Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Apele » Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,662,268 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

Hej! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych informacji i na tym by było ich więcej, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, koncernów. Mogę dzięki temu dostarczać Ci kontrowersyjnych, zakazanych i niewygodnych dla systemu treści. Aparat władzy i opresji niechętnie patrzy na takie publikacje. Więc moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, kliknij na poniższe obrazki:

Książki ezoteryczne, filozoficzne, o medycynie naturalnej i wiele innych:

Medycyna naturalna: Ogromny wybór ziół, suplementów, kosmetyków i innych preparatów:

Najlepsze soki, oleje i inne produkty medycyny naturalnej:

Perspektywy ziemskiej cywilizacji: szokujący eksperyment Calhouna

przetrwanie cywilizacjiCoraz częściej zastanawiam się, co by było, gdyby zmienić system ekonomiczny planety i pozwolić doświadczać ludzkości dobrobyt. Obecny system ekonomiczny jest drapieżny i niszczący. Jest to system skonfigurowany negatywnie. Chyba nikt, poza na wpół autystycznymi zwolennikami Korwina, nie ma wątpliwości że tak jest. Ale jak wiemy ich głos się nie liczy, bo dzieci i ryby głosu nie mają. Pójdą do pracy u polskiego prywaciarza i od razu zmienią im się poglądy.

Są dwie interpretacje tego, co by było, gdyby pozwolić ludzkości doświadczać dobrobytu, zamiast ekonomicznego niewolnictwa, które mamy teraz. Niewolnictwo – nie bójmy się tego słowa. Niewolnictwo klasyczne, z łańcuchami okazało się nieskuteczne, stworzono więc bardzo podobny system i nazwano go kapitalizmem, a potem – neoliberalizmem. Niewolnikom dano minimalnie więcej swobód.

Pierwsza interpretacja głosi, że gdyby zezwolić ludzkości na doświadczanie obfitości i dobrobytu, to w niespotykany sposób rozwinęłyby się ludzkie talenty i ukryte zdolności. Elicie światowej która nie jest  specjalnie mądra, a cechuje ją tylko przebiegłość i brak skrupułów, wyrosłaby zaraz konkurencja od dołu. Nie ukrywam, że gdyby taka zmiana systemowa miała miejsce, to ludzie tacy jak my i mądrzejsi ode mnie i od nas, połączylibyśmy siły, obalilibyśmy elitę i wprowadzili nasz własny Nowy Porządek Wieków.

Nigdy nie wątpcie w to, że elitę można obalić. Każdy rząd, a także bankierzy itp, to stare pryki pierdzące w stołki. Wystarczy kilka gramów ołowiu i sprawa jest załatwiona – tylko tyle i aż tyle. Tylko najważniejsze pytane brzmi: CO DALEJ? Jaką konkretnie masz receptę na rządzenie?

Dobrze, a co z całą rzeszą ludzi, których ignorancja dotyczy spraw naprawdę fundamentalnych?
-ludzi, którzy nie znają różnic między PO a PiS, tylko mówią: „Panie, mnie ta polityka nie obchodzi, politycy to złodzieje
-ludzi, którzy nie znają daty wybuchu Powstania warszawskiego czy daty wybuchu II wojny światowej (miliony Polaków nie zna);
-ludzi, którzy patrząc na mapę Polski nie tylko nie umieją pokazać swojego miasta, ale nie wiedzą też gdzie leży Warszawa, gdzie są góry, gdzie jest Wisła, Odra itp;
-ludzi którzy nie znają tak podstawowych pojęć jak substancja czynna jak i nazwa handlowa leku, kupują kilka lekarstw o tym samym składzie chemicznym i się trują.

Opisałem to nieco szerzej w poniższym felietonie:
Poziom ludzkiej ignorancji jest krytycznie wysoki

Przytoczę przykład szokującego eksperymentu, jaki przeprowadził John Calhoun, o nazwie „mouse utopia„. Był to eksperyment polegający na tym, że myszom laboratoryjnym stworzono odpowiednik ziemskiego raju, z niczym nie ograniczonym dostępem do zasobów. Myszy nie musiały walczyć o przeżycie, nie musiały żyć w znoju i trudzie, jak to w naturze. Miały wszystko zapewnione i to pod dostatkiem. Eksperyment powtarzano kilka razy. Efekt był zawsze taki sam. Nieograniczony dostęp do zasobów i brak zagrożeń, brak tego okrucieństwa znanego z realiów matki natury, powodował straszliwą degenerację a potem całkowite wymarcie populacji.

Eksperyment podzielono na kilka faz:

Faza 1 – Okres przystosowywania się (0-104 dni). Myszy miały problem z przystosowaniem się do siebie. Zaczął się tworzyć podział terytorialny. Nowe myszy zaczęły się rodzić w dniu numer 104.

Faza 2 – Gwałtowny wzrost populacji (105-314 dni). Wykształca się pozycja społeczno-socjalna charakterystyczna dla populacji ludzkich. Większość młodych rodzi się w sektorach gdzie przebywają dominujące samce. I to pomimo tego, że dostęp do zasobów był dla wszystkich nieograniczony. Pod koniec tej fazy było trzy razy więcej samców nie dominujących niż tych przystosowanych.

Faza 3 – Okres równowagi (315-559 dni). U samców zanikają odruchy społeczne i umiejętność obrony terytorium. Samice przejmują część zachowań samców i stają się bardziej agresywne. Niestety, także wobec własnego potomstwa. Szerzy się przemoc, samce przestają zabiegać o samice, zagryzają siebie nawzajem. Pojawia się męski homoseksualizm. U samic rozwija się bezpłodność, organizmy cofają funkcję rozmnażania. Młode które się rodziły, były odrzucane przez matki i nie wytwarzały żadnych zachowań społecznych.

Faza 4 – Okres wymierania (560-1588 dni). Powszechna bezpłodność. Nieliczne młode nie przeżywają. Pojawili się tzw „beatifoul ones„, czyli zniewieściałe samce. Wykazywały się zerową agresją, nie zabiegały o samice, i przesadnie dbały o swoje futerko. Dzisiejszym odpowiednikiem tych zachowań u ludzi z pewnością są hipsterzy, tzw „drwaloseksualni” („lumberseksualni„). Ktoś wmówił mężczyznom z Zachodu, że wygląd Osamy bin Ladena jest cool i ta głupia moda się rozprzestrzenia. Ja tam golę się aż dwa razy dziennie odkąd jest ta moda. Nie chcę wyglądać jak islamista. Ale do rzeczy: przed wymarciem całej cywilizacji myszy doszło do jej straszliwej degeneracji. Osobniki były nieagresywne, niezdolne do rozrodu i wyjątkowo głupie, choć zdrowe.

Powstaje tutaj bardzo ważne pytanie. Jak wiele tych schematów z przedstawionego tu eksperymentu, dotyczy nas, ludzi? Chyba wszyscy zgodzą się co do tego, że ludzka cywilizacja znajduje się w stanie dezorganizacji i rozpadu. Wszystkie spoiwa scalające przez poprzednie tysiąclecia społeczeństwa i narody, teraz są niewydolne. Łańcuchy wzajemnych powiązań osłabły i rozluźniły się.

W filmie Matrix architekci systemu z początku spróbowali stworzyć utopię, bez negatywnych bodźców. Co się jednak okazało? Ludzie w takiej utopii pozbawionej tego codziennego znoju, zapierdolu, kieratu, masowo wariowali i umierali. Architekci systemu stwierdzili, że ludzie wręcz łakną i potrzebują cierpienia – bez niego nie są w stanie żyć. Więc zmienili system tak, by z powrotem stał się dystopią (piekłem na Ziemi). Mamy tutaj więc nawiązanie do biblijnej historii raju utraconego. Był on niekompatybilny z ludzką naturą, dlatego sam Bóg miał zaniechać koncepcji raju.

Wiele wskazuje na to, że te negatywne doświadczenia, ten cały kierat i koszmar dnia codziennego, jest konieczny by ludzie mogli jako tako się rozwijać. Przy czym jest to plan minimum minimum. Są dwie opcje – albo utopia (Eden?) i całkowita degeneracja a potem wymarcie ludzkości, albo to piekło na Ziemi, które jest teraz. I które gwarantuje minimum minimum – czyli bardzo powolny rozwój.

Pytanie, kto tak stworzył ludzi i po co. Kto stworzył nas schizofrenikami z permanentnym rozdźwiękiem pomiędzy duszą, podświadomością a umysłem logicznym. Uważam, że nie wolno zwalać całej winy na ludzkość – że to ludzkość zbłądziła, więc ma za swoje. Otóż ludzkość MUSIAŁA zbłądzić, musiała popełnić ten symboliczny grzech pierworodny ponieważ tak ktoś zaprojektował organizm i psychikę ludzką. Kto i w jakim celu – odpowiedzi na to pytanie nie ma i nie będzie.

Wszystko wygląda na to, że zostaliśmy już na starcie zdeterminowani (uszkodzeni?) by błądzić, grzeszyć, mało wiedzieć i mało dostrzegać. By upadać, doznawać traum, niszczyć, nienawidzić. Taki był czyjś zamysł. Być może struktura którą ludzie nazywają bogiem, wcale nie jest ani miłosierna i dobra, ani wszechmogąca i idealna. Więcej wskazuje na to, że Bóg – architekt ziemskiego systemu jest tak samo nienawidzący, zły, nieświadomy, niewiedzący, ślepy i głuchy, jak i uszkodzony i chory jak my. Ma mieć on dokładnie te same wady, tylko inaczej się objawiające. Stąd mówi się, że Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo.

Jak już wiele razy pisałem, świat i wszystko to co stworzyli ludzie, jest w stanie zapaści systemowej. Rozwiązania które sprawdzały się przez długie wieki – są teraz straszliwie zdezaktualizowane i niewydolne. I pytanie: czy system dokona reformy, czy zasłużymy sobie na zmianę na lepsze? Czy raczej podzielimy los Atlantydy i szeregu innych, poprzednich cywilizacji? A może my nie mamy prawa mieć rozwiniętej cywilizacji i empatycznego systemu relacji? Tylko mamy być stale barbarzyńcami walczącymi o byt, bo architekt, chory i niewydolny tak samo jak my, tak chce?

W najgorszym wypadku podzielimy losy Atlantydy. Przetrwa nieliczna garstka. Potem nastąpi długa i ciemna noc barbarzyństwa, nowych czasów jaskiniowych. Miną eony ciemności nim ludzkość znowu założy państwa na kształt „naszej” wspólnoty starożytnej. Potem znowu jakieś nowe średniowiecze, religie.. Aż znowu jakiś nowy Kartezjusz zaproponuje coś na kształt dzisiejszego materializmu (ateizmu). Potem wiadomo, rewolucja przemysłowa i to co wydarzyło się w „naszym” 19 wieku – nacjonalizmy, ideologie, zakończone hekatombą ofiar i zdewastowaniem niemal całej planety. Następnie znowu ktoś zaproponuje reformę systemu w kierunku czegoś lepszego. Pojawi się demokracja, prawa kobiet, tolerancja, odpowiednik dzisiejszego new age.. Ludzkość dostanie kolejną szansę, której.. znowu może nie wykorzystać. A co, jeśli właśnie o to chodzi Architektowi?

Wszystko bierze się to stąd, że zdecydowana większość dusz zamieszkujących Ziemię to dusze słabo lub bardzo słabo rozwinięte. Dusze noworodków, niemowlęce i dziecięce. Są to dusze z natury mało kumate, które muszą doznawać najmocniejszych i najbrutalniejszych lekcji, by wyrobić sobie „bazę danych” na przyszłą ewolucję. Mają na nią setki tysięcy lat. Według nauk kabały jest siedem poziomów świadomości duszy. Większość dusz ziemskich to poziom 1 (pół-zwierzęcy – np islamiści, dresiarze), także poziom 2 (ekstremalne ubezwłasnowolnienie społeczne). Światem rządzą dziś dusze z poziomu 3 – jest to dominacja najgorszej formy egoizmu.

Poniżej wymieniam te poziomy świadomości duszy:

1. Malchut – stan zepsucia, stan świadomości bliski zwierzęcemu – potrzeba bezpieczeństwa i przeżycia za wszelką cenę, silne impulsy i instynkty, często nie do opanowania;
2. Hod – stan ubezwłasnowolnienia społecznego – potrzeba silnych doznań, emocji, ekscytacji, konieczność ulegania społeczeństwu, jego rygorom pełnym fałszu i hipokryzji;
3. Netzach – dominacja egoizmu – potrzeba bogactwa, dominacji i władzy (czyli to co mamy teraz: bezwzględny, drapieżny kapitalizm, wyzysk, przemoc, rywalizacja, hierarchizm. Dominacja banków, korporacji, biznesu);
4. Tiferet – olśnienie świadomości – uczucie, serce. Jest to poziom gdy wreszcie do nas dochodzi świadomość, że nie można całe życie żyć pusto i próżno, jak na poziomach poprzednich. Jest to poziom polityki, idei, aktywizmu, szerokiej działalności obywatelskiej, charytatywnej itp.;
5. Gewura, Chesed, Bina – mądrość – obfitość, poziom „maga” czyli osoby biegłej w wiedzy, ale znowu nie tak do końca, nie w pełni..
6. Chochma – zrozumienie – uświadomienie. Poziom zerwania z negatywizmami i poziomu poprzedniego, trochę w nim nawet smutku i żałoby. Większy wgląd w boskość, większa pokora (ta prawdziwa, a nie udawana), ale wciąż brak pełni boskości;
7. Keter – korona stworzenia – sfera doznawania indywidualnego, stan boskości na Ziemi.

Możliwe, że jedyna droga rozwoju dla dusz takich jak my, jest uświadomienie sobie tego i owego, przepracowanie życiowych lekcji, i odejście do innego świata, gdzie rządzą inne, mniej agresywne zasady. Ludzkość wydaje się nie być dojrzała do doświadczania pełni bogactwa i obfitości. Stąd taka a nie inna konstrukcja tego systemu ekonomicznego. Ale to tylko teoria, jedna z wielu, jak wiemy.

Inna teoria mówi, że właśnie teraz żyjemy w czasach jakiegoś przełomu, że teraz to wszystko ma się zmienić. Czy ten przełom zakończy się reformą systemu? Czy raczej zakończy się tak jak w eksperymencie Calhouma? W którą teorię wierzyć? Ja nie wierzę w żadną z nich, ale też nie wykluczam zaistnienia żadnej z nich. Z tym, że staram się być raczej optymistą.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 


23 komentarze

  1. gmo zabija pisze:

    najgorsze ze tych cepow potrzebujemy do działania państwa, zmiana bylaby bardzo ryzykowna

    Lubię

  2. Sanctus Diavol pisze:

    ❤ …\m/^-^\m/… … ogień, energetyczny rozqrv i latino metal! … aż mam kurwa ochotę robić parkuk po ścianach w pokoju 😀
    no i klip zacny, ukazujący współczesne zombie społeczeństwo, szczególnie dobra jest szydercza jebawka ze smartfonów, itp debilizmów konsumpcjonizmu …

    Lubię

  3. Tomek pisze:

    Najmocniej przepraszam każdego kto poczuł się urażony moimi wpisami o zabarwieniu ideologicznym.

    Lubię

  4. Jarek Kefir pisze:

    A ja polecam to: 😉

    Lubię

  5. Sanctus Diavol pisze:

    http://www.eioba.pl/a/55kv/lichwo-ojczyzno-moja

    „To, że system kapitalistyczny do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni nie funkcjonuje jest chyba ewidentne dla każdego. Spada produkcja i konsumpcja. Bilanse wszystkich gospodarek, gdzie tzw. niewidzialna ręka wolnego rynku nie bardzo może sobie poradzić z problemami są pod kreską. Banki, będące niejako wskazującym palcem i kciukiem tej ręki same są sprawcami i ofiarami kryzysu.
    Podręcznikowy model kapitalizmu, który przenikał do naszej świadomości jeszcze wtedy gdy kwiczeliśmy pod ciężkim komunistycznym buciorem a większość artykułów była deficytowa, reglamentowana albo wręcz nie istniała na rynku zakładał, że „kapitalistą” jest mama i tata prowadzący mały sklep, gospodarstwo, warsztat czy fabrykę. Jednym słowem masa mniejszych lub większych przedsiębiorców konkurujących ze sobą na równych prawach. Rola rządu miała sprowadzać się do określenia reguł konkurencji i staniu na straży ich przestrzegania.
    Lecz nie jest to model kapitalizmu, który widzimy dziś.
    Mama i tata prowadzący sklep w większości przypadków zostali zduszeni i wycięci z rynku przez sieci hipermarketów, w większości obcego pochodzenia.
    Rodzimy przemysł został albo zlikwidowany albo w najlepszym przypadku stał się poddostawcą zagranicznego koncernu, traktującego nasz kraj jak kolonialne dominium.
    Rząd zamiast być arbitrem i stać na straży wolności gospodarczych stał się zakładnikiem i bezwolnym wykonawcą poleceń Brukseli i banków.
    Ktoś powie, że przecież banki też upadają… Nic bardziej mylnego. „Upadają” te niepotrzebne odnóża Wielkiej Lichwy, które spełniły już swoje zadanie wyssania bogactwa z kieszeni obywatela i przedsiębiorcy. Większość tych „strat” to pieniądze wirtualne. Te prawdziwe pod postacią hipotek nie giną nigdy i zawsze znajdują drogę do Bangsterów. Rządy pod naciskiem Wielkiej Lichwy nacjonalizują długi banków pozostawiając im śmietankę i konfitury bo są „zbyt wielkie by upaść”.
    Wielkie korporacje i banki zamieniły ten ponoć najlepszy z systemów ekonomicznych w łowisko, gdzie małe ryby systematycznie pożerane są przez wielkie rekiny. Rezultatem są ciągle pogłębiające się różnice w dostępie do wytwarzanych dóbr a coraz większa rzesza nie ma na chleb codzienny.
    Dlaczego żadna, powtarzam żadna z polskich partii politycznych nie jest w stanie skutecznie rządzić i zapewnić Polakom szansy na rozwój i dobrobyt? Powód jest bardzo prosty.
    Każda z nich funkcjonuje w obrębie systemu Wielkiej Lichwy. Żadnej z nich nie stać na radykalne zmiany mające na celu upodmiotowienie państwa pod względem suwerenności monetarnej i ekonomicznej. Zresztą czemu by nagle miały to robić? Wszak wszystkie kliki pod różnymi nazwami przez dwadzieścia lat wyzbywały się lub zawłaszczały polski majątek narodowy.
    Jako pierwsze pod nóż poszły banki. Czyli Wielka Lichwa górą i nie da się zrobić jakiejkolwiek sensownej reformy bez jej zgody.
    Nie interesuje mnie w związku z tym program żadnej z obecnych partii. Żadna nie oferuje mi, zwykłemu obywatelowi nic. Tarcia i przepychanki do koryta to namiastka i pozory walki politycznej.
    Pod tym względem wszystkie partie w Polsce można śmiało określić jako konserwatywne. Konserwują bowiem złodziejski, lichwiarski system zamiast myśleć w kategoriach interesu narodowego.
    Banki powinny należeć do Państwa a nie Państwo do banków .
    A że do lepszego dostępu do wspomnianego koryta potrzebne są póki co głosy wyborców więc tumani ich się na wszelkie możliwe sposoby. Rzeczą ciekawą jest, że w tym mamieniu nikt nie odwołuje się już do argumentów stricte ekonomicznych, bo nie one różnią te „partie” lecz używa się i nadużywa argumentów pozaekonomicznych. Organizuje się nieustanny konkurs piękności patriotycznej. Tylko, że dla kraju to nic nie znaczy.
    Rząd będzie pożyczał pieniądze w obcych bankach na emerytury i cieszył się jak głupi gdy coś skapnie mu z Brukseli na naprawę dziurawych dróg.
    A my naprawimy te drogi, żeby w przyszłości obce czołgi nie popsuły sobie gąsienic.”

    Lubię

    • Jarek Kefir pisze:

      Nie zabije nas asteroida, ani bomba atomowa, ani bunt maszyn. Zabije nas system który stworzyliśmy, który pożera żywcem nas i całą planetę, a potem zamienia w zysk. Czyli neoliberalny kapitalizm. To my jesteśmy niszczącą asteroidą, bombą atomową. I to nie bunt maszyn, ale bunt banków i korporacji wyjętych spod prawa, dopełni dzieła zniszczenia.

      Lubię

      • Sanctus Diavol pisze:

        Mnie to jakoś szczególnie nie martwi, Ty chyba też nie będziesz rozpaczał gdy nastąpi żydomasoński armageddon, skoro bateryjki matrixa nie są zdolne do generowania niezależnej samoświadomości, nie podejmują nawet prób kwestionowania tej upadłej cywilizacji. Zachwyt nad rozpędzającą się technokracją wśród bydełka ludzkiego jest niebywale zdumiewający, zwłaszcza jak się spojrzy na wzrastające pokolenia wirtualnych generacji. Ty swoją mądrość wykorzystałeś do rozpoznania tych iluzji i mocą świadomości je roztrzaskałeś, nie dając się uwikłać w matnię zniewolenia wobec systemu implementującego ten demiurgiczny program: rozmnażaj-kupuj-konsumuj- umieraj, także trzeba nabrać odpowiedniej perspektywy dystansu i mieć wywalone po całości. Ja tym bardziej nie będę tęsknił za tym światem, bo do niego nie należę, jestem tylko pasażerem na drodze do hierogamicznego zjednoczenia z Boginią w Jaźni gdzieś tam we wszechświecie 😉

        Lubię

        • Jarek Kefir pisze:

          My, męskie dusze, mamy problemy z powrotem do Praźródła w tym świecie 🙂
          Zaraz tu przyjdzie jakaś kobieca duszyczka, Krysia, Anna czy inna, i powie: Kefir, Santus, co Wy gadacie xD Ale my wiemy swoje.

          Lubię

        • Rozsądna Anna pisze:

          Tak Jarku każdy z nas wie swoje jak powiadasz, ale ważne jest jak się tym czujesz, z Twoich wpisów i komentarzy ,ja odnoszę takie wrażenie, że nie najlepiej, dokuczają Ci doły i depresja.

          Ja też wiem swoje, ale ja z tym swoim „wiem” czuję się szczęśliwa, spełniona w dziedzinach które mnie dotyczą, bez cienia depresji, radosna i zadowolona.

          W czym tkwi więc różnica między Twoim „wiem swoje” a moim, otóż ja uważam, że to wynika z naszych oczekiwań od życia.
          Nie wiem jak Ty, ale ja potrafię cieszyć się z małych rzeczy i
          drobiazgów, dnia codziennego.
          Staram się nie liczyć i nie oczekiwać na nic od nikogo, dlatego
          nikt i nic nie jest w stanie mnie zawieść, wolę innym dużo dawać od siebie , nie oczekując nic w zamian, sprawia mi to ogromną frajdę
          wolności.
          Nie mieszałabym owego „wiem swoje” na męskie, czy damskie , bo nie w tym rzecz, rzecz jest w tym co komu daje to owe „wiem swoje”.
          To tyle w skrócie, pozdrawiam serdecznie.

          Lubię

        • Krysia pisze:

          ,, My, męskie dusze, mamy problemy z powrotem do Praźródła w tym świecie:)
          Zaraz tu przyjdzie jakaś kobieca duszyczka, Krysia, Anna czy inna, i powie: Kefir, Santus, co Wy gadacie xD Ale my wiemy swoje.”

          Pozwolę sobie zahaczyć o temat sprzed tygodnia (nie było mnie trochę – co nie oznacza, że znikłam tylko z tego powodu na blogu 🙂 Troszeczkę było mi smutno 🙂 🙂 . Podczas pięknych, cudownych zachodów Słońca nad naszym Bałtykiem rozmyślałam również, jak można, czasem mocno, dotknąć człowieka słowem, zwłaszcza po długiej znajomości. Że tylko słownej? Że tylko korespondencyjnej? Że …? )
          No, dobra, przeszło minęło …

          Uderzające o brzeg fale – szczególnie te z ostatniego sztormu 🙂 rozbiły w pył smutek, niedowierzanie. Fale, choć olbrzymie, nie były jednak w stanie zniszczyć tęsknoty i miłości (oczywiście za Wami! 🙂 )– to niesamowite, ale właśnie one, te uczucia tylko pozostały – czyste, bez skazy, ponad czasowe. To niezapomniane doświadczenie, w efekcie którego przekonujesz się, że tęsknota i miłość są niezniszczalne. Ludzkie zachowania okazują się być pierdółkami, nie będącymi w stanie zrobić na miłości nawet cienia wielkości kropki! Tak, tak, jeśli myślimy, że jesteśmy w stanie rządzić miłością, to żyjemy w największej iluzji własnego, malutkiego, błędnego świata.

          Nie wiem jak ty, Jarku, ale cieszę się bardzo. Nie ukrywam, że po powrocie prześledziłam w ,,tej” kwestii wszystkie komentarze, które zwieńczyłeś odrębnym felietonem – normalna reakcja, a po niej dyskusja. Nigdy nie dowiemy się o słuszności swojej racji, jeśli nie rzucimy tego na wokandę.
          To jest nasz cichy, niewinny podstęp. Wszyscy rodzimy w sobie jakieś racje, nasze prawdy i zaczynamy szukać zwolenników, akceptatorów, by to, w co na początku jeszcze, tak na prawdę nie wierzymy, urosło – przy asyście innych – do racji, z którą możemy żyć na chwilę obecną.

          Zanim przejdę do komentarza Twoich refleksji związanych z ,,mysim eksperymentem”, chcę zauważyć (I przepraszam, ale czy się to komuś podoba, czy nie – to mój blog i nie chcę, aby na nim ludzie ubliżali innym ludziom, aby zabrakło szacunku na tym blogu dla drugiego człowieka, aby na tej stronie ludzie, skądinąd wspaniali, zachowywali się tak, jakby wyszli z rynsztoka i oblepieni gównem, obrzucali nim innych. Nie o retorykę chodzi, a o styl niepojętej dla mnie wrogości.
          Jasne, wszystko może być na sprzedaż. Można koniak pięciogwiazdkowy wypić w rowie obok toi toia i można siarkowym sikaczem częstować gości przy gustownie zastawionym stole. Ale czy w tym rzecz? Nasze życie bez zasad, chociaż tych najprostszych, staje się życiem również z zasadą, ale bylejakości. Niszcząc jedną zasadę, normę stwarza się inną – tylko pytanie brzmi, czy lepszą?

          Oczywiście, wiadomo, że chodzi mi o rozmowę naszej Rudej z Devingo (i nie tylko z Devingo), podczas której to wymiany zdań, gdy ją czytałam(czy wada, czy zaleta internetu?), nie mogłam pojąć, ile w człowieku jest zmienności, ukrytych emocji i co najgorsze – braku szacunku. Braku szacunku dla korony istnienia na Ziemi, jaką jest człowiek(jak to pięknie ujął ktoś z naszej knajpy).
          Nie ukrywam, że zrobiło mi się smutno. Wspaniali ludzie, od których płynie tyle mądrości, a co za tym idzie nauki dla innych nagle stają się nie sobą …

          Wyjechałam tylko na parę dni 🙂 🙂 🙂 – a ludzie zaczynają sprzyjać systemowi, czyli dzielić się i antagonizować, używać rynsztokowych słów wobec człowieka i nazywać to wolnością. Przecież, jeśli obrzucam kogoś błotem poniżenia i obelg, muszę je skądś brać. A jest ono nie gdzie indziej, jak tylko w mojej głowie, umyśle, sercu. No w tym ostatnim nie, bo ono cierpi wówczas najbardziej – kuli się ze wstydu, zamyka w sobie i podtrzymując jedynie funkcje biologiczne, czeka stłamszone na dzień, w którym znów będzie słyszalne.

          Czy to mój blog? Oczywiście, że tak! Gdyby nie moja skromna osoba i wielu fajnych, wspaniałych ludzi zaglądających do tej knajpy, ten blog by nie istniał!
          Może przez miesiąc, bo chyba tylko przez taki czas Jarek byłby w stanie sam komentować swoje felietony. 😀 😀 😀
          Takich ludzi, jak Jaś Fasola, cieszących się całe życie tylko z siebie nie spotyka się często 😀 😀

          Powiecie, że ,,Krysia po co rozgrzebujesz, po co przypominasz? Już przykryliśmy to innymi komentami i życie leci. Nie! Albo wreszcie pojmiemy, że to miła, spokojna(jak ostatnio wyraził się Jarek) knajpka, albo speluna z co rusz obrzyganymi stołami. A obrzyganymi prostackimi wyzwiskami, skakaniem do gardła. Czy ci, którzy nas zniewalają, tzw. rządzący, skaczą sobie do gardeł, szydzą z siebie? Żrą się jak szczury w worku?
          Czy raczej na rękę jest im, że kiedy się kłócimy, utwierdzamy ich, że jesteśmy głupią, bez mózgową masą, która przy byle okazji czyni wszystko, by pojęcie jednoczenia nie miało miejsca?

          Tyle rozprawiamy o świadomości zniewalającego nas świata zewnętrznego, a nie pojmujemy najprostszej rzeczy – by być jednością. Jednością, która żyje, żyje z godnością obok siebie w pokoju, dyskutuje, nawet burzliwie, z ekscytacją ale nigdy nie unicestwia siebie wzajemnie.
          Nie dziwi czasem, że ,,rządzący”, widząc nas, niszczących się nawzajem, nazywają nas bez mózgową masą istniejąca dopóty, dopóki służymy ich interesom.

          Nie trzeba obawiać się węża zjadającego swój ogon.
          Kiedy zajęty jest pożeraniem siebie, można gołymi rękami włożyć go i zamknąć w klatce, w jakiej tylko się chce.

          Przepraszam, ale musiałam to z siebie wyrzucić.
          Każdy z nas, bez wyjątku, miał, miewa i będzie miał tzw. słabe dni, ale to absolutnie nie oznacza, aby właśnie w tych dniach wyzbywać się wątłych resztek energii i tworzyć z nich kule niszczące drugiego CZŁOWIEKA, bez którego tak na prawdę nigdy nie określilibyśmy siebie tym wielkim słowem. Miarą wielkości człowieka nigdy nie był on sam, lecz to co czyni dla innych i otaczającej go rzeczywistości.

          Przejdę do wyrażenia kilku słów na temat ,,mysiego eksperymentu”.

          To jeszcze jeden namacalny dowód, że CELEM ŻYCIA JEST RADOŚĆ.
          Nie ma czegoś takiego jak ciągły dobrobyt. Już samo pojęcie dobrobytu nie może zaistnieć, jeśli nie ma swojej przeciwwagi, z której może być tworzone jako przeciwstawna polaryzacja.
          Moim zdaniem, życie człowieka(i nie tylko) składa się z myśli i działań dążących do satysfakcji, spełnienia, a więc STANU RADOŚCI.
          Cokolwiek robimy; pracujemy, odpoczywamy, bawimy się, planujemy, wykonujemy najbardziej, wydawało by się, błahe czynności – wszystkie te inicjatywy służą jednemu celowi – naszemu zadowoleniu, radości.
          Jeżeli myszom i podejrzewam, że też człowiekowi, odbierze się możliwość samodzielnego zapracowania (dbania, ochrony, ucieczki, rezygnacji lub walki) na odczuwanie WŁASNEJ satysfakcji, zadowolenia, to tym samym POZBAWIA SIĘ GO SIŁ ŻYCIOWYCH, z którymi przychodzi na świat i których celem jest zasilanie ciągłej transformacji, ciągłej zmiany, ciągłego stanu dążenia do czegoś nowego, lepszego, mądrzejszego, wznioślejszego.

          Tzw. dobrobyt podany na tacy wyjaławia człowieka z oczekiwań, dążeń, marzeń, ciekawości świata – taki człowiek przestaje podlegać jednemu z głównych PRAW NATURY, jakim jest odwieczna transformacja, zmiana. Taki człowiek staje się zaprzeczeniem ŻYCIA, które w moim pojęciu jest tylko wtedy życiem, gdy pozwala swym SIŁOM ŻYCIOWYM na ciągłą emanację.

          Co by było, gdyby ludzkości stworzono dobrobyt? Ciekawe i inspirujące pytanie.

          A może właśnie dlatego, że Ziemię odwiedzają dusze ludzkie, które potrzebują dla swojego ,,wczesnego” rozwoju zagęszczonej energii w postaci materii, na naszej planecie ciągle upadają cywilizacje I zabierają w otchłań zapomnienia swój dorobek?

          Może właśnie dlatego od zarania dziejów konstrukcje u szczytu swej formy zamieniają się w ruinę: walą się systemy, ustroje, znikają miasta I państwa, by przychodzący na Ziemię człowiek mógł w oparciu o rozwijającą wokół siebie rzeczywistość rozwijać również siebie?
          Moja ,,teoria” brzmi dość paradoksalnie, choćby z punktu widzenia ukrywanej przed ludzkością wiedzy minionych cywilizacji, ale z punktu widzenia samego człowieka i jego indywidualnego rozwoju nie jest już taka nielogiczna.

          Gdyby dusze wcielające się w ciała przychodziły na Ziemię i zastawały dobrobyt, czy miałyby marzenia, które chciałyby spełnić? Czy chciałyby rozwijać się, mieć radość z dążenia i osiągania jakichkolwiek celów, gdyby to wszystko zapewniał szeroko pojęty dobrobyt?
          Czy człowiek, społeczeństwo, ludzkość, cywilizacje byłyby tworami transformującymi się. Wszystko wskazuje na to, że chodzi właśnie o tę ciągłą transformację, zmianę, rozwój, dla których muszą zaistnieć warunki.
          Może to zabawne co teraz powiem, ale gdybyśmy razem z Jarkiem przyszli na świat i okazałoby się, że takich blogów już nikt nie zakłada, bo wszystko zostało odkryte, ujawnione, opisane, wyjaśnione, rozwiązane, poukładane.
          Nie wiem co Wy sądzicie na ten temat, ale mnie przeraża myśl, że nie miałabym gdzie i z kim się rozwijać! Nie mogłabym z nikim podzielić się moimi myślami, moimi duchowymi odkryciami, bo po ulicach chodziłyby same bufony, same guru, mistrzowie i wtajemniczeni 😀 😀
          Gdzie miałbym się podziać z moim ciemniackim umysłem, który jeszcze tyle chce wiedzieć, jeszcze tyle przerobić i doświadczyć, tyle przeżyć, nauczyć się i przy tym – co najważniejsze – cieszyć się z odkrywania siebie i otaczającego świata? Ze śmieszności dawnych problemów wynieść wiarę, że te które mam i będę miała są dla mnie lekcją, sygnałem i wskazówką, choć czasem, jeśli dane jest mi z nimi żyć i przeżyć wydają się nie do zniesienia.
          Gdzie miałabym dążyć do wyzbywania się iluzji, zbędnych emocji, podziałów, dualizmów i dążyć do bezwarunkowej radości, jeśli nie tu, teraz i z Wami?

          Z pewnością to co odkrywamy zostało już tysiąc razy odkryte, ale nam też dane jest to odkrywać na nowo. Jak coraz to nowym uczniom przychodzącym do szkoły, która nie jest burzona dzień po wyjściu ostatniego absolwenta. Odnawia się ją, remontuje po bałaganiarzach i dalej jedziemy z następnym koksem 😀 😀

          Może właśnie dlatego upadają cywilizacje, co jest faktem, by nowo przychodząca ludzkość mogła zmieniać rzeczywistość, uczyć się, zdobywać wiedzę i tym samym wznosić się ku pozytywnym uczuciom i głębszemu odczuwaniu, przeżywać radość i satysfakcję z własnego rozwoju. Zgłębiać to co może zaoferować ziemski ,,etap”. Zrozumieć, że dobro i zło to tak na prawdę części tej samej drabiny, gdzie odbijając się od zła, idziemy coraz wyżej ku dobru. Rzecz w tym, by na poszczególnych szczeblach nie zatrzymywać się zbyt długo.

          To takie moje jedno z wielu spojrzeń tłumaczących odwieczny konstrukt i upadek, których ludzkość od zawsze była naocznym świadkiem.

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię

        • Jola pisze:

          „Tyle rozprawiamy o świadomości zniewalającego nas świata zewnętrznego, a nie pojmujemy najprostszej rzeczy – by być jednością. Jednością, która żyje, żyje z godnością obok siebie w pokoju, dyskutuje, nawet burzliwie, z ekscytacją ale nigdy nie unicestwia siebie wzajemnie.”Hej Krysiu,popieram te słowa.Wszędzie gdzie jestem powtarzam,że szacunek to podstawa kontaktów między ludźmi.Krysiu tak czułam,że zrobiło Ci się przykro ale fajnie,że wróciłaś:))
          „Wiele wskazuje na to, że te negatywne doświadczenia, ten cały kierat i koszmar dnia codziennego, jest konieczny by ludzie mogli jako tako się rozwijać”.Niestety Jarek zdaje się ma w tym względzie rację.Choć czasem niektórzy zamiast się rozwinąć po prostu chorują,wariują i w końcu przedwcześnie umierają.Czasem jest tak źle,że śmierć jawi się jak wyzwolenie.

          Lubię

        • Krysia pisze:

          Dzięki, Jolu, za miłe słowa. Nawet nie wiesz jak wiele one dla mnie znaczą. Jak również słowa Ani i Bogusia. To wręcz namacalna, przyjazna energia. Kilka miłych słów – a taka potęga!
          Warto je włożyć do kieszeni bluzy, by zawsze móc po nie sięgnąć. Chociażby dziś rano, by naznaczyć dzień serdecznością.

          ,, .Niestety Jarek zdaje się ma w tym względzie rację.Choć czasem niektórzy zamiast się rozwinąć po prostu chorują,wariują i w końcu przedwcześnie umierają.Czasem jest tak źle,że śmierć jawi się jak wyzwolenie. “

          Jolu, życie to nic innego jak tylko korzystanie z coraz bardziej dojrzałych wyborów przy wypełnianiu pustej przestrzeni między zdarzeniem a reakcją na to zdarzenie.
          Można reagować impulsywnie, rozkminiać, przyspieszać oddech, panikować zapadając się w niemoc pod ciężarem chaotycznych myśli. A można też przyjrzeć się spokojnie wydarzeniu, ocenić je z perspektywy obserwatora i jednocześnie przekonać się, że nasze z goła inne odczuwanie daje impuls dla całkiem odmiennej reakcji, która przecież determinuje następne wydarzenia.
          Wszystko, albo prawie wszystko zależy od tego w jakim miejscu teatru siebie umiejscawiasz: czy w samym środku burzliwie rozgrywanej akcji, czy może na planie drugim, czy może na widowni, z której wyraźnie widać całość kreowanej iluzji.

          Dziecko rodzi się malutkie, bezbronne i zdaje się być nieświadome swego zaistnienia. Nie my więc jako ciała fizyczne ze swoją świadomością zdecydowaliśmy o przyjściu na świat, i nie my też możemy zapanować nad naszym pełnym spektrum i decydować o naszym przeznaczeniu.
          Jak śpiewa Maryla Rodowicz: życie to bal nad bale i drugi raz nie zaproszą nas wcale.
          Orkiestra grać będzie dla nas do końca i warto wiedzieć co zagra nam jutro. Nigdy się tego nie dowiemy, jeśli zejdziemy z parkietu w czasie grania utworu, wymyślając tysiąc powodów, które tak na prawdę są tylko ucieczką przed nieznanym jutrem.
          A jutro wcale, ale to wcale nie musi być powieleniem wczorajszego czy dzisiejszego dnia. Podkreśla to często również moja bratnia dusza – Ania.

          Człowiek zawsze w jakiś sposób widzi jutro, choć go absolutnie nie zna. To jest ciekawe! Wiemy co było i tak samo uważamy, że znamy przyszłość (??) Baaardzo ciekawe!

          Czasem, kiedy zwłaszcza bywa ciężko, człowiek ma błędną skłonność do widzenia tak samo ciężkiego jutra.

          Z KOŚLAWEJ PRZESZŁOŚCI WYCIĄGAMY KOŚLAWE WNIOSKI I NA ICH PODSTAWIE TWORZYMY TAK SAMO KOŚLAWE JUTRO. TO NAJWIĘKSZY BŁĄD, NIESŁUŻĄCY DOBRU CZŁOWIEKA.

          Uporczywe trzymanie się stanu cierpienia(złości, apatii, wrogości, niemocy), stwarza pewność, że wyjście z niego jest ponad nasze siły. Ileż to razy doświadczaliśmy takiego zapadania się i za każdym razem wychodziliśmy z tego cało. Może nieco poturbowani, obolali ale wychodziliśmy z zapamiętaną lekcją. To dowód, że zawsze mamy moc wyjścia.
          Parę duchowych siniaków przypomina nam o NIEPOPEŁNIANIU WCIĄŻ TYCH SAMYCH BŁĘDÓW.

          Zdarza mi się ( i wcale nie rzadko 🙂 🙂 ) powiedzieć do siebie samej: ,, Krysia, znów popełniłaś ten sam błąd i co? I myślisz, że to co nastąpi, będzie czymś innym niż oczekujesz? “

          I jak myślisz, co się dalej dzieje? Dokładnie, ze szczegółami znam dalsze wydarzenia, które w końcu zainicjowałam swoim błędem.
          Przykład? Już tyle razy przyrzekałam sobie, że nie będę nikomu na siłę wchodzić w dupę, szczególnie wobec wysysaczy energii. Takim zachowaniem nie szanuję siebie, tworzę relacje kata i ofiary, gdzie zmuszam człowieka do bycia katem (!), w konsekwencji źle się z tym czuję. Na własne życzenie wystawiam tyłek na kopniaki.

          Wniosek. Trzeba się wreszcie nauczyć, by nie popełniać ciągle tych samych błędów. Innej drogi nie ma! A jeśli nie uczymy się, to możemy tak sobie te błędy popełniać do usranej śmierci i mieć pretensje do wszystkich i wszystkiego tylko nie do siebie.

          Tak rozumując przestaję mieć pretensje do świata, a że nie lubię mieć pretensji do siebie 😀 😀 😀 (a kto z nas lubi?!) , to wszystkie posrane żale, uprzedzenia, winy i przyczyny znikają, czyniąc tym samym miejsce dla pozytywów.
          Przynajmniej ja wyciągam takie wnioski wobec siebie. Inni mogą to rozgrywać z goła inaczej. I pewnie tak jest, bo każdy człowiek jest unikalną, niepowtarzalną istotą.

          W moim pojęciu, dwie rzeczy są ważne w temacie jaki poruszamy: Starać się nie popełniać tych samych błędów i nigdy, przenigdy z naszych uprzedzeń, obaw i lęków nie reżyserować jutra.
          Jeśli chwilowo nie stać nas na pozytywne żądania( tak, tak, żądania) i oczekiwania, to przyzwólmy jutru zaistnieć samemu, a zdziwimy się jak ono samo, bez naszego wpieprzania się, potrafi przynieść o wiele lepsze, mądrzejsze rozwiązania.

          Przekonałam się, że wszystko dla człowieka jest w zasięgu ręki. Jeśli nie umiem czegoś brać, to przynajmniej staram się nie tworzyć zapory z czarnych, z dupy wziętych myśli, które w mojej głowie zachowują się jak wariujące piłeczki w maszynie do losowania. I to w loterii na chybił trafił. 🙂 🙂

          Serdecznie pozdrawiam i miłego dnia.

          Lubię

        • Jola pisze:

          „Już tyle razy przyrzekałam sobie, że nie będę nikomu na siłę wchodzić w dupę, szczególnie wobec wysysaczy energii. Takim zachowaniem nie szanuję siebie, tworzę relacje kata i ofiary, gdzie zmuszam człowieka do bycia katem (!), w konsekwencji źle się z tym czuję. Na własne życzenie wystawiam tyłek na kopniaki.”Uśmiechnęłam się bo też miewam problemy z wampirami energetycznymi:)Może im nie nadskakuję ale nie potrafię odmawiać,np.wysłuchiwania przez telefon tych wszystkich utyskiwań itd,nie będę się rozpisywać,wiadomo o co chodzi:)Walczę o siebie,mam wokół tylu wspaniałych ludzi i to im chcę poświęcać swój czas i energię a nie wysysaczom.Pozdrawiam :))

          Lubię

        • Rozsądna Anna pisze:

          No to jesteśmy już trzy takie, które wampiry energetyczne wysysają a my się na to jakoś dziwnie zgadzamy, a przecież nie należymy do osób słabych, nie wiem jak to nazwać, chyba jak Pawlak ze „Samych swoich” za wrażliwe jesteśmy.

          Pozdrawiam Cię Jolu serdecznie

          Lubię

        • Rozsądna Anna pisze:

          Krysiu cieszę się, że wróciłaś do nas z powrotem, następną nieobecność proszę (*_*) zgłosić wcześniej, żebym nie musiała się martwić co się stało, że jesteś nieobecna w knajpce. Chyba to samo uczynił Devingo, bo już jakiś czas nie komentuje, a karty urlopowej też nie złożył. Ja wiem, że jest okres urlopowy i tylko dlatego usprawiedliwiam, a tak na poważnie to dziękuję za Twój pourlopowy wyczerpujący i zasadny wpis do Jarka.

          Serdecznie pozdrawiam (*_*)

          Lubię

        • Jarek Kefir pisze:

          Ja coraz częściej myślę o końcu. Końcu tego co tu robię na tej stronie czy też innym końcu. Myślę o tym raczej na zimno i analitycznie.
          Rozpoznałem iluzje ale to w zasadzie niewiele mi dało. Byle ekstrawertyk z tatuażem, kwadratową szczęką i słuchający gangu albanii, ma z życia więcej niż ja. No taka jest prawda 😉 To oni są solą Ziemi, tej Ziemi. Nam tego uziemienia brakuje chyba.

          Lubię

        • pepe pisze:

          A może zaczniecie słuchać Kryś, Ań i innych, może to was w końcu uziemi … kobieta 🙂

          Lubię

        • Chrestomata pisze:

          Jarek weź Niepierdol, uśmiechnij się i żyj :). A tak serio to obejrzyj jak jeszcze nie widziałeś świetnie prowadzony wykład o ludzkiej psychice, o tym jak ją utrzymywać w dobrym stanie i przestać skupiać się na starych wzorcach zapisanych w dna to od razu Ci się humor poprawi. Właśnie odkryłem Zbigniewa Popko, gościu ma dużą wiedzę i w humorystyczny sposób ją przedstawia. Tytuł wykładu to depresja, ale fajnie pozytywnie nastraja.

          Pozdrawiam, trzymaj się

          Lubię

        • gmozabija pisze:

          zabawby koles -_-

          Lubię

        • Niki pisze:

          Podobnie myślę, zwłaszcza o końcu. Ale gdzieś wewnątrz uczę się wiary, ze dobro jednak istnieje. Dobre działanie, dobre owoce, dobre zycie.
          Tez uwazam, ze ldzkosc ogolnie nie dorosla do zycia w tak czu inaczej pojmowanym raju czy dobrobycie. Moge to latwo stwierdzic chocby szczerze patrzac na siebie.
          Ja po prostu prosze Boga zeby mnie nauczyl jak zyc.
          Pozdrawiam

          Lubię

  6. Jarek Kefir pisze:

    You really want to get the decision right if it’s for all eternity, right? 🙂

    Lubię

  7. Siwydym pisze:

    Bardzo znaczące jest ze pan Kefir jako medium wybrał internet a nie, dajmy na to papier. Co do polityki to jasne jest ze jak nie działała strategia wyborcza polegająca na zasadach demokratycznych czy neoliberalnych to zmienia się ją na przeciwna i patrzymy co z tego wyjdzie. Oczywiście to wszystko klamstwa, ponieważ cel jest jeden-władza Asura genialny. Może jakiś system oparty na muzyce? Hehe

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Zapraszam na moje strony na FaceBooku:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 128 obserwujących.

Najnowsze artykuły – zapraszam:

Partnerzy strony:

%d bloggers like this: