Felietony i artykuły autorskie

O tym jak psychologia oszukała i unieszczęśliwiła Ciebie i inne kobiety

Na pewno zastanawiasz się, jak osiągnąć szczęście i porozumienie w relacjach. Jak przepracować swoje lęki czy kompleksy. Czy w końcu, jak żyć w czasach, gdy dawne wartości i systemy społeczne upadły, a nowych jak było, tak nie ma. To nastręcza ogromnych trudności, bo nie wiemy, jak się zachowywać i podług jakich kryteriów myśleć.

W tym artykule chciałbym przedstawić jedną z bolączek, z jaką zmagają się ludzie, szczególnie kobiety, w erze post-patriarchalnej. Upadek patriarchatu zderza się u nas z wciąż nieprzepracowanymi traumami wojennymi, z mentalnością katolicyzmu i PRLu, z wyścigiem szczurów i innymi czynnikami. A jest ich jeszcze więcej. I jak tu żyć, jak się cieszyć, gdy tak wiele jest przeciw nam?

Role i archetypy płciowe budzą obecnie największe oburzenie, kłótnie, pretensje. Powód jest zasadniczy – stary system patriarchalny powodował uprzedmiotowienie każdego bez wyjątku. Beneficjentami patriarchatu jest zawsze mniej niż 1% mężczyzn – szefów korporacji, polityków, królów, dyktatorów, biznesmenów, bankierów itp. Cała reszta jest trybikami w systemie, w którym 1% ludzi zgarnia więcej niż 99% zasobów. Mamy emancypację kobiet – i słusznie. Mamy też emancypację mężczyzn, która często przybiera karykaturalne postaci „samczości”, skupionej wokół różnych samczych guru. To temat na osobny artykuł i nie będzie tu poruszany.

Psychologia stara się odpowiadać na te ważne pytania, jednak nie zawsze robi to w dobry sposób. Wiele błędów widać już na pierwszy rzut oka, jeśli umiesz patrzeć szerzej i głębiej. Inne błędy są typowe tylko dla naszego kraju – i o jednym z nich będzie ten artykuł.

Po upadku starego systemu (patriarchalnego, czyli zwierzęcego) została próżnia, studnia bez dna. Z jednej strony obie płcie chciałyby mieć to co było dobre, a raczej wygodne ze starego systemu. Z drugiej strony, mówi się o nowym, chciałoby się przecież żyć lepiej, inaczej, kolorowiej niż „Polak, katolik, obywatel”. Mężczyzna chce kobiety z cechami z obu systemów. Otwartej seksualnie, ale konserwatywnej. Pracującej i nowoczesnej, ale robiącej w domu „to co trzeba”. Z kolei kobieta chce być niezależna i silna, ale.. Ale te brzydkie i niewdzięczne rachunki ma płacić mężczyzna. Bo to on musi zapewniać poczucie bezpieczeństwa. A tak się nie da. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka, a ideały nie istnieją, choć mamy je silnie zakodowane w głowie, co jeszcze bardziej nasila naszą cywilizacyjną neurozę.

Cytat: „Bóg Marduk (EGO, które oddziela się od uniwersalnego BYTU) zabija Królową Matkę Tiamat (morze instynktów, kobiecość, kontakt z naturą), dzieląc jej ciało na dwoje, od stóp do głowy (źròdło nowej formy duchowości – nie immanentnej, ale transcendentalnej: innymi słowy nie zakotwiczonej w ziemi, ale wymierzonej w niebo). Z obu części rozpłatanej na dwoje Tiamat powstają niebo i ziemia (źródło dualizmu i schizofrenii lub nienaturalnej dychotomii, w której przeżywamy istnienie). Męska Era rozpoczyna ewolucję ludzkiej świadomości w kierunku tworzenia samoświadomego i samowystarczalnego Ego (nie potrzebuję Boga, czyli Matki Natury), które wypływa z fałszywej, instynktownej matrycy (nawet Adam i Ewa, zrywając owoc zakazany, obchodzą się bez Boga). Te historie ujawniają proces wdrożony cztery miliony lat temu: proces odejścia od naszych naturalnych matryc, polaryzację archetypów płci, irytującą dwoistość naszego sposobu myślenia, nadmierne wywyższanie męskości.”

Poczucie bezpieczeństwa to słowo-wytrych i jednocześnie wielki błąd psychologii. Psychologia w Polsce pompowała ten byt-widmo i urósł on do niewyobrażalnego rozmiaru. Do dziś jak mantrę powtarza się, że poczucie bezpieczeństwa powinien zapewnić mężczyzna. Za obłędnymi psychologami powtarzają to różni „gentelmeńscy” autorzy, tacy jak „okiem mężczyzny” czy „kobus”. Na hasło „poczucie bezpieczeństwa” wpisane w google, pojawia się prawie dwa miliony wyników. W pierwszych wynikach – poradnia psychologiczna, portal katolicki, potem strona z teoriami new age. Dalej jakieś „samcze” blogi, czyli jeszcze gorzej. Jeden ze znanych rosyjskich psychologów, gdy przyjechał pracować do Polski, dziwił się bardzo na ten slogan. Kojarzyło mu się to ze.. służbami specjalnymi, KGB, niezbyt przyjemnymi panami w kapeluszach. Dopiero potem dowiedział się, że jest to taka nasza lokalna polska, narodowa neuroza, która urosła do rangi dogmatu w psychologii.

Prawda jest jak zwykle odwrócona o 180 stopni. Po pierwsze – i kobieta i mężczyzna powinni dążyć do tego, by być spójną całością. To bardzo trudne zadanie i przede wszystkim, nikt o tym nie mówi. Druga osoba nie wypełni Twoich braków, a nawet jeśli, to chwilowo. Więc mężczyzna nie zapewni Ci poczucia bezpieczeństwa, bo sam nie jest ideałem, tak jak Ty. Bo sam jest potwornie zraniony, tak jak i Ty. Bo sam mało zarabia, tak jak i Ty. W Polsce tylko 2% mężczyzn ma zarobki, które pozwalają zapewnić opiewane przez „drewnianych” psychologów poczucie bezpieczeństwa.

Jeśli nie zapewnisz sobie poczucia bezpieczeństwa, które jest tak naprawdę stanem emocji, stanem świadomości – to będzie Ci stale mało i mało. Choć facet będzie zarabiał i 10.000 na miesiąc, będzie tytanem siły i ekstrawertyzmu, to Ty wciąż poczucia bezpieczeństwa nie będziesz mieć. A nawet jeśli.. To wiesz jak się przejawia wewnętrzny, głęboko podświadomy brak poczucia bezpieczeństwa, gdy robi się stabilnie, wręcz.. nudno? Podświadomość takiej osoby ciągnie do emocji – i dobrych i złych. Więc podświadomość, pozbawiona własnego poczucia bezpieczeństwa, popchnie Cię do takiego czynu, by tę stabilność zburzyć.

Zdrada, wyskok po pijaku i jakakolwiek inna czynność. Skoro nie ma poczucia bezpieczeństwa pomimo tego, że zrobiło się stabilnie, bogato i nudno.. To niech będą chociaż emocje. Dobre czy złe, ważne by były – taką logikę ma niedojrzała podświadomość. Poczucie bezpieczeństwa nie jest związane ani z zarobkami (o paradoksie!) ani z twardością, opanowaniem i ekstrawertyzmem mężczyzny. Ale jest związane z Tobą i stanem Twoich emocji. Ja też popełniałem ten błąd. Narzekałem na niskie polskie pensje. Teraz coraz częściej mam przeczucie, że wszystko idzie w dobrą stronę, a to ja jestem kreatorem swojej rzeczywistości. Wiem.. Czytasz tutaj słowa, od których włos jeży się na głowie. Ale takie jest moje zadanie.

Poczucie bezpieczeństwa trzeba więc zapewnić sobie samemu. I trzeba robić to w realiach cen z Zachodu, a płac ze Wschodu. Obietnic Balcerowicza, że będzie amerykańsko, a realiami które są bliższe Rosji. Dlatego jest to tak skrajnie trudne. Gdy masz już prawdziwe, wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa – to nic nie jest w stanie go zburzyć. Nawet gdy tracisz dotychczasową pracę, i idziesz do nędznej roboty za te 1500 złotych. Jesz ten chleb i wodę, ale nie załamujesz się. Prędzej czy później sama podświadomość tak Cię pokieruje, by np zdobyć lepszą pracę. Poczucie bezpieczeństwa związane jest też z jego przeciwieństwem, czyli lękiem przetrwania. Patrząc jeszcze szerzej – brak poczucia bezpieczeństwa związany jest z ludzkim umysłem, który stale się boi i wyszukuje przeszkody i problemy. Jak i z ego, które ciągle chce więcej.

Nie jesteśmy ideałami, choć obie płcie chciałyby ich szukać w partnerze. Ba, nie jesteśmy ani ludźmi z okładki, ani ludźmi opiewanymi przez lifestyle’owe i coachingowe (fuj) strony. Mamy więc dwa sprzeczne bieguny: z jednej strony jakąś normę, jakiegoś turbo-ektrawertyka czy turbo-kobietę, która znajduje na wszystko czas, a takich ludzi nie ma. Mamy tez ideał, skupiający jeszcze więcej pozytywnych, i wykluczających się cech, a takich ludzi tym bardziej nie ma. Z drugiej strony, mamy też ludzi zwykłych, szarych, którzy nie robią ze swoim życiem nic.

Którzy nie tylko nie mają tych pieniędzy (bo prawie każdy nie ma), czy innych pożądanych cech. Ale także mają zwyczajnie brzydkie myślenie i okropne traktowanie drugiego człowieka. Sztandarowy przykład to korwinista narzekający na kobiety, ale gardzący nimi, z brzydkimi poglądami z XIX wieku. Które nie są nawet konserwatywne.. Ale one są zwyczajnie antyspołeczne, psychopatyczne, tak jak ich guru. W końcu to czysty darwinizm społeczny – dziki kapitalizm sprzed dwustu lat. I takie poglądy przejawiają się potem w traktowaniu drugiego człowieka. Więc co, mamy się zadowalać tym, co nie jest nawet minimum minimum, w imię tego, że ideały nie istnieją? No też nie bardzo. Kluczowy jest jak zawsze balans pomiędzy tymi dwiema skrajnościami.

Cytat: „Kiedy przyjechałem do Polski w 1996 roku i zacząłem przyjmować ludzi, nie mówiłem wtedy jeszcze po polsku, miałem tłumaczkę. Przychodzi kobieta i w pewnym momencie mówi „poczucie bezpieczeństwa”. Pytam tłumaczkę: „Co to jest?”. Skojarzyło mi się to ze służbami specjalnymi, z KGB. A ona odpowiada, że nie, że tu chodzi o to, żeby się nie bać. „Czego?”, pytam. A ona na to: „Życia”. Czegoś tutaj nie rozumiem. Przychodzi następna kobieta i mówi „poczucie bezpieczeństwa”. Następna tak samo i następna. Wszystkie piękne, nic im nie brakuje, ja już jestem zakochany, a one mówią „poczucie bezpieczeństwa”. Myślę sobie: „W zacofanej Rosji żyję i nie wiem, o co chodzi”. Wreszcie podczas tych rozmów, dotarło do mnie, że poczucie bezpieczeństwa to w Polsce takie hasło kobiet. A chodzi w nim o to, żeby rachunki były płacone, a z drugiej ta sama kobieta krzyczy, że chce być niezależna. „Od kogo?”, pytam. „Od mężczyzny”, słyszę. Czyli ona chce być niezależna od mężczyzny, ale to on ma jej zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Jakieś dziwne. Z jednej strony ona musi sobie radzić, a z drugiej ona sobie nie radzi.

(…)

„Tak. To jest program. Poczucie bezpieczeństwa związane jest z koniecznością utrzymania rodziny. Nie ma miejsca na miłość, nie ma miejsca na kobiecość. Przychodzi do mnie kobieta, główna menadżerka wielkiej firmy, samochodem takim jeździ, że ja takiego nigdy nie będę miał. Ma męża, ale go nie kocha. Kocha Ormianina i on też ją kocha, ale ma żonę, a Ormianie się nie rozwodzą. Mówię do niej: „Dawaj mi swoją mamusię”. Przychodzi mamusia. Uh, to taka kobieta, która sobie poradziła w życiu. „Ma pani męża?”, pytam. „Jakiegoś tam mam”. „A jest pani szczęśliwa?”. A ona próbuje być inteligentna: „Ja to słowo wykreśliłam ze swojego leksykonu. Dopytuję dalej: „Jak to? Pani nie jest szczęśliwa?”. Odpowiada: „Bo rodzina to jest odpowiedzialność, to jest walka”. „A miłość?”, nie ustępuję. „Miłość i rodzina to są różne rzeczy. Miłość to w kinie, a rodzina to twarde zasady”, mówi. To ja na to: „Córka panią posłuchała. Kocha tego pana, ale to nie jest rodzina. Rodzinę ma, ale nie ma miłości, ona jest grzeczna. Dokładnie wypełniła program, który pani mi tu teraz sprzedała”. Była zszokowana, nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać, bić mnie czy uciekać. Powiedziałem jej, że ma zmienić swoje przekonania. A ona krzyczy: „Ma pan wyprostować moją córkę, ona ma być normalna!”. „Pani ma być normalna, ma pani jej powiedzieć – w rodzinie ma być miłość.”, mówię jej i słyszę: „Nie, to nieprawda!”. Dziewczyna mi jednak powiedziała, że już rozumie, dlaczego tkwi w tej sytuacji bez wyjścia i nie może zrobić kroku ani w prawo, ani w lewo. To niedojrzałość emocjonalna, którą przejęła od matki. Można być niedojrzałą, niezależna od tego, ile ma się pieniędzy na koncie.”
Źródło: Wywiad Aleksandry Nowakowskiej z Piotrem Pałaginem, (LINK TUTAJ)

Psychologia więc zrobiła swoją niechlubną robotę, by nasilić i walkę płci, i naszą społeczną neurozę, która w Polsce jest wyjątkowo silna. O błędach psychologii pisałem w poniższych artykułach:
Szokujący sekret relacji międzyludzkich. Co ukrywa psychologia?!
Dlaczego przyciągasz zimnych drani lub wredne suki? O czym milczy nawet psychologia?

Autor: Jarek Kefir

Witaj! 🙂 Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych i nieocenzurowanych informacji, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, religii, koncernów itp i mogę ujawniać Tobie to, co jest przemilczane i ukrywane. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jest to też pewna forma wyrównania energii, podziękowania za wiedzę. Link z informacją tutaj: https://jarek-kefir.org/wsparcie/

 

Reklamy

20 odpowiedzi »

  1. „W tym filmie odpowiemy sobie na 3 pytania.
    1. Dlaczego rodzice wydymali Cię na sucho.
    2. Dlaczego nic nie wisisz swoim rodzicom.
    3. Jak wybaczyć sobie własną rodzinę i pójść dalej.”

    Polubienie

    • Sancti, Panie! Jak Ktoś zdechnie, to po ilu dniach wraca jego dusza na ten Łez Padołu, 42, czy, 49 – jak jest głupi i tego chce. Masakra jakaś! Chowałem Ojca, Teścia. Masakra Jakaś! Wiem, zawsze w niebieskie światło, z boku…

      Polubienie

  2. W psychologii jest jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem – wpasowywanie się w role płciowe przy jednoczesnym „byciu sobą”, żenienie mitu romantycznej miłości z pragmatyzmem i materializmem, „porywów serc” z poczuciem bezpieczeństwa i wszystko to razem daje tak pochrzanioną mieszankę wybuchową, że ja się wcale nie dziwię, że mamy tzw. kryzys rodziny :).
    Świetny wpis, gratuluję!

    Polubione przez 1 osoba

      • Areczek, jaki mądry, chylę czoło do samej ziemi! Od dzisiaj będę się do ciebie modlić, jak mi zdradzisz jakiś sekret psychologii, o którym nie wiem 😀

        Polubienie

        • Wiesz Margaretka, to był mój fortel 🙂 Bo teraz was mam! Ale Ty nie jesteś Głupia. Ta Wasza niby-psychologia, to robi tylko problemy i pierdoli ludziom we łbach! Trzeba czerpać ze źródła innej wiedzy. A i wiesz, jak się masz modlić, to raczej lepsze będzie się napicie wody dla Twojego tempego łba ze źródła dunaju… Powinno pomóc. A Ty się modlisz??? Co to znaczy modlisz? Pozdrawiam cię lekko…

          Polubienie

        • Ja bynajmniej psycholo nie jestem, więc nie do mnie kieruj zastrzeżenia :). Modlić się nie modlę, agnostykiem jestem 🙂

          Polubienie

      • Studenciaki mają dupy wyżej niż srają. Wasze zadufanie w sobie z powodu zakończenia jakiegoś kierunku najczęściej kończy się waszym płaczem i kolejnymi psychozami, gdy od pracodawcy słyszycie 2 tysiące na rękę za wasze zajebiste stanowiska.

        Niczego się nie uczycie na tych studiach poza tym, żeby ładnie powtarzać za waszymi panami i władcami kropka w kropkę to, co wam kazali. Tylko znikomy procent studentów tak naprawdę to umysły wybitne, które do czegoś dojdą dzięki nim i lepiej się z tym pogódźcie.

        Polubienie

  3. „Kazali nam wierzyć, że miłość, ta prawdziwa, zjawia się tylko jeden raz w życiu i do tego zazwyczaj przed trzydziestym rokiem życia. Nie powiedziano nam, że miłość nie jest sterowana i nie przychodzi w ściśle określonym czasie. Kazali nam wierzyć, że każdy z nas jest połówką pomarańczy, że życie ma sens tylko wtedy, gdy znajdziemy tę drugą połowę. Nie powiedziano nam, że rodzimy się w całości, że nikt w naszym życiu nie zasługuje na to, by nieść na swoich barkach odpowiedzialność za dopełnienie naszych braków: rozwijamy się w sobie. Jeśli jesteśmy w dobrym towarzystwie, to jest to po prostu przyjemniejsze.

    Kazali nam uwierzyć w formułę ‚dwa w jednym’: dwoje ludzi, którzy myślą tak samo, zachowują się tak samo, że jedynie tak to działa. Nie powiedziano nam, że to ma swoją nazwę: anulowanie siebie; że jedynie osoby o własnej osobowości mogą budować zdrowe związki. Kazali nam wierzyć, że małżeństwo jest koniecznością i że pragnienia ‚nie o czasie’ muszą być stłumione. Wmówili nam, że piękni i szczupli są bardziej kochani, że ci, którzy uprawiają mało seksu są zacofani, a ci, którzy uprawiają go zbyt wiele nie są wiarygodni.

    Kazali nam wierzyć, że istnieje tylko jeden przepis na szczęście, taki sam dla wszystkich, i ci, którzy starają się go ominąć, skazani są na marginalizację. Nie powiedziano nam, że ten przepis nie działa, frustruje ludzi, alienuje ich i że istnieją inne alternatywy. Ach, nie powiedzieli nam nawet tego, że nikt nigdy nam tego nie wyjaśni. Każdy z nas odkryje to na własną rękę”.

    John Lennon

    Polubione przez 1 osoba

  4. To prawda… Myślałam, że jestem zacofaną frustratką, nic nie robiącą ze sobą, jak zwykle kieruję się swoją starą, dziecinną przekorą, bo nie ufam coachom… Po prostu widzę, że oni sami nie znają odpowiedzi na życie lepiej niż ja… Naszym życiem rządzi slogan: „Zrób coś ze sobą! Zrób coś ze swoim życiem!” Ja zaraz pytam, jak zawsze: „Ale co?” Konkret! Jeśli mam działać, to muszę wiedzieć, co robić! Co dobre, a co złe! Żaden człowiek nie jest naprawdę zadowalająco w stanie tego wyjaśnić… jeśli tak, to jednej osobie, dwóm, na całe życie, na całym świecie… Dlatego potrzebujemy religii i Boga – czegoś, Kogoś, co, kto będzie trwać na wieki… Wymyślamy religie, przeczuwamy, że musi być coś większego od człowieka… tylko człowiek jest za mały, żeby to pojąć, ogarnąć, przyswoić…

    Polubienie

  5. Co do dzieci… Moja siostra ma dziecko, bo namówił ją mąż, sama zawsze powtarzała, że nigdy nie chce mieć dzieci. Teraz męczy się z gówniakiem 24/7/365 ale rzekomo zmieniła front i złego słowa nie da powiedzieć. Ot, reguła konsekwencji. Ale jak już jest gówniak, to nie da się zrobić Ctrl+z.

    Polubienie

    • No tak to jest, Ola. Dziś na FB napisałem to:

      Ludzie pytają mnie, dlaczego zakochanie trwa wg naukowców max 5 lat, a miesiąc miodowy tylko miesiąc. Odpowiadam, że to dlatego, bo potem pojawiają się śluby, dzieci, kredyty, hipoteki, polisy na życie itp itd. I przede wszystkim: szarość i burość dnia, proza życia. Praca, obowiązki, zobowiązania, terminy. Potem ludzie pytają mnie, czemu tak szybko się starzejemy, i czy młodość może trwać.. wiecznie. Odpowiadam, że to dlatego, że rezygnują ze swoich pasji, marzeń, pragnień, przyjemności na rzecz zadowalania wszystkich wokół. Rodziców, teściów, społeczeństwa. Bo trzeba być taki i taki, bo trzeba być statecznym, normalnym i poważanym członkiem społeczeństwa. To jest śmierć za życia, śmierć duszy. A za „śmiercią duszy” szybko idzie starość a potem śmierć ciała. To chyba ostateczna prawda o „systemie”, św Graal czy Kod Wieczności poszukiwany przez alchemików czy okultystów od wieków. Cóż.. Prawda jest taka, że dobro ogółu nie współgra z dobrem i rozwojem jednostki. A tę prawdę się przed nami ukrywa. Szczególnie wtedy, jeśli jesteś przed 30 rokiem życia i wszyscy zaczynają wywierać na Ciebie presję. A fakty są takie, że nie musisz ich zadowalać, nie musisz być taki jak wszyscy i nie jesteś nikomu nic winien. To system jest Ci coś winien. Wstań z kolan i wyszarp mu z gardła to, co Twoje. I baw się dobrze!

      I jeszcze ten art jest ciekawy: 😉

      Cytat: „Zdaniem Zofii ich związek rósł w siłę, bo nigdy nie był zakłócony przez chaos, jaki wnoszą dzieci. Według niej dla małżeństwa potomstwo, to częściej nieporozumienia, frustracja, finansowe obciążenie i psychiczne zmęczenie. „Mam wiele koleżanek, które chcąc być najlepszymi na świecie matkami, poświęcają cały swój wolny czas dzieciom odsuwając się tym samym od swoich mężów” – podkreśla Zofia. „Są zmęczone i zestresowane, straciły poczucie własnej tożsamości, nie wiedzą co znaczy przyjemność w życiu, nie wspomnę o figurze” – dorzuca po chwili.”
      LINK: http://mamadu.pl/122311,bez-dziecka-z-wyboru-bezdzietne-malzenstwa-szczesliwsze-i-coraz-bardziej-popularne

      Polubienie

  6. Ja tak sobie myślę,że można znaleźć równowagę, czyli mieć i dziecko i szczęśliwy związek. Nie należy się po prostu w niczym zatracać, ani w dziecku, ani w partnerze, pamiętać,że przede wszystkim trzeba kochać siebie, wtedy można dać miłość innym. Dziwi mnie to wieczne gadanie za dziećmi, bądź przeciw. Po prostu, jak coś się lubi, to się to robi/je itp lub nie robi/ nie je itp, ale ciągle o tym gadać??? Jest tyle innych rzeczy do dyskusji, po co czas trwonić? Każdy widzi co che widzieć, jak ktoś powie,że jest szczęśliwy, to niektórzy i tak będą dopatrywać się oznak nieszczęścia, a u nieszczęśników potwierdzać swoje teorie…. Pytanie tylko po co? Nie szkoda energii??? Można ją przeznaczyć na coś innego.

    Polubienie

  7. A może to, że sobie tu napiszę, to mi trochę ulży? Bo w mojej patologicznej społeczności nie można słowa powiedzieć przeciwko dzieciom bo od razu jest święte oburzenie i że kurwa kto ci szklankę wody poda na starość? A może tej starości nie dożyję, albo będę popijać drinki na plaży w ciepłych krajach, więc po co mi szklanka wody? Ci co chcą mieć dzieci to niech sobie inkarnują na tym padole łez, ja się więcej tu nie pakuję.

    Polubienie

  8. Gdy zaakceptowałam swoją nieidealność – ułomności charakteru, brak pewnych predyspozycji zawodowych, popełnione dotychczas błędy oraz ich konsekwencje wygląd, urodę, ciało – poczułam się w pewnym sensie idealna 🙂 Bo po prostu zadowolona z siebie i z tego, że jestem jaka jestem. I w końcu poznałam „idealnego partnera” bo gdy już zaakceptowałam siebie nie było problemem zaakceptować kogoś, kto także ma swoje ułomności. Ale dla mnie jest idealny bo jest własnie taki, jako jest 🙂

    Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s