Felietony i artykuły autorskie

JAK WYJŚĆ Z FRIENDZONE?! TEN SEKRET RELACJI DAMSKO-MĘSKICH NIE JEST POWSZECHNIE ZNANY!

Jak wyjść z friendzone?

Zjawisko „friendzone” stało się legendą zarówno w internecie, jak i podczas opowieści snutych przez panów przy czymś głębszym. Friendzone to inaczej „strefa przyjaciół”, czyli sytuacja, gdy mężczyzna już jest zakochany w kobiecie lub na coś liczy, natomiast ona proponuje mu przyjaźń. Sytuacja normalna od zarania świata, jednak to nie wszystko. Bo wisienką na zgniłym torcie friendzone jest to, że kobieta która odrzuca zaloty najczęściej czułego i wrażliwego mężczyzny, jednocześnie pada w ramiona i jest na każde skinienie tego złego, czyli bad boy’a.

A bad boy jak to bad boy – pije, bije, zdradza, ma za nic i znika na cały weekend by pójść w turnee po miejskich barach, night clubach i kasynach. A wtedy oszalała z rozpaczy kobieta zwierza się i zwierza „tylko przyjacielowi”, że to drań, że chyba jej nie kocha, że się z nią w ogóle nie liczy i czasami ma „ciężką rękę..” Wtedy przyjaciel próbuje pocieszyć, wytłumaczyć że powinna od niego odejść, że zasługuje na kogoś kto ją będzie kochał i szanował.. Kobieta przyrzeka, że to już koniec, że ona już mu nie wybaczy.

Ale wtedy odbiera ona SMSa. Oto jej wybranek pisze, a potem dzwoni, że ma kłopoty, że dostał już solidną nauczkę od życia, że przeprasza i ją bardzo kocha.. Och, sorry, mój przyjacielu, ale ja muszę już iść z tej kawiarni, zapłać jak zawsze za moje trzy kawy i butelkę drogiego szampana, przecież prawdziwy facet płaci rachunki za dwoje.. I ona leci jak w skowronkach, z bombową mieszanką uczuć wkurwu, pogardy, nienawiści i.. dzikiego pożądania, by oddać się temu złemu i przy okazji spłacić dług, jaki zaciągnął w kasynie.

Więc.. Jak wyjść z tego przeklętego friendzone?

Uff.. To by było na tyle jeśli chodzi o zjawisko friendzone. Mnóstwo porządnych chłopaków zastanawia się, jak tu z tego friendzone wyjść lub jak w niego więcej nie wpadać. Ja wiem jakie przyczyny ma to zjawisko, i przyczyna ta jest nieco inna niż mówi się powszechnie, np na popularnych portalach o uwodzeniu i podrywie. Zacznijmy od początku. Każda płeć ma swoje wartości, które może dać płci przeciwnej. I co zrozumiałe, każda płeć za swoją wartość chce dostać jak najwięcej.

-Wartość kobieca: emocjonalność, czułość, delikatność, namiętność seks;
-Wartość męska: zaangażowanie w związek (najważniejsza).
-Wartość męska na której bazują bad boy’e, ale nie tylko: siła, bezkompromisowość, umięśniona sylwetka, wygląd macho (ma go mniej niż 10% mężczyzn), cała otoczka związana z buzującym testosteronem.
-Wielu mężczyzn zapomina jednak, że wartość męska to także: pomoc, rada, wysłuchanie, inteligencja, twórczość, charyzma, interpretacja problemu, naprawa czegoś, podwiezienie, empatia, zrozumienie, zaangażowanie emocjonalne, nie ocenianie i zrozumienie kobiecych lęków i tego, co muszą one ukrywać, by nie wyjść np na łatwą, złą itp.

Doktryny niewolników które wyprały Ci mózg

Więc mówi się, że kobiety są strażnikami seksu, a mężczyźni są strażnikami zaangażowania. U wszelkich bad boy’ów, brutali, zimnych drani, nie ma oddawania ich „wartości męskiej” za darmo. Oni kochają i cenią swoją umięśnioną sylwetkę, wygląd ala’ Schwarzenegger i swoją siłę, i ani myślą oddawać je kobietom za darmo. Ruchasz się to się ruchasz, a jak nie, to bujaj się, mała – to ich logika. Zimne dranie idealnie realizują prawa świata – uważają, że im się należy, i biorą sobie seks tak jak im się podoba.

A wielu z nas ma to „zablokowane”. Wiele „doktryn niewolników” wmawia od kołyski nam, że nam się nie należy. Że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty dostanie się do nieba. Że to taka karma i nagrzeszyłeś w poprzednim życiu. Że takie są prawa ekonomii i niewidzialnej wolnego rynku, a jak komuś się nie udało, to tylko jego wina. Że człowiek lewicy czy tam prawicy (jeden chuj) to człowiek ciężkiej pracy. Że ciężka i „uczciwa” praca na etacie jest najwyższą wartością. Są to doktryny niewolników, stworzone po to, by owce nie chciały za dużo i by zarabiając 1500 na rękę, pozwalały elitom gromadzić ich biliony.

To samo działa w przypadku seksu. „Seks to zło, tylko po ślubie można”. Lub inaczej: „Seks bez zobowiązań to zło, wolno tylko w związku i trzeba być delikatnym, bo kobieta musi czuć się bezpiecznie.” Więc większość ma zablokowany „przepływ” pieniędzy, a w przypadku mężczyzn – także seksu. Pamiętaj że system to taka dojna kobyła rozpłodowa, głupia jak but a nawet głupsza, bo but to dzieło rozumu i kunsztu ludzkiego. Ta kobyła ma gdzieś, kogo karmi. Ona, czyli system, musi tylko rozdysponować zasoby i obfitość, a więc pieniądze, seks i inne. Musi coś z nimi zrobić, gdzieś je upchnąć. Więc daje tym, którzy nie mają zablokowanego ich przepływu, którzy uważają, że im się należy. Także trzeba jej wsadzić pięść w gardło i wyjąć to, co swoje.. Bo mi się kur*wa należy i koniec.

Szerzej opisywałem te zależności w poniższym artykule:
Dlaczego w Polsce jest wyzysk i bieda? Spojrzenie ezoteryczno-duchowe na prastary temat

Czy oddałbyś skarb za darmo?

Jak to jest u mężczyzn, którzy często wpadają lub wręcz tkwią we friendzone? Bardzo ważną kwestią jest to, że mężczyźni którzy nie mają kwadratowej szczęki i „testosteronowego wyglądu” (tak, tak, można rozpoznać charakter po wyglądzie twarzy, i dla osób z wysoką intuicją taki dar bywa czasami wręcz przekleństwem) oddają swój skarb niemal za darmo. To my daliśmy się zapędzić w kozi róg i oddajemy to, co mamy cenne nic nie oczekując w zamian.

Wystarczy że wszyscy narzekający na „friendzone” i inne tego typu rzeczy mężczyźni odetną kobietom to, co mają cenne, i od razu wartość tego wzrośnie. Wciąż ceniona jest siła, w tym ta brutalna, ale wciąż niedoceniane są inne wartości męskie. Częściowo także poprzez to, że my sami ich nie doceniamy, dajemy je za darmo i uważamy, choćby podświadomie, że tylko mężczyzna w typie Schwarzeneggera zasługuje na zaangażowanie i seks od kobiet.

Mężczyźni przestali być „strażnikami zaangażowania” i oddają je niemal za darmo. Więc kobiety wymyśliły zjawisko „friendzone”, czyli mężczyzna zostaje „przyjacielem” takiej kobiety, a de facto tamponem emocjonalnym do wysłuchiwania, żalenia się. To drenuje takiego mężczyznę z energii, bo nie dostaje on w zamian „wartości kobiecej”, czyli bliskości, czułości czy nawet tego seksu. Kto dostaje seks od kobiety która z „dobrego i empatycznego” robi tampon emocjonalny? Ona daje seks najczęściej typowemu samcowi, nieokrzesanemu i brutalnemu draniowi. Jest to zjawisko tak częste, że stało się wręcz zjawiskiem kulturowym.

Jednak absolutnie nie chodzi mi o to, by za przyjaźń mężczyzna wymagał seksu, bo takie myślenie byłoby chore, a wielu facetów po przeczytaniu tego artykułu pewnie by tak pomyślało. Przecież spotykamy w swoim życiu tysiące kobiet – koleżanek, znajomych, przyjaciółek, kochanek, partnerek, żon itp. Przecież tylko z niewielką liczbą spotykanych na swojej drodze ludzi kochamy się, prawda?

Chodzi mi tu o ten specyficzny model relacji „friendzone”, w której kobieta bierze, bierze i bierze „wartość męską” w dużej ilości, a sama daje „wartość kobiecą” innemu, najczęściej temu „złemu”. Ja sam przyjaźnię się z kobietami, mam kilka przyjaciółek z którymi chcę przyjaźnić się do końca życia. I seksu od nich absolutnie nie chcę. Ale takie przyjaźnie są już na innych zasadach.

Przyjaźń prawdziwa a toksyczne friendzone

Ja mam kilka „wieczystych” przyjaźni z kobietami, i nawet gdy są atrakcyjne nie patrzę na nie seksualnie. Jednak jest jeden motyw, gdy definitywnie kończę przyjaźń. Gdy widzę, że zmierza to w kierunku friendzone. Gdy panie miały silnego macho jako kochanka i próbowały ze mnie zrobić wycieraczkę do.. do czego? Hmm, do zwierzania się, do wysłuchiwania, do gadania o kosmosach.

Powiedziałam Ci 80% lub więcej prawdy o mnie, w tym rzeczy których nie powiedziałam ani mężowi, ani dawnemu chłopakowi którego kochałam naprawdę. Ty mnie nie oceniasz, nie potępiasz jak inni i rozumiesz mnie .” (cytat autentyczny).

Nie ma dla tych pań gadania o kosmosach i nie mogą mi się już tak otwierać. Nie mają już bratniej duszy która by ich dobrze rozumiała. Został im kochanek troglodyta, „sypiący tak żałosnymi tekstami że ja sama nie wiem” (cytat autentyczny). Nie dorównam mężczyźnie z kwadratową szczęka i z klatą jak Terminator z BMW, który musiał się dziś zatrzymać przed przejściem, bym sobie przeszedł na drugą stronę.

Bo bozia jahve dała mi delikatne, chłopięce rysy twarzy. Ale moja inteligencja, charyzma, twórczość i inne cechy są siłą, są ważne, i nie będę ich dawał za darmo. Wiedza to potęga, wrażliwość to cnota, a dyskrecja to moje drugie imię. Niech gada o kosmosach i niech się zwierza kochankowi-troglodycie. Ach, nie można? Bo jedyne jego tematy to sport i samochody? Bo gdy tylko mu się zwierzy, to zaraz zwyzywa ją od łatwych, od puszczalskich dziwek, szmat? Albo inaczej: powie, że jest nienormalna, lub żeby nie przejmowała się bzdurami? No to już nie mój problem.

Uwielbienie tych złych, czyli pokoleniowy wzorzec

Z innymi przyjaciółkami które mają / miewały różnych chłopaków (i tych wrażliwych, i tych mniej wrażliwych) takiego problemu nie mam. Ale z kobietami opisanymi powyżej, które zostały na przestrzeni lat wyrzucone z mojego życia, taki problem był. To część dużo, dużo szerszej, i bardzo kontrowersyjnej dyskusji.

Czy etyczna jest sytuacja, gdy kobieta seks i czułość daje temu, który nie szanuje i ma ją za nic, za to „przyjacielowi od serca” skąpi tego daru, i jeszcze żali się mu? Czy mężczyzna powinien dawać „wartość męską” czyli radę, pomoc, wysłuchanie, wyrozumiałość, nie osądzanie, dyskrecję, itp itd za darmo, i jeszcze wysłuchiwać monologów o sypianiu z troglodytami? Tak na logikę, to czy taki przyjaciel, z którym kobieta ma więź emocjonalną, który ma dobre serce, nie zasługuje na bliskość od niej, nawet bez związku?  W końcu ona i tak tę bliskość komuś daje, a najczęściej daje temu „złemu” draniowi. To jest dylemat bardzo trudny do rozwiązania.

Przecież „gazetowa psychologia lat ’90”, której echa pobrzmiewają aż do dziś, mówiła, że kobiety nie zachowują się w seksie tak, jak mężczyźni, którym do tego potrzeba jedynie miejsca. Że kobiety potrzebują komfortu, poczucia bezpieczeństwa, zaznajomienia się z danym mężczyzną.. A tu jak zwykle życie odbiegło od tego wzorca. No i na koniec, jaka jest rada dla tych, którzy utknęli we friendzone? Oczywiście – od razu zakończyć znajomość. W przyszłych relacjach nie dawać siebie „na tacy”, nie być takim dżentelmenem. Bo w dzisiejszych czasach to nie dżentelmeni „wyrywają” kobiety, a już prędzej gangsterzy.

Kobieta, która pożąda tego „złego”, jest ofiarą pokoleniowego wzorca, czyli domu w którym był zły ojciec. Czyli ojciec przemocowiec, alkoholik, i tym podobne. Więc ten wzorzec jest przenoszony na dorosłe życie takiej kobiety. Patrząc na to ezoteryczno-psychologicznie, to taka niedojrzała kobieta musi przepracować ten wzorzec, musi swoje odcierpieć. I dopiero gdy będzie gotowa, to doceni mężczyznę który nie jest osiłkiem. Czy da się taką kobietę zmienić? Nie da się żadnego człowieka zmienić na siłę, on musi sam.

W tym wypadku igrasz wręcz z ogniem, o czym pisałem w poniższym artykule:
Nie zmieniaj kobiety tkwiącej w toksycznym związku, to igranie z ogniem!

Zresztą jest całe mnóstwo kobiet, które w domu miały normalnego ojca, a w związku pragną po prostu ciepła, spokoju, radości i ze wspaniałego wyjazdu w góry, i z kubka ciepłej kawy rano. Takich kobiet jest na pewno większość niż połowa. A Ty, wpadający we friendzone, zadaj sobie pytanie, dlaczego na takie kobiety nie trafiasz? Dlaczego dla Twojej podświadomości są one „niewidzialne”?

Świat to wielomiliardowa obfitość. Jest w nim miejsce na wszystko. No, oczywiście poza smokami i jednorożcami. 😉 Na tym świecie tylko centymetry dzielą bogactwo od biedy, inwestycje od bankructw czy szczęście od rozpaczy. Wszystkie kobiety świata, jakie tylko jesteś sobie w stanie wyobrazić – dobre czy złe, świadome czy nieświadome, silne czy słabe, troskliwe czy olewające.. Wszystkie one są tu, na Ziemi, w Twoim mieście. Nie będę Ci tutaj prawił morałów o tym, że wszystko jest kwestią mentalności i że mentalność niedostatku czy mentalność ofiary przyciąga same zło, w tym same złe kobiety. Bo to tak nie działa. Ale weź to co tutaj pisałem pod uwagę.

Autor: Jarek Kefir

Moja strona jest niezależna od wszelkich stron sporu politycznego. Utrzymuję ją z reklam i dobrowolnych darowizn Czytelników. Nie ma u mnie przymusowych abonamentów i opłat za treści. Dzięki temu mogę zachować niezależność i dostarczać Ci wartościowych i prawdziwych informacji, które są cenzurowane i trudno dostępne. Wspomóż moją pracę na rzecz poszerzania świadomości, a w zamian za to dotychczasowa ilość nowych wpisów będzie zachowana. Link z informacją, jak to zrobić tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

Reklamy

68 odpowiedzi »

  1. „Zresztą jest całe mnóstwo kobiet, które w domu miały normalnego ojca, a w związku pragną po prostu ciepła, spokoju, radości i ze wspaniałego wyjazdu w góry, i z kubka ciepłej kawy rano. Takich kobiet jest na pewno większość niż połowa. A Ty, wpadający we friendzone, zadaj sobie pytanie, dlaczego na takie kobiety nie trafiasz? Dlaczego dla Twojej podświadomości są one „niewidzialne”?”

    A te „niewidzialne” obrywają za te wredne…. i nie mają już sił tłumaczyć się za nie swoje czyny i dolewać benzyny do ognia konfliktu damsko-męskiego. Nasłuchali się wszyscy bzdur,że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus i zapomnieli,że jesteśmy wszyscy ludźmi.

    • „czyli sytuacja, gdy mężczyzna już jest zakochany w kobiecie lub na coś liczy, natomiast ona proponuje mu przyjaźń”

      Odpowiadam z pozycji kobiety. Jest to bardzo proste, albo uważam, że dany facet jest kandydatem na męża albo nie. Co do zasady seksu przed ślubem nie daję za żadną cenę. Natomiast jeśli piszący artykuł szuka sobie panienki do używania bez zobowiązań to niech się nie dziwi. Panienki które rozkłądają nogi przed ślubem, nie robią tego za darmo. Uczciwiej byłoby chyba pójść do agancji i zapłącić. A co do tego jacy podobają nam się mężczyźni. To jest poza regułą i poza kryteriami rozumu. Ja osobiście nigdy nie lubiłam zwierzać się mężczyznom. Mężczyzn cenię i podziwiam za prymat działania nad mówieniem, szukanie rozwiązań zamiast biadolenia, cenię za odpowiedzialność, zaradność, nieużalanie się nad sobą, poczucie humoru i przede wszystkim uważność na kobietę. A i uznaję wyłącznie mężczyzn „selfmademan”

  2. Hmm liznąłeś grubszego tematu o nazwie kat-ofiara, pasożyt-dawca. Te dziwne relacje są też w małzeństwach czy normalnych związkach. Sam przez to przechodziłem, gdy ja nie mogłem okazać słabości, wyżalić się czy zwierzyć ze swoich problemów natomiast dziewczyna non stop lamentowała i żaliła się ( wyrzygiwała się na mnie) i nie było zmiłuj. Często jej problemy były z dupy wzięte. Grunt aby tylko na mnie nasrać emocjonalnie. Żadne moje rady i wskazówki nie były brane pod uwagę bo po co skoro i tak zrobi się po swojemu. Nie mogłem zwrócić uwagę bo przecież jesteśmy razem i powinniśmy się nazwajem wspierać. Tylko szkoda, że tylko to w jedną stronę działało.
    W związkach jest to bardzo powszechne zjawisko. Dotyczy to także tych wampirujących mężczyzn co ciągle mają jakieś problemy i się użalają ale im kobieta już nie może.
    To jest znacznie gorsza sytuacja aniżeli we friendzone. W związku dzielisz się problemami z drugą osobą a z friendzone zawsze możesz odejść.

    Nie chcę już zbyt wiele pisać o kobietach czy tej odwiecznej grze damsko-męskiej bo znowu ktoś mi zarzuci krzywdzenie czy generalizowanie kobiet.

    Ogólnie to się zgadzam z tobą Jarek ale mam parę uwag :

    „A Ty, wpadający we friendzone, zadaj sobie pytanie, dlaczego na takie kobiety nie trafiasz? Dlaczego dla Twojej podświadomości są one „niewidzialne”? ” –

    Może dlatego bo takie kobiety już dawno są zajęte.

    „Czy etyczna jest sytuacja, gdy kobieta seks i czułość daje temu, który nie szanuje i ma ją za nic, za to „przyjacielowi od serca” skąpi tego daru, i jeszcze żali się mu? Czy mężczyzna powinien dawać „wartość męską” czyli radę, pomoc, wysłuchanie, wyrozumiałość, nie osądzanie, dyskrecję, itp itd za darmo, i jeszcze wysłuchiwać monologów o sypianiu z troglodytami?”

    Nie jest etyczna ale naturę czy system to w ogóle nie obchodzi. Moralność, etyka, cnoty, wartości to obce naturze pojęcia pochodzące z boskich wymiarów. Są one dziełem człowieka. Wszystko rozbija się o to komu bardziej i mniej zależy. Temu komu bardziej zależy ten przegrywa i sam wrzuca się w rolę ofiary. Natomiast ten kto ma wyjebane ten wygrywa. Wtedy wchodzi w rolę kata czy pasożyta. I tak jest praktycznie na każdym polu rzeczywistości na tej planecie. Taki panuje wzorzec. I nie pisze tutaj o nielicznych wyjątkach czyli o zwiazkach opartych na wartościach jak przyjaźń, partnerstwo czy miłość i zaufanie ponieważ aby wejść w takie relacje to trzeba zasłynąć ponadnaturalną, niebanalną inteligencją emocjonalną i wysokim poziomem samoświadomosci. Po prostu trzeba być dojrzałym jeśli chce się partnera w związku. Większość ludzi operuje na zasadzie kat-ofiara, wyzyskujacy-wyzyskiwany, pasożyt-dawca.

    „Nie dorównam mężczyźnie z kwadratową szczęka i z klatą jak Terminator z BMW, który musiał się dziś zatrzymać przed przejściem, bym sobie przeszedł na drugą stronę.
    Bo bozia jahve dała mi delikatne, chłopięce rysy twarzy. Ale moja inteligencja, charyzma, twórczość i inne cechy są siłą, są ważne, i nie będę ich dawał za darmo.”-

    Nie potrzebnie idziesz w stereotypy. Nie każdy kto jest umięsniony i wysportowany jest od razu bad boyem czy alfaruchaczem. Ja jestem umięśniony/wyrzeźbiony a za samca alfa siebie nie uważam bo nim po prostu nie jestem. W dobie powszechnego dostępu do siłowni nawet najbardziej wrażliwy mężczyzna może ćwiczyć nad swoją sylwetką i nie widzę w tym nic złego. I nie jestem żadnym łysym karkiem z kwadratową szczęką. Kwestie samca alfa czy beta to raczej pole intelektu i siły psychicznej oraz charakteru aniżeli sylwetki.

    „-Wartość kobieca: emocjonalność, czułość, delikatność, namiętność seks;
    -Wartość męska: zaangażowanie w związek (najważniejsza).
    -Wartość męska na której bazują bad boy’e, ale nie tylko: siła, bezkompromisowość, umięśniona sylwetka, wygląd macho (ma go mniej niż 10% mężczyzn), cała otoczka związana z buzującym testosteronem.”

    Kolejny stereotyp. Nie zawsze kobieta daje tą czułość i delikatność bo o namietności w seksie nie wspomnę. Tak samo jak nie zawsze mężczyzna nie zawsze daje te mityczne zaangażowanie w związek. To wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane. Powtórzę jeszcze raz nie trzeba być bad boyem czy alfą aby byś umięśnionym i silnym fizycznie meżczyzną. Znam wielu nawet łysych karków co tak naprawdę w relacjach z kobietami są pantoflami i misiami. Alfą może być również jakiś gruby mafiozo lub chudy seba sprzed bloku.

    Podsumowując to zgadzam się z tobą i rozumiem ciebie bo sam przez te friendozne przechodziłem i to nie raz. A w związkach też doświadczałem układu tampon emocjonalny-użalający się. Pytasz jak wyjść ze friendzone. Ja mam dwa sposoby. Jeden z nich polega na działaniu tym samym co kobieta. Jeśli ona się tobie ciągle żali na swojego boya lub ex to ty rób to samo. Wtedy wielce prawdopodobne, że sama szybko się ewakuuje. Drugim sposobem jest po prostu odcięcie pępowiny i zakończenie takiej toksycznej znajomości. Szkoda czasu i energii.

    Trzeba sobie zadać pytanie dlaczego chce się wyjść z friendzone skoro połowa populacji tej planety to kobiety ? Kobiet jest cała masa. Zamiast wychdzenia po prostu wystarczy definitywnie zakonczyć.

    Kończąc tampon emocjonalny lub inaczej śmietnik na żale nie dostarcza emocji pożądania i namiętności tak jak to robi ten mityczny bad boy alfa.

    • „Nie chcę już zbyt wiele pisać o kobietach czy tej odwiecznej grze damsko-męskiej bo znowu ktoś mi zarzuci krzywdzenie czy generalizowanie kobiet.”

      Lucyfer, to nawet nie chodzi o to, żebyś milczał, jeśli pewne rany nadal się jątrzą, to jak najbardziej powinieneś dać upust swom uczuciom. Tylko postaraj się to robić umiejętnie, oddziel własną frustrację od stanu faktycznego, zrób porządek w głowie.
      Najważniejsze, żebyś przyznał sam przed sobą, że masz solidnego wkurwa na baby. Bo masz. Przydałoby się, żebyś do końca przeżył te negatywne emocje, bo one w Tobie wiodą autonomiczne życie.
      Jeśli mogę Ci posłużyć za lustro, to wygląda to u Ciebie mnie więcej tak:
      „Tak, tak, ja też uwielbiam towarzystwo kobiet… ale tak ogólnie to wam babom często śmierdzi z… [pominę ze wzgędu na cenzurę]”
      🙂
      To jest u Ciebie taki groch z kapustą – chciałbyś być dżentelmenem, ale masz poczucie, że brakuje w Twoim otoczeniu prawdziwych dam. Może czasem powiesz dla świętego spokoju: „kobiety są cudowne”, tylko Lucyfer – ja tego nie kupuję. Bo wcale tak nie czujesz – i masz rację. Możliwe, że doświadczyłeś od kobiet upokorzenia, poniżenia, może nawet tego nie pamiętasz albo sobie tego nie uświadamiasz. Dla mnie wygląda to tak, jakbyś wyżywał się w niektórych swoich komentarzach za swój dawny ból. No nie dziwię się, Twoje zranione serce i uczucia mówią Ci, że kobiet należy się strzec, kultura mówi, że powinieneś być wobec nich uprzejmy. Tylko, że suki zalazły Ci za skórę!

      Pisz więc o tym, myślę, że ludzie tutaj Ci pomogą. Ale zastanów się, jakie są faktyczne przyczyny Tojego bólu, jeden już wymieniłeś – Twoja była. Co jeszcze? Matka, siostra, kuzynka, panie ze sklepu, koleżanki z klasy, nauczycielki? Co one zrobiły – kłamały, udawały święte, puszczały się, naginały prawdę do swojego widzimisię, były niezrównoważone emocjonalnie? Pewnie tak, ale mów konkretami, „Polki gardzą Polakami” to nie jest konkret! Podaj przykład Polki gardzącej Polakiem – gdzie? kiedy? w realu? w internecie? ile razy ? itp. Pozostań przy PRAWDZIE, wtedy coś poradzimy.
      Czasem przyparty do mury przyznajesz, że obie płcie są w jakiś sposób winne obecnego stanu rzeczy, ale Twoje wewnętrzne przekonanie jest takie, że jednak kobiety są mimo wszystko jakoś tak BARDZIEJ winne. Znajdź źródło tych przekonań. Napisz o tym, poprzyj przykładami. Może coś poradzimy.

      Jestem pewna, że jeśli nie ogarniesz tych tematów, to nie stworzysz dobrego związku. Wpakujesz się w kolejne, jeszcze większe łajno niż z tą ostatnią pannicą.

      • Hmm rozgryzłaś mnie. Chylę czoła. Wystarczyło trochę tutaj popisać i już dokładnie mnie prześwietliłaś. Jestem świadomy tego co piszesz. To ciężki proces oczyszczania i budzenia.
        Tak jestem wkurwiony na kobiety. Za matkę co mnie wykastrowała psychicznie. Za koleżanki, które traktowały mnie jak powietrze albo nonszalancko i pogardliwie z góry. Za ex partnerki za manipulacje, bawienie się moimi uczuciami, za poniżenia i upokorzenia. Nieba bym przychylił kobietom. Zawsze mogły na mnie liczyć. Nigdy nic do kobiet nie miałem i za bycie dobrym oraz miłym dostawałem po dupie. Ech.

        • Lucyfer, ludzie nie tylko ranią i dokopują. Choćby tu znalazłeś osoby, które oferują Ci pomoc w wyjściu z dołka, które akceptują Cię z Twoimi (pozornymi) rogami i kopytami włącznie (nawet te, które się z Tobą czasem trochę pokłócą ;)). Trzymaj się, stary! 🙂

  3. Dobry artykuł. Zgadzam się, że to od mężczyzn zależy czy dadzą się wmanipulować we friendzone, lub ją porzucić. Kobiety dobrowolnie z takiej relacji nie zrezygnują, bo oprócz tego, że mają darmowego terapeutę i chusteczkę na otarcie łez, to otoczone wianuszkiem męskich przyjaciół zwiększają swoje szanse na znalezienie lepszego, ich zdaniem, partnera.
    Zgadzam się z Lucyferem, że w każdym związku potrzebny jest dreszczyk emocji (oczywiście bez przesady i robienia komuś krzywdy). Ale ludzie tak już mają, że kochają gonić tego przysłowiowego króliczka.
    Ostatnio grzebałam w starych polskich piosenkach i znalazłam jedną, która w bardzo prostych, ale uważam, że mądrych słowach opisuje relacje damsko – męskie. Sądzę też, że to wszystko działa w obie strony.

    Dla osób, które nie trawią takiej muzyki sam tekst:

    Ja już tamtej nie pamiętam

    Ja już tamtej nie pamiętam – ona była zła i podła
    i na co dzień, i od święta równie głupia jak ty mądra.
    Zapraszała, czarowała, potem gryzła i drapała
    jak kocica, czarownica – szkoda nawet słów

    Ty łagodna, ty spokojna opatrujesz moje rany
    i na całym bożym świecie nie ma drugiej takiej damy
    Nie zawiedziesz, nie porzucisz, nie zabierzesz ciepłej dłoni
    niemożliwe bym od ciebie zechciał kiedyś wrócić do niej.

    Ja już o niej nie pamiętam, miała taki głos jak skrzypce
    gdy śpiewała była piękna, serce drgało jak na nitce.
    Zamyślona i szalona, ale dla mnie już stracona
    ta kocica, czarownica – szkoda nawet słów

    Ty łagodna, ty spokojna opatrujesz moje rany
    i na całym bożym świecie nie ma drugiej takiej damy
    Nie zawiedziesz, nie porzucisz, nie zabierzesz ciepłej dłoni
    niemożliwe bym od ciebie zechciał kiedyś wrócić do niej.

    Ja już tamtej nie pamiętam, chciałaś wiedzieć, wiesz już teraz
    choć ty jesteś taka święta, ty coś dajesz i odbierasz,
    ty rozumiesz, ty całujesz, zawsze wszystko mi darujesz.
    Penelopa, lecz na opak – brak mi na to słów.

    Ty łagodna, ty spokojna opatrujesz moje rany
    i na całym bożym świecie nie ma drugiej takiej samej.
    Nie zawiedziesz, nie porzucisz, nie zabierzesz ciepłej dłoni
    zrób coś teraz, bym od ciebie już nie zechciał wrócić do niej.

    • Lucyfer, nie łam się, memento amori: „Chłopaki nie płaczą” & „Tego kwiatu jest pół światu” 😛 … No i pamiętaj słowa wieszcza polskiego kina :

      A jak Ci będzie smutno to se zajrzyj na cam7.com albo showup.tv, można zdrowo pocieszyć oczy i wyobraźnię 😀

    • To wyznanie brzmi autentyczniej.

      Myślę, że powinieneś sobie uświadomić jedno – nikt nigdy nie zdołał Ciebie wykastrować, ani pozbawić Cię męskiej duszy. Masz to wszystko w sobie, w przeciwnym wypadku nie byłoby Cię tutaj, nie szukałbyś pomocy, za to tkwił w toksycznej relacji z trójką dzieciaków na karku, zapierdalając na kilka zmian.

      Przecież nigdy się nie poddałeś, choć popełniałeś błędy.

      Nie wątp w swoje męstwo. Nie ma ku temu powodu. Prawdopodobniej miałeś cięższy start niż Twoi rówieśnicy, ale przecież mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna… Ty nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa. Bohaterstwo nie polega na urodzeniu się w uprzywilejowanych warunkach, choć tak może to w dzisiejszych czasach wyglądać. Może obawiasz się, że nikt nie dostrzega tego, jak walczysz i ile Cię to kosztuje wysiłku. Z pewnością dajesz z siebie więcej niż ci, którzy mieli łatwiejszy start w życie. Wierz mi, kto potrafi patrzeć, ten po prostu widzi. A kto nie potrafi… nie jest wart Twojego towarzystwa.

      Nie nazywaj siebie słabym. Wrażliwość nie jest słabością, to Twój atut.

      Obecnie to nie jest czas na to, aby przychylać nieba kobietom – przychyl je sobie.
      Pielęgnuj w sobie swoje męstwo. Wywal z siebie całą toksynę z przeszłości. Krytykuj śmiało kobiety, ich zachowania, ich fanaberie. Musisz to zrobić, bądź najsurowszym, ale sprawiedliwym sędzią.

      Ten świat jest chory, bezsprzecznie, jednak traktujesz samego siebie niesprawiedliwie dopasowując się do jego chorych kryteriów. Twoje królestwo nie jest z tego świata. To przywilej!

      • Też to przerabiałem. Teraz wyluzowuje w coraz większej ilości sfer życia. Mężczyźni skrzywdzeni przez kobiety nie zauważają, że „focusują” się właśnie na te złe. Bardzo trudno z tego wyjść, jednak te dobre kobiety są wszędzie wokół nas. Kwestia filtru podświadomości. Świat to olbrzymia obfitość. Jest w nim miejsce na wszystko i dla każdego.

      • Dziękuje wszystkim za słowa otuchy zwłaszcza tobie Von Vengerberg. Nie chcę się tutaj ani gdziekolwiek użalać nad sobą i swoim marnym życiem bo ludzie tego nie znoszą.
        Nie stety ale wrażliwość to jednak słabość w tym świecie. Miałem i mam przez tą wrażliwość i empatie tylko same problemy. Całe życie piaskiem po oczach.

        Jednak uważam, że zostałem wykastrowany/przyblokowany. Czuję, że gdzieś ten moje talenty czy potencjały wyparowały. Niestety ale człowiek otrzymał zbyt wiele złych wzorów w dzieciństwie, był „kopany w dupę” w szkole czy na ulicy. To odcisnęlo swoje piętno. No cóż słabych się nie szanuje. Słabych się niszczy i wyzyskuje,

        A może to ja nie zasługuje na to aby być w społeczeństwie.

        • Lucyfer, pierdolisz takie głupoty, że mi się słabo robi. Masz takie samo prawo być w społeczeństwie, jak ja, mój brat i cała reszt ludzkości, za wyjątkiem oczywiście psychopatów, zwyrodnialców i sadystów, ale to się rozumie samo przez siebie. Twoje podejście do świata, a głównie do siebie, to stan umysłu, który musisz zmienić. Musisz wgrać nowy program. Niestety, jest to bardzo, bardzo ciężka praca. Bardzo. Wiem, bo to przerabiam. Musisz jednak, nie masz wyboru. Żadne słowa otuchy Ci nie pomogą, sam musisz w to uwierzyć. MUSISZ W TO UWIERZYĆ.

        • Oj, Lucyfer, Lucyfer, coś Ty dziś gadasz jak mały Kazio po dużym piwie. 😉 Domyślam się, że czujesz się, jakby Cię przeżuto i wypluto.
          „Nie chcę się tutaj ani gdziekolwiek użalać nad sobą i swoim marnym życiem bo ludzie tego nie znoszą.”
          Gdyby tak było, to nikt by tu z Tobą nie rozmawiał.
          „Jednak uważam, że zostałem wykastrowany/przyblokowany. Czuję, że gdzieś ten moje talenty czy potencjały wyparowały.”
          Lucyfer, ja w Tobie wyczuwam artystyczną duszę. Czy się mylę?
          „A może to ja nie zasługuje na to aby być w społeczeństwie.”
          Podaj przynajmniej 3 powody.

        • @Lucyfer, oczywiście, że zasługujesz. Spójrz wewnątrz siebie, spójrz jaką jesteś cudowną istotą, ile miłości i dobroci masz w sobie. Tylko wrażliwi mężczyźni potrafią dostrzec piękno kobiety wewnątrz i na zewnątrz. Trafiałeś pewnie na jakieś księżniczko-suki, one nie są warte ani jednej urojonej łzy tudzież smutku. Śpią głęboko w matriksie, dlatego Cię nie doceniają. Ale uwierz mi, na pewno każda z tych kobiet po jakimś czasie głęboko zaczęła żałować, że Cię straciła. Jestem właśnie takim przykładem złej kobiety, która miała kochającego, dobrego i wrażliwego mężczyznę. Tak, już któryś miesiąc z kolei po nim płaczę, bo nigdy go nie odzyskam przez swoje zachowanie. Straciłam bezpowrotnie swoją bratnią duszę. Chciałabym Ciebie bardzo przytulić, żebyś nie odczuwał takiego smutku, z powodu swojej wrażliwości. To piękny dar. Dzięki takim ludziom jak Ty być może kiedyś ta planeta wybudzi się z letargu i zła.

        • @Lemoniada no cóż wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy z nas popełnia błędy. Gdybyś wiedziała ile ja popełniłem błędów. Wstyd mi dzisiaj za dziwne akcje. których byłem autorem. Co się stało to się nie ostanie. Trzeba iść dalej do przodu i po prostu wyciągać wnioski z przeszłości.

          Uwierz mi ani jedna nie żałowała bo nie miała czego. Po prostu byłem słaby i się nie sprawdziłem. To tyle. Przecież nikogo nie zmuszę do jakichkolwiek uczuć do mojej osoby.

          Niestety ale dla mnie to nie dar ale przekleństwo. Planetę czy społeczeństwo nie obchodzi moja osoba. Czemu miałbym kogoś obchodzić ?

          Kiedyś to byłem naprawdę otwarty, miły, empatyczny i wrażliwy. Dzisiaj jestem po prostu realistą.

          Doceniam umiejętność samokrytyki i autorefleksji. W dzisiejszych czasach to bardzo rzadkie zjawisko. Pamiętaj tylko jedno. Nie wiem czy krzywdziłaś jego śwaidomie ale być może to tylko twój atawistyczny archaiczny program, który załączył się z podświadomości w momencie jakiejś słabości twojego mężczyzny. Kobieca podświadomość brzydzi się wrażliwymi i czułymi mężczyznami. Ta podświadomość pogardza takimi i potrafi się wywyższać a nawet mścić. TO nie jest do końca kobiet wina. Zazwyczaj ten algorytm jest ponad świadomością i umysłem kobiety. Dopiero po czasie gdy emocje opadną a program przejdzie w stan standby kobiet uświadamia sobie, że być może straciła bratnią duszę. I tak ten krąg zatacza coraz większe koło. Teoretyczna wiedza z psychologii ewolucyjnej to za mało aby te atawizmy kontrolować.

          Pozdrawiam.

        • @Lucyfer uwierz mi na słowo – na pewno żałują już lub będą żałować lada moment. Chyba, że były to typowe karyny realizujące program mąż-dziecko-kredyt. Ale myślę, że taka dusza jak Ty wiązała się z kobietami, które wyznają inne filary niż bycie robotem matriksu. Ja widzę w Tobie piękną duszę, czarodzieja, któremu się podcięło skrzydła. Jeśli kiedyś będę zasługiwać na jakiś związek to właśnie z facetem, który ma w sobie pierwiastek wrażliwości, ma duszę, nie jest wyjałowiony. Na pewno jesteś cudownym facetem. Życzę Ci spotkania swojej muzy, która Cię natchnie, da miłość, spojrzy na Ciebie z serca. Uśmiechnij się do siebie.

          Tak, emocje opadły, a ja dostrzegłam, że straciłam pewien prawdziwy płomień miłości. Bezpowrotnie.

        • Takie Lemoniady są jak.. lisy. Ciche, dyskretne, zakradają się pod osłoną nocy do kurnika, by wykradać i zjadać dobre kurki gospodarzowi.. 😉 Drapieżniki, polujące na swoje ofiary. Wypatrujące ich. Selekcjonujące. Zastawiające sidła.. rozkoszne sidła. A potem przepuszczające atak. 😉 xD

        • @Jarek Nie lubię – hm chujowo się czuję na myśl, że osoby, które wznosiły mnie na piedestał, ja zrównałam z gównem, ego wypierdolone na sam szczyt lodowej góry.

          Wrażliwi mężczyźni to prawdziwe skarby tego świata. A takie gnioty jak ja nie powinny mieć w ogóle prawa głosu.

        • Nie ma kto ego wznosić na wyżyny, ubóstwiać, adorować, prawda? 😉 A może i.. ma? Kto Cię tam wie, Lisie. 😉

          U mnie już sideł nie zastawisz, Lisie..

          Próbuj na innych portalach, ale weź na cel takie gdzie nie ma ludzi z problemami. Większa gloria i honor jest z pokonania równego sobie lub silniejszego. 😉

        • @Jarek Nie wiem, tak jakby „siła zewnętrza” nade mną rządziła, a po jakimś czasie żałowałam tego co zrobiłam, ryczałam jak głupia. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nikogo nie skrzywdzę, że będę pracować nad sobą do skutku, a na każdą dobroduszną osobę w moim otoczeniu patrzeć z miłością.

        • @Lemoniada Wiem jakie są moje wady i gdzie popełniałem błędy. Po prostu zabrakło mi mocy i siły. Jest jak jest. Nie żałowały i nie będą ponieważ nie ma czego żałować. Nie jestem cudowny. Gdybym był to ludzie szanowaliby mnie za to jaki jestem a nie za to co posiadam, jak wyglądam czy jak dostarczam emocje i atencję.

          Mnie karyny nie interesują i nigdy nie interesowały. Tak się składa, że Ci z duszą, wrażliwi są często wyjałowieni ponieważ brakuje im siły i mocy. Są niekompatybilni z programami natury. Jakby nie pasowali do tej planety. Mają za mało pierwiastka witalnego w sobie.

          A jak ktoś mi nie wierzy to niech spojrzy na odsetek samobójstw w Europie. I niech powie w jakim kraju ma mniejsce najwięcej samobójstw. No i jakiej płci ? I dlaczego tak się dzieje ?

        • Lucyfer, tak często w swoich wypowiedziach pojawia się określenie „człowiek słaby”. Czy możesz mi powiedzieć, jakie warunki powinien spełniać człowiek, którego Ty nazwałbyś człowiekiem silnym?

        • @Viola Siła na poziomie witalnym to pewność siebie, zdowie psychiczne i fizyczne, silna stalowa psychika i charakter, pewna niezmłomność czy odwaga, asertywność, zaradność, umiejętności, przedsiębiorczość, spryt oraz zasoby. To podążanie swoimi własnymi ścieżkami. To całkowita niezależność. Bycie niezależnym od nikogo i od niczego.

          Na poziomie duchowym jako wartość-idea odzwierciedla wiedzę oraz tożsamość, którą nikt i nic nie zniszczy. To pewna integralność naszej duszy. To wymasterowanie wszystkich archetypów. To bycie ponad tą grą zwaną matrixem. Ponad tym wszystkim. Siła to w pełni rozwinęta samoświadomość i pełna kontrola nad swoim życiem. Siła to potęgi klucz. Ogólnie to temat rzeka.

          Żeby już nie ciągnąć tematu friendzone w nieskończoność to podsumuję jednym ciekawym utworem :

        • Lucyfer, dzięki za odpowiedź. Nie tylko nie znam nikogo, kto skupiałby w sobie chociaż w połowę tych cech, ale nawet o nikim takim nie słyszałam. Pozdrawiam. 🙂

      • Zgadzam się z tym, co napisałaś VonVengerberg.
        Trzeba tylko uważać z tym negowaniem, żeby nie popaść w drugi biegun i za bardzo nie negować każdej napotkanej kobiety. Krytyka niech będzie prawdziwa, czyli nie podoba mi się konkretnie to, albo tamto, a nie bo wy kobiety już tak macie itp., itd.

        Lucyfer z tego co piszesz wynika,że masz problemy z matką i przenosisz żal i nienawiść na wszystkie kobiety. Po mojej relacji z matką mam wrażenie,że ta która dała mi to życie to jednocześnie później mnie uśmierciła… Może po to, abym mogła narodzić się na nowo? Szkoda tracić czas, na to czego nie można zmienić, wybacz lub zaakceptuj, olej to. Zamknij pewien rozdział i poszukaj swojej siły na nowo. Zastosuj zdrowy egoizm.
        Mimo tego żalu i nienawiści do kobiet wydaje mi się,że szukasz ratunku u kobiet.
        Tak brzydkie zdanie masz o Ewie, a co powiedzieć o Adamie, który własnego zdania nie ma? Nie dał rady z Lilith, wybrał Ewę, którą mógł sobie podporządkować, lub tak myślał, ale jak przyszło co do czego to Ewa dokonuje wyboru, a Adam go powtarza, jest bierny…. To Ty sam musisz rozprawić się ze swoimi demonami. Nawet jak już znajdziesz swojego anioła, to on nie da rady ciągnąć Cię zawsze ku górze…. Przestań być Adamem, który szuka winy w Ewie, przestań winić wszystkie za jedną, lub kilka….

  4. A ja podsumuję to, co powyżej, i to znajdzie się poniżej tak : ” MIEJ WYJEBANE, A BĘDZIE CI DANE”. I dotyczy to każdej, dokładnie każdej dziedziny życia.

    • Ta filozofia to po prostu akceptacja rzeczy, których nie można zmienić i nie traci się już energii na szarpanie się z czymś, co nie ma sensu. Można tą energię spożytkować inaczej.

      • eva, dokładnie tak. Mieć wyjebane nie oznacza mieć w dupie wszystkich facetów, kobiety, czy ludzi w ogóle. Mieć wyjebane oznacza – nie wypruwać sobie flaków, i nie marnować energii na coś, co z góry skazane jest na niepowodzeni.Lepiej spożytkować energię na coś, co przyniesie pożytek nam, lub komuś innemu, LUB ZWIERZĘTOM. Trzeba wiedzieć kiedy walczyć, i kiedy odpuścić. Bardzo bym chciała, by przed moimi oknami zmaterializował się kompressor i ……… i nie ma go tam. Dużo sensowniej będzie go po prostu kupić, a energię wkładaną w marzenia o materializacji auta , przeznaczyć na przeczytanie fajnej książki. Pragnęłam poznać miłość, bratnią duszę, pragnęłam kochać i być kochaną. Jednocześnie chodziłam na psychoterapię, w celu pozbycia się blokady i otwarcia na uczucia. Tak minęło mi 9 lat. Efekt? Żaden. Walczyłam, walczyłam, i…….odpuściłam. Może spotkam miłość, kiedy będę na nią gotowa. Kto wie, życie pisze scenariusze, jakie się ”fizjologom nie śniły” – jak mawiał Ferdynand Kiepski 😉

        • Katharos,
          pozwolę sobie przedstawić odrobinę odmienna interpretację ” mieć wyjebane”.
          Zauważyłam taką prawidłowość, że jak komuś tak bardzo na czymś zależy, to na przekór nie może tego dosięgnąć. Przykładowo moja kuzynka przez wiele lat nie mogła zajść w ciążę. Przez wiele lat wyprawiała cuda niewidy ze sobą i z mężem i nic. Wreszcie umeczona tymi lekarzami, badaniami, próbami odpuściła wszystko na maxa, zajęła się urządzaniem mieszkania i wtedy właśnie zaszła. Z kolei moja koleżanka po rozwodzie chciała zapomnieć na amen o mężczyznach i rzuciła się w wir pracy od świtu do nocy i miedzy jedną a drugą pracą poznała miłego faceta. A więc warto odpuścić na maxa i żywo zaangażować się w coś zupełnie innego. Po walce nie wystarczy odpuścic, tylko należy zadziałać w innym kierunku. I w ten sposób zatracasz się w pasji robienia czegoś, co Ci sprawia przyjemność i twardo się temu poświecasz nie wracając do przeszłości ani nie wybiegając w przyszłość. Tylko to musi być bardzo szczere i prawdziwe, nie miarkowane;) I jak napisała Eva: Kto wie, co przyniesie los…

  5. Pozostając jednocześnie w starych klimatach i w temacie trudnych relacji damsko – męskich proponuję jeszcze obejrzenie tego klipu. Klasyka polskiego kabaretu. Genialny tekst Jeremiego Przybory w mistrzowskim wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej. Możemy tu zaobserwować „friendzone” w stylu retro. ;). Panowie, błagam, nie doszukujcie się tylko w tym podtekstów i złośliwości z mojej strony. 🙂
    Żeby nie zaśmiecać strony, podaję tylko link.

  6. … archetypowa Lilith budzi się w coraz większej rzeszy kobiet … a te dwie diablice to uosabiają, łącząc w sobie demoniczną drapieżność z wysublimowaną zmysłowoćcią 😀

  7. „W naszych czasach brakuje uduchowienia. Można je znaleźć jedynie w muzyce, filmach czy książkach. Chciałbym zachęcić ludzi, by je odkryli. Nie mówię im, kim jest Bóg. Podejrzewam, że religia wszędzie jest już biznesem, choć jej związki z polityką i kapitalizmem najwyraźniej widać w Ameryce. W Europie nadal traktuje się ją z szacunkiem. Nie jestem przeciwnikiem religii, ale nie podoba mi się, kiedy ludzie wykorzystują ją do własnych celów.

    Czasami muzyka, filmy i książki są jedynymi rzeczami, które pozwalają nam odczuć, że ktoś inny doświadcza tego, co my. Zawsze próbowałem dać ludziom do zrozumienia, że jest dobrze, albo i lepiej, jeśli nie scalą się z programem. Użyjcie swej wyobraźni – jeżeli jakiś dziwak z Ohio mógł stać się kimś, dlaczego ktokolwiek inny nie może taki być poprzez siłę woli i kreatywność?” – Marylin Manson

    … zajedvabisty song, melodyjny i rytmiczny, idealny na karnawałowe prywatki 😀 … Ja sam często przy nim się podrywam, do mojego pokracznego tańca,i se tak po swojemu stepuję, twistuję, piruetuję i czuję czaczę 😛

  8. „Przyjaciel / kochanek, ktòry widzi w tobie żywą istotę, istotę w rozkwicie, jak drzewo wyrastające z ziemi lub ficus w domowej doniczce, lub ròża w ogrodzie … kochanek i przyjaciel, którzy patrzą na ciebie jak na autentyczną żywą istotę, ktòra oddycha, widzą w tobie człowieka, ale również delikatną magię … kochanek i przyjaciel, którzy wspierają drzemiące w tobie stworzenie … to są ludzie jakich należy szukać.”

    C.P.Estés

    … Ja osobiście właśnie chciałbym mieć przy swoim boku kiedyś, gdy już przejdę swoje piekło ciemnej nocy duszy, taką przyjaciółkę-kochankę z którą byśmy wspólnie tworzyli magiczne momenty istnienia, w żadnym wypadku żonę, bo wiadomo, że „małżeństwo to kastracja duchowa mężczyzny” – i to jest moje dozgonne credo życiowe 🙂

  9. „Kazali nam wierzyć, że miłość, ta prawdziwa, zjawia się tylko jeden raz w życiu i do tego zazwyczaj przed trzydziestym rokiem życia. Nie powiedziano nam, że miłość nie jest sterowana i nie przychodzi w ściśle określonym czasie.
    Kazali nam wierzyć, że każdy z nas jest połówką pomarańczy, że życie ma sens tylko wtedy, gdy znajdziemy tę drugą połowę. Nie powiedziano nam, że rodzimy się w całości, że nikt w naszym życiu nie zasługuje na to, by nieść na swoich barkach odpowiedzialność za dopełnienie naszych braków: rozwijamy się w sobie. Jeśli jesteśmy w dobrym towarzystwie, to jest to po prostu przyjemniejsze.
    Kazali nam uwierzyć w formułę ‚dwa w jednym’: dwoje ludzi, którzy myślą tak samo, zachowują się tak samo, że jedynie tak to działa. Nie powiedziano nam, że to ma swoją nazwę: anulowanie siebie; że jedynie osoby o własnej osobowości mogą budować zdrowe związki.
    Kazali nam wierzyć, że małżeństwo jest koniecznością i że pragnienia ‚nie o czasie’ muszą być stłumione. Wmówili nam, że piękni i szczupli są bardziej kochani, że ci, którzy uprawiają mało seksu są zacofani, a ci, którzy uprawiają go zbyt wiele nie są godni zaufania.
    Kazali nam wierzyć, że istnieje tylko jeden przepis na szczęście, taki sam dla wszystkich, i ci, którzy starają się go ominąć, skazani są na marginalizację. Nie powiedziano nam, że ten przepis nie działa, frustruje ludzi, alienuje ich i że istnieją inne alternatywy.
    Ach, nie powiedzieli nam nawet tego, że nikt nigdy nam tego nie wyjaśni. Każdy z nas odkryje to na własną rękę.”

    John Lennon

  10. „Miłość rodzi się w trudnościach (część pierwsza)

    Na początku, gdy poznajemy osobę, która nam się podoba, dochodzi do głosu wiele emocji … biada, jeśli nadamy im imię miłości. UWAGA! Miłości od pierwszego wejrzenia pojawiają się w trakcie burzy i prawie nigdy pod bezchmurnym niebem naszego życia. Uważajmy na tzw. miłości od pierwszego wejrzenia: zazwyczaj, z upływem czasu okazuje się, że tym „pierwszym rzutem oka” niewiele zobaczyliśmy i o wiele lepiej byłoby „rzucić okiem” jeszcze raz. Ileż sztucznych i fałszywych odpowiedzi na infantylne pytanie: „Na co zwracasz uwagę, gdy kogoś poznasz… ” Odpowiedzi są zbyt oczywiste, aby być piękne i prawdziwe: „Patrzę w oczy”, „Zwracam uwagę na ręce… charakter… zalety” … Bądźmy szczerzy. Nie można tak od razu zajrzeć prosto w serce człowieka, więc to, na co zwracamy uwagę na pierwszy rzut oka jest aspektem fizycznym, wyglądem zewnętrznym, ogòlnym zachowaniem. Pierwsze emocje są czysto fizyczną namiętnością, a nie miłością. Pierwsze emocje nie mają duchowego charakteru. Pierwszymi objawami są: pociąg seksualny, przyjemność, uwodzenie, erotyzm, zmysłowość, pożądanie nowości, ciekawość, klasyczne zauroczenie, a następnie zakochanie … Ale ta lawina emocji jest powierzchowna i nie ma nic wspólnego z głębią miłości. Są one pączkiem, ziarnem (nasieniem) miłości, ale jeszcze nie jej kwiatem, tym bardziej jeszcze nie ostatecznym jej owocem. Emocje te są gąsienicami zbliżenia, a nie motylami głębokiego uczucia, rozpoczynającymi swòj lot w kierunku wolności.

    MIŁOŚĆ wzrasta „pod gòrkę”(część druga)
    Miłość rozpoczyna się sporą dawką wybornej czekolady(całowanie, przytulanie, pieszczoty, seks, rozrywka, etc.). Ale miłość prowadzi także do „odstawienia od piersi”, do dystansu, a następnie do indywidualnego wzrostu, niezależności ukochanej osoby, akceptacji jej ograniczeń i wad, a tym samym do wolności. Niestety, większość z nas w pewnym momencie ucieka obwiniając miłość, która „nie istnieje”, podczas gdy w rzeczywistości to prawdziwi kochankowie są rzadkością. Miłość jest wielkim wysiłkiem, żmudnym i prawie jałowym, ponieważ wymaga ofiar, wyrzeczeń, miejsca, zrozumienia, ciszy, pozbycia się jakichkolwiek osobistych interesów, itp. … Przeciwieństwem tej drogi „pod gòrkę” jest droga „z gòrki”- okres ognistych zalotòw, egzaltacji uczuć, gdzie istnieje tylko chęć zrobienia wszystkiego, aby osiągnąć próg miłości … co zazwyczaj dzieje się za pośrednictwem seksu: seks jest progiem miłości, momentem, gdy ciało dotyka duszy. Ale bez duchowości w seksie, tym co się dotyka jest tylko ciało. Dlatego po godzinach i po latach seksu dusza przeżywa depresję, odmowę, upadek i nudę. Oto ta granica, na ktòrej większość z nas tonie, poddaje się, decyduje się na zaniechanie wszelkich starań: winny jest brak wewnętrznej i duchowej dojrzałości czyli brak tego, co najlepsze w miłości. Docieramy do progu miłości, ale niekoniecznie potrafimy go przekroczyć.”

    • „(…)Ale miłość prowadzi także do „odstawienia od piersi”, do dystansu, a następnie do indywidualnego wzrostu, niezależności ukochanej osoby, akceptacji jej ograniczeń i wad, a tym samym do wolności. (…)”
      Parafrazując słowa starej piosenki powiem, że nie ma miłości bez wolności. Wolność to największy dar, jaki człowiek może ofiarować drugiemu człowiekowi.
      Odniosę się od razu do jednego z Twoich poprzednich wpisów.
      „… Ja osobiście właśnie chciałbym mieć przy swoim boku kiedyś, gdy już przejdę swoje piekło ciemnej nocy duszy, taką przyjaciółkę-kochankę z którą byśmy wspólnie tworzyli magiczne momenty istnienia, w żadnym wypadku żonę, bo wiadomo, że „małżeństwo to kastracja duchowa mężczyzny” – i to jest moje dozgonne credo życiowe :)”
      Trzymam za Ciebie kciuki, Sanctus Diavol. 🙂 Dodam jeszcze, że małżeństwo to także kastracja duchowa kobiety, tylko większość żon i nie żon za takie słowa pewnie chętnie by mnie spaliła na stosie. 😉

      • „Dodam jeszcze, że małżeństwo to także kastracja duchowa kobiety, tylko większość żon i nie żon za takie słowa pewnie chętnie by mnie spaliła na stosie. ;)”
        Nie spalę Cię Viola bo z bólem ale muszę uczciwie przyznać Ci rację choć wolałabym nie.

  11. „HORMONALNA BOMBA ATOMOWA
    Kiedy się zakochujemy, obwody mózgowe, które wchodzą do akcji są identyczne z tymi, które są aktywne w przypadku narkomana rozpaczliwie pragnącego zażyć kolejną dawkę narkotyku: niekontrolowane impulsy, zamglone rozumowanie, brak strachu. Dopamina, oksytocyna, testosteron i estrogen wybuchają z wielką mocą, dokładnie tak samo jak zażyta amfetamina, kokaina lub heroina … miłość to swego rodzaju naturalny narkotyk. Na tej zasadzie uzależnienie w miłości, obsesja w przypadku słabych charakteròw, zazdrości i paranoje są silnym motorem niekontrolowanych ludzkich zachowań.

    MIŁOŚĆ I \ LUB ZAKOCHANA PASJA
    Wielka tragedia tkwi w nazywaniu wielką miłością początkowej pasji, która zostaje uwieńczona seksem. Między zakochaniem a kochaniem istnieje wielka różnica: nawet jeśli zakochanie obejmuje miłość w zarodku, nie ma żadnej pewności co do tego, że będzie ona wzrastać i rozwijać się w prawdziwą i dojrzałą miłość. Kiedy człowiek się zakochuje, nie robi tego celowo: zdarza się, jest to przypadek, jest to czysty instynkt chemiczny, hormonalny. Jest to nasza biologiczna natura, ktòra dokonuje swego rozwoju: pasja wyzwala instynkt rozmnażania się poprzez przyjemność seksualną. Aby się kochać potrzebna jest duchowość, dojrzałość (i, niestety, jest ona osiągalna na przestrzeni lat i wielu doświadczeń, więc ośmielam się powiedzieć, że 99% naszych tak zwanych pierwszych miłości nie kończy się przeobrażeniem w prawdziwą miłość; przyćmi je z czasem brak zrozumienia namiętności na poziomie psychologicznym z winy naszych nierozwiązanych urazòw). Aby się zakochać wystarczy po prostu coś poczuć i pozwolić ponieść się emocjom. Aby kochać potrzeba zdobyć się na poświęcenia. Musimy się starać, cierpieć, walczyć z lękami, wiedzieć jak milczeć, jak zachować spokój, jak zachować wiecznie żywą gotowość i oddanie. Miłość nie dzieje się sama, miłość nie może być improwizowana jak namiętność. Miłość nie jest dziwnym zbiegiem okoliczności. Miłość należy budować, ale niewielu jest już artystòw biegłych w sztuce kochania.

    Miłość między POSIADANIEM i BYCIEM POSIADANYM
    Miłość jest siłą brutalną, ale też boską, która to może prowadzić do posiadania drugiej osoby lub do bycia w jej posiadaniu. Ale ponieważ nie można posiąść wolności, dojrzała dusza zauważa, gdy pada ofiarą tej pustki czy diabolicznej tendencji zamaskowanej światłem nazywanym miłością (pustki utożsamianej z biblijnym żebrem Adama: narodziliśmy się z uczuciem pustki, która znajduje odzwierciedlenie w dopełnieniu się drugą osobą, ale ktòra to osoba nie może żyć dla wypełnienia naszych brakòw, ponieważ także przeżywa wewnętrzną pustkę i nie może nas wypełnić nie anulując się dla nas). Kto jest zatem pozbawiony duchowości, jest skazany na posiadanie drugiej osoby jedynie w sferze fizycznej, a stąd biorą się chęć kontroli i absurdalne wymagania co do tego, jak ta druga osoba ma postępować lub nie postępować oraz podporządkowanie się drugiej osobie w imię fałszywej miłości.
    Ludzie dojrzali, a więc uduchowieni, czują, że ta pustka nie jest fizyczna. Ma charakter psychiczny. Odczuwany niedobòr dotyczy tego drugiego, mniej rozwiniętego wymiaru wewnętrznego( drugie JA : kobiece dla mężczyzn i męskie dla kobiet). Ludzie ci nie chcą posiadać i nie chcą być w niczyim posiadaniu. Ich poszukiwania dotyczą wnętrzna i gdy je w tobie odnajdą, wpadają w zachwyt nad twoją duszą, wypełniają serce twoimi cnotami, twoimi myślami, wartościami i uczuciami nie biorąc ich w posiadanie (jak nie można wziąć w rękę wody, tak nie można uchwycić duszy, ale można zanurzyć się w wodzie i ludzkiej duszy swobodnie, nie niszcząc ich esencji).
    Ludzkie, dojrzałe dusze, kochają się wzajemnie w wolności, nie stając się ofiarami uzależnienia, czy poczucia niezbędności, nie odczuwając konieczności (w imię miłości) wypełniania pustki tej drugiej osoby. Pomiędzy posiadaniem (Yang) i byciem posiadanym (Yin) znajduje się równowaga (czyli posiadanie jedynie siebie kochając wolność innych). Jedynie w tym centrum może powstać prawdziwa świadomość miłości.”

  12. … no i oczywiście polecam klimatyczny film o nietypowym związku 😉

    https://wpolityce.pl/kultura/251841-tylko-kochankowie-przezyja-zblazowanie-wiecznoscia-recenzja

    „Każdy, kto jest zmęczony infantylnymi „dziełkami” o wampirach w stylu „Zmierzchu” filmem Jima Jarmuscha będzie zachwycony. Natomiast, ci, którzy pamiętają przenikliwe „Uzależnianie” Abla Ferrary docenią głównie estetyczna stronę filmu najsłynniejszego outsidera kina. Jim Jarmusch bywa genialny. Tym razem jednak zrobił film dla snobów, w każdym rozumieniu tego słowa.

    „Dla mnie wampir więcej ma wspólnego z poezją niż popkulturą – w literaturze angielskiej jako pierwsi pisali o nich poeci romantyczni.”- mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wiecznie niezależny, kroczący własnymi ścieżkami twórca genialnej „Nocy na ziemi” czy „Truposza”. Amerykanin o europejskiej filmowej duszy pragnął tym filmem nie tylko przywrócić wampirom należne im miejsce w popkulturze, które utraciły przez infantylne opowiastki dla nastolatków z żałosnym Robertem Pattinsonem, ale również opowiedzieć o swoim rozczarowaniu dzisiejszą skomercjalizowaną sztuką.

    Dlatego też Jarmusch umieszcza akcje filmu w upadłym Detroit, gdzie skryć z powodzeniem może się Adam (Tom Hiddleston) – pozujący na undergroundowego muzyka wampir, którego nocne życie nikogo w symbolu bankructwa nikogo nie dziwi. Detroit służy też Jarmuschowi do pokazania wnętrza duszy samego wampira. Adam lata wzlotów ma za sobą jak opustoszałe miasto, będące niegdyś kolebką amerykańskiego kapitalizmu. Przez wieki poznał największych pisarzy, muzyków, rewolucjonistów- wszyscy dziś jedynie zdobią ściany jego rozpadającego się domu. Co mu zostało? XXI wieczny-sterylny wampiryzm- krew kupowana od skorumpowanego lekarza w laboratorium oraz dobijające przeświadczenie, że wszystko w sztuce już było i zblazowany postmodernizm jest jedyną dla niej drogą . Ba, świat doszedł do punktu, gdzie nawet pewność, jaką była nieśmiertelność wampirów jest złamana. Jeden z nich umiera przez „zatrutą” ( AIDS?) krew. Czy z powodu upadku cywilizacji nieśmiertelny wampir myśli o zakończeniu swojej egzystencji? W tym przeszkodzi mu ukochana od wieków mieszkająca w Tangierze żona Ewy (Tilda Swinton). Ona również cierpi z powodu poczucia bezsensu współczesności. Pogrążona w lekturze klasyków, szukająca harmonii w romantycznym Maroko ponownie chce znaleźć sens u boku swojej wiecznej miłości. Miłości, która przesłoni wieczne rozczarowanie gatunkiem ludzkim zwanym przez wampiry „zombie”.

    Jim Jarmusch ma swój własny styl narracji. Dopasowane do całej palety gatunków muzycznych, ukochanych przez twórcą „Inaczej niż w raju” filmy Jarmuscha charakteryzują się zmieniającym się tempem opowiadania. Od jazzu Jarmusch potrafi przejść do ukochanego Iggy Popa ( swoją drogą ten hard corowiec idealnie pasowałby do roli wampira) by zakończyć na psychodelii Johna Lurie. Jednocześnie typowy dla tego twórcy motyw zapętlającego się czasu i powrotu do punktu wyjścia wyeksponowany jest również w opowieści o krwiopijcach. Tak jak w „Broken Flowers” podróż bohatera nic nie zmieniła, tak w „Tylko kochankowie przeżyją” wampiry muszą powrócić do pierwotnych instynktów ( „to takie XV wieczne”- mówi ironicznie Ewa) by przetrwać. Jarmusch nie ukrywa, że zrobił film o sobie. O outsiderze żyjącym na boku, artyście rozczarowanym plastikowością świata, który upaja się brzydotą upadłego miasta. Erudyta Jarmusch mówi też, że bycie wampirem to wieczna egzystencja ze sztuką- muzyką, literaturą czy nauką, której nie doceniają „zombie”. W jednej ze scen Adam i Ewa swoją w słynnym Michigan Building, gdzie Henry Ford skonstruował swojego pierwszego „Forda”. Potem w tym miejscu był piękny teatr i kino, które dziś zamieniono w parking. Tylko wampiry wiedzą, że „Sztuka przynosi nam dowód, że istnieje coś innego niż nicość” jak pisał zauważył Proust?”

  13. Nie powinnam, ale napiszę…. Z tej drugiej strony…
    To ja zawsze byłam tą, która trzyma zaangażowanych chłopaków we ” friendzone”. Zawsze to były wartościowe osoby. Znałam ich dobrze, lubiłam, ceniłam. Nigdy do niczego nie doszło między nami, gdyż chciałam być uczciwa wobec siebie. Wtedy żyłam bezproblemowo pełnią życia i byłam pełną radości dziewczyną, więc z mojej strony nie było żadnego wylewania żalów i jak do tej pory nigdy nie zostałam porzucona. Natomiast to oni otwierali swoje serca przede mną, a ja z uwagą słuchałam. Friendzone mają różne oblicza, te trwały i z czasem się wykruszyły, bo jednak nie przeszły w fazę wzajemnej miłości. Nie można zmusić się do zakochania w kimś albo do zakochania się z wdzięczności. Zawsze żyłam intensywnie i bardzo przyziemnie, więc nigdy nie rozmyślałam nad takimi pojęciami jak karma i nie wiem, czym to się je. Ale karma wraca. Doświadczyłam tego kilkakrotnie. Złamałam tyle serc, gdyż nie mogłam odpowiedzieć tym samym. Ale życie jest przewrotne, a może raczej sprawiedliwe. Mając ułożone życie z pozytywnym człowiekiem spotykam przypadkowo osobę młodszą ode mnie, która porusza moje najgłębsze struny i intryguje i zastanawia mnie swoim wnętrzem, swoją osobowością na maxa. (Nota bene opakowanie nigdy nie miało dla mnie znaczenia, poza tym mam wysoce specyficzny i nie dzisiejszy gust.) W takiej sytuacji nic nie można zrobić, bo ręce są związane. Chociaż serce tak bardzo się wyrywa, a kontakt z tą osobą dodaje TAKICH skrzydeł. Czy w takiej sytuacji można odciąć się od takiej znajomości? Chyba jedynie dla jej dobra. Dlatego Viola dzięki za prawdziwy do bólu tekst piosenki „…zrób coś teraz, bym nie chciał/a wracać…” Więc pocieszam (ale nie tymi stronami, co proponuje na pocieszenie Sanctus) wszystkich, którzy są wolni, że jeszcze Wszystko Przed Wami. No i nie żałujcie okazanego serca, bo karma wraca. Dzięki Sanctus za przypomnienie jakże oczywistej prawdy „tego kwiatu jest pół światu”. Potwierdza to ta zła kobieta. Jak Twój nick jesteś pełen sprzeczności, gdyż strony, które polecasz dla pocieszenia nijak się mają do wiekszości cytatów, które zamieszczasz. Oczywiście we friendzone może być seks, ale to „miłość do której potrzeba tylko miejsca”. Lucyfer, już Cię kocham 😉 za samą wrażliwość oraz za zwrot „nieba bym przychylił”, bo takie podejście jest mi bardzo bliskie. Gdzie Ty, taki Pozytyw, poznajesz te kobiety? Jestem przekonana, że wreszcie trafisz na tę wymarzoną. Swój trafi w końcu na swego. Przez przypadek lub dzięki przeznaczeniu. Jarek, dziękuję za słowa „wiedza to potęga, wrażliwość to cnota itd” gdyż to tak niepopularne i niemodne w dzisiejszych czasach. Oświeceni mimo wszystko powinni jednak serwować wszystko „na tacy”. Panowie, nie trwajcie we friendzone, jeśli rani, ale nie szukajcie pocieszenia wg Sanctusa oraz w podobnych towarzystwach, ponieważ wypacza to gust i spacza spojrzenie na Prawdziwe Kobiety i to jest odpowiedź na pytanie „dlaczego dla twojej podświadomości są one niewidzialne”.

    • Witam TAZŁA. Jesteś skłonna do refleksji nad swoim życiem.A to się ceni. Chylę czoła. Nie wiem czy kogoś krzywdziłaś czy to tylko twój osobisty rachunek sumienia ale nie masz się czego obawiać. Mam pewne poszlaki, że ta tak zwana karma nie istnieje. Widocznie przeszłaś na drugą stronę lustra i dlatego jesteś świadoma tych rzeczy, których popelniłaś.

      Pytasz gdzie poznaję. Wszędzie spotykam różne dziewczyny. W realu i wirtualu. Na siłowni, w pracy, w klubie, w kinie. Na koncercie i na prywatce.

      Spokojnie to nasza wina, że w ogóle jest coś takiego jak friendzone. Nie mam za złe kobietom, że korzystają z niewiedzy i naiwności romantycznych misiów.

      Aha i to nie twoja wina, że masa mężczyzn się w tobie zakochiwała a ty nie odwdzięczałaś siętym samym. Bo widzisz cały w tym ambaras żeby dwoje chciało na raz.

      Pozdrawiam.

      • Witam Lucyfer. Ani refleksje, ani rachunek sumienia tylko rzeczywistość. Nie wiem czy krzywdziłam, czy dawałam to, co mogłam dać. Nie obawiam się, ja to odczuwam. Mam dowody, nie poszlaki, czyli od pewnej chwili doświadczam dokładnie tego samego, co ktoś przeżywał przy mnie. Karma nie karma, zwał jak zwał. Nie jestem ani po jednej ani po drugiej stronie lustra, praktycznie mnie nie ma. Zgadza się, że jestem bardziej świadoma pewnych spraw, w których kiedyś nie umiałam się odnaleźć. Popełniłam wiele błędów, ale wolałabym ich nie popełnić. Gdybym mając te naście lat posiadała tę wiedzę co obecnie to moje całe życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Friendzone działa w obie strony i nie jest niczyją winą. Czasami to bardzo przyjemne, gdy możemy przebywać w towarzystwie osoby, na której nam zależy. Lecz wykorzystywanie drugiej strony jest nie do przyjęcia. Natomiast nie rozumiem na czym polega niewiedza i naiwność romantycznych misiów? Spotykamy różne osoby na różnych etapach życia i nie mamy wiedzy, jak potoczą się nasze relacje, a zazwyczaj obie strony starają sie. Nie to nie moja wola ani wina, kto zakocha się we mnie, a w kim ja ostatecznie się zakochałam, bo budzące się uczucia nie zależą od naszej woli. Wtedy sterowalibyśmy dowolnie swoimi uczuciami i wszystko byłoby takie proste. Ale nie jest, zwłaszcza gdy jednak zdarzy się ambaras. Pozdrawiam.

    • „Dzięki Sanctus za przypomnienie jakże oczywistej prawdy „tego kwiatu jest pół światu”. Potwierdza to ta zła kobieta. Jak Twój nick jesteś pełen sprzeczności, gdyż strony, które polecasz dla pocieszenia nijak się mają do wiekszości cytatów, które zamieszczasz.”

      Zgadza się, składam się z paradoksów, mam w sobie światło i mrok, łączę je w świadomości, co nie wyklucza we mnie wyższych uczuć do Kobiet, które niegdyś wręcz deifikowałem. Potrafię okazywać wysumblimowane uczucią, i jednocześnie fascynuje mnie bezpruderyjna sexualność i lubieżny erotyzm kobiecy. Ja nie widzę w tym nić haniebnego, kwestia ukierunkowania behawioralnego z dystansem w tych upodobaniach jest wysoce etyczna u mnie. Skoro jest popyt to jest podaż. W czym są gorsze Kobiety na kamerkach erotyznych? 😉

      • Sanctus, nie wiem w czym są gorsze kobiety na kamerkach erotycznych, ponieważ ich nie znam i nie oglądam. Po zadanym pytaniu wnioskuję, że prawdopodobnie niczym od tych, które spotykasz w swoich kręgach towarzyskich. Zapewniam Cie, że jednak istnieje grupa kobiet inna od tych na kamerkach, o której powyżej pisze eva. Szanuję Twoje wybory, gdyż nie dyskutuje się o gustach. Podejrzewam, że te bezpruderyjne panie potrafią bardzo docenić Twoje wyrafinowane gusta oraz wysublimowane uczucia. Nie mnie oceniać, co jest haniebne, a co nie. To co oferują te panie to mimo wszystko obdziera ich z czegoś tak cennego jak intymność, do której powinny mieć dostęp osoby najbliższe i zaufane. W sumie nawet podczas upalów nie biegamy wszyscy po ulicach nago nawet jeśli to takie komfortowe. Takie wystawianie się przynosi ujmę. Czy gdyby Twoja kobieta lub siostra lub córka tak afiszowała swoje wdzięki to byłbyś z nich dumny? To tak, jakbyśmy zachwycali się zachowaniem ekshibicjonisty w bramie pewnej kamienicy. Czy wysoce etyczne jest – nie uczestnicząc w niczym – podziwianie tego pana? Czy jest się czym chwalić i co polecać nawet po ciężkim dniu w pracy czy po nieudanej randce? Piszesz, że niegdyś deifikowałeś kobiety….Chyba tylko tego typu kobiety, skoro zaprzestałeś… Mimo wszystko życzę Ci miłości na wyłączność od Kobiety Czułej, Przyjaciółki Oddanej, Kochanki Żywiołowej, byście „wspólnie tworzyli magiczne momenty istnienia”. Tylko czy taka Ci wystarczy?

        • NADALZŁA, piękna odpowiedź. Jestem pod wrażeniem, ale „deifikowałem”? Co to za język? Nie razi Cię to? Jesteśmy w Polsce i dopóki można, należy używać słów POLSKICH, a deifikować ma mnóstwo POLSKICH synonimów. Bez sensu.

        • „To co oferują te panie to mimo wszystko obdziera ich z czegoś tak cennego jak intymność, do której powinny mieć dostęp osoby najbliższe i zaufane. W sumie nawet podczas upalów nie biegamy wszyscy po ulicach nago nawet jeśli to takie komfortowe. Takie wystawianie się przynosi ujmę. Czy gdyby Twoja kobieta lub siostra lub córka tak afiszowała swoje wdzięki to byłbyś z nich dumny?”

          Jako cyniczni romantyk, z dość lekkodusznym podejściem do sexualności odpowiem klasycznym cytatem: „każdy ma prawo do orgazmu, gdyż orgazm dodaje entuzjazmu” 🙂 Ja mam w sobie diabolicznie lucyferyczne upodobania erotyczne, takie właśnie jak podziwianie Pań oferujących swoje wdzięki w wersji cyber wizualnej. Te Kobiety jeśli robią to świadomie, według swojej woli, to nie widzę nic upokarzającego, przecież to uczta dla męskich oczu nasycić libido sexapilem czy też uwodzeniem, tym bardziej dla samotnego faceta, który ma określony temperament. A czy idąc do ginekologa, który empiryczne dotyka Twoich intymnych miejsc nie czujesz się bardziej odarta z intymności? Ja nie dotykam tych kobiet, tylko fantazjuje i tak realizuje swoje potrzeby, z racji tego że obecnie nie jestem w związku formalnym. Gdybym miał Kobietę, to bym spytał bezpośrednio co o tym myśli, że oglądałem sex kamerki, czy pornosy, wtedy bym poznał Jej zdanie oraz reakcję ( aczkolwiek będąc z kobietą już bym nie potrzebował bodźców oglądania takich Pań ). Póki co czasami sobie daję sobie przyzwolenie na takie rozrywki. Gdyby moja siostra, czy córka skłoniła się do takich exhibicjonistycznych zachowań, to pod warunkiem że jest dorosła, i z pełną świadomością wybiera określone zachowania sexualne, to mi nic do tego, gdyż ciało kobiety należy do niej samej, i nie mnie decydować czy narzucać moralne kagańce woli jego dysponowania. Poza tym poznałem wiele kobiet, które mnie zaskoczyły swoją nieskrępowaną sexualnością, więc te upodobania do kamerek, to jest jakieś następstwo tych doświadczeń. Kobiety są różne, purytańsko cnotliwe i lubieżnie sexualne, i wiedzą po co epatują swoją intymnością w internecie – dla kasy, ale robią to uczciwie, bo wszystko jest oczywiste, nie to co czasami w małżeństwach, tu potrafią być wyrafinowanymi femme fatale. I to jest bardziej naganne moralnie dla mnie.
          No i mam tak w swojej naturze, że gdy jestem zakochany, to nie istnieją inne kobiety poza tą wybraną. A gdy jestem sam to pożądam wszystkich, które mnie fascynują, podobają się czy podniecają, ale raczej robię to z pozycji marzyciela erotomana. 🙂

          • Patrząc trochę psychoanalitycznie, słowo „DEIFIKOWAŁEM” jest bardzo bliskie do dość brzydkiego słowa – „DEFEKOWAŁEM”. 😉 Więc może to jest powód dla którego innych to słowo użyte w tym kontekście razi. 😮

        • Sanctus,
          rozumiem potrzeby współczesnego romantyka.W sumie nawet Ci zazdroszczę tej obfitości entuzjazmu. Bo mnie rusza jedynie całokształt, choć do drętwych nie należę. A więc korzystaj, ale raczej nie polecaj. Bo to taki „zniekształcony” obraz kobiet. Chociaż cały czas je DEI-fikujesz, to jednak moralnego kagańca nie narzucasz jedynie na „siostrę i córkę”, a „swą Kobietę” skrzętnie pomijasz w tym jakże prestiżowym zawodzie i w tej uczcie dla męskich oczu. Potwierdzam, mamy prawo do orgazmu i do entuzjazmu, ale mamy też prawo do wyboru. Dlatego nie dotyka mnie Pan ginekolog tylko zamawiam wizytę u zaufanej doświadczonej Pani Ginekolog. Mam dużą wyobraźnię, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że gdy wychodzisz ze swoją Ukochaną to Twój podziw i zainteresowanie na widok tak wielu nieskrepowanych, podniecających i fascynujących kobiet znika na pstryknięcie palca. Zakodowane preferencje pozostają preferencjami.

        • NADALZŁA, rozbawiłaś mnie do szelmowskiego uśmieszku tą sugestią:
          „Mam dużą wyobraźnię, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że gdy wychodzisz ze swoją Ukochaną to Twój podziw i zainteresowanie na widok tak wielu nieskrepowanych, podniecających i fascynujących kobiet znika na pstryknięcie palca. Zakodowane preferencje pozostają preferencjami.”
          Ja z kolei mam potężną intuicję, aby czuć w Twoim ocenianiu mnie subiektywny relatywizm projekcji wartościowania mojej osobowości, bardzo uproszczony i tendencyjny. Z powodu moich upodobań i fascynacji sexualnych nie mam żadnego poczucia winy, gdyż nikogo nie krzywdzę, nie oszukuję i nie wykorzystuję. Ba, miewałem w życiu sytuacje, w których nie wykorzystałem Kobiet dla zaspokojenia, mimo że same mnie uwodziły i chciały sexu 😀 ( a jak mawia powiedzenie: „Kobiety są jak sytuacje podbramkowe – niewykorzystane mszczą się” hehe, no i kilka razy to odczułem dobitnie ). Nie znasz mnie i irytujące są te stygmatyzujące moje usposobienie wobec kobiet insynuacje z Twojej strony. We mnie jest Bóg Miłości i Demon Sexu i wiem doskonale jak mają mi służyć. Usiłujesz ze mnie chyba zrobić dziwkarza czy dewianta, ale jeszcze na żadnej dziwce nie byłem, a i nigdy bym nie żądał od Kobiety takich zachowań jakie oglądam w necie na kamerkach ( a widziałem tam nawet pary w związkach:D ), chyba że sama by tego chciała :). Kiedyś miałem koleżanki z neta, które same z siebie mi pokazywały ciekawe rzeczy ( jedna wysłała filmik video jak robi facetowi swojemu loda, inna nagie zdjęcie gołego tyłka wypiętego, jeszcze inne się masturbowały dla mnie; a dziś te Kobiety mają mężów, dzieci, rodziny i nikt nie ucierpiał w żaden sposób ). Nie potrafisz zaakceptować pewnych zjawisk, które Ciebie nie dotyczą, stąd postawa piętnowania.
          Ciekaw jestem, czy sama jesteś w szczęśliwym związku miłosnym z mężczyzną, który jest satysfakcjonujący i daje Cie uczuciowe i duchowe spełnienie.
          Najbardziej żałosna dla mnie była Twoja sugestia: „„swą Kobietę” skrzętnie pomijasz w tym jakże prestiżowym zawodzie i w tej uczcie dla męskich oczu” , trąci mi to już iście religijna represją moralną, i co gorsza pomawianiem bezmyślnym postronnych Kobiet, gdyż te Panie które czasami sobie oglądam nie są pospolitymi dziwkami, a nawet jeśli to mają niezbywalne prawo samodecydowania o swoim ciele.
          Nie mam obecnie „swojej Kobiety”, a jak będę miał to nie Twoja sprawa, kim dla mnie będzie, bo z pewnością będzie mnie stać na szacunek i uwielbienie dla Niej, i ważne abyśmy wspólnie mogli doświadczać spełnienia w związku, nawet perwersyjnym 🙂
          Twój nick ma nacechowanie ewidentnie negatywne, skoro jesteś NADALZŁA, to może zła na facetów, i chcesz zrobić ze mnie kozła ofiarnego swojej frustracji, co mnie nonszalancko śmieszy z każdym kolejnym komentarzem w moją stronę 🙂

        • Sanctus
          1) Przepraszam, że zirytowałam Cię moim komentarzem. Przepraszam.
          2) Żadne zdanie z moich wypowiedzi nie jest oceną Twojej osoby, jeśli tak to je przytocz.
          3) Wręcz przeciwnie – napisałam, że szanuję Twoje wybory i rozumiem potrzeby, korzystaj, ale nie polecaj. Dlaczego? Ponieważ te nie-pospolite dziewczyny z kamerek erotycznych oraz podobne im „koleżanki z neta pokazujące ciekawe rzeczy” zniekształcają obraz pozostałych kobiet i skrzywiają wyobrażenia chłopców, którzy wstają od komputera, idą między ludzi i poszukują epatujących seksem pań, mając umysł przesiąknięty wrażeniami z kamerek. To miałam na myśli pisząc, że zakodowane preferencje pozostają preferencjami. A potem żal i zgrzytanie zębów, że trafia się do friendzone. A te inne kobiety pozostają niezauważone. Bo „uwielbienie tych złych to wzorzec pokoleniowy”. To działa w obie strony.
          „Mężczyźni skrzywdzeni przez kobiety nie zauważają, że fokusują się właśnie na te złe. Bardzo trudno z tego wyjść, jednak te dobre kobiety są wszędzie wokół nas. Kwestia filtru podświadomości.”
          4) Faktycznie nie potrafię zaakceptować pewnych zjawisk i nie planuję zachwycać się ani paniami, ani panami, ani parami na sex kamerkach, ani też wysiłkami koleżanek z neta.
          5) Czy Ty naprawdę nie widzisz, że cały czas piszę o kobietach i nie robię kozła ofiarnego z mężczyzn. Też mnie nie znasz. Na co dzień ich dei-fikuję. Serio. Mój nick – wiadomo – nie jest przypadkowy. Ale nie jestem zła na facetów, tylko na siebie i jak coś się pieprzy, to winy szukam najpierw w sobie.
          6) Nie znajdziesz większego niedowiarka ode mnie, więc nie mieszaj do tego religii, aczkolwiek seks i miłość traktuję niezwykle liturgicznie.
          7) Mój związek nie daje mi ani uczuciowego ani duchowego spełnienia, gdyż cały czas błądzę. Dlatego uważnie obserwuję świat i czasami zagłębiam się w takie tematy jak ten. Piszesz interesująco i mam wiele pytań, uwag i wątpliwości do Twoich wypowiedzi, ale po tej wymianie zdań nie odważę się zapytać.

    • @TAZŁA
      Tak sobie myślę, że może to „friendzone” jest jednak lepsze, niż powiedzenie komuś prosto w twarz, że nie ma żadnych szans i ma się trzymać z daleka …

      • Viola,
        jeśli jedna strona zorientuje się, że druga żywi do niej głębsze uczucia to w żaden sposób nie wolno tego wykorzystywać. A przyzwoitość nakazuje nie tyle zerwać tę znajomość, co postawić sprawę jasno, że z tej mąki chleba nie będzie. Potem to od zainteresowanych zależy, czy są w stanie utrzymywać tę relację, skoro się lubią. A szansa zawsze istnieje…

        • @TAZŁA
          Uczciwość kazała mi zawsze stawiać sprawę jasno i definitywnie zrywać takie znajomości. Wydawało mi się, że w ten sposób zadam drugiej osobie mniej cierpień. Panie otoczone wianuszkiem adoratorów traktowałam z pewną wyższością. Może dlatego, że znałam takie, które bawiły się uczuciami, albo, jak twierdziły, trzymały kogoś w odwodzie. Teraz widzę, że nie można uogólniać. Twój komentarz mnie poruszył, bo gdzieś w głębi mego serca tkwiło odczucie, że być może nie wszystkich mężczyzn należy w takiej sytuacji traktować jednakowo. Większość panów, których odtrąciłam, szybko znalazło pocieszenie w ramionach innych kobiet, ale tych bardziej wrażliwych mogłam pokaleczyć. Może rzeczywiście czasem lepiej dać komuś czas na oswojenie się z sytuacją.
          Mam teraz mętlik w głowie i muszę to sobie jakoś poukładać.

  14. Skoro już wszyscy na pokładzie 😉 To zapodaję taki art by rozgrzać dyskusję. 😉 xD

    „Jeremy Meeks, którego „kariera” w show biznesie jest jednym z największych absurdów ostatnich lat, sławę zdobył dzięki korzystnemu zdjęciu policyjnemu po jego aresztowaniu w 2014 roku. Ojciec trójki dzieci i – do niedawna – szczęśliwy mąż w maju pojechał na festiwal filmowy w Cannes, gdzie przechadzał się po ulicy bez koszulki i w końcu trafił na jacht córki brytyjskiego miliardera, Chloe Green. Aspirujący model dla dziedziczki postanowił zostawić żonę, z którą obecnie walczy o prawa do opieki nad dziećmi. Choć romans zainicjowany na jachcie dla 26-latki zdawał się być tylko chwilowym kaprysem, Meeks i Green dalej są razem. Para w piątek była widziana w okolicy luksusowych butików w Beverly Hills. 33-latek z okazji zakupów w sklepie z ekskluzywną bielizną założył przetarte dżinsy i granatową bluzę. Jego bogata wybranka również zaprezentowała się w wyluzowanej stylizacji, do prostych rurek dobierając skórzaną ramoneskę od Muglera za ponad 10 tysięcy złotych.”

    DALEJ:
    https://www.pudelek.pl/artykul/121882/najprzystojniejszy_wiezien_na_zakupach_z_kochanka/

    • Rozpuszczone księżniczki kolekcjonują zabawki i bawią się w życie.
      „Gdyby głupota umiała fruwać, to unosiłaby się pani jak gołębica”.
      Tyle.

  15. „PROSTYTUTKA… święte medium ZAPOMNIANEGO ARCHAICZNEGO świata…. # 1

    Określenie „prostytutka”( z włoskiego:”puttana”) ma zwykle negatywną, uwłaczającą i pogardliwą konotację; pochodzi od słowa „puteus”, co w języku łacińskim oznaczało pierwotnie naturalne wgłębienie lub otwór wykopany celowo: szczelina w ziemi, na przykład, przywołująca na myśl ideę pochwy, łona, macicy lub koncepcję recepcji i zawierania. Nie przez przypadek włoskie słowo „cunicolo”, otwór lub wąskie przejście, pochodzi od łacińskiego „cunnus”, pochwy. W każdym razie rdzeń „cun” pochodzi od Wielkiej Bogini Wschodu Cunti lub Kunda, yoni Wszechświata, boginii „cunni-potężnej”, która włada magiczną pochwą narodzin. W „puticuli”, studniach rozumianych jako macice odrodzenia, Rzymianie grzebali zmarłych.
    Pochwa jest jak nasza kołyska, miejsce urodzenia, dokąd chcemy wrócić jak łosoś powraca do źródła; święty tekst Mazdeismu, poprzez słowo „putika” odwołuje się do mistycznego jeziora regenerującej wody. W obydwu przypadkach, jak widać, jesteśmy koncepcyjnie związane z czymś, co dotyka idei uczuć religijnych. I znòw, nie przypadkowo, rdzeń w sanskrycie w Wedach, „puta”, wszedł w użycie w językach romańskich w zupełnie innym znaczeniu: anioł, „puto” („puta” w języku hiszpańskim to prostytutka), święty, wieczna czystość, boska kryjòwka, czyli ponownie pochwa.
    Ròwnież hebrajskie słowo „hor” (podobne etymologicznie do „Horae” – greckich kapłanek Afrodyty) posiadało wartość jako synonim zarówno otworu (lub, również) świętej prostytutki i bogini, która służyła, której yoni, czyli pochwa, była reprezentowana metaforycznie jako studnia lub zbiornik wodny umiejscowiony pośrodku świątyni. Jednak mimo wszystko, w dzisiejszych czasach, odnoszenie seksualności do idei świętości tworzy paradoks niewygodny dla wielu ludzi.

    PROSTYTUTKA… święte medium ZAPOMNIANEGO ARCHAICZNEGO świata …# 2

    Seks w starożytności uważano za prawdziwą liturgię, sakramentalny akt mistyczny (hierogamy), który pozwalał obu partnerom na przekroczenie siebie, aby dostać się do nowego wymiaru duchowego. Seks nie jest otchłanią ciała, ale progiem duszy.
    Początkowo seks był rytuałem przejścia i transformacji wewnętrznej, stąd Hierodula, sługa-kochanka, zwana była „Wielką Nierządnicą” (przyjmując przydomek bogini, w której usługi została zaangażowana) i wykonywała za każdym razem szczególny akt seksualny z „coitus reservatus”, długotrwały i intensywny orgazm całego ciała bez emisji nasienia, co miało doprowadzić mężczyznę do ‚horasis”, duchowego oświecenia lub „Sophia”, który to stan był w istocie odpowiednikiem wyższej formy wewnętrznej odnowy osiąganej dzięki wysublimowanemu erotycznemu doświadczaniu Kobiecości.
    W Indiach ta specjalna technika seksualna jest znana jako doktryna tantryczna „maithuna”, wyrafinowana metoda seksualna, która pozwala mężczyźnie przyswoić sobie wrodzoną i magiczną mądrość kobiety.
    Seks jest życiem. Poprzez seks przychodzimy na świat, jest źródłem energii. Kto nie cieszy się aktywnością seksualną, staje się albo skamieniały (zgorzkniałość i histeria), albo zdolny do przemocy (3 są przyczyny, dla ktòrych zwierzę jest gwałtowne: samoobrona, brak żywności i seksu; w przeciwnym razie zwierzę jest zawsze spokojne).”

    • „PROSTYTUTKA… święte medium ZAPOMNIANEGO ARCHAICZNEGO świata …#3
      „Akt seksualny między mężczyzną i kapłanką był środkiem do uzyskania gnozy, doświadczenia tego, co boskie(…), ponieważ seks jest źródłem energii posiadanej przez ciało, poprzez seks ciało dotyka granic ( zwanych orgazmami), limitòw transcendencji, doświadcza wyjścia poza siebie. Orgazm jest jak „mała śmierć”, jak „opróżnianie siebie”, jak dotknięcie palcem nieba, muśnięcie granicy między ciałem i duchem, właśnie poprzez połączenie z innym ciałem (tak jak wszyscy byliśmy połączeni w łonie matki z jej ciałem). Ciało kapłanki stawało się w sposòb nie do pomyślenia dla współczesnego zachodniego świata, dosłownie i w przenośni, sposobem na wejście w kontakkt z bóstwami, z boskim wymiarem. Dla pogan, w rzeczywistości, kobiety były w naturalny sposòb w kontakcie z tym, co boskie (to one tworzyły i prokreowały), podczas gdy mężczyzna, samodzielnie, nie mógł tego dokonać. ”
      Seks był więc świętym aktem, boskim zjednoczeniem, które miało miejsce w świątyniach przy udziale kapłanki, tak jak dzisiaj Msza odbywa się przy udziale księdza katolickiego. Ale wraz z pojawieniem się patriarchatu, jedynym pośrednikiem stał się mężczyzna, a kapłanki zostały wypchnięte ze świątyń na ulice i od tego czasu stały się prostytutkami pozbawionymi duchowej mocy. Pozostała im jedynie moc fizyczna i materialna oraz zwierzęcy i upokarzający seks, którego jesteśmy dzisiaj spadkobiercami.

      PROSTYTUTKA… święte medium ZAPOMNIANEGO ARCHAICZNEGO świata …#4
      Należy pamiętać, że ierodule był zazwyczaj nazywane „Wielkimi Nierządnicami” lub „Świętymi Dziewicami”. Są to tytuły, którymi w czasach pogańskich matriarchalnych powszechnie określano święte kapłanki, kobiety prechowujące mroczny sekret magii boskiej gnozy. Były one ziemskim wcieleniem bogini, pod której błogosławieństwem zarządzały w świątyniach kultu religijnego: to samo słowo( „harlot”-nierządnica) w literackim języku angielskim oznacza dziś prostytutkę, a pochodzi, poprzez średniowieczny język francuski, od greckiego słowa „hierodula” (dosłownie święta służebnica). Do obowiązków liturgicznych Świętych Dziewic lub „ierodule”, świętych służebnic świątyni należało administrowanie niebiańskimi łaskami Bogini, leczenie chorób poprzez medycynę wydzielin z pochwy, prorokowanie, wykonywanie świętego tańca na cześć bogów, intonowanie lamentòw pogrzebowych oraz wcielanie się w „oblubienicę” boga-kapłana w trakcie trwania obrzędòw świętego małżeństwa.”

      • Seks to czynność fizjologiczna jak każda inna, całe podniecenie i wspaniały orgazm natura nam dała,żeby nas zmusić do rozmnażania i poza fizjologią powiązała to z psychiką. Jakby to nie było takie przyjemne to nie było by tylu ludzi na świecie, ile ludzi to tzw. wpadki 😉 Człowiek zawsze musi szukać wyższego celu dla swoich poczynań. Oglądałam eksperyment w którym chodziło o wykonywanie rożnych czynności np. wstrzymanie oddechu pod wodą, wyniki ogólnie były takie,że im bliższe pokrewieństwo genetyczne, tym dłużej wstrzymywany oddech, czyli tym większa chęć poświęcenia. Oczywiście natura najbardziej lubi różnorodność np bohaterów i tchórzy, bo któryś zawsze przetrwa. Osoby wysokie, silne, bądź słabe i małe, ale szybkie itp. To wszystko to tylko zwiększanie szansy na przetrwanie, na życie.
        Dlaczego np. wypróżniania nie można podnieść do rangi duchowej? Najpierw rozkosznie się nażreć, a potem celebrować na tronie całe oczyszczanie, uwalnianie się ze zbędnych nam substancji. Nie jestem złośliwa, to po prostu tak mi wpadło do głowy.
        Może jesteśmy tylko nośnikami naszych genów, bo to one są nieśmiertelne, obecna powłoka, to tylko kolejne wcielenie genu, a dla nas wszystko, to nasze jedyne tu i teraz.
        Jeżeli chodzi o te cyberporno to tak jak ze wszystkim, zależy jak daleko zaszedłeś, czy ta przyjemność stałą się Twoim uzależnieniem i w jaki sposób wpływa na życie w realu i stosunki międzyludzkie.
        Ludzie bardzo często sobie sami stwarzają problemy ciągle szukając, ciągle mało, trawa za tamtym płotem jest bardziej zielona, a nie za następnym jest jeszcze bardziej zielona …. Ciągłe węszenie programów , spisków itp. i strach,żeby w jakiś nie wpaść. Ciągłe poszukiwanie tylko po to,żeby zatoczyć koło i stanąć w tym samym miejscu, kiedy okaże się,że prawda jest tylko przystankiem w drodze do kolejnej prawdy i to wszystko,żeby i tak podążać tam gdzie całe życie zdąża….

SKOMENTUJ ARTYKUŁ:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.