Felietony i artykuły autorskie

CZY BÓG ISTNIEJE? KATOLICY i ATEIŚCI POMIJAJĄ TEN FAKT!

Czy Bóg istnieje? Czy Szatan jest zły? Dyskusja o ateizmie i duchowości

Spore zamieszanie wywołało zamieszczenie u mnie na profilu grafiki, która dotyczyła Szatana. Rozgorzała tam dyskusja. Były zarówno twórcze opinie, jak i opinie tych, którzy uważali że nie można myśleć inaczej, niż jest to oficjalnie dopuszczone.

Grafika ta dotyczyła istnienia Szatana lub jego nieistnienia. Jednak grafika ta miała de facto szerszy wymiar. Szatan został stworzony przez Boga. Już w księdze Izajasza, a więc w księdze biblijnej Starego Testamentu, Bóg katolików wyraźnie mówi, że to on stworzył zło:

Ja tworzę światłość i stwarzam ciemności
sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę
Ja, pan, czynię to wszystko
Iz, 45-7

Wielu katolików zarzucało mi herezję i odstępstwo od jedynie słusznej nauki. Ateiści, których bogiem jest doczesna materia, a „Watykanem” jest Wielki Zderzacz Hadronów, mieli swoje argumenty. Po śmierci nic nie ma, liczy się życie doczesne. Kremacja, rozsypanie prochów nad morzem.

A teraz zapowiadana grafika o Szatanie (i tym samy, o… Bogu):

Kim jest Szatan? Czy Szatan istnieje?

Wg mnie Szatan to nasze złe myśli, emocje i decyzje. Szatan to nasze złe traktowanie innych ludzi.

Szatan to polityk pustoszący kraj, którego my sami wybraliśmy. Szatan to prezes korporacji wyzyskującej naszych rodaków i niszczącej przyrodę w trzecim świecie, a której produkty kupujemy codziennie.

Szatan to ja, to Ty, to my. Szatan to społeczeństwo i ludzkość.

Szatan to także archetyp, symbol jak i pewien „potencjał”, który jest obecny w psychice każdego z nas. A każdy potencjał można wykorzystać i dobrze, i źle.

Zobacz także poniższy demotywator (mem) o tym, że każdy rodzi się ateistą:

Zgadzam się z obrazkiem. Ale w części. Uważam, że ateiści mylą się tak samo i popełniają ten sam błąd, co wierzący. I jest to zagadnienie praktycznie niedostrzegalne. Jest to ten argument, który jest całkowicie pomijany w debacie publicznej. Gdyby ludzie spojrzeli na to w ten sposób, to zmieniłoby się wiele.

Co jest po śmierci” – ateisto, katoliku, żydzie, ezoteryku i tak dalej, chcecie dyskutować o tym ZA ŻYCIA?! Właśnie chodzi o to, że śmierć to ostateczna bariera, która na zawsze pozostanie barierą nie do przebycia. Nikt nie umał, po czym nie wrócił by wiarygodnie opowiedzieć nam, jak jest po śmierci.

  1. Katolik, żyd, muzułmanin, hinduista, buddysta i tak dalej, nie przebył tej bariery. Każde święte pismo, każde objawienie, każdy boski przekaz, jest dziełem człowieka. Nie istnieje żaden wiążący dowód na ingerencję jakiegokolwiek bóstwa w całej historii człowieka;
    .
  2. Ateista czy antyteista (to nieco inne pojęcia 😉 ) operując pięcioma zmysłami (a tak naprawdę zmysłów jest około 20) nie jest w stanie „zbadać” tego, co duchowe, a więc „nieracjonalne”. Nie da się logiką ogarnąć emocji, tak samo jak nie da się racjonalnością ogarnąć nieracjonalności (czyli duchowości). Podobnie aparaturą pomiarową, przynajmniej tą, co mamy dotychczas, nie da się tej nieracjonalnej sfery pomierzyć. Więc bezpieczniej jest uznać, że tej sfery nie ma, i stworzyć de facto.. religię;
    .
  3. Zwolennicy nurtu new age, ezoterycy, magowie ze ścieżki lewej ręki, mają bardzo różne wierzenia, często pomieszane z psychologią, naukami społecznymi i postawą antysystemową. Wierzą oni w różne przesłania, przekazy, tajemne pisma i tak dalej. O ile te ostatnie, czyli tajemne pisma, można traktować poważnie (ale bez wiary w ich nieomylność), o tyle wszyscy inni też wierzą w dzieła człowieka. Też wierżą w twory ludzkich umysłów, czyli np w channelingi, przekazy, interpretacje i tak dalej. Wierzą – to dobre słowo, bo to po prostu kolejna religia. Czyli branie czegoś na wiarę. Tu każdy „mistrz duchowy”, każdy „guru” (haha), każdy autor, ezoteryk, mag, widzi i postrzega inaczej. I często uważają, że tylko oni mają rację. Ezoteryka jest więc kolejną formą religii.

Więc ważna kwestia – nie piszmy i nie sądźmy w kategoryczny sposób o tym, co jest po śmierci, będąc przed tą śmiercią, czyli żyjąc. Bo śmierć to ostateczna, nieprzekraczalna granica, i ostateczne, nieprzekraczalne tabu. Katolik żyjący na rosyjskiej Syberii i uprawiający w prymitywny sposób rolę, wie o tym dokładnie tyle samo, co profesor z habilitacją w wybitnej dziedzinie wiedzy, zatrudniony na prestiżowym stanowisku w korporacji, które nie ma nawet polskiej nazwy. Czyli ile? Oboje nie wiedzą NIC.

Podobnie jest z różnymi „boskimi wizjami”, „objawieniami maryjnymi”, „podróżami astralnymi”, „walkami magów”, „channelingami od kosmitów” czy… z olśniewającym i niesamowitym natchnieniu u naukowca-ateisty lub pisarza-ateisty. Ponoć wszystkie one pochodzą z jednego „Źródła”, tylko każdy je „przefiltrowywuje” przez własne oprogramowanie umysłu. Wszystko to może też być błędem działania psychiki, lub odblokowaniem jakichś niesamowitych mocy tej psychiki. Albo jeszcze inaczej: jest to wgląd w marzenia i lęki psychiki.

Najważniejszy wniosek z tego artykułu – nie mów o tym, co po śmierci w czasie gdy żyjesz. Nie mów o śmierci w czasie życia. Mów i myśl o tym, jak można żyć lepiej, co można poprawić lub zmienić.

Gnothi Seauton – myślisz tej starożytnej sentencję czasami? „Poznasz siebie, poznasz Boga” (Platon). Ale nikt Ci nie powiedział o jednym.. Zanim powoli i nieraz z wielkim trudem zaczniesz tego Boga poznawać, najpierw musisz poznać swojego wewnętrznego szatana i przejść przez swoje własne piekło. Często w bardzo dramatytczny sposób. Ukryto to przed Tobą celowo, byś ochoczo i z naiwnością zabrnął w filozofię, w tym tę najbardziej hardcore’ową.. Bo potem czeka Cię pobudka podobnie jak w jakimś „Hipersześcianie” z filmu „Cube” i towarzyszące Ci zdanie: „Kto poznał świat, znalazł trupa, a kto znalazł trupa, świat nie jest go wart„. (~Jezus z Nazaretu).

Przeczytaj też o duchowości u mnie:

Duchowość i boska zagadka: chcesz się stąd wyrwać?
Duchowe sekrety: jesteśmy „więźniami” piekielnej symulacji!?
Duchowe oświecenie to czekanie na cud, który nie nadejdzie!
Sens życia jest nie tam gdzie go szukasz!
Duchowe iluzje: czy klątwy działają?
Globalna świadomość czy szok przyszłości? To trwa już teraz!
Duch i materia: oświecenie, którego szukasz, nie nadejdzie
Ten człowiek wytoczył proces Bogu i wygrał!
Czy sens życia istnieje?
Czy zło i cierpienie mają sens? Duchowi guru o tym milczą!

Autor: Jarek Kefir ©

Moja strona jest niezależna od wielkich koncernów, od ideologii i od polityków. Utrzymuję ją z reklam i z Waszych dobrowolnych darowizn. Nie ma u mnie przymusowych opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz i jeśli wnoszą do Twojego życia coś cennego:

  • Na konto bankowe:
    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna
    .
  • Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282
    .
  • Na Pay Pal: Kliknij na ten link [LINK TUTAJ]

 

Reklamy

27 odpowiedzi »

  1. „Nikt nie umarł, po czym nie wrócił by wiarygodnie opowiedzieć nam, jak jest po śmierci.” Głosząc taką orację, autor bloga, Pan Jarek Kefir, pominął fakt, że Syn Człowieczy, Jeszua Hamaszyjach, umarł na krzyżu, a trzeciego dnia, po złożeniu jego zwłok w kamiennym grobie, zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15:20). Jako pierwszy, ale nie jedyny, bowiem jak wiadomo wskrzeszone z martwych zostały też i inne osoby. Świat stanowi jedność materialno-duchową. Każdy, kto rozgranicza te światy i przy tym neguje jeszcze istnienie – duchowego, sam stawia się w pozycji mrocznej. Ograniczając się jedynie do poznania praw i zasad świata materialnego, bez uwzględnienia ich związku ze światem duchowym – osoby takie dobrowolnie skazują się na niewolę umysłową. Na szczęście ludzkość posiada jednak antropologiczną zdolność do świadomego nawiązywania więzi z Jeszua Hamaszyjach i przeżywania zdarzeń w relacjach ze Stwórcami. W takim tylko przypadku osoba ludzka może mieć prawidłowe relacje z innymi ludźmi i ze światem oraz w związku z tymi relacjami poznać i zrozumienie siebie samego. W przypadku, gdy kolejność zostanie zamieniona i osoba ludzka zapragnie najpierw „poznać swojego wewnętrznego szatana” – przechodzi wówczas „przez swoje własne piekło”. Jest to jednak jej własny wybór.

    • @Sanctus Diavol, odpisuę tu. 😉

      @Leszek, napisałeś:

      Pan Jarek Kefir, pominął fakt, że Syn Człowieczy, Jeszua Hamaszyjach, umarł na krzyżu, a trzeciego dnia, po złożeniu jego zwłok w kamiennym grobie, zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli.”

      -Właśnie na to NIE MA dowodów.

      Przekonanie, że Biblia to coś więcej niż starożytne, judaistyczna mitologia, i że została podyktowana ręką Boga – jest WIARĄ. Nie ma żadnych dowodów na to, że Biblia była pisana przez Boga. Za to SĄ DOWODY na to,że tysące egzemplarzy Biblii było pisane przez średniowiecznych LUDZI. Tak samo SĄ DOWODY na to, że miliardy egzemplarzy Biblii były drukowane w drukarniach przez LUDZI.

      Nie ma też dowodu na to, że Jezus zmartwychwstał, że jest to coś więcej niż gnostycka metafora lub też… zwykła bajka. To znowu jest PODANIE LUDOWE (konkretnie – podanie judaistyczne).

      Brak dowodów to fakt.
      Wiara jest przeciwieństwem wiedzy.
      Wiara jest niewiedzą, bo wstępuje w te miejsca, w których ludzki umysł NIE WIE.

  2. A Ty znowu swoje Jarku…że nie ma niezbitych dowodów , że dowiemy się dopiero po „śmierci”…itd…A ja pisałem Ci już kilka razy: istnieją NIEZBITE EKSPERYMENTALNE DOWODY…na możliwości istnienia i funkcjonowania duszy(świadomości)poza ciałem…A jeśli tak-to i po tzw. „śmierci” (dezintegracji ciała).Jest to pośredni(ale dosyć mocny)dowód na nieśmiertelność duszy…Taka wiedza powinna być powszechnie dostępna…nauczana w szkołach…ona przewróciła by „do góry nogami ” całą naukę i religię…byłaby największym przewrotem w historii ludzkości…Ale system…zarówno materialistyczna nauka…jak i zorganizowane religie….nie dopuszczają do jej ujawnienia…ponieważ to mogłoby zagrozić tego systemu doczesnym interesom…głównie jego władzy nad zwykłymi ludzmi…

    • Czy możesz podać przykłady takich dowodów? Przeczytałem sporo na ten temat, ale nie natknąłem się na jakikolwiek opis poważnego eksperymentu udowadniającego, że po śmierci życie jednostki dalej jest kontynuowane (pewnie przytoczysz przykład gostka, który zważył duszę opuszczającą ciało świeżego nieboszczyka, tracącego na wadze 21 g). Ciekawi mnie w jakiej formie realizowana jest ta kontynuacja, a także to, kiedy życie jednostki się zrodziło i komu w nieskończonym Wszechświecie mogłoby zależeć, by życie jakiegoś szarego Kowalskiego trwało sobie w najlepsze – jakie to mogłoby mieć znaczenie dla tego Wszechświata? Co będzie z życiem, gdy Wszechświat, którego entropia wzrasta z każdą sekundą, po prostu przestanie istnieć? Cały interes przeniesie się do innego Wszechświata? Nie oszukujmy się, tylko miejmy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy – człowiek, którego śmierć przeraża tak, że przestaje z tego strachu racjonalnie myśleć, kombinuje jak koń pod górę, by choć stworzyć iluzję, że w jakiś sposób będzie mógł tę swoją żałosną egzystencję kontynuować. Choć niczego nie neguję, bo jak prawdziwego ateistę egzystencjalne zagadnienia, których istoty dojść nie sposób, mnie nie interesują, w pełni popieram Jarka: DOPÓKI ŻYJESZ, NA TEMAT ŚMIERCI NIE MASZ NIC DO POWIEDZENIA, oprócz tego, że z pewnością nastąpi, choć nawet nie wiesz kiedy to się dzieje, a specjaliści mogą tylko umawiać się, co do momentu jej nadejścia. Zamiast myśleć o śmierci, co jest działaniem jałowym, po prostu ZAJMIJ SIĘ ŻYCIEM i nie trać bezcennego czasu na jakieś religie – no chyba, że to Cię kręci…

      • Współczuję Ci…jak zresztą wszystkim ateistom…bo uważam ,że brak wiary w Boga i „wyższą rzeczywistość” jest rodzajem defektu umysłowego…i potwornego „zawężenia” i „zubożenia” perspektywy każdego ateisty…Założenie ,że jesteśmy tylko górą mięsa i kości to rzeczywiście bardzo smutna(i fałszywa)konstatacja…która-na dodatek-prowadzi do moralnego nihilizmu i wszelakiego występku .Bo „jeśli nie ma Boga to wszystko wolno”( Fiodor Dostojewski).
        Zajrzyj proszę na stronę „wiara.us”…tam są najlepiej opisane sprawy które tu roztrząsamy…a także do Nowego Testamentu(Mt,6,19-21,Mt,16,26,J,18,36,1J,5,19,1J,2,15-17…i wiele innych).Zresztą…stron , które dotyczą istnienia duszy nieśmiertelnej jest całe multum…tutaj przytoczyłem tylko te najważniejsze…
        A to co nazywasz „życiem”…to tylko krótki jak mgnienie oka epizod w wiecznym życiu duszy…bo co znaczy np.70-80 lat wobec wieczności?

        • Za współczucie Dziękuję, ale obejdę się bez Twojego współczucia. Zamiast tego przytocz mi wreszcie jakieś przykłady dowodów, o które prosiłem, takie, które mogłyby przekonać człowieka z defektem umysłowym. Na razie zapodajesz mi jakieś numerki z nowego testamentu, będącego zbiorem bajek czterech mitomanów i stronę prowadzoną przez jakichś świrów z Ameryki – jeśli to są dowody, to ja jestem 007. I uwierz mi, nie piszę tego spod celi, sprowadzony do niej moralnym nihilizmem i wszelakim występkiem. Jakoś tak się składa, że na swojej drodze spotykałem mnóstwo katolików – łajdaków, których zresztą musi być znakomita większość (prawo statystyki). I nie naginaj Dostojewskiego na potrzeby swoich teorii, bo choć według Ciebie bóg istnieje, to zło króluje w najlepsze, I uwierz mi – NIE ZA SPRAWĄ ATEISTÓW. Jeszcze jedno: przytaczając dowody nie posługuj się słowotokiem, jak Sanctus Diabolical – ściemnianie nic tu nie pomoże – LICZĄ SIĘ KONKRETY…

          • Podałem ci stronę…”wiara.us”(jedną z wielu tego typu…łatwo je możesz znaleźć wpisując w przeglądarkę :np. „podróże poza ciałem”, OOBE…itd.)…czytaj uważnie…

  3. „Diabeł nie jest tak wielkim optymistą, za jakiego go uważamy. Nie wierzy w możliwość uczynienia ludzi jeszcze gorszymi. A to dlatego, że człowiek nie jest sworzony do doskonałości. Ludzie nie są ani dobrzy, ani źli. Są po prostu tak głupi, by nie rozumieć, że cała ich udręka tkwi w ich uporze, by być bogami poddanymi władzy najwyższego Boga. Szatan nie akceptuje tej władzy; wie, że jest ona kompleksem wyższości wpisanym jak poczucie winy, na ktòre skazani są ludzie ze swoim poczuciem niższości. Szatan walczy raczej o wolność duszy, nawet jeśli ten bunt go poniża. Nie zależy mu na byciu dzieckiem zawsze zależnym od woli Ojca, jak bardzo nie byłby on boski i wszechmocny. Kto myśli, że Szatana obchodzą nasze grzeszki, wady i ludzka perfidia nie zorientował się zapewne w naturze Lucyfera, którego jedynym celem jest zdemaskowanie fałszywych wizerunkòw bożków, ktòre ludzie czczą jako prawdziwego Boga.”

    „WSTĘP: KTO WZYWA IMIENIA SZATANA NADAREMNIE?
    Z moich rozważań natychmiast wykluczam tych, którzy wysługują się Szatanem jako psychicznym, politycznym i religijnym tabu, aby ukryć własne kłamstwa, lęki, a nawet zbrodnie; wykluczam tych, którzy korzystają z Szatana jako pretekstu, by krzywdzić innych lub nawet unikać zła poprzez nerwicowy strach.
    Szatan jest bardzo głębokim ARCHETYPEM psychologicznym, a nawet duchowym. I nie ma on nic wspólnego z czarnymi mszami lub kotami, utworami muzycznymi odsłuchiwanymi na odwròt, rzucaniem klątw, wiadomościami podprogowymi, inicjacją do nienawiści, przestępstw lub seksu, z narkotykami i nieokiełznanymi nałogami. To wszystko dotyczy fałszywego satanizmu, kapitalizmu, kompensacji fałszywych moralistów i fałszywych przywòdcòw duchowych.
    Szatan, którego odkrywamy w sobie jako podmiot psychologiczny nie uważa siebie za ateistę lecz przeciwnie – nie może nie wierzyć w swoje przeciwieństwo: samego Boga.
    Szatan jest nośnikiem świadomości, a nie kłamstwa lub zatajenia prawdy. W przeciwnym razie byłby fałszywym usprawiedliwieniem jak jest nim jedyny Bòg wielu religii. Szatan nie zajmuje się drobnymi grzeszkami, ale demaskowaniem fałszywego bóstwa i trzymaniem Prawdziwego Boga w pogotowiu. Szatan spotyka się z Nim twarzą w twarz, nie znosi biurokracji i mediatorów (duchownych, sekretarek, zbawicieli, orędowników).
    Moja wizja Szatana jest wewnętrznym spojrzeniem, poròwnywalnym ze spojrzeniem Boga lub z wiedzą, która prowadzi do świadomości, więc nie ma ona nic wspólnego z satanizmem, religią, moralnością, a jeszcze mniej z histerycznymi psychopatami, którzy korzystają z Szatana jako sztandaru zła i władcy piekła, który cieszy się raniąc i wykorzystuje zło, by drażnić dobrego Boga. Te dziecinne wizje Szatana to tylko pozostałość systemu wymierzonego w zdominowanie umysłów słabych i ujarzmienie dusz nieświadomych religią strachu oraz sposòb na to, by zachęcić dzikie namiętności niektórych dusz zatraconych do występku i przemocy. W ten sposòb w Szatanie znaleziony zostaje winny, sprawca lub psychiczny współsprawca popełnianego zła, które TKWI W NAS, a nigdy w żadnym wyimaginowanym piekle. Taki Szatan nie istnieje, jak nie istnieje Dobry Pan, ktòry mu zagraża. Ani Prawdziwy Szatan, ani Prawdziwy Bóg nie mają nic wspòlnego z całą tą ludzką głupotą.”


    „KTO powiedział, że szatan jest straszny?
    Pismo Święte opowiada, że Lucyfer był najjaśniejszym z aniołòw, pięknym, wspaniałym, najinteligentniejszym ze stworzeń. Tymczasem dziecinne tradycje religijne zrobiły z tego anioła straszliwą bestię, rogatą i ogoniastą, o śmiertelnie strasznym aspekcie … Kto naprawdę zgłębia naturę zła może być tylko nim zafascynowany i do pewnego stopnia przyciągnięty; jego piękno, urok, płynność i prostota są niezrównane, jego pokusa prawie nie do odparcia (pokusa jest zawsze piękna, nigdy przeciwna zmysłom i naturze). Zło jest tak naturalne jak dobro, czyli spontaniczne, nie ma nic wspòlnego ze strategią, nie jest mechaniczne. Fałszywa wizja piekła jest zaś potrzebą systemu religijnego; służy manipulowacji ludzkim strachem. Z tego powodu, kiedy ludzie w końcu dorastają, odkrywają w sobie nieufność wobec Boga ròwną obawie przed diabłem.”

    • ,, Ani Prawdziwy Szatan, ani Prawdziwy Bóg nie mają nic wspòlnego z całą tą ludzką głupotą.”

      Całkowicie zgadzam się z tym stwierdzeniem, jak również z większością zacytowanych w tym wpisie rozważań.
      Ostatnie zdania szczególnie unaoczniają wewnętrzne rozbicie człowieka dorosłego, jakie jest pokłosiem ,,tradycjonalnych wierzeń” serwowanych mu przez podobnie ,,namaszczanych” Rodziców.
      To aż dziwne i zastanawiające, że ,,wiedza” o duchowości dopasowana do mas na potrzeby zarządzania nią, trwała tyle wieków, tyle pokoleń, a dziś mamy narzędzia do jej weryfikacji, odkłamywania, a w rzeczywistości poznawania siebie.

      Tłuków średniowiecznych i dziś nie brakuje; wiem, bo jeszcze jakiś czas temu sama nim byłam.
      Wszyscy ewoluujemy.

      Ktoś uważany za mniej rozgarniętego od nas, odwala kawał dobrej roboty, ponieważ to tylko w odbiciu od niego, możemy umieścić siebie w wyższym lewelu.

      Zastanawia mnie jednak inna rzecz. Dlaczego ,,dano” przeciętnemu człowiekowi odkrywać to, co zakryte było przed nim przez wieki?
      Czy my czasami nie jesteśmy tłukami średniowiecznymi we współczesnym wydaniu, którym zapodaje się prawdę o stęchliźnie i tak w naturalny sposób upadającego systemu(wierzeń, schematów), bo jesteśmy już misternie wmontowywani w inny system, o którym nie mamy bladego pojęcia?

      Nie sądzę, aby,,rzondzący”, oświecając masy, skazywali siebie na niebyt.
      Nie mam tu na myśli sołtysów, wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i rządu – to plansza do gry zwanej demokracją, w której to grze stwarzana jest iluzja decyzyjności.

  4. „SZATAN, nieświadomość BOGA?
    Jeśli jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, zatem ròwnież w Bogu istnieje ciemna strona, nieświadomość, nieprzewidywalność, tajemniczość. Nie mamy ochoty na zobaczenie tej strony medalu, w rzeczywistości unikamy refleksji na ten temat w tym samym stopniu, w jakim unikamy jakiejkolwiek bolesnej prawdy. A właśnie ta strona medalu mòwi nam prawdę: wciąż demonizujemy, potępiamy, unikamy naszej nieświadomości, jesteśmy w ciągłym stanie wojny z naszym cieniem, jak Bòg z Szatanem. Tymczasem Jezus wydaje się mówić coś przeciwnego: to Duch Boży zaprowadził go na pustynię, aby porozmawiać z Szatanem, aby dowiedzieć się o SWOICH pokusach i SWOICH ciemnych sytronach, by z nimi ewentualnie walczyć i świadomie odrzucić. Dobro i zło są stronami jednej i tej samej monety, która nie może być rozdzielona. Szatan jest po prostu nieświadomością Boga, jego alter ego niezbędnym dla istnienia dobra (możliwość zła), wolności kochania (możliwość nienawiści, bez której miłość byłaby nałożonym potępieniem, w związku z tym nie miałaby żadnej zasługi). Dlatego wielkość Boga polega na poradzeniu sobie ze złem i na zaakceptowaniu zła bez usuwania go, a nawet na docenianiu zła jako potencjalnego zarodka dobra. Bóg nie niszczy Szatana, ale toleruje zło istnienia, podczas gdy my chcielibyśmy, aby zło zostało wyeliminowane za wszelką cenę, ponieważ nie chcemy ani widzieć, ani zaakceptować zła w nas samych. Zostaliśmy oszukani przez fałszywy(diaboliczny) obraz Boga, który wymaga od nas, abyśmy ukryli tego demona, abyśmy go potępili, nie patrzyli mu w twarz, abyśmy opowiadali o nim po kryjomu w kościelnych konfesjonałach … więc abyśmy nie akceptowali siebie za to, kim jesteśmy, istotami niedoskonałymi; wygodniej jest zrzucić całą winę na tego demona (w gruncie rzeczy niewinnego, bo winę za nasze uchybienia ponosimy sami). Doskonałość narzucona przez religię jest nie tylko frustrująca; jest również swego rodzaju kastracją psychologiczną i zapobiega temu, by psychika ludzkiej jednostki osiągnęła swoją naturalną pełnię: pojednanie ze złem wpisanym w naszą naturę, które dałoby nam siłę do tego, by nie walczyć na próżno przeciw Bogu, ktòrego tak naprawdę kochamy, ale ktòrego nieświadomie obawiamy się i ktòrym otwarcie gardzimy.”

    „NAJWIĘKSZE KŁAMSTWA RODZĄ SIĘ Z BRAKU PRAWDY
    Pewnego razu diabeł poszedł na spacer z przyjacielem. Zobaczyli człowieka, ktòry pochylił się, aby podnieść coś z ziemi.
    – „Co znalazł ten człowiek?” zapytał się przyjaciel diabła.
    – „Kawałek prawdy”- odpowiedział diabeł.
    – „Nie masz nic przeciwko temu?”- zapytał przyjaciel.
    – „Nie”- odpowiedział diabeł – „Pozwolę mu na zrobienie z niej jakiejś wiary.”
    – „Więc to będzie dobro!” – odparł przjaciel.
    – „Nie sądzę…”- diabeł uśmiechnął się do siebie – „Znak wskazuje mu drogę, ale im bardziej przylgnie do znaku, tym bardziej będzie miał wrażenie posiadania całej prawdy. Z tego znaku ludzie stworzą święte teksty pełne kolejnych znaków, wybudują ołtarze ze znakòw, świątynie pełne znaków, powieszą znaki na szyjach i ścianach domòw i zamiast wejść na drogę prawdy, pozostaną uwiązani do znaku, stając się sami znakami”.

    „OD OPHIONA DO SZATANA,
    OD SZATANA DO UROBOROSA
    Uroboros lub „serpens qui caudam devorat”, w większości kultur jest absolutnym symbolem Czasu, wiecznej doskonałości jego cykliczności, które w alchemii i hermetyzmie opisuje grecki aksjomat En to pan ( JEDEN WSZYSTKIM ); w symbolice alchemii Uroboros jest także i przede wszystkim obrazem pewnego procesu (niezbędnego do rafinacji i stanowiącego część Dzieła), który raz dopełniony powtarza się w 4 etapach Dzieła (np. pory roku i punkty kardynalne): ogrzewania, parowania, chłodzenia i kondensacji. Dlatego symbol jest często reprezentowany w księgach poświęconych alchemii przez dwa emblematy smokòw: górny jest skrzydlatym smokiem, znakiem zmienności, a niższy jest znakiem fazy ziemskiej. Czasami są one wyobrażane pół czarne, pół białe, synonimy harmonii między przeciwieństwami, jak słońce i księżyc, mężczyzna i kobieta; znaczą dwa pòłkola w ruchu na firmamencie nieba, Yin-Yang, Zenit i Nadir, itp…
    Jeśli Bóg jest zasadą bez zasady (słowem bez słowa), dlaczego sam się tworzy i autoregeneruje?To samo dotyczy Węża: żywi się sam sobą i z siebie się odtwarza. Szatan i Bóg są dwiema stronami tej samej monety nazywanej BYTEM i dobrze nam wiadomo, że żadna strona medalu nie może być usunięta bez zniszczenia całości. Niebo i Ziemia, Bóg i Szatan, Dobro i Zło są jedną istotą, ale widzianą z dwóch różnych punktów widzenia, przeżywaną w dwòch różnych chwilach. Zależy od nas w jaki sposòb chcemy wziąć udział w Stworzeniu i od nas zależy wybòr, po której stronie być i istnieć.”

  5. „POWIETRZE, DUCH, BOGINI GOŁĘBICA, IAHU
    Bogini Powietrza („Eurynome”, Wiatr- Wędrowiec), przyjmuje formę gołębicy właśnie ze względu na swoją elegancję i lekkość w locie (nic nadzwyczajnego, że chrześcijaństwo reprezentuje Ducha Świętego symbolem gołębicy).
    Sumeryjską nazwą gołębicy jest „Iahu” (wzniosły, potężny, możny gołąb). Jest to imię, z którego lata później wywodzi się Jahve, Pan, Bòg Żydów i chrześcijan.
    Jest to niezwykle logiczne, iż człowiek antyczny widział źròdło życia w powietrzu, ponieważ w obliczu śmierci człowieka, który przestawał oddychać, powietrze stawało się duszą, esencją istnienia, boskim tchnieniem.
    Ale z czasem ta Bogini – gołębica Yahu Kobieta zostaje przeobrażona w Boga Powietrze – Ducha Yahu Mężczyznę …”

    „OD ŻEŃSKIEGO GOŁĘBIA
    DO MĘSKIEGO DUCHA ŚWIĘTEGO
    Jak to się mogło stać, że Yahu, duch (wiatr) żeński (Ruah była rodzaju żeńskiego w języku hebrajskim), Druga Osoba Boska w tradycji żydowskiej, stała się YahuBAAL – Panem proroków fałszywego boga Baala, który ustanowił YAHWE PRAWDZIWYM BOGIEM IZRAELA?
    Monoteizm chciał tylko JEDNEGO, męskiego Boga, więc wyeliminował boginię – matkę rodzącą wielu bogów (politeizm). Ten konflikt między erą matriarchalną i patriarchalną wydał na świat religię DOMINUS, Pana domeny na Zachodzie, a należała ona do boga BAALA:
    Bá`al (Baal) jest imieniem fałszywego żydowskiego bòstwa zwanego także Satan ( Szatanem) lub Belzebu (Belzebubem) – Bá`al-Zvuwv = Belzebub (kolejna nazwa diabła) – lub ogólnie DEMONEM. Demon jest słowem, które odpowiada słowu Dominus, po włosku SIGNORE, ten, ktòry DOMINUJE; obecnie nazywany Panem Bogiem, nie jest niczym innym niż Szatanem (ten, który dominuje = demon), greckim DAIMON, nieświadomą mocą, która dominuje.
    Monoteizm powstał na zasadzie totalitaryzmu pod pozorem unifikacji ludzkości, ale był zwycięstwem systemu patrialchalnego nad matrialchalnym, gdzie panował politeizm: wolność poszczegòlnych ras, naturalne i nie zinstytucjonalizowane życie (przeciwieństwo imperiòw i kròlestw utrzymywanych męską ręką). Politeizm był tolerancją, podczas gdy monoteizm, pod pozorem RÓWNOŚCI, wyeliminował różnorodność. Z monoteizmu pochodzi monarchia i monogamia oraz monopol: jeden Bòg (wszystko to pod wspòlną nazwą Dominus = dominio, Baal, Satana, era mężczyzny).”

    „OD EURYNOME, TAŃCZĄCEJ BOGINI
    DO YAHU, BOSKIEGO GOŁĘBIA
    Uwaga na to historyczne przejście (nawet jeśli wszystkie mity mają wspólny, łączący je wątek). Bogini Matka Eurymone w tańcu staje się Gołębiem. W kulturze sumeryjskiej była ona Boginią – Gołębiem Yahu, tą samą kananejską boginią Ziemi, miłości, płodności, wojny, Boginią Matką. Definiowana była jako Bogini – dziewica. Porównywano ją do wielu innych bóstw: Demeter, Isis, Aszera, Isztar. Małżonka, czasem siostra Baala. Córka i żona El. Małżonka Jahwè. Stąd Yahu = Yahve. W tym kontekście Ball (demon BaalZebu) nie jest już panem młodym, lecz bratem.”

  6. „DUALIZM EURYNOME I OPHIONA
    Eurynome wydaliła Ophiona z Olimpu, tak jak w Biblii Bóg wyrzucił Szatana z nieba. Chociaż w Biblii poprzez metaforę mówi się o królu (Nabuchodonozorze) jako Szatanie, Lucyferze, gwieździe porannej (Aurorze).
    Widzicie przejście od bogini-kobiety do męskiego boga? W Biblii Bóg jest mężczyzną, a nie Boginią- Matką Eurynome! W tym sensie można powiedzieć, że o ile istnieje w nas świadomość, nie ma potrzeby rozpoczynania walki przeciw sobie, aby dać pierwszeństwo tylko jednemu wymiarowi naszej psychiki; potrzebujemy obydwu wymiaròw, co prowadzi do poznania zgodności między dobrem i złem: jesteśmy bytami dwoistymi, cień i światło są naturalne, rozdwojenie jest nienaturalne; wiemy, że istnieje dobro i zło, światło i ciemność są naturalne, są witalnymi siłami. Starając się dać pierwszeństwo jednej lub drugiej, siłą rzeczy ktòrąś eliminujemy, co prowadzi do niekończącej się walki i rozdwojenia, do walki Olimpu, bogòw, Edenu … walki o charakterze utopijnym, bo toczonej przeciw sobie. A nikt nie chce przegrać wiedząc, że jest sam w sobie zwycięzcą: byłaby to kpina z siebie… Sędzia nie potępia króla wiedząc, że to on sam jest kròlem, czyli własnym sędzią.”

    „EWA I WĄŻ JAKO SYMBOLE DAWNYCH CZASòW
    Musimy zanurzyć się w kontekście epoki, w której została spisana biblijna opowieść, aby zrozumieć istotę zawartej tam wiadomości. W przeciwnym razie ryzykujemy interpretację mentalności danej epoki wedle wspòłcześnie istniejących kategorii (jak często dzieje się ze starożytnymi archetypami w doktrynalnych i uduchowionych przesłaniach). Dla Żydów semickich wąż miał również inne znaczenie i przesłanie z Księgi Rodzaju było dla nich jasne.
    Wąż był reprezentowany przez święte kapłanki i według nich Bóg przelewał swoją moc na ludzkość dzięki sile seksualnej, płodności, prokreacji, więc wydajność seksualna w świątyniach była czymś zwykłym, normalnym, dość powszechnym; był to prawdziwy rytuał (wąż Ophion zapłodnił boginię Eurynomę i pod jego opieką wykluli się z jaj ludzie, rośliny, rzeki, góry i całe stworzenie). Przesłanie dla społeczności żydowskiej było oczywiste: nie odwiedzajcie pogańskch kapłanek, życie pochodzi od Boga, a nie z prokreacji, nie mieszajcie się z innymi bogami … Tak oto cienka zasłona demonizacji opadła na antyczną świętą seksualność w mentalności starożytnego semityzmu i w mentalności innych narodòw postrzeganych jako nie-wybranych. Seks w czasach starożytnych był boski, święty i to sam Bóg powiedział: „rozmnażajcie się i bądźcie płodni” (to znaczy uprawiajcie miłość). Jabłko nie może być symbolem seksu (Księga Rodzaju nie mówi o jabłoni, ale o innym drzewie …) Jabłko jest transpozycją innego mitu: o jabłku Afrodyty).”

    ” MATER MADRE ( matka ) MATERIA
    Eurynome, „Ta z wielką twarzą” (Księżyc w pełni) lub „Wędrująca po szerokich przestrzeniach”, wyłoniła się z „nie-formy” i oddzieliła wody od nieba … Unosząc się w wirującym tańcu, nadała kształt Ophionowi – wąż Mądry, Wszechwiedzący, Ten, Ktòry Zna Wszystkie Rzeczy, Wszystko, co Istniejące, życiodajna Linfa). Taniec jest orgiastyczny i Ophion zapładnia „Tę z wielką twarzą” , ktòra przyjmuje postać IA.HU (białego gołębia, Ducha Bożego), aby złożyć Kosmiczne Jajo, z którego wszystko pochodzi…. Więc to, co użyźnia (zapładnia) ziemię, kobiecość, boską zasadę natury, jest cieniem, tajemnicą, męskim wężem – nosicielem ograniczenia, limitu: szatan ukazuje się w ograniczeniu i dlatego jego postać zawsze przyjmuje kształt ZAKAZU, poza którym jednak znajduje się inne życie, inna forma bytu, wieczne istnienie.”

  7. „Chrześcijaństwo jako kompleks Ojca

    Bóg OjciecBóg chrześcijański jest Ojcem. Wyobrażenie Boga jako Ojca obecne jest w ogólności w religiach monoteistycznych takich jak judaizm, chrześcijaństwo czy islam. Okres w którym te religie były dominujące nazywa się okresem patriarchalnym, eonem Ozyrysa (wg Crowleya), który zastąpił pierwotne religie czczące zwłaszcza Boginię Matkę, a odzwierciedlające matriarchat (eon Izydy). Nowa epoka, epoka Wodnika, wykracza już poza ten kompleks Ojca i Matki, poza struktury dominacji. Jest to eon Horusa. Pełne przejście do nowego eonu, obejmujące powszechnie ludzką świadomość, nie może się obyć bez bólu i cierpienia, gdyż porzucenie dogmatów, utartych schematów dających poczucie bezpieczeństwa (złudne wszakże) zawsze boli.

    Osobowy Bóg, czczony jako Ojciec lub Matka (np. Matka Boska), ma ewidentne cechy psychologicznego mechanizmu obronnego, związanego najwyraźniej z kompleksem rodziców. Wiara w bóstwo, nacechowane atrybutami Rodzica, ma kilka ważnych zadań – daje poczucie ochrony, opieki, wsparcia, które jakże potrzebne są człowiekowi przestającemu być malutkim dzieckiem pod opieką swego rzeczywistego rodzica. Wiara rekompensuje psychologicznie to, co wraz z dojrzewaniem tracimy. Dodajmy do tego fakt, że świat, zarówno ludzi (w sensie cywilizacji, czy społeczeństwa), jak i przyrody, nie jest zbytnio przychylny. Musimy w nim toczyć nieustanny, psychologiczny bój. A w boju tym z pomocą przychodziła i nadal dla wielu przychodzi – wiara w konkretną, osobową postać Boga, który niczym dobry tata lub dobra mama wesprze nas w trudnej chwili, ponieważ rzeczywisty ojciec/matka albo tego nie potrafią albo po prostu nie robią z uwagi na to, że jesteśmy już dorośli i samodzielni. Poza tym realni rodzice sami borykają się z trudnościami, są ułomni, też walczą, a ich urok wszechmocy znika w oczach dziecka wraz z dojrzewaniem, w okresie nastoletniości albo i wcześniej. Istotą więc wiary w Boga jako Rodzica jest realne przeniesienie sfery ziemskiej na sferę niebiańską. Wynika z czystej, psychologicznej potrzeby.

    Chrześcijaństwo jednakże skupia się przede wszystkim na Bogu Ojcu. Kult Matki Boskiej, chociaż istotny w głównych nurtach (katolicyzm i prawosławie), nie jest jednak główną doktryną, w protestantyzmie jest prawie nieobecny. W obrazie Boga jako Ojca, oprócz zarysowanych aspektów psychologicznych, odnajdziemy inne ważne znaczenie. Jest to niezwykle skuteczny środek do podtrzymywania struktur rodzinnych, hierarchicznych i wszelkich innych systemów opresji i dominacji. Jest gwarantem zachowania Tradycji i ładu, podporządkowania. Surowy Bóg Sędzia, srogi Ojciec, budzi lęk, jego kary są nieodwołalne. Zauważmy, że wśród Dziesięciu Przykazań mamy „czcij ojca i matkę swoją”, nie mamy natomiast ani słowa o szacunku dla każdego człowieka! Wprowadzenie kultu Boga jako osobowego Ojca jak najbardziej sprzyja więc podtrzymaniu władzy.

    Motyw kompleksu silnego Ojca jest niezwykle wyraźny w Starym Testamencie. Bóg Jahwe jest zazdrosny, wymaga bezwzględnie czci i podporządkowania, nie można mu się sprzeciwić bez poniesienia kary. Swoim posłusznym dzieciom, wypełniającym jego polecenia i nakazy, zsyła stosowne nagrody, zapewnia ochronę i opiekę. Prorocy nawołują do posłuszeństwa wobec Boga. Wobec Srogiego Ojca. Bóg w Starym Testamencie ma konkretne cechy, można stworzyć jego psychologiczny profil. Jest ewidentnie męski. Jest władcą. Panem, który karze i nagradza. Często bywa porywczy, wpada w gniew i złość. Chce jednak dobrze dla swych dzieci, dla cielesnego Izraela. Ale „dobrze” znaczy „po jego myśli”. Wydaje ich na doświadczenia, często ciężkie, lecz ciągle sprawuje nad nimi mniejszą lub większą kontrolę. Nawet wtedy, gdy nie przemawia już do nich bezpośrednio, nie jest z nimi, synowie jego zobligowani są do czczenia go i nieustannego wspominania i modlitwy. Ojciec, nawet jeśli stracił już wigor, pozostaje więc Panem. A pamięć o nim nigdy nie może zostać wyrugowana.

    Tym samym przenosi się ten motyw na wszelkie struktury społeczne – podporządkowanie władcy, państwu, systemowi, kapłanom. Posłuszeństwo staje się cechą pożądaną i jak najbardziej właściwą, dobrą. Nieposłuszni są niegodni życia. Posłuszeństwo, a nie wolność, stanowią o istocie życia człowieka, zarówno w sensie religijnym jak i społecznym. Posłuszeństwo Bogu, prawu, przykazaniom, władzy państwowej i kościelnej. Tak właśnie działa mechanizm związany z kultem Boga.”

    • „… „Rzekł do nich Jezus: „Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał. Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma.”

      Niebiański Tatuś (aram. Abba jakim Jezus określa Boga w istocie można by tak przetłumaczyć) jest dobry, miłosierny, nie ma już cech srogiego Ojca. Wybacza przewinienia swoich niepokornych Synów i przyjmuje ich bez względu na popełnione winy (por. przypowieść o marnotrawnym Synu). Wybacza wszystko, bo jest miłością. Jest doskonałym Ojcem, takim jakiego każdy chciałby mieć w rzeczywistości. Jest niebiańskim wzorem, przeniesionym ideałem ziemskiego ojca.

      Bóg chrześcijański z uwagi na niekonsekwentną teologię zawiera jednocześnie obydwa obrazy Boga, ponieważ chrześcijaństwo nominalne łączy Stary Testament z Nowym. W ten sposób zostaje zachowane podporządkowanie Tradycji, państwu, władzy i kościołowi. Ponieważ Bóg Ojciec nie mógł zostać tylko dobrym tatą, jak widział to przebudzony Jezus. Gnostycki postulat odrzucenia złego Ojca – Demiurga i odrzucenia Starego Testamentu nie powiódł się. Chrześcijaństwo stało się dziwaczną hybrydą, w której kompleks ojca odgrywa ciągle istotną rolę, a religia i władza są ze sobą ściśle powiązane.

      W historii Jezusa, poza tym, że zrywa z wyobrażeniem gniewnego Ojca, widzimy ostatecznie jego podporządkowanie, jego słabość wobec przytłaczającego obciążenia i kompleksu fallicznego. Liczne sukcesy w burzeniu ładu, początkowy nonkonformizm musi ostatecznie w zetknięciu z rzeczywistością ulec. Archetyp Ojca jest nieprzezwyciężony, Jezus w ostatecznej próbie mówi „nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Umiłowany Syn musi ponieść ofiarę, Ojciec zwycięża, to jemu należy się podporządkować, nawet jeśli jest spokojny, dobry i miłosierny. Cała energia, wola, swoboda, eros i libido zostają na Golgocie ukrzyżowane. Syn zostaje poniżony, musi uznać wyższość ojcowskiej mocy i tego świata.

      Ostatecznie jednak otrzymuje, z uwagi na swoje poświęcenie, nagrodę, a nawet władzę. Syn, który początkowo kroczy ścieżką buntu, gdy podda się woli swego Ojca otrzymuje berło – dziedziczy królestwo, staje się Panem równym swemu Ojcu, staje się Sędzią nad światem:

      „Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał.”

      W rozważaniach tych widzimy jasno, że niebiańskie reguły odpowiadają ziemskim. Syn przejmuje koronę (firmę, gospodarkę, rolę w rodzinie) po Ojcu. Staje się opoką, władcą, głównym samcem. Nie może jednak dokonać tego na drodze obalenia ojca, lecz na drodze sukcesji i podporządkowania. Zasada władzy i dominacji zostaje utwierdzona na mocy prawa i religii. Ojciec pozostaje Ojcem, a matka, Matką, którym należy się posłuch, mimo tego, że Jezus do wołającej go matki mówi:

      „Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia.”

      Gnostycy w pewnym sensie przezwyciężyli kompleks ojcowski. Chociaż w ich pismach dalej odnajdujemy Boga Ojca, to celem duszy jest Pełnia, boska Pleroma. Gnostycka Prawda wykracza poza patriarchalny schemat i spersonifikowany obraz Ojca, zagłębia się poza ten kompleks i oczywistą projekcję ego. Nie jest również jednostronnie patriarchalna. W Apokryfie Jana odnajdziemy określenie Boga jako Ojca-Matki (kopt. matropator), a żeńskie postaci i bóstwa odgrywają znaczącą, a nawet kluczową rolę (Sofia, Maria Magdalena, Norea, Ewa). Gnostycyzm wykracza poza struktury dominacji, opresji, tradycji, dlatego właśnie musiał ponieść we wszelkich swoich przejawach porażkę, pozostać jedynie w podziemiu. Władza ojcowska musi zwyciężyć, człowiek musi być podporządkowany.

      Przezwyciężenie kompleksu rodziców, wyzwolenie się od tego silnego psychicznego wpływu i uwarunkowania jest niezwykle istotne dla właściwego rozwoju świadomości, dla otwarcia się na boskość, dla bycia duchowo dojrzałym. Przebóstwić się, stać się bogiem, to przezwyciężyć kompleks Boga Ojca, czy to srogiego despoty, czy opiekuńczego tatusia. Nie oznacza to odrzucenia miłości wobec swoich rodziców, wręcz przeciwnie, ale oznacza odcięcie pępowiny, uwarunkowania pod każdym względem. „

  8. O ile nie użyje się rozumu do poznania prawdy, a przekornie, prawdę rozumem zacznie sią ustalać – wychodzi z tego, nie stanowiąca żadnego wyjaśnienia problematyki egzystencjalnej – zwyczajna ludzka gadanina, będąca stratą czasu. Sięganie do tradycji starożytnej, niczego tak naprawdę w przedmiocie gadaniny nie zmienia, a jedynie wydłuża dywagacje i powiększa deficyt czasu.

    • Jesteś Pan chorym umysłowo, cierpiącym człowiekiem u schyłku życia ziemskiego. Ten ekshibicjonizm psychologiczny, uzewnętrznione traumy życiowe są przejawem Pańskiej desperacji i egzystencjalnego rozgoryczenia oraz bezsilności. Nie wspomnę już o betonowej, dogmatycznej ignorancji na wyższe poziomy świadomości kryjące się za przekazami, które tu przytaczam. Współczuję tego lęku, bo ta poza radykalnej duchowości biblijnej, opartej na bogobojnym serwilizmie mentalnym wobec biblijnych cytatów nikogo tu nie przekonuje 🙂 . Jeśli przeprowadziłbym tu ankietę odnośnie uznania Pańskich a moich przekazów, to chyba by Pan poległ z kretesem. Pan epatuje takim strachem i lękiem, że wręcz emanuje od tego toxyczna aura solipsyzmu ślepej wiary. Będzie miał Pan ciężkie przeprawy w astralu po śmierci. Szatan Pana opęta 😀

      • @Sanctus Diavol – dziś taką ankietę zorganizuję! 😀 😀 😀 Będzie to oddzielny artykuł z ankietą.

        • Jarek, hehe, tak z przymrużeniem oka taką aluzję zapodałem 😉
          No ale sam wyraź szczerą opinię na temat wynurzeń mesjańskich Pana Leszka, któremu traumy komunizmu tak się zakotwiczyły w podświadomości, że wpadł w paranoidalną wręcz w nerwicę eklezjogenną. Bo jak inaczej skomentować takie urojenia:
          „Należy też zauważyć, że 666 x 3 = 1998. Jak wiadomo w 1989 roku trwały w Polsce obrady, tzw. okrągłego stołu. Obrady te poprzedzone zostały wydarzeniami w 1956 roku (1), zrywem robotniczym w 1970 roku (2) i stanem wojennym w 1981 roku (3). W tym przypadku, także potrzebna jest mądrość.”
          Pan Leszek widzi wszędzie ZŁO i SZATANA poza swoim biblijnym mesjanizmem. Przykra sprawa. Starszy Pan po 70-tce z bolesnymi doświadczeniami traumatycznego życia. Należy współczuć, okazać empatię. On jest nieszkodliwy tylko chory na duszy. Pojąłem to.

          • W takim przypadku konieczna jest wskazówka. 1998 otrzymuje się po wstawieniu ósemki pomiędzy dwie dziewiątki. Potrzeba taka wynika z kalendarium wydarzeń, które było następstwem obrad okrągłego stołu.

  9. W trzynastym rozdziale ostatniej księgi Nowego Testamentu – Apokalipsy Jana znajdują się tajemnicze słowa: I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów, a na rogach jej dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze (Ap 13:1). Bestia, jak wynika z jej dalszego opisu, posiada wielki autorytet wśród ludzi, ponieważ wykazuje się wielką mocą („dano jej władzę nad każdym szczepem, ludem, językiem i narodem” – Ap 13:7). Bestia jednoznacznie jednak przeciwstawia się Jahwe i wydaje śmiertelną walkę jego wyznawcom. Na koniec pojawia się zagadkowe wezwanie: Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć (Ap 13:18). Tak więc liczba 666 wskazuje na człowieka a nie na ludzkość, czy cywilizację, jak niektórzy to nietrafnie interpretują. Znaczenie liczby 666 dokładnie jest wyjaśnione w Objawieniu Apostoła Jana (13:1-18). Jest to liczba Bestii, ale po rozumnym przeliczeniu – „liczba to bowiem człowieka”, czyli nie ludzi. Apostoł Jan ujrzał Bestię wychodzącą z morza. W pierwszym wersecie prorok podaje, że Bestia “wychodzi z morza”, czyli, że państwo to powstanie z wielu narodów, ludów, języków i szczepów – wniosek stąd, że posiada władzę nad tymi wszystkimi narodami, z których powstało. Znaczenie synonimu „morze” jest też wyjaśnione w Objawieniu Jana, nie trzeba więc interpretować, a starannie, ze zrozumieniem Objawienie Apostoła Jana, w całości przeczytać. Należy też zauważyć, że 666 x 3 = 1998. Jak wiadomo w 1989 roku trwały w Polsce obrady, tzw. okrągłego stołu. Obrady te poprzedzone zostały wydarzeniami w 1956 roku (1), zrywem robotniczym w 1970 roku (2) i stanem wojennym w 1981 roku (3). W tym przypadku, także potrzebna jest mądrość.

  10. Prawda zawsze wzbudza kontrowersje. Niektórzy uważają, że prawda uwłacza ludzkiej godności, stanowi przejaw radykalizmu i uzewnętrznia traumę, dlatego w obronie, próbują zagłuszyć prawdę nieuważnymi słowami albo wyeliminować przez głosowanie.

  11. Jarek dobry kwas z grzyba sporysza albo meskalina z kaktusa peyotla lub jedz na ceremonie ayahuasci I ciekawe czy dalej bedziesz pytal czy Bog istnieje 😉

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.