Felietony i artykuły autorskie

SZOKUJĄCE TAJEMNICE DUCHOWOŚCI: ZIEMIA TO KOSMICZNY PSYCHIATRYK. WYLUZUJ I BAW SIĘ DOBRZE!


Duchowość ma wiele tajemnic. Psychiatryk Ziemia czy kosmiczna szkoła średnia?

Zapraszam Cię na literacką podróż po duchowych prawach świata i niuansach istnienia, w której Ziemia została przeze mnie porównana do.. kliniki psychiatrycznej. Ziemia to klinika psychiatryczna z siedmioma piętrami. Jest ich siedem i pierwotnie każde piętro odpowiadało odpowiedniemu poziomu rozwoju i „ucywilizowania” pacjentów. Pierwsze piętro odpowiadało pierwszemu poziomowi, drugie piętro – drugiemu poziomowi, i tak dalej.

Obecnie w psychiatryku Ziemia jest inaczej. Pierwsze trzy piętra zajmują pacjenci z poziomu pierwszego. Kolejne dwa piętra zajmują pacjenci poziomu drugiego. Piętro szóste zamieszkują wspólnie pacjenci poziomu czwartego i piątego. Z kolei piętro ostatnie, siódme, zamieszkują wspólnie pacjenci poziomu szóstego i siódmego.

Pacjenci z poziomu pierwszego są najbardziej impulsywni i porywczy. Pragną silnych emocji. Lękają się bardzo o przetrwanie w klinice, w końcu te niższe piętra są piętrami najbardziej „więziennymi”. Jest tam bardzo trudno, groźnie, niestabilnie, lękowo. W związku z tym, pacjenci z poziomu pierwszego, z trzech dolnych pieter, potrzebują bardzo silnych lekarstw, mających wiele skutków ubocznych. Czyniących z nich warzywa. Jest to piętro Tiorydazyny, owianej złą, filmową sławą.

Więzienne zasady na Ziemi. Praca jednak nie czyni wolnym..

Potrzebują oni też rygorystycznych, niemal „więziennych” systemów zasad, nakazów, zakazów. W przeciwnym wypadku, ze względu na ich agresję i popędliwość, zapanowałaby ogromna anarchia. Pacjenci z wyższych poziomów (szczególnie z poziomów 2, 3, 4, 5) uważają lekarzy i ordynatorów leczących pacjentów poziomu pierwszego za dyktatorów, tyranów. A ich metody za łamanie wszelkich praw. Choć nie zdają sobie oni sprawy, że gdyby nie te metody, to nie mogliby oni przechodzić procesu leczenia. Tylko zmieniliby piętra tej kliniki w busz, w dżunglę.

Pacjenci poziomu pierwszego mogą przechodzić czasami, z gościną, na wyższe poziomy. Często wywołuje to ogromne problemy. Dla pacjentów z poziomu drugiego są oni po prostu barbarzyńcami. Z kolei poziom drugi, choć też nacechowany jest ekstremalnymi emocjami, żądzami, popędliwościami, too funkcjonuje tu coś innego. Mianowicie konieczność powściągania tych barbarzyńskich instynktów. Konieczność bycia „normalnym„, „tak jak reszta”. Pacjenci poziomu drugiego biorą już słabsze leki, ale nadal są one silne, nadal otumaniają, usypiają, osłabiają czujność.

Jednak pozwalają one na wykonywanie pewnych prac na rzecz kliniki. Umożliwiają też np uczestnictwo w terapii. Na tym poziomie ważna jest identyfikacja ze społecznością kliniki, z ideami kliniki, z ideami leczenia. Przy czym owo „leczenie” jest po prostu byciem takim jak reszta, jest nie zadawaniem lekarzom i ordynatorom podejrzanych pytań, nie kwestionowanie ich decyzji. Pacjenci poziomu pierwszego i drugiego wiedzą, że jakiś szef kliniki istnieje. Jednak jest to pojęcie bardzo mgliste, otoczone rytuałami, terapiami, pracami na rzecz kliniki itp.

Pacjenci z drugiego poziomu uważają swoje lekarstwa za jedynie słuszne, jedynie dobre. Uważają, że działają tylko ich lekarstwa. Leki i metody stosowane przez ludzi z wyższego, trzeciego poziomu, są przez nich akceptowane jako normalne, ale nie interesują ich one. Zaś metody leczenia pacjentów poziomów 4, 5, 6, 7, budzą u nich grozę i strach. Sprzeciwiają się im jako tym, które godzą w ustabilizowany i sielankowy porządek poziomu drugiego. Gdy przypadkiem zażyją jakiś lek z wyższego poziomu, reakcje mogą być różne, ale najczęściej są złe. Wymioty, biegunka, palpitacje serca, uderzenia gorąca i inne. Przecież wzięli coś niedozwolonego, coś szatańskiego.. I to dlatego. To przecież te lekarstwa i Ci ludzie są jacyś źli, to heretycy, oszołomy, odszczepieńcy!

„Bo my wiemy lepiej!”

Zgoła inny jest poziom trzeci kliniki psychiatrycznej o nazwie Ziemia. Pacjenci mają już dostęp do nowoczesnych komputerów i innych fajnych urządzeń. Nie muszą już „na ślepo” pracować dla kliniki, tak jak pan doktor każe, ale mogą pracować bardziej dla siebie. Bardzo się tym szczycą, bo zarabiają dwa, trzy, lub nawet dwadzieścia razy więcej niż pacjenci dwóch niższych poziomów, którymi to pacjentami gardzą. Choć dalej nie wiedzą, że 90% wypracowanych przez nich dochodów zabiera właściciel kliniki.

Zresztą, jaki kurwa właściciel kliniki?! Nic takiego nie istnieje, myśl racjonalnie, do cholery! I ogarnij się, oszołomie, co za bzdury gadasz! Klinika nie ma żadnego sensu i celu działania, ktoś ją wybudował przez przypadek! Sama się wybudowała, cegły same się ustawiły w takiej kolejności i to przez zupełny przypadek! A jedyny sens to ciemiężenie i wyzyskiwanie pacjentów poziomów niższych, gardzenie tymi z poziomów wyższych i po prostu zarabianie! Lekarstwa jakie są tu używane są innego rodzaju. To nowoczesne, drogie, silnie pobudzające antydepresanty, takie jak np Bupropion. Zdarzy się też pokątnie załatwiona amfetamina czy mefedron, by podnieść wydajność w pracy.

Inne lekarstwa to np szczepienia, ponieważ występuje tu obsesyjny lęk przed chorobami zakaźnymi. Szczególnie te nowsze wersje szczepionek. Bo przecież ich stać no i lekarze z kliniki je popierają. Na argumenty pacjentów z wyższych poziomów, że te pobudzacze niszczą serce i są ogólnie szkodliwe, nie zwracają uwagi. Przecież liczy się sukces a nie zdanie oszołomów. Dalej występuje tu identyfikacja ze społeczeństwem, ale jest ona inna niż w przypadku poziomu drugiego.

Dlaczego nikt, nawet Bóg, nie reaguje na to całe zło?!

Społeczeństwo jest po prostu narzędziem, biomaszyną mającą przyczynić się do sukcesu. Owszem, trzeba przestrzegać jego zasad. Trzeba być uspołecznionym, asertywnym, ekstrawertycznym aż do porzygu. Trzeba być poważanym i szanowanym obywatelem. Ale nie dla sielskiego i głupiego etosu pracy i etosu posłuszeństwa charakterystycznego dla pacjentów poziomu drugiego. Tylko dla siebie, by osiągnąć sukces, by robić dobrą minę do złej gry. Trzeba wiedzieć jaką maskę założyć, jakie kłamstwo powiedzieć. Komu lizać dupę, a komu wbić nóż w plecy.

Poziom czwarty to całkowite załamanie się porządku charakterystycznego dla pacjenta z poziomu trzeciego. Często w wyniku ogromnej traumy, która paradokslnie ma działanie leczące. Pacjent doznaje wtedy olśnienia. Po co mam harować jak wół? Po co mam być taki, jak inni każą? Dlaczego mam być takim bezdusznym dupkiem, pełnym hipokryzji, mentalności Kalego? Pojawiają się też myśli, że klinika psychiatryczna to jakieś pierdolone szambo. Co tu się w ogóle odpierdala?!

Dlaczego lekarze i ordynatorzy nie reagują na to całe zło? Może im na tym zależy, może zarabiają na tym gruby hajs? No i dlaczego pacjenci z poziomu 1, 2 i 3 na to zezwalają? Dlaczego są takimi lemingami? Takimi gruboskórnymi dupkami, albo odwrotnie – biernymi ofiarami losu? Pacjenci poziomu czwartego mawiają: „wiem, że nic nie wiem”. Często są przestraszeni. Dostrzegają, że lekarze i ordynatorzy różnych pięter coś knują. Coś wrednego i przebiegłego. Rozmawiają o tym w swoim gronie, i tworzą o tym rozmaite, straszne teorie. Zaczynają widzieć knowania tam, gdzie ich nie ma. W tym ferworze myśli często nie dostrzegają knowań tam, gdzie one naprawdę są obecne.

Pacjenci poziomu czwartego buntują się przeciwko lekarstwom i metodom z niższych poziomów. Postrzegają je jako szkodliwe, podejrzane, lub barbarzyńskie. Choć często są one im potrzebne. I nierzadko ratują im życie. Bo oni chcą inaczej, nie chcą przecież brać tych świństw! Na poziomie czwartym i wyższych, praca ma szczególny sens wtedy, gdy służy dobru może nie kliniki i jej właścicielowi, ale dobru pacjentów. Inny jest poziom piąty. Pacjenci z tego poziomu uważają, że „wiedzą„. Z jednej strony odcinają się od zabobonów, hipokryzji i psychoz poziomów 1, 2 i 3. Z drugiej strony, uważają, że to oni wiedzą najlepiej, że to ich lekarstwa są jedynymi skutecznymi.

Gotowi do opuszczenia kliniki „Ziemia”

Pod tym względem poziom piąty bardzo przypomina poziom trzeci. Masz być taki, taki i taki, i dopiero wtedy możesz uważać się za oświeconego, za człowieka z sercem. Pacjenci z „piątki” uważają, że mają kontakt z samym właścicielem kliniki. I że tylko oni mają do tego kontaktu prawo. I że tylko oni poprawnie interpretują jego przesłania. Przecież każdy inny robi to źle i jest zwodzony przez cynicznych doktorków i ordynatorów! Ludzie z tego poziomu nie mają krytycyzmu i dystansu wobec tych wizji, i nie wiedzą, że najczęściej są we wredny sposób oszukiwani przez rechoczących z ich głupoty doktorków. To żaden właściciel kliniki ze swoim przekazem, ale sprytny doktorek bawi się w głuchy telefon i ma przy okazji potężną bekę.

Poziom szósty pozbawiony jest nadęcia ego typowego dla poziomu piątego. Istnieje tutaj częściowy powrót do „wiem, że nic nie wiem” z poziomu czwartego. Pacjenci tego poziomu nie łakną kontaktu z szefem kliniki, którego często podejrzewają o złe knowania i obarczają winą za wszelkie zło. A przynajmniej nie w taki „fajerwerkowy” sposób, w jaki robią to „piątkowicze”. Poziom szósty to często niechęć wobec różnych wymyślnych, tajemnych eliksirów, charakterystycznych dla poziomu niższego. Bo to w końcu kolejna iluzja. Natomiast poziom siódmy to całkowite wyzwolenie z konieczności jakiegokolwiek leczenia. I z konieczności szukania kontaktu z właścicielem kliniki. Nie biorą oni leków, nie uczestniczą w terapiach, bo ile kurwa można. Są gotowi na opuszczenie kliniki.

Wiedzą oni, że to opuszczenie kliniki i wyjście na wolność jest celem. że celem nie jest ślepe utożsamianie się z założeniami kliniki, charakterystyczne dla poziomu 2, ani sukces z poziomu trzeciego. Nie jest nim też chęć reformy kliniki i polepszenia bytu pacjentów, która włącza się pacjentom poziomu czwartego. Nie chcą też efekciarstwa, różnych fikołków i eliksirów osób z poziomu 5. Oni po prostu są, istnieją, egzystują. I wiedzą, że gdzieś tam jest lepszy świat. Pola, łąki, lasy, tętniące życiem miasta, morza, oceany, pustynie, przestrzeń kosmiczna.. A nie zapleśniała, pełna wariatów i wrednych lekarzy klinika. Która nie tętni życiem, ale zastojem. Wiedzą to, ponieważ poziom siódmy ma przywilej wychodzenia na przepustki, poza klinikę.

Sens życia czy sens istnienia świata? A jest w ogóle taki?

Co jest więc celem istnienia kliniki, jak i jej właściciela? Klinika ma leczyć, leczyć, leczyć i jeszcze raz leczyć. Ale czy wyleczy na trwałe, wypuszczając pacjenta? To jest wątpliwe. Właściciel kliniki z kolei chce z jednej strony mieć korzyści z jej istnienia, np hajs. A z drugiej strony, chce mieć zajęcie, chce mieć pracę, chce by wielki i potężny gmach kliniki istniał i błyszczał. On doświadcza życia poprzez pacjentów i poprzez opiekowanie się kliniką. I pod wieloma, bardzo wieloma względami, jest dokładnie taki sam, jak pacjenci wszystkich siedmiu poziomów. Dla niego brutalny mord na 1 poziomie, wyzysk innego pacjenta na 3 poziomie jak i beztroska bytu poziomu siódmego maja dokładnie taką samą wartość – są bowiem doświadczaniem, kreacją.

Właściciel kliniki chce np, by pacjenci pracowali, by byli mu posłuszni, by się rozmnażali. Pytanie tylko, czy jest to korzystne dla pacjentów? Tylko czasami i tylko wtedy, jeśli przeżywają w ten sposób lekcje, jeśli służy to procesowi leczenia. Jednak w zdecydowanej większości przypadków jest to puste i bezsensowne snucie się po korytarzach kliniki. Istnieje też zasada, że jeśli pacjent powołuje do życia swoje dziecko, to nie może opuścić kliniki. Bo przecież ani lekarze, ani tym bardziej właściciel się nim nie zajmą, musi to zrobić rodzic.

Pacjenci z poziomu pierwszego płodzą bardzo dużo dzieci, po 10, 15 i więcej. I w ogóle się nad tym nie zastanawiają, że ich poziom pełen jest agresji i brutalności. I że lekarze i ordynatorzy dają im mało jedzenia. Te dzieci po prostu są, i są też źle traktowane. Poziom drugi to też poziom dzieci, i przy okazji poziom posłuszeństwa, konserwatyzmu i pracy. Konserwatyzm i tradycja nie są świętością, od której łezka wzruszenia się kręci w oku. Są one programem kontrolnym mającym trzymać za mordy motłoch z poziomów 1, 2 i 3. I są absolutnie konieczne. Są potrzebne by klinika trwała. By nie zamieniała się w jedną wielką ćpalnię, ruchalnię i dżunglę. By Ci, którzy chcą się leczyć i iść wyżej, mogli to robić. Są też potrzebne by chronić pacjentów z wyższych poziomów (4, 5, 6, 7) przed agresją, popędliwościami i żądzami pacjentów z pierwszych trzech poziomów.

Dobro jednostki kontra dobro społeczeństwa

Na marginesie.. Dobro i samorealizacja jednostki jest przeciwne dobru ogółu. Funkcjonujące w społeczeństwie tabu, dulszczyzny i zmowy milczenia są po to, by zachować porządek społeczny. Gdyby wszyscy byli uczeni tego, co opisujemy, to każdy chciałby stać się silną i szczęśliwą jednostką. Kto by wtedy pracował na elity za grosze i się na to wszystko co jest na świecie godził? W TVN24 mówili że niedługo będziemy musieli jeść owady, chrząszcze. Serio, mówili o tym na poważnie. No ja pierdolę..

Tymczasem elity inkasują biliony dolarów za siedzenie na dupie. Za niszczenie ekosystemów, za wywoływanie wojen, za rozmyślne sponsorowanie terrorystów a potem ich zwalczanie, za wyzyskiwanie nas, nazywane „wolnym rynkiem”. Społeczeństwo nie może mieć samych silnych jednostek. Społeczeństwo musi mieć ofiary. To zwierzęca struktura, w której panuje hierarchia stada. Silni mają lepiej i tyle, inaczej byłby rozpierdol. Więc nie uczy się ludzi o tym, jak stać się silniejszymi jednostkami. To nie jest w interesie społeczeństwa, to nie jest w interesie tej planety

Wracając do meritum. Pacjenci z poziomu drugiego tez płodzą dzieci, całe gromady. Jest to ich sposób na realizację. Przecież tak robił ojciec, dziad i pradziad, więc nie wolno buntować się przeciwko zastanemu, staremu porządkowi świata. No i lekarze leczący na tym poziomie, groźnie pohukują, że tak każe właściciel kliniki, a jemu nie wolno się przeciwstawiać. Na poziomie trzecim dzieci są po prostu narzędziem w budowaniu wizerunku człowieka sukcesu, wizerunku szanowanego i poważanego obywatela. On ma pracować, a dziecko ma siedzieć cicho i być wdzięczne, bo ma przecież wszystko.

Inaczej sens rodziny widzą wyższe poziomy. Postawy są bardzo różne. Od wojującego antynatalizmu z poziomów 4, 5 lub 6. Aż po całkowite ubóstwienie rodzicielstwa z poziomów 5 lub 6. Tacy ludzie mogą mówić antynatalistom, że życie chce się rozmnażać, że takie jest jego prawo i koniec. Że tak każą wyższe ścieżki. Że brak chęci posiadania potomstwa to jednocześnie brak chęci do kreowania życia. Że jest to projekcja. Występuje tu symboliczny powrót do poziomu drugiego, gdzie oprócz tego różowego bobasa, czyli pacjenta i pracownika dla kliniki, świat może nie istnieć.

Jest to zaprzestanie walki i całkowite oddanie swojego istnienia właścicielowi kliniki. Nie jest to nacechowane ignorancją i dulszczyzna poziomów najniższych. I wtedy rzeczywiście, wredni lekarze i ich presja zanika zupełnie. Jednak nadal jest to niedostrzeganie faktu, że poza kliniką istnieje życie, i to prawdziwe życie, a nie jego koszarowa namiastka. Te bezkresne pola, łąki, lasy jeziora.. Szum wiatru, przestrzeń, wolność.. A nie zamknięte mury i konieczność pracy. Że nie trzeba mieszkać w klinice, ale można sobie wybudować fajny i przytulny domek. Tak, i to i to to mury, cegła, materia itp.. ale jaka różnica!

Gdy życie na Ziemi zbrzydło zbyt bardzo

Są pacjenci, którzy szczególnie umiłowali sobie pobyt w klinice. Siedzą sobie na wyższych poziomach (4, 5, 6) bez końca i bez końca. Ciągle doświadczają wciąż tych samych melodramatów i horrorów typowych dla szpitala psychiatrycznego. Uważają że klinika to jest koło życia, i że to „koło życia” jest jedyne. I nie wiadomo, czemu tak jest. Innym natomiast klinika psychiatryczna o nazwie Ziemia zbrzydła tak bardzo, że za wszelką cenę chcieliby się uwolnić. Taka postawa bywa czasami charakterystyczna szczególnie dla poziomów 5 i 6. Ani to, ani to nie jest dobre.

Czasami klinikę opuszcza duża liczba pacjentów. Po prostu co jakiś czas duże grupy pacjentów w krótkim czasie awansują na poziomy wyższe, aż do siódmego. I gotowi są odejść na wolność. Wtedy na tych wyższych poziomach brakuje pacjentów. I wtedy właściciel kliniki kieruje duże ilości pacjentów z poziomów 1 i 2 wyżej. Pozostali w klinice pacjenci lamentują, że ma miejsce inwazja barbarzyńców na ich piętra. Że trzeba to powstrzymać, bo oni nie chcą się integrować. Bo nie pasują do naszych wyższych pięter i rozrabiają. Że chcą zamienić całą klinikę w realia poziomu pierwszego lub ostatecznie drugiego.

Czy ta powyższa metaforyczna przypowieść coś Wam mówi? Przypomina Wam realia życia na Ziemi? Ten podział na poziomy nie jest wyssany z palca. Wywodzi się on z gnostyckiej nauki o poziomach świadomości człowieka i został przeze mnie opisany metaforycznie. Poniżej źródło tej wiedzy. Ale najpierw cytaty. Demiurg to także: matka natura, prawa natury, jungowska nieświadomość zbiorowa, globalna świadomość, matrix, itp itd. Adwersarze demiurga to Lucyfer (w negatywie) i Jezus Chrystus (w pozytywie). I inne postacie / archetypy.

Cytuję: „Bóg, którego czczą religie, którego wielbi się w kościołach nie jest Bogiem Prawdziwym. To Demiurg, który ma wiele imion – Saklas, Samael, Jaldaboath [jahwe, allah, szatan, pan bóg]. On jest twórcą „tego świata”, fałszu materii, świata ludzi przepełnionego cierpieniem i bezsensem. On to każe nazywać siebie Bogiem i Panem, chociaż nim nie jest. W ten sposób bluźni wobec Pełni, wobec Boga Prawdy. On nakazuje ofiar, krwawych i bezkrwawych, wymaga służby, poddaństwa i czci. Jest największym z władców układu słonecznego.

Jego dziełem są religie i ku niemu one kierują. Jego pragnieniem są krwawe ofiary z ludzi i dla niego są składane; On inspiruje wojny, katastrofy i nieszczęścia, w jego imię są przywoływane. Nikt inny, tylko on jest prawdziwym Szatanem, gdyż nie ma poza nim przeciwnika i wroga. Brak mu jednak rzeczywistego istnienia, ponieważ nie zanurzył się w tym co nieskończone. To tylko projekcja waszego umysłu i jego odbicie. Demiurg pozostaje więc w relacji zwierciadlanej z umysłem. Ludzki umysł odpowiada Demiurgowi, a Demiurg umysłowi. Z umysłu powstaje obraz Demiurga, a z obrazu Demiurga umysł.”
~Evangelium Aquarius

Cytuję: „Moja babcia powiedziała kiedyś, że zawsze dostajemy to, czego najbardziej się boimy. I zawsze wróci do nas to, co dajemy. I nawet, jeśli to tylko przesądy staruszki, nawet jeśli to tylko nasz, polski, lęk – w jego przypadku sprawdziło się w 100 procentach. P. od kilkunastu miesięcy choruje na raka. Ma 39 lat, ponad dwadzieścia kilogramów mniej, łysą głowę. I pierwszy raz w swoim dorosłym życiu czuje się bezradny, choć ma dostęp do najlepszych lekarzy. I do najnowocześniejszych metod leczenia. Tyle, że jego rak nie rokuje.

Co mówi P.?
– Nie potrafię poradzić sobie w szpitalu, bo tutaj zależę od innych. Nie znam tego uczucia.
– Żałuję, że odrzuciłem M. (jego dawna narzeczona), że nie przeprosiłem K. (jego dawna narzeczona). Mam setki osób na sumieniu, wiele spraw zaniedbałem, bywałem bezwzględny.
– Że byłem zajęty robieniem kariery i myśleniu o tym, ile osiągam zamiast doświadczaniem życia.

Tak, dawni przyjaciele P. ze studiów odwiedzają go. Widzą jego umieranie, współczują. Przynoszą książki, których nie ma siły czytać, opowiadają historie, jak go podziwiali, chociaż to już nie sprawia, że jest dumny. Mówią mu: będzie dobrze, po czym wracają do swojego życia. Do partnerów, partnerek, żon, dzieci, do swoich mniejszych ambicji, mniej bogatego życia, ale przytulnych domów.”
Autor:Matka żona i kłopoty

Cytuję: „Nie idź przeciwko prądowi życia, lecz podążaj z nim. Nie jest on twoim wrogiem. Gdy człowiek próbuje iść w górę rzeki, walcząc z nurtem, bardzo szybko się męczy i nie może dotrzeć donikąd. Rzeka jest ogromna, a ty jesteś drobinką. W tym ogromie istnienia jesteś mniejszy od atomu. Jak mógłbyś podjąć walkę przeciwko całości? Już sam pomysł trąci brakiem inteligencji. Jesteś przez tę całość stworzony – jakże mogłaby być twoim wrogiem? Natura jest twoją matką, nie może być przeciwko tobie. Twoje ciało jest podstawą twojego życia, nie mogłoby być ci przeciwne. Służy ci, pomimo że ciągle z nim walczysz. Służy ci na jawie i we śnie. Kto za ciebie oddycha? Ty śpisz głęboko i chrapiesz. Ciało ma swoją własną mądrość. Kontynuuje oddychanie, serce kontynuuje bicie, ciało funkcjonuje bez twojego nadzoru. Prawdę mówiąc, funkcjonuje lepiej wtedy, gdy jesteś nieobecny. Twoja obecność zawsze powoduje zakłócenia, bo twój umysł pozostaje pod wpływem osób, które nauczyły cię zwracać się przeciwko swemu ciału.

Uczę cię przyjaźni z wszystkim, co istnieje. Nie chcę, byś wyrzekł się świata, bo przecież jest nasz. Nic, co istnieje, nie jest ci wrogie. Jedynym, czego powinieneś się nauczyć, jest sztuka życia, pełnia radości zamiast wyrzekania się. To tylko kwestia opanowania tej sztuki (…) Jeśli odkryjesz, że gdzieś w twoim ciele, natura, świat jest przeciwko tobie, pamiętaj jedną rzecz: to na pewno twoja ignorancja, to na pewno złe podejście. Jest tak, bo nie znasz sztuki życia. Nie zdajesz sobie sprawy, że Istnienie nie może być ci przeciwne. Z niego się zrodziłeś, w nim żyjesz, ono dało ci wszystko, a ty nawet nie odczuwasz wdzięczności.”
~Osho

Cytuję: „Złych i opętanych jest tak wielu, a eliminując ich pojawia się na ich miejsce kilku nowych. Czy wynajdziemy kiedyś sposób na eliminację genu zła? Czy wynalazcy poddadzą się experymentowi jak cała reszta? Czy bez zła świat będzie lepszy? Jeśli zniknie zło nie będzie dla niego przeciwwagi w postaci dobra! Jedno bez drugiego nie istnieje! Czy już do końca świata jesteśmy zdani na ten obłędny paradox? Gdybyśmy jakimś cudem problem ZŁA rozwiązali lokalnie zawsze znajdzie się ktoś w wielkim świecie komu to nie przypadnie do gustu, a znowu z wszystkimi nie wygramy.. Zostaje nam filozofia, religia, psychologia i marzenia o tym by świat mógł być lepszy. Ale (!) co jeśli ten świat ma właśnie taki być? Życie na Ziemi to szkoła, którą musi przejść każdy bez wyjątku. To prawdopodobnie misterny, boski plan, w który jako ludzie nie możemy ingerować. Zwyczajnie; pęka głowa od takiego myślenia i na koniec zapominamy o tym, że celem naszego życia jest to by… je przeżyć.”
~FakaFones

Poniżej wymieniam siedem poziomów świadomości człowieka, które odpowiadają siedmiu poziomom pacjentów w opisywanej przeze mnie klinice:

1. Malchut – stan zepsucia, stan świadomości bliski zwierzęcemu – potrzeba bezpieczeństwa i przeżycia za wszelką cenę, silne impulsy i instynkty, często nie do opanowania;
2. Hod – stan ubezwłasnowolnienia społecznego – potrzeba silnych doznań, emocji, ekscytacji, konieczność ulegania społeczeństwu, jego rygorom pełnym fałszu i hipokryzji;
3. Netzach – dominacja egoizmu – potrzeba bogactwa, dominacji i władzy (czyli to co mamy teraz: bezwzględny, drapieżny kapitalizm, wyzysk, przemoc, rywalizacja, hierarchizm. Dominacja banków, korporacji, biznesu);
4. Tiferet – olśnienie świadomości – uczucie, serce. Jest to poziom gdy wreszcie do nas dochodzi świadomość, że nie można całe życie żyć pusto i próżno, jak na poziomach poprzednich. Jest to poziom polityki, idei, aktywizmu, szerokiej działalności obywatelskiej, charytatywnej itp. Na ten poziom wchodzi obecnie Ziemia jako świadomość kolektywna;
5. Gewura, Chesed, Bina – mądrość – obfitość, poziom „maga” czyli osoby biegłej w wiedzy, ale znowu nie tak do końca, nie w pełni. Znowu błędy egoizmu jak w poziomie 3, dogmatyczność itp;
6. Chochma – zrozumienie – uświadomienie. Poziom zerwania z negatywizmami i poziomu poprzedniego, trochę w nim nawet smutku i żałoby. Większy wgląd w boskość, większa pokora (ta prawdziwa, a nie udawana), ale wciąż brak pełni boskości;
7. Keter – korona stworzenia – sfera doznawania indywidualnego, stan boskości na Ziemi.

Życie jest tak krótkie..

Możliwe, że jedyna droga rozwoju dla dusz takich jak my, jest uświadomienie sobie tego i owego, przepracowanie życiowych lekcji, i odejście do innego świata, gdzie rządzą inne, mniej agresywne zasady. Ludzkość wydaje się nie być dojrzała do doświadczania pełni bogactwa i obfitości. Inna teoria mówi, że właśnie teraz żyjemy w czasach jakiegoś przełomu, że teraz to wszystko ma się zmienić. Czy ten przełom zakończy się reformą systemu?

Czy raczej zakończy się tak jak w eksperymencie Calhouma? Czyli upadkiem systemu? W którą teorię wierzyć? Ja nie wierzę w żadną z nich, ale też nie wykluczam zaistnienia żadnej z nich. Z tym, że staram się być raczej optymistą. To, co przedstawiłem powyżej, to tylko model, schemat. Jak każdy z nich, jest niepełny, nie oddaje całości prawdy i nie musisz w niego wierzyć. Co więc możesz zrobić? Wyluzować, żyć swoim życiem. Mówią, że nikomu nie jesteś nic winien. Tak, to grubo naciągany frazes, i też się z nim nie zgadzam. Ale jedno mogę Ci powiedzieć z całą powagą i z całą pewnością – nie jesteś nic winien społeczeństwu.

Life is too short, don’t stress everyday
Leave your worries behind go out and play
Life is too short, grasp it in your hand
A natural miracle, have fun while you can

Life is too short, as precious as gold
It’s full of surprises, so I am told
Life is too short take it from me
Have as much fun as you wish, just wait and see

Life is too short, people seem to forget
That life is a gift and its free yes that’s it
Life is too short, use your own eyes
Open yourself and enjoy your own life

Autor: Jarek Kefir

Podobał Ci się ten artykuł? 🙂 Moim celem jest zwiększanie poziomu świadomości u Ciebie i u innych Czytelników. Im większa świadomość, tym szybciej nastąpią krajowe jak i globalne przemiany, bo prawdziwa rewolucja to ta wychodząca od zwykłych ludzi. Dzięki dobrowolnym darowiznom mogę zachować niezależność i pisać o tym, co ukrywane i zakazane przez władze.

Niezależne media nie mają milionowych dochodów z prenumerat. W  dobie dominacji globalnych gigantów manipulacji musimy radzić sobie sami. Koszt utrzymania mojej strony na serwerze WordPress to równo 199 dolarów rocznie, do tego dochodzą też inne koszta. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Polepszenie naszej mentalności i ewolucja ludzkości jest też w Twoich rękach. Link z informacją jak wesprzeć moje publikacje i demaskacje, tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

  

 

Reklamy

38 odpowiedzi »

    • Hej Ruda :* Info z obserwacji procesów politycznych. Ludzie zaczynają widzieć, do czego prowadzą rządy „trójek” czyli kapitalistów. Pojawia się idea slow life. Wielu ludzi wychodzi z zegarkiem w ręku z roboty nawet jeśli pracuje w korporacji a kierownictwo oczekuje nadgodzin. Itp itd 😉

      Polubienie

    • My jako ziemia od dawna jesteśmy na 4D tylko człowiek dopiero się przenosi na 4D. Jak zaczniemy wszyscy zarządzac własnymi 4 rzywiołami to wówczas będzie pełne scalenie z ziemią w 4D. Taka moja obserwacja i dygresja. Pozdrawiam

      Polubienie

  1. Jarku a może jeszcze inaczej … jesteś ojcem chcesz być wiecznie za nich odpowiedzialny ? e to by było chore dopiero , co robisz mając moc ? stwarzasz sztuczny survival życia ? no dobra ale po co ? może byś stał się synem swego ojca wpełni odpowiedzialny za siebie i samodzielny ?

    To są pytania , które ost coraz częściej mnie nachodzą….

    Polubienie

  2. 7 poziomów ! już wiem czemu to tak za mną chodzi ….
    czytałam gdzieś , niestety ta strona jest na starym lapku , że na 7 poziome rzekomo Jezusa , stajesz się samodzielny robisz co se tam robisz ale jeśli wykorzystasz swoje umiejętności ? wiedze ? przeciwko innej Istocie to lądujesz na poziomie 1 …. znasz tą teorię ? jesli tak byłabym wdzięczna za podrzucenia linku.

    A idąc dalej tą myślą że co na poziomie 7 się przejada takowe życie , nie mam początku ani końca …. kuwa mam zaś to uczucie hehehehehe widzę nie widząc 😉

    Polubienie

  3. Jestem zamrożony w lodzie i gorzkim wietrze
    Jestem daleki od nienaganności
    Zostawiony sam od początku, do końca

    Jak na dokładkę każdy krwawi
    Nie mogę przestać liczyć
    Gubię się gdy swobodnie spadam
    Ale nie jestem wolny ani trochę

    Drugą stroną strachu jest wolność
    Drugą stroną bólu jest uleczenie
    Szaleństwo trzyma mnie po drugiej stronie
    Prawda, kłamstwo, wstyd, chwała
    Miłość, nienawiść, niekończąca się historia
    Szaleństwo lub druga strona

    Biegnę w stronę słońca
    I to spala mnie
    Czuję, że dotknąłem nieba i wszystko widzę
    To tylko złudzenia, które są prawdziwe dla mnie
    Tam jest anioł, prowadzi mnie naprzód
    Niekończące się autostrady
    Zostawiłem wszystko, kocham mimo wszystko
    To zabija mnie od środka

    Drugą stroną strachu jest wolność
    Drugą stroną bólu jest uleczenie
    Szaleństwo trzyma mnie po drugiej stronie
    Prawda, kłamstwo, wstyd, chwała
    Miłość, nienawiść, niekończąca się historia
    Szaleństwo lub druga strona

    Szaleństwo
    (druga strona)

    Drugą stroną strachu jest wolność
    Drugą stroną bólu jest uleczenie
    Szaleństwo trzyma mnie po drugiej stronie
    Prawda, kłamstwo, wstyd, chwała
    Miłość, nienawiść, niekończąca się historia
    Szaleństwo lub druga strona

    Polubienie

  4. Dosłownie przed chwilą (19:52 – 19:57) Wiadomości, TVP 1, mówili o Międzynarodowym Dniu Jogi, zachwalali tę metodę na różne sposoby. Mówili o niej w superlatywach. Szok, nie? 😀 PiSowska telewizja niby, a katolicy nienawidzą jogi i ostrzegają przed nią. Co o tym sądzicie? 😉 Ciekawe co Fronda i inne przekaziory katolickie o tym napiszą, będę obserwował. Na pewno będą mieli mindfuck 😉

    Polubienie

  5. „… Problem zaczyna się w momencie gdy zidentyfikujesz uczucia z daną osobą, która jest lub była w twoim życiu. W tym momencie masz totalnie przejebane. Tutaj właśnie pojawia się kwestia tęsknoty. … Każdy z nas przeżywał miłość – cokolwiek by to kurwa znaczyło – i każdy z nas przechodził rozstania. I po rozstaniu pojawiała się tęsknota za tą osobą, i za tymi uczuciami, związanymi z tą osobą. I tu, kurwa, robi się niezwykle interesująco, bo jesteś w błędzie. Bo nie tęsknisz za osobą tylko za odczuciami jakie dawała ci ta osoba, rozumiesz? Szach mat kurwa!!! ” 😀

    ******
    … zaś wczoraj trafiłem na kolejny, arcy genialny i fenomenalny w wymowie cytat odnośnie małżeństwa, a raczej stricte anty-małżeństwa:
    „Nieżonaci znacznie więcej wiedzą o kobietach niż żonaci – inaczej także byliby żonaci.” – Henry Louis Mencken 😀
    … także Panowie, memento mori, nie dajcie się w żeniaczke wpierdolić, bo małżeństwo, to kastracja duchowa samca! 😀 😛

    Polubienie

  6. ” 18 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO BYĆ POGANINEM*

    1. Nie musisz ciągle wysłuchiwać od ateistów, że wierzysz w coś, co nie istnieje. Czcisz Słońce. Jak ktoś ma wątpliwości, czy Ono istnieje, to pokazujesz palcem. Richard Dawkins może ci naskoczyć.

    2. Matka Natura nie ma ci za złe, gdy gapisz się na tyłki płci przeciwnej. Wręcz przeciwnie, cieszy się, że doceniasz, że tak ładnie jej wyszły.

    3. Bardzo szybko uczysz się dystansu do tego, co ludzie mówią o twojej wierze. No bo jak powiesz, że świętujesz pełnię Księżyca, to wiadomo, że będą się śmiali. I oczywiście przechodzisz nad tym do porządku dziennego, zamiast pielęgnować urazę swoich uczuć religijnych.

    4. Nie masz jednej księgi z odpowiedziami na fundamentalne pytania, więc szukasz w wielu różnych. Koniec końców, pewnie i tak nie znajdziesz, ale jaki będziesz oczytany!

    5. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby święte drzewo wyrosło w kształt bazyliki w Licheniu.

    6. Zagadnienia teologiczne stają się znacznie bliższe życiu, kiedy w twojej religii Matka jest symbolem płodności, a nie dziewictwa.

    7. Politycy i publicyści nie wycierają sobie gęby imionami twoich bogów. A nawet gdyby chcieli, to nie umieliby ich wymówić.

    8. Nikt za bardzo nie wie, po czyjej jesteś stronie w sporach antyklerykałów z Kościołem, oświeceniowych racjonalistów z religijnymi fundamentalistami, moherów z lewakami itp., więc każdy może z tobą porozmawiać jak człowiek z człowiekiem. A że i tak zdarza się to rzadko, to już inna rzecz.

    9. Wolno ci jeść wszystko, pod warunkiem, że nie będziesz się czuł pokrzywdzony, jeśli w końcu coś zeżre ciebie.

    10. Twoi bogowie nie wypierają się tego, że stworzyli ludzi takimi, jakimi są. Na przykład gejami. Pewnie nawet gdzieś tam w Panteonie jest jakiś osobny bóg specjalnie dla nich, bo dlaczego by nie? I na pewno wygląda bo-sko!

    11. W szkołach i urzędach krzyże na ścianach pojawiają się i znikają, ale pogańskie paprotki na parapetach, symbolizujące odwieczną siłę Natury, trwają niezmiennie.

    12. Składanie ofiar rzeczowych ma więcej sensu, kiedy czcisz święte zwierzęta. Głodnej wiewiórce sprawisz więcej radości orzeszkiem niż obrazowi Matki Boskiej kolejnym złotym wisiorkiem.

    13. Jedyny ojciec, którego czcisz, to twój własny. Co prawda nie był pewnie nieskończoną miłością, ale za to widywałeś go nie tylko w wizjach i prawdopodobnie nie groził ci skazaniem na wiekuiste męki za nieposłuszeństwo ani nie wyrzucił z domu za podjadanie jabłek z sadu.

    14. Rozumiesz, że nie jesteś duszą uwięzioną w ciele, tylko tym właśnie, cudownie skonstruowanym, ciałem. Fajnie jest nie czuć się uwięzionym, prawda?

    15. Na tacę kładziesz filiżankę.

    16. Nie wierzysz w te bzdury, jakoby dobra karma wracała. Na podstawie wieloletnich obserwacji swojego zwierzęcia totemicznego (na przykład kota) wiesz, że dobra karma to taka, która po spożyciu nie wraca i nadaje sierści jedwabisty połysk.

    17. Niebo masz zawsze nad głową, a nie w abstrakcyjnej i niepewnej przyszłości.

    18. W twojej politeistycznej wizji świata jest miejsce dla każdego boga, którego przyniesie ze sobą napotkany człowiek.”

    … taki pogański manifest z przymurżeniem oka 😉 … aczkolwiek 2 postulat: „Matka Natura nie ma ci za złe, gdy gapisz się na tyłki płci przeciwnej. Wręcz przeciwnie, cieszy się, że doceniasz, że tak ładnie jej wyszły.” – to wręcz moje credo codzienne, zwłaszcza teraz latem 😀

    Polubienie

  7. Tak na marginesie: dzisiaj będać na zakupach wpadła mi w oko okładka najnowszego „Lisweeka” – tytuł „Pokolenie złych na Polskę”, o młodych, co to odrzucają osiągniecia rodziców, liberalizm i III RP.
    Nie czytałem, ale wygląda na siarczysty ból czterech liter 🙂

    Polubienie

  8. A jeszcze, skoro jesteśmy w temacie „psychiatryka”, to chciałbym o coś zapytać, co dla wielu pewnie się o psychaitryk ociera (;-), może ktoś z Was mnie pokieruje: dowiedziałem się o sobie, że jestem przybyszem, na prawej ręce miałem ponoć bardzo cenny „komputer/zegarek”, który „oni” mi zabrali. Jest jakieś miejsce w Sieci, gdzie można dowiedzieć się więcej na ten temat? Dzięki.

    Polubienie

  9. Czytając Cytat o P. jakbym widział swój własny życiorys. No, nie całkiem swój. Dwa fakultety, dwie żony, praca, praca, praca.

    Teraz nie muszę chodzić do żadnej roboty. Dostałem zaległe urlopy i do tego roczny urlop dla zdrowia.

    Siedzę zatem w domu i medytuję nad marnością tego świata i nad kruchością człowieka.

    Ja nie spotykam się ze znajomymi, bo niektórzy z nich dokuczając mi zaczęli mnie unikać. Zamiast powiedzieć: wybacz, zrobiłem źle, to oni mnie unikają.

    Rodzina mnie nienawidzi, połowa z ich to Świadkowie Jehowy. Ja tam nie chcę należeć, to nie chcą mnie znać.

    Druga połowa to też mnie nie kocha. Moi bracia rodzeni i dalsi jakoś nie chcą w ogóle pracować. Co znajdę im popłatne zajęcie, to oni tę robotę wkrótce legalnie olewają.

    Chętnie posłałbym do psychiatryka na obserwację moich szwagrów. Ludzie ci nienawidzą mnie od samego początku ich znajomości z moimi siostrami. Ponieważ dla sióstr są dobrymi mężami, dla dzieci wspaniałymi ojcami, muszę ich tolerować.

    Oni też pokazali, co potrafią i czynią to do dziś. Zamiast pracować w rodzinnej firmie wolą poniewierać się u obcych, chociaż zarabiają tam trzy razy mniej.

    Masz zatem niestety rację Jarek, że życie tu na tej Ziemi, na tej łez dolinie, na tym padole płaczu i rozpaczy jest na poziomie niemieckich obozów koncentracyjnych.

    Ale są ponoć i niższe poziomy, gdzie życie jest piekłem obozów azjatyckich. A może jeszcze gorszym?

    Cóż nam tu zatem zostaje?

    Należy cieszyć się każdym kolejnym dniem naszego życia. Carpe diem / chwytaj dzień / powiadali starożytni Rzymianie.

    A zatem wino, kobiety i śpiew.

    Bawmy się dobrze.

    Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s