Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Kobiety związki i seks

Archiwum kategorii: Kobiety związki i seks

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,341,561 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

HEJ! JEŚLI ZALEŻY CI NA PRZEKAZYWANIU DALEJ NIEZALEŻNYCH INFORMACJI, MOŻESZ DOŁOŻYĆ SWOJĄ CEGIEŁKĘ. DZIĘKI DAROWIZNOM JESTEM NIEZALEŻNY OD PARTII, IDEOLOGII, RELIGII, KONCERNÓW. MOJA DZIAŁALNOŚĆ ZALEŻY M.IN. OD WASZEGO WSPARCIA. KLIKNIJ JEDEN Z PONIŻSZYCH OBRAZKÓW:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 115 obserwujących.

Zaskakujące sekrety społeczeństwa i systemu na przykładzie banalnego teledysku [+18]

Dulszczyzna i TABU, czyli to co ukrywa przed Tobą społeczeństwo..

Mówi się, że głupiec sprofanuje nawet arcydzieło, a człowiek ogarnięty poszuka przekazu nawet w „Świecie według Kiepskich„. Czy zgadzasz się z tym zdaniem? 😉 Dziś chciałbym Ci pokazać, jak wiele o społeczeństwie, jego grzechach i tabu może powiedzieć banalny, momentami toporny teledysk, kręcony prawdopodobnie dla „beki„.

Chodzi o film video, który nagrała polska YouTubera o ksywce „SexMasterka„. Nie będę wnikał w przekaz merytoryczny jako ona prezentuje. Teledysku pod względem muzycznym też nie będę komentował. Słowa to po prostu autoreklama. Co do muzyki – wolę ciężkie, apokaliptyczne techno, lub muzykę spokojną, elektroniczną, relaksacyjną. Ale i tak wolę jej teledysk niż wiele piosenek hip-hopu czy metal. Teledysk SexMasterki jest bardziej żartem, niż czymś co zrobiła na serio.

Teledysk SexMasterki możecie zobaczyć w linku poniżej:
SexMasterka – Poka Sowe (Officjal Video)

Ja jak zawsze chciałbym podejść do sprawy pod kątem filozoficznym. Teledysk SexMasterki wywołał ogromne zamieszanie w internecie. Bóli dupy, hejtu i nienawiści nie ma końca. Portale z memami (np demotywatory.pl) pękają w szwach od krytyki. Czy jest to tylko troska pryszczatych słuchaczy metalowca Kelthuza o jakość współczesnej muzyki? NIE. Ten hejt i fala bólu dupy po teledysku SexMasterki ujawnia ukrywane oblicze jak i tabu społeczeństwa. Społeczeństwo będące tworem nieszczęśliwym i chorym, ukrywa to, jak tylko może.

Społeczeństwo nienawidzi tych którzy żyją po swojemu

Społeczeństwo jest gotowe znienawidzić, potraktować z ostracyzmem a nawet zabić za ujawnianie tych tabu. Osoby takie jak SexMasterka mniej lub bardziej świadomie (raczej mniej..) uderzają w najczulsze punkty społeczeństwa. Ujawniają jego największe i najbardziej ukrywane tabu. Stąd się więc bierze nienawiść i hejt. Wymienię więc to, co tak bardzo uderza Janusze, Seby i Grażynki.

Ludzie tacy jak SexMasterka po prostu żyją swoim życiem. Nie przejmują się opinią innych. Nie realizują tego, co żąda od nich społeczeństwo. Nie chcą sadzić drzewa, budować domu, płodzić syna / córki. Mają swoją wolność – na tyle, na ile pozwalają im różne czynniki. Po prostu cieszą się życiem. Nie mają dzieci które zabierają im czas, energię, większość pieniędzy i tak naprawdę ich unieszczęśliwiają. Co jest najpotężniejszym tabu społeczeństwa, bo przecież tupot małych stópek i cud życia ma sprawiać że „żyli długo i szczęśliwie„. Tak jednak nie jest.

A ludzie nienawidzą takiego stylu życia organicznie. Nienawidzą tej wolności i radości taką pierwotną, zawziętą nienawiścią. Oni przecież wpakowali się w to całe społeczne bagno. Kredyty, których mogą nie spłacić. Śluby, po których partner pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Dzieci, które wypompowują z nich resztki energii, pozbawiają ich czasu, wolności, pieniędzy. Praca, w której muszą siedzieć i gnić po 12 godzin dziennie a czasem więcej. Stereotyp to styrany ojciec rodziny, który wstaje o 5 rano, wychodzi z domu o 6, a wraca po 19 lub jeszcze później. Wszystko po to, by spłacić kredyty, by było na chleb, by utrzymać status społeczny.

Każdy by tak chciał, Ty niemoralny draniu!

By tak naprawdę żyć tak jak każe społeczeństwo i mu służyć. A służba społeczeństwu odbiera to, co najcenniejsze. Czyli czas wolny, hobby, pasje.. I w końcu naszą duszę. A tu przychodzi taka SexMastera, która kręci tyłkiem, która mówi że jest szczęśliwa, która ma gdzieś co ludzie powiedzą. Która nie chce żyć tak jak wszyscy. Która lubi seks, ale nie chce zagrzebywać się w pieluchy. Tylko te przysłowiowe rodzynki by wyjadała! A my musimy się męczyć z kredytami, oziębłymi i wrednymi żonami, z wkurwiającymi dziećmi, które budzą nas o 5 rano! Tosz to każdy by tak chciał, a robić ni ma komu!

Ja czasami doświadczam takich ataków. Choć bardzo rzadko się to zdarza. Kefir, no jak śmiesz tak mówić?! Przecież dostałeś dar życia od swojego RODu (naRODu, RODziny), więc musisz powołać nowe życie na świat i musisz służyć temu wyRODnemu RODowi! Masz penisa więc masz obowiązek być ojcem! I inaczej: masz cipkę więc masz obowiązek być matką! No jak śmiesz to kwestionować!

Z tym właśnie się zmagamy. Nie chodzi o żadne rodzinne i konserwatywne wartości. Nie chodzi o to, że demoralizujemy innych. Bo nas jest garsteczka (wg badań GUS – 6% związków). Chodzi o to, że mamy czelność żyć po swojemu, na tyle ile różne czynniki nam pozwalają. Że tacy ludzie są szczęśliwi i to bez realizacji społecznych wymagań i żądań. Że mogą kochać się, być w związkach, bez tego całego kredytowego, ślubnego i dzieciowego bagienka. Które wchłonęło wielu, i wielu czuje się przez to nieszczęśliwie, choć każdy z nich ukrywa to jak może.

Każdy by tak chciał po kawalersku, a kto by dzieci państwu dostarczał?!
„Żyjesz tak jak chcesz, bo my żyjemy jak żyjemy, użerając się z dzieciarami
Ziomuś, gdyby każdy był taki „mundry” i niechętny do żeniaczki, to cywilizacja by upadła

Wydoroślej w końcu, spoważniej, załóż spodnie i służ społeczeństwu!

I oni mają rację. Ten styl życia jest dobry dla nielicznych jednostek, które cenią sobie wolność, ale byłby bardzo szkodliwy dla społeczeństwa jako całości. Wyzwolić może się jednostka. Cała reszta społeczeństwa musi być karną i zdyscyplinowaną armią, biomaszyną. O tym pisałem kilka razy. Seks i związek dla społeczeństwa wydaje się być jakimś pieprzonym kredytem. Okej, było miło, było kino, kolacje w fajnych knajpkach, leżenie na łące..

Ale wydoroślejcie w końcu! Ty chłopcze załóż spodnie i zapierdalajcie na rzecz nas, społeczeństwa! I zrezygnujcie z tego szczęścia, no ile można, to trwa max kilka lat, potem zapierdol jak u każdego, i to kuje nas w oczy! Tak samo jest przecież z kredytem. Bierzesz go i kupujesz jakąś fajną rzecz. Cieszysz się nią kilka tygodni. Potem radość mija (nawet po kupnie nowiutkiego auta) i wkrada się rutyna. I trzeba spłacać te cholerne raty.

No i teledysk o tym wszystkim nagrała kobieta. A kobiecie nie wolno, nie wypada. Ona ma być matką i jednocześnie robić karierę. Ma dać RODowi nowego podatnika, obywatela, wiernego, żołnierza. Ma budować pomyślność RODu poprzez pracę i konsumpcję. Żyć po swojemu? Toż to niewybaczalne! Wiąże się to z konserwatyzmem, który wyznaje społeczeństwo. Jest to „oprogramowanie„, które trzyma to społeczeństwo w ryzach. Jednak z tym jest pewien istotny problem..

Dwie natury człowieka i społeczeństwa. W tym jedna ukrywana i znienawidzona

W naturze człowieczej mamy jakby dwa „rdzenie„, pomiędzy którymi jest permanentny konflikt. Dusza wcielając się w ciało, oczekuje wolności, swobody, radości, przyjemności, a nawet.. pokus i grzeszków. Dusza człowieka ma naturę liberalną, uwielbia wolną amerykankę, taką bohemę. Najlepiej oddawały to społeczności Hippisów. Przede wszystkim dusza chce swobodnie się realizować, mieć hobby, pasje. Są jednak dwa kłopoty. Otóż Ziemia ze swoją zwierzęcą matrycą, do której nasze dusze NIE PASUJĄ (to bardzo szeroki i szokujący temat), zwyczajnie tego nie zapewnia. Drugi kłopot – aby ludzkość jako tako funkcjonowała w takich warunkach, społeczeństwo musi narzucać rygorystyczne, ograniczające i często okrutne zasady.

Stąd właśnie bierze się drugi „rdzeń” natury człowieczej, czyli konserwatyzm. A wraz z nim – patriarchat, monogamia, rywalizacja, przemoc, wtrącanie się, kontrolowanie innych, hierarchia. I właśnie stąd bierze się stan schizofrenii, w której tkwi społeczeństwo. Schizofrenia z języka greckiego oznacza w tłumaczeniu dosłownym: „rozszczepienie osobowości„.

Jesteśmy rozszczepieni pomiędzy radosną i zabawową naturą naszej duszy, a twardymi i nie znoszącymi sprzeciwu programami społeczeństwa (konserwatyzm). TO powoduje ogromne, cywilizacyjne problemy. Jesteśmy zmuszani do negowania i wypierania naszej duchowej, radosnej natury. Te elementy schodzą do głębin podświadomości, ale wciąż domagają się uwagi i przepracowania.W ten sposób powstaje tzw „cień„. Który na planie fizycznym manifestuje się jako choroby, depresje, nerwice, a także: agresja, przemoc, tendencje autodestrukcyjne, np nałogi. To wszystko skutkuje ogromnym cierpieniem.

Czy żałujesz skosztowania zakazanego owocu?

Konserwatyzm jest zaprzeczeniem natury naszej duszy, jest takim „kagańcem” nakładanym na społeczeństwo. Jednak w ludziach nadal jest to bardzo głęboko zakorzenione pragnienie wolności i swobody. To dlatego żonaci faceci spotykają się w barach wspominając „stare dobre czasy„. Tak.. Kiedyś to były czasy.. Ale nie, nie żałuję, wiadomo, jest trudno, ale.. Ale.. No właśnie, czy na pewno nie żałujesz?

Pojawia się też chęć spróbowania zakazanego owocu, i to pomimo tego miliona więzów i pęt, z obrączką na czele. Przecież żyć trzeba. Radości i rozrywki też są potrzebne. W Polsce zarobki są jakie są, rozrywek i możliwości jest mało, stąd na ulicy każdy ma taką minę, jakby zaraz miał Ci co najmniej wpierdolić. Wysiłki zakleszczonej w więzach społecznych jednostki są rozpaczliwe. Jeśli przyzna się, że zrobiła to, co lubi – to straci opinię i narazi się na ostracyzm. A nawet jeśli nikt się nie dowie – to przecież to dulszczyzna i hipokryzja. No i ten wewnętrzny moralny strażnik daje potem o sobie znać.

Ciekawym przejawem ludzkiej tęsknoty za wolnością podczas pobytu w społecznych kajdanach, jest uwielbienie wszelkich skandalistów. Skandaliści, prowokatorzy, oburzający artyści są uwielbiani i kochani. Są też nienawidzeni, co jest po prostu.. drugim biegunem uwielbienia. Nikt by nie oglądał filmu o nudnym jak flaki z olejem życiu Janusza i Grażyny z Białej Podlaskiej. Nikt by nie obserwował ich profili na fejsie, nikt by nie oglądał ich filmików na YouTube o zakupach w tesco i wynoszeniu śmieci. Nawet w tak durnych produkcjach jak M jak Miłość jest dramatyzm, są zwroty akcji i liczne wątki gangsterskie. Są EMOCJE. Do emocji za chwilę wrócimy.

Mamy więc uwielbienie dla skandalistów typu SexMasterka. Ogromna większość artystów, muzyków, aktorów – to skandaliści, wolne ptaki. Biorą śluby by po dwóch latach się rozejść, a po trzech latach znowu ślub z ta samą osobą. Zdanie innych mają gdzieś. A to powoduje ogromne emocje u fanów i przyciąga. Durne seriale takie jak „Dlaczego ja” czy „Pamiętniki z wakacji” to jeden wielki zbiór skandali życiowych. Muzyka by nie istniała bez kontrowersji, bez skandali. Wiele utworów muzycznych, także tych popularnych, to miażdżąca i momentami obrazoburcza krytyka społeczeństwa, kapitalizmu, systemu.

Duchowość ezoteryczna jest coraz bardziej popularna, bo jej idee także są wywrotowe. Są sztyletem wymierzonym w sztywną społeczną bryłę. Tradycyjne religie umacniają system, a ta nowa duchowość go demontuje. A przynajmniej mówi, że można żyć z tym systemem w pokoju, obok niego. Żyć ze społeczeństwem, wyjadać te przysłowiowe rodzynki z ciasta które nam nie smakuje, ale nie służyć temu społeczeństwu. Nie spełniać jego żądań, nie być jego zakładnikiem, nie dawać wodzić się za nos.

Społeczeństwo kocha skrajne emocje i skandale

Ludzie więc kochają EMOCJE. I te pozytywne, i te negatywne. Poszukują ich, i to nie tylko świadomie. Ich podświadomość ciągnie tych ludzi do osób, które te silne emocje zapewnią. Te dobre (na ogół 10%) i złe (na ogół 90%) emocje są im potrzebne, by zagłuszyć rozpaczliwą wewnętrzną pustkę. Taki poraniony i uśpiony człowiek zrobi wszystko, by nie było ciszy wokół niego, by nie było nudy, by nie było braku emocji. Bo pozostanie sam na sam w ciszy pokaże mu prawdziwy stan jego wnętrza.

Więc włączy głośną i agresywną muzykę jak jest nad cichym jeziorem, nachla się, pójdzie zlać kogoś po mordzie. Lub samemu, choćby podświadomie przyciągnie skucie swojej mordy. Uzależni się od coco, a raczej od polskiej wersji coco – amfetaminy. Wpadnie w długi, pochłonie ją hazard, wpadnie w kłopoty prawne. Czy wejdzie w związek z toksyczną osobą (np borderline, wredna suka, zimny drań) która zapewni mu eksplozję nuklearną emocji. Oczywiście, w powyższej proporcji – 10% pozytywów do 90% negatywów.

I teraz w związku z powyższym, chciałbym przedstawić kolejną ciekawą zależność. Zauważ, że praktycznie WSZYSTKO co jest związane z seksem i miłością, jest najeżone nie tylko ogromem konwenansów, nakazów, zakazów, norm społecznych. Ale seks wciąż uważany jest za niewłaściwy, brudny, grzeszny. Seks tak – ale tylko po ceremonii w kościele a potem po ceremonii w banku (kredyt), po spłodzeniu nowego Polaka, rodaka, słowianina. I po spełnieniu tych milionów nakazów i zakazów.

Z drugiej strony, przy wódce w towarzystwie kumpli czy na zaufanym babskim wieczorku, mówi się zgoła co innego. Że chłop to musi być chłop. Ma ruchać, zaliczać, zdobywać. Tak samo kobiecie się należy coś od życia. A że mąż nie wypełnia swojej roli to cóż, nie musi wszystkiego wiedzieć. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, prawda? No i z tym zderza się ten cały społeczny konserwatyzm. Bo od tego powyższego chłopa wymaga się także, by był katolikiem, patriotą, odpowiedzialnym ojcem rodziny.

Seks jest grzeszny i jednocześnie uwielbiany przez ludzi

Seks jest więc w oczach społeczeństwa brudny, grzeszny. I tu dochodzimy do bardzo ciekawej i szokującej konkluzji. Podczas sceny nagości przełączamy kanał na inny, gdy siedzą obok nas dzieci. Ale jednocześnie zezwalamy tym dzieciom oglądać filmy i seriale zawierające brutalną przemoc. Zobaczcie – to SexMasterka jest nazywana dziwką, szmatą i jest powszechnie hejtowana w internecie. Odzew, sprzeciw i ból dupy jest olbrzymi. Dlaczego więc ludzie nie protestują przeciwko.. przemocy?

Zaćpany dres z koszulką Polski walczącej czy żołnierzy wyklętych, katujący staruszkę i kradnący jej ostatnie grosze, nie budzi takiego społecznego oburzenia. Przemoc nie budzi tak wielkiego oburzenia jak seks. Choć jest tak samo jak seks uwielbiana. Z nauk gnostyckich wiemy, że jesteśmy na planecie o matrycy zwierzęcej. To planeta zwierząt, a właściwie pół-zwierząt, jakimi jest większość ludzi. Jakie filmy są najbardziej popularne? Gangsterskie, sensacyjne, kryminały, horrory, thrillery. Wszelkie filmy zawierające przemoc.

Dominuje ona w portalach z newsami i w programach informacyjnych. Filmiki z egzekucjami są oglądane setki milionów razy. Brutalna muzyka (rap, heavy metal itp) jest na topie. Gangsterskie wartości typu bóg, honor, ojczyzna, są gloryfikowane i uwielbiane. Trzeba być twardym, a nie miętkim – powtarza wielu z nas. Z czego to się bierze? Z tym, że miłość i seks kojarzone są podświadomie ze słabością. Zaś przemoc – z siłą.

A najbardziej niebezpieczna dla społeczeństwa jest wolność w seksie i miłości i życie po swojemu. Nie tylko wybija wolną jednostkę ze służbie społeczeństwu. Ale dodatkowo tak bardzo kuje w oczy. Tak bardzo uświadamia, że z tym wszystkim jest coś nie tak..

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdemu komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii, podziękowania za wiedzę. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Strefa TABU [+18] Społeczeństwo i rodzice Ci tego nie powiedzieli.. Dobrze gdybyś to wiedział

Czy na pewno rodzina jest największą wartością?

Zewsząd mówi się nam, że rodzina jest najwyższą wartością. W pewnym sensie tak jest. Jest najwyższą wartością dla natury. Bo umożliwia ona rozmnażanie i przetrwanie gatunku, a więc toczenie się koła życia. Rodzina i związane z nią społeczne oprogramowanie (monogamia, konserwatyzm, patriarchat, hierarchizm) choć destrukcyjne dla jednostki i jej wolności, umożliwia homeostazę systemu. Umożliwia pewną społeczną równowagę. Rodzina, choć pozbawia wolności jednostki, umożliwia trwanie społeczeństwa.

Wg mnie istnieje też druga strona medalu. Dziecko przychodząc na świat i żyjąc na nim, otrzymuje trzy rodzaje traum. Pierwszy to traumy rodowe, typowe dla pojedynczych rodziców. Np prababcia, która na wojnie straciła miłość życia, swoją bratnią duszę, i po niej musiała wyjść za mąż za pierwszego lepszego, który ją źle traktował. Drugi rodzaj traum to traumy związane z narodem. Polska pod tym względem jest absolutnym rekordzistą i ewenementem na skalę Europy.

Związane są one nie tylko z rozbiorami, głupimi i niepotrzebnymi powstaniami, z dwiema wojnami, z komuną i bagnem po 1989 roku. Związane są też z mentalnością – pańszczyźniane niewolnictwo, katolicki konserwatyzm, homo soviecticus z PRL. Ponad 25 lat błędów i wypaczeń kapitalizmu i biedy, dołożyło kolejną cegiełkę. Stworzyło to mentalność-potworka, istny węzeł gordyjski. Przecież nawet w Ameryce Południowej ludzie cieszą się życiem i mają luzackie podejście np do seksualności. A u nich katolicyzm jest w jeszcze gorszej wersji niż u nas.

Ludzkość która upadła..

Trzeci rodzaj traum to traumy globalne, wspólne dla całej ludzkości. Należy do nich np poród. Traumą dla dziecka jest też to, że powstało z wpadki, z przymusu (społecznego, rodzinnego), ze strachu (przed tykającym zegarem biologicznym) lub z poczucia niespełnienia w związku. W krajach naszego kręgu kulturowego gdzieś 90% ciąż to wpadki, pomimo antykoncepcji. Rodzic odczuwa wtedy podświadomą niechęć lub wręcz nienawiść do dziecka. Miała być młodość, drugs, sex, rock ‚n’ roll, a tu trzeba pracować na dwa etaty, przewijać pieluchy i nie ma nawet chwili dla siebie.

Jednym słowem – to od rodziców i od tego co wsadzili dziecku do głowy zależy, czy swoje pierwsze dorosłe kroki skieruje na giełdę, by uczyć się inwestować i zarabiać gruby pieniądz, czy do.. psychiatry. No, większość swe pierwsze kroki dorosłości kieruje po prostu do urzędu pracy. A potem do banku po kredyt, by wieść egzystencję styranego ojca rodziny czy matki Polki. Dobrze wyjaśnili to Robert T. Kiyosaki i Sharon L. Lechter w książce „Biedny ojciec, bogaty ojciec„, którą właśnie czytam. Wyróżnili oni cztery programy – kwadranty – przekazywane dzieciom, w kontekście pieniądza: pracownika, samozatrudnionego, właściciela biznesu i inwestora.

Wydaje się więc, że większość tego, co dał nam RÓD (RODzina, naRÓD itp) to same problemy. Traumy, lęki, kompleksy, z którymi musimy zmierzać się większą część dorosłości. Dali nam życie, ale jednocześnie, metaforycznie, zaraz po urodzeniu położyli nas do „trumny„. Warto się teraz poważnie zastanowić, czy na pewno chcesz temu RODowi służyć. Czyli żyć tak jak wszyscy – drzewo, dom, syn i córka. Oddawać mu cały czas, pieniądze i energię. Gdy ma się tę wiedzę, to te wszystkie sprawy i pragnienia wydają się tak małe i rozpaczliwie bezsensowne. Zastanów się – ile Ci dano, a ile też zabrano? Czy świat, społeczeństwo, rodzina, naród – uczynili Cię człowiekiem zamożnym, pełnym wiedzy, szczęśliwym, byś teraz im służył całym sobą, tracą wolność i.. siebie?

Ludzie stają się dorośli, ale nie stają się prawdziwie dojrzali

Wiemy, że ludzie żyjąc i dorastając, nie dostają instrukcji obsługi życia. Ile lekcji o psychologii, relacjach czy seksualności jest w szkołach? A nawet jeśli otrzymują jakąś instrukcje obsługi życia, to jest ona fałszywa. No, może nie fałszywa.. Ale mająca za zadanie sprawić, byś był po prostu uległym trybikiem systemu. Byś pracował na rzecz społecznych struktur, był taki jak wszyscy, nic nie kwestionował i nie zadawał zbędnych pytań. Jest to logika zbiorowej psychozy, społecznej paranoi w której ludzkość tkwi. Społeczeństwo jest więc trupem. Z drugiej strony, jest to.. potrzebne, by ta cała struktura trwała, by była cywilizacja, medycyna, by był chociaż ten minimalny rozwój.

Jednym z problemów naszego świata jest fakt, że ludzie stają się dorośli, ale nie stają się dojrzali. W wyniku traum, rozwój emocjonalny zdecydowanej większości ludzi zatrzymał się na wieku pięciu, dziesięciu, a najczęściej – tych piętnastu lat. Czasami przybiera to formę ekstremalną. Np według psychologii, osoba chora na borderline ma emocjonalność dwu- czy trzyletniego dziecka. Zresztą, studiowałem długo naturę zjawiska borderline – zachwycającego i przerażającego, niczym lwica na polowaniu. Ogromna większość ludzi przejawia przynajmniej kilka wzorców reakcji typowych dla borderline.

Szczególnie widać to w związkach. Mówi się, że taka natura, kobieca czy męska natura, i cóż z tym zrobić. Nie, nie zgadzam się – to nie jest ani kobieca ani męska natura. Fochy o nic, oczekiwanie że partner się domyśli, zaborczość, sceny zazdrości, grożenie odejściem, ciche dni, kontrolowanie, chęć bycia mądrzejszym, chęć posiadania ostatniego słowa, zmienianie na siłę, naciskanie na głupoty – to nie jest natura dojrzałej osoby. To natura mentalnego dziecka, które nigdy nie dojrzało, choć jego ciało może mieć 18, 30 czy 80 lat. O tych przywarach kobiet i mężczyzn stworzono miliony anegdot, dowcipów, memów, ale praktycznie nikt nie dotarł do sedna sprawy. Nawet od psychologa tego nie usłyszysz.

Więc są to reakcje dziecka, nieświadomie powielane w dorosłym życiu. Dzieci płodzą dzieci, biorą śluby, kredyty, tworzą społeczeństwo uważające się za poważne i odpowiedzialne. Jaki jest tego rezultat? Wszyscy widzimy 😉 Inna kwestia to fakt, że dziecko musi się słuchać. Nie ważne czy ma lat 5 czy 45. W wieku pięciu lat, wiadomo – dziecko słucha się rodziców i nauczycieli. Zaś mentalne dziecko w dorosłym ciele, także musi się słuchać. Słucha się więc ideologii, religii, partii. Jest posłuszne wobec społeczeństwa, które dyktuje mu to co ma robić, jaki ma być, jak się realizować. Jak i jest posłuszne np wobec rodziny, która dalej ingeruje w jego życie, czy wobec teściów.

Mentalne dziecko w ciele dorosłego słucha się ideologii, religii i społeczeństwa

Napisałem wiele artykułów odnośnie psychopatologii ideologii czy religii. Pewnie wielu z Was je już czytała. Nowe spojrzenie na to to fakt, że jest to kolejny przejaw.. posłuszeństwa dziecka, zamkniętego w dorosłym ciele. Często rolę rodzica grożącego palcem pełni bóg. Bóg wymyślony przez ludzkość, ten surowy, konserwatywny, nakazujący i zakazujący – ma bardzo wiele psychologicznych cech ziemskich rodziców. Niektórzy psychologowie zauważyli to zjawisko i je opisali. Inaczej: bogowie wymyśleni przez ludzkość, to globalna projekcja cech rodzicielskich. Zresztą.. Przeczytajcie koran lub Stary Testament. Ktoś podliczył, że bóg jahve w ST zabił 11 milionów ludzi, i wypisał jego wszystkie złe cechy. Pokrywały się one niemal idealnie z przywarami człowieczymi.

Czasami podświadomą projekcją rodzica jest Ryszard Petru czy Jarosław Kaczyński. Tudzież Rothbard, Korwin czy Marx. I znowu: jest to mechanizm potrzebny. Dziecko musi się słuchać i koniec. Bo np bez sztywnego szablonu doktryny nie poradzi sobie z myśleniem, nie zrozumie nawet w tym minimalnym stopniu świata. I dodatkowo będzie bardzo zlęknione tym, że świat jest taki niezbadany, wielowymiarowy i sprzeczny. Że życie pełne jest szokującej ironii. A ideologia, religia czy inna doktryna to zapewnia. Systematyzuje, coś tam minimalnie tłumaczy i uspokaja dziecięcy umysł. Cóż by było, gdyby te mechanizmy stabilizacyjne nie istniały?

Człowiek stanowi biologiczny paradoks, ewenement..

Cytuję: „Człowiek stanowi biologiczny paradoks. Świadomość wyewoluowała u ludzi przesadnie i przez to nie jesteśmy w stanie funkcjonować normalnie tak jak inne zwierzęta: otrzymaliśmy więcej niż jesteśmy w stanie unieść. Pragniemy żyć, a przez to jak ewoluowaliśmy, jako jedyny gatunek wiemy, że naszym przeznaczeniem jest umrzeć; jesteśmy w stanie analizować przeszłość i przyszłość, sytuację naszą i innych; oczekujemy sprawiedliwości i sensu w świecie, w którym sprawiedliwości i sensu nie ma.

Czyni to życia przytomnie myślących ludzi tragediami. Mamy pragnienia oraz potrzeby duchowe, których rzeczywistość nie jest w stanie zaspokoić i nasz gatunek istnieje jeszcze tylko dlatego, że aby uciekać od wiedzy o tym jaka ta rzeczywistość jest, większość ludzi uczy się wbrew własnej naturze ograniczać w sztuczny sposób zawartość swoich świadomości. Cała ludzka egzystencja jest obecnie oplątana siecią mechanizmów obronnych temu służących, społecznych i indywidualnych, które zaobserwować możemy w naszych codziennych oklepanych schematach zachowań.”
~Peter Wessel Zapff

Ludzki duch uwięziony w materii, na trudnej planecie, w słabym ciele

Wróćmy jeszcze do traum globalnych, przekazywanych zaraz po narodzinach. Jedną z największych traum i zarazem największych problemów, jest opisany przez gnostyków i przez psychologię głębi konflikt ducha z ciałem. Ludzki duch szaleje i wścieka się, ponieważ uwięziony jest w niepewnej, niestabilnej materii. No nie oszukujmy się – w kalekim ciele, które może zapaść w każdej chwili na 10.000 znanych medycynie chorób. W ciele które tak szybko się starzeje i któremu praktycznie wszystko szkodzi. Bo i wegetarianizm, i diety z mięsem mają swoje poważne mankamenty. Szkodzi nam wszystko – i stąd pochodzą te rozbieżności w dietetyce i badaniach. Tysiące badań potwierdza szkodliwość wegetarianizmu, i kolejne tysiące potwierdza szkodliwość mięsa.

I większość tych badań jest prawdziwa. Jedząc mięso wprowadzasz do organizmu toksyny i tzw niskie energie. Mięso gnije w jelitach, zaburza niektóre funkcje trawienne, zakwasza organizm. Z kolei gdy mięsa nie jesz, spada poziom żelaza, ferrytyny, pogarsza się krew, są niedobory witaminy B12, organizm narażony jest na nowotwory, np trzustki. To ledwie wierzchołek góry lodowej, bo takich mankamentów jest całe mnóstwo. Przykładowo – tylko człowiek i świnka morska z ssaków nie produkuje witaminy C. Ludzki organizm zaprzestaje produkcji własnych antyoksydantów koło 25 roku życia. I takich przykładów można mnożyć bez liku.

Materia, w tym ludzkie ciało, jest więc krucha, słaba, ulega szybko różnym formom niszczenia (entropii), jest zdradliwa i niepewna. Jak cały świat, jak życie. Duch ludzki więc szaleje i pragnie się.. uwolnić z więzienia, jakim jest dla niego kruche i niedoskonałe ludzkie ciało. Stąd bierze się ogrom zachowań autodestrukcyjnych. Np nałogi, złe odżywianie, samobójstwa. Stąd też bierze się przemoc. Zauważmy, że przemoc na Ziemi jest szczególnie nasilona wobec tych istot, które pod względem archetypowym są najbliżej pierwiastka ciała / materii. Czyli dzieci, kobiet, wrażliwych mężczyzn i zwierząt.

Znalazło to odbicie w starożytnym micie o Lucyferze. Lucyfer, widząc niedoskonałość świata materii, wypowiedział służbę jahve. Jego słynne słowa to: „Non Serviam” (tłum. Nie będę służył). Jahve chciał mieć po prostu swoją ziemską armię głupoli i niewolników. Lucyfer, jako niosący światłość, nie chciał się na to zgodzić, zszedł więc do podziemi. Mit o Lucyferze ma oczywiście odbicie w ludzkiej psychologii. Dobrze opisała to Farida Sorana na stronie CiemnaNoc.pl. Z kolei ja połączyłem wiedzę, którą przekazuje Farida, z teozofią Vadima Zelanda. Który też opisał prawa rządzące światem, ale te bardziej „numeryczne„, techniczne.

Szczerze polecam zapoznanie się z jego filozofią. W ogromnym skrócie opisał on prawa natury / świata:

-marzenia się nie spełniają jeśli nacechowane są silnym pragnieniem i lękiem. Z kolei silna nienawiść i silny lęk jak na złość przyciąga to, czego nienawidzimy lub czego się lękamy;
-dlatego bogaci bogacą się jeszcze bardziej, a biedni biednieją. I nie chodzi tylko o pieniądze, ale wszelkie inne dobra, wartości i zasoby;
-pozytywne emocje i myśli materializują się w fizyczności. W postaci bogactwa, szczęśliwych zbiegów okoliczności, oddanych przyjaciół, dobrego partnera. Wtedy pieniądz robi się sam, niemal z powietrza, a w życiu wszystko się układa. I odwrotnie – złe myśli, złe emocje generują biedę i złe wydarzenia;
-stąd często jest tak, że niegodziwcy, złoczyńcy, kapitaliści i inne typy spod ciemnej gwiazdy nie tylko są bezkarni, ale odnoszą sukces za sukcesem. I nie mają całego szeregu złych zbiegów okoliczności. Ponieważ oni kochają świat, mają pozytywne emocje i myśli. Z kolei ludzie dobrzy, ale zlęknieni, z poczuciem obowiązku i winy, z niespełnionymi pragnieniami – wpadają w tzw „pętlę przechwytu„. Czyli z biegiem czasu stają się coraz bardziej biedni, niespełnieni i nieszczęśliwi. To pogarsza ich myśli i emocje, i koło pętli przechwytu się zamyka. Wydaje się wręcz, że dosłownie cały świat się na nich uwziął. Nawet ten autobus rano ucieka im dosłownie sprzed nosa;
-życie na Ziemi opiera się o twory zwane wahadłami. Wahadła to świadomości zbiorowe, np ideologii, religii, zespołów muzycznych, drużyn sportowych. Wahadłem jest też np las, kontynent, kolonia bakterii czy ludzki organizm. Niektóre wahadła wpływają na podświadomość ludzi, by rozniecać energię konfliktów, rozdrażniać. Głównym celem ich wszystkich jest przechwycenie chociaż małej części energii i… I nie wiadomo co one dalej z nią robią i „komu” ją przekazują.

Wyrodna i nie rozumiejąca nas matka natura

Wg Zelanda, prawa natury są niewzruszone i olewcze. Nie rozumieją one delikatności i zawiłości relacji międzyludzkich. Wydaje się, że działają one na oślep. Nie rozumieją one pojęć dobra i zła – karzą i nagradzają na oślep. Stąd właśnie ten paradoks szczęścia u zabijaki i drania, jak i wiecznego pecha u zlęknionego wrażliwca. Planeta Ziemia wydaje się mieć matrycę zwierzęcą. Dobrze radzi sobie z regulacją świata zwierząt. Wiadomo – jebanie, rozmnażanie niczym króliki, walka każdego z każdym i agresja, mające zapewnić przetrwanie najsilniejszych genów.

Z kolei ze światem ludzkim te prawa sobie zupełnie nie radzą. U zwierząt umożliwiają one przeżycie osobnikom zdrowym i silnym. U ludzi skutkują rządami i rozwojem największych skurwysynów. Człowiek dobry filozofuje, zastanawia się jak by tu żyć dobrze, na poziomie, w zgodzie. Stąd te prawa natury rozpoznają takiego człowieka jako zagrożenie dla realizacji swoich programów rozrodczości, zmienności genetycznej i walki o byt.

Jesteśmy niekompatybilni ze zwierzęcą matrycą tej planety, jakby „nie z tego świata„. Ogrom ludzi czuje to, że nie jest stąd. I dalej – ludzki duch jest niekompatybilny z kruchym ziemskim ciałem i ze słabym i niewydolnym umysłem. Wielu ezoteryków i gnostyków słusznie zwraca uwagę na umysł. Że ma on małą moc obliczeniową. Że jest skoncentrowany na lękach, szukaniu problemów, komplikowaniu wszystkiego.  Jak i na walce i szukaniu przysłowiowego guza. Że jest zaprogramowany właśnie tak, jak zaprogramowana jest natura planety – czyli zwierzęco.

Niewielu z nich zauważa, że ludzki duch wydaje się nie pasować i do ciała, i do umysłu. Duch czuje się więc uwięziony w ciele, jak i czuje się nękany przez umysł. Świat uniemożliwia lub bardzo ogranicza przejawianie się duchowi. Bo zamiast radości, pokus i grzeszków świata materialnego, zmusza się nas do posłuszeństwa, do ciężkiej pracy, do płodzenia dzieci. Zmusza się nas do oddania całej energii, czasu i pieniędzy na rzecz służby strukturom społecznym. Zabrania się nam posiadania hobby, pasji, własnego zdania, własnego pomysłu na życie. To rodzi ogromny konflikt ducha z umysłem i ciałem. Zauważył to i Vadim Zeland, i doktryna psychologii głębi. Tylko inaczej to opisali.

Oczywiście, nie jest tak źle 😉 Można nauczyć się „prześlizgiwać” na ulicy gdzie szaleją pijani kierowcy, czy można też nauczyć się pływać w morzu pełnym rekinów. Czyli można wykorzystać i nagiąć te prawa na swoją korzyść. Wiele razy to opisywałem. Łatwo powiedzieć, a ciężej wcielić w czyn, zwłaszcza z tym RODowym bagażem z Polski 😉

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Strefa TABU [+18] Ci wstrętni egoiści nie chcący mieć dzieci! Jak oni śmią!

Bądźmy tak do bólu szczerzy..

Witam.. 😉 Załóżmy że ktoś Ci powie takie słowa:

Chcę żyć na pełnej petardzie, na maxa, z jak najmniejszą liczbą obowiązków, na tyle, na ile mogę i na ile mnie stać.”

Co sądzisz o takiej osobie? SZCZERZE. U mnie nie musisz zakładać społecznej maski. Pomyśl przez chwilę, jakie odczucia wywołuje w Tobie takie zdanie? Pozytywne? Też tak żyjesz lub zamierzasz? Neutralne, bo co Ciebie obchodzi jak żyją inni? Czy też negatywne? No jak on / ona śmie? Jak śmie być takim egoistą, nie dającym nic od siebie? My tu wzięliśmy śluby, kredyty, pracujemy po 14 godzin dziennie by dzieci miały chleb.. A on czy ona pracuje sobie po kilka godzin, i choć żyje skromnie, to ma na wiele rzeczy czas i siły?

Hedonizm a destrukcyjny egoizm

Zacznijmy od tego, że istnieje rozgraniczenie pomiędzy hedonizmem i egoizmem. Hedonizm to dbanie o własną przyjemność jak i unikanie nieprzyjemności i ograniczanie zobowiązań. Z kolei egoizm to to samo co powyżej, z tym że dopuszcza on nie liczenie się ze zdaniem innych, i dążenie do przyjemności po przysłowiowych trupach. No i egoizm to także unikanie zobowiązań za wszelką cenę. Hedonizm zaś dopuszcza te zobowiązania, które człowiek chce podjąć – dopuszcza więc empatię.

Hedonistą jest każda istota żywa od wirusów począwszy, aż do człowieka. Każdy unika nieprzyjemności i dąży do przyjemności. Nawet wirusy i bakterie unikają przykrych bodźców i dążą do pozytywnych (np do zdobycia pożywienia). Z tym, że człowiek jest kimś więcej niż zwierzęciem. Człowiek ma z zasady wyjść poza naturę. Naturę wrogą, która chce uśpienia jego świadomości i podporządkowania swoim celom. W wielkim skrócie, natura chce by człowiek był skrzyżowaniem żarłoka, kopulatora i żołnierza.

By pracował, rozmnażał się, rywalizował z innymi (dobór naturalny) i zasiedlał nowe ekosystemy. Proszę, nigdy nie ulegnijcie wizji, że natura jest po naszej stronie – bo nie jest. Owszem, jest to matka, matka natura. Z tym, że jest to taka matka-Waśniewska, matka-cyganka. Która 90% żarcia i kieszonkowego daje najsilniejszemu i najbardziej rozkrzyczanemu dziecku. A dziecko najsłabsze po cichu zabija, i każdy milczy i udaje że tak ma być. Wszystkie wysiłki ludzkości – technika, nauka, medycyna, budownictwo, kultura, sztuka, duchowość, etyka, empatia, wartości – są takimi „zapasami” z naturą. Taka próbą wyjścia poza jej zwierzęcy program podstawowy.

Zagadka natury: błogie dzieciństwo i trudna dorosłość

I teraz: jest to bardzo trudne do zrozumienia. Ale widać to na wielu płaszczyznach. Np tej fizycznej. Dziecko jest radosne, towarzyszy mu takie naturalne, wręcz metafizyczne szczęście. Takie bycie w „tu i teraz”. Widać to na planie fizycznym. U dziecka szyszynka pracuje bardzo wydajnie. Produkuje dużo hormonów – serotoniny i melatoniny. Dobrze ten stan pamiętam. Ale potem natura upomina się o swoje – o potomka. Szyszynka zostaje przyblokowana. Spada produkcja serotoniny i melatoniny.

Nawiasem mówiąc – melatonina ma działanie przeciwstawne do gonad – a więc do sfery związanej z rozmnażaniem. Na scenę wkracza dopamina i hormony płciowe. Tracisz ten stan bezwarunkowego, boskiego szczęścia. Ostatnie „artefakty” w postaci młodzieńczegoi buntu i idealizmu, zostają zabijane przez szkołę, społeczność a potem warunki rynku pracy. Masz być obywatelem, konsumentem, podatnikiem, wiernym, predatorem, żołnierzem, kopulatorem. Masz pracować na rzecz struktur natury (czyli.. społeczeństwa) i dać naturze potomków. Więc to szczęście bezwarunkowe musi zostać Tobie odebrane. Teraz dostajesz tylko namiastkę tego szczęścia, gdy masz orgazm lub gdy kupujesz kolejną rzecz.

To „wewnętrzne umieranie” związane z okresem dojrzewania, opisałem w szczegółach w felietonie poniżej. Ja to pamiętam i odczułem to szczególnie mocno. Jednak zdecydowana większość tych, których o to pytam, nie pamięta tego przełomu. Ciekawe dlaczego?
Moment gdy stajesz się niewolnikiem systemu.. Pamiętasz go?

Dzieciństwo czyli stan buddy

Cytuję: „W przyrodzie jest zazwyczaj tak, że najpierw widać kokon, który pęka, a potem pojawia się motyl. W wypadku ludzkiego umysłu od zawsze kolejność wydaje się odwrotna – człowiek rodzi się jako motyl, a potem otacza się kokonem. Każdy człowiek jest bardziej podobny do buddy jako dziecko, później to podobieństwo maleje. Spójrz na dziecko, spójrz na jego oczy, są bardziej podobne do oczu buddy niż oczy jakiegokolwiek dorosłego. Sposób w jaki siedzi, w jaki się porusza – wdzięk, piękno, życie chwilą – są piękne.
Nawet jego złość jest piękna. Jest w tej złości całym sobą, a gdy coś jest całkowite, to jest piękne. Przyjrzyj się dziecku, które w złości skacze i krzyczy. Patrz tylko! Nie zajmuj się sobą ani tym, że dziecko ci przeszkadza. Przyglądaj się zjawisku. Złość jest piękna – bo dziecko jest w niej całkowicie zanurzone. J e s t złością, i to tak autentycznie, że nic nie pozostaje niedokończone. Nie powstrzymuje się, wchodzi w złość całym sobą i staje się złością.

Przyjrzyj się dziecku, które cię kocha. Kiedy cię wita, kiedy podchodzi do ciebie, jest jak budda. Ale już wkrótce pomożesz mu i społeczeństwo też mu pomoże wejść w kokon, w którym już umrze. Zaraz po wyjściu z kołyski wchodzimy do grobu. Nikomu nie wolno być naturalnym, narzucana jest nam patologia. Jesteś zamykany w klatce, więziony w martwym schemacie. Twoja spontaniczna natura cierpi, a ty nie możesz się z tego schematu wydostać. Właśnie dlatego jest tyle patologii. Stworzył ją człowiek.”
~Osho

Matka natura to  rządy silniejszego i zabijanie słabszego

Nie zgadzam się z jednym z powyższego cytatu Osho. To nie człowiek stworzył tę patologię. Stworzyła ją natura. Człowiek tak naprawdę nigdy na dobre nie odszedł do natury. Ale w większości wypełnia jej programy. Rozmnażanie i przetrwanie za wszelką cenę, choćby po trupach, rządy silniejszego, gnębienie słabszych, najsilniejszy zabiera 90% lub więcej zasobów. Rozejrzyjcie się – każdy ludzki system władzy, ze społeczeństwem na czele, ma w sobie te zasady. Jest to bardzo proste i logiczne. Ale zasłona hipnozy jest tu silna i trudno to dostrzec.

Bardzo trudno jest człowiekowi zajrzeć za tę zasłonę iluzji. Zresztą, system o to bardzo dba. By taki człowiek nie miał ani czasu, ani siły na to. Bywa najczęściej tak, że człowiek ma już te 70, 80 i więcej lat, i nagle przychodzi do niego olśnienie. Acha! A więc to tak! I taki człowiek najczęściej po buddyjsku milczy. Może tylko patrzeć na durną i narwaną młodość. Która, jak mawiał jeden czytelnik – „musi się nachlać, naruchać, naszarpać z życiem, narobić dzieci i nalać po mordach.” Czasami ta mądrość nielicznych starszych ludzi, daje wyraz w takich życiowych sytuacjach jak w poniższym kawale:

-Dziadku, wujek Zbyszek ma warzywa i modli się o deszcz, a wujek Janusz ma zboże i modli się o słońce. I co Bóg ma teraz zrobić?
-Wnusiu, spokojnie. Bóg jeszcze znajdzie sposób, by zaszkodzić im obu..

System nęci Cię, byś zaczął mu służyć..

Program rozmnażania jest jednym z najbardziej zakorzenionych programów w ludzkim umyśle. Jest on niemal tak samo silny, jak np strach przed śmiercią (związany z lękiem przetrwania) i jak strach przed społecznym ostracyzmem. Te trzy programy są najsilniejsze. Rozmnażanie nacechowane jest bardzo silnymi emocjami. I wieloma nakazami, zakazami, przesądami i tabu. System zachęca, nęci, kusi, byś służył jego strukturze – społeczeństwu. Przedstawia Ci wtedy wizję Ziemi obiecanej. Tymczasem często jest dokładnie odwrotnie, niż w obietnicach.

W kwestii rozmnażania mówi się o cudzie życia (a to jest bardzo dyskusyjne tak naprawdę..) o tupocie małych stópek, o macierzyństwie i ojcostwie. Nikt nie mówi jednak o negatywnej stronie. O tym, że tracisz wolność. Że większość możliwości samorealizacji zostaje zamknięta na głucho. Że jeśli jesteś kobietą to pracujesz jeden etat 8 godzin, a pote, kolejne dwa etaty w domu. Że jeśli jesteś mężczyzną, to wychodzisz z domu przed godziną 6, a wracasz często po 20, i potem kolejny etat w domu. A to wariant.. optymistyczny. Wariant pesymistyczny to oboje praca po 8 godzin za najniższą krajową.

Całość sprowadza się do służby strukturze kosztem siebie. A struktura potrzebuje ludzi niespełnionych, nieszczęśliwych. Bo taki człowiek ma ogromny wewnętrzny brak, ubytek. I rozpaczliwie dąży do jego wypełnienia. Związkiem, potem ślubem i dziećmi. Karierą i konsumpcją. A więc służbą owej strukturze. Gdyby ludzie byli szczęśliwi, to nie realizowaliby wielu celów natury. Pili by sobie piwko, jarali zioło, spotykali się, filozofowali.

Człowiek szczęśliwy jest mało ekspansywny. Więc jest mało przydatny dla natury. Nie pójdzie na wojnę, nie będzie w inny sposób walczył z innymi, by realizować program doboru naturalnego – przetrwania jak najsilniejszych genów. Często nie będzie chciał rozmnażać się, czy kupować coraz to nowych rzeczy. Natura więc ogranicza ludziom szczęście.

..A potem Cię zniewala i pozbawia osobowości

Cytat: „Od dzieciństwa wpajano nam, byśmy podporządkowywali się woli innych, wypełniali zobowiązania, służyli ojczyźnie, rodzinie, partii politycznej, firmie, państwu, idei.. Każdemu, komu się da, a o sobie myśleli w ostatniej kolejności. Każdy w jakimś stopniu posiada poczucie obowiązku, odpowiedzialności czy winy. Każdy człowiek „służy” jakiejś grupie czy organizacji: rodzinie, klubowi, placówce oświatowej, przedsiębiorstwu, partii politycznej, państwu itd. Wszystkie te struktury zawiązują się i rozwijają, kiedy grupa ludzi zaczyna myśleć i działać, mając na uwadze jeden cel. Następnie przyłączają się inni ludzie i struktura się rozrasta, rośnie w siłę, zmusza swych członków do przestrzegania ustanowionych zasad i w sumie może podporządkować sobie całe warstwy społeczne.”
~Vadim Zeland

Cytat: „Społeczeństwo lubi wywierać presję, bo samo się sobą nie zajmuje. Jeśli ktoś ulega tej presji, to się z tym źle czuje, a w efekcie nie podejmie zmiany. Zmianę człowiek musi zrobić sam sobie, nawet jeśli innym też ona pasuje, to on sam musi tego chcieć, to on sam musi ją wykonać. Powiedziałabym, że najlepiej byłoby się uczyć asertywności: „Moi drodzy, odczepcie się ode mnie”. Nie ma przepisu, że się traci cnotę w wieku 15, 20 czy 27 lat. Każdy traci wtedy, kiedy traci. Tak samo nie ma przepisu, jak długo trzeba być w związku. Jeden związek trwa dwa tygodnie od ślubu, a inny siedemdziesiąt lat. Więc nikt nie ma prawa, aby wypowiadać się na ten temat – to jest bezczelne. Nie warto się poddawać presji „krewnych i znajomych królika”, ale wiem, że ludzie to robią. Ktoś powie jedno zdanie, które utkwi nam w głowie i potem nosimy to w sobie. Bardzo namawiam ludzi do tego, żeby mówić sobie miłe i ciepłe rzeczy i odczepić się od tego, jaki kto ma być.”
~Katarzyna Miller

Chcesz kosztować życia, ale.. No właśnie

Wróćmy więc do pytania z początku artykułu i uzupełnijmy je nieco. Czy to złe, że teraz, w dobie rozwoju cywilizacji, a więc także wyższych wartości, bo to się łączy – ludzie chcą zaznać trochę życia? Posmakować go? Żyć więcej i intensywniej niż umęczeni 18-godzinną orką w polu przodkowie? Obecnie świat oferuje więcej. Możliwości są tryliony. Tyle rodzajów muzyki, tyle knajpek czy klubów, tyle możliwych hobby. Wiedza z każdej możliwej dziedziny, każdej kultury, każdej epoki historycznej, na wyciągnięcie ręki czy też na kliknięcie myszką.

Skok ze spadochronem, czy choćby zbieranie znaczków. Nauka śpiewu, czy choćby pójście na piwo. Aby tego wszystkiego zaznać, trzeba by żyć tysiące lat. Dlatego teraz daje się młodym taką społecznie akceptowalną cezurę czasową. Wiek 15 do 30 lat. Możesz więc się wyszaleć. Ba! Możesz nawet robić te wszystkie „grzeszne” rzeczy objęte tabu, i na to jest przynajmniej częściowa dyspensa. Ale przychodzi wiek tych 25, potem 27, i ostatecznie 30 lat. Wtedy społeczeństwo zaczyna się dopominać coraz silniej o swoje. O to, byś zaprzestał tej zabawy i zaczął służyć tej strukturze.

Taka zabawa czy choćby seks bez tego ślubno-pieluchowego dodatku, jest złamaniem jakiegoś społecznego tabu. Zupełnie tak, jakby seks był jakimś kredytem, którego muszę spłacić potem potomkiem. Seks? Morze, góry, piwko, upojne, bezsenne noce? Okej, parę lat tak możesz, ale potem masz spoważnieć, służyć i pracować dla nas! Takie same przekonanie związane jest z życiem. Skoro dostałem od kogoś życie, to muszę ten kredyt spłacić i muszę samemu dać życie. Skoro dostałem od natury życie, to muszę potem dla niej pracować.

Na tym polega iluzja życia – czyli co dokładnie?

To dlatego ludzie nienawidzą takiego stylu życia, tak podświadomie, taką pierwotną, dojmującą nienawiścią. Ona jest bardzo szczególna. W nich jest podświadoma tęsknota za takimi małymi, codziennymi radościami. Jak np wstawanie o wybranej przez siebie porze. Czy jak zamknięcie się z książką, i odizolowaniem się od tych wszystkich rozkrzyczanych ludzi i spraw. To tęsknota za życiem bez tak wielkiej ilości problemów i obowiązków. Mogą być oni bardzo szczerzy: „No tak to każdy by chciał..” czy np: „Żyjecie sobie na luzie bo my z tymi pieluchami żyjemy jak żyjemy.”

No i oni mają rację. Na tym to właśnie polega – iluzja życia. Im mniej służysz społeczeństwu tym bardziej szczęśliwy jesteś. A śluby, dzieci, kredyty to po prostu kajdany. Rozmnażanie najsilniej wiąże z systemem i najsilniej zniewala. Nie ma już Ciebie, są dzieci. I to nie wszystko. Bo są jeszcze np teściowie, szkoła i inne elementy instytucji państwa, a w niej choćby „chcący dobrze” katecheci. Rodzina i rozmnażanie to ukoronowanie matrixa, to szczyt służby i podporządkowania naturze, i jej kołu samsary – kołu iluzji i cierpienia.

Dlatego pamiętaj o dyskrecji i milczeniu. W ogóle jeśli ogarniasz tego typu tematy, to chyba już wiesz, że z większością ludzi nie można robić w zasadzie nic. Sobą być nie możesz. Zwierzać się też nie bardzo. Związek z typową kobietą albo z typowym facetem? Heh.. Jedna z zasad życia społecznego to to, że nikt nikogo niczego nie uczy. Społeczeństwo nie posiada absolutnie żadnej przydatnej i prawdziwej wiedzy. O psychologii czy emocjach nie wiedzą oni nic. Nie wiedzą jak budować relacje. Czy jak wychować dziecko by pierwszych kroków w dorosłości nie kierowało do psychiatry.

Jezus Chrystus mówił, że poznając świat, poznajesz trupa. Tak, jest to napisane w biblii, jak byk. Z którą kościoły i społeczeństwo zrobiły sami wiecie co. To dobry przykład ironii życia. Oczywiście, na pewno nie namawiam do takiego stylu życia wszystkich. Zresztą, to niemożliwe i nawet niewskazane. Kluczową sprawą jest uświadomienie ludzi, że każdy może żyć swoim życiem, jeśli nie krzywdzi innych. A w Polsce zwyczaj wpierdalania się w cudze życie jest ekstremalny.

Zapraszam do przeczytania innych ciekawych felietonów z mojej strony:
Wszystko co powinieneś wiedzieć o ostatecznym wyzwoleniu z matrixa
Zapomniany i prosty sekret życia o którym tak niewielu wie

 Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Dlaczego przyciągasz zimnych drani lub wredne suki? O czym milczy nawet psychologia?

Cały świat gra iluzję.. Także w relacjach

Stare łacińskie przysłowie głosi: „Totus mundus agit histrionem.” Czyli w tłumaczeniu na polski: Cały świat gra komedie / tudzież: cały świat gra odgórnie ustawione role. Te role to role społeczne, zawodowe, związane z religią, reprodukcyjne. Służą one podtrzymaniu systemu i jego wiecznie zaburzonej homeostazy. Ta komedia, te odgórnie zaplanowane role, to inaczej iluzja życia. Nazywa się je albo karmą, albo kołem samsary. Przed wcieleniem w ciało dusza ma wybierać rodzinę, która zniszczy jej psychikę, traumy jakie będzie przechodzić, jak przerabiane lekcje.

Zniesmaczony? Dobra, dość tych bzdur. To nie karma powinna rządzić Twoim życiem, ale Ty sam, dokonując świadomych wyborów. Dopóki będziesz nieświadomie zezwalał na to, to będą rządzić Tobą okoliczności. Nazwiesz je cierpieniem za grzechy, przerabianiem życiowych lekcji, spłacaniem długów z poprzednich żyć, karmą.. Nie ważne. To nadal będą „jakieś tam okoliczności” a nie Twoje świadome decyzje. Cały ten świat jest po prostu iluzją. Koło samsary (czyli koło życia), karma, zasady i cele społeczeństwa – to wszystko jest iluzją.

To wszystko jest jednak potrzebne i konieczne, aby ludzie o niskiej mentalności mogli doświadczać i rozwijać się – choćby minimalnie, jak teraz. I Ty i ja dostaliśmy właśnie od tego „niedobrego” systemu niepowtarzalną szansę, by ogarnąć jak on działa, by obudzić siebie i pomagać innym. Ślepy bunt przeciwko temu wszystkiemu jest destrukcyjny. To błąd który czasami popełniam.

Ludzie i ich chory materializm

Ludzie postrzegają innych przez pryzmat przydatności dla systemu. Czyli: jakie ma wykształcenie, ile zarabia, czy ma żonę / męża, czy ma lub planuje dzieci. Jest to bardzo płytkie, materialne postrzeganie człowieka. Rodzi ono ogrom pretensji, żali, frustracji, zła. Gdy zaczynasz patrzeć na drugiego człowieka głębiej, niż przez pryzmat materialistyczny – to z większością ludzi nie będziesz chciał nawet wypić kawy. To nieprawda że wtedy włącza się new age’owa miłość do każdego człowieka. To nie tak. Zaczynasz wtedy dostrzegać tę iluzję. I to, jak groźni są ludzie, gdy mówisz że nie chcesz wspierać systemu, a idziesz swoją ścieżką. Po prostu asertywnie chronisz siebie. Te dwa światy nie pokrywają się już. Oni mają swój świat i swoje doświadczenia, i mają do niego prawo. A ty masz prawo do swojego świata.

Bierze się z tego kilka niekorzystnych programów czy też uwarunkowań, podług których ludzie działają. Pierwszy wzorzec to program kat-ofiara. Ofiara silniejszego od siebie, jest tak często katem wobec słabszego od siebie. Stąd tak wielu ludzi to takie małe, przebiegłe, głupio-mądre skurwysynki. Jak widzą silniejszego – to się boją i szanują. Ale gdy tylko zobaczą słabość, to wbiją szpilę albo się pastwią. Drugi wzorzec to podświadoma obrona systemu. Gdy nie chcesz służyć systemowi tak, jak to robią oni (np potomstwem, czyli całkowitym oddaniem swojej wolności), to spotykasz się z agresją. System ten, w tym koło samsary – reinkarnacji – jest im bardzo potrzebny. Nie są gotowi na jego opuszczenie.

Stereotypy płci wiecznie (?) żywe?

Istnieją pewne różnice w postrzeganiu płci i ich ról przez ludzi. Podstawą jest oczywiście osłabienie mocy pierwiastka żeńskiego. Miało to miejsce nie wiadomo jak dawno temu, i przyczyniło się do powstania patriarchatu. Od kobiet wymaga się więc urody, uległości, nie kwestionowania racji samca, niewielkiego doświadczenia seksualnego. Budzi to bunt w kobietach – a co, jeśli nie miałabym urody? A co jeśli się zestarzeję? I dlaczego mam być uległa i siedzieć cicho, nawet gdy facet mówi totalne bzdury? Dlaczego nie mogę mieć racji? I dlaczego mężczyzna nie może uczyć się ode mnie, tak jak ja od niego? No i dlaczego nie mam prawa realizować się w seksualności tak jak mężczyzna, tylko muszę to ukrywać?

Od mężczyzn wymaga się zarobków, mieszkania, samochodu, ekstrawertyzmu, sylwetki, siły. Tak więc obie płcie „sprzedają się” tej drugiej. Powstaje tutaj pewien konflikt w psychice. Powstaje niechęć i obrzydzenie do samego siebie, jak i pogarda wobec płci przeciwnej. „No jak to? Dlaczego mam spełniać te wszystkie wyśrubowane do maksimum i sprzeczne wymagania? Dopóki te zalety mam, to mogę się realizować. A co, jeśli je stracę?” W głębi duszy nikt nie chce być tylko kopulatorem, reproduktorem czy bankomatem. W głębi duszy pojawiają się pytania: „Czy jestem czymś więcej niż status finansowy, siła czy uroda”?

Bo gdy brakuje zaplecza intelektualnego i wyższych wartości..

Z drugiej strony, często brakuje właśnie tej „innej wartości„. Oczywiście, każdy z nas jest niepowtarzalną duchową istotą.. Ale często ta wartość nie jest rozwinięta i wyartykułowana. Brakuje zaplecza intelektualnego i duchowego by płeć przeciwną oczarować. Taki typowy facet, pełen lęków i kompleksów, najczęściej nieuświadomionych.. Będzie zazdrościł, oceniał, kontrolował, reagował agresją, bał się seksualności kobiet. Wobec kobiet silnych będzie szczególnie nienawistny.

Tak samo kobieta, taka typowa serialowa Karynka. Będzie strzelała fochy, robiła sceny, zamykała partnera w niekoniecznie złotej klatce, będzie zazdrościła, groziła odejściem. Wobec wrażliwszych mężczyzn taka kobieta będzie szczególnie zapalczywa i niemiła. Po czym będzie wpadać w ramiona tych „silnych„, ale silnych w sposób samczy, agresywny. I będzie płakać i rozpaczać, jaki świat zły, jak nie ma na nim dobrych mężczyzn.

Są to zachowania mentalnych dzieci, które nie dorosły, pomimo tego, że ich ciała są już dojrzałe. Tacy ludzie nie nadają się ani do związku, ani tym bardziej do posiadania dzieci. To co przedstawiłem powyżej, to takie papierki lakmusowe. Sam widzisz, jak bardzo jest to proste. Całe życie szukałeś bezskutecznie odpowiedzi na pytanie, jak się ochronić przed zimnymi draniami (jeśli jesteś kobietą), lub jak się chronić przed wrednymi sukami (jeśli jesteś mężczyzną).

To o czym boi się mówić nawet psychologia

Nikt Ci o tym nie powiedział. Pal licho rodziców, nauczycieli i kapłanów – oni nie wiedzą o życiu absolutnie nic. Ale nawet psychologia ukrywa te proste fakty. A tu masz – odpowiedź jest tak prosta i logiczna, że można tylko usiąść i.. pół godziny się śmiać. Chryzyp z Soloi to grecki filozof, który umarł ze śmiechu od własnego żartu. Z kolei jeden ze wschodnich Buddów, gdy poznał prawdziwe oblicze świata, to.. usiadł i nie mógł przestać się śmiać. Śmiał się dosłownie godzinami. Bo przecież cały świat gra komedię, iluzje, ułudę.

A teraz zdradzę Ci jeszcze jedną przesłankę – taki papierek lakmusowy. O tym, jak rozpoznawać mentalność innych ludzi. Zadaj mężczyźnie pytanie – co sądzi o silnych kobietach. Zaznacz że wcale nie chodzi o islamo-lubne feministki. Ale o te kobiety które są naprawdę potężne, asertywne, wolne, mają własne zdanie, zainteresowania, wykształcenie. Jeśli będzie gardził takimi kobietami – wtedy masz do czynienia z osobą niedojrzałą. Z którą o pewnych tematach lepiej nie rozmawiać i się nie zwierzać. I lepiej z taką osobą się nie wiązać, jeśli jesteś kobietą.

Taki mężczyzna oprócz wykazywania tych negatywnych cech, nie zniesie tego że możesz mieć rację, że możesz być mądrzejsza, i nie zniesie Twoich sukcesów. Taki mężczyzna podświadomie wie, że tak naprawdę jest.. słaby. Więc maskuje tę słabość samczością i agresją, i podświadomie boi się kobiecej siły. Jest ona zagrożeniem dla jego kruchej i często.. małej męskości. Nie, nie tylko dosłownie małej – choć też nierzadko o to chodzi 😉

Cytat: „Tu jest problem. Pewnie dlatego sfrustrowani ojcowie tak często wyżywają się na synach i partnerkach. Stąd tak wiele męskiej przemocy w rodzinach i na świecie. Bo jak tu udowodnić innym i sobie, że jest się mężczyzną? Jak zbudować wewnętrzne poczucie męskości i godności? To obecnie zadanie trudniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Kiedyś pomagały w tym wojny, z których można było wrócić jako żywy lub martwy, ale bohater. A tu od trzech pokoleń w Europie nie było wojny. Całe szczęście.

Całe szczęście. Ale jeśli nie znajdziemy innego sposobu na zaspokojenie męskiej potrzeby rytuału przejścia to będziemy mieli coraz więcej przemocy domowej, represjonowania i upokarzania wszelkiego rodzaju mniejszości, wojen kibiców i zwolenników różnych klubów, różnych wierzeń, przekonań i bogów – a także pompowania wielkościowej iluzji narodowej. Szczególnie to ostatnie jest groźne, bo – jak uczy historia – doprowadza do wojen. Bo jest dla sfrustrowanej męskości najbardziej pociągające, wręcz biologiczne – mieć czystą, narodową krew i spermę na sztandarach.”
~Wojciech Eichelberger

..Bo silne kobiety i wrażliwi mężczyźni budzą kontrowersje

To ma zastosowanie także w drugą stronę. Zadaj kobiecie pytanie, co sądzi o wrażliwych, emocjonalnych mężczyznach. Zaznacz od razu, że wcale nie chodzi o stereoptypowych korwinistów grających do rana w gry, którzy nigdy nie byli z kobietą. Ale chodzi o mężczyzn uczuciowych, nie wstydzących się okazywać emocji (np płaczu), którzy potrzebują więcej czasu by zaufać i ośmielić się wobec kobiety. Mężczyzn którzy często są introwertykami i nie chcą zgadzać się z wzorcem Schwarzeneggera, twardziela.

Jeśli usłyszysz pogardę, drwiny, podśmiechujki (np cipeusz, kastrat, itp) to wiedz, że masz do czynienia z typową, niestabilną kobietą. Nie warto takiej osobie się zwierzać, ani wiązać z nią. Taka kobieta może Cię podziwiać, ale stale będzie Cię „testować„, choćby strzelając fochy. Gdy tylko noga Ci się powinie, gdy tylko przyjdzie moment załamania, słabość – wykorzysta to. Np zdradzi sekrety innym lub odejdzie. Taka kobieta podświadomie wie, jak bardzo brakuje jej wewnętrznej siły. Nie stać ją więc na wrażliwość i dobro wobec słabszych.

Jaka jest więc recepta, oprócz rozprawy ze swoimi kompleksami, lękami, traumami? Jeśli jesteś mężczyzną – nie bój się swoich uczuć, wrażliwości. Bądź otwarty. Nie oceniaj i nie osądzaj kobiet, szczególnie podług starych, samczych wzorców. Bo wtedy one się zamykają. Jeśli wykazujesz te brzydkie, samcze cechy – to przyciągasz właśnie albo typowe, serialowe kobietki, albo zimne, wyrachowane suki. Jeśli jesteś kobietą – odnajdź swoją wewnętrzną siłę. Jesteś takim samym człowiekiem, członkiem społeczeństwa. Też masz prawo mieć rację, być asertywna, mądra i silna. Twoja słabość przyciąga albo typowych, zdesperowanych facetów, albo zimnych drani. Bo jeśli nie masz siły w sobie, to szukasz substytutu tej siły w facetach. A najczęściej jest to substytut gównianej jakości.

Prawdą jest także to, że skoro człowiek nie reprezentuje sobą tej wartości wyższej, wznioślejszej, to wymaga się od niego, by w relacji dał tę „zwierzęca” podstawę. Czyli u kobiet uroda i uległość, a u mężczyzn finanse, samochód i prosta siła. No coś przecież trzeba dać temu drugiemu człowiekowi, prawda? Tak samo jest jeśli chodzi o służbę ogółowi. życie polega na braniu jak i dawaniu, czyli służbie. Jeśli nie dajesz nic „niestandardowego” (np kultura, sztuka, filozofia, nauka, duchowość, nowe idee, pasja) to powinieneś dać społeczeństwu tę podstawę. Czyli właśnie rodzinę, dzieci.

Zapraszam też do przeczytania dwóch ciekawych felietonów w temacie:
Szokujący sekret relacji międzyludzkich. Co ukrywa psychologia?!
Prosta i życiowa prawda o związkach, której nikt Ci nie powie, bo na niej nie zarobi

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Zakazana prawda o seksualności i duchowości o której większość boi się pisać

Chciałbym zaprosić Was do przeczytania dwóch ciekawych tekstów o ludzkiej seksualności i jej duchowych aspektach.

Patriarchat: system który przyniósł erę wojny i cierpienia

Obecnie dominuje system patriarchalny, który oznacza „rządy ojców„. W tym systemie „ojcami” jest mniej niż kilka procent mężczyzn. Ma on strukturę piramidy. Cała reszta to posłuszni lub zbuntowani synowie, jak i posłuszne lub zbuntowane córki. A więc ofiary tego systemu, lub co gorsza – baterie świadomie go zasilające.

Kiedyś zobrazowałem to w następujący sposób. W korporacji zajmującej się logistyką pracuje dajmy na to, 10.000 pracowników. Większość z nich to robotnicy, mężczyźni uważający się za twardych. Palący papierosy, umięśnieni, wytatuowani, z kwadratowymi szczękami niczym, Rambo. Czy oni są beneficjentami tego systemu? Nie, są jego ofiarami zarabiającymi nędzne grosze.

Prawdziwy „ojciec„, a więc beneficjent patriarchatu, to CEO tej korporacji. Który zarabia duże pieniądze, którego inni się słuchają, który ma pozwolenie na broń, który swoich wrogów w porozumieniu z kumplem policjantem czy kumplem politykiem posyła dwa metry pod ziemię. System patriarchalny to inaczej porządek ojca chrzestnego mafii, w którym prawie wszyscy są podporządkowanymi owieczkami. Nie ma w nim żadnych ponadczasowych wartości, ani nic co kojarzyłoby się pozytywnie.

Ten system był kaleki i niewydolny już wieki temu. Nie przyniósł on światu stabilizacji, ale przyniósł wiek wojny. Gdzie każdy naród walczy z każdym. Lub przynajmniej chce ze względu na roszczenia, np terytorialne. Męski eon to era upadku gatunku ludzkiego, to era rywalizacji, agresji, przemocy. Przede wszystkim nie odpowiada on prawdziwej ludzkiej naturze.

Kiedyś została ograniczona moc i siła kobiet..

Jest on taką „nakładką systemową” na pierwotną ludzką naturę, które jest liberalna, zabawowa, radosna itp. Jest to twór syntetyczny, wygenerowany po to, by społeczeństwa i narody funkcjonowały jak bezlitosne maszyny, jak armie, nastawione na budowanie potęgi elit. System ten stworzono po to, by trzymać ludzi w ryzach.

Wiadomo, dzieci muszą się rodzić w rodzinach, muszą być uczone patriotyzmu, ślepego posłuszeństwa, nie wychylania się. Tego oczekuje każda elita. Elita nie chce spokojnego i radosnego społeczeństwa rozwijających się, uduchowionych indywidualistów, trochę hedonistów. Elita chce karnego i zdyscyplinowanego społeczeństwa-armii, nieszczęśliwego, ubogiego i ślepo podporządkowanego. Temu służy ów system, instytucja rodziny, tradycyjne wartości. I temu służy m.in. kapitalizm neoliberalny.

Patriarchat wynikł z tego, że przed wiekami (tysiącleciami właściwie) została ograniczona z jednej strony moc i siła kobiet, a z drugiej strony, emocjonalność i wrażliwość mężczyzn. Znaczenie i przejawianie się płci zostały silnie spolaryzowane. A przecież, tak naprawdę, każdy ma w sobie dwie płcie – w psychice, czy w mózgu (półkule prawa i lewa). Sprawa się komplikuje jeszcze bardziej, bo każda z płci jest podzielona na dwa archetypy. Żeńska – uległa i słaba Ewa i silna Lilith. Męska – głupi i samczy Adam, i Samael. Ale to nie wszystko, bo każdy z tych archetypów ma biegun pozytywny jak i negatywny. Mało tego! Proporcje pomiędzy tymi archetypami w psychice powinny być wyrównane, w idealnej harmonii.

Co robi system patriarchalny jak i społeczeństwo? Każe zanegować część samego siebie. Czyli kobiecą część u mężczyzn i męską część u kobiet. Zaś rozwija te archetypy płci, które odpowiadają za uległość, bierność, ignorancję, nieświadomość. Czyli Ewy u kobiet i Adama u mężczyzn.

Tabu i normy społeczne, które tak chętnie łamiemy gdy nikt nie widzi.. Prawda?

Każda ideologia, religie, każdy system społeczny, tworzy swoje tabu. Najwięcej jest oczywiście tabu dotyczących seksu. Tak samo jak ideologia czy religia, musiały się pojawić patriarchat i monogamia. Choćby po to, by ludzie nie pieprzyli się jak króliki, tylko karnie i z pokorą robili to co każe elita. Konserwatyzm związany ściśle z patriarchatem, jest programem kontrolnym.

Ludzkość nie dorosła jako całość do liberalizmu. Poza tym, czy wyobrażacie sobie cywilizację bujających w obłokach indywidualistów, gdzie każdy by chciał cieszyć się życiem, tak po prostu, i hołdować zasadom bohemy artystycznej? A kto pracowałby np w fabryce, by to wszystko trwało? By rodziły się dzieci? To, co jest dobre dla jednostek świadomych, o wysokiej mentalności, bywa zgubne dla tych szaraczków.

Kiedyś już stwierdziłem, że społeczeństwem rządzi logika zbiorowej schizofrenii, paranoi. Normy społeczne, zasady, tradycyjne wartości – są naznaczone typowo mafijnym, prawilnym pojęciem honoru, wydają się takie bezwzględne, nienaruszalne, nieprzekraczalne, okrutne. W rzeczywistości tak jednak nie jest.

Jakże fajnie jest oficjalnie, w towarzystwie celebrować jakąś normę społeczną, jakieś zasady, wartości. Szczególnie te tradycyjne, tak uwielbiane przez ludzi. Ale gdyby się bliżej przyjrzeć.. To świat nie funkcjonuje w ten sposób. Ba! On nie mógłby tak funkcjonować. Gdybyśmy na serio tych mafijnych, prawilnych norm przestrzegali, to byśmy masowo wariowali.

Człowiek szczęśliwy i spełniony nie będzie realizował żądań społeczeństwa

Nie tylko przez to, że są one skrajnie sprzeczne, wykluczające się ze sobą, niemożliwe do pogodzenia. I nie tylko dlatego, że poprzeczka, np ta moralna, jest ustawiona tak absurdalnie wysoko, że nie ma szans na jej przeskoczenie. Że tylko udajemy przed innymi, że do niej skaczemy. Ale także dlatego, że te normy i zasady niemal całkowicie wyeliminowałyby radość, szczęście, spełnienie.

Wydaje się, że społeczeństwo i jego oficjalne normy i zasady, są z definicji przeciwko radości, szczęściu, spełnieniu jednostki. I ma to swoje uzasadnienie, o którym wiele razy pisałem. Jednostka szczęśliwa i spełniona nie będzie pracować dla społeczeństwa i systemu, bo będzie widziała pustotę, bezsensowność i rozpaczliwość takiej pracy. I tutaj chciałem zwrócić uwagę na tragiczny dualizm, jaki drąży rodzaj ludzki.

Otóż jak już wspominałem powyżej – postawienie na indywidualizm, na spełnienie, radość, hedonizm – ma swoje ciemne strony. Z jednej strony jest to dobre dla tych, którzy mają wiedzę, empatię, kręgosłup moralny, którzy chcą zmienić sytuacje na świecie, pomóc w reformie systemu. A więc dla jednostek, dla nas. Z drugiej strony – takie nastawienie degeneruje społeczeństwa i narody, co widać w zdemoralizowanych społeczeństwach Zachodu, i po części także w Polsce. Już pomijam fakt, że przez to nie rodzą się dzieci i grozi nam islamska inwazja demograficzna.

Tabu związane z seksem to m.in.:

-zakaz seksu przed ślubem. Państwo i korporacja religijna zabezpiecza w ten sposób przyszłość dziecka, a dawniej nie znano antykoncepcji. Dziecko musiało więc być wychowywane przez legalne małżeństwo. A nie przez nieformalny związek, który jak wiadomo, może się rozpaść.

-zakaz seksu bez zobowiązań, bez miłości. Został on wykreowany w tym samym celu, co powyższy zakaz seksu przed ślubem. Teraz można iść na imprezę, znaleźć partnera na nie zobowiązujący seks, i skorzystać ze skutecznej, nowoczesnej antykoncepcji. Miliardy ludzi tak robi i nie ma w tym absolutnie nic złego. Nie potępiam w ogóle takiego zachowania, jest ono całkowicie normalne i w 100% zgodne z naturą obu płci. Dawniej jednak antykoncepcji nie znano, więc musiano tak konstruować normy społeczne i tabu związane z seksem, by tego zakazywać;

-zakaz seksu poza związkiem, poza małżeństwem. Został on utworzony w czasach, gdy nie znano antykoncepcji. Po to, by mężowie nie płodzili i nie utrzymywali dzieci innych kobiet, i by kobiety nie rodziły dzieci nie swoich mężów. Ten zakaz sprowadza więź między kobietą a mężczyzną do organów płciowych, do instynktów. Inaczej: do prawa posiadania drugiej osoby na własność, które jest dokładnym zaprzeczeniem definicji miłości. Model przyszłości to łączenie się w pary ze świadomością, że każdy z dwóch partnerów jest wolny seksualnie. Człowiek nie jest, nigdy nie był i nigdy nie będzie istotą monogamiczną. Monogamia była konieczna na pewnym etapie rozwoju cywilizacji, owszem. Teraz jest jednak systemem, który jest niewydolny i nieprzystający do naszych czasów. I coraz więcej ludzi zaczyna to dostrzegać. Choć jeszcze nie mówi się o tym otwarcie.

Wszystko się zmienia i nie ma sensu hołdować temu co przemija

Podsumowując: to wszystko co opisałem powyżej powoli się zmienia, i dobrze. Można to wszystko choć trochę poluzować. By każdy żył swoim życiem i nie był do niczego zmuszany. Żyjemy w czasach wielkiego powrotu mocy i siły kobiet, jak i emocjonalności mężczyzn. Po wielu tysiącleciach trudów, gdzie każda pięść ziemi została skąpana we krwi i łzach, wreszcie mamy szansę na powolną zmianę tego. Ten okres przejściowy który mamy obecnie ma oczywiście liczne błędy i wypaczenia.

Jak i budzi zrozumiały sprzeciw tych, którzy tych zmian nie rozumieją i się ich boją. Co rusz w internecie można spotkać porady o tym, jaki powinien być „prawdziwy mężczyzna„. Czy nakazy i zakazy, czego kobietom nie wolno, a co im wolno. Najczęściej kreują je właśnie mężczyźni, którzy coraz słabiej odnajdują się w tym nadchodzącym nowym świecie. Samczość i związana z nią agresja, to tak naprawdę przejaw głęboko ukrywanych lęków i kompleksów. Lęków chłopca, który pomimo wzrostu ciała i mięśni, nie dorósł pod względem mentalnym.

Mężczyzna kumaty i świadomy nie musi udowadniać wszystkim wokół swojej „męskości – najczęściej prymitywną agresją. Nie musi też słuchać się „dobrych rad„, jaki to prawdziwy mężczyzna powinien być. Najczęściej te dobre rady biorą się od ludzi ze stadionów, którzy mówią o honorze, a potem w pięciu katują jednego. I nie musi też wpierdalać się w życie innych, że nie żyją tak, jak każe społeczeństwo, które jest chore i głęboko nieszczęśliwe.

Ukrywaną naturę społeczeństwa i świata opisywałem w poniższych felietonach. Większość witryn alternatywnych z jakichś tam powodów „nie chce” poruszać tych zagadnień. Ja je dla Was poruszam i opisuję:
Seks, narkotyki, hazard: najpotężniejsze TABU [+18] Co ukrywają przed Tobą elity?
Niezwykłe przesłanie które pomoże Ci zrozumieć ukrywaną naturę społeczeństwa i świata
Zaskakujące przyczyny patologii społecznych. To naprawdę aż tak proste!
Prawda o świecie i ludzkiej naturze jest prosta, ale też trudna do zaakceptowania
Ślepa wierność społeczeństwu ogranicza Cię i hamuje Twój rozwój
Zaskakujące przyczyny zła na Ziemi. To ważne jeśli chcesz być naprawdę wolny
Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

A teraz zapraszam na poniższe cytaty o kobiecości, męskości i seksualności:

Cytuję: „Wielokrotnie mogłem się przekonać, że kobiety są bardziej niż mężczyźni otwarte na doświadczenie mistyczne. Według mnie wynika to z tego, że kobiety są bardziej zintegrowane. Jeśli świadomie realizują w życiu swoją integralność, są bliższe przestrzeni transpersonalnej niż większość mężczyzn. Różnica ta zaznacza się zresztą już na płaszczyźnie fizycznej, bo kobiety częściej myślą obiema półkulami mózgu, natomiast mężczyźni na ogół używają lewej, intelektualnej.

Dlatego w formie życia i w stylu myślenia kobiety pozwalają dojść do głosu innym płaszczyznom psychicznym. Jeżeli tę integralność życia i myślenia pojmiemy jako specyficznie kobiecą, to stwierdzimy powszechny deficyt kobiecości w społeczeństwie zachodnim. Nie chodzi mi o to, żeby wszyscy mężczyźni stali się bardziej kobiecy, lecz o przemianę w podstawowej orientacji życiowej. O odejście od jednostronnego zapatrzenia się w pieniądze, władzę, sukces, prestiż i efektywność ku integralnemu stylowi życia, w którym stosowne miejsce znajdą również emocjonalność i cielesność. (…)

Kobiecość wiąże się z intuicją, czuciem, otwartością, integralnością rozumienia, naocznością, wrażliwością, oddaniem i miłością. (…) Kreatywność, radość życia, radość z pięknych rzeczy mogłyby uczłowieczyć pustynny obraz biznesu, zarządzania i gospodarki. Nie liczę za bardzo na ruchy feministyczne. Chodzi raczej o zmianę od wewnątrz, którą w języku mistyki nazywamy przemianą, o integrację wartości wewnętrznych i zewnętrznych”.
~Willigis Jaeger „Fala jest Morzem”

Kobieta i mężczyzna; płeć i alchemia seksualna:

Cytuję: „Miłość w związku i Seksualność – jako przejaw oraz realizacja Duchowości. Krótkie Kompendium Wiedzy. Kobieta, mężczyzna – pleć i duchowość. Słowo seks oznacza „płeć”. Jaka jest relacja pomiędzy płciowością i duchowością? Czy dla duchowości seks zawsze musi być czymś złym? Okazuje się, że nie. A co należy sądzić o celibacie?

Wiele tekstów duchowych podkreśla, że w najgłębszym sensie istoty ludzkie nie są ani mężczyzną, ani kobietą. W zaawansowanych stanach medytacyjnych możesz doświadczać siebie jako niepodzielnej istoty. W tej niepodzielności, z jednej strony doświadczasz pierwotnej, czystej natury swojej najgłębszej istoty, która nie jest jeszcze zakłócona podziałem na to, co męskie i żeńskie; z drugiej zaś strony doświadczasz jednoczesności posiadania w sobie pierwiastków męskich i żeńskich. W tej ponad-logicznej jedności przeciwieństw możesz być wolny od poczucia konfliktu i braku, wynikających z ograniczenia bycia niepełnym. Starożytny chiński tekst „Tao Te King” mówi: Święty mędrzec jest niczym niemowlę, nie znające jeszcze, co to męskie, a co kobiece, a przecież jego członek często jest wzniesiony. Cudowna esencja życia osiąga w nim najwyższy poziom.

Doświadczanie siebie jako najgłębszej istoty naszej prawdziwej, pierwotnej natury, inaczej mówiąc doświadczanie prawdziwego siebie, swojej natury nieskażonej podziałami na przeciwieństwa, wolnej od dualizmu – wszystko to związane jest ze stabilizowaniem się naszej wewnętrznej życiowej energii w Kanale Centralnym (kanał ten biegnie wzdłuż osi ciała, w miejscu, gdzie fizjologicznie znajduje się główny pień nerwowy – rdzeń kręgowy, oraz mózg; zazwyczaj przyjmuje się, że ma on postać świetlistego słupa energii, niczym świetlista rurka, szerokości małego palca lub świecy). Wraz z naszym wewnętrznym rozwojem, w wyniku oczyszczania, medytacji, w wyniku rozwoju mądrości – udrażnia się nasz Centralny Kanał Energii – nazywany w jodze Sziusziumna (termin sanskrycki). Bycie rozproszonym, w znaczeniu bycia nie-urzeczywistnionym, nie posiadania pełni obecności, ma związek z nieobecnością naszej energii wewnętrznej w jej Głównym Kanale.

Z powodu zakłóceń emocjonalnych i mentalnych, z powodu nawyku bycia rozproszonym, Główny Kanał Energii jest niedrożny i życiowa energia znajduje się w nim w nieznacznym stopniu.
Udrażnianie się Kanału Centralnego koresponduje zapewne ze zmianami w przewodnictwie w głównym pniu nerwowym i w połączeniach neuronowych mózgu, jednak w szkołach medytacji zjawisko to bada się bardziej na poziomie energii subtelnej – medytujący skupia się zasadniczo na odczuciu obecności w Kanale Centralnym, pojmowanym bardziej jako słup świetlistej energii, będący manifestacją nieśmiertelnego aspektu naszej natury. Udrażnianie się pnia nerwowego i polepszenie jakości połączeń nerwowych, które temu towarzyszą traktuje się jako zjawisko wtórne.

W stanie doświadczania takiej pierwotnej nierozdzielności, niepodzielności i niedualności, kiedy to energia osadza się w Kanale Centralnym – nie doświadczamy płci. Doświadczamy raczej, że „jesteśmy” i doświadczenie takie ma charakter doświadczania wieczności, niezależności od wszelkich warunków, wolności. Jednocześnie jest to wolność od wszelkich naszych lęków – zaczynając od lęków związanych z codziennością, a kończąc na lęku przed śmiercią. Powiedzieć by można zatem, że na pewnym poziomie, który można by nazwać najgłębszą istotą naszej duszy – nie posiadamy płci. W doświadczeniu tym znika wszelkie cierpienie wynikające z posiadania płci, znika obawa o to czy jesteśmy atrakcyjni w ramach swojej płci, jak i też poczucie braku posiadania drugiej połowy, drugiej płci. W tym głębokim stanie jesteśmy kompletni.

Jednocześnie patrząc na ten poziom z nieco innej strony powiedzieć by można, że w tym stanie pierwotnej jedności, doświadczamy jednoczenia się w nas pierwiastka męskiego i żeńskiego. Ujmując rzecz energetycznie – energie Bocznych Kanałów Energii jednoczą się w Kanale Centralnym. Doświadczenie takie ma związek z nowym postrzeganiem tematu płci. Mianowicie – kiedy już odkrywamy najgłębszy poziom naszej wewnętrznej natury, stan który jest wolny od zakłóceń wynikających z podziału na płeć – wtedy możemy postrzegać płeć jako wewnętrzne bogactwo. Odtąd to nie płeć używa nas, ale my używamy jej, jako naszego narzędzia. Wcześniej nadmierne uzależnienie od zagadnień płci, zbyt dosłowne identyfikowanie się ze swoją płcią – wszystko to mogło rodzić wiele naszych frustracji, problemów i cierpień. Kiedy jednak rozpoznajemy swoją najgłębszą istotę, która nie ma płci, kiedy nasza wewnętrzna energia osadza się w, coraz bardziej drożnym, Głównym Kanale a nasz stan bycia obecnym coraz bardziej potęguje się – wtedy spraw płci nie postrzegamy już tak dosłownie. Bardziej przypominają one sen, który może być traktowany jako nasze wewnętrzne bogactwo, ozdobę naszego prawdziwego stanu. Wtedy energia płci nie ma kontroli nad nami, a raczej my mamy kontrolę nad nią. Możemy zatem, jeśli chcemy, użyć tego czym jest płeć w celach konstruktywnych, do naszego rozwoju i do rozwoju naszego partnera.

Powiedzieć można zatem, iż choć nasza najgłębsza natura nie ma żadnej płci, to jednak, poprzez urodzenie się jako człowiek, posiadamy płeć jako coś dodatkowego. To coś dodatkowego (płeć) może zostać użyte przez nas jako nasze bogactwo, jako narzędzie rozwoju. Oczywiście istnieje wiele narzędzi rozwoju, a płeć jest jednym z nich. Wiele ścieżek duchowych nie korzysta z tego narzędzia, a mimo to dochodzi do istotnych rezultatów.

Poczucie jednoczenia się w nas pierwiastka żeńskiego i męskiego powstaje wskutek udrażniania się i równoważenia energii w dwóch Bocznych Kanałach Energii. Obok Kanału Centralnego po stronie lewej i prawej, w odległości mniej więcej szerokości 2-3 palców od osi ciała, biegną prawy i lewy kanał energii. Ich ładunki są przeciwnie spolaryzowane u kobiety i mężczyzny. Prawy boczny kanał energii u mężczyzny jest kanałem dodatnim „yang” (aktywnym, męskim), zaś lewy jest kanałem ujemnym „yin” (pasywnym, żeńskim). Ujmując to nieco psychologicznie – kanał prawy u mężczyzny jest kanałem sympatii, przyciągania, pragnienia, zaś lewy – kanałem antypatii, odpychania, awersji. U kobiety zaś przebiega to odwrotnie – lewy kanał jest kanałem dodatnim „yang”, zaś prawy jest kanałem ujemnym „yin”. Fizjologicznym początkiem górnego odcinka bocznych kanałów energii są nozdrza, zaś jako miejsce dolnego jednoczenia się bocznych kanałów energii z Kanałem Centralnym najczęściej przyjmuje się punkt „morze energii” – 4 palce poniżej pępka, a w niektórych praktykach okolice narządów płciowych (zewnętrznych –inaczej podstawa kręgosłupa).

Patrząc w tej perspektywie na organizm człowieka potencjalność płciowa może być traktowana jako możliwość udrażniania i równoważenia bocznych kanałów energii w wyniku uważnej i pełnej czułości wymiany energii męskiej i żeńskiej podczas aktywności seksualnej, lub też poprzez zbliżone praktyki indywidualne, np. praktyki wizualizacyjne.

Podobnie jak w przypadku Kanału Centralnego, który jest odczuwany jako wzmożone poczucie naszej obecności, przytomności i nie-rozproszenia, a nie jako część ciała typowo fizjologiczna, tak też Kanały Boczne odczuwane są na poziomie energii subtelnej, a nie na poziomie fizycznym.
Jednak zauważyć można pewne analogie w ciele fizycznym człowieka odpowiadające polaryzacji bocznych kanałów energii na energię „yin” i „yang”, oraz odpowiadające symetryczności tych kanałów. Tak np. o ile takie gruczoły dokrewne jak szyszynka, przysadka mózgowa, tarczyca, grasica i trzustka są pojedyncze, to gonady (jajniki i jądra) oraz nadnercza (czyli gruczoły najbardziej bezpośrednio związane z naszą płciowością) są podwójne i symetryczne. Medycyna chińska dzieli energię nerek na nerkę „yang” i „yin”.

Podobnie, o ile główny pień nerwowy biegnie centralnie w ciele i jest pojedynczy, to nerwy obwodowe, jak i naczynia krwionośne i limfatyczne biegną w ciele, w przybliżeniu, symetrycznie. Jednak, jak już wspomniano, chodzi tu raczej o otwarcie się na subtelny wymiar naszej energii; światem, w którym obywa się spotkanie kobiety i mężczyzny podczas alchemii seksualnej jest świat ich psychiki i ducha, a nie głównie ciała. Spełnienie podczas takiego aktu wspierania swojego rozwoju wewnętrznego (w akcie alchemii seksualnej), poprzez proces miłości i obdarowywania się pewnymi swoimi wewnętrznymi jakościami, nie jest zależne np. od wielkości piersi kobiety, czy penisa u mężczyzny.

Płaszczyzna fizyczna, jakkolwiek odgrywa tu pewną rolę, jest jednak płaszczyzną drugoplanową. Pierwszoplanową płaszczyzną jest tutaj płaszczyzna energii wewnętrznych mężczyzny i kobiety, utworzona z energii psychicznych i duchowych. Ciała, w których spotykają się partnerzy podczas takiego aktu alchemii seksualnej, są przekształconymi alchemicznie ciałami energii, ciałami niezniszczalnymi i nie podlegającymi śmierci. Można powiedzieć, że partnerzy doświadczają, mniej lub bardziej intensywnie, jakby zniknięcia i wchłonięcia ich ciał fizycznych w wymiar energetyczny.

To właśnie w tych duchowych, nieśmiertelnych ciałach bardzo wyraźnie odczuwany i postrzegany jest główny kanał energii, jak i kanały boczne, a materia fizyczna postrzegana jest jako świetliste tęczowe esencje elementów. Czujemy wtedy, że jesteśmy raczej samą obecnością i wewnętrznymi jakościami, a ciało fizyczne jest w stosunku do tego podrzędne. Nawet jeśli potraktowalibyśmy je jako równoważne poziomowi ducha i psychiki, to postrzegamy je jako będące w istocie świetlistymi tęczowymi esencjami elementów, postrzegamy je jako szczególną postać energii.

Istnieje wiele metod pracujących z seksualnością jako z narzędziem wewnętrznego rozwoju. Niektóre z nich bardziej eksponują aspekty fizyczne (np. wydłużanie stosunku seksualnego bez dopuszczania do ejakulacji nasienia), inne energetyczne (np. skupienie na oddechu, wizualizacji, przepływie energii w bocznych kanałach), a jeszcze inne – poziom umysłu (nazywany inaczej mentalno-duchowym). Istotą technik tej trzeciej grupy jest rozpoznawanie nieporuszonego stanu umysłu, jaki znany jest z medytacji, cały czas podczas trwania aktu seksualnego. Powstające poruszenia np. pod wpływem podniecenia seksualnego, namiętności i innych emocji, nie są wtedy tłumione, ale rozpoznawane jako towarzyszące nieporuszonemu stanowi umysłu. Jeżeli utrzymujemy perspektywę nieba, to nawet jeśli pojawiają się na nim chmurki, czy większe chmury, czy też ogromne chmury burzowe – cały czas zachowujemy świadomość, że pojawiają się one na niebie, które cały czas jest obecne.

Chmury te nie stają się dla nas jedyną rzeczywistością, ale raczej okolicznością towarzyszącą cały czas obecnemu niebu. Podobnie najgłębszy, nieporuszony poziom umysłu cały czas jest w nas obecny podczas wszelkich poruszeń i emocji, ale zazwyczaj mamy skłonność do zapominania o jego istnieniu podczas mocnych poruszeń emocjonalnych, mentalnych i umysłowych. W tego typu praktyce przełamujemy tą skłonność; uczymy się zachowywać obecność niezależnie od poruszeń umysłu. Uczynienie tego w takich okolicznościach (związanych z aktem seksualnym) potęguje naszą zdolność zachowywania obecności w czasie wszelkich poruszeń umysłu, we wszystkich okolicznościach. Dzieje się tak, ponieważ siła seksualna tkwi w nas bardzo głęboko, a zatem jedna z bardzo podstawowych naszych sił może wtedy stać się naszym sprzymierzeńcem, a my uczymy się zachowywać obecność w sytuacji dla nas poprzednio trudnej, a więc tym bardziej będziemy potrafić zachowywać ją w sytuacjach łatwiejszych

Drugim biegunem poruszeń naszego umysłu w stosunku do różnego rodzaju „pożądania” jest „gniew”. Utrzymywanie obecności podczas takiego rodzaju poruszenia umysłu (gniewu) może odbywać się analogicznie jak podczas praktyki świadomego aktu seksualnego.

Zanim skupimy się na konkretnych technikach alchemii seksualnej, celem większej jasności, warto spojrzeć jeszcze na dwa korespondujące z tym obszarem zagadnienia. Pierwszą kwestią może być kwestia celibatu. Warto zauważyć, że celibat sam w sobie nie oznacza jednoznacznie ani opanowania, ani nie opanowania swojej energii seksualnej. Z jednej strony możliwy jest świadomy celibat, kiedy to energia seksualna jednostki przekształcana jest w wyższe formy energii psychicznej i duchowej, a z drugiej strony celibat może mieć formę tłumienia własnego wnętrza i wtedy nie dochodzi do transformacji energii seksualnej, a stłumiona energia i emocje bardzo często dają wtedy o sobie znać w postaci patologicznych stanów jednostki. Może dochodzić wtedy do paradoksu, że im bardziej dana jednostka stara się stłumić swoją energię seksualną, tym bardziej energia ta staje się dla niej rzeczywista i kłopotliwa. A zatem nieumiejętnie stosowany celibat może dawać efekt odwrotny. Wskazane byłoby więc świadome i umiejętne podejście do zagadnienia celibatu, jeżeli dana jednostka go stosuje.

Energia seksualna powinna być przekształcana w wyższe postacie energii psychicznej i duchowej, takie jak np. miłość braterska, miłość ogólnoludzka, miłość do całej otaczającej rzeczywistości, operatywność i dynamizm działania, poczucie własnej wartości, poczucie przydatności innym, poczucie więzi z całym kosmosem, całą rzeczywistością jako swoim domem itp. Samo stłumienie energii seksualnej, oprócz wspomnianego już ryzyka pojawienia się różnego rodzaju patologii, wywołuje ponadto odcięcie się od jednego ze źródeł swojej wewnętrznej siły, poprzez co poziom aspiracji i wewnętrznego dynamizmu jednostki może zmaleć. Zjawiska takie mogą oczywiście zachodzić także u osób nie żyjących w celibacie, ale podchodzących do swojej seksualności np. w sposób lękowy. Samo przecież odbycie aktu seksualnego nie jest równoznaczne ze zrozumieniem, w jaki sposób konstruktywnie kierować swoją seksualnością. Wartościowym wydaje się więc być spostrzeżenie, że umiejętne postępowanie z własną energią seksualną nie zależy od takich czynników zewnętrznych, jak np. faktu czy żyjemy w celibacie, czy nie, a raczej od czynników wewnętrznych, od umiejętnego, świadomego i pełnego zrozumienia podejścia do swojej seksualności. Niezależnie od tego czy uprawiamy seks, czy też np. żyjemy w celibacie – stoimy przed podobnymi problemami i potrzebami – zwłaszcza potrzebą zrozumienia samego siebie.

Podobnie osoby starsze, zazwyczaj nie uprawiające aktywności seksualnej mogą mieć postawy będące przejawem różnych stłumień czy frustracji, a mogą także podchodzić do tego zagadnienia z głębokim zrozumieniem. Nie jest najistotniejsze to czy dana osoba jest jeszcze w stanie biologicznie uprawiać aktywność seksualną, co raczej znacznie ważniejsza jest możliwość bycia w kontakcie z samym sobą, ze swoimi wewnętrznymi energiami. W późnym okresie starości czymś w pełni prawidłowym jest przestawienie się organizmu na stopniowe przygotowywanie się świadomości do opuszczenia ciała, a zatem czymś naturalnym byłby wtedy całkowity zanik zainteresowań seksualnych.

Niektóre ścieżki duchowe nie pracują w ogóle z energią seksualną, ponieważ skupione są na kultywacji energii górnej organizmu i przygotowywaniu jednostki do opuszczenia świata materii. Ścieżkami, które pracują świadomie z aktywnością seksualną są te ścieżki matriarchalne, które starają się rozwijać jednocześnie potencjał czakr górnych i dolnych człowieka. Życie na Ziemi traktują one wtedy zazwyczaj jako jeden z możliwych przejawów życia absolutnego. A zatem starają się one rozwinąć potencjał typowy dla pełnego przebudzenia czakr górnych, przy jednoczesnym pełnym i twórczym funkcjonowaniu na Ziemi. Tak np. może odpowiadać to stwierdzeniu, że Królestwo Niebieskie jest w nas i może być realizowane już tu na Ziemi, czy też naukom tych szkół Czystej Krainy, które starają się odkryć oświecony poziom istnienia już tu na Ziemi. Jest to możliwe, ponieważ dzięki mocy naszego umysłu uwarunkowania ziemskiego istnienia mogą być rozpoznawane jako sen. Alchemiczną nauką o równoległości poziomu duchowego i ziemskiego jest twierdzenie pism hermetycznych „jak w górze, tak i na dole”.

Drugą kwestią, którą warto poruszyć jest sprawa kultywowania energii mądrości podczas praktyk seksualnej alchemii. Możliwe jest zarówno wzmocnienie energii dolnej organizmu jak i ustabilizowanie energii w Kanale Centralnym. Gdybyśmy jedynie rozwijali zwitalizowanie energii dolnej np. poprzez technikę kontroli wytrysku nasienia, wtedy niewątpliwie moglibyśmy poczuć się bardziej ożywieni i naenergetyzowani, jeżeli jednak równocześnie nie wprowadzilibyśmy części tej energii do naszego Kanału Centralnego, wtedy nie osiągnęlibyśmy efektu równoczesnego wyciszenia umysłu i stanu pełnego kontaktu z sobą i rzeczywistością. Optymalnym stanem rzeczy jest zwiększenie mocy czakr dolnych przy jednoczesnym wprowadzeniu energii do Kanału Centralnego. Wtedy efekt takiej alchemii seksualnej nie jest krótkotrwały i wyraża nasz pełny rozwój wewnętrzny, w którym w sposób rzeczywisty przekraczamy nasze dotychczasowe uwarunkowania i przyczyny frustracji.

Wprowadzaniu naszej energii do Kanału Centralnego towarzyszy uczucie „powracania do domu”. Jednostka staje się wtedy coraz bardziej otwarta na partnerski kontakt ze swoim otoczeniem. W przypadku praktyk seksualnej alchemii, dopiero wtedy, gdy oprócz wzmocnienia energii czakr dolnych, także wprowadzimy energię do Kanału Centralnego, jest miejsce na w pełni dojrzały kontakt partnerski między mężczyzną i kobietą; dopiero wtedy ma miejsce pełna satysfakcja i pożytek wewnętrzny. Wskaźnikiem, czy osiągamy taki kierunek naszych działań jest to, czy osiągamy zarówno poczucie mocy, jak i poczucie kontaktu, naturalności, wewnętrznej obecności i wolności.

A zatem mówiąc krótko po pierwsze istotne jest zrozumienie, że istotą sprawy nie jest to czy uprawiamy seks czy nie, ale to jak pracujemy z tym zagadnieniem – niezależnie czy ktoś żyje w celibacie, czy odbywa stosunki płciowe. Stwierdzenie, że już samo odbywanie aktu seksualnego w związku małżeńskim gwarantuje jego wysoką jakość duchową i czystość wydaje się być zbytnim uproszczeniem zagadnienia. Owszem, w takim przypadku partnerom często towarzyszyć może przeświadczenie o czystości ich postępowania, wynikające z poczucia społecznej i religijnej akceptacji, jednak nie gwarantuje to zrozumienia natury własnych emocji, pragnień, namiętności i poruszeń umysłu, które to zrozumienie jest faktyczną drogą do realizacji stanu wewnętrznej czystości. Po drugie, jak powiedziano powyżej, rozwojowi energii na drodze uprawiania alchemii seksualnej powinien towarzyszyć rozwój mądrości, co w sensie energetycznym oznacza, że oprócz wzmocnienia czakr dolnych partnerów i wymienienia się swoimi energiami żeńskimi i męskimi, powinno mieć miejsce także ustabilizowanie energii w Kanale Centralnym, i wynikający z tego stan spotęgowania swojego poczucia obecności.”
(Źródło nieznane)

Prosta i życiowa prawda o związkach, której nikt Ci nie powie, bo na niej nie zarobi

relacje-damsko-meskie

Związki.. Ileż o nich można rozmawiać. Miliony książek – od romansów, po psychologiczne, ogrom dyskusji, żartów, dowcipów. To główny temat na terapii, czy to tej odbywającej się przy szklaneczce whisky, czy tej w gabinecie psychologa.

Pierwsza i najważniejsza prawda – nikt lub prawie nikt nam nie przekazuje rzetelnej wiedzy na temat związków. Nikt nie przekazuje też wiedzy o emocjach, relacjach, uczuciach. Nie mieli jej nasi rodzice, dziadkowie i wszystkie pokolenia żyjące od zarania dziejów. W większości spali oni snem kamiennym. Byli całkowicie we władaniu swoich emocji, zależni od nich. Nie potrafili ich kontrolować, to one kontrolowały ich. Nie rozumieli ich, w związku z czym często korzystali z nich destrukcyjnie.

To dostaliśmy w spadku my, dzieci lat 70, 80, 90, 00 – od których świat zaczyna powoli wymagać radzenia sobie z emocjami. Gdyż taki jest zamysł ewolucyjny naszej planety. Ta nowa świadomość swoich emocji wykuwa się w bólach, gdyż każdy rozwój (dziecka, dorosłego, ludzkości jako zbiorowości) odbywa się poprzez łzy i cierpienia.

Społeczeństwo, życie, świat – to gra, iluzja, rodzaj eksperymentu laboratoryjnego. Kto pozna prawdziwe reguły, nieskażone ideologiami, religiami, społecznymi stereotypami, ten wygrywa. Lub chociaż nie przegrywa tak jak zdecydowana większość, która bierze symulację o nazwie „życie” na poważnie. Nie ma powodu by brać to wszystko na poważnie, martwić się że czegoś nie masz, że ktoś ma więcej, panicznie pragnąć i gonić za nie wiadomo już czym. Zatrzymaj się. Wysiądź z pociągu który jedzie w samą przepaść. A wtedy świat sam się zatrzyma i da Ci wspaniały prezent.

Kolejna ciekawa prawda, którą chciałbym Wam przekazać, to fakt, że to nie do końca prawda, że przeciwieństwa się przyciągają. Przyciągają, na pewnym etapie, u ludzi mniej świadomych siebie i świata. Ale związek przeciwieństw najczęściej nie jest udany. A często bywa.. wybuchowy, jak w chemii, pozostawiając po sobie pożar lub powybuchowe zgliszcza.

Szczęśliwe relacje są tam, gdzie spotykają się dwie osoby świadome siebie i świata, o odpowiednio wysokiej mentalności. Cały sekret tkwi w tym, by tworzyć relacje z osobami zbliżonymi mentalnością do nas. I tu, na tym etapie, przyciągają się już podobieństwa. Jak ktoś jest nieszczęśliwy, zagubiony w świecie i emocjach, to szuka.. tych emocji. Silnych emocji – pozytywnych, ale i negatywnych. Być może szuka ich podświadomie, by mieć „materiał laboratoryjny” do przeprowadzenia doświadczeń na sobie, i nauczenia się sztuki zwanej życiem.

Nauczenia poprzez ból i cierpienie, poprzez doświadczanie. A silne emocje mogą dać niestabilni emocjonalnie i często psychicznie ludzi. Archetypy zimnego, ale drania czy wrednej suki (modliszki) są już silnie zakorzenione w społeczeństwie. Z kolei gdy ktoś ma już dużo życiowych lekcji przepracowanych, jest stabilny, emocje nie kierują nim za bardzo, to raczej jest w spokojnych związkach. Pokaż mi w jakim związku jesteś, a powiem Ci, jaka jest Twoja mentalność i świadomość.

Zaskoczę i być może zszokuję Cię czymś. Jeśli interesujesz się psychologią i jej przedłużeniem – ezoteryką, gnozą, to na pewno zahaczałeś te tematy, i to nie raz. Czytałeś więc to, jak powinna wyglądać dobra relacja. Czy jak powinno się dobrze wychowywać dzieci. Ale kłopot w tym, że zdecydowana większość ludzi nie dorosła do relacji związkowej, miłosnej. Jeszcze większa część społeczeństwa nie dorosła do tego, by być rodzicami. Ale w naszym świecie do tego wystarczy sam penis i pochwa. Więc mentalne dzieci w ciałach dorosłych, nic nie wiedzące o świecie i emocjach, szamoczące się z życiem, płodzą dzieci i przekazują im to w spadku.

Swoje lęki, kompleksy, traumy, i szereg innych złych wzorców. To jest właśnie piekło nieświadomości. Jeśli chcesz żyć lepiej, mieć lepsze, spokojniejsze relacje, które nie są roller-coasterem, to powinieneś zawsze dążyć w górę. By rozwinąć się więcej niż społeczeństwo, by być od niego lepszym. I nie ma w tym pogardy ani narcyzmu. Społeczeństwo jako masa zawsze równa w dół. Ten mechanizm musi zaistnieć, by w miarę mało ludzi było z tego społeczeństwa wykluczonych. By rozmnażało się, pracowało, brało kredyty, napędzało systemowi konsumpcję i PKB.

Jeśli chcesz być przeciętniakiem, to czekają Cię przeciętne związki, z naczelną zasadą roller-coastera. Czyli od wyżyn euforii, aż po dno upodlenia i rozpaczy. Od focha czy czegoś znacznie gorszego, po omdlewanie z rozkoszy. Co oczywiste – bodźców negatywnych będzie zdecydowana przewaga. I czekają Cię przeciętne cele w życiu – ślub, dzieci, kredyty, szarość dnia powszedniego. Taki człowiek skończy też przeciętnie. A jak kończą przeciętne rodziny, małżeństwa? Jest to kolejna zakazana prawda, tabu społeczne, ukrywane przed rozgorączkowanymi młodymi głowami. Kończą przeciętnie. Czyli źle. Nienawidząc się z każdym rokiem coraz bardziej. Podświadomie zrzucając winę za brak kolorów życia na dzieci.

Dzięki rozwoju cywilizacji i technologii, nie ma czym się denerwować, emocjonować, nie ma tych emocji, adrenaliny. Dużo mniej realnych rzeczy i wydarzeń nam zagraża. Dawniej śmierć czaiła się na każdym kroku, a adrenalina wylewała się uszami, i to kilogramami. A konstrukcja ludzkiej psychiki pozostała taka sama jak w ciemnych czasach.

Erich Fromm mawiał, że technicznie jesteśmy w erze atomowej, a emocjonalnie – w erze kamienia łupanego. Człowiek domaga się wciąż emocji i adrenaliny. Jakichkolwiek emocji, byle tylko były. Byle tylko coś się działo, byle tylko uciec od tej przerażającej ciszy. Podczas której ukazuje się głębia naszego jestestwa – opłakana głębia. Człowiek chce też za wszelką cenę uciec od przeraźliwej pustki swego jestestwa. Stąd wyszukuje sobie problemy, zagrożenia, choćby były one irracjonalne, z dupy wzięte.

Czyli tworzy je sobie z powietrza, z niczego. Wie to np mężczyzna, który jest z kobietą strzelającą przysłowiowe fochy. Nie chodzi wcale o merytoryczną wartość focha, bo jej najczęściej nie ma zupełnie. Chodzi o pokarm dla przerażonego umysłu i ego. Znałem ludzi, którzy jadąc na wieś, nad jeziorko, musieli mieć cały czas puszczony z radia heavy metal – muzykę brutalną, pełną przemocy. Rozumiecie to? Oni nie wytrzymywali tej ciszy, bezczynności. Tak samo zrobili kiedyś eksperyment, w którym po godzinie bezczynności, bez żadnych bodźców, niektórzy uczestnicy woleli się razić paralizatorem.

Osoba która jest nieświadoma, ma niską mentalność, która szarpie się z życiem i emocjami, nie rozumiejąc ich – wykazuje bardzo specyficzne zachowania w związkach i relacjach. Oto kilka z nich: zazdrość, zaborczość i chęć kontrolowania, obrażanie się o znajomości realne bądź internetowe, brak zaufania, urządzanie fochów (najczęściej o nic lub o absurdalne rzeczy), obrażanie się, grożenie odejściem, krzyki, awantury. Będzie miała obraz idealnej relacji i będzie wkurzać się o wszystko, o każdą bzdurę.

Bo przecież życie ma być dla niej niczym blog na instagramie. Gdzie nawet sracz ma błyszczeć. Będzie Cię próbowała zmieniać na siłę, byś tym ideałem z obrazka, a raczej z ekranu TV się stał. Taka osoba jest mentalnym dzieckiem – przerażonym i zagubionym – niezależnie od tego, w jakim wieku jest jej ciało. Jest także najczęściej duchowym dzieckiem (młoda dusza), ale to inny, grubszy temat. Nie, to nie jest normalność. To jest choroba, to społeczno-mentalne niewolnictwo, to patologia, której hołduje większość społeczeństwa.

Z tak postępującą osobą prawdziwej i szczerej relacji nie będzie. Będzie roller-coaster w którym nawzajem będziecie się ranić. Potem może ślub, kredyty itp, i niszcząca duszę szarość dnia. Tacy ludzie mają swój świat i swoje doświadczenia. Jeśli jesteś ponad – najlepiej nie wchodź w ich świat. Wchodząc w ich świat sam będziesz cierpiał, a im nie pomożesz. Nie zmienisz też ich, bo im takie trudne życiowe lekcje są potrzebne. Walcząc z nimi i gardząc, także narażasz się na cierpienie. Jedyna recepta, to mądrze i spokojnie się zdystansować. I nie jest to unikanie relacji. Tu klasyczna psychologia nie ma racji, bo przed takimi ludźmi trzeba się bronić.

Na koniec felietonu: wielu mężczyzn zastanawia się, jak wyjść z friendzone. Są zakochani w kobiecie, która zaproponowała im tylko przyjaźń. Za to ta kobieta woli niegrzecznego chłopca, drania, który zdradza, pije i bije. Ale jest on taki pociągający. Kobieta zwierza się przyjacielowi z tego, jaki to drań jest draniem, jak nie szanuje, jak źle traktuje. Ale nie słucha rad przyjaciela, i nie odejdzie od drania, stale do niego wraca.

Moja rada: jak wyjść z takiego friendzone? Nie chciej wyjść z takiego friendzone ku związkowi z kobietą o takiej mentalności. Ona właśnie tych złych doświadczeń z dupkiem potrzebuje do rozwoju. Zastanów się też, co jest w Tobie nie tak, skoro takie kobiety przyciągasz. Płeć przeciwna i relacje z nią są lustrem nas samych, wiele o nas mówią. To co napisałem w tych dwóch akapitach, odnosi się także w drugą stronę – relacja zimna suka i ciepły mężczyzna. Mężczyzna w friendzone powinien nabrać swojej wewnętrznej, męskiej mocy, w wariancie pozytywnym, a więc innym niż agresywno-patriarchalny. Powinien też przepracować swoje traumy i kompleksy.

Autor: Jarek Kefir, z wiedzy i inspiracji bliskich osób 🙂

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Ego odpowiada za naszą zależność od systemu. Jak się uwolnić?

ego

Zapraszam do przeczytania artykułu z magazynu Resurgence, z roku 1987. Został on przeprowadzony z Davidem Bohmem, fizykiem, filozofem i gnostykiem. Opowiada on o ego i o tym, jaką pułapką ono jest.

Ego i umysł są w prostej linii reprezentantem interesów społeczeństwa, systemu, matrixa. A więc interesów… matki natury, bo natura to system, natura to matrix. Zdaje się ono być więzieniem, jednak konstrukcja umysł-ego została wprowadzona w pewnym momencie jako „nakładka systemowa„. Po sielance Edenu, gdzie żyliśmy szczęśliwie, ale mieliśmy jeszcze niższą świadomość niż teraz – praktycznie zwierzęcą – był minimalny skok świadomości. W postaci powstania ludzkiego ego i umysłu.

Poznaliśmy wtedy czym jest dobro i zło, bo wcześniej niczym zwierzęta nie znaliśmy tych pojęć. Grzechem pierworodnym z tym związanym, było powstanie lęku przetrwania – najgorszego ludzkiego lęku. To on jest praprzyczyną wszelkiego zła. Bo skoro w świecie trudno przetrwać, to trzeba robić wszystko, by przeżyć. Choćby po trupach, choćby ceną tego było zło zadawane drugiej istocie.

Zostaliśmy wygnani z raju. Od teraz skazani jesteśmy na piekło ciągle narastających pragnień, konfrontowane z surowością świata jak i z tym, że nie starcza dla wszystkich. Pracujemy w znoju i trudzie, od tysiącleci za przysłowiową miskę ryżu. Dziś za najniższą krajową. Dzieci rodzą się w bólu a potem doświadczają bólu w życiu, wchodząc w dorosłość zranieni.

Ego i umysł nastawione są na dwa programy bazowe:

Pierwszy z nich, to ciągłe i ciągłe pragnienia. Gdy zaspokoisz jedno z tych pragnień, pojawia się kilka chwil ekscytacji, a potem.. wręcz coś w stylu rozczarowania. I ego wtedy podsuwa kolejne i kolejne pragnienia. Przypomnij sobie jak kupowałeś samochód. Auto – blaszana, spalinowa puszka na kołach do przemieszczania się z miejsca w miejsce, jest owiana u nas aurą niesamowitej magii, wręcz legendy. Nie trudno zgadnąć dlaczego – w kulturze patriarchalnej przedłuża chłopcom penisy. Czekałeś na kupno samochodu długo, z wypiekami na twarzy. Miałeś być wtedy szczęśliwy. Sąsiedzi mieli zazdrościć. Tymczasem kilka tygodni powoziłeś się z dumą w nowej furze, a potem.. zupełnie Ci spowszedniała. Ale właśnie wtedy zacząłeś pragnąć o czymś innym, kolejnym.

Jaki jest tego cel? Jeden z wybitnych ekonomistów mawiał, że ostatecznym celem ludzkiego ego jest władza nad cała Ziemią, nad światem podległych mu niewolników. Ale nawet wtedy ego nie zostanie zaspokojone. U szczytu kariery, możliwości, różnie pojmowanych, pojawia się.. ogromne, życiowe rozczarowanie, często z czymś takim jak zawał czy udar w pakiecie. Z jednej strony, jest to niezbędne, by cywilizacja trwała i rozwijała się. Bez tego nie byłby możliwy nawet ten minimalny rozwój. Z drugiej strony, czyni nas to wiecznie niespełnionymi, spragnionymi i nieszczęśliwymi. Bo tyle jest opcji i możliwości, a polski biznesmen płaci tak mało, bo przecież musi z czegoś kupić ten trzeci z kolei jacht.

Drugi program ego i umysłu to ciągłe wyszukiwanie zagrożeń. Było to potrzebne i wciąż jest potrzebne. Umysł wyszukuje zagrożeń i dostrzega w wielu aspektach rzeczywistości zło, po to, by nas chronić przed złem świata. Tak samo umysł ma za zadanie komplikować, czynić proste rzeczy trudnymi, by wymuszać rozwój. Związane jest to z wieloma kłopotami. Czyni nas nieszczęśliwymi. No i kiedyś było tyle zagrożeń, niebezpieczeństw. Adrenalina dosłownie wylewała się kilogramami uszami i wszystkimi innymi otworami. A teraz? Tych negatywnych bodźców jest dużo mniej.

Bo mamy medycynę która ochroni przed śmiercią w męczarniach. Mamy policję, która ochroni kraj przed jebiącymi policje chłopcami, i tym samym, stanięcia się drugą Somalią. Mamy też armię która ochroni kraj przed inwazją islamu. No nie ma czym się denerwować, emocjonować, nie ma tych emocji, adrenaliny. A konstrukcja umysł-ego pozostała taka sama. Erich Fromm mawiał, że technicznie jesteśmy w erze atomowej, a emocjonalnie – w erze kamienia łupanego. Konstrukcja ta domaga się wciąż emocji i adrenaliny. Człowiek chce też za wszelką cenę uciec od przeraźliwej pustki swego jestestwa. Stąd ego-umysł wyszukuje sobie problemy, zagrożenia, choćby były one irracjonalne.

Czyli tworzy je sobie z powietrza, z niczego. Wie to np mężczyzna, który jest z kobietą strzelającą przysłowiowe fochy. Nie chodzi wcale o merytoryczną wartość focha, bo jej najczęściej nie ma zupełnie. Chodzi o pokarm dla przerażonego umysłu i ego. Znałem ludzi, którzy jadąc na wieś, nad jeziorko, musieli mieć cały czas puszczony z radia heavy metal – muzykę brutalną, pełną przemocy. Rozumiecie to? Oni nie wytrzymywali tej ciszy, bezczynności. Tak samo zrobili kiedyś eksperyment, w którym po godzinie bezczynności, bez żadnych bodźców, niektórzy uczestnicy woleli się razić paralizatorem.

Ale jest wyjście. Kluczowa jest obserwacja tego i stopniowe oddzielanie się od władzy ego i umysłu. Jednak tylko niewielka liczba ludzi jest zdolna do tego wielkiego dzieła przemiany. Cała reszta duszyczek słabo rozwiniętych (tzw „owiec„), śpi na jawie tak głęboko, że musi być przez coś kontrolowana. Przez siłę, która czuwa nad tym, by przerabiali oni często trudne i bolesne życiowe lekcje. To jest ta tajemnica, dlaczego Ty, będąc przyjacielem kobiety, która jest niszczona przez swojego chłopaka-drania, nie jesteś w stanie jej pomóc.

Ona i tak do niego wróci, nie posłucha Twoich argumentów. A gdy poraniona się z takim rozstanie, za jakiś czas znów weźmie sobie drania na partnera. Dlaczego? Ponieważ jej dusza takich doświadczeń potrzebuje, takie doświadczenia wybrała przed narodzinami. I ta konstrukcja czuwa nad ich przebiegiem i chroni ją przed Twoimi logicznymi argumentami. Stąd bierze się inna potrzeba – selekcjonowania ludzi. Twórzmy nasz własny mini-system z ludźmi o podobnej do nas mentalności i świadomości.

Z osobą, która jest zazdrosna że dodałeś kogoś na facebooku, która strzela fochy, która chce Cię kontrolować, nie ufa, która śpi snem kamiennym i jest niewolnikiem emocji, nie rozumie ich – nie będzie żadnej relacji, nie będzie związku. Będzie co najwyżej to, co jest u miliardów ludzi – transakcja handlowa wymienna. Możliwe że zakończona ślubem, a po latach coraz większym nienawidzeniem się nawzajem i wychowaniem poranionych, skrzywdzonych dzieci.

A poniżej wklejam wywiad z Davidem Bohmem:

Cytat: „Rozwiązanie jest bardzo proste, kiedy widzimy, że ta idea jest fałszywa to ona odchodzi, kiedy widzimy, że coś jest niekorzystne, nie robimy tego. Mówimy: „Nie muszę tego robić”. Ale kłopot z ego jest taki, że obejmuje ono defensywną reakcję przeciwko zobaczeniu tego. Umysł ochrania sam siebie. Ego zakłada, że to jest fundamentalnie ważne a zatem automatycznie broni się przed wszystkim co mogłoby zakwestionować ego. To jak wirus AIDS gdy atakuje system obronny. Ego jest wirusem, który zaatakował naturalny system obronny. Od razu gdy koncept jest zakładany jako mający absolutną konieczność, cały system, ciało, umysł przyjmuje postawę nieustępliwości. Jest solidny i sztywny. Jest podwójnie nieustępliwy. Po pierwsze mamy koncept i po drugie jest tu założenie, „nie mogę zmienić konceptu”. Jest w tym nie tylko konieczność ale też konieczność konieczności. Ale jest coś głębszego w ludzkiej istocie, ponad zwykłym świadomym umysłem, co może się przebudzić i zobaczyć fałsz ego – a zatem jest to tym co musi się przebudzić.

Sathish Kumar: Mówisz o wizji ego które jest ograniczone do funkcjonowania. Jak to zainicjować?

David Bohm: Nie możesz sobie nic narzucić ponieważ to tylko stworzy konflikt – ponieważ to nieświadome roszczenie ego by operować. Jeżeli postawisz u góry tego żądanie, że nie powinno operować skutkiem będzie konflikt i pomieszanie. Nie ma celu próbować się kontrolować ponieważ impuls kontrolowania pochodzi od samej myśli, jako rzecz która musi być kontrolowana.

To co potrzebne to percepcja przebudzenia głębszych poziomów w umyśle, które mogą postrzec jak operuje umysł. Potrzebujemy rodzaju samo-percepcji, przez którą koncept czy myśl byłaby świadoma swej własnej aktywności. Głębszy umysł po zobaczeniu, że to tylko myśl, mógłby wtedy rozpoznać ją jako będącą bez znaczenia i to miało by efekt.

Teraz pytanie jak to jest możliwe? Myślę, że jedynym sposobem jest obserwowane tego co się w tobie dzieje. To oznacza nie represjonowanie i nie uleganie. Jeżeli podążasz za impulsem, możesz zaakceptować założenia za nim się kryjące. Jeżeli go represjonujesz, nic nie zobaczysz. Jest stan pomiędzy, gdzie jest to zawieszone. Przypuśćmy, że jesteś zagniewany. Nikogo nie uderzyłeś, werbalnie czy fizycznie ale widzisz co gniew ci robi. Jeżeli zostaniesz z gniewem, obserwując go, wtedy zaczniesz uzyskiwać wgląd w to jak on pracuje. To początek tego jak można zainicjować zmianę.

Sathish Kumar: Mówimy o samej filozofii. Czy widzisz naukę i filozofię jako wzajemnie splecione?

David Bohm: W Anglii i Szkocji Nauka zwykła być nazywaną Filozofią Naturalną. Ale to się stopniowo zmieniło. Teraz mamy twardogłowych naukowców, którzy mogą myśleć tylko o faktach i logice. Naukowe ego ma wizerunek siebie samego jako bardzo twardego, trzymającego się faktów i niesentymentalnych działań, ono się samoidealizacje. Formułuje ono również wizerunek przeciwnej strony, „miękkiej” części ludzi, którzy są filozoficzni i o pomieszanych umysłach. Ludzie lubią tworzyć własne wizerunki (jak grupy popowe czy inne) i czerpią z tych wizerunków przyjemność.

Nie ma naturalnego podziału pomiędzy Nauką a Filozofią. To wszystko jest częścią jednej ludzkiej aktywności. Ta specjalizacja jest po prostu wynikiem zestawu założeń, które stworzyły nasze upadające społeczeństwo. Ogólny obłęd społeczności pomógł doprowadzić do tego podziału, tej fragmentaryzacji: Wszystko musi być odseparowane od wszystkiego i wszystko musi być twarde i ostre i dawać wrażenie siły. To się zmieni gdy zmienią się ludzie. Ludzie muszą się zmienić. Czy może to pójdzie razem, ale nie możesz zmienić Nauki bez zmieniania ludzi.

Satish Kumar: Czy to fenomen Zachodniej cywilizacji bazującej na pragnieniu pożądania coraz więcej i więcej materialnych rzeczy?

David Bohm: Wschód podąża za przykładem Zachodu. Chcą tego samego. Rozmawiałem z kimś kto odwiedził pewne bardziej prymitywne plemiona w Afryce i Ameryce Południowej. Ludzie tam wydają się być szczęśliwsi niż my. Wiele się śmieją i uśmiechają, podczas gdy na Zachodzie rzadko widzimy uśmiechniętych ludzi. Ale życie w Afryce jest bardzo trudne i ludzie nie chcą żyć w ten sposób, są zafascynowani technologią. Wydają sobie nie zdawać sprawy w jaką pułapkę się pakują. Gdy widzisz owoce technologi, wygląda to strasznie atrakcyjnie, ludzie nie mogą się oprzeć. To budzi pragnienie. Technologia daje nadzieję bogactwa i również te wszystkie błyskotki, tak ładnie wyglądające gadżety. Tak uwodzące i zwodzące, że ludzie zaczynają ich pragnąć.

Wcześniej także zwykłam dzielić tę nadzieję, że technologia przyniesie postęp i uczyni rzeczy lepszymi. Ta nadzieja rzeczywiście była u mnie aż do czasu Drugiej Wojny Światowej. Po wojnie zaczęła ona stopniowo zanikać. W latach sześćdziesiątych mieliśmy okres dobrobytu, ale ludzie znaleźli to bardzo pustym. Przez wyścig zbrojeń kontynuowaliśmy dryfowanie ku wojnie. Zdałem sobie sprawę, że im większą moc posiadają ludzie, tym bardziej to niebezpieczne. I stało się jasne, że technologia niszczy ekologiczną równowagę planety i że nie może rozwiązać problemów ekonomicznych i nie może pomóc nam sprawić by warto było żyć. Było w tym rosnące niezadowolenie. Ludzie brali narkotyki i stawali się sfrustrowani. Pojawiło się poczucie skazania i lęk, że nasza cywilizacja może nie przetrwać.

I tak zacząłem się zastanawiać czy to rzeczywiście właściwa droga? Wydawało mi się, że mechanistyczna filozofia jest bardzo destrukcyjna. Gdyby podążyć za jej logiczną konkluzją spowodowałoby to podważenie sensu życia i uczyniłoby naszą ludzką egzystencję całkowicie bezcelową. Mechanistyczna filozofia oznacza, że świat jest tylko mnóstwem rzeczy przemieszczających się wokół zadowalających równań.

Satish Kumar: Czy był jakiś szczególny punkt zwrotny w twoim wypadku?

David Bohm: To było raczej stopniowe. Mogłem zobaczyć, że mapa polityczna była całkiem beznadziejna i mogłem również zobaczyć, że naukowcy byli dokładnie tacy sami, jak inni ludzie, pochwyceni przez zazdrość i uprzedzeni na korzyść swych idei. Chcieli zysku ze swych pozycji, zdobycia dobrej pracy czy stania się sławnymi i wpływowymi. Chcieli zaspokojenia ego. Naukowcy byli jak biznesmeni traktujący naukę za swój interes. W tym punkcie spotkałem Krishnamurtiego i rozmawiając z nim zdałem sobie jasno sprawę, że było coś ponad nauką co trzeba wziąć pod uwagę.

Satish Kumar: Co w twoim spotkaniu z Krishnamurtim było głównym ważnym dla ciebie tematem?

David Bohm: Cóż, były to dwie rzeczy. Pierwsza, pokazał mi, że coś poszło źle z ludzką myślą jako całością i że pomieszanie myśli stoi za całym tym problemem. Myśl którą uważaliśmy za najwyższe osiągnięcie, w rzeczywistości nas niszczyła. To nie tak, że myśl sama w sobie jest zła, ale, że coś poszło z nią źle. Drugim punktem było, czy jest jakaś rzeczywistość ponad myślą od strony której musimy ruszyć – nawet nasze myśli muszą ruszyć stamtąd.

Satish Kumar: Jak doszło do tego, że napisałeś książkę „Ukryty Porządek”? Co sprawiło, że zobaczyłeś cały system wszechświata jako ukryty porządek?

David Bohm: Moja książka była próbą zrozumienia teorii kwantowej. By ją zrozumieć nie można pozostać w obrębie starego kartezjańskiego mechanicznego poglądu, że rzeczy są odseparowane od siebie i bez wzajemnej relacji. W fizyce kwantowej jest tam proces rozwijania. Ten proces występuje nie tylko w fizyce ale również w życiu, w umyśle i w świadomości. W tym porządku wszystko jest w wewnętrznej relacji. Separacja jest relatywna i nie absolutna.

Sathish Kumar: Jako naukowiec czy zobaczyłeś to matematycznie?

David Bohm: Wpierw zobaczyłem to intuicyjnie, ale była w tym również matematyka. Matematyka ma rodzaj intuicyjnego znaczenia jak rozwinięcie. Ukryty porządek sugeruje że umysł obejmuje cały wszechświat i wszechświat obejmuje umysł. Zgodnie z tym co znaczą dla ciebie rzeczy tak to oddziałuje na całe ciało. Jeżeli zobaczysz cień ciemną nocą, jeżeli to oznacza napad, całe ciało się aktywizuje, chemia, adrenalina, mięśnie, serce. Jeżeli to tylko cień, jest inaczej. Zgodnie z tym co rzeczy dla nas znaczą, tworzymy budynki i fabryki i drogi i związki z ludźmi. Wszystko co widzimy to rezultat myśli. Zatem widzę myśl rozwijającą się w fizyczny świat i vice versa. Nie ma różnicy pomiędzy umysłem i materią. Jedno przechodzi w drugie. Nie ma ruchu myśli bez czegoś co wydarzyło się w materii mózgu i vice versa. Ale materialista mówi, że umysł jest tylko formą materii i ruch molekuł jest rzeczywistością. Cóż, nie uważam, że to rzeczywiście oddaje sprawiedliwość temu co się wydarza. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, że to co robi nie ma znaczenia i jest przypadkowym ruchem molekuł. Na przykład nawet materialista lubi powiedzieć, że to co widzi to prawda. Czy powiedziałby: „moje molekuły spowodowały, że faworyzuję pogląd materialistyczny i poza tym nie ma to znaczenia?” Nie, powie on: „To ma znaczenie. Mój punkt widzenia jest słuszny i inni się mylą”. Nikt nie wydaje się żyć zgodnie z mechanistycznym punktem widzenia. Opozycyjny pogląd jest idealistyczny mówiący, że materia jest formą umysłu. To jest to co proponował Hegel. Materia jest myślą uniwersalnego umysłu. Nie można powiedzieć, że to po prostu ludzki umysł. Na pewnym etapie dokonujesz skoku ku uniwersalnemu umysłowi. Ale ja proponuję punkt widzenia, że umysł i materia są dwoma aspektami jednego procesu. W każdym punkcie jest kierunek północny i południowy. Ale nie są one nigdy odseparowane. Nigdy nie możesz powiedzieć, że północ istnieje w jednym miejscu a południe w innym. Dlatego materia i znaczenie są dwoma aspektami, czy dwoma sposobami jednego ruchu. Pogląd który sugeruję nie jest redukcjonistyczny i nie jest mechanistyczny, ponieważ materia jest zdolna do nieograniczonej subtelności i umysł zawsze ma jakiś materialistyczny aspekt. To jak forma i zawartość. Każda forma jest zawartością i każda zawartość jest formą.

Sathish Kumar: Czy widzisz jakąś nadzieję dla zachodniego mechanistycznego społeczeństwa?

David Bohm: Po drugiej wojnie światowej była spora nadzieja, że Zachód może rozwiązać swe podstawowe problemy i stworzyć rozumne społeczeństwo. Większość ludzi powiedziała: mieliśmy trudny czas w naszym życiu ale jesteśmy przekonani, że nasze dzieci będą się miały lepsze życie. Kiedy dorastałem, wszyscy tak mówili. Teraz prawie wszyscy mówią, że nasze dzieci będą się miały gorzej. To znak, że Zachodnie społeczeństwo upada, nie tylko duchowo ale również materialnie. Podwyższenie standardu technologicznego nie jest połączone z równą dystrybucją materialnego dobrobytu. Faktycznie materialny dobrobyt nie jest taki jaki był dwadzieścia lat temu. Większość miast się dezintegruje. Są brzydkie i się rozpadają. Na przykład transport publiczny pomału zanika. Zamiast tego masz te wielkie masy samochodów tkwiących na drogach i ludzi spędzających godziny by dotrzeć i wrócić z pracy. Myślę, że mamy trudniejszy czas niż przedtem.
Gdy byłem dzieckiem, mogłeś zostawić swoje drzwi otwarte w nocy i czułeś się wolny by iść dokądkolwiek. Nikt nie atakował dzieci. Teraz ludzie boją się chodzić ulicami. Miejskie gangi biją starszych ludzi. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie słyszało się by kryminaliści bili starszych ludzi tylko dla samej zabawy. Widzę oznaki demoralizacji. Duchowe cechy społeczeństwa pomału słabną. Ludzie coraz bardziej są skoncentrowani na materialnych korzyściach i presja utrzymania pracy jest coraz większa. Ludzie już dłużej nie czują się bezpieczni lecąc samolotem z uwagi na terroryzm. Ci szaleni ludzie przyjdą i zabiją 10, 20, 50 wybranych na chybił trafił osób. To szaleńcy, czyż nie? Coś musiało spowodować ich szaleństwo. To musi być nasze społeczeństwo.

Satish Kumar: Zatem, tak jak to opisujesz, do czego to prowadzi?

David Bohm: Cóż, widzę że prowadzi to do upadku naszej cywilizacji, ale to niebezpieczeństwo nie musi być powolnym upadkiem. Jest zagrożenie nuklearne. Jeżeli pomyślisz o następnych 50, 100, 200 latach trudno zobaczyć dobrą przyszłość. Politycy są przeciętni i nie wiedzą co robią. Trudno sobie wyobrazić żeby to się kontynuowało przez 200 lat bez jakiejś wielkiej eksplozji. Jest też upadek ekologiczny, jak i ekonomiczny. Trzeci świat nie jest w stanie spłacać swoich długów i jest w znacznie gorszej sytuacji niż dwadzieścia lat temu. Także widzę kryzys jeden za drugim. W tej sytuacji jest pocieszające, że ludzie zaczynają rozumieć iż kłopot jest znacznie głębszy niż po prostu standard życia. Ludzkie istoty nie rozumieją co się dzieje gdy myślą. Ludziom wydaje się, że myśl jest neutralna i po prostu się kontynuuje, bez dalszych konsekwencji; gdy skończona, jest skończona. Ale nie. Pozostawia ona ślad w ludziach. Myślenie może stworzyć olbrzymie zakłócenia w ciele. Myśl przechodzi pomiędzy ludźmi. Na przykład, jeżeli jesteś zagniewany, mówisz: „on mnie źle potraktował, potrącił mnie, to co mi zrobił jest zniewagą”. Wszystko to, cała ta zachodząca nienawiść i gniew będzie się powiększać. Powiększać między jednostkami czy grupami czy pomiędzy narodami. Ale co jest za tym to założenie, że ego lub to z czym się ego identyfikuje, jak kraj czy religia jest najlepszą rzeczą. Niemcy zwykli śpiewać „Deutschland, Deutschland Uber alles” (Niemcy ponad wszystko). To bardzo prosty koncept, ale oznacza on, że możesz zniszczyć wszystko gdy Niemcy czy Francja czy Ameryka mają pierwszeństwo. Kraj jest konceptem ego. Gdyby nie koncept „Niemcy” nie było by Niemiec ponieważ to on utrzymuje całą rzecz razem. Byłby tylko ląd i skały i drzewa i budynki. To jak General Motors. Bez konceptu „General Motors” nie ma General Motors.

Kiedy jesteśmy niewolnikami konceptu wtedy ten koncept ma na nas olbrzymi wpływ. Coś w nas pobudza. Ale założenie jest, że ta rzecz nie ma nic wspólnego z konceptem, to „ja” jest zaangażowane nie koncept. Dalej staje się konieczne stworzenie iluzji, że koncept to ja a zatem nadanie mu olbrzymiego znaczenia. Wszystko to tworzy myśli. Osoba myśli coś, dalej skłania się do działania bez myślenia. Jeżeli myślisz, że piętro jest parterem, twoje ciało skłania się by w to wierzyć, aż znajdziesz przeciwko temu dowód. Jeżeli myślisz „on jest moim wrogiem” jesteś skłonny spotkać go jako wroga. Ta myślowa konfuzja czyni problemy nierozwiązywalnymi, ponieważ powstaje proces bronienia iluzji, czy to będziesz ty sam, czy twój kraj, czy twoja religia, czy cokolwiek. By bronić iluzji musisz niszczyć rzeczywistość. Broniąc iluzji ludzie niszczą rzeczywisty świat z nami samymi. Czym więcej proponują rozwiązań tym gorsza staje się choroba – ponieważ większość z tego to ten sam proces. Ludzie jakby rozwinęli zdolność myślenia bez wiedzy co te myślenie jest w stanie sprawić. Pomału wpadają w tą pułapkę. Teraz stało się to bardzo niebezpieczne. W Erze Kamiennej nie było to tak niebezpieczne ponieważ broń nie była bardzo niebezpieczna. Ale pytanie jest czy możemy zrealizować nasz potencjał do wzniesienia się na wyższy poziom. Czy możemy zrealizować ten potencjał zanim ten proces nas zniszczy?

Sathish Kumar: Zatem musimy się nauczyć bycia wolnymi od konceptu?

David Bohm: Ale to nie takie łatwe, ponieważ koncepcje jawią się być nie-koncepcjami. Dziecko które podlegało konceptowi narodowości czy religii, nie doświadcza tego jako koncept ale jako przemożną rzeczywistość. Nie możemy pozbyć się konceptów ale musimy uwolnić się od iluzji, że „koncepty są rzeczywistymi rzeczami”. Musimy być wolni od błędnego myślenia przez które przypisujemy konceptowi znaczenie rzeczywistości. Na przykład weźmy pieniądze. Ludzie doświadczają pieniędzy jako czegoś rzeczywistego. Ale czym są pieniądze? To koncept; ma on pewne znaczenie. Przede wszystkim pieniądze to było złoto. Dalej papier. Teraz to nawet nie papier a komputerowa wirtualność. I tak coś niesubstancjalnego ma znaczenie przypisywane pieniądzu. Ale ludzie traktują pieniądze jak obiektywną rzeczywistość, mówiąc o wartości pieniądza, koszcie efektywności etc. Pieniądze stały się dominantem, idą pierwsze; ludzie mówią że pieniądze są esencjonalną wartością. Wszystko jest oceniane w pieniądzach. Ale pieniądze są niczym. To tylko koncept. Może gdy ludzie się zatrzymają i pomyślą, wtedy będą mogli poznać, że pieniądze to tylko sprawa konwenansu. Lecz gdy przychodzi czas lokowania pieniędzy nie myślą oni o nich jako o konwenansie. Myślą o nich jako o bogactwie, rzeczywistości. Jeżeli potrafilibyśmy pieniądze traktować jako konwenans, wiele kłopotów na świecie byłoby łatwiejszych.

Sathish Kumar: Podobnie powinniśmy używać koncept kraju czy religii czy rodziny jako wygodne koncepcje. Musimy tworzyć pewne wygodne ustalenia. Ale jeżeli powiesz „to jest ponad wszystko” wtedy żyjemy w iluzji. urodziłem się z mojej matki, bardzo kocham moją matkę. Ale to nie znaczy, że moja matka jest w jakiś sposób lepsza od twojej.

David Bohm: Słusznie. Jesteśmy wzajemnie powiązani i jeżeli twój kraj pójdzie na dno, mój ostatecznie skończy tak samo. Gdyby nie to pomieszanie u ludzkich istot nie byłoby problemu. To jak choroba. Ja nazywam to chorobą świadomości. Mógłbym porównać to do zaraźliwego raka. Każdy może rozwinąć tą chorobę i roznosi się ona bardzo szybko. Jeżeli złapałeś to od kogoś, przejąłeś parę cząstek ale ty sam już je rozmnażasz. Także nie ma sensu mówienie „złapałem to od ciebie” jak mówią o azjatyckiej grypie.
David Bohm „Wirus Ego”
Źródło: Artykuł z Magazynu Resurgence 1987

Autor: Jarek Kefir

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Ludzie są wykończeni informacjami. Świat polityki, ideologii i nadmiernej filozofii prowadzi do upadku

duchowosc

Pisałem kilka razy, że tradycyjna psychologia, ta, która dumnie uważa się za naukę i odcina od „oszołomstwa„, ogranicza nas i redukuje postrzeganie ludzkiego bytu. W sumie opera się ona, jak i cała nauka, o nurt zwany racjonalizmem czy też redukcjonizmem. Jest to filozofia materialistyczna, która sprowadza świat tylko do widzialnej materii i zależności wewnątrz niej. Jest to podejście wprowadzone przed wieloma laty przez Kartezjusza i Newtona, potrzebne na pewnym etapie, by nauka i ludzkość się rozwijały.

Dodam do tego kilka nowych spostrzeżeń. Psychologia uważa, że trzeba pracować nad swoim ego. Z kolei ja uważam, że trzeba nie tyle pracować, nie tyle.. walczyć z nim, co poznawać je i jego gry, i dystansować się od niego. Odnośnie związków psychologia uważa, że trzeba pracować nad zazdrością, nad zaborczością i chęcią dominacji, nad tym by utrzymać obraz siebie jako idealnego monogamisty. Ogólnie, problemów związkowych jest całe multum,  Ja zadaję pytanie – po co nad tym pracować, skoro lepiej tego nie wpuszczać do swojego życia?

A jeśli to już jest, a u każdego to jest lub kiedyś było – programowanie społeczno-rodzicielskie robi swoje, to lepiej z tego po prostu zrezygnować. Jeśli czegoś świadomie nie wpuszczasz do swojego umysłu, do swojego życia, to tam tego zwyczajnie nie ma. Proste, prawda? Nie musisz więc nad tym pracować, walczyć z tym, fochać się, zazdrościć, kontrolować i dominować partnera. Czy żądać by był, była ideałem z Playboya czy Greya.

Wielu z nas, o ile nie wszyscy, mamy w głowie jakiś obraz ideału. Idealna partnerka, idealny partner. Idealny rodzic. Idealny katolik, idealny lewicowiec, idealny biznesmen, idealny członek społeczeństwa, idealny „normalny człowiek„.. Kłopot jest taki, że ideały.. Nie istnieją. Nawet mężczyzna czy kobieta po jakiejś ezoterycznej, alchemicznej transmutacji, po zjednoczeniu elementów podświadomości, umysłu i nadświadomości, zintegrowaniu wewnętrznej kobiecości i męskości – nie będzie ideałem. Bo cóż, do obrazu Greya jednak będzie mu daleko. A idealnym katolikiem czy idealnym, społecznym przeciętniakiem, nie za bardzo będzie chciał być.

Z drugiej strony, nasz ziemski świat jest daleki od ideału. Część ezoteryków i gnostyków uważa, że ten świat jest planetą więzienną, inaczej – planetą piekła. Obecnie daleki jestem od tego stwierdzenia, ale kiedyś popełniałem ten błąd i tak myślałem. Ten świat jest raczej maszyną szkoleniową. Od „owiec” wymaga i daje co innego, od „wilków” (bankierów, polityków, biznesmenów, psychopatów itp itd) wymaga i daje co innego. Zaś jeśli chcesz być orłem – być wolny, jeśli chcesz zaznać prawdziwego olśnienia świadomości – to świat ma jeszcze inne wymagania. Często są to wymagania wysokie, trudne do zniesienia i spełnienia. I jeśli odrobisz swoje często ciężkie, życiowe lekcje – daje Ci coś jeszcze innego. Ale pięknego.

I wróćmy do meritum: jeśli wymagasz od siebie lub od kogoś by spełniał warunki idealnego kogoś tam.. To na 100% przyniesie to Tobie i tej Bogu ducha winnej osobie cierpienie. A często chcący podbijać świat 20, 25, 30-latkowie, mają taki obraz ideału, i wymagają tego ideału od siebie i innych. Chcą by życie było wyśrubowane na maxa. By było jak z fotoszopowego zdjęcia Kardiashan lub ze Stocka. By było dopięte na ostatni guzik i „błyszczące„, niczym instagram blogerki kulinarnej lub modowej. Nawet ten pierdolony sracz, gdzie się sika, robi kupę i rzyga – ma błyszczeć niczym diament.

Ale życie takie nie jest. Często koło 30-stki przychodzi moment uspokojenia i stabilizacji – choć dotyczy to tej bardziej kumatej mniejszości. Dodam – bardzo małej mniejszości. Bo reszta dalej hołduje tezie: „Nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go.” Zaczynasz wtedy dostrzegać, że zamiast agresywnej i emocjonalnej, życiowej pogoni za Bóg wie czym… Ważniejszy jest po prostu spokój, mniejsza lub większa stabilizacja. Czy partner u boku, który po prostu Cię rozumie, podziela Twoje wartości, wspiera w rozwoju i… nie wdeptuje w ziemię. Jak to mają w zwyczaju „idealne” przecież księżniczki czy „idealni” niegrzeczni chłopcy.

Ideał, dążenie do niego i wymaganie go od innych, naprawdę powoduje dużo kwasów, rozczarowań, poczucia niespełnienia, złych emocji. Nie wierz ani psychologom, ani coachom kasującym kilka stówek za udział w prelekcji. Po prostu świadomie zrezygnuj z ideału / ideałów. Ani nie dąż do niego, ani nie wymagaj tego od innych, ani nie zwalczaj tego jako błędnego. Niech wszystko to, co przynosi złe rzeczy, będzie poza Twoją percepcją, i nie będzie zasilane ani pozytywną, ani negatywną energią.\

Ideały to twór systemu tworzony po to, byś był niespełniony i nieszczęśliwy. Cel istnienia ideałów to niespełnienie, które powoduje, że dążymy do osiągnięcia ideału. Z jednej strony, napędza to konsumpcję, PKB, sprawia że system i cywilizacja trwają. Z drugiej strony – nie demonizujcie tego i nie wkurzajcie się, że świat jest tak skonstruowany. Bo taka postawa prowadzi do psychicznego wyniszczenia. Ideały są potrzebne, by wymusić ten choć minimalny rozwój u „owiec„. Bez tego, i bez szeregu innych, przykrych i bolesnych bodźców, nie byłoby rozwoju, postępu naukowego i społecznego, cywilizacja nie mogłaby trwać. Byłaby za to anarchia – trudna nawet do wyobrażenia. Na pewno nie chciałbyś żyć w takim świecie.

Ceną za rozwój rodzaju ludzkiego i zachowanie homeostazy systemu, jest nasze (nie)szczęście. Służba systemowi, bez realizacji naszego własnego „ja„, przyczynia się do nieszczęścia, a w dalszej perspektywie – do wypalenia, depresji, a potem chorób, także takich jak zawał, udar, rak. Kluczem jest z jednej strony wyjście poza system i nie służenie mu.. A z drugiej strony, zawarcie z nim „zgody„, nie walczenie z nim. Walka zawsze prowadzi do wyczerpania. Zwycięzca jest jeden, a cała reszta to przegrani. Nie chodzi o walkę i histeryczne szamotanie się, ale nie chodzi też o bierną, „owczą” akceptację.. Jest to trudne do wytłumaczenia, ale mam nadzieję, że łapiecie. 🙂

Cytat: „Ludzie dali się złapać w sidła kapitalizmu.. To dlatego tylu z nas tęskni za PRL-em. Systemem gdzie odwalałeś byle jak i byle gdzie swoje 8 godzin, a później, ani na ulicach, ani w TV, ani w gazetach nie kusiły Cię reklamy, które nakazują nam dzisiaj jak żyć i jak „być szczęśliwym”. Coś zjadłeś, z kimś się spotkałeś, ludzie niczego sobie nie zazdrościli bo nikt niczego nie miał. Ale w tym samym czasie i w tym samym systemie byli też nieszczęśliwi! Bo różnimy się. Byli tacy, którzy chcieli więcej. Nowe auto. Nowy telewizor. Marzyli by wyjechać na Zachód. Zarobić i żyć „jak na filmach”.

Nie ma sytuacji w jakiej wszyscy mogliby być zadowoleni. Jest w nas instynkt ciągłej rywalizacji. To coś powoduje, że ludzkość się rozwija, ale efektem ubocznym jest to, że w jakimś momencie w życiu stajemy się nieszczęśliwi. Być może gdyby szkoła od małego pomagała nam w zrozumieniu tych mechanizmów, ludzie wybieraliby jedną z dróg, ale nikt nas tego nie uczy, a na doświadczenie życiowe należy zaczekać. Często tracimy pół życia na to by zrozumieć proste sprawy. Bo to wszystko jest bardzo proste i bardzo skomplikowane.”
~Art Go

Zobaczcie na te poniższe słowa:

Ja tego nie rozumiem. Z życia nie trzeba robić jakiejś nie wiadomo jakiej kabały, nie trzeba tu jakiejś tajemnej wiedzy czy czego tam. To niepotrzebne by żyć. Wiesz, lubię takie zwykłe proste życie. Praca, normalna praca. Dom i fajne autko. Nie że jakieś drogie, ale zawsze własne. Żona i uśmiech dziecka po długim i męczącym dniu pracy. Po prostu normalność, codzienna normalność, którą tak negujesz.”

Życie polega po prostu na normalności, na wyluzowaniu. Na zaniechaniu walki, rywalizacji, ale także, na zaniechaniu bezproduktywnych rozmyślań. Które są potrzebne na pewnym etapie, ale po czasie zaczynają zwyczajnie ciążyć i ściągać w dół. Jeśli człowiek jest w młodości w miarę zdrowy, to wybiera tę społeczną „normalność„, która tak naprawdę pełna jest sprzeczności, wypaczeń i patologii. No bo jeśli taki człowiek czuje się dobrze, ma w miarę lekkie i bezproblemowe życie, to nie ma powodów by podejrzewać, że życie dorosłych to jakiś złowrogi „system„, „iluzja” czy też „matrix„.

Nie, to przecież „normalność”, tak robią wszyscy, a skoro to robią i na fejsie widać, że są uśmiechnięci – to jest to dobre. I nie ma co się dziwić, że przeciętny człowiek, „owca„, który za młodości nie doświadcza jakiejś traumy, załamania, wierzy w to, co jest proponowane powszechnie. Często myślę sobie, co by było, gdybym nie doświadczył w swoim życiu upadku na samo dno. Byłbym silniejszy, potężniejszy? A może byłbym zwykłym lemingiem, miałbym te wszystkie rzeczy, oczywiście na kredyt, i z roku na rok stawałbym się coraz bardziej głupi, nienawistny, zgorzkniały i nieszczęśliwy?

Bo przecież nie byłoby tej traumy, więc nie byłoby impulsu do mojego rozwoju. Kim byłbym bez tych wydarzeń? może byłbym zwykłym, coraz bardziej zdegenerowanym przeciętniakiem, jakich miliardy na świecie? To jest ta tajemnica – temu służą traumy, by nas na siłę przebudzać. Na Ziemi nauka, przynajmniej na początku, musi być wymuszana siłą, na chama.

Dalej: szczęśliwe życie, i to duchowe (świadome, przebudzone) i to lemignowe – to codzienność. Proste, codzienne czynności i radości. Radość z tego, że choć się spóźniłeś, to zdążyłeś na autobus. Że są pierwsze oznaki wiosny, że świeci słońce. Choć jest tak wielu ludzi, którzy potrafią narzekać nawet na słoneczną pogodę, czy cokolwiek innego. Że jest przy Tobie on / ona. To życie w jakimś swoim, małym świecie.

Nadmierne filozofowanie, świat idei, ekonomii i polityki, prowadzi do lęku. Stąd pochodzi popularność medytacji, relaksacji, świadomego oddechu. Ludzie są wykończeni nadmiarem informacji, tą informacyjną i ideologiczną powodzią, która płynie zewsząd, np z mediów. Szczęśliwe życie to własna, autorska przestrzeń, to swoje własne, małe „coś„. Społeczeństwo proponuje młodym takie „coś„. Czyli: ślub, dzieci, rodzina, praca, kredyt hipoteczny, i inne, typowe życiowe cele. I jednocześnie, wiele młodym zabiera – bo służba systemowi odbiera nam samych siebie. Służysz od teraz systemowi, rodzinie, dzieciom, i nie ma już „Ciebie„, i Twoich radości, pasji, hobby.

Psychika współczesnego człowieka, ekstremalnie przeładowana różnymi, skrajnie sprzecznymi informacjami, potrzebuje uziemienia, potrzebuje życia „tu i teraz„. I społeczeństwo ze swoimi ograniczeniami, ignorancją, powszedniością, proponuje takie „tu i teraz„. Czyli to, co napisałem poniżej – te przeciętne, dzieciowo-ślubno-kredytowe cele w życiu. Ludzie nie chcą myśleć o nie wiadomo czym. Nie chcą rozbieganego, przerażonego umysłu.

A tu – ślub, dzieci, praca, kredyt – to jest zajęcie, to jest ucieczka od tego wiecznego rozgadanego umysłu. Jest to w pewnym sensie jakiś spokój, jakaś namiastka duchowego „tu i teraz„. Jest to życie w swoim małym świecie. Odcięcie od tych rozgorączkowanych panien i kawalerów. Skoro taka propozycja w świecie jest, to ludzie to biorą. A prawda jest taka, że aby być szczęśliwym, nie potrzeba zakładać rodziny.

Uważam, że najwyższą formą uduchowienia, rozwoju, ale także.. empatii, jest zrezygnowanie z posiadania dzieci, rodziny. I nie ma co dyskutować o tym z tymi którzy mają lub planują mieć dzieci. Z nimi nie ma dyskusji – oni mają swój świat i swoje doświadczenia. Czy z uczniem pierwszej klasy podstawówki dyskutowałbyś o matematyce wyższej, np o całkach?

Zrezygnowanie z posiadania dzieci to najwyższy możliwy wymiar empatii – empatia wręcz nie z tego świata, bliska tej empatii Boga. Bo rezygnujesz ze swoich bardzo silnych instynktów, i z bardzo silnej presji społecznej. Przeciwstawiasz się jej. No i rezygnujesz z powoływania na świat nowej istoty, która będzie cierpieć miliony razy. Dalej: ma to wymiar duchowy. Niektórzy gnostycy uważają, że rozmnażanie jest naszym grzechem pierworodnym. To rodzina najbardziej zasila matrix, system. Ona go tworzy.

Bez rozmnażania nie przedłużasz tego koła życia – a tak naprawdę koła iluzji, koła łez i cierpienia. Dlatego moja ocena rodziców i osób chcących mieć dzieci, jest surowa. I to nawet bardzo surowa. Widzę rozpaczliwy brak sensu w tym wszystkim. A więc także w rozmnażaniu. Niechęć do rozmnażania jest podobno typowa dla dusz bardzo starych, które są u kresu ziemskiej nauki, które mają za sobą setki, lub nawet tysiące wcieleń. Podobno bez rozmnażania się, czeka nas inny los po śmierci. Coś nowego, innego, niż ponowne wcielenie się w tym kole iluzji życia, np jako nasz pra-wnuk lub inny, dalszy przodek.

Mamy tyle możliwości. Miliardy miliardów. Dawniej jeśli miałeś penisa, dwie ręce i dwie nogi, to musiałeś być wcielony do armii. I walczyć, mordować, gwałcić i ginąć w imię interesów ojczyzny, ups, przepraszam – elity. Czy teraz, jeśli masz penisa – chcesz ginąć w imię ropy naftowej, w imię interesów UE i NATO, w imię pracodawcy płacącego najniższą krajową i zarabiającego miliardy rocznie? Zapewne nie. I ja też nie – to zwyczajnie głupie. No i teraz – skoro masz penisa lub macicę, to czy jest jakiś obowiązek rozmnażania, jak kiedyś ze służbą w armii?

To też jest wg mnie głupie. Ale system musi trwać, ludzie muszą odrabiać swoje lekcje, doświadczać, nawet wtedy, gdy nam te doświadczenia wydają się bezsensowne, niepotrzebne, okrutne. Wolność polega nie na służbie systemowi, i nie na walce z nim, ale na świadomym zrezygnowaniu z niektórych jego propozycji. Inne propozycje, które naprawdę chcesz, które Cię rozwiną, dadzą szczęście – przyjmiesz. Przecież też jesteś dzieckiem Ziemi i też masz na niej pełnoprawne miejsce, jak wszystkie istoty. I też żyjesz, doświadczasz i jesteś… zależny od systemu. Prawda?

Autor: Jarek Kefir, z inspiracji i wiedzy bliskich mi osób 🙂

Hej Kochani! 🙂 Każdy komu zależy na przekazywaniu dalej niezależnych i niecenzurowanych informacji, może dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp. Moja działalność zależy m.in. od Waszego wsparcia. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

%d bloggers like this: