Felietony i artykuły autorskie

CZY SENS ŻYCIA ISTNIEJE? CZYLI UPADEK SYSTEMU I POKOLENIA IKEA

No więc jaki ten sens życia jest? Zawiłości filozofii i mistyki na przestrzeni wieków

Witajcie 🙂 Jaki jest sens życia? Co jest po śmierci? Dlaczego istniejemy? Czy Bóg istnieje? A jeśli istnieje, to czym / kim jest? To są odwieczne pytania ludzkości, i czuję, że mam ochotę znów podjąć ten temat. Tym razem „ugryzę” go od innej strony. Sensżycia dawniej, sens życia w dobie „Pokolenia Ikea”, sens życia dla poszukujących i… zresztą, sam zobacz.

Sens życia dawniej: służba Bogu i władcy

Jest srogi i surowy „Bóg ojciec”, który za dobre nagradza, a za złe karze. Za dobre, czyli za przestrzeganie konserwatywnych norm społecznych. Pod słowem „dobre” niekoniecznie rozumiano wtedy zasady takie jak „nie zabijaj” czy „nie krzywdź”, bo to nie było konieczne dla zachowania równowagi systemu. Liczyło się to, czy ściśle żyjesz zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami. Te zasady są jakie są. Są one potrzebne do życia taże i dziś, by nie zapanowała anarchia i chaos. Ale z drugiej strony, by żyć, podkreślam, by normalnie żyć, musisz te zasady non stop łamać. Sztuką życia jest wiedzieć, które zasady i kiedy można złamać. Ostatecznie, gdyby nasi przodkowie byli tacy bogobojni i wierni zasadom, jak myślimy, to 90% lub więcej dzieci by się nie narodziło. 😉

Ale wracając do tematu głównego: sensem życia było posłuszeństwo Bogu. Nie liczyło się to obecne życie, liczyło się tylko to, co powie jakieś bóstwo po śmierci w dniu sądu ostatecznego. Więc trzeba było w pokorze znosić biedę i niedolę. Zwłaszcza z powodu tego, że biednych Bóg nagrodzi po śmierci, a tych wstrętnych bogaczy ukarze. Ważne było również to, że władza Imperatora (Pontifex Maximus, zwanego najpierw Cesarzem Rzymskim, a potem Papieżem) i podładnych Imperatora (cesarzy, królów, książąt) pochodziła z nadania samego Boga.

Więc chłop miał w pocia czoła orać pole, rzemieślnik – wytwarzać niezbędne narzędzia, kupiec – sprzedawać, a rycerz (żołnierz) wojować. Wszystko ku chwale „tych na górze”, którym należy się całe bogactwo, ale przecież oni za swoje okrucieństwo i pychę zostaną ukarani, a biedni – nagrodzeni. No i w końcu prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty dostanie się do nieba. A ostatni będą pierwszymi. Tak mówi jakieś starożytne pismo, skupiające w sobie mitologię Żydów, Greków, Rzymian, Asyryjczyków, Egipcjan i innych ludów.

Wszystko było zarządzane przez Boga, jego aniołów, świętych, kościół, kapłanów. Całe życie było realizacją planu bożego. Nikt nie miał wątpliwości, że duchowość, a więc sfera metafizyczna, istnieje. Ba! Ludzie byli tego pewni aż do przesady. We wszystkim widzieli ów tajemniczy boski plan, a niewiernych krucjatowali, dżihadowali, mordowali, łupili ich ziemie, palili na stosach, nakładali na nich podatki (np muzułmańska dżizja). Nikt nie zadawał co do tego pytań, nie miał wątpliwości. A jeśli miał i wyrażał je publicznie, to, delikatnie mówiąc, zbyt długo tego nie porobił. 😉

(Bez)sens życia w epoce Dawkinsa i depresja „Pokolenia Ikea”

Zupełnie inaczej jest to wszystko odbierane od niedawna, czyli od kilkudziesięciu lat. Zarówno w nauce, jak i w polityce przyjęto paradygmat kartezjańsko-newtonowski. Czyli istnieje tylko to, co możemy ogarnąć naszymi zmysłami, lub co możemy zbadać aparaturą pomiarową. Taki paradygmat jest przydatny w świecie pomiarów, obliczeń, maszyn i komputerów. Naukowiec musi mieć jasńą odpowiedź zwrotną – albo jedynka, albo zero. Sfera metafizyczna, gdzie jedynka może być także zerem, gdzie odpowiedź zwrotna na to samo pytanie raz może wynosić 1, raz 0, gdzie jedynka i zero to w pewnych warunkach to samo, gdzie istnieje nieskończona ilość liczb między 0 a 1 (np 0,01, 0,02, 0,98 itp itd), była zbyt pogmatwana dla nauki.

Więc ateizm, a więc przeświadczenie, że istnieje tylko świat materii, stał się obowiązujący. Stał się podwaliną cywilizacji, jej „doktryną przedwodnią”. To on stał się bezpieczną mapą rzeczywistości, to on przejął kontrolę nad umysłami zlęknionych ludzi, dostarczając im odpowiedzi, której tak bardzo pragną. Ma to pewne bardzo znaczące skutki dla psychiki pojedynczego człowieka, jak i dla mechaniki działania wielu społecznych (pod)systemów. System, w jego dobrym i złym wymiarze, to ogromna sieć naczyń połączonych, i tylko ten, kto zajrzał za kurtynę, jest to w stanie ogarnąć. Łatwo powiedzieć: „Wszyscy politycy won”, lub: „jebać system”. Trudniej zrozumieć jak to wszystko działa i jak by to można spróbować naprawić.

A więc tak: dusza nie istnieje (to akurat potężny cios dla psychologii, bo pierwotnie miała być trójca – podświadomość-świadomość-nadświadomość). A po śmierci nie idziemy ani do nieba, ani do piekła, tylko po prostu znikamy na zawsze. To koniec naszej egzystencji. Więc skoro po śmierci nie ma żadnej nagrody ani kary, to hulaj dusza, piekła nie ma. Można robić sobie wszystko, żadne zasady się nie liczą. Przecież mamy tylko to jedno życie, jedną szansę, więc musimy się „nachapać” i przeżyć tyle, ile tylko można. Więc możemy czynić dowolne zło. Na poziomie systemowym rozwiązano to „wiarą w humanizm”, jak i stworzono ogromny system prawny, z milionami sędziów, prokuratorów, prawników i policjantów.

Ale to idzie znacznie dalej niż mogłoby się wydawać. Skoro masz tylko jedno życie, to musisz wszystko w nim zrobić. Studia, tak zwane „wyszalenie się, potem nudna i wyczerpująca praca, kredyty, śluby i tak dalej. No dobrze, a co spełnia rolę Boga? Czy można w ogóle mówić o Bogu w tym kontekście? Można. W systemie ateistycznym „Bogiem” jest materia i to, co z tą materią można zrobić. Mam tu na myśli ciało, które musi być koniecznie nie tylko piękne i młode, bo to już za mało. Ono musi być perfekcyjne. Dlatego modelki i modele korzystają z fachowych studiów fotograficznych, a potem z usług mistrzów PhotoShopa.

Pytanie o sens życia? W takim paradygmacie na ogół sensem życia jest maksymalne pobudzanie receptorów mózgowych. Imprezy, podróże, kino, muzyka, seks, alkohol, narkotyki i tak dalej. Życie nie dość, że jest jedno, to jeszcze jest takie krótkie. A młodość trwa ledwie chwilkę. Potem kredyty, dedlajny, forwardy, asapy i miliony obowiązków. A później starość, choroby i śmierć – czyli spotkanie z największą niewiadomą. Więc co się człowiek nachapał i co przeżył, to jego. Cała reszta (filozofia, kwestionowanie, rozmyślanie, negowanie, bunt, zmienianie świata, metafizyka) się nie liczą, bo i tak potem umieramy na zawsze. Więc lepiej się dostosować i „nachapać”.

I na marginesie.. Tutaj także istnieje to samo, co w „wiekach ciemnych”. Nie zniesiono niewolnictwa, zniesiono jedynie baty. Dziś niewolnictwo nie ma wymiaru feudalizmu i pańszczyzny, ale ma wymiar ekonomiczny. Dziś nie mówi się o tym, że tyranizująca i wyzyskująca elita jest z nadania Boga, ale że jest z nadania ludu (demokracja) i opiera się na tak zwanych „wartościach”. Dziś nie mówi się, że Bóg nagrodzi biednych i ukarze bogatych. Dziś biedę i wyzysk uzasadnia się rzekomymi prawami ekonomii, jakimś kryzysem czy niewidzialną ręką wolnego rynku. Wiesz, potrzeba tak dużo, by nie zmieniło się nic..

Sens (?) życia dla filozofów, egzystencjalistów, mistyków i innych poszukujących

Wielu filozofów, szczególnie nihilistów czy egzystencjalistów, załamuje ręce nad stanem świata. Wiedzą oni o ludzkiej ignorancji. O zawiłościach i niekiedy brutalności człowieczej natury. O tym, że w ziemskich warunkach żaden system nie będzie działał, za to każdy będzie generował coraz więcej wypaczeń i błędów, aż w końcu się rozsypie. Tak, jak dzś rozsypuje się liberalizm. Więc filozofowie popadają w coś na kształt melancholii. Dzś ikoną „filozoficznego bólu dupy” stał się Artur Schopenhauer z jego „welschmerz’em”. On odczuwał „filozoficzny ból dupy” długo zanim stąło sę to modne. 😉 Dziś opócz bycia zasłużonym filozofem, jest też memem, jak i czymś w rodzaju „archetypu” osoby, która na skutek odkrywania prawdy o świecie wpada w depresję.

Sam miałem istne „autostrady myślowe”, jak ja to określam. Taka idea? A może inna? A może jeszcze inna? Na pewnym etapie (końcówka 2016 roku) wiedziałem już, że każda doktryna polityczna, religijna, społeczna, naukowa, mistyczna, jest tylko mapą rzeczywistości, a więc uproszczeniem. A więc także.. złudzeniem. Umysł jednak szalał i wciąż chciał poznać odpowiedzi, nie wiedząc jeszcze, że ta odpowiedź nie istnieje. Lub inaczej.. Że tę odpowiedź każdy człowiek ma non stop przed oczami, ale nie jest ona taka, jak miliony poszukujących oczekują.

Sensem życia dla mistyków różnego rodzaju może być zgłębianie wiedzy duchowej, by za jakiś tam czas dostąpić przebudzenia, a nawet oświecenia. Na marginesie, czym jest to oświecenie, to do dziś nikt nie wie, nawet ja. Ono jest jak święty Mikołaj. Każdy o nim słyszał, ale nikt go nie widział. 😉 Porównanie do św Mikołaja, w którego wierzą naiwne z racji swej natury dzieci, jest tu zresztą dobre. Więc szukasz tego oświecenia. Medytujesz, uprawiasz jogę. Jeździsz na warsztaty mające podnieść Twoje wibracje i przezwyciężyć blokady (drobne 1300 zł za weekend w podrzędnej agro-turystyce, a co mi tam). Ciągle kupujesz nowe książki, zaznajamiasz się z nowymi teoriami i trendami. Nie tylko nie wiesz komu wierzyć, bo każdy z samozwańczych guru mówi co innego i na dodatek uważa, że tylko on ma rację, a cała reszta to dezinformatorzy, fałszywi prorocy, głupcy i tak dalej. Ale najgorsze jest w tym wszystkim to, że długie lata mijają, a to oświecenie jak nie nadeszło, tak nadejść nie chce. Nosz kurde no!

Bardzo nieciekawa bywa sytuacja, gdy człowiek nieco starszy i bardziej doświadczony, który przeżył kiedyś ogromną traumę, rozmawia sobie z dajmy na to 22-letnią fanką new age’owych teorii o oświeceniu. Przecież wystarczy tylko chcieć, prawda? Prawo przyciągania, no nie? Drzwi do raju są w Twoim umyśle i wystarczy je tylko otworzyć? To kwestia tego, że masz kiepskie myśli, więc one się materializują? I ostateczna konkluzja: to Twój wybór, że nie chcesz się oświecić lub chociaż przyciągnąć do swojego życia czegoś fajnego? Takie sytuacje są mi znane, i nie bez powodu ten kontrast tutaj przywołuję. Łatwo strzelać teoriami Osho czy de Mello jak z kałacha, gdy jest się młodym, nie ma się na głowie tylu problemów, i nie spotkało Cię w życiu nic strasznego. Tylko znowu – oświeć się, droga młoda osobo, zamiast o tym tylko pisać.

Inne pojmowanie sensu życia

Wierzę, że materia (np prawa natury) nie jest „chaotyczna”, jak twierdzą ateiści. Gdyby głębiej wejść w temat to można dostrzec, że istnieją inne, pozamaterialne zasady, podług których ta materia działa. Że istnieje „czynnik nadzorujący” materię. Sama ewolucja i fakt, że idzie ona krok po kroku, ku coraz wyższej doskonałości bytów za tym przemawia. Gdyby materia była chaotyczna, a więc „bez nadzoru”, to do dziś bylibyśmy mieszaniną kwarków i gluonów. Ba! Do dziś nie nastąpiłby Wielki Wybuch, bo nie byłoby takiej potrzeby. Już Wielki Wybuch zawierał w sobie zasady jak i uporządkowanie, a więc „czynnik nadzorujący”.

Być może sensem istnienia wszechświata jest ciągła ewolucja wszelkich jego form. Dotyczy to pojedynczych organizmów jak i zbiorowości. Organizm przechodzi długą drogę od bycia minerałem, po bakterię, gada, ssaka naczelnego, człowieka, aż w końcu by stać się „uwolnionym duchem Ziemi”, który z wyższego, duchowego wymiaru, będzie pomagał i inspirował miliony istnień. Podobnie ewoluują ludzkie systemy (społeczne, ekonomiczne, polityczne, systemy relacji i każde inne), całe narody, rasy, cywilizacje.. Być może. 😉

Zawsze warto mieć na uwadze, że to świat materii jest „weryfikatorem” różnych doktryn. Także doktryn mistycznych. To materia mówi „sprawdzam” i pokazuje wypaczenia lub niedociągnięcia. Istnienie „wyższej inteligencji” przejawia się w naturze i w jej prawach. Ateistyczna nauka umie „badać” tylko racjonalną stronę natury. Ale ona posiada też stronę nieracjonalną, której badanie zawsze nastręczało problemów. W przypadku matematyki sprawa jest prosta – króluje tam logika. Ale wchodząc głębiej w realia ludzkiej psychiki, czy w mechanikę działania zbiorowości ludzkich, no już robi się grząsko i dziwnie.

Sensem życia jest życie samo w sobie i „stwarzanie” – a więc kochanie, poznawanie ludzi, zdobywanie wiedzy, wychowywanie dzieci, rozwiązywanie różnych problemów, i tak dalej. Sensem istnienia jest istnienie samo w sobie. W pewnym momencie warto zaniechać dalszych poszukiwań.  Odpowiedź, kórej szukałeś, masz cały czas przed oczyma – wschód słońca, tęcza po burzy, wizyta babci, potem kino ze znajomymi, sny, które miewasz. I tak dalej. Celem istnienia jest więc istnienie samo w sobie. Całą resztę wie Architekt systemu. Wiedza ta jest ujawniana ludziom w momencie.. śmierci. Śmierć jest więc ostatecznym uwolnieniem i ostateczną odpowiedzią. Nie mamy pewności co do tak wielu tych zagadnień i nigdy nie będziemy jej mieć.

Autor: Jarek Kefir ©

jarek kefir

1. By zwiększyć zasięg moich wpisówmożesz udostępniać je na własnych profilach i w grupach na Facebooku, jak i na forach dyskusyjnych. Możesz też pisać u mnie komentarze. To zajmuje mało czasu i nic nie kosztuje!

2. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę utrzymać stronę, jak i docierać z demaskacjami i ukrywaną wiedzą do setek tysięcy ludzi. Wesprzyj moje publikacje, jak je lubisz. Byt wolnych mediów jest teraz ciężki i od dobrej woli Czytelników zależy ich istnienie:

  • Na konto bankowe:

    Dla: Jarosław Adam
    Numer konta: 16 1020 4795 0000 9102 0139 6282
    Tytułem: Darowizna

    Wpłacającym z zagranicy potrzebne są także te dane:
    Kod BIC (Swift): BPKOPLPW
    IBAN: PL16102047950000910201396282

  • Na Pay Pal: Kliknij poniższy obrazek:

 

Reklamy

84 odpowiedzi »

  1. Niezliczone naukowe eksperymenty udowodniły niezbicie, że -tak naprawdę-jesteśmy nieśmiertelnymi duszami…a nie-jak sądzi większość-ciałami w których tylko czasowo przebywamy .
    A więc naszym przeznaczeniem jest nieskończony rozwój duchowy(moralny i intelektualny)…a areną tego rozwoju jest Wszechświat…w tych i innych wymiarach…
    W takim rozumieniu materializm jest nie tylko ontologicznie fałszywy(co można łatwo dowieść)…ale i etycznie zgubny…Doskonale przekazywał nam tą oczywistą prawdę Jezus Chrystus…wysłannik tego PRAWDZIWEGO BOGA MIŁOŚCI i prymatu ducha nad materią(Mt,6,19-21,Mt,16,26,J,18,36…i wiele innych)…który nie miał i nie ma nic wspólnego z czasowym władcą tego upadłego świata…jahwe-demiurgiem-szatanem…plemiennym bożkiem żydów…(J,14,30)….królem doczesności i materii…
    Czyli-jak się wydaje-prawdziwą jest gnostycka wizja świata i człowieka…

    • No przecież nie umrzesz. Twój pojazd (ciało) trafi na złom i tyle. Zainteresuj się np. hipnozą regresyjną, w sieci można znaleźć sesje – możesz zyskać dostęp do pamięci poprzednich wcieleń.

      • A skąd wiesz, że nie umrę? Przecież nie ma pewności, że obrazy widziane w trakcie hipnozy, nie są jedynie wymysłem umysłu osoby poddawanej regresingowi?
        W ogóle nic nie jest pewne.
        Jedynie śmierć.
        Nienawidzę tego słowa.
        Szczególnie teraz, kiedy 28 sierpnia odeszła moja kochana kotka.
        Nie ma jej już w moim życiu
        Na zawsze pozostanie w mym sercu, ale nie wróci już do mnie, nie przytulę jej, nie pocałuję, nie zje już ulubionej wątróbki, ani nie będzie oczekiwała mojego powrotu do domu.
        Zwierzęta też zrzucają jedynie powłokę?
        Chcę, żeby tak było.

        • W co kto wierzy to indywidualna sprawa, wierzyć można we wszystko. Ja tam osobiście nie boję się śmierci. Co można zrobić w jej obliczu? Ano nic, jest nieunikniona. Równie dobrze można się obrażać na prawa fizyki – np. że woda wrze w temp. 100 stopni C (przy ciśnieniu 1 atm; przy niższym zagotujesz ją nawet w temp. pokojowej). Tak sobie – nazwijmy go – „Programista” wymyślił, przecież wódki się z nim nie napiję, nie powiem: „noo stary, ale z tym czasem życia człowieka i jego starością to Ci nie wyszło – mógłby pożyć dłużej i nie chorować, żadna demencja, żaden Alzheimer..”. Jaki jest zatem sens dołować się z powodu rzeczy, na które wpływu nie mamy? Dla mnie żaden.
          Co do zwierząt, to pies podobnie jak człowiek ma ciała subtelne (czyli niefizyczne, nienamacalne). Różni się tym, że człowiek ma ciało mentalne w pełni rozwinięte, a pies jedynie zaczątek tego ciała – umieszczenie w tym ciele świadomości przejawia się np. tym, że pies dyskretnie wodzi wzrokiem za smakołykiem, który6 gdzieś tam chowasz w szafce 😉
          Ci co mają styczność ze zwierzętami, to się pewnie przekonali, że one czują – przykładowo pies mojej cioci, mieszaniec, potocznie „kundelek”: nie trzeba nawet do niego podchodzić, komunikować się w żaden sposób, w tym werbalnie, jak ludzie – doskonale „wie”, kiedy przychodzi czas odjazdu i się pakujemy – leży wtedy osowiały, smutny, nawet nie podnosi głowy – ZA KAŻDYM RAZEM, bez względu na czas naszego pobytu u cioci, bo on jest nieregularny. Jednym razem jesteśmy 5 dni, innym 10, itd.

          O ciałach subtelnych możesz poczytać np. tu:

          https://swiatducha.wordpress.com/ciala-subtelne/

          Pozdrawiam i wszystkiego dobrego

          • Zapomniałem dopisać: wiem że pytałaś o kota. Z kotem nie wiem, dlatego podałem przykład psa, o którym kiedyś czytałem.

    • ” Nie chcę umierać ” ,,,, i tak nie umrzesz ,, bo się nie da. Nie będę przytaczał relacji innych ludzi
      hipnoz lub badań naukowców bo sam mam takie doświadczenie . Nie będę epatował nikogo detalami tylko ujmę to w skrócie . W 2007 roku miałem miałem ekscytujące czołowe randez vous z
      ciężarówką na trasie z Krzeszowic do Krakowa . Znalazłem się nad teatrem zdarzeń na ładnych parę chwil przed kolizją ,,, tumult który tam powstał bawił mnie nawet.. Moja zakrwawiona powłoka cielesna była mi zupełnie obojętna ,,, tak jakby nigdy nie była moją częścią ,,,, Czułem się Bardziej Żywy ! ,,, Bardziej Witalny ,,, otoczyła mnie jakaś srebrzysto zielonkawa mgiełka w której czułem się Wolny i Szczęśliwy ,,,,, Zapragnąłem zobaczyć swoją okolicę z góry ,,, bo nigdy jej tak nie widziałem ,,,, zobaczyłem wszystko z detalami jak pod lupą ,, Nie Chciałem Wracać Było mi Dobrze ,,, czułem się Kochany ,,,, i jak to w bajce bywa ,,, ze szczęścia i nieuwagi zrobiłem błąd …. Potem miałem wrażenie jakby mnie wsadzono do ze dwa numery za małej trumny wypełninej jakimś smarem ,,, Nade mną pochylał sie jakiś biały kitel i gęba przypięta do niego ,,, powiedziałem do gęby ,,, ” dobij mnie ,,,, ” ,,, na co gęba warknęła ,,, ” zamknij się ,, ” Potem otuliła mnie kojąca ,,, indyferentna ,,, trójwymiarowa czerń ,,,to chyba taki akt miłosierdzia aby mi oszczędzić tego nadmiaru „””” szczęścia „””” z powrotu ….
      Jak widzisz umrzeć się nie da ,,, a ja wiem co mówię ,,,, bo kiedyś dawno temu utopiłem się ,,,, potem przesadziłem z pewną używką ,,,, ostatnią była ciężarówka . Po niej zauważyłem że rzeczywistoś ,,, ” po ” ,,,,, lekko rózni sie od tej ,,, ” przed ” ,,,, Wcześniej byłem zbyt chaotyczny aby coś zauważać ,,,, ale to już inna bajka ,,,
      Co do starzenia się czyli entropii nic Ci poradzić nie mogę tu kazdy zdany jest na siebie .
      Dobra kończę bo miało być w skrócie ,,,, Miego wieczoru …

      • Nie, nie, ja chcę, żebyś opowiedział tę inną bajkę. W jaki sposób postrzegasz rzeczywistość po tamtym zdarzeniu. To ciekawe

        • Wielkie dzięki za uwagę .Za dnia mam mało czasu na pisanie bo jestem w pracy. Jestem restauratorem ale nie od wyszynku i wyżerki tylko od antyków. Pocztę mam na. ….. Gmailu pod tym samym nikiem.
          Jeszcze raz dzięki i miłego dnia. …

        • Dobry wieczór,,, to wracam do bajki ,,, W tym 2007 roku pracowałem jako grafik komputerowy w 3D w pewnej firmie w Austrii parającej się techniką konferencyjną .
          Siedziałem cięgiem przed compem i miałem wiele czasu na zaspakajanie ciekawości .
          Coś mi podszepnęło temat „Wielka Fala” ,,, więc googlałem temat ,,, był głównie w angielskim lub niemieckim w polskim mało ,Były to jakieś opwieści dawnych żeglarzy o
          jakichś falach wywracających statki , czasem wylewających się na ląd ,,, trochę inne niż
          przypływy oceanów ,,, ogólnie coś z pogranicza mitów i rzeczywistości ,,, brak pojęcia tsunami ,,,, Tygodniami w wolnych chwilach dłubałem w temacie robiąc zakładki w operze.
          Pojechałem na urlop do Polski . Tutaj ,,, spotkanie z ciężarówką ,,,,, szpital ,,,, jedna operacja
          ,,, zagipsowano mi obie połamane nogi (żebra też miałem połamane ) i pare innych rzeczy.
          Jako że ubezpieczony w Austrii plus jej obywatel , przetransportowano mnie do szpitala w Austrii ,,,, dla Zusu kłopot z głowy. W Austrii szpital znowu operacja i na końcu do domu ,nawet wózek dostałem bo obie nogi w gipsie miałem . Dostałem na początek miesiąc zwolnienia więc jeździłem wózkiem po domu . Trochę robiłem zaległą grafikę i w trakcie
          przypomniałem sobie o tych falach ,,,,, Otwieram zakładki a tam nic nie ma na ten temat.
          Zdziwiło mnie to trochę bo ja tylko używałem tego komputera . Zacząłem szukać tematu i za parę chwil obok słowa fala ,,,, pojawiło sie słowo „tsunami” ,,,, Na czele było wtedy to z 2004
          gdzie zginęło ponad 200 tyś. ludzi . To mnie zdziwiło bo przecież ponad miesiąc .dłubałem w tym temacie na nic podobnego nigdy nie trafiając . Po pewnym czasie dotarła do mnie myśl
          że to jest już po wypadku ,,, a tamto było przed ,,,, Zacząłem rozmawiać na temat owych tsunami z bliskimi i znajomymi i wszyscy coś otym słyszeli ,,, tak jakby naturalne zjawisko
          występujące od zarania na ziemi ,,,, To było coś co obudziło we mnie czujność .Od tego momentu zacząłem zauważać różne nieściłości ale już nie upierałem się przy swojej wersji
          wcześniejszych wydarzeń ,,,,, bo po „używce” tak byłó i dochodziło do różnych niepotrzebnych spięć ,,, Ci którzy czytali jakieś książki Maxa Tegmarka załapią od razu o co mi chodzi ale on to wylansował później ,,,, paralelne światy ,,,, paralelne życia ,,,, Przypomniałem sobie teraz jak we wczesnej młodości wyszedłem z domu mojego kolegi trochę sie przewietrzyć i nie mogłem do niego wrócić ,,,, wszyscy mnie szukali ze trzy godziny w osadzie złożonej z dziesięciu domów ,,, wszystkim zepsułem urodzinową imprezę
          ale to już inna bajka ,,,, Kończę na tym bo się strasznie rospisałem i popsuję zabawę ….

    • Kaśka, tak mądrze piszesz, że trzeba będzie Ci pomnik wybudować. Po Jarku, oczywiście. Hihi. Ja też nie chce umrzeć, chociaż jak masz świadomość, że są inne planety to… Musimy tu walczyć, do zajebania!! Ale mądrze!!! Kiss…

      • Areckir, pomnik powiadasz? Zaraz pęknę z dumy, ale nie powiem, że bym nie chciała 😉
        Ja naprawdę nie chcę umrzeć. Jak sobie o tym pomyślę, to chce mi się płakać.Dosłownie. Czasem lecą mi łzy…………..
        To takie niesprawiedliwe………………………… 🙁

        • No ja bym Ci pomnik postawił, Katharos 😉

          Nie umrzesz, wędrówka dusz istnieje. Nie ma ostatecznego dowodu i z jakichś przyczyn nigdy go nie poznamy. Ale są dowody na to, że istnieje „coś więcej” niż tylko materia. I że to „coś więcej niż materia” jest nam przyjazne i wspiera naszą powolną ewolucję.

            • Kobieta uśmiechnięta, patrząca śmiało oczami prosto do przodu, z której emanuje siła i radość, która przyciąga. W ręku trzyma gałązkę oliwną symbolizującą pokój, a na ramieniu na pasku ma karabin maszynowy 😉

            • Nie, nie, to nie ja. Rzadko się uśmiecham.
              Zamiast kałacha, wolałabym broń psychologiczną…………….

            • Katharos, z tego kałacha to ja bym nie rezygnowała. 😉 Człowiek z kałachem wzbudza ogólny respekt, więc żadna szuja Ci nie podskoczy. No i dobry będzie dla zmylenia przeciwnika – nikomu nie przyjdzie do głowy, że możesz użyć broni psychologicznej. 🙂 A tak swoją drogą też jestem ciekawa, jak rodzaj tej broni masz na myśli.

            • O, Viola, dawno Cię nie było. No ja chcę postawić Katharos taki monument haha 😉

              A tak btw to wena twórcza mi wróciła, dziś napiszę nowy artykuł. 😉

            • @Jarek Kefir
              Zajęta byłam. Właśnie przeczytałam o tym pomniku i bardzo mi się ta idea spodobała. 🙂 Ja też uważam, ze kałach być musi. 😉

            • Cześć Viola, w zasadzie masz rację. O ja nieszczęsna! Narzekam, że w Polsce nie ma pozwolenia na broń, że jesteśmy goli i weseli, rozbrojeni na maksa, i co robię? Dobrowolnie rezygnuję z broni.

              Broni psychologicznej jest wiele, np. manipulacja. I w niej chyba zamyka się cała reszta. I oczywiście własna odporność na mind control.

            • Cześć Katharos, miło mi się zrobiło, gdy zobaczyłam Twój wpis. 🙂 Dobry kałach nie jest zły. 😉 Jeśli chodzi o manipulację, to trzeba być niezłym manipulatorem, żeby się przed nią ustrzec. Co do mind control, to chyba nie każdy jest na to podatny.

            • Viola, każdy jest podatny. Każdy. Nawet manipulator jest podatny na manipulacje.

              A co do Zuzi – nie rozmawiam o niej do dziś, nie myślę o tym, co zrobiłam, nie oglądam jej zdjęć. Nie mogę.

            • @Viola – pytanie tylko, czy to mind control, czy po prostu czyjaś… choroba, jak w przypadku autora Marka Podleckiego? 😀 Ja to środowisko obserwuję od ładnych kilku lat. I tam granica między teorią spiskową a chorobą danego blogera jest zatarta. Przez te lata niejedną akcję widziałem.

              Gdyby oni w tak łatwy sposób mind controlowali i klątwili, to powtarzam – nie zostałoby zbyt wielu ludzi na świecie. 😉 A tacy jak ja powinni przewrócić się w grobie z 10 razy już. 😀

            • No wiesz, ja niereformowalny niedowiarek jestem. 😉 Wierzę w to, czego doświadczam.
              A co do Zuzi, doskonale Cię rozumiem. Sama opłakałam niejednego zwierzaczka. ;-( Domyślam się, że jest Ci ciężko i zastanawiasz się, czy postąpiłaś słusznie. Pewnie Cię to nie pocieszy, ale byłam świadkiem śmierci w strasznych męczarniach mojego kotka. Dostał zastrzyki, które były ostatnią deską ratunku i byłam umówiona z weterynarzem, że z samego rana przyjdzie go uśpić, gdyby się okazało, że nie pomogły. Siedziałam przy nim w nocy i wyłam z rozpaczy i bezsilności. Jeszcze teraz chce mi się płakać, gdy o tym pomyślę. Modliłam się, żeby szybciej nadszedł ranek. Kotek tego ranka już nie doczekał. :- ( Może właśnie takiego cierpienia oszczędziłaś swojej kici.

            • Dziękuję Ci, Viola, mam taką nadzieję. Mnie też chce się teraz płakać, ale jestem wdzięczna, że poznałam Ciebie, osobę, która czuje dokładnie to, co ja.

            • @Jarek Kefir
              Między innymi dlatego do takich historii podchodzę z dużym dystansem. No i nie ukrywam, że bardzo poprawia mi samopoczucie przekonanie, że tyko ja decyduję o sobie..

            • Katharos, to naturalne, że chce Ci się płakać. Po śmierci każdej żywej istoty, którą kochaliśmy, przejście przez okres żałoby jest nieuniknione. Gdy zagoją się otwarte rany w sercu (blizny pozostają chyba na zawsze), przychodzi wdzięczność za to, że ta istota chciała być częścią naszego życia. Przynajmniej ja tak to odczuwam.
              Jeśli chodzi o drugą część Twojej wypowiedzi, najlepiej rozumieją drugiego człowieka osoby, które przeżyły to samo i obdarzone są podobną wrażliwością. Po niektórych coś takiego spłynęłoby jak po kaczce. Kiedyś też bardzo chciałam być taka, ale doszłam do wniosku, że życie takich osób nie jest tak pełne i świadome i ostatecznie uznałam wrażliwość za zaletę. Choć nie raz dała mi po dupie.

            • Tak, tak, o to chodziło. Czujesz dokładnie to, co ja, ponieważ to przeżyłaś. Przeżyłaś to samo z istotą, którą kochałaś tak prawdziwie, jak ja Zuzię.
              Też marzyłam, by nie czuć nic i nie ukrywam, że i dziś o tym myślę.
              Nie jestem pewna, czy ”dziś” wrażliwość jest zaletą, no ale czego nie można zmienić, należy zaakceptować.
              A poza tym dobrze jest mieć świadomość, że ze swoją wrażliwością nie jesteśmy sami.
              Ty Jesteś wspaniała , tak Cię widzę, podziwiam Twoją wrażliwość.

            • Z tą moją wspaniałością to mocno przesadziłaś. Mam swoje zalety i wady. Jak każdy człowiek. Ale dzięki za miłe słowa. 🙂
              A wrażliwość sprawia, że nie tylko to, co złe, ale i to, co dobre i piękne odczuwamy każdą komórką ciała i każdą cząstką duszy.
              A co z naszym buntem przeciwko śmierci? Aktualny? Zrobiło się zimno, więc pewnie pyton zakończył żywot albo zaszył się w jakimś cieplusim miejscu. Trzeba wymyślić plan B. 😉

            • No jak to co z buntem? Dzięki Zuzi jestem jeszcze bardziej wkurwiona. Bunt nie minął i nie minie. Nigdy.Nigdy.
              Choćby nie wiem co, nigdy, w tej kwestii, zdania nie zmienię.
              A wąż? No raczej, ale, jeśli nie znajdzie ciepłego miejsca, to nie przeżyje polskiej zimy.
              Co ja gadam, przecież klimat się ocieplił, he he

            • Tak czy inaczej pytona już nie znajdziemy. I jednak to zwierzaki trochę go żal, choć gadów nie lubię. Może zastąpimy go jakąś żmiją w ludzkiej skórze? Takowych na świecie dostatek.

            • Pięknie powiedziane. Żmija w ludzkiej skórze. To przykre, ale tak jest w istocie i mam nadzieję, że żadnej z nich nie spotkam.

            • Popieram w całej rozciągłości.
              A co do węża (tego z raju), to pomyślałam sobie, że właściwie to z jakiej racji mamy mu szukać dziewczyny? W końcu nie jesteśmy biurem matrymonialnym, ani portalem randkowym. Zabierzmy ze sobą Krystynę P. i powiedzmy, że wąż jest z KOD-u. Tak mu da popalić, że będzie zwiewał prawie z szybkością światła. A wtedy my spokojnie ukradniemy jabłka. 😉

            • Aaaaaaaa, w ten sposób, żeby oni nie zeżarli.
              To tak.
              Tylko nie wiem, czy my nie skusiłybyśmy się.
              No wiesz, jak we ”Władcy pierścieni” – my precious.

            • My możemy. Nas zakaz nie dotyczy, bo wtedy nie było nas w raju. A jak zjemy jeszcze jabłka z Drzewa Życia, to nie umrzemy i pewnie się to przeniesie na innych.

            • No i jak zwykle padłam przed zakończeniem rozmowy. 😀 Ale 1:43 – to i tak dzielna byłam. 😉
              Na nas się przeniesie, bo zjemy te owoce nieśmiertelności. A na innych, to nie wiem. Może wszystkie żywe istoty stanowią taki system naczyń połączonych. W przeciwnym razie zwierzęta nie cierpiałyby z tego powodu, że jacyś ludzie najpierw się zbuntowali, a później zabrakło im jaj, żeby ten bunt doprowadzić do pozytywnego końca. 😉
              Jeśli chodzi o zwierzęta, to córka sąsiadki mi opowiadała, że na lekcji religii ksiądz zapytany przez młodzież, dlaczego zwierzęta cierpią, chociaż nie zgrzeszyły, odpowiedział, że zwierzęta nie cierpią. No nóż się w kieszeni otwiera!

            • Hej hej
              T ja Ci Viola powiem, że książęta kościoła nienawidzą zwierząt, i dzieci też, stąd tyle pedofilii w kościele.
              Ich nie rusza cierpienie ani krzywdzonych zwierząt, ani krzywdzonych dzieci. To są psychole i psychopaci, a dla mnie ścierwa.
              Dla mnie to zera i nikty i już nie będę się rozwodzić co o nich myślę, co ja bym z takimi zrobiła i gdzie ich miejsce.
              Mnie tylko zastanawia jaki mechanizm powoduje, że istnieją tacy ludzie jak ja, Ty i wiele innych, którzy prawdziwie kochają zwierzęta, kiedy zwierzę cierpi, cierpią razem z nim, czując całym sobą jego ból i nierzadko swoją bezsilność wobec cierpienia żywej, czującej istoty, no i są bestie w kształcie człowieka, kompletnie wyzute z człowieczeństwa, potwory w ludzkiej skórze niezdolne do jakichkolwiek prawdziwych uczuć.Takie szmaty nie kochają, ba!, nie lubią, a nierzadko i nienawidzą samych siebie za to kim są, lub kim się stali.
              Nienawidzę ich. Gardzę nimi.
              A temu księdzu- potworowi życzę wszystkiego najgorszego
              Autorytet, sadysta zajebany.

            • Hejka Katharos, po prostu szkoda gadać. 🙁
              I jakbyśmy mieli mało problemów ze swoimi psycholami, rząd potajemnie ściąga nam jeszcze na głowę pedofilów i zoofilów w jednym. Ktoś tu niedawno wspomniał o podpisaniu w tajemnicy przez „nasz” rząd haniebnej, zobowiązującej do przyjęcia imigrantów z Afryki deklaracji z Marrakeszu, możliwej dzięki dyplomatycznej aktywności Watykanu – zdrajcy naszej kultury i rasy, o czym żadne polskojęzyczne media nie wspomniały, choć kraje zachodnie głośno świętowały ten „sukces”. Węgrzy oczywiście mieli jaja i nie podpisali jej uznając za sprzeczną z ich interesami. 10 grudnia ma być jeszcze podpisany Pakt Migracyjny ONZ, który umożliwi migrację na gigantyczną, niespotykaną dotąd skalę i gdzie jest zapis o penalizacji mowy nienawiści wobec uchodźców i migrantów. To jeszcze nie wszystko. Podpisana została dwustronna umowa z Uzbekistanem, znaną wylęgarnią terrorystów, o sprowadzeniu kilku tysięcy jego obywateli do pracy w Polsce. Trwają prace nad zliberalizowaniem przepisów prawa, które dotyczą imigrantów z możliwością pobierania przez nich wszelkich świadczeń socjalnych z 500+ włącznie. Dlatego miałam rację, że nie ufałam politykom. To z małymi wyjątkami zdrajcy i sprzedawczyki.

            • Katharos, moje komentarze też czasem leciały do spamu. Jarek jak zobaczy, to przywróci. Poczekam cierpliwie. Jestem pewna, że te informacje zajeżyły Cię tak samo jak mnie, albo jeszcze bardziej.

            • No i nie ma go w spamie.
              Tak, jestem tak samo zbulwersowana, jak Ty.
              Na marginesie, to mój pierwszy komentarz na blogu Jarka, który trafił w niebyt.
              Pisałam, że coś słyszała o tym, co napisałaś, ale nie o wszystkim.
              I że rząd to sprzedawczyki, złodzieje, kłamczuchy, ale przede wszystkim psychopaci i mordercy.
              Ściągają do Polski terrorystów, żeby nas powybijali. Będziemy umierać.

            • I mało kto się temu sprzeciwił. Kilku posłów partii rządzącej oburzyło się, że przez takie postępowanie przegrają następne wybory, chyba dwie posłanki wystosowały do premiera interpelacje, na które do tej pory nie uzyskały odpowiedzi. A bardzo mało ludzi o tym wie lub zdaje sobie sprawę z konsekwencji.

            • W internetach znalazłam. Czasem czytam trochę komentarzy pod artykułami.Sprawdziłam wiarygodność na kilkunastu różnych stronach. No i te pytania do premiera tego dotyczą. Co do deklaracji, to jej tekst można ją znaleźć w języku angielskim wraz z listą sygnatariuszy. A na stronie MSZ jej nie było (nie wiem, jak jest teraz). Ani nawet info, że została podpisana. Tylko kłamali, jak chcieli dostać się do żłobów. A jak „ciemny lud to kupił”, robią swoje. Tak jak poprzednicy.

            • A w międzyczasie otrąbili jako swój sukces to, że sprzeciwili się w sprawie przymusowej relokacji imigrantów i KE zgodziła się na to, co oni proponowali. Szubrawcy.

            • Ale naprodukowałyśmy Jarkowi komentarzy! Ja nie wybrałam opcji powiadamiania o komentarzach i tak przewijam, przewijam i końca nie widać. 😀

            • Och, jak tu miło 😉 Ok, postawię Kasi pomnik, a Violi medal 😀 Tylko co na nim wygrawerowane? 😀

            • Miło, bo my jesteśmy miłe. 😉 Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to na awersie fiołek, a wokół niego sentencja: „Quidquid agis, prudenter agas et respice finem.” A na rewersie uśmiechnięte słoneczko i napis :”Grunt to się nie przejmować, dobrze się odżywiać i mieć wygodne buty.” Ale może masz lepszą propozycję? Jestem otwarta na każdą fajną zmianę. 🙂

  2. Nieważne, czy to gnostycka, czy jakakolwiek inna wizja – koniec jest zawsze taki sam. Dla każdego z nas – bez wyjątku.
    Wiara, lub przekonanie o istnieniu duszy daje nadzieję, jednak – z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.
    To jest okropne, niesprawiedliwe i straszne.

    • Kasiu, bunt przeciwko śmierci? Nie pytano mnie o zgodę na zaistnienie w świecie, w którym będę musiał kiedyś umrzeć. Znam to. 😉

      Obejrzyj ten film „Mr Nobody” – tam jest także wątek niemiertelności. Było coś przerażającego w tym ich „immortalnym” świecie roku 2096. Tak przerażającego, że ostatni śmiertelnik nie poddany tej telomeryzacji chciał umrzeć, pomimo że społeczeństwo w głosowaniu pozwoliło mu żyć.

      • Nie zgadzam się na starość i śmierć kropka.
        Film bardzo chcę zobaczyć, ale póki co nie mam do niego dostępu.
        Jeżeli ktoś chce umrzeć, dobrowolnie, bardzo proszę.
        Ale ja nie chcę!!!!!
        I nie chcę być stara. Nie chcę.

  3. Mi od dawien dawna podoba się takie hasło, nazwałbym je nawet egzystencjalnym mottem istnienia, dotyczącym natury istnienia naszego życia, tj: „Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”. We mnie to motto koreluje z moim duchowym antynatalizmem, gdyż wola nie posiadania dzieci ma u mnie podłoże metafizyczne, a nie stricte materialistyczne.
    I w tym miejscu warto się odwołać do sztuki, która życie ilustruje i opisuje, albowiem jest też film, znanego polskiego reżysera – Krzysztofa Zanussiego https://www.filmweb.pl/film/%C5%BBycie+jako+
    %C5%9Bmiertelna+choroba+przenoszona+drog%C4%85+p%C5%82ciow%C4%85-2000-1150 –
    „Już sam tytuł filmu pozwala nam przypuszczać, że Krzysztof Zanussi znów jest w świetnej formie i możemy oto mieć do czynienia z dziełem wyjątkowym. „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” to fraza prowokacyjna, lecz jeśli do żywota naszego podejdziemy z pewną rezerwą i zabarwionym ironią dystansem, to czyż odmówimy jej słuszności?
    Na ekranie mamy do czynienia z przejmującym dramatem o cechach traktatu filozoficzno-etycznego na temat postawy człowieka w obliczu nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Wszakże ludzkie wybory moralne, rozważania natury egzystencjalnej, sfera eschatologii, słowem: pytania o cel i sens życia – stanowią problematykę przez Zanussiego podejmowaną nieomal w każdym kolejnym filmie; są w zasadzie znakiem rozpoznawczym jego twórczości.”

    Nie widziałem tego filmu, bynajmniej sobie nie przypominam ale bodziec wymowy tego felietonu natchnął mnie do seansu. Pogrzebałem w filmografii Zanussiego, i trafiłem na tematycznie ciekawy film egzystencjalny, który myślę warto też sobie obejrzeć.

    https://www.filmweb.pl/film/Iluminacja-1972-1136
    „Franciszek Retman jest dwudziestokilkuletnim studentem fizyki, który poszukuje sensu swojego życia. Wydarzenia, jakie spotyka na swojej drodze – śmierć przyjaciela w górach, przelotny romans i niespodziewana ciąża z jego późniejszą żoną, kilkakrotnie przerywane studia – uświadamiają mu, że człowiek nie jest zdolny sam całkowicie kształtować swojego życia.”

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.