leki takie jak Pyralgina przez bardzo długi czas, przewlekle, w dużych dawkach. Częste jest wręcz branie kilku substancji z grupy NLZP na raz, co potęguje ryzyko skutków ubocznych. Często bierzemy je nawet na delikatne bóle, jak cukierki, co ja uważam za czysty idiotyzm, bo tu duże pole do popisu ma medycyna naturalna. A nie tak bardzo silna chemia jak Pyralgina / metamizol.

Pyralgina to bardzo silny lek. Konieczne obostrzenia?

Pomimo tego, że nasza populacja bardzo dobrze toleruje metamizol (Pyralginę), to warto wiedzieć, że jest to jednak naprawdę bardzo silny lek. Powinien być stosowany wyłącznie w ostateczności i nigdy przewlekle, chyba że lekarz wyraźnie zleci branie go przewlekle. No i to wcale nie znaczy, że działania niepożądane, w tym te ciężkie, nie pojawiają się. Nie jest to lek absolutnie przeznaczony dla dzieci i młodzieży, chyba, że w szpitalu.

Uważam, że warto wprowadzić pewne obostrzenia dla leków z metamizolem takich jak Pyralgina. Wg mnie powinny być sprzedawane bez recepty w opakowaniach zawierających maksymalnie trzy tabletki. Ich cena bez recepty powinna być wyższa, np 25 złotych. Apteki powinny mieć zastrzeżenie, że jednej osobie mogą wydać tylko jedno opakowanie leku. Dotychczas Polacy wiedzieli sami z siebie, że Pyralgina to bardzo silny lek.

Pamiętam jak w apteczce rodziców Pyralgina była przeznaczona „w razie ostateczności”, zaś na lżejsze stany mieli np ibuprofen. Jednak obecnie reklamy zachwalają leki z metamizolem takie jak Pyralgina niemal jako cudowne panaceum na wszystkie choroby świata. Stąd wielu ludzi zaczęło brać ten lek bardzo często, nadużywając go. Już lepiej, by zwykli ludzie łykali co chwila jakąś aspirynę, niż silną Pyralginę.

Suplementy na nieistniejące choroby

Koncerny farmaceutyczne mają własne, profesjonalne studia filmowe rodem z Hollywood, przeznaczone do produkcji reklam. Zrób sobie eksperyment (lub nie rób jeśli cenisz wolny czas i własny mózg..) i włącz TV chwilę przed najpopularniejszymi telenowelami na TVP 2. Praktycznie trzy czwarte z nich to reklamy środków, suplementów i leków na wszystkie choroby.

W tym także na choroby wymyślone przez kreatywne sztaby specjalistów PR z korporacji farmaceutycznych. Oprócz tego zaczyna się reklamować leki na przeziębienie dla niemowląt (sic!), suplementy z magnezem dla dzieci czy suplementy dla zwierząt. Po prostu poszukuje się nowych rynków zbytu w postaci naszych ciał.

Pół biedy gdyby to były suplementy dobrej jakości, z łatwo przyswajalnymi formami witamin, minerałów czy ziół, w wysokich dawkach. Jednak polskie i europejskie prawo jest tak dziurawe, że.. Taki reklamowany w TV suplement może nie zawierać nic, oprócz kredy. Szerzej opisałem ten szokujące proceder w linku poniżej:
Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista oszustw i tajemnic korporacji farmaceutycznych

Pyralgina i farmaceutyczne konflikty interesów

Kolejny ciekawy fakt dotyczący metamizolu (Pyralginy) to to, że już w pierwszej dekadzie XXI wieku planowano jego wycofanie z obrotu. Z tego powodu, że ochrona patentowa na metamizol dawno przestała obowiązywać i lek jest tani jak barszcz. A koncerny farmaceutyczne produkujące nowe i drogie leki z tej grupy (NLZP) już sobie ostrzyły zębiska na intratną niszę rynkową która by powstała po wycofaniu Pyralginy. No i Pyralgina jest produkowana przez polską firmę (Polpharma). A jak wiadomo, to co polskie trzeba sprzedać, sprywatyzować (oczywiście za grosze), usunąć, zakazać, zniszczyć, obrzydzić. (Ironia).

Wiadomo też, że jednego z „ekspertów” który dawniej lobbował za wycofaniem Pyralginy, wręcz podejrzewano o konflikty interesów i „inne takie„ (nie napiszę o co chodzi ale wiem że się domyślicie). Jak zwykle chodzi tutaj o zarabianie na pacjentach, dojnych krowach. Zysk za wszelką cenę, zysk po trupach – to główne modus operandi, motto firm farmaceutycznych. To jest biznes, a tam gdzie biznes i wielkie pieniądze, tam skrupułów nie ma. 

Podsumowując: Pyralgina nie powinna być „środkiem na wszystko” jak ibuprofeny, paracetamole czy aspiryny, ale powinna być stosowana w ciężkich przypadkach. Apele o jej całkowite wycofanie są bzdurne i groźne dla niektórych, wąskich grup chorych. Nic nie jest czarno białe i nic nie jest tak proste jak by mogło się wydawać. Chorych, w tym tych ciężko chorych i nie rokujących, i także tych chorych na „egzotyczne” choroby, np genetyczne, trzeba czymś leczyć i trzeba mieć czym ulżyć w cierpieniu. W polskich szpitalach i tak popularna jest mentalność typu: „jak choruje to ma cierpieć”. Dawki morfiny stosowane w terminalnych stanach nowotworowych są nawet cztery razy niższe, niż te stosowane na Zachodzie.

Przeczytaj też w temacie tego artykułu:
Leki na przeziębienie (nie tylko Pyralgina!) mogą być groźne dla zdrowia a nawet życia!

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków i szczepień:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

POTĘGA TWOJEGO UMYSŁU TO KOSZMAR DLA FARMACEUTÓW!

Czy wiesz czym jest efekt placebo i co jest największym zmartwieniem sprzedawców farmaceutyków? Czy wiesz dlaczego na widok lekarskiego fartucha lub na dźwięk syreny pogotowia wielu chorych zaczyna czuć się lepiej? Efekt placebo, czyli samoleczenie, jest potężną i wciąż mało znaną siłą.

Psychologia nie wie jeszcze wszystkiego o naszej podświadomości, ale sukcesywnie poszerza jej poznanie. W ostatnich latach notujemy istny boom różnych doktryn i metod psychologicznych, ezoterycznych czy tych z pogranicza NLP i NLS. Co Ty na to, gdybym Ci powiedział, że wiele z nich po prostu usiłuje „uruchomić” siłę efektu placebo poprzez „oszukiwanie” umysłu? Metody te mają być narzędziem czy też zapalnikiem do jego uruchomienia.

Ja proponuję Ci nieco inne podejście do efektu placebo. Dopiero co wydana książka „Potęga sugestii” Erika Vance’a to osobliwa wiedza o zdolności mózgu do zwodzenia, zmieniania i uzdrawiania. Prezentowałem na swojej stronie wiele różnych podejść do kwestii ciała, umysłu i ducha. Nie należę do ludzi, którzy zapalenie wyrostka leczyliby siłą psychiki.

Jednak każdy kto choć raz poznał wiedzę o tych zagadnieniach lub poczuł to na własnej skórze, czuje wobec nich fascynację i respekt. Dlatego książka „Potęga sugestii” na pewno zasługuje na naszą uwagę.

Książka ta ukazała się nakładem wydawnictwa Burda Książki i możesz kupić ją w Empiku [LINK TUTAJ] Poniżej zamieszczam jej fragment:

Cytat: „Ostatnią rzeczą, jakiej producent farmaceutyku chce, to publiczne przyznanie, że wiele jego wyrobów – po latach poszukiwań i rozwijania – nie działa lepiej niż placebo. Jeśli lek zawodzi, lepiej udawać, że nie istniał. Jeśli działa, lepiej nie przyznawać się, jak mu blisko do porażki.

Efekt placebo jest największym sojusznikiem producenta. Obecny jest wszędzie: w marketingu, reklamach, a nawet wyglądzie pigułek. Jak jeden, dbają o zwiększenie zaufania pacjenta, a zatem wzmacniają i tak istniejący efekt placebo. Proszę sobie wyobrazić wprowadzanie na rynek leku na dolegliwości żołądka. W reklamie przypuszczalnie pokażą zaczerwieniony, ogarnięty stanem zapalnym narząd, a zaraz potem kojący lek osiadający na ścianach żołądka i przywracający wszystko do normy. Albo na ból głowy: pigułka uwalnia czerwone drobinki wędrujące wprost do pękającej głowy i uśmierzające ból. Chwytliwe obrazki, ale naukowo wciąż mętne. Coś jak licealny podręcznik biologii poddany obróbce przez kosztowną agencję reklamową. Kojąca, naukowa aura pomaga wzmocnić zaufanie do leku. W okresie jego tworzenia oczekiwanie i efekt placebo przeszkadzają. Ale kiedy zaczyna się sprzedaż, nic jej lepiej nie wesprze, niż nasz umysł.

Placebo i oczekiwanie są elementami całej medycyny. Dają kopa w momencie połykania pigułki albo na widok białego kitla z chwilą przekroczenia progu gabinetu lekarskiego. Nikt z nas nie jest na to odporny, uleganie ich czarom nie dowodzi słabości ani łatwowierności. Tacy po prostu jesteśmy.

Po dwóch tysiącleciach ekscentrycznych, medycznych misteriów efekty placebo zaczynają się wyłaniać z mroków. Działają na wszystkich, ale nie identycznie. Patrząc na Rosaria, jedni widzą troskliwego i kompetentnego lokalnego uzdrawiacza, inni – szalbierza z pęczkiem bazylii. Jedni widzą w homeopatii przetestowaną i udowodnioną formę spersonalizowanego leczenia, inni – wodę w atrakcyjnej fiolce.

Drzwi oczekiwań każdego z nas otwiera inny klucz, każdy nieco inaczej ulega sugestii. Kiedy jednak uda się te drzwi otworzyć, zyskujemy zdumiewającą moc uzdrawiania samych siebie. Ta osobliwa rzecz – przed którą ostrzegał Hipokrates, Awicenna usiłował wydobyć, Mesmer wykorzystywał, Jellinek zlekceważył, która unicestwiła około tysiąca współczesnych leków – jak dzieje człowieka długie, była metodą samoleczenia, którą dysponował mózg.

Skoro mamy już klucze, skorzystajmy i zajrzyjmy, co znajduje się w pomieszczeniu za drzwiami.
Okazuje się, że fantastyczna i dobrze zaopatrzona apteka.
Każdy pacjent nosi w sobie własnego lekarza.
– Albert Schweitzer, obserwujący znachora czarownika przy pracy

Nie za bardzo lubię ból. Jako dziecko darłem się wniebogłosy po użądleniu przez pszczołę, obce mi masochistyczne machismo w rodzaju trzymania dłoni nad płomieniem świecy, fundowanie sobie tatuażu czy słuchanie od początku do końca płyty Justina Biebera. Jestem jednak absolutnie zafascynowany bólem. Rzekomo rozwijał się jako forma komunikowania mózgowi, że coś w organizmie się dzieje nie tak – złamała się kość śródstopia, ukąsił wąż, nadepnął mastodont. Jednak uczeni nie mają pewności, jaką formę ból przybiera w mózgu. Dobry neurolog na obrazie mózgu osoby cierpiącej wskaże okolice dowodzące odczuwania bólu. „Aha, aktywny jest przedni zakręt obręczy. To z powodu bólu”. Kiedy jednak temu samemu specjaliście pokazać skan mózgu, nie ujawniając, co dolegało danej osobie w momencie obrazowania, prawdopodobnie nie potrafi orzec (z nielicznymi wyjątkami), czy ją bolało, czy nie.

Co więcej, długo po wyleczeniu urazu ból potrafi się nieoczekiwanie pojawiać. Niczym nieproszony gość zajmuje miejsce na kanapie. Lekarze klasyfikują go jako przewlekły. Pod wieloma względami przybiera rozmiar epidemii współcześnie bardzo lekceważonej. Według danych Institute of Medicine of the National Academies z powodu bólu przewlekłego cierpi około stu milionów Amerykanów (prawie jedna trzecia populacji). Z tego nieco mniej niż połowa przyznaje, że ból zakłóca sen. Większość ma kłopoty z koncentracją, wpada w depresję i odczuwa deficyt energii. Koszty leczenia oraz nieobecności w pracy wynoszą w USA do sześciuset trzydziestu pięciu miliardów dolarów rocznie (dla porównania: cała amerykańska branża filmowa generuje sprzedaż na poziomie zaledwie dziewięciu miliardów czterystu milionów dolarów).

Ból przewlekły nad wyraz dobrze reaguje na placebo. W istocie mógłby w dzisiejszym świecie pełnić rolę dolegliwości wzorcowo podatnej na placebo. Z jednej strony łatwo poddaje się uśmierzaniu środkami niewiadomego działania, z drugiej bardzo trudno udowodnić, że zażywane specyfiki nie są placebo. Z tej przyczyny firmom farmaceutycznym niebywale trudno konstruować nowe środki, uwalniające od bólu miliony osób. W codziennym życiu reakcje typowe dla podania placebo mogą wynikać z wielu rzeczy, na przykład pragnienia zadowolenia lekarza albo chęci poczucia się lepiej. Kiedy zwykle chodzi się do doktora? Gdy zdrowie poważnie szwankuje. I co potem? Odczuwa się ulgę. Można w to wierzyć lub nie, ale ten „powrót do średniej” sam w sobie jest reakcją na placebo.

Wielu uczonych dostrzegło, że osoby cierpiące z bólu albo dotknięte depresją, stanami lękowymi, zespołem jelita drażliwego, wymiotami lub uzależnione doświadczą efektu placebo z większą dozą prawdopodobieństwa niż inni. Sugeruje to, że musi działać jakiś proces fizyczny i jakiś mechanizm neurochemiczny. Bo jeśli placebo była już chęć zadowolenia lekarza, to podłoże powinno być identyczne we wszystkich niedomaganiach. Musi być jakiś mechanizm działający w jednych chorobach, w innych zaś nie. Jakie procesy chemiczne zachodzą w mózgu, gdy działa placebo?

Od tysięcy lat ludzie używają substancji uśmierzających ból opartych na opium, które w istocie można uznać za pierwszy środek przeciwbólowy na świecie. Opium jest idealną substancją: jeśli doskwiera ból, to uwalnia od niego, jeśli nic nie dolega, odlatuje się niczym balon meteorologiczny. Laudanum – bodaj najsłynniejsza nalewka z opium – znana jest od XVI wieku, a wyszła z użycia w XIX. W tymże XIX stuleciu używano nawet tamponów nasączonych opium. Dlaczego działa tak dobrze? Na początku lat 70. XX wieku uczeni, badając mózgi zwierząt, uznali, że przypuszczalnie mózg człowieka ma specjalne receptory w sposób szczególnie dobrze przystosowane do przyjmowania i przetwarzania opium, co w części wyjaśnia, dlaczego ono tak bardzo uzależnia. Nie minęło wiele czasu, a ci sami uczeni zadali pytanie: po co nam receptory narkotyku, który obecny jest tylko w maku lekarskim?…

Przedstawię obrazowe porównanie, które pozwoli zrozumieć wyzwania, przed którymi stoją kognitywiści (zajmujący się obserwacją i analizą działania zmysłów, mózgu i umysłu – przyp. tłum). Proszę sobie wyobrazić mózg jako wielki, wypełniony widzami stadion piłkarski. Każdy z obecnych jest komórką mózgu (neuronem). Proszę wyobrazić sobie jeszcze grupę kosmitów, nieznających ludzkiej mowy ani kultury, usiłujących – tylko na podstawie zachowań stadionowego tłumu – pojąć zasady tego, co się dzieje na boisku.

Od czego powinni zacząć? Może od ubioru? Tak, niebieski jest ważny dla jednego plemienia, pomarańczowy – dla drugiego. A może od zachowania? Obecni kibicują różnym drużynom. Wielu fanów noszących się na niebiesko zaczyna jednocześnie hałasować, co wcale nie powoduje, że pomarańczowi cichną, a ich cheerleaderki przestają tańczyć. Niektórzy wcale nie kibicują, zajęci robieniem wrażenia na partnerach bądź klientach. Inni sprzedają hot dogi, kasują bilety albo nalewają piwo. Jest loża prasowa, biura, pomieszczenie ze schowkami, ludzie tam wydają się niezwiązani z wydarzeniami na boisku.

Co najlepiej mierzyć? Poziom hałasu? Kwoty wydawane bądź zarabiane? Jak często obecni korzystają z WC? Co potem? Czy kosmici powinni wybrać kilku fanów i naprawdę starannie się im przyjrzeć? Czy też podzielić stadion na kilka części i próbować generalizować? Być może siedzący w lożach zachowują się inaczej niż na odkrytych trybunach? Być może szczególnie ważny jest sektor między LL a MM na górnej trybunie?

Wielki bałagan. A proszę sobie wyobrazić stadion nie z sześćdziesięcioma siedmioma tysiącami miejsc lecz z osiemdziesięcioma pięcioma miliardami (tyle liczyłoby milion dwieście tysięcy typowych amerykańskich aren futbolowych). A do tego nie jeden mecz, ale mnóstwo imprez w tym samym czasie: koncerty rockowe, wiece polityczne i – bo ja wiem co jeszcze? – powiedzmy spotkanie miłośników komiksów. I większość widzów na trybunach śledziłaby jednocześnie więcej niż jedno wydarzenie.

Tak, w największym skrócie, tak wygląda nasz mózg. Praca uczonego polega na brodzeniu w tym chaosie i próbie znalezienia czegoś użytecznego. Nie ma znaczenia, na czym się skupi: przepływie krwi, impulsach elektrycznych, wychwycie glukozy. Zawsze będzie miał do czynienia z dezorientującym poziomem zakłóceń. Przy bardzo złożonej materii szansa dostrzeżenia czegoś tak subtelnego, jak odpowiedź na placebo, jest doprawdy znikoma.

Niejeden uczony usiłował połączyć placebo z hipnozą. Oba zjawiska wydają się szczególnie skuteczne w walce z bólem, lękiem i zaburzeniami snu. Oba odwołują się do skomplikowanych reakcji mózgowych, związanych z oczekiwaniem, których nie rozumiemy w pełni. Historycznie rzecz ujmując, oba były piętnowane i przeciągane na stronę zabobonu i magii. Osoby ulegające hipnozie, podobnie jak te podatne na placebo, główny nurt kulturowy często naznaczał jako słabego charakteru czy wręcz szwankujące na umyśle. Taka opinia nie ma nic wspólnego z prawdą.

Zanim dowiedziano się, co to takiego placebo i czym jest dopamina, zanim wcielono w życie ideę czynnościowego rezonansu magnetycznego (fMRI), lekarze dysponowali tylko jednym potężnym narzędziem pomagającym w zrozumieniu oczekiwania i podatności na sugestię. Pragnąc zgłębiać związek umysłu z ciałem, musieli się zapuszczać w mroczny i moralnie podejrzany świat hipnozy. Trudno sobie wyobrazić coś bardziej związanego z podatnością na sugestię niż wrażliwość na hipnozę, która od wieków napędzała zarówno uczonych, jak i szarlatanów. Przez nią wiodą tropy do mózgowego świata sugestii i oczekiwania. Hipnoza jest realnie istniejącym, niezwykłym i silnie oddziałującym zjawiskiem leczącym uzależnienia, niwelującym ból, zatem niosącym ulgę milionom. Choć łatwa do demonstrowania na estradach Las Vegas, sposób, w jaki działa, wciąż pozostaje nieodgadniony.

Hipnoza i efekt placebo u człowieka są wyłącznie sprawką mózgu motywowanego odrobiną sugestii. To wystarczy do wywołania nierzadko gwałtownych skutków. Oba fenomeny długo pozostawały na marginesie. Placebo dopiero niedawno doczekało się akceptacji, hipnozę wciąż mało kto traktuje poważnie. Częściowo z powodu jej burzliwej historii, a częściowo upartego ukrywania mechanizmu działania. Dopiero w kilku ostatnich dekadach udało się uczonym zebrać interesujące spostrzeżenia potencjalnie prowadzące do zrozumienia – w kategoriach mózgowych – tej prastarej techniki terapeutycznej.

Specjaliści badający, co takiego się dzieje podczas hipnozy, podzielili się na dwa nieformalne obozy. Jedna grupa dowodzi, że hipnoza jest formą silnego skupiania się na czymś w rodzaju marzycielstwa, snu na jawie albo pogrążenia w ciekawej lekturze bądź dopasowywaniu puzzli. Dla wielu osób hipnoza sprowadza się do miłej, odprężającej medytacji, trochę takiej, jaka kończy seans jogi, kiedy wszyscy uczestnicy leżą i skupiają się na oddychaniu. Innymi słowy, hipnoza jest jak leżenie na trawie w słoneczny, wiosenny dzień i wpatrywanie się intensywnie w obłoki aż do zatracenia. Nie jest to stan obcy codzienności. Dla innych hipnoza znaczy o wiele, wiele więcej. Druga grupa uczonych uważa hipnozę za „stan odmiennej świadomości”, nieznajdujący odpowiednika w codzienności. Niektóre osoby w tym stanie obcują ze zmarłymi, odwiedzają przeszłość, dokonują nadludzkich wyczynów. Znikają im brodawki ze skóry, podczas operacji chirurgicznych nie czują bólu.

Jakim cudem jedni nie rejestrują nic ponad miłe odprężenie, a inni słuchając kogoś, doznają halucynacji albo się wyciszają? Z jakąś dozą pewności możemy powiedzieć, że hipnoza jest formą skupienia (koncentracji) – zwykle sterowanej przez czyjąś kojącą narrację – które powoduje, że przechodzi się w stan podobny do transu. Umysł otwiera się wówczas na sugestię płynącą z zewnątrz. Pewne jest natomiast, że – podobnie jak przy placebo – elementem kluczowym jest przekaz ustny. W przypadku placebo sprowadza się do budowania przekonania, zgodnie z którym pomocne stają się pewne remedia: żeń-szeń korzystnie wpływa na chi, homeopatia leczy z wciąż nękających lęków dzieciństwa. W hipnozie ustny przekaz ogranicza się do stanu aktualnego, maluje obrazy miejsc magicznych, które odprężają, przygotowują na sugestię, na przykład: spacer pośród kwietnych łanów, zstępowanie po schodach czy lewitowanie w przestrzeni; wszystko po to, by się odprężyć.

Oczywiście to nie sztuka wydać komuś polecenie zamknięcia oczu i wyobrażenia schodzenia po stopniach albo unoszenia się pośród obłoków. Sztuką jest ubranie tego w poruszającą opowieść, która uruchamia wyobraźnię i wciąga bez reszty – taka umiejętność znamionuje dobrego hipnotyzera. Medium musi się dać bez reszty uwieść głosowi i opisom, choćby na chwilę. Wtedy staje się bardziej podatne na sugestię. Jest wciąż świadome, ale słucha inaczej. A czym jest sugestia oprócz tego, że opowieściami tworzonymi na własny użytek pomieszanymi z zasłyszanymi?”

Koniec cytatu.

JAK NIE ZWARIOWAĆ W ŚWIECIE OGROMNYCH PRZEKRĘTÓW I TEORII SPISKOWYCH?!

Ma miejsce ogromny wzrost świadomości. Ciągła ewolucja i udoskonalanie są nadrzędnym celem natury jak i człowieka. Choć świat wydaje chwiać się w posadach, to wszystko jest na dobrej drodze. Stare struktury systemu dezaktualizują się, „gniją od środka”, a potem rozpadają, będąc zastępowane innymi, nowszymi i bardziej wydajnymi. Często musimy przepracować jakąś bolesną lekcję, zanim coś sobie uświadomimy.

Od wspólnoty jaskiniowej, dzięki monoteistyczny religiom przeszliśmy do stworzenia cywilizowanego społeczeństwa przemysłowego. W XX wieku dostaliśmy srogą lekcję związaną z krwawymi dyktatorami, z obłędnymi doktrynami, i z wiernością władzy i ślepym posłuszeństwem wobec autorytetów. Ideologie spowodowały niezmierzone morze cierpień i śmierć milionów ludzi. Do dziś nie podnieśliśmy się do końca po drugiej wojnie światowej.

W książce, filmie i w serialu o tytułach: „Opowieść podręcznej” jest pokazany szokujący przykład dystopii – piekła na Ziemi. W wyniku zanieczyszczenia środowiska i zagłady biosfery dramatycznie maleje płodność i przyrost naturalny. Konserwatywna ortodoksja staje się jedynym prawem, przy czym przybiera ona postać która jest nie do wyobrażenia nawet dla najbardziej zatwardziałych dzisiejszych konserwatystów. W tym apokaliptycznym świecie kobiety nie mają żadnych praw i są zmuszane do zachodzenia w ciążę z „komendantami”. Tutaj link do opisu serialu [LINK], a tutaj możecie kupić książkę w formie papierowej i elektronicznej [Tania Księgarnia PL – LINK]

Po II wojnie światowej powstało wiele takich dzieł, także w nowym gatunku SF (Science Fiction – fantastyka naukowa). Przepowiednie George Orwella były dość skromnym dziełem z tej długiej i bogatej serii. Z tymi książkami czy filmami jest tylko jeden problem. Ludzie uważają, że są one ostrzeżeniem przed tym, co może nadejść. Nie do końca jest to prawdą. Ponieważ są one ostrzeżeniem przed tym, co już było, i co może znowu nadejść. Jest to ostrzeżenie przed pewnym błędem, jaki popełniają społeczeństwa – właśnie błędem uległości i posłuszeństwa wobec autorytetu.

Echa ideologii i walk pomiędzy nimi pobrzmiewają do dziś. Czyż dzisiejsi lewicowcy nie uniknęli dawnych, mrożących krew w żyłach błędów? Zgoda, jesteśmy bardziej cywilizowani, nie ma już obozów, walk, spadających bomb.. Ale czyż mechanizm fanatyzmu i niszczenia przeciwników nie pozostał? Ludzkość dostała nauczkę, że do worka o nazwie: „aktualne normy społeczne i prawne” można włożyć każdą, nawet najbardziej idiotyczna i zbrodnicza rzecz. A potem można zrobić z tego ideologię, następnie – zrobić z tego prawo, by pod koniec mordować miliony czyniąc ludziom piekło na Ziemi. Dostaliśmy w spadku ufność autorytetom i liderom, co zostało boleśnie wykorzystane. Gdyż obłędni ideolodzy i tyrani korzystali z naszej naiwności, dobrotliwości i głupoty.

Obecnie ze ślepej ufności wobec autorytetów powoli, acz nieubłaganie popadamy w drugi biegun. Bo ludzkość tak już ma, że lubi miotać się między skrajnościami, w taki sposób się rozwijając. Obecnie popadamy w biegun ciągle narastającej nieufności, podejrzliwości czy wręcz spiskowej paranoi. Obok słusznych i niezwykle potrzebnych demaskacji przekrętów w medycynie, nauce, polityce, w ekonomii, u banków i korporacji, pojawiają się teorie spiskowe, które przyprawiają o zawrót głowy. Wiele teorii określanych jako „spiskowe” to rzeczywiście albo dzieło fantazji, albo produkt chorego psychicznie umysłu.

Wiele tych teorii przez dziesięciolecia rośnie i rośnie coraz bardziej. Pojawiają się rzekome nowe „dowody”, które żadnymi twardymi dowodami jednak nie są. Pojawia się coraz więcej autorów i wyznawców. Teorie te z biegiem dziesięcioleci robią się tak potężne, że zaczynają żyć własnym życiem i stają się „memami kulturowymi” a z czasem także pop-kulturowymi. Tak się stało z UFO, choć do dziś nie ma ani jednego dowodu na to, że są to statki pozaziemskie pilotowane przez pozaziemskich pilotów. Za to są dowody że UFO może być czymś w rodzaju „zbiorowej histerii”, wytworem naszej ogólnoludzkiego, zbiorowego umysłu, który Carl Gustav Jung nazwał „nieświadomością zbiorową”. Pisałem o tym tutaj [LINK].

Badając teorie spiskowe domagaj się realnych dowodów. Ulotka opisująca skutki uboczne lekarstw to dowód realny. Tak samo lista składników szczepionek, które są toksyczne, i badania nad nimi. Oczywiście z jednoczesnym zastrzeżeniem, że teraz pieniądz dyktuje wynik badań. Istnieją też dowody na to, że ekonomia jest jedną wielką manipulacją. Jednak czy są realne dowody na istnienie zjawiska chemtrails? Chmury z samolotów pasażerskich wkurzały ludzi, bo zasnuwały niebo, i przed wieloma laty ktoś wymyślił teorię, że to są samoloty wojskowe. I że rozpylają one na niebie toksyczne odpady, które potem spadają na ziemię i nas trują.

Jednak na tę teorię nie ma żadnych realnych dowodów. I tu mnóstwo Czytelników może się oburzyć i powiedzieć, że jak mogę tak pisać. Ale czym byłby tu realny dowód? Realnym dowodem byłaby tutaj ekspedycja w kierunku takich samolotowych chmur, pobranie z nich próbek, rzetelne przebadanie i podanie ich składu chemicznego. Zrób takie ćwiczenie – znajdź w necie skład chemiczny chemtrails i jakie laboratorium zbadało próbkę. Nie znajdziesz czegoś takiego. Za to mnóstwo jest rzekomych „dowodów”, które okazały się nieprawdziwe. Bo zamiast zdjęć przedstawiających pojemniki ze złowrogimi truciznami rozpylanymi na niebie, w necie umieszczano zdjęcia z poczciwymi zbiornikami na wodę, które są w każdym samolocie. I podpisywano je, że są to zdjęcia złowrogich trucizn chemtrails.

Wielką popularnością cieszy się medycyna naturalna. Bo ta medycyna klasyczna, tabletkowa, zawiodła, i wie to każdy chory na „trudną”, czyli cywilizacyjną chorobę – np Hashimoto. Z drugiej strony, ta medycyna naturalna także nie jest doskonała i także zawodzi w leczeniu tych trudnych chorób. Które, wg opinii niektórych, są tak naprawdę „chorobami duszy”, czyli powstają na skutek zranień, traum, zablokowanych i wypartych emocji i uczuć, niezrealizowania swojego przeznaczenia. Jest też tyle interpretacji w tej medycynie naturalnej. Że witamina C tylko lewoskrętna. Ale nie, zaraz ktoś powie, że witamina C to tylko lewoskrętna, ale tylko z owoców, bo syntetyczna szkodliwa. Pomijam już fakt, że w sprzedaży jest wyłącznie lewoskrętna forma witaminy C, i że jako pasjonat chemii naprawdę nie wiem, czym niby różni się kwas L-askorbinowy syntetyczny od tego z owoców.

Medycyna naturalna może pomóc w wielu chorobach, np poprzez zmianę diety, zioła, witaminy. Branie witaminy D3 razem z K2 (prawie) nikomu nie zaszkodzi, a większość tego potrzebuje, bo 90% Polaków ma w zimie niedobory. Magnez też można sobie brać, a jak się jest lekko nerwowym, to jakieś ziółka nie zaszkodzą. Medycyna naturalna może pomóc uniknąć nam „terapii”, które nie tylko nie pomagają, ale wręcz szkodzą. Przykład to szczepienia i statyny. Ale w wielu chorobach ta medycyna naturalna też nie zadziała.

Osoby chore na te trudne cywilizacyjne choroby, muszą sobie radzić na różne, nie tylko naturalne sposoby, łącznie z braniem hormonów czy syntetycznych lekarstw od farmacji. Łatwo się mówi o tym, że witamina C leczy wszystko, łącznie z rakiem, gdy jest się młodym, pięknym i zdrowym. Trudniej gdy masz rzeczywisty problem, którego żaden lekarz ani naturapeuta nie umie rozwikłać. Zdrowie człowieka doskonale oddaje stan tego, jak wiele na świecie jest obszarów nieświadomości. Ciągle poznajemy naszą wiedzę o świecie, redukując tę nieświadomość na rzecz świadomości. A na to składa się też poszerzanie wiedzy o zdrowiu, i przy okazji walka z mitami i korupcją w medycynie czy farmacji.

W medycynie naturalnej i dietetyce panuje istny „szał szkodliwości”. Wszystko jest szkodliwe, wszystko jest zatrute, toksyczne. Wszędzie straszą nas nagłówki o toksyczności jaj, mleka, warzyw, owoców, kawy, dosłownie wszystkiego. Aż można zadyszki od tego dostać. Normalnie wszystko szkodzi! Czy mamy więc owijać się w dywan i zacząć powoli czołgać w stronę cmentarza? Przecież nawet.. tlen jest toksyczny! Proces oddychania tlenowego powoduje ekstremalne obciążenie dla organizmu, m.in. przez powstawanie toksycznych wolnych rodników! To trochę tak, jak z korozją na blachach samochodów. Tam też jest udział tlenu. Więc mamy zaprzestać oddychać i.. umrzeć?! No i życie jest niebezpieczne samo w sobie, z racji swej natury. Więc jak tu żyć?!

Spokojnie.. Tak, niektóre rzeczy trują obiektywnie, i to trują tak, że wręcz zabijają organizm. Ale czym sobie „zasłużyły” np poczciwe jajka? Mimo wszystko ta „paranoja szkodliwości” to bardzo pozytywne zjawisko. To dobrze, że pisze się o szkodliwości różnych rzeczy, to dobrze że pojawia się coś, czego nie było. Czyli pojawia się społeczny nacisk i kontrola korporacji, banków, rządów, producentów żywności i lekarstw. Dziś normą nawet w marketach są produkty eko i bio. I ja z tego korzystam, kupując obok kilku produktów eko, także wiele tych tradycyjnych.

Jednak kiedyś w marketach nie było ani jednego takiego produktu, bo nie było tego społecznego nacisku. Zrozum: jeśli społeczeństwo daje przyzwolenie, to będzie wyzyskiwane (drapieżny kapitalizm), oszukiwane (demagodzy lewicy i prawicy), i trute (przez farmację i koncerny spożywcze). To bardzo dobrze, że niezależni autorzy, często w bardzo przerysowanej czy wręcz „wariackiej” formie alarmują o wielu przykładach zła, niesprawiedliwości, cierpienia. Bez tych wszystkich skrajności które czasami śmieszą, czasami szokują, a czasami przedstawiają smutną prawdę, nie będzie możliwy dalszy postęp.

Jest naturalną, ewolucyjną koleją rzeczy, że społeczeństwo zaczęło obcować z najbardziej szalonymi, spiskowymi i oszołomskimi doktrynami. Spowodowało to nienotowane nigdy w historii nasilenie atmosfery wzajemnej podejrzliwości i nieufności. Zaufanie mas wobec dotychczasowych autorytetów i liderów zostało nadszarpnięte jak nigdy wcześniej i zdewastowane.  Liderzy ludzkości, korzystając z prawa „niepodważalności”, dyktując obowiązujące normy społeczne i stojąc na straży ich przestrzegania, zawiedli, doprowadzając ludzkość do beznadziei i rozpaczy, a planetę na skraj przepaści.

System musi przejść reformę, tak, jak zmieniło się wiele systemów przed nim. Ostatecznie to ewolucja i rozwój są jednymi z najważniejszych praw wszechświata. Natura to mądry i samoświadomy organizm, który dąży do coraz szerszego poznania i do coraz lepszego funkcjonowania. Choć obecny świat chwieje się w posadach i wielu ludzi lęka się o jego przyszłość, to wszystko i tak się naprostuje, bo wszystko jest i tak na dobrej drodze.

Człowiek zawsze jest częścią bardziej złożonych systemów. W kolejności: rodziny, rodu (w tym przodkowie i krewni), narodu, cywilizacji, ludzkości. Cała ludzkość jest częścią systemu większego, czyli żywej biosfery planety, a ta zaś – częścią wszechświata. Życie jest jak mgnienie skrzydeł motyla. Dotychczas ład moralny i porządek społeczny zapewniały wielkie światowe religie i pomniejsze doktryny. Ale one upadły. W tym życiu i w tych czasach mamy możliwość poszerzenia naszej wiedzy i jej aktualizacji. Mamy niepowtarzalną szansę zgłębienia tajemnicy wszechświata, w tym dostrzeżenia tego, co było dotychczas znane tylko Wielkim Wtajemniczonym, którzy przez tysiąclecia strzegli i przekazywali światło wiedzy.

Ten artykuł jest kontynuacją poprzedniego artykułu na ten temat, w którym podejmowałem zbliżoną tematykę:
Trwa szaleństwo idei i doktryn ale ludzkość wkrótce się z niego przebudzi!

Tematykę teorii spiskowych podejmowałem także w moim cyklu artykułów „Illuminaci i Ty”:

Czy tajemniczy „agenci ewolucji” zakulisowo wpływają na losy Ziemi?
Kim naprawdę są Illuminaci? Jaka rzeczywista konspiracja kryje się za tą tajną organizacją?!
Illuminata ujawnia szokujące fakty o tajnym stowarzyszeniu rządzącym światem!
Czego nie wiesz o tajnym stowarzyszeniu Illuminati? Ujawniam szokujący sekret!
Elity Cię oszukują i kontrolują wykorzystując politykę i niektóre teorie spiskowe!
Illuminati: zakazany i ukrywany sekret tajnego stowarzyszenia, o którym być może nie wiesz
Czy illuminati istnieją?! Potężna organizacja ujawniła się światu i przedstawiła swoje szokujące, tajne plany!

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

SPIRULINA TO PRZEREKLAMOWANE ŚWIŃSTWO! TRACISZ ZDROWIE I PIENIĄDZE NA WŁASNE ŻYCZENIE!

Spirulina to morska alga, które jest reklamowana jako „zielone mięso” czy też „superfood”. Spirulina ceniona jest za dużą wartość białka i innych substancji odżywczych. Szczególnie chętnie stosowana jest przez wegetarian i wegan, często bywa dodawana do „smoothies”, czyli tzw zielonych drinków.

Wokół spiruliny narosło wiele mitów i przekłamań. W tym artykule chciałbym przedstawić Ci kilka z nich. Przejdźmy od razu do rzeczy. Bardzo mądre jest powiedzenie ludowej, że „nie wszystko złoto co się świeci”. Na swojej stronie pisałem wiele także o tym, że nie wszystko co „duchowe” jest dobre. Że wiele doktryn wpędza ludzi w stare jak świat wzorce. Takie jak poczucie winy i mentalność niewolnika. No i nie wszystko, co nazywane jest „zdrowym”, rzeczywiście jest zdrowe. A nawet jeśli dana rzecz jednemu pomaga, to drugiemu może zaszkodzić, a trzeciego wręcz zabić.

Czystość i szkodliwość spiruliny

Spirulina jest bardzo często produkowana w krajach Azji, tj. w Chinach, Indiach, Indonezji czy Wietnamie. A przecież są to kraje o największym na Ziemi skażeniu biosfery. Normy odnośnie zanieczyszczeń praktycznie tam nie istnieją. Nie ma kontroli i zapobiegania zanieczyszczeniom wód, gruntów i atmosfery. Legendarny i bardzo medialny stał się smog zasnuwający azjatyckie miasta, z którego powodu umiera setki tysięcy ludzi rocznie, a miliony ciężko choruje. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Z drugiej strony, praktycznie nie istnieją tam instytucje kontrolujące zanieczyszczenie żywności. Jest to szczególnie dramatyczne dla mieszkańców tych krajów, którzy są zmuszeni do jedzenia toksycznej żywności. Nasze europejskie dylematy o tym, że w żarciu jest jakiś glutaminian sodu czy nie, bledną przy tym, co wyprawia się w krajach azjatyckich. Z tego właśnie powodu chińskie czy indyjskie elity sprowadzają żywność dla siebie z zagranicy.

Tymczasem, co jest dość ponurą ironią, z tych krajów sprowadza się do nas dużo żywności, w tym tej „zielonej żywności„. Np spirulinę czy jagody goi. Morza, rzeki i jeziora w Azji są skrajnie zanieczysczone nie tylko metalami ciężkimi, które często znajdują się w spirulinie. Ale także wszelkimi odpadami poprzemysłowymi, i wieloma zanieczyszczeniami organicznymi. Przecież to w Azji południowo-wschodniej jest najwięcej ognisk ptasiej grypy czy innych apokaliptycznych chorób. Z kolei na Pacyfiku, na wschód od Chin, pływa olbrzymia „góra śmieci” zajmująca obszar wielkości Australii. To wszystko jest w spirulinie i w innej żywności stamtąd sprowadzanej.

Spirulina a skażenie radioaktywne po Fukushimie

Po 2011 roku mamy do czynienia z jeszcze jednym niekorzystnym czynnikiem występującym na tamtych obszarach. Katastrofa nuklearna w Fukushimie była najpotężniejszą tego typu awarią w dziejach. Emisje radioaktywne wielokrotnie przekraczały Czarnobyl, i ilościowo, i jakościowo. Ilościowo – bo emisja była i nadal jest nieporównanie większa. Jakościowo – bo w Fukushimie radioaktywna zupa to kilkaset radionuklidów, zaś w Czarnobylu znacznie mniej. Ponadto w Fukushimie występuje zanieczyszczenie ciężkimi izotopami plutonu, które jest tu największym problemem.

Pomimo medialnej ciszy, nie przerwano emisji zanieczyszczeń. Rdzenie reaktorów w Fukushimie są stopione. Płynna, gorąca radioaktywna masa przetopiła betonowe podłoże reaktorów i reaguje z podłożem i wodami gruntowymi. Radiacja koło elektrowni jest tak duża, że ludzie mogą tam przebywać tylko w kombinezonach i tylko czasowo. Natomiast we wnętrzu reaktorów potężne skażenie zabiłoby człowieka po kilku minutach, nawet jeśli wszedłby w skafandrze. Promieniowanie to „uśmierca” także wysyłane tam roboty. Nie mamy technologii zdolnej naprawić reaktory i zatamować dalsze wycieki.

Reaktory ze stopionymi rdzeniami trzeba cały czas chłodzić. Wokół elektrowni w Fukushimie znajduje się ogromna ilość zbiorników ze skrajnie radioaktywną wodą. Jest ich tak dużo, że TEPCO, operator elektrowni, rozważa zrzucenie do morza milionów litrów tej wody, by zrobić miejsce. Warto mieć to na uwadze, rozważając zakup spiruliny. Wodorosty morskie mają dużą skłonność do akumulowania nie tylko metali ciężkich i innych zanieczyszczeń morskich, ale także skażenia radioaktywnego. I nie ma znaczenia, czy spirulina jest azjatycka, czy hawajska. Bowiem prądy oceaniczne zanoszą skażenie radioaktywne aż do Hawajów i dalej do wybrzeża Ameryki Północnej. A spirulina hawajska różni się od chińskiej po prostu tym, że jest kilka razy droższa.

Spirulina i witamina B12. Gigantyczne kłamstwo

W sprzedaży są cztery formy witaminy B12. Forma apteczna, czyli cyjano-kobalamina, jest stosunkowo słabo przyswajana przez organizm. Spożyta w formie tabletek przyswaja się w mniej niż jednym procencie. Wielu ludzi jej nie toleruje ani nie przyswaja w ogóle. Korzystniejsze formy witaminy B12 to adenozyno-kobalamina i metylo-kobalamina. Metylo-kobalamina przyswaja się z przewodu pokarmowego w około 5%. Najkorzystniejsza forma witaminy B12 to hydroksy-kobalamina, która jest tolerowana nawet przez osoby z licznymi defektami metabolicznymi.

Spirulina zrobiła furorę jako żywność roślinna, która zawiera dużą ilość witaminy B12. Z tego też powodu rzucili się na nią wegetarianie i weganie, gdyż oni są szczególnie narażeni na niedobory witaminy B12. Jednak przekonanie, że spirulina dostarczy naszemu organizmowi dużych ilości tej witaminy, jest całkowicie błędne. Prawdopodobnie jest odpowiedzialny za to „mitologiczny” marketing, jaki ma od samego początku ta roślina.

Otóż spirulina zawiera kompletnie nieprzyswajalne dla organizmu analogi witaminy B12. Są one gorszej jakości niż ta poczciwa, apteczna cyjano-kobalamina. To jednak nie jest cała prawda. Pół biedy, jeśli te nieprzyswajalne analogi byłyby po prostu wydalane z organizmu. Jednak po pierwsze blokują ona wchłanianie innych, pozytywnych form witaminy B12 z układu pokarmowego, a po drugie, obniżają ilość dostępnej frakcji witaminy B12 we krwi. Spirulina jest szczególnie niekorzystna dla osób z defektami metabolicznymi dotyczącymi przemian witaminy B12. A takich ludzi wcale nie jest mało.

Spirulina i jej szkodliwość – podsumowanie

Jak już pisałem, nie wszystko złoto, co się świeci, i nie wszystko co zdrowe, rzeczywiście nam posłuży. Spirulina stała się hitem głównie dzięki spektakularnej kampanii marketingowej. Rosnąca populacja wegetarian i wegan potrzebowała produktu, który zapewniłby odpowiednia podaż białka i witaminy B12, i taki produkt otrzymała, choć jak się okazuje, nie do końca. Warto samodzielnie analizować różne za i przeciw. Warto po prostu wiedzieć, że każdy sprzedawca (np lekarz czy producent spiruliny) zachwala swój produkt i ukrywa jego wady.

Zapraszam Cię teraz na ciekawe artykuły poświęcone medycynie, w tym tej naturalnej, zdrowiu, szkodliwości leków:

Zanim kupisz suplement lub witaminę.. Lista tajemnic i oszustw koncernów farmaceutycznych
Czy kawa szkodzi? Jesteśmy okłamywani a szokujące skutki uboczne są ukrywane!
Niepokojące odkrycie: popularne leki i suplementy na zgagę rujnują zdrowie?!
Zanim sięgniesz po silne leki.. Niesamowity i wciąż szokujący wpływ litu na zdrowie
Leki na żołądek pogarszają objawy zamiast pomagać. Konsekwencje mogą być bardzo poważne
Dlaczego leki na depresję nie działają? Będziesz w szoku gdy to przeczytasz, ale lekarze naprawdę tego nie wiedzą!
Naltrexon: cudowny lek na choroby wobec których medycyna jest bezsilna
Nadmiar wapnia jest niebezpieczny! Koncerny trują nas od lat!

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 199 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/