Felietony i artykuły autorskie

Czy społecznie akceptowane recepty na życie prowadzą do wolności i szczęścia? Wręcz przeciwnie!


Czy społecznie akceptowane recepty na życie prowadzą do wolności i szczęścia? Wręcz przeciwnie!

depresja a duchowośćTen świat z jednej strony jest misterium iluzji, kłamstwa i konspiracji. Z drugiej strony, osiągając pewną (samo)świadomość dostrzegamy, że ta iluzja jest plastyczna. Rzeczywistość jest hologramem który można modyfikować.

Owszem, to nie działa tak, jak głoszą hurraoptymistyczni coachowie czy rzekomi mistrzowie duchowi, którzy nie zaznali ani jednego dnia depresji czy totalnego upodlenia. Więc sobie prawią z dupy wzięte komunały o ciszy która ma rzekomo przemawiać. Gdy zmieniasz swoje myślenie, odczuwanie i postrzeganie świata – to zmieniają się Twoje zachowania.

Zaczynasz dostrzegać to, czego wcześniej nie dostrzegałeś, co wcześniej omijałeś, a co jest dla Ciebie pozytywne. Poprzez to zaczynasz przyciągać ludzi i sytuacje, które są dobre, a które wcześniej nie były w Twoim zasięgu.

Czy już to widzisz? Świat w skali globalnej się nie zmienił ani trochę, i możliwe że nie zmieni się jeszcze przez setki tysięcy lub nawet miliony lat. To jedna z opcji. Ale zmienił się Twój własny świat. I o to chodzi w tej całej idei przemiany, transformacji, globalnej świadomości.

Mamy zmienić siebie i swój własny świat. To jest w naszym zasięgu i to jest możliwe. Poprzez taką przemianę, możesz wpłynąć, możesz zainspirować kilka, kilkanaście osób z Twojego otoczenia.. No dobrze, gdy prowadzisz stronę, jesteś autorem, to Twoje możliwości są większe. Ale tylko minimalnie większe.

Nie ma innej drogi niż ta opisana przeze mnie powyżej. Walka ze światem spowoduje, że świat Ci odpowie – i zwróci się przeciwko Tobie. Sytuacja globalna na świecie (która jest tragiczna od zarania dziejów) wpłynie na Twój własny mikro-świat w negatywnym sensie. A tak nie musi być, tak nie powinno być.

Cytuję: „Do starej mądrej sowy przyszła stonoga. Uskarżała się ona na podagrę – bolała ją każda z jej stu nóg. Sowa poradziła jej, by stonoga stała się.. wiewiórką. Przecież wiewiórka ma tylko cztery nogi, a nie sto, więc bólu jest mniej. Wtedy stonoga powiedziała: ‚dobrze, chcę się stać wiewiórką, ale co konkretnie muszę zrobić by to osiągnąć? Wtedy sowa powiedziała: ‚nie zawracaj mi głowy, ja tu tylko ustalam kierunek leśnej polityki’, po czym odfrunęła w siną dal, zostawiając stonogę samą z jej problemem.”
~Anthony de Mello, drobna modyfikacja Jarek Kefir

Warto mieć świadomość tego, że gdy chcesz coś zmienić w swoim życiu, to często nie znajdziesz pomocy. Znajdziesz jedynie wskazówki, poszlaki. Jedne z takich wskazówek to obłędne nauki mistrzów duchowych, którzy mówią, co należy zrobić. Ale nie mówią najważniejszego – co konkretnie należy zrobić tu i teraz.

Tu i teraz, czyli wtedy gdy często zdrowie jest w ruinie, gdy dopada nas depresja, bezsens, nihilizm, wyczerpanie. Stąd stan ten można porównać do wygania Jezusa na 40-dniową poniewierkę na pustynię. W ezoteryce istnieje też koncepcja „anioła pustyni” – odpowiadającego temu stanowi wygnania, gdzie nie ma znikąd pomocy.

Ja miałem to szczęście, że taką pomoc miałem, choć nie zawierała ona wszystkich wskazówek. To logiczne, że zawierać wszystkich wskazówek nie mogła. Dobrze, kilku ludzi polecało mi uporządkowanie sfery biologicznej (zdrowotnej). Robię to cały czas. Kilku ludzi polecało mi książki takie jak „Transfering Rzeczywistości” czy też „DEIR” które zawierają konkretne sposoby, techniki, metody, o których milczą jak zaklęci tacy „mistrzowie – teoretycy” jak Osho czy Tolle.

Nie powiedziano mi jednak tego, że wiele z tych mistrzowskich przekazów po prostu nie działa, bo zawiera tylko czystą, abstrakcyjną teorię. „Słuchaj, Kefir, odpuść sobie Osho, Tolle’a i innych teoretyków – powiem Ci, co zadziała tu i teraz” – takie rady byłyby na wagę złota. Ja chociaż spróbuję takich rad udzielić.

Teraz uknułem termin „duchowość ekstrawertyka„, czyli człowieka, u którego każda metoda zdziała dosłownie cuda. A największe cuda zdziała metoda 3 x 3: piątek, piąteczek, piątunio – wódka, wódeczka, wódzia – grill, grillek, grillunio. Kiedyś żartowałem, że osoby o silnej energetyce (np ekstrawertycy) mogą jeść nawet śmieci z kubła i odpady z reaktora atomowego, popijając to morzem whisky, zagryzając chipsami z glutaminianem i poprawiając to kokainą. A i tak będą mieli z milion razy więcej energii, kreatywności, zapału, witalności, niż wielu z nas.

Gdzie są konkretne rady, gdy w piątek jesteś tak zmęczony, że rzygać Ci się chce, gdy dopada depresja, totalne wyczerpanie akumulatorów, gdy nie masz najmniejszej ochoty ani na czytanie Osho, ani na picie wódeczki przy grillu z okazji piątunia? No cóż, wtedy ani Osho, ani Eckhart Tolle i ich oświecone rady nic nie zdziałają.

Równie dobrze można powiedzieć takiemu człowiekowi: „ziomek, weź się garść, wyjdź do ludzi, zmyślasz se, Twoje problemy są urojone„. W istocie Ci mistrzowie duchowi mówią dokładnie to samo, tylko innym, bardziej zawoalowanym i społecznie akceptowalnym językiem. Dlatego używam terminu „duchowość ekstrawertyka„.

Gdy brak energii, gdy nie ma sił praktycznie na nic, gdy nawet zwleczenie się z łózka jest nie lada wyzwaniem – nie pomogą żadne hurraoptymistyczne komunały podlane sosem new age. „Żyj tu i teraz, w chwili obecnej„, „zmień swoje myślenie„, „Twoje problemy są iluzją„, „zmień swój świat wewnętrzny a zmieni się Twój świat zewnętrzny” – nie, to nic nie da. A często takie „rady” mogą spotęgować zły stan, lub wręcz doprowadzić do samobójstwa.

Na blogu Zielpy taka postawa została opisana w taki oto sposób:

Cytat: „Co może pomóc Ci [na doła, depresję – przyp. Jarek Kefir] lepiej od Pana Boga? No co? Nie odnajdujesz sensu życia w Jezusie? Nie szkodzi. Zostaje Ci jeszcze Budda, Kriszna, Mahomet i kilku pomniejszych bożków. Jeśli nie pomaga ani pielgrzymka do Częstochowy, ani do Mekki, koniecznie spróbuj tarota, kabały albo zadzwoń do Davida Harklaya (aka Violetty Koseskiej). Są jeszcze książki, np. „Secret”, „Jak znaleźć szczęście”, „Osho”, „W dżungli podświadomości” i inne feng-szuje. Powieszenie łapacza snów nad łóżkiem i żyda do góry nogami również będzie dobrą opcją.

Można jeszcze skakać przez ogień, palić kadzidełka i przelać jajko nad głową. Najbliżej normalności są chyba religiantki fitnessowe, inspirujące się cytatami z Ewy, Ani i Paula. Coelho. Od filozofów życia trzeba trzymać się zawsze jak najdalej – sami mają dużo bardziej nasrane niż Ty z tą swoją depresją. W pierwszy piątek miesiąca oczyszczają się duchowo w konfesjonale, w drugi okadzają dom, by wypędzić złe duchy, a w ostatni już wiedzą, że to Pawlikowska zmieniła ich życie na serio. Potem znów się muszą z tego wszystkiego wyspowiadać i tak w kółko.”
Całość: http://zielpy.pl/index.php/2015/01/02/typy-ludzi-ktorzy-przychodza-gdy/

Dobrze, co można wtedy zrobić? Potrzeba działań, które są pogotowiem ratunkowym, chirurgicznym, precyzyjnym cięciem, a nie abstrakcyjną teorią. Pierwsza i najważniejsza sprawa to uporządkowanie spraw biologicznych – odżywianie, suplementy, zioła, zdiagnozowanie chorób – depresja, tarczyca, wyczerpanie nadnerczy, zespół przewlekłego zmęczenia, ADHD i szereg innych. Wykonanie badań nie tylko krwi (rozmaitych, pod kątem wielu chorób fizycznych – anemia, hashimoto, niedobory itp).

Bywa i tak że trzeba się uporządkować za pomocą medykamentów od big pharmy, jeśli zachodzi taka konieczność. Nie będę tutaj pierdolił się w tańcu, ale powiem, że trzeba kalkulować ryzyko, zrobić bilans zysków i strat. Praca nad sobą to zajęcie na lata, a nawet dekady. A żyć mamy tu i teraz. Jeśli zioła, aminokwasy i inne tego typu metody nie pomogą – nie pozostaje nic innego jak chemia, np hormony na tarczycę czy wyczerpane nadnercza, itp.

Jeśli nie wyrównasz tej sfery przyziemnej – biologicznej, to cóż, nie polatasz sobie. Jedna z rad dawana podczas takich zawirowań, to medytacja. Wiem, że to działa realnie, choć nauka tego nie wyjaśniła. No tylko jest jeden problem. Już zwykła sraczka (grypa żołądkowa i występujące przy niej rozbicie) uniemożliwia medytację. A co dopiero wyczerpanie, przewlekłe zmęczenie czy depresja. Medytacja po prostu się nie uda. Rady teoretyków życiowych znowu okazują się więc niewydolne.

Druga sprawa to chirurgiczne odcięcie się. Tak, odcięcie się. Wiem, że przebudzenie to proces który przychodzi niejako sam, że trzeba czasami przejść przez życiowe piekło, przez ciemną noc ducha, bla bla bla.. Ale to, co pisze Vadim Zeland w książkach „Transfering Rzeczywistości„, może wykonać nawet osoba totalnie nieprzebudzona, o duchowości ameby.

To odcięcie się od toksycznych wahadeł ideologii, religii, partii, doktryn, marek, celebrytów itp itd. To one, te wahadła, drenują naszą energię. Kolejna metoda to zaawansowany system DEIR Dymitra Wereszczagina. Pomaga się odciąć się od wampirów energetycznych. Spotykamy ich każdego dnia – w szkole, na uczelni, w pracy, sklepie, autobusie, na ulicy.. Proceder kradzieży energii życiowej odbywa się na globalna skalę.

Prawem tego świata jest to, że wszelkie zasoby płyną od tego, kto ma ich mało, ku temu, kto ma ich dużo. W konsekwencji tego ten, kto ma mało, ma jeszcze mniej. Ten, kto ma dużo – ma jeszcze więcej. Biedni stają się coraz biedniejsi, a bogaci – coraz bogatsi. Ludzie wyczerpani energetycznie, w depresji, introwertycy – po spotkaniu z dowolnym wampirem (a jest ich miliony milionów) mają jeszcze mniej energii niż mieli. A wampir ma jej jeszcze więcej i więcej i więcej.

System DEIR pomaga się odciąć od tego procederu żerowania na nas, kradzieży energii nam, mającym jej mało. Wiem, że możesz być dopiero na samym początku swojej drogi ku przebudzeniu. Wiem, że możesz wielu rzeczy nie kumać, przeciwko wielu rzeczom się buntować. Wiem że możesz być na tej życiowej pustyni, przechodząc przez ciemną noc ducha.

Ale masz prawo odciąć się od tego, co Cię niszczy i drenuje z energii. Masz prawo, wręcz masz obowiązek się bronić! Na przebudzenie przyjdzie jeszcze czas.. To lata a nawet dekady. Tę drogę trzeba przebyć samemu, nikt tej pracy nie odrobi za Ciebie. Wiem, teorię znam. Ale już teraz możesz poznać metody, techniki i sposoby – czyli to, co najcenniejsze. Już teraz możesz się odciąć od tego, co Cię niszczy i zabija.

Po prostu zrób to.

Czasami nasz umysł staje na naszej drodze. Wydaje się on działać dość samoczynnie, poza naszą kontrolą. Czym więc on jest? Pasożytem? Wirusem? Polecam film „Umysł nie jest naszym sprzymierzeńcem„:
https://www.youtube.com/watch?v=S8s7UTBhTIM

Tematykę teoretyków życia i braku wskazówek praktycznych poruszałem w artykułach poniżej:
Przestańmy obawiać się globalnej tyranii, nie tędy droga..
Ziemia jest piekłem ale jest szansa na zmianę. To zależy też od Ciebie!
Dlaczego marzenia się nie spełniają? „Walka ze światem nic nie daje”

Podsumował: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Reklamy

28 odpowiedzi »

  1. „Kto miał trudne dzieciństwo, chce dać swemu dziecku to, czego sam nie zaznał – a czego bardzo pragnął.

    Znane przysłowie mówi: „Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło” – tak jest i w tej, tak ważnej (najważniejszej) w życiu sytuacji. To że nie chcesz powielić błędów swego ojca, nie wystarczy. Jeśli nie wiesz jak działa Twoja podświadomość, jak działa psychika dziecka, unieszczęśliwisz swoje dziecko dokładnie tak samo, jak Twój ojciec unieszczęśliwił Ciebie – mimo tego że masz naprawdę szlachetne intencje.

    Objawi się to w nieco inny sposób. Ojciec pił, Ty się tniesz a Twoje dziecko będzie miało niezrozumiałe kompleksy, czy też chorobę. Ból idzie z dziada na ojca i później cały czas w dół pokoleniami. Kto rozumie jak to działa, przerwie ten piekielny proces. Kto nie rozumie, przegra życie swoje i swego ukochanego dziecka.”

    Polubienie

  2. „Wychowano nas w przeświadczeniu, że kobietę nie tylko można, ale nawet trzeba uszczęśliwić. Ma być to naszym męskim zadaniem na życie – uszczęśliwić kobietę, sprawić by była szczęśliwa.

    Ale czy jest to możliwe? Absolutnie nie. Z dwóch powodów:

    1. Szczęście i zadowolenie to nawyk, a nad nawykiem trzeba samemu pracować – nie można tego dostać ani oddać. Jeśli kobieta nie ma nawyku cieszenia się życiem, nawet Donek i jego cuda nie sprawią, by odczuła szczęście.

    2. Psychika ludzka cieszy się tylko chwilę, a po niej następuje poczucie braku i smutku. Żeby go nie czuć, otoczenie rzuca nam kolejny cel który ma dać szczęście. I tak ten kołowrót trwa całe nasze nieszczęsne życie.”

    Polubienie

  3. „Im dłużej żyjesz, tym częściej sobie zadajesz te pytanie – czy warto być dobrym dla ludzi?

    Moim zdaniem warto, ale czynienie dobra bliźnim to gra, rządząca się określonymi zasadami. Jeśli ich nie znasz, zamiast wdzięczności doświadczysz pogardy – albo rażącej niewdzięczności bądź gorzej.”

    Polubienie

  4. „Czy można zaufać kobiecie? Otworzyć przed nią serce, jak ulubieni aktorzy w komediach romantycznych i bajkach?

    Zdobyta od dzieciństwa wiedza mówi że tak, że można – i że da nam to spełnienie. Wiedza o psychice kobiety mówi jednoznacznie, że nie warto. Koszty takiej postawy są bardzo wysokie: brak szacunku ze strony kobiety, rozwód, kłótnie, awantury, prawie zawsze zanik seksu w związku.

    Zdaję sobie sprawę, że fakty które omawiam i opisuję w książkach, drastycznie rożnią się od tego, co nam wmówiono. Nie pragnę nikogo zmuszać do przyjęcia tej wiedzy. Kto zrozumie te zasady, wygra przyjemniejsze życie – kto nie zrozumie albo nie będzie chciał zrozumieć, niemal na pewno przegra je. Ale zawsze tak było – mądry wygrywał, głupi przegrywał, często nie rozumiejąc dlaczego cierpi, chociaż mógł tego uniknąć.”

    Polubienie

  5. „KONCERT CISZY (Zielona Planeta)

    Świat, w którym muzyka wychodzi z naszego wnętrza, ponieważ wyrasta z CISZY.

    Posiadamy pięć zmysłów zewnętrznych (wzrok, słuch, smak, zapach i dotyk); stanowią one okna, przez które poznajemy świat zewnętrzny. Koncentrują się one w kanale zwanym „trzecim okiem”- świadomością lub szóstym zmysłem. Kanał ten jest wykonany z CISZY, ale nie jest to cisza wykonana z braku dźwięków: jest pełnią dźwięków, harmonii i wibracji. Jest to cisza wymowna, żaden hałas nie może jej przeszkodzić, żadne słowo nie może jej dosięgnąć. Umysł nie może się tam dostać, ponieważ ty nie jesteś umysłem. Funkcją umysłu, powtarzam, jest bycie pomostem pomiędzy tobą a obiektywnym światem; funkcją serca jest bycie pomostem między tobą i twoim „ja”. Cisza, o której mówię jest ciszą duszy w swej całości: umysł i serce. Jest to piosenka sama w sobie – bez słów, ale pełna znaczenia. Dopiero z tego rodzaju ciszy rodzą się kwiaty miłości. To właśnie ta cisza staje się Rajskim Ogrodem. Medytacja i tylko medytacja jest kluczem do otwarcia drzwi twojej istoty, twojej egzystencji.
    Wòwczas odkryjesz pięć zmysłów wewnętrznych, odmiennych… introspekcyjne spojrzenie w innym świetle, ultradźwiękowe wsłuchiwanie się w każdą ciszę, gust nadający smak każdemu stworzeniu i pozwalający na uchwycenie istoty każdej rzeczy, węch, który wyczuwa zapach każdej istoty, wrażliwość i percepcja, która wypełnia każdą wraliwość czułością, słodyczą i delikatnością.

    ******

    JESTEŚMY żebrakami ABSOLUTU,
    wędrowcami światła w drodze ku boskiej ciemności.

    Ten film jest dziełem poezji: następowanie po sobie, wręcz łączenie się ludzkich i zwierzęcych spojrzeń, wzgórz, drzew, gleby, roślinności, wody, osòb działających w harmonii, biegnących z wiatrem, z prądem… Sugestywny i poetycki sposób mówi nam, jak wszystko jest połączone między sobą, wszystko jest niezbędne dla wszystkiego, nic nie dominuje nad niczym…
    To fenomen ludzkiej miłości wyznacza kluczowy punkt całej historii, gdy synowie Mili zakochują się w dwóch mieszkankach Ziemi. Powrócili na swoją Zieloną Planetę przynosząc z Ziemi miłość. Jest to idea, ktòra wydaje się najbardziej ukryta i najmniej oczywista: Ziemia może być pełna sprzeczności, terroru, śmieci, braku prawdziwego, wartościowego rozwoju cywilizacji, ale istnieje tam miłość, ktòra zbawia wszystko; jest drzwiami wyjściowymi i wyjściem awaryjnym, które nadaje sens egzystencji.

    *******

    „Świat, ktòry stworzyliśmy jest wytworem naszego myślenia i dlatego nie może się zmienić, jeśli nie zmienimy naszego sposobu myślenia.”
    – Albert Einstein –

    Zatruwa mnie myśli, że rządy wydają miliardy dolarów i euro na odkrycie życia w przestrzeni kosmicznej (NASA), podczas gdy wygasa życie ludzi umierających z głodu na Ziemi!
    Poszukują przestrzeni witalnej poza naszym światem, ponieważ uczynili życie na naszej planecie nie do zniesienia…”

    Polubienie

  6. ból, w którym błądzi sens życia
    żegnał te, co kryły zdradę
    wiara, nadzieja, miłość
    zawiodła mnie każda z was
    smutek stał się szóstym zmysłem
    żal wypłukał oczy z kłamstw
    chciałem przełknąć gorycz duszy
    a zostało mi tylko zwątpienie

    w mych żyłach negacja
    pragnienie wolności
    świadoma nienawiść
    do ludzkiej żałości
    czczące chciwość
    zwierzęta
    wyrzekam się was
    wyrzekam się was

    zapomniałem kim jestem
    by poznać siebie
    zmęczony cierpieniem
    karmiony nienawiścią

    obudziłem wnętrze
    zobaczyłem pustkę
    w umarłych drzewach
    odmęty marności

    widmo ludzkości
    sępy nad popiołem
    droga donikąd
    stała się mym domem

    milczy jak bóg
    gnije jak człowiek
    odchodzi wraz ze mną
    tamten świat z pod powiek

    zgliszcza
    jesiennych lat
    zenit grozy
    wspomnień sad

    oto krawędź świata
    nienawiść do życia
    nienawiść do śmierci
    płonące wymiary

    z kajdan rozpaczy
    w tęsknotę wieczności
    w mackach zagłady
    przenikam nicością

    samotność
    za lustrem mych oczu
    popiół marzeń
    w ich odbiciu ogień

    zgliszcza duszy
    na drzewach ostatni
    liść szary się kruszy
    jak prochy, w zapomnienie
    w zapomnienie

    Polubienie

    • „You must be ready to burn yourself in your own flame. How would you become new, if you have not first become ashes?”

      zagłada
      zagłada
      co już znam niech płonie
      wszechobecny ogień
      jak sen porywa
      mnie w inny wymiar
      nieskalany ludzkością
      nieskuty przeszłością
      w nieskończoną przestrzeń
      odmętów mej duszy
      w zgliszcza

      zatruwana możność
      w eonach, gdzie wolność
      zakuta w kajdany
      a człowiek zesłany
      w labirynt pomieszczeń
      gdy ponad nim przestrzeń
      bezgranicznej wiedzy
      świadomej kreacji mocy

      zamykam powieki
      by zgasić te mrowia
      ludzkość i jej ścieki
      w nich gnije harmonia

      jak płaczące wierzby patrzę
      na chciwą rzeczywistość
      na porządkowany świat
      ruinami naszych lat

      wokół mnie rośnie
      pożoga wyrzeczeń

      płonę w wewnętrznym ogniu
      by zrodzić się na nowo
      by wyjść z szeregu ludzkości
      co jak bydło pcha się krocząc
      na rzeź

      zagłada

      przez lasy trwogi
      legiony mogił
      te wszystkie drogi
      prowadzą do śmierci
      do zatracenia
      do braku znaczenia
      do zaspokojenia
      chwili w horyzoncie zdarzeń

      „chciałbym was zabić
      i nie potrafię
      nie potrafię
      wyrzekam się was
      na zawsze
      może jestem wyklęty, ale wolny
      wolny”

      oczy jak otchłań
      jak przepaść dziecięcych snów
      jak nostalgia nocna
      w cieniu, jak nów
      codzienną jesienią
      marzenia więdną
      jak liście uschłe
      zgliszcza świata na wietrze

      Polubienie

  7. http://www.eioba.pl/a/453q/nie-ozenie-sie-z-toba

    „Istnieją dwa nieszczęścia; gdy czegoś nie masz, i gdy to już dostaniesz. To jak z ciągiem do słodyczy. Najpierw ich pragnę; rzuca mną po ścianach, nie mogę sobie znaleźć miejsca, a dziwna emocjonalna pustka domaga się zapełnienia ją przez coś słodkiego. Tak, jestem nieszczęśliwy. Gdy w końcu nie wytrzymuję i rzucam się do szafki z czymś słodkim, oczywiście konsumuję. Po wszystkim chce mi się wymiotować, czuję się przepełniony, zasłodzony, wzbiera we mnie wściekłość że znowu utyję i zwiększę szansę na cukrzycę. Podsumujmy; i tak źle i tak niedobrze. Dokładnie tak samo (tylko z większą skalą emocji) jest z małżeństwem. Jeśli kiedyś zdarzy się że będę o nie proszony (a raczej naciskany wszystkimi dostępnymi sposobami) odmówię. Jeśli nie będę kochał, odmówię z konieczności; jeśli będę kochał, z miłości. Dlaczego?

    Psychiczny głód

    Bez ślubu kobieta odczuwa psychiczny głód; społeczeństwo a więc rodzice, babki, ciotki, koleżanki, presjują na zawarcie ślubu, uznając go za życiowy kobiecy sukces. Logika kobieca mówi jej, że ślub to pewność prawna, a więc alimenty nie tylko na wentualne dziecko, ale i na kobietę gdy obniży się jej standard życia po rozwodzie; a także spadek, wszelkie roszczenia. Ślub więc jest dla kobiety zabezpieczeniem nie tylko finansowym, ale i presją że zanim facet odejdzie narażając się na spore koszty, kilka razy poważnie się zastanowi. Bez ślubu kobieta czuje się jak ja na diecie koło szafki, w której leżą zakazane rarytasy; pełna tęsknych głosów pustka wszechpochłaniająca. Głód rodzi inicjatywę i kreatywność; także u Pań, chociaż najczęściej jest to odtwarzanie wyuczonych manipulacji na rodzicach z dzieciństwa. Dorosła więc kobieta próbuje Cię przekonać, byś zdecydował się na kolejny krok w dojrzałość; brakiem seksu (motywowanym migreną) płaczem, awanturami, wrzaskami, wzbudzaniem wyrzutów sumienia, wypominaniem jakichś mniej lub bardziej realnych zaszłości. I tu na chwilkę przerwijmy; tak Twoja kobieta reaguje gdy czegoś chce. Myślisz że takie nawykowe zachowanie po ślubie się zmieni? nie, na pewno nie, bo i po co skoro tak skutecznie działa? wracamy do tematu.

    Dlaczego facet głupieje?

    Dlaczego facet decyduje się na ślub? pomijając społeczne potrzeby, skupmy się na seksie. Facet ma świetny seks, ponieważ obie strony są zakochane i gdy zależy im na czymś, umiejętnie grają. Gdy kobieta chcąca ślubu wycofuje się seksualnie od mężczyzny, ten chce by ta przyjemność seksualna ciągle trwała, dlatego ulega prośbom, groźbom, szantażom o odejściu „zdecyduj się i podejmij męską decyzję”. Co ciekawe, każdy facet myśli podobnie schematycznie, że hajtając się zatrzyma kobietę i codzienną przyjemność, nawet lekarz który zna doskonale zjawisko tachyfilaksji; każdy bodziec staje się z czasem coraz słabszy. Żeby utrzymać efekt działania (leku, narkotyku, alkoholu) trzeba dostarczyć go więcej. Problem w tym że kobieta daje z siebie maxa, i czeka na ślub który ją zabezpieczy i zaspokoi, zagłuszy wewnętrzny głód. Tak więc przyjemność będzie spadać; po pierwsze kobieta daje z siebie wszystko, a po ślubie już nie musi, a jak człowiek nie musi, to najpewniej nie będzie się wysilał bo i po co. Po drugie te nieszczęsne zjawisko tachyfilaksji; musi więc być mniej przyjemnie, i nie ma innej możliwości. Facet chce poczekać, a kobieta dobrze wie że z czasem będzie chciał coraz mniej, bo i przyjemność będzie miał coraz mniejszą. Kobieta więc działa aktywnie, by go „przekonać”. Niektórym Paniom się udaje, innym nie. Ot, życie.

    Tyje, bo ma geny i tarczycę

    Jest też trzecia, straszna sprawa. Hormony zakochania utrzymują się w ciele człowieka do dwóch lat. Pod ich wpływem człowiek jest zwyczajnie naćpany, bardzo podobnym w skutkach do mieszanki extasy i kokainy. W tym stanie chemicznej euforii nawet pierdnięcie ukochanej (wraz z całym bukietem zapachowym) w trakcie jedzenia, wywołuje falę czułości, miłości i chęci na seks. Gdy ten stan mija, uciekniesz od stołu walcząc z silnymi torsjami. Oto potęga chemicznej miłości, narkotyku opiewanego przez miliony poetów i romantyków, marzących o naćpaniu się i upojeniu euforią. Zwykły narkotyk dostępny jest na rogu ulicy, od dilera; ten musisz zdobyć zakochując się w jakiejś atrakcyjnej dla Ciebie Pani. Gdy dojdzie do ślubu, głód zanika. Razem z nim znika presja na bycie sexy, na staranie się. Kobieta która się odchudzała i utrzymywała idealną figurę, wreszcie może dorwać się do lodówki, zaczyna tyć i zapuszcza się. Za gwałtowne tycie obwinia urodzenie dziecka, tarczycę geny i hormony. Gdy przypomnisz że wcześniej była szczupła, usłyszysz stek wyzwisk bądź płacz, i logiczne tłumaczenie że po ślubie nawaliła tarczyca i zmieniły się geny. Ciekawe zjawisko, dotykające 95% kobiet; po ślubie tarczyca zwalnia przemianę materii, i złośliwie nie chce spalać kilku pizz i czekolad dziennie.

    Robić w konia czytelników

    Pojawia się powoli rozczarowanie. Stan po ślubie miał być rajem, czymś wyjątkowym i szczególnym, a tak się nie dzieje. Pojawia się rozdrażnienie i szukanie przyczyny braku szczęścia i harlekinowej ekscytacji. A jak się szuka, to się znajduje; w chrapaniu faceta, w poobiedniej drzemce, w złym ubraniu, nieodpowiednim odezwaniu się. Kobieta po przerobieniu wszystkich możliwych błędów w zachowaniu faceta głupieje; gdzie jest to zasrane szczęście? no cóż, nigdy go nie było i nie będzie gdy się na nie czeka. Szczęście to coś, co można odczuwać tu i teraz. Tylko ta chwila istnieje, i nie ma nic poza nią. Jeśli więc ma się nawyk szukania w przeszłości bądź przyszłości szczęścia, to w każdej chwili ten nawyk się odzywa i każe szukać gdzie indziej. Wszyscy więc szukają szczęścia, i nikt nie widzi że jest ono nawykiem, polega na prostej decyzji bycia szczęśliwym. Dlatego też gdybym naprawdę kochał kobietę, chciałbym oszczędzić jej koszmarów po ślubie. Gdy myśłałem będąc na diecie co jest gorsze? pragnąć słodyczy czy najeść się i cierpieć? odpowiedź była prosta. W obu przypadkach pragnę; w pierwszym słodkości, w drugim by opuścił mnie ten pier… głód. Jednak w pierwszym wariancie chudnę i zachowują zdrową trzustkę, a w drugim działam na niekorzyść swojego organizmu. Wniosek jest prosty jak drut; lepiej patrzeć na słodycze i pożądać, ponieważ drugie wyjście to też pożądanie tylko z grubą dupą, atakami osłabienia cukrzycowego i trzeszczących z obciążenia kolan. Niestety, jestem za szczery by tłumaczyć swoją słabość chorą tarczycą i genami. W konia mogę robić czytelników, ale nigdy siebie. Dlatego nie ożeniłbym się, by kobieta pożądała i nie zaznała koszmaru po drugiej stronie tęczy.

    Ludzie gloryfikujący małżeństwo, mówią że jest to przysięga przed Bogiem i zaproszenie go do swojego życia. Ja twierdzę że to nieprawda;

    1. Milion dolarów dla każdego, kto udowodni mi że Bóg jest w trakcie ceremonii małżeńskiej. Chętny ktoś? bo ja widze tylko faceta w czarnym wdzianku który coś gada, inkasuje kasę i to wszystko. Nie widzę tam żadnych sił nadnaturalnych. Jednak gdyby była, nie chciałbym mieć z nią nic wspólnego. Tyle nieszczęść, tyle zdrad, przemocy, a wszystko w związkach sakramentalnych. Jeśli Boża obecność daje takie efekty w małżeństwie, to ja to chrzanię i nie chcę mieć z taką istotą nic do czynienia.

    2. Wierzę w Boga, dlatego wiem że ta siła miłości i światła obecna jest w każdej komórce mojego ciała, w każdym oddechu i każdej chwili mojego życia. I wątpię by pajacowanie na kolanach przed facetem w sukience, zwiększało tę obecność.

    3. Wierzę w Boga, i szanuję jego dar, rozum. Staram się go rozwijać jak umiem, i tenże rozum mi mówi bym się nie żenił. Mówi mi też wiele innych, ciekawych rzeczy, ale nie miejsce i czas na takie zwierzenia.

    Ludzie wierzący że obrączka i papier daje coś wartościowego, wierzą w iluzję. To tak jak krzyżyki i święte obrazki w roztrzaskanych, błogosławionych święconą wodą samochodach; nie uchroniły przed kalectwem, śmiercią i tragedią. Podobnie obrączka jak doskonale wiemy, przed niczym nie chroni, a na pewno nie przed zdradą i nieszczęściem. Rodzice pedofile tak samo niszczą własne dzieci w domach gdzie wisi Chrystus nad drzwiami, jak i w domach gdzie wisi powieszony Lenin, bądź ładny obrazek z biedronki kupiony w promocji. Dlaczego Jezus nie zejdzie z krzyża, i nie uratuje dziecka przed rozjuszonym ojcem – potworem który gwałci i zastrasza? to za co ja płacę na jego organizację? za co daję ciężko zarobione pieniądze? za mętne obiecanki o życiu pośmiertnym? to każdy może mi obiecać. Poubierać się w dziwaczne stroje, i obiecywać jak Donek z kumplami. I chapać pieniądze, tych nigdy dość. I oczywiście mam wierzyć nie widząc, bo błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli; dobre sobie!

    Pilnuj swojego

    Kobiety nienawidzą facetów którzy nie chcą ślubu. A co mają zrobić? ja je rozumiem. Zgrabne pośladki czyli wabik na faceta, marszczy się i traci na wartości w wieku ok. 40 tki, chociaż wiemy że większość Pań w tym wieku, to ruiny z żylakami, potężną nadwagą, cuchnące papierosami i wieprzowiną. Kobieta jak nie złapie rybki na wędkę, to się nie naje. I tyle. Broni swojego. Rolą kobiety jest złapać w sidła mężczyznę, a rolą faceta nie dać się złapać. A jeśli chce i pragnie takiego życia, to prowadzić je na korzystnych dla siebie warunkach. Spójrz wokół; każdy załatwia swoje interesy. Bogaci, kapłani, politycy, wywiady obcych państw. Każdy chce ugryźć więcej tortu. Kobiety i faceci także.

    Dlatego kobiety zawsze i wszędzie, będą nienawidzić testów DNA, badań na choroby weneryczne, intercyzy małżeńskiej. Nienawidzą, bo może to ograniczyć ich marzenia i plany. I Ty musisz zrobić tak samo, dokładnie tak samo jak kobiety bronić swojego interesu. Do tego Cię namawiam, do tego zachęcam. A także do tego, byś wpisał swój meil w newsletter na dole strony.”

    Polubienie

      • ,, Milion dolarów dla każdego, kto udowodni mi że Bóg jest w trakcie ceremonii małżeńskiej”

        Ceremonie i rytuały służą podniesieniu wibracji. Zależy w jakim kierunku.
        Jeśli zaczynasz wibrować w zgodzie ze swoim wnętrzem, zaczynasz czuć błogostan, lekkość, szczęście, którym chcesz dzielić się z innymi, to znalazłeś się w jednym pomieszczeniu, przy stole, z kimś, kogo wyobrażasz sobie i nazywasz Bogiem. To jedno z wyobrażeń.
        Tyle jest wyobrażeń i opisów Boga, ile odczuć boskich wibracji w milionach ludzkich serc. Ci, którym obce jest słowo Bóg, mogą i odczuwają to samo. Różnica tkwi w nazwie i definicji, nie w istocie.

        Polubienie

        • Kochana Krysiu!
          Proszę nie tłumacz mi bo jako Bóg rozumiem i nie mam zamiaru brać slubu. [zapomnialem jak brzmi słowo opisujące zawarcie ślubu boga z boginia we wszystkich aspektach]
          Naprawdę rozumiem istotę Boga i opowiadanie o wibracjach jest jednym ze sposobów opisania i doswiadczenia go. Teraz jestem [madrala], ale był moment ze waliłem głowa w mur by się dowiedzieć i zrozumieć. Wiem jakie to proste i że jest wiele sposobów zrozumienia – dlatego nie neguje jesli ktos idzie inaczj niż ja! Jednak religie to taka manipulacja ze aż się gotuje i nóż mi sie w kieszeni otwiera nawet jak go nie mam.
          Zaczołem dostrzegać dookoła tyle fałszywych flag ze aż mi niedobrze
          Obecnie jestem za granicą, ale czytam o tych szopkach w moim Poznaniu. Patrze na to w inny sposób – Skoro uroczystości trwaja trzy dni! Przyjechali wszyscy Prezydent Sejm Rząd itp i przez ten czas nic złego pod ich nieobecnośc się nie wydarzyło – TO PEWNIE SĄ NIEPOTRZEBNI! Moze nie musimy utrzymywac tej bandy darmozjadów!
          To moze być rewolucja!

          Polubienie

        • „[zapomnialem jak brzmi słowo opisujące zawarcie ślubu boga z boginia we wszystkich aspektach]” … to jest HIEROGAMIA 😉

          Polubienie

        • Po pierwsze nie mam odpowiedniej Boginii, a ta która znam [mogłaby byc córką] jest zajeta i przez szacunek nie atakuję
          Po drugie jak chcesz mnie poznać – jestem otwarty
          Po trzecie – nie wiem czy w pełni rozumiesz ten proces! W akcie Hierogamii w złaczeniu stają sie jednością – więc nie ma zmiłuj – klamka zapadła i koniec
          Po czwarte – sakralność źle mi się kojarzy wiec nie łączył bym jej z Hierogamią. To tak jakby porównać akt sexualny z całowaniem sie przez szybę
          Po piąte – jestem za całkowita wolnością wiec musi to być naprawdę dobrowolne

          Polubienie

        • W świecie „bogów” dopuszczalne są małżeńskie związki nawet kazirodcze, wszak im wszystko wolno, oczywiście za obopólną zgodą, po uwiedzeniu 🙂

          Polubienie

        • natomiast sam akt może być porównany tak jak to opisałeś lecz są to bogowie i robią to inaczej niż przyziemni ludzie choć zapewne jest to ekscytujące

          Polubienie

  8. http://www.eioba.pl/a/44gp/malzenstwo-smierc-na-raty

    „Mówi się, że żaba wrzucona do wrzątku, od razu wyskoczy. Mówi się, że gdy wrzucić żabę do garnka, a wodę powoli podgrzewać, ugotuje się. Zmiany zachodzą tak powoli, że żaba ich nie dostrzega, w efekcie czego zostaje oszukana i umiera.

    Mówi się: „Każda piękna chwila ma swoją datę ważności.”

    Podobnie jest z małżeństwem. Gdyby każde z partnerów wiedziało, co czeka ich na końcu tak przez wszystkich zalecanej i opiewanej na tysiące sposobów „ścieżki szczęścia”, nawet najwięksi romantycy wyskakiwaliby z garnka. Niestety; powolne podgrzewanie, znieczula skuteczniej niż wieczorna whisky z colą.

    Etapy konania żaby, to rosnąca powoli temperatura. Etapy ludzkiej męki, zwanej małżeństwem, to używając terminologii filmowej:

    1. Romans
    2. Porno
    3. Komedia romantyczna
    4. Serial obyczajowy
    5. Szpiegowski
    6. Sensacyjny
    7. Kryminał
    8. Thriller
    9. Horror”

    ….
    to porównanie małżeństwa do gatunków filmowych, czyli życie w oparciu o iluzje, genialne 😀

    Polubienie

  9. http://www.eioba.pl/a/4bg5/zajrzyj-pod-sukienke-ego

    „Bieda ma wiele atutów, chociażby takie że facet nie odejdzie od kobiety, bo nie ma gdzie. Stąd faceci mający pieniądze często się rozwodzą; stać ich na to. To wzbudza furię tych Pań, które uwielbiają żyć życiem celebrytów, znanych ludzi, aktorów. W swoich im się nie udało, ale są święcie przekonane że podołają cudzym problemom.

    Żywa mumia

    A dlaczego bogaci się rozwodzą? z nudy. Znają kobietę na wskroś, nie jest w stanie ich niczym zaskoczyć, ekscytować… ciągle to samo, mężczyzna umiera za życia. Seks tylko pod kołdrą i w tyłek po wypłacie, jeśli w ogóle jeszcze jest; żona karze męża za to, że nie jest tak cudownie jak w serialu, za brak szczęścia który rodzina i ślub miał jej dać. Z bycia mumią wyrwać nas może nowy obiekt, nowa kobieta. Niby podobna, ale jednak inna; głos, używane słowa, wielkość ciała i poszczególnych jego członków, trochę inny zapach. Ma inny temperament, jest jeszcze niezdobyta, pojawia się więc wyzwanie, góra na którą trzeba się wspiąć. Uruchamia się energia która wypełnia znudzone tętnice milionera chęcia na życie, pojawia ryzyko odrzucenia które dodatkowo motywuje i dopinguje. Jeszcze tylko kilkuletnia walka i pranie brudów w sądzie z tą, która tak bezwarunkowo kochała za wnętrze, stracona większość dorobku życia, alimenty… i już można zanurzyć się w burzliwe loki nowej kobiety; do czasu.

    Osobowość kobiety jest nudna jak flaki z olejem. To kobiece ego, działające na niezmiennych od tysięcy lat zasadach; zmieniają się ciuchy, zależny od stanu konta męża dom, samochód, miejsce jedzenia posiłków… to wszystko. Ego jest takie same, czyli potwornie nudne. Jestem jaka jestem, liczy się wnętrze, te same seriale, komedie romantyczne, niemal identyczne marzenia o dzieciach, ślubie i wiecznym szczęściu… i gdy z krwi znikają hormony zakochania, pozostaje wielkie rozczarowanie, rozdrażnienie. Dawniej słodkie szepty były kuszące, podniecające, dziś tylko wkurwiają. Dawna kibić była smukła, powabna, dziś przypomina wizualnie i zapachowo beczkę ze śledziami. Głupotki ukochanej dawniej rozczulały, teraz prowokują do mordu, judzenie na rodzinę i znajomych, ustawianie do „pionu” wydawały się miłością i troską o faceta, a teraz są bezwzględną manipulacją, chęcią dominacji; zazdrość była tak słodka i niewinna, tak elektryzująca, a teraz jest obrzydliwa, wstrętna, pełna wrzasków i przemocy którą tłumiły krążące w krwioobiegu endorfiny.

    Zajrzyj pod sukienkę ego

    Tak będzie z każdą, początkowo wspaniałą miłością; jeśli będziesz w kobiecie postrzegał jej umysł i ciało. I nie miej litości także dla rzuconej kobiety, która w milionerze widziała tylko lepsze życie. Oboje widzieli tylko obiekt dający przyjemność i nic więcej. Jeśli kobieta nie jest na tyle sprytna by utrzymać milionera, to niechybny znak że musi się zakręcić koło biedaka. To stały, niezmienny proces; zakochanie, haj, stabilizacja, powoli zdejmowane różowe okulary i straszny obraz który się Ci ukazuje… na końcu potworna nuda, zniechęcenie, poczucie że straciłeś życie, szansę na szczęście. Dlatego ludzie w związkach szukają romansu; by znieść obezwładniającą nudę, poczuć znowu te emocje gdy w hotelu kryjąc się przed światem, dokonują społecznie zakazanego czynu. Facet ucieka z domu do pracy, a często lubi zajrzeć do kieliszka przed powrotem, by znieść swoją frustrację gdy do niego wraca; nie tak miało być. Ale tak zawsze będzie, jeśli widzisz w sobie i otaczajacych Cię ludziach osobowość. Pod nią jest coś wspaniałego i żywotnego, coś co możesz poznawać całe życie i nigdy się nie znudzić.

    Dwie szkoły

    Zapamiętaj, są dwie szkoły. Jedna to tak zwany rozwój osobisty, sięgnięcie w głąb siebie i odkrycie że nie jestem tylko osobowością, a czymś znacznie więcej. To źródło wielkiej satysfakcji i błogości, ale niedostępne dla większości ludzi; oni tego w ogóle nie czują, nie są w stanie dostrzec co nie jest niczym dziwnym. Są ludzie którzy rozumieją wyższą matematykę, i jest większość (w tym i ja) którzy tego nie są w stanie pojąć. Tak więc tylko niektórzy mogą dojść do takich wniosków, takiej świadomości i wglądu. Dla tych na początku pierwszej ścieżki, i wszystkich innych polecam prostą metodę; nigdy nie dać partnerowi poczucia że zdobył nas w całości. Trzeba ustalić granice, podpisać intercyzę (co wzbudzi łzy niedowierzania, wrzaski, obrażanie się, oskarżenia o brak miłości i zaufania), nie pozwalać sobie na brak szacunku, bezwzględnie egzekwować ustalone wcześniej zasady. To oczywiście kosztuje wiele wysiłku, ale gdy partner nas nie zdobędzie, coś zostanie do zdobycia… będzie milszy, będzie miał większy szacunek. Zwykły człowiek działa w dwóch trybach – pierwszy to staranie się o kogoś, bycie miłym, dbanie o siebie; kąpiele pięć razy dziennie, ciuchy, dieta, sport, wyszorowane zęby. Drugi to poczucie że zdobyliśmy wszystko, więc mamy nudę, brak starań, często partner jest niemiły, nieprzyjemny, śmierdzący… nie trzeba się już o nic starać, czynić miłych gestów, okazywać szacunku. Jeśli pozwalasz na coś takiego, to Twoja wina i brak inicjatywy, brak jaj. I Twoje konsekwencje, bardzo przykre. „

    Polubienie

  10. http://www.eioba.pl/a/4bw4/polowka-pomaranczy

    „Bardzo dotkliwie, boleśnie nas oszukano; nauczono nas że samotność jest zła, jest wyrazem dziwactwa, nieudacznictwa, życiowej porażki. Nauczono nas że bycie samemu nie może dać nam spełnienia, życiowego sukcesu, a pełnię szczęścia dać może tylko mityczna połówka. Gdzieś tam w świecie, hen, hen daleko, jest osoba która idealnie z nami współgra i da nam upragnione szczęście.

    Dzióbek na tle piramid

    Miliardy ludzi szukają więc połówki, upatrując w niej gruntownej zmiany życia, cudownej, alchemicznej przemiany poczucia porażki w poczucie zwycięstwa, nieszczęścia i smutku w radość i sukces. Nie bez znaczenia są także wściekle zazdrosne spojrzenia znajomych i rodziny, która pod maską życzliwości sapie z zawiści widząc wasze zdjęcia, na których Ty zawsze szczęśliwa, zawsze uśmiechnięta z połówką robisz dzióbki na fejsa; a w tle piękny zachód słońca, piramidy, obsrany, śmiertelnie znudzony wielbłąd. Miliardy ludzi szukają okularów które mają na nosie; ci którzy na to zwracają uwagę są nazywani oszołomami, głupcami, wariatami, czasami srającymi we własne gniazdo zdrajcami, jeśli szukanie stało się religijną i narodową tradycją. Przynajmniej nie pali się ich już na stosie.

    „Teraz kurwa my”

    W tym szaleńczym pędzie za połówką, nie zauważają że życie przecieka im przez palce, a szczęścia jak nie ma tak nie ma; szczęście, radość, pozytywne nastawienie to tylko nawyk. Można to wyćwiczyć, wytrenować, nie trzeba do tego ludzi, stosu łachów, błyskających kamyczków i kolorowych papierków. Dokładnie tak jak nauczono nas być ciągle nieszczęśliwymi, musimy od nowa nauczyć się być szczęśliwymi. Żadna połówka nie zrobi tego za Ciebie; da Ci chwilowy efekt zakochania, to wszystko. Później wróci stare, czyli obniżenie nastroju, nuda, poczucie goryczy, przegranej. To stara ekipa, która radośnie wrzaśnie „teraz kurwa my”. Obejmą władzę nad Twoim układem hormonalnym, sprywatyzują te resztki błogostanu który odczuwałeś, wyprzedadzą spokój ducha i radość chwili za grosze; Tu nie pomoże okrągły stół rozmyślań, filozofowania i dyrdymałów, trzeba rezać.

    Oszustwo te jest bardzo przemyślane, wręcz genialne. Oni sprzedają Ci coś co Ty już masz, dostałeś to przy urodzeniu. Masz to, ale w procesie wychowania Ci to obrzydzono, zakryto przed Twoimi oczyma, zdeprawowano byś nawet o tym nie chciał myśleć. Możesz być szczęśliwy, radosny; mocą nawyku. Cała gospodarka, przemysł i wiele jego gałęzi oparte jest na ludzkim nieszczęściu. Oburzasz się słysząc o przekrętach, wałach, aferach? to zobacz jak każdego dnia sam jesteś oszukiwany, ordynarnie, bezczelnie:

    1. Media promują ciało idealne, które w rzeczywistości niezwykle trudno osiągnąć. Nie każdy może poświęcić cały swój czas i energię na to, by mieć idealnie wyrzeźbione ciało, co i tak niekoniecznie musi się udać. W naszych rodzimych warunkach, nie mamy nawet dostępu do dobrego jakościowo jedzenia; to co jemy to pełne chemii śmieci, produkujące masowo nowotwory i cukrzycę. Ludzie jedzący mięso w Polsce (ze względu na brak kontroli) to w istocie samobójcy. Jeśli jesteśmy tym co jemy, to nie możemy być piękni i szczęśliwi, ponieważ z gówna nie zbudujesz silnych, twardych fundamentów zdrowia. Ciało idealne doprawione photoshopem jest stawiane za wzór, i jego zadaniem jest sprawić byś poczuł się gorzej. Brzydszy, niższy, grubszy. Obniża się Twój nastrój, więc firma Ci chętnie za pieniądze go podwyższy. Tylko kup ich produkt. Genialne, prawda? najpierw Cię dołują, a później oferują szmaty, gadżety, elektronikę. Kup je, a przez chwilę poczujesz się cool, lepiej. Ludzie są tak mądrzy, że doskonale wiedzą iż nowy gadżet da im szczęście, ale jednocześnie tak głupi, że nie wiedzą że te szczęście to tylko ekscytacja, potrwa chwilę, a stan szczęścia można wytworzyć w sobie samemu. Ileż razy można popełniać ten błąd, czy ludzie w ogóle się czegoś uczą? ile razy doświadczałeś chwilowej euforii po spełnieniu pragnienia, a później pragnąłeś czegoś innego? gdzie te obiecywane przez świat szczęście?

    2. Pokazuje się uśmiechnięte, szczęśliwe twarze wtulonych w siebie połówek; piękni, zgrabni ludzie, wokół inni którzy ich podziwiają, szanują – któż z nas nie marzy o czymś takim? zwłaszcza Panie lubią ten typ marzeń. Te zdjęcia szczęśliwych są po to, byś poczuł czy poczuła się źle, że czegoś Ci brak. Masz poczuć dotkliwy brak. Urody, połówki… nieważne czego. Sztuczny brak tworzy miejsce, gdzie można Ci coś wepchnąć za pieniądze; tak, właśnie to czujesz w swoim tyłku. Stwarza się w Tobie pragnienia, by je zaspokoić za pieniądze, wpływy i władzę. Ludzie dają Ci pozycję społeczną, etykietki, ładną wizytówkę, a Ty im za to służysz.

    3. Pokazują przystojnego, znanego aktora który ma pieniądze, i reklamuje fundusze bądź bank. Chcesz być tak znany i bogaty, chcesz poczuć się bezpiecznie? zainwestuj w amber gold! syn premiera nie może się mylić, politycy platformy także. Zaufaj, nie szukaj wszędzie spisków…

    4. Religia to majstersztyk manipulacji. Najpierw nieświadome, nie mogące się obronić dziecko zastrasza się diabłem, piekłem i Szatanem (umysł dziecka wchłonie każdą bzdurę) a później sprzedaje produkt który ten lęk odpędza. Niestety, nie ma jednej recepty na ochronę przed piekłem; musisz całe życie służyć organizacji mającej siedzibę w Watykanie, opłacać ją i zawsze dobrze o niej myśleć. Bo jeśli źle, to znaczy że Szatan krąży wokół Twoje duszy… odżywają lęki z dzieciństwa, paniczny strach, kłucie, niepokój. Ukoić go może jedynie pokora wobec pośredników Bożych, którzy sami się nimi mianowali.

    5. Tworzy się wrażenie że ludzie z pozycją mają spełnienie, szczęście. Będąc jak większość ludzi na dnie, dzień i noc marzysz o władzy, choćby bycie kierownikiem w tesco… gdy nim zostaniesz, musisz upadlać swoich pracowników i siebie przed szefem, by utrzymać tę swoją wymarzoną władzę. Władza jest dla ludzi słabych, nieszczęśliwych, czujących się źle sami ze sobą, bojących się. To nie ambicja, to po prostu strach. Jedni reagują na strach chowaniem się, ucieczką, a inni uciekają „do przodu” ku pieniądzom, lepszej pozycji społecznej. Jedni chcą być pod tym czego się boją, a inni nad nim. Jedni lubią być pod kobietą, inni nad nią.

    Korporacje (głównie farmaceutyczne), rządy, religie tworzą poczucie braku, nieszczęścia, a później oferują na chwilę zadowolenie. Nie może być stałe, ponieważ strumień pieniędzy by się skończył. Nie można człowieka wyleczyć, nie po to go zarażano chorobą; biznes jest wtedy, gdy człowieka tak się leczy by musiał do końca życia przyjmować lek, kupować modne ciuchy, suplementy, chodzić do pewnych miejsc (kościół, restauracja, teatr). Wyleczenie człowieka oznacza koniec zysków, więc nikt nie ma interesu w tym, żeby promować swój własny finansowy zgon. Ludzie mordują dla kilku złotych, a tu masz miliardy, władzę, sławę… kto z tego dobrowolnie zrezygnuje? jeśli znajdzie się taki szaleniec, natychmiast popełni „samobójstwo”. Dlatego właśnie ja i wielu innych pisarzy nie możemy się w żaden sposób przebić, a piszący o głupotkach, miłostkach… puchną na wyżynach popularności finansowej. Daję Ci naprawdę fajną rzecz, ale i tak pójdziesz do intelektualnego fast fooda, bezmyślnie nażreć się obrzydliwościami. I jeszcze słono za to zapłacisz.

    Nauczony czuć się źle

    Czy jest coś złego w byciu z kimś? ależ skąd, często jest to bardzo przyjemne. Fajnie jest mieć dobrych przyjaciół, bawić się z nimi, mieć bliską, kochaną osobę. To są dobre rzeczy. Ale kiedy pojawia się silna presja by je mieć, a nie wewnętrzna potrzeba, to powoduje że często nie szukamy drugiej osoby dla przyjemności, a dlatego że tak wypada, tak trzeba. I to właśnie wszystko psuje, niszczy. Kierowanie się rzekomymi cnotami, powinnościami a nie sercem sprawia, że doznasz strasznego cierpienia. Będziesz je na setki sposobów racjonalizował, tłumaczył… ale nic z tego.

    Nauczono nas że będąc sami, czegoś nam brakuje. Przekłada się to nie tylko na poszukiwanie partnera, ale także na nasz stosunek do religii i jej wersji Boga; już nie tylko potrzebujesz partnera, ale i idei Boga który Tobą rządzi, najczęściej przez jakiegoś pośrednika któremu musisz płacić i słuchać, oddawać ziemię, budynki, wysyłać mu swoje dzieci by je zastraszał diabłami, rzekomo dla ich dobra i moralności. Jakby Bóg nie mógł sam z Tobą się kontaktować, tylko potrzebował do tego pośredników. Potrzebujesz ludzi, Boga (z pośrednikami) aparatu państwowego… jesteś uczony zależności. Zależysz od kogoś, Twój nastrój, samoocena i emocje zależą od widzimisię innych ludzi. Mogą sprawić pochwałą że poczujesz się wspaniale, a mogą krytyką zrzucić Cię na sam dół rozpaczy. Czy możesz szczerze kochać kogoś, kto może Ci kilkoma słowami zrobić krzywdę, zadać psychiczny ból? ano nie. Możesz się tej instytucji czy osoby bać, nienawidzić jej; i nic więcej. Na zewnątrz uśmiech, klepanie po plecach, w środku strach i nienawiść.

    To nie Twoja idea…

    Połówki to nieprawda, mit który bardzo głęboko w nas tkwi. Wierzysz w to tylko dlatego że zostało Ci to wmówione. Tak zwyczajnie, po prostu ci to wmówiono poprzez bajki, opowiadania, mity i legendy. Poczytaj bajki z dzieciństwa, a ujrzysz to jak stworzyły Twoją osobowość, psychikę. To nie efekt Twoich doświadczeń, wiedzy… bronisz czegoś co wcale nie jest Twoje. Idea połówki oznacza, że będąc samemu czegoś Ci brakuje; Twojej połówki. Będąc sam jesteś niekompletny, niepełny, nie możesz doznać spełnienia, głębokiej satysfakcji. To oczywiście nieprawda, absolutna bzdura. Miliardy ludzi się zakochują, rozkoszują świadomością znalezienia swojej połówki, a gdy mija zakochanie (czyli hormonalny haj, służący tylko temu by spłodzić dziecko) różowe okulary zostają rozbite dużą, brutalną pięścią. Gdy tak się stanie, rzadko kto dochodzi do wniosku że idea połówek to kłamstwo; o nie, nie poddają się. Szukają dalej. I znowu się zakochują, płodzą dzieci albo nie, mija haj i zaczyna się szarpanina w sądzie o pieniądze, próba dowalenia sobie dzieciami. I tak aż do śmierci, żaląc się życiu że nie mieli szczęścia, nie znaleźli swojej połówki. Tymczasem nic takiego jak połówka nie ma, nigdy nie było. Są ludzie którzy z nami harmonizują, ale nie ma ludzi którzy mogą uczynić nas spełnionymi. To gigantyczna, zasadnicza różnica. Idea połówki jest oczywiście prawdziwa, ale nie w odniesieniu do związków, a do człowieka jako istoty składającej się z dwóch systemów; świadomości (logika, fakty) i podświadomości (emocje, pamięć, reakcje, wzorce). Ich połączenie skutkuje życiowym spełnieniem.

    Albo Ty, albo oni

    To jak z nałogami; chcesz rzucić palenie, wiesz świadomie i logicznie że to Cię niszczy, zabija… ale gdy nie palisz, zalewają Cię uczucia pustki, depresji, strachu. Świadomość chce rzucić, podświadomość nie. Spotkanie połówek to dominacja świadomości nad podświadomością, co oznacza że sam kreujesz swoje życie. Dopóki nie masz władzy nad swoimi emocjami, podświadomością, ktoś inny ma tę władzę. Są to reklamy, religie, autorytety, rodzina, bliscy… albo Ty sterujesz własnym życiem, albo ktoś inny. Innej możliwości nie ma. W reklamie puszcza się fajną muzykę, pokazuje młodych, zajebistych ludzi; używają chińskiego proszku do prania. Powstaje skojarzenie produktu z fajnymi emocjami (wzbudzonymi przez muzykę i fajnych ludzi), więc widząc proszek wśród innych w sklepie, to właśnie on zwróci Twoją uwagę. Po prostu poczujesz że tego proszku Ci trzeba. Czy to Twój wolny wybór? ależ skąd. Zostałeś uwarunkowany, ktoś Cię zaprogramował. Twoje życie, Twoja głowa… a ktoś na różne sposoby Tobą steruje jak marionetką. W ten właśnie sposób idziesz przez życie, i podobają Ci się odpowiednie kobiety, mężczyźni, koledzy, auta, książki, pogoda… wszystko jest zaprogramowane, uwarunkowane. Dopóki nie zdobędziesz władzy nad podświadomością, zapomnij o wolnej woli, własnych wyborach. Ktoś inny decyduje. Kto? a to zależy kto Ci jaką bajeczkę w dzieciństwie sprezentował, kto umiejętnie zestawił coś fajnego (muzyka, kolory, fajni ludzie, pożądane stany emocjonalne) z czymś co chce Ci sprzedać.

    Tak jest właśnie z połówkami. Nauczono nas, wytresowano wręcz że człowiek bez połówki nie może być szczęśliwy. Człowiek jest istotą, która ma wszystkie możliwości w sobie. Może być szczęśliwy sam, co nie oznacza że nie miałby kogoś mieć. Ale już nie na zasadach „muszę”, a „chcę, bo to jest fajne”. To wielka różnica jakościowa. Nauczono nas że musisz być kochany, szanowany, doceniany. Że każdy człowiek potrzebuje szacunku i bliskości. To oczywiście nieprawda. Są chwile kiedy nie pamiętasz o tym że masz być szanowany i kochany – wtedy śmiejesz się, bawisz, rozluźniasz. Za chwilę zapadasz w głęboką depresję; przypominasz sobie że Cię nie szanują i masz odczuwać smutek. Zostałeś zaprogramowany, tak samo jak wszyscy inni. Kiedyś szalałem z nieszczęścia, rzuciła mnie kobieta; który to już raz… Budzę się raz radosny, w super nastroju. To trwało dłuższy czas. Umyłem zęby, zabrałem się za śniadanie. I nagle przypomniałem sobie, że przecież mam być smutny – oczywiście takim się stałem. Większość rzeczy których Cię nauczono, to brednie. Ludzie którzy Cię uczyli, sami zostali oszukani. Nie miej do nikogo winy, to jest cały, wielki system, konglomerat szaleństwa, fabryka bólu.

    A teraz przejdźmy do ćwiczeń praktycznych.

    1. Uśmiechaj się w każdej chwili kiedy jesteś sam. Ciało i hormony pójdą za uśmiechem. Już po minucie odczujesz rozluźnienie, odprężenie. Możesz dla odmiany przed lustrem spróbować się mazać, beczeć, płakać; odczujesz natychmiast pogorszenie nastroju, spadek energii. To Ty dyktujesz swój nastrój, a nie okoliczności. To Ty tu rządzisz, a nie zdarzenia i sytuacje. Ty decydujesz. Ty mi mówisz że nie dasz rady, że nie masz już siły; a ja wiem że tylko powtarzasz to, czego Cię nauczono. To nie jest prawda tylko wzorzec, program; możesz, ba! powinieneś go zmienić na lepszy. Program to program, nic więcej. Zamień go więc na taki, który sprawi że życie będzie zabawniejsze, szczęśliwsze, bardziej spokojne.

    2. Kiedy się coś nie uda, podśpiewuj radośnie. Na początku będziesz udawał, czuł się niepoważnie, głupio… coś się zepsuło, stało coś złego, jak można się z tego cieszyć? spokojnie; z czasem wytworzysz nawyk. Wyprze on nawyk bycia nieszczęśliwym, a Ty będziesz na nowo reagował, tym razem radością. Uwaga! Twojemu księdzu i pracodawcy się to nie spodoba! to oni mają Ci dawać ochłapy szczęścia, pogłaszczą Cię czasem i pochwalą, za co masz im służyć i dawać pieniądze. Teraz sam będziesz dawał sobie przyjemność i szacunek, ile będziesz chciał i kiedy będziesz chciał. To oczywiste że gdy stracą władzę i pieniądze, nie będą zadowoleni. Któż by był? ktoś całe życie skacze koło Ciebie, i nagle przestaje. Szok! Przykład: patrzę na konto bankowe, i na usta cisną mi się wyzwiska i wulgaryzmy na skąpych czytelników. Chcę mordować, niszczyć, palić i gwałcić. Szybko zatrzymuję szaleńczy, jadowity bieg mych myśli i zaczynam śpiewać piosenkę ze smerfów. Prosta i radosna; od razu czuję polepszenie nastroju. Rzucam tylko kilka mściwych, nienawistnych spojrzeń w kierunku komputera, i w podskokach biegnę do łopaty. Drugi przykład. Skończył się gin, a ja chciałem balować; powstrzymałem chęć na demolowanie kuchni, i zacząłem śpiewać. Podniosłem znacznie wibracje szczęścia, i upiłem się piwem.To nie okoliczności, a ja decyduję jaki mam nastrój. Nie zawsze się udaje, ale widzę wielkie zmiany. Nie uda się coś, zaczynam podśpiewywać. Natychmiast zmienia się energia, odczucia; czuję się lżej, milej, spokojniej. Te mniejsze problemy umiem w ten sposób zmieniać, większe próbuję. Raz się uda, raz nie. Kwestia treningu i nawyku.”

    Polubienie

  11. Oshczo, Toitollete, Du Pello, pieprzone cwaniaczki, coś tam skrobią ale czy oni sami rozumieją o co w tym chodzi? Według mnie ci współcześni filozofowie są jak autorzy tekstów do piosenek, w wywiadach roztkliwianie się nad rzekomym przesłaniem och co to ja nie chciałem przekazać, melodia duszy uhm.. a jak posłucham to słyszę pierdolonego translatora, te same frazy słowo w słowo bez żadnego powiązania ze sobą. czasem śmieciom tekst nawet nie pasuje do rytmu więc zamiast go poprawić to puste miejsca wypełniają zwykłym jęczeniem. No ale hajs musi się zgadzać i taki pan Oshczo, przeciwnik otaczania się blichtrem sam rozbija się maybachami c’nie? 😉

    Wojtek od szczyla chciał zostać pisarzem.
    Wojtek gubi wątki i nie umie poprowadzić historii do końca.
    Wszystkie pomysły Wojtka tracą banałem i pulpem.
    Wojtek nie potrafi też tworzyć portretów swych postaci.
    Tego bełkotu jaki Wojtek wysrywa nikt nie rozumie.
    Wojtek postanowił odnaleźć się w literaturze filozoficznej ❤
    Bądź jak Wojtek!

    Polubienie

  12. http://www.eioba.pl/a/47nu/malzenstwo-to-infekcja-mozgu

    „Grzyb Ophiocordyceps unilateralis ma tylko jeden sposób na przetrwanie; zaraża mrówkę i przejmuje kontrolę nad jej mózgiem. Zmusza ją, by udała się w idealne miejsce dla grzyba, czyli wiszący na wysokości ok. 25 cm liść. Tam sprawia że mrówka wgryza się zębami w w główną żyłkę po spodniej stronie liścia, a grzyb zjada ją, na deser zostawiając mięśnie kontrolujące szczękę. Z mrówki wyrasta kilka dni później kula z zarodnikami, która zaraża inne mrówki. Stąd mrówka taka nazywana jest mrówką zombie – już nie kieruje swoim ciałem, bowiem kontrolę przejął nad nią grzyb który wiedzie ją ku zatraceniu.

    Niesłychane!

    Ale na niebieskiej planecie są jeszcze lepsze cuda i dziwy. Oto uśmiechnięta kobieta; szpilki, kusa sukienka, zgrabne nogi, bluzeczka eksponująca to i owo. Wygląda ładnie, kusząco pachnie, obiecuje wiele rozkoszy. I kto by pomyślał że to znacznie groźniejszy pasożyt, niż nasz grzyb ophiocordyceps? zaraża żądzą mężczyznę, zmienia jego zachowanie – facet zaczyna ubierać się w dzwony i obcisłe sweterki, kupuje nienaturalne dla jego natury kwiatki, a nawet, uwaga – pisze wiersze miłosne. Kobieta grzyb zmusza go różnymi rarytasami do ślubu i rozmnażania, a jak się nim znudzi – mrówka zombie musi pracować na rzecz grzyba, bo inaczej zamkną biedną męską mrówkę w więzieniu. Od dzieciństwa ludzkie mrówki są indoktrynowane, że ich życie bez infekcji grzybem nie ma sensu. Już zainfekowane i powoli konsumowane mrówki, śmieją się i szydzą ze zdrowej mrówki, która sama kieruje swoim ciałem. Męskie mrówki są tak ogłupione, że niekiedy popełniają samobójstwo gdy pasożyt przeskoczy na inną ofiarę. W najlepszym wypadku bardzo cierpią, i na gwałt szukają kolejnej infekcji.

    Właśnie dlatego unikam zarażenia. Swoim życiem chcę kierować sam – moim mózgiem kierować może jedynie alkohol i glukoza, którą niekiedy spożywam w znaczącym nadmiarze. Jeśli chodzi o Panie, to jestem oczywiście bardzo na tak – na tyle krótki czas by nie doszło do infekcji. Oczywiście, grzyby są z tego niezadowolone. Pomstują że będę sam, zdrowy – straszne!”

    Polubienie

  13. http://www.eioba.pl/a/4eyw/faceci-to-zwierzaki

    „Panie załamują wymanikiurowane dłonie; faceci myślą tylko o jednym. Puste! płytkie! zwierzaki! oburzają się wcześniej od mężczyzn dojrzewające emocjonalnie kobiety. To wersja oficjalna, dla naiwnych. A prawdziwa?

    Seks to władza

    Mężczyzna podniecony kobietą jest dla niej olbrzymią przyjemnością. Daje jej poczucie bycia atrakcyjną, a możliwość spełnienia seksualnych marzeń faceta daje władzę. Facet mający seks jest spełniony, czuje ulgę i zadowolenie. Gdy seksu nie ma (migrena…) szaleje, czuje się sfrustrowany. Zgrabna i seksualna kobieta gra na facecie jak na tamburynie, wystukując diabelskie rytmy. Facet zrobi to co ona chce? jest seks. Nie zrobi? migrena. Seks daje kobiecie podziw mężczyzn, władzę, wielkie możliwości, wszystko… Kobieta zazdrości mężatkom obrączki, welonu, kościelniaka, wesela na kilkaset wujków i stryjków, podróży poślubnej pod piramidy z której zdjęcia (wszystkie uśmiechnięte, by singielki zazdrościły) można wstawić na fejsa. Facet nie chce się hajtać? migrena. Męczony uporczywym, nieludzkim wręcz bólem jąder zgadza się, a zdaniem Pań dorasta i dojrzewa emocjonalnie – migrena w niezwykły sposób mija… cud! Prawdziwy facet który nosi spodnie zdaniem Pań to ten, który daje się wodzić za nos swoim popędom. Ten który zna zasady gry, staje się małym, niedojrzałym emocjonalnie chłopcem w wersji delikatnej, rokującej nadzieję na „otrzeźwienie”. W wersji nieuleczalnej, Polskiej to gnój, kanalia, gówniarz i emocjonalny niedorozwój.

    Gdzie urok trajkotania?

    I gdy wyobrażam sobie że tracę nagle popęd seksualny, znika całe napięcie generowane obecnością atrakcyjnej kobiety… nudzi mnie jej obecność, przedtem urocze trajkotanie staje się męczące a brak logiki przerażający; myśli uciekają nad morze, w góry, lasy i wszelkich „nieodpowiedzialnych życiowo – bo samemu” rozrywek. Prawdziwa rozrywka dla faceta to bycie ze swoją kobietą – jedyna przyjemność to także kobieta i dzieci. Wszystko inne zabiera uwagę samca, więc jest traktowane jak zagrożenie. Hobby i samotne wyjścia budzą furię, samodzielne myślenie i własne poglądy – strach przed utratą kontroli, podniecenie na widok atrakcyjnej kobiety – zazdrość, nienawiść, poczucie silnego zagrożenia i rosnące pragnienie odwetu. „Kocham Cię miłością prawdziwą, ale jak odejdziesz zniszczę Cię i Twoje całe życie”.

    Boję się myśleć co by było, gdyby mężczyźni przestali odczuwać pożądanie. Ciekawy jestem ile kobiet by wtedy awansowało, kończyło w mięsnym za ladą zamiast grać rolę bogatej Pani domu, zostawało szefami firm. Gdyby nie seks, kobiety żyłyby w piekle. Seksowi i męskiej chuci zawdzięczają łupy, które zdobył i wypracował mężczyzna. Seks ma dwa oblicza. Jest dobry, gdy trzeba dojrzeć i iść do przodu (narzeczeństwo, ślub, dzieci). Później jest zły, bo kobiecie nie chce już się seksu, a facet może uciec do innej kierując się swoim popędem. Kiedy więc Panie narzekają na męski seksizm, wiedzmy swoje; to tylko taka jedna z wielu bajeczek dla naiwnych. Gdyby nie on…”

    Polubienie

  14. „1. Romans
    2. Porno
    3. Komedia romantyczna
    4. Serial obyczajowy
    5. Szpiegowski
    6. Sensacyjny
    7. Kryminał
    8. Thriller
    9. Horror”

    ….
    to porównanie małżeństwa do gatunków filmowych, czyli życie w oparciu o iluzje, genialne :D”

    1. Wojtek na stanowisku derektora.
    2. Wojtek po oklepaniu wroga małży.
    3. Wojtek w liceum z pierwszą girlfriend.
    4. Wojtek obarczony kredytem w skodoplu.
    5. Wojtek śledzący wiarołomną małżę.
    8. Wojtek uchylający się przed talerzami.
    9. Wojtkowa małża w formie wiedźmy.
    xDDD
    Dodałbym jeszcze:
    6. Melodramat – Wojtek dowiadujący się o łożeniu na cudzego bachora.
    7. Biograficzny – Wojtek z wnukami przy elektrycznym kominku.
    10. Czarna komedia – Wojtek w Disneylandzie z teściową.
    11. Psychologiczny – Wojtek na kozetce po próbie samobójczej.
    12. Przygodowy – Wojtek w podróży nawigowany przez małżę.
    13. Religijny – Małża dowiaduje się o „Dziewictwie z odzysku” :d
    14. Polityczny – Wojtek z żoną przeprowadza się do teściów.
    15. Sądowy – Wojtek podczas rozwodu dowiaduje się o swojej pedofilii i satanizmie.

    Polubienie

  15. „Czy społecznie akceptowane recepty na życie prowadzą do wolności i szczęścia? Wręcz przeciwnie!”
    ALEZ TAK!!!! MILOSC CHYBA CIAGLE JESZCZE JEST AKCEPTOWANA SPOLECZNIE?

    Polubienie

  16. Oczywiście miłość to coś więcej niż tylko ten szczególny sentyment do ukochanej osoby – żony, matki, ojca, dziecka czy kochanki ( Nasze relacje społeczne są „tylko” najlepszym sposobem praktykowania MIŁOŚCI).

    Miłość to postawa czy sposób, w jaki przejawiamy się w świecie, sposób, w jaki odnosimy się do WSZYSTKICH ludzi (niezależnie od zabarwienia emocjonalnego do nich), do zwierząt, do przyrody, a nawet rzeczy. Czyli generalnie – sposób naszego działania
    Miłość to także nasza SAMODYSCYPLINA

    Miłość to sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość, to, co myślimy o sobie i innych ludziach, to jak czujemy i przeżywamy samego siebie w świecie. Miłość to nasza samoakceptacja, szacunek do siebie i innych oraz wypływające z tego przekonania i wartości („prawo moralne we mnie”)

    Miłość to podwyższona zdolność przeżywania czy współodczuwania z innymi (ból, który zadajemy komuś innemu, jest prawie tak samo przykry dla nas, jak dla tej osoby).

    Miłość to otwarte serce i ład serca, pokój ducha, stan duchowej sytości i zaspokojenia.

    A przede wszystkim, jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział, MIŁOŚĆ TO STAN UMYSŁU. i jak WSZYSTKIE STANY UMYSŁU, POWIELA SIĘ. Miłość to taka samokopiarka, SAMOCZYNNIE KOPIUJE SIĘ W ŚWIECIE. Miłość rodzi miłość.

    To tylko parę odsłon i „twarzy” miłości. Każdy z nas może praktykować taką miłość używając do tego dowolnie wybranych narzędzi. Nie jest to jednak wcale łatwe, ALE NIE MA INNEJ DROGI, ABY SIĘ UWOLNIĆ Z PUŁAPKI TEJ RZECZYWISTOŚCI.

    I na zakończenia, już z własnego doświadczenia, mogę wam powiedzieć, że ja poznałam pewną drogę na skróty, która sprawia, że ten proces bardzo przyspiesza i przestaje być taki uciążliwy, ale wy jednomyślnie, jakoś tego nie rozumiem, nie lubicie o tym słuchać

    Polubienie

  17. Jezus Chrystus Zmartwychwstał, by każdy, kto słucha głosu Jego, mógł żyć na wielki. Jezus Chrystus pokonał śmierć i wybawi od niej każdego, kto idzie przez życie, wyznaczoną przez Zbawiciela drogą. Najskuteczniejszym sposobem na zwiedzenie, przez kainowe plemię, nieświadomej jeszcze niczego osoby ludzkiej, jest mistyfikacja kreacji Jezusa Chrystusa. Odbywa się ona nieustannie i trwać będzie do ostatniego dnia, po to by zwieść tych, którzy stale się uczą, ale nigdy nie dochodzą do poznania prawdy (2 Tymoteusza 3:1-9). Rzetelny chrześcijanin, to chrzczony Duchem Świętym i ogniem (Mt 3:11). Dlatego wyjdźcie spośród nich (którzy udzielają chrztu inaczej) i odłączcie się, mówi Pan (2 Kor 6:17). Prawdziwe życie, to życie w jedności z Chrystusem. Śmierć własnych projektów, własnych koncepcji, własnych ambicji, własnego znaczenia, własnej dumy i aureoli – prowadzi do narodzin w jedności z Jezusem Chrystusem i stanowi jedyną gwarancję życia wiecznego. Jedyny ratunek – w Panu naszym, Jezusie Chrystusie. „Miej serce i patrz w serce”, tam dyskretnie przebywa, i czeka na zaproszenie, Chrystus. Poznanie prawdy o Jezusie Chrystusie, wymaga najpierw poznania prawdy o sobie samym.

    Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s