Niewyjaśnione zjawiska

ALAN WATTS I NIEZWYKŁA PRZYPOWIEŚĆ O SKARBIE KTÓRY TRACISZ DZIEŃ W DZIEŃ


Alan Watts był znanym myślicielem i autorem, jednym z „Oświeconych”, ale prawdziwie. Pozostawił po sobie obfity dorobek dzieł, często w szokujący sposób opisujących naszą cywilizację. Miał on wyjątkowy talent do poruszania tego, co nas naprawdę boli, a z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Wiele dylematów egzystencjalnych, choć zmagamy się z nimi na co dzień, pozostaje zupełnie nierozwiązana. Gdyż albo ich nie zauważamy, zajęci pościgiem nie wiadomo już za czym, albo są one ścisłymi tematami tabu.

W nagraniu video, które zamieszczam niżej, porusza on temat tzw. przebudzenia. Temat modny i bardzo oklepany. Mówi on, że nie da się tego zrobić w żaden „techniczny” sposób. Nie ma żadnej metody, teorii ani systemu ćwiczeń ku temu prowadzącego. Po prostu albo się przebudzasz, albo nie. No i różne gry ego w stylu: „chce być tak bardzo przebudzony” mają nas wręcz oddalać od tego celu.

Ja to widzę trochę inaczej. Po pierwsze, co to właściwie jest przebudzenie? Zaprzestanie życia na tym „podświadomym autopilocie”? To można samemu osiągnąć. Czy jest to zrozumienie tajemnic świata? A może całkowity spokój i bezwarunkowa miłość do wszystkiego, określana przez ezoteryków i masonów słowem „Equilibrium”? Albo posiadanie jakichś wydumanych potężnych mocy? Heh..

Człowiek wrzuca na luz koło 30 roku życia

Koło 30 roku życia wielu ludzi zaczyna dostrzegać, że nie warto tak gonić. Że nie trzeba wkurzać się o bzdury, że życie nie musi być idealne, jak na wyretuszowanym zdjęciu w lifestyle’owym magazynie. Warto zwolnić, i dostrzec to, co nam umykało. Cisza, spokój i stabilizacja są ogromną wartością i wspaniale jest gdy nasz partner nam to umożliwia. 18- czy 20-kilko latek jeszcze tego nie rozumie, i jego partner także, więc cechą tego wieku jest emocjonalny i życiowy roller coaster. A koło 30-stki perspektywa się zmienia. Doznajemy olśnienia. I chcemy rzucić wszystko i wyjechać w te Bieszczady, no ale jakoś nie można, bo kredyty, bo praca itp.

A dalsze etapy rozwoju? Wkleję także fragment książki Carlosa Castanedy o tytule „Nauki Don Juana”. Mówi on o czterech największych wrogach człowieka wiedzy. Pierwszym z nich jest strach. Pokonanie go często oznacza dramatyczne życiowe wydarzenia, które mają nas zmusić do stanięcia z nim twarzą w twarz. Choroba, śmierć kliniczna, różnie rozumiana trauma i związana z nią reakcja stresowa, towarzyszenie umierającej bliskiej osobie.. Stajesz w ten sposób twarzą w twarz ze swoim największym lękiem, i nie ma odwrotu.

Przebudzenie i ironia człowieczego losu

Koniec końców, masz w pewnym momencie 70 lat, widzisz tę cała życiową szarpaninę z ogromnego dystansu.. I nagle następuje wielkie „BOOM” i stajesz się jaśnie oświecony. A, więc to tak? Więc to wszystko takie proste? To aż niemożliwe! No, ale jesteś jaśnie oświeconym, widzisz to wszystko jak na dłoni. To wszystko było całe życie tuż przed Tobą, ale tego nie widziałeś. A teraz dostrzegasz. Jest jednak jeden problem, drogi jaśnie oświecony panie..

Masz już 70 lat, stare i zniszczone ciało. Czas niedługo ze sceny zejść, na 100% niepokonanym. Szkoda tylko, że w wieku 30 lat tego skarbu nie odkryłeś. Gdybyś to zrobił, to mógłbyś wszystko, łącznie z rzeczami absolutnie niewyobrażalnymi. A to Ci peszek.. I masz tu nieszczęsny człowieczy losie. 😉

Cytuję: „Przystępując do nauki, człowiek nigdy nie ma pewności co do swych celów. Jego dążenia naznaczone są skazą, jego zamiary są mgliste. Spodziewa się nagrody, której nigdy nie otrzyma, bo nie ma najmniejszego pojęcia o udrękach nauki. Powoli zaczyna się uczyć, najpierw po kawałeczku, później wielkimi porcjami. Wkrótce też dochodzi do kolizji myśli. To, czego się uczy, nie odpowiada nigdy temu, co sobie wyobrażał lub wymarzył, toteż zaczyna się bać. Uczenie się nie jest nigdy tym, czego się spodziewamy. Każdy etap nauki jest nowym zadaniem, a lęk, jaki człowiek odczuwa, zaczyna narastać bezlitośnie i nieustępliwie. Przedmiot naszych dążeń zamienia się w pole bitwy. Tym sposobem napotykamy naszego pierwszego naturalnego wroga – strach! „Straszny to wróg: zdradziecki i trudny do pokonania. Czai się za każdym zakrętem drogi, czekając w ukryciu. A jeśli człowiek ulęknie się jego obecności i ucieknie, ów wróg położy kres jego poszukiwaniom.
– Co się dzieje z człowiekiem, który ze strachu ucieknie?

– Nic, z tym tylko, że niczego się już nie nauczy. Nie zostanie nigdy człowiekiem wiedzy. Możliwe, że będzie tchórzem znęcającym się nad słabszymi albo nieszkodliwym strachliwcem, ale w każdym razie będzie pokonany. Pierwszy z wrogów położy kres jego gorącym pragnieniom.

– Jakie ma możliwości pokonania strachu?

– Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie wolno mu uciec. Musi rzucić wyzwanie lękowi i wbrew niemu zrobić następny krok w nauce, a potem jeszcze i jeszcze jeden. Nie wolno mu uronić niczego ze strachu, a mimo to nie może się zatrzymać w miejscu. Taka jest zasada! Nadejdzie chwila, kiedy pierwszy wróg się cofnie. Człowiek zaczyna wówczas nabierać pewności siebie. Jego zamiary zyskują na sile. Nauka przestaje być zadaniem wywołującym przerażenie. Kiedy nadchodzi ta radosna chwila, człowiek może stwierdzić bez wahania, że pokonał swego pierwszego naturalnego wroga.

– Czy to się dzieje od razu, don Juanie, czy stopniowo?

– Stopniowo, ale zwycięstwo nad strachem dokonuje się nagle i błyskawicznie.

– Ale czy taki człowiek nie przelęknie się znowu, jeśli przydarzy mu się coś nowego?

– Nie. Skoro człowiek raz pokona strach, wyzwala się od niego na całe życie, bo miejsce strachu zajmuje w nim jasność umysłu, która unicestwia lęk. Odtąd człowiek zna swoje pragnienia, wie, jak je zaspokoić. Potrafi przewidzieć kolejne etapy nauki i widzi wszystko z przenikliwą jasnością. Doznaje uczucia, że nic nie jest przed nim zakryte. Tym sposobem napotyka drugiego wroga – jasność! Owa jasność umysłu, którą tak trudno osiągnąć, usuwa lęk, lecz także zaślepia. Zmusza człowieka, żeby nigdy w siebie nie wątpił. Obdarza go pewnością, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, gdyż potrafi wszystko przeniknąć. Jest odważny, bo jest przenikliwy. Nic go też nie powstrzyma, bo widzi jasno. Ale to błąd. Jeśli człowiek podda się tej iluzorycznej potędze, ulegnie swemu drugiemu wrogowi i zamiast gnać, będzie się ociągał. Będzie się cackał z nauką, aż w końcu straci zdolność do nauczenia się czegoś więcej.

– Co się dzieje z człowiekiem w ten sposób pokonanym, don Juanie? Umiera?

– Nie, nie umiera. Jego drugi wróg odebrał mu wszelką chęć, żeby starał się zostać człowiekiem wiedzy. Taki człowiek zamienia się w nadętego wojownika lub błazna. Ale jasność umysłu, za którą tak słono zapłacił, nie przekształci się nigdy w ciemność i strach. Do końca życia zachowa swoją przenikliwość, ale niczego się już nie nauczy ani niczego nie będzie żarliwie pragnął. ; – Co powinien uczynić, żeby uniknąć porażki?

– Musi zrobić to samo, co zrobił z lękiem: powinien rzucić wyzwanie swej przenikliwości, korzystając z niej tylko w patrzeniu na świat, czekać cierpliwie i odmierzać starannie każdy kolejny krok. Przede wszystkim zaś powinien uważać, że jego przenikliwość niewiele różni się od obłędu. Nadejdzie chwila, kiedy zrozumie, że owa przenikliwość to tylko punkcik w polu jego wzroku. W ten sposób pokona swego drugiego wroga i znajdzie się w położeniu, w którym nic mu już nie będzie zagrażać. Nie będzie to błędem. To nie będzie jedynie punkcik w polu widzenia. Będzie to prawdziwą mocą.

Doszedłszy do tego punktu, przekona się, że znalazł się w końcu w posiadaniu mocy, do której dążył od tak dawna. Może z nią począć, co tylko zechce. Ma sprzymierzeńca do dyspozycji. Jego wola jest prawem. Widzi wszystko, co go otacza. Ale napotkał również trzeciego wroga moc! Moc to najpotężniejszy z wrogów człowieka. Oczywiście, najłatwiej się jest poddać, bo przecież człowieka tak naprawdę nie można pokonać. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozsądnego ryzyka, a kończy na ustanawianiu praw, gdyż to on jest panem i władca. Człowiek na tym etapie właściwie nie dostrzega, że znalazł się w okrążeniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedząc, przegra całą bitwę, a wróg uczyni z niego kapryśnego okrutnika.

– Czy utraci swą moc?

– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwości, ani swej mocy.

– Czym zatem będzie się różnił od człowieka wiedzy?

– Człowiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy się właściwie, jak się z nią obchodzić. Moc jest jedynie brzemieniem ciążącym na jego losie. Taki człowiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak użyć swej mocy.

– Czy klęska zadana przez któregoś z tych wrogów jest ostateczna?

– Oczywiście. Skoro któryś z nich zatriumfuje nad człowiekiem, nic nie da się już zrobić.

– A czy możliwe jest, na przykład, żeby człowiek pokonany przez moc spostrzegł swój błąd i go naprawił?

– Nie. Jeśli człowiek raz się podda, jest skończony.

– A jeśli moc tylko przejściowo go oślepi, a później człowiek ją odrzuci?

– Będzie to znaczyło, że walka trwa i że człowiek próbuje jeszcze zostać człowiekiem wiedzy. Prawdziwa klęska nadchodzi dopiero wówczas, gdy człowiek przestaje próbować i poddaje się.

– Ale jest przecież możliwe, don Juanie, że człowiek poddaje się najpierw na długie lata strachowi, a mimo to ostatecznie go przezwycięża.

– Nie, to nieprawda. Jeśli raz podda się strachowi, nigdy go już nie przezwycięży; nauka będzie napawała go lękiem i zaniecha wszelkich prób. Jeśli jednak będzie starał się uczyć wbrew lękowi, odniesie ostateczne zwycięstwo, bo w rzeczywistości nie pozwoli mu nigdy nad sobą zapanować.

– W jaki sposób można pokonać trzeciego wroga, don Juanie?

– Trzeba mu się z rozmysłem przeciwstawić. Trzeba sobie uświadomić, że moc, nad którą człowiek rzekomo zapanował, w rzeczywistości nigdy nie stanowi jego własności. Cały czas człowiek musi się bardzo pilnować, wykorzystując z wielką ostrożnością i starannością wszystko, czego się nauczył. Jeśli zrozumie, że jasność umysłu i moc, którym nie towarzyszy panowanie nad sobą, są gorsze od błędu, dojdzie do punktu, w którym nic nie wymknie się spod kontroli. Tym sposobem zada klęskę swemu trzeciemu wrogowi. Wówczas to znajdzie się on u kresu swej wyprawy po wiedzę, jednocześnie zaś, właściwie bez ostrzeżenia, napotka ostatniego ze swych wrogów – starość! Jest to wróg najbardziej okrutny, którego nigdy nie da się pokonać całkowicie, można tylko odpierać jego ataki.

Człowiek nie odczuwa już więcej lęku, nie trapią go żadne obawy ani niecierpliwa jasność umysłu – sprawuje pełną kontrolę nad swą mocą, równocześnie jednak zaczyna odczuwać przemożne pragnienie odpoczynku. Jeśli podda się pragnieniu, by położyć się i zapomnieć o wszystkim, jeśli pofolguje swemu zmęczeniu, przegra ostatnią rundę, a ciosy wroga uczynią zeń słabiutkiego starowinę. Pragnienie wycofania się weźmie górę nad całą jego przenikliwością, mocą i wiedzą. Jeśli jednak ów człowiek otrząśnie się ze zmęczenia i mężnie zniesie swój los do samego końca, będzie zasługiwał na miano człowieka wiedzy, choćby przez krótką chwilę zwycięstwa w odpieraniu ataków swego ostatniego niezwyciężonego wroga. I ta chwila jasności umysłu, mocy i wiedzy – wystarczy.”
Autor: Carlos Castaneda

Reklamy

22 odpowiedzi »

  1. Witam, pozwolę sobie przestawić swoje przemyślenia Kefirze w poruszonym przez Ciebie temacie.

    Oświecony jest wyciszonym człowiekiem, dostrzegającym mrok w nocy. Wolę określenie „widzący”, bo każdy używa do patrzenia oczu ale nie każdy wspomaga się mózgiem. Widzący zachowuje się jak duch, nie walczy, nie próbuje oświecić innych, bo to zużywa jego cenną energię na codzienną życiową sztafetę szturchając innych. Nie warto szturchać innych.

    Podzielam pogląd, że jeśli sam się człowiek nie wybudzi, nie zrobi tego za niego nikt. Ale wyjątkiem jest rodzic, który mniejszymi i większymi sygnałami, gestami, słowami może pomóc swojemu dziecku dostrzegać to, czego nie dostrzegają inni w dorosłym, zaprogramowanym życiu. Dlatego właśnie po przysłowiowej 30-tce, ludzie zwalniają, podcinają im się skrzydła, przestają wierzyć, że to co robią, ma jakiś sens i świetlaną przyszłość.
    Bez wątpienia, jest to sukces tych, co chcą, abyśmy do patrzenia nie używali mózgów, tzn. nie słuchali swojej intuicji. Na końcu mojego przemyślenia jest szyszynka. To o nią toczy się wojna. Nie po to trują i terroryzują, abyśmy żyli w strachu. Strach blokuje i powoli zabija szyszynkę, jedyne nasze prawdziwe źródło. Oni, zwyrodnialcy chcą, abyśmy doświadczali wybudzenia, podsuwają nam codziennie milion detali, abyśmy sami budowali w swoich umysłach obraz tej machiny, z którą nie mamy szans. Skuteczny strach jest wtedy, gdy buduje się powoli, latami, dekadami. Strach chwilowy, to tylko wzdryg, bezwartościowy tik naszych Dusz, nie istotny dla zwyrodnialców.

    Pasuje tutaj taki oto cytat: „Lecz Prawda Faktyczna wygląda tak, że żadnego strachu nie ma. Właściwie w ogóle nie istnieją jakieś emocje. Jest tylko jedna. Wszystkie inne stanowią wariacje na jej temat. Na tym świecie istnieje tylko jedna emocja, jedna energia. Nazywamy ją Miłością. Gdy przyjmujemy to do wiadomości, wszystko ulega zmianie”.

    Uważam, że widzącym może być każdy, kto jest ponad otaczającą nas agonią. To pewien dystans, umożliwiający spojrzenie na upływ czasu, stojąc spokojnie w miejscu, z boku albo jak kto woli, nad wszystkim i wszystkimi. To taka forma pauzy, aby czas swobodnie obok nas przepływał.

    Gdyby światem rządziły dzieci, prawo byłoby proste, ludzie uśmiechaliby się, nikt na nikogo by się nie obrażał, nie byłoby wojen, pewnie było dużo słodyczy ale za to ze zdrowego cukru.

    Alan Watts również jest po drugiej stronie lustra. Warto się zastanowić, dlaczego jego działa są promowane w czasach, gdy wszyscy mają spać. A ten nagle wybudza. Owszem, wybudza i wpycha z deszczu pod rynnę.

    Polubienie

    • Ja kiedyś pisywałem w podobnym tonie, bo miałem podobne lęki, @Zboczona 😉 Że wszędzie nas trują, że wszędzie czyhają na nas toksyny i tym podobne. Dużo było we mnie niezgody na kształt świata.

      -„Owszem, wybudza i wpycha z deszczu pod rynnę.”
      -Bo to proces destrukcyjny i bolesny. Z bezpiecznego deszczu (wielbienie różnych teorii) wypycha pod rynnę (upadek iluzji, ośmieszenie i splugawienie tych iluzji, które dla ego jest bardzo bolesne).

      Ja uważam, że świat jest na dobrej drodze. Że ewolucja trwa i będzie postępować, pomimo tych ogromnych przeszkód i zapaści systemu. No i że ten cały bajzel i jego zarządca (Bóg, Demiurg itp) jest po naszej stronie. 😉

      Polubienie

  2. Zaskakujesz mnie Kefir. To, że nas trują to fakt a nie teoria. Mówisz, że z nieba leci kasza manna a z kranu leci źródlana woda? A w chlebie nie ma ulepszaczy? Rozumiem też, że już polubiłeś szczepionki a gmo jest spoko. Nie chcę mi się dalej wymieniać, jakie dobra na co dzień mamy pod nosem bo rozumiesz ten retoryczny dialog.

    Iluzja to narodziny w bezpiecznym, zdrowym świecie, który jest właśnie na dobrej drodze do tak strasznie drogiego życia, że lekomani zamiast kupować kolejne dawki, do których zostali zaprogramowani przez uczciwych lekarzy będą dokonywali brutalnej diagnozy swojego portfela. I owszem, system, jaki znamy i na swój sposób pojmujemy ulegnie destabilizacji, bo wiemy w jaką stronę skręca świat. To górski wiraż, z którego ludzie będą wypadać w ilości zaskakującej.

    Więc nie pierdol Kefirze o o Bogach, Demirugach, że są po naszej stronie, bo co to kurwa za Bóg, co tworzy i zabija? Bóg to ja, Bóg to Ty. Bogów jest już prawie 9 mld na ziemi. A stworzycielem są energie, które istnieją tylko i wyłącznie dzięki swojemu odbiciu w postaci fizycznego szumu, który reprezentujemy. Pokaż Boga psów, ptaków, ryb? Gdzie te bożki? Tylko człowiek go ma? Ile tych bogów naliczyłeś od tysięcy lat?

    Mam wrażenie, że albo chcesz mnie zaprogramować tymi gadkami albo masz ochotę na coś więcej? tylko jak to zrobić w sieci? Może za kilka lat założymy sobie gogle i się poszturchamy? Tym czasem zejdź na Ziemię, bo jesteś mądrym i wartościowym osobnikiem. Czy chcesz czy nie, świat jest fizyczny a gadki o Bożkach pozostaw tym, co próbują nas do nich zaprowadzić. No chyba, że jesteś śpiąco widzącym?

    Nie pogrywaj sobie z oczywistymi sprawami, bo wiem, że sam nie wierzysz w te durnoty. Od wielu lat czytam tą stronkę, ale wczoraj w końcu coś mnie tknęło aby się odezwać. Nie chcę wchodzić w dyskusję, uszanujmy swoje myśli. A Ty Kefirze trzymaj sztywny kark.

    Polubienie

    • Zawsze zaskakuję 😛 Chodzi o to, że mam już dystans do „tych wszystkich trucizn”. Unikam tyle, ile mogę, a coraz to nowymi teoriami się nie pasjonuję.

      Bóg, Demiurg to nasza świadomość zbiorowa, a więc my sami. Jesteśmy zawarci w tej świadomości jak w matrioszce, więc sami jesteśmy Bogami. O to chodzi by być kreatorem, a nie „dzieckiem”.

      Pogadajmy przez mail.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Gadamy przecież. Na maila nie zaglądałam już chyba 3 lata, nie chce mi się grzebać w mózgu, jakie mam hasło ale nie blokuję się na taki dialog. Przyjdzie właściwy czas.

    Pan Sanctus ma swoje racje i Ty również, ale wspomaganie się przemyśleniami o Bogach, Lucyferach, Demirugach i innych jest po prostu nieustannym powrotem do szuflady, do których wpychają nas „obcy”. Świadome gadki a po chwili zamykamy się w systemowych szponach. Bez seny, nie uważasz?

    Mam wyrobiony portret psychologiczny Twojej osoby. Błyskotliwy, oczytany, zaprogramowany. Po co Ci to? Nie chciałbyś być sobą? Po co Ci obcy Bóg? Jesteś i kreatorem i dzieckiem i dorosłym w jednej osobie. Jesteś Bogiem dla siebie. Nie dla mnie. Ja jestem swoim Bogiem i inne Bożki mnie nie interesują. Bóg To świat. Świat to ja. Ja, to Bóg. Kolejność dowolna.

    Od długiego już czasu, piszesz w kółko o tym samym. Gdzie te psychologiczne podróże? Nie gniewaj się ale jesteś od jakiegoś czasu pod urokiem, blaskiem księżyca Sanctusa. Wiele mu chwalisz raz na jakiś czas (Sanctus, tylko się nie gniewaj dobry chłopie). Jest tyle kreatywnych tematów, które sam czujesz, sam wiesz, że coś chodzi po Tobie głowie i sprawnie kreowałeś myśli zamieniając je w słowa.

    Ale to tylko moje zdanie kochanie. Nie chce mi się wdawać w dyskusję na poziomie personalnych wycieczek. Przecież nie o to chodzi w kreacji! Chodzi o mówieniu o swoim świecie.

    Gdyby wszyscy ludzie mówili w pierwszej osobie, świat byłby piękny. A tak od drugiej osoby w górę a jeszcze w liczbie mnogiej powoduje, że schodzimy wszyscy na poziomy o tak żenujących wibracjach, że …

    Mówią, że jestem pesymistką. A ja powtarzam, że jestem optymistką z doświadczeniami. Z chęcią wrócę do rozmów ale na wyższych poziomach i pozytywnych wibracjach. Znasz moje zdanie i w tym i poprzednim materiale. To nie jest dialog, to niechciana słowna przepychanka i udowadnianie, że Twoje białe jest bielsze od mojego.

    Pa;-*

    Polubione przez 1 osoba

        • Sanctus. Jesteś pierdolnięty. Z takimi tekstami wal do swojej Mamusi idioto. Co Ty kurwa sobie wyobrażasz niedowartościowany dzieciaku? Żenada. Kiedyś się chwaliłeś, że lubisz pukać niemca w hełm, więc ulżyj sobie i więcej nie dialoguj ze mną. Kretyn.

          Polubienie

        • Dalsze komcie usuwam, nie chcę na mojej stronie kłótni.
          Zboczona suka, jedno co zauważyłem, że wyłapujesz krytycznie ważne rzeczy odnośnie ludzi. To przydatna cecha. Podobnie jak ja, i to paradoksalnie pomimo słabej pamięci. 😉 Ciekawe czy ja też posiadam swoją „Teczkę” 😀 xD „Ściśle tajne specjalnego przeznaczenia, SKW/BU/44/063/9 kryptonim Maślanka” 😀

          Polubienie

  4. Hehehe….. Jasne , że Bóg, czy też Demiurg jest po ludzkiej stronie, ponieważ bez ludzi by nie istniał… Biedaczek potrzebuje naszej energii by trwać … hahaha…. Załosna kreatura z tego naszego Boga, ponoć Stworzyciela Nieba i Ziemi 😀

    Polubione przez 1 osoba

  5. Ludzie za dużo przejmują się tym, co tracą, a zapominają o tym,żeby żyć… ale to nic odkrywczego 😉 ale żyć w zgodzie z sobą, a nie wzorem szczęścia z tv/ gazety itp

    Polubienie

  6. … fajnie Jarek, że przybliżasz postać Allana Wattsa i naświetlasz tutejszym czytelnikom pierwiastki jego myśli … to był jeden z tzw. „agentów ewolucji” jak to nazwał Leary 😉
    … jakiś czas temu też nabyłem książkę Allana Wattsa, aczkolwiek jeszcze czeka na lekturę ..

    http://sklep.okultura.pl/alan-watts-radosna-kosmologia.html

    Oto arcydzieło myśli psychodelicznej, kryształ, w którym przegląda się doświadczenie mistyczne jednego z najwybitniejszych wizjonerów naszych czasów. Oto przenikliwa wizja, której strumień porywa czytelnika w nieznane światy, posiadające swoją własną, niedostępną rozumowi logikę i urzekające piękno. Jak piszą dr Timothy Leary i dr Richard Alpert we wstępie do tej książki:

    „Alan Watts jest jednym z najważniejszych reporterów naszej epoki. Posiada intuicyjne wyczucie nowych informacji, jak również najważniejszych problemów i wydarzeń tego stulecia. Dysponuje również werbalnym wyposażeniem poetyckiego filozofa, które pomaga mu nauczać i przekazywać informacje. Oddaje w nasze ręce bodajże najlepszy tekst na temat mistycyzmu ery kosmicznej. […] Szczególnie ważne jest wydobycie przezeń miłosnych aspektów doświadczenia mistycznego i ich implikacji dla nowych form komunikacji społecznej. Trzymacie w swoich dłoniach niezwykły dokument stworzony ludzką ręką. […] Alan Watts postanowił napisać książkę na temat spraw, których nie można wyrazić za pomocą języka.
    Bawi się słowami i traktuje czytelników jak swoich partnerów w tej grze. Słuchajcie. Bądźcie czujni. W tej książce zawarto wiele znakomitych zdań. Znajdziecie tu tuziny fascynujących idei. Jest ich zbyt dużo. Są zbyt skompresowane. Przelatują zbyt szybko. Wypatrujcie ich.”

    „Alan Watts w sposób niezwykle przenikliwy, klarowny i piękny opisuje swoje doświadczenia z substancjami zmieniającymi świadomość.” – Contemporary Psychology

    „Radosna kosmologia to poruszające wprowadzenie w tematykę dopiero co poznawaną przez ludzkość.” – Newsweek

    „Watts jest mistrzem ulotnej, sugestywnej i wyszukanej prozy. Jego styl pisarski jest tak potoczysty, że łatwo przeoczyć wybuchową, radykalną, a nawet rewolucyjną istotę jego przesłania: ego człowieka Zachodu (wywyższająca się jaźń, którą nasza cała cywilizacja starannie zaprojektowała, aby nas wspierać i chronić) po prostu nie istnieje.” – Daniel Pinchbeck, autor Przełamując umysł

    Polubienie

    • … zaś w tym tygodniu poczyniłem kolejne nabytki z Okultury:
      Timothy Leary – Agenci ewolucji
      Timothy Leary – Neurologika
      Robert Anton Wilson – Psychologia kwantowa
      Ch.S. Hyatt & L.M. DuQuette – Tabu. Seks, magia, religia

      … wpadłem w amok czytania okulturalnych książek :D, bo wiedza w nich jest bezcenna, i takich dzieł w normalnych księgarniach się nie uświadczy …
      … w grudniu zamierzam nabyć pozycje ciekawej postaci, mianowicie Alejandro Jodorowsky-ego – „Taniec rzeczywistości”, „Psychomagia”, „Mistrz i czarownica”
      … ponadto są też filmyJodorwskiego, mam jeden ale jeszcze nie oglądałem …

      http://www.pistis.pl/alejandro-jodorowsky-swieta-gora-i-kret

      Polubienie

  7. Gdy wszystko utracone (zedrzyj to).
    Prześladują nas pytania (zadawane).
    Czy kiedykolwiek znajdziemy uśmiech wewnątrz (nie),
    czy on ukrywa się za płaczem?
    Wewnątrz martwy – krzyk który wylewa się ze mnie!

    Obsadzony w tę skórę (uciska i powstrzymuje mnie).
    Tę brudną ochydną skórę (zjełczała i kłuje mnie)!
    Palę się za murami (które stały się moim światem).
    Posiadacz daru, pierdolić twój dar!

    Prawda nie istnieje, ale kłamstwa tak…
    Pogrzebane w skórze, zmieniły się.

    Zakłamanie prawdy, utknąłem tam. (Samotny)
    Wewnątrz kłamstw pogrzebanych we mnie.
    Dlaczego?!
    Przyszedłem na świat, nigdy nie pytany czy chcę tu być.
    Próbuję zapomnieć, prawda nie istnieje.
    Prawda!
    Nie istnieje, nie istnieje. Prawda!

    Zawsze wewnątrz dramatu (to wydaje się nigdy nie mijać).
    Pokój który pamiętam (portrety które noszę).
    Próbuję oddalić tą przestrzeń (złe nawyki nie wykopią mnie).
    Głupiec, który spadł z nieba, nieba!

    Zakłamanie prawdy, utknąłem tam.
    (Samotny) Wewnątrz kłamstw pogrzebanych we mnie.
    Dlaczego?!
    Przyszedłem na świat, nigdy nie pytany czy chcę tu być.
    Próbuję zapomnieć, prawda nie istnieje.
    Prawda!
    Nie istnieje, nie istnieje. Prawda!

    Może wszyscy jesteśmy dziećmi gwiazdy, zwiedzeni w kierunku, nasza mistyfikacja.
    Wybacz mi gdy modlę się o światłość.

    Nie jestem jedyny, który chodzi pośród deszczu, jest wielu.
    Nie jestem jedyny, gdy wszystko stracone i się nie poddaje.

    Zakłamanie prawdy, utknąłem tam wewnątrz kłamstw pogrzebanych we mnie, dlaczego?!
    (Samotny).
    Ślepy idę przez świat, nigdy nie prosiłem się by tu być.

    Wersje prawdy, nie jestem jedyny.
    Kłamstwa!

    Polubienie

  8. „Koło 30 roku życia wielu ludzi zaczyna dostrzegać, że nie warto tak gonić. Że nie trzeba wkurzać się o bzdury, że życie nie musi być idealne, jak na wyretuszowanym zdjęciu w lifestyle’owym magazynie. Warto zwolnić, i dostrzec to, co nam umykało. Cisza, spokój i stabilizacja są ogromną wartością i wspaniale jest gdy nasz partner nam to umożliwia. 18- czy 20-kilko latek jeszcze tego nie rozumie, i jego partner także, więc cechą tego wieku jest emocjonalny i życiowy roller coaster. A koło 30-stki perspektywa się zmienia. Doznajemy olśnienia. I chcemy rzucić wszystko i wyjechać w te Bieszczady, no ale jakoś nie można, bo kredyty, bo praca itp.”
    Zależy jakich masz na myśli, bo np. wielu 40-parolatków żyje w pędzie i, jak to się mówi, zabija dla kariery., zaś jeśli masz na myśli tych, co mają 18-20 lat, to oni po prostu jeszcze kierują się tym, czego oczekują od nich inni. Nadal większość ma tendencję do oceniania innych na podstawie ilości zewnętrznych atrybutów dorosłości (czyli ślub, dzieci, kredyt, dom, samochód, pensja, itp.),

    Polubienie

    • Czytam teraz to, co wypisuje i komcie pod artykułami i mam potężną beckę xD 😀 Ale z drugiej strony, żal mi tego człowieka. Tak się objawia psychoza, np schizofrenia cenestopatyczna. Tym się kończy nieumiarkowana wiara w teorie spiskowe. 😉

      Polubienie

      • to nie jest normalne zachowanie. wiem, że można dostać bzika ale takiego? gdyby taki człowiek wyszedł na ulicę, sądzę, że szybko zostałby odwieziony do ośrodka wypoczynkowego z pokojami bez klamek. niesamowite. aż dech zapiera, co się u niego we łbie dzieje od kilku dni.
        Wahadełko;))) z Zeland tyle mówił… omijać wahadła hahaha!!!

        Polubienie

        • Natknąłem się kiedyś na film, w którym gadał bzdury o jakichś cudownych urządzeniach do uzdrawiania (kilka lat temu) i już wtedy było widać, że facet ma nierówno pod sufitem.

          Polubienie

        • Ja myślałem, że pan Podlecki jest po prostu sprytnym biznesmenem. W 2013 pożarłem się z nim. Już wtedy reklamował różne dziadostwa i je sprzedawał. Potem były jakieś Quantec’y, później pen’y gościa o nazwisku Keshe, który dziś ma zarzuty typowo kryminalne. Teraz jakieś wahadełka i jeszcze kilka innych.

          A teraz widzę, że on po prostu oszalał. Bardzo smutne.

          Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s