Felietony i artykuły autorskie

Jak mądrze uświadamiać ludzi by nie wyjść na idiotę?

Jak mądrze uświadamiać ludzi by nie wyjść na idiotę?

jak uświadamiać ludziPytania takie jak kiedy i jak pomagać ludziom, jak i kiedy i jak dzielić się naszą wiedzą pojawiają się u mnie od jakiegoś już czasu. Dziś dorzucę jeszcze kilka cegiełek do naszych rozważań.

Pisałem już, że pomóc albo podzielić się wiedzą możesz tylko i wyłącznie wtedy, jeśli jest przyzwolenie na to z drugiej strony. Ze strony Twojego rozmówcy. Jeśli tego przyzwolenia nie masz, to nie tylko nic nie zdziałasz. Ale osiągniesz skutek odwrotny do zamierzonego, narazisz się na ostracyzm, szykany, utratę pracy czy mordobicie.

Jeśli nie masz przyzwolenia, a mimo to starasz się pomóc, np korzystając z wybujałej argumentacji lub socjotechnicznych czy magicznych sztuczek – to igrasz z ogniem. Słabo rozwinięte dusze mają swoje lekcje, mają swój plan ewolucyjny. Często są to lekcje traumatyczne i brutalne. Standardowym przykładem jest mężczyzna próbujący przemówić do rozsądku kobiecie, która jest w toksycznym związku z agresywnym i nieczułym facetem. Lub kobieta próbująca przemówić do rozsądku facetowi, który jest w związku z toksyczną kobietą.

Mężczyzna próbuje przekonać argumentami logicznymi kobietę, że jej partner pije, bije, zdradza i jej nie szanuje. By od niego odeszła. Kobieta pod względem logicznym przyznaje pełną rację, ale jakaś potężna siła sprawia, że nie odchodzi od zimnego, nieczułego drania który ma ją za nic. To jest odwieczna zagadka zjawiska „friendzone„. Kobieta kocha i pożąda nieczułego dupka, zaś wrażliwego przyjaciela chcącego ją uratować – nie kocha i nie pożąda. O tym nie mówi praktycznie żaden coach ani trener podrywu. Wytłumaczę Ci to ja.

Otóż ta potężna siła to podświadomość, często utożsamiana z duszą. Dusza jest jak małe, głupiutkie dziecko, które pełne chęci doświadczania życia wkłada metalowy przedmiot do gniazdka z prądem. Otóż dusza chce doświadczać, także złych i brutalnych rzeczy. Dusza słabo rozwinięta zbiera w ten sposób niezbędne doświadczenia i pilnuje planu ewolucyjnego takiej kobiety. Taka kobieta logicznie wie wszystko i rozpacza będąc w takim związku. Zaś jej dusza się raduje, gdyż zdobywa w ten sposób niezbędne doświadczenia. I pilnując planu ewolucyjnego, nie pozwala jej odejść od chama i drania.

Szerzej opisałem tę kwestię w felietonie poniżej:
Nie zmieniaj kobiety tkwiącej w toksycznym związku, to igranie z ogniem!

Pomagając komuś kto nie jest gotowy na pomoc, w bardzo poważny sposób ingerujesz w jego plan ewolucyjny i narażasz się na potężny kopniak w dupsko ze strony sił korygujących wszechświata. Nie możesz wiecznie stać, ślęczeć nad taką młodziutką i głupiutką duszą i wyciągać ją z coraz to nowych tarapatów. Bo jeśli ona ma tarapaty w planie swojego rozwoju na to życie, to gwarantuję Ci, że w te tarapaty wpadnie. Ba! Podświadomość (dusza) sama do tych tarapatów umyślnie doprowadzi, by zdobyć doświadczenia.

Umysł logiczny takiej osoby będzie przeżywał traumy i katusze, ale jej dusza będzie miała prawdziwe święto – oto bowiem zdobyła doświadczenie, powiększyła swoją bazę danych. Choćbyś stanął na rzęsach, to nie przeszkodzisz takiej duszy wpaść w tarapaty. Co możesz więc zrobić? Możesz zasiewać ziarno. Nie zmieniać ani nie pomagać na siłę, na chama, ale zasiewać ziarno. Podać jakiś wniosek, argument, lekturę – na którą ta osoba będzie w danym momencie gotowa. Choćby to było coś niewielkiego, mało znaczącego.. To mało znaczy dla Ciebie, ale jeśli dusza takiej osoby jest gotowa na tę drobnostkę – to dla niej znaczy to bardzo dużo.

Musisz to oczywiście wyczuć, a to przychodzi z czasem. Gdy napotykasz na mur mechanizmów obronnych w psychice – najlepiej zrezygnuj. To nie są wcale szkodliwe mechanizmy obronne „głupiej podświadomości„, jak to wielu z nas określa. Te mechanizmy mają m.in. za zadanie pilnować właśnie planu ewolucyjnego duszy. Dla Ciebie może być niepojęte, jak można popełniać tak głupie i groźne błędy, ale z punktu widzenia takiej młodziutkiej duszy wygląda to zupełnie inaczej.

Możesz się załamywać i zadawać sobie rozliczne pytania: „no ale kurwa jak?! I po co?!„, ale postaraj się spojrzeć na to inaczej. Zrozumieć. Że są tu dusze (jest ich większość), które potrzebują doświadczeń złych, traumatycznych, brutalnych. Bez zbudowania tej podstawowej bazy danych te dusze nie tylko nie będą mogły ewoluować, ale mogą cofnąć się w rozwoju na wiele żyć. Na pewno tego byś chciał? Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi. Ty masz swoje lekcje, inni mają inne lekcje. Często trudno zrozumieć nam lekcje które są udziałem dusz mniej rozwiniętych.

Ale chociaż się postaraj. Nie powielaj błędów milionów rodziców, którzy przerażeni trudami życia chowają swoje dzieci pod kloszem, w oddaleniu od ziemskich problemów. Wiesz jaki rezultat daje takie wychowanie? Sprawia ono że dzieci wyrastają na dorosłych nie umiejących sobie radzić w życiu. Tak samo jest w takiej relacji. Wielu z nas w ciągu swojego życia spotyka takie młode dusze i ma za zadanie im pomóc. To trzeba robić z wyczuciem, a nie na siłę.

A co z dzieleniem się naszą wiedzą? Pierwsza i najważniejsza zasada – gdy człowiek jest gotowy, to sam do Ciebie przyjdzie. Ba, często sam do Ciebie zagada i to w temacie. I bywa, że spotkasz takiego człowieka tam gdzie się tego nie spodziewałeś – w pracy, szkole itp. Pomóż wtedy, i to też z wyczuciem tematu. Musisz poznać na ile procent jest on purytański, ile jest w nim konserwatyzmu obyczajowego, jakie i gdzie mechanizmy obronne ma. Wiadomo że każdy wierzy w jakąś religię, ideologię czy inną bzdurę. Po prostu zapytaj go o to.

Często czułe punkty i tabu tkwią właśnie w tej sferze (wierzeń, schematów, ideologii, religii). Nie neguj ich i nie dotykaj ich. Nie próbuj bezpośrednio zmieniać ani przekonywać. Nigdy, ale to nigdy nie obieraj sobie za punkt honoru zwycięstwa w dyskusji. Zwyciężysz i co z tego? Przegrałeś. Choć na logikę on przyznał Ci rację, to podświadomie go zraniłeś, i to kiedyś wyjdzie. Ludzie zawsze zadają sobie bardzo głębokie, podświadome rany chęcią zabłyśnięcia, posiadania racji, zwycięstwa w dyskusji czy pokazania że są lepsi od innych.

Dalej: nie forsuj jego błędnych przekonań (wg Ciebie), nawet jeśli mówi on totalne brednie. Puść je pomimo uszu. Wybierz jeden, dwa lub trzy szczegóły z tych bredni, z którymi możesz się częściowo lub w pełni zgodzić, i powiedz mu to. I potem jakby mimochodem przedstaw mu swój punkt widzenia. Nie jako walkę na argumenty, ale jako ciekawostkę, jako coś nowego co warto poznać. Jeśli widzisz w swobodnej rozmowie pokrewieństwo tematów i potencjał – drąż łagodnie i spróbuj zasiać ziarno. Ktoś mówi coś na tematy, które poruszamy? Ale nie wie wielu rzeczy? Nic nie szkodzi, spróbuj powiedzieć coś nowego dla tej osoby w poruszanym właśnie temacie.

Ale nie uderzaj z grubej rury, nie mów wszystkiego. Nie czyń rewolucji. Nie zasypuj go toną nowych i nowych informacji. Dbaj o jego mechanizmy zabezpieczające które mogą uderzyć w Ciebie z ogromną siłą pod naporem zbyt dużej ilości nowości. Dbaj też o siebie, by nie narazić się na śmieszność i ostracyzm. Chyba, że od słowa do słowa poznasz, że to „swój ziom„, tak samo wtajemniczony i obeznany jak Ty. Ale to zdarza się bardzo rzadko. Jesteśmy rozsiani po bezkresach całej Ziemi, w oddaleniu. Spotykamy się najczęściej w internecie. Gdy chcę się spotkać ze swoją bratnią duszą, to muszę kombinować. Ja – północ kraju, ona – drugi koniec kraju.

Natomiast dusze słabo rozwinięte mam tu, w mieście, na co dzień. W pracy, w domu, na dzielnicy, w autobusie, sklepie, itp. Wy pewnie też doświadczacie tego samego. W pracy czy w domu musimy krakać tak jak wrony. A w internecie możemy z jednej strony poszaleć, zmasakrować kilka tabu, a z drugiej strony – wymienić się cennymi informacjami. Zauważcie jak cenną rzeczą jest internet. Nie musimy już udawać się do buddyjskich klasztorów narzucających sztywny reżim, ani dołączać do tajnych stowarzyszeń które w zamian za wiedzę zabierają bardzo dużo. Dziś wystarczy internet który zawiera w sobie całą wiedzę świata, wszystkie ideologie, religie, wierzenia, społeczności.

Uważam natomiast za kurewsko ciężkie przegięcie uświadamianie czy nawet rozmowę na nasze tematy z tymi, którzy w ogóle ich nie czują. Czy to z chłopakami ogolonymi na łyso słuchającymi Gangu Albanii, czy to z biurowymi lemingami. Nie rzucaj pereł między wieprze (Jezus Chrystus) i nie próbuj uczyć świni śpiewu (Anthony de Mello). Są to brutalne stwierdzenia, ale najlepiej działają na wyobraźnię. Wystarczy po prostu zrozumienie dla planu ewolucyjnego słabiej rozwiniętych dusz i faktu, że wszystko ma swój czas, że wielu rzeczy nie da się przyspieszyć.

Co można jeszcze zrobić będąc na Ziemi? Dusze bratnie podróżują przez Universum w grupach. Mają one najróżniejszą liczebność. Kilkanaście, kilkaset a nawet kilkadziesiąt tysięcy. Większość lub wszyscy ludzie z którymi mamy większy kontakt, pochodzą z naszych dawnych żyć. Wiele dusz towarzyszy nam od setek tysięcy lub milionów lat. Odnajdź swoje bratnie dusze, bez względu na to, czy to są dusze młode i nierozwinięte, czy dojrzałe i kumate. Pomóż im na tyle, na ile można. Bądź tak blisko nich, jak pozwalają na to warunki i okoliczności. Dbaj o ich rozwój.

A reszta społeczeństwa? Nie, nie będę Was karmił frazesami o globalnej świadomości, o potrzebie miłowania wszystkich bez wyjątku, o dobrych energiach. Wiecie że od dawna takich bredni nie ma na moim blogu. Nawet jeśli zamieszczam cytaty i grafiki z takimi zawołaniami, to nie mam na myśli całej ludzkości. Jestem empatyczny wobec empatycznych i jestem dobry wobec dobrych. Wiedzą się dzielę z tymi którzy są gotowi a nie z lemingami. Wobec islamistów dokonujących ludobójstwa Europy nie wykażę nawet minimum empatii – ale proponuję to, co proponują oni wobec nas. Czyli przemoc i okrucieństwo.

Tak samo wobec dresiarzy napadających na ludzi. Popieram i cieszę się, że są instytucje które stosują bardzo często brutalną przemoc, takie jak wojsko, policja, straż graniczna, więzienia. To dzięki nim możemy w miarę spokojnie wyjść na ulicę bez posiadania karabinu maszynowego. To dzięki nim możemy spokojnie medytować w domu i rozwijać się duchowo. O paradoks. Inaczej: staram się traktować ludzi tak, jak oni traktują mnie. Jeśli ktoś nie zasługuje na empatię to nie daję mu jej, nawet odrobinki, wbrew temu co mówi lewactwo, Gazeta Wyborcza czy Krytyka Polityczna. Czy wbrew temu co mówią nie znający realnego życia zwolennicy new age. Jeśli ktoś nie zasługuje na wiedzę, to nie daję mu jej.

Nie miejcie złudzeń, że pracuję dla jakiejś światowej dobrej zmiany. Bo nie pracuję. Wielu te słowa mogą wydać się szokujące i odbierające nadzieję.. Ale nie będę owijał w bawełnę ani kreował się na kogoś, kim nie jestem. Co mogę zaproponować? Znajdźmy swoje bratnie dusze i pomóżmy im. Przekażmy właśnie im wiedzę i wsparcie. Stwórzmy swój własny, równoległy wszechświat. Niech będzie on życzliwy dla ziemskich podróżnych, z tym że aby się w nim znaleźć – muszą znać zasady, trasę i mieć bilet, niczym w tramwaju. Jeśli doprowadzisz siebie do porządku i poznasz prawa rządzące światem – to do Twojego tramwaju, czy też wszechświata równoległego wsiądą tylko takie osoby. Znające zasady, trasę i posiadające bilet. Inni będą obok Ciebie, ale jakby w zupełnie innym świecie.

Nie zależy mi na dobru tego świata. Bo wiem że nie mamy prawa zmieniać tego świata. Zarówno świat jak i ludzkość mają swoje lekcje i swoje tempo ewolucji – bardzo powolne. Jedyne co możemy zrobić to pomóc tym, którym można pomóc. Być może system upadnie, być może podzielimy los dawnej Atlantydy. Ale to według mnie nie ma już żadnego znaczenia. Liczy się dla mnie rozwój mój, i w dalszej kolejności – rozwój moich sióstr i braci, czyli bratnich dusz. Cała reszta? Mam wyjebane. Może żyjemy w jakimś światowym przełomie, w czasach reformy globalnego systemu. Nie wykluczam tej możliwości i nie jestem na nią zablokowany. Ale póki co nie wiadomo na ile jest ona prawdopodobna. Wiemy ponad wszelką wątpliwość tylko i wyłącznie to, że wszystkie systemy są niewydolne i rozpadają się, a Ziemia i jej biosfera umiera.

Powiem więcej.. Wszyscy znamy komiksy czy filmy z amerykańskimi superbohaterami. W każdym z nich walczył z tzw czarnymi charakterami. Oczywiście dobro, a więc amerykański superbohater – zawsze zwyciężało. Ale chwila chwila.. Czy aby na pewno reprezentowali oni dobro? Otóż czarne charaktery takie jak Joker miały swoją wizję. Dążyli oni do upadku systemu. Co natomiast robiły postaci rzekomo pozytywne takie jak Batman? Nie robili nic poza powstrzymywaniem postaci takich jak Joker. Nie mieli planu, nie mieli wizji, pomysłu.

Jedyne na czym im zależało, to ochrona systemu za wszelką cenę. I najważniejsze – ochrona systemu bez żadnej propozycji jego reformy. Czyli ochrona tego całego ziemskiego bagna i gówna, które niszczy ludzi na co dzień w niemal niezauważalny sposób. Kapitalizmu, niewoli, braku serca, władzy, opresji, społeczeństwa, prawa. I dlatego wysnuję rewolucyjną tezę, że superbohaterowie byli wręcz gorszymi draniami niż taki Joker. Nasze społeczeństwa są pełne takich widmowych superbohaterów, którzy szkodzą zamiast pomagać. Ludzi którzy za wszelką cenę bronią tego, co od dawna jest już martwe.

Lewacy, prawacy, ateiści, katolicy, liberałowie, konserwatyści. Wszyscy oni walczą o jakąś tam wolność i jakieś tam lepsze jutro. Oczywiście, jest to wolność i lepsze jutro rozumiane przez nich. Oczywiście, w swoje przekonania mają wbudowany moduł, że każdy musi tę wolność i lepsze jutro zaakceptować. Bo jak nie, to zmusi się tych nieprawomyślnych ostracyzmem i przemocą, np administracyjną. Teraz wszyscy narzekamy na lewactwo i poprawność polityczną która jest hitleryzmem naszych czasów. I słusznie. Ale przyjdzie nowa elita i będzie robić dokładnie to samo. Będzie to samo narzucanie swojej racji innym. Będzie ten sam mechanizm tematów tabu i poprawności politycznej, tylko nie lewackiej, ale jakiejś innej.

Zgodnej z widzimisię nowej elity. Bo rewolucje pożerają własne dzieci. Dalej: są ludzie, których nie można przekonać, zwerbować, przekupić, zastraszyć. Jedyne czego oni chcą, to zobaczyć, jak system płonie, trzymając pop corn w jednej dłoni, i butelkę piwa w drugiej. To jest dobre wyjście. Nie otwarta walka z systemem, ale umiejętne infekowanie tego systemu. Ci kumaci którzy wiedzą co i jak, zdają sobie sprawę, że budować można często tylko na gruzach starego. To, co niewydolne, zdezaktualizowane i przestarzałe, musi upaść, czasami z wielkim hukiem.

Jako ostatnią rzecz napiszę to o czym wspominałem dawno temu. Otóż poruszajcie najróżniejsze tematy, łamcie tabu, ale nigdy nie bądźcie śmieszni. Nie bądźcie new age’owymi zjebami, których teorie budzą jedynie szyderczy rechot. Lepiej wiedzieć swoje i być przy okazji „swojskim chłopem„, z którym można wypić piwo, zrobić ognisko, opowiedzieć chamski dowcip, zwierzyć się. Lepiej nie być wykłócającym się, narzucającym swoje racje, ani sztywniakiem, uważającym że wszystko jest złe.

Nie patrz na to, że inni ludzie to lemingi i nieświadomi. Ja byłem taki sam przez większość życia, Ty też. Pomimo wszystko nie zrażaj się do nich i nie potępiaj ich za to, z tego powodu, że możesz zniechęcić do poszerzania wiedzy lub nie zauważyć człowieka takiego jak Ty. Który ma potencjał. No i jeszcze jedna ważna sprawa – znaj tematy które są całkowicie skompromitowane społecznie. Takich tematów nie warto nawet poruszać. Na mojej stronie nie przeczytasz o reptilianach i innych tego typu rzeczach. Bo po pierwsze to tylko jedna z teorii, nie do udowodnienia, a po drugie, z tego jest nieustająca „beka” w internecie.

Poczytaj profile typu „beka z new age„, „new age i teorie spiskowe – niedorozwój świadomości” czy też „zdelegalizować coaching i rozwój osobisty„. Tam masz kopalnie przykładów, jak nie należy uświadamiać ludzi. Przekazuj swoje teorie i wiedzę w luzackiej, pop-kulturowej formie. Co robią grupy naszych przeciwników skupionych wokół akademickiej nauki i korporacji? Ano przekazują swoją wizję świata w atrakcyjnej, rozrywkowej formie. Nie jest to syntetyczna propaganda rodem z jajogłowych portali, ale coś co aż chce się poznać.

Tego rozpaczliwie brakuje – uświadamiania w wersji pop, w wersji lifestyle. Ludzie mają dość sztywniaków wyznających new age, uważających się za nie wiadomo co, wykłócających się i strzelających dziwnymi teoriami jak z karabinu. Popatrz na te grupy ezoteryczne na facebooku – pełno w nich wojenek i ataków, przekonywania się która wersja jest prawdziwsza, blokowania i donoszenia na siebie, jakichś dziwnych teorii. Czyli są tam te same brzydkie ludzkie wady i przywary, co na grupach kibolskich, hip hopowych czy przeznaczonych dla wkurzających się o wszystko mamusiek.

Wiej od takich miejsc jak najdalej. Zauważyłem też że na grupach poświęconych Transerfingowi Rzeczywistości takich zachowań praktycznie nie ma. Są tam spokojni i życzliwi ludzie. Nikt nie próbuje nikogo przekonywać ani wmawiać że to jego teoria jest najlepsza. Więc to naprawdę działa. Pamiętaj że nie każdy musi wierzyć w to co Ty i nie każdy musi mieć wiedzę taką jak Ty. Jest wręcz niemożliwe by tak się stało. Te dwa krótkie zdania, jeśli je sobie przyswoisz – tłumaczą i wyjaśniają tak wiele.

Autor: Jarek Kefir

Witam!:) Moja strona funkcjonuje dzięki darowiznom. Ten system zapewnia niezależność od różnych opcji politycznych i wszelkich „reklamodawców.” Nie jestem zrzeszony z żadną partią, ideologią ani organizacją. O funkcjonowanie bloga i poszerzanie wiedzy dbam sam. Możesz wesprzeć moją, ale także i Twoją stronę, i tym samym czynnie uczestniczyć w jej rozwoju i w rozpowszechnianiu cennych informacji. Z pewnością da to dobre owoce. Dołącz więc do grona twórców!
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Reklamy

33 odpowiedzi »

  1. Jarek, BARDZO DOBRY artykul. Szczegolnie fragment o zasiewaniu ziarna. Wystarczy dac przyklad, nie ma co na sile komus wciskac swoich madrosci. Jak ktos bedzie chcial USTAWIC SIE energetycznie z ta wiedza, to ja posiadzie. Kazdy musi najpierw przepracowac swoje negatywne wzorce, zeby mogl zdecydowac o ich zmianie. Jesli dasz komus gotowe rozwiazanie, nastepnym razem i tak zrobi to samo co wczesniej. Do skutku, do momentu az go to nie zdoluje, nie wyczerpie i nie postanowi sie z tego podniesc. Ewentualnie, jesli chodzi o samodoskonalenie, to taka osoba ma juz USTAWIENIE w korzystnym kierunku, wiec sama szuka rozwiazan, wedlug tego co jest z nia zgodne. Odnosnie globalnej swiadomosci, to tak samo jak ze zbiorowa. Tylko, ze ta globalna to calosc, mozna powiedziec ze calosc. Ciezko byc kompatybilnym z caloscia. Musialbys rozumiec cala szerokosc tych fal. Od dobrego filantropa, po najgorszych mordercow i zwyrodnialcow. Ale po co Ci rozumiec ich? Nie ma potrzeby wchodzic do ich swiata. Sam mialem takie doswiadczenia. Wszystko zmienia sie w chwili, gdy uznajesz ze cos jest juz Ci niepotrzebne. Jak zmiana samochodu, otoczenie, znajomych czy nawykow. Nie masz juz z tym doczynienia, jesli utwierdziles sie w nowym ustawieniu. Sprobuj przez tydzien nie wychodzic z domu i nie kontaktowac sie fizycznie z ludzmi. zajmij sie czyms BARDZO INTENSYWNIE. Zauwazysz wtedy jak stworzyles swoja rownolegla rzeczywistosc. Mimo ze bedziesz mial kontakty przez internet to TWOJA przestrzen rownoleglej rzeczywistosci bedzie wielkosci TWOJEGO MIESZKANIA. Wtedy bedzie innym trudniej wciagnac Cie w ich rzeczywistosci. Bedziesz mial wieksza kontrole nad swoja rzeczywistoscia i bedziesz mogl ja poszerzac np. w internet a pozniej, do innych ludzi w fizycznym swiecie ktorych pozanasz, spotkasz na ulicy itd. Bo bedziesz mial trwaly SZABLON rzeczywistosci, dlatego bedzie sie w Twoim zyciu pojawiac wiecej osob podobnych Tobie. Po to jest wyciszenie. Jak caly czas jestes wsrod chaosu, to porzadku z tego nie zrobisz. Pozdrawiam. 🙂

    • „Uważam natomiast za kurewsko ciężkie przegięcie uświadamianie czy nawet rozmowę na nasze tematy z tymi, którzy w ogóle ich nie czują. „Oczywiście.Strata energii.Prędzej by mnie mój kot zrozumiał:)Dobrze napisałeś:nie czują.Większość ludzi jest w stanie przyjąć pewne rzeczy na logikę ale nie zmienią niczego,czego nie czują w środku.
      Jestem tzw.kontaktową osobą i rozmawiam z wieloma osobami,często są to przypadkowi ludzie np.na spacerze.Czasem się wchodzi na takie bardziej filozoficzne tematy ale zanim poruszę jakieś kwestie to często pytam,czy np.ta osoba jest wierząca(w sensie wierząca „po polsku”,czyli kościół,katechizm ,te rzeczy).Jeśli jest wierząca to gadam o psach,kotach i pięknie natury,nigdy nie poruszam poważniejszych tematów,cenię sobie spokój;)
      Ostatnio miałam przyjemność rozmawiać z 35-latkiem,interesująca rozmowa toczyła się wartko przez 1,5 godziny po czym się zgadaliśmy,że obydwoje czytujemy blog Jarka Kefira ;D

      • Lol, synchroniczność jungowska, ciekawe czy on przeczyta ten Twój komentarz 😀
        A to czy ktoś wierzy po katolicku czy nie, chyba nie jest wyznacznikiem. Nasze doktryny są nielubiane właściwie przez zdecydowaną większość. Przez katolików z wiadomych powodów, ale również przez zapalczywych ateistów-racjonalistów. I jeszcze jedno..
        Na moim blogu czyta i pisze wielu chrześcijan. Kilku komentatorów wpada tu regularnie. Np Leszek, Beata, Agnieszka, Rybol. Oni nie robią rozpierdolu i nie naśmiewają się. Za to znam wielu radykalnych racjonalistów, którzy na samo słowo duchowość dostają sraki, białej gorączki. A ze wszystkiego co nie jest Dawkinsem, Darwinem itp, mają nieustającą bekę. I nie jest to beka obojętna czy życzliwa – jest to czysta, zapalczywa nienawiść.

        • Czytam Twój blog od dwóch lat. Wiele się z niego nauczyłem. 😊 Taka reakcja o której mówisz, występuje w chwili, gdy burzysz czyjś system wartości. Sam pewnie byś zareagował gniewem, gdyby ktoś Cie obraził. Dlaczego czujesz obrazę? Bo uważasz, że ktoś mówi nieprawdę o Tobie.
          A co by było gdybyś myślał, że jesteś gruby, i ktoś by Ci to powiedział? Zgodziłbyś się z tym, bo to prawda. Twoja prawda potwierdzona przez kogoś innego.

            • Jarku wyjaśniam:nie rozmawiam z tradycyjnymi katolikami dlatego,że moim zdaniem nie są jeszcze gotowi .Mam przyjaciółkę z którą siedziałam w ławce w liceum .Znamy się szmat czasu i porozumiewamy na różnych płaszczyznach z wyjątkiem jednej:religii ,ezoteryki i spraw duchowych.Kiedyś,gdy byłam jeszcze takim Dawkinsem jak to mówisz(miałam taką fazę fascynacji przez chwilę) powiedziała,że urażam jej religijne uczucia.Dlatego nie „ruszam „takich osób.
              A Leszka czy Beatę szanuję ,czytam ale nie wdaję się w polemikę gdyż ich punkt widzenia jest jak dla mnie zbyt biblijny.Miłej niedzieli 🙂

        • Jarku, tyle ciekawych aspektów poruszyłeś w swoim felietonie, że nie wiem do którego odnieść się najpierw.
          Twój artykuł ( poszerzenie poprzednich) to praca do rozkminiania co najmniej przez miesiąc!
          Wręcz potok tylu mądrości, porad, wskazówek i ,,zatrzymujących” człowieka myśli.
          Niesamowity, prostym słowem poczyniony przekaz:
          ,,NIE ZMIENIAJ NIC I NIKOGO NA SIŁĘ!”

          Nie bierz drugiego człowieka za rękę i nie ciągnij do kina, na film, którego tematyka ciebie interesuje. Powiedz co najwyżej, że gdzieś tam jest kino, w którym – twoim zdaniem – lecą czasem ciekawe projekcje. Zasiewanie ziarna. A czy spadnie ono na dobry grunt, który go przyjmie i pomoże mu wzrosnąć, to już decyzja i ,,gotowość” tego gruntu.
          O ziarnach rzucanych na skałę lub w jej szczelinę, gdzie odrobina ziemi i wilgoci pozwoli temu ziarnu wzrosnąć mówił też Jezus. Aż się boję używać tego imienia w obawie przed ,,zaszufladkowaniem” i dlatego celowo piszę mój komentarz pod twoim postem, w którym WRESZCIE jasno (dziękuję) ukazujesz ,,czystą, zapalczywą nienawiść” do tych, którzy myślą inaczej, mają swoje drabiny i wznoszą się na nich do nowego jutra o wiele mądrzej, bo nie ściągają siebie w dół nienawiścią, uprzedzeniem.

          Nie długość drabiny się liczy, nie ilość pokonanych szczebli, ale to co na niej robię, w jaki sposób, z jakimi odczuciami pokonuję następny szczebel.

          Co mi da, że coś zrozumiałam, pojęłam, odkryłam jeśli zamiast euforii, radości, które powinny towarzyszyć moim odkryciom zaczynam pałać nienawiścią do tych, którzy jeszcze tego nie odkryli?
          A czy muszą to odkryć, czy muszą iść po mojej drabinie? Bo jak nie, to są gorsi, głupsi i tłuki? Jak dla mnie taka postawa to ciche skurwysyństwo owinięte w kolorowy papierek ,,mojszejszej” prawdy. Czy nie jestem fanatykiem? Ależ owszem, a nawet gorzej, bo fanatyk, w cywilizowanym wydaniu, czynnie(myślą i rytuałem) wierzy w swoją prawdę oraz przekonuje innych do swoich poglądów.
          Fanatyzm ze znamionami skurwysyństwa (niby cywilizowany) nie przeznacza czasu na ,,praktykę” w swojej ,,prawdzie”, nie cieszy się nią.
          Będąc cywilizowanym sk…..im fanatykiem szukam tylko sposobności, na wyśmiewanie, obrażanie i poniżanie godności człowieka, co w efekcie podcina szczeble drabiny.
          I tak bardzo żyję w tej zapalczywości, że tkwię w tym gównie po uszy, czyniąc z niego sposób na życie, w którym MUSZĄ dla mojej produkcji gówna istnieć ,,przeciwnicy”.

          Ciekawy paradoks. To ja podświadomie, za wszelką cenę chcę, aby istnieli, by mieć się na kim wyżywać.
          A co by było gdyby wszyscy moi ,,opozycjoniści” zniknęli?
          Czy przestałabym wyśmiewać, obrażać? Podejrzewam, że nie, ponieważ dla mojego sposobu życia znalazłabym ,,innych przeciwników”.
          Do kiedy? Do czasu aż pojmę, że to ja muszę w sobie coś przepracować. W przeciwnym razie tkwić będę w tym gównie do usranej śmierci( jakże by innej 🙂 ), a może i w dalszych wcieleniach, w których nadal będę przyciągać obiekty nienawiści, by wreszcie się TEJ NIENAWIŚCI POZBYĆ!

          Ile mam w sobie obudzonej duszy i serca, jeśli niezgodność z poglądem zamieniam na walkę z człowiekiem, który owy pogląd wyznaje?

          Oj, miałam ,,rozkminiać” kwestie zawarte w artykule, a odniosłam się do słów zawartych w twoim poście. Zdrowo pojęta tolerancja to rzecz dla mnie b. ważna i dlatego, choć już kolejny raz, nie potrafię przejść obojętnie.

          Tym bardziej, że twoje ostatnie artykuły mówią właśnie o negatywnych skutkach egocentryzmu i tolerancji wobec potrzeb innych.

          Zdrowo pojętej tolerancji, bo tolerowanie przemocy, nawet tej werbalnej, nie powinno mieć miejsca. Ponoć należymy do cywilizowanych ludzi, którym zależy na dobru innych jak na własnym.

          Serdecznie pozdrawiam.
          PS. A co do kwestii poruszanych w artykule – wszystko jeszcze przede mną i Waszą, Kochani, cierpliwością 🙂 🙂

  2. „ŚWIATŁO UWYDATNIA CIEMNOŚĆ I ODWROTNIE

    Ciemność jest łonem światła, ktòre świeci jeszcze mocniej tam, gdzie jest bardzo ciemno. Im większy będzie nasz cień, tym bliżej Światła się znajdziemy. Nie bójmy się. Bez światła nie byłoby żadnych cieni, więc jeśli jest ciemność, to jest ona manifestacją BRAKU Światła, czyli jego Istnienia. Światłość powinna być poszukiwana właśnie tam: w ciemności. Nie istnieje ani absolutna ciemność, a tym bardziej bezwzględna światłość. Światłość jest zależna od ciemności i odwrotnie, jedno bez drugiego nie może istnieć, a istnienie jednego zależy od braku drugiego. W naturze fenomen ten jest sercem życia: związkiem przeciwieństw.”

    • Czym jest ciemność, czym jest światło? W jakiej są relacji?
      Przypomniał mi się pewien cytat, który umieściłam w swoich notatkach. Wkleję go.
      Zastanawiający, ciekawy w swych spojrzeniach na świat, nie tylko materii., traktujący również o relacji światła z ciemnością.

      ,, DEFINICJA WIARY
      – Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem jaki nauka ma z religią.
      Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
      – Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
      – Tak, panie profesorze.
      – Czyli wierzysz w Boga.
      – Oczywiście.
      – Czy Bóg jest dobry?
      – Naturalnie, że jest dobry.
      – A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
      – Tak.
      – A Ty – jesteś dobry czy zły?
      – Według Biblii jestem zły.
      Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości – Ach tak, Biblia!
      – A po chwili zastanowienia dodaje:
      – Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą i cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
      – Oczywiście, panie profesorze.
      – Więc jesteś dobry…!
      – Myślę, że nie można tego tak ująć.
      – Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie. Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej
      – Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie? Student nadal milczy, więc profesor dodaje
      – Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?
      – aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
      – Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
      – No tak… jest dobry.
      – A czy szatan jest dobry?
      Bez chwili wahania student odpowiada
      – Nie.
      – A od kogo pochodzi szatan?
      Student aż drgnął:
      – Od Boga.
      – No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu
      – czy na świecie istnieje zło?
      – Istnieje panie profesorze …
      – Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
      – Prawda.
      – Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły. Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi.
      – A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świecie? Student drżącym głosem odpowiada
      – Występują.
      – A kto je stworzył?
      W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie
      – Kto je stworzył?
      – wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
      – Powiedz mi – wykładowca zwraca się do kolejnej osoby
      – Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
      Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
      – Tak panie profesorze, wierzę.
      Starszy człowiek zwraca się do studenta:
      – W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
      – Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
      – Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
      – Nie panie profesorze.
      – A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
      – Nie panie profesorze. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
      – I nadal w Niego wierzysz?
      – Tak.
      – Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje. Co Ty na to synu?
      – Nic – pada w odpowiedzi – mam tylko swoją wiarę.
      – Tak, wiarę… – powtarza profesor – i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara. Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
      – Panie profesorze – czy istnieje coś takiego jak ciepło?
      – Tak.
      – A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
      – Tak, synu, zimno również istnieje.
      – Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
      Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
      Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
      – Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła – nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem. W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
      – A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
      – Tak – profesor odpowiada bez wahania
      – czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
      – Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie? Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
      – Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
      – Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy. Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
      – Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
      – Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie – wyjaśnia student – twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć – czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
      – Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
      – A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
      Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
      – Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie,to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem? W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
      – Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali
      – Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
      Audytorium wybucha śmiechem.
      – Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
      W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
      – Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
      – A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej – stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło? Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi
      – Oczywiście że istnieje. Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
      Na to student odpowiada:
      – Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
      Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.
      Drugim studentem był Albert Einstein.”

  3. Czytałam o tym eksperymencie z myszami i dymem tytoniowym, no i rzeczywiście w moim otoczeniu , ludzie nie palący częściej zapadają na raka płuc . Jeśli chodzi o suplementy ,można jeszcze dodać ,że w tabletkach znajduje się stearynian magnezu, który zawiera szkodliwe aluminium. Może stosowanie suplementów w proszku byłoby tu jakimś wyjściem, chociaż pewności co do tego nie mam.

    • Jarek pisał tutaj kiedyś, że mleczan, cytrynian i chelat (magnezu) są dobre. ale okazuje się, że chyba jednak nie 🙂 wcinam co jakiś czas ten mleczan+b6 (lek, a nie suplement – to chyba też ważne) i nie narzekam. Prowadzę ostatnio baardzo aktywny tryb życia, żadnych skurczów, czuję się świetnie.

    • Pewnie każdy z Was oglądał film pt. AVATAR . Padają tam 3 ciekawe zdania:
      1.”każdy rodzi się dwa razy”
      2.”prędzej czy później trzeba się obudzić”
      3.”ucz się pilnie Jacku Sally, może uda się wyciągnąć cię z obłędu”.
      Transerfing Rzeczywistości, dopiero jestem na etapie zapoznawania się z tym, lecz nie podoba mi się jedna kwestia- żeby czegoś doświadczyć, muszę iść na jakiś kurs. Czy naprawdę muszę?
      Jack Sally cały kurs przeszedł naturalnie, twórczo i… za darmo. Gdy już tak porównuję, to zwrócę uwagę na społeczność, która go przyjęła. Ta tutaj, na tym blogu jest rewelacyjna. Tu się uczę.Kursy kojarzą mi się z siedzeniem sztywno przed tablicą. A co można poczuć siedząc przed tablicą? No właśnie- trzeba czuć, emanować, dawać, otrzymywać. I w końcu kiedyś nastąpi ta chwila, że materia będzie tak nieistotna, że stwierdzisz ” widzę cię”. Widzę twoją duszę.Chyba już nie będę się tu udzielać odnośnie komentarzy. Będzie mi ogromnie miło Was słuchać, bo to właśnie umiem najlepiej. Pozdrawiam Wszystkich serdecznie>

  4. Pytasz nas Jarek o to, jak mądrze uświadamiać innych ludzi? Dobre pytanie. Tu obowiązuje zasada podobna do tej w medycynie: ,,primo non nocere” /po pierwsze nie szkodzić/. Mój Nauczyciel ujął to w szersze zagadnienie, jak uszczęśliwiać ludzi? Innymi słowy kiedy możemy interweniować w sprawy innych ludzi? O ile w ogóle mamy do tego prawo.

    Uszczęśliwiać ludzi na siłę nie należy. Czy chodzi tu o działanie w zakresie energomaterii, czy w dziedzinie informacji. Sam zresztą to Jarek przyznajesz. Nauczyciel mówi, że pomagajmy innym wtedy i tylko wtedy, kiedy oni sami nas o to poproszą. Nawet sam Stwórca pomaga szczególnie tym ludziom, którzy Go o to proszą. Nie bądźmy bardziej boscy od Boga, ani bardziej papiescy od papieża. Każdy człowiek sam sobie wybiera swoje doświadczenia życiowe w poprzednich żywotach, w planach przednarodzeniowych, a wreszcie również wybiera je w czasie obecnego życia.

    A zatem pomagajmy przede wszystkim tym, którzy nas o taką pomoc sami poproszą. Oczywiście gdy idziemy ulicą i ktoś pada, to podchodzimy do niego. Jeśli jest nieprzytomny, to wzywamy karetkę. Gdy jest przytomny, to pytamy go jak się czuje. Prosi o pomoc w powstaniu — pomagamy, nie prosi — to mu nie przeszkadzamy.

    Podobnie rzecz się ma z działaniami informacyjnymi. Nie narzucajmy nikomu siłą naszych wierzeń, poglądów i przekonań. Chyba, że dana osoba sama nas o to poprosi. Zamiast być nachalnym bądźmy raczej przykładem, wzorem dla innych. Niech nasze uczynki, niech nasze życie — niech to wszystko będzie drogowskazem dla innych ludzi. To jest najlepsza zamiast kija i marchewki metoda manipulacji innymi ludźmi. I my w ten sposób najlepiej przekonamy innych do naszych idei.

    To jest moim skromnym zdaniem najlepsza metoda uświadamiania innych ludzi.

  5. „To jest najlepsza zamiast kija i marchewki metoda manipulacji innymi ludźmi. I my w ten sposób najlepiej przekonamy innych do naszych idei.”- manipulacja i idea, dwa słowa,które mi się źle kojarzą – to jedno. Drugie – „niech nasze uczynki będą drogowskazem”- a skąd ja wiem co Ty robisz oprócz pisania komentarzy tutaj :). Myślę, że intuicja każe próbować poznawać i równie intuicyjnie czujesz, czy to jest dobre, czy mi pasuje. A przecież mogę wszystko skompilować, bez żadnej idei. Czyż nie ? 🙂 To już tak na koniec.

    • Umiesz stawiać ciekawe i zarazem twórcze pytania nefesz. Pytasz mnie, co ja robię poza pisaniem tutaj? Dobre pytanie. Skoro ostatnio piszę właśnie tutaj, to możesz wnioskować, że tym samym nie prowadzę swojego blogu, bo inaczej pisałbym właśnie tam. Nie prowadzę zaś dlatego, że wcale nie jestem pewny, czy potrafiłbym go prowadzić systematycznie i na odpowiednim poziomie. O wiele łatwiej jest dać komentarz niż napisać tekst do komentowania przez innych. To pisanie felietonu ma pewne swoje ograniczenia. Tekst nie może być ani zbyt długi, bo wtedy może mieć zbyt małą ilość czytelników. Każdy z nas ma inne tempo czytania. Nie mówiąc już o tym, że dziś 70% ludzi nie rozumie czytanego przez siebie tekstu. I nie może być zbyt krótki, bo wówczas nie obejmie całego tematu, jaki chcemy przekazać czytelnikom. O słownictwie już nie wspominam. Tekst powinien składać się z jak najwięcej najczęściej używanych słów. Dalej już tego zagadnienia nie rozwijam.

      Pytasz mnie nefesz co ja robię w realu? Poza pisaniem komentarzy do tego blogu, oczywiście. Sam nie wiem, co mam Ci napisać w odpowiedzi. Jestem osobą bezrobotną sensu stricto. Mimo to jakoś jednak żyję. Zajmuję się parapsychologią. Przez 10 lat pisałem felietony dla pewnego medium. Teraz już nie piszę. Wypaliłem się. Jestem w trakcie układania sobie życia na nowo. Już wkrótce zmienię religię KRK na inną. Na islam w szczególności. Nikomu z was tego nie radzę. Nikogo do tego kroku nie namawiam. Hołduję nadal pewnemu staremu hasłu ,,róbta co chceta”. Titanic tonie, a Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra dalej.

      Wiesz co mi się najbardziej w twojej wypowiedzi spodobało, nefesz? To Twoja nieufność w myśl zasady ograniczonego zaufania. Tak. W tym życiu, w tym kraju, w tym świecie konieczne jest postępowanie zgodne z tą wziętą z ruchu drogowego ,, zasadą ograniczonego zaufania”.

  6. ,, To wszystko, co napisałeś kolego można zmieścić w dwóch słowach – DROGA I PRZEZNACZENIE. Ale do tego trzeba dodać jeszcze słowo WOLA, która może zmieniać bieg jednego i drugiego.”

    Jak bardzo, drogi Magu, WOLA może zmieniać drogę i przeznaczenie, jeśli DUSZA= ŹYCIE ma wszystko ,,zaplanowane”?
    Załóżmy, że jeśli Dusza zaplanowała doświadczyć w tej reinkarnacji tego lub owego, to prędzej czy później ,,dopadną” mnie te doświadczenia.

    Czy nie? Czy mądrością swego umysłu oraz głosem serca i intuicji mogę wpłynąć na bieg i zmianę wydarzeń w moim życiu?

    Skoro mogę WOLĄ zmieniać swoje życie, to jak to się ma do ,,planów ” i scenariuszy mojej Duszy, czyniącej mnie ożywioną, świadomą siebie materią?

    To jest dla mnie zagadką, choć wiem, że ziemsko ludzka percepcja może być głęboko niewystarczająca dla rozumienia światów o wyższych poziomach, z których w końcu przybywa nasza Dusza w zagęszczenie energomaterialne.
    PONOĆ, BO CZY KTOŚ TO ODKRYŁ? Po objawach tak sądzimy, ale czy ktoś dotknął PRZYCZYNY I CELOWOŚCI TAKIEGO STANY RZECZY?

    Jak to jest? Na ile WOLA może zaistnieć jako reżyser zmieniający wcześniej ustalony scenariusz? Jeśli WOLA, bardzo mądra ,,pójdzie” swoimi decyzjami w anielskie życie, a Dusza ma w planie przeżyć traumy ją wzmacniające, to czy WOLA jest moim świadomym działaniem, czy raczej zleceniobiorcą ,,zamysłów” woli ŻYCIA czyli Duszy.

    Ciekawią mnie te kwestie. Bardzo. Nie rozumiem pewnych rzeczy. Będę wdzięczna, gdy ,,rzucisz” swoją interpretację na moje wątpliwości.

    Serdecznie pozdrawiam.

    • Bardzo dziękuję, drogi Magu, za kilka słów wyjaśnienia.
      Z pewnością kwestia woli, mocy ukrytych w człowieku, jego drogi mniej lub bardziej ,,określonej” to temat rzeka.
      Pokrzepiające jest w twojej wypowiedzi to, że tak wiele możemy zmieniać siłą Woli.
      Wola, moim zdaniem, to już nie proszenie(modlitwy, zabiegi), ale bycie i odczuwanie w stu procentach zmiany, która ma nastąpić.

      Doszłam do wniosku, że DANE WAM BĘDZIE TO, CO ODCZUWACIE.
      Jeśli np. wiem, że spotkanie z gronem znajomych czy przyjaciół będzie udane i siłą Woli odczuwam (autentycznie) radość i zadowolenie z tego spotkania – tak, jak by się ono już odbyło, to nie ma opcji, że to spotkanie będzie do dupy.
      Bywa, że na potrzeby takich a nie innych efektów spotkania, następują korekty: np. ktoś z jakichś przyczyn nie mógł się na nim pojawić, a w jego miejsce przychodzi jedno, dwoje ludzi, którzy wcielają się w cichą, nie narzucającą się rolę prowadzenia spotkania. Poco? BY BYŁO UDANE!
      A jeszcze w to spotkanie ,,wrzucone” wskazówki Jarkowo Zelandowe ( 🙂 ) to pełnia sukcesu.

      Tak, tak, drogi Magu, drzemią w nas potężne moce – tylko czy potrafimy je wykorzystać.
      Potrafić to chcieć i wiedzieć jak. Pragnienie i wiedza.

      Często bylejakość naszego życia nie wynika z faktu, że takie ma być, ale z faktu, że w ciągu dnia potrafimy wysyłać sprzeczne ze sobą oczekiwania lub zaistnienie oczekiwanego celu oddalać wątpliwościami w stylu ,,a co będzie, gdy …” I wymyślamy sto scenariuszy na wypadek, gdyby …. Nazywamy to asekuracją, przewidywaniem – a tak generalnie to zrobiliśmy wszystko, aby zamazać jasność przekazu, oczekiwań i w efekcie otrzymujemy wypadkową – niezadowalającą nas bylejakość.

      Gubi nas brak wiary, brak pewności.
      Gdy patrzysz na metalową sztabę leżącą na ziemi, mówisz ,,przejdę po niej bez problemu”.
      Ale ile strachu, wątpliwości i braku wiary pojawia się, gdy ta sama metalowa sztaba łączy dwa brzegi urwiska?
      Ze sztabą nic się nie zmieniło – jest tak samo mocna, stabilna i szeroka. To w naszym zakutym łbie tworzy się tysiąc powodów, dla jakich wejście na sztabę może się źle skończyć. I właśnie te ,,a może”, ,,a może”, ,,a może” , ,,a sroże” odbiera nam wiarę – siłę napędową zaistnienia i spełnienia naszej Woli.

      Edgar Cayce mówił: ,,Po co sto wcieleń, jak może być trzydzieści”

      Na myśli miał pewnie siłę Woli, która ma wielką moc, i której nikt nie jest w stanie odebrać człowiekowi. Do tego stopnia, że aby człowiek zrobił coś po czyjejś myśli, używa się podstępu, za przyczyną którego człowiek uważa, że dokonuje wyboru z własnej woli.

      Jeszcze raz dzięki za odpowiedź.

      Serdecznie pozdrawiam.

      • Krysiu nasze wątpienie jest świadectwem braku posiadania silnej wolnej woli, to takie moje krótkie podsumowanie tego tematu. Zrobiłam sobie krótką przerwę w koszeniu ,na wypicie zimnego piwa z sokiem wiśniowym, stąd moje krótkie wcięcię się do Twojej dyskusji z Magiem.
        Jak zawsze pozdrawiam z miłością MBD no i Maga oczywiście też, wracam do koszenia, Do wieczora D:

          • Witam cię Aniu!
            Moje ty szczęście najdroższe!
            Z takich znaków D: buziak nie wyjdzie.

            Najpierw dwukropek, a potem duże D. 😀 😀 😀

            No chyba te ,,niewychodzące” buziaczki ktoś celowo stawia, abyśmy miały się z czego pośmiać! 😀
            Skoro Bóg stworzył WSZYSTKO, to stworzył też poczucie humoru i nabijające się z nas Duszki! 🙂
            Śmiech to zdrowie, byleby uważać, co by nie ześmiać się na suchy wiór! 😀

            Czy ty, Aniu, masz w swoim ogrodzie pełnowymiarowe angielskie pole golfowe?
            Kiedy tu, do knajpy nie zajrzysz, to albo jesteś przed albo w trakcie koszenia 🙂 🙂

            No dobra, cwana jestem, bo przedwczoraj cały dzień biegałam z kosiarą! I jeszcze zapieprz w warzywniaku.
            Ale co to był za wspaniały wieczór, gdy siadłam ,,se” przed chatą, a zapach skoszonej trawy mieszał się z widzianym przeze mnie pięknem ogrodu i zadowoleniem wykonanej pracy!
            Ciebie, Aniu, dziś czeka taka błogość wieczorna 🙂
            Chyba sobie przed wieczorem raz kosiarą obok stołu ,,przejadę”, by ci nie zazdrościć 😀 😀 😀

            Serdecznie pozdrawiam i wszystkim życzę takich chwil.

            • Krysiu czy wystarczy Ci tyle buziaczków 😀 , 😀 , 😀 , 😀 > itd.
              Ja w ” weekendy ” nie zakłócam sąsiadom odpoczynku i nigdy nie koszę w soboty, taka jestem „galanta” 😀 .Mam 2400 m2, z tego 1400 m2 zabudowania, sad, warzywniak,to wychodzi, że do koszenia pozostaje mi 1000m2,czy to wystarczy na pole golfowe, to sobie sama wylicz, ja się na tym nie znam, gram tylko w kosza i siatkówkę, na to jest miejsce w ogrodzie.

              Zdradzę Ci, dlaczego często koszę, bo piwo smakuje mi tylko jak się zmęczę przy koszeniu w inne dni mi nie smakuje, ot i cała prawda wyszła na jaw, że też Ty musisz ze mnie wyciągać moje małe słabostki, więcej ze mnie już nie wyciągniesz Ty, Ty, Ty :D. I tak Cię kocham.

            • Noooooooooo moja Kochana! Egzamin z pysków zdany na szóstkę! Z Kwiatkiem! 😀 😀
              Ja pierdzielę! Czyje w tej knajpie wpisy od dziś będą żółte od zółtków?
              No Ani i Krysi!
              A propos ,,koszenia”. Nie ,,koś” codziennie 😀 , a z resztą gówno kogo obchodzi komu jaka trawa i gdzie wyrasta, no nie? 🙂
              Widzisz, Aniu. Sąsiedzi koszą w soboty, to ja razem z nimi ,,koszę” 😀
              Ej, ty ze swoimi morgami to jesteś bamber całą gębą! Ja mam dwie trzecie tego, a na tym ,,drzewków”, krzaczków, kwiatków jakby bocian nasrał, więc nakręcę się z tą kosiarką już nie powiem jak co w przeręblu 😀

              Ale obydwie wiemy, że ruch na świeżym powietrzu, w ogrodzie to wielka radocha, tym bardziej, że nie trzeba wymyślać motywacji.
              Rower tylko mnie wkurwia, bo stoi, gapi się i czeka na mnie. A z trawką tak nie ma. Skosić trzeba 🙂

              Odpoczęłam przy tobie, Aniu, od tzw. spraw poważnych. Przyziemne a nawet podziemne są nie mniej istotne, np. krety; to pożyteczne istoty 🙂 Choć krety są ślepe, to wcale nie oznacza, że są ,,kretynami” 😀 😀 😀 Oczywiście w żartobliwym tego słowa znaczeniu.

              Wiesz, Aniu, może pomyślisz, że kamień odbił od kosiarki i pieprznął mi między oczy, ale swego czasu wyobrażałam sobie jakby to było, gdybym mogła widzieć i poruszać się w podziemnym świecie. Jak by ten świat wyglądał, jakimi prawami rządzą się jego mieszkańcy. Nadziemny i wodny świat znamy(prawie), ale podziemnego jako całości – nie znamy.
              No dobra, przyznam się, ten kamień pieprznął mi między oczy 😀 😀 😀

              Pozdrowionka MBD !

  7. @ Sanctus,
    To się teraz ,,spokojnie” sztacham … Do kiedy? No wiadomo, że do czasu 😀 😀 😀

    Jeśli miałabym użyć jednego słowa na określenie dzisiejszych czasów, to nazwałabym je nieufnymi. Dla żadnej informacji, dla żadnej ideologi i różnej maści racji.Oczywiście mam na myśli ten lunapark, jakim jest stworzona przez obecnego człowieka egzystencja na Ziemi.
    To ma dobrą stronę, bardzo dobrą, bo budzisz w sobie uśpione od wieków zdolności: odczuwanie i intuicję, przy pomocy których trzymasz się względnie prawdziwego realu, zostawiając ten gąszcz dezinformacyjny.

    Serdecznie pozdrawiam.

  8. Witaj. Na wstępie zaznaczę, ze mam 20 lat, a mój komentarz mozezabrzmiec jak desperscki list do bravo.
    3 lata temu byłam w związku („- ha, ha 17 lat? to musiala być Wielka milosc” )
    Byłam szczęśliwa, ponieważ wraz z moim partnerem mogliśmy debatować, filozofowac godzinami, przy tym oczywiście sypac ironicznymi żartaMi.
    Bla, bla, bla rok zwiazku czasu minelo moja kobieca (tfu) psychika odczula ze zdobyla samca w stu persentach i zaczęły się kłótnie rozstania, jako iż chłopiec był na prawdę inteligentny powiedział dosyć bez zbędnego
    to pieprzenia. Latka mijają, poznaje różnych mezczyn, a nikt nie potrafi rozmawiać ze mną w ten sposób jak on. Beata Pawlikowska powiedziała by żebym zaczęła przyjaźń ze sobą, psycholog ze jestem młoda, poznam lepszego, a kolezanki ze idealizuje tego dupka. (z SIEBIE jestem zadowolona, wyciągnęłam mnóstwo wnioskow i świadomość wieksza)
    Zrozumiałam jak jedzowato zachowywałam się po dluzszym czasie, uważam ze nie brakuje mu wad, ale to była osoba z która rozumialam sie bez slow, na prawdĘ ciężko jest spotkać osobę z która działasz na podobnych wibracjach. (!!!)
    Teraz pytanie rodem z bravo, co myslisz o duszach o podobnej energi, czy kiedyś się znowu złącza, czy warto cokolwiek robić czy prawem przyciągania abrakadabra magicznie sie przyciągnie. Prosze bardzo o twoja opinie, ponieważ imponuja mi twoje artykuly w większości się zgadzam… pozdrawiam.

    • Hej 😉 Może to była bratnia dusza główna (czyli Twin Flame). Ale tego pewnie nie wiesz. Często jest tak że nie doceniamy za młodu.

      Kobiety są dodatkowo zamknięte w pewnej matni związanej z przeskokiem upadającego patriarchatu. I ja im bardzo współczuję.

      Z jednej strony chcą mężczyzny takiego jak miałaś – niestandardowego, z którym można porozmawiać o wielu rzeczach, który ma energetyczne przyciąganie itp itd. Kłopot polega na tym, że taki mężczyzna podnieca mniej, zaś uroczy drań i zabijaka – podnieca bardziej. Jest to rozdźwięk pomiędzy dwoma systemami postrzegania.

      Wtedy relacja często się rozpada, na lata, nawet na dekadę. Kobieta wtedy kilka razy musi się sparzyć i przez to nauczyć kochać nie za testosteron, ale za inną wartość. Zaś taki mężczyzna musi przepracować swoje męskie diabły czające się w czeluściach samczej psychiki, i odnaleźć swoją prawdziwą siłę.

      Tylko wtedy możliwy jest powrót, czasami po wielu latach.

SKOMENTUJ ARTYKUŁ:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.