Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!

sens-zyciaW tym felietonie będę kontynuował wątki zaczęte w poprzednich moich artykułach. Czy cierpienie i zło mają sens? A może nie mają żadnego? Czy bogactwo, komfort, egoizm, radość, zabawa są niewłaściwe, więc powinniśmy wypruwać z siebie flaki i poświęcać dla innych, np rodziny, dzieci, ojczyzny, religii? By potem umierać przedwcześnie, wykończeni kieratem i szarością dnia, w poczuciu straconej szansy życiowej? A może przeciwnie – może są one jak najbardziej właściwe i to dla nich żyjemy?

W szeroko rozumianej duchowości (zarówno tradycyjne religie, jak i new age, buddyzm, ezoteryka) funkcjonują dwa skrajne, typowo nowotworowe przekonania. Prowadzą one duszę człowieka prosto ku zatraceniu. Wymienię je:

1. „Cierpienie, zło i kaźń jakich doświadczamy na Ziemi, ma wyższy sens i cel. Więc bierz to cierpienie z pokorą, znoś swój znój i zamknij dziób.” Zgoda, jest to prawdziwe w 50%, bo dzięki temu uczymy się radości z małych, codziennych rzeczy, kształtuje to naszą empatię i charakter. Ale w 50% jest to twierdzenie fałszywe, które na dodatek wpędza nas w potworną pułapkę;

2. „Bogactwo, radość, zabawa, seks, ekstaza, szczypta egoizmu – są złe. Trzeba więc prowadzić ascetyczny, purytański tryb życia. No i trzeba się poświęcać, poświęcać i jeszcze raz poświęcać. Rodzinie i dzieciom, partii i ideologii, ojczyźnie czy religii. Zamiast smakować życia, masz poświęcić swój najcenniejszy dar – siebie, swoją energię, najlepsze lata młodości, zdrowie – w służbie systemowi. Który w wieku 40 lat Cię wypluje – zestresowanego, wykończonego, wyniszczonego i schorowanego, z żoną i dziećmi które Cię nienawidzą.” Naprawdę mało rzeczy budzi mój szczery gniew i szczerą, srogą nienawiść. Ale gniewam się i nienawidzę każdego, kto taką wizję życia stara się wmówić swoim ofiarom. Bo taki model niszczy życie w najpotworniejszy sposób.

Zupełnie inną wizję przedstawiają potężni oświeceni, tacy jak Vadim Zeland czy Dymitr Wereszczagin. Przy czym oni w swoich pracach posługują się przykładami życiowymi, najprostszymi z możliwych. Wg nich, dusza nie przyszła tu na Ziemię by dążyć ku niebu, ku jakiemuś wzniesieniu, oświeceniu. Bo dusza z zasady to ma, i to w 100%. Ona sobie „lata” po całym ziemskim wymiarze 5D, być może nawet po całym wszechświecie. Ona w tym „niebie” już jest. No i nie przyszedłeś na Ziemię by być ascetą, by cierpieć, doświadczać zła.

Pewna doza złych doświadczeń jest potrzebna by szlifować chart ducha, empatię, zdrowe podejście do świata. Jednak kurwa, bez przesady.. Tak samo nie jesteś tu po to, by być ascetą, by mówić że bogactwo i ogólnie dobra materialne są złe. Nie dajcie się nabierać na tego typu duchowość oderwaną od korzeni, od świata materii. Tego typu duchowość jest charakterystyczna dla eonu męskiego (inaczej: eonu jahwe), zapoczątkowanego gdzieś przed tysiącami lat. Jest to duchowość potępiająca świat materii i jego radości, oderwana od życia.

Jest to duchowość oderwanego od życia jogina latającego z przysłowiową dupą w chmurkach. Który gdyby wrócił do twardych realiów miasta i pracy za 1850 brutto – to szybko dostałby depresji i zapomniałby o swoim „oświeceniu„. Na marginesie nazwałem to „paradoksem Osho„. Zadałem wprost pytanie: gdyby Osho nie miał miliardów na koncie tylko pracował 12 godzin na dobę za 1850 zł brutto, i gdyby nie mieszkał w zajebistej okolicy tylko na blokowisku z sąsiadami-wampirami – to czy byłby taki oświecony? O tym pisał Vadim Zeland – że łatwo być wszechwiedzącym guru gdy ma się miliony na koncie i mieszka w sielskiej wiosce.

Pisałem wiele razy, że to męski eon (eon jahwe), który oddzielił świat materii od świata ducha, który rozdzielił pierwiastki żeński i męski, doprowadził do obecnej opłakanej sytuacji na Ziemi. Do tego, że planeta i wszystkie żyjące istoty zapadły na coś w rodzaju zbiorowej neurozy czy psychozy. I przede wszystkim: zbiorowego uśpienia, letargu, który charakteryzuje się minimalnym poziomem świadomości.

Czego więc chce ludzka dusza? Wymienię w podpunktach:
-doświadczania bogactwa, obfitości i innych uciech świata materialnego. Asceza i purytanizm ją wręcz niszczy i degeneruje to, co osiągnęła w poprzednich życiach;
-dusza chce jak najlepiej dla ciała i umysłu, którym włada. Chce by umysł się radował, zaś ciało doświadczało pełni szczęścia i uciech. Cierpienie i złe wydarzenia ją niszczą i degenerują;
-dusza chce doświadczać wszelkiej możliwej radości i szczęścia – a więc chce także otwartości, tolerancji, wolnej amerykanki, swobody, może nawet tego, co niewolnicze religie (w tym new age) nazywają „zepsuciem„.

Jednak jak wiemy, system planety jest tak skonfigurowany, że w wielu tych dążeniach duszy po prostu przeszkadza. Przeszkadzają w tym struktury zwane wahadłami. Wahadło to struktury plus/minus egregorów, zasilające je w energię. Wahadłom zależy na tym, by ludzie wierzyli w doktryny, pod które są podpięte te wahadła (ideologie, religie, partie, drużyny sportowe i wiele, wiele innych). Zależy im też na tym, by zwolennicy tych doktryn-wahadeł walczyli między sobą.

Co powoduje taka walka i wierność doktrynom? Po pierwsze, czyni z człowieka zombie – obniża jego świadomość, decyzyjność, zdolność myślenia, energię witalną. Po drugie, wahadła sprowadzają takiego nieszczęśnika na niekorzystne linie życia. Jeśli ów nieszczęśnik wierzy w teorie katolickie, new age’owe czy ezoteryczne, że cierpienie jest potrzebne i w porządku – to jest sprowadzany na te linie życia, w których cierpienia jest coraz więcej i więcej.

Vadim Zeland pisał też, że w ostatnich dekadach wahadła zaciskają na nieszczęsnej ludzkości swoje kleszcze coraz bardziej. Wszystko to dzięki mediom (najbardziej destrukcyjne wahadła), walce doktryn, których jest teraz od groma itp. Będzie to być może prowadziło do powstania świata, w którym Orwellowski but będzie deptał ludzką twarz po wsze czasy. Macie więc wyjaśnioną zagadkę tego, co teoretycy spisków nazywają NWO. Ten proces trwa od starożytności (od upadku Atlantydy, na której każdy mieszkaniec znał wiedzę tajemną) aż do dziś. I przyspiesza. Być może jest to prawda, że Rdzeń (struktura zarządzająca planetą i jej podsystemami) jest nieodwracalnie uszkodzona. A planeta powoli, przez tysiąclecia, degeneruje się i umiera. To oczywiście tylko teorie.

Jego odwrotnością jest pojawienie się zupełnie nowego człowieka, przez niektórych nazywanego Indygo. Jest to nonkonformista, który zauważa często od dzieciństwa, że ten świat jest chory, że wszystko tu stoi na głowie. Nie musi to być wcale człowiek zafascynowany naszymi teoriami i najczęściej nie jest. Chodzi o sam model jego myślenia i postrzegania. Taki człowiek na przestrzeni lat zdobywa coraz większy poziom świadomości (w sensie: czujności, uważności). Czyli przeciwnie niż prowadzone przez wahadła zombie, które śpią snem na jawie. Ten typ ludzi ma szansę wyrwać się z tego systemu, zdobyć wiedzę.

Część będzie żyła sobie spokojnie nie poza systemem, ale jednocześnie obok niego lub razem z nim, w harmonii. No i nie ukrywam tego, że część z nich będzie tym systemem… zarządzać. Tak, to co napisałem może wywoływać u Was szok.. Od Ciebie zależy, którą z tych dróg wybierzesz. Każda z nich jest wbrew pozorom dobra, także zarządzanie tym wydawałoby się nieludzkim systemem. Bo Ci których nazywamy lemingami, owcami, czyli niewolnicy wahadeł – też otrzymali wybór. Po raz pierwszy w historii Ziemi cała wiedza świata jest dostępna. Wystarczy że sięgniesz po to prostokątne urządzenie które masz stale w kieszeni, i naciśniesz kilka guziczków. No ale oni nie chcieli tej wiedzy poznać i to też trzeba szanować. Nie wolno nikomu nic narzucać na siłę, nawet wiedzy, prawdy czy szczęścia.

Na zakończenie chciałem dodać to, że nie chodzi o promocję egoizmu, który niszczy innych. Egoizm sam w sobie jest bardzo dobry i pożądany, pod pewnymi warunkami. Te warunki to wg mnie:
-nie krzywdzisz tych, którzy są w porządku wobec Ciebie lub są neutralni wobec Ciebie. Wrogów (tych zadeklarowanych) ta zasada ani żadna ochrona nie dotyczy;
-oprócz interesu własnego dostrzegasz i szanujesz to, że przyszliśmy na ten świat także po to, by służyć innym. Ale znowu: służysz i jesteś dobry tylko wobec tych, którzy są dobrzy / neutralni wobec Ciebie;
-równoważysz egoizm z szeroko rozumianą empatią.

Świat już taki jest, że chce, byś mu podlegał. Światu nie są potrzebni ludzie wolni, szczęśliwi, świadomi, mający czas dla siebie. Więc ogranicza się nam czas na wszelkie sposoby. Każe się nam pracować po 12 godzin, choć przy obecnym poziomie automatyzacji i robotyzacji można by pracować max 5 godzin dziennie. Nam się wmawia że nawet jeśli mamy spokojną i mniej płatną pracę – to mamy z niej zrezygnować i pracować ciężej, dłużej za odrobinę lepsze pieniądze. Wtedy nie mamy czasu dla siebie – na rozwój, na poszerzanie świadomości.

Innym powszechnie stosowanym wybiegiem jest skłanianie ludzi do rozmnażania – posiadania dzieci. Można polemizować czy jest sens sprowadzać nowe, niewinne życia na ten łez padół. Na którym doświadczą milionów złych wydarzeń. Ale faktem jest to, że system jest tak skonfigurowany, że nie da się pogodzić posiadania potomstwa z: wolnością, świadomością, zdobywaniem wiedzy, rozwijaniem się. Natura obmyśliła to w niezwykle sprytny i przy okazji okrutny sposób. Poświęcasz najlepsze lata młodości, zarzynasz się pracując na dwa etaty, liczysz te nędzne grosze od 1 do 1, boisz się. Zwierzęco się boisz, czy dasz radę. Stres jest potworny, niewyobrażalny, nawet w pełnej sennych koszmarów nocy.

I przede wszystkim – nie masz i pieniędzy, i czasu, i energii – trzech ważnych ziemskich rzeczy – dla samego siebie. Nie masz ich więc na: seks, hobby, pasje, zdobywanie wiedzy, rozwój świadomości. Musisz pracować dla struktury / systemu, i szykować mu kolejne ofiary które ta struktura pożre i wypluje. Twoje własne, niewinne jeszcze dzieci. Tak, to co pisze może odbierać nadzieję.. Ale nic na to nie poradzę.

To nie ja tworzyłem ten system, ja tylko opisuję jak on działa. Może kiedyś tam, w lepszym świecie, o ile taki nastanie – rozmnażanie i rodzina będą ważnymi wartościami. Teraz, wg mnie, są najgorszą rzeczą jaka mogła się człowiekowi przydarzyć. Uważam, że wszyscy powinniśmy odejść z tego świata bezpotomnie. Pokazać mu środkowy palec, pomimo wszystko. Ten świat nie zasługuje na to, by oddawać mu najcenniejszy skarb jaki posiadamy.

Gdy masz okazję by uniknąć cierpienia – uniknij go i nie zważaj na żadne ideologie czy doktryny. Szczególnie te duchowe. Miej na uwadze dobro swoje, a w dalszej kolejności – ludzi, którzy są wobec Ciebie w porządku. W dalszej kolejności – bądź solidarny z ludźmi dobrej woli. Cała reszta się nie liczy. Nie próbuj przebudzić ani uszczęśliwić wszystkich, ani skłonić ich do myślenia. Bo jest już na to za późno, zdecydowanie za późno. Zajmij się wpierw sobą a w dalszej kolejności tymi innymi. Wyluzuj i ciesz się być może ostatnimi dziesięcioleciami światowego spokoju. Gdy ktoś Wam każe poświęcać całe Wasze bezcenne i wspaniałe życie ojczyźnie, rodzinie, dzieciom, religiom i tym podobnym – odeślijcie go do samego diabła. W końcu jest jego sługą.

Zapraszam na cytat z książki Vadima Zelanda „Transerfing Rzeczywistości” traktujący o tych kwestiach:

Cytuję: „Chęć zbliżenia się do Boga w celu wybawienia od swojego ego – to droga wewnętrznej ważności. Wewnętrzna ważność przejawia się tylko w wypadku, jeżeli oddajesz siebie pod cudzy osąd. Powrót do siebie bez oglądania się na innych jest prawdziwą drogą do Boga. Jeżeli uwalniam siebie od konieczności oglądania się na pogląd innych, wówczas jestem samowystarczalny i moje ego kończy swój byt, a pozostaje po prostu spójna osobowość. Nie słuchaj tych, którzy nawołują Cię do tego, byś się zmienił i lepił z siebie coś, co odpowiada jakimś standardom. Oni zmuszają Cię do zdradzenia siebie – odwrócenia się od swojej duszy i przestrzegania zasady wahadła: „Rób jak ja!”. Zwróć się ku sobie, przyjmij siebie, jakim jesteś, pozwól sobie być sobą, sięgnij po swoje prawo posiadania racji. Poświęcenie całego siebie na służenie jakiemuś abstrakcyjnemu Bogu, oznacza odwrócenie się od swojej duszy.To jest nic innego, jak poplecznictwo wobec wahadła religii.

Taka jest teozofia transerfingu, której zresztą nikomu nie narzucam. Nie proklamuję prawdy absolutnej, a zaledwie próbuję ukazać pewne prawidłowości. Każdy ma prawo do swoich wniosków. Oczywiście działaczom religijnym nie spodobają się podobne rozważania. Choć wśród nich też spotyka się różnych ludzi z różnymi przekonaniami. Gorliwych popleczników wahadła religii od autentycznych sług bożych odróżnia maniera złośliwego przeciwstawiania swoich dogmatów wszystkim pozostałym. Taki agresywny nacisk demaskuje poplecznika wahadła. Na szczęście minęły czasy, kiedy poplecznicy ci mogli palić na stosach innowierców. Lecz nieporozumienia na tle religijnym jeszcze pozostały i nie skończą się, ponieważ pierwsza zasada wahadła zawsze będzie obowiązywała. W istocie, religia – to obcowanie z Bogiem przez pośredników. W obrzędach chrztu, ślubu i pochówku nie można obejść się bez kapłanów. Lecz również to nie jest konieczne. Czy Bóg nie przyjmie swego dziecka, jeżeli na czas nie raczono go ochrzcić?

Jeżeli w każdym z nas jest cząstka Stwórcy, to czyż nie jesteśmy Jego dziećmi? Czy potrzebni Ci są pośrednicy w relacjach z ojcem i matką? Każdy sam o tym decyduje. Religia w odniesieniu do swoich zwolenników jest szczególnie twardym wahadłem i nawołuje do wyrzekania się zewnętrznych świeckich dóbr. Każdą duchową drogę przyjęto wiązać z ascetycznym trybem życia. O oświeconych panuje pogląd, że jeżeli człowiek osiąga wyżyny na drodze do duchowej doskonałości, to wszystko, co ziemskie, przestaje go interesować. Nie daj się złapać na ten haczyk. Każdy może i powinien interesować się swoją pomyślnością materialną, komfortem, dobrobytem. Jeżeli dzieje się inaczej, to znaczy, że człowiek znajduje się całkowicie w mocy jakiejś idei. Ta idea najprawdopodobniej należy do jednego z wahadeł: religijnego, filozoficznego lub jakiegoś innego „duchowego”. Wahadła zgodnie ze swoją drugą zasadą starają się zmusić poplecznika do poświęcenia całego siebie interesom struktury. Jeżeli mocno połknął ten haczyk, to rzeczywiście przestaje interesować go cokolwiek innego. Może nawet znajdować się w mocy iluzji, że zajmuje się wyłącznie swoją duszą lub „rozmawia z Bogiem”. W rzeczywistości dusza takiego „oświeconego” zamknięta jest w głuchym futerale i nie może donieść o swoich potrzebach.

Po co dusza przyszła na ten materialny świat? Żeby przygotowywać się do nieziemskiego życia w niebiosach? To pełna bzdura! Jeżeli dusza i tak przyszła na ten świat z niebios, to po co ma znów przygotowywać się do niebiańskiego życia? No i czy to możliwe do zrobienia tu, na Ziemi? To świeckie życie jest dla duszy unikatową szansą. Po to przyszła tutaj z duchowego świata, by poznać wszystkie wdzięki świata materialnego. Do duchowego świata dusza zawsze zdąży. Jaki sens pozbawiać jej wszystkiego, co daje ten przepiękny, cudowny, wspaniały świat, w którym jest tyle nadzwyczajnych pokus?

Oddając całego siebie służeniu Bogu, oddalasz się od Niego. Stwórca tworzy mnóstwo rzeczywistości za pośrednictwem żywych istot jako swoich żywych ucieleśnień.Bóg ma zamiar poczuć każdą płaszczyznę rzeczywistości, którą stwarza. Właśnie po to posyła On swe dzieci do świata materialnego. Bóg dał Ci swobodę działania, więc rozkoszuj się swoją swobodą! Nie należy zamykać się w celi i spędzać długich godzin na modlitwach. To nie służenie Bogu, a pozbawianie Go radości, której można doznać dzięki pełnowartościowemu życiu.To tak, jakby nie wypuszczać dziecka na spacer, zmuszając je do poświęcania całego czasu na wkuwanie lekcji. Zwolennicy wahadeł religii będą Ci wmawiać, że nie jesteś do niczego zdolny, a Bóg jest wszechmocny. Dla struktury Twoja wolność i siła nie jest niczym dobrym – ona potrzebuje sprawnych trybików.Wahadła osiągnęły już niemały sukces w procesie opanowywania woli człowieka.Pozostaje dziwić się, jak wielki musi być wpływ wahadeł, że dzieci Boga straciły wszelkie pojęcie o swojej potędze.”

Autor – Vadim Zeland. Jego książki i miliony innych książek, w tym te polecane u mnie, są do kupienia w poniższej księgarni internetowej – link:
TaniaKsiążka.pl

W felietonach poniżej poruszałem te kwestie:
Czy da się uwolnić od systemu? Najpierw poznaj jak on działa..
Uważasz że jesteś wolny? Naprawdę? „Dali nam pieniądze a my oddaliśmy im całą Ziemię”
Twoja dusza pragnie miłości i radości a nie cierpienia!

Autor: Jarek Kefir

Możesz wesprzeć funkcjonowanie mojej strony. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii politycznych, ideologii, religii, koncernów i innych grup nacisku. Moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Dzięki!🙂 W poniższym linku zawarłem informacje, jak to zrobić:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

40 myśli nt. „Sensem życia jest miłość i radość, a nie cierpienie. Nie daj sobie wmówić filozofii ofiary!

  1. TAAAK!🙂 To jedna z „tajemnic” naszego świata. System stworzono po to by mieć kontrolę nad ludźmi i smutne jest to, że choć tak łatwo to zrozumieć to tak mało osób o tym wie. To właśnie jeden z SENSÓW😉 tej strony; oby jak najwięcej osób pojęło tą prostą prawdę.

    Lubię

    • ,, Pewna doza złych doświadczeń jest potrzebna by szlifować chart ducha, empatię, zdrowe podejście do świata. Jednak kurwa, bez przesady.. ”

      Do tego stwierdzenia jakikolwiek komentarz uważam za zbędny.
      Chyba tylko tyle, że ludzie zabawiają się w wiecznych ogrodników i uwielbiają przesadzać, przy czym ni w ząb nie znają się na uprawie.

      Jarku, świetny felieton!

      Pozdrowionka.

      Lubię

    • Już niedługo. Wibracje Ziemi rosną i one długo miejsca już tu nie zagrzeją, bo one egzystują dzięki niskim wibracjom i wszystkie wojny i propaganda strachu są po to, aby obniżyć wibracje i przedłużyć ich egzystencję na tej planecie.

      Lubię

  2. Napisałeś dziś Jarek bardzo ważną rzecz. Świadczy to, że jesteś już osobą bardzo spostrzegawczą. I do tego masz już rozbudzoną intuicję.
    Napisałeś mianowicie, że już dziś człowiek mógłby pracować do najwyżej 5 godzin dziennie. Mógłby zaiste, ale imperialiści – właściciele koncernów nigdy do tego nie dopuszczą.

    Po pierwsze w dłuższej pracy tracisz więcej czasu. Brakuje Ci go zatem dla Twojej rodziny i pośrednio dla Ciebie. Kiedyś robotnicy wywalczyli 12 godzinny dzień pracy, potem 8 godzinny, a dziś powinni pracować przeciętnie 4 godziny na dobę. Te cztery godziny znalazłem kiedyś w sieci.

    Jakie by skutki przyniósł taki 20 godzinny tydzień pracy?
    1/ Można by zatrudnić dwa razy tyle pracowników.
    2/ Zamiast płacić im zasiłki dla bezrobotnych można by pobierać od nich podatki i składki emerytalne.
    3/ Prawie całkowicie zlikwidowano by bezrobocie.
    4/ Od razu spadłaby przestępczość.
    5/ Spadła by patologia społeczna.
    6/ Poprawiły by się nastroje społeczne.
    7/ Ludzie pracy podejmowali by działania typu czyny społeczne.

    Ale nigdy, a przynajmniej nieprędko dojdzie do tak znacznego skrócenia czasu pracy klasy pracowniczej. Imperialiści bowiem nigdy do tego nie dopuszczą. Dobrze bowiem wiedzą, że wszelakie zasiłki demoralizują społeczeństwo. A zdemoralizowanym ludem jest łatwo rządzić. Tu nie pomogą nawet protesty społeczne na wielką skalę.

    Oczywiście prędzej, czy później zadziałają jakieś, bliżej mi nieznane czynniki, które tak wpłyną na najbogatszych tego świata, że ci imperialiści spasują. I Twoje marzenie Jarek wreszcie się spełni.

    Imperializmem nazywamy proces maksymalnej koncentracji kapitału. Powstają wówczas kartele, monopole i trusty. System dzisiejszych korporacji ponadnarodowych należało by zatem nazwać hiperimperializmem.

    Lubię

    • Skoro to film o kocie to muszę obejrzeć🙂 Koty są magiczne.Zauważyliście,że to właśnie koty ze wszystkich zwierząt są najczęściej bohaterami bajek i filmów?”Tom i Jerry”,Kot Filemon,Klakier,Garfield,Kot w butach,Behemotto,Kot z Chesheire,Kot Jinx,kot ze Shreka i inne.Do tego sławny był kot Churchilla który podobno siedział przy nim aż do śmierci no i hipotetyczny kot Schrodingera😉 Wszystkie koty są piękne🙂

      Lubię

      • To piękne, co piszesz, Jolu, o kotach, ale się zesrajmy, bo tyleż samo można powiedzieć o psach,
        A wiesz o kim można najwięcej powiedzieć?
        I przede wszystkim. O ludziach przygarniętych pod swój dach, teraz, na zimę.
        To jest, kurwa, ciekawa cywilizacja! Koty, psy, byleby nie człowiek.
        Kotinki, pieseczki – a jakie u was ma szanse dwunożne, brudne, zarośnięte, często zaszczane zwierzę, które z wyglądu przypomina człowieka?
        Kotinka, pieseczka do łóżka, a człowieka do schroniska!?

        ,,Przygarnę człowieka” – ktoś, kto chociaż raz w życiu nie napisał takiego ogłoszenia, to niech mu tylko przez tydzień brzmią w uszach moje słowa : ,,Wal się hipokryto razem ze swoim teatrem wygodnych dla ciebie marionetek”

        To tak w temacie kotków i pieseczków, które są tak wytresowane, że nigdy nie upierdolą w kant życia.

        Jestem zgryźliwa?
        Ach tam! … Kotek zadrapie, piesek z lekka dziabnie – wybacza się przecież swoim pupilom …

        Lubię

        • Hej Krysia,wcięło mi komentarz🙂 Bądź zgryźliwa ile chcesz mnie tam nie przeszkadza😉 Uważam,że łatwo jest kochać zwierzęta.Od dziecka uwielbiałam i przygarniałam koty(choć i psa zdarzyło mi się przygarnąć)i nie uważam tego za żaden wyczyn.Jestem natomiast pełna podziwu dla ludzi,którzy adoptują dzieci.Trzeba mieć wielkie serce by pokochać niechcianego,odrzuconego człowieczka z mega traumatycznym dzieciństwem .Wielki szacunek.Nie wiem,czy zdobyłabym się na coś takiego.
          Krysia wydaje mi się,że nie dorosłam do tego,by przygarniać ludzi na zimę.Nigdy nie twierdziłam,ze kocham wszystkich bo nie kocham.Nigdy nie musiałam dawać schronienia nikomu obcemu.Wydaje mi się,że nie przygarnęłabym ale to jest tylko gdybanie.Człowiek sprawdza się wtedy,gdy dana sytuacja ma miejsce i wtedy się podejmuje decyzję.
          Pomagałam koleżance ale to jest coś innego.No i ona po 2 dniach wracała do siebie więc nie ma co porównywać.
          Pozdrawiam🙂

          Lubię

        • Krysiu jak sama wiesz, tylko spokój może nas uratować😀 ostatnio przeczytałam w artykule z 20.10.2016 na blogu „Inne medium”, że oczy kotów to kamery OBCYCH, rzekomo koty posiadają oczy reptylian . W przeciwieństwie do dzikich kocich drapieżników, tylko udomowione kocie osobniki wyposażone są w oczy podobne do jaszczurek i wężów, podobno obcy obserwują nas przy pomocy kotów😀

          Ja osobiście preferuję😀 pieski, koty są miłe i ładne , ale mają w sobie coś fałszywego, co nie przeszkadza mi ich dokarmiać, oczywiście tych dzikich. Coś z tą fałszywością musi być na rzeczy bo nasza sunia Maja jest zajadle cięta na koty, które tylko pojawią się w ogrodzie.

          Tak to już jest w przyrodzie, że każdy z nas lubi przebywać w towarzystwie takich stworzeń , jakie z nim współgrają, rybki, kotki, pieski, szczury, myszy, węże i inne gadziory, do wyboru do koloru, wybór jak zawsze należy do każdego z nas indywidualnie i niech już tak zostanie. We wszystkim jednak zachowajmy umiar i z wszystkimi żyjmy, jeśli nie w miłości to przynajmniej w zgodzie. Krysia my dwie mamy pieski, Jola i Sanctus mają kota na punkcie kotków i to jest ich wybór, to dobrze. A rozmawiać ze sobą przecież możemy, jest tyle tematów do rozmów, że hohoho i jeszcze trochę😀
          Odezwę się po 1 listopada. ♥ ♥

          Lubię

        • Witaj Krysia.

          Pięknie piszesz i bardzo mądrze. Tylko pochwalić Twoje wspaniałe, pełne szlachetności słowa. Pieski, kotki chce przygarnąć każdy. Człowieka — niekoniecznie. Brudnego, śmierdzącego na dwa metry, zawszonego, zaświerzbionego, zapijaczonego, żaćpanego, zużytego jak wrak starego samochodu człowieka. Tacy ludzie wciąż, mimo 27 lat tak zwanej Wolnej Polski, ci ludzie nadal istnieją w tym kraju.

          Wszyscy politycy będą wrzeszczeć, że na opiekę na bezdomnymi nie ma pieniędzy. Dla tych będących na dnie obywateli RP rząd nie ma kasy. Ale na tych wszystkich, którzy nie są nawet obywatelami, którzy często nielegalnie znaleźli się w tym kraju zawsze są pieniądze.

          To nie Krysia, Erika, …., mają przede wszystkim dbać o bezdomnych. Dbanie o własnych obywateli jest podstawowym obowiązkiem państwa — także tego kraju.

          Lubię

          • „Tacy ludzie wciąż, mimo 27 lat tak zwanej Wolnej Polski, ci ludzie nadal istnieją w tym kraju.”.Erika pozwól na małe sprostowanie:należy wyrzucić słowo „nadal”.Takich ludzi wcześniej nie było(chyba,że na własne życzenie).Pojawili się dopiero w „wolnej”Polsce i będzie ich przybywało.Pozdrawiam:)

            Lubię

  3. … Lucyfer, to mój najlepszy, niewidzialny przyjaciel, który kocha muzykę, pogaństwo, książki koty i kobiety – jak Ja, gdyż jestem na poziomie ego nim samym😀

    Lubię

  4. „Według najnowszych doniesień z Doliny Krzemowej co najmniej dwóch miliarderów jest przekonanych, że żyjemy w symulacji komputerowej. Mają oni finansować naukowców, którzy badają, jak nas z niej wydostać. Szanse na to, że funkcjonujemy w matriksie, ocenia się już na 20-50 proc. Bo jeśli uwierzyliśmy, że rozwój technologii umożliwi nam w przyszłości stworzenie własnej symulacji rzeczywistości, to dlaczego sami nie mielibyśmy być już przedmiotem takiej symulacji?

    Co byście wybrali, pigułkę czerwoną czy niebieską?

    Od czasu, gdy „Matrix” stał się filmową bombą atomową minęły już prawie dwie dekady, a jego twórcy, bracia Wachowscy, zdążyli nawet zamienić się w siostry, ale to pytanie – na które musiał odpowiedzieć grany przez Keanu Reevesa Neo – zaczyna wybrzmiewać dziś głośniej niż kiedykolwiek.

    Połknięcie niebieskiej pigułki umożliwiało powrót do bezpiecznej codzienności. Codzienności, którą uważamy za rzeczywistość. Czerwona umożliwiała przedostanie się do prawdziwej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której nasza codzienność jest złudzeniem stworzonym przez maszyny. A prościej, w wizji Wachowskich w XXI wieku ludzie stworzyli sztuczną inteligencję, która zdobyła nad nimi kontrolę. Skończyło się na tym, że gdzieś głęboko w drugim tysiącleciu ludzie leżą nadzy w kapsułach wypełnionych lepkim płynem i są podłączeni do systemu komputerowego, który jest symulacją świata z 1999 roku. W takiej kapsule pełnej mazi obudził się właśnie Neo po połknięciu czerwonej pigułki i opuszczeniu Matriksa.

    Twarde science-fiction, ale nie według niektórych miliarderów z Doliny Krzemowej, którzy są przekonani, że wizja podobna do tej z filmu Wachowskich może być rzeczywistością. Choć akurat to słowo jest tu pewnie nieco niefortunne.

    Nasz świat stworzyły przyszłe pokolenia?

    Bank of America – BoA – jest jedenastą największą firmą świata na liście „Forbesa” Global 2000 i jednym z najważniejszych graczy na rynku finansowym. To instytucja ze wszech miar poważna, toteż niemałą konsternację wywołała jej wrześniowa notatka, którą wysłała do klientów. Analitycy banku określili prawdopodobieństwo, że żyjemy w czymś zbliżonym do filmowego Matriksa, na 20-50 proc. Swoją tezę poparli opiniami filozofów, naukowców i innych myślicieli, którzy debatowali na ten temat w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej (AMNH) w kwietniu tego roku.

    „Jednym z argumentów na poparcie tej hipotezy było to, że już w tym momencie zbliżamy się do fotorealistycznych symulacji 3D, w których mogą brać udział jednocześnie miliony ludzi. Można sobie wyobrazić, że przy rozwoju sztucznej inteligencji, wirtualnej rzeczywistości i mocy obliczeniowej członkowie przyszłych cywilizacji zdecydowali się przeprowadzić symulację życia swoich przodków” – napisano.

    BoA w dużej mierze swoje przypuszczenia opiera na wywodach prof. Nicka Bostroma, filozofa z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Doszedł on do wniosku, że istnieje znaczące prawdopodobieństwo, że żyjemy w symulacji. Bostrom po przeprowadzeniu eksperymentu myślowego – jakkolwiek niekiedy poddawanego krytyce – ograniczył liczbę scenariuszy dalszego rozwoju ludzkości do trzech.

    Scenariusz pierwszy: możemy wyginąć, zanim dotrzemy do epoki postludzkiej, w której moglibyśmy stworzyć symulację.

    Drugi: dotrzemy do tejże, jednak bez kaprysu symulowania historii, np. z powodów etycznych.

    Jeśli zaś założymy inaczej – że postludzka cywilizacja przeprowadzi takie symulacje – to dlaczego miałoby się to już nie wydarzyć? Dlaczego nie mielibyśmy już być przedmiotem takiej symulacji? I tu dochodzimy do scenariusza trzeciego. Już po prostu żyjemy w symulacji. „Świat, który widzimy, jest w pewnym sensie realny, ale nie znajduje się na podstawowym poziomie rzeczywistości” – spekuluje Bostrom w analizie „Czy żyjemy w symulacji komputerowej?” opublikowanej w „Philosophical Quarterly” w 2003 roku.

    I dalej: „W pewnym sensie postludzie, którzy stworzyli symulację, są jak bogowie dla osób w niej żyjących. To oni stworzyli świat, w którym żyjemy. Są nadzwyczajnie inteligentni. Są «wszechmogący» w ten sposób, że mogą interweniować w nasz świat, nawet łamiąc prawa fizyki. I są «wszechmogący» również w takim sensie, że mogą obserwować wszystko, co się dzieje”.

    Silnym dowodem przeciw dwóm pierwszym scenariuszom – a zarazem dowodem wspierającym hipotezę, że sami żyjemy w symulacji – byłoby stworzenie własnej symulacji. Ale żeby to jeszcze bardziej skomplikować – nawet wtedy nie będziemy mieli pewności, że nasi twórcy sami nie są symulacją stworzoną przez kogoś innego. I tak dalej. Taki sen we śnie.

    Filozof uważa, że powinniśmy mieć nadzieję, że trzeci scenariusz jest prawdziwy, bo zmniejszałby on prawdopodobieństwo scenariusza pierwszego – zniszczenia naszego świata. Przy czym jeśli z jakichś powodów symulacja mogłaby zostać zakończona również przed wejściem w fazę postludzką, to scenariusz drugi – wejście w fazę postludzką bez tworzenia symulacji – byłby dla nas najbardziej korzystny.

    Bostrom w swoich rozmyślaniach nie jest odosobniony. BoA powołuje się również na astrofizyka i naukowca celebrytę związanego z AMNH, dr. Neila DeGrasse Tysona, który określa prawdopodobieństwo, że nasz świat jest symulacją, jako „bardzo wysokie”. – Potrafię sobie łatwo wyobrazić, że wszystko w naszym życiu jest kreacją kogoś innego dla jego rozrywki – stwierdził na kwietniowej konferencji.

    Według dr. Richa Terrile’a z NASA, odkrywcy księżyców Saturna, Urana i Neptuna, jeśli posłużyć się prawem Moore’a – określającym tempo rozwoju komputerów – w ciągu dekady powstaną supermaszyny, które będą potrzebowały zaledwie miesiąca, aby zaprogramować 80 lat ludzkiego życia, włączając w to każdą pojedynczą myśl, która pojawi się w czasie jego trwania.

    Prof. Silas Beane, fizyk z Uniwersytetu w Bonn, który także jest zdania, że jakaś cywilizacja byłaby w stanie przeprowadzić symulację całego kosmosu, daje nam nadzieję na otwarcie oczu – w systemie muszą być jakieś luki i błędy. Żeby potwierdzić hipotezę symulacji, wystarczy je znaleźć. I tu na scenę wkraczają miliarderzy ogarnięci matriksowymi lękami.”

    Lubię

  5. „Duchowość zaczyna się gdy człowiek ma w sobie głęboką zgodę na doświadczanie. Zaczyna brać odpowiedzialność za zjawiska wewnętrzne i zewnętrzne, bez potrzeby dziecinnego buntu i pretensji do otoczenia, obwiniania o „klątwy”, „ataki i pieczęcie energetyczne”, „demony”, „egregory” i inne iluzje w postrzeganiu. Duchowość to rozumienie zasad lustra i cienia. Jak wewnątrz, tak i na zewnątrz. Zniekształcenie i blokada w odbiorze światła rodzi cień – jest to uniwersalne zjawisko negatywu. Zgoda na doświadczenie cienia nie oznacza rzecz jasna bierności. Cień jest po to, by człowiek uwolnił z niego wiedzę i swoje potencjały. Człowiek dorosły ma wybór – być ofiarą swoich własnych wzorców i programów podświadomości, wedle których kształtowana jest rzeczywistość duchowa i fizyczna, albo poszerzać siebie i swoje działanie o wiedzę z cienia. To prowadzi do bycia coraz dłuższym pomostem między duchem i materią, świadomym alchemikiem własnego życia.

    Duchowość nie gwarantuje wspaniałego zdrowia, ani długowieczności. Ale uczy radzić sobie z największymi kryzysami ducha i ciała. Duchowość uczy dojrzałości i samodzielności, czyli jak być mistrzem i terapeutą dla samego siebie.

    Człowiek, który poznał swoje „demony” i „anioły” godząc je w miłosnej harmonii, może nieświadomie odegrać rolę katalizatora dla innych ludzi. Niestety w jednych obudzi „demony”, a w innych „anioły”. Tak właśnie rozpoczyna się proces integracji drugiego bieguna u tych osób. Nie ma wspanialszego pojednania od miłości, która przeciwieństwa w sobie, uczynić potrafi dopełnieniem.”

    Farida Sorana – Ciemnanoc.pl

    Lubię

  6. Dziś po przemyśleniu tekstu Jarka mogę napisać, że całkowicie się z nim zgadzam. Urodzony w rodzinie należącej do KRK, ochrzczony i bierzmowany w KRK, komunia i ślub kościelny w KRK, opuszczony przez poślubioną w KRK, po raz drugi zostawiony przez narzeczoną dwa lata temu, byłem człowiekiem wypalonym, wykończonym psychicznie i duchowo. Straciłem chęć dalszego życia.

    Żyłem jedynie dla suni Abisynii. Nie chciałem, aby poszła w obce ręce.
    I wtedy to, po lekturze wielu stron u Jarka, kliknąłem na podany tam link. Znalazłem się na stronie hipnozaswiadomosciwolnosc.pl
    Po dokładnym wysłuchaniu tam kilkunastu sesji hipnotycznych, prowadzonych przez Leszka i Kasię /jako medium/, poddałem się hipnozie. Jednej, drugiej, trzeciej.

    Już po pierwszej sesji, dokładnie oczyszczony z emocji, poczułem się cudownie. Znikły natychmiast wszystkie dręczące mnie problemy.
    Było to tak dziwne, że aż nie mogłem przyjść do siebie.

    Po dwóch kolejnych sesjach jakoś doszedłem do siebie całkowicie. Poznałem przez internet dziewczynę w moim wieku. Mieszkała w Londynie. Dzięki Google mogłem nawet zobaczyć jej okolice, dom w którym mieszka, jej piękny ogród.

    Po kilku miesiącach znajomości, niestety, nasze drogi rozeszły się. Dlaczego? Ano zgadnijcie? Nigdy mi w to nie uwierzycie, co Wam teraz powiem. Brzmi to wprost nieprawdopodobnie. A jednak się kręci — powiedział Galileo Galilei po procesie przed Świętą Inkwizycją.

    Miałem jeszcze, pomimo trzech sesji, wciąż mentalność rzymskiego katolika. I tym samym nadal, chociaż już coraz słabiej, działały na mnie programy wdrukowane mi, od noworodka, przez cywilizację judeo — chrześcijańską.

    Zacząłem sobie myśleć, że ja nie jestem godzien tej wspaniałej kobiety z Londynu. Tylko tego trzeba było mojemu Umysłowi. Zwątpiłem jak Piotr idąc po wodzie do Jezusa. Na skutki nie trzeba było długo czekać.

    Umysł dostał zadanie poparte kodem — jest jej niegodny — trzeba ich oboje rozłączyć. Tego było jeszcze zbyt mało, aby Umysł mógł je zrealizować. Umysł stworzył mi zatem narzędzie — astralny superkomputer 4D. Ten astralny komputer podłączyłem do mojej Świadomości.

    Moje zwątpienie zapoczątkowało proces rozdzielenia mnie z tą dziewczyną. Ale tego było za mało, aby operacja rozdzielenia dwojga ludzi na zawsze mogła być skutecznie zrealizowana. Skutecznie i trwale. Przynajmniej w tym naszym obecnym wcieleniu.

    Nadeszła rocznica, gdy opuściła mnie moja narzeczona. A właściwie to ja Ją opuściłem na Jej stanowcze żądanie potwierdzone trzykrotnym powiedzeniu mi ,, Idź precz”. Poszedłem.

    W rocznicę tego wydarzenia kupiłem sobie, po raz pierwszy od matury, butelkę szampana. Z rozpaczy wychlałem ją sam i to całą. Ale to nie wszystko. Do pracy zabrał się mój Umysł. Wpada mi na myśl, aby napisać do Niej na czacie Skype jakiś kawał, aby tę Londyniankę rozweselić. Komputer 4D wymyślił kawał. Nie był nawet sprośny. Będąc w stanie lekkiego zamroczenia alkoholowego wysłałem Jej ten kawał. Okazał się on gwoździem do trumny naszej dalszej rozwijającej się znajomości.

    Po dwóch tygodniach napisała mi ,,żegnaj Eriko”. I koniec. I kropka.

    Reasumując moje myśli pokazuję Wam wszystkim, że bez wiary w siebie nigdy niczego nie osiągniecie. Co było do okazania.

    Lubię

  7. Pozwól Jarek, że odniosę się do tych dwóch punktów wskazanych przez Ciebie. Pierwszy określa przekonanie, że cierpienie na tym świecie, na tym padole łez i rozpaczy, ma jakiś wyższy cel. A zatem musisz cierpieć, aby kiedyś mógł zostać zbawionym, czyli trafić do nieba. Jest to pogląd, od ponad dwóch tysięcy lat, wpajany wszystkim wyznawcom Jezusa z Nazaretu. Bo skoro Jezus cierpiał, to i my musimy cierpieć.

    Jest to pogląd bardzo szkodliwy społecznie. Musisz brać katoliku Twój krzyż i iść za Twoim Nauczycielem. Bo inaczej czeka Cię potępienie wieczne.

    Twierdzenie, że cierpienie, samo w sobie, uszlachetnia człowieka jest w swej istocie całkowicie mylne. Iluż ja spotkałem w moim obecnym życiu ludzi prawdziwie cierpiących. Jakoś nie zauważyłem, aby kompletnie źli ludzie poprawili się przez cierpienie.

    Do tego, aby pójść do raju, musisz przez całe Twoje doczesne życie cierpieć: biedę, głód i niedostatek. Wszak błogosławieni ubodzy. Jezus twierdzi, że ubóstwo prowadzi do Królestwa Niebieskiego. Nie mnie z Nim polemizować. Być może masz nieco racji Jezusie. Ale ja wiem jedno. Że ludzie żyjący w nędzy i w skrajnej nędzy na pewno trafią do piekła, o ile takie piekło istnieje. Mają zresztą piekło już na ziemi. To ze skrajnej nędzy dzieją się rzeczy straszne. Rodzice sprzedają swoje własne dzieci w niewolę. A potem takie dziecko trafia na części zamienne, do domów rozpusty, a także zostaje terrorystą, bandytą itp.

    Tak więc reasumując p.1/ ubóstwo i nędza wcale nie prowadzi do uszlachetnienie człowieka.

    Z kolei co do p. 2/ to muszę rzec, że wcale nie musimy poświęcać się dla innych, zwłaszcza wrogich nam ludzi. Miłujcie nieprzyjaciół Waszych znaczy tylko tyle, abyśmy nigdy nie żywili ku tym wrogom żadnej nienawiści. Bo samo trwanie w nienawiści, czyli w emocjach szkodzi tylko i jedynie nam. Wrogowie bowiem mają się całkiem dobrze. Czy zauważyłeś Jarek, że w tym kraju znakomicie żyje się gnębicielom narodu, a ci co o wolność walczyli żyją dziś w skrajnej nędzy?

    Ja nie chcę oceniać, oskarżać, ani osądzać naszych gnębicieli. Nie o to mi tu chodzi. Ja jedynie stwierdzam oczywiste fakty. I wale nie uważam, że: bogactwo, zdrowie, wesołe życie, seks z atrakcyjnymi kobietami, czy wreszcie życie pełne braku trosk jest samo w sobie czymś złym, grzesznym. A co do malwy nędzy? Mam może zajmować się wszystkimi ludzkimi bachorami? I to tylko dlatego, że wielu ludzi chce się bzykać i potem nie bierze na siebie żadnej odpowiedzialności za tak beztrosko spłodzone potomstwo?

    To jest, malwa, nie mój problem. To nie mój obowiązek. Nie po to przyszedłem na ten popieszczony świat, abym miał zajmować się bękartami tego kraju i całego świata. Czy ja jestem jakimś bogiem? Czy ja jestem panem tego świata? Ja jestem jedynie wędrowcem, który wpadł tu na chwilkę i zaraz spada.

    A może mam iść i dobrowolnie ginąć za ten kraj, za ten naród, za tę religię? Co mnie, malwa, to wszystko obchodzi? Wcale nie zamierzam umierać za interesy najbogatszych ludzi tego kraju.

    I to by było na tyle.

    Lubię

    • „Gdy masz okazję by uniknąć cierpienia – uniknij go i nie zważaj na żadne ideologie czy doktryny. Szczególnie te duchowe. Miej na uwadze dobro swoje, a w dalszej kolejności – ludzi, którzy są wobec Ciebie w porządku. W dalszej kolejności – bądź solidarny z ludźmi dobrej woli. Cała reszta się nie liczy. ”
      Świetne,nic dodać nic ująć.
      „Pewna doza złych doświadczeń jest potrzebna by szlifować chart ducha, empatię, zdrowe podejście do świata. Jednak kurwa, bez przesady.. ” ;DD Fakt,bez przesady😉 Kiedyś byłam arogancką,zarozumiałą „intelektualistką”,taką,co tylko „szkiełko i oko”.Dopiero kila(dziesiąt?)kopniaków od życia nauczyło mnie empatii,zahartowało i pomogło w duchowym rozwoju.
      Jednak zbyt wiele złego w życiu zabija naturalną radość,pogrąża duszę w ciemności a „zgryzota zabija siłę ducha”.Jak i we wszystkim musi być zachowana równowaga pomiędzy dobrymi jak i złymi rzeczami w naszym życiu.Czy mieć pieniądze jest złe?Nie zawsze.Jeśli ktoś ma ich nadmiar to zazwyczaj prowadzi do degeneracji(brak współczucia,oziębłość,przedmiotowe traktowanie ludzi).Ale brak pieniędzy też prowadzi do patologii.Pieniądze nie dają szczęścia ale ich brak może prowadzić do nieszczęść.
      Dobry artykuł Jarku.

      Lubię

    • ,, Do tego, aby pójść do raju, musisz przez całe Twoje doczesne życie cierpieć: biedę, głód i niedostatek. Wszak błogosławieni ubodzy. Jezus twierdzi, że ubóstwo prowadzi do Królestwa Niebieskiego. Nie mnie z Nim polemizować. Być może masz nieco racji Jezusie. ”

      Co ty, kochany Erika, za bzdury wypisujesz?
      Czy słyszałeś na własne uszy Jezusa? Stałeś, dajmy na to obok niego? Czy był z tobą świadek, który może potwierdzić choćby jedno słowo Jezusa zasłyszane przez ciebie?
      Czemu temu gościowi wkładasz w usta, to czego nigdy nie wypowiedział?
      Czemu doktryny religii, w jakiej z resztą wychowano mnie, utożsamiasz z naukami Wtajemniczonego Myśliciela, którego małą część przekazów ,,wypożyczono” dla stworzenia podstawy religii nie mającej prawie nic wspólnego z faktycznymi naukami.
      Dowodem na to niech będzie fakt, że do dziś dnia, od soboru nicejskiego w 325 roku, gdzie spreparowano 4 ewangelie na potrzeby kołtuństwa i dla własnego finansowo kontrolującego interesu, do dziś wierni instytucji mają zakaz wstępu do 31 z 35 ewangelii.
      Jeśli KrK byłby na prawdzie nauk Jezusa to zapodałby jego przekazywaną wiedzę o reinkarnacjach, duchach Natury, w tym zwierząt, wiedzę o duchowo energetycznym łączeniu się Ducha człowieka z Kosmosem i jego energią.

      KrK nie zapoda tych nauk, nie ujawni wiedzy z Biblioteki Aleksandryjskiej, ostatecznie zniszczonej w XIII wieku, a wiedzę z niej zagrabioną potajemnie przed owcami trzymanej min. w tajnych archiwach Watykanu.

      Musi KrK to trzymać w tajemnicy, bo w przeciwnym razie dwutysiącletni monolit okazałby się domkiem z kart i to przy wietrznej pogodzie.

      Nie pisz więc Eriko, że Gościu o imieniu Jezus coś powiedział, z czym się zgadzasz lub nie zgadzasz.
      Możesz jedynie polemizować z kadrą katolicką, która(jak wiele religii) stworzyła klimaty cierpiętnictwa z jednej i obiecanki poza planem fizycznym z drugiej strony. Własny interes i zamordyzm. Psychiczny zamordyzm obiecujący zbawienie gdzieś tam, a nie radość życia tu i teraz, o której wiele jest mówione w zakazanych ewangeliach.

      ,,Błogosławieni ubodzy” – nie ma bardziej zniekształconego pojęcia, które w najstarszych, zbliżonych do oryginału zapisów brzmi zupełnie inaczej.
      Po pierwsze ,,błogo(?)sławieni” ma swój źródłosłów w ,,Boga sławiący”, a ,,ubodzy” to ci, którzy są u Boga.
      Boga sławiący są u Boga, w Bogu.
      Całkowicie zmieniono interpretację tego pojęcia, aby człowiek wyzbywszy się wszelkich, uczciwie zapracowanych dóbr na rzecz instytucji kościelnej stał się nędzarzem i będzie za to wywyższany(błogosławiony) przez tę instytucję.
      Tylko kto będzie czuł się tu błogo – a kto będzie wyciągał coraz to dłuższe ręce do Boga, prosząc o kawałek chleba – to chyba jest jasne.

      A tak na marginesie. Do obecnej wyniszczającej Naturę i jej środowisko sytuacji przyczyniło się stwierdzenie, ze jakoby Bóg miał rzec, aby człowiek czynił sobie Ziemię poddaną .
      Debilstwo pierwszego sortu, ponieważ człowiek miał w pra zamyśle czynić Ziemię sobie ODDANĄ. Wedle tego zamysłu żyli min. Indianie, Aborygeni.
      Przyznasz, że jest ogromna różnica między poddaństwem a byciem ODDANYM. To ostatnie zawiera nieprzymuszoną wolną wolę, współistnienie, symbiozę, wzajemnie się uzupełniające oddziaływanie.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Lubię

      • Masz rację Krysia. Chociaż nie da się udowodnić realnego istnienia Jezusa na Ziemi, to również nie da się nigdy przenigdy udowodnić faktu, że Jezus na tym świecie nigdy nie istniał.

        Ja nie odnoszę się zatem, ani do istnienia, ani do nieistnienia Jezusa. Nie to też miałem na myśli. Nie mnie też ustalać autorów czterech ewangelii NT.

        Napisałem jedynie, aby pozbyć się jakiejkolwiek nienawiści do wszystkich ludzi, a w szczególności do tych ludzi, którzy kiedykolwiek uczynili nam coś złego. Nienawiść to są emocje, które niszczą człowieka. Najczęściej niszczą właśnie ofiarę, a nie krzywdziciela.

        To i tylko to miałem na myśli. Przebaczyć, przestać żywić nienawiść, strzec się dobrze takich ludzi i pamiętać, aby nigdy im nie zaufać. Przebaczyć, nie znaczy zapomnieć. Należy jedynie wyrzec się emocji. Najlepiej je przepracować i wypalić.
        Dopiero wówczas nasz Umysł przestanie je ,,zauważać” i odreagowywać je na przykład przez rozmaite choroby.

        Podobnie odniosłem się do ośmiu błogosławieństw na górze, które według NT miał tam je wygłosić Jezus z Nazaretu. Zacytowałem jedno z nich to jest ,,błogosławieni ubodzy”.

        Człowiek ubogi według ST jest to człowiek, któremu Pan nie błogosławi. Podobnie Homer pisze w ,,Odyssei”. Cytuję z pamięci ,,no bo komu bóg darzy ten bogaty.” Czyli sławo bogaty mówi o związku stanu majątku człowieka z życzliwością jakiegoś boga. Nie wymieniam jakiego.

        Ja podaję czytelnikom blogu Jarka ten cytat właśnie dlatego, że wszyscy wyrośliśmy w kulturze judeochrześcijańskiej, a już na pewno w religii KRK. Nigdzie nie piszę, że człowiek ubogi prędzej trafi do nieba niż bogaty. Bogactwo potrafi wykoleić, ale skrajna nędza potwornie demoralizuje człowieka.

        To i tylko to chciałem tu napisać. Dziękuję Ci Krysia za tak rzeczowe zabranie głosu w tej tak dziś potrzebnej debacie społecznej. Jeden blog Jarka to za mało, aby zmienić oblicze tego kraju. Tej ziemi. Tej polskiej ziemi. Pozdro. Erika.

        Lubię

  8. ….zgadzam się z tym tekstem w pełnej rozciągłości; z perspektywy moich kilkudziesięciu lat życia na tej planecie – o dziwo pierwsze podejrzenie, że żyjemy w sztucznie stworzonym świecie (matrixie) miałem w wieku 19 lat…potem burzliwe życie na studiach, no i założenie rodziny, praca – codzienny, całodzienny kierat…rozpad rodziny…dalszy kierat…i od dużej traumy w 2012 roku(sic!) – wypadek w pracy, zacząłem się interesować „duchowością”; trafiłem do Twojej knajpki Jarku, a z niej i na inne strony „niekonwencjonalne”…faktycznie – chcąc – można wszelką wiedzę uzupełniać i czerpać z niej nieustannie – to kapitalny plus Internetu…nie mniej uważam, że „im więcej wiem, tym mniej wiem” niestety, a może i stety -_- ! Być może jest tak, że jesteśmy naocznymi „świadkami” i uczestnikami eksperymentu, który wymknął się z pod kontroli i to by trochę tłumaczyło te wszelkie cierpienia, wojny, podporządkowania,zależności i diabli jeszcze wiedzą co…z tym, że perspektywy z tego punktu widzenia nie są optymistyczne niestety, acz znakomicie wpisują się w książki i teksty Zelanda…a może jest on jednym z tych, którzy to „programowali”, a teraz nie wiedzą, co z tym fantem począć? Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji….

    Lubię

  9. Wiedza, kochany Oko, dla samej wiedzy wypełnia umysł i w efekcie nie przynosi takiego pożytku, jaki człowiekowi jest potrzebny.
    Zamykając tysięczną przeczytaną książkę z jeszcze większą obawą powiem, że nic nie wiem.
    Ale wiedza, która myślą porusza serce, każe odczuwać coraz to bardziej wznoszące wibracje, prowadzi ku przejawom dobra, współodczuwania, zrozumienia, wdzięczności, odwagi i przebaczenia – ta wiedza zmienia mnie i jednocześnie jest niezawodnym wytrychem do drzwi, za którymi matrixowe oprogramowania nie działają. Bo matrix jaki by nie był jest symulacją, sztucznością, iluzją nie mającą dostępu do prawdy o mnie samej, do odczuwania siłą mojej wolnej woli.
    To dlatego wszelkie programy, kontrole (w szkole, w pracy, w telewizorni) czynią wszystko, aby człowiek nie myślał, nie odczuwał.

    ,,Czyż pająk w rogu celi więziennej rozpięty
    więcej wie o wolności, aniżeli ty serce?”

    Świat wokół mnie może postawić szeregi krat, zasieków i murów ale nikt i nic nie uwięzi mego serca i jego odczuwania.

    Jakże piękne słowa zacytował Sanctus:

    ,, Nie ma wspanialszego pojednania od miłości, która przeciwieństwa w sobie, uczynić potrafi dopełnieniem.”

    Serdecznie pozdrawiam.

    Lubię

  10. http://mysl-polska.pl/1061

    … możemy sobie tworzyć mauzoleum narodowe z hasłem ku potomnym pt.: „Tu kiedyś była słowiańska Polska, teraz będzie korpo żydomasońskie Polin”😀 … a to wszystko dzięki PO-PIS-owej brawurze serwilizmu wobec usraelskich i szwabskich namiestników😉

    Lubię

    • Negocjacje w sprawie CETA będą trwały latami aż w końcu umowa zostanie zaniechana. Nie róbcie z tego kolejnego końca świata. Tyle ich przeżyłem od 2009 roku, a ten świat na złość nadal istnieje.. Wielu z Was chyba podświadomie by chciało zagłady tego świata snując apokaliptyczne teorie. Ale w sumie, nie dziwię się..

      Lubię

  11. A teraz po wychyleniu szklanicy mineralnej na rozjaśnienie myśli pozwól mi, Jarek, że odniosę się do wspomnianych przez Ciebie wahadeł Zelanda.

    A mianowicie jak mamy postępować, aby wyeliminować wpływ owych wahadeł na losy nasze i całego świata. Gdy zastanowimy się głębiej nad tą sprawą okazuje się, że król jest nagi. Czyli, innymi słowy mówiąc, te wahadła wcale nie mają żadnej mocy nad nami. Chyba tylko wtedy, gdy my tę moc wahadeł uwierzymy i zamiast je całkowicie zignorować, zaczniemy o nich myśleć i z nimi walczyć.

    Walczyć, zamiast jak wielu dziś je popiera. Wynik jest ten sam. Wspierasz wahadło, walczysz z wahadłem — ono zawsze doi z ciebie energię. Jeśli zlekceważysz je całkowicie, to wahadło zostawi Ciebie w spokoju.

    Jeśli jednak uwierzysz w wielką, nieograniczoną moc wahadeł, to w Twojej psychice, w Twoim Umyśle zostają zapisane podświadome kody i programy, jakoby to wahadło mogło wywierać na Ciebie jakiś przemożny wpływ. Uwierz mi. Te wszystkie wahadła są taką samą iluzją, jaką jest cały ten świat widzialny i dla nas obecnie niewidzialny.

    Piszesz Jarek, że groźne są dla nas publikatory. Wcale nie musimy mieć z nimi kontaktu. Nikt Ci u diabła nie każe oglądać telewizji, czytać gazet, chodzić do kina, na stadiony i robić innych tego rodzaju rzeczy. Zieje z nich wszystkich jad emocji. Sieją one nienawiść do innych ludzi. I szczują ludzi wzajemnie na siebie. Jak długo jeszcze będą to czyniły? Ano tak długo, jak długo my im na to pozwolimy.

    Co do rozmaitych doktryn społecznych, politycznych i religijnych, to wystarczy je wszystkie tak po prostu wyrzucić. Dać je do kosza. Ludzie sami muszą wyrabiać sobie własne poglądy na ten świat. Jeśli wciąż będą karmieni papką przeżutą przez innych ludzi, to nigdy nie dorosną. Nigdy nie będą ludźmi dojrzałymi do życia w społeczeństwie ludzi prawdziwie dorosłych.

    Podobnie potraktujmy inne wahadła. Po prostu wszystkie je zwyczajnie olejmy, zignorujmy. Uznajmy, że nie istnieją. Jak może Co uczynić coś w co nie wierzysz i istnienie tego zdecydowanie odrzucasz?

    Lubię

    • Erickanecker masz całkowitą rację z tym odrzucaniem wahadeł, doktryn czy publikatorów, gdyż właśnie tak jest, że jeżeli je zignorujemy, to nie mają one na nas żadnego wpływu. To od każdego z nas zależy nasz humor, samopoczucie i nastrój każdego dnia, trzeba tylko umieć odrzucić to co z nami nie współgra. To co do siebie dopuścimy, o czym myślimy to wpływa na nas , pozytywnie lub negatywnie, od nas zależy wybór. Nasze myśli tworzą słowa, słowa tworzą czyny, czyny tworzą nawyki, nawyki tworzą charakter, a charakter to nasz los jak mądrze pisał LAO TZOU. Wszystko to kiedyś przerabiałam na sobie i cieszę się, że udało mi się osiągnąć wewnętrzny ład i spokój.
      Sama jedna świata nie zbawię, chociaż bardzo bym chciała, staram się jednak wysyłać od siebie tylko dobrą energię, wiem, że co człowiek wysyła to do niego wraca, więc niedorzecznością by było, żebym wysyłała zło. Czytam Twoje wpisy i wiem, że jesteś osobą wrażliwą i współodczuwającą, a to w dzisiejszych czasach jest rzadkością.

      Pozdrawiam serdecznie ♥ ♥ ♥

      Lubię


  12. ❤ … wzniośle piękna, instrumentalna mystic magija ^-^ … absolutnie zawsze mam dreszczujące ciarki po ciele jak tego słucham, i wyobrażam sobie cały proces śmierci, jak dusza najpierw walczy ze świadomością umierającego ego-ciała, a potem wybija się w duchowy wymiar istnienia i szybuje wyzwolona …

    Lubię

    • 17 lat temu namiętnie słuchałem kapeli DATH i masz całkowitą rację. Kto przy tym kawałku nie czuje ciarek na plecach ten chuja zna się na rocku.

      Lubię

  13. „Nieszczęśliwą jest każda świadomość. Przyczyna owego nieszczęścia leży w tym, że świadomość związana jest z rozdwojeniem, z rozpadem na podmiot i przedmiot. Człowiek zaś, aby zwalczyć swoje nieszczęście i ból, stara się albo wznieść do nadświadomości, albo pogrążyć się w podświadomości. Świadomość jest drogą człowieka biegnącą między tym, co podświadome i żywiołowe, i tym co nadświadome i duchowe. Człowiek jest istotą cierpiącą, bo jest istotą dwoistą, żyjącą w świecie fenomenalnym i noumenalnym. Człowiek jest zjawiskiem, istotą przyrodniczą, podporządkowaną prawu tego świata i jest również „rzeczą w sobie”, istotą duchową, wolną od władzy tego świata. Świadomość znajduje się w stanie pośrednim i na tym polega jej dwoistość.”

    Nikołaj Bierdiajew – Zarys metafizyki eschatologicznej

    Lubię

  14. Zabrzmie protekcjonalnie, ale ciesze sie ze Jarek dojrzewa i zrozumial, ze bajki o sensie cierpienia, kuzniach oraz pozytywnego duchowego wibrowania, ktore zmienia swiat, to przekret systemu, zludna nadzieja dla quasi oswieconych. Ze destrukcyjne jest sluchanie bajkopisarek wiedzm i innych magow, ktorzy bez kasy byliby nikim, a opowiadaja o wielkiej mocy, asertywnosci, mozliwosci kontroli rzeczywistosci.
    Te komentarze powyzej sa takze przeslodzone i chca zamazac fakt, ze KAZDY z was uduchowionych, gdyby trafil do wiezienia, to albo popelnilby samobojstwo, albo zachowalby sie dokladnie tak jak ci prymitywi bez szkoly i moralnosci, a jakbyscie nie wiedzieli, to dla malych dzieci czesto ich rodziny, szkoly, miejsca pracy, sa takimi wiezieniami z ktorych nie ma ucieczki, polecam film „Cube”. I tyle zostaloby z wplywania na matrixa, rzeczywistosc, emanacji milosci.

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s