Banki i tajna władza

Trwa dramatyczny kryzys wartości. To koniec znanego nam świata

systemNa naszych oczach nastąpił definitywny zgon świata, jaki znaliśmy jeszcze z naszego dzieciństwa. Mówię to z perspektywy osoby 31-letniej, a więc dziecka lat 90-tych XX wieku.

Żyjemy w świecie post-wartości. Kapitalizm i szereg innych podsystemów utrzymujących w ryzach świat, przestało istnieć. Najpierw osiągnęły stan niewydolności a potem umarły, zostawiając pustkę. Szczególnie znamienne jest to w świecie relacji międzyludzkich. Jednak dotyczy to każdej dziedziny życia. Nieprzystające do rzeczywistości i realiów XXI wieku są systemy ekonomiczne (kapitalizm, neoliberalizm), polityczne, społeczne, moralne, religijne, ideologiczne i każde inne.

Kapitalizm umarł ponieważ był oparty na nierealnych założeniach. Czyli założeniu, że zasoby są nieskończone, że wzrost i konsumpcję możemy stale nakręcać w górę, że ludzie i narody wytrzymają coraz większe ich drenowanie przez 0,01% elity. Obecnie zasoby naturalne są na wyczerpaniu, biosfera planety umiera, klimat został zaburzony w nieodwracalny sposób. Neoliberalny kapitalizm spowodował z jednej strony ogromne zubożenie społeczeństwa – w Polsce nawet 90%. Młodzi Polacy nie mają szans na mieszkanie, wakacje, założenie rodziny.

Z drugiej strony, wykreował on kastę nowoczesnej szlachty – lemingów – beneficjentów systemu. Oni chodzą na wybory i najsilniej dopominają się o utrzymanie przywilejów w mediach. Ich interesuje Trybunał Konstytucyjny, a o dzieciach nie mających co jeść wypowiadają się z pogardą i okrucieństwem, nazywając ich rodziców cebulakami. Wokół zaspokajania ich potrzeb wyrosła cała klasa polityczna, którą nazywam „lewicą starbucksową” czy też „lewicą kawiorową„.

Nie ma to zbyt wiele wspólnego z prawdziwymi ideami lewicy, które są obecnie tak samo niepopularne, jak skrajna prawica. Bo o homoseksualistach, gender i in vitro wręcz należy mówić podczas koffi-brejku w Starbucks, wśród podobnych sobie, vapujących brodaczy. Zaś o głodowych pensjach, budownictwie socjalnym, prawie pracy, socjalu – wręcz nie wolno, bo to śmiech i cebula. Te tematy zostały celowo ośmieszone przez kapitalistyczną elitę.

Co ciekawe, swoją rozprawę z lemingami i starbucksową lewicą mieliśmy w 2015 roku, i identyczne mechanizmy działały w tym roku w USA. Jota w jotę, co jest wręcz szokujące. Rodzi to szereg przemyśleń typu, czy w taki właśnie sposób mają ewoluować narody i ich świadomości zbiorowe? Opisałem to w felietonach poniżej:
Prezydentura Donalda Trumpa spowoduje wielkie zmiany na świecie
Polskie piekiełko, czyli paranoja polityczno-ideologiczna chłodnym okiem cynika

Pisał o tym też Raúl Ilarga Meijer w artykule „Dlaczego Trump?„, w tłumaczeniu blogera ex-ignorant. Wklejam skrót poniżej:

Cytuję: „Nadszedł koniec modelu, na którym bazowały nasze społeczeństwa. Dlatego pojawił się Trump. Nie ma wzrostu. Od lat. Pozostały nam jedynie puste, pulsujące liczby giełdy papierów wartościowych podpierane przez niesłychanie tani dług i wykup własnych akcji przez przedsiębiorstwa. Są jeszcze statystyki zatrudnienia ukrywające miliony osób spoza siły roboczej. Lecz przede wszystkim mamy zadłużenie, publiczne i prywatne, które nie jest w stanie utrzymać iluzji wzrostu.

Fałszywe dane mają tylko jeden cel: są spektaklem na użytek opinii publicznej, by sprawujący władzę mogli pozostać w swoich pluszowych fotelach. Jednak spuszczona przez nich kurtyna nie mogła wiecznie ukrywać Czarnoksiężnika z Oz. Teraz idzie w górę. Właśnie to oznacza popularność Trumpa, Brexitu, Le Pen i pozostałych. To koniec. Mechanizm napędowy naszej egzystencji utracił swój kierunek i energię.

Kres globalnego wzrostu gospodarczego spowoduje nieuchronnie upadek centralizacji i globalizacji. Zakończy również istnienie najpotężniejszych międzynarodowych instytucji – ONZ, Unii Europejskiej, NATO czy MFW. Podobnie będzie to śmierć niemal wszystkich tradycyjnych partii politycznych, które zarządzały krajami od dziesięcioleci i już dzisiaj mają rekordowo niskie poziomy poparcia. Nie jest to kwestia chęci i preferencji danej jednostki czy grupy ludzi – to kwestia „sił”, które są poza naszą kontrolą; które są potężniejsze niż nasze opinie, mimo że za ich uwolnienie może odpowiadać człowiek.

Liczne grono mniej lub bardziej błyskotliwych komentatorów łamie sobie głowy, skąd wziął się Trump, Brexit, Le Pen i wszystkie te „nowe” straszne zjawiska, ludzie i partie. Formułowane są chwiejne teorie tłumaczące, że to przez staruszków, biedaków, rasistów, bigotów i głupków, którzy nigdy wcześniej nie głosowali. Wygląda na to, że nikt tak naprawdę nie zna i nie rozumie przyczyny. Co jest dziwne, bo nietrudno ją pojąć. Powodem tego wszystkiego jest koniec wzrostu gospodarczego. A skoro przeminął wzrost, to samo spotka ekspansję i centralizację w niezliczonych jej formach.

Wygasł napęd ogólnoświatowy i paneuropejski. Dalsze trwanie zjednoczonej Ameryki wcale nie jest przesądzone. Tworzy się masowy ruch kilkudziesięciu osobnych krajów i społeczeństw, które zaczynają koncentrować się na sobie. Każdy z tych podmiotów ma poważne kłopoty. Rozeznanie się w całej sytuacji mocno utrudnia fakt, że nikt nie chce zauważyć powyższych trendów. A przecież gorzkie opowieści o biedzie napływają z miejsc pochodzenia Trumpa, Brexitu i Le Pen. Pozytywne wiadomości o wzroście produkowane taśmowo przez 24 godziny na dobę przez polityczno-ekonomiczno-medialną machinę tylko w pewnym stopniu tłumaczą brak autorefleksji i uznania realiów. Decyduje o nim głównie to, kim jesteśmy. Sądzimy, że zasługujemy na wieczny wzrost.

Marine Le Pen, Donald Trump i Nigel Farage mogą być przeciwni większej centralizacji, ale żadne z nich nie ma pojęcia o tym, że wzrost się skończył. Nie różnią się pod tym względem od Hillary, Hollande’a i Merkel. Dlaczego właśnie oni mają posłuch? W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji nie pozostał już nikt, kto występował onegdaj w imieniu „ubogich i uboższych”. Tymczasem liczba biednych rośnie w zawrotnym tempie. Po prostu ludzie ci nie mają do kogo się zwrócić. Donald Trump – piszę te słowa kilka godzin przed pierwszą prezydencką debatą – może przegrać wybory, lecz tak naprawdę nie ma to znaczenia. Jest jedynie figurantem w wydarzeniach, których nie kontroluje. Ma do odegrania rolę, której nie napisał. Jeżeli wygra, jego program, tak jak w przypadku reszty pretendentów, będzie zorientowany na większy wzrost – cel niedostępny.

Nowy paradygmat najpewniej doprowadzi do wojen i chaosu, bo nikt nie był skłonny nawet wspomnieć o możliwości zaniku wzrostu, a zatem każdy będzie szukał okazji, by wycisnąć wzrost z każdego dostępnego miejsca, od sąsiadów począwszy, a na najsłabszych państwach świata skończywszy. Powtórka z Imperium Rzymskiego, kiedy to centrum coraz mocniej dusiło peryferie, aż Barbarzyńcy i Wizygoci uznali, że więcej już nie zniosą. Oto znaczenie Donalda Trumpa i Brexitu. Nie zrozumiemy ich fenomenu, jeśli nie obierzemy szerszej perspektywy, nie przyjrzymy się historii, a przede wszystkim nie uznamy ewentualności, że w ekonomii wieczny wzrost faktycznie może być tym, czym jest dla fizyki: mrzonką.”

Źródło: https://www.theautomaticearth.com/2016/09/why-there-is-trump/
Tłumaczenie: exignorant (polecam jego stronę – jest tam mnóstwo tłumaczeń wartościowych artykułów, których nie ma nigdzie indziej w Polsce)
Źródło polskie: https://exignorant.wordpress.com/2016/11/11/dlaczego-trump/

Jak już pisałem, szczególnie dramatyczne jest to w przypadku naszych systemów relacji. W kontaktach damsko-męskich obecny był system który ja nazwałem MPP (od: monogamia, purytanizm, patriarchat). Ten system był kaleki i niewydolny już wieki temu. Przede wszystkim zupełnie nie odpowiada on prawdziwej ludzkiej naturze. Jest to twór syntetyczny, wygenerowany po to, by społeczeństwa i narody funkcjonowały jak bezlitosne maszyny, jak armie, nastawione na budowanie potęgi elit. System ten stworzono po to, by trzymać ludzi w ryzach.

Wiadomo, dzieci muszą się rodzić w rodzinach, muszą być uczone patriotyzmu, ślepego posłuszeństwa, nie wychylania się. Tego oczekuje każda elita. Elita nie chce spokojnego i radosnego społeczeństwa rozwijających się, uduchowionych indywidualistów. Elita chce karnego i zdyscyplinowanego społeczeństwa-armii, nieszczęśliwego, ubogiego i ślepo podporządkowanego. Temu służy ów system MPP, instytucja rodziny, tradycyjne wartości. I temu służy m.in. kapitalizm neoliberalny.

I tutaj bardzo współczuję tym, którzy resztkami sił zdecydowali, by spełniać się w tym systemie. Mam masę znajomych wśród ludzi świadomych. Często powtarzają, wraz ze mną, jeden motyw. Otóż nie chcemy się poświęcać dla systemu, nie chcemy brać ślubów, płodzić dzieci, zakładać rodzin. Nie widzimy w tym sensu. My jakoś tam sobie przetrwamy. Ale współczuję tym którzy zdecydowali się w ten system wejść. W związku z tym, że stary świat umarł – dostaną oni potrójnie po dupie od życia.

Bo z jednej strony ekonomia i paniczny lęk czy wystarczy do pierwszego. Odmawianie sobie dosłownie wszystkiego, bo trzeba jeść dać dziecku. Z drugiej strony, moje pokolenie jest pierwszym pokoleniem w Polsce, które chce coś więcej od życia, niż przewijania pieluch. Tak, to jest hedonizm, I TO JAK NAJBARDZIEJ JEST OKEJ. To Ty, człowieku, zasługujesz na wszystko co najlepsze od świata. Nie musisz być baterią systemu, chyba że bardzo chcesz. Z trzeciej strony, system MPP jest zdezaktualizowany. Kobiety i mężczyźni „działają” już wg innych zasad, których to zasad ludzie jeszcze nie znają i nie rozumieją.

Potrzebujemy zdefiniować wiele rzeczy i wartości na nowo, tym razem w bardziej ludzki i zgodny z prawdą sposób. Poprzednie systemy, od ekonomii, po politykę, religię i systemy relacji, cechowała jedna wspólna rzecz – a mianowicie UKRYWANIE. Ukrywano to, jaki naprawdę jest świat, jaka naprawdę jest natura ludzka. I przedstawiano nam te systemu-widma (dziś już systemy-zombie) by tę prawdę przed nami ukryć. Jest więc dużo dobrego w tym z pozoru dramatycznym, globalnym upadku wartości.

Możemy stworzyć coś nowego, wartościowego. Choćby dla siebie. Choćby dla naszych nielicznych społeczności. Mamy szansę by być poza systemem, jednocześnie czerpiąc z niego i pokojowo z nim współegzystując. Niech system zasilają inni. Niech dzieci płodzą inni. Niech do kościoła chodzą inni. My nie musimy tego robić. Weźmiemy od systemu dokładnie to, czego chcemy, i co jesteśmy w stanie unieść – finansowo czy emocjonalnie. W końcu zasługujemy na wszystko to, co najlepsze od świata. To nasz rozwój, pomyślność i przyjemność się liczy. Teraz kurwa my! 🙂

Poniżej – zapraszam na krótki, acz smutny, anonimowy wywód mojego rówieśnika – 30-latka. O tym, jak system mieli przez swoje bezlitosne „mielidła” i niszczy kolejne już pokolenie.

Cytuję: „Mi osobiście wydawało się, że już zawsze będę na wznoszącej krzywej. Ale ostatni rok, może dwa, bardzo pokazały mi jak się myliłem. Dużo myślałem wtedy o swoim życiu, znalazłem parę braków i zacząłem intensywnie pracować nad sobą i swoim życiem, żeby je poprawić.

(…)

I właściwie było mi tak zajebiście, że zapomniałem o całym świecie.. Ale niestety, musiałem do niego wrócić, i to co zobaczyłem mnie przeraziło..

Moi najbliżsi przyjaciele całkowicie rozjebali swoje życia, mniej lub bardziej ze swojej winy. Jako rezultat ich życia śmierdzą, i lepiej się trzymać z daleka. Jeden nie żyje, drugi tuła się na zmianę po psychiatrykach i odwykach. Trzeci spędza większość czasu w pracy (stawka godzinowa, wiec na 2 etaty, do tego ma śmiertelnie chorą żonę i zdrowe małe dziecko).

Część stała się zbyt biedna, żeby mieszkać w Wawie, więc wróciła na prowincje i dzielą czas między piwo i TV. Ci, którym jakoś się udało przeżyć, są już zupełnie innymi ludźmi. Narzekają, depresje, wieczne kłótnie w związkach, zamknięcie się w 4 ścianach, nagminne leżenie przed TV. Zero sportu, zero inteligentnej rozrywki, zero podróżowania, zero pracy nad sobą, mało tego.. Obecnie debilizm, ignorancja, lenistwo i brak wiedzy to powód do dumy:
-hahaha wiesz, sportem to ja się brzydzę;
-hahaha, nie mam pojęcia kto to Kopernik, za stary jestem, a szkołę już skończyłem;
-hahaha, wycieczka? A po co? Piwa mogę się napić przed TV;
-hahaha, rozwój, języki? Po co? Ja już mam robotę, więcej mi nie potrzeba.

Niestety to się tyczy większości ludzi wokół mnie. Nie mam z kim gadać o sporcie, wycieczkach, podróżach, polityce, ekonomii, o robieniu biznesów. Bo zdecydowana większość nawet nie rozumie o czym ja mówię. Słowo ambicja znikło. Zostało zastąpione przez kopiowanie jednego dnia na drugi, głównie zaspokajając tylko podstawowe potrzeby. Dodatkowo te kobiety, które mają dzieci, zostały umysłowymi amebami.. Nigdy inteligentne nie były, ale teraz są po prostu tępe.

Co mam robić, żeby nie oszaleć? Jeszcze nie umieram. Chciałbym coś ciekawego na tym świecie porobić, spędzić trochę czasu z ciekawymi ludźmi. Czasami umawiam się na coś przez net, ale to trochę lipa. Ciężko mi zaakceptować fakt, że nagle większość wolnego czasu mam spędzać z obcymi mi ludźmi, bo ze swoimi już nie mam o czym gadać, ani co robić.

Jak żyć?

Kiedyś byłem szczęśliwszy, bo bylem otoczony ambitnymi i wesołymi ludźmi. Niektórzy byli inteligentni nawet. Otwarci, sami namawiali na wyjścia czy okazje. Obecnie z większości wyrosły typowe polaczki.. Nie mam z nimi za wiele wspólnego.”
~Autor anonimowy

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Reklamy

24 odpowiedzi »

  1. Trwa. Wśród zwykłych, szarych ludzi.

    Świat jeszcze nigdy nie był tak otwarty, szybko i łatwo dostępny; samolot zawiezie cię gdzie tylko chcesz, a luxusowe kurorty zapewnią ci wypoczynek na najwyższym poziomie.

    Dla tej części z nas, których na wszystko stać; nowy samochód co roku, nowy telefon co pół roku, nowe umeblowanie mieszkania tak szybko jak znudzi ci się stare, praca na dystans, pieniądze na koncie egzystencja nie jest ŻADNYM kłopotem. Mało tego! Martwimy się jedynie o to, że życie w luxusie trwa tak krótko. Góra 100 lat i do ziemi. To jedyny problem!

    To, że inni nie widzą sensu nie ma dla nas ŻADNEGO znaczenia. Nie da się uszczęśliwić wszystkich. Może przyszła reinkarnacja da im większe szczęście?

    Punkt widzenia ZAWSZE zależy od punktu siedzenia. Co robisz. Gdzie mieszkasz. Na co wydajesz swoje pieniądze. NIE WSZYSCY MYŚLĄ TAK SAMO JAK TY.

    Ja należę do tej grupy ludzi, którym choć żyje się lekko nie zapominam o tym, że większość osób w swym życiu łatwo nie ma. Tylko co mogę zrobić by ułatwić im życie? Zadowolić wszystkich się nie da. Umilanie życia na siłę zawsze kończy się źle.

    Wygląda na to, że ZWYCZAJNIE część z nas rodzi się po to by cierpieć. Świat działa tak od zawsze. Jest nas za dużo. Tym, którym się nie powiodło dajemy narkotyki i alkohol by wykończyli się jak najprędzej. Nie ma sensu robić wojny bo kto będzie na nas pracować? Jeśli się zbuntują to spałujemy ich, albo damy im jakiś ochłap by na jakiś czas się uspokoili. Czasami zmienimy im system polityczny. Ta część, która jest sprytna dołączy do nas. Reszta niech zdycha…

    I TAK TO STETY/NIESTETY WYGLĄDA.

    • Fakafones to smutne ale prawdziwe co napisałeś.Żadne elity nigdy nie martwiły się o losy szarych ludzi bo i dlaczego miałyby się martwić skoro to nie ich problem.Jedynie łatwiej umierać będąc nędzarzem.Tak więc rozwiązanie leży w rękach zwykłych,szarych ludzi.
      Bogacze są na zupełnie innym szczeblu duchowym i zostawmy ich samym sobie bo to zupełnie inny od naszego świat(tzn.przynajmniej od mojego;))To nie tak,że oni są gorsi tylko po prostu mają inną świadomość.
      Dziś zszokowała mnie dziewczyna.Ładna,zgrabna czarnulka,wiek tak 28-31 lat,weterynarz.Rozmawiamy i ona mówi,że zmęczyła się pracą w schronisku dla zwierząt i złożyła stosowne papiery by otworzyć….rzeźnię.Ja rozumiem,że rzeźnie były i są ale ten obraz ładnej kobiety nijak mi nie współgrał z taką działalnością.Nigdy nie wiemy,co tak naprawdę ludziom chodzi po głowie.Wiem,że to nie na temat ale jeszcze nie mogę wyjść ze zdumienia.

      • …są ludzie, dla których PIENIĄDZ jest jedynym wiemiernikiem szczęścia. Zrobią dla pieniędzy WSZYSTKO. To moim zdaniem najgorszy sort człowieka, ale paradoksalnie to oni wszystko napędzają. Zło rządzi światem i będzie tak tak długo jak długo nie znajdziemy alternatywy dla pieniędzy… tylko znów, człowiek rozwija się przez konkurencję z innymi więc musielibyśmy dodatkowo zmienić w nas GEN niezdrowego współzadowodnictwa – ale czy wtedy świat nie stanie w miejscu?

        Tego nie wie nikt.

  2. Ze swojej strony polecam książkę pt „Futu.re” – Dmitryego Glukhovskyego. Czarna wizja naszego świata gdzie nie było żadnego światowego kolapsu. Ludzkość opracowuje lek na nieśmiertelność. W samej tylko europie (zjednoczone stany europy) mieszkają miliardy ludzi, istnieje kontrola urodzeń itp itd. Niepozorna książka a daje do myślenia.

    • KGB???
      Każde Guru Biadoli – kiedy mu się zwolennicy zmniejszają.
      Nie szukajmy siebie tam, gdzie powierzchowność udaje pełnię życia, ale tam, gdzie serca mają ten sam rytm.
      Jeśli są zakątki na świecie, gdzie nasi Dziadowie biesiadowali przy stole z innymi, to ci inni są naszymi bliskimi.

      Bruksela? To gniazdo wykluwające antyludzkie wartości dla zatracenia społeczeństw z tożsamością i siłą jednoczącą.

      Cieszy mnie fakt, że coraz więcej ludzi przegląda na oczy. Widzę to w moim środowisku.

  3. No wiesz co Magu, a fuj żeby posądzać towarzystwo Jarkowej kafejki o pijaństwo, Krysia dziś nie kosi, więc piwka z cynamonem nie będzie, ja już wiśnióweczkę dla spokojności wypiłam po przeczytaniu wiadomości ze świata, pewnie tak koło 24-tej towarzycho zbierze się przed kompami, nie zasypiaj, może co nowego przytaszczą do Jarkowej kafejki. 😀

  4. Ależ oczywiście, Aniu i Magu, że powiem wam zupełnie coś nowego.
    Jak wiejskim babom, spragnionym sensacji.
    Życie ze swoim pięknem jest największym cudem i to danym człowiekowi do ogarnięcia.

    Cieszę się, że to w pełni jarzycie, kochani.

  5. Od pewnego czasu uważam, że większym gównem jest radio, czasem gdy domownik puści radio a ja wyrwę się rano ze swoich myśli kiedy robię jedzenie i posłucham o czym tam gadają to zwykle się to kończy „co ten koleś kurwa pierdoli?” Pojawia się jakiś gościu, który uważa się za artystę i zachwala jaki to stres jest wspaniały dla ludzi, jak go motywuje i daje natchnienie, jakie to jest cool. Taki gniew we mnie momentalnie narasta, że mówię sobie co za kutas wmawia ludziom, że stres jest fajny, a może chce spróbować super ekscytującego stresu od lęku przetrwania, kiedy ma na głowie zjebanego psychopatę szefa, który ma fetysz straszenia swoich podwładnych wizją nagłej utraty pracy? Dodajmy do tego jeszcze rodzinę na utrzymaniu jako wzmacniacz stresu.
    Inny przykład, koleś mi stawia celebrytów jako niedoścignione wzorce i autorytety, że są potrzebni, że musimy mieć jakieś wzorce do ścigania, naśladowania, i oczywiście znowu jakaś otoczka jakie to jest cool.
    Kiedy czasem zajrzę do telewizora to widzę tam tylko robotyczną paplaninę, która ma za zadanie ładować mi do mózgu sposób postrzegania rzeczywistości, ale w radiu, w radiu to ja czuję, że podmieniają to co dla człowieka negatywne i szkodliwe na pozytyw.

  6. https://www.youtube.com/watch?v=gjGdGSPaGDY

    „Posthuman Decadence” to materiał, który w sieci funkcjonuje już od 2010 roku jednak na płycie został wydany dopiero w 2013 przez polską wytwórnię Bunkier Productions. Samo Art Of Empathy pochodzi z Belgii i jest jednoosobowym projektem Jefa Janssena. Jak wyciągnąłem tę pozycję z pudła do recenzji od razu pomyślałem sobie: to jest ambient i trwa 65 minut. Wkładam płytę do odtwarzacza i licznik wskazuje 64:48, w środku zaś neoklasyczny ambient. Tak więc okładka zdradza wiele, a muszę dodać, że jest to powiększony format A5 co wywołuje dodatkowe wrażenie.

    Mówię o wrażeniu, bo ja lubię takie okładki. Tajemnicze i złowrogie. Od razu wiadomo, że muzyka nie może być sielankowa. Ta postać uosabia jakiś ból, jakąś tragiczną beznadziejność. Mi to się od razu kojarzy ze Związkiem Radzieckim, rokiem 1943 i temperaturą -40, choć to wcale nie musi być właściwa interpretacja. Na powiększonym opakowaniu jest mało informacji i nie ma książeczki z tekstami.

    Sama muzyka jednak świetnie pasuje do mroźnego półmroku. Przez cały czas jest bardzo spokojna, ale wcale nie znaczy to, że łagodna. Jest w niej coś niepokojącego, coś co powoduje stan melancholicznej tęsknoty. Dźwięki są smutne i wręcz takie katastroficzne, zbudowane na bazie delikatnej gitary akustycznej i syntezatorów. Istotną rolę pełnią tu pianinowe zagrywki i przede wszystkim szeptany wokal. Ten mroczny i głęboki, monumentalny wokal przez cały czas pozostaje taki sam, choć pod wpływem aktualnego stanu napięcia potężnieje bądź się wycisza. Oprócz tego są inne głosy, monologi po angielsku, niemiecku, włosku i francusku. Jest też stonowana perkusja, odzywa się dzwon, kraczą ptaki, w oddali coś krzyczą dzieci. W miarę słuchania albumu ukazują się kolejne scenki rodzajowe.

    Można się wkręcić w ten lodowaty świat i wręcz popaść w takie odrętwienie, które powoduje, że te 65 minut zlatuje niewiadomo kiedy. Nastrój pozostaje cały czas ten sam, choć po kilku razach poszczególne utwory zaczynają się znajomo układać i trzeba przyznać, że w tej monotonii jest metoda i nie leci cały czas to samo. Najbardziej charakterystyczny i wyrazisty jest drugi „Good Morning Sick World”, który chyba najbardziej przypomina piosenkę i ma całkiem śpiewny refren, ale takich łatwo rozpoznawalnych utworów jest jeszcze kilka.

    Jest coś w tej muzyce co potrafi przyciągnąć uwagę i przytrzymać ją przez długi przecież czas trwania płyty. Słuchając jej ani razu się nie znudziłem i nie wyczekiwałem kiedy będzie koniec. Płynie to tak kojąco i nostalgicznie, że mogłoby trwać w nieskończoność. Odprężające, dobre do wyciszenia, uspokojenia i odpoczynku.”

  7. „Naszkicowany tu stan umysłów (a także ducha i woli), postrzegany jako zjawisko destruktywne z psycho- i socjotechnicznego punktu widzenia, ma również wartość dodatnią. Składa się na nią kilka czynników. Pierwszy z nich to przywrócenie równowagi w obrębie samowiedzy – indywidualnej i zbiorowej, które uległy były urokom rozmaitych sloganów. Pesymizm w tym wymiarze oznacza sprowadzenie jej na ziemię. Po wtóre – rehabilituje on najbardziej fundamentalne kategorie ludzkiej egzystencji, takie jak: samotność, ból, cierpienie, starość, a nawet śmierć – w czasach spokoju spychane do: przytułków dla dzieci, „domów pogodnej jesieni”, agend „pomocy społecznej”, szpitali, „zakładów zamkniętych” itp. W tym aspekcie pesymizm odbudowuje egzystencjalną i społeczną wrażliwość człowieka, poszerzając jej zakres o problemy niedostrzegane na co dzień. Trzeci – najważniejszy wymiar światopoglądu pesymistycznego, będący naturalną konsekwencją dwu pozostałych, upatrywałbym w jego realistycznej orientacji. Zwięźle ujął to Zdziechowski, który pisał: „Pesymizm, jako wyraz obserwacji życia, nie ulegającej żadnym złudzeniom, jest realizmem”.

    Jan Skoczyński — Wartość pesymizmu, 1994

    ……

    „Dla śmiertelnego człowieka nieszczęście jest w pewnym sensie szczęściem. Jak zniósłby śmierć, gdyby życie nie było nie do zniesienia?”

    Friedrich Hebbel — Dzienniki, XIX w.

  8. Tak to zdjęcie tego lasu w promieniach słońca zdecydowanie najleprze zwłaszcza teraz przy tej jesieni. Nie zmieniaj go ono jest takie pozytywnie enrgetyczne.

  9. „Łatwiej jest być posłusznym, niż myśleć!
    Istnieje rodzaj złośliwej „mądrości”, inteligencja, którą człowiek wykorzystuje przeciwko człowiekowi, aby nad nim dominować i wykorzystywać. Trudniej jest myśleć, niż być posłusznym. Posłuszeństwo dziecka jest dla niego ochroną i poddaniem się korzystnemu przewodnictwu. Ale stałe utrzymywanie go pod kontrolą doprowadzi je do coraz większego uzależnienia. Wieczne posłuszeństwo jest niebezpieczne i niehumanitarne. Sprawia, że ludzie stają się bezradni, stają się swoją karykaturą stworzoną na podstawie oryginalnego scenariusza. Wiecznie posłuszny jest głupim poddanym, który zawsze prosi o uprawnienia i pozwolenia; jest człowiekiem infantylnym, niezwykle wygodnym dla supremacji i dla potrzeb utrzymania władzy przez swego przełożonego. Tymczasem uczciwy zwierzchnik powinien odczuwać szczery wstyd, jeżeli nie uczy swych poddanych odpowiedzialności względem samych siebie, bez potrzeby kontroli ze strony strażników lub policjantów. Uczciwy ojciec nigdy nie zapragnie, by jego syn był wiecznie uzależniony od jego „boskiego” autorytetu, od jego przyzwolenia, jego poglądów. Będzie natomiast szczęśliwy, jeśli jego syn stanie się jednostką autonomiczną, niezależną, zdolną do samodzielnego, dojrzałego istnienia, jednostką dojrzałą i wykorzystującą swòj własny potencjał, a nie potencjał ojca – właściciela. Odmawiajmy zaufania tym wszystkim osobom, instytucjom, jakimkolwiek systemom religijnym i politycznym, ktòre nie uczą nas samodzielnego myślenia i niezależności w działaniu.

    Jeśli nie używasz mózgu w sposób indywidualny,
    prędzej czy później zostanie on użyty przez kogoś innego i staniesz się bezosobowy, będziesz śrubą w systemie.”

  10. Witam wszystkich. Ludzie, szukam pomocy u Was. Jak sobie poradzić z uzależnieniem od porno? Macie jakieś techniki na uzależnienia? To wpływa na wszystkie moje czynniki życiowe. Przez to nie umiem rozmawiać z ludźmi i zachowuję się jak pajac, mimo że to staram się kontrolować. Wszelkie próby zmiany czegokolwiek kończą się fiaskiem. Przeczytałem kiedyś teorię Osho, że to przez niewykorzystaną energię życiową i muszę dać jej upust, a najłatwiej to zrobić przez ejakulację. Ale jak to wytłumaczyć, jeśli przykładowo jestem zaganiany cały dzień, chcę sobie wieczorem odpocząć,bo nie mam siły, a tam nagle chcica obejrzenia pornosa. A swoją drogą sam on przyznał, że uprawiał tyle seksu, aż przybyło mu kilkaset lat (mentalnie oczywiście). Nie mówię, że porno jest złe ani tym bardziej seks. Nie chcę po prostu być od tego zależny. Erikanecker napisał kiedyś o sposobie Lutosławskiego, dzięki czemu jestem jemu BARDZO wdzięczny. Ale z tego co widzę po jego postach – nie wpłynęło to jakoś na poprawę nastroju oraz twórczość. Bardzo Was proszę o pomoc! Czuję, że życie przecieka mi przez palce. Próbowałem się socjalizować na siłę z ludźmi, ale to mnie męczy. Czuję, że nie jestem sobą. Jakieś suple, coś innego. Konkretnie, aby wymazać to jakoś z pamięci i traktować to jak inne używki.

    Pozdrawiam.

    • Proponuję skontaktować się z panią Anną Mikulską specjalistką od uzdrawiania ciała i duszy. Tel. 501 546 953. Ciężko się do niej dodzwonić, bo ma bardzo dużo zgłoszeń o pomoc, ale można wysłać smsa z opisem problemu i za jakiś czas powinna się skontaktować. Pomogła wielu ludziom.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.