Felietony i artykuły autorskie

CZEMU FEMINISTKI KOCHAJĄ ISLAMSKICH MACHO I NIENAWIDZĄ BIAŁYCH MĘŻCZYZN?!

Ruchy feministyczne przyczyniły się do większego poszanowania kobiet i włączenia ich do życia publicznego. Nadały im wiele praw, których wcześniej nie miały. Kobiety nie muszą już na siłę wychodzić za mąż i rodzić dzieci wbrew swej woli. Pewne przemiany obyczajowe były potrzebne, bo bądźmy szczerzy, ale dawne, purytańskie społeczeństwa nie były zbyt „fajne”. Dawniej naprawdę nie było „jakoś lepiej i fajniej”.

Obecnie jednak feminizm, jak i szerzej – cały lewicowy liberalizm, stał się karykaturą, wręcz zaprzeczeniem samego siebie. W tym artykule chciałbym omówić to, dlaczego feministki z jednej strony najchętniej wykastrowałyby europejskich mężczyzn i pozbawiłyby ich wszystkich możliwych praw. To się już dzieje – Ziemia staje się trudnym miejscem dla białych, heteroseksualnych mężczyzn. Jeszcze kilka dekad i możemy skończyć dość źle. A z drugiej strony, omówię, dlaczego feministki lubią islamistów i bardzo chętnie ich bronią, nazywając białych mężczyzn „Rasistami” i „Białymi Suprematystami”.

Romans feminizmu z islamem wydaje się być tak niedorzeczny, że zahacza to nie tylko o freudyzmy i podświadomy masohizm, ale wręcz o psychiatrię kliniczną. Przecież islam to patriarchat do kwadratu. W islamie kobieta ma taką samą pozycję, jak zwierzęta gospodarskie. Dlaczego feministki nienawidzą białych mężczyzn, którzy są już bardziej cywilizowani i wrażliwi, a uwielbiają tych, którzy ścinają głowy i są patriarchalni aż do granic możliwości?

Feministki wylały dziecko z kąpielą i doprowadziły wiele sfer życia do absurdu. Fanatyczki wyznające ekstremistyczne, lewicowe poglądy, szkodzą normalnym kobietom. To dlatego w Europie i w USA obserwujemy zmierzch „zgniłego liberalizmu” czyli odwrót od liberalnej demokracji. Ludzie mają jednak jakąś swoją mądrość, i w podświadomym odruchu obronnym zaczynają odrzucać ideologiczny ekstremizm i głosować na prawicę. Obecnie ma miejsce miażdżąca krytyka (neo)liberalnych elit. Sami mężczyźni zaczynają się budzić, emancypować. Jesteśmy pod tym względem opóźnieni o przynajmniej 70 lat. Nasza emancypacja dopiero się zaczyna.

Zacznijmy od tego, że w Europie i w Ameryce siła „pierwiastka męskiego” bardzo osłabła. Był dwa czynniki. Pierwszy z nich to fakt, że przez całe millenia syn obserwował ojca jak pracował w domu, w polu, w lesie. Zmieniło się to dopiero w XIX wieku, gdy ojcowie poszli do wielogodzinnej pracy w fabrykach. Ojców zabrakło przy synach, którzy zaczęli być wychowywani przez matki. Zabrakło wzorca męskiego, który jest także potrzebny. Zmiany te przypieczętowały dwie wojny światowe, w których zginęło miliony europejskich mężczyzn, głównie tych „jurnych” i silnych.

Po II Wojnie Światowej męskość zeszła do zupełnej defensywy. Kobiety zaczęły być zagniewane nie tylko na brak podstawowych praw i podłe traktowanie. Ale także na to, że mężczyźni przestali być mężczyznami, stracili swoją męską siłę. Męskość została więc spychana coraz bardziej na margines. Jest to podświadoma tendencja kobieca, która polega na „testowaniu” siły i męskości mężczyzny poprzez fochy, kaprysy, czepianie się i tym podobne. Obserwujemy to np w związkach. Wiele kobiet boi się podskoczyć facetowi, który je źle traktuje, ale jest męski i silny. Za to przy mężczyźnie słabym pojawia się często czepianie się o bzdury, fochy, obrażalstwo, i tym podobne.

Jest to mechanizm ewolucyjny, którym niedojrzała emocjonalnie kobieta sprawdza męskość i siłę swojego partnera. Jest to relikt złych, starych czasów, gdy aby przetrwać kolejny dzień, liczyła się brutalna siła. Kobiety ze słabymi partnerami ginęły razem z potomstwem. Ten mechanizm obserwujemy także w większej, bo zbiorowej skali. Cały ten feminizm i to deptanie mężczyzn, jest takim „testem” na męskość. My, biali mężczyźni, oblewamy ten test notorycznie, więc feministyczna śruba jest dalej przykręcana. Jednak ostatnio widać pewne przebłyski zbliżającej się wiosny.

Musimy powiedzieć „dość”. Mężczyźni zaczynają się przebudzać i emancypować. Nie chcą tkwić we friendzone, czyli w relacji, w której kobieta bierze ile tylko się da, nie dając od siebie nic. Za to daje nie „przyjacielowi” wrażliwcowi, często będącemu męskim feministą, ale jakiemuś wytatuowanemu typowi spod ciemnej gwiazdy, który ma ją i inne kobiety za nic. Zauważcie, że ta sama zasada ma odwzorowanie w romansie feminizmu i islamu. Biali mężczyźni są „cywilizacyjnie friendzonowani”, zaś islamiści pełnią rolę samców alfa, złych ale uwielbianych chłopców.

Poniżej ciekawa teoria w temacie dlaczego feministki nieustannie bronią najbardziej patriarchalnej ideologii współczesnego świata, jaką jest islam. Kill The Messenger komentuje fragment wykładu Jordana B Petersona:

Poniżej: Cassie Jaye, reżyserka i dumna feministka postanowiła poznać swoich wrogów – ruch na rzecz praw mężczyzn. Jak ją to zmieniło? Jak jej środowisko zareagowało na chęć dialogu z „wrogiem”:

Poniżej: Dlaczego nie jestem feministką? Cytat: „Obecnie feministki szukają sposobów na zdominowanie męskiej części populacji, i na odebranie im praw.”

Dlaczego tak się dzieje? Czy to prawda, że to kobiety są takie złe, a mężczyźni to biedne, pokrzywdzone misie? Nie. Prawo przyzwolenia i prawo wolnej woli zawsze jest szanowane przez świat i przez jego mechanizmy zarządzające, choć może się wydawać, że jest zupełnie inaczej. Tylko że te prawa funkcjonują na poziomie podświadomości. Człowiek z podświadomym wzorcem ofiary podświadomie przyciąga kata. My, mężczyźni, mamy wgrany wzorzec, że aby mieć kobietę, to trzeba mieć urodę i muskulaturę latynoskiego macho. To my podświadomie szanujemy i poważamy tylko te jaskiniowo-bicepsowe wartości męskie.

Ale męskość to nie tylko to. Całą resztę męskości, która bywa ogromnymi zaletami wielu z nas, nie tylko dajemy za darmo w ramach friendzone. Ale na pewnym głębokim podświadomym poziomie sami tymi zaletami gardzimy i ich nie doceniamy. Bo nauczono nas, że męskie zalety to tylko kwadratowa szczęka i mięśnie Szwarzeneggera. Tylko pomyśl, skoro oddajesz skarb za darmo, to dlaczego oczekujesz, że ktoś, kto ten skarb bierze, będzie Cię szanował i da Ci swój skarb w zamian? Wyobraź sobie taką sytuację. Stajesz z walizką pieniędzy na ulicy i rozdajesz je przechodniom. ryzykujesz wtedy wyśmianie od wariatów, szyderstwa, pobicie lub kosę pod żebro. Ostatecznie ktoś zafrapowany i wystraszony, że na ulicy stoi pierdolnięty czubek rozdający swoją forsę, zadzwoni na policję i czeka Cię kaftan i wycieczka do wariatkowa na obserwację.

Nikt normalny nie rozdawałby pieniędzy na ulicy, prawda? Takie sceny znamy co najwyżej z filmów, gdzie robili to grani przez aktorów wariaci. A tymczasem coś podobnego wielu z nas robi, np w ramach friendzone. Nie szanujemy swoich zalet, więc nie są one szanowane przez innych. Nie szanujemy tego, co dajemy, więc nie dostajemy od innych nic w zamian. Nie szanujemy siebie, więc inni nie szanują nas. To bardzo prosta zależność. Przebudźmy się i odetnijmy dopływ naszych zasobów. Wtedy będzie ich dostępnych mniej, więc ich wartość wzrośnie. Róbmy to, co robią ci „źli chłopcy„. Oni bardzo szanują swoją sylwetkę, wygląd i buzujący testosteron, i ani myślą tkwić w friendzone. Więc i my szanujmy swoje zalety.

O tym zjawisku pisałem w poniższym artykule:
Jak wyjść z friendzone?! Ten sekret relacji damsko-męskich nie jest powszechnie znany!

Podsumowując: trwa wielka globalna wojna płci. To wojna, w której przegrywa każdy, z wyjątkiem lewicowo-liberalnych elit, które zyskują miliardy dolarów i społeczeństwa biernych, skłóconych niewolników. Jest zmiana systemów, i każdy chce ugrać coś dla siebie. Stary system który chwieje się w posadach nie był przyjazny dla nikogo, ani dla kobiet, ani dla mężczyzn. Wciąż jesteśmy opóźnieni w naszej emancypacji, w walce o nasze prawa. Mamy dwa razy więcej obowiązków, bo do obowiązków patriarchalnych („równouprawnienie równouprawnieniem, ale facet to ma być facet i już”) doszły jeszcze obowiązki nowe, kojarzone z równouprawnieniem.

Tak jak dobrzy mężczyźni obrywają za wybryki „złych chłopców”, tak samo dobre kobiety muszą się tłumaczyć z tego, co robią feministki i inne niedojrzałe przedstawicielki ich płci. Ostatecznie jesteśmy jednym gatunkiem ludzkim i nie damy sobie rady osobno. A niestety, już zaczyna się tworzyć coś na wzór „gett”. Zwykli mężczyźni mówią, że mają wyjebane i nie będą się szarpać, a jak jakiś seks się zdarzy raz na kilka tygodni czy miesięcy to ok. Kobiety z kolei już widzą, że faceci którzy są testosteronowi i podniecający, nie nadają się do związku. Ale Ci, którzy się nadają, często boją się zagadać.

Przykład komentarzy młodych mężczyzn, jakich jeszcze kilka lat temu praktycznie w ogóle nie było, a teraz jest zatrzęsienie:
Cytat: „Gdzie te chłopy? Wybrali wolność, realizowanie swoich pasji i zainteresowań, seks bez zobowiązań za drinka w knajpie albo z roksy. Cieszą się życiem bez waszego pierdolenia za uchem i fochem o byle gówno.”

No nie tędy droga, panowie. Nici porozumienia między płciami zostały zerwane, jak mawiają hellingerowcy. Potrzebujemy silnych i radzących sobie w życiu kobiet. Feminizm i ogólnie lewicowo-liberalne elity nie postawiły na uczenie kobiet samodzielności i zaradności. Bo przecież realizowali oni program ekonomicznego niewolnictwa. Elitom nie są potrzebni mądrzy i silni ludzie, ale wystraszeni, podzieleni i skłóceni niewolnicy. Lewicowy feminizm uderzył w sam rdzeń człowieczej egzystencji, skłócając całe społeczeństwa na najbardziej dramatycznym poziomie. Uderzono nas w najbardziej czuły punkt, w miłość, sprowadzając ją do walki płci i do wciąż rosnących wymagań i oczekiwań. Całą energię wpakowano w walkę z mężczyznami. Dalej: potrzebujemy też tego, co męskie, choć istnieje tendencja, by tego co męskie nie było. Dobrze zostało to przedstawione w filmie „Seksmisja”. Jest to opowieść z ukrytym przesłaniem. To chyba jedyny polski film, który posiada gnostyckie metafory.

Obecnie eksperyment seksmisja się kończy. Obawiam się czasami, że wahadło zbyt mocno wygnie się w drugą stronę, czyli w stronę męskości i prawicy. Ucywilizowanie świata naszych relacji potrwa jeszcze kilak pokoleń. Jesteśmy tak naprawdę jaskiniowcami, którzy przez chwilkę zachłysnęli się cywilizacją, Disneylandem i większą swobodą. To, że mamy coca-colę i bombę atomową nie czyni z nas rozwiniętej cywilizacji rozumnej. Wszystkie te mechanizmy wynikają z ludzkiej niedojrzałości i z tego, że nasza emocjonalność wciąż jest te 200.000 lat opóźniona w stosunku do postępu cywilizacji. Dalsze przemiany będą trwały, i jeszcze niejednym nas zaskoczą. Chciałbym by były one pozytywne, by te wszystkie konflikty powoli wygasały. Uważaj też, byś z ofiary, z wrażliwego misia, za którego pewnie się uważasz, nie stał się katem.

Granica jest tu bardzo cienka, w gnostycyzmie i w niektórych odłamach psychologii mówi się wręcz o zjawisku „ofiary, która staje się katem”. Nas, mężczyzn to spotkało w wyniku feminizmu. Długo kumulowane w pokoleniach kobiet żal, rozpacz, poczucie beznadziei i niesprawiedliwości, eksplodowały i zamieniły się w drapieżny feminizm. Podobnie dzieje się wtedy, gdy dana elita za bardzo uciska politycznie i wyzyskuje ekonomicznie lud. Lud, czyli ofiara, staje się katem, wybucha krwawa rewolucja. Te rewolucje (francuska, robotnicze i chłopskie w XIX wieku, bolszewicka, nazistowska) był dyktowane biedą i beznadzieją. Przyniosły one światu spaloną ziemię, niezmierzone morze cierpień i śmierć milionów ludzi. Niektóre rejony świata, takie jak Polska, kraje byłej Jugosławii i byłego ZSRR, będą zmierzać się z tym jeszcze przez długie dziesięciolecia.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

Reklamy

22 odpowiedzi »

  1. Może jestem jakaś ograniczona umysłowo, ale dla mnie te całe shit testy nie mają logicznego uzasadnienia. W czasach jaskiniowych też nie miały. Dlaczego kobieta ma sprawdzać zaangażowanie mężczyzny, albo to, czy jest on w stanie ją obronić? Natura obdarzyła ją intuicją, więc i tak to wie. A sądzę, że w zamierzchłych czasach ta intuicja była jeszcze bardziej rozwinięta. Może kiedyś chodziło o to, żeby utrzymać poziom agresji mężczyzny na odpowiednim poziomie, żeby nie zgnuśniał i zawsze był gotowy do działania w razie niebezpieczeństwa. Ale przecież i bez tego zrobiłby to, co do nich należało. Być może jest to też rodzaj walki o pozycję w związku. To też nie ma sensu, bo w tej grze tak naprawdę nikt nie wygrywa. To miłe, jeśli mężczyzna w takiej sytuacji raz na jakiś czas ustąpi kobiecie, żeby w ten sposób okazać jej uczucia i zrobić przyjemność. Jednak ciągłe ustępowanie jest szkodliwe dla obojga. Wyobrażam sobie, że częste przekraczanie granic mężczyzny wywołuje u niego wielką frustrację i powoduję, że po prostu odechciewa mu się żyć. Doskonale to rozumiem, bo dla mnie to też by było nie do zniesienia. Z kolei kobieta zaczyna się czuć zbyt pewnie i przestaje zabiegać o względy mężczyzny, być może będzie też szukać potwierdzenia własnej wartości u innych osobników płci przeciwnej, jeśli nie jest jej pewna. A stąd jest już tylko mały krok do zakończenia związku albo życia w nieustannym piekiełku. Uważam, ze działa to dokładnie tak samo w drugą stronę. Nie rozumiem kobiet, które godzą się na deptanie własnej godności i nie wiem, w imię czego to robią. Każdy człowiek niezależnie od płci ma prawo do wyznaczania i obrony własnych granic. Ważne jest jednak, żeby robić to w cywilizowany sposób, aby nikt nie czuł się przegrany.
    Ale przecież nie musimy tańczyć tak, jak nam zagra podświadomość. Mamy wystarczającą wiedzę i mądrość, by tak ustawić własne parametry, żeby nasza kontrolka zaczynała wyć, gdy próbuje nam się uruchomić niechciany program.
    Co do feministek i islamistów, to myślę, że część z nich pewnie czerpie ze swoich zachowań korzyści materialne, a część po prostu wyłączyła myślenie i pozwoliła się zaczadzić chorą ideologią. Oby przyszło na nie opamiętanie, zanim nie będzie za późno, choć losy niektórych krajów europejskich wydają się już być, niestety, przesądzone.

  2. Ale zdajesz sobie sprawę Jarku, że lewica znów kiedyś wróci do władzy – że te dziś bezlitośnie wyśmiewane feministki siedzące na neuropach już dziś kładą kamień węgielny pod nową lewicę? Nie miejmy złudzeń, zasada wahadła jest nieubłagana i tu geniusza trzeba by ją złamać. Dawniej czuło się te „prawicowe” nastawienie, gdy rządziła lewica. Ludzie czuli, że to antysystemowe, a więc w gruncie rzeczy dobre. Teraz gdy do władzy doszła prawica czuć lekkie rozczarowanie. W internetach coraz więcej lewactwa niestety… konieczność dziejowa.

  3. Skoro szykuje się wojna, to, zanim zdążymy się zorientować, zostaną po nas tylko mokre plamy i………nasze komentarze.
    Taka oto refleksja mnie nawiedziła.
    Nie jestem pewna, czy czekać na tych pojebów – islamistów, czy, uprzedzając ich, iść pod most.
    Boję się wojny i tych zwyrodnialców.

  4. Z tymi shit-testami to można niestety przegiąć w obie strony.
    Mężczyzna może fantastycznie manipulować partnerką próbując jej wmówić, że jej rozsądnie sformułowane postulaty to shit-testy.

    W zasadzie każdą, najbardziej niewinną próbę polepszenia jakości związku przez kobietę można podpiąć pod to hasło. Często kończy się tym, że zdezorientowany mężczyzna w ogóle przestaje słuchać partnerki, bojąc się stracić uznanie w jej oczach. Droga do nikąd.

    Sęk w tym, że nie da się żyć li i wyłącznie z podsycania pożądania w związku poprzez udawanie alfy. Ileż można grać na podświadomości partnerki, ileż trzeba mieć zdrowia, zasobów, wyglądu żeby podtrzymać iluzję? Do końca życia udawać macho?

    Uważam, że mężczyźni potrzebują silnych kobiet, ale tak mądrze-silnych. Czyli takich, które są wewętrznie stabilne, potrafią wesprzeć, pomóc w chorobie, w podejmowaniu decyzji, w finansowaniu życia, są partnerkami, ale jednak reprezentują w tym wszystkim kobiecy pierwiastek.

    Bycie z kobietą wyłącznie uległą czy słabą może łechtać męskie ego. Ale na krótko. Podległa kobieta jest również najczęściej niezaradna, roszczeniowa, nieświadoma siebie, nudna. Taki trochę kamień u szyi, gdzie mężczyzna będzie targał pełną odpowiedzialność i za siebie i za nią.

    Ryczące feministki są często odcięte od swojej kobiecej siły właśnie, to są niedorozwinięte, często skrzywdzone małe dziewczynki, które swoimi manewrami często osiągają efekty przeciwne do zamierzonych. Ze ściągnieciem sobie na kark islamistów włącznie.

    Pragnęłabym uniknąć nieporozumień i szufladek w stylu: kobieta silna = feministka.
    Niestety w ten sposób często postrzegane są kobiety samodzielne, zaradne, mądre. Wielka szkoda, bo mężczyźni często niepotrzebnie obawiają się tych najfajniejszych!

    • A ty to chyba miałaś jakieś ciekawe doświadczenia z tymi osobnikami że się tak tu rozpisujesz 🙂 Może opiszesz jakieś szczegóły? 🙂

  5. Głupawy ten artykuł. Nie tyczy się on wszystkich typów kobiet, a tylko jednego. Zostało tutaj przedstawione stereotypowe spojrzenie i nie jest one zgodne z rzeczywistością.

  6. No cóż, jest tak, że nie wszystkie kobiety kierują się w swych wyborach samiczymi impulsami i nie będą chciały mężczyzny zachowującego się jurnie, dominacyjnie i destruktywnie. Ciężko mi jest trafnie określić typ kobiet omawianych w artykule, ale wiem, że są to osoby myślące zbyt pochopnie, nielogicznie, pobłażliwe. A co do feministek szkodzącym samym sobie, to podejrzewam, że one nimi tak na prawdę nie są i nawet nie znają pierwotnej jego definicji.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.