Prawda o świecie i ludzkiej naturze jest prosta, ale też trudna do zaakceptowania

swiadomosc

Jaka jest prawda o prawdziwej naturze człowieka? Jest ona bardzo prosta i jednocześnie.. bardzo trudna do pojęcia. I jeszcze trudniejsza do zaakceptowania. Napisano o tym opasłe tomy z różnych dziedzin – psychologii, psychiatrii, biologii, teologii, filozofii, teozofii. A tymczasem sprawa jest dużo prostsza niż myślimy.

Prawdziwa natura człowieka (podświadomość, dusza, jak zwał tak zwał), jest bardzo prosta i chce: tańca, wina, śpiewu, muzyki, seksu, zabawy, wolności, swobody, radości, wyrażania się, doświadczania, rozwoju..

I tutaj zaczynają się schody. Bowiem realia naszej planety są jakie są. By system trwał, w procesie wychowania, socjalizacji, jest tworzona nam druga, wirtualna podświadomość. Jest ona taką „nakładką systemową” na pierwotną ludzką naturę. Jest zaprogramowana na wzorce zgoła inne. To właśnie ta część skłania nas do wyrzeczenia się samego siebie. To ta część sprawia, że płodzimy dzieci, kupujemy kolejne niepotrzebne rzeczy, szukamy kolejnych wrażeń, zaharowujemy się pracując po 14 godzin na dobę.

Wyrzekamy się samych siebie także na inne sposoby. Oddając swoje myślenie i swoją wolność obcym bytom (ideologiom, religiom, sposobom na życie, doktrynom naukowym, psychologicznym i innym). Ta część jest w permanentnym konflikcie z naszą prawdziwą naturą która poszukuje szczęścia i spełnienia, ale najczęściej go nie dostaje. Powoduje to stan dychotomii, rozszczepienia, mentalnej schizofrenii. A to, wraz z pierwotnym lękiem przetrwania – odpowiada za większość globalnych problemów. O ile nie za wszystkie..

Ta „wirtualna podświadomość” jest właśnie tą konserwatywną, systemową częścią nas samych. Jej celem jest ograniczanie naszej natury, bo jej pełna ekspresja w ziemskich warunkach doprowadziłaby do anarchii i zapaści systemu. To jest ważne, co teraz piszę. Gdyż wraz z wirtualną podświadomością, tą toporną, konserwatywną, „owczą” i służalczą częścią nas, przychodzi coś, co trzyma system w ryzach. Przychodzi moralność, kojarzona przez nas z religiami, z hipokryzją, z cebulactwem.. Ale ona i inne zmienne systemowe, pozwalają ucywilizować te jednostki, które nie są gotowe na pełną ekspresję naszej beztroskiej, liberalnej natury.

Ich też musi coś trzymać za mordę. Tymi „zasobami ludzkimi” które są niereformowalne, też trzeba jakoś zarządzać. Ta katolicka, konserwatywna moralność „owiec„, chroni także Ciebie – właśnie przed agresją tychże owiec. Tak samo narzekasz na militaryzm, głosisz pacyfistyczne hasła, chcesz jedności całej ludzkości, głowę masz wypełnioną tego typu hasłami… A gdyby nie silna, agresywna i uzbrojona po zęby armia, straż graniczna, policja, służba więzienna, sądy i prokuratury – na które też narzekasz, to nie wyszedłbyś nawet do kiosku po gazetę, bez ryzyka utraty życia. Czy to ze strony chłopców w dresach, których – zgaduję – nie lubisz, czy to ze strony islamistów, których – zgaduję – rozgrzeszasz, bo polityczna poprawność.

Cytat: „Moje pokolenie, ci przed trzydziestką, zderza się z konsekwencjami tego, co miało domach. Nie zaznaliśmy komuny, ale się na nas odbiła, bo rodzice to przechodzili. Widzieliśmy ich słabość. Była iskra „Solidarności”, ale zgasła. Został strach i skromność: „Szanujmy to, co mamy, bo może być jeszcze gorzej, możemy to stracić. To pokolenie ma inny mental.”
~Mateusz Kościukiewicz

Cytat: „Ludzie dali się złapać w sidła kapitalizmu.. To dlatego tylu z nas tęskni za PRL-em. Systemem gdzie odwalałeś byle jak i byle gdzie swoje 8 godzin, a później, ani na ulicach, ani w TV, ani w gazetach nie kusiły Cię reklamy, które nakazują nam dzisiaj jak żyć i jak „być szczęśliwym”. Coś zjadłeś, z kimś się spotkałeś, ludzie niczego sobie nie zazdrościli bo nikt niczego nie miał. Ale w tym samym czasie i w tym samym systemie byli też nieszczęśliwi! Bo różnimy się. Byli tacy, którzy chcieli więcej. Nowe auto. Nowy telewizor. Marzyli by wyjechać na Zachód. Zarobić i żyć „jak na filmach”. Nie ma sytuacji w jakiej WSZYSCY mogliby być zadowoleni. Jest w nas instynkt CIĄGŁEJ RYWALIZACJI. To coś powoduje, że ludzkość się rozwija, ale efektem ubocznym jest to, że w jakimś momencie w życiu stajemy się nieszczęśliwi. Być może gdyby szkoła od małego pomagała nam w zrozumieniu tych mechanizmów, ludzie wybieraliby jedną z dróg, ale nikt nas tego nie uczy, a na doświadczenie życiowe należy zaczekać. Często tracimy pół życia na to by zrozumieć proste sprawy. Bo to wszystko jest BARDZO proste i BARDZO skomplikowane..
~Art Go

Czy myślisz, że to czasy się zmieniły? Czy myślisz, że to obecne, nasze pokolenie, straciło wartości, i hołduje tylko hedonizmowi? Takie myślenie nie jest prawdziwe. To nie świat się stacza. To nie czasy i nie obyczaje się staczają. To Twoja chęć życia maleje, to Twoja radość maleje, to Twoja marzenia topnieją. Jest to proces związany ze starzeniem się, gdy traum, niepowodzeń i zawodów jest coraz więcej. Siłą rzeczy rośnie wtedy konserwatyzm, potępianie młodych, zabranianie im radowania się życiem. Już kapłani starożytnego Egiptu ok. 5500 lat temu, narzekali na moralność i zepsucie młodzieży. Potem byli Rzymianie z ich słynnym: „O tempora, o mores„.

Narzekają także dzisiejsi 40-latkowie i starsi, niczym ich poprzednicy sprzed 5500 lat. Sami pomyślcie: to świat się zmienił? Gdyby świat zmieniał się na gorsze i psuł z każdym kolejnym pokoleniem, to dziś przypominałby już niewyobrażalne piekło. Tak jednak nie jest. Ma miejsce ten sam proces co zawsze – przejście indukowane pokoleń, o którym pisał Vadim Zeland. Coraz więcej żalu, pretensji, rozgoryczenia, złości.. Przyciąga coraz więcej i więcej złych emocji, myśli i wydarzeń. Stąd się bierze zgorzknienie jak i konserwatyzm ludzi starszych.

Jacy byli Twoi rodzice w młodzieńczym wieku? Jakie były ich radości, marzenia? Jest to ścisła tajemnica, temat tabu całej naszej cywilizacji, który skrywa piołun milczenia. Ma to symboliczne i archetypowe odwzorowanie nawet w starożytnych mitach religijnych. Maryja Panna (Biblia) była dziewicą nawet gdy urodziła syna, Jezusa. System pozbawił ją więc: seksualności, zmysłowości, radości, rozkoszy, marzeń, młodości.. Tak też, choćby podświadomie, postrzegamy naszych rodziców. Najczęściej po prostu nie wiemy, o czym marzyli w młodości. Nie rozmawialiśmy z nimi o tym.

Masz lat 25, 30, 35 lub więcej? Uważasz się za nowoczesnego, młodego człowieka? Chcesz znać marzenia, radości, tajemnice swoich rodziców? Owszem, nie znasz ich, bo oni musieli być tymi „świętymi„, „niepokalanymi„, „bez skazy„, by wychować Ciebie.. Pozwól, że ja zdradzę Ci tę ściśle strzeżoną tajemnicę. Spójrz na teledyski, teksty i koncerty zespołów takich jak Abba, Modern Talking, The Doors. Obejrzyj sobie film Dirty Dancing. Jak brzmi więc odpowiedź? Te marzenia, radości, grzeszki, błędy i rozkosze były dokładnie takie same, jak Twoje. I dokładnie takie same, jakie są od zarania dziejów. Co ich złamało, zniszczyło, pozbawiło marzeń? System, ta druga, wirtualna podświadomość.

Często mamy różne pretensje do rodziców. Ci mniej lotni wyrażają pretensje typowe. Ci bardziej zaawansowani zarzucają rodzicom, że nie przekazali nam wiedzy. Że nie nauczyli nas bronić się. Że nie nauczyli nas, jak być szczęśliwymi, bogatymi (materialnie i duchowo) i potężnymi. Że przekazali nam same lęki, kompleksy i traumy. Z którymi zmagać możemy się do końca naszych ziemskich dni. Ale to w końcu zależy od nas samych.

Rodzice dali nam to, co uważali za słuszne, i dali tego absolutnie 100%, choć dla nas nie jest to nawet 0,1%. Oni po prostu nie mogli inaczej. Byli całkowicie zdani na łaskę swojej nieświadomości i rządzącego nimi, społecznego oprogramowania (matrixa, zbiorowej hipnozy, wirtualnej podświadomości). No byli, jacy byli i są jacy są. To Ty, żyjąc w tym ciele, masz szansę się z tym uporać. Oni już nie, dokonają tego w przyszłych wcieleniach, może za tysiące lat. Ty żyjesz swoim życiem. Nie ma sensu rozwodzić się nad tym, dlaczego oni zrobili tak a nie inaczej.

I dlaczego Cię skrzywdzili. Wyobraź sobie. Rodzi się dziecko. Jego trochę… naiwna duszyczka ma nadzieję na zaznanie tego, co napisałem na samym początku felietonu – tańca, wina, śpiewu, muzyki, seksu, zabawy, wolności, swobody, radości, wyrażania się, doświadczania, rozwoju..  Ale od maleńkości jest poddawana silnemu programowaniu, które jej tego zakazuje. Jest poddawana duchowej lobotomii. Bo inaczej by nie przeżyła, nie przetrwała w systemie. Dusza nie dostaje tego, co myślała, że dostanie. To dużo szerszy temat. Gdyż duchowo, psychologicznie i biologicznie / fizycznie, jesteśmy niekompatybilni z realiami tej planety.

Dziecko jest więc uszkadzane, poddawane ograniczaniu. Nazywa się ten proces socjalizacją i wychowaniem. Jest on mimo wszystko niezbędny dla tych, którzy są słabo rozwinięci, niereformowalni. Inaczej nie da się ich powstrzymać przed czynieniem ogromnego zła, jak tylko brutalną ingerencją. Inaczej jest w przypadku „orłów„, wychowywanych przez „owczych” rodziców, i zmuszanych przez nich do beczenia razem z innymi owcami. Przynosi to ogromne cierpienia i traumy. Ani beczeć z owcami się nie umie i nawet nie chce, ani latać za bardzo nie można, bo zlęknieni dosłownie wszystkim owczy rodzice, zapobiegawczo związali skrzydełka.

Istnienie rodziców i ich programowanie Ciebie powinno się po prostu uszanować, pomimo że w większości było ono destrukcyjne. Nie dla ich dobra. I nie dla dobra i potęgi społeczeństwa i systemu. Ale dla Twojego dobra, potęgi, bogactwa, szczęścia. Gdyż to, co doświadczałeś z rodzicami i jakie emocje wobec nich masz, ma odwzorowanie w Twoim życiu. Narzekasz na biedę, lęk, depresję, trafianie na toksycznych partnerów? Wszystko to bierze się od programowania rodzicielskiego, a potem – od naszego obrazu rodziców.

Bowiem robimy później projekcję poprzez naszą nieświadomą część, z rodziców na nasz cały świat. Projekcja Twojego nieświadomego obrazu matki odpowiada za Twój obraz materii, fizyczności, natury. Tam tkwi odpowiedź np biedy. Projekcja Twojego nieświadomego obrazu ojca odpowiada za Twój obraz świadomości, duchowości, Boga. Jahve, allah – bogowie patriarchalni, ludobójczy, okrutni, zawistni – są taką nieświadomą (ale globalną) projekcją naiwnego umysłu dziecka. Jeśli postrzegamy boga (opiekuna planety Ziemi) jako istotę okrutną, nie dbającą o nas (archont, demiurg itp) lub oddaloną, opuszczającą nas, nieobecną (ateizm..), to też jest to projekcja naszego nieświadomego obrazu ojca.

W Polsce w tym samym czasie zapętliły się i wzmocniły aż cztery negatywne programy. Czyli: chłopski konserwatyzm katolicki, z jego fałszywą pokorą. Trauma dwóch wielkich wojen światowych, która będzie oddziaływać jeszcze wiele pokoleń. Mentalność homo soviecticus z zasadą nie wychylania się, równania do szeregu, braku inicjatywy. I czwarty program – to przyjęty przez nas negatyw kapitalizmu po 1989 roku. Bo nam najlepiej wychodzi kopiowanie systemowych negatywów, czy to wschodu czy zachodu.

Nasi rodzice nie wiedzieli o życiu zbyt wiele. Byli przestraszonymi, zahukanymi przez system istotkami. Owieczkami zagnanymi do narożnika, które z lęku gryzły i kopały wszystkich wokół. Pamiętaj, że Twój oprawca, w tym rodzic, jest często większą ofiarą systemu, niż Ty sam. Bez względu na to, jakich traum nie zaznałeś. Oni już nie mają możliwości rozwoju i wyrwania się z tego mentalnego piekła. Już za późno. Ty wciąż masz tę wspaniałą możliwość. Przez szczęśliwy zbieg okoliczności (czy aby na pewno zbieg okoliczności?) mamy dostęp do technologii, nauki, internetu, wiedzy. Oni często nie mieli nawet radia i telewizora. Bywa, że nie mieli nawet elektryczności, przez długi czas komuny.

I jeszcze jeno na koniec. Jeśli jesteś rodzicem, lub planujesz mieć dzieci, wiesz że pewne wydarzenia będą po sobie następowały, jako naturalna kolej rzeczy. Pierwsze bolesne ząbkowanie. Pierwsze pełne słowo. Pierwszy rysunek. Pierwszy krok. No i coś, na co niewielu rodziców jest przygotowanych – pierwszy zawód.. Tak, Twoje dziecko na 100% zawiedzie Ciebie, Twoje oczekiwania, nadzieje, plany. Jest to tak pewne, jak pewne jest to, że np powie pierwszy raz „mama„, „tata„.

Jest to fundamentalne doświadczenie wpisane w żywot każdego rodzica na Ziemi. Absolutnie każdego, bez wyjątku – nie ma od tej reguły ucieczki. Tak, przyjdzie ten czas, że dziecko zawiedzie Ciebie i Twoje oczekiwania, mniej lub bardziej. Co wtedy zrobisz? Jak zdasz ten test? Będziesz dla niego opoką mimo wszystko? Czy będziesz jednym z miliardów rodziców (90% lub więcej), których wyklną i znienawidzą własne dzieci? Wypuścisz w świat istotę świadomą, potężną, asertywną? Czy tak jak większość – kolejną owieczkę beczącą w stadzie, poranioną i nieszczęśliwą?

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Jaki jest sens życia? Nie ma go w ślepej służbie społeczeństwu i systemowi

sens-zycia

Jaki jest sens życia? To pytanie zadaje sobie chyba każdy człowiek na Ziemi. Masz 15, 20, 25, 30, 35 i więcej lat.. Przeżywasz jakiś przełom – jakikolwiek, i zadajesz sobie te i inne pytania. Co chcę w życiu robić? Co mnie uszczęśliwi? Jak to pogodzić z realiami Polski jako neoliberalnego, kapitalistycznego obozu koncentracyjnego? Gdzie młody człowiek musi pracować za miskę ryżu, i jeszcze tacy jak Petru i Korwin mówią mu, że tak ma być?

Odpowiedzi są i różne, i tak naprawdę jednakowe. Sens życia ma Ci dać związek z kobietą / mężczyzną, oczywiście sakramentalny i zalegalizowany. Sens życia to bogactwo, drogi samochód, podróże, to przysłowiowe „wdychanie wysokojakościowej kokainy z dupy luksusowej prostytutki„. Lub inaczej – sens życia da rzetelna praca w wyuczonym zawodzie, potem własne mieszkanko, potem oczywiście rodzina – ślub, dzieci. Wszystko to co napisałem powyżej, jest mniej lub bardziej służbą własnemu ego i służbą systemowi.

A co, gdybym powiedział, że sens życia to coś innego? I może, ale wcale nie musi wiązać się z podróżami, bogactwem, partnerstwem, rodzicielstwem? Choć często, o ile człowiek naprawdę i szczerze chce – wiąże się z nimi? To, co jest najprostsze, jest jednocześnie najtrudniejsze do zrozumienia jak i do wprowadzenia w życie. Zapraszam najpierw do przeczytania poniższych cytatów:

Cytuję: „Rozejrzyjcie się wokół – popatrzcie, jakież pospolite i nudne życie wiedzie większość ludzi. Świat zapełniają nudni i zasuszeni „młodzi” staruszkowie (tylko ich wygląd świadczy o młodości). Tak, starość duchowa dopada ludzi szybciej niż starość fizyczna. Człowiek jeszcze żyje, ale program jego życia już się wyczerpał – a to oznacza wewnętrzną martwotę. Dlatego ludzie żyją tak krótko. Po duchowej starości bardzo szybko przychodzą starość i śmierć fizyczna. Do przedłużenia życia i młodości potrzebny jest sens.”
~Dymitr Wereszczagin

Cytuję: „Pewna nasza znana malarka, bardzo ceniona na Zachodzie, od dzieciństwa marzyła, by zostać aktorką. Ta profesja pociągała ją prawdopodobnie nie dlatego, że nie mogła żyć bez sceny. Jak to często bywa w czasach młodości, pociągało ją coś innego – zewnętrzny blask, sława, życie „na świeczniku”. Broniąc swoich bajkowych marzeń przez cztery lata zdawała do Szkoły Teatralnej. Otoczenie szczególnie mocno oddziałuje właśnie na młode, niedojrzałe i delikatne osoby.

Zamiast naszej bohaterki do Szkoły zawsze przyjmowali inną, jak jej się wydawało, mniej zdolną kandydatkę. Dziewczyna z pewnością była utalentowana, można wręcz powiedzieć. że utalentowana wszechstronnie. Dużo malowała, ale malarstwu nie poświęcała zbyt dużej uwagi – robiła to tylko dla przyjemności i nigdy nie przyszło jej do głowy, by związać z tym hobby swoją przyszłość. Przez cały ten czas otrzymywała wiele propozycji pracy, w której mogłaby wykorzystać swoje artystyczne zdolności. Ona jednak nie brała ich pod uwagę, pracowała jako dozorczyni, a każdą wolną chwilę poświęcała na lekcje ruchu scenicznego itp. Dziewczyna była uparta. Nie chciała słuchać swego prawdziwego „ja”. Zachowywała się jak zombie, z umysłem podporządkowanym energetyce społeczeństwa. Ustawiła przed sobą cel, słuchając tylko swojego rozumu, i postanowiła, że dopnie swego, bez względu na cenę, jaką przyjdzie jej zapłacić.

Przy czwartym podejściu dostała się na studia. Gdyby wówczas była w stanie zrozumieć siebie, swoją świadomość, usłyszałaby mniej więcej tak brzmiącą informację: ..Tak bardzo chcesz osiągnąć swój cel, że nie zważasz na ostrzeżenia, które nieraz otrzymywałaś? Mówiły ci przecież, że to nie dla ciebie. No cóż, chcesz – dostajesz. Zapamiętaj jednak, że będziesz musiała ponosić odpowiedzialność za swój wybór”. Dziewczyna skończyła szkołę, dostała pracę w teatrze. Lecz co się dzieje – gdzie jest sukces, kwiaty, wielbiciele, tournee? Jeśli dostawała rolę. to drugoplanową, najczęściej jednak siedziała bez pracy. Do filmu też jej nie zapraszali. Życie nie układało się. Okazało się. że nie ma żadnych szans na karierę w teatrze lub kinie. Zamiast żyć błyskotliwym, barwnym życiem bohemy, klepała biedę. Zaczęła się depresja. która próbowała leczyć alkoholem. To wszystko trwało dość długo. I wtedy na szczęście przypomniała sobie o swoim zapomnianym hobby – malarstwie. Na początku płótno i farby pomogły jej zwalczyć depresję. Potem okazało się, że to przynosi pieniądze – znajomi i przyjaciele zaczęli sprzedawać jej obrazy. Teraz jest znaną malarką, która osiągnęła sukces pod każdym względem. Okazało się, ze właśnie ta droga – droga malarza – jest najbardziej optymalna dla jej samorozwoju. Pozwoliła jej na rozwój najlepszych cech duchowych, osiągnąć dobrobyt i harmonię w życiu. A przecież właśnie na tę drogę naprowadzało ją życie od samego początku. Gdyby rozumiała to wcześniej, jej los nie byłby tak ciężki, a w duszy nie nagromadziłoby się tyle bólu i cierpienia.

Narzucone z zewnątrz, niezgodne z naszą prawdziwą istotą, błędne cele i pragnienia prowadzą donikąd – tylko ku chorobom i śmierci.

Jeszcze jedna dość typowa historia. Kawaler ma romans z mężatką. To, co ich wiązało, było prawdziwą miłością, ale ona nie mogła odejść od męża, ponieważ miała małe dzieci, które potrzebowały ojca. Takie „nieoficjalne” związki również mają swój urok. Istnieje tu bliskość serc, pokrewieństwo dusz, wzajemne zrozumienie i to sacrum, które często zanika w małżeństwie. Niemniej mężczyzna postanawia, że trzeba żyć jak wszyscy, czyli ożenić się i mieć dzieci. Zostawia swoją ukochaną, Poznaje młodą i ładną kobietę. Żeni się, pojawia się dziecko. Rodzinę trzeba utrzymywać, żona żąda pieniędzy, on rozkręca biznes, na którym w ogóle się nie zna. Z żoną nie układa się, słyszy od niej tylko pretensje. W nielubianej pracy spotkają go same niepowodzenia.

Z życia zniknęła radość, zniknął sens. Natomiast z punktu widzenia znajomych i krewnych w jego życiu było wszystko w porządku – wreszcie się ustatkował. Społeczeństwo się cieszy: udało się złapać człowieka w swoje sieci energetyczne, udało się go sobie podporządkować. Po jakimś czasie u naszego bohatera wykryto nowotwór żołądka. Umarł w wieku 35 lat. Lekarze powiedzą: notoryczny stres doprowadził do choroby. Ale można to wyjaśnić w inny sposób: zdradził siebie, swoją duszę, zamieniając ją na przyjęte w społeczeństwie schematy. Wyrzekł się swojej duszy, energoinformacyjnej istoty, która jest nosicielem duszy i świadomości. Bez niej ciało również umiera. Cała jego energia poszła na dążenie do fałszywego celu.

Oto kolejny przykład. Starsza kobieta postanowiła zgromadzić 10 milionów. Odmawiała sobie wszystkiego, chodziła głodna, nie miała telewizora i lodówki, siedziała po ciemku, oszczędzając na energii. Gdy na jej koncie pojawiło się równo 10 milionów, zachorowała i umarła. Wymarzony cel został zdobyty – życie straciło dla niej sens. To kolejny przykład fałszywego celu narzuconego przez społeczeństwo, które utrzymuje, że wielkie pieniądze dają wielkie szczęście. Ten sam potencjał skierowany na siebie pozwoliłby żyć tej kobiecie o wiele dłużej.”
~Dymitr Wereszczagin

Sens życia to nie jest jakaś tajemna wiedza, to nie jest kabała nie do odgadnięcia. Tajemnica sensu życia, którego poszukują chyba wszyscy ludzie, jest dużo prostsza niż mogą sobie wyobrazić. Sens życia to inaczej robienie tego, co sprawia Ci radość. To hobby, pasja, zainteresowania. To coś, co sprawia, że na powrót, choć na chwilę stajesz się radosnym, badającym świat dzieckiem. To coś, co Cię uskrzydla i nadaje Twemu życiu wyjątkowych barw. Niektórzy nazywają to przeznaczeniem.

Jak rozpoznać swoje przeznaczenie? Rób to, co daje Ci autentyczną radość, choćby to było głupie, choćby żona burczała, choćby inni się śmiali. Przypomnij sobie, co chciałeś robić w dzieciństwie – ale tym dość wczesnym. Gdy nie było jeszcze presji koleżków z ich nieśmiertelnym „chcę zostać strażakiem / policjantem / batmanem„. Ja chciałem zostać leśnikiem, jednak to zostało skutecznie zagłuszone. Mam tylko nadzieję, że kiedyś, gdzieś tam, będę miał swój ogród.

Innym przykładem, antytezą tego trendu, jest człowiek który nie realizuje swoich pasji, zainteresowań i celów. Ale realizuje czyjeś. Realizuje tylko to, co wymaga od niego społeczeństwo, system. Przykład – 30 letni chłop, parę lat po studiach. Ileś tam zarabia, trochę więcej niż reszta niewolników kapitalizmu, co pozwala mu głosować na Nowoczesną lub Korwina (to jedno i to samo…) i mieć poczucie wyższości. Ma żonę, są małżeństwem. Żeby spełnić swoje (?) marzenia o dzieciach, ślubie, czterech kółkach, mieszkaniu – musiał wziąć kilka kredytów. Siłą rzeczy, pracuje na to po 12 godzin na dobę.

Sił, czasu i energii nie pozostaje mu na nic. Seks? Jaki seks, gdy ledwo się przyszło z pracy, a tu trzeba usypiać dzieci i wykończonym samemu iść spać. Pozostaje tęsknota za szaleństwami kawalerskiego życia (wiedzą to dobrze kobiety które miały żonatych, zwierzających się im kochanków). Pozostaje zerkanie w weekend np na stare modele w piwnicy, na rdzewiejącą motorynkę, na zakurzoną gitarę.. Czy cokolwiek innego, co dawniej dawało radość i energię. A teraz zostało odłożone na boczny tor. Bo przykre obowiązki dorosłych zabierają całe siły, czas, pieniądze i energię.

Gdy realizujemy nie nasze cele i nie nasze wartości, to dusza staje się coraz bardziej wykończona. Nie ma ona zasilania. Szybko pojawiają się rozczarowania, niespełnienie, frustracja, wypalenie zawodowe. Potem równie szybko następują różne nieszczęścia. Zdrady, rozwody, bankructwa, ale przede wszystkim choroby. Ludzie umierający na nagłe choroby w młodym wieku (25, 30, 35 lat) to ludzie których dusza, krańcowo wykończona codziennym kieratem, podjęła decyzję o zakończeniu życia by wcielić się potem w kolejne ciało i zyskać nową szansę.

Choroby autoimmunologiczne (Hashimoto, Gravesa-Basedowa, toczeń, Crochna i inne) mają rozmiar pandemiczny wśród ludzi w wieku 20 – 40 lat. Podobnie zawały serca – typowa choroba pracoholików, prezesów, dyrektorów. No i nowotwory których jest kilkanaście razy więcej niż 20 lat temu. Rozumiecie to? Choroby immunosystemu i nowotwory to obecnie pandemia większa niż AIDS, malaria i grypa razem wzięte. Nic nie tłumaczy takiego wzrostu. Owszem, więcej jest wszelkich trucizn ale to też nie jest wytłumaczenie. Bo jeśli to trucizny – to powinniśmy chorować wszyscy bez wyjątku i to w tym samym czasie, bez względu na nasz wiek.

Zdradzę Wam kolejną ciekawą tajemnicę życia, która jest niezwykle prosta, i jednocześnie jest ukrywana przed ludźmi ze wszelkich sił. Nie potrzeba do tego doktoratu z psychologii, nie potrzeba puszenia się, że „psychologia to nauka, a nie czary-mary„. I nie potrzeba też żadnej skomplikowanej, tajemnej wiedzy, za którą guru lub np coach liczy sobie kilkaset złotych od prelekcji.

Zdecydowaną większość problemów przysparzamy sobie w życiu sami. Sami je tworzymy. Wcale nie tajemnym sekretem szczęśliwego życia jest to, by nie tworzyć samemu problemów.  Zobaczcie jakie to proste, że aż wydaje się niemożliwe. Mamy w sobie strukturę nazywaną ego. Ono nastawione jest na rozwój w trudnym i okrutnym świecie, na ten program minimum minimum. Dawniej wynajdywanie różnych problemów, przeszkód i zagrożeń było konieczne by przeżyć. Nie było cywilizacji, techniki, medycyny, policji i pogotowia, czasy były bardzo trudne, a śmierć zdarzała się bardzo często.

Obecnie liczba tych negatywnych i zagrażających bodźców znacząco spadła. Konstrukcja ego jednak pozostała taka, jak setki tysięcy lat temu, gdy ludzie bardziej przypominali małpy, przynajmniej pod kątem zachowań. Więc ego sztucznie wynajduje sobie problemy, czyli paliwo, które je zasila. Emocja, jakakolwiek emocja – byleby była, byleby coś się działo, byleby nie zostać sam na sam ze swoim wnętrzem. I co oczywiste, ze strasznym stanem tegoż wnętrza.

Nie goni Cię dziki zwierz, w kiblu nie ma jadowitego pająka. Masz infekcję, skaleczenie, wyrostek, zepsuty ząb – to ta bezbożna i jakże nie-eko i nie-organic medycyna ratuje Cię przed wielodniowym konaniem w męczarniach. Nie ma dawnych stresujących bodźców, więc ego samo sobie je wymyśla. Choćby były sztuczne, bzdurne. On zaprosił jakąś koleżankę na facebooku? Dla ego żony jest to powód do wielodniowych pretensji i fochów. Ona kupiła zbyt seksowne buty na obcasie? Dla niego jest to powód do kłótni, wyzywania i obrażania.

Emocja jest? Jest. Zajęcie jest? Jest, byleby nie było nudno, byleby nie było cicho… Takich możliwych wariantów tych sztucznych, z dupy wziętych problemów, jest już nie miliony, ale miliardy miliardów. Możesz ich wygenerować nieskończenie wielką ilość, o ile chcesz. A zawsze znajdzie się powód. Wszystko może nim być, nawet… największe możliwe szczęście. Znałem nawet kobietę, która narzekała, że ma zbyt duże piersi. Wcale za duże nie były, i ona wiedziała, że ogromna większość kobiet narzeka na zbyt małe piersi. Ale chciała mieć problem, więc go sobie wymyśliła.

W relacjach i związkach ogromna większość problemów to tego typu sztucznie wymyślone problemy, z niczego. Człowiek ma jakiś obraz idealnej relacji – narzucony mu przez społeczeństwo, rodzinę, psychologię (tak, psychologię z dumą uważającą się za naukę), tradycję, religię itp. Człowiek taki patrzy na każdy szczegół, bo przecież wszystko ma być idealne, wszystko ma być dopięte dosłownie na ostatni guzik, niczym na instagramowym blogu. Gdzie nawet kibel gdzie się sra jest chyba z jakichś diamentów. Wiecie ile wtedy znajdzie się problemów?

Bo życie nie przypomina instagramowego bloga ani wypucowanego mieszkania z telenoweli, gdzie wszystko błyszczy i jest dopięte na ostatni guzik. Z większym stanem świadomości przychodzi olśnienie, że życie wcale nie musi być idealne. Że nad wieloma problemami mamy realną władzę. Jaką? Po prostu nie trzeba ich tworzyć. Wiele problemów, cierpień, ale też zobowiązań, bierzemy na siebie sami. Polecam taką postawę. Nie tylko znikną problemy, o których myślisz że rzeczywiście, racjonalnie, nie musisz tworzyć. Ale zobaczysz jak wiele problemów starych, wydawałoby się absolutnie nierozwiązywalnych, nie do uniknięcia – rozwiąże się samo, albo będzie stopniowo łagodnieć.

Do dziś pamiętam przykład mojej dawnej koleżanki – matka rodziny, uważająca siebie za uspołecznioną, ekstrawertyczną siłaczkę. Oczywiście interesowała się psychologią. Gdy się spotykaliśmy w gronie znajomych, mawiała, że skarpetki zostawione na podłodze są największymi mordercami małżeńskiej relacji. Oczywiście, nie opuszczona przez mężczyzną deska klozetowa też była dla niej wielkim problemem. To był jej świadomy, a raczej, nieświadomy wybór, wynikający z nieświadomości, kompleksów i lęków. Z czegoś co problemem nie jest, zrobiła problem.

Ciekawa historia została nagłośniona przez portal dla rodziców. Kilku trolli internetowych założyło grupę na facebooku, której oficjalnym celem jest pomoc rodzicom. Cel nieoficjalny – to trollowanie i naśmiewanie się z nich. Często w bardzo niewybredny sposób. Ale powiedzcie – czy ktokolwiek te matki czy ojców trzyma na siłę w grupie, która już po pierwszym spojrzeniu przypomina chlew? Kto im każe napinać się, walczyć, oburzać, mieć „ból dupy„? I tym samym narażać się na wyśmiewanie, ataki, czy odwet trolli? Oni sami to robią. Kat szuka ofiary, to prawda, ale z drugiej strony, to ofiara szuka kata. Tam, gdzie są głupie, strachliwe, podporządkowane stadu owce, tam są i wilki.

Poniżej żart podesłany przez czytelnika, trochę w temacie: 😉

Bóg chciał się dowiedzieć, co tam słychać na ziemi.
Aniołowie przynieśli mu wielką plazmę, Bóg wziął pilota do ręki, włączył 1-szy kanał.
A tam kobieta rodzi, wrzaski, krew, zamieszanie
– Co to takiego Piotrze, czemu ta kobieta tak cierpi – pyta Bóg
– Ależ Panie Boże, przecież sam powiedziałeś – w bólu i cierpieniu na świat przychodzić będziecie
– Hmmm, ale ja żartowałem, odpowiada Bóg
Przełącza na 2-gi kanał, a tam górnik na dole w kopalni, spocony, tylko mu oczy błyszczą, ledwie zipie
– A to co takiego Piotrze, czemu ten człowiek tak się męczy?
Panie Boże, wszak sam mówiłeś – w pocie i znoju chleb zdobywać będziecie.
– Ale ja przecież żartowałem, na to Bóg.
Włącza 3-ci kanał, a tam wielka sala, potężny, suto zastawiony stół, wykwintne potrawy, drogie wina i koniaki, a wokół siedzą same grubasy w czarnych sukniach, przepasani fioletowymi szarfami, z piuskami na głowach, radośnie biesiadują, słychać rubaszne żarty, śmiech rozbrzmiewa dookoła.
– A to kto taki, pyta Bóg?
– A to są Panie Boże ci, którzy wiedzieli, że żartowałeś

Cytuję: „Chcecie przetestować to na sobie? Dam Wam parę minut, możecie zrobić to od razu. W porządku, przebiega to mniej więcej tak. Załóżmy, że moglibyście być upojnie szczęśliwi, ale nie zdobędziecie licencjatu. Czy jesteście gotowi wymienić licencjat na szczęście? Nie dostaniecie tej dziewczyny czy tego chłopaka. Czy jesteście gotowi wymienić ich na szczęście? Co? Co o tym myślicie? Nie odniesiecie sukcesu, poniesiecie porażkę i wszyscy będą Was nazywać nieudacznikami. Ale będziecie szczęśliwi, bezmiernie szczęśliwi. Czy jesteście gotowi wymienić zdanie innych na szczęście? Dam Wam trochę czasu do namysłu.”
~Anthony de Mello

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Czego można nauczyć się dzięki zdradzie? [+18] Zupełnie nowe spojrzenie na sprawę

milosc-i-seks

Chciałbym zaprosić Was do obejrzenia krótkiego nagrania Eckharta Tolle o związkach, miłości, zdradzie itp. Moje spojrzenie na tę tematykę jest inne niż to społeczne.

Przede wszystkim zadajmy sobie pytanie, czy powszechnie obowiązujące przekonania o relacjach, miłości, związkach, rodzicielstwie, są dobre? Czy przyniosły światu szczęście i rozwój? A może przeciwnie – łzy i cierpienie?

Popatrz na ten świat. Na fochające się, kłócące i mające do siebie wieczne pretensje pary. Na oziębłe seksualnie i nienawidzące się małżeństwa. Na rozpacz dzieci żyjących z niekumatymi i szarpiącymi się z życiem rodzicami. Co oni otrzymają od tych rodziców? Jakie umiejętności? Jaką siłę? Jaką wiedzę? Otrzymają to, co otrzymują dzieci od zarania dziejów.

Czyli lęki, kompleksy, traumy, obawy, nieśmiałość, brak asertywności, wypaczone spojrzenie na świat. Będą się z tym zmagać do końca swych dni. Dlatego zarzuty jakie formułuję wobec ziemskich rodziców i zwolenników posiadania potomstwa, są zarzutami surowymi.

Zadajmy sobie trzy pytania pomocnicze:
-co jest złego w seksie „bez zobowiązań” – czyli np na jedną noc, albo między przyjacielem i przyjaciółką?
-co jest złego w tym, że para daje sobie zezwolenie na skok w bok?
-co jest złego w seksie dla samej przyjemności, bez planowania potomstwa, przyszłości, ślubu, kredytów hipotecznych itp?

Potępienie tej sfery życia pochodzi od społeczeństwa, które jest chore. Wielcy myśliciele, guru duchowi, filozofowie, od zawsze zwracali uwagę na to, że społeczeństwo żyje w stanie neurozy, dychotomii. Demonizowanie seksu i samo pojęcie „zdrady” bierze się z dawnych czasów. Nie znano wtedy skutecznych metod antykoncepcji. Seks prędzej czy później kończył się ciążą.

By system jako tako trwał w tak trudnych warunkach, musiano ograniczyć seksualność i kobiet, i mężczyzn. Musiano wprowadzić pojęcie takie jak zdrada, małżeństwo, posiadanie drugiej osoby na własność. Wprowadzono poczucie winy, wstydu i lęku związane z seksualnością. Aby trzymać ludzi i system w ryzach, ograniczono i obrzydzono seksualność. Jest to podstawa oprogramowania ery patriarchalnej, czyli eonu ciemności, ery ryb / ery lisa, ery upadku ludzkości i całej planety.

Obecnie jak nigdy widać, że te wzorce są zdezaktualizowane i niewydolne. Że przynoszą światu zło. W bólach upadają, rodzi się nowy świat. To, co nazywane jest tradycyjnymi wartościami, prawilnością itp – nie jest żadnym boskim prawem, nie jest czymś wzniosłym i dobrym. Jest to system kontroli, konieczny w dawnych czasach, by system trwał, by ludzkość przetrwała i rozwijała się. Ten system kontroli wynika bezpośrednio z małej wiedzy i świadomości, i braku technologii i nauki. Jest to system odpowiedni dla mentalności dawnych ludzi.

Nie daj się zapędzić w pułapkę nienawiści do płci przeciwnej. Jeśli jesteś mężczyzną – nie daj sobie wmówić toksycznych doktryn guru uwodzenia, podrywu, NLP. Znają co najwyżej 20% prawdy, i to prawdy „płaskiej„, a przecież jest ona wielowymiarowa. Jeśli jesteś kobietą – nie daj sobie wmówić niektórych tez toksycznej odmiany feminizmu.

Sam feminizm był konieczny, wprowadzono go po to by przyspieszyć przebudzenie kobiet, a globalnie – przebudzenie Bogini. Jednak jego odmiana genderowo-neoliberalna, ta znana z Unii Europejskiej, staje się powoli wypaczeniem, nowotworem. Mamy więc dwa przeciwieństwa: samczość skupiona wokół poradników uwodzenia i podrywu, i toksyczna, lewacka odmiana feminizmu. Każda z tych stron uważa, że winna jest ta druga płeć.

Tak, ja też ten błąd popełniałem. Rozsiewałem kiedyś tę truciznę. Obecnie stare i toksyczne artykuły sukcesywnie usuwam z mojej strony. A prawda jest nieco inna. Wszystkiemu winne są: nieświadomość, brak realnej wiedzy, i posiadanie wiedzy fałszywej – narzuconej przez chore społeczeństwo. Miłość, związki, seks – to nie tylko transakcja handlowo-wampiryczna sfochanej i humorzastej „Ewki” z prymitywnym i niekumatym „Adasiem„. Miłość posiada ukrytą opcję (Occult), z tym, że to zadziała, jeśli tworzymy relację z osobą o mentalności podobnej do naszej, a nie niższej.

Odrzuć wszystko to, co mówiły Wam o miłości i związkach rodzice, babcie, ciotki, społeczeństwo. Odrzuć to, co przeczytałeś na forach psychologicznych. Na których każdy jeden uważał się za wielkiego asertywnego i ekstrawertycznego mądralę, a tak naprawdę nic nie wiedział o życiu. Chyba o odrzuceniu tego, co mówi kościół, konserwatyzm, prawilność – nie muszę mówić, bo to oczywiste? Idź w świat odważnie, zdobywając nową, wartościową wiedzę – o Lilith, o Bogini, o świadomości, o pracy nad sobą.

Zapraszam na inne ciekawe artykuły dotyczące relacji, miłości, seksu, związków, kobiecości i męskości:
–System Cię zniewala ale nie musi tak być! Zasługujesz na szczęście i to co najlepsze!
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

System Cię zniewala ale nie musi tak być! Zasługujesz na szczęście i to co najlepsze!

duchowosc-5

Porozmawiajmy o tym, co jest w danym społeczeństwie normalne, a co nie. W tych czasach zaburzeniem, szczególnie osobowości, jest wszystko oprócz ślepej służby systemowi (śluby, dzieci, rodzina, kariera 12 godzin na dobę, i bycie, mówienie i myślenie jak wszyscy). Jak masz pasje, hobby, myślisz samodzielnie to wg psychologii która uważa się za naukę, jesteś zaburzony. To mój najpoważniejszy zarzut wobec psychologii. Której bardziej zależy by człowiek był produktywny, uspołeczniony, konsumujący i nabijający PKB kapitalistom. No ale pobudka, nie każdy rodzi się owieczka i nie każdy chce beczeć w stadzie. Niektórzy chcą myśleć samodzielnie, mieć pasje, czas dla siebie i iść własną drogą.

Pamiętam słowa bliskiej mi osoby: „Jarek, wiesz, większość facetów po 30-stce, w Twoim wieku, ma totalnie przesrane życia„. Istotnie, żyjemy w świecie, w którym ślub, dzieci, kredyt hipoteczny plus kilka innych kredytów, praca 14 godzin na dobę by to utrzymać, jest uważana za społeczny sukces. No i zero czasu wolnego dla siebie. Praktycznie zero przyjemności, nie licząc upicia się w piątek i w sobotę. Czyż to nie jest schizofrenia? Rozejrzyjmy się wokół. Wszędzie nieszczęśliwe związki, nieszczęśliwe małżeństwa. Wszędzie szarpiący się z życiem rodzice, nic nie wiedzący o psychice, duchowości, i przez to niszczący swoje dzieci. Często w sposób nieodwracalny.

Ja zarabiam mało, choć mam kilka źródeł dochodu. Jeśli chodzi o darowizny czytelników – są to bardzo małe kwoty, bo ludzie uważają, że wiedza i informacje powinny być za darmo. I często Ci sami ludzie idą potem kupować prenumeratę Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, czy Gazety Polskiej. I chętnie wydają na kilka takich prenumerat kilka stówek. Ale nie mi oceniać taką postawę. Ja wiem jedno. Trzeba bardzo uważać, jakie zobowiązania bierze się na swoje barki. Nie wszystko da się unieść. Wiesz, mag i król Salomon miał niesamowite zdolności, np jasnowidzenia. Ale nawet Salomon z pustego nie naleje.

Najniższa krajowa zawsze będzie najniższą krajową, choćbyś się zesrał i naczytał tysięcy teorii o pięknie rodzicielstwa. Najlepiej brać jak najmniej zobowiązań. Chyba, że jest to konieczne, bo chcesz komuś pomóc. Czy jest coś złego w tym, że nie chcesz brać na siebie przykrych i często traumatycznych zobowiązań? Które odbierają Ci cały czas, całą chęć do życia, i sprawiają że ledwo starczy na najtańsze żarcie z Biedry? Ja pomimo swoich skromnych zarobków, mogę kupić sobie ulubione witaminy i zioła. Mogę kupić droższą kawę. Mogę raz na jakiś czas kupić ulubione piwo za 3 zł, bo te za 1,80 zł to szczyny po których rzygać się chce.

Wielu ludzi najpierw bierze na siebie masę zobowiązań a potem dziwi się, że na nic nie ma czasu, energii i pieniędzy, a życie im się wali. Taki człowiek jedzie codziennie do pracy samochodem którego utrzymanie kosztuje krocie, bo przecież podjechanie tych 9 przystanków tramwajem to dyshonor. Pali papierosy i kupuje drogie alkohole, bo przecież prawdziwy mężczyzna tak robi. Kolejne setki złotych miesięcznie. I ma dzieci, bo inni też mają a on nie chce odstawać od reszty. I potem lament: „gdzie mój szmal, czas, energia, radość życia„?

W Polsce jest bieda jak piszczy i faceci nie chcą zakładać rodzin, tylko chcą seksu. Dlatego trenerzy podrywu są tak popularni, bo faceci szukają sposobów.”

To powyższe zdanie powiedziała kobieta. Ale czy niechęć wobec płodzenia dzieci jest czymś złym? Czy każdy kto ma pochwę lub penisa musi być rodzicem? Czy każdy kto ma struny głosowe musi być dziennikarzem lub lektorem? Czy każdy kto ma dwie nogi, dwie ręce i penisa, musi być żołnierzem? Owszem, koło życia, inaczej koło Samsary, koło iluzji, musi trwać. Muszą się rodzić nowe pokolenia. Muszą być trybiki systemu, ludzie mu służący, i przy okazji – jego ofiary. Bo oddają mu cały swój czas, energię, zasoby. Ale czy Ty musisz nim być, ku chwale ojczyzny, religii, tradycji, czy kapitalisty płacącego najniższą krajową? Bo więcej nie może, bo musi kupić sobie trzeci dom i drugi jacht?

Jest kilka podstawowych i prostych błędów, jakie popełniają ludzie. Które czynią ich świat złym i skomplikowanym. Wymienię je w punktach:
-dawanie empatii i miłości tym, którzy nie wiedzą co to empatia i miłość, i gardzą tymi wartościami – np islamiści, uchodźcy. Jest to największe możliwe skurwienie dobrych wartości;
-dawanie dobra i wiedzy ludziom świadomie złym i / lub wrogom, z nadzieją że oni się zmienią;
-wchodzenie w interakcję i dawanie informacji (szczególnie intymnych, o sobie) ludziom którzy ich nie zrozumieją. Bo są na innym, niższym poziomie mentalności i potem używają tego co wiedzą przeciwko Tobie;
-naiwność wobec wilków w owczej skórze. Polityków, ekspertów, ekonomistów, zwolenników wolnego rynku i (neo)liberalizmu, „szantażystów humanitarnych” (lewaków nakazujących przyjmować żołnierzy ISIS), konserwatystów chrześcijańskich, religiantów, zwolenników ideologii, dziennikarzy, lobbystów medycznych i innych. Których celem jest praca dla elit i ogłupianie i biednienie mas.

Uwolnij się od ludzi, którzy świadomie i z premedytacją wybrali zło, choć często przywdziewają owczą skórę. Od ludzi, którzy wmawiają Ci poczucie winy – ponieważ chcą oni władzy nad Wami i dołowania Was. Od ludzi którzy zrzucają na Ciebie swoje toksyczne emocje. Od skorumpowanych moralnie autorytetów, których jedynym celem jest umniejszenie Ciebie. Od ludzi, którzy mówią Ci, że coś jest z Tobą nie tak, że jesteś niegodny, itp itd. Za takie słowa lej od razu z całej siły w mordę, jeśli trzeba i jeśli można. Nikt nie ma prawa Ci tak mówić. Jesteś dumnym człowiekiem mającym w sobie iskrę Boga, który ma różne lekcje i tematy do przepracowania.

Szczególnie zwracam uwagę tutaj na jeden z podstawowych błędów – czyli robienie sobie problemów na siłę, niejako wynajdywanie ich. „Ludzie sami tworzą sobie problemy, a potem tracą sił na ich rozwiązywanie„. To genialne zdanie wypowiedział jeden z najbardziej oświeconych umysłów naszej planety – Vadim Zeland. Napisał on cykl książek, przeznaczonych dla ludzi, którzy są na samym dnie życiowym i chcą się z niego wydostać. Duchowość Zelanda nie jest „duchowością milionerów” typu Osho, który pisał jedynie regułki i teorie. Zeland pisał swoje dzieło – cykl książek Transerfing Rzeczywistości – jako ostatnią deskę ratunku dla ludzi bardzo poranionych przez życie. Jest to coś, co działa.

Książki Vadima Zelanda, i dziesiątki tysięcy książek ezoterycznych, gnostyckich, filozoficznych, psychologicznych, i każdych innych, możesz kupić w poniższej księgarni internetowej. Każdy z Was znajdzie tam coś dla siebie:
Tania Książka – Ogromny wybór książek ze wszystkich dziedzin, także książek polecanych na mojej stronie

Zasadę tworzenia problemów z powietrza, bez potrzeby, wyjątkowo silnie widać w związkach. Uczeni jesteśmy bowiem, że związek ma zapierać dech w piersiach. Że ma być idealny, niczym w produkcjach Disneya czy w komediach romantycznych. Że liczy się każda głupota, np taka, że partner źle odstawił mleko do lodówki. Tak, o takie rzeczy wybuchają karczemne awantury. Albo o to, że partner zaprosił kogoś do znajomych na FB. Albo o to, że zostawił w łazience skarpetki.

Kiedyś kobieta, z gatunku tych „uspołecznionych” i ekstrawertycznych na maxa, mówiła, że największym zabójcą małżeństw są porozrzucane skarpetki. Tak, serio, ludzie robią karczemne awantury o takie pierdoły. A życie jest takie kruche, delikatne, ulotne.. I jeszcze ta osoba interesowała się psychologią i obrastała w piórka, powtarzając takie typowe, matrixowe dyrdymały o związkach.

To dużo szerszy temat. Podstawowy program miłości, zakochania i seksu, ten społeczny, matrixowy, jest ekstremalnie destrukcyjny. Jego rdzeniem jest patriarchat – upadły, zdezaktualizowany system opresji i kontroli, którego ofiarą padają wszystkie kobiety i…. zdecydowana większość mężczyzn. Naprawdę nieliczni mężczyźni są beneficjentami patriarchatu. Reszta jest niewolnikami pracującymi za miskę ryżu i nie mającymi żadnych praw. Patriarchat jest porządkiem ojca chrzestnego mafii, czy też porządkiem dyktatora i jego elity, bezlitośnie kontrolujących całą resztę niewolników.

Cytuję: „Patriarchat oznacza dosłownie „rządy ojców”, ale w patriarchacie bardzo niewielu mężczyznom wolno odgrywać rolę „ojca” poza ograniczoną sferą rodziny. Struktura hierarchicznych instytucji to piramida: jeden mężczyzna na górze kontroluje wielu pod sobą. Mężczyźni rywalizują o pieniądze i o władzę nad innymi; większość, która nie osiąga szczytu hierarchii, zmuszona jest pozostać w stanie niedojrzałości, odgrywając rolę posłusznych bądź zbuntowanych synów. (…) W centrum naszej psychologii leży wojna między synami i ojcami, wiecznie rywalizującymi o wyłącznie posiadanie matki, która, jak wszystkie kobiety w patriarchacie jest ostateczną nagrodą za zwycięstwo.”
~Starhawk, Taniec Spirali

Cytuję: „Kobieta została zdominowana, była torturowana, pozbawiona znaczenia. Wskutek tego utraciła swe piękno. Kiedy człowiek nie może podążać za swymi potrzebami, staje się zgorzkniały, zatruty, okaleczony, sparaliżowany. Jego prawdziwa natura zostaje wypaczona. Kobiety, które dziś spotykamy, nie są prawdziwe, ponieważ były niszczone przez całe wieki. Jeżeli kobiety były niszczone, mężczyźni również nie mogli pozostać prawdziwi. To przecież kobieta daje życie mężczyźnie. Jeżeli kobieta jest nieprawdziwa, jej dzieci także nie są prawdziwe. Oddzielona od natury kobieta, kiedy staje się matką dziecka, obojętnie – chłopca czy dziewczynki – wpływa na jego rozwój.

Kobiety potrzebują wielkiego wyzwolenia. Jednak pod hasłem wyzwolenia robi się różne głupie rzeczy. Znajduje się tu wiele kobiet, które należały do Ruchu Wyzwolenia Kobiet. Kiedy po raz pierwszy przyszły tutaj, były bardzo agresywne. Mogę zrozumieć ich agresję. Całe wieki dominacji mężczyzn spowodowały, że kobiety stały się agresywne. To po prostu zemsta. Kobiety stały się zaburzone. Odpowiedzialni za to są mężczyźni. Jednak powoli kobiety stają się bardziej miękkie, powraca ich wdzięk, zanika agresywność. Powraca ich kobiecość. Prawdziwe wyzwolenie czyni z kobiety prawdziwą kobietę, a nie imitację mężczyzny. Obecnie kobiety za wszelką cenę próbują stać się takie jak mężczyźni: palą papierosy, noszą spodnie; naśladują inne męskie zachowania. W ten sposób stają się mężczyznami drugiej kategorii.

Nie jest to wyzwolenie, lecz jeszcze głębsze zniewolenie. Pierwotne zniewolenie kobiet spowodowali mężczyźni. Natomiast zniewolenie wtórne zostało stworzone przez same kobiety. Gdy ktoś nas zniewala, możemy się buntować. Gdy zniewalamy sami siebie, nie możemy się temu przeciwstawić. Chciałbym, aby kobieta odzyskała swoją pierwotną naturę, wiele bowiem od niej zależy. Kobieta jest o wiele ważniejsza od mężczyzny, gdyż nosi w swoim łonie istoty płci zarówno męskiej, jak i żeńskiej. Opiekuje się chłopcami i dziewczynkami. Karmi dzieci obojga płci. Jeżeli kobieta jest zatruta, zatruty jest też jej pokarm – mleko w piersiach. Skażony staje się też sposób, w jaki wychowuje dzieci.

Jeżeli kobieta nie uzyska swobody, by stać się samą sobą, to swobody nie uzyska także mężczyzna. Wolność kobiety jest koniecznym warunkiem wolności mężczyzny. Wolność kobiety ma bardziej zasadnicze znaczenie niż wolność mężczyzny. Kobieta bowiem przez całe wieki była niewolnikiem. Może niemal niezauważalnie zniewolić mężczyznę. Kobieta nie walczy wprost, lecz stosuje subtelne metody, typowo kobiece, pośrednie. Kobieta będzie płakać i szlochać. Nie uderzy cię, ale uderzy siebie samą. Kobieta z najsilniejszego mężczyzny uczyni pantoflarza: płacząc, szlochając, uderzając samą siebie. Niepozorna, słaba kobieta może zdominować bardzo silnego mężczyznę… Kobieta potrzebuje całkowitej wolności. Wówczas może dać też wolność mężczyźnie. Zapamiętaj tę fundamentalną zasadę. Jeżeli czynisz kogoś niewolnikiem, to w ostatecznym rachunku zniewolisz sam siebie. Jeżeli zaś chcesz pozostać wolny, daj wolność innym. Nie istnieje inna droga.”
~Osho, Księga kobiet, Duchowa siła kobiecości

Społeczny, destrukcyjne postrzeganie miłości to posiadanie partnera na własność. To zazdrość i próba kontrolowania go, zaborczość. To nastawienie na branie, a niekoniecznie dawanie. To podświadoma zazdrość o sukcesy i potęgę partnera i podświadoma chęć dołowania go gdy takie sukcesy odnosi. Szczególnie widać to u mężczyzn. Wielu z nich uważa, że to oni powinni mieć ostateczną rację, że to ich racje i recepty powinny być bezwarunkowo zaakceptowane przez kobietę. Uważają, że od kobiety nie muszą się od niczego uczyć, a ona nie może być lepsza od nich w jakiejkolwiek dziedzinie.

No i obie płcie zwracają uwagę na rzeczy mało istotne, na totalne pierdoły, i o to wszczynają awantury i fochy. Obie płcie mają w głowach obraz, że ta druga płeć, czyli partner, musi być taki i owaki. Ten idealistyczny obraz, co oczywiste, został wygenerowany przez system, i siłą rzeczy jest niemożliwy do zaistnienia. Bo taki iluzoryczny ideał łączy w sobie absolutnie przeciwstawne cechy, które są niemożliwe do pogodzenia ze względu na konstrukcję ludzkiej psychiki. Czy też doszliście do wniosku, że to społeczne postrzeganie miłości, jest… dokładnym zaprzeczeniem, odwróceniem pojęcia prawdziwej miłości?

Przykładem idealnego lustra nas samych są nasze relacje. Szczególnie relacje damsko-męskie. Prawdą jest to, że świat umożliwia pomyślność w relacjach damsko-męskich tym złym, a więc zimnym draniom, cwaniaczkom, typowym samcom itp itd. Zaś mężczyzn empatycznych i wrażliwych dyskryminuje. Jednak jest to tylko połowa prawdy. Druga połowa tej prawdy to zasada lustra. Teraz budzi się świadomość ludzi, i mężczyźni tak często narzekają na „te złe kobiety„. Nie dostrzegają oni jeszcze tego, że widzą tylko połowę prawdy, czyli dalej błądzą na ślepo.

Zasada lustra polega na tym, nasze relacje są odwzorowaniem tego co mamy wewnątrz siebie. Jacy jesteśmy, takie będzie zachowanie kobiet wobec nas. Mężczyzna pełen leków, kompleksów, w tym tych typowo samczych, niepewny swojej męskości – będzie narzekał na kobiety, mówił że są one złe. Nawet jeśli taki facet reprezentuje wewnętrzną siłę – to w jego relacjach też będą miały miejsce zgrzyty. Jego kobieta będzie podświadomie starała się tę samczą, patriarchalną siłę mu odebrać. Będą więc fochy, wyrzuty, sceny zazdrości i przede wszystkim – usilne starania zrobienia z takiego faceta pantoflaża. Ile to znamy przypadków, gdy krucha kobietka tak owijała testosteronowego brutala wokół paluszka, że robił się z niego skapciały pantofel.

Dodatkowo, nieprzepracowane lęki i kompleksy, jak i hołdowanie przez mężczyznę wzorcom samczym i patriarchalnym, przyciąga te kobiety, które podświadomie tego pragną. A więc te, na które Ci sami mężczyźni tak narzekają. To swoiste kuriozum. Jest to odwrotna polaryzacja; bowiem kult samczej siły przyciąga kobiety słabe, roszczeniowe, pełne tych typowych, „babskich” wad. I potem taki chłop zagryzający bekon i popijający to piwem, jeden z drugim dziwi się, że ma w swoim zasięgu tylko kobiety „złe” – a więc kobiety „typowe„, z przewagą archetypu pierwotnej Ewy.

Nie ma sensu złościć się na nasze odbicie lustrzane w drugim człowieku. Warto się po prostu zmienić, by przestać hołdować wartościom które się już zdezaktualizowały. W sieci jest coraz więcej poradników skutecznego podrywania kobiet, ale znowu, one też opisują tylko część prawdy. Są one z zasady tak skonstruowane jak każdy coaching. Pomagają ludziom zajebistym stać się jeszcze bardziej zajebistymi. A co z mężczyznami którzy muszą budować swoją wartość od zera, od gołego nomen omen fundamentu? Bo np ich łagodny charakter nie pozwala na wcielenie wielu z tych porad? Oni muszą się nauczyć obchodzić ten system. Nie mogą grać tam w otwarte karty – bo ich konkurencja to choćby milion samców alfa którzy w tym systemie są lepsi.

Mężczyźni o łagodnym charakterze mają inną ścieżkę rozwoju – trudniejszą, ale dającą przepustkę do tego lepszego świata. Mają cztery etapy rozwoju, posegregowane przeze mnie w zależności od tego, co mówią o nich kobiety:
-„nie chcę kogoś takiego jak Ty, znajdź sobie inną kobietę
-„chciałabym mieć takiego przyjaciela jak Ty” (tu często następuje zamknięcie serca)
-„chciałabym mieć takiego kochanka jak Ty / chciałabym się z Tobą przespać” (serce często nadal zamknięte)
-„chciałabym mieć właśnie Ciebie jako przyjaciela, kochanka i partnera jednocześnie” (gdy serce się otwiera)

Kult samczej siły i w szerszej perspektywie, system patriarchalny – nie przyniosły światu nic dobrego. Przeciwnie – przyniosły mu ogrom zła i cierpień. Doprowadził ludzkość i świat do upadku, na samo dno. System ten zdołował kobiety, sprowadził je do roli gorszych ludzi. Z jednej strony nadał mężczyźnie przywileje, a z drugiej strony, wymusił na nim katorżniczą pracę na rzecz rodziny, społeczności i systemu. Bo nie ma nic za darmo.

Porządek pierwiastka męskiego to system który nazwałem MPP (monogamia, purytanizm, patriarchat) z szeregiem jego destrukcyjnych wypaczeń. Można do nich zaliczyć: rywalizację zamiast współpracy, hierarchizm zamiast poszanowania, walkę zamiast zgody, wiarę (ideologie i religie, w tym racjonalizm) zamiast wiedzy. Wypaczone są podstawowe pojęcia, takie jak miłość. Zamiast miłości prawdziwej, mamy kojarzone z MPP „prawo posiadania” drugiej osoby na własność. I tak można wymieniać jeszcze długo.

Owi guru podrywu, osoby demaskujące „prawdę” o kobietach, są niejako zamknięci w swoim świecie. Dochodzi tam do sprzężenia zwrotnego dodatniego, czyli tzw pętli przechwytu. Z jednej strony, przyciągają dokładnie takie kobiety, których się boją i na które narzekają. Z drugiej strony, dostają potwierdzenie od ich czytelników, mężczyzn, którzy mają podobne doświadczenia.

Cytat: „Patriarchat jest tak skonstruowany, że daje prawdziwe przywileje tylko garstce mężczyzn, którzy są prawdziwie bogaci, mają władzę, pozycję, itd. Natomiast większość to trybiki w machinie, którzy z powodu sytuacji w kraju takiej jaką mamy, zarabiają najniższą krajową, która ledwo starcza na podstawowe potrzeby. Kobiety z kolei w tym krótkim czasie, od kiedy zostały częściowo wyzwolone, poszły naprzód. Poszły na studia, zaczęły pracować, zarabiać, odkrywać swoje pasje w życiu. I zrozumiały, że chcą czegoś więcej w życiu niż rodzenia dzieci, ślubu, itp. A większość przeciętnych mężczyzn nie potrafi się w tej sytuacji odnaleźć. W tym, że kobieta też chce radosnego seksu bez zobowiązań, że może sama sobie kupić ubrania, zrobić prawo jazdy, że ma pracę, zna języki. To już nie te czasy, gdy facet może jej zaimponować takimi rzeczami, że postawi jej obiad.

I teraz powiem ci, co będzie. Skoro facet nie może już zaimponować kobiecie tym, że postawi jej obiad, kupi biżuterię, perfumy, że ją zawiezie gdzieś autem, bo ona sama może sobie to wszystko kupić, to potrzeba czegoś innego. Powiem ci, z mojej perspektywy, jacy faceci teraz mogą zaimponować kobiecie. Tacy, którzy są otwarci, którzy rozumieją, że kobieta też ma potrzeby seksualne, że może sama decydować o swoim ciele, tacy którzy wiedzą czym jest partnerstwo, którzy wspierają to, aby kobiety wyzwoliły się z jarzma patriarchatu. Ci mężczyźni są tymi, którzy mogą zaimponować. Ale tylko silnym, otwartym, pewnym siebie kobietom. Otwarci mężczyźni i pewne swojej siły kobiety – to będzie nowy świat, nowy eon. Ten alternatywny. Samce ruchacze i równie głupiutkie laski zostaną w swoim bagnie i będą je jeszcze bardziej pogłębiać, będą stopniowo zombieć. Samce, ponieważ nie mogą zaimponować kobietom, będą szukać sposobów aby to zrobić, w postaci takich właśnie internetowych, samczych guru, nabijając im przy tym kabzę i tracąc kasę na to, a jakie będą efekty? Guru będą liczyć kasiorę i śmiać się w kułak, samce przekonane o swojej zajebistości, będą trafiać na typowe głupiutkie Ewki, co będzie dalej ich utwierdzało w przekonaniu, że jak piszą „baby to tylko worki na spermę”. Więc znów będą słuchać rad swoich guru i to będzie błędne koło i oni będą w tym tkwić na pewno przez całe obecne wcielenie.”

Szerzej opisałem to w innych swoich artykułach:
Wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, i kobiety i mężczyźni. Jak się uwolnić?
Trud miłości i trud życia na Ziemi: dlaczego tak się dzieje?
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz: bratnie dusze
Związek może być rajem ale może być i piekłem.. Jak postępować?
Wolność i możliwość wyboru to najważniejsze wartości na Ziemi
Prawdziwa przyczyna zła na świecie? Wszystko jest odwrócone o 180 stopni
Mistyk Marek Taran o budowaniu zdrowych i szczęśliwych związków
Lęk o przetrwanie jest najbardziej niszczącym ludzkim lękiem
Czy posiadanie dzieci w tym systemie ma sens?!
Zrób systemowi na złość i uwolnij się!
Jeszcze nigdy związki nie były tak problematyczne jak teraz

Mężczyźni, których potrzebuje przyszłość, to mężczyźni otwarci i nie bojący się okazywać swojej wrażliwości. Bądźmy szczerzy – ta cała prawilność, samczość, dresiarstwo, nacechowane są ogromnym, zakamuflowanym strachem, przerażeniem. A także kompleksami – np małego penisa, np kryptogejostwa, np lękiem przed sprostaniem tej samczej roli. Jest to poziom zwierzęcia – zwierzęco przerażonego, reagującego agresją na wszystko. Czy to jest prawdziwa męskość? Nie, to jest klaunowata parodia męskości, zamaskowana zwierzęcą agresją i lękiem. Znowu mamy wypaczenie przez społeczeństwo wielkiej wartości – męskości, odwagi, honoru, „lwiego pazura„.

Stanięcie po stronie kobiet, zrozumienie ich lęków i sytuacji, wymaga ogromnej odwagi której prawilni samce nie mają. Boją się siły kobiet, więc starają się ją umniejszać. Reagują agresją, dołują na wszelkie sposoby kobiety, na partnerki wybierają „typowe Ewki„, a następnie narzekają na nie. Naturalną reakcją na lęki przerażonego, zagubionego i nie rozumiejącego świata chłopca, zamkniętego w umięśnionym i wytatuowanym ciele, jest chęć dominacji nad kobietą.

Cytat: „To nie wyjdzie, gdy chcesz kogoś zaliczyć albo sobie ulżyć. To nie wyjdzie, gdy źle myślisz o sobie czy przypadkowym seksie. To nie wyjdzie, gdy będziesz mieć poczucie winy lub jeśli będziesz to robić, krzywdząc jakąś istotę. Ale może wyjść, gdy po prostu oddasz się miłości.

W takiej miłości na jedną noc jest i czułość, i szacunek, i spełnienie, i życzliwość, i radość, rozkosz, a może nawet i rozwiązłość – o ile jej chcesz. Mówi się czasem na seks, że to miłość fizyczna. A gdyby seks zawsze był fizyczną materializacją miłości? Gdyby nie było żadnego seksu bez miłości? I nie mam tu na myśli miłości romantycznej, ale tę miłość uniwersalną – która obejmuje Cię czule, pieści cierpliwie i po wszystkim mówi Ci „dziękuję Ci, moja Bogini, za to piękne miłosne doświadczenie” zamiast „no to nara, mała, a tak w ogóle to puszczalska jesteś?”
~seksualnosc-kobiet.pl

Rodzi się potem nienawiść do kobiet. Że są puszczalskie, bo był seks na pierwszej randce, lub seks przygodny. Nienawiść jest po prostu zła, a wielu typowych facetów ją ma, choćby podświadomą. Ich intencją jest „wyruchać a potem poniżyć w myślach„. Jest to zły czyn, agresja, nawet jeśli połączona jest z ciepłymi słowami wyuczonymi na lekcjach podrywu. Można kobietę głaskać i tulić, ale czuć wobec niej pogardę. Seks przecież dotyka głębi ludzkiej duszy, nawet ten bez miłości. Jest to piękne i wzniosłe doświadczenie. Dotyka potrzeby bycia kochanym, a przynajmniej akceptowanym, bycia godnym, a nie szmaconym. Seks to bliskość, zaufanie, to w pewnym sensie słabość – nagość, nie tylko ta fizyczna nagość. To oddanie się drugiej osobie, to intymne oddanie.

W czym seks „bez zobowiązań” jest gorszy od seksu małżeńskiego? W czym seks pary jest gorszy od seksu małżeńskiego? W czym seks nastawiony na przyjemność z użyciem antykoncepcji, jest gorszy od seksu w celu prokreacji? Oczywiście niczym. Jest to kwestia programowania patriarchalnego. Dawniej nie znano antykoncepcji. Seks prędzej czy później kończył się zapłodnieniem, i to każdy. Dzieci muszą się chować w rodzinach, by system stawał się większy i potężniejszy, by trzymać to w ryzach. By żyło się lepiej, wszystkim. Ups, przepraszam, pomyłka – by żyło się lepiej, elitom.

Kapłan musi mieć nowych wiernych, generał musi mieć nowe mięso armatnie na wojny, państwo musi mieć nowych poddanych, ups, przepraszam – obywateli. A kapitalista musi mieć nowych niewolników za miskę ryżu, sam opływając w luksusy i karmiąc pracowników bzdurami o zasadach ekonomii i wolnym rynku. Musiano więc ujarzmić seksualność kobiet jak i całą kobiecość, by podporządkować je systemowi hierarchii, władzy i wyzysku.

Chciałbym Wam przypomnieć jedną ciekawą prawidłowość – prawo rządzące światem. Wszystkie ludzkie podsystemy są dokładnym odwzorowaniem systemu głównego. System główny nazywam określeniem „Rdzeń„. Inni używają innych nazw – Bóg, allah, jahve, demiurg, szatan, archont, matka natura, prawa natury. Nazwy nie mają większego znaczenia, bo określają jedno i to samo zjawisko. Cechy tego systemu głównego to zwierzęcość, to przetrwanie silniejszych (czyli agresywniejszych, brutalniejszych, bez skrupułów), to gnębienie słabszych.

To konkurencja, rywalizacja, zamiast współpracy i empatii. A przede wszystkim – deficytowość i mentalność niedoboru. Rodzi to potworny lęk przetrwania, że nie starczy dla wszystkich. Lęk przetrwania jest tym symbolicznym „grzechem pierworodnym” rodzaju ludzkiego. Jest ostateczną praprzyczyną wszelkiego zła. Bo skoro może nie wystarczyć zasobów dla wszystkich, to pojawia się pokusa by grać nieczysto, by iść po trupach do celu, by siłą zabierać innym zasoby.

Rdzeń jest zaprogramowany tak, by większość zasobów wędrowała ku nielicznym na samym szczycie piramidy (1% – u ludzi np bankierzy, korporacje, rządy itp). Pewna część zasobów skapuje tym nieco niżej (10% – u ludzi np korpo-lemingi). Cała reszta jest w tym systemie zdołowana. Wszystkie ludzkie podsystemy mają te same, identyczne cechy systemu głównego. Szczególnie widać to w patriarchacie i kapitalizmie.

Więc tak, jak już mówiłem – możliwe że to jest praprzyczyna sytuacji na Ziemi. Ludzie nie chcą łączyć poszczególnych elementów w całość. Obwiniają polityków, bankierów, religie, korporacje, jakichś illuminatów. Wszystkich, byle tylko nie dostrzegać swojej roli w tym wszystkim. Przecież gdyby tzw owce wykazały chęć uczenia się, chęć walki z ignorancją i obrony przed wilkami, to wiele by się zmieniło. Ludzkie wilki musiałyby przejść na wegetarianizm, i przestałyby być królami-tyranami leśnych kniei. Mówię tu oczywiście metaforycznie.

W latach 90-tych, w wieku poniżej 10 lat, gdy rodzice narzekali na ówczesny rząd i biedę, mówiłem: „Mamo, a co by było gdyby wszyscy ludzie się razem zbuntowali i nie poszli nazajutrz do pracy? Musiałoby się to zmienić
A mama i babcia tylko dobrotliwie się uśmiechnęły i powiedziały coś w stylu: „Oj Jaruś Jaruś„. No tak, mały Jaruś nie znał przecież życia, ale nieświadomie podał receptę która realnie zmieniłaby coś w systemie.

Musi wiele wody w Wiśle upłynąć. Jeszcze wiele ludzi będzie przechodzić przez bolesne, lub z Twojej perspektywy niepotrzebne i idiotyczne lekcje. Ale potrzebne im. Wielu umrze. Sprawdza się zasada „ciepłego dystansu” wobec świata, systemu, społeczeństwa. Zasada nie służenia im i nie bycia im poddanym – choć przecież, paradoksalnie, jestem z nimi powiązany. Oni żyją swoim życiem, popełniają swoje błędy, mają swoje lekcje, robią swoje idiotyczne rzeczy..

I niech to robią. Niech będą sobą, i niech ja będę też sobą. Koegzystencja w pokoju. Nie zmienianie świata i ludzi na siłę. Trochę trzeba się odpierdolić od tego świata. Choć z drugiej strony, dużym złem jest olanie wszystkiego. Można dokonywać zmian, inspirować, przekazywać wiedzę, ratować drugiego człowieka. Ale tylko wtedy, jeśli nie ma sprzeciwu i oporu, a jest możliwość ku temu i szczera chęć tej drugiej strony.

Cytat: „P. Witam. Chciałbym porozmawiać o patriarchacie i matriarchacie?

O. OK., pytaj.

P. Po pierwsze, jak to możliwe, żeby fizycznie słabsze istoty rządziły Ziemią w przeszłości?

O. Bo w przeszłości nie było wszystko postawione tak na fizyczności. Więcej było duchowości, a kobiety jako istoty i teraz bardziej emocjonalne by sobie w tym radziły lepiej.

P. Ponoć większa była wolność seksualna, co mi się wydaje mało prawdopodobne, bo przecież teraz kobiety ją hamują.

O. Kobiety jako bardziej uczuciowe są bardziej podatne na sugestie. A sugestia waszej religii a i całej moralności jest antyseksualna. A kiedy one stawiały swoje osobowości na pierwszy plan, to był seks najbardziej spektakularny tego gatunku. Przecież wiele kobiet potrafi mieć orgazmy bez liku. Co więcej, one tak się ładowały nawet do channelingu i innych kontaktów duchowych.

P. Chcesz powiedzieć, że gang bang to było narzędzie duchowe?

O. Czasami tak, ale głownie chodziło o ich przyjemność.

P. To czemu to upadło. Przecież środowisko, w którym jest pełno seksu nie mogło nikogo nie zadowalać.

O. Seksu było dużo, ale nie dla każdego. Podobnie jak dzisiaj kobiety dbały o posiadanie jak najbardziej atrakcyjnych partnerów. Może wtedy definicja atrakcyjności się różniła.

P. To co wtedy oznaczało bycie atrakcyjnym?

O. Głównie posiadanie sprawności i umiejętności do aktów seksualnych. Ten kto potrafił dogodzić kobiecie długo był atrakcyjny, nawet pomimo ubytków urody. Impotenci aseksualni byli nie atrakcyjni. Nawet nie dawano im szans miłości platonicznej za wiele. Ponadto intelekt i duchowość się liczyła. Poeci i liczni magowie mieli powodzenie. Tych wybierano na ojców.

P. Czyli ci impotenci wywołali bunt przeciwko matriarchatowi?

O. Nie tylko. Też ci, co zostali odtrąceni. Parę odtrąconych autorytetów, jak byście to dzisiaj nazwali, zaczęło głosić wątpliwości, pomimo, że w nie wierzyli na złość kobietom i to zachwiało systemem.

P. A jak wyglądała sprawa wojen, przecież zabawa w wojnę to sprawa męska.

O. Wojen takich jak znacie nie było. Były kłótnie i ostre wymiany zdań. Nawet rękoczyny bardzo rzadko, ale szybko to się kończyło. Wojny przyszły z patriarchatem.

P. Czy można postawić tezę, że brak polityki równego dostępu do seksu był powodem upadku matriarchatu?

O. Tak, ale to nie seks był czynnikiem decydującym, lecz frustracja. Często seksualna, ale sama frustracja z różnych powodów przyczyniła się do działania. Po prostu zbyt lekkomyślnie podchodzono do mężczyzn i to się zemściło. Nikt nie lubi być nazywany przez całe życie reproduktorem czy orgazmatorem. Zabrakło równowagi w realizowaniu i wyrażaniu siebie.

P. Czy argumentem dla matriarchatu był atawizm mężczyzn?

O. Tak, też. Zachowanie mężczyzn było uważane za prymitywne i mało subtelne. Podobnie jak dzisiaj przyjemność sprowadzała się do jedzenia i seksu dla nich. A dla kobiet bywały piękne inne rzeczy. Ci którzy łapali te subtelności i potrafili się z nimi cieszyć zapachem kwiatów przykładowo zyskiwali.

P. Ok.,. a jak dochodziło do seksu? Też była taka skomplikowana gra jak dzisiaj ?

O. Nie. Kiedy kobieta miała ochotę to mówiła to i robiła najczęściej z wieloma facetami. Często to służyło jako lek na złe samopoczucie. Seks był oddzielony od więzi emocjonalnych często. Oczywiście byli przyjaciele, z którymi się spało czyli odpowiedniki tzw. mężów, ale w seksie było wielu mężczyzn jednej kobiety i nikogo to nie dziwiło.

P. Czy grozi nam powrót matriarchatu?

O. Nie, choć rola kobiet i ich seksualność będzie się powiększać. Równowaga dla rozwoju jest konieczna.

Patriarchat – czyli całe zło tego Świata

Cofnijmy się do czasów, kiedy to wasze społeczeństwo gruntownie się przeobraziło. Wtedy właśnie mężczyźni stali się dominującą płcią i uznali, że okazywanie uczuć jest niewłaściwe – a nawet niewskazane jest w pewnych przypadkach ich doznawanie. We wcześniejszym okresie swoich dziejów tworzyliście społeczeństwo matriarchalne. Potem nastąpił przewrót i wyłonił się patriarchat. Kiedy dokonaliście tego przewrotu, odeszliście od wyrażania swych emocji. Nazwaliście to oznaką „słabości”.

Wtedy to mężczyźni wymyślili diabła oraz Boga rodzaju męskiego. Szatan to zasadniczo męskie dzieło. Ostatecznie przystało na to całe społeczeństwo, ale odwrót od uczuć i wynalezienie „Złego” było wyrazem buntu mężczyzn przeciwko porządkowi matriarchalnemu, w którym władzę sprawowały kobiety kierując się swoimi uczuciami. Przewodziły we wszystkich dziedzinach życia – polityce, religii, nauce, uzdrawianiu. Mężczyźni musieli usprawiedliwić jakoś swoje istnienie, gdyż ich rola sprowadzała się w gruncie rzeczy do zapładniania i przenoszenia ciężarów.

Przypominali mrówki – robotnice czy pszczoły w ulu. Zajmowali się pracą fizyczną i zapewniali potomstwo. Długo trwało, zanim znaleźli dla siebie ważniejsze miejsce w ówczesnym ustroju. Minęły wieki, nim dopuszczono ich do głosu w sprawach klanu. W opinii kobiet nie byli dostatecznie bystrzy, aby się na tym znać. Upłynęło sporo czasu, zanim przyszło im do głowy objęcie przez nich samych przywódczych stanowisk, na jakie mieli wreszcie możliwość głosować. Poza ich zasięgiem były też inne wpływowe pozycje.

Do przejęcia kontroli potrzebne było nie przekonanie kobiet o tym, że mężczyznom należy się więcej władzy nad swoim życiem, lecz przekonanie pozostałych mężczyzn. Przecież wszystko toczyło się gładko i były gorsze sposoby spędzania dni niż potwierdzanie swej przydatności pracą, a później uprawianie seksu. Trudno więc było poddanym mężczyznom namówić innych poddanych mężczyzn do objęcia panowania. Dopóki nie wpadli w lęk. Tego jednego kobiety nie brały pod uwagę. Ten lęk zrodził się z wątpliwości, jakie zasiali najbardziej niezadowoleni wśród mężczyzn.

Zazwyczaj byli oni zarazem najmniej „atrakcyjni” – cherlawi, niezbyt urodziwi, a więc nie cieszący się zainteresowaniem płci przeciwnej. Niezadowolenie mężczyźni zmuszeni byli uciec się do jedynego dostępnego im środka. Dopilnowali, aby ziarna wątpliwości obrodziły lękiem. A jeśli kobiety się mylą? Pytali. A jeśli ich sposób rządzenia światem nie jest najlepszy? A jeśli, w gruncie rzeczy, prowadzi on w prostej drodze całą społeczność – całą rasę – do niechybnej zagłady? Tego wielu mężczyzn nie potrafiło nawet sobie wytłumaczyć.

Jak to, czyż kobiety nie łączy bezpośrednia więź z Boginią? I czyż Bogini nie jest łaskawa? Nauki te były nieodparte, tak żywotne, że mężczyźni nie mieli innego wyjścia niż wynaleźć diabła, Szatana, jako przeciwwagę dla bezbrzeżnej dobroci Bogini, wielbionej w matriarchalnym społeczeństwie. Co do jednej rzeczy wszyscy wtedy byli zgodni – iż w niewytłumaczalny sposób trafiają się wśród potomstwa „robaczywe jabłka”. Nawet kobiety wiedziały z własnego doświadczenia, że choćby nie wiadomo jak się starały, niektóre dzieci po prostu okazywały się „wredne”. Szczególnie, o czym było wiadomo wszystkim, chłopcy, których nie dawało się ujarzmić.

I tak powstał mit. Pewnego dnia, mówił ów mit, Wielka Matka, Bogini, wydała na świat dziecko, które okazało się niedobre. Próbowała wszystkiego, lecz ono po prostu nie chciało być dobre. Chłopiec ten w końcu wystąpił przeciwko Jej panowaniu. Tego nie mogła znieść nawet Wielka Matka, miłująca i wybaczająca. Chłopiec został przepędzony raz na zawsze – lecz nadal dawał o sobie znać w sprytnych przebraniach i kostiumach, czasem nawet podając się za samą Boginię. Mit ten stał się podstawą do wystąpienia mężczyzn.

„Skąd wiadomo, że Bogini, której oddajemy cześć, to prawdziwa Bogini? To może być jej syn, który dorósł i próbuje nas zwieść”. Dzięki temu udało się mężczyznom w pozostałych wywołać niepokój, następnie złość na kobiety za to, że lekceważą ich niepokój, i wreszcie bunt. W ten sposób stworzono istotę, którą nazywacie Szatanem. Nietrudno było wymyślić mit o „złym dziecku”, przekonać nawet kobiety, o możliwości istnienia takiego tworu. Łatwo też było zaakceptować, że to wyrodne dziecko jest płci męskiej.

Czyż mężczyźnie nie stanowią podrzędnego gatunku? Umożliwiło to postawienie „mitologicznego problemu”. Skoro „niedobre dziecko” jest płci męskiej, skoro „zły” jest rodzaju męskiego, to kto mu się przeciwstawi? Z pewnością nie żeńska Bogini, albowiem, przebiegle dowodzili mężczyźni, kiedy w grę wchodzi mądrość i przenikliwość, miłosierdzie i jasność widzenia, myślenie i planowanie, kobiety przewyższają mężczyzn. Lecz w przypadku brutalnej siły, czyż nie potrzeba „chłopa”? Wcześniej, męskie postaci w mitologii spełniały rolę małżonków, towarzyszy, usługujących paniom i zaspokajających swą żądzę w hołdzie Jej Królewskiej Mości Bogini.

Teraz jednak konieczna była męska figura do innych zadań, zdolna obronić Boginię i pokonać wroga. Przeistoczenie to nie dokonało się z dnia na dzień, lecz na przestrzeni wielu lat. Stopniowo zaczęto dostrzegać w małżonku również obrońcę, gdyż teraz kiedy było przed kim chronić Boginię, taki obrońca wyraźnie był potrzebny. Stąd nieduży był już krok do równorzędnego partnera, stojącego obok Bogini. Tak doszło do powstania Boga rodzaju męskiego i przez dłuższy czas Bogowie i Boginie królowali w mitologiach pospołu. Stopniowo jednak Bogowie zaczęli odgrywać większą rolę.

Potrzeba ochrony, siły wypierała potrzebę mądrości i miłości. Nowy rodzaj miłości narodził się w mitologii. Miłość, która chroni przy pomocy brutalnej siły. Miłość zazdrosna o to, czego broni; walcząca i ginąca za Boginie. Powstały mity o Bogach o ogromnej sile, toczących boje w niebiosach o Boginie niewysłowionej urody. I tak pojawił się zazdrosny Bóg. Nie minęło wiele czasu, a zazdrość Bogów przestała dotyczyć tylko Bogiń, lecz rozszerzyła się na wszelkie stworzenia zamieszkujące wszystkie światy.

Lepiej Go kochać, grzmieli każdy z osobna ci zazdrośni Bogowie, Jego i żadnego innego – bo inaczej! Ponieważ mężczyźni górowali siłą nad wszystkimi, a owi Bogowie byli najpotężniejsi wśród rodzaju męskiego, mało kto ośmielił się kwestionować nową mitologię. Powstawały opowieści o tych, którzy wystąpili przeciwko Bogom i przegrali – tak narodził się gniew Boga. Wkrótce całkowicie wypaczono pojęcie Bóstwa. Zamiast być źródłem wszelkiej miłości, dawało początek bojaźni i trwodze. Model miłości w przeważającej mierze noszący cechy kobiece – nieskończenie wyrozumiała miłość matki do dziecka i nawet, owszem, kobiety do jej niezbyt rozgarniętego, ale w sumie pożytecznego mężczyzny, ustąpiła miejsca zazdrosnej, gniewnej miłości wymagającego Boga, który nie tolerował żadnego sprzeciwu, nie dopuszczał radosnej beztroski i nie puszczał płazem żadnego uchybienia.

Uśmiech pogodnej Bogini, z wdziękiem poddającej się prawom natury i doświadczającej bezbrzeżnej miłości, zastąpiło srogie oblicze niezbyt zadowolonego Boga ogłaszającego swą władzę nad prawami natury i na zawsze zawężającego miłość. Oto Bóg, którego dziś wielbicie, i oto, jak znaleźliście się w swym obecnym położeniu. Ważne jest, abyś wiedział, że to wy to wszystko wymyśliliście. „Prawo silniejszego”, „władza znaczy siła”, to koncepcje rodem z mitów stworzonych przez mężczyzn. Bóg gniewny, zazdrosny, to wasze wyobrażenie. Ale tyle czasu tak to sobie przedstawiliście, że stało się rzeczywistością.

Niektórzy z was nadal uznają ten wizerunek za prawdę. Lecz nie ma on nic wspólnego z ostateczną rzeczywistością czy z tym, co się tu naprawdę dzieje. Twoja dusza tęskni za najszczytniejszym doświadczeniem samej siebie, jakie może sobie wyobrazić. Po to przyszła na ten świat – aby się urzeczywistnić w doświadczeniu. Lecz niebawem odkryła przyjemności zmysłowe – nie tylko seks, ale wszystkie rozkosze ciała – i oddając się nim, zapomniała o przyjemnościach duchowych. To również są rozkosze – większe rozkosze, aniżeli może dać ciało.

Lecz dusza przestała o nich pamiętać. Celem, jaki stawia sobie twoja dusza – powodem, dla którego się wciela – jest być tym, Kim W Istocie Jesteś, i wyrazić to. Dusza za tym tęskni, za poznaniem siebie w doświadczeniu. Ta tęsknota za poznaniem siebie to nic innego jak Życie dążące do zaistnienia. To Bóg postanawiający wyrazić swoje Bóstwo. Bóg z waszych opowieści nie jest Bogiem prawdziwym. W tym właśnie rzecz. Ja wyrażam siebie i doświadczam za pośrednictwem twojej duszy i innych. Ty wybierasz poziom, na którym Mnie wyrażasz.”
~Neale Donald Walsch

Polecam też inne moje ciekawe wpisy:
Wiedza, prawda, empatia i dobro są drogocennym skarbem. Uważaj komu je dajesz bo nie każdy zasługuje!
Wiedza ukrywana: ideologie i religie przeciwko ludzkości. Uwolnij się, bądź szczęśliwy i potężny!
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: Globalne przebudzenie postępuje a ludzkość się rozwija
Uwolnij się od systemu, podążaj własną ścieżką i nie zwracaj uwagi na większość
Potrzebujemy rozwiązań i alternatyw, a nie mówienia jak to na świecie jest źle
Alan Watts: największa tajemnica społeczeństwa [VIDEO] Wyluzuj i ciesz się życiem
Niesamowity film o sytuacji na Ziemi i wielkiej przemianie [+18]

Autor: Jarek Kefir. Wpis powstał także z inspiracji, wiedzy i wsparcia bliskich mi osób 🙂

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz podziękować mi za moją pracę i wesprzeć ideę mojej strony. Jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Alan Watts: największa tajemnica społeczeństwa [VIDEO] Wyluzuj i ciesz się życiem

sens-zycia-2Zapraszam na obejrzenie ciekawego, ale krótkiego wystąpienia Alana Wattsa o tym, jakie jest największa tajemnica społeczeństwa.

Problem tkwi w tym, że jesteśmy programowani na: lęk zamiast pewności, napięcie zamiast wyluzowania, rywalizację zamiast współpracy, uległość zamiast wiedzy. Ten model sprawdzał się przez całe eony trudnych czasów. I po części sprawdza się nadal. Czytelniczka mojej strony napisała, że te porady są dla tych, którzy mają fundament w postaci empatii i sumienia, zaś pozostali, którzy go nie mają – muszą być kontrolowani poprzez strach.

Bo inaczej się nie da. Jak wielka anarchia by była, gdyby nie te systemowe mechanizmy zabezpieczające? To, na co narzekamy i co jest dla nas ograniczające – tak często jest jednocześnie tym, dzięki czemu żyjemy, doświadczamy. Dzięki czemu cywilizacja jako tako trwa, i jest jako taki spokój. Już pisałem że to, co dla nas jest korzystne (liberalizm obyczajowy, duchowość ezoteryczna, wiedza), powoduje degenerację zbiorowości, społeczeństwa.

Nienawiść wobec społeczeństwa, systemu, świata, warto porzucić. Są to myśli które nie tylko nic nie dają, ale wręcz szkodzą, bo czujemy się po nich źle. Ale do rzeczy. Otóż istnienie wszystkiego, w tym nas, jest po prostu formą symulacji, gry, zabawy. Życia i istnienia nie trzeba brać tak śmiertelnie poważnie i na serio. Gdyż wtedy nasila się napięcie i stres. Im większą kontrolę chcemy mieć nad życiem, nad światem, tym gorszej jakości jest to życie.

Podstawowa rzecz to wyluzowanie i zwolnienie ucisku kontroli. O tym mówi większość mistrzów duchowych, m.in. Vadim Zeland w serii książek „Transerfing Rzeczywistości„. Im bardziej się szarpiemy z życiem, tym bardziej skomplikowane ono się staje. Im więcej zgłaszamy pretensji i narzekań wobec świata, tym więcej mamy do nich okazji. Im bardziej kontrolujemy swoje życie, tym bardziej wymyka się ono nam z rąk.

Jeśli pragniemy czegoś w sposób paniczny, nacechowany lękiem, że tego nie dostaniemy – to oddalamy się od tego celu. Jeśli z kolei chcemy czegoś uniknąć, boimy się tego czegoś, nienawidzimy – to pojawia się to w naszym życiu. W takiej lub innej formie – ale pojawia się. To, czego nie chcemy, warto po prostu ignorować. A nie godzinami rozmyślać że to coś jest takie i owakie, a my tego czegoś tak bardzo nie lubimy.

Życie po prostu trwa, przydarza się. Mamy doświadczać, rozwijać się, cieszyć się z piękna kreacji i mnogości dostępnych opcji. Pewnego dnia obudzisz się mając 40, 50 lub 60 lat. Zdasz sobie sprawę, że powoli, ale nieubłaganie Twoja ziemska wędrówka w tym ciele dobiega końca. Zastanów się przez chwilę. Masz 60 lat. Ile autentyczności i szczerości było w Twoim życiu? Ile szans wykorzystałeś, a ile nie? Czy realizowałeś swoje hobby, pasje, przeznaczenie, czy może żyłeś życiem innych? Ile było w nim miłości i autentyczności, a ile udawania i dbania o status społeczny?

Czego żałujesz, z czego jesteś dumny, co byś zmienił, a co nie? I jak wyglądają proporcje? Czy jesteś spełniony, czy raczej poobijany życiowo i zgorzkniały? Czy wykorzystałeś swoją szansę życiową? U współczesnego człowieka pierwsze poważne podsumowanie następuje po 27 roku życia, gdy zbliża się 30-stka i gdy ją przekraczamy. Zaczynają się pojawiać wątpliwości: co dalej z moim życiem? Czy powinienem robić to, do czego zachęca mnie społeczeństwo, rodzina, tradycja, czy iść swoim szlakiem?

Czy powinienem być taki jak inni, czy raczej pozostać sobą, wolnym ptakiem? A jeśli chce być wolnym ptakiem, orłem latającym ponad trudem i rozpaczą świata – to jakie będą tego późniejsze konsekwencje? A jeśli zdecyduje się pójść ścieżką społeczeństwa – to czy starczy mi sił, energii, umiejętności, pieniędzy, wiedzy? Te dylematy są obecne w moim życiu. Trudno mi iść drogą proponowaną przez społeczeństwo – bo do niej trzeba wysokich zarobków, stalowej psychiki, umiejętności, siły.. A także trzeba zgiąć tego karku przed społeczeństwem, gdyż siłą rzeczy jesteś z nim bardziej zależny i związany.

Wg mnie naszym celem nie jest zdobywanie coraz to nowych „met” życiowych. Zbyt często żyjemy dla tego momentu który nastąpi „kiedyś„. Gdy skończymy studia. Gdy kupimy samochód. Gdy pojedziemy na wakacje. Gdy kupimy dom. Gdy weźmiemy ślub. Gdy spłodzimy dzieci. Gdy awansujemy. Gdy przeprowadzimy się do większego domu i kupimy lepszy samochód. Gdy doczekamy się wnuków. Gdy… a potem już nie ma za bardzo kolejnego „Gdy„. Masz 60, 70 lat, słabe zdrowie. Tak niewiele spraw daje już radość. Życie trzeba przede wszystkim doświadczać, przeżywać, zatrzymać się. Jest tyle małych radości, które umykają nam każdego dnia, bo stale na coś czekamy.

Cytat: „Nie było takiej rzeczy, z której nie potrafiłaby się śmiać, nie było dla niej nic świętego. I to właśnie przejęliśmy od zwariowanej Chris Habib: Śmiejcie się, dzieciaki. W końcu wszystko jest jednym wielkim żartem.”
~Ken Wibler

Z rozmów ze starszymi ludźmi..
Czyta się dużo, co ludzie radzą młodym, gdy są na skraju życia.
Ja chyba najbardziej poruszającą opcje, jaką usłyszałam, to była ta.

Babeczka pochwaliła mi się pomalowanymi paznokciami. Ja pokazałam jej swoje. Babeczka powiedziała mi, że teraz dopiero na stare lata zaczęła sobie dogadzać.
Drogi manicure. Coś dla siebie.
Nie chodzi o kasę. Chodzi o zrobienie czegoś dla siebie.
I mówi tak, że nigdy nie umiała zrobić czegoś dla siebie. Że zawsze byli inni ważniejsi. Mąż. Dzieci. Rodzina. Zawsze ktoś.
Sama na ostatnim końcu.
Mówi do mnie, żebym zawsze pamiętała o sobie.
Żeby siebie nie zapominać.
Dogadzać sobie. Sprawiać sobie przyjemność.
Nie chodzi o wyłączne skupienie na sobie.
Chodzi raczej o równowagę.
Dbasz o innych, ale też dbaj o siebie.”
Autor: Kasia

Przeczytaj także artykuły w temacie:
Niezwykłe przesłanie dla młodych od osoby starszej
Czego ludzie żałują na łożu śmierci? Przesłanie do młodych zaganianych..

Polecam też inne moje ciekawe wpisy:
Wiedza ukrywana: ideologie i religie przeciwko ludzkości. Uwolnij się, bądź szczęśliwy i potężny!
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: Globalne przebudzenie postępuje a ludzkość się rozwija
Uwolnij się od systemu, podążaj własną ścieżką i nie zwracaj uwagi na większość
Potrzebujemy rozwiązań i alternatyw, a nie mówienia jak to na świecie jest źle

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Moda na brodaczy i drwali to zakamuflowana inwazja islamu?!

lumberseksualizm-drwaleWszędzie szerzy się dziwna moda na długie brody u mężczyzn. Nazwy tego zjawiska są różne – lumberseksualizm, drwaloseksualizm, moda na drwali, hipsterzy. Powszechnie uważa się, że brody dodają męskiego seksapilu i powabu. Cóż, jak to mawiała moja bratnia dusza – „Na brodach coraz więcej, w majtkach coraz mniej„. Modele pozują na tych słynnych zdjęciach z nowiutkimi siekierami, nigdy nie używanymi do ścinania drzewa. Sprawiają wrażenie, jakby za chwile mogli sobie tą siekierą zrobić krzywdę.

Ja od zawsze żartuję, że to nie jest żadna moda na drwali, ale jest to zakamuflowana opcja islamska. Takie zawoalowane działanie na podświadomość poprzez modę. Zobaczcie co napisała moja koleżanka poniżej. To nie chodzi tylko o brody! Z jakiegoś powodu światowi inżynierowie ludzkich emocji chcą „islamizować” nas także poprzez modę. Niby jak to ma działać na ludzką psychikę? Nie wiem, ale skoro oni to robią, to znaczy, że jest to skuteczne. Oni wydają setki miliardów dolarów na wszelaką propagandę, przy czym nie wydadzą ani złamanego centa na rzeczy, które nie przynoszą rezultatów.

Tez tak od razu pomyslalam. Warto jest tez zwrocic uwage, jaka moda dla kobiet jest lansowana. Jest taka fajna sieciówka Unisono, gdzie maja po prostu obłędne wzory bluzek. Jednak ostatnio pojawilo sie tam naprawde duzo modeli tunik, mozna zdecydowanie powiedziec, że na styl arabski. Są niektore śliczne, ale w sklepie powiedzialam co myslalam, że nie kupię ich tylko dlatego, bo widzę, że odgórnie jest nam wciskany pewien model wyglądu, bysmy go przyjmowali bez zastrzezen, bo bedziemy juz opatrzeni. Pracownica stanela jak wryta, ale przytaknela, że rzeczywiscie tak moze byc.”

moda-na-drwali

lumberseksualizm-drwaleNa poniższym nagraniu video, jasnowidz Krzysztof Jackowski porusza także temat tej dziwnej mody na drwala. Sami zobaczcie, że jest coś na rzeczy. To potwierdzone info.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Niezwykłe przesłanie dla młodych od osoby starszej

przeslanie-od-osob-starszychKażą nam żyć dla innych. Dla rodziny, państwa, ojczyzny, religii, ideologii, wartości, tradycji, systemu. Każą nam być żertwami ofiarnymi by budować PKB, wolny rynek, by system był większy i potężniejszy, by ludziom – ups, przepraszam – elitom i ich lemingom – żyło się lepiej. Pora raz na zawsze z tym skończyć. Chodzi o równowagę. Pomagasz innym ale też dbasz o siebie. No i pomagaj tylko tym którzy na to zasługują.

Chodzi bowiem o to, że żyjąc wyłącznie dla innych, tak naprawdę nie żyjesz dla nikogo. Żyjąc tylko dla innych, pracując te 12 godzin lub na dwa etaty, a potem etat w domu – nie realizujesz przeznaczenia swojej duszy. Wbrew temu co mówi doktryna new age – dusza człowieka jest trochę egoistyczna. Chce ona także tego, by człowiek realizował swoje własne powołanie. No i chce także zaznawać szczęścia, radości, pokus i grzeszków świata materialnego. Żyjąc tylko dla innych, poświęcając się – nie realizujesz tego.

Pojawia się rozgoryczenie, zgorzkniałość, stres, nerwy, obwinianie za wszystko innych, nienawiść. Poczucie przegranego życia. Poczucie że nic ciekawego, spontanicznego, szalonego, hardcorowego już Cię nie spotka. Ja jestem właśnie w tym specyficznym wieku (31 lat) i widzę to po moich gasnących rówieśnikach. Jeden kredyt, drugi, trzeci. Jeśli jakimś cudem zarabiają godne pieniądze (5% Polaków wg GUS) to i tak porażający, zwierzęcy lęk. Czy do 1 wystarczy, czy na kredyt hipoteczny wystarczy, czy dzieci będą miały jeść, czy nie wyrzucą z pracy, w której muszą spędzać minimum 12 godzin.

Po dawnych energicznych i pełnych ideałów nastolatkach czy dwudziestokilkulatkach nie został nawet ślad. Nie pożartujesz, bo wszystko denerwuje, wkurza, wywołuje ból dupy. O czym pogadać? Filozofia, metafizyka, nauka – a skąd. Oni zajmują się przecież czymś konkretnym, produktywnym, a nie bujaniem w obłokach. Czyli zajmują się umieraniem za życia. Dokładnie tak, jak robiły to poprzednie pokolenia. Jeśli żyjesz dla siebie, to będziesz szczęśliwy, i wtedy to szczęście dasz innym.

Choroba, na którą cierpi większość ludzkości jest trudna do zidentyfikowania, nieokreślona. Każdy czuje się mniej lub bardziej smutny, wyzyskiwany, przygnębiony, bez celu, w który można by przelać swój gniew lub który napełniłby ich nadzieją. Dawnymi czasy moc, przez którą jednostka czuła się uciskana, miała siedziby, symbole. Ale dzisiaj gdzie jest centrum władzy, która zubaża nasze życie? Powinniśmy chyba zaakceptować raz na zawsze, że to centrum jest w nas i że tylko wielka wewnętrzna rewolucja może coś zmienić, skoro wszystkie rewolucje przeprowadzone na zewnątrz nie zmieniły wiele.”
~Tiziano Terzani

Poniżej: zapraszam do przeczytania świadectwa osoby starszej, która całe życie zmuszona była żyć tylko dla innych, zapominając o sobie. Teraz, na jesieni życia, zaczęła spełniać swoje drobne zachcianki i przyjemności. Ma ona szansę dożyć bardzo sędziwego wieku w spokoju i harmonii. To jest ta cała tajemnica długowieczności. To jest ta tajemnica, dlaczego główny popularyzator joggingu w USA, który żył w permanentnym stresie, zmarł na zawał przed 40-stką. Zaś część ludzi pali, pije whisky, i dożywa wieku 95 lat w względnym zdrowiu, spokoju i sprawności umysłu.

Z rozmów ze starszymi ludźmi..
Czyta się dużo, co ludzie radzą młodym, gdy są na skraju życia.
Ja chyba najbardziej poruszającą opcje, jaką usłyszałam, to była ta.

Babeczka pochwaliła mi się pomalowanymi paznokciami. Ja pokazałam jej swoje. Babeczka powiedziała mi, że teraz dopiero na stare lata zaczęła sobie dogadzać.
Drogi manicure. Coś dla siebie.
Nie chodzi o kasę. Chodzi o zrobienie czegoś dla siebie.
I mówi tak, że nigdy nie umiała zrobić czegoś dla siebie. Że zawsze byli inni ważniejsi. Mąż. Dzieci. Rodzina. Zawsze ktoś.
Sama na ostatnim końcu.
Mówi do mnie, żebym zawsze pamiętała o sobie.
Żeby siebie nie zapominać.
Dogadzać sobie. Sprawiać sobie przyjemność.
Nie chodzi o wyłączne skupienie na sobie.
Chodzi raczej o równowagę.
Dbasz o innych, ale też dbaj o siebie.”
Autor: Kasia

Przeczytaj też, w temacie:
Czego ludzie żałują na łożu śmierci? Przesłanie do młodych zaganianych..

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/