Felietony i artykuły autorskie

Teoria o wszechświatach równoległych jest prawdą! [FOTO]


Teoria o wszechświatach równoległych jest prawdą! [FOTO]

wszechswiaty rownolegleWielu Czytelników zapewne zna teorię o istnieniu wszechświatów równoległych. Czy też światów równoległych. To w zasadzie to samo. Co ciekawe, nie musi to oznaczać czegoś „magicznego” i „nieuchwytnego„. Nie musi to oznaczać opowieści rodem z amerykańskiego serialu „Z Archiwum X„.

Światy równoległe mogą istnieć na jednej planecie, w jednym mieście, ba, nawet na jednej ulicy, co zaraz zobaczycie. Pozostaje też do rozpatrzenia kwestia, na ile pokrywają lub nie pokrywają się ze sobą takie równoległe światy. No i czy wyczerpuje to definicję świata / wszechświata równoległego.

Poniższe zdjęcie oddaje ironię życia na naszym łez padole. Na zdjęciu 3 wszechświaty / światy równoległe, nie pokrywające się w ogóle lub pokrywające się tylko w niewielkim stopniu. Jednak istnieją one tuż obok siebie. Podobne zjawiska można dostrzec choćby na plaży nad morzem w sezonie letnim. Inni ludzie idą na nią o 8 rano, inni o 12, inni o 18, gdy większość z plaży schodzi. Jeszcze inni przebywają na niej o 4 rano. A to ta sama plaża, to samo miasteczko.

Pozostaje otwartym pytanie, na ile możliwy jest swobodny przeskok z jednego świata do drugiego, i jakie konkretnie czynniki sprawiają że to się dzieje. Życie daje nam miliony możliwych opcji i dróg samorealizacji. Po to właśnie są reinkarnacje – by dusza zebrała jak najszerszą bazę doświadczeń. Bo nasze max 120 lat życia, to zdecydowanie za mało.

Ale to już zupełnie inny temat do dyskusji. Różne starożytne pisma mówią o tym, że żyliśmy kiedyś po 900, 1000, a nawet 1200 lat. To, że „ktoś” (a może: „coś„..?) skrócił nam życie 10 razy, jest niezwykle istotne. Nie ma kiedy zdobywać wiedzy, nie ma kiedy budować życiowej mądrości, doświadczeń. Ledwo człowiek zdąży się wybawić – ma już 30 lat. A wiek 30 lat to już powolne starzenie się organizmu.

Stąd może brać się też neurotyczność, niespokojność i agresywność współczesnych ludzi. Tyle opcji jest do wyboru, tyle możliwości rozwoju życiowego. A czasu? Wykształcenie, wybawienie się i założenie rodziny – biologia nam daje na to czas do 30 roku życia, niestety.

A teraz owo zdjęcie. Nie jest to fake (czyli fałszywka), nie jest to (foto)montaż. Zdjęcie jest autentyczne:

swiaty rownolegle

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Reklamy

57 odpowiedzi »

  1. Podoba mi się, że teoria światów równoległych przedstawiona przez Jarka jest taka prosta i prawdziwa.
    Kiedyś przeczytałam, że jakaś część mnie żyje w świecie alternatywnym czyli równoległym tylko powzięła inna decyzję i inaczej się jej czyli mnie – dzieje.. I co mi z takiej wiedzy i poczucia bycia, którego nie czuję – nie jestem świadomością w tamtym świecie, czyli nie jestem tamtą tylko tą. 🙂
    To tu w tym świecie są „światy alternatywne” świat duchowego ubóstwa ( jaka parodia! słowo u-boga (lepiej to widać w żeńskiej formie) – bez żadnego wysiłku będąca „u boga”, wystarczy się nie wysilać i być biedną A bogaty/bogactwo też ma związek z bogiem. To jak to jest? Ten sam bóg i dwa różne style życia?
    „Stan świadomości jest stanem życia”. jak mawiali starożytni i to się sprawdza w każdej dziedzinie i w każdej rzeczywistości.

    Polubienie

      • Coś Wam opowiem.

        Jest zimowy wieczór(szybko zapada zmrok). Wracam do domu z czteroletnim synkiem. Idziemy ulicą oświetloną lampami, a konkretnie po chodniku, który jest tylko z jednej strony jezdni. Poza mną i synkiem nie widać ,,żywej duszy”(NO WŁAŚNIE!)
        Zbliżamy się – nieco pod górkę – do rogatek przejazdu kolejowego.

        Trzymając synka za rączkę, skupiam uwagę na jego osobie i odpowiadam na pytania( wiecie: cztery lata, buzia się nie zamyka, dziesiątki pytań). Gdy wzrok mam skierowany w prawo, na dół, na synka i odpowiadam(już nie pamiętam na jakie pytanie), on nagle mi przerywa i patrząc przed siebie spokojnie pyta: ,,Mama, dlaczego te panie są takie same?”

        Spojrzałam przed siebie. Do przejazdu, po przeciwnej stronie torów zbliżało się … czterech mnichów – takie odniosłam wrażenie, ponieważ wszyscy czterej ubrani byli w długie do ziemi, ciemnobrązowe habity, przepasane w pasie nieco jaśniejszymi sznurami. Nie widziałam ich twarzy, ponieważ kaptury(też brązowe) , które mieli na głowach rzucały cień na twarz – za torami paliła się również lampa.
        Ci mnisi, zakonnicy sprawiali wrażenie młodych mężczyzn. Szli dosyć dziarskim, nawet śpiesznym krokiem i byli zajęci jakąś ważną rozmową między sobą. Jeden z nich coś opowiadał, gestykulując rękami. Pozostali też żywo(!) zainteresowani dyskusją, gestykulowali i wtrącali jakieś półsłówka. Jakby komentowali jakieś zdarzenie i jednocześnie śpieszyli się do jakiegoś miejsca.
        Co mnie zdziwiło i … przestraszyło to to, że szli szpalerem, po jezdni, zajmując dwie trzecie jej szerokości! Po jezdni, po której co pewien czas przejeżdżał jakiś samochód! Dziwne, bo wtedy akurat nie jechał żaden!
        Szybko odwróciłam wzrok od idących w moją stronę mężczyzn i udając, że bardzo jestem zajęta rozmową z synem, pomyślałam ,,Nic nam złego nie zrobią, idę przecież z dzieckiem.”
        Ścisnęłam mocniej rączkę syna. Serce mi waliło jak młotem.Wiedziałam, że za chwilę będziemy mijać się z tymi mężczyznami(zakonnikami?), których rozmowy nagle ucichły(pewnie dlatego, że zauważyli mnie!!)
        Chciałam ocenić odległość (góra metr, dwa)i spojrzałam na nich. Nie wiem jakiego dęba strzeliły moje włosy, gdy zorientowałam się, że przede mną nikogo nie ma!
        Byłam tylko ja i mój syn, który znowu pytał: ,, O, nie ma pań, gdzie są?”
        To chyba było najbardziej niewygodne pytanie, jakie mi w życiu ktoś zadał.

        Do samego domu(ok. pół kilometra) buzia mi się nie zamykała: gadałam do dziecka o wszystkim i o niczym – aby nie myśleć o tym co zaszło. Nie da się opisać szczęścia, jakie mnie ogarnęło, gdy zamykałam za sobą drzwi swojego domu!

        Czy to były dwa równoległe światy?

        Zaznaczam, że w mojej miejscowości nie ma żadnego zakonu, a ja tego wieczoru nic nie piłam! Mój czteroletni synek też nie! 🙂

        Serdecznie pozdrawiam.
        PS. I tak wiem, że Areckir albo Gmo, albo Sanctus powiedzą do mnie, żebym tyle nie ćpała 😉
        Ale to wszystko co opisałam jest prawdą!

        Polubienie

        • Krysiu po przeczytaniu Twojego wpisu uświadomiłam sobie,że to,co kiedyś widziałam to nie były „duchy” lecz możliwe,że znalazłam się w równoległym świecie:)
          Miałam 4 takie przypadki,wszystkie zdarzyły się w jednym miejscu na podmiejskich działkach.Opiszę jeden:wracałam z mężem z działki .Było widno,dokładnie ok.12 w południe.Dochodząc do bramy działek z odległości kilkunastu metrów zobaczyłam starszego,po 60 pana ubranego w czapkę,taki kaszkiet i brązową kurtkę.Stał i zaglądał do środka naszego samochodu przez szybę od strony kierowcy.Trochę się przestraszyłam i pomyślałam,czy aby nam nic z tego auta nie ukradł.(dziwne,że nie powiedziałam tego na głos do męża,byłam jakby w szklanej bańce,mąż niczego nie widział).Potem ów pan skręcił w lewo wzdłuż ogrodzenia.Kilka sekund później dotarłam do bramy,spojrzałam w lewo,pana ani śladu,pusta łąka nawet bez krzaków.
          Nie piję,nie palę,nie ćpam;DDD (czyli nie żyję jak mówią niektórzy;)) dziwne to było:))

          Polubienie

  2. Propo „Z Archiwum X” – oglądał ktoś ostatni odcinek najnowszej serii? Dużo prawdy w tym może być, już widzę jak ludzie zaczęli nagle perchać i się przeziębiać nieco częściej i mocniej niż rok temu, czy 2,3. Obejrzyjcie i sami oceńcie z resztą…

    Polubienie

  3. http://ecoego.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=690%3Aosho&Itemid=93

    „Ludzi którzy poznali prawdę było wielu. Prawda jest jedna, ale jej aspektów jest wiele, tyle ile ludzi którzy ją dostrzegają i opisują w znany sobie sposób. Dziś opiszę człowieka którego duchowy wpływ na ludzkość uważam za największy w 20 wieku.

    Osho czyli Bhagwan Shree Rajneesh , urodzony w Indiach mistrz duchowy, zmienił wiele w sposobie postrzegania duchowości – ogromu tych zmian do końca nie wszyscy rozumieją. Przybliżę Państwu przyczynę dla której Osho był realnym, jak najbardziej prawdziwym Mistrzem i na czym tak naprawdę polegała jego wielkość.

    Duchowość jest znana od tysięcy lat, i zawsze jej celem było zblizenie człowieka do sfery Boskości, zaznanie ukojenia, a także danie poczucia sensu i celu przed niebezpiecznym, wydawałoby się że bezsensownym i niezrozumiałym życiem. Njapierw byli w prymitywnych osadach szamani skaczący w amoku naćpani wokół ogniska, potem kapłani, pełniący w społeczeństwie bardzo ważne funkcje, przede wszystkim gloryfikowali biedę wmawiając ludziom że ta da im zbawienie po śmierci, po to by władca mógł nałożyć na nich podatki na armię którą chciał napadać innych, i wreszcie dodający otuchy żołnierzom by chętniej umierali za ambicje władcy wywołującego wojny, obiecując im niebo po śmierci gdy umrą w walce czy też zostaną kalekami. I ta właśnie duchowość, a także jej druga strona, materializm, były jasno zdefiniowane. Duchowość to biedny ubogi mnich, żebrzący o jedzenie by ukorzyć swoje ego, i nie chcący splamić swej duszy bogactwem czy diabelskim seksem i pożądaniem które wybija go z kontemplowania Boskości. Świat materializmu to sfera gdzie istnieje sex, pieniądze, władza, grzeszne uciechy i folgowanie swoim żądzom. Czas płynął – zmieniały się religie, strefy wpływów, terytoria zmieniały swoich władców, upadały cywilizacje i mocarstwa – ale ten podział pozostał, przetrwał wszelkie zmiany.

    I wtedy pojawił się Osho, człowiek który jasno się wyraził ze podział ten jest chory, nie mający nic wspólnego z duchowością. Bóg, życie, to wszystko co istnieje. Sex jest Boską siłą, pieniądze są też Boskim darem gdyż co to sa pieniądze? To odpowiednik towarów czy usług. Czy chleb jest zły w takim razie? To jest własnie pieniądz, stworzony by było łatwiej wymieniać się tym co nam trzeba. Chleb, buty, woda – czy to jest diabelstwo, grzech? Na pewno nie. Czy dentysta leczący nam bolące zęby jest szatanem? Tak się tylko wydaje, w czasie borowania – jednak gdyby nie on, ból zęba przeszedł by w agonię. A też jego usługa to pieniądze, gdyż wiedza czas i materiały kosztują. Gdy świętemu mnichowi psuje się ząb i zwija się z bólu, nie leczy go Bóg, a dentysta. Idzie wtedy do dentysty, który latami się uczył, musiał kupić sprzęt lekarski, wziąść kredyt, nie miał czasu na modlitwy bo uczył się leczyć zęby – i mnich musi skorzystać z pomocy tego który jest po drugiej stronie i żyje pieniędzmi. Gardzi pieniędzmi, jednak z nich korzysta. Czy to nie jaskrawa obłuda? Zdanie się na Boga jest bardzo polecane – ale który ze świętych mając ropień dziąsła zda się na Boga mając obok dentystę? No własnie. Bóg działa także poprzez dentystę, pieniadze, materię.

    Pieniądze są z natury dobre, jednak można je wykorzystać źle. Można zrobić dobry uczynek i dać mi, autorowi tegoż artykułu pieniądze na nowy zegarek casio (i iść niemalże żywcem do nieba). Można też wynająć killera by zabił człowieka czyli dokonać złego uczynku. A sex? Można nim ukazać w piękny sposób miłość swojej kobiecie, a można też używać go by związac ze sobą człowieka, upokorzyć go, wyżyć się traktując z pogardą czy też dzięki dobremu seksowi udać miłość i wykorzystać w celu podżyrowania kredytu czy innego oszustwa. Święci mnisi na wschodzie używali miseczek z których jedli, i traktowali je obojętnie. Ale miseczką można kogoś uderzyć i zabić. Tak samo można zrobić z pieniędzmi i seksem – czemu więc miseczki nie potępili, a potępili bogactwo i seks? To jak coś wykorzystasz zależy od Ciebie, nie od przedmiotu. Przedmiot w ręku zawsze robi to co każe głowa. Wniosek jest prosty – święci mnisi szli po linii najmniejszego oporu, modlili się i medytowali tak jak Mistrzowie ich nauczyli, i owszem – mieli kontakt z Boskością, uzdrawiali, mieli wizje szczęśliwości i stany wielkiej błogości – ale nie ruszali skostniałych wzorców myślowych, z lenistwa. Do rewolucji w myśleniu i prawdziwej zmiany nie wystarcza siedzenie w górach i jedzenie korzonków – tu trzeba prawdziwej wolności umysłu, i taką właśnie Osho posiadał.

    Gdy mnich siedział w medytacji, było mu dobrze. Gdy widział kobietę jak przechadzała się, leniwie ruszając biodrami, w młodym mężczyźnie, kandydacie na świętego rodziła się przemożna chuć. Chciał przemóc w sobie pragnienie schwytania niewiasty i wychędożenia jej w krzakach, by oddać się medytacji. Ale wizja bioder, smukłych łydek, połyskujących blaskiem rozkoszy ud prześladowała go na jawie i śnie. Czyż więc nie jest to dowód że kobieta jest wysłannikiem Szatana? A więc trzeba kobiety znienawidzić, wyrzec się ich, gardzić nimi. Gdy opada Cię żądza, biczujesz się, katujesz, wreszcie kastrujesz by zlikwidować te emocje które nie pozwalają Ci medytować. Co ciekawe, im więcej odsuwasz od siebie kobiety, tym bardziej myśli o nich Cię nachodzą, prześladują, niepokoją. Kastracja też niczego nie załatwia, „święci” za te okaleczenie którego dokonali zawsze obwiniają kobietę, nigdy siebie. Po pewnym czasie takiej walki nasz przykładowy „święty” to człowiek z silną nerwicą, nienawidzący kobiet, duchowo na poziomie legwana a jego medytacja to tylko sen albo silny trans hipnotyczny, gdyż w jego stanie umysłu jest tyle nienawiści i odrazy że medytacja jest absolutnie niemożliwa.

    Osho proponuje zamiast takich urągających zdrowemu rozsądkowi scen – kochać się z kobietą, najeść, wszystko z umiarem, wygodnie i modnie ubrać – i medytować. Nie ma presji, nie ma stresu, ciało jest zadowolone więc umysł może się wznieśc ponad nie – następuje rozwój duchowy. Miło, lekko, przyjemnie. Tak samo z pieniędzmi. Mnich dostrzega że bogacze to przeważnie kłamcy, uzależnieni od pozycji społecznej i pieniędzy. Korci też go do pieknych rzeczy, chciałby mieć ładny, elegancki i mocny samochód (zdrowego osła dawniej) apartament (jaskinia dawniej) ale ich nie może mieć, raz że nie może bo nie umie zarabiać pieniędzy gdyż całe życie klepał modlitwy na pamięć, a dwa że pieniądze to pierwszy krok w objęcia Szatana, tak miał powtarzane. Racjonalizuje więc, i zaczyna wierzyć że pieniądze są złe, gardzi nimi, nie mając ich czuje się lepszy, czystszy. Jednocześnie z nich korzysta – jedzenie, transport, wszystko kosztuje. Osho proponuje bogactwo, ale nieprzywiązywanie się do niego. Korzystanie z niego na czas pobytu na ziemi, bawienie się nimi. Nie odpychanie i nienawidzenie, a zaakceptowanie. Gdy tak się dzieje znika problem, nie ma problemów, pojawia się spontanicznie akceptacja, i wiernie za nią postępująca medytacja. Tylko w ten sposób jest możliwy wszechstronny rozwój człowieka.

    „Gdy mówię, że Bóg jest największym wrogiem religii, to takie twierdzenie szokuje tzw. religijnych ludzi, którzy myślą, że modlitwy do Boga i oddanie mu czci jest religią… Bóg jest największą fikcją jaką kiedykolwiek stworzył człowiek. Bez Boga, Raju, Nirwany, świat staje się przypadkowy, bez znaczenia. Moje zadanie to uczynić cię tak dojrzałym, abyś mógł żyć pięknie i szczęśliwie, bez znaczeń – cala egzystencja nie ma znaczenia. Gdy stajesz się cichy, współbrzmisz z egzystencją, staje się jasne, że nie jest potrzebne żadne znaczenie… ”

    Osho odrzucił od siebie wszystkie ścieżki, i traktował je jako sugestie a nie jako jedyne prawdy. Doskonale rozumiał ideę wschodu i zachodu. Wschód jest uduchowiony, wszyscy wierzą w karmę, modlą się, to dla tych ludzi jest naturalne. Każde dziecko na ulicy wie że żyło wcześniej, i to życie jest następstwem ostatniego. Z drugiej strony mamy brud, koszmarną biedę, slumsy. Na zachodzie jest inaczej, odwrotnie – nie ma duchowości, jest sukces. Wypachnione Panie na szpilkach z chirurgicznie odessanym tłuszczem by ładniej wyglądać gardzą słabymi i szukają bogatych facetów, mężczyźni marzą całe życie o sukcesie, drogim aucie, kto nie ma sukcesu i uśmiechu jest nikim, nie liczy się. Jednak ich życie duchowe to porażka, po pracy w korporacji następuje pustka, tak przerażająca że ludzie uciekają od niej w zakładanie rodziny, płodzenie dzieci (którym zamiast miłości i mądrości dadzą zabawki i pieniądze), alkohol, telewizję, sex. Ale to pomaga tylko na chwilę, by po niej nastąpił bolesny duchowy kac. Masz lexusa, dom nad oceanem, wysokie stanowisko – a nie cieszysz się tym, nadal rozpaczliwie czegoś pragniesz, albo boisz się śmierci czy choroby naiwnie nie dostrzegając że jesteś tylko marionetką na sznureczkach żądz, że życie trwa tylko chwilę a nasze istnienie to wieczność i jesteśmy czymś więcej niż pracownikiem korporacji, małpą. Tą intuicję ma przeciętny człowiek wschodu, w obszarpanych spodniach, brudny, nienajedzony. Identyczny podział istnieje w duchowosci – bieda, mądrość duchowa kontra siła, władza i bogactwo, ale duchowa pustka, brak sensu i nieszczęście. Indie to człowiek bez oczu, USA to człowiek bez słuchu. Uduchowiony idzie i nie widzi leżących dosłownie na ziemi możliwości, pieniędzy, materialista idzie i nie słyszy radosnych podszeptów Boga, jest skoncentrowany na pralce, nowym aucie, domu i żeby sąsiedzi zobaczyli nowe i większe przedmioty, i cierpieli z zazdrości.

    „Żyć życiem w całej jego totalności, żyć z taką pasją i intensywnością, że każdy moment staje się wiecznością — to powinno być celem religii. Nie mówię nic o niebie, o piekle, o nagrodzie i karze. Po prostu: odrzuć przeszłość — jej już nie ma. Odrzuć przyszłość — jeszcze nie nadeszła. Odrzuć te wszystkie śmiecie. Skoncentruj całą energię tu-i-teraz. Przeżyj ten moment tak intensywnie jak potrafisz, a poczujesz życie. Nie ma innego boga oprócz takiego życia.”

    Oto sens istnienia człowieka, niezwykle skomplikownej maszyny biologiczno duchowej, która aby zaistnieć i móc żyć musiały zostać stworzone słońce, atmosfera, planety – posiąść złom, kawałki blachy i świecące lampki. Człowiek zachodu przypomina dzikusów którzy za szklane paciorki oddawali złoto. Człowiek wschodu przypomina dzikusa który plynie po słodkim jeziorze, i umiera z pragnienia gdyż myśli że woda jest słona ale nie spróbuje gdyż mu się nie chce.

    Osho uznał że czlowiek powinien miec uczy i oczy. Powinien być uduchowiony i jednocześnie materialny. Być nogami na ziemi a głowa w niebie a nie głową i nogami na ziemi – pełzać jak człowiek na zachodzie, albo nogami i głową w chmurach, latać z gołym tyłkiem w marzeniach. Medytować o Bogu i cieszyć się seksem. Wychwalać wielkość Boskości i pławić się w pieniądzach, być bogatym ale nie przyzwyczajonym do tego. Osho wbił klin między odwieczną obłudę i kłamstwo. Efektem była szaleńcza nienawiść wszelkich religijnych liderów wobec Osho. Ci którzy gloryfikowali biedę i cierpiętnictwo byli przez Osho wyśmiewani tak samo jak Ci którzy wierzyli w bogactwo i materię. Kapłani i „mistrzowie” zarzucali mu że się sprzedał materii i mamonie, materialiści zarzucali mu że wierzy w takie bzdury jak dusza, niesmiertelność duchowa, jaźń. Wszyscy Ci którzy chcieli mieć jakikolwiek wpływ na ludzi, manipulować nimi według swoich często najlepszych chęci (ale swoich) nienawidzili Osho. Osho w środowisku ezoterycznym znienawidzony był też z innych powodow niż tylko seks i pieniądze. Wyśmiewał modlitwę, którą uważał za subtelne oszukiwanie się przez ego. To co ma sens to ćwiczenia uważności tu i teraz, śmiech, radość, zabawa, poznawanie swojego JA a przede wszystkim doświadczanie świata poza swoimi uprzedzeniami, chęciami, chceniami.

    „Nie próbuję dać wam filozofii, doktryny, dogmatu. Dogmat musi być spójny, wyznanie musi być spójne. Nie próbuję was nawracać na jakąś wiarę – wiara musi być spójna. Próbuję dać wam wizję, nie wiarę. Próbuję pomóc wam podejść do mego okna i zobaczyć niebo. Tej prawdy nie można opisać. Taka prawda nie może stać się dogmatem i ta prawda zawiera wszystkie sprzeczności, bo tak jest rozległa. Więc ciągle daję wam jej przebłyski, pokazuję jej aspekty. Jeden aspekt zaprzecza innemu aspektowi. Ale w całej prawdzie wszystkie aspekty spotykają się i łączą, i są jednym”

    Wszyscy mistycy ukazując nam Boga ukazywali wielką miłość, moc, chwałę, mądrość – ale zawsze szła za tym bieda, a czy Bóg władający wszechświatem jest biedny? Czy planety pełne uranu i innych substancji których nawet nie jesteśmy jeszcze w stanie wykorzystać, są nędzne? Wszechświat jest wypełniony bogactwem, nadmiarem. Czy naprawdę adept duchowości musi być żebrakiem, nędzarzem? Czy musi być obłudny, wyrzekając się dóbr duchowych, a jednak korzystających z nich? Osho ukazał nam oprócz wszystkich wyżej wymienionych cech Boga także te dwie, wzgardzone i nigdy nie pokazywane – lekkość i radość kreacji, oraz bogactwo. I to spowodowało taką agresję w stosunku do niego, oskarżenia o bezbożność, bluźnierstwo i szereg innych oskarżeń wśró których wieczne potepienie było najłagodniejsze. Człowiek ten połączył oderwane od siebie przez tysiące lat wartości. Owszem, byli tacy którzy to robili wcześniej, ale nigdy na taką skalę. Osho dzięki genialnym zdolnościom przemawiania i zmysłowi medialnemu, rozpropagował te idee na całym świecie, czym zrobił wyłom, osłabił te stare i zużyte struktury istniejące od tysięcy lat. To z czego znany jest Osho to przede wszystkim olbrzymia kolekcja rolls royców, żłotych zegarków, i własny harem zawsze chętnych, pięknych kobiet.

    Czy klęczący całe życie na zimnej posadzce w świątyni kapłan mógł nie przekląc Osho? Albo obłudnie modlić się za niego o jego „zbawienie”? Całe życie spędzone na głodówkach, biczowaniu, odtrącaniu darów Bożych rzekomo w Boskie imię – z drugiej strony Osho, kochający kobiety, bogaty, korzystający z życia, radosny, tańczący i szcześliwy. Do historii przeszlo jego stwierdzenie że znacznie lepiej medytuje się rolls roycem niż siedząc na grzbiecie osła. Osła się zamęcza, Rollsa nie.

    Osho podwazał każdy dogmat, każdy autorytet, wyśmiewał cierpiętników, papieży, Gandhiego, Matkę Teresę, był wszędzie tam gdzie ego przebierało się w szaty bezinteresowności, wyśmiewał też polityków. Walczono z Osho też według starych wzorców, przede wszystkim kłamano na jego temat. Mówiono że wyłudza pieniądze – ludzie mu sami dawali z radością, pieniądze te szły na budowę wielkiego centrum gdzie zjeżdzały się tysiące ludzi z całego świata by medytować, bawić się, powstało wiele praktyk, terapii, wiele książek, wykłady, utwory muzyczne – między innymi polecam kundalini autorstwa Deutera (doskonałe!) ale na to nie zwracał nikt uwagi – wyłudzał, żebrał, i basta. Kolejnym oskarżeniem było to że Osho ma harem – miał harem, ale dobrowolny, nikogo nie zmuszał do przebywania w nim. Osho sam się przyznawał że kocha kobiety, uwielbia sex i bawić się. Ale to co piekłiło wszystkich to obnoszenie się z bogactwem. Osho miał pieniądze, ale nie trwonił ich, wszystko to miało głębszy sens. Pokazując bogactwo uświadamiał że prawdziwa duchowość to nie bieda, a własnie dobrobyt, nieznana dotąd ludziom strona Boskości. Oskarżenia te zawsze były fałszywe – Osho nie promował sexu jako dewiacji, a jako zjednoczenie z Bogiem, po co tłumić tą piękna siłę? Pieniądze też są po to by z nich korzystać, nie zatracać się w nich – Osho w nich się nie zatracił, on z nich korzystał, do tego zostały stworzone.

    „Nigdy nie żyłem w celibacie. Jeśli ludzie w to wierzą, jest to tylko ich głupota. Zawsze kochałem kobiety – możliwe, że kobiety bardziej niż kogokolwiek innego. Spójrzcie na moją brodę: zrobiła się siwa tak szybko, bo żyłem tak intensywnie, że skompresowałem w pięćdziesięciu, prawie dwieście lat życia”

    Zachęcam chociażby do przeczytania jednej z książek Osho, geniusza duchowości, człowieka którego twórczość na mnie miała wielki wpływ. Osho i De Mello, głosiciele wielkiej prawdy ludzkości. Wyśmiani, wypędzeni, ale żyjący w milionach ludzkich serc. Uważam że nie warto iść ich ścieżkami, ale warto je poznać i zrozumieć je, by wzbogacily naszą własną prawdę.

    „Gdy z tej ziemi odejdę, powiedz mi: żegnaj. I nie przywiązuj się do wspomnień, nie przywiązuj się do tego, czego już nie ma. Znajdź sobie innego, żyjącego mistrza. Nie chcę, aby ktokolwiek o mnie pamiętał, nawet wtedy, gdy odejdę. Jeśli naprawdę mnie kochałeś, to proszę: znajdź kogoś innego, kogoś, kto pomoże twojej miłości kwitnąć, kto pomoże twojemu istnieniu się rozwijać.“

    „OSHO. Nigdy się nie narodził, nigdy nie umarł. Tylko odwiedził tę planetę Ziemia między 11 grudnia 1931 a 19 stycznia 1990.”

    Polubienie

    • ,, Osho uznał że czlowiek powinien miec uczy i oczy. Powinien być uduchowiony i jednocześnie materialny. Być nogami na ziemi a głowa w niebie a nie głową i nogami na ziemi – pełzać jak człowiek na zachodzie, albo nogami i głową w chmurach, latać z gołym tyłkiem w marzeniach. Medytować o Bogu i cieszyć się seksem. Wychwalać wielkość Boskości i pławić się w pieniądzach, być bogatym ale nie przyzwyczajonym do tego. Osho wbił klin między odwieczną obłudę i kłamstwo. Efektem była szaleńcza nienawiść wszelkich religijnych liderów wobec Osho.”

      Osho to wielki Mistrz. Jako, że piszemy pod Jarkowym artykułem o światach równoległych, to aż się prosi, by zauważyć, że Osho, dostrzegając dwa współzależne, przenikające się nawzajem światy: duchowy i materialny proponował życie w nich bez przesadnego wyolbrzymiania lub poniżania jednego świata wobec drugiego, co czynią albo religie albo ideologie materialistyczne.
      Człowiek urodził się w dwóch równoległych światach i wyrywanie go z jednego na rzecz drugiego zawsze uczyni go niespełnionym kaleką.

      Osho żył w naszych czasach! Oby jego nauk i prawdziwie życiowych przesłań nie dopadło jakieś żądne władzy ugrupowanie, chcące z jego przekazów zrobić religię, a z niego samego duchowego cięrpiętnika, by w ludziach wzbudzić poczucie winy i małości służące obrzydzaniu radosnego, szczęśliwego życia tu i teraz.

      Dzięki Sanctus za bardzo dobry i ciekawy komentarz.

      Pozdrawiam.

      Polubienie

    • Moim ulubionym przewodnikiem duchowym jest De Mello:)Czytałam Osho ale najczęściej sięgam po „Przebudzenie”.Powiedzmy,że najlepiej „czuję”De Mello;))
      długi czas trzymałam się zasady,że ludzie powinni unikać cierpienia i korzystać z życia.Lecz kiedy dosięgło mnie bardzo głębokie cierpienie zrozumiałam,że dzięki cierpieniu można się rozwinąć duchowo i że wszystko ma swój sens.
      Przyszedł moment,że na wpół załamana(a twarda ze mnie zawodniczka) prawie się poddałam i moim marzeniem było stać się Buddą,nic nie czuć ni cierpienia ni szczęścia.
      I wtedy moja przyjaciółka ,wyluzowana,pijąc piwko mówi:ależ ty nigdy nie pójdziesz drogą Buddy,to nie jest dla ciebie.A wiesz dlaczego?Bo jesteś kobietą!A Budda to facet!;DD

      Polubienie

  4. zdecydowanie odradzam Panom malzenstwo gdy oboje maja po 30 lat. ona ma najlepsze za sobą a on przed. wiem co mowie bo mam 46,5 lat. wyszalalem się do 36 roku zycia a moja obecna konkubentka miała wtedy 29. oboje po „Ibizach i Formenterach” tego swiata poszliśmy w Zlota Bezdzietna Jesien. Albo tak albo 30 latek z 20 latka. Wtedz jada razem w gore i w dol w temacie SMV.

    Polubienie

  5. http://www.ecoego.pl/index.php/start/38/733-wazektomia

    „Wazektomia, bardzo popularny na zachodzie zabieg antykoncepcyjny, w polsce oczywiście zabroniony. Bezboleśnie, w 20 minut i beż żadnych efektów ubocznych, facet staje się bezpłodny. Zmienia się jedynie to że w nasieniu nie ma tych małych rozrabiaków i huncwotów, dzięki którym moi czytelnicy mają to szczęście (bądź nieszczęście) mnie czytać.

    Zabieg ten ma wiele korzyści jeśli ktoś nie chce mieć dzieci. Załóżmy że małżeństwo ma dwójkę dzieci, i kategorycznie nie chce mieć ich więcej, może nie mogą z powodu powikłań zdrowotnych i kobieta może umrzeć przy porodzie, może nie chcą. Prezerwatywy są dobre w przypadkowych kontaktach seksualnych, chronią przed chorobami wenerycznymi. Jednak w stałym związku gdzie wskazana jest maksymalna rozkosz i poczucie bliskości, prezerwatywa jest bardzo nieprzyjemna, hamuje doznania i poczucie więzi między dwojgiem kochanków (więź to przede wszystkim kontakt wzajemny ust i śliny, oraz poczucie wilgoci kobiecej na męskim prąciu) Jednak jest konieczna, jeśli nie chcemy z pewnych względów mieć dzieci. Z prezerwatywy można zrezygnować i korzystać z kalendarzyka kościelnego (przyczyna większości ciąż), nie uzywać nic (ale co to za sex jeśli mężczyzna nie może wypełnić nasieniem łona niewiasty i stresuje się tym?Mężczyzna zestresowany to meżczyzna nieszczęśliwy. Metoda bardzo niebezpieczna, gdyż przed wytryskiem pojawia się trochę plemników i mamy później kinder niespodziankę) stosować hormony które u niektórych Pań działają dobrze znosząc problemy dermatologiczne i bolesne miesiączki, ale niekiedy powodując wypadanie włosów, puchnięcie nóg i szereg dolegliwości. Żaden prawdziwy facet nie powinien w takim wypadku pozwolić by jego kobieta dla jego przyjemności cierpiała i chorowała – to oczywista oczywistość. Można skoncentrować się także na miłości greckiej, i wiele Panów powita tę koncepcje z radosnym, entuzjastycznym błyskiem w oku (i erekcją). Jednak przy tej metodzie po zakończonym akcie seksuanym kobieta może zajść dalej niż byśmy sobie tego życzyli – nasienie przelewa się z pucharu namiętności do różowego muchomora miłości, to raz, dwa że taki seks oczywiście jest wskazany (kobiecie trzeba czasem konkretnie dać pod ogon, chodzi wtedy jak szwajcarski zegarek) jednak wszystko co jest częste jest także z czasem nudne, i jak mawia z oburzeniem mój żonaty znajomy, nie będzie wkładał w tyłek matce swojego dziecka gdyż ją szanuje. Matce swych dzieci z szacunku uprawia brzoskwiniowy ogródek w ramach małżeńskich obowiązków, a grzeszne przyjemności są dla kochanki której nie szanuje i nie musi się powstrzymywać wyższymi uczuciami, których rezerwuar tryska w nim tylko w małżeństwie, uświęconym Bożymi sakramentami.

    Jedynym sensownym wyjściem z sytuacji kiedy nie chcemy już mieć dzieci, albo nie chcemy mieć ich w ogóle, pozostaje wazektomia, w krajach zachodu refundowana przez państwo. Nasieniowiody zostają przecięte i podwiązane, i plemnik nie jest transportowany do masy nasienia. Nasienie jest, a jakże – ale już nie stanowi takiego słodkiego zagrożenia. Brzmi groźnie, jednak jest to robione przez skórę powierzchniowo, i jest to całkowicie bezbolesne. Koszt to około 2 tysiące złotych.

    Jeśli nie masz dzieci, i nie chcesz ich mieć ale dopuszczasz do siebie że kiedyś może Ci się odmienić, dokonujesz wazektomii, a nasienie umieszczasz w banku spermy (przywrócenie drożności ma max 75% szans na udanie się więc lepiej zachować chłopaków na inne czasy) Gdy kiedyś Ci się odmieni, szatańską i zakazaną przez świety kościół powszechny metodą in vitro Twoja kobieta zostanie zapłodniona Twym dziarskim ejakulatem, a jeśli nie zechcesz, nie zdarzy się to czego nie pragniesz. Skoncentrujmy się więc na korzyściach.

    Jak wiecie moi kochani i hojni czytelnicy, Panie często nie są uczciwe wobec nas (i wice wersja, naturlich) i nader często zdarza się tak że Pani bioraca tabletki, „zapomina” ją skonsumować, albo „nie zadziałała”. Tu sprawa jest jasna, Pani chce mieć rodzinę, ślub, dzieci, więc wrabia Pana. Jednak są też Panie uczciwe, i te wydawałoby się nie wrobią partnera. I tu następuje błąd męskiego myślenia – taka uczciwa Pani „zapominając” tabletki nie robi nic nieuczciwego, ależ skąd – ona chce żeby jej facet był szczęśliwy, miał dziecko, ślub. A że mówi że nie chce? A co on tam wie, jak będzie miał dziecko to je pokocha i wszystko będzie dobrze, a ja będę wreszcie szczęśliwa, jak inne mężatki z seriali w tv. Dziecko dla kobiety z w pełni wykształconym instynktem macierzyńskim jest priorytetem i celem wegetacji, i w tej kwestii nie liczy się uczciwość. Facet jest od zapłodnienia i utrzymywania. W razie czego, dziecko jest na pierwszym miejscu a mężczyzna to tylko dodatek do tortu, często ulubiona spluwaczka na którą można zrzucić winę za swoje życiowe niepowodzenia. Jest to naturalne, gdyby nie ten mechanizm kobiet ludzkość nie przetrwałaby.

    Wazektomia daje Ci więc pewność że decyzję o dziecku podejmiesz sam, nie zostaniesz niczym zaskoczony. Czy ktoś kto łamie Twoją wolę w tak ważnej sprawie, może być partnerem życiowym któremu się ufa? Moim zdaniem na pewno nie. Jeśli Cię przekona do tego kobieta, ok, Twój wolny wybór. Ale jesteś tego świadomy, i to Ty sam decydujesz się na bycie ojcem. Zły albo dobry, ale to Twój własny wybór. Często jest też tak że Pani zachodzi w ciążę z kimś innym, i wtedy masz pewność. Nie musisz czekać 9 miesięcy, a potem jeszcze kilka na badania DNA co dla wielu facetow skończyło się terapia psychiatryczną. Masz przeczucie że dziecko nie jest Twoje, opiekujesz się kobietą w ciąży, przyzwyczajasz do dziecka, gdy się rodzi kochasz je, i test pokazuje że nie jest Twoje – co wtedy? Albo udajesz ze nic się nie stało, ale Twoje zaufanie do partnerki spada do zera, i nienawidzisz ją i dziecko. Jak wiesz z teorii podświadomości, nienawiści nie ukryjesz, wyjdzie z Twoich gestów, głosu, nawet zapachu. Oszukasz się ze kochasz, a nieświadomie będziesz ranił i kobietę i dziecko nawet o tym nie wiedząc. Gdy Ci odpłacą będziesz płakać i szlochać – za co? Nie za darmo przyjacielu. Za nieznajomość zasad się płaci. Albo odchodzisz od nich, co kończy się załamaniem nerwowym gdyż zdążyłeś się przezwyczaić, pokochać. Wazektomia daje Ci pewność uniknięcia większości życiowych dramatów, kontrolę nad własnym życiem. Nie wspomnę już o seksie przypadkowym gdy nie ma prezerwatywy, gdy kobieta do której nie czujesz nic zachodzi w ciążę, Twoje życie właśnie zamienia się w horror – tylko jeszcze tego nie czujesz.

    Decyzja o wazektomii jest objawem głębszej dojrzałości. To Twoje życie, i nikt nie ma prawa w nie ingerować. Oczywiście Twoje prawa nie obchodzą ludzi, i w przeróżne sposoby będą próbowali zmienić Twoje życie, zamienić je w bagno „dla Twojego dobra”, jakżeby inaczej. Ponieważ żyjemy w społeczeństwie a nie dżungli, przemoc przeważnie odpada, została walka psychiczna. Najczęstsze poglądy którymi kierują się ludzie którzy okażą Ci swą nienawiść i pogardę to przede wszystkim to że jesteś egoistą, i że gdyby Twoi rodzice myśleli tak nieodpowiedzialnie, podle i wstrętnie jak Ty, to teraz nie byłoby Ciebie. Twój egoizm ma polegać na tym że nie chcesz się rozmnażać, w świecie w którym jest przeludnienie i ponad połowa chodzi w oberwanych portkach i nie dojada.

    Usłyszysz także że na starość zostaniesz sam i nikt Ci nie poda szklanki wody, oraz że gdy inni będą szczęśliwi bawić się z wnukami, Ty będziesz płakał w samotności. Oprócz tej wzruszającej troski o Ciebie, co można na ten temat odpowiedzieć? Proponuję milczeć, gdyż na świecie są pewne w tym momencie cztery rzeczy – moje artykuły, podatki, śmierć, i idiotyzm osoby która tak Ci mówi. Co więcej, tu wcale nie chodzi o żaden egoizm a o to że ludzie mają w głowie schemat poza który nie wychodzą – ślub, dzieci rodzina, i gdy ktoś nie robi tego samego, budzi to silny lęk, gniew. To raz, dwa że życie rodzinne czesto jest źródłem wielkich frustracji, więc gdy nawijasz się na celownik, można „legalnie” i „szlachetnie” Cię obsobaczyć, okazać zaowalowaną pogardę, poczuć się lepszym ponieważ się nie nałożyło prezerwatywy i nie wytrzymało w końcowym momencie, można wreszcie wyżyć, popouczać Cię jaki to jesteś nieszczęśliwy bo nie robisz „tak jak trzeba” czyli bezmyślnie nie kopulujesz i się nie rozmnażasz bez planowania gdzie mieszkać, jak utrzymać dziecko i tak dalej. Jaki więc sens przekonywac kogoś logicznie że nie ma racji? Owszem, można to uczynić, ale to nic nie da. Można za to się pocieszyć że osoba która tak mówi żyje w schemacie, i nie jest na pewno dobrym pomysłem przyjaźń z nią gdyż jest ograniczona. To ważna wiedza, wiedzieć na pewno że ktoś jest osłem, mozna tej osoby unikać, można się zabezpieczyć przed nią. Logika natomiast jest prosta – większość staruszków w cuchnących fekaliami i uryną domach starców to rodzice i dziadkowie których dzieci wygonili z domu, a mieszkanie przehandlowali żeby sobie kupic telewizor i samochód.

    Nikt z rodziców nie jest szczęśliwy – widzieliście kiedyś spełnionego z życia rodzica? Ja nie, zawsze coś nie gra. Niech zgadnę, pewnie jesteś szczęśliwa, prawda? Tak bardzo że mogłabyś mnie walić wałkiem do ciasta z całej siły by mi udowodnić swoje szczęście i spełnienie. Dziecko nie daje szczęścia, nic nie zmienia, jak ktoś lubi być nieszczęśliwy to będzie taki też z dzieckiem czy bez niego.Dziecko daje spełnienie biologiczne i psychiczne, nigdy duchowego, oznacza to że zawsze będzie jakas pustka, nic nigdy nie będzie grało. Co do egoizmu, to egoizmem jest powołanie na świat człowieka tylko dlatego że tak trzeba, albo co inni powiedzą. Takie rodzicielstwo nie ma sensu, sens jest jedynie wtedy gdy dziecko się kocha i go oczekuje z pełnią świadomości że jest to osobna od nas istota, która kiedyś nas opuści i będzie żyła tak jak zechce – o ile terrorem psychicznym nie zrobimy z dzieciaka wraka który robi to co chcą rodzice, a potem całe życie nie może się wyleczyć z poczucia że spieprzyło sobie życie. Chociaż prawdę mówiąc, dzięki temu mam czytelników. Sami powiedzcie – czy ja mam nie lubić zła? Jeśli bylibyście szczęśliwi, komu bym pisał? W jaki sposób zapraszałbym eleganckie i zgrabne czytelniczki na osobiste wykłady do mojej kawalerki? Nauczyciel dobra którym jestem, istnieje tylko dzięki złu i ciemnocie. Jednak leczę tak by wyleczyć, nie martwię się o klientelę – miliardy osłów do wyboru do koloru, nie przerobię nawet promila za swego życia. Żyć nie umierać.

    Jest jeszcze jeden powód, ten który ja przedstawiłem sobie. Podjąłem już decyzję o wazektomii, kierując się przede wszystkim dobrem ewentualnego dziecka. Dzieci lubię, one mnie też lubią, jednak fakty są miażdzące – mam 31 lat, od 10 lat IBS zrobił ze mnie inwalidę, do tego mam astmę i hit ostatniego tygodnia – wykryta rozedma na zdjęciu rtg czyli już po mnie. Umrę jak każdy, tylko szybciej i możliwe że w bardziej emocjonujący sposób. Moje dziecko przejmie te geny, a nie chciałbym by była taka sytuacja że nie pójdę z synem pograć w piłkę bo źle się czuję. Płuca mam po tacie genetycznie, a doskonale wiem jak wyglada dzieciństwo dziecka z chorym na płuca ojcem. I tego dla swojego dziecka nie chcę, byłoby świństwem z mojej strony gdybym wiedząc jak to jest, zrobił coś takiego maluszkowi. Nie wiem też ile z tą chorobą pożyję. Pewnie do 50 tki dociągnę ale z niewydolnością oddechową. Zakładam wersję oczywiście średnio negatywną. Pozytywna jest taka że używając wiedzy duchowej wyzdrowieję, jednak wtedy tym bardziej nie chcę mieć dzieci. To czego nie wiedzą ludzie nie znający swoich poprzednich żyć to to że dziecko nie jest czystą taśmą w sensie że jest świeże i jest tu pierwszy raz. Dziecko było kiedyś z nami związane, żyło tu niejeden raz, i ma wobec rodziców pewne intencje. Jeśli dziecko ma intencje zemsty za coś co stało się kiedyś, żadne rady nie pomogą, i rodzic będzie osiwiałym wrakiem ze stresu. Jesli dziecko chce się odwdzięczyć, będzie dobrze chociażby rodzice byli negatywnie nastawieni.

    Dziecko jest też traktowane przede wszystkim jako sens życia. Gdy przypominam sobie swoje poprzednie niektóre żywoty, doskonale widzę że żadnego szczęścia nie miałem, co więcej moje dzieci też go nie miały. Sens życia to coś więcej niż fizjologiczne instynkty, a rozmnażanie to czysta biologia, piękna gdy dziecko jest do lat 6, gdy jest słodkie i bezbronne. Uwielbiam takie dzieciaczki, jednak coś jest za coś. Potem dziecko zaczyna robić problemy i zaczyna się przeważnie gehenna. To jak w związkach – gdy kobieta da Ci w twarz na ulicy odejdziesz jeśli jesteś gentlemanem, albo oddasz gdy jesteś taki uduchowiony jak ja. Ale gdy będziesz z kobietą która była słodka parę lat, nie odejdziesz ani nie oddasz. W imię przeszłości jesteś lojalny i cierpisz. Tak samo jest z dziećmi – są kochane do pewnego czasu. Potem mimo tego ze się starasz, zawsze popełnisz jakieś błędy wychowawcze i uderzany dzień w dzień, będziesz kochać w imię przeszłości. Im bardziej ich nie chcesz popełnić, tym cześciej one wystąpią. Potem te dzieci będą się z tego leczyć latami, albo żyć moca rozpędu, jak żywe trupy z oczami w telewizorze. Natura te wszystkie psychologiczne mechanizmy obmyśliła niezwykle skrupulatnie. Dla natury liczysz się tylko jako rozpłodowy byczek a kobieta jako samobieżna macica której celem życia jest rodzenie i gderanie. Gdy stworzycie dzieci, nie liczycie się. Liczy się tylko przetrwanie, nigdy wasza duchowość.

    Nie liczy się jakość, tylko ilość. Liczy się przetrwanie za wszelką cenę. Dlatego też gdy rozwijacie się duchowo, tak niezwykle ważne jest by przemyśleć tą sprawę bardzo przenikliwie i dokładnie. Czy moje pragnienie dzieci jest stworzone przez społeczeństwo? Chcesz mieć dzieci bo Cię wyśmieją, bo się nudzisz? Czy też naprawdę chcesz przywołać duszę jakiegoś człowieka który umarł, by dać mu nowe życie? Słyszeliście Państwo że sperma zawiera w sobie trupi jad? Urodziny zawierają w sobie śmierć, a śmierć nowe narodziny. Sperma zawiera trupi jad, a prochy trupa użyzniają ziemię która daje nam warzywa którymi żywią się zwierzaczki. Oto koło samsary, iluzji. Gdy chcesz być szczęśliwy i wolny, musisz z niej wyjść. Gdy kobieta z wypiekami na twarzy Ci mówi że dziecko jest pragnieniem jej duszy, nie jest – to pragnienie biologiczne. Tak samo jak lęk wysokości nie jest lękiem duszy, a lękiem biologicznym, który Ci służy byś przetrwał.

    Niezwykle rzadko jest tak że dziecko nas uduchawia. Dziecko to przeważnie spłacanie starych długów karmicznych które nas ściągają do ziemi. Zaden z poważnych nauczycieli duchowych nie miał dzieci, oni dokładnie wiedzieli czym to pachnie. Ale to nie wszystko. Dzieci rzekomo dają satysfakcję, przyjemność. Satysfakcja wynika z tego ze nasza część, nasze geny pójdą w świat. To daje satysfakcję, ale tylko komuś kto nie doznał reinkarnacji i tego że odradzamy się wciąż i wciąć. Jak ma mi dać satysfakcję przekazanie genów, skoro wiem że to wcale nie ja stworzę to dziecko które przyjdzie? I jaką może mi dać to przyjemność skoro w medytacji mam o wiele większą z samego faktu że żyję? Chciałbym jednakże podkreślić fakt, ze są ludzie stworzeni do rodziny i dzieci. I ok, jeśli daje im to spełnienie, jeśli to lubią, czemu nie? To co ważne to rozpoznanie swoich prawdziwych motywacji. Gdy pojawi się dziecko, będzie za późno. Zostaniemy wciągnięci w tryby maszyny która nas wyciśnie jak zgniłą pomarańczkę.

    Dziecko też zabiera Ci czas. Czas potrzebny na lekturę, swoje pasje, medytację, rozwijanie się, wciąga Cię w świat emocji i zależności. To zwykła mechanika – im wiecej poświęcisz na rozwój siebie, tym więcej poznasz siebie i tym więcej się zmienisz. Im więcej czasu poświęcisz na dzieci, tym mniej będziesz go miał dla siebie. Proste? Nie dla wszystkich. Dziecko ma Cię wciągnąć w odwieczną grę z której chcesz się wydostać. Hipnoza społeczeństwa jest straszna, miażdzy Cię, zabija wszelka indywidualność, wrażliwość. Liczy się tylko konsumpcja, kopulacja i kolorowe światełka żeby zabić czymś pustkę. Witaj w mięsnym świecie przybyszu.”

    Polubienie

    • … osobiście, jako zdeklarowany antynatalista, jestem totalnym zwolennikiem wazektomii, która powinna być w Polsce dopuszczalna, albowiem ja nie zamierzam nigdy popełniać grzechu ojcostwa i skazywać jakąkolwiek duszę na ten wyrok życia w tym upadłąym matrixie … to moja ostatnia inkarnacja, wreszcie zrozumiałem czym to grozi, to życie w ciągłym dualizmie duch-materia 🙂 …

      Polubienie

        • Jeśli już, to w tempie geometrycznym 😀 😀 Może być ,,tempo”(ciąg Fibonacciego), ale jest ,,wolniej” postępowy.

          Ale się baba przypierdzieliła!

          No, OK. to tylko żarty!

          A tak, swoją drogą, co myślisz,Jarku o świętej geometrii? To dopiero kosmos!

          Polubienie

    • ,, Dziecko też zabiera Ci czas. Czas potrzebny na lekturę, swoje pasje, medytację, rozwijanie się, wciąga Cię w świat emocji i zależności. To zwykła mechanika – im wiecej poświęcisz na rozwój siebie, tym więcej poznasz siebie i tym więcej się zmienisz. Im więcej czasu poświęcisz na dzieci, tym mniej będziesz go miał dla siebie. Proste? Nie dla wszystkich. Dziecko ma Cię wciągnąć w odwieczną grę z której chcesz się wydostać….”

      To jedne z najgłupszych, wyrażających całkowity brak znajomości tematu, stwierdzeń.
      I pisze to człowiek, który kiedyś był dzieckiem. Ponadto miał wielkie szczęście, że jego Rodzice nie rozpatrywali jego istnienia pod względem ,,zwykłej mechaniki” i kogoś zbędnego.
      To książkowe tłumaczenie niechęci posiadania dzieci z pobudek czysto egoistycznych, zaznaczam, czysto egoistycznych(istnieją inne przyczyny, dla których ludzie nie mają dzieci i tych przyczyn absolutnie nie należy kwestionować). Mówię tu tylko o egoizmie.
      Zadziwia mnie fakt, że najwięcej na temat dzieci mają do powiedzenia ci, którzy nie mają zielonego pojęcia o ich posiadaniu i dlatego siłą rzeczy stać ich tylko na przedmiotowe traktowanie sprawy.
      Z jednej strony podnosimy larum o niszczeniu rasy białej – w naszym przypadku jeszcze konkretniej, o odkrywaniu szumnej historii Słowian i odradzaniu się ich ducha(DLA KOGO I W KIM?) – a z drugiej strony wsłuchujemy się w PROPAGANDĘ SAMOZAGŁADY. Bo czym że jest niechęć dla istnienia nowych pokoleń, jak nie SAMOZAGŁADĄ? Wydaje mi się, że w ten sposób sprzyjamy tym, których celem jest depopulacja. Czy nie jest to zainfekowanie ludzkości wirusem zagłady od środka? Cichego samobójstwa na własne życzenie?
      Idąc za ,,racją” powyższego cytatu można zadać pytanie: ,,Po co w ogóle są ludzie na Ziemi?” Jak określić człowieka, który korzysta z dorobku życiowego innych, czyta lekturki, rozwija się dzięki nim, a sam nie przekaże nic, bo nie będzie miał komu?
      Gdyby tak wszyscy myśleli, to autor powyższego cytatu biegałby do dziś w skórach i z maczugą w dłoni – o ile by żył, nie zżarty przez dzikie zwierzę.
      Czy to jest w porządku, czerpać z wielopokoleniowej, wielowiekowej myśli ludzkiej i wziąć ją tylko dla siebie? Na sobie zakończyć istnienie człowieka na Ziemi?
      Autor cytatu(sadzę po wypowiedzi) sprawia wrażenie człowieka, który uważa, że podczas tego wcielenia osiągnie szczyt swojego rozwoju. Tak, gdyż w przeciwnym razie, gdyby zechciał wrócić na plan ziemski i coś ,,dopracować”, to do kogo by wrócił? Do drzew i zwierząt? Dziwne, że teraz nie korzysta tylko z mądrości przyrody, a raczej w dużej mierze z osiągnięć myśli ludzkiej.

      A patrząc z jeszcze innej perspektywy: może to być naturalny proces śmierci cywilizacji – w przypadku naszej – bardzo niedoskonałej.
      Zaryzykuję pytanie:
      Może dlatego, że cywilizacja zachodu obrała niewłaściwą, destrukcyjną drogę, to musi ,,cofnąć się” ( inwazja muzułmańska???), by w przyszłości wejść na dobre dla jej rozwoju tory, albo umrzeć? Czy czasem NWO nie jest celowo zaplanowanym aktem śmierci tej cywilizacji, by na jej zgliszczach odrodziła się nowa, lepsza? Przecież tak na prawdę, to obecna cywilizacja niczego nie nauczyła się od poprzednich, które wyginęły. Wszechobecna zapaść cywilizacyjna, o której tak wiele pisze chociażby Jarek, jest tego dowodem.
      Hm … z globalnego punktu widzenia chyba coś jest na rzeczy …
      To, że jakieś barany uczyniły z Ziemi wiecznie kotłujące się, energetyczne laboratorium – o czym mówi Gmo – nie musi być wyrocznią. Cywilizacja może wznieść się i uwolnić od pasożyta. O ile sama przestanie zachowywać się jak pasożyt niszczący wszystko wokół siebie.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Polubienie

      • Pani Krysiu, jak pani przejdzie korowód tysięcy inkarnacji, to może pani coś zrozumie, bo póki co reakcjonizm wskazuje typowe podejście samiczej kobiecości, która owszem jakąś tam inteligencję emocjonalną ma, ale żyje w swoim świecie wielu nie rozkodowanych programów podświadomości. Ten człowiek pisze prawdę przez pryzmat wysoko rozwiniętej świadomości duchowej, a nie przyziemnego egzystencjalizmu, którego miarą pani go ocenia ( znów subiektywne emocje kobiece biorą górę ). Jako, że szanuję pani mądrośc, to zachęcam do lektury uzupełniającej powyższe rozważania autora, może Pani się oświeci 😉

        http://www.eioba.pl/a/4xw6/czy-pragnienie-zwiazku-jest-autentycznie-nasze

        http://www.eioba.pl/a/4vnd/single-i-bezdzietni-wrogowie-publiczni

        http://www.ecoego.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=950%3Aqw-dupie-bylicie-gowno-widzielicieq&Itemid=93

        Poza tym Słowianie mają swój Wyraj w wyższych wymiarach, więc może lepiej, żeby nasze wysoko rozwinięte dusze opuściły ten padół nieszczęsny, a nie tkwiły w tej iluzji matrixowych pigułek „szczęścia” z którymi błędnie utożsamia się rodzinę, dzieci, czy związki podyktowane w 99% hormonalnych hajem „zakochania”, bo to wszystko zaczyna się rozpadać. Ja uważam, że cywilizację powinno się wygaszać w pokojowy sposób, poprzez sterylizację humanitarną, i jednocześnie rozwijać świadomość duchową, bo tam jest kierunek naszej ewolucji jak ludzi, tymczasowo przebywających w powłokach umartwionych ciał. Pozdrawiam 🙂

        Polubienie

        • Do GMO i Sanctusa,proszę mnie oświecić jaką przyjemność
          macie z rzucania na siebie nawzajem chamskich inwektyw,bo
          ja nie widzę w tym nic miłego.A może ja w swoim rozwoju cos
          przeoczyłam i jestem obecnie zapóżniona .

          Polubienie

        • ,, Pani Krysiu, jak pani przejdzie korowód tysięcy inkarnacji, to może pani coś zrozumie, bo póki co reakcjonizm wskazuje typowe podejście samiczej kobiecości, która owszem jakąś tam inteligencję emocjonalną ma, ale żyje w swoim świecie wielu nie rozkodowanych programów podświadomości….”

          Bardzo dziekuję, Sanctus za twój komentarz. Każdy z nas jest na różnym etapie rozwoju i bardzo się cieszę, że jeśli czegoś jeszcze nie pojmuję, żyję w rzeczywistości, którą inni już ,,przerobili”, to jest mi to pokazywane, mogę się uczyć.
          Dobrze jest być uczniem, dobrze jest być nauczycielem, ale ten drugi z pewnością musi mieć o wiele większą cierpliwość i wyrozumiałość, za co jestem ci wdzięczna.
          Jeśli czegoś nie rozumiemy, stawiani jesteśmy przed ,,nowym”, często pierwszym odruchem jest bunt, na kanwie którego nadal chcemy patrzeć przez ,,stare pryzmaty”.
          Wydaje mi się, drogi Sanctusie, że to naturalne. Człowiek transformujący siebie powoli wyzbywa się ograniczających przekonań na rzecz lepszych, bardziej uniwersalnych. Cieszę się, że w naszej Jarkowej rodzinie możemy to robić, będąc otoczonymi życzliwymi ludźmi. To bardzo ważne. Określenie ,,rodzina” trochę tu pasuje, ponieważ w niej są różne poziomy wiekowe, różne poziomy rozwoju, różne możliwości asymilacji wiedzy, a wszyscy wzajemnie wspierają się, pomagając sobie wzajemnie.

          Dzięki i serdecznie pozdrawiam.

          Polubienie

  6. http://www.eioba.pl/a/43vd/lichwa-serca

    „Dużo młodych chłopaków, poucza mnie o pieniądzu, sile oszczędzania, pomnażaniu majątku. Oburzają się, że wydałem cały swój „majątek” na coaching (czyli 2400 zł) który niewiele pomógł, zamiast oszczędzać; oburzenie wzrasta gdy wzruszam ramionami, bo i co mam powiedzieć komuś, kto nie wie co znaczy spędzić kilka lat w zamknięciu? powiedzą że to fajne, że też by tak chcieli; wątpię. Dlatego tylko się rozbawiony uśmiecham, ale jest w tym uśmiechu wiele gorzkich akcentów.

    Kąpiel w szampanie

    Fanatycy Roberta Kiyosakiego, z pulsem ponad sto osiemdziesiąt, gdy myślą jak będą kąpali się z pięknymi dziewczynami w najlepszym szampanie, rozbijali po imprezach luksusowymi, najdroższymi mercedesami, młodzi liberałowie i gimnazjaliści; pryszczate szwadrony Korwina Mikke okupujące fora internetowe, wierzący że rzucą świat na kolana liberalnymi teoryjkami, wymyślanymi w gabinetach bankierów i działów PR wielkich koncernów, by dodać sobie kolejne miliardy kosztem ludzi. Latka mijają, a basenów z szampanem, złotych rolexów i pięknych modelek jak nie ma, tak nie ma nadal – pojawia się za to nędza i bieda, upodlenie u prywaciarza za nędzne grosze od którego nie można zwiać, bo nie ma zasiłków, poczucie frustracji, wściekłość, rozhisteryzowana grubaska przekonana że nasz mędrzec zniszczył jej życie, bo mogła wyjść za szejka a nie takiego nieudacznika. I pal licho że szejka raz w życiu widziała w telewizji. Poczucie że zostali oszukani narasta, ale nie można się do niego przyznać; nie można obwieścić światu, że oto zostaliśmy nabrani. Nauczanie i łajanie trwa więc do końca – show must go on. Ja to naprawdę rozumiem, przyznanie się do błędu wiele kosztuje.

    Zbrodnia i gniew

    Wiem to doskonale, bo sam byłem taki sam. Wszystko wiedzący, napchany sloganami z Korwinowskiej ówczesnej gadzinówki; życie jednak brutalnie zweryfikowało poglądy które uznałem za prawdziwe, a które takimi nie były. Do tej pory dębieję ze zdumienia, gdy słyszę ludzi którzy mówią że zabranie zasiłków i pensji minimalnej, pobudzi gospodarkę; tymczasem na podkarpaciu są teraz (2012/2013) ludzie, pracujący za sześćset złotych. I się cieszą, bo pracy nie ma. Po prostu nie ma. Posprzedawali wszystkie zakłady, jedne zniszczono, drugie prowadzi niemiec czy francuz, płacąc nędzne ochłapy. Lublin, Łódź, Rzeszów, Przemyśl; bieda, nędza, brak jakichkolwiek perspektyw, samobójstwa z rozpaczy i ulice pełne placówek bankowych. Gdy człowiek wejrzy głębiej poza główne ulice miast i miasteczek, widzi straszne rzeczy, patologię, czającą się w zaułkach i zrodzoną z nędzy zbrodnię i gniew. Zabrać im resztki pomocy społecznej – pobudzeni impulsem liberalnym, zaczną na wsiach i miasteczkach, gdzie rodzina utrzymuje się z kilkuset złotych, zakładać firmy i tworzyć bogactwa. Że bogacze ryzykujący więzieniem dla paru groszy, będą charytatywnie te pieniądze dawać biednym i chorym. Że jak nie dasz pieniedzy pracownikowi tylko biznesmenowi, to on zainwestuje w pracownika. Żeby w to uwierzyć, trzeba naprawdę mocno zrezygnować z logiki i takiego życiowego rozsądku. Z jednej strony pryszczaci liberałowie, utrzymywani przeważnie przez rodziców, z drugiej równie odrealnieni lewacy, uważający że kilka milionów imigrantów z obcej kultury, a nienawidzący obecnej która ich utrzymuje, to żaden problem. Że zakazanie i poddanie wszystkiego kontroli państwa, to recepta na udane życie, a zakaz posiadania broni i brak kary śmierci, będzie dla ludzi dobry. Obie strony straszą swoimi przeciwieństwami, i są tacy sami jak sztuczni podjudzacze w sprawie otyłości; istnieją dla nich albo szkieletory, albo wielkie masą Panie. A przecież nie trzeba być po żadnej stronie ekstremum, i być zwyczajnie normalnym. Iść pośrodku ścieżką, jak Budda. Trochę z liberalizmu, trochę z socjalizmu. Bo każdy z tych wzorców ma coś dobrego, ale także coś złego.

    Mówią…

    Mówią że jestem nieudacznikiem. Mówią że kompletnie nie znam się na finansach. Mówią że jestem leniwy, Mówią że mam małego… W sumie mają rację. Ale nie wiedzą najważniejszego, bo o tym żaden guru finansów już im nie napisze, tak jak nie piszą o tym, że największe fortuny zawsze powstają na wyzysku, nieszczęściu, wojnie, i wielkich, międzynarodowych przekrętach. Na wynalazkach, pracowitości, co najwyżej rosną milionerzy, a niezwykle rzadko trafi się miliarder. Dlatego ja to napiszę, ponieważ nie czuję się ani trochę, ani ociupinkę gorszy od multimiliarderów. Wypełnia nas ta sama krew, mamy takie same narządy wewnętrzne, trochę różni nas napletek, ponieważ ja go posiadam; nie widzę więc powodu, by się czuć mniejszym.

    W życiu wymieniamy się pieniędzmi, które uznaliśmy za wymiennik towarów i usług. Tymczasem istnieje znacznie większa wymiana w każdej chwili naszego życia, a jest nią energia duchowa (mana, prana, chi) czyli prawdziwa przyczyna życia i naszych stanów emocjonalnych. Obliczałem sobie, jak bardzo jesteśmy poddani energetycznej lichwie. Proszę zauważyć że upicie się alkoholem, to lepszy humor na jakąś godzinę do dwóch, z kilkunastoma minutami euforii. Oczywiście te czasy mogą się zmieniać, podałem przybliżoną średnią, opartą na swoich doświadczeniach. Tak więc mamy jakieś dwie do trzech godzin przyjemności, a przyjemność w głębszym znaczeniu tego słowa, to wzrost energii. Pijąc więc zwiększamy (nie my, a byt który transerfing nazywa wahadłem, DEIR meduzą, ezoterycy myślokształtem, Castaneda latawcem a okultyści egregorem) poziom energii (co przekłada się oczywiście na dopaminę itd.) na te trzy godziny – a co później? ile trwa popularny „zrzut”? co najmniej sześć, do dziesięciu godzin. Później także trwa, tylko jest subtelniejszy, mniej zauważalny. A czym jest tzw. „dół”? drenażem z energii, i niczym więcej. To coś pozbawia nas energii duchowej, której skutki nazywamy detoksykacją organizmu. Śmiało można więc założyć, że trzy godziny ekstazy, kontra co najmniej kilkanaście godzin cierpienia, w tym pierwsze kilka potrafi być naprawdę ostre – tak ostre, że niemal każdy obejmując toaletę i płacząc, przysięga sobie że to był ostatni raz. Czy to jest uczciwy interes? nie, to provident w najlepszym wydaniu. Na tym interesie, można tylko stracić. Tych którzy uwierzyli w opary szczęścia, czeka rynsztok i w najlepszym wypadku odwyk. W najgorszym cuchnąca melina, niewyobrażalny ból, upodlenie i straszna, pełna piekielnych wizji śmierć. Zaczęło się fajnie, skończyło – jak zwykle. Kolejny który myślał, że wygra zderzenie z walcem.

    Uciekał na ryby

    Podobnie jest z seksem. To nie jest tak, że naciskasz przycisk i następuje przyjemność. Najpierw byś chciał seksu, jesteś napięty, sprężony, buzuje w Tobie hormonalna chuć. Często tygodniami, miesiącami. Eksplozja przyjemności jest tym większa, ile napięcia wcześniej doświadczysz. Tak naprawdę, rozkosz jest wynikiem rozładowania napięcia; im większe, tym większa przyjemność. Im mniejsze, tym rozładowanie słabsze, mniej satysfakcjonujące. Dlatego ludzie stale mający seks, często wolą poczytać gazetę zamiast się rozbierać, i wykonywać te śmieszne ruchy na żonie. Kiedyś znajomy opowiadał mi o facecie, który miał zawsze gorącą jak wulkaniczna lawa, piękną żonę. I uciekał od niej na ryby – byłem wściekły słysząc te prawdziwe słowa, bo jak to tak, ja latami nic, a ten sku.. ucieka od takiej kobiety na ryby? z czasem zrozumiałem, i sam wolałem coś napisać, niż znowu się wygłupiać bez majtek. Prawiczkowie i wiecznie napaleni pryszczaci, przecierają oczy ze zdumienia; czy ten facet oszalał? rezygnować z seksu? sa napaleni, napięci, aż z nich iskrzy; ich orgazm jest wybuchowy, ponieważ kończy często wieloletnie napięcie emocjonalno – fizjologiczne. Ileż można kopulować z własną dłonią? Seks jest jak ciężka praca; im większa harówka i stres, tym większą radość daje odpoczynek i cisza. Chwila rozładowania w seksie, wcale nie jest dla Ciebie za darmo; płacisz za nią co najmniej kilkanaście razy więcej. Wahadło poleci dalej tylko wtedy, gdy mocniej je wcześniej odepchniesz. Tu nic nie ma za darmo.

    A papierosy? odprężają, luzują; kilka „buchów”, i człowiek czuje że wszystko ma sens. Paliłem kilkanaście lat, więc takie obliczenia prowadziłem już dawno temu. Papierosa spalałem w około pięć do siedmiu minut, paląc na spokojnie. Początek, delikatna euforia, zmniejszenie odczucia lęku i napięcia. Człowiek zwalniał, czuł się lepiej. Pod koniec papierosa już czułem się trochę gorzej. Po wszystkim przez godzinę odczuwałem tzw. „kapeć” w ustach, ogólne obniżenie nastroju, łapałem „dół”. Ust przeważnie przemyć nie mogłem, dlatego że gdy znikał „kapeć”, napadała mnie chęć na kolejnego dymka. Z tym oczywiście walczyłem, jakieś kilkaset razy zanim skutecznie poradziłem sobie z nałogiem. Luz po papierosie, wcale nie jest za darmo; proszę pamiętać, że mówię o energii, a nie dotykam kwestii straty pieniędzy, zniszczonych zębów, większej szansy na rozedmę, serce i raka. Prawdopodobnie do końca życia będę ponosił konsekwencje palenia papierosów, najpopularniejszego środka antylękowego. To są dodatkowe „bonusy” od chwili przyjemności. Dostajesz zastrzyk energii, a musisz jej oddać znacznie więcej. Kilka chwil fajnie, kilkadziesiąt i więcej – znacznie mniej fajnie.

    Pierwsza działka za free

    Podobnie działa hazard. „Mądry” diler daje kilka pierwszych działek za darmo. Później wyniosą wszystko z domu, pobiją matkę, by znowu teleportować się do chemicznej krainy szczęścia. A więc pierwsza wygrana w grę hazardową, daje niezwykłe poczucie zadowolenia, mocy; człowieka zalewa euforia, dopaminowe szczęście. System daje Ci pierwszą działkę za darmo. Znikają troski, problemy precz wypędzone przez kolejne, końskie dawki serotoniny wyzwalane przy automatach do gry. Przy okazji pojawiają się pieniądze, których każdemu zawsze brakuje. Frajer połknął haczyk, a teraz wyciąga się go powoli na brzeg, by swoim szarpaniem nie zerwał się z żyłki. Na poziomie energii duchowej, frajer dostaje jej trochę, by chciał doświadczać tego stanu częściej i częściej. Gdy przychodzi po energię, zamiast ją dostać, oddaje swoją. Ale się nie poddaje, chce się odegrać „jeszcze rozbiję bank”. Nic nie rozbijesz, jesteś już na patelni – nie czujesz tego smrodku przypalanej rybiej łuski? Smutne historie wisielców i topielców, którzy przehulali dorobek życia w kasynie, to norma w świecie gdzie nikt Ci nie da euforii za darmo. W tym świecie, za darmo są znacznie lepsze rzeczy; ale nie wiesz że istnieją, nikt Ci o tym nie powiedział. Jedni nie wiedzą, inni wiedzą, ale zyskują na Twoim nieszczęściu, więc na pewno Ci nie powiedzą, ba! będą nawet źli że ktoś to mówi. „Najważniejszy jest spokój” mówią, spokój staje się ich najcenniejszą rzeczą jaką mają. Tymczasem pod wstrętnym kożuchem spokoju i fajności, skrywane są straszne tragedie. Gdy znika spokój, ktoś może się zorientować że jest okradany.

    Słodycze. O, mój temat ulubiony i znienawidzony zarazem. Tak samo to działa; ekscytacja i luz po zjedzeniu czekolady czy tortu, a później? ile narzekania, wyrzutów sumienia, fizjologicznych skutków jedzenia cukru, który zakwasza organizm? to taka sama lichwa energetyczna, drenująca z energii, a co za tym idzie, zdrowia i pieniędzy. Religia także jest takim właśnie kredytem; zauważ że religia nigdy nie leczy całkowicie z poczucia grzechu, poczucia winy; wyzwolenia masz oczekiwać na tamtym, rzekomo lepszym świecie, a żeby je dostać, musisz uczestniczyć w ceremoniach i rytuałach; płacisz więc nie tylko pieniędzmi. Zauważ że religia najpierw Ci wmawia od dziecka że jesteś winny śmierci Jezusa, byś czuł się winny, niegodny, fałszywie skromny bo tylko tacy rzekomo mają posiąść ziemię. Później oferuje Ci cały zestaw leków przeciwbólowych, które zmniejszą ten stworzony przez nich ból; ale nigdy go nie wyleczą. Gdyby wyleczyli, musieliby się przekwalifikować, stracili by utrzymanie, prestiż społeczny, pieniądze. I tak płacisz latami, bo jedna chwila ulgi po spowiedzi, równoważona jest przez cały tydzień bądź miesiąc, sztucznie stworzonych problemów i cierpienia.

    Lichwa

    Każda lichwa energetyczna, opiera się na Twoim napięciu, poczuciu niedowartościowania. Gdy jesteś stale odprężony, spokojny, nie odczuwasz napięcia; nie ma więc czego rozładowywać, tworząc iluzję rozkoszy. Nie można Ci zaoferować energetycznego kredytu, za który zawsze słono się płaci. Możesz teraz zapytać – cóż więc warte jest życie bez rozkoszy i przyjemności? i masz rację. Przyjemność to rzecz wspaniała, i wcale nie musisz z niej rezygnować. Otóż w chwili odprężenia, odczuwasz ciszę i błogość. Są to uczucia subtelne, ciche, jednak niezwykle kojące, rozkoszne. By ich doznawać, nie musisz odczuwać napięcia, brać jakikolwiek kredyt; to staje się zwykłym stanem istnienia. Na drugim biegunie są głośne, hałaśliwe, euforyczne emocje, za które jednak musisz zapłacić. Na początku dostajesz gratis, później płacisz mało, a jak wsiąkłeś, jesteś zrujnowany. Gry komputerowe, to też kredyt.

    Sprytni bankierzy tworzą biedę, wykupują firmy i je rujnują, by zapanowała nędza. Wtedy ustawiają swoje placówki na każdej ulicy, płacą znanemu aktorowi (np. Pan Kondrat) by ich reprezentował, a ludzie ufając jego miłemu głosowi i aparycji, zaciągają kredyty których nie mogą spłacić; ponieważ nie ma pracy i zasiłków. W ten sposób kończą zlicytowani, bez ziemi, domu od pokoleń w ich rodzinie, wszystkiego co mają. Dokładnie w ten sam sposób działa wielki Lichwiarz energetyczny. Sprawiają że nie odczuwasz tu i teraz, tylko ciągle koncentrujesz się na tym głosiku w głowie. Budują w Tobie porównanie do modeli, miliarderów, sportowców, byś czył się gorszyi napięty, byś kupował i pragnął. W ten sposób budują napięcie, a później dają Ci sposoby na jego rozładowanie, i wzmacniają Twoje nieszczęście. Wiecej pieniędzy i rozrywek, wcale nie załatwi Twoich problemów. Ktoś, coś – chce byś tak myślał. Tylko że to nieprawda.

    Ciągły smutek, przygnębienie, lękowe myśli, to spłacanie zaciągniętego kredytu. A Ty? co dzisiaj spłacasz? bo ja nadal spłacam, wczorajsze szaleństwo z raffaello i migdałami w czekoladzie…”

    Polubienie

  7. …no to opowiem Wam moją historię…Działo się to onegdaj sławnego roku „2012” ! Lubię pograć sobie w STS-a, a wieczorem sprawdzać wyniki na żywo (wtedy jeszcze (livescore.pl) aktualnie ta sama witryna nazywa się flashscore.pl. W międzyczasie czytam Jarka ew. inne ciekawe strony. To był wtorek, bo grałem mecze w piłce nożnej z kilku lig angielskich (od 2 – 5). Ok godz.22.30 mecze się kończą(lecz bywa też doliczony czas). W układzie tabelarycznym podają kto z kim gra i aktualny wynik oraz aktualną minutę gry – połowy- uwaga wynik i czas na czerwono; po zakończeniu w kolumnie czas jest FT(full time) na czarno i końcowy wynik także. Nazwa drużyny, która wygrała – pogrubiona. …no to „wchodzę” na oną stronę i sprawdzam – wszystko na czarno, i do tego moje typy nietrafione!!!Zamykam stronę. Nieskolko wkurzony idę do kuchni, zaparzam sobie herbatę i za ok. 5 min.wracam i wchodzę by sprawdzić ostatni (nie położony) kupon. jAKIE JEST MOJE ZDZIWIENIE , KIEDY JĄ OTWIERAM – mecze trwają w najlepsze (zostało śr. ok. 5 min. każdego i wszystkie na czerwono)! Aby było ciekawiej, mecze kończą się (zupełnie inne wyniki) po mojej myśli i kasuję…. Wytłumaczy mi ktoś ten fenomen?.Dodam tylko, że parę miesięcy pózniej miałem „powtórkę z rozrywki”, czyli tak samo „się działo” jak opisane wyżej…

    Polubienie

  8. ….dzięki gmo i sanctus…mi się wydaje, że jednak, te światy równoległe istnieją, tylko są przesunięte nieznacznie w czasie (tak tłumaczę ten mój przypadek), zwłaszcza, że wtedy odniosłem wrażenie jakbym oglądał niby ten sam obraz, ale w innym miejscu(ciele?); tu z kolei przypomina mi się gdzieś przeczytana historia o tzw.rozszczepieniu (nie pamiętam, czy się teraz właściwie wyraziłem)duszy i możliwości przebywania jednocześnie w kilku ciałach – słyszał może ktoś z Was o tym?… zaiste temat bardzo mnie intryguje!

    Polubienie

    • Oko opowiem Ci mój przypadek,niejedyny zresztą,ale ten akurat został potwierdzony przez policję,otóż podczas wybudzania mnie w szpitalu po operacji tarczycy,nastąpiło
      zatrzymanie akcji sercowo-oddechowych,po 20 minutowej
      akci reanimacyjnej,którą ja sobie z góry obserwowałam,udało się mnie przywrócić do życia.
      I nie byłoby w tym nic dziwnego na dłuższą metę,gdyby po jakimś okresie już pobytu w domu nie zapukał do moich drzwi
      policjant,który pokazał mi fotografię na której byłam oczywiście
      ja jako jeden z gapiów wypadku samochodowego.
      Stwierdził,że jestem jednym ze świadków i żebym złożyła
      zeznanie.
      Zdjęcie zostało zrobione w momencie mojej reanimacji w szpitalu,ja miałam wiedzę o tym wypadku,ale myślałam,że
      znam to z prasy,powiedziałam to policjantowi pokazując mój
      wypis ze szpitala,uwierzył mi bo takie były fakty.
      Na zdjęciu które mi pokazał byłam ja w mojej sukience w grochy,którą do dzisiaj trzymam na pamiątkę.
      Od tamtego wydarzenia zaczęłam czytać o tych sprawach
      dostępną literaturę,ale też moje życie zmieniło się nie do
      poznania,nie rozmawiam o tym z innymi,bo miałam już taką
      sytuację,że pukano się w czoło jak tylko napomknęłam
      o tej sprawie.Powiem Ci,że tylko jedna osoba mnie rozumiała
      o czym mówiłam, to zmarły niedawno mój jedyny przyjaciel wspólnych dyskusji .
      Jako,że nie był to jedyny tego typu przypadek w moim życiu,
      też jestem tym mocno zaintrygowana,kiedyś tu na blogu napisałam o jednym przypadku,ale zostałam wyśmiana przez
      GMO więc odpuściłam sobie dalszą dyskusję na te tematy.

      Polubienie

      • Ciekawe bardzo!
        Kiedyś racjonalizm kazałby mi to (takie wieści) zlekceważyć..

        Już nie śmieję się z niczego.
        Wszystko jest inne niż widzimy..

        Polubienie

  9. ” Archonci upierdalają mój rozwój i doskonalenie miałem mnóstwo w życiu, od dziecka mnie atakują”
    W rozwoju duchowym są dwie drogi (nie mówię tu o człowieku biologicznym – człowieku natury)
    droga WOJOWNIKA i droga ŁOWCY PRZYGÓD.
    Ten, na którego napadają ma naturę Wojownika i dostanie to czego oczekuje – walki, trudu, przeszkód i zmagania.
    Natomiast Łowca Przygód – luzak – nie ma wrogów, zdobywa doświadczenia i idzie od przygody do przygody trochę żartując z Wojowników, którzy gdzie by się nie znaleźli przyciągają wrogów – a to komary, a to teściową, no ewentualnie Archontów 🙂 a to ci z „wyższej półki 😛
    Każdemu wg życzeń i oczekiwań. To są te „równoległe” światy ! To tu w tym świecie się to rozgrywa.
    „A kto sieje wiatr ten zbiera burzę”

    Polubienie

    • Sprawa jest prosta. „Łowcy przygód” to uduchowieni którzy zasilają system. Zaś „Buntownicy” to uduchowieni, którzy ów system osłabiają. Te dwie postawy dotyczą również nie uduchowionych. To utrzymuje system w stanie stabilizacji / homeostazy.

      Polubienie

  10. Aniu – dziękuję i wierzę CI, albowiem „dzieją się na tym świecie dziwy, o których największym filozofom się nie śniło”…dakini – może to jeden z aspektów, ale z pewnością nie jedyny…ja obstaję jednak przy „równoległych” jako że „nakręcają” mnie do poszukiwań takie właśnie „przypadki” …pozdrawiam obydwie Panie

    Polubienie

  11. Nie rozumiem dlaczego przywołując temat światów równoległych ciągle jest mowa o serialu „Archiwum X”. Przecież serial który był o światach równoległych to „SLIDERS”

    Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s