Jeśli żyjesz radośnie i pogodnie w dniu powszednim, jesteś oświecony. O nic innego nie chodzi

przebudzenieWklejam dziś trzy inspirujące cytaty, jeden optymistyczny i ukazujący drogę, a dwa nieco pesymistyczne, ale dające do myślenia.

Przede wszystkim zaobserwuj jaka jest ludzka natura. Ludzie tacy jak my mogą się dogadać między sobą już za pierwszym razem. Inaczej jest w przypadku większości ludzi. Mówisz takiej osobie by czegoś nie robiła – a ona na drugi dzień czy tydzień robi dokładnie to samo. Musisz wtedy powiedzieć swoją rację dużo bardziej stanowczo. Za kolejnym razem musisz wręcz krzyknąć. To się nazywa asertywnością.

Wg psychologii asertywność jest czymś bardzo cennym, pożądanym. Wg mnie często jest wręcz przeciwnie. Czym jest ta asertywność? To przygotowanie do życia na planecie małp. Nosz kurwa mać, czemu mam tak postępować wobec tych innych? Czemu nie możemy dogadać się jak ludzie – za pierwszym razem, z empatią i poszanowaniem obu stron? Asertywność i przymus jej stosowania więc tak często jest świadectwem straszliwego upadku i degeneracji rodzaju ludzkiego.

Ci ludzie są jak małe, dwuletnie dziecko. Głupiutcy i nic nie wiedzący o świecie. Ale już umieją chodzić, broić, i mogą wyrządzić spore szkody i krzywdy. Powiesz po dobroci – nie działa. Krzykniesz – nie działa. Czasami tylko groźba kary, np nie oglądania bajek, może podziałać. Wychowanie dwuletniego dziecka polega w skrócie na ratowaniu go przed niechybnym zgonem, np w wyniku upadku czy elektryczności, i to kilkadziesiąt razy każdej doby. To są słowa jednego z rodziców. I są to jedne z tych słów – kamieni milowych – które będę pamiętał do końca mych dni. Ludzkość tak samo, jako wspólnota, jest na poziomie takiego dwuletniego dziecka.

Mądra elita musi zdawać sobie z tego sprawę i nie może dopuścić do tego, by politycy wybierani przez ziemskie dusze dziecięce, puścili planetę z dymem. Wyobraź sobie sytuację. Niemcy chcą od Polski Gdańsk, Szczecin i Śląsk. Polska chce od Niemiec Saksonię, powołując się na naród Serbołużyczan. No i żąda od Ukrainy oddania Kresów. Zaś Ukraina powołując się na zaszłości sprzed 1000 lat, chce od Polski Rzeszowa, Lublina, Krakowa i Białegostoku. Bo tak kreślą oni swoje mapy. I wyobraź sobie, że każdy z tych trzech krajów ma ustrój faszystowski, swojego konserwatywnego fuhrera z wielkim ego, program nuklearny i miliony zmobilizowanych żołnierzy. Nasza planeta w ciągu mniej niż miesiąca stałaby się nuklearnym pustkowiem. Narzekamy na mechanizmy systemowe, ale jakże często to one trzymają w ryzach tę planetę małp, i to one ratują nas od niewyobrażalnej anarchii i rzezi. I.. to one umożliwiają nam np medytację, rozwój, uduchowienie. I sprawiają, że nie musimy latać z karabinem i nie umieramy od byle infekcji czy wyrostka w wieku 25 lat.

To samo dotyczy związków. Zasady szczęśliwego związku są dość proste. No i jednocześnie są też… bardzo trudne. Te kilka zasad – by wyjść poza system (społeczeństwo, rodzina) i poza patriarchat (konserwatyzm, zaborczość, chęć posiadania drugiej osoby na własność, chęć zmieniania jej). No jest to bardzo proste, ale dla tych zagubionych w świecie istotek, jest to bardzo trudne. Nie ułatwia tego zadania psychologia, która interesuje się tylko powierzchownością – czyli objawami choroby, a nie jej przyczyną.

Wiele razy porównywałem rzeczywistość do.. cebuli, naszego warzywa narodowego. I do jej wielu warstw. Na wierzchu – skórka nie nadająca się do niczego. Czyli: polityka, religie, tematy zastępcze, oklepane frazesy, psychologia memowa, i głupio-mądre „mundrości” społeczeństwa. Głębiej są już warstwy zielone i białe, czyli objawy choroby, jaka toczy rodzaj ludzki od zarania dziejów. Tym się zajmuje np psychologia, coaching, new age. Jednak nie wyleczysz objawów bez wyleczenia przyczyny. Jeszcze głębiej i głębiej są warstwy które stanowią rdzeń, fundament, przyczynę, i w końcu – praprzyczynę obecnej sytuacji na Ziemi.

Analizując wszystkie systemy (ekonomiczne, moralne, społeczne, polityczne, ideologiczne, religijne, filozoficzne i inne) prawie zawsze znajdziesz te kilkanaście zasad głównych, wspólnych. Czyli właśnie ów rdzeń. Zawsze powtarzam, byście analizowali ich cechy wspólne. Podam jeden z wielu przykładów. Cechą wspólną kapitalizmu, patriarchatu i purytanizmu, zdawałoby się trzech odrębnych płaszczyzn – jest na przykład drapieżna, ludzka natura i wynikająca z niej nieświadomość.

Zaobserwowałem, że są dwa rodzaje ludzi na świecie. Ludzie „łagodni” jak i ludzie „ostrzy„. Ostrych jest większość. Nie wiem od czego to zależy. Geny? Wychowanie? System? Traumy? A może od tego że są trzy rodzaje dusz – świadomie dobre, nieświadome (większość) i… świadomie złe? Nigdy nie przyjmujcie za dobrą monetę powiedzonka wziętego z new age, że każdy człowiek rodzi się dobry. Dusze złe do szpiku kości – tzw dementorzy, odporni na prawo karmy i na wszystkie inne mechanizmy, istnieją. Przemierzają one najdalsze możliwe zakątki wszystkich istniejących wszechświatów od być może bilionów lat. Wcielają się na takie trudne planety jak ta, i niszczą.

Ich celem jest maksymalizacja chaosu i zniszczenia tak jak celem wielu z nas jest wzniesienie. Spotkałem dwie lub trzy takie osoby. Były one w pełni świadome swojej „misji” i mówiły o tym otwarcie, bez ogródek. Podejrzewam że byli jej świadomi od bardzo, bardzo wczesnego dzieciństwa, choć nikomu wtedy nie mówili, bo wiedzieli że nie mogą. Unikali mnie, choć przebywałem w tej samej przestrzeni co oni. Ile setek, tysięcy, milionów takich ludzi – dementorów – jest wśród nas? Ile z nich gra role naszych znajomych, bliskich, rodziny, tak naprawdę niszcząc nas i depcząc?

Zauważyłem, że większość ludzi narzeka na swoje życie rodzinne. Jak nie na bestialskich rodziców, to na dzieci które zaczynają się oddalać i nienawidzić. Ile z tych relacji zostało „obsadzonych” przez system dementorami? Jakże często jest bowiem schemat – dziewczyna ma te 25 lat, zarabia te grosze u prywaciarza. Nie ma mieszkania, ani pieniędzy na wynajem. I jej rodzice z uporem maniaka to wykorzystują – by narzucać swoje chore, konserwatywne zasady, by zabraniać wyjść, spotkań, by wręcz żądać: „kiedy się ustatkujesz i zrobisz nam wnuki?”. Rodzina stanowi prawie że fundament, rdzeń tego, co nazywamy systemem. Wg mnie jest to najgorsze, co mogło ludzkość spotkać. Ale znowu: jest to mechanizm konieczny by cywilizacja trwała, by nie było jakiejś trudnej do wyobrażenia anarchii, byśmy to minimum minimum mieli jednak zapewnione.

Jeden z cytatów mówi o oświeceniu. Jest to sprawa najprostsza z możliwych i jednocześnie najtrudniejsza. Cała rzecz polega na tym, by nie robić tego, co nie trzeba, a co ludzie robią z taką pasją i zawzięciem. Wcale nie chodzi tylko o te wszystkie systemowe, społeczno-rodzinno-karierowe rzeczy. Bo to jeden z pierwszych kroków. Nie należy nadawać zbyt dużego znaczenia rozmaitym życiowym sprawom, rzeczom. Nawet swojemu partnerowi. Nie powinniśmy kontrolować – należy po prostu zwolnić uchwyt kontroli umysłu, wyluzować. I chyba najważniejsze – nie walczyć z systemem, nie buntować się przeciwko światu. Wszystko ma na nim ponoć swoje miejsce i zmian można dokonywać z umiarem, gdy świat / człowiek nie stawia oporu. Jesteśmy dziećmi tego świata, żyjemy, doświadczamy, radujemy i uczymy się dzięki niemu.

A teraz dam Wam coś pod rozwagę – jedna z wielu teorii..

Czy brał ktoś z Was pod uwagę opcję, że niedługo będzie powtórka z Atlantydy (zagłada cywilizacji i biosfery)? Że my umrzemy, tak jak 99,999999% ludzkości? I że większość z nas będzie gotowa by przejść do lepszego świata, planety? Niczym przez to okno na końcu, jak w filmie The Cube? Które to okno otwiera się raz na kilka tysięcy lat, a potem następuje coś w rodzaju Atlantydy? Czy braliście pod uwagę to, że nie będzie żadnej globalnej świadomości i że to, co napisałem, to jedyna droga i jedyny sens tego całego oświecenia?

To tylko teoria, niemożliwa do udowodnienia. Nie wiem jaka jest prawda i prawdopodobnie się nie dowiem. Proponuję jednak wyluzować, przestać tak interesować się tym światem. Przestać chcieć go zmieniać, może nawet trochę odpieprzyć się od tego świata. Weź od świata, od tego systemu to, co chcesz i to, co jesteś w stanie unieść (np finansowo, psychicznie). Nigdy nie bierz tego, co nakazuje Ci ktoś inny – to droga do życiowej tragedii i przedwczesnej śmierci. Podziękuj za to, co masz, a masz wbrew pozorom wiele.

Ja też mam wiele, i też często tego nie doceniałem. Obejrzyjcie film „Dzień Świra” – klasykę polskiego, czarnego humoru. Ludzie w moim wieku (25, 30, 35 lat) często oglądają ten film z goryczą i ze łzami w oczach. Jeszcze w wieku tych 20 lat mieli plany, pomysły, wigor, optymizm. Wtedy oglądali ten film śmiejąc się z tych głupich „poważniaków„. Teraz gdy go oglądają – płaczą, bo ten filmowy, surrealistyczny koszmar stał się udziałem ich życia.

Wyniszczeni tysiącem obowiązków, kredytami, dwoma etatami, szarością i burością dnia codziennego, podświadomie wiedzą że nic fajnego, cudownego, ekstatycznego ich już nie zaskoczy. Podświadomie wiedzą, że teraz tylko czekać na.. śmierć. Ja pomimo tego, że mam chorobę Hashimoto i depresję której nie wiem czym leczyć – to daleko mi do scenariusza z Dnia Świra. Oglądam ten film z ogromnym współczuciem dla tych ludzi. I z jeszcze większą ulgą i radością, że świat mi tego oszczędził. Kocham Matkę Ziemię za to, że mnie przed tym uratowała. Świat troszczy się wbrew pozorom o wszystkie swoje dzieci, te dobre i złe, choć często tego zupełnie nie widać.

Poniżej zapraszam na te cytaty:

Cytuję: „Gdy Bodhidharma został oświecony, nie mógł przez siedem dni powstrzymać się od śmiechu. Kiedy zadawano mu pytania, odpowiadał tylko” “Śmieję się, bo to wszystko jest takie śmieszne. Cały trud jaki sobie zadałem jest kompletnie absurdalny. Śmieję się sam z siebie, śmieję się z całego świata, ponieważ ludzie starają się dokonać czegoś, co w ogóle nie jest konieczne. Ludzie zadają sobie wielki trud, a im bardziej się wysilają, tym to wszystko jest trudniejsze. Akurat ich wysiłki stanowią tutaj przeszkodę.” W jaki sposób chcecie rozstrzygać, kto jest oświecony, a kto nie? Świat roi się od takich idiotów. Z uporem maniaka popisują się swoimi uprzedzeniami, swoimi przesądami. Jedna rzecz jest absolutnie pewna: żaden sado-masochista nie ma szans na oświecenie. Kto zadręcza siebie samego i innych; kto się tym delektuje, ten nie może być oświecony. Oświecenie jest stanem pełnym radości, stanem niczym nie zmąconej pogody ducha. Oświecenie może być dostojne, ale nie może być poważne. Jest samą radością!

Jeśli słyszałeś o człowieku poważnym i smutnym, który został oświecony, to albo nie był w rzeczywistości taki poważny i smutny, albo się przesłyszałeś. Ludzie poważni i smutni stają się papieżami, matkami Teresami, mahatmami Gandhimi, rabinami, kapłanami. Kościoły, synagogi, świątynie, meczety – wszystko to jest pełne takich właśnie poważnych i smutnych ludzi. Czasami gromadzą się oni wokół jakiegoś oświeconego człowieka i zaczynają wszystko psuć, co ten dokonał. Zaczynają tworzyć martwą tradycję – a tradycja musi być przecież poważna. Człowiek oświecony jest zawsze pogodny, radosny, ale żadna tradycja, żadna konwencja nie może być właśnie taka. Cała natura tradycji jest do cna polityczna. Tradycja jest po to, żeby panować; jest po to, żeby tłamsić jednostkę; jest po to, żeby jednostkę wyzyskiwać. A przecież nie da się z uśmiechem na twarzy wyzyskiwać człowieka, żartując i figlując. Nie, trzeba być przy tym śmiertelnie poważnym. Trzeba uczynić ludzi smutnymi, trzeba ich zastraszyć, trzeba zastraszyć ich samym życiem, trzeba ich dusze wprawić w drżenie. Wówczas sami wpadną w zastawione sidła. I tak właśnie ludzie stają się bezwolnymi obiektami całkowicie podatnymi na manipulację.

Gdyby Bóg rzeczywiście chciał, żebyście stali na głowach, to już dawno by się o to postarał. Aby zostać oświeconym, trzeba lekkości kwiecia, lekkości piórka, trzeba wielokolorowości tęczy, radości ptaków o poranku, wolności chmur. Mówiąc inaczej: trzeba serca wypełnionego ekstazą – nie chodzi tutaj o jakąś tam ekstazę absolutem, o jakąś tam rajską ekstazę, ale o ekstazę tym, co jest akurat tutaj i teraz – o ekstazę tej właśnie chwili. Żyjesz faktami. Nie ma tutaj miejsca na nic innego, na żadną przeszłość, na żadną przyszłość. Ta chwila przenika cię całkowicie – tak intensywnie, tak namiętnie, że nie ma w tobie miejsca na nic innego. To właśnie jest zgodna z naturą postawa wobec egzystencji. Dlatego powiadam: skoro tylko żyjesz radośnie i pogodnie w tak zwanym dniu powszednim – już jesteś oświecony. Wszelkie duchowe i ezoteryczne wygłupy prowadzą jedynie na manowce

____

Cytuję: „Wszyscy mają źle pod kopułą, od Boga począwszy. Po co stworzył człowieka? Do czego on był Jemu potrzebny? Dla własnej chwały? Dla własnego zadowolenia? Dla pokazania się na co go stać? Nie wiadomo! W każdym bądź razie ludzkości to na dobre nie wyszło i wątpię czy wyjdzie. Już przed nami kilka Wielkich Cywilizacji nie osiągnęło zamierzonego przez Boga efektu. Zginęli wszyscy i dobrzy i źli, ale co to Boga obchodzi. Przecież Jego nic nie boli, jak kogoś nie boli to jemu powoli. Bóg ma w nosie cierpienie ludzkie, tak jak ludzie mają w nosie cierpienie zwierząt. Robią doświadczenia na biednych zwierzakach i nawet serce im nie drgnie a nie robią przecież tego dla dobra tych zwierząt tylko dla wyższych idei.

Bóg też żąda dla siebie najwyższej chwały i miłości a przecież to nie On ponosi koszty cierpienia i bólu istnienia tylko ten biedny człowiek, który nie wie po co żyje. Jeżeli sam Bóg nie lituje się nad cierpieniem człowieka, to przecież człowiek nie będzie się litował nad cierpieniem bliźnich swoich. Widać wyraźną analogię działań Boga i ziemskich przywódców. Oni też nad nikim się nie litują, organizują walki wojenne i też im brew nie drgnie na myśl ile ludzi poniesie koszty ich bzdurnych napaści i wypraw wojennych. Nie mają dla nikogo litości, ani dla swoich żołnierzy, ani dla przeciwników, ani dla ludności, która w wyniku ich morderczych poczynań ponosi największy bo nie zawiniony koszt ich bzdurnych rojeń.

Następni w kolejce są rodzice, którzy nie wiadomo z jakiej przyczyny sprowadzają na świat nieszczęśników. Po co sprowadzają? Tego nie wiadomo. Widocznie chcą mieć kogoś do kochania i do tego aby ich też ktoś kochał, czyli z wielkiego egoizmu. Co z tymi dziećmi będzie w przyszłości? Co to kogo obchodzi. Przynajmniej tak wygląda sytuacja na dzisiaj.W dobie tak wielkich zagrożeń, że człowiekowi włos się jeży, od wiadomości o wojnach, pedofilach o handlu dziećmi, o braku pracy, o nędznych emeryturach, o braku mieszkań, o ogólnej ruinie świata, o zagrożeniach wypadkami, katastrofami naturalnymi, zbrodniami i jeszcze wieloma innymi niebezpieczeństwami – ludzie planują sobie dzieci jak kupno samochodu lub lodówki. Są całkowicie bezmyślni. Często sprowadzone na świat dziecko nawet nie zazna ciepła rodzinnego, bo mamusia musi robić karierę, albo podróżować, lub pracować zagranicą. Że ludzie są całkowicie bezmyślni to można jeszcze zrozumieć, ale o co Bogu chodzi? To już trudniej.”

____

Cytuję: „Piękne to wszystko. Założenie organizacji Zeitgeist, żeby nie tworzyć utopii a stworzyć system, który działa. 10 lat zmian i jesteśmy zdrowym, ogólnoziemskim społeczeństwem, które ma wszystko. Ale ale… toż to kolejna utopia. Co zrobić z ludźmi, który nie chcą się dostosować, nie chcą oddać swoich dóbr? Rozstrzelać i użyźnić nimi glebę? Przecież to nie ich wina, że nie chcą oddać, system ich takimi stworzył. Co z tymi, którym się nie będzie chciało pracować dla dobra wspólnego? Jak rozwiązać problemy ludzkiej natury? Rozumiem, że nad materią potrafią zapanować maszyny, komputery. Zarządzanie zasobami jest dość jasne, ale zarządzanie ludźmi? Wydaje się, że kwestia pomijana w tej wspaniałej wizji.”

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

6 myśli nt. „Jeśli żyjesz radośnie i pogodnie w dniu powszednim, jesteś oświecony. O nic innego nie chodzi


  1. Moje wnętrze nie raz wypełnia totalna cisza
    Spacerują po mej głowie duchy Iana Curtisa
    Bywam jak Robin Williams, wszystko mi zwisa
    Na swoim ciele czuje blizny Anthonyego Kiedisa
    Gdy walimy w nos, jak Kate Moss, by poczuć moc
    Hastlować życie jak Rick Ross
    To pozorny sztos, bo jednak wciąż
    Nie umiem zapomnieć o tych problemach jak Mike Ross
    Ubieram słowa w najlepszy garnitur
    A kiedy mówię skąd jestem nigdy nie mówię po cichu
    Szczególnie gdy idę miastem w zielonym-czerwono szaliku
    Ze śpiewem na ustach już po nie jednym kielichu
    Jestem niespełnionym snem Biggiego
    Niepokojem bijącym z obrazów Beksińskiego
    Taylorem Dardenem lub jego alter ego
    W podziemnym kręgu, gdzie szukam siebie samego

    Dookoła świat którego wcale nie kumam
    Od tylu lat się po nim tułam jak tuman
    Oceniany przez ludzi co nic nie mają w rozumach
    Co wiedzą o mnie tak wiele, a ja się czuje jak Truman

    Dookoła świat którego wcale nie kumam
    Od tylu lat się po nim tułam jak tuman
    Otaczany przez ludzi co dawno stracili wiarę
    I żyją tu jak za kare i chcą się wyrwać jak Truman

    Ludzie na ulicach wiszą na swych telefonach
    Ja czuje się ich zakładnikiem jak Colin Farrell
    Emocje uwięzione gdzieś w emotikonach
    Ja szukam ich między słowami jak Bill Murray
    Kręcę się w kółko coraz szybciej jak Niki Lauda
    Z nadzieję, że przez to się kiedyś ze wstydu nie spalę
    Wchodzą all-in jak Dominik Panka, choć widać jak na dłoni, że nie wiem co będzie dalej
    Czekam na turn, czekam na river, czekam na cud, czekam już tyle i to cierpliwie
    Czy to mój mit, czy tylko mam przed życiem tremę jak Freeman i Pitt
    Nie fartem do siódemek, jackpot, naiwne wieczne dziecko
    Marzyciel jak Depp, przez okno chcę uciekać stąd
    Polecieć na K-Pax i nie wracać tu więcej
    Bo mam dość tych waszych brudnych gier jak Ender

    Czasem bywam elokwentny jak Paulo Coelho
    Choć nie raz śmieją się z niego Ci absolwenci WSRH
    Szlachta nie pracuje dlatego dawno jej nie ma
    A mój hajs jakby od dawna grał ze mną w berka
    Czasem bywam głupi jak Hank Moody
    Czasem się czuje jak w american beauty
    Wszystko do dupy więc chyba powinienem się ruszyć
    Ale chcę tylko z nią leżeć skąpany w tych płatkach róży
    świat idzie naprzód, ale człowiek się nie zmienia
    Lojalność, honor czy ktoś to jeszcze rozkminia
    Dla nich to beka jak dyktator Cohena
    Wartości idą w zapomnienie jak dyktator Chaplina
    Szukam sam siebie w czasoprzestrzeni
    Studiuje te książki, filmy z prawdziwą pasją
    I tylko myślę, ktoś to kiedyś doceni
    Czy dostane co swoje jak Leonardo Di Caprio
    Pozory w cenie więc ciężko żyć szczerze
    A bycie sobą wydaje się być największą siłą
    Więcej niż w Biblii wyczytam w Harrym Potterze
    Największą magią jest miłość

    Lubię

  2. Witaj Jarku!!! Można by rzec, że tym artem podsumowałeś te kilka lat istnienia Swojej i zarazem Naszej knajpki i czas ją zamykać, bo meritum całych Twoich (Naszych) poszukiwań zawarłeś właśnie w nim!
    Sedno został wyjawione i co zatem dalej? Zapraszam stałych i nowych bywalców do dyskusji, gdyż czuję zagrożenie dalszej egzystencji jakże nam miłego i lubianego miejsca. Pozdrawiam serdecznie…

    Lubię

  3. Szczerze pisząc Jarku, to ani przez moment nie pomyślałem, że mógłbyś zrezygnować właśnie teraz….ot chodziło mi o sprowokowanie pewnych osób do dyskusji i wyrażenia własnego zdania…

    Lubię

  4. Witaj Jarku, witaj Oko, jak tylko dzisiaj wstałam i zaparzyłam poranną kawę,zasiadłam do mojego laptopa, to pomyślałam co też nowego napisze Jarek i wiecie o czym pomyślałam, jeszcze nie czytając, no oczywiście o mojej radości życia tu i teraz. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale czekałam aby Jarek wreszcie doszedł do takich wniosków w swoim życiu i w treści swoich artykułów. A że trzeba sobie na to samemu zapracować i odkryć tajemnicę jak to uczynić nie będę opisywała, gdyż w swoich dawnych komentarzach już to przedstawiałam, chciałam się odnieść do słów „Jeśli żyjesz radośnie i pogodnie…..”.

    Ponieważ jesteśmy wszyscy jako byty Duchowe nieśmiertelne, to jak będziemy przeżywać nasze życie ziemskie i w jakim stanie świadomości duchowej zrzucimy ziemski skafander, takie życie czeka nas po drugiej stronie. Warto zatem popracować tu i teraz nad rozwojem duchowym , by tą radość Duszy przenieść dalej i wiecznie czuć się radośnie i pogodnie. Wszak nasza droga Duszy jest niekończąca się, co i raz rodzimy się w innym skafandrze z tą samą Duszą mając do przebycia i do rozwoju nową drogę.
    Niebo i Piekło jest w nas , jest to bowiem stan naszego umysłu. W niebie żyjemy, kiedy połączymy egoistyczny umysł z sercem pełnym Boskiej miłości, a w piekle gdy skierujemy nasz egoistyczny umysł tylko na materialny świat, odrzucając serce.

    Jeżeli będziemy sądzić, że z chwilą fizycznej śmierci wszystko się zmieni na lepsze i pozbędziemy się trosk, emocji, przyzwyczajeń, problemów, lęków itp., to bardzo się pomylimy, bo z chwilą śmierci tracimy tylko nasz cielesny przejściowy pojazd Duszy (skafander), a Dusza wkracza w inny wymiar świadomości , gdzie to co było naszym światem wewnętrznym staje się zewnętrzną rzeczywistością, i to jacy jesteśmy teraz nie zmieni się wcale i jacy jesteśmy tu i teraz, tacy będziemy „Tam ” (liczy się stan świadomości).

    Mamy wpływ tylko TU i TERAZ na to co będzie TAM kiedyś po naszej fizycznej śmierci ciała. To tak jak nasiona roślin owocowych i chwastów po wysianiu, podlewaniu wyrosną i wydadzą odpowiedni plon, zaświaty ( inny wymiar) będą plonem każdego życia, zyskujemy tylko to na co sami zapracowaliśmy Tu i Teraz. Możemy osiągnąć przysłowiowy „RAJ” już teraz, tutaj na Ziemi, żyjąc w spokoju swoich Dusz, w otwartości Serca, w czystych Umysłach pragnących Pokoju i zachowujących go w sobie i to jest ten RAJ i radość życia, czyli stan świadomości Duszy, innego nie ma i nie będzie.
    Ja tak mam i tak to wszystko odbieram, czy mam rację, przyszłość pokaże. ♥ ♥ ♥

    Lubię

  5. Obecne pokolenie 25 – 40 lat, najbardziej oszukane i zniszczone przez system pokolenie od czasów II wojny światowej. Mimo wszystko jestem ogromnie wdzięczny Matce Ziemi że mi tego horroru oszczędziła. I że mój czas właśnie nadchodzi. Podczas gdy moi rówieśnicy gasną, wręcz umierają w oczach. Mam tak wiele, podczas gdy często tego nie doceniałem. Opinia z jednego z dużych forów:

    Cytuję: „Mi osobiscie wydawalo sie, ze juz zawsze bede na wznoszącej krzywej, ale ostatni rok, moze dwa bardzo pokazał mi jak się myliłem… dużo myslalem wtedy o swoim zyciu, znalazlem pare braków i zacząłem intensywnie pracować nad sobą i swoim życiem, żeby je poprawić…

    schudłem, w miare regularnie uprawiam sport, rozpocząłem naukę nowego języka, przeprowadziłem konsolidację moich biznesików i zamknąłem najmniej rentowne pomysly… wykonałem ogrom pracy przy najgorszym ze swoich biznesów, jeszcze nie wyszedł na prostą, ale obecnie i tak jest dużo lepiej niż rok temu… jeszcze z rok i pewnie uda mi sie go wyprowadzic na prostą, oddluzyc, a potem idzie pod młotek…

    bardzo dużo czasu spedziłem w podróżach, tych bliższych po Polsce i okolicach, nigdy nie zwiedzilem tyle rzeczy w Polsce, fajny mamy kraj🙂 ale też pojezdzilem troche po Europie…

    wróciłem do nurkowania i znalazłem sobie 2 nowe hobby… rowerowanie na czas na dystansie 25/50km oraz kitesurfing, staram się poprawiac swoje skillsy w tym co juz umiem, zeglarstwo, snowboard, bieganie…

    i wlasciwie bylo mi tak zaje**biscie, ze zapomnialem o caly swiecie… ale niestety musialem do niego wrocic, i to co zobaczylem mnie przeraziło…

    moi najbliżsi przyjaciele całkowicie rozyebali swoje życia, mniej lub bardziej ze swojej winy, jako rezultat ich zycia śmierdzą, i lepiej sie trzymac z daleka… 1 nie zyje, drugi tuła się na zmianę po psychiatrykach i odwykach, trzeci spedza wiekszosc czasu w pracy (stawka godzinowa, wiec na 2 etaty, do tego ma smiertelnie chora zone i zdrowe male dziecko)

    czesc stala sie zbyt biedna zeby mieszkac w Wawie, wiec wrocila na prowincje i dziela czas miedzy piwo i tv… Ci, ktorym jakos sie udało przezyc sa juz zupelnie innymi ludzmi… narzekaja, depresje, wieczne klotnie w zwiazkach, zamkniecie sie w 4 scianach, nagminne lezenie przed tv…

    zero sportu, zero inteligentnej rozrywki, zero podrozowania, zero pracy nad sobą, mało tego… obecnie debilizm, ignorancja lenistwo i brak wiedzy to powod do dumy…

    – hahaha wiesz, sportem to ja sie brzydze
    – hahaha, nie mam pojecia kto to Kopernik, za stary jestem, a szkole juz skonczylem
    – hahaha, wycieczka? a po co? piwa moge sie napic przez tv
    – hahaha, rozwoj, jezyki, po co?? ja juz mam robote, wiecej mi nie potrzeba

    niestety to sie tyczy wiekszosci ludzi wokoł mnie… nie mam z kim gadac o sporcie, wycieczkach, podrozach, polityce, ekonomiii, o robieniu biznesów, bo zdecydowana wiekszosc nawet nie rozumie o czym ja mowie…

    słowo ambicja znikło… zostało zastąpione przez kopiowanie 1 dnia na drugi, głownie zaspokajajac tylko podstawowe potrzeby. dodatkowo te kobiety, ktore maja dzieci zostały umysłowymi amebami… nigdy inteligentne nie były, ale teraz są po prostu tępe.

    co mam robic, zeby nie oszalec?
    jeszcze nie umieram
    chcialbym cos ciekawego na tym swiecie porobic
    spedzic troche czasu z ciekawymi ludzmi
    czasami umawiam sie na cos przez net, ale to troche lipa
    ciezko mi zaakceptowac fakt, ze nagle wiekszosc wolnego czasu mam spedzac z obcymi mi ludzmi, bo ze swoimi juz nie mam o czym gadac, ani co robic.

    jak żyć?

    kiedys bylem szczesliwszy bo bylem otoczony ambitnymi i wesolymi ludzmi, niektorzy byli inteligentni nawet… otwarci, sami namawiali na wyjscia czy okazje…
    obecnie z wiekszosci wyrosly typowe polaczki…
    nie mam z nimi za wiele wspolnego…

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s