Felietony i artykuły autorskie

JAK OSIĄGNĄĆ OŚWIECENIE? NIESTETY ALE TO NIE TAK JAK MYŚLISZ!

Jak osiągnąć to mityczne duchowe oświecenie? Odpowiem Ci: to niemożliwe!

Alternatywna duchowość zaczyna być coraz bardziej popularna. Dla wielu ludzi dotychczasowe próby wytłumaczenia świata duchowego za pomocą tradycyjnych religii monoteistycznych okazały się być niewystarczające. Szukamy czegoś innego, czegoś więcej. Nie zadowalamy się już tym, co w dobrej wierze przekazali nam dziadkowie, rodzice czy nauczyciele. Często skłaniamy się ku duchowości typu new age lub ku duchowości ezoterycznej. Niestety, ale oprócz fundamentalnych bzdur towarzyszących każdej z religii, pojęcia new age i ezoteryka zostały strywializowane. Stały się elementami pop-kultury, debaty publicznej, jak i dowcipów czy internetowych memów. Przekaz się rozmył. Stracił na wartości i jakości, ale za to stał się bardzo powszechny. Tak się dzieje z każdym zjawiskiem, które po etapie „niszowości” staje się popularne. Jego jakość spada, ale siła oddziaływania wzrasta. Jest to inaczej „prawo tłumu”, zgodnie z którym jednostka może być inteligentna, ale tłum już nie.

Cytat: „Po II Wojnie Światowej grupa Czcigodnych Wtajemniczonych zdecydowała o udostępnieniu dla powszechnego ogółu wiedzy, którą od tysiącleci przechowują i pielęgnują nasze tajne Bractwa. Niewykształceni prostaczkowie zaczęli obcować z naszymi ukrywanymi dotąd doktrynami. Tak powstał nurt new age. Chcieliśmy zbadać, jak zostanie przyjęta najwybitniejsza wiedza świata i jaki wpływ na równowagę systemu będzie ona miała. Chcieliśmy też przekonać się, czy masy ludzkie są zdolne do jej przyswojenia. Wyniki eksperymentu są Tobie znane. W miejsce rzetelnej wiedzy stworzyliście „duchowy fast-food”, a w miejsce kapłańskiego nakrycia głowy zaczęliście zakładać folię aluminiową na głowę by bronić się przed dziwactwami typu gwałtami kosmitów. Nawet symbole duchowe produkujecie z plastiku w Chinach, rękoma niewolników, a potem kupujecie je na ezo-bazarach lub w ichnich sklepach internetowych. Zaiste! Duchowy fast-food w jarmarczno-cebulowym klimacie! Ale stało się to, co miało się stać. Jedni przeszli przez ten „globalny test inteligencji”, a inni już nie. W ostatecznym rozrachunku właśnie o to chodziło!”

Przebudzenie i oświecenie którego nikt nigdy nie widział

Przebudzenie i oświecenie jest jak mitologiczne smoki i jednorożce: każdy o nim słyszał, nikt go nie widział. Przebudzenie i oświecenie nie istnieje w takiej formie, w jakiej opisują to hurraoptymistyczne książki duchowe w stylu Osho. Można taki stan osiągnąć, ale tylko chwilowo, gdy coś ważnego w życiu się przepracuje, gdy wejdzie się na ważną ścieżkę. Ojciec psychologii, Carl Gustav Jung nazwał ten stan „inflacją archetypu” i nie ma w tym zbyt wiele tajemnicy poza tą, że jest to wybitny znak tego, że jesteś na dobrej ścieżce w życiu. Po kilku dniach „inflacja archetypu” zanika na rzecz poprzedniego stanu mentalnego, i ot, cała tajemnica. Nie ma takich osób które non stop byłyby w medytacyjnym „tu i teraz”. Nie ma wiecznie „wysokowibracyjnych” ludzi. Nie ma ludzi, którzy odczuwają i myślą cały czas w pozytywie. Umysł lubi gry, i jeśli człowiek za bardzo idzie ku „wysokim wibracjom”, to kwestią czasu jest moment gdy życie brutalnie sprowadzi go na ziemię.

Przebudzenie i oświecenie to nieustanne „gonienie króliczka”. Znasz już przecież ten mechanizm. Człowiek kupuje samochód, ale po 2 latach przestaje mu się podobać. Po 4 latach ma go dość i kupuje nowy. Potem kupuje mieszkanie, a potem dom. Gdy ma już dużo, to choruje na syndrom „nie mam już czego pragnąć”. Szczególnie dobrze widać to u dzieci bogatych i nadopiekuńczych rodziców, które mają cały pokój zabawek i „nie mają już czego chcieć”. Ale czy ta sama zasada może być powielona w dążeniu do mitycznego przebudzenia i oświecenia? Niestety, ale najczęściej tak jest. Będziesz zaznajamiał się z coraz to innymi guru i nauczycielami duchowymi. Będziesz poznawał coraz to nową metodę, od medytacji, po numerologię i jogę, aż po klepanie jakichś afirmacji. Będziesz coraz bardziej i bardziej zdesperowany, że choć dążysz do wzniosłych celów i wysokich wibracji, to ciągle wyskakują jakieś negatywizmy.

Będziesz coraz bardziej zdesperowany tym, że dążysz do duchowej „fatamorgany”

Będziesz zdesperowany tym, że rezultatu jak nie było, tak nie ma. Będziesz zdesperowany tym, że żadna filozofia, żadna doktryna, żadna szkoła duchowa, żaden guru nie da Ci ostatecznych dowodów, nie odda całej prawdy i nie odpowie. Uważasz, że cel istnienia (wszech)świata jest taki i taki? A przepraszam, jakie masz na to dowody, człowiecze? Uważasz, że po śmierci jest tak i tak? Że prawa duchowe działają tak a nie inaczej? A przepraszam, jakie masz na to dowody, człowiecze? Nie mogę wierzyć bez dowodów. No właśnie.. I w końcu: będziesz zdesperowany tym, że choć medytujesz, uduchawiasz się, czytasz kolejne artykuły i książki, to przebudzenie i oświecenie nie następuje. Z prostej przyczyny: jeśli coś nie istnieje i jest kolejną „klatką systemu”, niczym kolejny sześcian w filmach „Cube”, to nie będzie tego w życiu realnym.

Bóg jest iluzją umysłu dziecka. Człowiek, który nie dorósł mentalnie, pomimo tego, że jego ciało jest już fizycznie dorosłe, dalej podświadomie „szuka rodzica” przez całe dorosłe życie. Rolę „rodzica” przejmuje najczęściej społeczeństwo i jego twarde zasady, nie pozostawiające miejsca na indywidualność. Cóż, te zasady muszą być, by trzymać w ryzach system. „Rodzicem” może być też idea, religia, partia polityczna lub.. duchowy guru czy szkoła duchowa. W myśl tej zasady szukanie przebudzenia i oświecenia to tak naprawdę iluzja niedojrzałego umysłu. Pragnienie Boga jest pragnieniem umysłu dziecka, by ktoś się nim zaopiekował, bo on sam nie umie. Dziecko musi być pod czyjąś „opieką”, także to „dorosłe dziecko”. Dla przykładu: dzieckiem do 18 roku życia opiekuje się szkoła, narzucając mu to, jak ma się myśleć. „Dorosłym dzieckiem” z kolei opiekuje się na przykład ideologia, która też nakazuje mu, jak ma myśleć. Bo skoro ktoś (czyli „dorosłe dziecko”) nie potrafi myśleć samodzielnie, to ktoś lub coś musi mu to myślenie narzucić.

Oczekujesz na „duchowe cuda” które jednak nie nadchodzą

Przebudzenie i oświecenie powiela stary błąd religii. Zabiera Ci to bezcenne życie, które masz tu i teraz, obiecując że coś cennego będziesz miał w przyszłości. Że jeszcze tylko chwila, ale jeszcze nie teraz, że tuż tuż złapiesz tego króliczka. Przez lata gonisz za widmem, nie wiedząc, że tak naprawdę to widmo. Zdajesz sobie sprawę, jak trudno to oświecenie w stylu Osho osiągnąć. Zdajesz sobie sprawę, że osiągają to nieliczni, jedni z niewielu. Zdwajasz, a następnie potrajasz wysiłki. Frustrujesz się. Oczekujesz na cuda, które nie nadchodzą. Kolejnym ciekawym aspektem tej wielkiej i niekończącej się pogoni za przebudzeniem i oświeceniem jest brak tak zwanej „instrukcji obsługi”. Ani de Mello, ani Tolle, ani Osho nie powiedzieli co robić, by do tego oświecenia dojść. Opisali coś, ale nie powiedzieli, jak to coś osiągnąć, jak to wprowadzić w życie realne.

I tutaj przychodzi stara-nowa prawda. Otóż „skuteczność jest miarą prawdy”. Co najlepiej i w ostateczny sposób weryfikuje każdą teorie i hipotezę, w tym teorie duchowe? Czy robi to „coś” ze sfery ducha? Nie. Robi to materia, czyli inaczej świat realny, a jeszcze inaczej – zwykłe codzienne życie. Jeśli jakaś teoria (polityczna, duchowa i każda inna) nie sprawdza się w świecie realnym i nie daje dobrych owoców, to nie jest ona prawdziwa. Inna kwestia to fakt, że żadna z tych teorii nie odda całości ani nie będzie prawdziwa w stu procentach. Ktoś nawet żartował, że na tym świecie żaden system nie będzie działał. Wracając do meritum: gdyby te teorie o oświeceniu były prawdziwe, to dziś mielibyśmy całe armie oświeconych, którzy samą siłą myśli wtrącaliby skorumpowanych polityków do więzień. Tak jednak nie jest. Ba, częste jest wręcz odmienne zjawisko – „oświeconego od dupy strony”, który walczy z innymi osobami duchowymi, szkaluje je, obraża, oskarża. Bo przecież tylko jego droga i tylko jego duchowość jest dobra. Cała reszta to wg nich zwodziciele, niskowibracyjni, nieuduchowieni, idioci i tak dalej.

W wielu artykułach opisywałem coś, co jest procesem rzeczywistym, a co czasami występuje na tej drodze. Po jakimś czasie możesz dojść do skrajnego w swej istocie wniosku, że żadna ziemska doktryna nie wytłumaczy całej prawdy, która jest nieskończenie skomplikowana. Ziemskie mapy rzeczywistości (czyli doktryny), które są ułomne i ograniczone, tak jak ludzki umysł, zderzają się z głębią i tajemnicą stworzenia, które jest nieskończone. A to, co jest nieskończone, jest jednocześnie nieopisywalne – czyli jego pełne i wyczerpujące opisanie jest niemożliwe. Są to granice ludzkiego poznania za pomocą umysłu, które nazwałem „uderzeniem w ścianę”. Niezgłębiona tajemnica stworzenia jak i życia otwiera się przed Tobą, a wewnętrzne, rozpaczliwe monologi umysłu powoli wygasają. Nie musisz już wiedzieć wszystkiego. Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi. Nie musisz już mieć pewności, co jest po śmierci, i nie musisz wiedzieć jaki jest sens życia czy sens trwania świata.

Tajemnica śmierci to też tajemnica życia, to ostateczna bariera i ostateczne tabu

I to jest dobre. Odpuszczasz gorączkowe i desperackie próby poszukiwania prawdy, bo wiesz, że póki żyjesz jej nie poznasz. Ostateczną i nieprzekraczalną granicą prawdy jest śmierć, a za nią wielka niewiadoma – tak wielka, jak samo życie. Tak, po śmierci się wszystkiego dowiemy. I tylko po niej. Póki co, jesteśmy zdani na teorie, hipotezy, domniemania. Jesteśmy zdani na teorie innych, lub sami coś sobie wymyślamy. W ostatecznym rozrachunku i tak nie ma znaczenia, czy przyswoimy sobie mapę kogoś innego (np katolicyzm), czy zbudujemy sami swoją mapę na podstawie tajemnych tekstów. Bo jeśli nasze poszukiwania będą podszyte nachalną chęcią i rozpaczliwym lękiem, to co nam po nich?

Poniżej – najważniejsze artykuły, jakie dotąd napisałem. Opowiadają one o „uderzeniu w ścianę”, gdy człowiek dociera do granic ludzkiego poznania. Do umysłu dociera, że żadna ideologia, żadna doktryna polityczna czy społeczna, żadna szkoła duchowa nie da mu odpowiedzi na odwieczne człowiecze pytania i nie odda całości niezmiernie skomplikowanej prawdy. Ani Platon, ani Jezus, ani Dawkins nie wiedzieli, czym jest sens życia, co jest po śmierci i tak dalej. „Wolność od poszukiwania oświecenia jest prawdziwym przebudzeniem.”

Prawo przyciągania: dlaczego duchowość nas zawodzi a marzenia się nie spełniają?! (14.05.2018)
Tajemnicze poziomy świadomości w rozwoju duchowym. Na którym Ty jesteś? (06.05.2018)
Oszustwo wysokich wibracji, iluzja otwierania serca, czyli paranoje duchowości new age (18.04.2018)
Czy opętanie istnieje?! Religie i doktryny duchowe Cię okłamują! (12.04.2018)
Sekrety duchowości: czy religie i nauka ukrywają to, co jest po śmierci? (11.04.2018)
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Oświecenie duchowe a „uderzenie w ścianę”

Po tym „uderzeniu w ścianę” możesz stwierdzić, że to nie tego się spodziewałeś. Zadam Ci pytanie pomocnicze: z czego jesteś w stanie zrezygnować, by do tego momentu poznania dojść? Jak wiele złudzeń, często tych pięknych, może w Tobie prysnąć? Ponoć wyzbycie się złudzeń jest rzeczą dobrą i uwalniającą, ale czy aby na pewno? Ludzkie życie to rozpaczliwe momenty nudy, doprawione momentami dramatu. Z rzadka pojawi się tylko jakieś pozytywne uniesienie. Za to pojawia się nadzieja, kochanka strachu. Najbardziej zwodnicze i okrutne uczucia świata. Bo to nadzieja pcha nas do przodu, często w sytuacjach beznadziejnych.

W tej mieszaninie nudy i krótkich pięknych uniesień, połączonej z niepewnością co do tego czy i kiedy wydarzą się te złe chwile, rozpaczliwie poszukujemy ram narracyjnych, które mają tę całą naszą egzystencję wyjaśnić. A co jeśli człowiek nie wierzy już w nic i wyzbył się wszystkich złudzeń? Pal licho te całe ideologie polityczne i religie monoteistyczne, czyli tradycyjne, ale upadające już systemy władzy. Chuj z nimi, jak ktoś nie umie myśleć, to niech ideologia czy tam religia myśli za niego. Ale tu chodzi o to, że „wiara” to coś więcej niż ideologie czy religie. Wiara w neoliberalny mit „American Dream”, że kiedyś tam zostaniemy absolwentami Harvardu, inżynierami, że polecimy na marsa. Ale już teraz wiemy, że ten mit upadł, a wierzą w niego raczej starsi (+45) i raczej głupsi, którzy nadal w głowie mają słowa Balcerowicza i ocet na półkach.

Wiara w słuszność systemu a wiedza o tym jak naprawdę on działa

Wiara w strukturę społeczną i w jej słuszność. Ale jej już nie ma, bo znamy „trupy w szafie”, jakie ma każde społeczeństwo. Jednak wiemy, że trwanie struktury społecznej jest konieczne by chronić nas przed anarchią. Ale co więcej? Jaka jest moja rola w tym „dulskim” mechanizmie? Wiara to także wiara w to, że nasze istnienie ma sens, że istnienie świata ma sens i cel. Że nasza praca wnosi coś do świata, że istniejemy „po coś”, a nie tylko po to, by harować jak wół by mieć ledwie na żarcie, piwo z Biedronki i rachunki. Wiara w to, że warto kochać płeć przeciwną, tak odmienną, i w ogóle że warto zaufać temu drugiemu człowiekowi i niejako odsłonić się przed nim. Także wiara w to, że warto w takim świecie dać życie nowej istocie – swojemu dziecku. Te wszystkie przedstawione „wiary” albo chwieją się w posadach, albo upadają z hukiem.

Wróćmy do naszej zwodniczej nadziei, kochanki strachu. Ona zawsze pojawia się tam, gdzie strach, ból, cierpienie i łzy. Ma za zadanie odciągnąć Cię od rozmyślań nad swoim złym stanem. Człowiek został sam, niejako na lodzie. Wie, że karmiono go złudzeniami całe życie. Dano Ci wiedzę, która nie pasuje do realiów świata i nie pozwala Ci być szczęśliwym. Dano Ci iluzję tego, że wystarczy tylko ciężko i uczciwie pracować, to neoliberalny mit American Dream to wynagrodzi bogactwem. Gazety i TV obiecały Ci, że kiedyś będziesz jak Ci podziwiani sportowcy, gwiazdy rocka czy instagramowe, perfekcyjne modelki i modele. Dano Ci olbrzymi pakiet nadziei w wieku tych 16, 18 i 20 lat. Masz tego potężnego kopa, który popchnął Cię w otchłań iluzji, i przystosował do świata, który nie istnieje.

Gdyby nie te dwa pierwiastki – wiara i nadzieja – nie rzucałbyś się tak ochoczo na głęboką wodę u zarania życia, gdy nie wiesz o nim nic. Nadzieja to z jednej strony bufor bezpieczeństwa, który zapobiega popadnięciu w całkowitą rozpacz, gdy przytrafiają się złe chwile. Z drugiej strony, nadzieja ma tak przedstawić młodej osobie ten świat, by ona ochoczo realizowała oczekiwania tego świata. A więc nabrała kredytów, pracowała, rozmnażała się, i nie rozmyślała nad zagrożeniami i złymi scenariuszami. Obejrzyj sobie pierwszą lepszą głupawą polską telenowelę, taką jak Barwy Szczęścia, by zrozumieć ten mechanizm. Gdy się zaczyna, masz roześmianych, radosnych aktorów pulsujących szczęściem, i ich filmowe pseudonimy. Zaś gdy serial się zaczyna, to masz tragedie, traumy, walkę, rozpacz i łzy.

Wiara i nadzieja czyli fałszywy klejnot życia

Piosenkarz Ryszard Rynkowski nazwał nadzieję „fałszywym klejnotem” który daje ułudę i pomaga jakoś znieść tę codzienną rozpacz. Często starsi, mądrzy ludzie dochodzili do zadziwiająco podobnych wniosków, analizując mechanizm strachu, rozpaczy i natychmiast pojawiającej się nadziei, że to kiedyś minie, że będzie lepiej, że jeszcze się odkujemy. Mijają lata i wcale nie ma tego „odkucia się”, ale stale jest ta zatruta pigułka zwana nadzieją. Poniżej fragment tekstu piosenki Ryszarda Rynkowskiego:

Los Cię w drogę pchnął
I ukradkiem drwiąc się śmiał,
Bo nadzieję dając Ci,
Fałszywy klejnot dał.
A Ty idąc w świat
Patrzysz w klejnot ten co dnia
Chociaż rozpacz już od lat
Wyziera z jego dna ( co dnia )

Na rozstaju dróg
Gdzie przydrożny Chrystus stał
Zapytałeś dokąd iść
Frasobliwą minę miał
Przystanąłeś więc
Z płaczem brzóz sprzymierzyć się
I uronić pierwszy raz
W czerwone wino łzę (w wino łzę)
Dalsza część tekstu piosenki: Ryszard Rynkowski – Szczęśliwej Drogi już Czas [LINK TUTAJ]

Po traumie oświecenia pozbierać siebie na nowo

No właśnie, a co poza tymi wszystkimi złudzeniami, poza braniem czegoś na wiarę i poza złudną nadzieją? Jak od nowa pozbierać siebie z tysiąca kawałków? Pomagają tu rzeczy najprostsze. Popatrz na dziadka, który z pełnią spokoju, siedząc na ławce, czyta książkę lub patrzy na ptaki. Codzienne radości – to z nich składa się życie i to je będziesz wspominał po latach, ale też u kresu swoich dni. Nie przejmowanie się głupotami, w tym wszelkimi różnymi filozofiami, jak to na świecie jest źle i jak to system nas wyzyskuje. System jest naszą wspólną, zbiorową kreacją. Mamy taki system i takich polityków, jacy sami jesteśmy. To wszystko zmienia się przez dziesięciolecia, stulecia a nawet millenia. Ewolucja systemu (masy, ludzkości) jest powolnym procesem, dlatego jednostka musi zwyczajnie wyluzować i zająć się sobą i bliskimi.

Warto dać zgodę na to, by ludzie byli tacy, jacy chcą, z jednoczesnym zastrzeżeniem, że my też prawo być takimi, jakimi chcemy i realizować to, co nas uskrzydla. I dla Ciebie jest miejsce w społeczeństwie i systemie. I Ciebie, i mnie i takich jak my system chroni i ma dla takich jak my niszę. Kłopot polega tylko na pogodzeniu się z tym wszystkim. Na daniu ludziom prawa by byli na przykład ignorantami. Na zaakceptowaniu tego, jaki ten świat jest i zaakceptowania tego, że jego ewolucja i ulepszanie zajmuje więcej czasu, niż byśmy sobie życzyli. Nie warto nawracać, gorączkowo przekonywać, wykłócać się. To ich praca. W swoim czasie ją wykonają lub nie. Oświecenie, którego ludzie z ego wielkości Mount Everestu tak gorączkowo szukają, tkwi we wschodzie i w zachodzie słońca, w piwie wypitym ze znajomymi, w pomocy udzielonej komuś potrzebującemu. I w tym, co opisałem powyżej – czyli w wyższym poziomie wyluzowania.

Autor: Jarek Kefir ©

WAŻNA INFORMACJA: Moja strona ma charakter „reliktowy” ze względu na drastyczne spadki zasięgów i czytelnictwa z facebooka i z google. Nie wiem ile taki stan jeszcze potrwa. Chcę zachować luźny charakter mojej strony, w formie knajpki dyskusyjnej (forum dyskusyjnego) dla stałych Czytelników i Komentatorów. Lubie Was i lubię z Wami dyskutować. 🙂 ❤

Moim celem jest podnoszenie świadomości, także Twojej. Lubię inspirować Czytelników do samodzielnego i twórczego myślenia jak i do wyluzowania. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja wychodzi od zwykłych ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane przez elity.

Dalsza działalność mojej strony i to, ile będzie na niej publikacji, zależy od dobrej woli i wsparcia finansowego Czytelników. Dziękuję za wsparcie, jakie otrzymałem. Dzięki niemu ten artykuł mógł się ukazać. Alternatywne media zostały odcięte od większości Czytelników. Zaś „media głównego ścieku” rozsiewające propagandę i kłamstwa elit, wciąż mają odbiorców i źródła finansowania. Los niezależnych mediów zależy więc także od Ciebie.

JEŚLI ZALEŻY CI NA DALSZYM ISTNIENIU MOJEJ STRONY, WESPRZYJ JĄ:
–>
 „Wsparcie moich publikacji i demaskacji [KLIKNIJ TUTAJ]”

O POWODACH TEJ DECYZJI PISAŁEM W TYM ARTYKULE:
–>
 „Byt niezależnych mediów w internecie dobiega końca [KLIKNIJ TUTAJ]”

    

Reklamy

25 odpowiedzi »

  1. Jarku, właśnie przypadkiem dopadłem telefon mojej najmłodszej córki. Co tam się dzieję. To jest dramat! Zawsze wiedziałem, że edukacja zaczyna się od najmłodszych lat. Myślę, że ja to zrobiłem, ale potem szkoła i… To dopiero jest kurwa dramat!!! No dobrze ile można, to damy radę! Serdecznie Cię pozdrawiam!

  2. Pracować należy mądrze, nie ciężko.
    Kto pracuje uczciwie i ponad swoje siły – jest i pozostanie biedny.

    Zawsze jednak będą wyzyskujący i wyzyskiwani.
    Jesteśmy częścią systemu, natomiast politycy, mimo wszystko, nie są tacy jak my – są zepsuci do szpiku kości pieniędzmi i władzą. Są bezduszni i bezlitośni. To psychopaci. Oni nie wiedzą, co to nadzieja, nie muszą. Wszystko mają na wyciągnięcie ręki, a to, czego nie można kupić – miłości, przyjaźni, współczucia, litości, zrozumienia, honoru, godności – nie jest im potrzebne.
    Paradoksalnie, brak władzy i niezliczonej ilości środków płatniczych, czyni nas bardziej ludzkimi, miłosiernymi.

    • @Katharos, bardzo zastanowił mnie ten fragment:

      Cytat: „Paradoksalnie, brak władzy i niezliczonej ilości środków płatniczych, czyni nas bardziej ludzkimi, miłosiernymi.”

      Jakże to jest prawdziwe.. Ale czemu gdy mamy wszystko, to tak bardzo pogardzamy innymi? Co z ludźmi jest nie tak? Taki przykład.. Mężczyzna czy kobieta którzy mają ogromną atencję od płci przeciwnej, często bardzo gardzą tą płcią przeciwną. Czemu tak się dzieje?

      • Idę na spacer z psem, w jego trakcie przemyślę sprawę i napiszę, do jakich wniosków doszłam.
        Dziwne to faktycznie…….

        • Nie rozumiemy się.
          Biologicznie mężczyzna i kobieta się bardzo różnią.
          Takiej różnicy w sferze prokreacji-seksualności nie ma w świecie zwierząt dzikich. Jest czas rui dla samic i samców. Samce na ten czas kumulują energię i ją wydatkują. Potem jest czas dla samic na ciążę, urodzenie i odchowanie młodych. W tym czasie jest spokój „hormonalny”.
          U homo sapiens samce są w stałej „gotowości prokreacyjnej”.
          Samice homo w momencie ciąży i czasie odchowywania młodych mają inne priorytety – hormony.
          Samce homo tego nie rozumieją. Są wściekli i złośliwi. Samice też.
          Wszyscy mają do siebie pretensje.

          Ponadto w ogólnej świadomości na ten temat funkcjonuje naukowa hucpa. Świadomie bądź nie, kreowania na pożytek „geszeftów”. Trzeba pamiętać kto tworzy „literaturę medyczną” i w jakim celu.

          Biologia człowieka (ssaków)

          http://www.learninggnm.com

      • I tak:
        co do facetów i kobiet – może to nie pogarda, a nuda. Może ci wszyscy faceci ”lecący” na daną kobietę i kobiety na danego faceta są znudzeni nieustannym zainteresowaniem płcią przeciwną, ponieważ tacy delikwenci nie stanowią dla nich wyzwania, a tym samym nie powodują dreszczyku emocji?
        Przeczytałam kiedyś fajną przypowieść Paulo Coelho o gościu, który oznajmił swojemu przyjacielowi, że wyrusza w świat w poszukiwaniu idealnej kobiety. I wyruszył. Nie było go rok dwa pięć. Po kilku latach wrócił w końcu.
        – I jak, znalazłeś tę jedyną? – pyta przyjaciel.
        – Stary, długo nie mogłem trafić, ale w końcu udało się!!!!! Była piękna, mądra, inteligentna. Ideał.
        – No i co? jesteście razem?
        – Nie.
        – A dlaczego? – pyta przyjaciel
        – Bo ona szukała idealnego faceta…………….

        Co do pogardy dla ludzi – może ci bogaci, dzierżący władzę gardzą nie tyle ludźmi, ile światem biedronkowo – lidlowo – kauflandowym w ogóle. Jest taka scena w ”W wilku z Wall street”, kiedy to główny bohater mówi do swojego ojca, że pamięta ten ”zwykły” świat, tylko kto chciałby w nim żyć. Motywuje swoich pracowników, strasząc pracą w Mc Donald’ s i posiadaniem jakiegoś beznadziejnego auta.
        Dla ”zwykłych” ludzi praca w tej restauracji to norma, dla bogatych to wstyd.
        Teraz pomyślałam, że oni nie gardzą nami, tylko tym, jak żyjemy, na co się godzimy, jak dajemy sobą pomiatać. Pewnie im nas żal, naszego bezkresnego oportunizmu, pokory, strachu. To na początku. A później, w miarę upływu czasu i oni stają się zgorzkniali, z nadmiaru wszystkiego odbija im szajba, no chyba, że urodzili się psychopatami, to już inna bajka.

        • Gardzą tym, że zwykli ludzie, takie „normiki”, na wszystko się zgadzają. Na ekonomiczną niewolę. Że nie chcą podnieść buntu. Przecież gdyby nie nasze przyzwolenie, to bogaci musieliby zacząć się dzielić z nami owocami wzrostu gospodarczego. Tymczasem 90% wygenerowanych pieniędzy w 2017 roku trafiło do kilkudziesięciu najbogatszych ludzi na świecie. Gardzą słabością normików.

          To, co ja robię, nie jest spektakularną walką z systemem, nie jest wyważaniem otwartych drzwi. Bo bądź co bądź, drzwi te, choć otwarte, są strzeżone przez uzbrojonych po zęby goryli. To oczywiście taka metafora. 😉 To, co robię to mówienie ludziom, że zasługują na więcej, że zasługują na godną pensję, żeby nie wierzyli w bajki miliarderów, że od zwiększenia płacy minimalnej będzie koniec świata. Namawianie innych do pokonywania mentalności ofiary (mentalności niewolniczej) to wprowadzanie trojana do systemu, który „obchodzi” te strzeżone drzwi.

          • Nie chcą podnieść buntu i tego nie zrobią. Musielibyśmy wszyscy się zbuntować, a przynajmniej zdecydowana większość, a tak, ci, którym coś nie pasuje, od razu są pacyfikowani, w skrajnych przypadkach – eliminowani.

            • Co da bunt, skoro po wszystkim nastąpi to samo… Np przechodzisz na dietę, chudniesz, a potem znowu żresz to samo i waga znowu wraca … trzeba zmienić sposób odżywiania się, myślenia… a to mogą nieliczni, którzy wiedzą co znaczy konsekwencja…

          • Jarek, ”normiki”? No błagam, FRAJERZY chyba na myśli miałeś……………………………………………………………………………………………….

          • „Gardzą tym, że zwykli ludzie, takie „normiki”, na wszystko się zgadzają. Na ekonomiczną niewolę. Że nie chcą podnieść buntu. Przecież gdyby nie nasze przyzwolenie, to bogaci musieliby zacząć się dzielić z nami owocami wzrostu gospodarczego.”
            Nawet gdyby ludzie zechcieli podnieść bunt, to najbogatsi mają na to sposób – różnice płac w różnych krajach, często sztucznie utrzymywane. Tak w wielkim uproszczeniu: zbuntowany Niemiec czy Anglik zostałby szybko zastąpiony Polakiem, Rumunem czy Bułgarem, Polak – Ukraińcem czy Wietnamczykiem. Wielkie firmy poprzenosiły produkcję do Azji, gdzie ludzie z pocałowaniem ręki pracują po kilkanaście godzin, nawet w nocy. Musiałaby zbuntować się jednocześnie większość biednych ludzi na świecie, co jest niemożliwe. Nawet w jednym kraju biedni i trochę bogatsi popierają zazwyczaj różne partie, więc zamiast się zjednoczyć, nawzajem się zwalczają. Dlatego poprawa płac i warunków bytowych będzie następowała, ale raczej wolniej, niż byśmy tego oczekiwali.

        • @katharos
          Wydaje mi się, że tak zwanego idealnego partnera często poszukują ludzie, którzy czują się w jakiś sposób niekompletni i mają poczucie, że druga osoba zrekompensuje im ich własne braki. Jak się rozejrzeć wokół, to widać, że im ktoś ma więcej kompleksów, tym wyższe wymagania.
          A co do ludzi bogatych, myślę, że na ich stosunek do biednych ma też wpływ poczucie, że ilość bogactw na świecie jest ograniczona i jeśli ci biedni będą mieli więcej, oni automatycznie będą mieli mniej i będą zmuszeni żyć podobnie jak reszta, albo inni zaczną żyć tak, jak oni. Widzą w drugim człowieku konkurenta, któremu życzą, żeby mu się nie powiodło. Może to obawa, że gdyby bogactwo było czymś pospolitym, musieliby zapracować w inny sposób na to, by być „kimś”, by wyróżnić się z tłumu i do tego jeszcze mieć władzę i/lub podziw ze strony otoczenia. Jeżeli coś zaczyna występować w dużej ilości, automatycznie traci na wartości.

          • Tak Viola, to też na pewno, ale mnie zastanawia, dlaczego jedni ludzie chcą być bogaci, obrzydliwie bogaci, śnią o bogactwie, marzą o nim, pragną go, zdolni są dla bogactwa mordować, a z drugiej strony są ci, którym wystarcza minimum i wybierają miłość, przyjaźń, rozwój duchowy.
            Bogactwo i władza nie jest ich celem życiowym.
            Ja chciałabym być w tej pierwszej grupie.

            • Nie mam nic przeciwko obrzydliwemu bogactwu. 🙂 Ale jestem przeciwna temu, żeby dla jego zdobycia wyrządzać komukolwiek (ze sobą włącznie) krzywdę lub niszczyć środowisko. Nie odziedziczyłam po przodkach miliardów ani nawet milionów, nie jestem wybitnie mądra czy utalentowana, żeby korzystając z tego zrobić ogromny majątek i przy okazji nie dostać od systemu kopa. Nie wiem, czy mam szczęście w grach, bo nie biorę w nich udziału ze względu na bardzo małe prawdopodobieństwo wygranej. Może po prostu nie jestem otwarta na to, by być krezusem.
              Trudno mi się wczuć w takiego nieprzyzwoicie wręcz bogatego człowieka. Zresztą, każdy jest inny i dlatego trudno powiedzieć, co nim kieruje. Pewnie wielu chce po prostu żyć w tym, co nam jawi się jako luksus, a powinno być normą. Nie martwić się o jutro, o przyszłość rodziny, o starość, nie dokonywać wyboru, na co w danej chwili mogą sobie pozwolić. Ale na pewno są i tacy, którzy bogacą się dla samego faktu posiadania pieniędzy i nadmiaru dóbr niedostępnych dla ogółu. Czują się przez to lepsi od innych, wykorzystują, kogo się da, bo w ich mniemaniu mają do tego prawo, gdyż tamci się na to godzą, a miłość i przyjaźń, cokolwiek by to miało znaczyć, mogą sobie kupić i nie muszą być w stosunku do drugiej osoby lojalni, bo przecież zapłacili.
              A co do osób, które zadowalają się minimum i rozwijają duchowo, to też nie ma pewności, czy gdyby im się trafiła okazja zarobienia uczciwie dużych pieniędzy, byliby w stanie ją odrzucić. 😉
              Moim zdaniem bogactwo i wartości duchowe nie muszą się wzajemnie wykluczać, a na pewno mogą wspomagać rozwój. Ważne, żeby to człowiek posiadał pieniądze, a nie one jego.

            • Aaaaa, ja też nie mam nic przeciw obrzydliwemu bogactwu i wiem, że czułabym się wyśmienicie, pławiąc się w luksusie, byle tylko bogactwo było moje. Moje własne. 😉

              Niestety nie mogę się z Tobą zgodzić Viola, z tym, że bogacz może sobie kupić miłość i przyjaźń. Może sobie kupić, owszem, fatamorganę tych uczuć i jeśli to go zadowala, jego biznes.
              Może być jednak i tak, że nie będzie musiał, ponieważ ktoś obdarzy go prawdziwym,szczerym uczuciem ZA DARMO, albo obdarzy takim uczuciem jego pieniądze, heh. 🙂

            • „Niestety nie mogę się z Tobą zgodzić Viola, z tym, że bogacz może sobie kupić miłość i przyjaźń. Może sobie kupić, owszem, fatamorganę tych uczuć i jeśli to go zadowala, jego biznes.”
              Dlatego właśnie dopisałam : cokolwiek by to miało znaczyć 😉

      • Nie ma co daleko szukać – ja sama mam pogardę dla ludzi, a uściślając – dla ignorantów wszelkiej maści, dla tych, którzy żyją od weekendu do weekendu, zapierdalają po 11 godzin, a na sen zostają im 4, a nie mam władzy, ani pieniędzy od zajebania.
        Szanuję wszystkich, którzy zadają pytania i poszukują odpowiedzi, nie biorą wszystkiego ”na wiarę”, albo, że tak ma być i już.
        Hołduję zasadzie, że najseksowniejszy, u człowieka, jest mózg. Bez niego nawet najpiękniejsza kobieta,czy najprzystojniejszy facet nie stanowią wartości, przynajmniej tej duchowej, bo na bank znajdą się entuzjaści takich pustych łbów.

      • I na koniec zwierzęta – może kiedyś tak było, że jakieś gatunki wymierały samoistnie. Obecnie poszczególne gatunki są na granicy istnienia, ponieważ, no niestety, to ludzie są odpowiedzialni za ich śmierć. Mordują je po prostu: wielkie koty dla futra ( i nie tylko), słonie dla kości słoniowej, zebry, antylopy dla zabawy.
        Nie podaję ręki myśliwym. I sadystom. I skurwielom.

  3. Witam

    Nie ma dowodu na to czy Bog istnieje….ale rowniez nie ma dowodu na to ze Najwyzsza Inteligencja nie istnieje….Odnosnie oswiecenia-przebudzenia- kazdy z nas powinien nie przyswajac sobie wszystkiego jak leci…a to jedynie co pomaga mu wzrastac.nie klocac sie z wewnetrznym zyciem..Religie ? -to wymysl ludzki…ja wierze w Najwyzsza Inteligencje,ktorego swiatynia jest serce,a modlitwa nasze dzialania wobec siebie i wszystkich istot zyjacych+ natury….

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.