Felietony i artykuły autorskie

OSZUSTWO WYSOKICH WIBRACJI, ILUZJA OTWIERANIA SERCA: PARANOJE DUCHOWOŚCI NEW AGE

Wysokie wibracje i inne głupoty duchowości new age

Nurt new age jest obecnie coraz bardziej popularny. Wyrósł on na fali rozczarowania dotychczasowymi systemami wartości, lansowanymi przez społeczeństwo i ogólnie przez system. New age to synkretyczna doktryna duchowa i filozoficzna, która oprócz oparcia w chrześcijańskim gnostycyzmie, zaadaptowała szereg innych elementów, m.in. z kultur wschodu. Trzonem doktryny new age jest nadchodząca globalna przemiana systemowa. Ludzkość ma w końcu „wyewoluować” z mentalności na wpół zwierzęcej, ku świadomości globalnej. Nasze relacje, emocjonalność i normy społeczne mają się ucywilizować.

Owszem, wiele oznak tego możemy obserwować w świecie realnym. I nie trzeba uciekać wcale w jakieś duchowe mrzonki ani w ciągle ogłaszane i ciągle nie sprawdzające się przepowiednie. Te zmiany już widać. Rozwijamy się jako ludzkość, mądrzejemy, stajemy się bardziej cywilizowani. Pomimo ogromnej biedy, wyzysku czy skażenia środowiska, żyje nam się obiektywnie lepiej, niż np w 19 wieku. Jednak new age ma pewne przekłamania, często spore i bardzo problematyczne. O jednym z takich przekłamań będzie ten artykuł.

Nie taki uduchowiony dobry, na jakiego się wydaje..

„Świetlista paranoja”, „oświecenie od dupy strony” czy też „ezoteryka psychiatryczna”, to lansowane przeze mnie określenia, opisujące różne wariacje i aberracje związane z duchowością nurtu new age. Świetlista paranoja oznacza zafiksowanie człowieka tylko i wyłącznie na jasnym biegunie jestestwa. Człowiek ze „świetlistą paranoją” musi stale być czujny. Nie może pozwolić sobie na negatywną myśl, musi pilnować, by jego emocje były zawsze czyste i dobre. Przecież powinniśmy utrzymywać swoje wibracje zawsze na wysokim poziomie prawda? Ale ta ciemna strona, najczęściej nie uświadomiona, zanegowana i nieprzepracowana, ciągle jest. Następuje tutaj kreacja mechanizmu cienia. Skoro nie akceptuje się własnej „nisko-wibracyjnej” strony, to ona schodzi do „strefy cienia”, i nie tylko zaczyna objawiać się bardzo negatywnie. Ale także coraz gwałtowniej domaga się ujścia.

Jest ona wtedy niczym potężna komora magmy, nieuchronnie gromadząca się pod wygasłym i szczelnie zaczopowanym wulkanem. Taka erupcja zawsze jest tysiące razy bardziej gwałtowna, niż spokojny wypływ magmy z na co dzień czynnego wulkanu. Na tym właśnie polega mechanizm „jungowskiego cienia”. Im bardziej świetlisto-paranoiczny człowiek będzie się uduchawiał i podwyższał wibracje, tym silniej będzie go dopadać cień, w tym przypadku nisko-wibracyjna przyziemność. Włączając w to agresję i przemoc. Stąd opisywany już przeze mnie mechanizm, w którym wysoko-wibracyjna uduchowiona istotka, szuka sobie wroga. Najczęściej wśród tego, który inaczej postrzega świat, politykę czy duchowość. I wtedy taki „oświecony od dupy strony” może bezpiecznie upuścić swoją agresję i jad, nie tracąc przy tym postrzegania siebie jako istoty ze wszech miar świetlistej. Bo przecież ona tylko walczy z wrogiem, z tym strasznym, złym!

Życie to nie tylko wysokie wibracje i uduchowienie, ale cała paleta barw!

Życie to nie tylko dobre wibracje i dobro, ale cała paleta barw. Czasami trzeba użyć „potencjału zła”, choćby w obronie siebie i innych. Bóg wcale nie kocha ludzi dobrych w typie świetlistej paranoi. Bóg kocha ludzi autentycznych – i dobrych i złych. Bo tacy generują największy „ruch” w systemie. Dobrotliwe poczciwiny są tylko poczciwinami, pracownikami, obywatelami, i większego pożytku z nich nie ma, poza tym że podtrzymują filary systemu. Z kolei tych wysoko-wibracyjnych życie często stawia przed dramatycznymi sytuacjami, aby wymusić na nich sięgnięcie do „potencjału zła”, np w samoobronie. Życie, natura czy też Bóg (nazwa obojętna) chce, by taki „świetlisty” przepracował w ten sposób swój cień, by przestał mu zaprzeczać, by uświadomił sobie, że czasami także musi korzystać z jego potencjału. To od każdego człowieka z osobna zależy, jak wykorzysta potencjał cienia. Ten potencjał ma przecież dwa bieguny. Przykład? Agresja w biegunie negatywnym to nietolerancja, przemoc i okrucieństwo. Z kolei agresja w biegunie pozytywnym to asertywność, ochrona swoich granic, opieka nad słabszymi, odwaga, sprzeciw wobec zła, wyrażanie siebie, posiadanie swojego zdania, samodzielne i odważne myślenie, i tak dalej.

Ta agresja i nietolerancja w tych „świetlisto-paranoicznych” ciągle jest obecna. Wystarczy przejrzeć wiele ezoterycznych i new age’owych „gówno-grupek” dyskusyjnych na facebooku. Jest tam czasami więcej jadu i nienawiści, niż podczas kłótni prawicowych korwinistów z lewakami. Wzajemne przekrzykiwanie się, czyja medytacja jest lepsza, lub czyja interpretacja systemu energetycznego jest właściwa, a czyja demoniczna, to standard. Więcej zła, pogardy, posądzania o bycie kimś bardzo złym, wszelkich hejtów i wyrzucania mnie z życia, zaznałem od tych „wysoko-wibracyjnych”, niż od tych, którzy nie mają „świetlistej paranoi”. Czasami zwykły katol lub ateusz udzieli Ci większego wsparcia niż taki „oświecony od dupy strony”. Katolik czy tam ateista pójdzie z Tobą na piwo, na kręgle itp, na przykład wtedy, gdy będziesz potrzebował przyjacielskiego wsparcia czy nawet „zalania robaka”. A pan jaśnie oświecony może uznać, że alkohol to niska wibracja, że nie pójdzie na bilard bo tam jest wpływ egregorów, że pizzy typu „Poczwórne mięcho” też nie zamówi z Tobą, bo to ciała martwych zwierząt. A Ty z depresją po stracie pracy czy partnera życiowego siedź sobie sam, i medytuj, bo to przecież Twoja wina, że masz niskie wibracje. Ja, wielce oświecony, na żaden bilard nie pójdę i żadnego piwa z Tobą nie wypiję. Co nie?

Wysokie wibracje, czyli doktryna „młodych, pięknych i bogatych”

Powstaje tutaj kolejny ważny dylemat związany z doktryną wysokich wibracji. Ta doktryna dobra jest wtedy, gdy człowiekowi nic w życiu nie dolega. Dobra jest dla ekstrawertyków, często młodych kobiet lub 30-letnich mężczyzn, ludzi którzy jeszcze nie zaznali od życia zbyt wiele zła. Tak, wtedy dobre wibracje przychodzą same z siebie i nie trzeba ku temu duchowej otoczki. Choć częstym zjawiskiem jest, że jak taka duchowa otoczka się pojawia, to Ci „wysoko-wibracyjni” puszą się i naburmuszają, uważając za tych lepszych. Bo przecież osoba z depresją sama jest sobie winna, że ma złe wibracje, i jeszcze mówią takiej osobie, że poprzez złe myśli przyciąga do siebie kolejne nieszczęścia.

Ten człowiek z jakąś poważną chorobą płuc, którego widziałem kilka tygodni temu na oddziale ratunkowym chyba też był winny. Powinien ściągnąć specjalną maskę z tlenem podawanym pod ciśnieniem, odmówić transfuzji krwi i iść się uduchawiać. 3/4 Polaków zarabiających grosze też jest winna, że ma złe wibracje i permanentną depresję. Jak mówić o wibracjach matce która nie ma pieniędzy na jedzenie dla dzieci? Jak mówić o nich ciężko chorej osobie, która cały czas lub przez większość czasu czuje się źle? Powiedzieć jej, żeby poszła pospacerować, to jej przejdzie? A jak nie przejdzie, to powiedzieć jej, że zgodnie z new age’owym prawem przyciągania, przyciąga do siebie kolejne straszne rzeczy?

Gdy śmierć zajrzy Ci w oczy

O ironio, trudno o bardziej niehumanitarną doktrynę, niż wysokie wibracje. Powiem Ci jak to jest naprawdę, ale ostrzegam, prawda może boleć. Bardzo boleć. Człowiek z wysokimi wibracjami rodzi się lub nie. Geny. Potem albo dotrwa do dorosłości bez traum, i wtedy ma wysokie wibracje, albo rodzice lub tragiczne wydarzenia spaczą mu psychikę. Jedna sekunda – wypadek, bycie ofiarą przestępstwa, ciężka choroba – i po wysokich wibracjach nici. I musisz sobie radzić sam, ratując się dietami, suplementami, lekami przeciwdepresyjnymi lub poprzez psychologię.

Śmierć może zajrzeć człowiekowi w oczy w każdej chwili. Najczęściej wtedy, gdy się tego zupełnie nie spodziewa. Często wtedy, gdy pędzi w szaleńczym tempie, by metaforycznie jebnąć go cegłą w głowę, by się zatrzymał i oprzytomniał. Prawdziwa duchowość to wschód słońca i szklanka kawy. Jeśli nie cieszy Cię ta szklanka kawy, jeśli nie doceniasz wschodu słońca, jeśli szukasz wszędzie wrogów, to na co Ci, o człowiecze, te wysokie wibracje? Przebudzenie i oświecenie, a wraz z nimi duchowe moce, którym mają oczywiście sprzyjać te całe wysokie wibracje, to po pierwsze pragnienie dziecięcego umysłu, a po drugie – zachłanność ego które chce być potężne i by było mu dobrze.

Zapraszam Cię na inne ciekawe wpisy o duchowości i odwiecznych człowieczych dylematach. Wpis, który właśnie przeczytałeś, jest ich kontynuacją:
Czy opętanie istnieje?! Religie i doktryny duchowe Cię okłamują! (12.04.2018)
Sekrety duchowości: czy religie i nauka ukrywają to, co jest po śmierci? (11.04.2018)
Czy życie po śmierci istnieje?! Żadna doktryna duchowa nie da Ci odpowiedzi! (06.04.2018)
Nauka i duchowość oparte są o teorie i hipotezy, mało jest w niej rzeczy pewnych (02.04.2018)
Oświecenie którego pragniesz jest procesem destrukcyjnym i rozczarowującym! (23.02.2018)
Oświecenie którego pragniesz może Cię bardzo rozczarować! (01.04.2018)

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. Radzimy sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony to 299 dolarów rocznie, do tego dochodzą inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Zwiększanie naszej świadomości i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach! Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

Reklamy

38 odpowiedzi »

  1. Taaaa………… I dlatego właśnie ja uważam, że zło należy zwalczać złem, czyli OKO ZA OKO, ZĄB ZA ZĄB. Wypierdolić wszystkich islamistów z każdego kraju do piątego pokolenia, a nie socjalizować ich grą w piłkę i kółkiem teatralnym.
    Każdemu sadyście, w pierwszej kolejności, zrobić to, co on zrobił innej istocie, słabszej i bezbronnej, a następnie odizolować od społeczeństwa na zawsze.
    Mieszkałam swego czasu ze swoją babcią, i coraz częściej nachodziły mnie myśli, żeby zrzucić ją ze schodów.
    Powiedziałam o tym psycholog, do której wtedy chodziłam.
    I ku mojemu zdziwieniu, stwierdziła, że to nic złego, do momentu, oczywiście, wprowadzenia myśli w czyn 😉
    Zdaję sobie sprawę z własnej niedoskonałości i dobrze mi z tym.
    Jestem, jaka jestem.
    I tak, jako numerologiczna 9, mam w sobie wiele współczucia, chęci niesienia bezinteresownej pomocy, zrozumienia, miłości i bla bla bla, bla bla bla bla.
    Nie muszę być dobra i akuratna zawsze.
    Mam prawo nadawać czasem na niskiej częstotliwości.

    • Nikt nie jest doskonały. Jeśli ktoś twierdzi, że nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby się na kimś odegrać za wyrządzoną krzywdę, mija się z prawdą, albo okłamuje samego siebie.
      A co do kar dla zwyrodnialców, to działają one odstraszająco pod warunkiem, że są nieuchronne. A jak u nas jest z wykrywalnością przestępstw, każdy wie. Poza tym mając odpowiednią ilość pieniędzy można wynająć dobrego adwokata i zostać nie tylko uniewinnionym, ale jeszcze pogrążyć ofiarę.

      • Z tą nieuchronnością to różnie – jeden będzie się bał, inny nie. Zawiasy to również nieuchronność, ale kto by się tym przejmował. Fakt, za pieniądze można kupić wszystko, choć nie u wszystkich, niestety ci należą do rzadkości. Dlatego jestem za samosądem, czy się to podoba, czy też nie. Gdyby córka któregokolwiek polityka została zamordowana, jestem pewna , nie czekałby na sprawiedliwy wyrok mafiosa z sądu. No niestety.

        • Samosądy niosą za sobą takie niebezpieczeństwo, że mogą prowadzić do niszczenia niewinnych ludzi, bo ktoś ich nie lubi, żyją inaczej niż pozostali, albo po prostu dobrze im się powodzi,

          • Sądy również. Niewinny facet gnił w pierdlu 18 lat, nie dlatego, że żył inaczej i mu się powodziło. Pan sędzia zniszczył życie jemu i jego rodzinie. Czy dziś kogoś to obchodzi? Od razu odpowiadam- NIE!!!!!!!!

          • Hmmm, sama nie wiem. A propos cudów oczywiście. Sama nie wiem. Nie mówię w tej chwili o sędziach, ale o cudach. Myślę, że czasem się zdarzają.

        • A ja miałam na myśli starych , komuszych sędziów, z których wielu jest jedynej słusznej narodowości i nie tylko nie można ich ukarać, ale nawet wysłać na „zasłużoną” emeryturę.Swoje funkcje będą najwyraźniej pełnić dozgonnie.

          • A ja sobie pomyślałam, że nasze „filozofowanie” nic tu nie da. Kogo obchodzi, co ja myślę? Obchodzi to kogoś? To są bezduszne gnoje, choć moja Mama jest przekonana, że każdy z nas, dochodząc do władzy, zamieni się w takiego samego skurwionego padalca, i ta kwestia, nie ukrywam, budzi we mnie ciekawość. Może my możemy być takimi samymi skurwielami? Kto wie.

        • Może tak, a może nie. Pewnie się o tym nie przekonamy. Do władzy pchają się często jednostki zdolne do podłości. A może władza po prostu wyzwala w ludziach to, co w nich najgorsze.

          • Hm, albo wyzwala, albo ludzie są zmuszeni do wyzwolenia tej podłości albo….nie dają się i po dupie dostają;)

            • Matyldo, jest jak piszesz. Ale każdy powinien pamiętać, że sprawującym władzę się bywa, człowiekiem się jest. Jeśli ktoś woli być szują, to jego wybór.

        • Po prostu osiągnąwszy cel (władzę) przestają podnosić wibracje. 😉
          Wczoraj już nie zobaczyłam Twojej odpowiedzi, bo zasnęłam.

  2. Tak, tak, Viola, to te niskie wibracje.
    Pod żadnym pozorem chciwość. Ooooo, co to, to nie.
    To wibracje, to one są winne. 😉

  3. mnie rozpieprzają teksty pt. „globalna medytacja… wszyscy dziś otwórzmy serca o godz. 18.00, wspólna modlitwa za…” lub podobne farmazony. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że anonimowe otwieranie serc, to wypuszczanie własnej i wpuszczanie cudzej Duszy. Jestem zwolennikiem dbania o własne JA. Nikogo nie wspieram, mogę o kimś tylko dobrze myśleć albo wesprzeć finansami. Przecież, to nie mój los, abym otwierał furtkę dla własnej i obcej Duszy, Mój to JA. Koniec. Skąd mam wiedzieć, kto medytuje i jakie w sieci globalnej medytacji puszcza demony?

    Wątek niepowiązany, ale:
    – dlaczego mówi się „wolna Polska”? Jaka ona wolna?? Polska jest zajęta!
    – dlaczego Rzecz/pospolita? Jaka to rzecz? i jeszcze pospolita??
    – dlaczego słowa hymnu to: „z ziemi włoskiej do polskiej”? Kto tu idzie?? „Za twoim przewodem złączy się z narodem” Kto się z nami połączy??

    Więc, „wolna Polska”, to „Rzeczpospolita”, z którą kto się połączy???? hmmm

    • Arnold, co do hymnu, nikt nie będzie się z nami łączyć. Polacy mieli nadzieję na połączenie ze swoją ojczyzną, której wtedy nie było. Przeczytaj o historii powstania hymnu.

      • katharos. wiadomo kto pisał słowa hymnu;) historię pisze ten, kto ma wpływ na wydarzenia. Do mnie nie przemawiają te argumenty. Polska zawsze była polem wojennym. Chyba w żadnym innym miejscu nie lało się tyle krwi co na naszych ziemiach. dużo było tych „rytuałów”. Historię czytałem i lubię ją, dlatego nie przemawiają do mnie hstoryczne wydarzenia, te oficjalnie podane masom.

        • Arnold, zgadzam się z Tobą, że to, co wydarzyło się naprawdę,a ”fakty”, podawane do publicznej wiadomości, to dwie różne rzeczy. Jednak w tym konkretnym przypadku, chyba, mimo wszystko, chodziło o chęć powrotu Polaków do ojczyzny.
          Co do pola bitwy – miejmy nadzieję, że w tym przypadku nie sprawdzi się zasada – co zdarzyło się dwa razy, zdarzy się i trzeci……………

    • Żegnam. Nie zapomnij o wysokich wibracjach i otwieraniu serduszka. 🙂

      Widać że artykuł zabolał i ujawnił Twój podświadomy cień, stąd ta agresja. Ale cóż, nawet „oświeceni od dupy strony” muszą upuścić sobie jadu, którego mają paradoksalnie dużo więcej, niż przeciętna osoba. A najlepiej upuszczać jad na tych, którzy te mechanizmy demaskują. 😉

      P.S. wiem, że wrócisz. :* xD

    • I jeszcze jedno: napisałaś dwa komentarze w stylu „stek bzdur” pod tym samym adresem IP i tym samym mailem, które jednak ukrywam ze względu na RODO i inne ustawy o ochronie danych osobowych. Poniżej są twoje dwa komentarze. Ile jeszcze zamierzasz takich napisać w stylu: „piszesz totalne bzdury”. I najważniejsze pytanie, na które odpowiedź może być bardzo, ale to bardzo ciekawa. 😉 Jaki jest cel pisania podobnych, hejterskich komentarzy pod różnymi nickami? 😉 xD

      https://kefir2010.files.wordpress.com/2018/05/aina.jpg

  4. To co opisałeś tj. „świetlista paranoja” i ludzie ją wyznający mają tyle wspólnego z duchowością, co świnia z baletem.To nie są ludzie uduchowieni. Im się jedynie tak wydaje. Jeżeli ktoś kogoś wyzywa, obraża, żywi wobec niego nienawiść, zawiść itp. bo nie zgadza się np. z jego wizją duchowości to nie jest uduchowiony! Taka osoba istotnie ma w sobie ukryty cień i tym się on objawia. Możesz uważać inaczej, ale według mnie wysokie i niskie wibracje to nie są new age’owe bzdury. New age po prostu to wypaczył. Wibracje to nic innego jak fizyka. Wibracje to drgania. Wszystko drga, nawet atomy. Ziemia także ma pewną częstotliwość drgań, zwaną rezonansem Schumana. I ta częstotliwość w ostatnich latach wyraźnie wzrosła z 8 do ok. 16 Hz. Zatem wzrosły wibracje planety. Te rosnące wibracje wpływają na nas. My mamy niższe wibracje i jeśli nie robimy nic, aby je podwyższyć i dostroić się do wibracji naszej planety to nasze ciała chorują i prędzej czy później umierają. Piszesz, że co komuś choremu po gadkach o wysokiej wibracji. Zgoda nic mu po nich, bo żeby zrozumiał o co w tym chodzi i dlaczego zachorował należałoby prześledzić całe jego życie od kołyski, a może i poprzednie wcielenia. Taki chory ma w 99% tak zaprogramowany umysł i tak skupia się na chorobie i swoim cierpieniu że nawet nie ma sensu zaczynać tej dyskusji i analizy bo cię tylko wyzwie od idiotów. A prawda jest taka, że jego choroba jest jego winą! A niby czyją? Co siejesz to zbierasz uniwersalne prawo wszechświata. A czy oznacza ono, że żniwa następują zaraz po zasianiu? Nie, możemy mieć te żniwa i po 30 albo i 50 latach! nie twierdzę,że tak na pewno jest bo nie mam monopolu na prawdę, ale to przecież jest możliwe. Dlaczego nie pójść tym tokiem rozumowania? Może ten chory truł swoje ciało, a może truł swoją duszę i ona ma tego dość? Jeśli np. ktoś pracował od świtu do nocy w korpo przez wiele lat i w końcu dostał zawału albo raka to nie jest jego winą? Jego i tylko jego! Mógł przecież powiedzieć dość i zrezygnować i przenieść się do innej pracy, może gorzej płatnej ale bez takiego stresu i ciągłego siedzenia tam po kilkanaście godzin. Ale skoro wolał kasę to teraz ma za swoje. I to jest doskonały przykład na działanie prawa przyciągania czy co siejesz to zbierasz. Weźmy inny – ktoś żywi do kogoś przez dziesiątki lat urazę, nie umie mu wybaczyć krzywdy jakiej doznał. I po wielu latach niby się dobrze odżywiał, niby dbał o zdrowie, nie stresował się dużo ale jednak zachorował. Jak to więc wyjaśnić? Przecież dbał o ciało tak? Zachorował bo jego myśli ciągle były przy tej osobie od której doznał krzywdy i cały czas miał w głowie zawiść, nienawiść do niej i siana przez lata zła energia do niego wróciła i spowodowała chorobę. Piszesz też powiedz komuś kto stracił pracę, że to jego wina bo miał niskie wibracje. No to ja ci powiem, że może ktoś „na górze” chciał mu w ten sposób dać do myślenia? Podam swój przykład. Kilka lat temu przez rok pracowałem w pewnym urzędzie na zastępstwo. Sprawy dotyczące środowiska urząd szczebla wojewódzkiego, więc spraw multum. Ludzi zaś mało i słabo płacili. Prawie wszystko było „na wczoraj”, stres duży i wiele osób nieraz nie wytrzymywało i były awantury, trzaskanie drzwiami itd. Z dwoma osobami się pokłóciłem (powiedzmy że na pewne sprawy mieliśmy inne spojrzenia). Atmosfera kiepska,stres, zarobki niskie ale tkwiłem tam, bo nic innego nie miałem. W międzyczasie szukałem czegoś innego, ale bez efektu. I choć wypełniałem swoje obowiązki dobrze i osoba którą zastępowałem jeszcze wracać nie miała co się udało mi dowiedzieć podziękowano mi za współpracę. Wylądowałem na bezrobociu. I przez pół roku nie miałem pracy. I po pół roku udało mi się znaleźć pracę dużo lepiej płatną, dużo mniej stresującą i na normalny etat a nie zastępstwo. I gdy już byłem pewny, że dostanę umowę na czas nieokreślony to sobie pomyślałem: dzięki ci panie Boże, że mnie wywalili z tego urzędu, bo gdyby nie to to po paru latach może bym zawału dostał albo w depresję wpadł. Polecam lekturę „Przebudzenia” Anthonego de Mello.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.